poniedziałek, 5 maja 2014

Oniricon cz. XXXII

Śniło mi się, że:



- krzyczałem z bólu gdy zakonnica robiła mi operację,



- Brandon Muil napisał cykl książek, w których bóg ognia powołał drużynę herosów do walki ze złem; był wśród nich chłopiec - syn smoka i smoczycy pochodzący z Jerycha, ów chłopiec złożył swój podpis na egzemplarzu ,,Biblii'', a dwóch żołnierzy boga ognia weszło do jego łóżka,
- przez pomyłkę poszedłem do innego kina niż planowałem,
- istnieje polskie przysłowie: ,,Smutny jak Grzegorz na wiosnę'',
- kiedy Rumuni obalili Nicolae Ceaucescu jedynie ambasada chińska wyraziła protest,
- istnieje gdzieś wyspa, której mieszkańcy mogą rozmnażać się wyłącznie między sobą; jeśli ktoś spoza wyspy uprawia seks z miejscowymi kobietami, to zamienia się w wodę, lub zwierzę,



- gniewałem się na ks. Piotra Sawę, za to, że skrytykował film ,,Conan Barbarzyńca'', UWAGA: W rzeczywistości na liście ks. Sawy nie ma żadnych filmów o Conanie,



- moja Babcia napisała powieść podobną do książek Trudi Canavan,



- Elena Ceaucescu miała niebieskie oczy,
- w drodze powrotnej do domu zdjąłem buty i wchodziłem do każdej kałuży, oraz do fontanny,



- do Polski szlacheckiej przybyło megaterium, mówiące ludziom, że walczy ze zwierzęciem o nazwie ,,homolec''; przybył również gliptodont; jakaś szlachcianka bała się, że ten utonie, lecz nie utonął,



- dawni Polacy obchodzili na cześć Dziewanny święto winorośli,
- Anton Szandor La Vey początkowo był teozofem; widziałem jego grób gdzieś w Polsce,



- Stanisław Krajski komentował opowiadanie o wiedźminie,
- razem z Pavlasem ov Vidłarem wymyślałem imiona dla psów, takie jak Śmiga, Palusia, Ran, Milda, Azade, lecz żadne się nie spodobało (Pavlas proponował imię Rozalia),
- w Warszawie było trzęsienie ziemi i mówiono, że część miasta znalazła się pod ziemią,



- jakiś wojownik przyjął do swej drużyny wombata i nauczył go walczyć,



- narysowałem lato jako piękną kobietę w bikini, przed którą klęczało dwóch nagich mężczyzn z głowami tygrysa i rosomaka, którymi byli Voytakus ov Visnic i ja,



- w Krakowie otwarto nowe centrum handlowe, w którym sprzedawano produkty z fantastycznego świata np. mięso jednorożca w puszce, buty ze skóry smoka i nieznane w naszym świecie książki,
- kupiłem zbiór trenów zebranych z utworów Tolkiena, jakaś mała dziewczynka pytała mnie czy czytałem książeczkę o kotkach,



- latem pojechałem na plażę nad Zalewem Szczecińskim,



- byłem na wykładzie biologiczno - teologicznym o tasiemcach,



- Światosław skazał na śmierć wszystkich chrześcijan na Rusi Kijowskiej, zabijać miały ich min. czarnoskóre muzułmanki, chrześcijan obronił poganin Ilja Muromiec,



- w czasie II wojny światowej Czarnobóg walczył w obronie Polaków w Krakowie, Warszawie i na Kresach,



- w mitologii Białczyńskiego Kraków był świętym miastem.

Edmund Postmodernicki

Edmund Postmodernicki – bohater moich groteskowych fantazji z okresu gimnazjum. Po raz pierwszy pojawił się w moim wypracowaniu, które bardzo spodobało się polonistce, pani Annie ov Scareyovej.
Uczęszczał do gimnazjum w Psiej Wólce, prowadzonego przez dyrektora Piegłasiewicza (zarówno nazwę wsi, jak i nazwisko dyrektora zaczerpnąłem z ,,Potopu'' H. Sienkiewicza). Oprócz Edmunda do owej szkoły uczęszczali Adam i Ewa, Basia od Ruskich Garoni, Niemiec Gruby Hoss (jego pierwowzorem był niemiecki aktor, o którym moja śp. Babcia opowiadała, że powiedział kiedyś: ,,Herbaty, ja pękam!'') i Węgier Bieliźnisław Zaphaydany. Basia była Polką, lecz z powodu nazwiska musiała spać w jednym pokoju razem z Niemcem i Węgrem, przeciwko czemu się buntowała. Napisała na tablicy: ,,Mam ja Szkopa i Madziara, a chciałabym mieć polskiego huzara''! Basi pozwolono spać w jednym pokoju z innymi Polakami, dopiero gdy zmieniła nazwisko na Basia od Polskich Garoni.



Pewnego poranka nauczyciele i uczniowie gimnazjum w Psiej Wólce obudzili się bez … nosów. Te bowiem zastrajkowały, przeciwko planowanym odwiedzinom Grabiny Latryny, znajomej pana Piegłasiewicza (zapożyczyłem ją z opowieści płatających figle malarzy Bruna i Buffalmaccia z ,,Dekameronu'' Giovanniego Boccaccia). Grabina Latryna była starą, otyłą kobietą, całą oblepioną ludzkim kałem. Jasne, że cuchnęła niemożliwie i latały za nią muchy. Towarzyszyło jej dwóch pochlebców: Hiszpan Don Alonso Kupka i Polak Andrzej Fajda (,,Nie mylcie mnie z Andrzejem Wajdą – powiedział – bo pan Wajda robi filmy, a ja robię kupy'')1. Gospodarze nie mając nosów, zastąpili je słomkami do picia soków. Dyrektor Piegłasiewicz chcąc obrazić Grabinę Latrynę i skłonić ją do opuszczenia Psiej Wólki wywiesił napis: ,,Purytanie wszystkich maści i odcieni – łączcie się''! Jednak skutek był odwrotny od zamierzonego. W końcu zaproponowano grabinie, że będzie pachnieć i zwabi tym do siebie motylki zamiast much. Grabina zgodziła się na to, by ją wykąpano i faktycznie pachniała teraz tak ładnie, że przyleciały do niej motyle. Była wdzięczna dyrektorowi Piegłasiewiczowi za tą metamorfozę, zaś panowie Kupka i Fajda uciekli gdzie pieprz rośnie.



