poniedziałek, 25 czerwca 2018

Medjugorie, czyli tam i z powrotem


,,Gdybyś wiedział jak bardzo cię kocham, płakałbyś z radości’’ - z objawień Maryi w Medjugorie







O objawieniach Maryjnych w Medjugorie w Bośni i Hercegowinie, które trwają od 1981 r. po dzień dzisiejszy, dowiedziałem się po raz pierwszy w szkole podstawowej w czasie kazania w kościele. Słyszałem o nich w czasie wielkopostnych rekolekcji w gimnazjum, zaś w liceum czytałem teksty orędzi Maryjnych publikowanych na łamach katolickiego czasopisma ,,List’’. Marzyłem by pojechać do tego miejsca. Znacznie później, już po studiach zrodziły się we mnie wątpliwości co do prawdziwości objawień wywołane krytycznym stanowiskiem Episkopatu Jugosławii i biskupa Mostaru. Ostatecznie wątpliwości te rozwiał we mnie papież Franciszek, który zezwolił katolikom na odbywanie pielgrzymek do Medjugorie. Roma locuta causa finita.
Marzenie o pielgrzymce do Medjugorie spełniło się w dniach 14 – 22 czerwca 2018 r. Była to moja pierwsza w życiu podróż zagraniczna (sic!). Odbyłem ją razem z księdzem proboszczem i znajomymi Mamy. Zaczęła się w czwartek z samego rana od Mszy Świętej, a następnie ruszyliśmy samochodem na wielką przygodę ;). Wyjechaliśmy ze Szczecina, mijając po drodze Legnicę, Świdnicę i Kłodzko.
Z Kłodzka skierowaliśmy się do Czech (czeskie: Česko) mijając małą miejscowość Dolni Lipka.
Na Słowacji (słowackie: Slovensko) przejeżdżaliśmy przez stołeczną Bratysławę (słowac. Bratislava, węgierskie: Pozsony, dawna nazwa: Preszburg). W mojej mitologii, miasto to, noszące starokrasną nazwę Presopolis, założył slawijski król Presz, syn króla Słowaka, młodszego brata Lecha, Czecha i Rusa ;).








Ostatnim przystankiem na trasie odbytej pierwszego dnia pielgrzymki były Węgry (węg. Magyarorszag). Zatrzymaliśmy się w ich duchowej stolicy; siedzibie książąt prymasów (węg. hercegprimas) – Esztergomie, zwanym też pod polską nazwą Ostrzyhomia (po starokrasnemu: Esteragoma). Pozwolę sobie zacytować fragment otrzymanej w miejscowej archikatedrze ulotki dla polskich pielgrzymów i turystów:







,,Emblematyczny budynek wzniesionej na Wzgórzu Zamkowym w Ostrzyhomiu archikatedry potocznie nazywanej również Bazyliką Ostrzyhomską, zajmuje najwyższą pozycję w hierarchii instytucji kościelnych na Węgrzech. Na znaczenie instytucjonalne archikatedry wskazuje także umieszczony na fasadzie napis CAPUT MATER ET MAGISTRA ECCLESIARUM HUNGARIAE, czyli Głowa, Matka i Nauczyciel 1 Węgierskich Kościołów.

Historia wzniesionej na Wzgórzu Zamkowym archikatedry sięga ponad tysiąca lat. Po zajęciu Kotliny Naddunajskiej przez Węgrów ok. 970 roku książę Géza wybudował w tym miejscu kościół obok swojego pałacu. Tutaj został ukoronowany młody założyciel Królestwa Węgier król Stefan I Święty wysłaną przez papieża Sylwestra II koroną w dniu Bożego Narodzenia w 1000 roku. Król Stefan utworzył hierarchię kościelną na Węgrzech i zdecydował o budowie na Wzgórzu Zamkowym Ostrzyhomia archikatedry, która miała pełnić funkcję głównego kościoła w kraju.

Archikatedra poświęcona pamięci św. Wojciecha, nazywana również pięknym kościołem, została powiększona w średniowieczu poprzez dobudowanie kaplic bocznych, z których do czasów dzisiejszych zachowała się tylko Kaplica Bakócza. Przejawami czci oddawanej Najświętszej Maryi Pannie i św. Wojciechowi było drugie poświęcenie kościoła w 1453 roku oraz powstanie w rozbudowanej w XIX wieku w stylu klasycystycznym archikatedrze ich licznych wizerunków, które możemy oglądać również i dziś.

Twórcą idei przywrócenia roli głównej siedziby kościelnej archikatedrze w Ostrzyhomiu był arcybiskup Sándor Rudnay. Po tureckiej okupacji i latach spędzonych na uchodźstwie w Trnawie stanowiącej wówczas miejsce siedziby arcybiskupiej chciał on przywrócić centrum intelektualne i duchowe arcybiskupstwa w Ostrzyhomiu. Obecny budynek powstał dzięki jego wysiłkom i działalności trzech kolejnych arcybiskupów ostrzyhomskich. W portyku głównej fasady archikatedry znajdują się herby czterech prymasów, ‘budowniczych’ archikatedry, opatrzone symbolicznymi słowami łacińskimi: zaczynał (coepit) Sándor Rudnay, kontynuował (continuavit) József Kopácsy, poświęcił (consecravit) János Scitovszky i skończył (consummavit) János Simor.
Ceremonia poświęcenia archikatedry w 1856 roku była jednocześnie ceremonią poświęcenia głównego kościoła dawnej stolicy Królestwa Węgier, będącego wówczas częścią Cesarstwa Austriackiego. Z tej okazji Ferenc Liszt skomponował swoje monumentalne dzieło, mszę Missa Solemnis [...]’’ - z rozprowadzanej w archikatedrze w Esztergomie ulotki dla polskich pielgrzymów.






