czwartek, 28 maja 2020

Oleg cz. 2








,,Pośród nieopisanie licznych morskich potworów takich jak dziwsmits – gadzia foka o kolczastej płetwie grzbietowej, livjatan – zajadły biały wieloryb o wielkich zębach i mnóstwie innych […] zarówno wiekiem jak i złośliwością wyróżnia się Łotr Jesiotr w pieśniach Scytów, Uliczów i Pomorców nazywany również Łotrugą. Wyglądem przypomina zwykłe jesiotry, odróżnia się od nich jednakże swymi rozmiarami, dorównuje bowiem wielkością smokom i wielorybom. W jego paszczy srożą się kły nadzwyczaj okazałe, władne przeciąć najgrubszy pancerz. Ryba ta wielce jest chytra i rozkosz znajduje w zatapianiu korabi. Uderzenia ogona Łotrugi niecą iskry. Łotr Jesiotr żyje całymi eonami. Już w erze trzeciej przemierzał głębiny i toczył walki z morskim smokiem Morsenem – władcą podwodnego miasta Amonites. W erze czwartej kiedy na lądzie rozwijała się cywilizacja Zajęczan, walczył z wielkim rekinem Carcharisem. Łotr Jesiotr sam dla siebie jest sterem, żeglarzem i okrętem. Wciąż przybywa mu lat, lecz jego srogość nie maleje. Zna ludzką mowę i niczym Kościej wielkie znajduje upodobanie w porywaniu i więzieniu na dnie morza nadobnych panien’’ - Kosa Owinniczew ,,Animalistyka’’







Svanhilda Rurykówna piszczała i podskakiwała z radości jak mała małpka gdy ojciec obiecał jej wspólny wypad w miesiącu żniw do Kraju Uliczów nad Morzem Ciemnym. Księżniczka niecierpliwie odliczała dni do wyczekiwanej wyprawy i myślami już pluskała się wśród ciepłych fal.
- Będzie tak wspaniale, Tatusiu! - przymilała się do ojca. - Będę pływała z małymi syrenkami i nazbieram ładnych muszelek i Tatuś kupi mi sznur pereł z Propontydy, prawda? - przez cały czas oczekiwania na wyjazd jedyna córka Ruryka i Świętomiry nie umiała myśleć o niczym innym.
W końcu gdy żeńcy zapuścili swe sierpy w zboże, ów dzień wreszcie nastał. Ku wielkiej radości Svanhildy i dwunastoletniego już Olega, kniaź Ruryk nakazał rabom spakować bagaże i załadować je na wozy ciągnięte przez konie i woły, po czym wraz z żoną i dziećmi udał się na słoneczne południe słynnym szlakiem ,,Put’ z Variagom w Greki’’. Morze Ciemne zdawało się witać książęcą rodzinę rozkosznym szumem białogrzywych fal i nagrzanym piaskiem.
- Wołchwowie prawią, że w bardzo zamierzchłych czasach nim nastał potop, znajdowało się tu Morze Smoły – objaśniał Ruryk swoim dzieciom.
- Czemu tak się nazywało? - spytał dociekliwie Oleg.
- Ponoć zamiast wody znajdowała się w nim smoła; tak lepka i gęsta, że nawet największe i najsilniejsze smoki wpadając w nią, były skazane na śmierć. Potem jednak przyszedł potop i albo wypłukał źródło smoły, albo też wgniótł je swoim ciężarem głęboko w ziemię, dlatego też wody tego morza są teraz czarne jak skóra nocnicy – Ruryk cierpliwie przekazywał swym pociechom wiedzę o minionych erach jaką zdobył przysłuchując się dyskusjom bractwa uczonych wołchwów.
Jednak mała Svanhilda jakoś nie była zainteresowana naukowym wykładem. Lalki i zabawy na świeżym powietrzu zawsze pociągały ją bardziej niż zgłębianie tajemnic wszechświata. Pośpiesznie przebrała się w różową przepaskę na biodrach i gdy tylko panna służebna namaściła ją oliwą z Attyki, mała księżniczka ze śmiechem pobiegła do wody. Pluskając się wśród fal przypominała małą rusałkę. Svanhilda pływała z wdziękiem małej foczki. Niebawem jednak jej beztroski śmiech zamienił się w pełen przerażenia krzyk. Oto para wielkich kleszczy zacisnęła się na jej ciałku nie naruszając skóry, po czym wciągnęła ją w głąb morza.
- Ratujcie moją księżniczkę! - zawołał Ruryk.
Oleg nie czekając na innych porwał w dłoń trójząb przeznaczony do łowienia ryb na wieczerzę, po czym pędząc przed siebie zanurkował w największej głębinie. Skoczył z pluskiem rozbryzgując wodę na wszystkie strony, a gdy tafla zamknęła się nad jego głową, księżna Świętomira płacząc wtuliła się w męża.
- Najpierw straciliśmy córkę, a teraz syna – szlochała księżna.
- Nie wiadomo czy na pewno straciliśmy – Ruryk usiłował pocieszyć żonę. - Jak mawiał nasz jurodiwy Jarzec: ,,Zawsze jest nadzieja’’.











Tymczasem księżniczka Svanhilda zdążyła spostrzec, że pochwycił ją ogromny ,,car – krab’’ o lśniącym, jakby naoliwionym pancerzu barwy rdzy, po czym straciła przytomność. Krab z wolna opadał na dno, a im w większą głębinę się zapuszczał tym było ciemniej i zimniej. Wreszcie jego odnóża stanęły pewnie na piaszczystym dnie.
- O Wielki Przedwieczny Carze Morskich Otchłani! - zapiszczał czołobitnie krab. - Składam ci jako żertwę tę oto dzieweczkę… - krab ćwierkał jak najęty, podczas gdy w gęstwinie czarnych wodorostów rozbłysnęły ślepia podobne do złotych gwiazd i wypłynął z niej prastary jesiotr przewyższający wielkością najbardziej okazałe korabie.