Innym razem gimnazjaliści, a zwłaszcza gimnazjalistki z Psiej Wólki, za karę za pokazywanie pępka, noszenie kolczyków w nosie i palenie ,,trawki'' zostali zamienieni w krowy. Zaopiekował się nimi Hindus mieszkający w Polsce, który karmił je indyjskimi, rządowymi plakatami wzywającymi do kontroli urodzeń. Zwierzęta walczyły ze złym Croitzweldem – Jakobem; demonem choroby szalonych krów i odzyskały ludzką postać.
Innym razem Edmund uparł się na lekcji religii, że chciałby mieć … miesiączkę (jego kolegę tak to rozśmieszyło, że zaczął skakać na czubku głowy. Gimnazjalista ubzdurał sobie, że jeśli nie będzie miał miesiączki, to poda Boga do Strasburga. Wreszcie postanowił polecieć do tego miasta. Wsiadł do samolotu i przez pomyłkę wylądował w Indiach. Zobaczył tam straszną nędzę, problemy prawdziwe, a nie wyimaginowane i zawstydził się swojej bluźnierczej głupoty.



Po rozdaniu świadectw, przyjechała po niego matka, aby zabrać go do domu na wakacje. Już mieli wracać autobusem, gdy nagle pojazd strzelił focha i oświadczył, że nie będzie przewoził ludzi, których nazwiska zaczynają się na ,,P''. Gdy współpasażerowie ujęli się za matką i dzieckiem, ich też autobus wyrzucił ze swego wnętrza. Źli poczęli ją gonić, ona zaś błyskawicznie wyewoluowała w geparda. Edmund uciekał na grzbiecie matki. Przed samosądem uratował ich sam Superman, który od jakiegoś czasu przestawił się na ratowanie zagrożonych gatunków zwierząt. Gdy spostrzegł, że gepard znów zamienił się w kobietę, rozczarowany wrzucił ją razem z synem do komina domu pana Postmodernickiego. Wówczas gnieżdżące się w kominie kawki zastrajkowały, zaś pan Postmodernicki wyciągnął żonę i syna z komina i zaczęły się wakacje.



W czasie letnich wakacji jadł dużo lodów, aż jego ojciec powiedział: ,,Kurczę pieczone, ty jesz za dużo lodów''! Edmund zapytał wówczas ojca, co ma do tego kurczę pieczone. Wówczas matka powiedziała, że kurczę pieczone pilnuje lodów w zamrażalniku. Wieczorem, mały Edmund postanowił to sprawdzić. Zajrzał do zamrażalnika i zobaczył … żywego i mówiącego kurczaka z rożna, którego się przestraszył. O sprawie dowiedzieli się obrońcy praw zwierząt i protestowali przeciwko trzymaniu żywego kurczaka w zamrażalniku.
Młody Edmund zobaczył na murze kartkę z napisem: ,,Chcesz być prawdziwym mężczyzną – p... rz armię!'' wystarał się o pieprz i poszedł szukać armii, by obsypać żołnierzy pieprzem. Stanął przed komisją lekarską, w której zamiast lekarzy były grube ryby w akwariach. Edmund nasypał im do akwariów pieprzu, one zaś chciały go zabić w komorze gazowej. W końcu poborowy zrezygnował z zamiaru posypywania żołnierzy pieprzem i poszedł w kamasze.
Edmund Postmodernicki początkowo pracował w Narodowym Instytucie Zbijania Bąków (NIZB). Uspokajam Czytelnika, że nie miało to żadnego związku z IPN – em, który uważam za instytucję potrzebną i godną szacunku. Dyrekcja karała niesubordynowanych, za mało leniwych pracowników, smarując ich chrzanem i sypiąc na to pieprz. Pan Edmund widział swego przełożonego jak leżał nagi na skórze niedźwiedzia z różą w zębach i błyskiem pożądania w oku. Porzucił błogie lenistwa w NIZB- ie i zatrudnił się w kamieniołomie. Napisał pamiętnik pt. ,,Żyję w Polsce po to aby, kamienie młotem walić''. Raz w czasie pracy, wykopał mówiącą, kryształową czaszkę, wykonaną przez Azteków. Wywiązała się rozmowa:
,,- Kto ty jesteś?
- Cristal czacha.
- Jaki znak twój?
- UFO swacha.
- Gdzie ty mieszkasz?
- Na orbiecie.
- W jakim kraju?
- W satelicie.
- Czym twa ziemia?
- Ej, ja tu zadaję pytania!''



Kryształowa czaszka zleciła panu Edmundowi 12 trudnych prac, takich jak np. zdobycie miodu lipowego z ucha Olgi Lipińskiej (,,Kto odwala lipę, ten niszczy przyrodę'' – powiedział o jej kabarecie pan Edmund), albo oczyszczenie z odchodów Dworca Głównego w Szczecinie (po latach zainspirowało mnie to do opisania Tatry oczyszczającej Kalsk).



