czwartek, 11 października 2018

Andreida - ruski epos z XI wieku


,,Dziwne rzeczy widziałem w ziemi słowiańskiej, idąc tutaj. Widziałem łaźnie drewniane; rozpalają je do czerwoności i rozbierają się do naga i oblewają się ługiem garbarskim i biorą młode pędy i biją się nimi sami i tak siebie biją, że ledwie żywi złażą i oblewają się zimną woda i tak ożywają. I to czynią co dnia, nie męczeni przez nikogo, lecz sami siebie męczą i jest to dla nich kąpiel, a nie męczarnia’’ - św. Andrzej (wg ,,Powieści lat minionych’’).







- Były Zielone Świątki, kiedy przebywaliśmy wszyscy razem zgromadzeni na modlitwie; Matka naszego Pana i my, Jego uczniowie – postawny mąż o długiej, brązowej brodzie skręconej w loki, odziany w sięgającą ziemi, lśniącą tunikę stał na wysadzonej mozaiką podłodze pałacu Irosława; króla Roxu w stołecznym Dendropolis i głosił zbawienne orędzie. - Nagle dał się słyszeć szum jakby uderzenie gwałtownego wiatru i napełnił cały dom, w którym przebywaliśmy. Ukazały się nam języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i nad każdym z nas spoczął jeden…
- Przypomina mi to dziwożony; żony dziwów, bo i one mają ogniste języki nad głowami – mruknął za zastawionym mięsiwem stołem bojar Putyjar.
- …. i wszyscy zostaliśmy napełnieni Duchem Świętym, który dał nam odwagę, dar wymowy i dar języków, abyśmy mogli zanieść Dobrą Nowinę o ogarniającej cały ród ludzki miłości zmartwychwstałego Chrystusa aż po najdalsze krańce świata. Duch Święty mi mówi, że nadejdzie czas kiedy i sławne Królestwo Roxu wraz ze stołecznym Dendropolis pokryje biały płaszcz mnogich cerkwi…








- Nie słuchaj go, panie – króla Irosława szarpnęła za skraj sobolowej szuby miniaturowa, chuda jak Kościej, prawie przezroczysta kobieta o żarzących się oczach, siwych włosach i ostrych zębach. - Tak wiernie ci służę rekwirując na twe potrzeby zboże we wrażych spichlerzach, a ten żydowski Bóg, którego głosi ów przybłęda, nazywa to kradzieżą i zabrania tego. Co to za Bóg, który zabrania władcy kraść?! Wygoń go, miłościwy panie! - król Irosław groźnie zmarszczył brwi i zmienił się na twarzy stając się najpierw blady jak prześcieradło, potem zaś czerwony jak pewien ptak udomowiony przez Atlantów i Azteków.
- Słuchaj, Andrzeju – rzekł król – ta oto Szyszymora z rasy kikimoł, którą nazywasz demonem, wiernie mi służy, przysparzając mi bogactwa i nie zamierzam rezygnować z jej usług. Powiadasz, drogi Apostole – ciągnął już łagodniejszym tonem – że twój Zakon nakazuje mieć tylko jedną żonę?
- Tak właśnie głosi Zakon, do którego głoszenia zostałem wezwany, królu – potwierdził św. Andrzej.
- Moi kapłani, wołwchowie Ageja i Enków też mi to wyrzucają, ale ja ich nie słucham – roześmiał się Irosław. - W Roxie inaczej niż w Analapii, Slawi i Egipcie, moje królewskie słowo znaczy więcej niż bredzenie jakichś tam żerców i klechów. Mam cztery, obecne tu urodziwe żony: królowe Krywicę, Smolenicę, Dulebę i Ulicę; córy Leszka II Płodnego; króla Analapii. Wszystkie one cieszą się przyjaźnią moich lędźwi i nie zamierzam tego zmieniać. Choć nasz słowiański zakon uczy: ,,gość w dom – Bóg w dom’’; rozkazuję ci, przybłędo; paszoł won z mojego zamku, albo cię psami poszczuję! - św. Andrzej zasmucony tym, że król wzgardził zbawieniem wiecznym, opuścił niegościnne Dendropolis, na jego podgrodziu strzepując pył ze swych sandałów i wiedziony Duchem udał się do ziemi sąsiadujących ze Słowianami bitnych Scytów.

