,, [...] łodzie tego typu najwyraźniej opanowały wody Ziemi. Dziewiętnastego lutego 1994 roku złapały taką łódź w sieci w pobliżu Jastarni dwa polskie kutry rybackie 'Wła 7' i 'Wła 17'. Pomimo szczegółowego umiejscowienia i natychmiast podjętych przez okręt hydrograficzny 'Heweliusz' poszukiwań, i tym razem 'niezidentyfikowana łódź podwodna' uszła bez kłopotu pogoni'' - Lucjan Znicz ,,Cywilizacje nieludzkie. Czy jesteśmy samotni w kosmosie?''
piątek, 12 października 2018
USO a sprawa polska
czwartek, 11 października 2018
Andreida - ruski epos z XI wieku
,,Dziwne rzeczy widziałem w ziemi słowiańskiej, idąc tutaj. Widziałem łaźnie drewniane; rozpalają je do czerwoności i rozbierają się do naga i oblewają się ługiem garbarskim i biorą młode pędy i biją się nimi sami i tak siebie biją, że ledwie żywi złażą i oblewają się zimną woda i tak ożywają. I to czynią co dnia, nie męczeni przez nikogo, lecz sami siebie męczą i jest to dla nich kąpiel, a nie męczarnia’’ - św. Andrzej (wg ,,Powieści lat minionych’’).
-
Były
Zielone Świątki, kiedy przebywaliśmy wszyscy razem zgromadzeni na
modlitwie; Matka naszego Pana i my, Jego uczniowie – postawny mąż
o długiej, brązowej brodzie skręconej w loki, odziany w sięgającą
ziemi, lśniącą tunikę stał na wysadzonej mozaiką podłodze
pałacu Irosława; króla Roxu w stołecznym Dendropolis i głosił
zbawienne orędzie. - Nagle dał się słyszeć szum jakby uderzenie
gwałtownego wiatru i napełnił cały dom, w którym przebywaliśmy.
Ukazały się nam języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i
nad każdym z nas spoczął jeden…
-
Przypomina mi to dziwożony; żony dziwów, bo i one mają ogniste
języki nad głowami – mruknął za zastawionym mięsiwem stołem
bojar Putyjar.
-
…. i wszyscy zostaliśmy napełnieni Duchem Świętym, który dał
nam odwagę, dar wymowy i dar języków, abyśmy mogli zanieść
Dobrą Nowinę o ogarniającej cały ród ludzki miłości
zmartwychwstałego Chrystusa aż po najdalsze krańce świata. Duch
Święty mi mówi, że nadejdzie czas kiedy i sławne Królestwo Roxu
wraz ze stołecznym Dendropolis pokryje biały płaszcz mnogich
cerkwi…
-
Nie słuchaj go, panie – króla Irosława szarpnęła za skraj
sobolowej szuby miniaturowa, chuda jak Kościej, prawie przezroczysta
kobieta o żarzących się oczach, siwych włosach i ostrych zębach.
- Tak wiernie ci służę rekwirując na twe potrzeby zboże we
wrażych spichlerzach, a ten żydowski Bóg, którego głosi ów
przybłęda, nazywa to kradzieżą i zabrania tego. Co to za Bóg,
który zabrania władcy kraść?! Wygoń go, miłościwy panie! -
król Irosław groźnie zmarszczył brwi i zmienił się na twarzy
stając się najpierw blady jak prześcieradło, potem zaś czerwony
jak pewien ptak udomowiony przez Atlantów i Azteków.
-
Słuchaj, Andrzeju – rzekł król – ta oto Szyszymora z rasy
kikimoł, którą nazywasz demonem, wiernie mi służy, przysparzając
mi bogactwa i nie zamierzam rezygnować z jej usług. Powiadasz,
drogi Apostole – ciągnął już łagodniejszym tonem – że twój
Zakon nakazuje mieć tylko jedną żonę?
-
Tak właśnie głosi Zakon, do którego głoszenia zostałem wezwany,
królu – potwierdził św. Andrzej.
-
Moi kapłani, wołwchowie Ageja i Enków też mi to wyrzucają, ale
ja ich nie słucham – roześmiał się Irosław. - W Roxie inaczej
niż w Analapii, Slawi i Egipcie, moje królewskie słowo znaczy
więcej niż bredzenie jakichś tam żerców i klechów. Mam cztery,
obecne tu urodziwe żony: królowe Krywicę, Smolenicę, Dulebę i
Ulicę; córy Leszka II Płodnego; króla Analapii. Wszystkie one
cieszą się przyjaźnią moich lędźwi i nie zamierzam tego
zmieniać. Choć nasz słowiański zakon uczy: ,,gość
w dom – Bóg w dom’’;
rozkazuję ci, przybłędo; paszoł won z mojego zamku, albo cię
psami poszczuję! - św. Andrzej zasmucony tym, że król wzgardził
zbawieniem wiecznym, opuścił niegościnne Dendropolis, na jego
podgrodziu strzepując pył ze swych sandałów i wiedziony Duchem
udał się do ziemi sąsiadujących ze Słowianami bitnych Scytów.