- Sława ci, Łotrze – Jesiotrze! - zapiszczał krab i przestraszony zaczął cofać się do tyłu.
- Dobrze się spisałeś, mój rabie – Łotr – Jesiotr pochwalił kraba, po czym szybko niczym myśl schwycił go długim pyskiem i zmiażdżył straszliwymi zębami.
Svanhilda na ten widok krzyknęła przerażona.
- Nie zjem ciebie, dzieweczko – przemówił do niej Łotr – Jesiotr. - Zostaniesz moją żoną; królową Morza Ciemnego. Z twego łona wyjdą zastępy mocarnych Zitoronów; rybich rycerzy, którzy podbiją świat!
- Nie, nie chcę! - płakała księżniczka Svanhilda. - Jestem jeszcze za młoda na swaćbę i tęsknię za rodzicami!
- A znasz przysłowie: dzieci nie ryby, głosu nie mają? - zakpił Łotr – Jesiotr. - Jestem morskim carem, którego potęga dorównuje potędze Juraty. Mnie się nie odmawia, smarkulo, bo jak będziesz dla mnie oziębła, to cię bez żalu schrupię jak tego raba – kraba!
- Mój brat, Oleg, który ubił wilkołaka Dlakosława przybędzie tu i pomści mnie, a nawet gdybyś go uśmiercił, ty stara jak świat beczko kawioru, to wiedz, że mój tatuś, Ruryk, który jest kniaziem Słowian i Waregów pochwyci cię w żelazne sieci i rozłupie twój brzydki łeb toporem! - na te słowa Łotr – Jesiotr zaśmiał się gromko, aż zakołysały się korabie płynące po Morzu Ciemnym.
- Ale jesteś pyskata, mała księżniczko i zupełnie nie doceniasz mojej potęgi. Ja, Łotruga – car w ubiegłych eonach zagryzałem i pożerałem smoka Morsena, rekina Carcharisa, a nawet wężowego wieloryba Bazyla Okeańskiego, a miałbym zląc się jakichś tam ludzi, którzy w skali całej Ziemi istnieją od tak niedawna i żyją krótko niczym jętki? - Svanhilda płakała, a jej łzy zamieniały się w perły. - Porzuć wszelką nadzieję, księżniczko i bądź moją oblubienicą. Jestem tu taki samotny, a jedynym uczuciem jakim darzą mnie inne istoty jest strach.










Tymczasem Oleg, który od najmłodszych lat pływał jak ryba, nieustraszenie pogrążał się w mrocznej i zimnej głębinie. Był już głęboko kiedy ujrzał trytona i sześć syren, których oczy świeciły jak klejnoty. Chciał płynąć dalej, lecz syreny otoczyły go swymi srebrzystymi ramionami. Przebiły jego uszy złotymi kolczykami, dzięki czemu wzrok mu się wyostrzył tak dalece, że chłopiec mógł teraz widzieć w najciemniejszej topieli. Z kolei do pępka Olega syrena o włosach barwy miedzi włożyła złote ziarenko, które wnet zapuściło korzenie w jego ciele. Sprawiło to mu straszny ból, ale też zwielokrotniło jego siły, tak że teraz mógłby smoka rozerwać na kawały, gdyby jakiś stanął mu na drodze.
Łotr – Jesiotr przygniótł Svanhildę do piaszczystego dna końcem swego spiczastego pyska i tak przy tym mówił.
- Żadne ze stworzeń, nawet Enkowie ni sam Agej nie wyrwą cię z mojej potęgi!
- Litości! - łkała Svanhilda. - Pozwól mi zaczerpnąć tchu na powierzchni, bo zaraz się utopię! - jednak bezlitosny rybi władca był głuchy na jej błagania.
Oleg szybko odnalazł Łotra – Jesiotra. Odwrócił jego uwagę od swojej siostry bębniąc bosymi stopami po olbrzymim łbie ryby.
- I po co się tu pchałeś, ty… przynęto dla ryb? - parsknął gniewnie Łotr – Jesiotr.
- Przyszedłem odzyskać moją siostrę – oznajmił Oleg. - Bez niej nie odejdę!
- Głupi robaku! - warknął Łotr – Jesiotr i z rozdziawianą paszczą ruszył w jego kierunku.
Oleg zwinnie uchylił się przed kłapiącymi szczękami i stanął pewnie na mulistym dnie. Korzystając z wyostrzonego wzroku wymierzył trójząb w biały brzuch Łotra – Jesiotra, a następnie z całej siły zatopił go niemal w całości w trzewiach potwornej ryby. Ciałem Łotrugi wstrząsnął potężny spazm bólu, którego reperkusje stanowiły morskie bałwany szalejące na powierzchni. Łotr – Jesiotr bił zapamiętale ogonem wokół siebie, aż potłukł w drobny mak swój kryształowy pałac ukryty z zagajniku czarnych wodorostów. Wówczas Morze Ciemne rozświetliły miriady kolorowych świateł płynących ku powierzchni. Były to dusze więźniarek Łotra – Jesiotra; porywanych na przestrzeni dziejów i zamykanych na klucz w kryształowym pałacu księżniczek słowiańskich, scytyjskich, sarmackich, amazońskich, hetyckich, kolchidzkich, trackich, dackich, greckich i bizantyjskich, które teraz odzyskały wolność. Łotr – Jesiotr, który całymi eonami siał śmierć w morskich odmętach, teraz sam stanął przed pośmiertnym sądem cara Welesa w Nawi. Oleg nie tracąc ani chwili, chwycił za rękę Svanhildę i począł płynąć ku powierzchni. Dzieciom droga ku ocaleniu wydawała się wiecznością, w końcu jednak znów stanęły na plaży.









