czwartek, 1 listopada 2018

Oniricon cz. 443

Śniło mi się, że:







- po latach odnalazłem stary zeszyt, w którym były ilustracje przedstawiające ludzi z głowami rysia i brachiozaura,






- Amazonka walczyła włócznią z czołgiem Białym Tygrysem (wymyślone na jawie),







- oglądałem ekranizację ,,Tatry'',







- w Polskiej Czerwonej Księdze znajdują się: piżmowół (żyjący dziko w niektórych rejonach Polski gdzie sprowadził go człowiek) i dzika owca olisa o krótkich nogach i runie barwy piaskowej,
- wracałem pociągiem przez Czechy do Polski,






- żeglarze z Vinety docierali do Atlantydy; Biała Czarownica chciała zatopić Atlantydę, lecz Posejdon odwiódł ją od tego zamiaru,
- po orbicie Marsa krąży gwiazda, zwana Czerwienią Gogola,







- w Internecie znalazłem nowe recenzje ,,Tatry'' cytujące negatywną wypowiedź Sławomiry,
- rosyjscy chłopi w ,,Pieśni o Niebieskiej Księdze'' śpiewali o litewskim bogu Woskroszu, który stworzył świat,







- pojechałem na wycieczkę z Jackiem Piekarą i widziałem białe flamingi kąpiące się w różowej kałuży i pelikana z długim, kostnym wyrostkiem z tyłu głowy, który skojarzył mi się z pteranodonem, akcja najnowszej książki Piekary toczyła się w Persji,







- ksiądz proboszcz mówił, że Ursula Le Guin poszła do piekła z powodu ateizmu mimo, że pisała wartościowe książki, uznałem, że gardzę ateizmem, który sprawia, że ludzie stają się nieszczęśliwi na całą wieczność,
- kiedy chodziłem do szkoły na lekcjach łaciny siedział ze mną kolega Oktawiusz, który przeszkadzał w zajęciach,






- w restauracji zjadłem obiad przeznaczony dla członka KOD - u mówiąc, że skoro bronią oni złodziei, niech sami zobaczą jak to jest być okradanym; marzyłem o tym by wszyscy kodziarze dostali w jedzeniu emetyk i zwymiotowali,







- starsza kobieta z mojej parafii mówiła księdzu proboszczowi, że przypomina św. Franciszka z Asyżu,







- Xena żaliłą się Gabrieli, że porzuciła swą córkę; siostrę - bliźniaczkę Solana,
- chciałem cały KOD utopić w sedesie,
- chodziłem do szkoły, w której mieściła się sala kinowa i basen, spotkałem tam po latach pana Andreusa ov Leovishinera, nie mogłem znaleźć środkowego piętra, myślałem, że jestem karierowiczem (karierist) w dobrym, rosyjskim znaczeniu tego słowa,








- w gimnazjum razem z kolegami i koleżankami nałapałem białych myszy, jeży i świnek morskich (jedna z nich była podwójna) i wytresowaliśmy je tak, aby przeszkodziły w występie nielubianego aktora, jego występ miał miejsce na sali gimnastycznej, zwierzęta zniszczyły przedstawienie, a ja przypomniałem sobie o indyjskim rytuale šašti polegającym na składaniu ofiary z małych gryzoni, na ulicy spotkaliśmy tego aktora, który wściekły chciał pozabijać myszy, jeże i świnki morskie, przeszkodziłem mu rzucając w niego pudełkiem i pionkami do chińczyka, potem zaś drapałem jego twarz paznokciami dzięki czemu ocaliłem zwierzątka, spotkałem kolegę, który chciał się ze mną zaprzyjaźnić i dla mnie rozszczepił sobie rękę, tak że stała się podwójna, potem spotkałem innego kolegę, który na moich oczach chciał pociąć sobie twarz żyletką, lecz powiedziałem mu, że nienawidzę okaleczania się, niosłem do biblioteki plecak pełen nieoddanych komiksów i spotkałem Pafrixa ov Silvuratisa,






- spotkałem polonistkę Dorę ov Petelinovą o trupio bladej twarzy z czenymi obwódkami wokół oczu. 