*
,,W czasach cesarza Nerona, gdy na tronie przesławnej Analapii w stołecznym grodzie Grakchov zasiadał król Krakus Smokobójca i jego jaśniejąca dziewiczym pięknem córa Wanda, wodzem wszystkich Scytów – chrobrego ludu wywodzącego się od herosa Scyty, brata Sarmaty, był wieszczy Deombrotes Zakonodawca herbu Dębno. Był ci on synem Teresa, syna Idantyrsa, syna Belssusa, którego jako swego protoplastę czczą Bessowie i Sabakowie. Wśród wszystkich szczepów scytyjskich cieszył się poważaniem należnym największym prorokom; śpiewano pieśni o jego zdolnościach wróżbiarskich, mocy uzdrawiania, znajomości run i zaklęć. Jak na Scytę przystało słynął też jako jeździec wyborny i łucznik zabijający dwa ptaki jedną strzałą. Sławiono jego siłę w zapasach, bystry wzrok, powodzenie w łowach z chartami i sokołami, oraz liczne zdobyte na bitwach skalpy wrogów ludu scytyjskiego. Deombrotes miał dar widzenia rzeczy zakrytych przed wzrokiem swych pobratymców. Urodził się martwy, lecz życie przywrócił mu odziany na czarno mag perski z obciętym nosem; wraz z życiem dając mu wielką siłę i moc wołwcha – kołoduna. Już w szesnastej wiośnie życia nauczał Deombrotes, że dusza jest nieśmiertelna i po śmierci przenosi się do innego ciała jak nauczają bramini z Bharacji. Wprowadził zakon, aby zmarłych chować pod kurhanami i wydawać uczty na ich cześć. Czcił triadę bóstw: Labiti przez Słowian zwaną Ładą, Apii i Jazde, czyli Jesza, których magowie nazywali Ogniem, Ziemią i Powietrzem, lecz zabronił sporządzania ich wizerunków. Zamiast tego nauczył Scytów jak mają się do nich modlić i składać im żertwy. Pouczony przez Agrimpasę, przez Słowian zwaną Mokosza, a przez Greków – Afrodytą, nauczył wróżyć z liści lipy – poświęconego jej drzewa. Karał na gardle za kradzież i ustanowił zakon, że małżeństwa mogą zawierać między sobą ludzie równi stanem. Wzorem Greków nauczył też mieszać miód z wodą. Nosił długie, czarne włosy zaplecione w siedem warkoczy, wierząc, że w nich zaklęta jest mądrość i siła. Jednym ciosem włóczni o ostrzu z oriszalku – metalu z zatopionej Atlantydy, powalał tury, żubry, dziki i niedźwiedzie, a jednocześnie zabronił zabijać więcej zwierzyny niż wymagała tego potrzeba; chronił orły, sokoły, wilki, dropie i suhaki, poił mlekiem węże i założył kilkanaście świętych gajów. Wraz ze swą ukochaną żoną, chrześcijanką Galadą miał synów Pauzaniacha i Oktomazdesa’’ - Calimac Radostek ,,Rzecz o Deombrotesie’’.
Andrzej;
Apostoł Jezusa Chrystusa wygnany przez króla Irosława, nie znalazł
dużego posłuchu na ziemiach Ludu Roksany, a to za sprawą wołwchów,
którzy podburzali kmieci i bojarów przeciw niemu, opowiadając o
nim i jego Bogu rzeczy kłamliwe i budzące grozę. Nie chcieli
bowiem utracić swojej pozycji. Jeno nieliczni z Ludu Roksany
przyjęli z rąk Apostoła chrzest w wodach wielkiej rzeki Tinerpy.
Wśród nich znalazł się przymierający głodem sierota o ciele
pokrytym wrzodami imieniem Sysun. Andrzej mocą Chrystusa wyleczył
jego wątłe ciało i ochrzcił Sysuna, a ten odtąd chodził
wszędzie za nim niby wierny pies.
Królowi
Scytów jak i jego ludowi nieobca była cnota gościnności. W swojej
jurcie z kolorowego jedwabiu z Sinea posadził Andrzeja i jego sługę
Sysuna po swojej prawicy za suto zastawionym, dębowym stołem na
kozłach, nakrytym białym, odpornym na działanie ognia obrusem
utkanym przez sineańskie księżniczki z długich włosów
olbrzymiego szczura żyjącego w płomieniach, a zabitego kroplą
wody. Na złotych i srebrnych półmiskach parowało pieczyste z
jelenia i baranina podana z jaśminowym ryżem z Bharacji, oraz z
jarzynami posypanymi utartym białym serem o lekko słonym smaku. Na
deser służba wniosła aromatyczne kołacze z makiem i orzechami,
zaś w ozdobnych pucharach i pozłacanych rogach turów pełno było
wina z Kolchidy i oszałamiającego miodu. Sam król Deombrotes pił
korzenną wódkę z analapijskiego grodu Canum z oprawionej w złoto
czaszki króla Ujgurów, którzy najechali Rox przed czternastoma
laty.