Na Węgry przybyliśmy w dzień bł. Jolanty (1235 – 1298), córki króla Beli IV (1206 – 1270) i siostry św. Kingi (1224 – 1292).








W kształtowaniu tożsamości narodowej Węgrów oprócz chrześcijaństwa, ważną rolę odgrywają też elementy ich pogańskiej mitologii, której ślady napotkałem w Esztergomie (mitologia węgierska należy do moich ulubionych ;). Jedna z esztergomskich ulic nosiła nazwę ,,Almos utca’’ (ulica Almosa) na cześć jednego z legendarnych władców pogańskich Węgier, zaś na jednej ze ścian wypatrzyłem tablicę z napisem w piśmie rowasz, czyli w runach starowęgierskich (niestety nie potrafię odczytać tego pisma). W esztergomskim hotelu ,,Alabardos Panzió’’ (Pod Halabardnikiem) oprócz mapy przedstawiającej ziemie wchodzące w skład Królestwa Węgier przed traktatem w Trianon, znalazłem też podobiznę mitycznego ptaka Turula, podobnego do feniksa, ważnego symbolu narodowego Węgrów. Oto co można o nim przeczytać w jednej z polskich książek o fantastycznych zwierzętach:







,,Turul zasiada na wierzchołku góry kosmicznej, przekazując słowa bogów swemu narodowi. Jest posłaniem wszechświata, uczestnikiem jego tworzenia i pierwotną siłą opiekuńczą pochodzących odeń w prostej linii Węgrów.
Najdonioślejsza jego interwencja w sprawy Węgrów i Hunów zdarzyła się stosunkowo niedawno – na przełomie VI i VII wieku. Wtedy to słynny potomek Noego i Atylli, Ugek, poślubił Emese, z którego to związku zrodził się wielki wódz Almos. On właśnie sięgnął po zapomniane dziedzictwo praszczura, wiodąc Węgrów do Doliny Zakarpackiej. W istocie jednak Emese zrodziła go na skutek związku z Turulem, który objawił jej się we śnie, obiecując, iż łono jej wyda ród królewski, choć nie będzie mu dane pomnażać swych przymiotów na własnej ziemi.
O wyglądzie Turula świadczy herb Atylli, noszony przezeń na tarczy, a przedstawiający ptaka o koronowanej głowie. Chronił on podczas wojny Hunów i Węgrów aż do panowania Gezy, gdy rozdzieliły się drogi obu ludów.
W podaniu normańskim Assera nad hufcami węgierskimi powiewał proporzec, utkany między wschodem a zachodem słońca przez córki Hungarusa i Habby. Na proporcu tym widniał Turul pod postacią kruka, rozpościerającego skrzydła, ilekroć szala zwycięstwa chyliła się na stronę Węgrów. Gdy hufce węgierskie, pokonując zaśnieżone przełęcze między Meiotisz a Etelköz zapragnęły rozłożyć się obozem, bezkresne stada orłów zaczęły niszczyć zapasy, bydło i ranić ludzi. Tak właśnie Turul ponaglał Almosa do drogi. Dotrzymał też drugiej obietnicy. Almos nie ujrzał Etelköz, zabity przez zazdrosnych braci na obcej ziemi, w Siedmiogrodzie.
Niezliczone są interwencje Turula w ziemskie sprawy Węgrów. Podczas sejmu w Fajervár – pisze Mihaly Cserei – na błonia nadleciały tysiące cudacznych ptaków wielkości szpaka o niezwykle barwnym upierzeniu, jakich nikt nigdy przedtem, ani potem w tych stronach nie widział. Ptaki te bezlitośnie wyciągały z gniazd, szpar, oraz innych kryjówek i szarpały na sztuki wróble. Nikt nie wiedział co to znaczy, lecz już wkrótce Siedmiogród najechało mnóstwo hultajów i pospolitych łobuzów, zwanych przez miejscowych kurucami (kronikarz ma na myśli ludzi Rakoczego), którzy rychło przepędzili wszystkie siedmiogrodzkie wróble’’ - Jan Gondowicz ,,Zoologia fantastyczna uzupełniona (uzupełniona)’’.








W kaplicy archikatedry ksiądz opiekujący się naszą pielgrzymką odprawił Mszę Świętą po polsku. Wcześniej, przed położeniem się spać, zwiedzaliśmy nocny Esztergom i widzieliśmy pomnik księcia prymasa Węgier, kardynała Józsefa Mindszentyego (1892 – 1975). Jest to postać pod pewnymi względami podobna do kardynała Stefana Wyszyńskiego (1901 – 1981); prymasa Polski. Obaj duchowni padli ofiarą represji komunistycznych w swoich ojczystych krajach; obu też w więzieniu pocieszał mający dar bilokacji św. ojciec Pio. Jednak ich życie zakończyło się inaczej. Podczas gdy Wyszyński, będący nie tylko świętobliwym duszpasterzem, ale z konieczności też wybitnym politykiem, taktycznie uznał władzę Gomułki i został przezeń zwolniony z więzienia, kardynał Mindszenty sprzeciwiał się niepodległościowemu przywódcy powstania przeciw Sowietom, Imre Nagyemu, ponieważ ten jednak był komunistą. W efekcie węgierski kardynał zmarł na wygnaniu w Wiedniu, a zrehabilitowany został dopiero w 1989 r.
Nazajutrz po licznych (ponad 400) i krętych schodach wspinaliśmy się na taras widokowy mieszczący się na samych dachu archikatedry. Nie omieszkaliśmy też zobaczyć monumentalnej krypty.