Pieśń Bajdały


,,Widziałem blask chwały przeczystej Mokoszy
Prawda to najświętsza jak to, że Weles jako bydło nas odrodzi!
W korabiu świecącym, metalowym, nocne niebo przemierzała
I junaków chrobrych swymi wdziękami obdarzała!
Świętowit na tę niewierność oblubienicy siarczystym gniewem zapłonął;
Wygnał ją od siebie precz i złote wrota zatrzasnęły się przed płaczącą żoną,
Zstąpiła na ziemię, gdzie czołem jej bije całe Słowian plemię;
Nad słodkimi wodami panuje,
Jako Vada – tyła żertwy otrzymuje! […]
Spod mocarnej ręki Źmija
Wyszło koło, wilk i miód co tęgo upija;
Na schnącego przy płocie świeżo ulepionego człowieka
Poleciała ze smoczego pyska pienista plwocina,
A gdy czyścić ze śliny ulepionego przyszła godzina,
Oto srom się pojawił kąsający jak gadzina! [...]’’
- ,,Pieśń Bajdały’’








Bajdała syn Godzisława, znany powszechnie Polakom ze swej przygody z Dusiołkiem opisanej przez poetę Bolesława Leśmiana, był jeszcze młody, lecz jego czarna, krzaczasta broda sprawiała wrażenie, że wyglądał na dużo starszego. Wędrował po sławnym Królestwie Analapii razem ze szkapą i wołem, a przygrywając sobie na lirze śpiewał pieśni o Enkach i herosach z dni zamierzchłych. Żercy nie byli radzi pieśniom Bajdały.
- Pewien Greczyn mi opowiadał jak ujrzał w Tartarze dusze wieszczów Homera i Hezjoda męki srogie cierpiących – mówił kapłan Gorazd. - To samo może niechybnie spotkać i naszego Bajdałę, jeśli się nie ustatkuje i nie zaniecha wygadywania świństw o Potęgach Świata! - Bajdała nic sobie jednak z tego nie robił.
W czasie swoich wędrówek gościł i pod strzechami kmieci jak i na dworach grafów i żupanów, aż w końcu zaszedł do grodu stołecznego Grakchova, który przed kilkunastu laty wzniósł pochodzący z Imperium Rzymskiego król Grakchus przez Słowian zwany Krakiem; pogromca smoka z Vovel, Awarów i samego Juliusza Cezara.








W owym czasie na złocistym tronie w zamku kapiącym od drogocennych kruszców, pereł i kamieni, zasiadała jego córka Wanda (Vana Virkena), w której jaśniało piękno jej matki Julii Rzymskiej; żony Kraka i córki Juliusza Cezara, która od swego ojca otrzymała w posagu Bawarię. Choć poeci wiele strof napisali tak na pergaminie jak i brzozowej korze, ich wiersze w nikłym jeno stopniu oddawały jak młoda i dziewicza królowa Analapii i Bawarii była piękna. Wanda była smukła i wysoka, a jej ciało przypominało rzeźbę z eburnu, która wyszła spod dłuta najbieglejszego z artystów. Jej włosy długie i jedwabiste połyskiwały jak złota przędza, oczy zaś przypominały parę szafirów. Zasiadała na tronie odziana w suknię z białego jedwabiu i bił od niej blask zginający kolana najbutniejszych mężów.
Bajdała widząc swą królową uczuł nabożną trwogę przemieszaną z pożądaniem, lecz rychło się opanował. Skłonił głowę, dobył instrumentu i rozpoczął śpiewać pieśń na cześć władczyni.









- ,,Atrit – Patrit – Agej!
Sława Tobie, córo Starego Kruka, udelników króla,
Co wśród liści Wielkiego Dębu mieszkają,
Ludziom los i wolę Enków ogłaszają,
Dusza Starego Kruka w ciele Twego ojca zamieszkała,
Okrytego sławą gdy zdobywał obce porty
Broniąc Galii przed najazdem Cezara;
To jego maczuga łeb smoka z Vovel strzaskała
I w Ojcowa krainie stoi jako Sokola Skała,
Błogosławiony Kraku co wprowadzałeś wszędzie pokój,
Twą córę będą sławić od Słupów Herkulesa po Krainę Wiecznych Mroków!
Wanda jest to Mokosza alias Izyda alias Anahita w kruche ciało śmiertelniczki obleczona,
Nawet na gwieździe błądzącej Voyn, zwanej Marsem jako boska cesarzowa jest błogosławiona
przez lud zielonoskóry, niskorosły,
Ciebie lęka się Marek Błotny, który dziatkom ucina toporkiem brudne nogi,
Na wieki bądź sławiona, która dajesz Hiperborei pokój błogi!’’

