wtorek, 13 września 2022

,,Ostatnia noc''

 

,,Rodzi się ona wróżką. Przez regularny nawrót egzaltacji jest Sybillą. Przez miłość jest czarodziejką. Przez swą subtelność, złośliwość (często kapryśną i dobroczynną) jest czarownicą i kieruje losem, a przynajmniej uśmierza, oszukuje zło’’ - Jules Michelet ,,Czarownica’'  


We wrześniu 2022 r. przeczytałem opowiadanie fantasy Rafała Dębskiego ,,Ostatnia noc’’ opublikowane w antologii ,,Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony’’.



Gdzieś na ziemiach polskich w dobie rozbicia dzielnicowego żyła fikcyjna słowiańska bogini Wiłła, główna bohaterka ,,Trylogii piastowskiej’’ (,,Kiedy Bóg zasypia’’, ,,Jadowity miecz’’ i ,,Miłość bogów’’). Wiłła przeżyła już wiele stuleci i sama nie wiedziała ile miała lat. Jej atrybut stanowiły kolorowe skrzydła, które mogły dojrzeć jedynie najbardziej wrażliwe osoby. Fabuła przedstawia ją jako siwą staruszkę, choć była też władna przybierać młody wygląd. Wiernie towarzyszył jej duch wielkiego, białego wilka, który umiał stawiać się niewidzialnym. W zamierzchłych czasach reakcji pogańskiej, Wiłła pokochała śmiertelnego człowieka, Sewę, dzięki czemu nabrała licznych cech ludzkich. Kiedy jej kochanek został zabity, próbowała go wskrzesić, a także pomścić. Doprowadzała ludzi do śmierci w wyniku kompulsywnego tańca (nawiązanie do słowiańskich wierzeń w demony żeńskie zwane wiłami), aż zrozumiała, że zemsta nic nie daje. Teraz pracowała jako zielarka. Leczyła znacznie skuteczniej od cyrulików i medyków, miała od nich więcej empatii i nie przyjmowała pieniędzy. Swoim boskim kunsztem wyleczyła małego Jaksę, synka bednarza Michała i jego żony Swatki. Mimo, że czyniła dużego dobra, kasztelan Domarad i surowy pleban chciał ją ukarać jako czarownicę. Wiłła opuściła wieś ostrzeżona przez pobożnego i pokornego pustelnika Józefa, któremu opowiedziała o swoich pogmatwanych losach. Odchodząc przybrała postać młodej dziewczyny i jeszcze uzdrowiła w nocy chorą Jadwigę, żonę kasztelana. Uzdrowiona Jadwiga wyprosiła u swego srogiego męża darowanie kar skazańcom.


Rafał Dębski należy do moich ulubionych autorów. Szkoda, że to opowiadanie stanowi jego pożegnanie z fantastyką :(.

poniedziałek, 12 września 2022

Oniricon cz. 848

         Śniło mi się, że:



- Michaił Gorbaczow żył w XV wieku,



- oprócz niedźwiedzi, drugim zwierzęcym symbolem Rosji są mewy,



- historyk Barbara Blida, którą porównywałem w myślach do Emanuela Swedenborga, napisała książkę pseudonaukową o wojnie polsko - bolszewickiej, dowiedziałem się z niej, że bolszewicy używali olbrzymich wozów opancerzonych, zwanych lewiatanami, zaś Polacy mieli himmarsy,



- wypożyczyłem z biblioteki książkę o seksie, aby wpisać ją do bibliografii dla fantastów, jakiś chłopiec chciał ją przejrzeć, lecz nie pozwoliłem mu, bo był na to za młody,



- Janusz Bieszk napisał, że w czasach przed Lechem I na ziemiach polskich władał Filip Kalimach, nieznana z imienia piękna królowa, Król Węży i Bazyliszek, ponadto doradcą Bolesława Pobożnego była wielka ropucha chodząca na tylnych łapach,



- nim nastała Wielka Lechia, na ziemiach polskich znajdowało się państwo zwane Rurytanią, skąd pochodził Dilbert,


- w warszawskich parkach znajdujących się wewnątrz Pałacu Kultury i Nauki żyją wiewiórki - ludożercy, o których Andrzej Pilipiuk dowiedział się z legendy miejskiej i kazał im mieszkać w Łazienkach,


- Xi Jinping przyjął chrzest i zakazał mordowania nienarodzonych dzieci,




- Wojciech Olszański i Marcin Osadowski zbierają broń palną, Ravialus ov Rikłocic szedł do nich z olbrzymim, kolorowym karabinem,

