czwartek, 17 marca 2016

Szczek i Choryw

,, […] trzej synowie Orija: Kij, Paszczek i Gorovato […] wsiedli na konie i pojechali […] a za nimi drużyny...'' - ,,Vlesova kniga''





Po śmierci Czernisława I Boginiaka na tron Roxu wstąpili jego synowie: Szczek i Choryw. Nazywano ich suczymi synami, lecz nie mieli tego za obrazę, bowiem ich matką, a w każdym bądź razie matką Szczeka była sama Żweruna – córka Boruty i Dziewanny Šumina Mati, leśna Enka mająca postać olbrzymiej, burej suki z nieprzebytych puszcz Liteny. Przed wiekami w erze dwunastej, owa Żweruna została w ludzkiej postaci poślubiona przez księcia Kroka, rodząc Sukosława Suczyca, wielkiego bohatera Słowian. Teraz zaś porodziła Szczeka. Jeśli zaś chodzi o Chorywa, to jak podaje ,,Księga sławy'' Borysa z Nieważowa, też był synem króla Roxu, ale zrodziła go rusałka Łybiedź Wdzięczna, królowa Jeziora Łabędzi. Obaj bracia wyglądali jak bliźnięta – byli smukli, wysocy, jasnowłosi i silni; kochali się też w sposób przykładny. W dniu ich postrzyżyn, królowa Bałamutka, bo taką postać wzięła na siebie na te wszystkie lata Żweruna, zamieniła się w sukę i uciekła do lasu gonić zające. Szczek i Choryw mieli jeszcze przyrodniego, starszego brata, królewicza Suchodoła (jego matka, królowa Wianka zmarła przy porodzie), przeznaczonego na następcę tronu, lecz poległ w wielkiej bitwie ze strzygami i kikimorami pod Suchym Płotem, kiedy to jego bracia byli zbyt młodzi by wojować. Zostali koronowani na królów Roxu po śmierci Czernisława I i godnym jest pochwały, że ich przyjaźń przetrwała próbę czasu.


*





Rusałka wdzięku pełna, pląsała powiewając powłóczystą sukienką na mozaikowej podłodze królewskiego zamku Kija w Dendropolis. W jej białych, do rzeźby z eburnu podobnych dłoniach błyszczała lira ze złota. Urokliwa tanecznica cieszyła serca królów Szczeka i Chorywa, oraz ich gości pieśnią o odległej krainie gdzie cały czas panuje wiosna, młodość i szczęście.
- Na ostrowie mającym nazwę Abarii – uszy biesiadników pieścił głos dziewczęcy, słodszy ponad wyobrażenie – mieszkała krasna pani; Abara Mladnica; wiecznie młoda dziewica, z łona Mokoszy zrodzona, a przez potężnego Świętowita spłodzona. Najpiękniejsza między dziwożonami, z czułą troską sprawuje pieczę nad roślinami i zwierzętami. Pod jej sceptrem żyją w zgodzie, bez starości, bez choroby i bez śmierci. Radość, miłość na ostrowie owym stale gości...- obaj królowie Roxu zapragnęli przybić do brzegów Abarii; jeden z nich miał poślubić Enkę, panią owej wyspy, przez Greków nazywaną Hebe, zaś przez Waregów z Nürtu - Idunn, obaj zaś mieli stać się wiecznie młodymi.
Im dłużej o tym myśleli, tym bardziej starzały się ich serca. Nie było łatwo dostać się do Abarii; krainy młodości.
- … Tam gdzie na sinego morza przestworze – śpiewała rusałka – ściana ognia gorze, za nią się rozciągają błogosławionej Abarii brzegi, nieskalanej Mladnicy szczęśliwy kraj daleki... - rusałka skończyła pieśń i taniec, pokłoniła się do ziemi królewskim braciom, a jej długie włosy rozsypały się złocistą falą po kamyczkach mozaiki.
Obaj królowie zwołali wołwchów, żerców i uczonych mężów. Jęli wypytywać ich o położenie wyspy, na której wznosił się kapiący od złota tron pani Mladnicy. Mędrcy próbowali ich zrazu odwieść od tego zamiaru, w końcu jednak widząc upór obu królów, dali im mapę. Szczek i Choryw kazali naszykować królewski korab ,,Białego Gryfa'' o szkarłatnych żaglach. Wypłynęli nim w świat daleki z portu w Nowym Grodzie Północy nad Morzem Srebrnym, wcześniej ustanawiając jako regenta bojara Lichotę. Był to człowiek chciwy i ambitny, miernych kompetencji, lecz królewscy bracia ufali mu, bo prawił im pochlebstwa.


*



Agej Zabołat skierował swe słowo do wieszcza Letnika, syna Słabomira z grodu Nitry.
- Pójdziesz do grodu Tmu – Tarakanu, gdzie ludzie sławią karaluchu i będziesz u nich wołał o pokutę, bo wielkie są ich grzechy – nierządu i niesprawiedliwości. Z ich to powodu miastu grozi zagłada – mówił Agej Perzona Foyakista w widzeniu prorockim.
Letnik jednak wzdrygnął się na samą myśl, by iść do Grodu Karalucha nad Morzem Ciemnym, bowiem Słowianie i mieszkańcy Tmu – Tarakanu nie żyli ze sobą w przyjaźni. Wieszcz udał się w przeciwnym kierunku; nad Morze Srebrne do Nowego Grodu Północy. Pochmurny i zafrasowany, jakby uciekał przed żoną, wsiadł na pokład ,,Białego Gryfa''; królewskiego korabia i nim to udał się razem ze Szczekiem i Chorywem ku brzegom Abarii. Wtedy to Jurata ,,carica Morja'' uderzyła swym złotym trójzębem w fale i zerwał się sztorm. Nikt nie chciał zginąć – wszyscy rzucili się ratować korab. Jeden tylko Letnik pogrążył się w apatii i nic nie robił. ,,Nawet tu mnie odnalazł'' – mruknął niezadowolony wieszcz i nakrył się płaszczem.
- Hej! - zawołał nań król Choryw. - Dlaczego nic nie robisz, by uratować nawę, nawet Enków nie wołasz na pomoc! - Letnik zwiesił nos na kwintę.
- Ściga mnie gniew Ageja – Boga Bogów. Naraziłem się mu odmawiając wyruszenia z misją do Tmu – Tarakanu...
- Durak! - sapnął gniewnie król.
- Sztorm rozpętał się z mego powodu – ciągnął Letnik. - Jeśli chcecie by ustał, rzućcie mnie w fale – królowie Szczek i Choryw kazali załodze jeszcze zażarciej wiosłować, lecz nic to nie dało.
,,Biały Gryf'' tonął, więc wrzucono Letnika jako żertwę dla Juraty, a wtedy sztorm ucichł.
- Trza nam będzie oczyścić się z jego krwi, najlepiej wodą z Sobotniej Góry – zauważył Szczek, syn Żweruny.





Fale zakryły Letnika, lecz nie było mu pisane utonąć. Jurata posłała swego syna, Indrika w ,,Gołębiej Księdze'' nazywanego ,,matką wszystkich zwierząt''. Był to zwierz większy niźli wieloryby, zieloną, gadzią łuską pokryty. Miał paszczę z wielkimi zębami, płetwy piersiowe jak delfin i ogon niczym ryba, zaś z końca pyska wystawał mu pręt długi a giętki, zakończony kulą wydzielającą złote światło. Indrik został stworzony mocą łona Juraty już w erze drugiej i żył w morzu całe eony jako jedyny w swym gatunku. Zobaczył Letnika wpadającego w toń wodną i on – Indrik – ryb i potworów morskich pożeracz, zakrył go swymi szczękami. Letnika ogarnęła ciemność i stracił resztki przytomności. Spał w trzewiach dobrego potwora morskiego, słodko jak niemowlę w kolebce. Nie po to jednak Agej przydzielił Letnikowi misję nawracania Tmu – Tarakanu, aby wieszcz sobie spał. Indrik niósł go w paszczy, aż w końcu wypluł Letnika na brzeg.
Gdy ów po długim i krzepiącym śnie otworzył oczy, spostrzegł, że jest dzień; piękny i słoneczny, on sam zaś leży w łożu z kości słoniowej, przykryty piernatami w jakimś chramie, czy to pałacu. Zbudowano go nad morzem, na samym brzegu, bo do uszu Letnika docierały uderzenia fal przyboju i krzyki mew.
- Gdzie ja jestem? - przecierał oczy pełen zdumienia. - Czyżbym dostał się do owej Aba.... coś tam, krainy młodości, do której zmierzali królowie Szczek i Choryw? Ciekawe czy ich tu spotkam.





Letnik od niechcenia pociągnął za złoty dzwonek zawieszony na purpurowym sznurze. Wówczas do jego komnaty weszła panna trudnej do opisania urody, odziana w powłóczystą szatę z niebieskiego jedwabiu. Jej długie włosy lśniły złotem pod wieńcem z białych lilii. W talii nosiła srebrny pasek, na palcu pierścień z jednorożcem – symbol dziewictwa, na czole zaś miała wymalowany złotą farbką półksiężyc. Letnik zapytał ją.
- Racz mi powiedzieć, pani, kim jesteś; istotą ludzką czy boginką i czy jestem teraz w Nawi Jasnej, czy też raczej w Abarii – na ostrowie pani Mladnicy, o którym się powiada, że panuje tam wieczna młodość? - panna w błękicie roześmiała się perliście bez cienia złośliwości.
- Nie jesteśmy boginkami, panie – odrzekła – aleśmy z tej samej rasy ludzkiej co i ty. Fale wyrzuciły was na brzeg, a my – morskie bohynie – służebnice Juraty dałyśmy ci schronienie w swojej świątyni, jak to często czynimy z rozbitkami.
- A w jakim zakątku Sklawinii teraz jestem? - spytał Letnik.
- W sławnym Królestwie Roxu, nad Morzem Ciemnym – odrzekła bohynia.
Kapłanki Juraty zaprowadziły Letnika do bani gdzie się obmył, odziały go, nakarmiły i napoiły. Nim wyruszył w dalszą drogę, zaopatrzony w złote grzywny z klasztornego skarbca, poznał dzieje owej wspólnoty. Dowiedział się, że przybyła ona aż z ziemic celtyckich (Kiełtyki), gdzie owe niewiasty określano jako galiceny. Służyły one bogini Danu, w Cymru nazywanej – Don, a przez Słowian – Mokoszą. Jej mocą umiały tkać mgłę, sprowadzać deszcze i śniegi, gasić i wzniecać ogień, a nawet zamieniać wodę w lód jak to czynili słowiańscy kołodunowie. Bohynie – galiceny zakładały swe wspólnoty w Analapii, Bohemii i Roxie, użyczyły nawet nazwy Haliczowi – Hałyczynie. Te, u których bawił Letnik wyodrębniły się od reszty bohyni sławiących Mokoszę, poświęcając się służbie jej siostry, Juraty. Swoje chramy zakładały nad brzegami mórz i mówiono o nich: ,,morskie bohynie''. Letnik nim opuścił gościnny klasztor miał widzenie wieszcze – po raz pierwszy odkąd uciekał przed Agejem do Nowego Grodu Północy. Bawiąc w kaplicy ujrzał Mokoszę depczącą samozwańczego Czarnoboga we wszystkich jego wcieleniach: jako smoka Rykara, obecnego węża Gorynycza i wówczas mające dopiero nadejść – smoka z Vovel i zielonego węża Zeltysa. Usłyszał też głos Ageja mówiący: ,,Oto najdoskonalsze z moich stworzeń''. Piękno i łagodność Mokoszy wycisnęły Letnikowi łzy z oczu, ona zaś pocałowała go w czoło, szepcząc mu do ucha:
- Bądź wierny. Idź.
Jeszcze tego samego dnia Letnik udał się w stronę Tmu – Tarakanu...