Kiedy Wanda usłyszała słowa tej kantyczki, jej jasna twarz podobna płatkom lilii, przybrała kolor pąsowy z wielkiego zawstydzenia. Zmieszana powstała z tronu i otworzyła swe koralowe usta, a jej głos brzmiał jak kryształowe dzwonki.
- Nie zgodzę się z tobą, mości poeto – przemówiła Wanda, a Bajdała zamarł. - Choć królowie i cesarze mnogich ludów każą się zwać bogami, wiedz, że nie jestem boginią; w moich żyłach nie płynie złota krew niewieścich Potęg Świata. Przeciwnie; jam śmiertelniczka i niewolna od słabości i przywar jak każda istota ludzka. Zresztą obecny tu arcykapłan Pizamar naucza, że mający się narodzić Król większy od Teosta Cara Słońce nie urodzi się w pałacu. Kiedy w chramie w Neście ukazywała mi się nasza pani Mokosza, mówiła mi, że choć Teost i jego macierz Kora mieli dusze czyste jak świeżo spadły śnieg, nasze takie nie są. Nie nazywaj mnie boginią, bo nie godzi się aby na ołtarzu zasiadał car. Grecy nazywają ten występek pychą – hybris i mają za największą z przewin ludzkich. Nie przyszłam też ustanowić nowego Zakonu, bo aby to uczynić trzeba wpierw ponieść te męki co Teost na drzewie, albo i sroższe.
Bajdała posmutniał i nagle trwogą napełniło się jego serce, o to czy królowa, o której powiadano, że była litościwa, nie zechce ukarać go śmiercią za bluźnierstwo. Przypomniał sobie jak przed dwoma laty bawiąc w Rzymie był świadkiem tego jak cesarz Oktawian August skazał na śmierć błazna, który naigrywał się z boga Jowisza. Słyszał też niegdyś jak w erze jedenastej błazen Dyl Gębowicz z Aplanu za to, że powiedział: ,,Nawet Słońce ma pupę’’, otrzymał potężne lanie batem od pana Chytreygi z Klubu Szarego Orła, a potem zginął rozszarpany przez podburzony przezeń motłoch. ,,Jak umrę, to kto zaopiekuje się moją szkapą i wołem?’’ - przemknęło rybałtowi przez myśl. Rozpłakał się jak bóbr u upadł Wandzie do jej stóp białych. Jednak królowa podniosła go z podłogi i na pocieszenie pocałowała w zarośnięty policzek.

Litania do Wszystkich Świętych

,,Panie, zmiłuj się nad nami. Panie, zmiłuj się nad nami.
Chryste, zmiłuj się nad nami. Chryste, zmiłuj się nad nami. 
Panie, zmiłuj się nad nami. Panie zmiłuj się nad nami. 






Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami,







Święty Michale,








Święci Aniołowie Boży, módlcie się za nami,








Święty Janie Chrzcicielu, módl się za nami,








Święty Józefie,






Święci Piotrze i Pawle, módlcie się za nami, 








Święty Andrzeju, módl się za nami,







Święta Mario Magdaleno,








Święty Szczepanie,







Święty Ignacy Antiocheński,







Święty Wawrzyńcze,







Święci Wojciechu i Stanisławie, módlcie się za nami,







Święte Perpetuo i Felicyto,







Święta Agnieszko, módl się za nami,







Święty Grzegorzu,







Święty Augustynie,







Święty Atanazy,







Święty Bazyli,







Święty Marcinie,







Święty Benedykcie,







Święty Mikołaju,







Święci Franciszku i Dominiku, módlcie się za nami,







Święty Janie Mario Vianney,







Święta Tereso z Avila,







Święta Katarzyno Sieneńska,
Święte Dziewice i Wdowy, módlcie się za nami,
Wszyscy Święci i Święte Boże, przyczyńcie się za nami.
Bądź nam miłościw, wybaw nas, Panie.
Od zła wszelkiego,
Od każdego grzechu,
Od śmierci wiecznej,
Przez Twoje wcielenie,
Przez Twoje święte zmartwychwstanie, 
Przez zesłanie Ducha Świętego,
Prosimy Cię, my grzesznicy, wysłuchaj nas, Panie.
Prosimy Cię, abyś strzegł Kościoła świętego i nim kierował,
Prosimy Cię, abyś zachował Ojca świętego i całe duchowieństwo w swej służbie
Prosimy Cię, abyś dał wszystkim narodom pokój i prawdziwą zgodę''
- tekst za: Ksiądz Tymoteusz ,,Panie mój''

wtorek, 30 października 2018

,,Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi''