Idąc esztergomskim placem mijaliśmy śliczną fontannę zdobioną rzeźbami nagich nimf, obok której uroczy, młody szczurek chrupał jakieś pieczywo. Zwierzątko to zamiast strachu wzbudziło zachwyt żeńskiej części pielgrzymki ;).







Opuściliśmy zachwycający Esztergom i pojechaliśmy nad największą atrakcję turystyczną Węgier – stosunkowo płytkie jezioro Balaton. Jego nazwa oznacza Błotne Jezioro (Czesław Białczyński nazywa je: Bołotoń).







Po opuszczeniu Węgier pojechaliśmy do Chorwacji (chorwackie: Hrvatska) – cudownego kraju o zachwycająco pięknej przyrodzie. Przy przekraczaniu granicy odbyliśmy kontrolę graniczną (Chorwacja ma wstąpić do strefy Schengen dopiero w 2019 r., o ile oczywiście Unia Europejska przetrwa do tego czasu ;). Walutą Chorwacji jest kuna – nazwa nawiązuje do czasów prasłowiańskich, kiedy jako płacideł używano min. skórek zwierząt futerkowych. Nasz hotel mieścił się w odludnej, wiejskiej okolicy w pobliżu Novigradu. W pobliżu hotelu pasły się ładne biało – rude kucyki (był wśród nich źrebak). Dla ciekawostki powiem, że nazwy chorwackich miast Novigradu i Mariboru zostały wykorzystane w ,,Sadze o wiedźminie’’ Andrzeja Sapkowskiego ;). Nocą, przed położeniem się spać, odbyliśmy wycieczkę ku ruinom zamku z XV wieku (wyglądał jak zamki romańskie). Wtedy to też po raz pierwszy zobaczyłem żywe świetliki ;). Spotkaliśmy uprzejmego policjanta, z którym rozmawialiśmy o muzułmańskich imigrantach dostających się do Chorwacji z terenów Bośni i Hercegowiny.








Bawiąc w Chorwacji nie omieszkaliśmy odwiedzić największej przyrodniczej atrakcji tego kraju, gdzie mieliśmy okazję podziwiać piękno i majestat Bożego stworzenia ;). Poniżej informacja o tym miejscu:

,,Plitwickie Jeziora Park Narodowy – park narodowy o pow. 192 km ², w zach. Chorwacji, na północy Gór Dynarskich, utworzony w 1949 r. Obejmuje zbudowany z silnie krasowiejących wapieni i dolomitów płaskowyż wznoszący się na wys. 650 – 700 m n. p. m., otoczony ze wszystkich stron masywami górskimi Licka Plješevica (wys. do 1 640 m n. p. m.), Mala Kapela (1 280 m n. p. m.) oraz Medvedjak (884 m n. p. m.). Krajobraz parku tworzy typowa rzeźba krasowa z licznymi jaskiniami obfitującymi w szatę naciekową (np. Grota Mnicha, Błękitna Grota), żłobkami krasowymi, źródłami, ponorami, wywierzyskami, lejkami i dolinami krasowymi. Park powstał dla ochrony wyjątkowego krajobrazu, którego największą atrakcją jest 16 Jezior Plitwickich. Tworzą one dwie grupy: Górne Jeziora Plitwickie (np. Preščan, Kornjak, Ciginovec) i Dolne Jeziora Plitwickie (Novakovice Brod, Milanovec, Generovac) połączone wysokimi, malowniczymi wodospadami, z których do największych należą: Plitvički (80 m), Sostavci (30 m) i Gelovački Buk (20 m). Przeważającą część parku pokrywa las mieszany z bukiem (Fagus sylvatica) i jodłą pospolitą (Abies alba), z domieszką jałowca (Juniperus sp.). We florze występują liczne gatunki endemiczne, m.in. lilie (Lilium bubliferum, L. Carniolicum), piwonia Paenia moscula, pierwiosnki (Primula kitaibeiana, P. wulfeniana) i myszopłoch Ruscus hypoglossum. Żyją tu m.in. wilk (Canis lupus), niedźwiedź brunatny (Ursus arctos), wydra (Lutra lutra), a z opisanych w P. J. P. N. 126 gatunków ptaków na uwagę zasługują puchacz (Bubo bubo) i głuszec (Tetrao urogallus). W 1979 r. P. J. P. N. został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO’’ - ,,Encyklopedia Biologiczna tom VIII Ot – Pr’’.

O tym parku narodowym dowiedziałem się po raz pierwszy w dzieciństwie z książki Marca Carwardine’a ,,Atlas zwierząt świata’’. Swoim pięknej nasuwał mi skojarzenia z Edenem ;). Ujrzeliśmy malownicze wodospady i jeziora o krystalicznie czystej wodzie, w której widać było ryby, a nawet raki (jak wiadomo rak jest biologicznym wskaźnikiem jakości wody mogącym żyć tylko w pierwszej klasie). Widziałem kaczki krzyżówki, całkiem spore ważki (ok. 10 – 15 cm długości; jedna z nich miała piękne, srebrne ubarwienie), oraz ślizgające się po powierzchni jeziora nartniki. Park narodowy odwiedziło tego dnia wielu turystów. Jeden z nich prowadził dwa piękne psy – duże, rude i podobne do owczarków niemieckich (nie wiem jaka to rasa). Ponadto pływaliśmy małym statkiem po jednym z Plitwickich Jezior, zaś wracaliśmy kolejką.