*



,,Abara Mladnica, najurodziwsza z cór Świętowita i Mokoszy była smukła i wysoka, o cerze jasnej, nieskazitelnie gładkiej i jedwabistej. Włosy zaplecione w jeden gruby warkocz miały barwę miedziano – złotą. Jedno oko było niebieskie, drugie zaś ciemnozielone. Pani wyspy młodości ukazała się oczom królów Szczeka i Chorywa w złotej koronie o czterech splątanych promieniach na głowie, okryta płaszczem barwy morza, odziana w suknię, na której wyhaftowano wyspę Abarię za ścianą płomieni, oraz grzyb i trójlistną koniczynę w polu zielonym. Królową zdobiły złote kolczyki w kształcie żołędzi, naszyjnik z pereł, złoty łańcuch opasujący talię, oraz złote obręcze na kostkach'' – Radosław Goździcki ,,Księga świata'': identyczny opis zawiera ilustrowane dzieło ,,Icones bogiń i rusałek'' Malmira z Cynii.




Dwaj niestrudzeni żeglarze, królewscy bracia z dalekiego Roxu skłonili swe głowy przed wiecznie młodą władczynią, o której dzieło ,,Icones....'' powiada, iż była ,,najpiękniejszą z dziewic''. Ta, którą Grecy czcili pod imieniem Hebe ujrzała w wielkim zwierciadle o złotych ramach nadpływający korab znękany burzami i rozchyliła ścianę ognia na oceanie, tworząc jakby wrota umożliwiające wkroczenie do jej cudownej krainy. Bracia udali się do Abarii w szalupie ratunkowej, bo ich poddani bali się podążyć za nimi.
- O co prosicie, dzielni junacy z ludu co sławi Ageja i Enków? - spytała Abara Mladnica.
- Zmagaliśmy się ze sztormami – zabrał głos Choryw – chąsiebnikami, potworami, głodem, pragnieniem szkorbutem i knowaniami morskich czarownic, abyś ty, o pani, którą Waregowie obdarzyli imieniem Idunn raczyła nagrodzić nas wieczystą młodością.
- Bylibyśmy nieskończenie szczęśliwi, pani, mogąc zamieszkać z tobą na twym ostrowie – dodał Szczek, o którym jego wychowawcy powiadali, że był wyszczekany.
Królowa Abarii pokręciła puszystą główką.
- Nie jest wolą Ageja, bym udzieliła wam daru nieśmiertelności, co oznaczać może tylko jedno: nie wyszłoby wam to na dobre. Wasza droga do pełni szczęścia wiedzie przez starość, cierpienie i śmierć i nie ma na to rady. Nie byłoby też dobrze, abyście tu zostali, bo wasze miejsce jest w Roxie, gdzie trza wam bronić waszego ludu – Abara Mladnica ukazała obu braciom w swym zwierciadle jak bojar Lichota zagarnął władzę w Dendropolis i uciska Lud Roksany wysokimi podatkami i pańszczyzną, by móc prowadzić życie próżniacze. - Zbliżcie się, dziedzice wielkiego króla Rusa, a dotknę waszych serc i sprawię, że będą zawsze młode, to jest czyste i pełne zapału, wolne od zgorzknienia i prawe – królowie zgięli swe kolana przed Enką, a ta dotknęła ich serc, błogosławiąc im. Następnie wsiedli do swej łódeczki popychanej tchnienie Pochwista – Striboga, dzięki czemu w miarę szybko dopłynęli do Roxu, gdzie obalili uzurpatora.
Panowali jeszcze wiele lat, a po śmierci usypano im niedaleko Dendropolis kurhany znane jako góry Szczekownica i Chorywnica.



Czarny wołchw

Rus, pierwszy król Roxu spłodził Igora, Kija i Łybiedź; Kij spłodził Moskala – Mosocha, ten zaś był ojcem Jaskotela, ojca Czernisława I Boginiaka, założyciela Czarnego Grodu – Czernichowa. Za jego panowania latopisy odnotowały rzeczy straszne....





Bitwa pod Suchym Płotem była przegrana. Mimo całego męstwa nie tylko słowiańskich wojów, ale też strzegących zwykle stodoły (gumna) skrzatów owinników, zwanych też gumiennikami, oraz bitnego i prawego plemienia Kulików – ludzi o głowach owych długodziobych ptaków, straszydła – słudzy Gorynycza znów były górą. Niewiasty zawodziły i rozrywały sobie twarze paznokciami, gdy dwóch witezi przyniosło zakrwawione nosze z poszarpanymi szczątkami królewicza Suchodoła, następcy tronu w założonym przez króla Kija grodzie Dendropolis nad Tinerpą. Czernisławowi zostali się ino małoletni synowie Szczek i Choryw, wciąż zbyt młodzi by zająć miejsce walecznego Suchodoła.




Odkąd Czenichów został założony, źle się działo w Królestwie Roxu. Po lasach i bagnach gromadziły się pod stanicami Czarnoboga – Gorynycza zbrojne hordy strzyg i kikimor, Čortów, wąpierzy i wilkołaków; z Gór Soroczyńskich złaziły się smoki, z Bałkanii nadlatywały ały i ażdachy. Kuliki toczyły regularne bitwy z olbrzymimi wężami, dusiłkami, zmorami, mamunami, złymi południcami i nocnicami, olbrzymami i psoglavami. Owo plemię ludzi o ptasich głowach, tak mężowie jak i niewiasty noszące jaja w brzuchu, przez trzy dni i noce odpierało atak na swoje włości zwane przez ludzi Kulikowym Polem. Wreszcie siły zła zostały odparte, a ciemność ustąpiła znad kraju Kulików. Jednak ogólna sytuacja Roxu była raczej zła.


*





Była ponura, bezksiężycowa noc, gdy jakiś mąż w czarnej opończy zastukał do drzwi leżącej gdzieś na oparzeliskach chatki czarnego wołwcha Wilczura. Otworzył mu dziad siwobrody, bosy, w powłóczystą szatę barwy otchłani Čortieńska przyodziany. Na ramiona miał zarzucony płaszcz ze skór wilczych, a wzrok jego płomienny, gniewu pełen.
- Kim jesteś, charłaku? - czarny wołwch spytał z nienawiścią przybysza.
- Twym panem, Czernisławem, synem Moskwicina – odrzekł król Roxu.
- Moim panem – odrzekł wyniośle czarownik przepędzony z kolegium białych wołchwów, służących Agejowi i Enkom – jest Gorynycz; Czarny Bóg Zła. Choćbyś mnie zabił – zwrócił się do króla – nic by ci to nie dało, bo mój duch wcieliłby się w żmiję, albo wilka i ciebie pokąsał. Po co do mnie przychodzisz?
- Szukam rady przeciw hordom straszydeł. Przyszedłem do ciebie, bo zawiedli wszyscy biali wołchwowie, czarodzieje, wróżbici – gwiazdorze, alchemicy i guślarze; zawiedli pokładane w nich nadzieje wszyscy herosi – zmiejobory i generałowie. Nawet Analapia, ta ziemia bohaterów, co leży na zachodzie, przegrała bój ze strzygi a kikimory. Sam jej król Jurand, pierwszy tego imienia, stary lecz jary, poległ kłonicą sinych ludzi przebity w czarownic jarze. Dlatego.... - czarny wołchw stracił cierpliwość.
- Wejdź – warknął, a król posłusznie wszedł do jego chaty. Kapłan węża Gorynycza zaklęciem zapalił smolne łuczywo, mamrocząc coś o ,,wypędzaniu Čortów Čortami''.
Tak jak przed chatą bielały trupie czaszki zatknięte na płocie, tak również jej wnętrze strach budziło. Pełne było kurzu, ziół trujących, pentagramów, heksagramów, świec czarnych, ksiąg czarodziejskich na skórze dziewic spisanych, kolorowych kamieni, poronionych płodów w słoikach, kart wróżebnych, kozich kości.... Poniewierały się w nim wypchany krokodyl z rzeki Nilus na łokieć długi, szympans wypchany, duży kocioł, rytualne sztylety z obsydianu, laleczki z wosku ulepione, w których szpilki tkwiły i tym podobne akcesoria, używane przez parające się szpetnym czarodziejstwem sługi Gorynycza. Czarny wołwch posadził króla na ławę i napoił go wódką, do której dosypał szaleju, a może nawet zadał w niej pokuśnika, tak jak czynią to wyznawcy Krisina w swoich potrawach. Jakkolwiek by było, król otumaniony został; nie panował już nad tym co mówi. Gdy czarnoksiężnik kazał mu klękać przed sobą i – aż zgroza ogarnia gdy o tym piszę – ssać jego sromny członek, na którym wykłute było czarną farbą imię węża Gorynycza – król uczynił to jak jakiś idiota. Potem Wilczur kazał władcy wyprzeć się Ageja i Enków, co ten posłusznie uczynił.
- Jednej tylko Syrokiej się nie wypieraj! - tym imieniem Čorty i ich wyznawcy określali Mokoszę licząc, że okaże im ona miłosierdzie.
Gdzieś w oddalonej wiosce piały już trzecie kury. Król Czernisław I Boginiak, o którym powiadano w pieśni, że podrzuciła go zaziemska nimfa zwana boginką, powlókł się w stronę Dendropolis, wypłakując sobie oczy. Szedł ku swojej stolicy, a niebo płakało razem z nim.


