piątek, 26 lipca 2013

Onkosfera

Onkosfera jest typem larwy występującym u tasiemców - grupy robaków płaskich (płazińców), których znanymi ze szkolnych lekcji przedstawicielami są tasiemiec uzbrojony (posiada przyssawki i haczyki) i tasiemiec nieuzbrojony (posiada tylko przyssawki). Nie muszę chyba opisywać wyglądu dorosłych tasiemców. Występuje u nich samozapłodnienie, w wyniku którego powstają miliardy jaj; cykl rozwojowy tasiemców to prawdziwy hazard, w którym wygraną stanowi przeżycie choć jednego osobnika. Z jaj powstają onkosfery, których wygląd zupełnie nie przypomina form dorosłych. Są one owalne lub okrągłe, występują w organizmach żywicieli pośrednich (dla tasiemca uzbrojonego rolę taką odgrywają świnie, a dla tasiemców nieuzbrojonych - krowy; człowiek zaraża się jedząc surowe mięso tych zwierząt). Wyjątkiem są onkosfery min. tasiemca karłowatego, występujące już w organizmie żywiciela ostatecznego. Komórki tworzące ciało onkosfery nie są zróżnicowane. Tylny biegun ciała omawianego rodzaju larwy posiada 3 pary haków, którymi onkosfera przedostaje się z układu pokarmowego do naczyń krwionośnych, gdzie przekształca się w wągra, czyli w formę młodocianą tasiemców, które ukrywając się w mięsie czekają, aż zostaną zjedzone przez żywiciela ostatecznego, aby w jego układzie pokarmowym resztę życia spędzić jako dorosły tasiemiec. Płazińce te nie mają układu pokarmowego bowiem chłoną składniki odżywcze całą powierzchnią ciała, które przed strawieniem chroni warstwa ochronnej kutykuli. Samo ,,podkradanie'' pokarmu żywicielowi nie jest jeszcze niebezpieczne; jedząc trochę więcej można ten problem załatwić bez większych problemów. Niestety nie możemy tolerować tasiemców w swoich żołądkach, z powodu ich odchodów i ruchliwości. Na szczęście łatwo można się przed nimi uchronić - nie należy spożywać surowego i niebadanego na obecność pasożytów mięsa. 



Nie jest rzeczą dobrą nawożenie pól ludzkim kałem, bowiem pasące się tam bydło i trzoda chlewna mogą połknąć jaja, lub onkosfery tasiemców.

Larwy

Cytowana już Zuzanna Stromenger omawiane zjawisko zilustrowała przykładem terminu ,,larwa''. Obecnie wszyscy wiedzą, że to słowo oznacza młodocianą formę owada, płaza, lub innego zwierzęcia. Larwą jest onkosfera (tasiemce), gąsienica (motyle), lub kijanka (płazy). Mało osób wie, że w mitologii greckiej larwy były upiorami tak jak rzymskie lemury, czy prasłowiańskie strzygi. Po łacinie maska to właśnie ,,larva'' i słusznie bowiem larwy są jakby ,,zamaskowanymi' osobnikami dorosłymi. Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego ma to miejsce? Proszę sobie wyobrazić grupę ludzi o ograniczonych zapasach pożywienia, wystarczającego tylko na krótki czas. Część z nich rezygnuje z pobierania wspólnego pokarmu, przestawiając się na żywność alternatywną (np. na morzu będą to ryby zamiast chleba) i dzięki temu zapasów wystarczy na dłużej. Podobnie jest w świecie zwierząt; larwy często pobierają inny rodzaj pokarmu niż osobniki dorosłe np. kijanki jedzą glony (w przypadku żaby łopatonogiej istnieje kanibalizm w przypadku deficytu glonów), podczas gdy dorosłe płazy żywią się pokarmem mięsnym; owadami, ślimakami, a w przypadku dużych gatunków (np. żaba goliat) także małymi kręgowcami. Oczywiście istnieją wyjątki; biedronki zarówno w stadium larwy jak imago (forma dorosła owadów) konsumują mszyce (larwy dodatkowo uprawiają kanibalizm), zaś młode i dorosłe świetliki polują na ślimaki.



Badania nad larwami są interesujące również z punktu widzenia ewolucjonizmu, bowiem często wygląd larwy wskazuje na przodka danej grupy zwierząt, np. stawonogi za najstarszych reprezentantów mają wije i krocionogi, o czym uczy nas wygląd gąsienicy, zaś o pochodzeniu płazów od ryb świadczy wygląd kijanek.




Poparzona twarz

W indiańskiej legendzie pewien człowiek zasnął przy ognisku, w wyniku czego stracił włosy i poparzył sobie twarz. Tak rdzenna ludność lasów tropikalnych Ameryki Południowej interpretuje pojawienie się niedużej, szerokonosej małpki - uakari.