,,Wójcicki Kazimierz Władysław, pisarz i publicysta pol., (1807 – 1879), brał udział w powstaniu listopadowem, od r. 1848 redaktor ‘Bibljoteki Warszawskiej’, od r. 1859 współredaktor ‘Encyklopedji Orgelbranda’ i od r. 1865 ‘Kłosów’, wydał ‘Album Warszawskie’ (1845) i ‘Album literackie’ (1848 – 49, 2 t.). Ważniejsze działa: ‘Przysłowia narodowe’ (1830), ‘Kurpie’ (1834, II. wyd. 1856), ‘Starożytne przypowieści’ (1836), ‘Pieśni ludu Białochrobatów...’ (1836), ‘Klechdy’ (1837, 2 t. III wyd. 1876, IV wyd. 1910, przekłady niem., czes. i rosyj.), ‘Stare gawędy i obrazy’ (1840, 4 t.), ‘Teatr starożytny w Polsce’ (1841, 2 t.), ‘Zarysy domowe’ (1842, 4 t.). ‘Bibljoteka starożytna pisarzy polskich’ (1843 – 44, 6 t., II wyd. 1854), ‘Historja literatury polskiej w zarysach’ (1845 – 46, 4 t., II wyd. 1859 – 61), ‘Niewiasty polskie’ (1845), ‘Życiorysy znakomitych ludzi’ (1849 – 1850, 2 t.), ‘Cmentarz Powązkowski’ (1859, 3 t.), ‘Archiwum domowe’ (1856), ‘Kawa literacka w Warszawie 1829 – 30’ (1873), ‘Ostatni klasyk’ (1872), ‘Warszawa i jej społeczność w początkach naszego stulecia’ (1875), ‘Warszawa i jej życie społeczne i ruch literacki 1800 – 30’ (1880), ‘Z dawnych dziejów i wspomnień naszego stulecia’ (1875), ‘Spuścizna po nieznajomym’ (1875), ‘Pamiętnik dziecka Warszawy’ (1909) i w. i. ‘Książkę zbiorową ofiarowaną K. Wł. W.’ wydano w r, 1862’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 18 Victor do Żyżmory’’








W 1996 r. na lekcji języka polskiego w klasie czwartej poznałem polską baśń o bliźniętach – Waligórze i Wyrwidębie - siłaczach wykarmionych w niemowlęctwie przez wilczycę i niedźwiedzicę i ich walce ze smokiem.








W pierwszej klasie gimnazjum czytając jako lekturę ,,Krzyżaków’’ Henryka Sienkiewicza poznałem po raz pierwszy średniowieczną polską legendę o Walgierzu Wdałym – wojowniku wzorowanym na niemieckim Walterze z Akwitanii. Jego żona, francuska księżniczka Helgunda zdradziła go z Wisławem z Tyńca. Walgierz został uwięziony przez wroga, zaś uwolnić się i wywrzeć zemstę na zdradzieckiej żonie i jej kochanku pomogła Walgierzowi brzydka Rynga w zamian za obietnicę poślubienia jej.