Pan Edmund pojechał na wakacje do Grecji. Przez pomyłkę zamieniono mu bagaż z bagażem terrorysty z ETA. Na lotnisku w Atenach spotkał wiecznie niezdecydowanego celnika, który w prostej linii pochodził od Hamleta. Celnik nie mógł się zdecydować czy chce wizę, wizję, czy proszek ,,Vizir'', więc pan Edmund stracił cierpliwość. Powiedział, że jest bogiem Zeusem, który przybył by spłodzić nowych herosów z kobietami na lotnisku, w teczce zaś ma ,,pioruny ogniste''. Na te słowa obraziły się feministki z plemienia Amazonek. Rzuciły się na pana Edmunda, chcąc go rozszarpać. Pan Edmund broniąc się uderzył feministkę walizką w głowę. Wówczas wybuchła znajdująca się wewnątrz bomba należąca do terrorysty z ETA. Grecy uznali wówczas, że pan Postmodernicki naprawdę jest Zeusem i oddali mu pokłon. Bawiąc w Grecji, nasz bohater spotkał boga Dionizosa i wspólnie pili polskie piwo ,,Mocny Full'', jak łatwo się domyśleć, zapożyczone z serialu ,,Świat według Kiepskich''.
Raz w jego mieście władzę przejęła rosyjska mafia, która pozabijała policjantów i z ich ciał upiekła pierniki. Edmund walczył z ,,ruską mafią'', min. zrównując ziemię z domem i rozstrzeliwując jego lokatorów grochem z procy.



Innym razem udał się wraz z grubym Hossem i Bieliźnisławem, swoimi kolegami z gimnazjum do ,,Zachęty Sztuk Pięknych'' w Warszawie, której dyrektorem była wówczas Anda Rottenberg. Przyjaciele ujrzeli wówczas wiele rzeczy obrzydliwych i po prostu głupich, np. performance ,,artysty – terrorysty'', który strzelał do widzów i nazywał to sztuką. Oburzony pan Edmund poszedł złożyć skargę do samej Andy Rottenberg. Powiedział jej z oburzeniem: ,,Takie rzeczy to może pani pokazywać w Izraelu''!, a ona na to: ,,Czekaj Maciek, ja cię postraszę 'Midraszem'!””2

1 Don Kupka i Fajda zostali zapożyczeni z ,,Dekameronu''. Podobieństwo do Andrzeja Wajdy niezamierzone.
2 Zainspirowane wypowiedzią jednego z braci Kaczyńskich, która została skrytykowana w żydowskim czasopiśmie ,,Midrasz''.   

niedziela, 4 maja 2014

Dziewictwo


Dedykuję panu Michalusowi Avriliusowi ov Pinusowi 


,,Kto potępia małżeństwo, pozbawia także dziewictwo jego chwały; kto natomiast je chwali, czyni dziewictwo bardziej godnym podziwu i chwalebnym. To co wydaje się dobrem tylko w porównaniu ze złem, nie może być wielkim dobrem, ale to co jest lepsze od tego, co wszyscy uważają za dobre, jest z pewnością dobrem w stopniu najwyższym'' – św. Jan Chryzostom ,,O dziewictwie''

,, [Monika] Przypomniała sobie starą legendę. Tylko dziewica może okiełznać jednorożca.- No tak, straciłam cnotę – mruknęła.- Cnota to tylko płatek ciała, trochę krwi i kilka chwil bólu. - Zwierzę przemówiło jak wtedy, używając dialektu jej ludu. - Gorsza jest utrata niewinności... Naruszenie czystości ciała jest niczym w porównaniu ze zbrukaniem duszy […]'' - Andrzej Pilipiuk ,,Dziedziczki''

,, […] Każda instrukcja zawierała słowa, których nie rozumiał, albo wymagała nieosiągalnych składników, takich jak róg jednorożca czy krew rudowłosej dziewicy.Nie wiedział co to takiego dziewica – encyklopedia wuja informowała tylko, że to jedyna istota mogąca jeździć na jednorożcach, ale kawałek od nich mieszkała rudowłosa dziewczyna Dorothy Boggs. Miał jednak przeczucie, że ani ona, ani jej rodzina nie odniosą się przychylnie do prośby o dwie kwarty krwi, więc szukał dalej'' – Theodore Cogswell ,,Mur wokół świata'' [w]: Mike Ashley ,,Wielka księga fantasy cz. 1''



Jaką rolę odgrywają dziewice w mojej mitologii? W języku starokrasnym dziewica to ,,virkena'' (jej męski odpowiednik to ,,virkenus''). Tinezyjska litera ,,V'' przypomina stylizowany kwiat lilii – symbol dziewictwa (stąd nazwa: ,,lilienaya pükeva). Mokosza i inne Enki; żony Enków, przez prosty lud błędnie zwane boginiami miały moc odzyskiwać dziewictwo, niczym greckie boginie Hera i Afrodyta. Mokosza i Jurata chętnie zakładały białe suknie. Władająca lasami i leśnymi zwierzętami Dziewanna Šumina Mati, żona Boruty jeździła na jednorożcu. Morowa Dziewica to przydomek Zarazy, córki Mar – Zanny. Również rusałki miały moc odzyskiwać dziewictwo tak jak niebiańskie nimfy hurysy z wierzeń arabskich. Kiedy w erze jedenastej zgwałcona dziewczyna Ruta utopiła się i zamieniła w rusałkę, znów stała się dziewicą (z bohaterek polskiej fantastyki, dziewictwo odzyskała przeniesiona w czasie z XIX do XVI wieku i zgwałcona przez duńskiego kata polska szlachcianka Helena Korzecka; pisze o tym Pilipiuk w cyklu ,,Oko jelenia''). W powieści ,,Tatra cz. I Misja'' opisałem jak tytułowa bohaterka niezgodnie z kanonem, udusiła włosami króla wąpierzy Erydana. Scenę tę należy rozumieć symbolicznie. Rozpuszczone włosy są tu symbolem dziewictwa (św. Hildegarda z Bingen nakazała swoim zakonnicom przystępować do komunii z rozpuszczonymi włosami, w białych szatach, koronach i klejnotach i to właśnie zainspirowało mnie do popełnienia tego opisu). Tak jak Tatra zwyciężyła wampira, tak z łona innej dziewicy – Maryi wyszedł Ten, który zwyciężył diabła. Symbolem dziewictwa kapłanek Mokoszy były ich białe szaty, wieńce z lilii, oraz pierścienie z wizerunkiem jednorożca. W Roxie dziewicami były korgorusze – kapłanki Kołowierszy (ich pierwowzorem były rzymskie westalki). W mojej twórczości pozytywni bohaterowie zachowują czystość przedmałżeńską. Żyjące w erze trzynastej słowiańskie królowe Wanda i Libusza złożyły śluby dziewictwa i je zachowały. Libusza poślubiła wprawdzie Biwoja, ale nie mieli zamiaru skonsumować małżeństwa. Biwoj zresztą wkrótce potem zginął broniąc Bohemii przed najazdem Rzymian. Król Analapii, Popiel II Gnuśny mimo że miał jedną żonę, Niemkę Brunhildę Ryxę, zwykł deflorować dziewice, co nazywał ,,zrywaniem wianków, aby nie więdły''.




