piątek, 11 marca 2022

Jan Dobraczyński

 


Jan Dobraczyński (1910 – 1994) był polskim pisarzem, katolikiem i endekiem. Choć w okresie II RP krytykował Żydów, w czasie II wojny światowej ukrywał ich przed Niemcami z narażeniem życia własnego i bliskich (został za to później odznaczony jako Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata). Niestety w czasie stanu wojennego poparł PRON. W czasie moich studiów zrobiło się o nim głośno gdy ówczesny Minister Edukacji Narodowej, Roman Giertych (wówczas jeszcze prawicowy) chciał wpisać jego książki do kanonu lektur (lewakom oczywiście ten pomysł się nie spodobał).



W wieku przedszkolnym lubiłem ,,Tajemnicę gawronka’’; krótką historyjkę o przyjaźni dziewczynki z samotnym chłopcem. W gimnazjum przeczytałem ,,Listy Nikodema’’; rodzaj apokryfu, w którym św. Nikodem opisywał swój proces poznawania Jezusa. Książka bardzo mi się spodobała. Jedynym mankamentem był w niej ahistoryzm w postaci Piłata jedzącego … indyka (jak wiadomo ptaki te pochodzą z Ameryki Północnej). W liceum sięgnąłem po ,,Cień Ojca’’; powieść o św. Józefie, którą w liście do Autora chwalił sam bł. Stefan Wyszyński. Powieść ta również i mnie bardzo się spodobała :). W późniejszych latach czytałem bardzo dobre ,,Spotkania jasnogórskie’’ oraz powieści obyczajowe: ,,Rodzina Anny’’ i ,,A znak nie będzie mu dany’’. Z twórczości Dobraczyńskiego najwyżej cenię jego powieści biblijne, które są tak dobre, że mogą się spodobać nie tylko osobom wierzącym ;). W moim poemacie dygresyjnym ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy’’ Jena ov Blackeyova spotkała Jana Dobraczyńskiego i jego bohaterów w Armagedonie (odsyłam do posta: ,,Triumf Literatury’’).

czwartek, 10 marca 2022

Refleksja polityczna cz. 39




Targa mną gniew na zbrodniarza Putina i jego zwolenników, tudzież na Zachód mający ludobójstwo na Ukraińcach w czterech literach. Szczególna wina spada tu na Niemcy, które z frazesami o ,,praworządności'' na obleśnej gębie, wciąż kupują gaz od Rosji, de facto finansując poczynania łotra. Gdybym mógł, zdelegalizowałbym Konfederację jako piątą kolumnę Putina. Czuję się bezsilny, bo ani nie jestem w stanie dowalić Rosji naprawdę ciężkimi sankcjami, ani pomóc wszystkim ofiarom wojny. Pozostaje modlitwa. Tylko tyle i aż tyle. 

Maria Dąbrowska

 




O polskiej pisarce Marii Dąbrowskiej (1889 – 1965) dowiedziałem się po raz pierwszy w klasie czwartej kiedy na lekcji języka polskiego omawialiśmy jej opowiadanie o zającu. W klasie piątej czytałem nowele ,,Marcin Kozera’’ i ,,Wilczęta z Czarnego Podwórza’’. Tytułowym bohaterem pierwszej z nich był polski chłopiec wychowujący się w Wielkiej Brytanii, który dzięki chodzeniu do polonijnej szkoły uświadomił sobie, że jest Polakiem. ,,Wilczęta z Czarnego Podwórza’’ opowiadają o dzieciach z ubogiej dzielnicy, które marzyły o tym, by zostać harcerzami. Ich marzenie oczywiście się spełniło. W gimnazjum dobrowolnie sięgnąłem po powieść ,,Noce i dnie’’, pięknie napisaną historię rodzinnej miłości, patriotyzmu, a także młodzieńczego buntu przeciwko Bogu i prawdopodobnie późniejszego pojednania z Nim. Andrzej Sapkowski w rozmowie ze Stanisławem Beresiem powiedział, że istnieją bohaterowie fantasy, przy których Bogumił Niechcic wydaje się płaski jak opłatek ;). Studiując historię miałem dostęp do ,,Dziennika’’ Dąbrowskiej; bardzo ciekawej i pouczającej lektury. Choć Autorka uczestniczyła w oficjalnym życiu literackim PRL – u, w swoich zapiskach zawarła miażdżącą krytykę komunizmu. W moim poemacie dygresyjnym ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy’’ Jena ov Blackeyova spotkała Marię Dąbrowską w Armagedonie (odsyłam do posta: ,,Triumf Literatury’’).