- Synu… - mamrotał pijany ze szczęścia Ruryk – dokonałeś czynu większego niż ongiś Sadko. Twój trójząb umieszczę w herbie Roxu na pamiątkę twojego męstwa!
- Moja kochana córeczka! - księżna Świętomira szlochała z radości, całując Svanhildę jakby chciała ją rozgrzać.
- Mój brat jest największym bohaterem! - rzekła z przekonaniem uratowana księżniczka przytulając się do matki. CDN

Oleg cz. 1


,, [Grecy] całowali krzyż, a Olega i jego mężów wzywali do przysięgi wedle zakonu ruskiego. Ci klęli się na oręż swój i na Peruna, boga swojego i na Welesa, boga bydła i utwierdzili pokój’’ - ,,Powieść doroczna’’






,,Jego [Ruryka] synem był Oleg Wieszczy (Olehus Profietnyj), który mimo że był wątły, dał się we znaki cesarstwu bizantyjskiemu, a swej mądrości zawdzięczał swój przydomek. Miał długie, rude włosy, wąsy i brodę, oraz zielone oczy. Nosił złoty diadem zdobiony szafirem i modrym piórkiem sikory, kolorową pelerynę przedstawiającą barwy złotą, modrą, ciemnozieloną, białą, purpurową i znów białą, oraz zielonego Krakena i trzy czarne drakkary, a jego miecz o złotej rękojeści spoczywał w pochwie ze skóry brązowego smoka wysadzanej rubinami. Historię jego śmierci opisuje ‘Powieść minionych lat’. Przepowiednia głosiła, że książę zginie z powodu swego ulubionego konia, toteż kazał go chować z dala od siebie. Gdy koń zdechł, Oleg przyszedł go zobaczyć, a ujrzał same kości. Gdy potrącił czaszkę stopą, wypełzła z niej żmija i ukąsiła władcę, a ten zmarł’’ - ,,Codex vimrothensis’’







Linia dynastii Dalmatydów wywodząca się od Wielkiego Rusa, która władała w Roxie, wygasła wraz ze śmiercią króla Filona Centaurobójcy, syna Zacława VI, syna Zacława V. Filon wychowany jako zakładnik na dworze w Carogrodzie, został ochrzczony w cerkwi Hagia Sofia. Przeżył wiele przygód i okrył się sławą jako rycerz. Z jego ręki zginął ostatni centaur (z rodu Onocentaurów, czyli do pasa ludzi, a od pasa – osłów) nawiedzający okolice Aleksandrii. Pojął za żonę szlachetnie urodzoną, nadobną pannę Laurę Adinocci z Raweny, z którą powrócił do stołecznego Dendropolis nad Tinerpą, gdzie włożył na jej skronie koronę królowej Roxu. Choć Papież i Patriarcha Carogrodu pokładali w nim nadzieję, po objęciu tronu Filon powrócił do pogańskiej wiary, a Laura została zepchnięta w cień przez dziewięć kolejnych żon króla poślubionych jednocześnie zgodnie z zakonem ustanowionym przez Cztana III. Gdy Filon zginął zabity przez wareskich wojowników z Nürtu, którym skąpił żołdu, Rox na wiele lat pogrążył się w nieopisanej smucie. Wówczas to plemiona tworzące dotąd jeden organizm państwowy, poczęły walczyć między sobą, a dzikie ludy z azjatyckich stepów co i rusz najeżdżały ziemię ruską uprowadzając w jasyr młodzieńców i dziewice. Smuta owa, zwana Ciemnymi Wiekami, trwała aż do czasu gdy bojarzy ofiarowali tron Rurykowi. Wedle słów późnej legendy, zanotowanej min. w ,,Codex canumis’’, przybył on nie z Nürtu, ale z Niemiec.








,, […] możni wysłali poselstwo do wodza Waregów, Ruryka (Rurihus) z prośbą by został ich księciem (nie królem!) i zasiadł na tronie w Dendropolis. Ruryk przyjął propozycję i wprowadził ład i założył nową dynastię, która panowała do XVI wieku. Pojmał Tybalda, króla wąpierzy i uciął mu głowę, przebił serce mieczem, po czym spalił i rozrzucił popiół na cztery wiatry. Jego synem był Oleg Wieszczy [...]’’ - ,,Codex vimrothensis’’.



*

- Powiedz mi, Nauczycielu – prosił dziesięcioletni książę Oleg swego mistrza, starego wołchwa Chwosta – który z bogów jest najmocniejszy? - Chwost, syn Gosława, zmarszczył krzaczaste brwi nad czymś intensywnie dumając.
- Każdy wołchw powie – odezwał się po chwili – że najmocniejszym bogiem, carem Nieba i Ziemi jest gromowładny Perun, który jest mnogi. On to wespół z wyłaniającym się z morza Welesem stworzył nasz świat.
- Skąd się wziął Perun? - dopytywał ciekawie Oleg. - Kto ustanowił go carem nad pozostałymi bogami? - Chwost słysząc to pytanie nachmurzył się i po chwili rzekł ściszonym głosem.
- Istnieje przekaz, którego nie usłyszysz w chramach i świętych gajach. Mówi on, że nim nastali Perun i Weles i wszyscy inni bogowie, nim nastała Mokosza z orszakiem bogiń, nim jeszcze zrodził się czas, istniał Nieznany Bóg mocniejszy niż wszyscy inni. Dziś jego imię popadła w zapomnienie, choć niegdyś znali je wszyscy Słowianie. Jako pierwsi żertwy poczęli mu składać mieszkańcy zatopionej dziś wyspy Bujan… - słowa te zapadły głęboko w serce Olega, lecz jego młodsza siostra Svanhilda niewiele z nich zrozumiała i tylko wyczekiwała niecierpliwie kiedy będzie mogła się pobawić na zalanej słonecznym blaskiem łące.
Oleg jak przystało na władcę Waregów i Słowian czcił bogów Nürtu i Sklawinii, lecz całe życie w głębi duszy bił pokłony przed Bogiem Nieznanym, a bliski, niepojętym i nieskończenie dobrym.