                                                                  *








,,W czasach cesarza Nerona, gdy na tronie przesławnej Analapii w stołecznym grodzie Grakchov zasiadał król Krakus Smokobójca i jego jaśniejąca dziewiczym pięknem córa Wanda, wodzem wszystkich Scytów – chrobrego ludu wywodzącego się od herosa Scyty, brata Sarmaty, był wieszczy Deombrotes Zakonodawca herbu Dębno. Był ci on synem Teresa, syna Idantyrsa, syna Belssusa, którego jako swego protoplastę czczą Bessowie i Sabakowie. Wśród wszystkich szczepów scytyjskich cieszył się poważaniem należnym największym prorokom; śpiewano pieśni o jego zdolnościach wróżbiarskich, mocy uzdrawiania, znajomości run i zaklęć. Jak na Scytę przystało słynął też jako jeździec wyborny i łucznik zabijający dwa ptaki jedną strzałą. Sławiono jego siłę w zapasach, bystry wzrok, powodzenie w łowach z chartami i sokołami, oraz liczne zdobyte na bitwach skalpy wrogów ludu scytyjskiego. Deombrotes miał dar widzenia rzeczy zakrytych przed wzrokiem swych pobratymców. Urodził się martwy, lecz życie przywrócił mu odziany na czarno mag perski z obciętym nosem; wraz z życiem dając mu wielką siłę i moc wołwcha – kołoduna. Już w szesnastej wiośnie życia nauczał Deombrotes, że dusza jest nieśmiertelna i po śmierci przenosi się do innego ciała jak nauczają bramini z Bharacji. Wprowadził zakon, aby zmarłych chować pod kurhanami i wydawać uczty na ich cześć. Czcił triadę bóstw: Labiti przez Słowian zwaną Ładą, Apii i Jazde, czyli Jesza, których magowie nazywali Ogniem, Ziemią i Powietrzem, lecz zabronił sporządzania ich wizerunków. Zamiast tego nauczył Scytów jak mają się do nich modlić i składać im żertwy. Pouczony przez Agrimpasę, przez Słowian zwaną Mokosza, a przez Greków – Afrodytą, nauczył wróżyć z liści lipy – poświęconego jej drzewa. Karał na gardle za kradzież i ustanowił zakon, że małżeństwa mogą zawierać między sobą ludzie równi stanem. Wzorem Greków nauczył też mieszać miód z wodą. Nosił długie, czarne włosy zaplecione w siedem warkoczy, wierząc, że w nich zaklęta jest mądrość i siła. Jednym ciosem włóczni o ostrzu z oriszalku – metalu z zatopionej Atlantydy, powalał tury, żubry, dziki i niedźwiedzie, a jednocześnie zabronił zabijać więcej zwierzyny niż wymagała tego potrzeba; chronił orły, sokoły, wilki, dropie i suhaki, poił mlekiem węże i założył kilkanaście świętych gajów. Wraz ze swą ukochaną żoną, chrześcijanką Galadą miał synów Pauzaniacha i Oktomazdesa’’ - Calimac Radostek ,,Rzecz o Deombrotesie’’.

Andrzej; Apostoł Jezusa Chrystusa wygnany przez króla Irosława, nie znalazł dużego posłuchu na ziemiach Ludu Roksany, a to za sprawą wołwchów, którzy podburzali kmieci i bojarów przeciw niemu, opowiadając o nim i jego Bogu rzeczy kłamliwe i budzące grozę. Nie chcieli bowiem utracić swojej pozycji. Jeno nieliczni z Ludu Roksany przyjęli z rąk Apostoła chrzest w wodach wielkiej rzeki Tinerpy. Wśród nich znalazł się przymierający głodem sierota o ciele pokrytym wrzodami imieniem Sysun. Andrzej mocą Chrystusa wyleczył jego wątłe ciało i ochrzcił Sysuna, a ten odtąd chodził wszędzie za nim niby wierny pies.
Królowi Scytów jak i jego ludowi nieobca była cnota gościnności. W swojej jurcie z kolorowego jedwabiu z Sinea posadził Andrzeja i jego sługę Sysuna po swojej prawicy za suto zastawionym, dębowym stołem na kozłach, nakrytym białym, odpornym na działanie ognia obrusem utkanym przez sineańskie księżniczki z długich włosów olbrzymiego szczura żyjącego w płomieniach, a zabitego kroplą wody. Na złotych i srebrnych półmiskach parowało pieczyste z jelenia i baranina podana z jaśminowym ryżem z Bharacji, oraz z jarzynami posypanymi utartym białym serem o lekko słonym smaku. Na deser służba wniosła aromatyczne kołacze z makiem i orzechami, zaś w ozdobnych pucharach i pozłacanych rogach turów pełno było wina z Kolchidy i oszałamiającego miodu. Sam król Deombrotes pił korzenną wódkę z analapijskiego grodu Canum z oprawionej w złoto czaszki króla Ujgurów, którzy najechali Rox przed czternastoma laty.