Po opuszczeniu Chorwacji pojechaliśmy na trzy dni do Bośni i Hercegowiny (serbskie i chorwackie: Bosna i Hercegovina). Kraj ten ze stolicą w Sarajewie (w mojej mitologii założonym przez Sarę, żonę Abrahama) zamieszkują trzy narody wyznające trzy religie: katoliccy Chorwaci, prawosławni Serbowie i wyznający islam Bośniacy, zwani też Muzułmanami. Pojechaliśmy do chorwackiej części tego mocno doświadczonego przez wojnę domową kraju. Przywitał nas upał i licznie rosnące cyprysy. Najwięcej czasu spędziliśmy w miejscu objawień, niewielkiej miejscowości Medjugorje (starokrasne: Intermontania, runwirskie: Midigorje). Zatrzymaliśmy się w małym pensjonacie Mićo, przed wejściem do którego rosły dwie palmy o kosmatych pniach. Miasteczko to odwiedza wielu pielgrzymów z Polski, Włoch, Irlandii, ale też min. z Wietnamu i wielu innych krajów.







W Medjugorje widziałem ul. Slavka Barbarića (1946 – 2000); franciszkanina zajmującego się propagowaniem mających tam miejsce objawień. Poznałem też okoliczności jego śmierci. Otóż regularnie odprawiał Drogę Krzyżową na górę Križevac, gdzie przy okazji zbierał śmierci zostawione przez pielgrzymów. W 2000 r. zasłabł. Towarzyszący mu lekarz chciał go reanimować, lecz widząc, że zakonnik umiera szczęśliwy i chce jak najszybciej stanąć przed obliczem Boga, zaprzestał reanimacji. Później miał z tego powodu kłopoty…







Inna ulica w Medjugorje nosi imię dr. Franje Tudjmana (1922 – 1999) pierwszego prezydenta Chorwacji sprawującego władzę w sposób autorytarny.







Uczestniczyliśmy we Mszach Świętych w językach polskim i – nie mniej pięknym – chorwackim. Choć nie uczyłem się tego języka, rozumiałem ok. 90 % z tego co słyszałem ;). Po kazaniu wygłoszonym przez jednego z polskich księży naszły mnie wątpliwości w sprawie zalecanego przez Gospę postu o chlebie i wodzie w środy i piątki. Ksiądz proboszcz wytłumaczył mi, że ów post jest wyłącznie dobrowolny i nikogo nie należy do niego zmuszać, zaś Kościół katolicki, któremu Jezus Chrystus przekazał Władzę Kluczy nakazuje pościć w każdy piątek, w Wielki Post i Adwent. Wieczorem na jednej z ulic zobaczyłem prawdziwego mastyfa (brytana) – psa z rasy, do której należał Saba z powieści ,,W pustyni i w puszczy’’ Henryka Sienkiewicza. W nocy przeżyliśmy niegroźne trzęsienie ziemi. Byłem już bardzo zmęczony i gdy zasypiając usłyszałem odgłosy wstrząsów, myślałem, że to jedzie ciężarówka ;).







Następnego dnia po porannej Mszy Świętej pojechaliśmy na wycieczkę do sąsiedniego Mostaru (starokrasne: Pontea). Nazwa miasta wywodzi się od kamiennego Starego Mostu z XVI wieku spinającego dwa brzegi rzeki Neretvy. Miejscową tradycją są skoki z mostu do rzeki mające być dowodem odwagi i sprawności. Widziałem jak młody mężczyzna w slipkach przymierzał się do skoku z mostu, ostatecznie jednak nie skoczył. Oprócz chrześcijan, Mostar zamieszkują też muzułmanie. To właśnie w Mostarze widziałem po raz pierwszy na własne oczy meczet i słyszałem śpiewne nawoływanie muzeina wzywające muzułmanów do modlitwy. Miasto jest wielokulturowe i ma wyraźnie orientalny charakter. Na ulicach można ujrzeć smutny widok żebrzących Cyganek z małymi dziećmi na rękach :(. Oprócz mostu drugą atrakcją Mostaru jest Muzeum Wojny Domowej i Ludobójstwa mających miejsce w latach 90 – tych XX wieku. Przed sklepem spożywczym w Mostarze widzieliśmy prześlicznego kota; białego z czarnymi łatkami i ogonem w czarne i rude prążki. Dowiedziałem się też, że po chorwacku przepędza się koty słowami: ,,kis, kis’’ (brzmi to trochę jak polskie: ,,a kysz!’’).







Kolejnego dnia odprawiliśmy Drogę Krzyżową na wspomnianej już górze Križevac. Pokrywające ją duże, jasne kamienie sprawiały wrażenie kości olbrzymów ;). Weszliśmy aż na sam szczyt zwieńczony dużym białym krzyżem (mimo zakazów pokrywały go napisy; oczywiście nasza grupa NIE pisała po krzyżu). W czasie wspinaczki napotkaliśmy włoskich pielgrzymów. Niektórzy z nich (w tym jeden chłopiec, który zrobił nam zdjęcie) szli boso.