Śniło mi się, że w USA miał miejsce Bal Dziewic, wszystkie dziewczęta były bose i ubrane na biało, niektóre liczyły sobie ok. 5 lat, a ich ojcowie ślubowali, że będą ich bronić. 


,,Baśń nad baśniami''

,,Wojsko ohydne jakieś, wrzeszcząc przez mgłę leci
Pod zamek: wojsko konne małych, żółtych ludzi,
Sprośnymi okrzykami północ głucha budzi;
Oczy ich małe tak się jarzą jakby świece,
Czapki z futra ogromne, kwadratowe lice,
Kożuchy na nich wełną na wierzch wywrócone,
Pod nimi konie małe, a jak wilki wrone'' – Wojciech Dzieduszycki senior ,,Baśń nad baśniami''.



W 2009 roku przeczytałem książkę Jakuba Zygmunta Lichańskiego ,,Opowiadania o … krawędzi epok i czasów Johna Ronalda Reuela Tolkiena''. W owej książce najbardziej zainteresowały mnie końcowe rozdziały o młodopolskim poemacie fantastycznym ,,Baśń nad baśniami'' pióra Wojciecha Dzieduszyckiego seniora (1845 – 1913); polskiego polityka, pisarza i filozofa działającego w Galicji. Tytuł utworu nawiązuje oczywiście do biblijnej ,,Pieśni nad pieśniami'', tematyka zaś dotyczy legend słowiańskich, a w szczególności polskich. Lichański zamieścił również tekst Dzieduszyckiego o wierzeniach ludowych z terenów Galicji Wschodniej.
Owe przypomnienie zapomnianego polskiego utworu, rozpaliło moją wyobraźnię, stając się zarzewiem wielu nowych pomysłów, które zamierzam wykorzystać w przyszłości. Oto one:



- z poematu zapożyczyłem dwie piękne czarownice Sapuchę i Welindę, córki Baby Jagi,


- eponim Czech miał żonę o imieniu Rosa,



- Wanda urządziła w Gdańsku turniej rycerski, na który przybyli rycerze Okrągłego Stołu, Amadis z Galii, Odon, Roland, Perceval, Lohengrin, Achilles, Samson, Hektor, Tezeusz, Agenor, książę halicki i wiele innych, w tym Rytygier, Wanda pokonała w zawodach ich wszystkich z wyjątkiem Rytygiera,




- Marzena została przez Złe Dziwo porwana i uwięziona na szczycie Szklanej Góry. Mówi o tym wiersz:

,,Marzanna jak umarła jest. Świat się wyludnia
I niemieje od dymu, co wyszedł z ust karła;
Sredno pomyślisz, że to już Polska umarła,
I że to niebo nad nią łzy okrągłe roni,
Zanim białym całunem śniegu się osłoni.
Dziwo znów się zaśmiało i ze szczytu skały
Zwycięsko popatrzyło na ten świat skostniały'' – op. cit.

- król Wołod (Włod) sędziwy pan na Szklanym Zamku, pił i ucztował razem z bohaterami, był nieśmiertelny jedząc cudowne pierniki pieczone przez jego żonę,


- gigantyczny jeleń Tur (w jego porożu mieściła się mała karczma, a w niej gospodyni Repycia warząca napój dający nadludzką siłę (przy stole Wołoda należało wypić z jednego pucharu półtora wiadra młodego wina, tyle samo miodu i tyle samo musującego piwa).

sobota, 3 maja 2014

Wspomnienie na 3 Maja

W 2004 r. pojechałem z Mamą i katechetą, panem Andreusem ov Leovishinerem do Warszawy, aby wziąć udział w konkursie filozoficznym. Trochę zwiedzaliśmy miasta. Odwiedziliśmy min. w katedrze pod wezwaniem św. Jana. 3 maja 1791 roku w święto Maryi Królowej Polski, obchodzone na pamiątkę ślubów lwowskich Jana Kazimierza, w owej świątyni odbyło się zaprzysiężenie posłów na nowo uchwaloną konstytucję. Owa konstytucja była jak się podaje druga na świecie po amerykańskiej i pierwsza w Europie przed francuską, aczkolwiek czytałem w pracy ,,Dzieje Szwecji'' szwedzkiego historyka Ingvara Andersona, że konstytucja szwedzka była wcześniejsza niż polska. Był to dokument, który chwalili ludzie tak różni jak teoretyk konserwatyzmu Edmund Burke, jak też socjalista Karol Marks. Zapoczątkował długofalowy proces reform w Polsce, które niestety nie doszły do skutku. Jako Polak jestem szczęśliwy, że dane mi było przebywać w miejscu związanym z tym doniosłym wydarzeniem.