Po lewej stronie króla Scytów zasiadała urodziwa Amazonka o cerze smagłej i oczach lekko skośnych i czarnej kosie rzadkiej piękności.
- Jestem Asi – Tarassa, kuzynka królowej Deribani Wydłubującej Oczy – mówiła Amazonka z palcami tłustymi od cebulowego sosu. - Królowa skazała mnie na wygnanie za to, że w gniewie ubiłam inną Amazonkę, która dobierała się do mojego mężczyzny, którego zresztą potem solidnie wychłostałam za niewierność. Nie żałuję, że pozbawiłam życia tę wywłokę – splunęła Asi – Tarassa. - Rada byłabym o was usłyszeć; kim jesteście i skąd przybywacie – już łagodniejszym tonem zwróciła się do Apostoła Andrzeja.
- Przychodzę z poselstwem od Jezusa Chrystusa, którego zapowiadały mity Słowian o Teoście, a który jest Królem ludzi, aniołów i wszelkich innych stworzeń. Jego orędziem jest Miłość, która wymaga, lecz ostatecznie przynosi szczęście.
- Wiadomym mi jest, że tak Żydzi jak i Rzymianie nastają na życie wyznawców waszego Zakonu – zabrał głos Deombrotes. - Powiada się, że jeśli ustaną wasze prześladowania, wy sami staniecie się prześladowcami, bo ci, którzy teraz padają na twarz, kiedyś sami będą bili po twarzy. W Roxie powiadają, że jedni ludzie rodzą się po to, aby bić, a inni po to, aby być bitymi – dodał po chwili namysłu, a Sysun posmutniał słysząc te słowa, bo całe życie otrzymywał cięgi i dopiero Andrzej potraktował go przyjaźnie.
- Nie tak uczył mój Pan, Jezus Chrystus – zaprzeczył żarliwie Andrzej. - Dla Niego nie ma znaczenia czy ktoś jest królem czy rabem, ale to jak kocha Boga i bliźnich. To właśnie miłość do każdego człowieka zaprowadziła Go na krzyż…
- Musi to być miłość tak wielka, że trudna do przyjęcia – zamyślił się Deombrotes. - Niezwykły musi być ten twój Bóg. Opowiedz o Nim więcej.
- Tak jak w słowiańskim micie wszystkie drogocenne kamienie powstały z Jarkiego Głazu, tak wszyscy ludzie; od carów po rabów są z Bożego rodu, niczym latorośle wyrastające z winnego krzewu. Chrystus zaś; Prawdziwy Bóg i Prawdziwy Człowiek był między ludźmi jak alatyr wśród innych kamieni. Kto dąży do Chrystusa jest jak kamień drogi, który się oczyszcza i szlifuje.
- Jednak dla was jesteśmy poganami – rzekł Deombrotes. - Czy gdybym przyjął chrzest nie sprzeniewierzyłbym się swoim przodkom i ich tradycji i kulturze?
- Mój Pan nie przyszedł świata potępić jeno go zbawić – zaprzeczył Andrzej. - Nie przyszedł waszej kultury zniszczyć, ale ją uświęcić.
Deombrotes zaciekawiony poprosił Andrzeja o święte pisma chrześcijan; pisma Starego i Nowego Zakonu. Studiował je pilnie, nie raz i nie dwa pytając Apostoła o rzeczy, których nie rozumiał, a ten mu je objaśniał z wielką cierpliwością. W końcu poprosił o chrzest, a wraz z nim do grona wyznawców Chrystusa dołączyła Asi – Tarassa jako pierwsza z ludu Amazonek. Powróciła do swej ojczyzny by opowiedzieć o Chrystusie uczącym kochać i wybaczać, lecz przypłaciła to śmiercią męczeńską wbita na pal i obdarta ze skóry. Tymczasem Andrzej wyruszył w dalszą drogę…

                                                                     *









Galada, panna wielce urodziwa, o włosach ciemnych jak pkieł i miękkich jak kitajka, urodziła się w Azji Mniejszej w możnym rodzie biorącym swój początek od celtyckiego ludu Galatów. Przyjęła chrzest z rąk św. Pawła Apostoła, a wówczas jej ojciec, wielce rozsierdzony, sprzedał córkę w niewolę piratom łupiącym wybrzeża Morza Czarnego, zwanego Ciemnym lub Ponckim.









Kapitan pirackiej galery, na której pokład trafiła Galada, budził przerażenie swym wyglądem, pokrywały go bowiem skudlone włosy; czoło miał niskie, uszy duże, ręce długie; kostek sięgające, a w ustach jego żółte kły się srożyły. Nazywał się Marcus Kimeco i jak podaje Stach z Warty, był synem niewiasty, w którą przelał swe nasienie włochaty stwór z gór Azji, w starszych mitach nazywany ,,varibus’’, a w nowszych – yeti. Marcus Kimeco nazywany Yetisynem od lat dostarczał niewolnice na dwór cesarza Nerona. Tego dnia, kiedy gęste, białe jak mleko mgły unosiły się nad wodami Morza Ciemnego, Galada przebywała związana pod pokładem razem z szesnastoma innymi niewolnicami schwytanymi w różnych krainach barbarzyńskich rozciągających się do Kolchidy aż po Bharację. Oczy kapitana i jego załogi świeciły niczym błędne ogniki unoszące się na bagnach, na próżno usiłując ujrzeć brzegi Scytii we mgle. Yetisyny coś powarkiwały do siebie, radząc czy przeczekać mgłę czy też płynąć dalej. Niewolnice skute łańcuchami popłakiwały w wielkim udręczeniu bądź patrzyły nieobecnym wzrokiem przed siebie, zobojętniałe na swą niedolę. Jedynie z ust Galady wydobywały się szeptem słowa psalmu: ,,Choćbym szedł przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś przy mnie… Twój kij i laska pasterska są moją pociechą...’’ Marcus Kimeco szczekliwym głosem wydał rozkaz załodze, gdy wtem oczom synów yeti ukazały się płonące pochodnie i poczęły ich zabijać strzały płynących w czółnach scytyjskich łuczników. Rozpoczął się abordaż; Scytowie wspinali się na galerę ze zwinnością małp papionów, którym giptyjski heros Sinti skradł tajemnicę obróbki żelaza. Rozbrzmiał szczęk akinakesów i niejeden trup yetisyna brocząc krwią pogrążył się z pluskiem w falach morza. Kimeco ryknął rozdzierająco odsłaniając pożółkłe kły i dobył topora mierząc nim w Deombrotesa. Król Scytów zamachnął się mieczem i odciął nim uzbrojone ramię bestii. Yetisyn powalony bólem upadł z łoskotem na kolana trzymając się za tryskający posoką kikut, a wtedy Deombrotes odciął mu głowę i kopnął ją za burtę. Scytowie wybili całą załogę yetisynów. Nikt nie prosił o litość, ani nikt jej nie okazywał. Gdy zginęli wszyscy piraci, król Scytów wyrąbał sobie drzwi do ładowni. Czym prędzej nakazał rozkuć niewolnice z kajdan. Ukląkł przed pobladłą Galadą i spytał zamiatając brodą pokład.
- Czy zechcesz zostać moją królową? - już niebawem na scytyjskiej ziemi odbyło się siedemnaście hucznych wesel.
Galada jako pierwsza chrześcijańska królowa Scytów zasiadła na tronie po prawicy Deombrotesa i powiła mu synów Pauzaniacha i Oktomazdesa.
Co zaś się tyczy Sysuna, ucznia św. Andrzeja, głosił Ewangelię w Tracji, Macedonii i na ziemiach Sorabii Południowej, aż w końcu powrócił do Dendropolis, gdzie poniósł śmierć męczeńską wbity na pal za panowania króla Łżymira syna Irosława.