Pochodzenie zwierząt od ludzi jest bardzo popularnym motywem wędrownym. Szerzej omawiałem go w poprzedniej część w rozdziale ,,Krzywdząca nazwa''. Słowo ,,uakari'' jest jest onomatopeją, czyli nazwą imitującą wydawane dźwięki. Omawiana małpa osiąga niewielkie wymiary: długość głowy i tułowia wynosi 45 - 55 cm, ogon mierzy 10 - 15 cm. Uakari waży ok. 1,5 kg. Nie można jej pomylić z żadnym innym gatunkiem. Sierść może być szara, brunatna, są nawet uakari z czarnymi głowami i brązowym futrem. Uakari wyróżniają się ... łysymi głowami o (najczęściej) czerwonej, lub malinowej skórze. To właśnie ten niezwykły element ich wyglądu zainspirował do stworzenia przytoczonej na początku rozdziału legendy. Oczywiście w realnym świecie, nie jest to żaden ślad oparzenia, ale normalna cecha charakterystyczna tego gatunku. Uakari prowadzą nadrzewny tryb życia, w razie potrzeby sprawnie przeskakując z jednego drzewa na drugie. Piją wodę pochodzącą z opadów; nie potrzebują schodzić z drzew. Mimo dobrze rozwiniętych kłów są to zwierzęta wyłącznie roślinożerne; konsumują owoce, nasiona i pączki roślin. Intensywny, czerwony kolor pyska jest u nich oznaką zdrowia. Największym wrogiem uakari jest człowiek. Zagraża im wycinanie lasów tropikalnych Amazonii, zachodniej Brazylii i wschodniego Peru, oraz odłowy, głównie do prywatnych mieszkań, gdzie uakari są przetrzymywane na prawach ekskluzywnych maskotek. We wzajemnych interakcjach ludzi i małp nie jest to bynajmniej zjawisko odosobnione. Podobne zagrożenia dotyczą marmozet lwich i orangutanów. Małpy nie chcą się w warunkach domowych rozmnażać, często też giną w czasie chwytania, transportu i po przybyciu do celu - z powodu nieodpowiednich warunków. Z tego powodu uakari jest gatunkiem ginącym i objętym całkowitą ochroną prawną. 


*

Z drugiej strony jest zastanawiające, dlaczego uakari miałaby pochodzić od człowieka? Gdyby chodziło o małpę człekokształtną, wówczas łatwo byłoby zrozumieć taką interpretację, ale przecież w Ameryce Południowej nie ma małp człekokształtnych. Gibony żyją w Indiach i w Azji Południowo - Wschodniej. Orangutany zasiedlają Borneo i Sumatrę (ich kopalne szczątki znaleziono na Jawie i na granicy chińsko - laotańskiej), zaś szympansy i opisywane już goryle spotykamy w Afryce. Czy to już wszystko? Właściwie w Nowym Świecie krążą pogłoski o ogromnych naczelnych: wielkiej stopie (,,bigfoot'') w Ameryce Północnej i o ,,mono grande'' (,,małpie wielkiej''), zwanej ,,sachuryną'' (,,leśnym człowiekiem'') z Ekwadoru (Ameryka Południowa). Hipotetyczne wizerunki tego ostatniego stworzenia istniały już w sztuce prekolumbijskiej. Zrobiono nawet zdjęcie zabitemu przedstawicielowi tego gatunku. Wielkie naczelne mają też żyć na Syberii i w Himalajach - w tym ostatnim wypadku chodzi o yeti; w Nepalu ,,na wszelki wypadek'' jest to stwór objęty całkowitą ochroną prawną. Nie będę tu rozpisywał się o tych hipotetycznych stworzeniach. Gdyby ich istnienie zostało potwierdzone - całokształt naszej wiedzy byłby już inny.

Szczecin 2002 r. 10 lipca

Karmienie krwią



,,Świeżo wyklute pelikany biją swoich rodziców w twarz. Ci chłoszczą je za to i zabijają. Potem rodzice ulitowują się jednak - więc trzeciego dnia matka rozdziera sobie pierś i pozwala krwi spływać na zwłoki dzieci przez co one zmartwychwstają. Tak samo Bóg ulitował się nad grzeszną ludzkością...'' - ,,Physiologus'' - rozdział IV.