Sława Polsce i jej królowej Maryi!
Fama alden Palana ad siena roykova Mariya!
Slava Palsce i jej kralicej Marijej!

piątek, 2 maja 2014

Święto Flagi Narodowej oczami ,,mitołga''

Flaga starożytnej i wczesnośredniowiecznej Analapii, w okresie od panowania Lecha I Dalmackiego do Mieszka I, przedstawiała słup czerwony w polu srebrnym. Barwy te, podobnie jak obecne barwy narodowe Polski, wyobrażały honor i krew przelaną w jego obronie. W godle Analapii znajdował się biały orzeł Tinez w polu czerwonym, noszący koronę ze złotych płomieni, zaś na jego piersi wyobrażony był słowiański symbol ,,kras'', dziś znany pod nazwą ,,ręce Boga''. W szponach Tinez trzymał miecz z zęba smoka Rykara (prasłowiański odpowiednik Szczerbca), oraz gałązkę oliwną. W godle umieszczona była też dewiza: słowo ,,sława'' zapisane w mowie starokrasnej, słowiańskiej, germańskiej, celtyckiej i sarmackiej. Pieśń ,,Bogurodzica'',  uznawaną za najstarszy hymn Polski, nie napisał ani św. Wojciech, ani św. Bruno z Kwerfurtu, ale ułożył ją sam Mieszko I, w księdze ,,Codex vimrothensis'' nazywany ,,Dawidem Północy''.



Sława Polsce i Jej fladze!
Fama alden Palana ad Siena propora!
Slava Palsce i Jej stanicy!

Summa creaturis


,,Czapeczka czerwona
Kosa rozpuszczona,
Ach, to dziwożona!
Jako śmierć złośliwa
I jak wiatr pierzchliwa
Podsunie się skrycie,
Ukradnie wam dziecię
I zniknie zdradziecko
[…]
Góralko nadobna
Pochwyci cię z lesie,
Pod ziemię zaniesie
[…]'' - Seweryn Goszczyński ,,Sobótka''



,, […] Pobudzona wyobraźnia podpowiadała straszne historie o 'złym' co siedzi w dziuplach i czyha na śmiałków, by zwieść ich na manowce, czy o dziwożonach, świteziankach i wodnikach, wciągających z chichotem nieostrożnych w głąb topieli'' – Rafał Skoczylas ,,Leśne spotkania''.

Oto niektóre istoty żyjące w erze dziewiątej. Większość z nich została zrodzonych przez Mokoszę – wyjątkiem są tu orgi – potomkowie Boruty i Dziewanny, świtezianki wywodzące się od Dennicy, siostry Swaroga i Srebronia, oraz necki – córy Juraty.



Baby wodne miały postać sędziwych niewiast rasy ludzkiej, lecz ich krew była niebieska, oprócz płuc posiadały też skrzela, umiały zamieniać się w Światło, a ich utracone części ciał odrastały, co upodabniało je do rusałek. Podobnie jak bezczasowo młode nimfy; najady, driady, hamadriady, meliady, oready i okeanidy, w czaszkach miały nimfolity, w przypadku bab wodnych noszące nazwę ,,starec''. Ich mężami były dziady wodne – wodniki przez całe życie mające postać siwych i noszących znamię późnego wieku mężczyzn o długich brodach, w które wplecione były wodorosty i muszle. Istoty te szanowano dla ich mądrości, często zasiadały w radach królowych rusałek. Samemu w większości nie mogąc rodzić, opiekowały się położnicami. W czasach Goplany III, która postawiła rozpustę i wszelkie formy dzieciobójstwa na piedestał jako rzekome cnoty, baby wodne, wierne Mokoszy, odmówiły udziału w orgiach i zabijania dzieci przed i po narodzeniu, za co były bezlitośnie mordowane przez kikimory, błotnice i inne straszydła służące wyuzdanej królowej, co znalazła śmierć w potopie smoły. W kronikach zapisały się Babula z ery jedenastej, o której wspomnę w innym miejscu i Ksantypa, przez Słowian zwana ,,Dyką Babą''. Mieszkała ona w jeziorku koło Aten i z pomocą czarownicy przybrawszy urodziwy wygląd, omamiła filozofa Sokratesa, który pojął ją za żonę. Jej czarodziejska uroda przeminęła już na drugi dzień, a całe wspólne życie było wypełnione połajankami żony, za to, że mąż miast dostarczać jej strojów i klejnotów, wędruje i ,,ględzi trzy po trzy'' jak sama powiedziała. ,,Z lękiem to piszę, aby nikogo nie zniechęcić do małżeństwa'' – wyznał pan Innowojciech Błyszczyński w ,,Codex vimrothensis''.
Dziwobaby; nie należy ich mylić z dziwożonami, czyli rusałkami. Nosiły suknie do kostek, najczęściej białe i z grubsza przypominały niewiasty ludzi. Jednak ich ohydne piersi przerzucone przez ramiona sięgały pięt i wiły się jak węże (dla porównania: mamuny miast piersi miały żmije). Dziwobaby patrzyły trojgiem oczu; parą w tym miejscu gdzie mają ludzie i jednym na czole jak u Cyklopów, Arymaspów i żyjących w erze trzynastej ludożerców z plemienia Taj – Ohar, podległych chanowi Tartarii. Choć nie wszystkie były złe, wiele z nich służyło Rykarowi. Zadawały śmierć dusząc swymi obrzydliwymi piersiami, łaskocząc jak kazytki, a także potrafiły zatańczyć na śmierć, niczym żyjąca w erze trzynastej rusałka Wanda Przepiórczewska Rätgarda von Hintertischa. Mężów brały z dziwodziadów i dziwochłopów; starych i młodych wodników o trzech oczach. Inni twierdzą, że ich partnerami były Čorty, takie jak Inkub (Incubus).