wtorek, 8 marca 2022

Radygoja z Biliny

 

,,Wiła jest coś na kształt jeniuszów, gnomów, sylfów. Łączy w sobie właściwości tych wszystkich tworów fantazji. Poeci wyobrażają ją sobie zawsze jako dziewicę cudnej piękności. Unosi się ona w powietrzu; ugania się za obłokami. Niebezpiecznie jest spotkać się z nią, a tym bardziej przerwać jej mitrygę. Niekiedy udziela dobrych rad podróżnym; częściej jednak zwodzić ich zwykła’’ - Adam Mickiewicz, wykład o literaturze południowosłowiańskiej z 1841 roku



W cieniu rozłożystej pigwy, pod jasnym słońcem Południa, gdzieś na ziemiach późniejszej Valkanicy, rozsiadła się gromadka młodych i pełnych wdzięku wił, to jest nimf o ognistych oczach, z których każda miała jedną nogę dziewczęcia, a drugą kozy. Wiły trzymały na kolanach pokryte woskiem tabliczki i ostro zakończone rylce, znajdowały się bowiem w szkole podczas lekcji. Ich nauczycielka, nosząca imię Kozina chodziła w tę i z powrotem po ukwieconej niwie, opowiadając uczennicom o geografii.



- Nasze księstwo; Bilina jest częścią Wielkiego Królestwa Toropieckiego. My, wiły jesteśmy młodszymi siostrami rusałek i tak jak one należymy do rasy toropieckiej – wykładała Kozina. - Włada nami z łaski Mokoszy księżna Mirosława II zasiadająca na tronie w Teviku nad rzeką Narthą. Nasze księstwo zajmuje dolinę rzeki Narthy. Od zachodu otaczają je góry chronione przez zaprzyjaźniony lud smoków, zaś od wschodu graniczymy z Zaklętą Puszczą. Nasza ziemia – ciągnęła nauczycielka – obfituje w pszczele gniazda i drzewa owocowe, gaje dzikiej winorośli oraz stada zwierząt; kóz bezoarowych, danieli, muflonów, dzików, jednorożców i sfinksów…



- Ja kiedyś jeździłam na jednorożcu – nieoczekiwanie zabrała głos młoda wiła o brązowych włosach i złoto – szmaragdowych oczach imieniem Radygoja.

- Tak, jednorożce to najlepsi przyjaciele wszystkich nimf – potwierdziła Kozina.




- A ja lubię pływać z delfinami z Morza Rajskiego – odezwała się inna uczennica imieniem Stoina.

- Wiem, że kochacie zwierzęta, ale wróćmy do meritum – zdecydowała nauczycielka. - Czary ochronne księżnej, których wyuczyła się przed laty w kącinie Welesa – Trojana, zapewniają Bilinie bezpieczeństwo przed atakami sił ciemności. Świadczy o tym to, że ostatniego drekavaca ubito w naszych granicach czterdzieści lat temu… - Dalej Kozina uczyła o tłustej, czarnej ziemi rodzącej drogie kamienie, o leczniczych ziołach, o tajemnicach węży, ptaków i zwierząt pokrytych sierścią.