Po
lewej stronie króla Scytów zasiadała urodziwa Amazonka o cerze
smagłej i oczach lekko skośnych i czarnej kosie rzadkiej piękności.
-
Jestem Asi – Tarassa, kuzynka królowej Deribani Wydłubującej
Oczy – mówiła Amazonka z palcami tłustymi od cebulowego sosu. -
Królowa skazała mnie na wygnanie za to, że w gniewie ubiłam inną
Amazonkę, która dobierała się do mojego mężczyzny, którego
zresztą potem solidnie wychłostałam za niewierność. Nie żałuję,
że pozbawiłam życia tę wywłokę – splunęła Asi – Tarassa.
- Rada byłabym o was usłyszeć; kim jesteście i skąd przybywacie
– już łagodniejszym tonem zwróciła się do Apostoła Andrzeja.
-
Przychodzę z poselstwem od Jezusa Chrystusa, którego zapowiadały
mity Słowian o Teoście, a który jest Królem ludzi, aniołów i
wszelkich innych stworzeń. Jego orędziem jest Miłość, która
wymaga, lecz ostatecznie przynosi szczęście.
-
Wiadomym mi jest, że tak Żydzi jak i Rzymianie nastają na życie
wyznawców waszego Zakonu – zabrał głos Deombrotes. - Powiada
się, że jeśli ustaną wasze prześladowania, wy sami staniecie się
prześladowcami, bo ci, którzy teraz padają na twarz, kiedyś sami
będą bili po twarzy. W Roxie powiadają, że jedni ludzie rodzą
się po to, aby bić, a inni po to, aby być bitymi – dodał po
chwili namysłu, a Sysun posmutniał słysząc te słowa, bo całe
życie otrzymywał cięgi i dopiero Andrzej potraktował go
przyjaźnie.
-
Nie tak uczył mój Pan, Jezus Chrystus – zaprzeczył żarliwie
Andrzej. - Dla Niego nie ma znaczenia czy ktoś jest królem czy
rabem, ale to jak kocha Boga i bliźnich. To właśnie miłość do
każdego człowieka zaprowadziła Go na krzyż…
-
Musi to być miłość tak wielka, że trudna do przyjęcia –
zamyślił się Deombrotes. - Niezwykły musi być ten twój Bóg.
Opowiedz o Nim więcej.
-
Tak jak w słowiańskim micie wszystkie drogocenne kamienie powstały
z Jarkiego Głazu, tak wszyscy ludzie; od carów po rabów są z
Bożego rodu, niczym latorośle wyrastające z winnego krzewu.
Chrystus zaś; Prawdziwy Bóg i Prawdziwy Człowiek był między
ludźmi jak alatyr wśród innych kamieni. Kto dąży do Chrystusa
jest jak kamień drogi, który się oczyszcza i szlifuje.
-
Jednak dla was jesteśmy poganami – rzekł Deombrotes. - Czy gdybym
przyjął chrzest nie sprzeniewierzyłbym się swoim przodkom i ich
tradycji i kulturze?
-
Mój Pan nie przyszedł świata potępić jeno go zbawić –
zaprzeczył Andrzej. - Nie przyszedł waszej kultury zniszczyć, ale
ją uświęcić.
Deombrotes
zaciekawiony poprosił Andrzeja o święte pisma chrześcijan; pisma
Starego i Nowego Zakonu. Studiował je pilnie, nie raz i nie dwa
pytając Apostoła o rzeczy, których nie rozumiał, a ten mu je
objaśniał z wielką cierpliwością. W końcu poprosił o chrzest,
a wraz z nim do grona wyznawców Chrystusa dołączyła Asi –
Tarassa jako pierwsza z ludu Amazonek. Powróciła do swej ojczyzny
by opowiedzieć o Chrystusie uczącym kochać i wybaczać, lecz
przypłaciła to śmiercią męczeńską wbita na pal i obdarta ze
skóry. Tymczasem Andrzej wyruszył w dalszą drogę…
*
Galada,
panna wielce urodziwa, o włosach ciemnych jak pkieł i miękkich jak
kitajka, urodziła się w Azji Mniejszej w możnym rodzie biorącym
swój początek od celtyckiego ludu Galatów. Przyjęła chrzest z
rąk św. Pawła Apostoła, a wówczas jej ojciec, wielce
rozsierdzony, sprzedał córkę w niewolę piratom łupiącym
wybrzeża Morza Czarnego, zwanego Ciemnym lub Ponckim.