Pelikany są grupą ptaków wiosłonogich; spokrewnionych z kormoranami, głuptakami i fregatami. Nietrudno odróżnić je od innych ptaków. Nietrudno odróżnić je od innych ptaków. Mają długie dzioby zakończone hakiem (tzw. ,,paznokciem''), zaś brak wola rekompensują im znajdujące się pod dziobami worki skórne. Służy to wszystko do chwytania ryb - o tym jak bardzo pojemny jest taki worek skórny świadczy historia przytoczona w książce Zdenka Veselovskiego pt. ,,Głosy dżungli''. Otóż pewien mieszkający w praskim zoo pelikan podczas zabawy połknął żelazne drzwiczki od pieca (sic!). Pelikany mają również niemal karykaturalnie małe języki. Szyja lekko wydłużona, skrzydła zdatne do lotu. Palce spięte błoną pławną. Mimo znacznych wymiarów ciała (185 cm długości, 3 m rozpiętości skrzydeł) lekko unosi się w powietrzu, zaś po powierzchni wody pływa jak korek. Jest kilka tajemnic tego sukcesu - pneumatyczne kości i wspomagające wymianę gazową worki powietrzne - to cechy ogólne ptaków. Same pelikany magazynują powietrze pod skórą (nawet tkanka podskórna jest nim przesycona!). Niestety pelikany są z tego powodu bardzo wrażliwe na zranienia - rozdarcie ich skóry nawet pojedynczym śrutem może okazać się śmiertelne. 
Pelikany zasiedlają wszystkie kontynenty z wyjątkiem Antarktydy.
Należą do nich formy zarówno słodkowodne (np. pelikan baba) jak i morskie (np. pelikan brunatny). W Polsce mają opinię ptaków egzotycznych (największe europejskie populacje pelikanów baba żyją w delcie Dunaju na granicy rumuńsko - ukraińskiej). Czy jest to opinia słuszna? Żaden gatunek pelikana nie gnieździ się w naszym kraju. W książce ,,Ptaki Polski, wykaz gatunków i rozmieszczenie'' na temat pelikana baby pisze Ludwik Tomiłojć:


,, (ptak) zalatujący, dawniej nieregularnie, obecnie tylko wyjątkowo''.

Z kolei Jan Sokołowski na temat pelikana kędzierzawego na kartach ,,Ptaków ziem polskich'' stwierdza:


,,W Polsce obserwowano zbłąkane ptaki tego samego gatunku jeszcze rzadziej niż pelikana babę''.

Dodać należy, że pojedyncze okazy pelikanów baba obserwowano na terenie Wolina (lato 1964 r. - okaz schwytany do gdańskiego zoo) i w Spytkowicach pod Oświęcimiem (29 maja - 2 czerwca 1969 r.). O ile same pelikany jaskrawo odróżniają się od innych ptaków, o tyle często trudno jest odróżnić jeden gatunek od drugiego. Oto ich przykłady:
a.) pelikan baba - upierzenie białe z odcieniem pastelowego różu, w czasie toków przybierającego intensywności, różowy barwnik pochodzi z gruczołu kuprowego,



b.) pelikan kędzierzawy - wyróżnia się czubem pierza na głowie, upierzenie brudnobiałe z żółtym nalotem, końce skrzydeł czarne,
c.) pelikan rogodzioby - biały z żółtym dziobem, w czasie toków pojawia się na nim rogowy wyrostek, skąd nazwa,
d.) pelikan brunatny - upierzenie brązowe.
Łącznie żyje 7 gatunków pelikanów. Australijscy przedstawiciele tych ptaków wyróżniają się czarnymi skrzydłami, kontrastującymi z białą resztą upierzenia.