środa, 10 października 2018

Oniricon cz. 436

Śniło mi się, że:







- kiedy Nikołaj Gogol szedł leśną dróżką, obok niego nagle zmaterializował się potwór,







- Cassandra Clare była matką Belli Swan i teściową Edwarda Cullena,
- w średniowieczu polski rycerz pojechał do Afryki polować na lwy; był w Egipcie, Kongu i na pustyni Namib,







- mówiłem do grupki księży w mojej parafii, że przypominają Jakuba de Galla, księdza - męczennika zamordowanego przez husytów i Ottona Beesa z ,,Trylogii husyckiej'' Andrzeja Sapkowskiego, a nie bohaterów filmu ,,Kler'',







- spotkałem na ulicy Sławomirę, która miała długie, rude włosy i wskazała mi drogę,







- rozmawiałem z panem Svetalnem o tym czy w hinduizmie najważniejszy jest Brahma, Śiwa czy Wisznu i stwierdziłem, że zależy to od wyboru hinduisty i że np. pisarz Amish Tripati bardziej czci Śiwę niż Wisznu,







- szedłem ulicą jedząc kradzione tureckie wafelki i zobaczyłem manifestację małpoludów, miałem ochotę powiedzieć: ,,Jakub Wędrowycz wam pokaże!'', ale nie bałem się ich, bo wiedziałem, że są to przebrani ludzie,







- Papcio Chmiel idąc do pubu, zawrócił i założył własny pub serwujący piwo i miód z wizerunkiem dorosłego Tytusa na szybie, zrezygnowałem z pójścia doń i zacząłem pisać książki,








- celtycki bóg burzy Taranis miał ciało z soli i umarł po uderzeniu biczem,








- nagiego, dorosłego Adama Cisowskiego obejmowały również nagie, jego matka i narzeczona i zaklinały go, by jako dorosły człowiek nie przestawał interesować się seksem,






- nie podobało mi się, że w warzywniaku sprzedawano książki wychwalające KOD, pocieszyłem się, że Polacy są już mądrzejsi niż w czasach III RP i od lewackiej i liberalnej propagandy wolą ,,Tatrę'', widziałem ponadto w sklepie plakat namawiający neonazistów do odcinania sobie palców u rąk, aby ,,przelać krew dla Hitlera'',







- zobaczyłem dziewczynę bawiąca się z kompsostognatem i barionyksem,







- do małej dziewczynki kolekcjonującej Słodziaki przyszła w nocy mówiąca wiewiórka Polinka,
- jakiś mały chłopiec zapytał mnie jak się pisze słowo ,,kwadratowy'',







- węże powiedziały po runwirsku: ,,Mat' Źmeja'', a gdy napisałem w książce: ,,Heil Garafena!'' musiałem się tłumaczyć redaktorce, że nie jestem nazistą. 

,,Księżniczka Marsa''


,, […] Co się tyczy odkrytych w 1877 r. przez Schiaparelli’ego kanałów, to prawdopodobnie polegają one na złudzeniu optycznem, spowodowanem właściwością oka ludzkiego, które słabo widoczne przedmioty łączy w linje proste [...]’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 10 Małże do Morny’’









Edgar Rice Burroughs (1875 – 1950) był amerykańskim pisarzem, którego Andrzej Sapkowski w ,,Rękopisie znalezionym w smoczej jaskini’’ zalicza do ojców założycieli gatunku fantasy. Jego dziełem jest: cykl o Tarzanie, ,,Pellucidar’’ (o podziemnej krainie), cykl marsjański ,,Barsoom’’, ,,Cave Girl’’, ,,Ląd zapomniany przez czas’’, ,,The Eternal Savage’’, oraz cykl wenusjański o Carsonie Napierze.








Na studiach przeczytałem powieść ,,Księżniczkę Marsa’’ otwierającą cykl ,,Barsoom’’. W 2012 r. razem z Pavlasem ov Vidłarem obejrzałem zrealizowany na podstawie tej książki film ,,John Carter’’.