Kapitan
pirackiej galery, na której pokład trafiła Galada, budził
przerażenie swym wyglądem, pokrywały go bowiem skudlone włosy;
czoło miał niskie, uszy duże, ręce długie; kostek sięgające, a
w ustach jego żółte kły się srożyły. Nazywał się Marcus
Kimeco i jak podaje Stach z Warty, był synem niewiasty, w którą
przelał swe nasienie włochaty stwór z gór Azji, w starszych
mitach nazywany ,,varibus’’, a w nowszych – yeti. Marcus
Kimeco nazywany Yetisynem od lat dostarczał niewolnice na dwór
cesarza Nerona. Tego dnia, kiedy gęste, białe jak mleko mgły
unosiły się nad wodami Morza Ciemnego, Galada przebywała związana
pod pokładem razem z szesnastoma innymi niewolnicami schwytanymi w
różnych krainach barbarzyńskich rozciągających się do Kolchidy
aż po Bharację. Oczy kapitana i jego załogi świeciły niczym
błędne ogniki unoszące się na bagnach, na próżno usiłując
ujrzeć brzegi Scytii we mgle. Yetisyny coś powarkiwały do siebie,
radząc czy przeczekać mgłę czy też płynąć dalej. Niewolnice
skute łańcuchami popłakiwały w wielkim udręczeniu bądź
patrzyły nieobecnym wzrokiem przed siebie, zobojętniałe na swą
niedolę. Jedynie z ust Galady wydobywały się szeptem słowa
psalmu: ,,Choćbym szedł przez ciemną dolinę, zła się nie
ulęknę, bo Ty jesteś przy mnie… Twój kij i laska pasterska są
moją pociechą...’’ Marcus Kimeco szczekliwym głosem wydał
rozkaz załodze, gdy wtem oczom synów yeti ukazały się płonące
pochodnie i poczęły ich zabijać strzały płynących w czółnach
scytyjskich łuczników. Rozpoczął się abordaż; Scytowie wspinali
się na galerę ze zwinnością małp papionów, którym giptyjski
heros Sinti skradł tajemnicę obróbki żelaza. Rozbrzmiał szczęk
akinakesów i niejeden trup yetisyna brocząc krwią pogrążył się
z pluskiem w falach morza. Kimeco ryknął rozdzierająco odsłaniając
pożółkłe kły i dobył topora mierząc nim w Deombrotesa. Król
Scytów zamachnął się mieczem i odciął nim uzbrojone ramię
bestii. Yetisyn powalony bólem upadł z łoskotem na kolana
trzymając się za tryskający posoką kikut, a wtedy Deombrotes
odciął mu głowę i kopnął ją za burtę. Scytowie wybili całą
załogę yetisynów. Nikt nie prosił o litość, ani nikt jej nie
okazywał. Gdy zginęli wszyscy piraci, król Scytów wyrąbał sobie
drzwi do ładowni. Czym prędzej nakazał rozkuć niewolnice z
kajdan. Ukląkł przed pobladłą Galadą i spytał zamiatając brodą
pokład.
-
Czy zechcesz zostać moją królową? - już niebawem na scytyjskiej
ziemi odbyło się siedemnaście hucznych wesel.
Galada
jako pierwsza chrześcijańska królowa Scytów zasiadła na tronie
po prawicy Deombrotesa i powiła mu synów Pauzaniacha i Oktomazdesa.
Co
zaś się tyczy Sysuna, ucznia św. Andrzeja, głosił Ewangelię w
Tracji, Macedonii i na ziemiach Sorabii Południowej, aż w końcu
powrócił do Dendropolis, gdzie poniósł śmierć męczeńską
wbity na pal za panowania króla Łżymira syna Irosława.
środa, 10 października 2018
Oniricon cz. 436
Śniło mi się, że:
- kiedy Nikołaj Gogol szedł leśną dróżką, obok niego nagle zmaterializował się potwór,
- Cassandra Clare była matką Belli Swan i teściową Edwarda Cullena,
- w średniowieczu polski rycerz pojechał do Afryki polować na lwy; był w Egipcie, Kongu i na pustyni Namib,
- mówiłem do grupki księży w mojej parafii, że przypominają Jakuba de Galla, księdza - męczennika zamordowanego przez husytów i Ottona Beesa z ,,Trylogii husyckiej'' Andrzeja Sapkowskiego, a nie bohaterów filmu ,,Kler'',
- spotkałem na ulicy Sławomirę, która miała długie, rude włosy i wskazała mi drogę,
- rozmawiałem z panem Svetalnem o tym czy w hinduizmie najważniejszy jest Brahma, Śiwa czy Wisznu i stwierdziłem, że zależy to od wyboru hinduisty i że np. pisarz Amish Tripati bardziej czci Śiwę niż Wisznu,
- szedłem ulicą jedząc kradzione tureckie wafelki i zobaczyłem manifestację małpoludów, miałem ochotę powiedzieć: ,,Jakub Wędrowycz wam pokaże!'', ale nie bałem się ich, bo wiedziałem, że są to przebrani ludzie,
- Papcio Chmiel idąc do pubu, zawrócił i założył własny pub serwujący piwo i miód z wizerunkiem dorosłego Tytusa na szybie, zrezygnowałem z pójścia doń i zacząłem pisać książki,
- celtycki bóg burzy Taranis miał ciało z soli i umarł po uderzeniu biczem,
- nagiego, dorosłego Adama Cisowskiego obejmowały również nagie, jego matka i narzeczona i zaklinały go, by jako dorosły człowiek nie przestawał interesować się seksem,
- nie podobało mi się, że w warzywniaku sprzedawano książki wychwalające KOD, pocieszyłem się, że Polacy są już mądrzejsi niż w czasach III RP i od lewackiej i liberalnej propagandy wolą ,,Tatrę'', widziałem ponadto w sklepie plakat namawiający neonazistów do odcinania sobie palców u rąk, aby ,,przelać krew dla Hitlera'',
- zobaczyłem dziewczynę bawiąca się z kompsostognatem i barionyksem,
- do małej dziewczynki kolekcjonującej Słodziaki przyszła w nocy mówiąca wiewiórka Polinka,
- jakiś mały chłopiec zapytał mnie jak się pisze słowo ,,kwadratowy'',
- węże powiedziały po runwirsku: ,,Mat' Źmeja'', a gdy napisałem w książce: ,,Heil Garafena!'' musiałem się tłumaczyć redaktorce, że nie jestem nazistą.