Następnego dnia zrobiliśmy wypad na Makarską Riwierę. Po raz pierwszy kąpałem się w morzu innym niż w Bałtyk (w zadziwiająco chłodnym Adriatyku). Plaże były wąskie i usiane kolorowymi kamieniami (pasjonat geologii mógłby na takiej plaży spędzić resztę życia ;). Choć bardzo polubiłem Chorwację, wolę jednak piaszczyste plaże Polski. W wodzie ksiądz, notabene lubiący zwierzęta, dostrzegł kraba, ja zaś zarówno na plaży jak i później widziałem przepięknego motyla pazia żeglarza (w Polsce też występuje, ale jest rzadki).
Na pożegnanie właściciel pensjonatu zaserwował nam kolację złożoną z upieczonych w całości ryb (sardeli?) i smażonych ziemniaków i warzyw.







Nim wyruszyliśmy w drogę powrotną, zatrzymaliśmy się na nocleg i zwiedzanie miasta w Zagrzebiu (chorw. Zagreb) – stolicy Chorwacji. Najstarsza wzmianka o mieście pochodzi z 1094 r. (wówczas erygowano w nim biskupstwo i katedrę). Według legendy nazwa miasta pochodzi od dziewczyny Mandy, która zaczerpnęła wody dla spragnionego rycerza. W innej legendzie turecki wódz odstąpił od oblężenia miasta, gdy wystrzelona zeń armatnia kula zmiotła mu obiad sprzed nosa. Zagrzeb przypomina mi trochę mój rodzinny Szczecin. Oba miasta są piękne, ale też bardzo zaniedbane; szpecą je liczne graffiti na ścianach. Trzeba jednak powiedzieć, że Zagrzeb ma przepiękną starówkę ;). Modliliśmy się w poświęconej Maryi kaplicy na zabytkowej Kamiennej Uliczce i widzieliśmy pomnik św. Jerzego (smok miał na nim wąsy suma). Zwiedzaliśmy katedrę (ci co nie mieli odpowiednio długiego stroju, w tym ja, musieli poczekać na zewnątrz). W środku katedry znajduje się napis wykonany głagolicą – najstarszym pismem słowiańskim, opracowanym przez uczniów św. Metodego. Na placu przed katedrą przeklinała nas cygańska żebraczka, lecz nie baliśmy się jej klątw mając nad sobą opiekę Maryi ;). Widzieliśmy charakterystyczne niebieskie tramwaje. Do atrakcji turystycznych należą min. Muzeum Przyrodnicze (niestety nie było czasu go zwiedzać) i Muzeum Zerwanych Związków. Jedną z ulic Zagrzebia do dziś oświetlają zabytkowe latarnie gazowe (moja Mama pamięta czasy jak latarnie gazowe znajdowały się w Szczecinie jeszcze w drugiej połowie XX wieku!). Widziałem nawet człowieka, który je zapalał wieczorem (skojarzył mi się z zapalającym gwiazdy bogiem Płonnetnikiem z mitologii Czesława Białczyńskiego ;).
Nazajutrz rano opuściliśmy Zagrzeb i udaliśmy się w drogę powrotną do Szczecina. Wiodła ona przez Węgry, Słowację i Czechy. W tych ostatnich zjedliśmy ostatni posiłek w rybnej restauracji ,,U rybiček’’, której budynek przypominał latarnię morską, a wnętrze oprócz akwariów z rybami, zdobiły też wypreparowane ryby i inne morskie zwierzęta. W pobliżu restauracji przebywały liczne czarne koty. Z Czech pojechaliśmy do Niemiec (niem. Deutschland). Była noc gdy zdążaliśmy przez Drezno i Belin do Szczecina. Mijaliśmy pogrążony w mroku - dosłownie i w przenośni – kraj, który sprawiał na mnie wrażenie ponurego lasu z baśni braci Grimm ;). Nad ranem wróciliśmy do Szczecina. Byłem zmęczony, ale szczęśliwy.

,,Gospa Majka moja,
Gospa Majka moja,
Krjalica Mira,
Krjalica Mira!’’2




1 Błąd autora ulotki; magistra znaczy ,,nauczycielka’’, zaś ,,nauczyciel’’ to magister.
2 Chorwackie: ,,Gospa Matka moja/ Gospa Matka moja/ Królowa pokoju/ Królowa pokoju’’. Gospa znaczy Pani.

sobota, 23 czerwca 2018

Oniricon cz. 410

Śniło mi się, że:







- w każdą środę miałem się uczyć samodzielności od dwóch młodych kobiet, ich nauki były poprzedzane spotkaniami z Królem Sanjayą z Lechii, potem na ulicy spotkałem Pavlasa ov Vidłara, który przygarnął jamnika o wyglądzie chihuahuay, potem razem z Mamą i dwiema trenerkami odwiedziłem Pavlasa ov Vidłara w jego domu,
- ,,Tatra''otrzymała pierwszą recenzję, lecz była ona negatywna,
- ,,Tatra''otrzymała 14 recenzji,







- krzyż św. Brendana pochodzi z Atlantydy,







- Juraj Červenák napisał powieść, w której Janosik napadł na Mozarta w Tatrach,







- w Parku Kasprowicza w Szczecinie przy przejściu dla pieszych przez jezdnię stanęła drewniana buda, w której spotkałem premiera Mateusza Morawieckiego i Janesa ov Calcium, potem rugał mnie polonista z liceum Jaroslavus ov Einkupis, który zlał mi się w jedno z profesorem Andreusem ov Vurierusem, ja zaś przenosiłem się do światów równoległych (odróżniałem je od naszego świata po większej liczbie księżyców),
- oglądałem rosyjską kreskówkę, w której ujrzałem starca i staruchę o wielkich i ostrych żółtych zębach,