Innym amerykańskim filmem science fantasy nawiązującym do cyklu marsjańskiego Burroughsa jest ,,Księżniczka Marsa’’ (ang. ,,Princess of Mars’’) z 2009 r. w reżyserii Marka Atkinsa. Jego akcja rozgrywa się w XXI wieku (w książce: w XIX wieku) w Afganistanie i na planecie Mars 216 przez jej mieszkańców zwanej Barsoom (w książce Burroughsa akcja dzieje się w stanie Wirginia w USA i na właściwym Marsie). Głównym bohaterem jest amerykański żołnierz John Carter walczący w Afganistanie z handlarzami opium (w książce był uczestnikiem wojny secesyjnej). Ciężko ranny trafił do szpitala polowego, gdzie został eksperymentalnie teleportowany na planetę Mars 216. Na miejscu dzięki mniejszej sile przyciągania zyskał zdolność wykonywania olbrzymich skoków i nadludzką siłę.








Mars 612 był pustynną planetą zamieszkaną przez takie zwierzęta jak: olbrzymie pająki i osy władne polować na ludzi, wielkie pędraki wydzielające jadalną substancję podobną do śmietany, żuczek jubileuszowy (gdy Carter zjadł jego larwę, zrozumiał język Marsjan), oraz gady służące jako wierzchowce rasie Tarków (wyglądały jak skrzyżowanie diatrymy z barionyksem).








Planeta ta była domem również istot rozumnych. Tarkowie byli barbarzyńskim ludem wysokiego wzrostu, o kolczastych głowach, skórze zielono – brązowej i wystających zębach przypominających kły guźca. Ich samice składały jaja. Potrafili posługiwać się bronią palną. John Carter po przybyciu na Barsoom został schwytany przez oddział Tarsa Tarkasa i dzięki swemu męswu rychło zdobył szacunek tych dziwnych istot. Ich władcą był okrutny Tal Hajus. Władzę zdobywali zwyciężając w pojedynkach. Walczyli z ludźmi z państwa Helium obwiniając ich o chęć zniszczenia ich rasy.








Ludzie z Helium wyglądem nie różnili się od Ziemian. Należała do nich piękna księżniczka Dejah Toris, na filmie przedstawiona jako blondynka (w książce miała czarne włosy i cerę o czerwonym odcieniu). Była to kobieta odważna, dumna i niezależna. Jej pobratymcy technologicznie stali wyżej niż Tarkowie. Poruszali się statkami kosmicznymi. Wybudowali stację pompującą powietrze, dzięki czemu nadawało się ono do oddychania. Praca ludzi w owej stacji ograniczała się do monitoringu i konserwacji sprzętu. Przesądni Tarkowie chcieli zniszczyć stację, myśląc, że służy ona do celów wojennych (przypomina to współczesne teorie spiskowe na temat HAARP). Carter obronił Dejah Toris przed śmiercią z rąk Tarków i przed chcącym ją zniewolić Sab Thanem – terrorystą Sarką z Afganistanu, który również dostał się na Marsa 216. Ostatecznie Carter wrócił na Ziemię, lecz tęsknił za marsjańską księżniczką, która go pokochała.










Oba filmy – zarówno ,,John Carter’’ jak i ,,Księżniczka Marsa’’ bardzo mi się podobały ;).

wtorek, 9 października 2018

,,Rok 1984''


,,Orwell poczęstował
Waldusia i Ferdka
Ginem zwycięstwa
Im poszło w pięty [...]’’ 
- ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy’’










W jednym z numerów ,,Zwierzaków’’ - przyrodniczego czasopisma ukazującego się w latach 1992 – 1999 natrafiłem na określenie ,,prawdziwy zwierzęcy folwark’’, lecz nie wiedziałem wówczas skąd się wzięło. Dopiero w 1999 r. przypadkiem natrafiłem w bibliotece na powieść George’a Orwella ,,Folwark zwierzęcy’’. Była to alegoria rewolucji bolszewickiej 1917 r. przedstawionej jako bajka o świniach, które urządziły rewolucję na farmie, wypędzając gospodarza, potem zaś knur o imieniu Napoleon zaczął sprawować rządy dyktatorskie jak – wypisz wymaluj – Stalin. Na studiach czytając ,,Encyklopedię Białych Plam’’ dowiedziałem się, że Orwell pisząc tę powieść inspirował się niemieckim przekładem książki polskiego noblisty Władysława Reymonta o psie Reksie po tyrańsku rządzącym w gospodarstwie.









W 2001 r. popularny był program reality show ,,Big Brother’’, w którym grupę ludzi zamykano w specjalnym domu pod stałym nadzorem kamer. Dowiedziałem się, że nazwa tego durnego, ,,knajackiego’’ programu pochodzi właśnie z innej powieści Orwella - ,,Roku 1984’’ i nawiązuje do postaci wszechwładnego dyktatora zwanego Wielkim Bratem.