Pelikany są wyłącznie mięsożerne - odżywiają się rybami. Niektóre gatunki omawianych ptaków różnią się metodami łowieckimi np. pelikan brunatny pikuje w głąb morza - worki powietrzne spełniają wówczas funkcję amortyzatorów, zaś pelikany różowe grupowo przepędzają ryby na mieliznę. U afrykańskiego pelikana małego, zaobserwowano w Natalu, nad jeziorem St. Lucia (gnieżdżą się tam pelikany baba i pelikany małe), że rodzice lecą łowić ryby w rzece Pangala (odległej o 100 km.), ponieważ ryby miejscowe zawierają zbyt dużo soli szkodliwej dla piskląt. Indywidualnie łowiące pelikany przywabiają mewy wyjadające im pokarm prosto z dzioba (w ,,okradaniu'' pelikanów celuje zwłaszcza mewa śmieszka). Wówczas pelikany rozpoczynają połów od nowa. Łowiąc ryby, pelikany przestają się obawiać ludzi; nie tylko pozwalają się karmić, ale także razem z ludźmi biorą udział w połowie. Dla wędkarzy jest to utrudnienie - pelikan bowiem może wyjeść ryby z wiadra, a nawet z wędki. Natomiast dla rybaków, pelikany, zwłaszcza polujące w stadach (np. pelikany różowe - inna nazwa pelikana baby) są cennymi pomocnikami - zaganiają ryby do sieci otrzymując za to mało wartościowe z ludzkiego punktu widzenia części połowu. Na ogół cieszące się sympatią człowieka, pelikany jeszcze do niedawna były tępione w Rumunii - jako rzekome szkodniki niszczące rybostan Dunaju. Wcześniej na tym terenie (aż do 1877 r.) pelikany ginęły na potrzeby kuchni tureckiej - mimo nieprzyjemnego zapachu tranu, jaki wydziela ich mięso. Nie jest rzeczą słuszną uważać pelikany za szkodniki; konsumują gł. tzw. ,,chwast rybny'', ryby stare i chore, poza tym pelikany brunatne są jednymi z producentów guano. Prawda jest taka, że wpływ pelikanów na rybostan jest ograniczony i nie mogą przechylić szali, ani na jego korzyść, ani na stratę.
O tym jak bardzo omawiane ptaki potrafią spoufalać się z człowiekiem świadczy przykład rumuńskich wiosek Mahmudia i Murighial, gdzie jeszcze w latach 60 - tych zdarzało się, że pelikany tworzyły mieszane stada z gęśmi!
Pelikany żyją w parach. Południowoamerykański pelikan rogodzioby w czasie toków ma dziób ,,ozdobiony'' wspomnianym rogiem, zaś pelikan baba przybiera barwę intensywnego różu. Jeszcze inne gatunki, żyjące w basenie Morza Śródziemnego w czasie toków przybierają czerwoną barwę na podgardlu. Pisklęta są gniazdownikami, otrzymują pokarm częściowo przetrawiony. W obronie piskląt pelikany zrzucają nadtrawiony pokarm na intruza. Tworzą kolonie lęgowe. R. Blomberg w książce ,,Bufo blombergi'' opisał życie takiej kolonii w następujący sposób:


,,Kiedy wszedłem między pelikany, niektóre samce wzbiły się w powietrze zostawiając swoje młode. Po jakimś czasie wróciły do gniazd, ale przedtem byłem świadkiem scen bezduszności i okrucieństwa. Kilka na wpół dorosłych pelikanów podeszło do gniazda i zaczęło maltretować młode pelikaniątka. Dziobały je w głowy i skrzydła i wyrzucały z gniazd. [...]. Młody pelikan porwał świeżo wyklute pisklę i odszedł z nim trzymając je ukryte w dziobie. Sądziłem, że je połknie, pobiegłem więc i dogoniłem kidnapera, który z przestrachu wypuścił małego nieboraka. Pozbierałem poturbowane i porozrzucane małe pelikaniątka i umieściłem je ponownie w gniazdach, odpędziwszy rozhuliganione wyrostki''.

Autor niewłaściwie zrobił, dodając do swego opisu (skądinąd dobrego) antropomorfizujące komentarze o ,,bezduszności'' i ,,okrucieństwie''. Nie można bowiem zwierząt obarczać pojęciem odpowiedzialności, która przysługuje tylko człowiekowi, które jako jedyne ze stworzeń może być (i musi!) poddany ocenom moralnym.



Wielka ponadkulturowa charyzma pelikanów towarzyszy im niemal od samego początku ich interakcji z człowiekiem. Świadczy o tym już fresk z grobowca faraona Haremhaba, na którym klęczący niewolnik trzymał 2 kosze pełne pelikanich jaj, przy czym obecne były 4 pelikanice i dumnie spoglądający na nie samiec. Pelikany były czczone w starożytnym Egipcie, ale zajmowały też poczesne miejsce w kulturze Mezopotamii, antycznej Grecji i Ameryki prekolumbijskiej. Pamięta Czytelnik przytoczony na początku rozdziału fragment średniowiecznego bestseleru ,,Physiologus''? Opisany tam mit o pelikanach karmiących pisklęta własną krwią uczynił z nich symbol miłości macierzyńskiej, ale także przeszedł do symboliki religijnej. Nikt już oczywiście nie wierzy w takie obyczaje omawianych ptaków, niemniej symbol pozostał (kiedy byłem w Międzyzdrojach, jeden z witraży z tamtejszego kościoła ilustrował właśnie opisywany mit o pelikanach). Przypatrzmy się jak doszło do jego powstania:
a.) niektóre gatunki w czasie toków i lęgów mają czerwoną plamę na szyi,
b.) poszarpane ostrym dziobem ryby broczą krwią,
c.) w końcu rozepchany worek skórny pod dziobem sprawia wrażenie rozdartego.
O pelikanach są też wzmianki w ,,Panu Wołodyjowskim'' H. Sienkiewicza. Mam na myśli następujące cytaty:
,,'Jest też siła dropiów, a czeladnik mój ustrzelił pelikana z guldynki'... i o owym pelikanie, który szczególnie podniecił jej ciekawość''.