Żadna z młodych wił, nawet tych mających zdolności wieszcze, nie przypuszczała, że już za prę lat przyjdzie im walczyć w obronie Biliny…


*



Radygoja rosła w latach, błogosławiona przez Enków. Nauczyła się przyrządzać z ziół lecznicze uzwary. Poznała tajemne imiona leśnych i polnych zwierząt, ryb, drzew, kwiatów, gwiazd i kamieni. Nieobce jej były stare pieśni w językach toropieckim i starokrasnym opowiadające o bohaterach z zamierzchłych eonów, oraz o dawnym świecie zwanym Bujanem, który istniał nim nasz został stworzony. Potrafiła latać na srebrzystych smokach o bursztynowych oczach, oraz galopować na grzbietach jednorożców i dzikich koni, tarpanów. Znała sztukę zapasów i wybornie strzelała z łuku. Walczyła długą, jesionową włócznią jak również szablą Szaszką, z której pomocą ścięła raz czerwone, trupie czaszki trzech ażdach. Oręż ten powstał z ciała żmii Szaszki o jadzie palącym i oczach z dwóch rubinów. Najodważniejsze wiły i meliady bały się do niej podejść na odległość rzutu kijem. Jedna tylko Radygoja zaszła wygrzewającą się w promieniach Słońca żmiję od tyłu i pewnym ruchem schwytała ją za ogon.



- W imię Mokoszy, Pogromczyni Mocy Čortieńska, posłużysz teraz ku obronie Biliny! Kąsaj jej wrogów żelazem! - Gdy wiła wypowiedziała to zaklęcie, trzymana w jej dłoni gadzina przeobraziła się w szablę.

Koleżanki Radygoi, wiły Łatka i Lutka oraz zielonowłosa rusałka Miła, widząc jej zwycięstwo nad Szaszką, na znak wielkiego szacunku, całowały ją w kolana.

- Jak wesoło! Jak wesoło! - wołała wówczas śmiejąc się Radygoja.

Dla zdobytej szabli zaprzyjaźniony żmij imieniem Iłarion sporządził bogato zdobioną pochwę z własnej wylinki, zaś wdzięczna wiła pocałowała go w pokryty łuską policzek.



Kiedy zaczęło się przedwiośnie, nastał czas kiedy owa broń miała być użyta w walce. Znad dalekiej rzeki Ra nadleciały ogromną chmarą morowity dotąd gnieżdżące się wśród rozległych jaskiń pobliskiej Szarej Góry. Przypominały nieco ludzi o ciałach nagich i pokrytych szarą skórą, głowach i skrzydłach kruków, żelaznych pazurach na palcach dłoni i stóp oraz długich, świńskich ogonach. Istoty te miały nad sobą króla Mopana o sercu okrutnym i zdradzieckim. Prawili w swych bylinach pieśniarze, że niegdyś Mopan był szpiegiem samego Czarnoboga. Choć morowity posiadały rozległe tereny łowieckie, zapragnęły podbić księstwo wił, Bilinę.

- Jest słuszną rzeczą, abyśmy rozszarpali białe piersi wił, żrąc ich ciała i pijąc ich krew, zaś te, które się ostaną uczynili naszymi niewolnicami – zakrakał obmierzły Mopan, zaś inne morowity przytaknęły mu, część ze strachu, a część z przekonania.

Te, które odmówiły napaści na Bilinę, zostały zadziobane i rozdarte pazurami przez swych pobratymców.

Morowity uderzyły o brzasku wraz z pianiem kogutów. Rozcinały mieczami ciała brzemiennych wił i rusałek oraz rozrywały na strzępy ich maleńkie dziatki. Podkładały ogień pod domostwa i gaje. Paliły chramy, lecznice, biblioteki i szkoły. Nie miały litości dla żadnej z istot jaka stanęła im na drodze.

Wśród chmary najezdników unosił się pełen obłudy kapłan Kirel, poplecznik Mopana, od którego niegdyś otrzymał drogocenną bransoletę na rękę i krakał przeraźliwym głosem.

- Mordujcie bez litości te wszetecznice, bo ich ziemia musi znów stać się nasza, tak nam dopomóż Rykar!

W owych czasach nawet najbardziej zepsuci władcy, nie licząc skutego łańcuchem smoka Rykara, musieli walczyć w pierwszym szeregu miast kryć się pod ziemią jak szczury, w przeciwnym razie na zawsze utraciliby szacunek swych poddanych. Musiał przeto i Mopan nadstawić karku, nałożył przeto kolczugę wykutą w ogniu Čortieńska.