- w Szczecinie armeński wywiad wojskowy spalił dwa bary z kebabami i warzywniak, aby zemścić się za tureckie ludobójstwo na Ormianach w latach 1914 - 1915,







- przeglądałem komiks o amerykańskich wojowniczkach w bikini, które walczyły z deinonychami,







- Zoran Krušvar na spotkaniu z czytelnikami mówił, że księża katoliccy są głupi, bo uważają dzieci przebrane na jednorożce za same jednorożce, a ja się tym zgorszyłem,







- Aleksandar Tesic na spotkaniu z czytelnikami krytykował księży, a potem wspólnie się modliliśmy, gdy przyszła moja kolej podałem jako intencję: ,,Za pokój na świecie, aby był trwały, a jego warunki sprawiedliwe'', gdy to powiedziałem inni czytelnicy śmiali się ze mnie, uważając, że to dziecinne, lecz Tesic mnie pochwalił, potem miałem ochotę rozmawiać z nim o ,,Ostatniej bitwie'' C. S. Lewisa,
- w alternatywnym świecie zwanym Venethią szukałem na pustyni chińskiego Uniwersytetu Tien Szan, lub Tinin Ungol,
- pojechałem na wycieczkę i w wielkim ogrodzie spotkałem pazurkowce - spokrewnione ze smokami zwierzęta podobne do ponad metrowych krocionogów o miękkich ciałach, jakiś mężczyzna zabił pazurkowca i wypłynęła zeń jakaś jasna maź,
- w Szczecinie znajduje się zabytkowa chińska apteka,
- pomyślałem o tym by założyć domowe archiwum zawierające moje rękopisy, lecz uznałem, że nie jestem wystarczająco sławny, aby to zrobić,







- w Szczecinie w Świecie Dziesięciu Kontynentów żył dobry smok Golisz nazwany tak z powodu braku łusek, który mieszkał w Wieży Golisza, w naszym świecie nazywanej Wieżą Bismarcka lub Gocławską (wymyślone na jawie). 

środa, 13 czerwca 2018

Ważne!

,,Droga wybiega zawsze w przód
Spod progu, gdzie początek ma.
Odeszła już daleko tak...
Podążać nią, ile sił
Muszą ochoczo stopy me,
aż dotrze na rozległy trakt,
Gdzie celów wiele splata się.
A stamtąd kiedy? Nie wiem, nie''
- J. R. R. Tolkien ,,Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia''








Pan Tadeusz Klarowski prosił mnie, bym przekazał drogim Czytelnikom, że w ciągu najbliższych ośmiu dni nie będzie publikował nowych postów na blogu z tytułu wyjazdu na tereny zwane w erze jedenastej Valkanicą na audiencję u Królowej Pokoju.

- z wyrazami szacunku: król Margus.

,,Bestie i potwory mitologii greckiej. Leksykon''


,,Ludzie […] lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni […] Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć’’ - A. Sapkowski ,,Kraniec świata’’ [w]: A. Sapkowski ,,Ostatnie życzenie’’









W czerwcu 2018 r. przeczytałem długo i niecierpliwie przez siebie wyczekiwaną książkę historyka, etnologa i krajoznawcy Bartłomieja Grzegorza Sali ,,Bestie i potwory mitologii greckiej’’ wydawnictwa ,,Bosz’’ z ilustracjami Błażeja Ostoi Lniskiego inspirowanymi greckim malarstwem czarnofigurowym. Wydawać by się mogło, że pisanie kolejnej książki o mitologii greckiej to ,,przynoszenie drewna do lasu’’. Jednak ta książka wnosi wiele nowego, skupiając się nie na przygodach bogów i herosów, ale na fantastycznych istotach. Jest to jakby mitologia widziana z perspektywy nie herosów, ale nich przeciwników – potworów ;). Poszczególne istoty zostały opisane w porządku alfabetycznym.
Starożytni Grecy mieli wiele talentów, a wśród nich – bujną wyobraźnię. Jej twory na trwałe zadomowiły się w europejskiej kulturze i to aż po dzień dzisiejszy. W ślad za Władysławem Kopalińskim (1907 - 2007), całe to greckie bestiarium można podzielić na trzy kategorie:
- istoty antropomorficzne (bardziej lub mniej przypominające człowieka; antropomorficzni byli sami bogowie Olimpu),
- zoomorficzne (podobne do rzeczywiście żyjących zwierząt; choć często większe i silniejsze; tzw. bestie),
- teratomorficzne (potwory, będące hybrydami ludzko – zwierzęcymi, lub składające się z części ciał różnych zwierząt).
Co ciekawe wielu bohaterów książki w zamierzchłych czasach uważano za istoty jak najbardziej realne, choć rzadkie.







Amfisbena – groźny wąż o dwóch głowach miał się zrodzić z krwi Meduzy zabitej przez Perseusza. W istnienie takiej istoty wierzono do XVII wieku. Obecnie amfisbenami określa się grupę beznogich jaszczurek (odsyłam do posta: ,,Potwór o dwóch głowach’’).