W mitologii arabskiej arabskiej pelikany miały w czasie budowy meczetu w Mekce transportować w dziobach wodę przez pustynię. W herbie greckiego miasta Mykonos znajduje się pelikan i jest on wyobrażony żywym ptakiem (najsłynniejszym z nich był Petros, który zginął w 1985 r. w wypadku ulicznym). Sława omawianych ptaków dotarła też do Ameryki Południowej. W tej materii oddajmy głos Antoniemu Halikowi w jego relacji z obchodów święta morza w wiosce Con - Con w Chile:



,,Religia Chrystusa i boga Słońca przemieszały się ze sobą i tak powstał wizerunek Wszechpotężnego, który może w zawziętym gniewie karać ludzi przy pomocy burz, albo też hojnie napełniać ich sieci rybami. Czas i postęp cywilizacji nie zatarły w ich umysłach wierzeń w dawne duchy morza. Według tych wierzeń, w ciałach pelikanów żyją bogowie oceanu wyrzuceni ze swych nabrzeżnych świątyń. Każda łódź ma jako maskotkę jednego z tych wielkich ptaków morskich, który się nią opiekuje i chroni od niebezpieczeństwa. I choć rybacy uważają morskich bożków za mniej potężnych od św. Piotra, to jednak w swych legendach i pieśniach nie zapominają o duchach, które żyją z jałmużny. Pelikany otrzymują część dziennego połowu. Znają doskonale łodzie swych panów i nigdy ich nie opuszczają. Przesąd działa tak mocno, że rybacy nie wypływają na połów, jeśli pelikan porzuci ich łódź. A kiedy zabierają św. Piotra na spacer po morzu, nie potrzebują opieki ptaków, którym tego dnia nie daje się jeść. A po południu po całej uroczystości, wróciwszy przy akompaniamencie śpiewów i tańców z morskiej przejażdżki, postawią świętego na nowym ołtarzu i wszyscy pójdą do maleńkiego kościółka, a następnie do domów, pić pisco i cola de mono.
Kończy się święto, pelikany wracają na swoje miejsca w łodziach i szukają wśród kwiatów i ozdób swej porcji jedzenia, której dziś nie dostały, gdyż przypadła św. Piotrowi''.  


Tym ,,świątecznym'' cytatem żegnamy się z pelikanami.

piątek, 19 lipca 2013

Co ma oczlik do goryla?




Słysząc to wielu chciałoby powiedzieć, że oczlik i goryl pasują do siebie ,,jak piernik do wiatraka''. Czy aby na pewno? Oczywiście; są to zwierzęta, tkankowce, a więc zbudowane z wielu komórek, poza tym mają (jak wszystkie organizmy) budowę komórkową, ten sam skład chemiczny organizmu i właściwy wszystkim organizmom żywym tripletonowy (potrójny) sposób kodowania genów. Ale czy na tym podobieństwa między oczlikiem a gorylem się kończą? Dla niewtajemniczonych: oczliki są rodziną małych (do 3,5 mm długości) słodkowodnych skorupiaków planktonowych z rzędu widłonogów. Przednia część ciała (tzw. ,,prosoma'') jest stosunkowo szeroka i owalna, kończy się miękkim odwłokiem uwieńczonym widełkowatymi wyrostkami z pierzastymi szczecinkami - jest to narząd pomagający oczlikom poruszać się w wodzie. Oczliki same wchodzące w skład planktonu odżywiają się mniejszymi od siebie organizmami. niekiedy są używane do karmienia ryb hodowanych w akwariach. W polskich jeziorach, stawach, a czasem nawet kałużach, (oczliki i niektóre inne skorupiaki, gł. przekopnice w razie wyschnięcia zbiornika wodnego potrafią przeczekać ów czas zagrzebane w mule w stanie tzw. ,,anabiozy'', czyli życia utajonego) żyją min. Cyklops viridis, Cyklops fuscus i Cyklops strennus.