,,Księżniczka Marsa''
,, […] Co się tyczy odkrytych w 1877 r. przez Schiaparelli’ego kanałów, to prawdopodobnie polegają one na złudzeniu optycznem, spowodowanem właściwością oka ludzkiego, które słabo widoczne przedmioty łączy w linje proste [...]’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 10 Małże do Morny’’
Edgar
Rice Burroughs (1875 – 1950) był amerykańskim pisarzem, którego
Andrzej Sapkowski w ,,Rękopisie
znalezionym w smoczej jaskini’’
zalicza do ojców założycieli gatunku fantasy. Jego dziełem jest:
cykl o Tarzanie, ,,Pellucidar’’
(o podziemnej krainie), cykl marsjański ,,Barsoom’’,
,,Cave
Girl’’,
,,Ląd
zapomniany przez czas’’,
,,The
Eternal Savage’’,
oraz cykl wenusjański o Carsonie Napierze.
Na
studiach przeczytałem powieść ,,Księżniczkę
Marsa’’
otwierającą cykl ,,Barsoom’’.
W 2012 r. razem z Pavlasem ov Vidłarem obejrzałem zrealizowany na
podstawie tej książki film ,,John
Carter’’.
Innym
amerykańskim filmem science fantasy nawiązującym do cyklu
marsjańskiego Burroughsa jest ,,Księżniczka
Marsa’’
(ang. ,,Princess
of Mars’’)
z 2009 r. w reżyserii Marka Atkinsa. Jego akcja rozgrywa się w XXI
wieku (w książce: w XIX wieku) w Afganistanie i na planecie Mars
216 przez jej mieszkańców zwanej Barsoom (w książce Burroughsa
akcja dzieje się w stanie Wirginia w USA i na właściwym Marsie).
Głównym bohaterem jest amerykański żołnierz John Carter walczący
w Afganistanie z handlarzami opium (w książce był uczestnikiem
wojny secesyjnej). Ciężko ranny trafił do szpitala polowego, gdzie
został eksperymentalnie teleportowany na planetę Mars 216. Na
miejscu dzięki mniejszej sile przyciągania zyskał zdolność
wykonywania olbrzymich skoków i nadludzką siłę.
Mars
612 był pustynną planetą zamieszkaną przez takie zwierzęta jak:
olbrzymie pająki i osy władne polować na ludzi, wielkie pędraki
wydzielające jadalną substancję podobną do śmietany, żuczek
jubileuszowy (gdy Carter zjadł jego larwę, zrozumiał język
Marsjan), oraz gady służące jako wierzchowce rasie Tarków
(wyglądały jak skrzyżowanie diatrymy z barionyksem).
Planeta
ta była domem również istot rozumnych. Tarkowie byli barbarzyńskim
ludem wysokiego wzrostu, o kolczastych
głowach, skórze
zielono – brązowej i wystających zębach przypominających kły
guźca. Ich samice składały jaja. Potrafili posługiwać się
bronią palną. John Carter po przybyciu na Barsoom został schwytany
przez oddział Tarsa Tarkasa i dzięki swemu męswu rychło zdobył
szacunek tych dziwnych istot. Ich władcą był okrutny Tal Hajus.
Władzę zdobywali zwyciężając w pojedynkach. Walczyli z ludźmi z
państwa Helium obwiniając ich o chęć zniszczenia ich rasy.
Ludzie
z Helium wyglądem nie różnili się od Ziemian. Należała do nich
piękna księżniczka Dejah Toris, na filmie przedstawiona jako
blondynka (w książce miała czarne włosy i cerę o czerwonym
odcieniu). Była to kobieta odważna, dumna i niezależna. Jej
pobratymcy technologicznie stali wyżej niż Tarkowie. Poruszali
się statkami kosmicznymi. Wybudowali stację pompującą powietrze,
dzięki czemu nadawało się ono do oddychania. Praca ludzi w owej
stacji ograniczała się do monitoringu i konserwacji sprzętu.
Przesądni Tarkowie chcieli zniszczyć stację, myśląc, że służy
ona do celów wojennych (przypomina to współczesne teorie spiskowe
na temat HAARP). Carter obronił Dejah Toris przed śmiercią z rąk
Tarków i przed chcącym ją zniewolić Sab Thanem – terrorystą
Sarką z Afganistanu, który również dostał się na Marsa 216.