Z zabijającym wzrokiem bazyliszkiem; królem węży miał się w Indiach spotkać sam Aleksander Wielki (356 p. n. e. - 323 p. n. e.) i jako pierwszy zabić potwora za pomocą lustra. (w swoich wędrówkach Aleksander Wielki miał również natrafić na potomków ludożerczych klaczy Diomedesa, które przywiózł Herakles). Legendarne bazyliszki miały grasować w Warszawie, Wilnie i Wiedniu. Obecnie bazyliszkiem hełmiastym nazywa się nieszkodliwego dla ludzi legwana z Ameryki Środkowej i Południowej, potrafiącego … biegać po wodzie (odsyłam do posta : ,,Bazyliszek’’).







Potomkowie zabijających spiżowymi dziobami i piórami ptaków stymfalijskich, zdziesiątkowanych przez Heraklesa miały się ponoć uchować w Arabii. Dla ciekawostki: ptaki stymfaliskie były pierwowzorem jadziołka – towarzysza wojowniczki Szarki z powieści fantasy Anny Brzezińskiej ;).








Wiarę w istnienie jednorożców zapoczątkował Ktezjasz (po 440 p. n. e. - po 380 p. n. e.) i trwała ona aż do XIX wieku. Sam Juliusz Cezar (100 p. n. e. - 44 p. n. e.) twierdził, że zwierzęta takie żyły w Rudawach. Ich pierwowzorami były takie rzeczywiście żyjące ssaki jak: nosorożce, antylopy oryksy i narwale.







Również gryf (mój ulubiony stwór fantastyczny; może dlatego, że moje rodzinne miasto; Szczecin ma w herbie głowę gryfa:) był uważany za rzeczywiście żyjące zwierzę. W Azji gryfy strzegły skarbów, które usiłowali im wykraść jednoocy Arymaspowie. Zwierzęta te gustowały w koninie, co czyniło z nich niebezpieczne szkodniki. Motyw walki z gryfami pojawia się w polskich legendach zwłaszcza pomorskich i śląskich. Ważną rolę gryfy odgrywają również w mitologii węgierskiej.







Choć słowa ,,potwór’’ i ,,bestia’’ mają dziś znaczenie pejoratywne, w greckim bestiariuszu nie brakowało dobrych istot, nawet wśród takich dzikusów jak centaury. Na ich tle pozytywnie wyróżniali się Chiron (mądry centaur, mistrz medycyny i łucznictwa, nauczyciel herosów takich jak Achilles, a nawet samego boga medycyny Asklopiosa) i Folos (oba szlachetne centaury zginęły tragicznie w walki Heraklesa z ich barbarzyńskimi pobratymcami).







Nie wszystkie cyklopy były okrutnymi ludożercami. Byli wśród nich również zdolni kowale, pod okiem Hefajstosa kujący pioruny dla Zeusa.







Również nie wszystkie syreny były morskimi wampirzycami kuszącymi żeglarzy śpiewem na ich zgubę. Oprócz syren pokonanych przez Odysa i Orfeusza, istniały też syreny niebiańskie i podziemne, których śpiew niósł ulgę cierpiącym duszom (owe dobre syreny były niejako pogańskim odpowiednikiem aniołów ;).







Choć greckich bogów znamy jako istoty wyglądające jak wiecznie młodzi i nadludzko piękni ludzie, dwoje z nich miało postać teratomorficzną. Należy tu wymienić boginię magii Hekate o trzech głowach i pasterskiego boga Pana; mającego postać ludzką z koźlimi rogami i nogami (w późniejszych czasach Pan użyczył swojego wizerunku chrześcijańskim wyobrażeniom diabła).








Wiele z tych postaci było olbrzymami (w książce pominięci zostali Pigmeje) jak: antagoniści bogów – Tytani (w podtrzymujący niebiosa Atlas i stwórca i dobroczyńca ludzkości - Prometeusz i Giganci (olbrzymy o wężowych nogach), jednoocy Cyklopi (na początku XX wieku niemiecki zoopsycholog Teodor Zell w książce ,,Polifem – gorylem’’ twierdził, że początkowo istoty te miały dwoje oczu, a pierwowzorem były goryle; zainteresowanych odsyłam do książki Andrzeja Trepki ,,Co kaszalot je na obiad?’’), lubieżny myśliwy Orion (oślepiony przez ojca swej wybranki odzyskał wzrok dzięki Heliosowi), walczący z bogami Aloadzi zrośnięci ciałami (przypuszczam, że do powstania tego mitu mogły się przyczynić narodziny bliźniąt syjamskich), Tyfon – pokonany przez Zeusa pół – olbrzym, pół – smok, Hekatonchejrowie – olbrzymy o stu rękach, Gerion o trzech zrośniętych ciałach – właściciel stada wołów zdobytych w walce przez Heraklesa i jego pasterz Eurytion zabity przez herosa zatrutymi strzałami, czy Anteusz czerpiący siłę z kontakty z ziemią, a zabity przez Heraklesa.








W greckim uniwersum znalazło się też miejsce dla istot obupłciowych (jak widać gender – srender jest oznaką repoganizacji współczesnego świata :) jak: wojowniczy Agdistis, który po odjęciu męskich genitaliów stał się boginią Kybele i Hermafrodyta; syn Hermesa i Afrodyty, który połączył z się nimfą Salmakis w jedno, obupłciowe ciało.







W książce można znaleźć liczne ciekawe, a mało znane fakty. Dowiadujemy się chociażby, że skrzydlaty baran o złotym runie, na którego grzbiecie uciekali Friksos i jego siostra Helle nazywał się Chrysomallos.