*

W 1938 r. po konferencji w Monachium zakończonej haniebnym rozbiorem Czechosłowacji, brytyjski premier Chamberlain z dumą oświadczył, że przywiózł pokój dla całego pokolenia. Wielu ludzi na Zachodzie myślało podówczas, że da się utrzymać pokój kosztem kompromisu z Hitlerem.
Podobnie w tamtych, odległych czasach, na początku obecnej ery trzynastej Rox odetchnął z ulgą, gdy ataki piekielnych poczwar ustały. Nikt poza królem nie wiedział skąd ta jakże miła odmiana. Udręczona ziemica Rusa odetchnęła, a jej lud powrócił z pól bitewnych do swych zajęć. Czarny wołchw pomarkotniał jeszcze bardziej i począł pędzić całe noce z nosem w obmierzłej księdze ,,Codex daemonicus'', co po rusku wykłada się: ,,Kniga biesow''.
Czernisław obudził się struty; nie cieszyły go ani turnieje, ani gra w szachy, ani nawet polowania. Cały Rox odbierał ustanie ataków straszydeł jak ciszę przed burzą i tak było w istocie. Minęły trzy miesiące i nastała słotna jesień. Wtedy to z Gór Soroczyńskich znów wylazły smoki, strzygi, wąpierze i źli Neurowie, w powietrzu unosiły się ogniste latawce i czarownice na miotłach i łopatach, spuszczające grad wielkości kurzych jaj, czarne błota wypluły gromady kikimor, zaroiło się od sysunów, ksykunów, brukołaków, chimer, sfinksów i mantykor. Nowy Gród Północy i Korsuń atakowały morskie potwory. Z Nürtu przyszły nawet trolle. Na czele zaś owych sotni Čortieńska stał z mandatu Gorynycza olbrzym Goran w krzemienną buławę i tarczę ze skóry wieloryba uzbrojony. Ometra, król Analapii i Cudosław I, król Bohemii wysłali posiłki. Król Czernisław gorzko zapłakał. Kazał szukać czarnego wołwcha i sprowadzić go do siebie w pętach, lecz Wilczura, wielkiego czarownika, któregoś wieczora zjadły kikimory. ,,Tak ten co czary odprawiał, od czarostwa swego zginął'' - podsumował latopisiec.
Potomkowie Rusa znów chwycili za broń, lecz nierówna to była walka, bo Słońce i Księżyc spowijały zasłony mroku. Król Czernisław wyznał swe winy przed kapelanem swego zamku, wołwchem Wieczygniewem, o którym lud mówił, że był prorokiem.
- Trza pokutować – oznajmił Wieczygniew srebrnobrody – Enkowie choć sprawiedliwi, gdy widzą serce skruszone, odstępują od kary.
Ten co ojcem był Szczeka i Chorywa, włożył na siebie worek i usiadł w popiele. Całą noc przepędził wśród modłów, w chramie wszystkich Enków, przed świętym płomieniem Ageja. Serce swe rozdarł żalu szponami, a łzy jego były wielkie jak ziarna grochowe. Rano stanął przed swoją drużyną, kapłanami i ludem pokrzepiony na duchu.
- W imię Mokoszy Nieskończenie Miłosiernej, która otarła kosą swą złotą łzy z mojej twarzy – przemówił Czernisław I – nakazuję post surowy o chlebie i wodzie całemu memu królestwu, od rubieży analapijskiej po Pasmo Gorynycza i Promet – Góry Jasowskie. Niech ucichną hulanki w Nowym Grodzie Północy, Dendropolis, Moxie i Korsuniu, aby car Perun – Jarowit wsparł nas swym piorunem, Miedwiedow maczugą, Boruta – Leszy szablą, a przeczysta Dziewanna strzałą z łuku.
Spełniając ukaz króla, cały Rox odział się w wory, wołchwowie zaś tłumaczyli ludowi, że od wora i popiołu ważniejszą rzeczą jest nie czynić sprośności. Enkowie ujrzeli post w całym Roxie i udzielili swego wsparcia, a zastępy straszydeł poczęły topnieć jak te śniegi na wiosnę. Jeden tylko Goran; car – olbrzym szedł uparcie w stronę Dendropolis, aż stanął u jego wałów obronnych.
- Odwagi – niewidzialna Mokosza szepnęła do ucha królowi – to kolos na nogach glinianych; dziś ubijesz go jednym ciosem włóczni!






Posłuchał Czernisław i zatopił włócznię w piersi olbrzyma. Gdy ten skonał, jego cielsko spalono, a oręż i zbroję złożono jako wotum w chramie jytnas Światogora.



wtorek, 15 marca 2016

Osioł w mitologii indyjskiej





,,Choć na ośle nie jeżdżono w Indiach tak powszechnie jak na Bliskim Wschodzie, ale w mitologii indyjskiej osioł służy w tej roli bogini Śitali (...), władczyni ospy. Uczczona ofiarą chroni przed tą chorobą, a rozgniewana zsyła ją na niepokornych. Osioł ma więc charakter raczej złowrogi. Na ośle jeździ również Durga, straszliwa Nirryti (...), kojarzona ze zniszczeniem, i Dźjesztha (...), bogini leśnych terenów, rolnictwa i płodności, ludowe bóstwo o słoniowej głowie czczone przez ludność autochtoniczną  z Indii środkowych i południowych. Łączy się ją z gwiazdą Dźjesztha, która ma złowrogi wpływ. Śniący się osioł wróży nieszczęście. Sen o kimś w rydwanie zaprzężonym w osły oznacza śmierć tej osoby. Taki sen śni się Bharacie, bohaterowi Ramajany, przed śmiercią jego ojca Daśarathy (...). Jazda na ośle śni się też Kansie (wśród innych koszmarów) na noc przed śmiercią'' - Barbara Grabowska ,,Kryszna. Z dziejów literatury indyjskiej''


Trzy historie






Działo się to w pierwszym wieku ery trzynastej w Analapii, kiedy to na tronie w Neście zasiadał Lech I Dalmacki. W siole o nazwie Zawisówka w prowincji Maziva przed oblicze starego a krewkiego żupana, hajducy przyprowadzili w pętach trzęsącego się ze strachu chłopa, który zapisał się w pamięci ludowej jako Rogalski (Hrogaal). Stary żupan, jego prześladowca był dzielnym wojownikiem, którego chrzest bojowy odbył się już w czasach króla Samona. Jednakże człowiek ten bał się czarów bojaźnią ogromną, a tak się złożyło, że zawistni sąsiedzi rzucili potwarz na gospodarza Rogalskiego. Twierdzili, że sporządził z wosku figurki właściciela wsi i karbowego z zamiarem wrzucenia ich w ogień. Stary żupan nie dbał w takich przypadkach o prawo i sprawiedliwość. Nie słuchając upomnień mądrego żercy, nad jego bogomysłowie1 obejmujące też wiedzę o walce z czarownicami, przełożył własną wiedzę i doświadczenie. Rogalski zlał się ciepłym moczem, gdy na rozkaz żupana, stróż kilkakrotnie bił gospodarza młotkiem po nosie, aż krew pryskała na wszystkie strony.
- To cię oduczy, psia mać, psia wiara, czarodziejstwem nastawać na życie swego pana! - warknął właściciel folwarku, a z nim zaśmiali się szyderczo jego domownicy. - Twój pakt z Čortem został złamany, ty ryju Rogalski, tym młotkiem magia twoja rozbita została, a jej resztki z krwią, a smarkami wypłynęły! A teraz – won !!! - hajducy z Madunii podnieśli trzęsącego się Rogalskiego i kopniakami przepędzili go poza obszar dworca.
Chłop dowlókł się do chaty, a krew sącząca mu się z nosa, mieszała się razem z łzami. - Żeby to wszystkie Čorty wzięły! - wykrzyknął pełen rozpaczy, pięścią o stół bębniąc.
Od ludzi nie zaznał pocieszenia; gdy brocząc krwią z nosa wlókł się do chaty, inni kmiecie pokazywali go sobie palcami i szydzili zeń. Rogalski podniósł wzrok i ujrzał w kącie dwoje oczu żółtych, do czarnego kota należących. Dreszcz przebiegł po ciele gospodarza, bowiem nie miał kota.
- Wzywałeś mnie, więc oto jestem – zamruczał ludzkim głosem kociak, a Rogalski, który z razu chciał wskoczyć na stół i wrzeszczeć wniebogłosy, machnął ręką zrezygnowany. ,,Wszystko mi za jedno, bylebym był zdrowy'' – pomyślał, zaś demoniczny kot, mając przyzwolenie gospodarza, wskoczył mu na pierś i począł zlizywać krew z rozbitego nosa, a ten zagoił się. Gdy kot znikł rozpływając się w mroku izby, kmieć poczuł, że został oszukany. Na jego głowie wyrosły pokaźne rogi, u ramion zaś węże krwi głodne. Rogalski odcinał jedne i drugie kosą a siekierą, lecz obrzydliwe narośle odrastały jeszcze większe. Cóż było zrobić – chłop podpalił swą chatę i wyjąc schronił się w lesie. Zdziczał. Począł się żywić grzybami, jagodami a korzonkami, polował na maleńkie jelonki, sarenki i zajączki, wybierał z ptasich gniazd jaja i pisklęta. Czasem zakradał się nocami do swej wioski na pola i do sadów, skąd wynosił zboże i owoce. Czasem ukradł kurę, lub prosiaka. Czarodziejskie narośle dały mu siłę rozszarpywania loch broniących swych warchlaków, jednak stawiały niezmiennie ten sam warunek: ,,Maszszsz nam dossstarczać krwi ludzkich dziatek, w lesssie zabłąkanych''! - syczały mu przez sen węże z ramion wyrastające. Rogalski cały czas przekonany, że Agej i Enkowie są po stronie bezlitosnego żupana, nie miał nawyku ich wzywać. Rozpoczął polowanie na dzieci, a pierwszą jego ofiarą padła trzyletnia wnuczka starego żupana. Mieszkańcy Zawisówki rzucili się łowić potwora, lecz po jakimś czasie dali sobie spokój. Alboż to mało potworów kryje się w lasach?

*




Na dworze możnego pana Bolegniewa, z nadania króla Lecha, pierwszego grafa Góry, przodka wielkiego analapijskiego kronikarza Kagnimira, dziewki służebne (lecz nie niewolnice, bo w Analapii, Bohemii, Slawi i Roxie jako jedynych państwach starożytnych nie było niewolnictwa), opowiadały sobie jakieś niestworzone plotki. Ponoć w okolicy dworca kręcił się Stóg – król chochołów i strachów na wróble. Stóg jak stóg – zwykła kupa siana, lecz ten konkretny stóg był cudowny. Miał moc zamieniania się w rycerza w zbroi ze złotej, smoczej łuski i pod tą postacią ubił szpetną wiedźmę w szarozielone łachmany odzianą. Wiedźma owa nazywana była Grochową Babą. Przesiadywała całymi dniami na polu grochu, doglądając kociołka z grochówką, a nieproszonych gości czarami obrzucała, tak że grzyby psie ich ciała porastały.... Po uwolnieniu Grochowego Pola od tej zmory, ludzie i chochoły tańcowali pono razem osiem dni...