Księżna Biliny, Mirosława II o delikatnych palcach nawykłych do szarpania strun harfy, przyodziała srebrzystą kolczugę wykutą przez mądre i pracowite skrzaty patuljaki. Wsiadła na grzbiet wiernego jednorożca Hovornika, którego rogu lękały się najstraszniejsze chimery i smoki. W lewą dłoń ujęła włócznię, zwaną Palix, w prawą zaś tarczę z wymalowanym na niej promiennym obliczem Mokoszy. Tak uzbrojona stanęła na czele trzynastu zastępów wił – wojowniczek o sercach mężnych i nieugiętych wobec sił zła.

Rozesłała też wici do królowej rusałek zasiadającej na tronie w Toropiecku, do Fontela, króla satyrów, Jachura, króla centaurów i Lamira, księcia żmijów oraz Raduka i Białonki; brata i siostry władających wszystkimi plemionami leśnych ludzi z Puszczy Dziewańskiej. Wszyscy ci władcy, bez szukania wymówek, stawili się na pole bitwy wraz ze swymi zastępami, zaś podległym swej władzy kupcom i rzemieślnikom nakazali zerwać interesy prowadzone z morowitami.



Hufce Biliny i Szarej Góry stanęły naprzeciwko siebie na rozległej polanie, zwanej Matruną. Kapłan Kirel wystąpił przed szereg.

- Kra! Czemu, głupia, nie oddasz swego wstydu mojemu panu, aby mógł zaprowadzić tu pokój? - zakrakał urągliwie.

Mirosława II chwyciła włócznię i jednym dobrze wymierzonym ciosem posłał ja w rozdziawiony dziób kapłana morowitów. Włócznia przeszyła go na wylot wychodząc plecami. Kirel opadł ciężko na ziemię, a jego świńskie oczka na zawsze zaszły mgłą. Oddał ducha Čortom.

- Sława Bilinie! - zawołała księżna po wyszarpnięciu swej włóczni z ciała wroga.

Wówczas z obu stron posypały się zatrute strzały. Wiły i rusałki zapalały krucze pióra morowitów mocą swych oczu. W ruch poszły miecze i topory, a także rogi, kopyta, dzioby, kły i pazury, aż całą Matrunę zaścieliły skrwawione i poszarpane zwłoki poległych. Mopan, choć jego powinnością była walka z mieczem w dłoni w pierwszym szeregu, usunął się z pola bitwy razem ze swymi pachołkami, Szojgunem i Oligarchosem.

Wśród obrończyń Biliny nie zabrakło też Radygoi. Morowity zadawały jej okrutne rany za pomocą dziobów i żelaznych szponów. Z ran tych tryskała szafirowa krew, której krople opadając na trawę, zamieniały się w niezapominajki. Radygoja uzbrojona w Szaszkę ścinała krucze łby i skrzydła. Rozpruwała szare brzuchy i piersi morowitów. Ci, którzy nie mieli litości dla matek z dziećmi, nie mogli liczyć na jej litość. Z jej pięknych oczu sypały się złote iskry zapalające smoliste pióra okrutnych najeźdźców. Radygoja była niezmordowana; piękna i sroga jak sama Mar – Zanna.



Zastępy morowitów z wolna zaczynały się przerzedzać. Nieoczekiwanie Bilinę wsparły hufce Lynxów, Neurów, wilków, oraz trzej bracia będący olbrzymami z plemienia Ispolinów, noszącymi imiona: Turkus, Lazur i Błękit.