*








W czasie smuty jaka zapanowała w Roxie po śmierci króla Filona Centaurobójcy i uprowadzeniu królowej Laury z Raweny przez Waregów do Nürtu, na Wołyniu pojawił się grasujący nocami potwór , którego nazywano Parszywym Buniaką (Solodivius Vuniaca). Powiadali skoromochowie, że ród jego wywodził się od straszliwego Wija z ery jedenastej, co potwierdzać zdawały się powieki Parszywego Buniaki, które również były długie (sięgały piersi) i ciężkie. Zakrywały oczy, w których tkwiła straszliwa moc zabijania tak jak w oczach Wija, połoza i bazyliszka. Głowę potwora pokrywał gąszcz cuchnących krwią i ropą strupów, które wciąż rosły niczym drożdżowe ciasto. W mordzie Buniaki lśniły złote kły, zaś tłuste paluchy zakończone były czarnymi pazurami. Włóczył się Parszywy Buniaka nocami po drogach i bezdrożach, a jego moc największa była gdy bawił na rozstajach. Biada każdemu kogo napotkał. Z lubością spijał krew swych ofiar i szarpał na sztuki ich ciała złotymi kłami, podczas gdy z urocznych oczu wydobywały się promienie zamieniające surowe mięso w skwierczącą pieczeń. Zdarzyło się w Noc Kupały, że Parszywy Buniaka pochwycił ręką za włosy młodą i niewinną pannę imieniem Zoriana i zaciągnął ją wśród krzyków do swojego zimnego, skalistego legowiska w jarze. Tam odebrał pannie dziewictwo. Więził ją i gwałcił przez dziewięć miesięcy, aż w Noc Krwawego Księżyca porodziła dziecię; chłopca trzymającego w piąstce grudkę zakrzepłej krwi, a następnie umarła. Parszywy Buniaka pożarł trupa Zoriany, a następnie tupnął nogą, a wówczas otworzyła się dziura w ziemi. Wyszły z niej Čorty czy też raczej Rachmany, jak twierdził mędrzec Wernyhora i spełniając rozkaz Parszywego Buniaki zabrały dziecię pod ziemię, aby tam w zamku o żelaznych ścianach uczyć je tajników czarnej magii.









Chłopiec otrzymał imię Kasjan (Casianus) i wyrósł na potężnego i bezlitosnego czarnoksiężnika. Ukończywszy dwudziesty pierwszy rok życia wyszedł na powierzchnię uzbrojony w srebrny młot wykuty przez garbatego karła Zolina o trzech głowach. Odnalazł swego ojca; Parszywego Buniakę i jednym dobrze wymierzonym ciosem młota rozbił mu głowę.
- To za matkę, stary łotrze! - syknął Kasjan i splunął siarczyście.
Następnie za pomocą srebrnego sztyletu wydobył mordercze oczy Parszywego Buniaki i pożarł je jakby to były jaja na twardo. Z piersi potwora wydobył jego serce i rozszarpał je białymi zębami i połknął, a krew ściekała mu po brodzie i plamiła czarną szatę zdobioną diamentowymi gwiazdkami. Uczynił tak, aby przejąć jego moc.
Kasjan wybudował sobie zamek w Hyrze gdzie odprawiał rytuały tak obrzydliwe i pełne wyuzdanego okrucieństwa, że pergamin zajmował się płomieniem gdy tylko ktoś z kronikarskiego obowiązku próbował je opisać. Służyły mu harcuki i hapuny porywające dzieci, za szpiegów miał wilki, kruki i węże. Jego straszliwe, zielone jak trucizna oczy kryjące się pod napuchniętymi powiekami płonęły ogniem szaleństwa i mieszkała w nich siła zadająca cierpienie. Niczym sprośny Kościej z ery jedenastej, Kasjan korzystając z wszechobecnego zamętu porywał dziewczęta i młode niewiasty, aby czynić z nimi nieprawość w łożnicy, a gdy się któraś znudziła, szła pod nóż lub na żer dla potworów. Jedna z owych nieszczęśnic nazywała się Midlena. Nim skończyła wypatroszona na haku, Kasjan spłodził z nią syna Dlakosława, który był wilkołakiem. Kres panowaniu Kasjana na zamku Hyr położył bunt chłopski gospodarza Kończaka, który poparli bojarzy Stroimir i Stroisław wraz ze swymi drużynami. Kasjan sczezł w męczarniach ugotowany w oleju. Jego zwłoki zostały rozsieczone mieczami i toporami, po czym spalone na dziedzińcu na stercie końskiego nawozu. Zamek Hyr wraz z całą zgromadzoną na nim aparaturą magiczną powstańcy oddali na pastwę płomieni.









Po śmierci ojca, Dlakosław błąkał się po Roxie, w wilczej postaci przebiegając drogę Wielkiego Chorsa. W niejednym lesie sarnę upolował, niejednymi niepogrzebanymi zwłokami głód swój nasycił, niejedną kurę i niejedno prosię zrabował, aż w ludzkiej postaci stawił się w Nowym Grodzie Północy nad rzeką Volchov i jeziorem Ilmen gdzie właśnie przybił do portu drakkar konunga Ruryka. Wodza Waregów witali bojarzy i najzamożniejsi mieszczanie niosąc mu na złotej tacy chleb i sól oraz najkosztowniejsze dary z kupieckich kramów: złoto, srebro, bursztyn, futra gronostajów, bobrów i soboli, zamorskie przyprawy z Bharacji i Abisynii, aromatyczne kołacze ociekające miodem i beczki wina , które niegdyś pił sam Poncjusz Piłat. Wołchw Sycimir, siwobrody starzec w białej szacie noszący wieniec z liści dębu, w chramie Peruna nałożył na skronie Ruryka złoty diadem kniazia Roxu, po czym wydana została wielka uczta dla przypieczętowania braterstwa Waregów i Słowian. Ruryk był władcą sprawiedliwym i rycerskim; nie znającym strachu podczas bitwy i hojnie rozdającym złote pierścienie w czasie uczt. Przyjmując wojów do swej drużyny, nie baczył na ich pochodzenie czy majątek, jeno na dzielność w boju i wierność przysiędze. Pod jego stanicami walczyli mężowie z Nürtu, Roxu, Muromy, Krywicze, Ulicze, Smolanie, Dulebowie, Polanie, Pomorcy, Weś, Merianie i inni. W Rurykowych szeregach znalazło się miejsce także dla Dlakosława.
- Nikt nie odpowiada za przewiny swych ojców i dziadów – rzekł Ruryk do swoich szpiegów posiadających dane o przeszłości każdego z kandydatów na woja w książęcej drużynie. - Choć czyny Kasjana budzą we mnie odrazę, nie przekreślę z ich powodu jego syna, lecz dam mu szansę, aby odkupił winy swego rodu.