Ostatecznie Carter wrócił na Ziemię, lecz tęsknił za marsjańską
księżniczką, która go pokochała.
Oba
filmy – zarówno ,,John Carter’’ jak i ,,Księżniczka Marsa’’
bardzo mi się podobały ;).
wtorek, 9 października 2018
,,Rok 1984''
,,Orwell
poczęstował
Waldusia
i Ferdka
Ginem
zwycięstwa
Aż
Im
poszło w pięty [...]’’
- ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy’’
W
jednym
z numerów ,,Zwierzaków’’
- przyrodniczego czasopisma ukazującego się w latach 1992 – 1999
natrafiłem na określenie ,,prawdziwy
zwierzęcy folwark’’,
lecz nie wiedziałem wówczas skąd się wzięło. Dopiero w 1999
r. przypadkiem natrafiłem w bibliotece na powieść George’a
Orwella ,,Folwark zwierzęcy’’. Była
to alegoria rewolucji bolszewickiej 1917 r. przedstawionej jako bajka
o świniach, które urządziły rewolucję na farmie, wypędzając
gospodarza, potem zaś knur o imieniu Napoleon zaczął sprawować
rządy dyktatorskie jak – wypisz wymaluj – Stalin. Na studiach
czytając ,,Encyklopedię Białych Plam’’
dowiedziałem się, że Orwell pisząc tę powieść inspirował się
niemieckim przekładem książki polskiego noblisty Władysława
Reymonta o psie Reksie po tyrańsku rządzącym w gospodarstwie.
W
2001 r. popularny był program reality show ,,Big
Brother’’, w którym grupę
ludzi zamykano w specjalnym domu pod stałym nadzorem kamer.
Dowiedziałem się, że nazwa tego durnego, ,,knajackiego’’
programu pochodzi właśnie z innej powieści Orwella - ,,Roku 1984’’
i nawiązuje do postaci wszechwładnego dyktatora zwanego Wielkim
Bratem.
George
Orwell (1903 – 1950) naprawdę nazywał się Eric Arthur Blair.
Choć był socjalistą (wierzył, że socjalizm może powstrzymać
faszyzm) największe uznanie i szacunek zdobył na prawicy podobnie
jak np. Józef Piłsudski czy Oriana Fallaci. W istocie był to
rzadki przypadek uczciwego lewaka ;). W młodości pracował w
brytyjskiej policji kolonialnej w Birmie, czego potem żałował. W
przeciwieństwie do współczesnej ,,kawiorowej lewicy’’
nie stronił od kontaktów z ludźmi z niższych klas, ale mieszkał
w ubogich dzielnicach robotniczych i żył w ubóstwie. Wywarło to
wpływ na rolę proli w ,,Roku 1984’’.
Brał udział w wojnie domowej w Hiszpanii w szeregach anarchistów.
Ujrzał wówczas sowiecki komunizm w akcji i dał temu wyraz w swych
dwóch powieściach.
W 2002 r.
przeczytałem powieść ,,Rok 1984’’ (tytuł
oryginału: ,,Nineteen eighty four’’)
- antyutopię science fiction z 1948 r., która wywarła na mnie
bardzo duże wrażenie. Inspirowałem się tą powieścią pisząc
cytowany powyżej poemat dygresyjny ,,Milenium, czyli Nowe
Triumfy’’ oraz trylogię
fantasy o PRL ,,Pawlaczycę’’(teleekrany
umieszczone w piekle).
Akcja
rozgrywa się w Londynie; stolicy Pasa Startowego Numer Jeden,
dawniej zwanego Anglią w tytułowym roku 1984 (z perspektywy Orwella
była to odległa przyszłość). Głównym bohaterem jest Winston
Smith – pracownik Departamentu Archiwów w Ministerstwie Prawdy;
postać zarazem obdarta z wszelkiego heroizmu, a jednocześnie mająca
odwagę zbuntować się przeciw Wielkiemu Bratu. Powieść
przedstawia jego romans z Julią; również przeciwną Wielkiemu
Bratu i tortury jakie ich spotkały.
Świat
w 1984 r. dzielił się na trzy komunistyczne mocarstwa, które wciąż
toczyły ze sobą wojny i zmieniały sojusze: Oceanię (tereny USA,
Wielkiej Brytanii, Irlandii, Kanady, Ameryki Łacińskiej, Australii,
właściwej Oceanii i południowej Afryki), Euroazję (od Portugalii
po Władywostok) i Wschódazję (Chiny i przyległe kraje). Ideologia
panująca w Oceanii nazywała się angsoc (socjalizm angielski), w
Euroazji – neobolszewizm, zaś we Wschódazji -,,kult
śmierci’’, bądź ,,zanik
ja’’.
Wodzem
Oceanii był Wielkie Brat (równie wąsaty jak Stalin) otoczony
niemal boskim kultem, którego podobizna pojawiała się wszędzie.