Piękna dziewka o imieniu Udana nie słuchała tych bredni. Choć była najrobotniejsza ze służebnic, doznawała największej surowości od pani ochmistrzyni. Nazywano ją również Wdaną i Popieluszką. Czyniono tak bynajmniej nie dlatego jakoby miała pochodzić z możnego rodu Pompiliuszy – Popielidów jak Popielarz, czy królowie Popiel I Okrutny i Popiel II Gnuśny, była bowiem dziewczyną z ludu, jeno dlatego, że często czyściła palenisko, a jej twarz, ręce i sukienka wciąż były wybrudzone popiołem. Pracy było zawsze tak dużo, że dla biednej Popieluszki nie mogło być mowy o wyjściu na zabawę. Ona zaś tak bardzo marzyła, by choć raz znaleźć się na balu.
Tego wieczora Enkowie wysłuchali jej próśb przez lata z płaczem zanoszonych. Myszki, które zaznały od niej dobroci, pomogły jej wyłuskać groch z popiołu, zaś w lesie, prowadzona przez ognik dziewczyna odnalazła ogromny, stary dąb. Owe drzewo było szafą Leśnej Matki. Popieluszka miała pozwolenie otworzyć drzwi w jego pniu i wydobyć z nich suknię nieopisanej piękności. Wykąpana przez rusałki w leśnym ruczaju, przystrojona perłami skójek i ubrana w szaty godne królowej, pojechała Popieluszka na bal złoconym rydwanem, przez białe jednorożce ciągniętym. Na balu nikt jej nie rozpoznał, oprócz grafa Bolegniewa, lecz ten uśmiechnął się jeno i zachował dyskrecję. Nie miał jeszcze żony. Poprosił dziewczynę w turkusowej sukni do tańca, a ta się zgodziła. Tańczyli taniec dziś zwany polonezem, który zrodził się już w erze dziesiątej, w Wieku Złotym, w czas wesela Jarowita i Perperuny. Urodny był Bolegniew, hrabia Góry, a obyczaje jego dworne. Popieluszka przymknęła na chwilę oczy i złożyła swą puszystą główkę na jego piersi. Rozmarzyła się dumając jak by to dobrze było być jego oblubienicą. ,,Jednak nie mnie to pisane – upomniała się zaraz w myślach – bom ja prosta, z kmiecego rodu, a on – wielki pan''!
- Szlachetność serca nie zależy od posiadanych dóbr i tytułów – Popieluszka przestraszyła się gdy graf Bolegniew odczytał jej myśli. - Prawdziwa wartość człowieka leży w jego sercu, a nie sakiewce. Wierzaj mi, że na sądzie Welesa to czy ktoś był grafem czy kmieciem nie będzie mieć znaczenia, jeno to co uczynił innym – Popieluszka otworzyła usta przerażona. - Może nie wiesz – rzekł pan Góry konspiracyjnym szeptem – ale nie jestem człowiekiem.
- Jeno kim? - zadrżała dziewczyna.
- Stogiem, królem chochołów i strachów na wróble.





- Tym samym co pokonał Grochową Babę? - witeź przytaknął, lecz Popieluszka nie mogła uwierzyć.
- Raczysz żartować, panie! - goście bawili się w najlepsze, zaś Bolegniew zaprowadził Udanę na korytarz, gdzie na jej oczach zamienił się w ogromną stertę siana.
- Och! - pisnęła dziewczyna jak na widok myszy.
- Nie lękaj się mnie! - powiedział Stóg ruszając się nieznacznie, po czym znów zamienił się w człowieka.
- Ufff, dostałam właśnie palpitacji serca! - lęk opuścił serce Popieluszki, ustępując miejsca wesołości.
- Odkryłem przed tobą karty, teraz ty odkryj swoje – rzekł graf Bolegniew. - Za to co uczyniłaś, inny pan by cię kazał oćwiczyć, a może nawet oddał swej drużynie do wyhulania, ale ja tak nie uczynię, chociaż jesteśś moją służebnicą, a nie żadną księżniczką. Nie tajne mi twe cierpienia, choć pewnie myślisz, że jest inaczej. Wiedz, że się kończą i zapewniam; nikt cię już nie skrzywdzi! - para wróciła do sali balowej.
Przetańczyli jeszcze z parę godzin, po czym zasiedli do uczty. Od tej pory rózga ochmistrzyni nigdy już nie rozdzierała białego ciała Udany, której nikt już nie ważył się nazywać Popieluszką. Została żoną grafa Bolegniewa, pierwszą hrabiną Góry. Choć w przeszłości zaznała krzywd ciężkich, jej serce nie szukało odwetu, lecz przebaczyło wszystko i wszystkim. W noc poślubną jej małżonek przybrał postać Stogu, oblubienica zaś zagrzebała się w pachnącym, zielonym sianie i swawoląc w nim, poczęła syna, dóbr wielkich dziedzica. Gdy Srebroń dziewięć razy odmienił się na nocnym niebie, porodziła Udana chłopca wielkości palca, który zaraz potem urósł, a co więcej – potrafił zamieniać się w nagiego szczura, lub stepowego lisa. Dziecię otrzymało pierwsze imię Kazimierz, na drugie zaś Korsak (Chorsak) na cześć wielkiego Chorsa – Cara Księżyca, urodził się bowiem w czas jego zaćmienia, oraz na pamiątkę stepowych lisów korsaków z Roxu, których postać lubił przybierać. Udana porodziła go i udała się do Nawi Jasnej, opłakiwana przez grafa i wszystkich jego domowników.


*




Natonia, okeanida niezrównanej piękności, biegle walcząca szablą z kości morskiego smoka, nazywana była w pieśniach Słowińców – poddanych królów Analapii – Morską Amazonką. Zdarzyło jej się ubić węża morskiego, co owijał swe sploty wokół płynącego do Nowego Grodu Północy korabia z Canum pełnego ludzi. Jej śmiały wyczyn wzburzył zimne serca węży morskich z Morza Srebrnego. Postanowiły ją ukarać. Teraz Natonia o cerze barwy pereł, pochwycona we śnie przez ogromne morskie pająki topiki, płakała przykuta srebrnym łańcuchem do rosnącego na plaży koszmarnego Wężowego Drzewa, mającego syczące żmije miast konarów. Łzy ciekły z jej oczu szafirowych, a wiatr rozwiewał włosy długie a złote. Morskie węże wypełzały na usiany bursztynami brzeg i drażniły rozdwojonymi językami podobne do pereł piersi morskiej rusałki, szydząc z niej:
- Oddamy cię panu Rogalskiemu, ty rzeźniczko, panu Rogalskiemu co ma rogi na głowie i żmije u ramion! - trzeba bowiem wiedzieć, że węże morskie ukazały się Rogalskiemu we śnie i zaprosiły go nad Morze Srebrne, a ten się zgodził.
Kazimierz Korsak w siedemnastej wiośnie życia, uzyskawszy błogosławieństwo ojca, wsiadł na rumaka jak mleko białego, złotymi podkowami podkutego i przepasawszy miecz ogromny, mogący przeciąć liść unoszący się w powietrzu, wyruszył na szlak junacki. Niedawno w czas wielkiego turnieju na zamku w Neście, król Lech pasował Stogowego syna na witezia. Kazimierz Korsak skierował się na północ ku Morzu Srebrnemu. Doszły do jego uszu pieśni Słowińców o urodziwej okeanidzie przez węże morskie do wężowego drzewa przykute. Prawy był pan Kazimierz, na cześć Chorsa – Korsakiem zwany. Zgodnie z naukami ojca, nie zostawiał krzywdzonych bez pomocy; nie pozwalały mu też na to śluby jakie składał przy pasowaniu.
Odnalazł plażę, bursztynem brzemienną i ujrzał na niej ciemnosine drzewo, miast gałęzi mające żmije o przeszywającym syku. Do pnia przykuta była nimfa w gieźle z morskiej piany, czarodziejską sztuką uszytym. Była wycieńczona upałem i pragnieniem. Pan Kazimierz czym prędzej dobył łuku. Wypuścił strzałę; ostrzem jej grotu rozerwał łańcuch. Okeanida poczęła biec na oślep ku morzu i w jego spienionych falach się skryła. Jednym ciosem miecza junak oddzielił żmijową koronę od pnia smoczą skórą pokrytego, a następnie naprężywszy muskuły wyrwał z piasku pień z korzeniami. Natonia wyszła z wody. Przypadła do pana Kazimierza i całując jego ręce chłodnymi ustami, błagała go w imię Juraty:






- Zabierz mnie ze sobą, jasny sokole, bo oto mój dom stał mi się miejscem kaźni. Zowię się Natonia – przedstawiła się była wojowniczka i opowiedziała o tym co przeżyła i wycierpiała.
Pan Kazimierz Korsak posadził ją na swego rumaka Destiera i ruszyli razem ku wioskom rybaków, o pełni Księżyca żegnani przez ogłuszający ryk morskich węży. Po przybyciu do ojcowskiego majątku, syn Bolegniewa – Stogu i Udany, niegdyś zwanej Popieluszką, poślubił Natonię z wielką pompą. W czas wystawnego wesela, gdy sierp wielkiego Chorsa srebrzył się na usianym gwiazdami niebie, ktoś ryczał na zewnątrz w ciemnościach, niby Grendel – postrach Danajów, którego złościła ludzka radość. Gdy pan młody wznosił toast winem z rogu, wrota dworca rozwarły się z hukiem. W strugach rzęsistego deszczu i przy akompaniamencie wycia wiatru, oczom zgromadzonych ukazał się potwór Rogalski. Długo przedzierał się przez lasy i bory, aż doczłapał w końcu nad Morze Srebrne, gdzie ujrzał tylko rozerwany łańcuch i szczątki Wężowego Drzewa rozdziobane przez mewy. Wąż morski powiedział mu we śnie, że Natonię ocalił nieustraszony junak z południa. Wtedy to pan Rogalski zdając się na swój węch, wyruszył w pościg za parą kochanków. Tropił ich aż zaszedł do Góry. Mężczyźni widząc potwora porwali za miecze, lecz on nie atakował. Płakał. Panna młoda podeszła k'niemu, on zaś zaryczał jak byk i wyznał jej całą historię. Wówczas to pan Kazimierz Korsak, skąpawszy swój miecz w świętym blasku Srebroniowym i uczciwszy krótką modlitwą Cara Księżyca, uciął Rogalskiemu wszystkie narośle; rogi i węże i miejsca po nich pochodnią wypalił.
- Wasze szczęście będzie moim – rzekł pan Rogalski Kazimierzowi i Natoni.
Przeżył kurację i już nie był potworem. Jego zbrodnie zostały wybaczone, pakt ze Złym – zerwany. Za zgodą hrabiego i hrabiny Góry, osiadł w ich majątku, gdzie otrzymał pole i zagrodę. Pojął za żonę córkę młynarza, a sama pani Natonia śpiewała na ich weselu przy wtórze złotej harfy upajającą pieśń.
Po przyjęciu chrztu przez ostatniego króla Analapii, a zarazem pierwszego władcę Polski, nasi twórcy legend złączyli w jedno życiorysy Kazimierza Korsaka i św. Aleksego.