Proszę zwrócić uwagę na nazwę rodzajową tych skorupiaków. Czyż Cyklops nie budzi skojarzeń z Cyklopami? A powinien. Nie muszę, chyba mówić, że Cyklopy to olbrzymy z mitologii greckiej, wyróżniające się jednym okiem pośrodku czoła. Pracowały w kuźni boga - kowala Hefajstosa, zaś ich najsłynniejszym przedstawicielem był Polifem z ,,Odysei'' Homera. Co mogło zainspirować do ich stworzenia? Istnieje rodzaj wady wrodzonej, tzw. ,,cyklopizm'' sprzężony z gigantyzmem. Cierpiący nań ludzie rodzą się tylko z jednym okiem w środku czoła. Jan Żabiński w ,,Zagadce ewolucjonizmu'' stwierdził, że do stworzenia Cyklopów zainspirowały słonie, a właściwie ich ... czaszki. Patrząc z przodu na słoniowy czerep widzi się bowiem ogromny otwór oddechowy (,,trąba'' nie ma kośćca), który mógł ludziom starożytności kojarzyć się z gigantycznym okiem. Trudno orzec, która z tych teorii jest bardziej prawdopodobna. Tym bardziej, że istnieje jeszcze trzecia, dosyć kontrowersyjna hipoteza.
Na początku XX wieku niemiecki zoopsycholog, Theodor Zell napisał książkę ,,Polifem - gorylem'', w której dowodził, że prototypem Cyklopów, a nawet Gorgon miały być goryle. Zell twierdził, że ,,kyklops'' znaczy ,,okrągłe oko'', więc Cyklopy w najstarszych wyobrażeniach musiały mieć dwoje oczu, ale okrągłych, co pasuje do małp człekokształtnych (w tym goryli). Poza tym akcja ,,Odysei'' toczy się prawdopodobnie u atlantyckich wybrzeży Hiszpanii i Afryki, zaś Gorgony miały kły goryli, mogły dusić lamparty i pochodziły z Afryki.
Przy okazji wyjaśniliśmy sens tytułu tego rozdziału. Oczlik to ma do goryla, że zarówno planktonowy skorupiak jak też człekokształtna małpa mogą mieć związek z mitycznymi Cyklopami - o ile teoria Zella jest prawdziwa. Równie dobrze mógłbym zatytułować ten rozdział: ,,Co ma meduza do goryla''?



Goryl jest największym przedstawicielem naczelnych (125 - 175 cm długości). Pokryty jest czarnym futrem - klatka piersiowa samców często jest naga, zaś osobniki przewodzące w stadach mają grzbiet pokryty srebrzystym nalotem.



W ogrodzie zoologicznym w Barcelonie żyje jedyny biały (albinotyczny) goryl, nazwany Płatkiem Śniegu, który w 1992 r. był maskotką miasta w czasie odbywającej się tam olimpiady. Żyją w lasach tropikalnych Afryki - nie wspinają się na drzewa z powodu znacznego ciężaru ciała, ale ich młode póki są lżejsze od dorosłych, potrafią to robić. Legowiska urządzane są blisko gruntu. Prowadzą stadny tryb życia w grupach prowadzonych przez samców o srebrzystych grzbietach. Stada goryli wędrują  w poszukiwaniu pokarmu, złożonych z rozmaitych roślin najczęściej o gorzkawym smaku. Wiele zoologów (min. A. i H. Gucwińscy) uważa goryle za zwierzęta wyłącznie roślinożerne, inni (min. Andrzej Trepka) przypisują im wszystkożerność, jednak z przewagą strawy roślinnej. Prawdopodobnie goryle mogą zjadać skorpiony, przed zjedzeniem pozbawione kolców jadowych. Niezależnie jak jest, w ogrodach zoologicznych gorylom podaje się zarówno białko pochodzenia roślinnego, jak i zwierzęcego.



Goryle są poligamiczne. Największym naturalnym zagrożeniem dla ich młodych są zmiany przywódców stada. Zwycięski samiec dąży do możliwie najszybszego zapłodnienia samic w celu uzyskania własnego potomstwa i jest to uwarunkowane instynktem. Realizując ten cel, zabija wszystkie młode, spłodzone przez poprzedniego ,,srebrzystogrzbietego'' bowiem w okresie opieki nad potomstwem samice nie chcą kopulować. Podobnie dzieje się w przypadku lwów. Wielu może zapewne potępić to jako działanie obrzydliwe i okrutne, ale przecież nie mamy prawa stosować oceny zwierząt w kategoriach moralnych. Odpowiedzialność jest bowiem cechą wyłącznie człowieczeństwa. Poza tym zamiast bezrozumnie potępiać bezrozumną zwierzynę, lepiej zwróćmy uwagę, jak to my sami mordujemy przedstawicieli własnego gatunku, szczególnie tych najbardziej bezbronnych. Zwróćmy też uwagę, że po uzyskaniu własnego potomstwa, przewodzący samiec już więcej nie zabija młodych. W stadach goryli zdarzają się spory sprawiające wrażenie dosyć brutalnych; młodsze i starsze osobniki przez kilka minut walczą między sobą, zostawiając na miejscu konfliktu trochę krwi i włosów, lecz w rzeczywistości celem rozruchu jest tylko rozładowanie agresji. Choć przez wieki przedstawiano goryle jako zwierzęta bardzo agresywne, w rzeczywistości, jeśli porównać je z innymi naczelnymi są niezwykle łagodne. U goryli nie sposób znaleźć krwawych konfliktów między poszczególnymi stadami jak ma to miejsce u szympansów.