- pracowałem w ZAZ - ie i obraziłem się gdy trener pracy zapytał mnie czy ,,umyłem cycki'',




- poszedłem na Mszę Świętą do równoległego świata, gdy klęczałem przy balaskach słuchając pieśni, przewróciłem się i musiałem wyjść z kościoła, na zewnątrz okazało się, że świat został podbity przez Rasputina - Kościeja, który rozkazał po angielsku, aby oddać cześć carewiczowi Aleksemu, tylko jeden chłopiec miał odwagę sprzeciwić się Kościejowi,



- wbrew swej woli znalazłem się na koncercie metalowym, podczas którego muzyk przebrany za kościotrupa z długimi, zielonymi włosami coś bełkotał na scenie, chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść,



- szukałem w Internecie informacji o amerykańskich rakietach, zwanych ,,rockets'',



- poseł Stanisław Szur zaproponował w Sejmie, aby ,,Majteczki w kropeczki'' zostały nowym hymnem Polski (wymyślone na jawie),



- jednym z przedlechickich władców ziem polskich był Smok Wawelski,



- wieczorem pewna dziewczyna przytulała się na ławce w parku do mężczyzny bez twarzy i mówiła do niego, człowiek ten powiedział jej, że jego matka, Anita Black nie miała ust, a gdy dziewczyna spostrzegła, że jej rozmówca nie ma twarzy, przestraszyła się i uciekła,



- dowiedziałem się, że jakiś ukraiński polityk ma nazwisko utworzone od jerzyka, uznałem, że Ukraińcy mają fajne nazwiska,



- jakiś mężczyzna wypuścił dwie hybrydy wilków z rosomakami, które biegały po śniegu,

- w Peru penetrowałem opuszczoną świątynię z Mamą, Babcią i starszym mężczyzną, który podśpiewywał: ,,Hej - haj, stary z g.... spał''. 

niedziela, 11 września 2022

,,Rytuały, obrzędy, święta''

 

,,Święta, święta i po świętach.

Chata znów do ogarnięcia.

Ogrom garów do umycia,

powracamy już do życia.

Potem Sylwek, Nowy Rok

i do bałaganu krok.

Gotowanie i sprzątanie

to nas czeka drogie panie...’’

- ,,Śmieszne obrazki’’ na Facebooku (28 grudnia 2019)



We wrześniu 2022 r. przeczytałem pracę etnografa Leonarda J. Pełki (1929 – 2020) ,,Rytuały, obrzędy, święta. Od czasów słowiańskich po wiek XX’’z 1989 r. Reprint ukazał się nakładem wydawnictwa ,,Replika’’.


Książka omawia ewolucję świąt i obrzędów w Polsce od prasłowiańskich (np. zwyczaj sadzania nowożeńców na wilczej skórze mającej zapewnić im płodność) poprzez chrześcijańskie (Boże Narodzenie, Wielkanoc, Boże Ciało) aż do komunistycznych (np. Święto Pracy, Dzień Kobiet, Dni Leninowskie w kwietniu, rocznica rewolucji październikowej).



Autor wskazywał na pogańskie korzenie wielu świąt i obrzędów ludowych takich jak Sobótka (wywodząca się wprost do prasłowiańskiej Nocy Kupały), lajkonik (echo pogańskiego kultu konia zamaskowanego legendą o flisaku, który zabił Tatara), chodzenie z turoniem(ślad dawnego kultu tura), liczne wróżby w okresie Bożego Narodzenia, palenie świec w Zaduszki (Autor przemilczał istnienie katolickiego święta Wszystkich Świętych), Śmingus – Dyngus i Dożynki. Zwyczaje te podlegały długiemu procesowi chrystianizacji i początkowo (tak jak np. topienie Marzanny) były ostro zwalczane przez Kościół.