Widząc to Mopan, Szojgun i Oligarchos usiedli na najwyższej gałęzi wyniosłego drzewa rosnącego na skraju polany. Władca morowitów dobył z torby magiczną ,,Księgę Krwawego Cienia’’, którą otrzymał niegdyś od smoka piekielnego za pracę szpiega. Zerwał pieczęci i zaczął czytać. W miarę jak czytał, dawał się słyszeć donośny łopot jakby wielkich skrzydeł i nieprzenikniony cień padł na ziemię, budząc strach w sercach najbardziej chrobrych wojów. To z piekielnej ptaszarni przyleciał bożek morowitów, potworny Kruk Wielogłów. Wielkością dorównywał najwyższej kamienicy, zaś na karku miał siedem, dziesięć, a może dwanaście głów, bowiem różni autorzy inaczej go opisują. Jego złe ślepia jarzyły się piekielnym ogniem, z nozdrzy zaś wydobywał się cuchnący dym. Kruk Wielogłów natarł na trzech braci Ispolinów. Wydziobał im oczy i wyrwał serca z piersi, a następnie je pożarł. W jego szponach zginęli uzbrojeni w miecze bracia Taras i Sypko, dwóch nieulękłych żmijów. Podmuch wiatru wytwarzanego skrzydłami piekielnego kruka obalił na ziemię trzecią część wojska Lynxów i Neurów.

- Kra! Zegnij kolana przed lutym Mopanem Mopanowiczem, albo zgiń marnie! - Kruk Wielogłów zwrócił się do księżnej Mirosławy, która zakryła się przed nim tarczą.

- Idi nachuj! - odpowiedziała mu Radygoja.

Ze zwinnością kozicy, skoczyła w stronę potwora i ciosem Szaszki ścięła mu jeden z łbów. Trysnęła zielona, parząca krew. Kruk Wielogłów zakrakał wściekle. Ból wyzwolił w nim furię. Rzucił się zajadle w stronę nieustraszonej wiły, aby rozszarpać ją pazurami na strzępy, a następnie połknąć. Choć do serca Radygoi zakradł się lęk, nie pozwoliła sobie na ucieczkę. Niczym wrośnięta w ziemię, stała na posterunku i precyzyjnie wymierzając ciosy oddzielała od tułowia kolejne krucze łby. Zielona krew potwora parzyła ja jak ukrop. Kruk Wielogłów szalał. Kiedy Radygoja ścięła mu wszystkie łby prócz ostatniego, Szaszka w jej ręku na powrót przybrała postać żmii. Gadzina zatopiła kły w oku Kruka już nie Wielogłowa, po czym martwa opadła na zdeptaną trawę. Potwór zamknął wiłę w swym dziobie jak w imadle i zmiażdżył jej kości. Radygoja zdążyła zadać przed śmiercią zadać mu jeszcze siedem ran sztyletem w oczy i gardło, aż pękła jej czaszka i wypadł z niej na trawę drogocenny kamień w kształcie serca nazywany nimfolitem. Kruk Wielogłów po raz ostatni rozłożył skrzydła i zakrakał, po czym przewrócił się z łoskotem na ziemię i skonał.

Morowity widząc zgon swego bożka, jęły rzucać broń i salwować się ucieczką, ścigane gradem strzał obrońców Biliny. Mopan wraz z Szojgunem i Oligarchosem jako pierwsi dali drapaka. Nie ulecieli jednak daleko, bowiem w ,,jaju płomienistym’’ ruszyli ku nim płanetnicy. Schwytali trójkę niegodziwców w sieci, po czym zarąbali ich szablami. Inni, późniejsi autorzy podają, że Mopan zginął trafiony piorunem ciśniętym mocarną ręką Jarowita.

Było już po bitwie. Zwłoki poległych, tak obrońców jak i najeźdźców ułożono pracowicie w dwa stosy, które następnie podpalono. Potem księżna wił zwróciła zagniewane oblicze ku czternastu morowitom, które trafiły do niewoli.

- Kra! Oszczędź nas, jasna pani! My tylko spełnialiśmy rozkazy! Nie chcemy umierać!

Mirosława II odpowiedziała im.

- Choć zasługujecie na śmierć, okażę wam łaskę. Nie będziecie jednak więcej szkodzić. - Władczyni wił wzięła do ręki złotą różdżkę.



Uniosła ją nad głowami jeńców i zanuciła pieśń czarodziejską. W miarę jak nuciła, morowity przybierały postać zwyczajnych kruków, aż w końcu całkiem przemienione, odleciały do Welesa za morze.