Grochowa Matka – na jej temat ,,Nymphologia'' Mikołaja Rymwida i ,,Codex vimrothensis'' podają niewiele informacji, a te są rozbieżne. Opisują ją jako rusałkę w białej sukni o długich włosach barwy czekolady, która mieszkając na polu grochu, karmiła tam swoje dzieci.



Jordanki to najady (nimfy wodne) z rzeki Jordanus w Międzyraju. Jak od wszystkich rusałek, biło od nich nieziemskie piękno, a ich włosy były długie i czarne. Każda jordanka rodziła się razem z młodą panterą w cętki. Nimfy i zwierzęta rosły razem do czternastej wiosny życia. Wtedy to zabijano i zjadano lewarta, a jego skóra miała służyć jordance za okrycie do końca jej dni, miast dotychczasowej białej sukni. Istnieje opowieść o najadzie z rzeki Jordanus, co nie chciała by zabito zwierzę, wraz z którym opuściła łono matki. Razem ze swoim lampartem opuściła rzekę i udała się gdzie indziej, a jej imię notowane przez ,,Codex vimrothensis'' brzmiało Velita.



Neckami nazywano nimfy morskie z Morza Północnego (Mare Nordis). Miast nimfolitów miały w głowach opale, zwane ,,nyxsztynami'' (Nyxowie to plemię rusałek i wodników z Dalekiego Zachodu). Ich cera przypominała alabaster, oczy szafiry, a długie, puszyste włosy – złoto. Jak wszystkie morskie istoty pochodziły od Juraty, której wraz z jej oblubieńcem Swarogiem oddawały większą cześć niż Mokoszy i Świętowitowi. Podobnie jak rusałki uwielbiały radość, śpiew i pląsy, nieraz wychodziły na brzeg by uczestniczyć w zabawach mieszkańców lądu. Nosiły białe suknie szyte z morskiej piany, które na lądzie były mokre jeno u dołu. Jurata obdarzyła je zdolnością lotu i przybierania różnych postaci.



Orgi (orgowie) to potomkowie Boruty i Dziewanny Šumina Mati. Byli wśród nich sami mężowie, którzy brali niewiasty z innych ras. Pojawili się już w erze czwartej, a ich wygląd był przerażający. Przypominali mężów

,,silnych, grubych, barczystych, o brzuchu obwisłym, krótkich nogach i płaskich stopach. Orgowie mieli grube kości i brody przyrośnięte do piersi. Z ust sterczały im zęby jak u dzików, a z tyłu mieli końskie ogony. Ich obyczaje były grube, nie mieli nauki ni sztuki'' - ,,Codex vimrothensis''.

Choć nie wszystkie były złe, rusałki obawiały się ich. Przypisywano im, podobnie jak satyrom, wielką lubieżność, a nazwę rasy wywodzono od orgii. Jakkolwiek by było, paru z nich brało udział w sprośnych zabawach Goplany III.



Panny wodne niezmiernie przypominały rusałki. Miały jednak przed sobą tysiąc, lub dwa tysiące lat, miast dziewięciuset, miast nimfolitów w ich czaszkach znajdowały się perły, a ich głów w żadnym wieku nie zdobiły barwne deltoidy, będące oznaką starości, nieco innej niż u ludzi. Potrafiły zamieniać się w Światła, odtwarzać utracone części ciała i śpiewać pięknie niczym syreny. Nosiły białe lub srebrzyste suknie, które szyły z chmur i zalegających nad jeziorami mgieł. Ich klejnotami były krople rosy zamienione w perły. Włosy panien wodnych, długie i miękkie jak kitajka, złote, czarne, rude, lub brązowe, podobnie jak włosy rusałek cichutko grały upajającą muzykę. W erze trzynastej Polak Teodor Kuruszkiewicz , miłośnik ,,Nymphologii'' i ,,Aquariustyki'', które Mikołaj Rymwid napisał w XIX wieku, posłyszawszy pogłoski, że nocą na jednym z jezior w Prusach Wschodnich widywano pląsające nimfy, udał się tam i zanurkował we wskazanym jeziorze. Spędził długie lata na dworze królowej panien wodnych, a gdy wrócił na powierzchnię, było już po wojnie i jezioro znalazło się w granicach Polski. Kuruszkiewicz opisał spędzone lata w książce ,,Panny wodne'', lecz nikt nie dał mu wiary i zmarł w nędzy, szykanowany przez władze.
Praczki – płaczki, zwane ,,beksami – lalami''. ,,Beksa – lala pojechała do szpitala, a w szpitalu były dzieci i kopnęły ją do śmieci'' – taki wierszyk słyszałem w dzieciństwie. Nazywane również ,,płaksami'' (plaxen) czciły Rykara i wywodziły się od rusałek, które z rozkazu smoka Čortieńska zostały poddane zabiegom czarodziejskim i torturom przez złego wodnika Moczara, lub nawet jego brata Perepłuta, co jest nieprawdą, bo Perepłut zawsze wiernie służył Borucie. Wyglądały szkaradnie. Miały postać podeszłych w latach, lecz krzepkich niewiast, ich twarze przypominały małpie pyski, a oczy były wyłupiaste i czerwone. Włosy długie i czarne, cuchnące gnojówką. Ręce i nogi chude i żylaste; sześciopalczaste dłonie i stopy zakończone orlimi szponami jak u mor, mamun i czarownic. Ich tułowie pokrywały kolce jeży, lub włochatych gąsienic ,,liszek'', czasem małpie lub wilcze futro. Obrzydzeniem napawały ich piersi; szare i pokryte gdzieniegdzie krasnymi wrzodami, oślizgłe jak ślimaki, przerzucone przez ramiona, lecz nie sięgające pasa, jeno pępka i wijące się jak węże (dla porównania, żmije, które mamuny miały w miejscu piersi potrafiły zionąć ogniem lub mroźnym powiewem). Prowadziły nocny tryb życia, nad rzekami i jeziorami bijąc w wodę piersiami giętkimi jak ślimaki, lecz twardymi jak drewno, lub kijankami – kawałkami drewna używanymi do prania. Przy tej robocie płakały jak bite dzieci; może żałując swych zbrodni, a może wabiąc następne ofiary? Potrafiły też wyć, skomleć i chichotać jak owe krokoty, w których jaskini królowa Tatra powiła sześcioro dzieci w trzech kolorach skóry. Jeśli ktoś im się nawinął, tego z grubiańskim śmiechem biły na śmierć piersiami lub kijankami, a następnie pożerały. Ubite na proszek kości sprzedawały czarownicom. W późniejszych erach nieraz porywały ludzkie dzieci.