Autor jako marksista widział przyszłość w świętach i obrzędach ,,humanistycznych’’ lansowanych przez władze PRL – u. Na szczęście historia zweryfikowała negatywnie te zapatrywania.

sobota, 10 września 2022

Johan Huizinga

 

,,Huizinga, Johan (1872 – 1945), hol. historyk i filozof kultury. W 1905 – 1942 prof. uniwersytetu w Groningen i Lejdzie; 1942 – 45 w areszcie domowym z nakazu hitlerowców. Badał dzieje Indii i kulturę eur., wskazywał podstawowe znaczenie chrześcijaństwa dla formowania się narodów eur., jako suwerennych podmiotów wspólnoty kulturowej kontynentu. Rozważał wpływy zabawy w kulturze różnych epok. Upatrywał kryzys kultury współczesnej w działalności państwa totalitarnego i rozwoju techniki. Autor popularnej i tłumaczonej na wiele języków pracy Jesień średniowiecza (1919, wyd. pol. 1961)’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 25 Suplement Grancille do kongijski konflikt’’

 



W gimnazjum dobrowolnie sięgnąłem po ,,Jesień średniowiecza’’. Jest to praca historyczna o kulturze zachodnioeuropejskiej w późnym średniowieczu (XIV – XV wiek). W liceum przeczytałem zainspirowaną dziełem Huizingi książką Henryka Samsonowicza ,,Złota jesień polskiego średniowiecza’’.




Po latach pamiętam jak w książce Huizingi wyczytałem, że na późne średniowiecze i wczesną nowożytność przypadało nasilenie wiary w czarownice połączone z ich masowym prześladowanie. Wcześniej otwarcie kwestionowano możliwość lotu na miotle. Wierzono, że niektóre krainy szczególnie obfitują w czarownice. Wśród nich była min. Szkocja. Nawiasem mówiąc do wierzenia tego nawiązywał zarówno William Szekspir w ,,Makbecie’’ jak też Joanne K. Rowling w ,,Harrym Potterze’’ (Hogwart znajdował się właśnie w Szkocji). Moją uwagę przykuła również bardzo mądra anegdota, o chłopie, który narzekał na swoje życie i chciał umrzeć. Kiedy jednak ujrzał Śmierć, przestraszył się jej i zapragnął żyć dalej.

W moim poemacie dygresyjnym ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy’’ Jena ov Blackeyova spotkała Johana Huizingę w Armagedonie (odsyłam do posta: ,,Triumf Nauki’’).

piątek, 9 września 2022

Oniricon cz. 847

         Śniło mi się, że:



- stwierdziłem, że Pan Sołtys z Pawlaczycy bardziej przypomina Rosjanina niż prawdziwego Polaka,



- Czeng He był chińskim korsarzem, który nikogo nie zabijał,



- niektórzy polscy biskupi wierzą w Wielką Lechię,



- Jena ov Blackeyova uciekła w dzieciństwie z ptaszarni gdzie była trzymana w wolierze,



- zapytałem Andrzeja Sapkowskiego czy wie, że słowo alkohol pochodzi od ghula, czym sugerowałem mu, aby więcej nie pił,



- delfin ugryzł piękną Australijkę, która chciała go dosiąść,



-poszedłem na siłownię na świeżym powietrzu mieszczącą się w parku, gdzie leżąc na trawie ćwiczyłem na przyrządzie na cześć Juliusza Cezara,




- wujek Markus ov Küjvis komentował przeczytany w gazecie artykuł o Oldze Tokarczuk,

- poszedłem do szewca, który zmuszał mnie do założenia maseczki i napluł na czytaną przeze mnie książkę Bartłomieja Grzegorza Sali, obraziłem się na niego i poszedłem sobie w samych skarpetach,

- przeniosłem się do XV wieku, siedziałem na sedesie, zaś cała moja rodzina gapiła się na mnie i poczułem się niekomfortowo,



- w Puszczy Amazońskiej skakałem po liściach wiktorii królewskiej, zaś woda w Amazonce była tak gęsta, że nie sposób było w niej utonąć,



- dwie kobiety szły ukradkiem za Dariuszem Kwietniem,



- zamierzałem napisać encyklopedię ezoteryki i pseudonauki, hasła miały dotyczyć min. magii, czarownic z Salem, ,,Młota na czarownice'', Karola Marksa oraz papieży Benedykta XVI i Franciszka,



- w rozmowie z Mają Lidią Kossakowską powiedziałem, że magia jest zła, sprzeczna zarówno z wiarą jak i rozumem,


- w ,,Opowieściach z Narnii'' pojawił się rycerz Hoel zaczerpnięty z mitologii celtyckiej,

- Mama wiozła taksówką i tramwajem otwartą puszkę cuchnącej, brązowej farby, którą ostatecznie wyrzuciłem na śmietnik przed Urzędem Miejskim w Szczecinie,

- czytając książkę filozoficzną doszedłem do wniosku, że statystyczny człowiek nie istnieje,

- zostałem opiekunem małych dzieci, moim kolegą z pracy był muzułmański terrorysta, który chciał je skrzywdzić, poszedłem do toalety myśląc, że islam zabrania muzułmanom korzystania z tych samych toalet co wyznawcom innych religii,