Te i wiele innych opowieści można znaleźć w pionierskiej antologii Kazimierza Władysława Wójcickiego ,,Klechdy, czyli dawne podania ludu polskiego i Rusi’’, którą przeczytałem w 2011 r. Akcja owych klechd (słowo to spopularyzowane przez Wójcickiego, zostało przezeń zapożyczone z XVI – wiecznego dramatu, w którym oznaczało … zaklęcie czarownicy) rozgrywa się od mitycznych pradziejów do początków XIX wieku (w ostatnim rozdziale poznajemy folklorystyczne opowieści starych wiarusów napoleońskich). Antologia zawiera baśnie i legendy z: różnych zakątków Polski (Mazowsze, Kraków, gdzie pod Wawelem miał się mieścić zaklęty, podziemny zamek, w którym mieszkały duchy polskich królów, Morskie Oko – dawna posiadłość pana Morskiego, który przeklął córkę za romans z przystojnym Węgrem, Góry Świętokrzyskie, gdzie grasowali rozbójnicy Madej i Zakuta Zarzecki, Tatry – rewiry zbójników Janosika i Proćpaka, oraz Kujawy), Ukrainy, Litwy, ale też Słowacji, Serbii, Hercegowiny, a nawet Indii (baśń o księżniczce zaklętej w małpę przytoczona w celu porównania z baśnią o księżniczce zaklętej w żabę; w zbiorze można też znaleźć opowieść o księciu zamienionym we wronę).








Na kartach ,,Klechd’’ ożywają niektóre postaci historyczne jak: św. Jadwiga Królowa (podanie o jej litościwym sercu i stopie odciśniętej w kamieniu), król Jan III Sobieski (bohater legendy wyjaśniającej pochodzenie przysłowia ,,kobyłka u płotu’’), Janosik nazywany Januszkiem (właściciel zaczarowanej pałki dającej mu nadludzką siłę), starosta kaniowski Mikołaj Bazyli Potocki (1712 – 1782) – amator pieczonych prosiąt, który dla zabawy zabijał Żydów, oraz słynny ekscentryk, porównywany z niemieckim baronem Münchausenem – Karol Radziwiłł ,,Panie Kochanku’’ (1734 – 1790), w którego majątku w Albie w Nieświeżu do stołu podawały niedźwiedzie (mocno przestraszyły włoskiego doktora), a który opowiadał min., że razem z syreną spłodził wszystkie śledzie.







W opowieściach tych ważną rolę odgrywa magia, z czego należy zaznaczyć, że ,,Klechdy’’ nie tyle propagują czary, co właściwie ostrzegają przed nimi w duchu chrześcijaństwa. Jonek używał kości nietoperza i wierzbowej fujarki do zdobycia miłości i przyjaźni, lecz skutek był inny niż chłopak zamierzał. Czarownica (wzorem swych serbskich koleżanek) otworzyła we śnie pierś odważnego rycerza i umieściła w niej serce zająca przez co stracił odwagę i stał się tchórzem. Twardowski – czarownik mający pakt z diabłem dokonywał za pomocą magii niezwykłych rzeczy (jak np. pływanie łódką bez wioseł pod prąd rzeki), zaś przed wiecznym potępieniem uratowało go śpiewanie kantyczki do Maryi. W jednej z klechd Twardowski był … samym diabłem. Istnieli nieszczęśliwi ludzie z tzw. ,,urocznymi oczami’’ wbrew swej woli niosący nimi śmierć i zniszczenie. Pewien złośliwy czarownik za pomocą wbitego w ścianę noża potrafił zmusić swą ofiarę do unoszenia się wysoko w powietrzu, w końcu zaś sam padł ofiarą swego czaru. Podobnie zły czarownik – polimorf zginął za sprawą swego zdolnego ucznia, którego nauczył tajników zmiany postaci. Czasem jednak magia służy wymierzaniu sprawiedliwości np. fujarka sporządzona z kory wierzby wyrosłej na grobie niewinnie zabitej dziewczyny posłużyła do wykrycia swej siostry – morderczyni, zaś ,,koszałki z kobiałki’’ - kije, które same biły, zatłukły na śmierć chytrą czarownicę – złodziejkę.

Przed oczami czytelnika książki Wójcickiego przebiega cała plejada istot fantastycznych z demonologii słowiańskiej:








Trojan – postać z wierzeń serbskich, dawny chtoniczny bóg słowiański, zdegradowany do roli króla Serbii (Wójcicki znał mitologię Serbów z prac Vuka Karadžicia). Prowadził nocny tryb życia, ponieważ promienie Słońca były dlań zabójcze. Kiedy nocą odwiedzał swą kochankę, został zaskoczony przez świt i rozpłynął się jak wosk. Wójcicki w swojej wersji klechdy pominął występujące u Karadžicia barwne elementy takie jak: czas odmierzany żuciem owsa przez konie, czy ukrycie się Trojona w stogu siana rozrzuconym przez krowy.