1 Wymyślony przeze mnie słowiański neologizm oznaczający teologię

Oniricon cz. 196

Śniło mi się, że:




- mówiłem, że kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa, dzieci z Nieba, a teściowie z Piekła,




- oglądałem na you tube film o archipelagu Khuruna; knarfy podbiły Ziemię i uczyniły z ludzi swych niewolników; Franciszek Józef był potworem o czarnym nosie; w zrujnowanych miastach lęgły się jaszczury, ożywione gazety i słoniosmoki, zaś starzy ludzie byli więzieni w obozie zagłady zwanym Niwą,




- ktoś spłodził boga o imieniu Tęczowy Pas,




- wypożyczyłem ,,Religię Słowian'' A. Szyjewskiego i ,,Boży roczek'' E. Szelburg - Zarębiny, aby je zrecenzować na blogu,




- mieszkałem w Eerie Indiana, które wyglądało jak Szczecin; wracałem do domu, a w pobliżu kręcił się yeti, albo Wielka Stopa,




- G. K. Chesterton na łożu śmierci wymyślił fantastyczną krainę podobną trochę do Ameryki Południowej, a trochę do Australii,




- poszedłem kurs j. angielskiego, była tam dorosła już Dora ov Praag, która mnie przedstawiła, prowadzący zajęcia pytał mnie o ocenę książki ,,Czarownice'' Eriki Jong, a ja odparłem, że jest dla mnie zbyt wiccańska i że wolę ,,Biblię'', ,,Mistrza i Małgorzatę'', ,,Opowieści z Narnii'' i ,,Władcę Pierścieni'',
- zabijałem psy i je zjadałem, lecz gdy Mama kazała mi zarżnąć owczarka niemieckiego, odmówiłem, bo było mi go żal,
- Polska zajęła Wolne Miasto Gdańsk, na co Niemcy odpowiedziały wojną,




- planowałem napisać o mastodontach żyjących na kontynencie Sonor,
- jakieś nastolatki odbyły podróż do podziemnego świata znajdującego się we wnętrzu obcej planety,





- miałem w domu czarno - białego kota Prószka, którego wyprowadzałem na spacer i nazywałem Miśkiem, oraz bernardyna, którego otrzymałem od wujostwa; wujek Markus i ciocia Jolena ov Kujvis mieli ponadto psotną suczkę rasy beagle o imieniu Vera Ravialis,
- dowiedziałem się, że J. R. R, Tolkien był masonem i bardzo się tym przejąłem,




- do mojego pokoju wleciały pszczoła i osa, a ja pilnowałem, aby nikt im nie zrobił krzywdy; osa była bardzo silna i próbowała wyważyć drzwi od balkonu,




- poszedłem na Wały Chrobrego w Szczecinie i jadłem tam lody,




- po latach wróciłem do szkoły i miałem napisać wypracowanie o fragmencie ,,Boskiej komedii'' Dantego, lecz trudno mi było znaleźć na to czas,
- byłem wieczorem w jakimś barze, w którym jakiś człowiek zasłabł i pełzał po podłodze; jakiś żul dostał ode mnie mrożone warzywa, a pani Nisiena ov Stefanitis śmiała się ze mnie.

poniedziałek, 14 marca 2016

Etymologie cz. 4

Dodatek:





Boży Gród (Irenopolis, Jeruszalaim, Hierosolima, Jerozolima) – gród w Ziemi Świętej. Jego nazwa oznacza Miasto Pokoju, co brzmi jak ciężki wyrzut wobec toczących się tam walk między dwoma ludami, wywodzącymi się od dwóch synów Abrahama, z których tak jedni jak i drudzy pozdrawiają się słowem: pokój. Owe miasto, niegdyś jebuzyckie, zdobył izraelski król Dawid i uczynił stolicą swego królestwa. Był to gród stołeczny również za panowania jego syna, cara Salomona Mądrego, który przyjmował na swym dworze Kitavrasa – cara Centaurów i Balkis – Michaldę; królową Saby, a co ważniejsze dokończył budowy wspaniałej świątyni ku czci Jahwe rozpoczętej przez jego ojca. Boży Gród na przestrzeni wieków był zdobywany przez Babilończyków, Persów, Greków i Rzymian, w końcu zaś Arabów i Turków. W czas okupacji rzymskiej, kiedy to na tronie Cezarów zasiadał Tyberiusz, w Bożym Grodzie został ukrzyżowany, lecz po trzech dniach zmartwychwstał nasz Pan, Jezus Chrystus. Jest to teraz święte miasto Żydów, chrześcijan i mahometan.






Carogród (Car – gorod, Bizancjum, Constantinopolis) – największy gród średniowiecznego świata; dawna grecka kolonia Bizancjum, zbudowana po obu stronach cieśniny Bosfor; na brzegu europejskim i azjatyckim. Dni jego chwały zaczęły się, kiedy rzymski cesarz Konstantyn Wielki, przez Słowian zwany ,,carem Kostadinem'', który zakończył prześladowania chrześcijan, przeniósł stolicę na wschód. Imperium Romanum, twór sztuczny, musiało się rozpaść, tak jak wcześniej czy później rozlecą się zapewne Unia Europejska i Rosja. Rozpadało się zatem na część zachodnią ze stolicą w Rzymie i część wschodnią ze stolicą w Carogrodzie. Gdy Rzym upadł pod ciosami mieczy i toporów barbarzyńców, Carogród przetrwał całe tysiąc lat. Miał swoje wzloty i upadki. To z niego święci Cyryl i Metody, oraz inni misjonarze udawali się chrzcić Bołgarów, Moravian i Wielką Ruś. To w Carogrodzie przyjęła chrzest kniahini Olga (Helga), późniejsza święta, co wcześniej z pomocą ptaków spaliła Iskarestień. Jednocześnie Cesarstwo – Drugi Rzym, traciło swe ziemie w walkach z Arabami i Słowianami, sporo też wycierpiało ze strony Wenecji, potajemnie kierowanej przez zbrodniczą organizację Czarnych Gwelfów, którzy zorganizowali haniebną czwartą krucjatę, miast do Ziemi Świętej, wyruszającej plądrować Carogród. Od wschodu nadciągały też hordy Turków, już zaczynające nakładać wielowiekowe jarzmo Słowianom z Ziemicy Południa. Zdobyły one Carogród w Roku Pańskim 1453. Okazały kościół Hagia Sofia, dzieło i powód dumy cesarza Justyniana Wielkiego (,,Salomonie, przewyższyłem cię''!) został zamieniony w meczet. Sic transit gloria mundi.... Dziś jest to Stambuł w Turcji.



Etymologie cz. 3

Grody innych krajów:





Aarhus – gród w Danai; germańskim królestwie nad Morzem Srebrnym. ,,Codex vimrothensis'' podaje, że nazwa wywodzi się od potwora Argusa o stu oczach rozsianych na całym ciele, podobnym do ludzkiego. Temu to Argusowi ściął głowę Algis, posłaniec Enków, któremu Jarowit zlecił uwolnić rusałkę Majkę. Po śmierci Argusa, Perperuna Gromorodna umieściła jego oczy na ogonie pawia, choć inny baj (mit) podaje, że wszystkie ptaki wyszły spod pędzla Dziewanny takimi jakie są teraz.
Ałatyr (Alatir, Alatiropolis) ,, […] został założony w erze siódmej przez białego niedźwiedzia Tar – Alatyra Lorenzkraffta […]. Znajdował się na ziemiach w późniejszych eonach zwanych Orlandem, Roxem, Rusią i Rosją. Choć dużo większy od Toropiecka, w przeciwieństwie do grodów ludzkich nie był ani ciasny, ani hałaśliwy, ani brudny, […]. Pełen jezior, stawów i oczek wodnych, tonął w kwiatach i zieleni. Pełno w nim było marmurowych rzeźb, fontann, domów, był też jedyny w grodzie chram Ageja i wszystkich Enków otoczony gajem. Mieszkały tam w przykładnej zgodzie istoty różnych ras'' – M. Rymwid ,,Nymphologia''





Andromedenborg – stolica Królestwa Danajów, gród założony przez Perseusza, przez Słowian zwanego Żmijowładem. Otrzymał nazwę na cześć jego żony Andromedy, zaś sama Danaya zawdzięcza swą nazwę jego matce, Danae.




Ars – osada w Galii i późniejszej Francji, zamieszkana przez potomków dzikiego, koczowniczego plemienia Arsów ze wschodu. Arsowie chodzili prawie nago i malowali się sinym urzetem. Ich mężczyźni golili głowy, zostawiając jeden warkocz. Żywili się surowym mięsem, gardzili śmiercią i rabowali mijane okolice. Zamiast koni, grzbietu użyczały im arszyńce (uczeni paleontolodzy określają je obecnie nazwą ,,arsinotherium''), dziś już wymarłe, podobne do nosorożców o olbrzymich, grubych rogach. Mieszkańcy Ars ,,różniący się od zwierząt tylko tym, że byli ochrzczeni'', odziedziczyli po swych przodkach wiele dzikich, pogańskich obyczajów i dopiero ich proboszczowi, św. Janowi Marii Vianey udało się ich nawrócić.
Belbožica – gród w słowiańskim królestwie Bohemii będący ośrodkiem szczególnego kultu Ageja – Białoboga.
Białe Jezioro (Biełoziero) – w słowiańskim królestwie Roxu, nad jeziorem Biełyje, gród założony przez króla Sineusa Pustelnika (nie mylić z Sineusem, eponimem Sinea). Wieszczy był Sineus, król Roxu. Pędził swe dni w leśnym szałasie nad brzegiem Białego Jeziora, sławiąc Enków postem a modłami, aż jego broda stała się siwa. Któregoś dnia książę – pustelnik otrzymał koronę Roxu, w miejsce swych braci, którzy pomarli. Nim odjechał do Dendropolis, założył na pamiątkę swego pobytu gród nad jeziorem. Jego krew płynęła w żyłach Lubow Jewgieniewny Białozierskiej, drugiej żony Michaiła Bułhakowa.




Biały Gród (Południa) – stolica Sorabii Południowej, założona przez króla Draka Orenića.