- Nasz kniaź chce przez to powiedzieć, że wszystkie zbrodnie popełnione w czasie ostatniej smuty oddziela grubą, czerwoną kreską – syknął książęcy doradca Mazon Czerepacha; syn niewiasty i żółwia błotnego, o którym wszyscy prócz Ruryka wiedzieli, że był złodziejem i parał się czarną magią.
- Chcę powiedzieć – ozwał się Ruryk – że było wielu dobrych Neurów – wilkołaków jak chociażby Żmij Ognisty Wilk żyjący bodaj w erze dwunastej, który dokonał wielu bohaterskich czynów i został pierwszym królem Sogdiany. Również nasz Dlakosław nie musi być zły, ale swej mocy zmieniania postaci może używać na chwałę bogów i dla obrony ludzi!
Waregowie z Rurykowej drużyny nazywali Dlakosława imieniem Ulfhendar i czuli przed nim respekt. Jakżeby inaczej, skoro walcząc z zagonami Płowców atakującymi zza Żmijowych Wałów, niczym wilk rozrywał zębami gardła wrażych wojowników. Nocami, kiedy srebrny blask rzucała okrągła tarcza Wielkiego Chorsa, obrastał szarym futrem i zadzierając łeb wył długo i żałośnie. Ruryk wiedział o tym, lecz ufał swojemu wojowi. Ufał do tego stopnia, że wbrew ostrzeżeniom swej żony, księżnej wiatyckiej Świętomiry, powierzył Dlakosławowi straż nad komnatą, w której spały w swoich łóżeczkach książęce dzieci: jedenastoletni następca tronu Oleg i jego mała siostrzyczka Svanilda. Przez uchylone okno zaglądała do komnaty srebrna twarz Cara – Księżyca, zwanego Chorsem i Srebroniem. Car – Księżyc spoglądał z troską na uśpione dzieci. Budził książęcego syna dotykając jego twarzy końcami srebrnych strzał – promieni i natarczywie szeptał mu do ucha.
- Zbudź się, Olegu, zbudź się, Olegu! Chwytaj za swój srebrny mieczyk, broń siostry i siebie. Bądź dzielny i mocny. Nie lękaj się! Moje promienie uczynią twe ciało krzepkim, a serce nieulękłym. Stań do walki, aby dowieść, żeś godzien zasiadać na tronie Wielkiego Rusa… - naciskał Car – Księżyc, a mały Oleg otworzył oczy i wydobył spod poduszki swój paradny mieczyk.
- Co nam może grozić? - wyszeptał w ciemność. - Wszak Tatuś postawił Dlakosława pod drzwiami, aby nas pilnował!
Tymczasem drzwi komnaty uchyliły się ze skrzypieniem i wkroczył do niej ogromny, czarny jak smoła basior o gorejących oczach, okryty kolczugą. Z jego paszczy zwisał długi, czerwony język.
- Leżcie spokojnie, dzieci, nie ruszajcie się, a obiecuję, że nie poczujecie bólu, kiedy będę was zjadał – zapewnił wilkołak.
- Dlaczego nam to robisz? - spytał z bólem Oleg.
- Taką mam naturę – odparł Dlakosław.
- Nasz Tata ci zaufał – ciągnął Oleg.
- Ruryk to głupiec; za bardzo wierzy w ludzi. Jego też pożrę, kiedy się już z wami uporam.
- Jesteś brzydki i niegrzeczny! - kipiał gniewem jedenastoletni Oleg.
- A tyś jajo! - zaśmiał się wilkołak i ruszył do ataku na chłopca.
- Carze – Księżycu przymnóż mi siły! - Oleg przed walką zwrócił się do Chorsa – Srebronia tak jak nauczył go stary wołwch Chwost.
Władca Księżyca z mandatu Ageja, tchnął przez uchylone okno swą mocą zapisaną w srebrnych promieniach. Muskuły małego wojownika nabrały wówczas twardości, wzrok się wyostrzył, a serce napełniło odwagą. Poradny mieczyk w rękach Olega rósł, aż dorównał długością polskiemu Zerwikapturowi, lecz chłopiec napełniony mocą Cara – Księżyca władał nim bez trudu. Jego siostra Svanhilda przez cały ten czas spała, bowiem Zmora i Zennica nałożyły na jej modre oczy pieczęci twardego snu. Dlakosław rozdziawił paszczę pełną ostrych kłów i skoczył w kierunku otroka. Oleg uchylił się i wilkołak z rozpędu zatopił zębiska w drewnianym oparciu łóżka. Syn kniazia zdawał się tańczyć z mieczem w dłoni. Raz po raz zadawał wilkołakowi coraz cięższe rany; srebro paliło potwora niczym kwas siarczany, a jego gniewne ryki rozchodziły się po całym zamku wzniesionym jeszcze w erze dwunastej przez księcia Gostomysła.
- Parszywy bachorze… - warczał wilkołak – jak długi jeszcze będziesz mi się opierał?
- Jestem złośliwym zwierzem – dyszał Oleg – który napadnięty i zdradzony broni się! - chłopiec ujął oręż w obie dłonie i ciężko opuścił go na kark Dlakosława.
Wilcza głowa wciąż kłapiąc zębami i emitując krwawe światło z oczu odpadła od karku, z którego wytrysnęła fontanna posoki, podczas gdy na korytarz zadudniły podkute żelazem buty wartowników oświetlających sobie drogę pochodniami. Sam książę Ruryk narzuciwszy na siebie płaszcz przybiegł zobaczyć co się stało w komnacie jego dzieci. Księżna Świętomira odchodziła od zmysłów ze strachu wyobrażając sobie owoce swojego łona rozszarpane przez wilkołaka. Oczom kniazia i jego drużyny ukazał się Oleg, półnagi i zbryzgany posoką, w ręku miecz długi niby katowski dzierżący. Oleg drżał, a z jego oczu ciekły łzy. Był jeszcze dzieckiem. U jego stóp leżało okryte samą kolczugą ciało Dlakosława w ludzkiej postaci z odrąbaną głową. Svanhilda wciąż spała słodko jak niemowlę.
- Tatusiu, ubiłem wilkołaka, który chciał nas pożreć! - płacząc tłumaczył Oleg.
- Jakim byłem durakiem, że nie posłuchałem żony! - jęknął Ruryk i złapał się za głowę.
Jednak księżna Świętomira nie słuchała tego, zajęta tuleniem i całowaniem swego jedynego syna.
- Sława księżycowi! - zawołali wojowie uderzając mieczami i toporami w tarcze.
Svanhilda dopiero wówczas obudziła się przecierając piąstkami zaspane oczy. C. D. N.