Nędza i Bieda – dwa pokrewne demony sprowadzające na ludzi niedostatek. Choć obie potrafiły uprzykrzyć życie, Nędza była groźniejsza niż Bieda. Pewien rusiński chłop żyjący w skrajnym ubóstwie przechytrzył Biedę zamykając ją w kości i wrzucając ją do rzeki. Odtąd zaczęło mu się dobrze powodzić. Jego zawistny bogaty brat odnalazł kość z zamiarem uwolnienia Biedy i zrujnowania brata, lecz zaszkodził wyłącznie sobie.








Powietrze – dawna nazwa epidemii (np. w suplikacji: ,,Od powietrza, głodu, ognia i wojny...’’) jak również żeński demon zarazy. Lubiło drażnić wyczuwające je psy słowami: ,,na goga noga’’. Pewien parobek odegnał z wioski Powietrze strącając je z drabiny, ona zaś mszcząc się sprawiło, że potrafił powtarzać jedynie: ,,na goga noga’’. W wierzeniach serbskich demony takie noszą nazwę kuga i żyją za morzem.







Wilkołaki – ludzie przez złe czary zamienieni w wilki wyróżniające się olbrzymim wzrostem, często bardzo nieszczęśliwi i starający się nikogo nie zabijać. Odczarować wilkołaka można było uderzając go widłami między oczy.








Kania – żeński demon w postaci pięknej dziewicy unoszącej się na chmurze i porywającej ze sobą dzieci. Ostrzegało przed nią przysłowie: ,,Dzieci, kania leci’’.







Cicha – żeński demon zarazy w postaci śniadej dziewczynki o martwych oczach, w białej sukience i czerwonej chustce na głowie. Zbierała trupie kości i zabijała bawiące się dzieci uderzeniem czarnego pręta. Pod wpływem klechdy Wójcickiego, Franciszek Morawski (1783 – 1861) napisał wiersz ,,Ciche dziecię’’ z 1837 r.







Dżuma – żeński demon choroby o tej samej nazwie. Przymusiła pewnego Rusina, aby niósł ją na plecach po miastach i wioskach roznosząc zarazę. Gdy Dżuma miała wkroczyć do jego rodzinnej wsi, Rusin zbuntował się i wrzucił demona do rzeki, aby go utopić. Dżuma jednak wyszła z wody. Odważny czyn Rusina sprawił, że odtąd Dżuma bała się atakować jego samego i jego wioskę.







Homen – pochód straszydeł zwiastujący nadejście zarazy. Wojciech Żukrowski (1916 – 2000) pisał o Homenie w zbiorze opowiadań ,,Okruchy weselnego tortu’’.







Boruta – najsłynniejszy polski diabeł szlachecki, mieszkaniec lochów w Łęczycy, władny zamieniać się w sowę, właściciel skarbów i amator mocnego wina. Pewien utożsamiający się z nim szlachcic zwany Siwym Borutą dostał odeń skarby, lecz gdy wychodził, drzwi ucięły mu piętę.







Na szczycie Szklanej Góry gnieździł się demoniczny sokół, który uniósł w powietrze żaka zaopatrzonego w rysie pazury mające pomóc we wspinaczce. Ptak unosił bohatera coraz wyżej i wyżej aż ten uciął mu nogi i spadł na szczyt Szklanej Góry, gdzie zmierzył się ze smokiem i poślubił księżniczkę. Sokół zaś zginął wykrwawiony, lecz od jego krwi ożyli ci co wcześniej zginęli w czasie wspinaczki. Odsyłam do świetnej książki Marka Derwicha i Marka Cetwińskiego ,,Herby, legendy, dawne mity’’.







Jenżibaba – żeński demon z wierzeń czeskich i słowackich (Wójcicki znał te ostatnie z pracy Jana Kollara); odpowiednik polskiej jędzy i ruskiej Baby Jagi o nosie wielkim jak garnek. Czasem istoty te pomagały bohaterom np. odbyć podróż do piekła na grzbiecie smoka.







Stuacz – demon z Hercegowiny noszący buty z ludzkich żył.







Trzy Niewidy – piękne anielice (dwie nosiły wianki z czerwonych róż, a trzecia z białych) posłane przez Boga, aby ratowały dziewczęta dręczone przez Ducha Tęsknoty noszącego wieniec z zeschłej paproci (ludowy sposób postrzegania depresji).