- muzułmanie wzorem Yahoosów nie myli się i nie korzystali z toalet,



- Cyganie nosili maski czarnych wilków i myśląc, że nie ma dla nich miejsca w Niebie, wierzyli w reinkarnację,


- pojechałem na pielgrzymkę do Indii, na luksusowym, lśniącym od bieli lotnisku widziałem zakonnice noszące pod biało - niebieskimi sari zielone giezła, oglądałem w kinie film o św. Matce Teresie z Kalkuty, dowiedziałem się z niego o pseudonaukowych metodach leczenia w Indiach np. o Czu - Bo; terapii ogonowej inspirowanej ludową medycyną z Syberii, następnie razem z Janesem ov Calcium pojechałem do Mongolii, bowiem Janes zawsze marzył o zwiedzeniu tego kraju,

- szedłem po ulicy mając w uchu złoty kolczyk (na jawie nie noszę kolczyków). 

czwartek, 8 września 2022

Aszkenaz

 



W siódmym roku panowania królowej Udmurcji, Księżyc na nocnym niebie przyoblókł się w rubinową szatę, zaś złote i srebrne gwiazdy wirowały z wdziękiem, nucąc pieśni w zapomnianej mowie bujańskiej, starszej niż świat stworzony. Cała przyroda odczytała w tym zdarzeniu prognostyk narodzin potężnego herosa.


Istotnie, owej nocy w rzece zwanej Cedrową Wodą (Kedraka), rusałka Mamilda, oblubienica wodnika Gomera, wydała na świat syna. Dziecię otrzymało imię Aszkenaz (Aškenazi) i od pierwszych dni posiadało niezrównaną siłę w swych drobnych członkach. Kiedy Mamilda ułożyła Aszkenaza w złotej kołysce i zasnęła wielce zmęczona w ramionach Gomera, do komnaty podwodnego pałacu, cicho jak kot, wpełzł wielki wąż Kozybun. Przypominał nieco nadzwyczaj wyrośniętego zaskrońca. Jego ciało upstrzone było żółtymi plamami, w szczękach zaś srożyły się liczne kły ociekające jadem. Kozybun otrzymał swe imię stąd, że ze szczególnym upodobaniem połykał kozy, choć nie gardził również mięsem innych stworzeń. Spleceni ze sobą w łożu Mamilda i Gomer nie przeczuwali nic złego, kiedy srogi Kozybun wysunął z paszczy żądło i dotknął nim uśpionego dziecięcia. Aszkenaz, napełniony mocą Cara Księżyca w Krwawej Szacie, obudził się. Miast płakać jak uczyniłyby to inne niemowlęta, roześmiał się radośnie i zaklaskał drobnymi rączkami. Następnie zacisnął obie dłonie na śliskim żądle Kozybuna i począł nim szarpać. Po trzech szarpnięciach wyrwał wężowi język, zaśmiewając się przy tym do łez.

- Ty mały, zdradziecki okrutniku! - Syknął z bólu Kozybun, po czym szybko jak myśl ulotnił się ze złotego domu na dnie Cedrowej Wody.

Przez cały czas broczył obficie krwią z zębatej paszczy, a gdy dotarł wreszcie do swej nory na błotnistym brzegu, padł martwy. Jego padliną pożywiły się wydra i błotniak stawowy.

Mamilda i Gomer zerwali się z łoża, obudzeni śmiechem synka i upiornym sykiem węża. Ujrzeli małego Aszkenaza, roześmianego od ucha do ucha, który trzymał w rączce zakrwawiony, widełkowaty język. Mamilda z płaczem przytuliła swe dziecię.

- Mój mały bohater! - Szeptała czule, całując policzki Aszkenaza.

- Dzięki niech będą Enkom, że złożyli w nim depozyt swej siły! - Gomer był dumny z syna.