George Orwell (1903 – 1950) naprawdę nazywał się Eric Arthur Blair. Choć był socjalistą (wierzył, że socjalizm może powstrzymać faszyzm) największe uznanie i szacunek zdobył na prawicy podobnie jak np. Józef Piłsudski czy Oriana Fallaci. W istocie był to rzadki przypadek uczciwego lewaka ;). W młodości pracował w brytyjskiej policji kolonialnej w Birmie, czego potem żałował. W przeciwieństwie do współczesnej ,,kawiorowej lewicy’’ nie stronił od kontaktów z ludźmi z niższych klas, ale mieszkał w ubogich dzielnicach robotniczych i żył w ubóstwie. Wywarło to wpływ na rolę proli w ,,Roku 1984’’. Brał udział w wojnie domowej w Hiszpanii w szeregach anarchistów. Ujrzał wówczas sowiecki komunizm w akcji i dał temu wyraz w swych dwóch powieściach.








W 2002 r. przeczytałem powieść ,,Rok 1984’’ (tytuł oryginału: ,,Nineteen eighty four’’) - antyutopię science fiction z 1948 r., która wywarła na mnie bardzo duże wrażenie. Inspirowałem się tą powieścią pisząc cytowany powyżej poemat dygresyjny ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy’’ oraz trylogię fantasy o PRL ,,Pawlaczycę’’(teleekrany umieszczone w piekle).








Akcja rozgrywa się w Londynie; stolicy Pasa Startowego Numer Jeden, dawniej zwanego Anglią w tytułowym roku 1984 (z perspektywy Orwella była to odległa przyszłość). Głównym bohaterem jest Winston Smith – pracownik Departamentu Archiwów w Ministerstwie Prawdy; postać zarazem obdarta z wszelkiego heroizmu, a jednocześnie mająca odwagę zbuntować się przeciw Wielkiemu Bratu. Powieść przedstawia jego romans z Julią; również przeciwną Wielkiemu Bratu i tortury jakie ich spotkały.
Świat w 1984 r. dzielił się na trzy komunistyczne mocarstwa, które wciąż toczyły ze sobą wojny i zmieniały sojusze: Oceanię (tereny USA, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Kanady, Ameryki Łacińskiej, Australii, właściwej Oceanii i południowej Afryki), Euroazję (od Portugalii po Władywostok) i Wschódazję (Chiny i przyległe kraje). Ideologia panująca w Oceanii nazywała się angsoc (socjalizm angielski), w Euroazji – neobolszewizm, zaś we Wschódazji -,,kult śmierci’’, bądź ,,zanik ja’’.









Wodzem Oceanii był Wielkie Brat (równie wąsaty jak Stalin) otoczony niemal boskim kultem, którego podobizna pojawiała się wszędzie. Postać ta była ucieleśnieniem władzy kasty zwanej Wewnętrzną Partią. Jej członkowie (do których należał O’Brien) jako jedyni mieszkańcy Oceanii żyli w luksusach; w wielkich domach otoczeni służbą - trochę jak współcześni rosyjscy oligarchowie wywodzący się z dawnych działaczy partyjnych. Niżej w hierarchii stała Zewnętrzna Partia (należał do niej Winston Smith), której członkowie nosili granatowe, robotnicze kombinezony i byli pozbawieni luksusów.
Partia zarządzała Oceanią za pomocą ministerstw, których czyny przeczyły nazwom. Ministerstwo Pokoju toczyło permanentną wojnę raz z Euroazją, a raz ze Wschódazją, nie wahając się bombardować Oceańczyków, żeby w ten sposób podtrzymywać w nich strach i nienawiść. Ustawiczna wojna o tereny sporne – Indie, Mongolię i Afrykę Środkową była sposobem na utrzymanie rządzonych w nędzy i zapewniała równowagę sił między trzema mocarstwami. Ministerstwo Obfitości było sprawcą powszechnej nędzy i głodu. Prowadziło ono gospodarkę nakazowo – rozdzielczą, w której kapitalizm był przedstawiany jako coś złego i obowiązywały plany, które należało przekroczyć. Przytłaczająca większość mieszkańców Oceanii żyła w nędzy, zasiedlając walące się budynki jeszcze z XIX wieku. Jedzenie było złej jakości – gulasz przypominał wymiociny, czekolada (,,wyrób czekoladopodobny’’) miała posmak palonych śmieci. Dżin Zwycięstwa był oleisty i ,,trzepał mózg’’, zaś z papierosów sypał się tytoń. Produkty dobrej jakości można było zdobyć tylko na czarnym rynku. Ministerstwo Prawdy (aluzja do sowieckiej gazety ,,Prawda’’ założonej przez Lenina) tworzyło propagandę i fałszowało dosłownie wszystkie dokumenty również te archiwalne. Jego celem była zmiana zapisów historycznych, aby zawsze zgadzały się z aktualną polityką Partii. Największą trwogę budziło jednak Ministerstwo Miłości, w którego kazamatach Policja Myśli (odpowiednik sowieckiego NKWD) biciem, elektrowstrząsami i głodzeniem torturowała więźniów politycznych prześcigając w tym Inkwizycję, a nawet nazistów i bolszewików. Więźniowie najbardziej obawiali się pokoju 101, w którym torturowano ich za pomocą tego co budziło ich największy strach. W przypadku Winstona zastosowano chińską torturę z użyciem szczurów, która przyczyniła się do zniszczenia jego związku z Julią.