Rokita – chłopski diabeł, czasem towarzyszący Borucie (oba diabły niczym w staropolskiej wersji ,,Mistrza i Małgorzaty’’ naprawiły krzywdę wyrządzoną przez niesprawiedliwy wyrok sądowy ubogiej wdowie). W innej opowieści Rokita pozyskał sobie duszę chłopa w zamian za pomoc w wydostaniu się z bagna. Na szczęście chłop uniknął piekła, ponieważ Maryja zabiła Rokitę piorunem (Jej władza nad piorunami przypomina mi słowiańską boginię Perperunę; żonę boga burzy Peruna).








Śmierć – budziła lęk u wszystkich, lecz sama bała się … Biedy. Ta ostatnia tak dotkliwie pokąsała Śmierć, że pozbawiła ją sadła, mięśni i skóry, stąd teraz wygląda ona jak kostucha.







Rusałki – urodziwe słowiańskie nimfy lubiące taniec, śpiew i huśtanie się. Dzieliły się na rusałki leśne o zielonych włosach i wodne o włosach blond. Potrafiły zadawać zagadki, a ich przysmak stanowiła kora dębu. Choć piękne, bywały też niebezpieczne. Zabijały ludzi łaskocząc ich na śmierć.






Jurata – bogini morza z wierzeń litewskich, mieszkająca w bursztynowym pałacu na dnie Bałtyku; królowa morskich nimf czeltic. Ukarana śmiercią przez Perkuna za miłość do śmiertelnego rybaka Castitisa.







Latawiec – piękny duch niebiański podobny do anioła; mający skrzydła i złoty warkocz. Kiedy udało mu się zerwać z łańcucha spadał na ziemię pod postacią gwiazdy i budził żarliwą miłość w sercach dziewcząt. Po upadku na ziemię szybko tracił skrzydła i umierał, a zakochana w nim dziewczyna przeżywała po nim katusze z żalu i tęsknoty.







Boginka płaczka zajmowała się wykradaniem kobietom zdrowych i spokojnych dzieci i podrzucaniem ich własnego cherlawego i wiecznie płaczącego potomstwa. Istoty te dręczyły porwane dzieci. Skłonić je do zwrotu porwanej pociechy można było bijąc podrzutka na podwórzu.







Zmora – straszydło o elastycznym, przezroczystym ciele, nękające ludzi we śnie i pijące z nich krew (zmitologizowana forma bezdechu sennego). Istotę tę można było pokonać zamykając w butelce i wrzucając do ogniska.







Strzyga (łac. strix – sowa) – straszydło powstałe ze zmarłego bez chrztu dziecka urodzonego z dwoma rzędami zębów. Miało postać dziecka ze skrzydłami sowy. W opowieściach ludowych często nadawano strzygom groźne cechy upiorów.







Topielcy – zmiennokształtne duchy akwatyczne zamieszkujące zarówno Bałtyk, jak i wody słodkie. Potrafiły przybierać postać min. baranów. Pewien Żyd jadący wozem ,,zaopiekował się’’ bezpańskim baranem, którego postać przybrał topielec i urwał mu głowę. Wozem jechał dalej bezgłowy tułów Żyda.







Iskrzycki – diabeł, który zatrudnił się jako ekonom na szlacheckim folwarku. Choć próbowano się go pozbyć, nie chciał odejść.







Biała Niewiasta – duch związany z rodem Poniatowskich, ukazujący się jego członkom (min. królowi Stanisławowi Augustowi i Józefowi Poniatowskiemu) i ostrzegający przed grożącą zgubę. Był to niejako polski odpowiednik takich celtyckich zjaw jak irlandzka bansee i walijska śliniąca się jędza.

,,Klechdy’’ - lektura wielce ciekawa i inspirująca, wywarły wpływ na późniejszych polskich folklorystów i pisarzy fantastów jak: Andrzej Sapkowski (w ,,Sadze o wiedźminie’’ Maria Barring była nazywana Milvą, czyli Kanią; może to się odnosić zarówno do ptaka kani, jak i do demona o tej nazwie), Romana Kaszczyc (odsyłam do posta: ,,Kiedy kruk był biały’’) i Witold Jabłoński (Cicha w powieści ,,Słowo i miecz’’).