Rusałka i wodnik ucieszyli się, że przygoda ich dziecka przybrała taki właśnie finał. Jednocześnie na dnie ich serc osiadła dokuczliwa myśl, że równie dobrze ich synek mógł stać się posiłkiem wielkiego węża, podczas gdy oni spali nieświadomi zagrożenia…



Aszkenaz dorastał. Miał kasztanowe włosy i duże, złote oczy, a jego ciało pokryte było twardymi muskułami. Gomer uczył syna jak wypasać ławice ryb, troszczyć się o żaby i raki, Aszkenaz wolał jednak od tych spokojnych zajęć zapasy oraz ćwiczenia w zadawaniu ciosów maczugą. W dziesiątym roku życia sporządził sobie oręż z drzewa jabłoni, maczugę najeżoną ostrymi krzemieniami, która ważyła tyle samo co wół. Nikt prócz samego Aszkenaza, nawet najsilniejszy olbrzym nie był w stanie jej unieść. Aszkenaz rósł i stawał się coraz silniejszy. W jedenastej wiośnie życia ubił maczugą wodnego smoka Pluskolca, który zamierzał pożreć jego macierz. Wtedy to niepozorny ptak nazywany trzciniakiem, siedząc na łodydze tataraku, zaśpiewał pieśń, której słowa rozpaliły płomień w sercu młodego wodnika.

- Ryba – rak, ryba – rak.

Czas by Aszkenaz wstąpił na junacki szlak!

Idź, Aszkenazie do Domu Mężów.

Tam nauczą cię jak masz zwyciężać!

Ryba – rak, drap – cierp!

Po wyśpiewaniu tej piosenki, trzciniak odleciał w pogoni za komarem, zostawiając Aszkenaza z pragnieniem przygody.

- Tato – wodnik zapytał swego ojca, Gomera. - Czymże jest Dom Mężów?

- Przed wiekami Enkowie, dwugłowy Mieczysław, szermierz wojny sprawiedliwej i Dziwica, niezrównana łowczyni założyli w puszczańskich ostępach dwie szkoły dla herosów. Przyszłe wojowniczki pobierają nauki w Szkole Dziewic, podczas gdy wojownicy kształcą się w Domu Mężów. Nikt nie wie dokładnie gdzie znajdują się te szkoły. Drogi do nich prowadzące są okryte tajemnicą, a ich poszukiwanie stanowi próbę charakteru. Nawet leśni ludzie nie potrafią ich wskazać – dodał po chwili.

- Czy tam uczynią ze mnie witezia? - Spytał podekscytowany Aszkenaz.

- Z pewnością tak – odrzekł w zadumie Gomer. - Widzę, że nie zrobię z ciebie pasterza ryb, zaś zadayki na mocarza masz z całą pewnością. Z drugiej strony czekałby się tam wyczerpujący trening i moc wyrzeczeń.

- Kochany ojcze, pozwól mi szukać Domu Mężów! - Poprosił Aszkenaz. - Chcę zostać junakiem tak jak chrobry Boran z rasy leśnych ludzi!




Gomer naradził się ze swoją żoną, po czym oboje pobłogosławili w imię Doli swego syna wyruszającego na spotkanie wielkiej przygody. Kiedy nad brzegiem Cedrowej Wody stanął biały jeleń ze złotym porożem oraz biała łania, Aszkenaz rozpoznając w zwierzętach posłańców z Domu Mężów, uściskał serdecznie macierz i ojca, wziął na ramię maczugę, po czym wyruszył w drogę. Jeleń i łania mające na szyjach zawieszone złote serca, prowadziły młodego wodnika dniem i nocą po krętej ścieżce wijącej się wśród nieprzebytych puszcz, moczarów, ośnieżonych, górskich szczytów i rwących rzek. Z wyroku dwugłowego Mieczysława, Prawego Woja, każdy kto zmierzał do Domu Mężów, gubił orientację, nawet jeśli wcześniej nie miał ku temu żadnych skłonności. Nie sposób było drogi tej nanieść na mapę, co chroniło Dom Mężów przed odnalezieniem przez żądne krwi hordy nieprzyjaciół Ageja, gotowych wydać na pastwę płomieni szkołę herosów. Wędrując Aszkenaz zaspokajał głód zrywając grzyby, w tym trujące dla ludzi muchomory i huby. Jadł wszelkie jagody, chwytał jaszczurki i żaby oraz plądrował naziemne gniazda jarząbków. Strzygi i źli Neurowie woleli nie ryzykować spotkania z jego nabijaną krzemieniami maczugą. Wreszcie czterdziestego dnia marszu, Aszkenaz stanął u bram otoczonego zewsząd puszczą, kamiennego bastionu zbudowanego na planie ośmioramiennej gwiazdy. Pokłonił się jeleniowi i łani, które przywiodły go aż tutaj. Oba zwierzęta przeobraziły się w wielką chmarę śnieżnobiałych motyli, które odleciały, roztaczając aromat róż i ambry. Aszkenaz dziarsko uderzył maczugą w stalową bramę, wydobywając z niej odgłos jakby uderzenia dzwonu.