Większość mieszkańców Oceanii mówiła po angielsku, lecz językiem urzędowym była nowomowa – sztucznie tworzony język; ubogi gramatycznie i semantycznie, mający zapobiec popełnianiu ,,myślozbrodni’’ to jest myśleniu sprzecznemu z linią Partii. Zasób słów używanych w tym języku stale się kurczył. Również dzisiaj swoista nowomowa jest tworzona na potrzeby poprawności politycznej pod pretekstem szacunku dla odmienności. Przykładu dostarczają takie lansowane przez lewaków określenia jak: Afroamerykanin (Murzyn), Rom (Cygan), gej (homoseksualista), sprawny inaczej (kaleka), rdzenny Amerykanin (Indianin), ,,zabieg’’ (mordowanie nienarodzonego dziecka w trakcie aborcji) itd. O tym, że polityczna poprawność jest tak naprawdę zagrożeniem dla demokracji, a nie jej integralną częścią, przekonywał Ray Bradbury w powieści ,,451 stopni Fahrenheita’’, a potwierdza to niedawny przykład z lewackiej Szwecji, gdzie usuwano z bibliotek i niszczono stare wydania książek Astrid Lindgren, w których pojawiało się określenie ,,król murzyński’’.









Partia niszczyła instytucję rodziny poprzez demoralizację dzieci skupionych w organizacji Kapusiów (ich pierwowzorem byli sowieccy pionierzy), gdzie poddawane były pełnej indoktrynacji; uczone nienawiści i donoszenia na dorosłych. Parson – ograniczony umysłowo sąsiad Winstona cieszył się gdy jego małe dzieci podpaliły kobietę zawijającą kiełbaski w plakat z Wielkim Bratem, a nawet był dumny, że swej siedmioletniej córki, gdy doniosła na niego Policji Myśli. W ZSRR kwitł państwowy kult prawdziwych Kapusiów – Pawlika Morozowa i Proni Kołybina, którzy zdradzili ojca i matkę (odsyłam do książki Jurija Drużnikowa ,,Zdrajca nr 1’’).
Rolę czarnej owcy, na której skupiała się cała nienawiść wymagana przez rządzących na rządzonych pełnił partyjny renegat Emmanuel Goldstein, którego pierwowzorem był Lew Trocki (1879 – 1940), który naprawdę nazywał się podobnie bo Bronstein. Winston czytał jego zakazaną księgę - ,,Teorię i praktykę oligarchicznego kolektywizmu ’ i chciał nawiązać kontakt z owianym legendami Braterstwem – tajną organizacją zmierzającą do obalenia Wielkiego Brata. Nienawiść do Goldsteina okazywano na zaaranżowanych Dwóch Minutach Nienawiści i podczas Tygodnia Nienawiści.
Mieszkańców Oceanii cały czas śledzono (nawet w toaletach) za pomocą teleekranów. Ostrzega się, że w tym kierunku dąży również nasz świat wciąż zwiększający liczbę kamer pod pretekstem zapewnienia większego bezpieczeństwa.
Poddanymi Partii byli pogardzani prole (proletariat) – ubodzy robotnicy żyjący na marginesie społeczeństwa. Winston miał nadzieję, że uda mu się pozyskać ich do walki z Wielkim Bratem. Jeszcze niżej stali niewolnicy mieszkający na terenach spornych (krytyka neokolonializmu).
Choć Orwell (podobnie jak jego bohater) był ateistą, poddał krytyce ateizację. W Oceanii podobnie jak w ZSRR nakładano kary za praktyki religijne, kościoły leżały w ruinie, zaś poeta Ampleforth został aresztowany za użycie w wierszu słowa ,,Bóg’’.
Obowiązujący stosunek do seksu jako zła koniecznego do płodzenia nowych członków Partii był manichejski (bynajmniej nie chrześcijański!). Działała Młodzieżowa Liga Antyseksualna. Partii zależało na całkowitym odarciu go z przyjemności i czułości, przy jednoczesnej promocji pornografii.
Książka była (a gdzieniegdzie jest nadal) zakazana w krajach komunistycznych w tym w PRL – u. Ostrzega przed totalitaryzmem. Mimo ateizmu Autora pokazuje czym grozi stawianie się człowieka w miejscu Boga i to, że budowa raju na Ziemi zawsze kończy się piekłem. Jest aktualna również dzisiaj. Przeraża mnie, że nawet w XXI wieku i to w Polsce wciąż trafiają się ludzie chcący powrotu komunizmu :(.