Pierwsze wzmianki o gorylach pochodzą ze starożytności z okresu wyprawy fenickiej Hanno wokół Afryki. Całego kontynentu nie udało się okrążyć z braku zapasów. Oto relacja o gorylach:


,,Na półwyspie przy Południowym Rogu (przylądek Estarias w Gabonie - przyp. T. K.) pojawili się dzicy ludzie, a wśród nich wiele niewiast ze zmierzwionymi włosami, które nasi tłumacze nazwali gorilla. Ścigaliśmy mężczyzn, żadnego jednak nie mogliśmy złowić, gdyż wszyscy pospołu uciekli, wspinając się po urwiskach i bronili się kamieniami. Schwytaliśmy tylko trzy kobiety. Zaczęły jednak gryźć, podrapały naszych przewodników i nie dały się prowadzić. Musieliśmy je zabić. Zdarte z nich futra przywieźliśmy do Kartaginy'' (do świątyni Melkarta - przyp. T.K.).


Czy koniecznie musiały to być właśnie goryle? Szympansy i pawiany są mniejsze od opisywanych stworów, poza tym Kartagińczycy znali te ostatnie, więc dlaczego mieli nazywać je ,,dzikimi ludźmi''? Co prawda były nawet hipotezy o spotkaniu z australopitekami (!), ale to wytłumaczenie jest pozbawione jakichś znamion prawdopodobieństwa. Pisarze starożytni określali goryle futra z Kartaginy mianem ,,gorgadas''. Słowo ,,goryl'' utworzono w XIX wieku właśnie posługując się przytaczanym cytatem. Bardzo długo goryle były mitologizowane, aż w powszechnej świadomości straciły cechy realnych zwierząt na korzyść potworów mordujących całe wsie, porywających kobiety, przepędzających słonie uderzeniami pięści etc. Wyobrażenia takie trwały aż do XIX wieku, kiedy goryl z fantastycznego potwora stał się dziką bestią - szczególnie złą sławą okrył te małpy amerykański pisarz i podróżnik Paul Du Chaillu, jednak zamieszczone przez niego informacje o gorylu rozgryzającym lufę strzelby są prawdziwe - tym bardziej, że w tym czasie myśliwi używali strzelb o cienkościennych lufach. Również wiele innych informacji ma potwierdzenie w faktach - jednak istnieje ogromny błąd przypisania gorylom wyuzdanej agresji - był to zresztą dla Du Chaillu element autoreklamy.



Brednie o dzikości goryli powielano jeszcze przez długi czas. Czytelnicy ,,W pustyni i w puszczy'' H. Sienkiewicza zapewne pamiętają opis porwania Nasibu przez goryla, później zabitego przez słonia Kinga. Goryle nie porywają dzieci! Nie porywają też kobiet. Absurdalne były, dawniej powszechne informacje o wspólnym potomstwie ludzi i małp człekokształtnych, jak też nie sprawdziły się pogłoski o krzyżówkach goryla z szympansem. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość H. Sienkiewiczowi - opisując przyrodę starał się nie powtarzać bezmyślnie wymysłów blagi łowieckiej, jak to czyniło wielu innych pisarzy, ale te i inne bzdury na temat goryli istniały wówczas na miejscu codziennym. Goryle pod postacią nienaturalnie wielkiego King - Konga weszły nawet na ekrany kin.



Pierwszym gorylem w Europie była samica Jenny zaprezentowana w objazdowej menażerii Wombwella. Wszyscy uważali to niezwykle łagodne zwierzę za szympansa, aż do momentu, gdy po śmierci sekcję zwłok przeprowadził sam Karol Darwin (wówczas mało znany, jeszcze nie budzący skojarzeń z ewolucjonizmem), odkrywając, że rzekomy szympans był gorylem. Kontrast między gorylem z menażerii Wombwella, a gorylem z relacji Du Chaillu, sprawił, że brytyjski lekarz i literat William Reed wyruszył do Afryki, by poznać prawdę o gorylach i wróciwszy .... zrewolucjonizował obraz tych zwierząt. Z badaczy zajmujących się gorylami największą sławę zyskał George Schaller, który opisał je w książce ,,Nasi najbliżsi krewni'', oraz Diana Fossey, zamordowana przez kłusowników.
Człowiek jest jedynym wrogiem goryli. Masakra tych zwierząt zaczęła się w XIX wieku od odstrzałów i chwytania do ogrodów zoologicznych. Pierwszym gorylem, który pojawił się w takiej placówce był M'Pungu umieszczony w Berlińskim Akwarium (gdzie wbrew nazwie prezentowano nie tylko ryby). Chwytając goryle, zabijano osobniki dorosłe, zaś większość młodych (niekiedy zakuwanych w dyby) ginęła w czasie transportu. Obecnie odłowy goryli są zakazane, zaś ogrody zoologiczne nabywają nowe zwierzęta, wymieniając je między sobą. Transport odbywa się za pomocą lotnictwa, co goryle bardzo dobrze znoszą. Obecnie zagrażają im niszczenie naturalnych siedlisk i odłowy przeprowadzane przez kłusowników, sprzedających wypreparowane głowy i łapy goryli. Wyróżniamy dwie rasy goryli: górską i nizinną. Jeśli nie dołożymy starań ku ich ochronie nie pozostanie ani jednej.