Pamięć o dzielnej Radygoi przetrwała w pieśniach wił i rusałek do końca ery dziewiątej i długo później, a jej dusza zamieszkała w Nawi Jasnej.


Oniricon cz. 800 Jubileuszowa

         Śniło mi się, że:



- ułożyłem wiersz: ,,Putin, fiucie, pochowamy cię w Kalkucie!'',

- wiktoriańscy autorzy pisząc o genitaliach używali łaciny i korzystali ze słowników,





- w erze dziewiątej w czasie wesela Jarowita i Perperuny, ludzie po raz pierwszy zaczęli tańczyć hopaka i inne tańce,



- kiedy Jena ov Blackeyova zerwała ze mną, wyrzuciłem do śmieci obraz Serca Jezusowego oraz karetę ze stangretem i końmi, która zamieniła się w zabawkę, UWAGA: To tylko sen, nic takiego nie zrobiłem,


- spotkałem na konwencie Małgorzatę Nawrocką i miałem ochotę sprawdzić jej wiedzę czy jest równie rozległa jak wiedza Andrzeja Sapkowskiego,



- idąc koło baru z chińszczyzną wyrzuciłem do śmieci ślimaki z ryżem, a potem chciałem tam wejść i zamówić coś smaczniejszego,



- Katrina z serialu ,,Dwa światy'' była mocno opalona i uśmiechała się błogo,

- idąc po schodach do domu puściłem bąka i bardzo wstydziłem się sąsiadów,



- dostałem od Mamy trzy poematy François Rabelaisa, pierwszy z nich był o Słowianach, wśród których żyli jogini, zaś drugi zatytułowany ,,Dwóch alkalii'' był satyrą na alchemików,



- w uniwersum ,,Gwiezdnych Wojen'' siwobrody starzec w ciemnoniebieskiej, powłóczystej szacie miał na swoje usługi małego, nagiego goblina z nosem w kształcie trąbki, który wyświetlał czołem odległe zdarzenia,


- w głębi hiperborejskiej puszczy znajdowała się szkoła wojowniczek walczących z demonami, na ich czele stała Mistrzyni Maria (wymyślone na jawie),



- Gawen walczył z trollami,



- w Szczecinie dziewczynka spotkała w domowej toalecie mężczyznę z głową foki, który mówił po estońsku,

- powiedziałem wydawcy mojego zbioru opowiadań ,,Dom'', że wymyśliłem Anatolija Rdzeniejewa; obdartego ze skóry Rosjanina żywiącego się żelazem w trakcie tworzenia fanfiku ,,Mistrza i Małgorzaty'',


- znalazłem w księgarni alternatywną wersję ,,Mistrza i Małgorzaty'' z wojną w Czeczenii w tle,




- Oscar Wilde napisał powieść o amoralnym estecie Dorianie Dexterze Grayu,



- pomalowałem się w barwy narodowe USA, Kanady, Ukrainy i Chorwacji, aby domagać się pokoju na świecie,


- pewna dziewczyna pomalowała się w barwy narodowe Egiptu, aby na świecie zapanował pokój,



- widziałem jak na szkolnym przedstawieniu król Sanjaya z Lechii zagrał jednego z Trzech Króli, dziwiłem się tym i miałem ochotę poinformować zakonnicę uczącą religii, że Sanjaya wyzywał Jezusa od Reptilian, zaś NMP Częstochowską nazwał ,,maskotką złych sił'', katechetka zaś zapytała mnie dlaczego nie mrugam,

- niechcący ukradłem portfel wujkowi Markusowi ov Küjvisowi, zaś ciocia Ursula ov Sienitica oglądając go mówiła, że jej syn, Andreus jest głupi,



- Robert Tekieli pisał w książce o homeopatii o wierzeniach związanych z czarnymi kotami, nazwałem go ,,antropologiem amatorem'' i chciałem pożyczyć jego książkę Voytakusowi ov Viernitisowi, który miałby mi z kolei pożyczyć swoją książkę o homeopatii,