Oniricon cz. 594

Śniło mi się, że:

- na śmietniku znalazłem styropianowe pudełko z obiadem, a w nim ludzkie odchody,






- walczyłem w Gwiezdnych Wojnach jako pilot myśliwca X - winga, a potem uciekałem przed stadem psów, Unią Europejską i satanistami,
- Pavlas ov Vidłar zaprosił mnie do siebie na co się niechętnie zgodziłem, w czasie wizyty Voytakus ov Višnic miał tańczyć razem z nagimi kobietami, aby pokazać niższość kobiety wobec mężczyzny, a mnie się to nie spodobało,





- byłem hinduskim wróżbitą Sanjayą z Lechii i oglądałem na you tube filmik o śpiewającej żabie goliacie, potem dałem pracownikom muzeum brązowy szkielet tej żaby w pudełku,







- kiedy Konrad T. Lewandowski wspominał o wyspie Sokotrze, postanowiłem napisać, że w mojej powieści ,,Tatra. Suplement'' Lech III z drużyną spotkał na Sokotrze wielkie zielone węże z odnóżami chwytnymi modliszki,






- byłem na działce gdzie Mama złapała dla mnie, zabiła i upiekła żołędnicę, obawiałem się czy nie jest to koszatka, lecz bardzo mi smakowała, UWAGA: To tylko sen, na jawie żołędnice i koszatki są pod ochroną,






- byłem bohaterem filmu o homoseksualiście, który chciał się leczyć drogim, czarnym smażonym serem pleśniowym, poszedłem do psychologa gdzie okazało się, że ten lek był tylko na receptę, zdenerwowałem się i przeklinałem, bo bardzo chciałem go mieć, aby wyleczyć się z homoseksualizmu, w lewackich mediach piętnowano film o mnie jako homofobiczny, zaś Babcia słysząc moje krzyki chciała mnie bić paskiem, który potem przeciągaliśmy jak linę, UWAGA: To tylko sen, na jawie NIE jestem homoseksualistą,
- w przychodni lekarskiej obok gabinetu psychologa znajdowały się drzwi z napisem Facebook,






- Stanisław Michalkiewicz ukradł w lesie małe sarniątko,






- w Kijowie w czasie rosyjskiej wojny domowej anioł zanurzył koniuszek skrzydła w kuflu Michaiła Bułhakowa i wyczarował piwo z kwasu chlebowego, potem gdy złodziej ukradł piwo, kelner musiał go szukać we wszystkich okolicznych knajpach,






- napisałem o Sławomirze, że im była młodsza tym fajniejsza, a im bardziej jej poglądy stawały się lewackie tym były gorsze,






- oglądałem na you tube filmik, w którym arcybiskup Jan Paweł Lenga opowiadał o architekturze Hiperborei,





- szedłem ulicą razem z Ravialusem ov Rikłocicem i zatrzymaliśmy się przed ulicznym food truckiem, nie mając pieniędzy, aby kupić w nim jedzenie, miałem ochotę go zniszczyć,







- spotkałem w lesie nad jeziorem trzy piękne dziewczyny z ,,Dekameronu'', były bose i odziane w białe giezła, niosły rybę złapaną w wędkarski podbierak, patelnię i bębenek, rozpaliły ognisko nad jeziorem i zaczęły smażyć rybę żywcem,






- z książki poświęconej jedzeniu dowiedziałem się, że Jan z Kolna odkrył Peru, poznałem również kilku hiszpańskich i portugalskich odkrywców Peru żyjących w XIII i XIV wieku,






- jakaś kobieta uznała swoje ciało za dzieło sztuki i ubrana w bikini stanęła na cokole, zaś w książce o jedzeniu została pochwalona za odwagę,
- adoptowała mnie otyła blondynka, która zabrała mi grubą kołdrę i była zdziwiona, gdy z przejedzenia zwymiotowałem do zlewu. 