- Jam Aszkenaz, syn Gomera z Cedrowej Wody, z rasy wodników. Przybywam do Domu Mężów, aby zostać junakiem. Otwórzcie mi w imię Mieczysława, Mistrza Rycerzy! - Gromko zawołał młody wodnik.

Gdy wypowiedział te słowa, Neur o siwej sierści i złotych oczach, otworzył bramę, która przeraźliwie skrzypiała. Ponoć adepci Domu Mężów z jej skrzypienia odczytywali napomnienia Welesa. Kiedy Aszkenaz wszedł do wnętrza bastionu, wyszedł mu naprzeciw rosły mąż z głową tygrysa, odziany jeno w przepaskę na biodrach i uzbrojony w maczugę jeszcze większą i cięższą niż ta, która należała do wodnika.



- Sława! Jestem Kiratus, syn Tory. Będziesz ćwiczył pod moim okiem.

- To dla mnie zaszczyt, mistrzu. – Skłonił się Aszkenaz, a wrota bastionu zamknęły się za nim z hukiem.

Rozpoczęła się nauka; trudna i pełna wyrzeczeń.




,,Aszkenaz, syn Gomera spędził w Domu Mężów dziesięć lat wypełnionych intensywnym treningiem pod okiem mistrza Kiratusa. Kandydaci na przyszłych junaków uczyli się walki każdym rodzajem broni; mieczem, szablą, maczugą, włócznią, toporem, sztyletem, a także łukiem i arkanem. Ćwiczyli się również w biegach, zapasach, jeździe konnej i pływaniu. Uczyli się rozpoznawania tropów zwierząt i rozumienia ich mowy, czerpania siły z ziemi, odporności na ból, głód, gorąco i zimno. Ukazano im tajniki sztuki obroticzestwa, to jest zmiany postaci. Przy ogniskach słuchali opowieści o chrobrych czynach herosów z dawnych dni. Nabywali siłę pozwalającą im kruszyć skały i obalać stuletnie dęby. Wpajano im, że powinnością każdego junaka jest walczyć ze sługami Czarnoboga, broniąc słabych i skrzywdzonych. Ci, którzy ukończyli wszystkie nauki, opuszczali Dom Mężów naznaczeni malowidłem dwóch mieczy wykłutym na skórze’’ - Telimir ,,Zapiski Domu Mężów’’.


*


Aszkenaz igrał z falami Zatoki Balat, przybrawszy postać olbrzymiego szczupaka zdolnego zatapiać łodzie. Swoją maczugę połknął i przechowywał w przepastnym brzuchu. Trzynastego dnia dopłynął do brzegu wyspy Jumme, dziś nazywanej Wolinem. Wówczas znów przybrał właściwą sobie postać potężnie zbudowanego wodnika, zaś podczas tej przemiany, maczuga gładko wyślizgnęła się z jego żołądka przez usta. Sierpień powoli dobiegał kresu, niebo zaś było zachmurzone i wiał zimny wiatr.

- Jesień nadchodzi… - Rzekł sam do siebie Aszkenaz, po czym skierował swe kroki w stronę pobliskiego lasu.




Kiedy przedzierał się niestrudzenie przez zarośla, z oddali wpatrywały się w niego złotymi oczami nadobne driady, a ich spragnione miłości serca biły szybciej na widok udałego męża. Aszkenaz nic nie wiedząc, że był obserwowany, zatrzymał się na rozległej polanie będącej jakby sercem wyspy. Pośrodku owej polany rosło drzewo, najwyższe na całej wyspie, obsypane białym kwieciem i rodzące owoce wszelkiego rodzaju; jabłka, gruszki, pigwy, śliwki, wiśnie, czereśnie, brzoskwinie, orzechy i żołędzie. U stóp drzewa siedział ze splecionymi nogami młody wodnik odziany jeno w przepaskę z wodorostów. Miał długie, zielone włosy, z których ciurkiem ciekła woda oraz zamknięte oczy. W smukłych palcach trzymał sznur z trzystu pereł służący mu do pobożnych rozmyślań. Po prawej i lewej stronie siedzącego wodnika warowały dwa lwy o jadowicie zielonych oczach. Kiedy Aszkenaz śmiało zbliżył się do drzewa, lwy zaryczały, a z ich ślepi zaczęły wydobywać się płomienie. Wówczas zielonowłosy wodnik przerwał modły. Otworzył swe pomarańczowe oczy i powstał.