Poznajemy takie odmiany centaurów jak: onocentaury (centaury ośle; w moim opowiadaniu fantasy ,,Laura i Filon’’ ze zbioru ,,Legenda’’ ostatni centaur zabity przez Filona był właśnie onocentaurem ;), oraz żyjące w morzu ichtiocentaury (hybrydy ludzi, homarów, ryb i lwów).







Palmę pierwszeństwa jako najdziwniejszemu stworowi przyznałbym jednak hippoelektrionowi (był to pół – koń, pół – kogut).







W owej mitologicznej galerii osobliwości znalazł się również człowiek z krwi i kości – Midas, król Frygii, ukarany oślimi uszami przez Apolla za to, że przyznał pierwszeństwo w konkursie muzycznym grze satyra Marsjasza, a nie boga muzyki (sam Marsjasz został jeszcze okrutniej ukarany przez Apolla obdarciem ze skóry).







Jako, że Ojcowie Kościoła dobrze znali kulturę antyczną i potrafili czerpiąc z niej oddzielić ziarna od plewy, niektóre z opisanych tu stworzeń, w ramach inkulturacji znalazły miejsce w symbolice chrześcijańskiej. Przykładami podanymi przez są chrystologiczne feniks (symbol Zmartwychwstania) i gryf (symbol Boskiej i ludzkiej natury Chrystusa, obecny min. w ,,Boskiej komedii’’ Dantego). Od siebie dodam, że symbolikę chrystologiczną, Maryjną (symbol dziewictwa), lecz czasem też – demoniczną, posiadał jednorożec. Z kolei bazyliszki i kuszące śpiewem syreny oznaczały szatana (z tego powodu kiedyś historyk sztuki Maria Patynowska na portalu ,,Fronda pl.’’ uznała ,,Małą Syrenkę’’ Andersena za … demoniczną; nazwę to oględnie nadgorliwością, a jak wiemy ,,nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu’’).








Licznie reprezentowane bestie mogą być odzwierciedleniem lęku i fascynacji groźnymi przedstawicielami fauny. Herosi zmagali się z taki zwierzętami jak: lew nemejski zabity przez Heraklesa, trójgłowy pies Cerber strzegący Hadesu, dwugłowy pies Ortos pilnujący wołów Geriona, locha Faja zabita przez Tezeusza, dzik kalidoński (polował na niego Meleager wraz z drużyną), dzik erymantejski pochwycony przez Heraklesa, byk z Krety i Maratonu (ojciec Minotaura, pochwycony na Krecie przez Heraklesa, a zabity w Attyce przez Tezeusza), łagodna i piękna łania kerynejska o złotym porożu i spiżowych racicach schwytana przez Heraklesa (w książce ,,Herby, legendy, dawne mity’’ Marka Derwicha i Marka Cetwińskiego przedstawiona została hipoteza, że jej pierwowzorem mógł być … renifer, bowiem u reniferów jako jedynych jeleniowatych samica też ma poroże; odsyłam do posta: ,,Łania kerynejska i Boże Narodzenie’’), morskie potwory ketosy zagrażające pięknym królewnom Hezjone z Troi i Andromedzie z Etiopii (ich pierwowzorem mogły być wieloryby), a nawet olbrzymi rak lernejski, który zaatakował Heraklesa, gdy ten walczył z hydrą (Hera nagrodziła wiernego skorupiaka zamieniając go w gwiazdozbiór Raka) i zesłany przez Artemidę ogromny skorpion o bardzo twardym pancerzu, który uśmiercił myśliwego Oriona (zastanawiam się czy Sapkowski nie wykorzystał właśnie tego zwierzęcia wymyślając gigaskorpiona; jednego z potworów zabijanych przez wiedźminy).








Ze skarbca mitologii greckiej czerpią również fantaści. Omówione w książce istoty można znaleźć w takich utworach jak: ,,Opowieści z Narnii’’ C. S. Lewisa (faun Tumnus, centaury, satyry, Minotaury, jednorożec Klejnot, hippokampy – mające postać olbrzymich koników morskich, harpie, Pegaz, oraz nimfy; najady i driady, którym w leksykonie nie poświęcono osobnego hasła), ,,Harry Potter’’ J. K. Rowling (woźny Argus Finch – nawiązanie do stuokiego strażnika Io zamienionej w krowę, feniks Fawkes, bazyliszek z Komnaty Tajemnic, cerber Puszek, sfinks, centaury, jednorożce, ,,Saga o wiedźminie’’ A. Sapkowskiego (bazyliszki zabijane przez wiedźminy, jednorożec Konik), serial ,,Xena’’ (Tytani, Cyklop, Prometeusz, centaury, syreny, driady, Erynie, Dioskurowie wyglądający jak Aloadzi), ,,Niekończąca się historia’’ M. Ende (czarnoskóry centaur Chiron z tułowiem zebry, sfinksy), ,,Mroczne materie’’ P. Pullmana (harpie), ,,Kraina Minotaurów’’ Richarda A. Knaaka i oczywiście cykl ,,Percy Jackson i bogowie olimpijscy’’ Ricka Riordana.







Wracając do książki Pana Sali oceniam ją bardzo pozytywnie jako kopalnię ciekawie zaprezentowanej  wiedzy ;). Jedyne zastrzeżenie dotyczy tego, że skorpion jest pajęczakiem, a nie skorupiakiem.