,, […] Drak na polowaniu ujrzał dużego, czarnego psa. Zabrał go do swej siedziby i nazwał Mursin. Wystarczyło zawołać: 'Mursin; kury, kury', a już wiedział, że trzeba zapędzać kury do kurnika. Król odkrył z czasem, że pies umie mówić – robił to tylko przed nim, aż został jego doradcą. Niestety Mursin to był Čort Czarny Pies. Rzekł pewnego razu do Draka, gdy byli sami:- Pamiętasz swego wyrodnego ojca? Gdy twoja macierz konała, on już myślał, by wziąć następną żonę. Poślubił przybłędę z Bohemii; twą macochę. Kiedy mieli oni czas dla ciebie? Czy zaznałeś od nich czułości? Nie, nie zwracali na ciebie uwagi i byłeś samotny, podczas gdy twoi obecni poddani uwielbiali Orlenia i Svatavę. Gdyby jeszcze mieli za co! Dzięki twemu ojcu, sierocie i dosłownie i w przenośni, Sorabia do dziś jest głuchą puszczą, pełną dzikiego zwierza i paru chatynek. Spójrz – Mursin – Czarny Pies w mgnieniu oka zabrał króla na korone najwyższego drzewa w Puszczy Dziewańskiej i w magiczny sposób pokazał mu wielkie i piękne miasta. Nestę, Piropolis, Dendropolis, Agreb, cudny zamek Karel, Ateny – Światłosławice, Teby – stolice faraonów, Ur, Uruk, Issin, Larsę, Babilon – miasta dalekiej Mezopotamii, siedem grodów atilskich...- Nie wstyd ci teraz być królem leśnych dzikusów?! - spytał władcę, a ten się popłakał ze wstydu i zazdrości. Mursin powiedział:- Zbuduj wielki gród, a sława twego wyrodnego ojca rozwieje się jak pył! - po tych słowach znów byli w królewskiej chacie. Choć Sorabowie byli szczęśliwi żyjąc w lesie, Drak przygotował się do budowy stolicy. Na wiecu pokazał przywiezioną z Egiptu srebrną makietę Teb. Postanowił, że jego stolica będzie się zwała 'Białym Grodem (Belgradem). Jednak sąsiedzi Sorabów; Centaury, satyry, rusałki, wodniki, leśni ludzie i żmijowie, olbrzymy i krasnoludki nie chciały się zgodziś na wycięcie ich lasu. Drak za namową Czarnego Psa zarządził rzeź rozumnych współmieszkańców puszczy, a wielu Sorabów miało za żony rusałki, czy leśne niewiasty. Król rozpoczął budowę stolicy, lecz jej nie dokończył. Umarł, a Czarny Pies zabrał go do Čortieńska na wieczne męki […]'' - ,,Codex vimrothensis''

Chorsogród (płanetnickie: Kinperokabad), stolica Królestwa Płanetników, zbudowana w kraterze Kopernik na Księżycu. Był to ośrodek kultu Chorsa – Srebronia. Zbudowany był z plastycznego srebra, białego złota, platyny, ogromnych pereł i księżycowego kamienia – chorsytu. W ogrodach rosły srebrzyste kwiaty, brzozy rodzące liliowe kwiecie, w sadzawkach i fontannach zamiast wody płynęło mleko i kumys. Wszyscy jego mieszkańcy mieli pod dostatkiem cukru w kostkach, śmietany, maślanki i twarogu. Płanetnicy trzymali w swych domach białe owczarki o białych nosach, jednak większą popularnością cieszyły się małe smoki. Za panowania króla Ixovodrava w Kinperokabadzie mieszkały Tatra i Ruta.




Covina – druga stolica Liteny, pełniąca tę funkcję aż do czasu gdy Giedymin zrealizował swój sen o Żelaznym Wilku, budując Vilanę. Covinę założył król Covin (Covinus) , brat Troxa i Palemona II, synów Palemona I Rzymianina i królowej Liteny – Libony. Obecnie jest to Kowno, miasto jak podaje Adam Mickiewicz, słynące z tabaki i miodu.
Czernichów – gród w Roxie, ośrodek kultu Welesa, założony przez króla Czernia I, syna Jaskotela, a ojca braci Szczeka i Chorywa.




Dendropolis (grec. i starokr. ,,Miasto Drzew'') nad rzeką Tinerpą; stolica Roxu. Założył ją król Kij (Dendracus), syn Rusa, brat Igora i Łybiedzi, a ojciec Jaskotela. Choć Kij w przeciwieństwie do swego brata Igora, miłował pokój, to nie brakło mu męstwa. W miejscu gdzie założył Dendropolis, ubił pożerającego ludzi i ich stada smoka Ażdahora, który przyleciał z Persji.




Dubrovnik – w Krobacji, wziął swą nazwę od prastarego, ogromnego, poświęconego chwale Peruna – Jarowita dębu, zwanego Dubus. Gród założył waleczny król Pawlimir – Bellimir, przez Rzymian zwany Bello, syn króla Petrycego i poślubionej mu Rzymianki z senatorskiego rodu, ojciec króla Tyszemira i bodaj najlepszy władca Czerwonej Krobacji od czasów króla Maty. Pawlimir wychowywał się w Rzymie, gdzie od najmłodszych lat podziwiano jego dzielność i prawość. Po powrocie do ziemi ojców, wyrodni bracia pozbawili go należnej mu korony, każąc zadowolić się urzędem wielkiego księcia Dalmacji. Gdy w końcu Pawlimir zdobył koronę, musiał walczyć z rokoszem żupana Lutomira, którego pokonał w bitwie nad rzeką Lim (Limus). Lutomir zginął w czasie ucieczki, zabity przez zdrajcę. Pawlimir zdobył Raszkę, gdzie Rzymianie zbudowali kościół pod wezwaniem św. Piotra, zaś w Kraju Sremskim pokonał Madunów w bitwie pod Belliną, ustanawiając granice swego królestwa na rzece Savie.




Haithabu – Hadeby – Slisthorp – Sliesvik – gród Wikingów z Danai, założony w erze dwunastej przez króla Gaithaba Chciwego, który gnębił swych poddanych wysokimi daninami, w końcu zaś najechał Vinetę i razem z nią pogrążył się w falach.




Halicz – Hałyczyna – gród na pograniczu Analapii i Roxu, często przechodzący z rąk do rąk. Nazwa wzięła się od ufundowania w tym miejscu świątyni i klasztoru celtyckiego zakonu galicen z Brytanii, przez Słowian zwanych bohyniami.
Izborsk – w Roxie, gród założony przez króla Truvora, przez Anglów zwanego Trevorem. Swą nazwę otrzymał na cześć królewskiego przyjaciela, księcia Izbora Budowniczego Term, który zginął w wypadku na polowaniu.




Kazin – w Bohemii wziął swą nazwę od królowej Kazi Trucicielki.

,, […] była przybraną siostrą Libuszy; Krok znalazł ją jako niemowlę leżące na leśnym runie, lecz zabrakło jej miłości przybranych rodziców by była dobra. Inni powiadają, że Kazia była córką jednej z dam dworu królowej Boży i wychowywała się razem z następczynią tronu. Nowa królowa, smukła jak łąnia, o długich włosach barwy piór kruka, jednym oku niebieskim, a drugim zielonym, blada, nosiła najchętniej czerń. Lubiła obwieszać się złotem, srebrem, perłami i kamieniami. Umiała latać na miotle i często odwiedzała na niej Łysą Górę i Dendropolis, gdzie uczestniczyła w sabatach. 'Wielki był kunszt magiczny królowej Kazimiery – mówiła później inna czarownica, Danika z Vompierska. - Niczym nowa Malkieš Lysarayata widziała przyszłość w źródłach i zwierciadłach, zamieniała jedne rzeczy w inne, chodziła po ogniu, odwiedzała gwiazdy błądzące...' W przeciwieństwie do Libuszy, nienawidziła chrześcijan. Smok z Vovel i Čorty spotykane na sabatach mówiły jej: 'Ich bóg – Crostos to mąż. W Jego Imię stłamszą miłość i wolność – tymi słowami Čorty nazywały rozpustę – i zrobią wiele innych strasznych rzeczy' – tak długo mieszały kłamstwo z prawdą, nazywając dobro złem, a zło dobrem, że Kazia uwierzyła i nawet nie próbowała już bliżej poznać znienawidzonych 'chrystolubców'. Zwodziła ich obietnicami własnego chrztu, aż wreszcie postanowiwszy nieodwołalnie, że chce należeć do Owczarni Chrystusa, zaprosiła na swój zamek całą gminę piropolitańską, czyli wszystkich chrześcijan w Bohemii. Gdy przybyli, kazała wszystkich bez sądu powbijać na pale, co też uczyniono, a krew męczenników uświęciła starożytne królestwo Czecha. Jednak raz przetarte szlaki nigdy nie zarastają. Publicznie królowa głosiła, że wyznaje Izydę, której kult był popularny w Imperium Romanum, lecz w rzeczywistości czciła samą siebie […]'' - ,,Codex vimrothensis''

Krokov koło Zbečna – gród w Bohemii, założony w czasach Aleksandra Wielkiego przez króla Kroka I (nie mylić z Krokiem II – ojcem Libuszy, ani z Krakusem – królem Analapii). Krok I ubił ciosem maczugi srogiego smoka hradczańskiego, zaś oręż, którym tego dokonał, Bohemianie przechowywali odtąd w skarbcu na Hradčanach w stołecznym Piropolis.
Kurzym – znajdował się w Bohemii. Z grodem tym wiąże się anegdota o królu Dypoldzie, który zadurzył się w pewnej bogatej wdowie. Ta, aby pozbyć się natręta, ugościła go, serwując dania z samych kur. Król Dypold zdziwił się tym i w odpowiedzi usłyszał słowa, które go zawstydziły, tak, że zrezygnował z dalszych zalotów. W innej wersji mieścił się tu ośrodek kultu skrzata Kurzymka, który jeździł na kurze jak na koniu i opiekował się drobiem.




Libušin – w Bohemii został założony w miejscu, gdzie żercy z oślich trzewi wywróżyli hufcom królowej Libuszy i Biwoja, zwycięstwo nad najazdem Rzymian dowodzonych przez Korneliusza Aestę.
Lipiany – w Bohemii wzięły swą nazwę od Lasu Lipowego, zamieszkanego przez rasę Lipianów – entów lipowych, będących ożywionymi drzewami, z woli Dziewanny Šumina Mati strzegącymi lasu, by nikt go bezmyślnie nie niszczył. W XV wieku w tych okolicach miała miejsce wielka bitwa zwaśnionych między sobą husytów – taborytów z utrakwistami.





Lykaopolis – Vilana – stolica Liteny, jej nazwa oznacza ,,Miasto Wilka''. Założył je w średniowieczu wielki książę Giedymin, który ujrzał we śnie żelaznego wilka. Arcykapłan Lizdejko, jako niemowlę odnaleziony w orlim gnieździe, wyjaśniając ten sen, wskazał na potrzebę budowy nowego grodu stołecznego w miejsce dotychczasowej Coviny. Czeski badacz Šafařik twierdził, że nazwa owego grodu pochodzi od słowiańskiego plemienia Wilków.
Majkopa – w Roxie została założona przez króla Adygeja I. Nazwa tego grodu wywodzi się od majek.

,, […] Była era dziewiąta, kiedy [Maj] stworzył istotki od jego imienia nazwane 'majkami'. Były niezwykle podobne do rusałek – tak samo zgrabne, o miłych twarzach, pięknych oczach i długich, puszystych włosach. Majki różniły się jednak wzrostem – podczas gdy rusałki były tak wysokie jak ludzkie niewiasty, malutkie majki pływały po wodzie w łódeczkach ze skorup pisanek'' - ,,Codex vimrothensis''.