- W imię Ageja i Enków przybywam w pokoju! - Uspokoił go przybysz. - Jestem Aszkenaz Gomerowic z Cedrowej Wody i przybyłem tu, aby zerwać owoce z Drzewa Życia. Potrzebuję ich jako lekarstwa dla siostry i ojca, którzy zarazili się raczą dżumą i bardzo cierpią.

Wodnik o zielonych włosach uśmiechnął się przyjaźnie i uspokoił oba lwy kładąc im dłonie na głowach.




- Witaj, mężny Aszkenazie i spełnij co powiedziałeś. Jestem Set, syn Europy i Bałkana Łobasty. Strzegę Drzewa Życia oraz ukrytej pod płaskim kamieniem Księgi Wyroków Ageja, którą przekazał mi ojciec. W niej to wyczytałem o twoim przybyciu. Nie obawiaj się moich lwów. Noszą imiona Hoš i Srogosz, wyszły zaś z kamienia, który wyłowiłem z dna morza… - Set widząc oczekiwanie malujące się na twarzy Aszkenaza, czym prędzej zerwał z Drzewa Życia dwa jabłka i wręczył je przybyszowi, który schował je do sakwy.

- Sława ci dobry i długowieczny Secie, synu pierwszej rusałki i pierwszego wodnika! - Podziękował mu Aszkenaz. - Czy mogę spytać czyjemu błogosławieństwu zawdzięczasz tak długie życie i młodość?

- Po prostu Weles obdarzył mnie zdolnością zrzucania upływu lat wraz ze zbyt ciasną skórą, tak jak to czynią węże – odrzekł Set. - Z kolei ja jestem ciekawy jak zowie się twoja siostra?

- Zowie się Jatura i jest dużo młodsza ode mnie. Urodziła się gdym pobierał nauki w Domu Mężów.

- Pozdrów ją ode mnie. - Poprosił Set, lecz Aszkenaz już biegł w stronę Zatoki Balat.


*



Nastała zima. Pola i lasy pokryły się grubym kobiercem śniegu, wody zaś ściął lód. Aszkenaz brnął przez zaspy, zmierzając w stronę Jaskini Latawców stojącej na lodowym polu smaganym porywistym wiatrem. Jaskinia ta zbudowana była z błyszczących kryształów, które z daleka wyglądały jak lód. Latawce o ciałach utkanych z zimnych płomieni już dawno ją opuściły. Teraz w połyskliwej grocie mieszkała zimowa rusałka. Zima obdarzyła ją wielką mocą kołoduńską, polegającą na zamianie wody w lód. Imię jakie nosiła stosowne było do wykonywanej przez nią pracy. Nazywała się bowiem Lodicha, córka Iskierki. Lodicha miała alabastrową cerę i mieniące się jak złoto warkocze. Z jej modrych jak niezapominajki oczu, ciekły łzy podobne do pereł i opali. Jakżeby inaczej skoro przebywała w niewoli. Zima ukarała ją za nieposłuszeństwo, za to, że wbrew jej wytycznym nie pozwoliła utopić się dwójce dzieci leśnych ludzi, pod którymi zarwał się lód. Dzieci te po utopieniu się w lodowatej wodzie, miały zamienić się w rusałkę i wodnika i w tej postaci służyć Zimie. Lodicha zlitowała się jednak nad nimi widząc ich strach i łzy. Wówczas Zima z obliczem wykrzywionym gniewem, rozkazała bałwanowi Śnieżelcowi uwięzić Lodichę w opustoszałej Jaskini Latawców. Śnieżelec przykuł rusałkę srebrnym łańcuchem do krzesła wykonanego z żelaznej kraty, pod którą buzował ogień. Nad jej głową zawiesił zielonego węża Setka, z którego paszczy, wprost na twarz i piersi rusałki sączył się lodowaty jad.

- Siedźże tutaj, niebogo, dopóki moja Pani nie zdecyduje się odmienić twego nędznego losu. Niech pokuta twoja przeplata się z pracą, aby na świecie nie zabrakło zimowego lodu! - Przykazał Śnieżelec, po czym odszedł z jaskini.

Lodicha wątpiła czy był on zdolny współczuć jakiejkolwiek istocie.

- Okrutny bałwan! - Syknęła z bólu, gdy płomienie przypiekały jej kształtne pośladki. - Jest taki sam jak jego pani… zła Zima, córka Mar – Zanny!