Salamandry to niezwykłe płazy, zrodzone przez Mokoszę pod koniec ery drugiej, bądź na początku trzeciej. Smoki zionęły ogniem, feniksy, czyli żar – ptaki odradzały się w płomieniach, zaś salamandry po prostu w nim żyły. Miały postać niewielkich smoków lub jaszczurek, czasem rogatych, lub nawet dziesięciookich. Wiele salamander spotykano pod ziemią, gdzie żyły otoczone szacunkiem gnomów. W erze trzynastej jedna z nich zagościła na balu wydanym przez Wolanda jako sztukmistrz przebywający w kominku.

,,Oprócz tych salamander są też pospolite salamandry plamiste, w Montanii zwane 'jaszczurkami deszczowymi', salamandry czarne z Alpenlandu, a podobno nawet – salamandry z Sinea i Cipangu większe od niziołków i krasnoludów. Żadna z nich nie jest odporna na ogień, chociaż te plamiste są nazywane przez Germanów 'ognistymi' z racji 'ognistych barw' i ukrywania się w kłodach przeznaczonych na opał'' – Kosa Owinniczew ,,Animalistyka''.

Słowem ,,salamandra'' oznaczano również drogocenną, odporną na ogień tkaninę, według Owinniczewa pozyskiwaną z futra ogromnych, białych szczurów z Sinea, które żyły w ogniu i dla, których zabójcza mogła być choćby jedna kropla wody. Jak podaje Marco Polo taką salamandrę ofiarował Kubilaj – chan dla Papieża, a było to w erze trzynastej.



Stije, zwane ,,stichijami'' żyły w jeziorach, rzadziej w rzekach, najczęściej na południe od rzeki Erydanu. Miały postać niezwykle urodziwych panien, których sięgające pięt włosy barwy czarnej, rudej, złotej, brązowej lub ciemnozielonej, wiły się jak węże. W większości były to istoty czułe i delikatne, nikomu nie wadzące. Jedynie niektóre z nich, służąc Rykarowi i własnej złośliwości używały swych włosów do topienia, najchętniej mężczyzn. Były to jednak wyjątki, a często nawet te stije, które topiły mężów, robiły to bez złej woli, po prostu nie wiedząc, że ci nie mogą żyć z nimi w wodzie. Podstawowym źródłem służącym poznaniu tej rasy jest ,,Księga stijska'' Ljudjewita Markova z Wojwodiny, żyjącego w XVII wieku, tak jak pan Innowojciech Błyszczyński, Polak. Zakochana stija Ałena wciągnęła go pod wodę i tam począł zgłębiać tajniki ich życia, aż po wielu latach napisał ,,Księgę stijską'' , za którą ich królowa Dzivus Grające Włosy nagrodziła go herbem Dziwożyrafa, przedstawiającym żyrafę, mającą latarnię zamiast głowy (zwierzę to było ulubieńcem królowej). ,,Księga stijska'' podaje, że jakoby sama królowa Tatra była stiją, jako, że udusiła włosami króla wąpierzy Erydana, czego przecież żadna ludzka niewiasta nie potrafiłaby zrobić. Inne źródła (,,Codex vimrothensis'', encyklopedia ,,Obraz świata'') widzą w tym opisie scenę symboliczną; rozpuszczone włosy, biała suknia, korona i klejnoty to symbol dziewictwa Tatry.

,,Podobnie w naszym prawdziwym Zakonie, Bóg z łona Dziewicy wywiódł upadek imperium diabła''

- uczył w XVII wieku ks. Aleksander Solewicz. Opowiada się również o żyjącej w erze dwunastej stiji Strumie, co od najmłodszych lat marzyła by poznać świat ludzi. Wreszcie w piętnastej wiośnie życia, skróciła włosy tak, że sięgały jej do pępka, ubrała białą suknię uszytą z chmury przez zaprzyjaźnioną Płanetnicę i pożegnawszy ojca – wodnika, macierz i siostry ruszyła w świat. Ostrzegano ją, że na lądzie jest wielu złych mężów, którzy krzywdzą niewiasty dogadzając swym chuciom, toteż ukryła we włosach brzytwę do obrony. Dalej opisuje się jak w karczmie broniła się ową brzytwą, rozcinając twarz rozpustnikowi, a potem gojąc jego rany swą modrą krwią. Markov pisze też o jej walce z ogromnym wężem Šujem, który służąc Gorynyczowi, porywał ludzi i ich zwierzęta. Ich bój był długi i zacięty; wąż choć raniony brzytwą zdawał się nieśmiertelny. Tymczasem przechodził miedzą człowiek Pagano z Karelii, który poproszony o rozstrzygniecie sporu, przyznał rację Šujowi, wiedząc, że niesłusznie. Bał się bowiem, że jeśli truś zabije stiję, to i do niego się dobierze, mszcząc się za sprawiedliwy wyrok. Jednak stija wezwawszy pomocy Ageja, skończyła bój i odcięła łeb trusia brzytwą, a heros Pagano z Karelii ze wstydu stał się czerwony jak burak. Przygody Strumy kończą się poznaniem chłopa Drzazgi, który się utopił i został wodnikiem. Wodnik i stija pobrali się, bo wielka i stale rosnąca była ich miłość. Zamieszkali w rzece w kraju Antów i Traków, która po śmierci Strumy otrzymała jej imię i do dziś płynie po bułgarskiej ziemi.