środa, 27 maja 2020

Małpa też człowiek






,, [...] jeszcze dwieście lat temu w kwestii małp człekokształtnych panował kompletny chaos, nie tylko w literaturze podróżniczej, lecz i naukowej. Wprawdzie już Linneusz wprowadził do systematyki dwa ich gatunki: orangutana i szympansa (którego początkowo nazwał Homo troglodytes, czyli 'człowiekiem jaskiniowym'), ale w licznych opisach nagminnie mylono zarówno charakterystykę tych ssaków, jak i rejony występowania. [...]'' - Andrzej Trepka ,,Co kaszalot je na obiad?''



wtorek, 26 maja 2020

,,Nimfa''


,,Niektórzy Ojcowie Kościoła, mówiąc o niebezpieczeństwach grożących statkowi, nawiązywali do mitu o Odyseuszu, będącego alegorią żeglowania po falach życia do wieczności. Głównej scenie tego mitu chrześcijaństwo nadało znaczenie symboliczne. Odyseusz płynął do ojczyzny obok wyspy zamieszkanej przez syreny, które swym czarodziejskim śpiewem wabiły przepływających obok żeglarzy. [...]’’ - Justyna Wołoszka ,,Symbolika statku’’ [w]: ,,Niedziela szczecińsko – kamieńska 26/ 2009’’






W maju 2020 r. obejrzałem po raz drugi serbsko – czarnogórski horror ,,Nimfa’’ (ang. ,,Nymph’’, serbskie: ,,Mamula’’) z 2014 r. w reżyserii Milana Todrorovicia (ur. 1981).






Akcja rozgrywa się w XXI wieku na tytułowej wyspie Mamuli leżącej w Zatoce Kotarskiej u wybrzeży Czarnogóry. Wyspa nie była zaznaczona na mapie. Mieściła się na niej forteca zbudowana w XIX wieku. Podczas II wojny światowej Niemcy urządzili na niej obóz koncentracyjny 1, zaś w latach 70 – tych XX wieku armia jugosłowiańska utrzymywała na terenie Mamuli bazę okrętów podwodnych.






Bohaterami filmu są dwie piękne Amerykanki – dziennikarka Kelly i Lucy, ich kolega ze studiów; Serb Alex wraz z narzeczoną Yasmine, oraz Serb Boban. Ten ostatni zaproponował zwiedzanie wyłączonej z ruchu turystycznego Mamuli. Wycieczka wkrótce zamieniła się w walkę o przeżycie…







Tytułowa nimfa była syreną z Mamuli, której protoplastki kusiły śpiewem Odyseusza. Miała szarą skórę, płetwiaste dłonie i szerokie usta z wielkimi, ostrymi zębami. Potrafiła też przybierać postać pięknej, rudej kobiety z rybim ogonem. Swoje ofiary wabiła hipnotyzującym śpiewem, który działał tylko na mężczyzn. Żywiła się ludzkim mięsem. Przed wieloma laty uwiodła porucznika armii jugosłowiańskiej i uczyniła zeń swego sługę i kochanka. Stary żołnierz wrzucał do zamieszkiwanej przez syrenę studni porąbane ludzkie zwłoki i chciał zamordować przybyłych na wyspę. Z urządzonej przez niego rzezi ocaleli tylko Kelly i Boban, którym pomógł w ucieczce stary Niko, który wcześniej ostrzegał ich przed zapuszczaniem się w to niebezpieczne miejsce.






Film zawiera bardzo drastyczne sceny, mimo to jego przesłanie można określić jako kryptochrześcijańskie. Zgodnie z wczesnochrześcijańską symboliką kusząca śpiewem syrena jest figurą szatana. Z kolei stary Niko – na co wskazuje samo jego imię - może wyobrażać św. Mikołaja z Miry; patrona min. ludzi morza, cieszącego się wielką czcią wśród prawosławnych (podkreśla to dodatkowo noszony przezeń na szyi krzyżyk). Dodatkowym plusem jest antykomunizm. Niegodziwy strażnik Mamuli nosił czapkę z czerwoną gwiazdą i w swojej siedzibie miał zawieszone na ścianach godła z komunistycznego okresu Jugosławii.







1 W czasie II wojny światowej Czarnogóra była okupowana najpierw przez Włochów (1941 – 1943), później zaś przez Niemców (1943 – 1944).

Dzień Matki 2020

,, ... wy miłe i żądne maciory...'' - ,,Lament świętokrzyski'' (autor nieznany), koniec XV wieku.






  Składam najserdeczniejsze życzenia wszystkim Matkom czytającym mojego bloga w dniu Ich święta. Niech Dzień Matki trwa dla Was cały rok! (użyte w cytacie słowo ,,maciora'' to po staropolsku ,,matka'').




poniedziałek, 25 maja 2020

,,Podróże Guliwera''


,, […] 1726 wydał anonimowo rozpoczęte 1720 najsłynniejsze swe dzieło: ‘Travels into Several Remote Nations of the World, by Lemuel Gulliver’ (‘Podróże Gulliwera’), gdzie przedstawił polityczne partje angielskie (Liliputy), dworzan (niezdarni olbrzymi), niepraktycznych uczonych (władcy wyspy powietrznej Laputa) i ogół ludzi (małpie istoty w idealnym świecie szlachetnych koni). [...]’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 16 Serbowie do Szkocja’’







Mój pierwszy pośredni kontakt z twórczością Swifta nastąpił już w przedszkolu kiedy to oglądałem amerykańską kreskówkę z 1939 r. o pobycie Guliwera w kraju Liliputów. Na drodze miłości księżniczki Liliputów Glorii i księcia Blefuscu Dawida stanęli ich ojcowie, którzy wypowiedzieli sobie wojnę nie mogąc dojść do porozumienia czy na ślubie ich dzieci ma być śpiewana pieśń ,,Miłość’’, czy ,,Na zawsze’’.







W klasie czwartej bliżej zaznajomiłem się z sylwetką twórcy Liliputów:

,,KTO NAPISAŁ PODRÓŻE GULIWERA?
Podróże Guliwera to satyryczna powieść opisująca barwne przygody lekarza okrętowego o imieniu Lemuel Guliwer. Autorem książki był Jonathan Swift, duchowny i uczony żyjący w latach 1667 – 1745.
Jonathan Swift urodził się w Irlandii. Ukończywszy Trinity College w Dublinie, przeniósł się do Anglii. Po powrocie do ojczyzny został dziekanem Katedry św. Patryka w Dublinie. Jego pisarstwo cechowała taka zjadliwość, że często bywał bardzo niepopularny. Nawet książka Podróże Guliwera, którą uważa się za przyjemną lekturę dla dzieci, została napisana po to, żeby – jak stwierdził autor ;zirytować świat’.
Oprócz dobrze znanego opowiadania przedstawiającego schwytanie bohatera przez maleńkich mieszkańców cesarstwa Liliput, w książce tej przedstawiono również jego podróż do Brobdingnag, kraju olbrzymów, i krainy, w której rządzą konie obdarzone rozumem’’ - Bridget Daly (red.) ,,Kim oni byli? Księga pytań i odpowiedzi o sławnych ludziach’’.