poniedziałek, 8 października 2018

Napoleon Bonaparte jako postać mityczna








,, [...] Matematyk z Uniwersytetu Liońskiego profesor L. Perez opublikował pracę pod ujawniającym wszystko tytułem: 'Dlaczego nigdy nie było Napoleona, czyli wielka omyłka, źródło nieskończonej ilości błędów, które należy poprawić w historii XIX wieku'. Nieodpowiedzialny wybryk zaatakowanego sklerozą starca? Czy może tylko niewybredny żart znudzonego [...] matematyka? Kiedy jednak ludzie rzucili się do historii, by niezbitymi argumentami przygwoździć Pereza , okazało się nagle, że to wcale nie jest takie proste.
   Już samo imię Napoleon można bez kłopotu wywieść od greckiego boga słońca, Apollina (gr. apoleo - zabijać, palić). Zarówno historyczny Napoleon, jak i mityczny Apollo narodzili się na jednej z wysp Morza Śródziemnego. Matka Napoleona miała na imię Letycja, co oznacza 'zorzę wieszczącą wschód słońca'. Trzy rzekome siostry Napoleona, to oczywiście trzy - znane z mitologii - gracje. Jego dwie żony - to Ziemia i Księżyc, syn zaś zrodzony z drugiego małżeństwa, to nikt inny, tylko syn Ozyrysa i Izydy, grecki bóg Horus [tak naprawdę Horus był bóstwem egipskim - przyp. T. K.]. Dwunastu marszałków polnych Napoleona w istocie oznacza dwanaście znaków zodiaku. Wreszcie mitologia mówi o tym, że Apollo zabija straszliwego smoka Pytona, co fałszywa historia przekształciła w zwycięstwo Napoleona nad 'hydrą rewolucji' (nawiasem mówiąc, 'rewolucja' pochodzi od greckiego revolotus, co można przetłumaczyć jako 'wąż, który owinął się wokół siebie samego'). Tak więc - na podstawie wymienionych dowodów - nie ulega kwestii, że Napoleon w ogóle nie istniał, a cała historia jego życia jest tylko spóźnionym echem przygód mitologicznego boga słońca, Apollina.
    Co to się wtedy zaczęło dziać! Nie będę tutaj wymieniał wszystkich mniej lub bardziej uzasadnionych protestów, ani - tym bardziej - mniej lub bardziej uszczypliwych krytyk i paszkwilów. Cała historia była przecież z gruntu absurdalna: książka ukazała się w druku w roku 1827, kiedy jeszcze żyły setki i tysiące ludzi, którzy widzieli Napoleona na własne oczy. A jednak została przetłumaczona na wszystkie najpopularniejsze języki świata i - jako praca oparta według wszelkich kanonów nauki na znanych z mitologii zdarzeniach - doczekała się nawet kilku wydań'' -
Lucjan Znicz ,,Cywilizacje nieludzkie. Czy jesteśmy samotni w Kosmosie?''




niedziela, 7 października 2018

Oniricon cz. 435

Śniło mi się, że:






- w ,,Mistrzu i Małgorzacie'' w różowym domu w Moskwie zjawił się Cthulhu, po Rosji skakały i biegały kangury i emu, zaś Andriej Fokicz Sokow kupił konserwę rybną od Murzyna z Oregonu i Malezji, która została diabelską mocą przeniesiona do kraju pochodzenia,
- Jezus Chrystus żył na Atlantydzie, a po swoim zmartwychwstaniu rozdwoił się i pożeglował jednocześnie do imperium rzymskiego i Nowego Świata,








- na mapie przedstawiającej ziemie zamieszkane przez Indian i Papuasów zobaczyłem wizerunek pterozaura bez skrzydeł pokrytego granatowym futrem, mającego cztery łapy i długi ogon,






- pisałem opowiadanie o tym jak w erze siódmej dorosły ryś został przez małego rysia fałszywie oskarżony o pedofilię, sędziami byli egipski Sfinks i bogini Neith,






- pojechałem do Zagrzebia, gdzie lekarz skryty za szybą dał mi lekarstwo i kazał sobie zapłacić w centach, mówiłem Sławomirze, że wszystkim politykom powinno się wszczepić serum prawdy, aby zawsze byli uczciwi,









- jadąc do Medjugorie przejeżdżałem przez Rumunię, gdzie byłem świadkiem powodzi,
- pewien ksiądz charyzmatyk nauczał, że Jezus Chrystus w Niebie zabił złego patriarchę Jobata ku radości jego żony i dzieci,









- rzymski cesarz Decjusz, który wybudował sobie willę w Analapii, walczył z Indianami; do Ameryki Północnej dostał się z pomocą Sławomiry, która pożyczyła mu czarodziejską szatę z kruczych piór,








- w ,,Biblii'' jest wzmianka o owłosionej żmii z Algierii,







- Salome, córka Hija, która domagała się głowy św. Jana Chrzciciela została uznana za świętą,







- byłem w jakimś ośrodku wypoczynkowym gdzie chodziłem w samych majtkach, zaś białe konie z miejscowej stadniny uciekły i zaczęły biegać po ulicy, odsunąłem się, aby mnie nie stratowały,
- wymyśliłem, że Dominik to po starokrasnemu ,,Dominucus'', a chłopak o tym imieniu śmiał się z tego,







- Hefajstos uratował życie Afrodycie, nosił skrzydlaty hełm i sandały Hermesa; razem z jakąś kobietą szukałem przedstawiającego go obrazku w Internecie, lecz nie mogłem go znaleźć,








- istnieje rasa psa rottweiler wilczy,
- w wierzeniach ludowych wszyscy adwokaci są masonami; ubrałem garnitur i chciałem pójść na egzamin do szkoły, aby to napisać,
- ok. 1901 lu 1911 roku na Węgrzech i we Wrocławiu usunięto oświetlenie elektryczne z katedry jako niezgodne z tradycją, przywrócono je dopiero na początku XXI wieku,







- Andrzej Trepka pisał o Benedykcie Dybowskim, że zajmował się też kryptozoologią i gdyby odkrył geparda królewskiego, inne kryptydy już czekałyby na swych ilustratorów i opisy,








- niedźwiedź polarny Gotard Urmeier mówił Sławomirze, że w wodach polarnych u wybrzeży Norwegii żyje mnóstwo smoków morskich ,,o jakich nie śniło się filozofom''.