Sylfidy, przez Słowian zwane ,,wiłami powietrznymi'' miały postać niewiast rzadkiej urody, podobnie jak Wiły z wód i lasów. Jednak w przeciwieństwie do nich, mających jedną nogę jak koza, wiły powietrzne miały jedną stopę ptasią, a drugą ludzką. Nosiły suknie białe szyte z chmur, szare z mgły, niebieskie z błękitu nieba, różowe ze wschodów i zachodów Słońca, wreszcie czarne z mroku nocy, a ich klejnotami były chorsyt i małe gwiazdeczki prosto z nieba. Bardzo rzadko schodziły na ziemię; wtedy najczęściej brały sobie mężów, również z ludzi. Choć nie miały skrzydeł jak huremy, ani mioteł czy innych pojazdów niczym czarownice, potrafiły sprawnie i szybko latać podobnie jak Płanetnicy. Zmęczone odpoczywały w chmurach. Mocą Mokoszy były władne przybierać różne postaci ptasie, a w szczególności samotek.



,,Samotki przypominają wilgi, lecz są białe, a ich dzioby i nogi – złote. Na główkach mają kostne grzebienie ze złota. Ptaki te słyną z tego, że czasem wzbijają się tak wysoko w przestworza, że nie potrafią już opaść na dół. Przypominają w tym dusze, namiętnie poszukujące miłości Ageja, lecz nawet najdoskonalsi mogą upaść – jak powiadają kapłani – i bezpieczni będziemy dopiero w Nawi Jasnej'' – K. Owinniczew ,,Animalistyka''.



Świecznice to tajemnicze panie bagien. Przypominały rusałki o czarnych kosach, odziane w kir. Jednak ich piękne twarze zakrywały czarne maski z żelaza, przez które jeno zielone oczy świeciły jak u kota. U pasa nosiły szable do obrony przed kikimorami i innymi potworami, a w ręku świecę, lub latarnię. Służyły pomocą wszystkim zabłąkanym na bagnach, lecz wypalały oczy tym co im nie dziękowali.



Świtezianki:

,,Ponad srebrzyste Świtezi błonie
Dziewicza piękność wytryska
Jej twarz jak róży bladej zawoje,
Skropione jutrzenki łezką;
Jako mgła lekka, tak lekkie stroje
Obwiały postać niebieską'' – A. Mickiewicz ,,Świtezianka''.

Enka Dennica (Zviezda Dennica) przez Greków zwana Eos, a przez Rzymian Aurorą, z mandatu Ageja była panią poranka i to ona czyniła go takim pięknym. Pewnej zimy chcąc się ogrzać, usiadła przed Słońcem, dopiero co rozpalonym przez Swaroga i wyciągnęła swe białe dłonie. Było to niedługo po tym jak Mokosza powiła Europę i Bałkana Łobastę, a zima była bardzo sroga. Dennica z lubością ogrzewała się przed ogniskiem płonącym na niebie, gdy wtem – czy to przez nieuwagę czy z innej przyczyny, poparzyła sobie dłoń, na szczęście lekko. Z tej to przyczyny poczęła i w dziewiątym miesiącu zeszła na ziemię i na brzegu jeziora Świteź na krywickiej ziemi powiła cztery urocze dziewczynki, we wszystkim podobne do rusałek. ,,Jesteście córkami Świtu i urodziłam was nad jeziorem Świteź; przeto nazywajcie się świteziankami''! - rzekła Dennica szczerze miłująca swe dzieci. Nazwała je Ninia, Płomienka, Beločka i Ważka. Gdy dorosły, rozeszły się do innych jezior, stały się żonami wodników i dały im dzieci. W innej wersji ich dobroć i prawość zostały nagrodzone przemianą w cztery Zorje (Zorze). Miały zostać porwane do nieba przez trąbę powietrzną, dzieło Pochwista i tam zostały posłankami Jarowita i Swaroga, u tego ostatniego służyły także jako odźwierne. Wypełniając swe zadania, mogły pędzić niemal jak myśl, dzięki szatom z piór trzech białych orłów: Jaroga, Tineza i Tineza Dwugłowego. Gdy spieszyły nieść pociechę i wezwania, często napastowali je słudzy Čortlandu; smoki, ażdachy, wąpierze, ały, kery, larwy, latawce... Zorje miały jednak na nie swoje sposoby. Raz jedna z nich, mocą Ageja, uśpiła bandę ażdach przecudnym głosem.



Wiły górskie, zwane ,,zagorkiniami'' przypominały Čartów, to jest nagich, leśnych mężów z koźlimi głowami. Zagorkinie tymczasem były smukłymi dziewojami o głowach kozic. Nosiły stroje z kolorowych batystów, na które zakładały serdaki, złote i srebrne pasy wysadzane drogimi kamieniami, a na nogi zakładały spiżowe nagolennice ze srebrnymi klamrami niczym Amazonki z ery dwunastej i trzynastej. Ich bronią były łuki, włócznie i ciupagi, a także sieci. Ze zręcznością kozic poruszały się wśród skał. Lata walk ze smokami, pankami, strzygami, a nawet oreadami (rusałkami górskimi) uczyniły je nieufnymi. Niechętnie wpuszczały obcych w swe rewiry, zawsze jednak pomagały zabłąkanym lub ofiarom lawin. To odróżniało je od Čartów co służyły Rykarowi i tchórzliwie napadały na inne istoty.
Wymieniłem tu jeno niektóre z istot ery dziewiątej, ale i to daje pojęcie o obfitości życia w czasach przed stworzeniem człowieka.