Później dowiedziałem się, że Swift bronił Irlandczyków wyzyskiwanych przez angielskich zaborców, pisząc satyrę ,,Skromna propozycja’’, w której wysunął pomysł, aby zjadać ubogie irlandzkie dzieci.
W pierwszej klasie gimnazjum dobrowolnie przeczytałem ,,Podróże Guliwera’’ (uproszczony tytuł oryginału: ,,Gulliver’s Travels’’). Książka ta wywarła wpływ na moje fantazje (odsyłam do posta: ,,Akademia Lagadyjska’’).
Akcja powieści rozgrywa się w czasach współczesnych Autorowi w rzeczywistych krajach jak: Wielka Brytania i Japonia (pojawiają się aluzje do wymogu deptania krzyża 1), jak również w krainach fantastycznych takich jak: Liliput, Blefuscu, Brobdingnag (wczesna wersja nazwy brzmiała: Brobdingar), Laputa, Balnibarbi, Glubbdubdnib, Luggnagg, oraz kraj Houyhnhmów i Yahoosów.
Głównym bohaterem jest Lemuel Guliwer – angielski lekarz i podróżnik, który pod wpływem odbytych wojaży stawał się coraz większym mizantropem.
Oto jakie niezwykłe istoty spotkał na swojej drodze.






Liliputy były rasą ludzi niewielkiego wzrostu (ok. 15 cm). Nosiły orientalne stroje i toczyły wojnę z innym miniaturowym ludem – Blefuscu z powodu sporu o to, z której strony należy obłupywać jajko. Guliwer pomógł im w bitwie morskiej. Ugasił pożar świątyni własnym moczem, za co Liliputy chciały go oślepić, więc uciekł im.






Olbrzymy z Brobdignagu były szlachetne i mądre. Przepisy ich prawa były sformułowane za pomocą niewielkiej ilości słów i nie wolno ich było interpretować – niedościgły ideał każdego państwa ;). Stosowana u nich była kara śmierci przez ścięcie mieczem. W ich krainie Guliwer był napastowany przez psotnego chłopca, który dostał za to w ucho (przy okazji ma miejsce krytyka okrucieństwa wobec zwierząt), małpę i kanię. Walczył z olbrzymią muchą i szczurami, oraz pobrudził się próbując przeskoczyć kupę. Pewna olbrzymka posadziła go sobie na obnażonej piersi – dla Guliwera było to przeżycie upokarzające i obrzydliwe. Jako pamiątkę z podróży przywiózł do Anglii obrzynek paznokcia z palca u stopy królowej olbrzymów.






Laputa była latającą wyspą zamieszkaną przez oderwanych od rzeczywistości muzyków i matematyków. Przypuszczam, że jej pierwowzorem mogła być Tripura z mitologii indyjskiej: latające złote miasto demonów na czele z królem Mają, zniszczone przez boga Śiwę (odsyłam do posta Magdaleny Pioruńskiej ,,Tripura – cudowne miasto demonów’’ na stronie ,,Szuflada net’’).







Balnibarbi miało swoją stolice w mieście Lagado. Mieściła się w nim słynna Akademia Lagadyjska. Skupieni w niej uczeni mężowie mieli takie ,,genialne’’ pomysły jak np. oranie pola świniami, czy prace nad uczynieniem odchodów zdatnymi do spożycia.






Houyhnhmowie byli rasą mówiących, obdarzonych rozumem koni, które nie znały pisma, ani metalurgii, za to nigdy nie kłamały. Były to istoty szlachetne i łagodne, które troszczyły się o swoje i cudze źrebaki.






Yahoosowie – utrapieni współmieszkańcy krainy rozumnych koni, byli rasą dzikich, przypominających małpy ludzi; istotami brzydkimi, złymi i rozpustnymi, które miały w zwyczaju całować sobie nawzajem stopy i pośladki. W czasie końskiej narady padły propozycje, aby ich wytępić, a z ich skór wytwarzać różne przedmioty (co gorsze w rzeczywistym świecie pomysły takie ludzie realizowali wobec innych podczas rewolucji francuskiej i II wojny światowej). Guliwer poradził koniom, aby Yahoosów kastrować.
Książka zawiera miażdżącą krytykę polityków, dworzan (damy dworu królowej olbrzymów bezwstydnie przebierały się na oczach Guliwera budząc w nim swoim wdziękami obrzydzenie), waśni religijnych (spór o to ,,czy sok pewnej jagody jest krwią czy winem’’), wojen (król olbrzymów był przerażony gdy Guliwer opowiadał mu o broni palnej), świata nauki i kolonializmu (Guliwer odradzał Admiralicji podbój odkrytych przez siebie ziem).
,,Podróże Guliwera’’ wywarły (i wciąż wywierają) ogromny wpływ na popkulturę. Przykładem tego może być choćby to, że J. R. R. Tolkien w ,,Hobbicie’’ pisał, że tytułowy bohater był mniejszy od krasnoluda, lecz większy od liliputa.




1 W czasach nowożytnych Japończycy zmuszali chcących z nimi handlować Europejczyków do uprzedniego deptania krzyża. Pomysł ten podsunęli im wyznający kalwinizm kupcy holenderscy, w ten sposób eliminując konkurencję ze strony katolickich Hiszpanów i Portugalczyków (mawiano, że ,,Holendrzy byliby gotowi handlować nawet z piekłem, gdyby nie obawa, że żagle ich statków zajmą się ogniem’’). Guliwer przybywając do Japonii na holenderskim statku został zwolniony z tego wymogu.