- Witold Vargas i Paweł Zych napisali książkę ,,Mocarki'' o słowiańskich wojowniczkach, dowiedziałem się z niej, że Żaganna miała rude włosy, a także o czeskich Walaszce i Szarce, z powodu wojowniczki o tym samym imieniu sięgnąłem po ,,Żmijową harfę'' Anny Brzezińskiej,

- wbrew postanowieniu w czasie Wielkiego Postu zjadłem na śniadanie czekoladki, a później tego żałowałem, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie zdarzyło,



- za radą księdza skasowałem posta zawierającego modlitwę do NMP Królowej Kapłanów i postanowiłem nie zamieszczać więcej modlitw. 

Dzień Kobiet 2022

 


Wszystkim Czytelniczkom bloga w dniu Ich święta przypadającego na te parszywe czasy, chciałbym z całego serca życzyć, aby nigdy nie musiały uciekać przed wojną, kryć się przed nalotami, ani obawiać się gwałcących żołdaków, ale żeby zawsze mogły z nadzieją spoglądać w przyszłość. 

poniedziałek, 7 marca 2022

,,Hagazussa''

 

,,Pierwotnie słowo Perchten (liczba mnoga od Perchta) odnosił się do kobiecych masek przedstawiających świtę starożytnej bogini, Frau Perchta lub Pehta Baba jak to jest zwane w Słowenii. Niektórzy twierdzą, że mają związek z nordycką boginią Freyją, choć nie jest to pewne. Tradycyjnie maski wystawiano w procesjach (…) w ostatnim tygodniu grudnia i pierwszym tygodniu stycznia, a zwłaszcza 6 stycznia [...]’’ - ,,Przedchrześcijańskie tradycje alpejskie’’ na stronie: pl.axiomfor-wiki.com



W marcu 2022 r. obejrzałem austriacko – niemiecki horror ,,Hagazussa’’ z 2017 r. w reżyserii Lukasa Feigelfeda. Tytuł filmu oznacza wiedźmę w języku starogórnoniemieckim.



W górskiej wiosce w XV – wiecznej Austrii mieszkała główna bohaterka; Albrun, córka Marty. Mieszkała samotnie razem ze swoją matką. Obie kobiety otaczała niechęć sąsiadów, którzy pomawiali je o czary. Marta osierociła córkę, umierając na dżumę. Albrun pasła kozy (zwierzęta o diabolicznej symbolice), a sąsiedzi dokuczali jej. Miała tylko jedną przyjaciółkę. Od swojego proboszcza Albrun otrzymała malowaną ludzką czaszkę, którą przechowywała u siebie w izbie. Nawiasem mówiąc proboszcz zbierał ludzkie czaszki i piszczele, co może stanowić nawiązanie do Kaplicy Czaszek w Kudowie Zdroju, upamiętniającej ofiary min. wojny trzydziestoletniej. Albrun została zdradzona przez ,,przyjaciółkę’’, która wydała ją na łup gwałcicielowi. Po powrocie do domu Albrun ujrzała zmasakrowana zwłoki swojego kota (zwierzęcia, któremu również przypisywano związki z diabłem). Skrzywdzona kobieta postanowiła zostać prawdziwą czarownicą. Wrzuciła zabitego przez siebie szczura do źródła, aby rozprzestrzeniać zarazę. Rytualnie obnażyła się w swojej chacie. Utopiła w bagnie swoją małą córeczkę Martę (nikt nie znał jej ojca, więc podejrzewano, że był był nim inkub), zaś po powrocie do domu próbowała zjeść jej zwłoki (nawiązanie do motywu ludożerczej czarownicy z baśni braci Grimm). W końcu podpaliła swoją chatę.




,,Hagazussa’’ to film o uniwersalnym zjawisku kozła ofiarnego i mrokach pierwotnego pogaństwa wyzierającego spod cienkiej warstwy chrześcijaństwa. Nasuwają się tu na myśl słowa Freuda, że Europejczycy zostali ,,źle ochrzczeni’’.