Postać ta była ucieleśnieniem władzy kasty zwanej Wewnętrzną
Partią. Jej członkowie (do których należał O’Brien) jako
jedyni mieszkańcy Oceanii żyli w luksusach; w wielkich domach
otoczeni służbą - trochę jak współcześni rosyjscy
oligarchowie wywodzący się z dawnych działaczy partyjnych. Niżej
w hierarchii stała Zewnętrzna Partia (należał do niej Winston
Smith), której członkowie nosili granatowe, robotnicze kombinezony
i byli pozbawieni luksusów.
Partia
zarządzała Oceanią za pomocą ministerstw, których czyny
przeczyły nazwom. Ministerstwo Pokoju toczyło permanentną wojnę
raz z Euroazją, a raz ze Wschódazją, nie wahając się bombardować
Oceańczyków, żeby w ten sposób podtrzymywać w nich strach i
nienawiść. Ustawiczna wojna
o tereny sporne – Indie, Mongolię i Afrykę Środkową była
sposobem na utrzymanie rządzonych w nędzy i zapewniała równowagę
sił między trzema mocarstwami. Ministerstwo
Obfitości było sprawcą powszechnej nędzy i głodu. Prowadziło
ono gospodarkę nakazowo – rozdzielczą, w której kapitalizm był
przedstawiany jako coś złego i obowiązywały plany, które
należało przekroczyć. Przytłaczająca
większość mieszkańców Oceanii żyła w nędzy, zasiedlając
walące się budynki jeszcze z XIX wieku. Jedzenie było złej
jakości – gulasz przypominał wymiociny, czekolada (,,wyrób
czekoladopodobny’’) miała
posmak palonych śmieci. Dżin Zwycięstwa był oleisty i ,,trzepał
mózg’’, zaś z papierosów
sypał się tytoń. Produkty dobrej jakości można było zdobyć
tylko na czarnym rynku. Ministerstwo Prawdy (aluzja do sowieckiej
gazety ,,Prawda’’
założonej przez Lenina) tworzyło propagandę i fałszowało
dosłownie wszystkie dokumenty również te archiwalne. Jego celem
była zmiana zapisów historycznych, aby zawsze zgadzały się z
aktualną polityką Partii. Największą trwogę budziło jednak
Ministerstwo Miłości, w którego kazamatach Policja Myśli
(odpowiednik sowieckiego NKWD) biciem, elektrowstrząsami i
głodzeniem torturowała więźniów politycznych prześcigając w
tym Inkwizycję, a nawet nazistów i bolszewików. Więźniowie
najbardziej obawiali się pokoju 101, w którym torturowano ich za
pomocą tego co budziło ich największy strach. W przypadku Winstona
zastosowano chińską torturę z użyciem szczurów, która
przyczyniła się do zniszczenia jego związku z Julią.
Większość
mieszkańców Oceanii mówiła po angielsku, lecz językiem urzędowym
była nowomowa – sztucznie tworzony język; ubogi gramatycznie i
semantycznie, mający zapobiec popełnianiu ,,myślozbrodni’’
to jest myśleniu sprzecznemu z linią Partii. Zasób słów
używanych w tym języku stale się kurczył. Również dzisiaj
swoista nowomowa jest tworzona na potrzeby poprawności politycznej
pod pretekstem szacunku dla odmienności. Przykładu dostarczają
takie lansowane przez lewaków określenia jak: Afroamerykanin
(Murzyn), Rom (Cygan), gej (homoseksualista), sprawny inaczej
(kaleka), rdzenny Amerykanin (Indianin), ,,zabieg’’
(mordowanie nienarodzonego dziecka w trakcie aborcji) itd. O tym, że
polityczna poprawność jest tak naprawdę zagrożeniem dla
demokracji, a nie jej integralną częścią, przekonywał Ray
Bradbury w powieści ,,451 stopni Fahrenheita’’,
a potwierdza to niedawny przykład z lewackiej Szwecji, gdzie usuwano
z bibliotek i niszczono stare wydania książek Astrid Lindgren, w
których pojawiało się określenie ,,król murzyński’’.
Partia
niszczyła instytucję rodziny poprzez demoralizację dzieci
skupionych w organizacji Kapusiów (ich pierwowzorem byli sowieccy
pionierzy), gdzie poddawane były pełnej indoktrynacji; uczone
nienawiści i donoszenia na dorosłych. Parson – ograniczony
umysłowo sąsiad Winstona cieszył się gdy jego małe dzieci
podpaliły kobietę zawijającą kiełbaski w plakat z Wielkim
Bratem, a nawet był dumny, że swej siedmioletniej córki, gdy
doniosła na niego Policji Myśli. W ZSRR kwitł państwowy kult
prawdziwych Kapusiów – Pawlika Morozowa i Proni Kołybina, którzy
zdradzili ojca i matkę (odsyłam do książki Jurija Drużnikowa
,,Zdrajca nr 1’’).
Rolę
czarnej owcy, na której skupiała się cała nienawiść wymagana
przez rządzących na rządzonych pełnił partyjny renegat Emmanuel
Goldstein, którego pierwowzorem był Lew Trocki (1879 – 1940),
który naprawdę nazywał się podobnie bo Bronstein. Winston czytał
jego zakazaną księgę - ,,Teorię i praktykę
oligarchicznego kolektywizmu ’
i chciał nawiązać kontakt z owianym legendami Braterstwem –
tajną organizacją zmierzającą do obalenia Wielkiego Brata.