Martin – w Slawi, otrzymał swą nazwę na cześć św. Marcina, biskupa Tours, współczesnego cesarzowi rzymskiemu Julianowi Apostacie i Wratysławowi z Rany, królowi Analapii. Św. Marcin pochodził z Panonii. Z pochodzenia był Słowianinem. Głosił Ewangelię w Slawi, a gdy populus Romanus chciał go obwołać Papieżem, skrył się wśród gęsi. W dzień swego święta, 11 listopada niektórzy widzieli jak galopuje po mroźnym, nocnym niebie na siwym swym koniu Mroziku, zapowiadając zimę i narodziny Zbawiciela.





Mikulaš – w Slawi, został nazwany na cześć św. Mikołaja (Nicolaosa, Nikołaja, Mikułę), biskupa Miry, który zasłynął z wielkiego miłosierdzia wobec najuboższych. Jak podaje ,,Codex vimrothensis'', ówże św. Mikołaj, rozdawca prezentów, prowadził misję chrystianizacyjną w Slawi, tak jak to czynił również św. Marcin.




Minos – gród w Roxie, w ziemicy Krywiczów. Zbudowali go Grecy z wyspy Krety podczas Wielkiej Kolonizacji i nazwali na cześć króla Minosa, podobnie jak gród Minos Mazivitis w Analapii. Obecnie jest to Mińsk, stolica Białorusi.





Mosaysk – w Roxie; został zbudowany przez królową św. Marię Mariewnę na pamiątkę zwycięstwa nad azjatyckimi hordami Kalin – cara i nazwany na cześć Mojżesza.




Mox – leżał w Roxie.

,, […] Kij miał syna Jaskotela, który walczył przeciw Amazonkom. Jaskotel miał syna Moxina (Moskwina, Moskala), który na ruinach Oski (orskiego grodu z ery jedenastej) założył miasto Mox nad rzeką o tej nazwie. Długo nie mógł się zdecydować, gdzie ma zbudować nowy gród. Polując ścigał wielkiego, lśniąco białego barana o złotych rogach, zionącego ogniem. W Bharacji nazywano go imieniem Agni. Moskal zmęczył go pościgiem i zobaczył, że ów baran to sam Swarożyc. Na miejscu tego spotkania wybudował miasto. Obecnie nosi ono nazwę Moskwy'' - ,,Codex vimrothensis''

Tenże Moskal, w ,,Biblii'' zwany Mosochem, walczył w obronie Roxu przeciwko najazdowi Berozusa Malakii, króla Kapadocji. Berozus Malakija stale nosił zawieszonego na szyi zielonego węża – mambę, lub trwożnicę, zwaną Malakiją, żywiącą się sromnymi członkami urzezanymi pacholętom. W wężu tym zaklęte było życie króla Kapadocji. Berozus ogłuchł od pijaństwa i co dzień ścinał sto głów, z któych wznosił kopce. Mososch zwyciężył Berozusa z pomocą tajemniczego króla i zarazem wołwcha, składającego żertwy z chleba i kwasu, Modocasa Zwycięzcy Bujakini, któremu zapłacił dziesięcinę i któremu oddał swój królewski posoch.
Mrówkowo (Formicarium) – gród w Bharacji, który w erze dziewiątej mrówki wielkości ludzi zbudowały dla królowej rusałek Bharatieny.




Murma – nad Oceanem Lodowatym Północnym, leżała w Roxie. Jej nazwa upamiętnia zażartą walkę, którą stoczył w tym rejonie mocą swej matki słowiański heros Ordzień, herbu Zarzycki, syn Mat' Syrai Ziemli z lodowymi czarownicami Marmurieną i Moraną Wieszczycą, które chciały cały świat skuć na wieki lodem. Z Murmy, czyli dzisiejszego Murmańska w Rosji pochodziła biała niedźwiedzica Baśka, którą zabrano jako żywą maskotkę do Polski.
Nist - stolica Aplanu, przedpotopowego królestwa na ziemiach późniejszej Analapii. Nazwa grodu stołecznego wywodzi się od jego założyciela, króla Nissusa, brata Montusa, Oyusa, Orusa, Nurtusa i Apusa, synów Wiła Sławicza.





Nitra – gród w Slawi, zbudowany przez królową Nitrę, córkę Preša, syna Słowaka, brata Lecha, Czecha i Rusa.





Nowy Gród Północy - leżał w Roxie nad rzeką Volchov i jeziorem Ilmen. Był to ważny ośrodek handlowy, założony już w erze dwunastej przez Gostomysła, syna Burywoja. Tenże Gostomysł, razem z ojcem obronił Słońce przed watahą demonicznych wilków, na której czele stał basior Rudy z Burus i wadera Żdana z Bobska. W tej walce obu junakom pomagał sam Perun – Jarowit, którego obalająca dęby, a krusząca żelazo i skały maczuga spadła z nieba na most na Volchovie i odtąd czczono ją jako największą świętość grodu. Dodać jeszcze można, że to właśnie stąd pochodzili bohaterowie tacy jak kupiec Sadko i jednooki Vaska Busłajew. Obecnie jest to Nowogród Wielki.





Odissa – w Roxie, nad Morzem Ciemnym, czyli Czarnym, została założona przez Odyseusza w czasie jego drugiej tułaczki jako wotum przebłagalne dla Posejdona.
Oska Navłaya (strkr. ,,Nowa Oska'', nie mylić z Oską, czyli dzisiejszą Huescą w Hiszpanii) – kolonia Orlandu w Krainie Białych Pól. Założył ja bojar Lubomyr Tinerpianow, za panowania króla Rutysława. Osada została zniszczona przez namiestnika Białopolski, tygrysa Igaja w akcie zemsty za śmierć jego brata z rąk Ora, Ucława. Działo się to w erze jedenastej.





Piropolis (strkr. i grec. ,,Miasto Ognia'', słow. Vatrograd) – stolica Bohemii.

,,Czech rozłożył się obozem u podnóża wielkiej góry nad Lebaną. Później ta góra otrzymała nazwę Rzip, na cześć syna Czecha, który dla swych wielkich zasług, dobroci i mądrości został pochowany w grocie u podnóża tejże góry. […] Czech szukał miejsca, w którym mógłby założyć stolicę. Pewnego razu gdy jechał przez las z żoną Serbią i drużyną, ujrzał lwa. Zwierz był biały niczym orzeł Tinez, nosił koronę z ognia, a jego ogon był rozwidlony. 'To Strażnik Wielkiego Dębu, syn Deneba z Burus' – przemknęło przez myśl Czechowi, lew odezwał się ludzkim głosem:- Chodź ze mną! - po czym skoczył w knieje, a cały orszak podążył za nim. Jedynie najmłodszy i najbojaźliwszy z wojów, Unigost Bradanovic znużony długą wędrówką z tak dziwnym przewodnikiem, niepostrzeżenie zawrócił. Orszak szedł trzy dni za białym lwem, nie jedząc i nie pijąc, aż wszyscy stanęli. Strażnik Wielkiego Dębu zaprowadził ich na pogorzelisko, gdzie mimo deszczu płonął ogień w wielkim, kamiennym pucharze.
- Tą połać lasu spalił i uświęcił piorun – orzekł lew. - Możesz tu zbudować swą stolicę – gdy skończył mówić, zniknął. Czech wraz z całą drużyną padł na kolana, by dziękować Agejowi. Zbudował na pogorzelisku stolicę i nazwał ją Piropolis (Miasto Ognia, Vatrohrad, Praha), bo zanim powstało, spłonęła część lasu. Kruż z wiecznym ogniem, umieścił w chramie Swaroga, a do jego pilnowania wyznaczył siedem dziewic w białych szatach. [Królowa] Ślągwa nadała pierwszemu królowi Bohemii herb Lew Biały'' - ,,Codex vimrothensis''





Presopolis (niem. Preszburg, słowackie: Bratislava) – gród stołeczny Slawi, zbudowany przez króla Preša, syna Słowaka.




Roskilde – w Danai, założył król Ro (Hro), prowadzący we wczesnym średniowieczu wojny z Kynokefalami z analapijskiej wyspy Baltii.






Šaratov – w Roxie założyła polanica (wojowniczka) Šara (nie mylić z Szarką z Bohemii). Potrafiła zamieniać się w mysz, albo w łasicę i pod tymi postaciami śledziła naradę wojowniczych, słowiańskich Puotów i ich sojuszników z Czarnej Ordy. Wojowie tej ostatniej niczym orscy rezuni z ery jedenastej, nosili czarne kolczugi i kożuchy, zwyczajem zaś Varnów malowali sadzą również swe twarze. Šara, która za swe wyczyny otrzymała przydomek Oborotnica, ostrzegła króla Roxu, Mścisława III przed spiskiem i pomogła odeprzeć najazd.





Saropolis – w Sorabii Południowej bierze swą nazwę od polanicy Sary z plemienia Amazonek, żony księcia Bosina. Inna etymologia podana w ,,Codex vimrothensis'', wywodzi nazwę grodu od Sary, żony Abrahama. Dziś jest to Sarajewo w Bośni i Hercegowinie.
Saulopolis – w Litenie wzięło swą nazwę od Słonecznicy imieniem Saule, której łzy zamieniały się w borówki.

,,Saule, najmłodsza z cór Swaroga i Juraty, której kosa do bioder miała barwę złota, a miękkość kitajki, zaś oczy barwę lapis – lazuli, opuściła bursztynowy pałac w sukni zielonej. Jej ukochaną krainą były ziemie nad Morzem Srebrnym, daleko na wschód od Pomori, na wschód od Burus. Na ziemiach tych wydartych złemu czarownikowi Musulusowi (Masiulis) w trzynastej erze przez Rzymianina Palemona, powstało nowe królestwo zwane Liteną, na cześć żony króla Palemona, córki konata. Saule otoczyła ów nowy lud swą opieką i miłością, a nawet zostawszy żoną króla Utesa Zavala wznosiła gród Saulopolis w mowie liteńskiej zwany 'Šavle''' - ,,Codex vimrothensis''




Sevastopolis – leżało w Roxie nad Morzem Ciemnym. Założył je słowiański żeglarz Seva razem z drużyną złożoną z greckich efebów. Nieodłącznym towarzyszem Sevy był drapieżny zwierz z Tebaidy, o nazwie brzmiącej tak samo jak imię jego pana. Zwierzę to przypominało niebieskiego tygrysa z głową warana z Wyspy Szczurów. Powiadano, że była w nim zaklęta dusza bohatera.






Sofija – Sredec – gród w Anto – Tracji. Założył go już w erze dwunastej sędzia Ładzisko (Ladisko), syn Momcziła. Nazwa Sredec wywodzi się od serca, było to bowiem jakby serce ziemicy Antów i Traków. Z kolei utrzymująca się do dziś nazwa Sofija wywodzi się od rosnącej w centrum grodu brzozy. Opiekowała się nią driada Bereza Sofija, którą niewiasty prosiły o długie i piękne włosy: ,,Bereza Sofija! Ja tebe tiehnu do zemly nóżkamy, a ty mena daj dowhymy włosami''!




Srebrennica (Argentopolis) – gród w Sorabii Południowej biorący swą nazwę od Enki Srebrennicy (Argentina, Tanith, Selene, Luna), żony Chorsa – Cara Księżyca.