Więźniarka pędziła swoje żałosne dni wypełnione przejmującym bólem i ciężką pracą. Kiedy całe Królestwo Toropieckie, radośnie świętowało Szczodry Wieczór, w Jaskini Latawców rozległo się chrząkanie jakby wielkiej świni. Lodicha ujrzała wyłaniającego się z mroku czarnego, włochatego potwora o gorejących, czerwonych oczach. Straszydło miało obśliniony ryj knura, pokaźne szpony na palcach dłoni i stóp oraz ruchliwy ogon.

- Twoje cierpienia zakończą się zaraz w moim żołądku! - Czarny stwór poklepał się szponiastą łapą po wydętym brzuchu.

- Kiedy ja chcę żyć i być wolna! - Zapłakała Lodicha.

- … I dalej cierpieć? - Zadrwił z niej potwór. - Jesteś głupia. Nie zjem cię jeśli odgadniesz moje imię.




- Nazywasz się… Orizabel… Bucel… Titelitury… Fronestex… - Rusałka wymieniała kolejne imiona, podczas gdy potwór szyderczo kręcił głową.

- Wyczerpały ci się pomysły? Jesteś za głupia, aby dłużej żyć! Zaraz cię schrupię!

Ledwo przebrzmiały te okrutne słowa, gdy do jaskini wdarł się powiew lodowatego wiatru i na jej progu stanął Aszkenaz. Wodnik niewiele myśląc, opuścił maczugę na łeb maszkary. Rozległ się głośny dźwięk, niby uderzenie dzwonu. Łeb potwora uległ spłaszczeniu i pociekła zeń jadowicie zielona posoka. Myliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że Aszkenaz położył kres życiu odrażającej istoty. Kosmaty maszkaron zawarczał groźnie i wyrosły mu cztery dodatkowe ręce. W każdej dłoni lśnił sejmitar o ostrzu spragnionym krwi. Wówczas Aszkenaz odłożył maczugę i z powagą wyrecytował zaklęcie, którego nauczył się w Winterforcie.

- W imię Mokoszy Anahity i chrobrego Peruna, Szermierza Ognistego Miecza, nakazuję ci nieszczęsny Nawiuszu, abyś zostawił w spokoju tę rusałkę!



Na te słowa kosmate straszydło nazywane Nawiuszem, padło skrzecząc na ziemię i zaczęło zmieniać się w oczach. Z jego ciała opadły kudły i szpony, zaś świński ryj przybrał postać ust podobnych do ludzkich. U stóp Aszkenaza leżał młody, zapłakany wodnik. Spomiędzy jego warg wysunęła się różdżka, zaś Aszkenaz podniósł ją i złamał.

- Zostałeś oswobodzony z mocy Čortów – powiedział wyrozumiale Aszkenaz. - Niech teraz sąd Welesa w Nawii okaże się dla ciebie łagodny.

Nawiusz zerwał się na równe nogi, po czym z płaczem wybiegł z jaskini. Wskoczył do najbliższego jeziora i ukrył się w jego głębinie. Aszkenaz podszedł do skutek Lodichy.

- Nie bój się – rzekł krótko, po czym napiął muskuły i rozerwał łańcuch.

Następnie z medalionu noszonego na szyi wydobył maść z kwiatu paproci, którą delikatnie nasmarował poparzone i bolące części ciała rusałki, te zaś w mgnieniu oka, zagoiły się. Wdzięczna Lodicha płacząc ze szczęścia, całowała swego wybawcę po rękach i nogach, aż zrobiło mu się głupio.

- Przestań. To był mój obowiązek jako junaka. Pewnie jesteś teraz głodna? W pobliskim jeziorze pochrupiemy sobie wodorostów, a i rybką nie pogardzimy…

- Powiedz mi, mój sokole, skąd znałeś jego imię? - Spytała Lodicha, która przestała już płakać.

- Bawiąc w Winterforcie zdobyłem tę wiedzę od Zimy. Została skarcona przez Ageja za niesprawiedliwą karę jaką ci nałożyła i teraz próbuje to naprawić. Agej powiedział Zimie, że ty nie musisz już jej służyć.

- I nie będę! - Z pasją powiedziała Lodicha. - Mam już dość zimy, mrozu i śniegu! - Po tych słowach pocałowała Aszkenaza w usta.



*


Gdy nastała wiosna, Aszkenaz i Lodicha pobrali się i zamieszkali razem na dnie Cedrowej Wody. Gościem na ich ślubie był Set, syn Bałkana Łobasty, strażnik Drzewa Życia z Wolina, który obdarował nowożeńców złotymi jabłkami, na których widniały napisy Łado i Łada.