Nienawiść do Goldsteina okazywano na zaaranżowanych Dwóch
Minutach Nienawiści i podczas Tygodnia Nienawiści.
Mieszkańców
Oceanii cały czas śledzono (nawet w toaletach) za pomocą
teleekranów. Ostrzega się, że w tym kierunku dąży również nasz
świat wciąż zwiększający liczbę kamer pod pretekstem
zapewnienia większego bezpieczeństwa.
Poddanymi
Partii byli pogardzani prole (proletariat) – ubodzy robotnicy
żyjący na marginesie społeczeństwa. Winston miał nadzieję, że
uda mu się pozyskać ich do walki z Wielkim Bratem. Jeszcze niżej
stali niewolnicy mieszkający na terenach spornych (krytyka
neokolonializmu).
Choć
Orwell (podobnie jak jego bohater) był ateistą, poddał krytyce
ateizację. W Oceanii podobnie jak w ZSRR nakładano kary za praktyki
religijne, kościoły leżały w ruinie, zaś poeta Ampleforth został
aresztowany za użycie w wierszu słowa ,,Bóg’’.
Obowiązujący
stosunek do seksu jako zła koniecznego do płodzenia nowych członków
Partii był manichejski (bynajmniej nie chrześcijański!). Działała
Młodzieżowa Liga Antyseksualna. Partii zależało na całkowitym
odarciu go z przyjemności i czułości, przy jednoczesnej promocji
pornografii.
Książka
była (a gdzieniegdzie jest nadal) zakazana w krajach komunistycznych
w tym w PRL – u. Ostrzega przed totalitaryzmem. Mimo ateizmu Autora
pokazuje czym grozi stawianie się człowieka w miejscu Boga i to, że
budowa raju na Ziemi zawsze kończy się piekłem. Jest aktualna
również dzisiaj. Przeraża mnie, że nawet w XXI wieku i to w
Polsce wciąż trafiają się ludzie chcący powrotu komunizmu :(.
poniedziałek, 8 października 2018
Napoleon Bonaparte jako postać mityczna
,, [...] Matematyk z Uniwersytetu Liońskiego profesor L. Perez opublikował pracę pod ujawniającym wszystko tytułem: 'Dlaczego nigdy nie było Napoleona, czyli wielka omyłka, źródło nieskończonej ilości błędów, które należy poprawić w historii XIX wieku'. Nieodpowiedzialny wybryk zaatakowanego sklerozą starca? Czy może tylko niewybredny żart znudzonego [...] matematyka? Kiedy jednak ludzie rzucili się do historii, by niezbitymi argumentami przygwoździć Pereza , okazało się nagle, że to wcale nie jest takie proste.
Już samo imię Napoleon można bez kłopotu wywieść od greckiego boga słońca, Apollina (gr. apoleo - zabijać, palić). Zarówno historyczny Napoleon, jak i mityczny Apollo narodzili się na jednej z wysp Morza Śródziemnego. Matka Napoleona miała na imię Letycja, co oznacza 'zorzę wieszczącą wschód słońca'. Trzy rzekome siostry Napoleona, to oczywiście trzy - znane z mitologii - gracje. Jego dwie żony - to Ziemia i Księżyc, syn zaś zrodzony z drugiego małżeństwa, to nikt inny, tylko syn Ozyrysa i Izydy, grecki bóg Horus [tak naprawdę Horus był bóstwem egipskim - przyp. T. K.]. Dwunastu marszałków polnych Napoleona w istocie oznacza dwanaście znaków zodiaku. Wreszcie mitologia mówi o tym, że Apollo zabija straszliwego smoka Pytona, co fałszywa historia przekształciła w zwycięstwo Napoleona nad 'hydrą rewolucji' (nawiasem mówiąc, 'rewolucja' pochodzi od greckiego revolotus, co można przetłumaczyć jako 'wąż, który owinął się wokół siebie samego'). Tak więc - na podstawie wymienionych dowodów - nie ulega kwestii, że Napoleon w ogóle nie istniał, a cała historia jego życia jest tylko spóźnionym echem przygód mitologicznego boga słońca, Apollina.
Co to się wtedy zaczęło dziać! Nie będę tutaj wymieniał wszystkich mniej lub bardziej uzasadnionych protestów, ani - tym bardziej - mniej lub bardziej uszczypliwych krytyk i paszkwilów. Cała historia była przecież z gruntu absurdalna: książka ukazała się w druku w roku 1827, kiedy jeszcze żyły setki i tysiące ludzi, którzy widzieli Napoleona na własne oczy. A jednak została przetłumaczona na wszystkie najpopularniejsze języki świata i - jako praca oparta według wszelkich kanonów nauki na znanych z mitologii zdarzeniach - doczekała się nawet kilku wydań'' - Lucjan Znicz ,,Cywilizacje nieludzkie. Czy jesteśmy samotni w Kosmosie?''
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