,,Srebrennica to smukła panna o złotej kosie i oczach jak szafiry, strojna w złoto i błyszcząca jak wielka gwiazda. Powiła waleczną Dziwicę, założycielkę Jerycha […]. W erze trzeciej panią Księżyca ukąsiła Matka Żmyja; ta upadła na Ziemię, a tam gdzie jej grób, wzniesiono gród Srebrennicę.... Po śmierci zamieszkała w Jasnej Nawi'' - ,,Gołębia Księga 1; 100 – 200''

W XX wieku nad grobem Srebrennicy miał miejsce ohydny mord dokonany przez Serbów na Bośniakach.




Światłosławice (Likostofamopolis), przez Greków zwane Atenami (Atenopolis) założyła w erze dwunastej Światłosława, córka Jeszy – słowiańskiego króla Grecji, zwana Ateną i Minerwą.
Terekabad – gród nad rzeką Terek, stolica Gór Ikaryjskich, będących częścią Prometu. W czasach gdy na tronie w Dendropolis zasiadał Mścisław III, Terekabad oblegały hufce słowiańskiego plemienia Puotów. Na jego czele stał car Puta Klaźmir, czciciel czarnego, dwugłowego orła Vorona, któremu składał żertwy z serc jeńców wojennych. Tenże Puta Klaźmir próbował również zdobyć Šaratov, w czym przeszkodziła mu polanica Šara, oraz Dendropolis.





Tessalonika – gród w Macedonii, jego założycielem był grecki heros Tessalon, przez Słowian zwany Cisołuniem. Z wyprawy wojennej przeciw Pylos przywiózł Mimut, młodą i piękną brankę, królewską córkę. Jego żona zapałała zazdrością. Posiadała obraz czarodziejskimi farbami namalowany. Niewiasta prosiła namalowaną na nim postać, by przydała jej urody, aby uwagę męża znów na sobie skupiła. Z obrazu tego, co noc wychodziła jednak wampirzyca Kamra; przyprawiała Joaninę – żonę Tessalona o chudość i bladość, odebrała jej resztkę radości i chęci do życia. Wreszcie Tessalon spostrzegł, że z jego żoną jest niedobrze – ta przygnieciona do łoża ciężką chorobą, wyznała mu o zaczarowanym obrazie i mieszkającej w nim Kamrze. Obraz został przebity osinowym kołem i spalony, co przywróciło Joaninie zdrowie, brankę zaś Tessalon odesłał do ojca.





Tetin – w Bohemii, bierze swą nazwę od królowej Tetki, żony Przemysła Oracza.

,,Tetka była wysmukła i wysoka, miała oczy zielone jak u żbika, oraz rude włosy sięgające pępka, spięte w siedem warkoczy. Nosiła białą suknię, złote kolczyki – jeden okrągły w nosie, a dwa – podobne do żołędzi – w uszach. Świetnie władała mieczem, oszczepem, toporem, strzelała z łuku, biegała, pływała i jeździła konno. Była też czarownicą. Podobno latała na niedźwiedziu i była w stanie sprowadzić gradobicie na wrogie wojska […']''.

Tmu – Tarakan – prastare miasto – państwo nad Morzem Ciemnym, przylegające do Roxu. Jego nazwa oznaczała Miejsce Karalucha, lub Królestwo Ciemności.

,, [Tmu – Tarakan] jest miastem obejmującym ledwie kilka przyległych wsi. Ma armię i flotę, zaś rządzi nim dziedziczny król. Jego godłem jest karaluch – mają go na chorągwiach, na tarczach, tatuażach; budują mu pomniki, oraz noszą klejnoty przypominające te owady. Podobno lek sporządzony z karalucha uzdrowił kiedyś słuch jednego z pierwszych królów. Poza tym wznoszą świątynie i ołtarze smokom – wśród nich Rykarowi. Tmutarakańscy chąsiebnicy są postrachem Morza Smoły – w ostatnich dniach flota tego kraju napadła na Orland, Puanę i Kraj Stepów, by móc zaatakować Aplan. Jednak mieszkańcy Puany spalili smoliste morze, a z nim tmutarakańską flotę. A przecież nie ma złych krain i złych ludzi! Część 'Synów Karalucha' nie splamiła swych mieczy we krwi niewiast i dzieci, nie chcieli napadać na inne kraje, a i swych pobratymców odwodzili od tego'' – opowieść geparda Akkona Jubastina.





Trox – pierwsza stolica Liteny. Założył ją król Trokas (Trox), brat Covina i Palemona II, synów Palemona I. Trox z nimfą zaklętą w bez, spłodził księcia Barstuka Brodatego, lecz ów nie odziedziczył tronu. Raniony na polowaniu grotem z kości płaszczki, jak to przepowiedział Krive Krivejte mówiąc, że ,,śmierć przyjdzie nań z morza'', Barstuk zamienił się po śmierci w setki i tysiące maleńkich, brodatych skrzatów, służących ludziom w ich domostwach, a nazwa tego ludu – barstuki. Następcą Troxa został jego brat Covin.




Truso – stolica krainy Burus. Ów port nad Morzem Srebrnym, założył w erze dwunastej, a może nawet jeszcze wcześniej, bałtyjski wódz Trussus, przez Rzymian zwany Druzusem, syn Prusa. Ów Trussus wsławił się ubiciem potworzycy Violé, co pożarła wodzów Piłsudę i Batutsa. Violé uwodziła mężów pod postacią niezwykle urodziwej niewiasty, prawie nagiej, o włosach długich, czarnych i kręconych. Gdy ci szli z nią oddawać się cielesnym rozkoszom w nadmorskiej chatynce, bądź pływać w morzu, wówczas Violé przybierała swą właściwą postać orki – drapieżcy groźnego nawet dla rekinów i wielorybów i tak pożerała żywcem swych kochanków. Trussus rozpłatał brzuszysko orki mieczem Ostroilem i łeb jej odciął, a wtedy ciało morskiej bestii na powrót było ciałem urodziwej kobiety. Pokazał odciętą głowę innym Burusom, po czym założył gród, nazwany swoim imieniem. Obecnie jest to Elbląg w Polsce, skąd pochodził Wujek Aloś.




Tuer – w Roxie założył Tuero – witeź kniazia Olega z dynastii Rurykowiczów. Tuero jako paź, w czas polowania na błotnicę, wydobył z kurhanu Rusa miecz Rijaz strzeżony przez chorzanki. Były to straszydła podobne do młodych i pięknych, nagich, rudych niewiast o trzech różkach na głowie i piersiach pokrytych złotą, żmijową łuską. Chorzanki zionęły ogniem z piersi, zaś z ich pępków i części sromnych wyłaziły węże o palącym jadzie. Tuero ubił wszystkie osiem strażniczek, a sam jytnas, król Rus prowadził jego rękę, choć otrok o tym nie wiedział. Tuero uratował życie Olegowi ścinając żmijowy łeb błotnicy. Posłował do Bizancjum, Wenecji, Persji i Bharacji, pod ciosami jego miecza ginęły wilkołaki, czarnoksiężnicy, smoki i olbrzymy. W trzydziestej wiośnie życia w Nowym Grodzie Północy uratował Światosławę – piękną niewolnicę rzuconą na żer orce z Morza Srebrnego. Wykupił ją i wyzwoloną poślubił, razem założyli gród zwany Tuer. Po wiekach z ich krwi zrodziła się księżna Julianna Twerska, matka Władysława Jagiełły.





Turku – pierwsza stolica Svamii (Suomi). Założył ją w erze dwunastej Słowianin Turupit, który po śmierci doczekał się czci boskiej.
Uścisław (Ustislavus) – w Roxie, otrzymał swą nazwę na cześć witezia Uścisława, któy uczestniczył w obronie oblężonego grodu przed Szarą Ordą. Kiedy w grodzie zapanował głód, Uścisław najzupełniej dosłownie rzucał we wroga mięsem zabitego ptaka. Fortel zadziałał. Widząc to oblegający odstąpili od oblężenia myśląc, że nie dadzą rady wziąć Roxów głodem.
Vardabardaban – w Królestwie Amazonii, wielkie sanktuarium bogini Nieba i Ziemi, Vardavy.




Varna – w Anto – Tracji, bierze swą nazwę od słowiańskiego plemienia Varnów, których zaciężne hufce walczyły od Germanii po Bharację, a którzy tak jak Czarna Orda, nosili czarne zbroje, kożuchy i malowali twarze i dłonie sadzą, aby przydać sobie groźnego wyglądu. W XV wieku w owym miejscu poległ w walce z Turkami król Polski i Węgier – Władysław Jagiellończyk, po śmierci przezwany Warneńczykiem. Jak prawią legendy, Jancykryst wskrzeszał wówczas poległych Turków kierując ich twarze w stronę Księżyca, zaś królowa Sońka Holszańska pragnąc pomścić śmierć syna, nakazała Kozakom Zaporoskim, by spalili Warnę. Dowodził nimi podróżujący w czasie Żmij Ognisty Wilk.







Virika – w Sindzie, królestwie Asasynek w Azji, została zbudowana w erze jedenastej. Zawdzięcza swą nazwę virikom – ludowi niskorosłych goblinów o czerwonej skórze, żywiących się ludzkim mięsem. Asasynki stoczyły z owymi stworzeniami wiele utarczek, zanim wreszcie je wytępiły.
Vlastislav – w Bohemii, gród założony przez króla Włościsława I w miejscu gdzie ów władca razem ze swą przybraną córką Kirą – Svatavą w obronie swych poddanych stoczył walką z piątką potworów sakawajów, przez złe czary sprowadzonych z zatopionego kontynentu Sonor. Sakawaje były wielkości wilków, zaś pokrywające je futro miało barwę śniegu. Miały czerwone oczy, spiczaste pyski, tułowie łasic, łapy borsuków i długie ogony podobne do futrzanych pióropuszy. Pod ogonami miały, sakawaje, gruczoły wytwarzające w obfitości wielce cuchnący, oleisty płyn, tak jak tchórze i rosomaki, lecz wydzielały go nieporównanie więcej i o jeszcze bardziej przykrym zapachu. Sakawaje zalęgły się zrazu w cukierni pewnego Etruska, Dragatusa Valastrusa z grodu Usti nad Lebaną, zaś po jej splądrowaniu rozbiegły się po Bohemii, pożerając ludzi i ich zwierzęta wśród nieopisanego smrodu. W końcu całe stado, sprowadzone z przeszłości przez czarownika Żytosława, zostało ubite przez króla i jego pasierbicę.
Żatec – w Bohemii założony przez króla Żateca, syna Luczymira. Była to też siedziba plemienia Żatczan, zwanych też Łuczanami, których praojcem był Łuh. Jak podaje ,,Codex vimrothensis'' król Żatec udzielił pomocy zbrojnej faraonowi Jahmesowi w wyzwalaniu Egiptu spod jarzma Hyksosów.