czwartek, 18 lipca 2013

Harpia

W mitologii greckiej Harpie były ptakokształtnymi upiorami o głowach kobiet (podobne trochę do Syren, lecz jeszcze gorsze). To one bezlitośnie dręczyły Fineusza zatruwając mu pokarm swoimi odchodami. Sława potwornych istot przetrwała upadek cywilizacji starożytnych - pisał o nich Alighieri Dante w ,,Boskiej komedii''. Natomiast w napisanej w 1908 r. ,,Wyspie Pingwinów'' Anatola France'a, św. Antoni Pustelnik mówił:


,,Te potwory zwą się harpiami i są to najnieprzyzwoitsze zwierzęta ze wszystkich tworów świata. Pewnego dnia, gdy przyjmowałem w puszczy świętego Pawła, opata, ustawiłem stół na progu chaty w cieniu rozłożystego jesionu. Harpie obsiadły gałęzie drzewa; zagłuszyły nas ostrym swym krzykiem i zanieczyściły potrawy odchodami. Natręctwo tych potworów nie dało mi wysłuchać nauk świętego Pawła, opata, a z chlebem i sałatą spożywaliśmy ptasie odchody''.



Dobrze, że Harpie nie istnieją w realnym świecie. Czy aby na pewno? Istnieją - w lasach tropikalnych Ameryki Południowej. Starożytni Grecy nie mogli wiedzieć o ich istnieniu, toteż owe mityczne Harpie w żaden sposób nie mogły powstać na wskutek zainspirowania harpiami prawdziwymi.



Harpia jest największym przedstawicielem ptaków drapieżnych (110 cm długości ciała i 9 kg wagi). Do ogromnych ptaków drapieżnych należą też orzeł australijski, orłan i kondor andyjski. Klasyfikacja tych ptaków jest kwestią sporną; zaliczane są do sokołów (choć trzeba przyznać, że na pierwszy rzut oka jaskrawo odcinają się od kobuzów, czy pustułek) i pogląd ten reprezentuje min. Zuzanna Stromenger w opracowaniu ,,Przystosowani pożyją dłużej''. Inni uważają je za orły (min. Nick Arnold), a jeszcze inni za autonomiczną rodzinę ptaków drapieżnych w obrębie jastrzębiowatych. Pisząc, że żyją w lasach tropikalnych Ameryki Południowej mam na myśli harpię wielką (to ta największa) i harpię gujańską. Poza tym harpie żyją też na Nowej Gwinei (harpia papuańska) oraz na Filipinach (orzeł małpojad). W sumie wyróżniamy 4 gatunki tych ptaków, ale skoncentruję się na opisie harpii wielkiej. Wszystkie harpie są pokryte miękkimi piórami przypominającymi upierzenie sów. Ubarwienie harpii wielkiej jest ciemnoszare na głowie, skrzydłach i grzbiecie podczas gdy pióra pokrywające brzuch są białe. Pióra na głowie tworzą czub. Jak wszystkie ptaki drapieżne harpie, aby żyć muszą polować na inne zwierzęta. Najczęściej jej łupem padają małpy (stąd nazwa: orzeł małpojad), ale także gryzonie, gady, ptaki, a nawet małe psy. Gniazda zakłada na drzewach - pisklęta są gniazdownikami. Południowoamerykańscy Indianie niekiedy wyjmują pisklęta harpii z gniazd - o ptakach tych kursuje opinia, że jakoby potrafią swymi potężnymi dziobami rozłupywać ludzkie czaszki, toteż widok oswojonego ptaka - potwora jest nie lada sensacją. Tym bardziej, że ich ,,sowie'' pióra są co pewien czas wyrywane z żywych ptaków do celów ozdobnych - zresztą nie tylko z harpiami Indianie obu Ameryk postępowali w ten sposób. 



Najgorsze stosunki z ludźmi mają jednak orły małpojady - wbrew nazwie żywiące się nie tylko mięsem małp, ale także innych zwierząt, w tym drobiu. Ataki na ptactwo udomowione ściągnęły na orły małpojady szał nienawiści i gdyby nie ochrona tych endemicznych ptaków, dawno by wyginęły pozabijane przez rozwścieczonych właścicieli kurników. A czy z własnego podwórka nie znamy podobnych przykładów?


*
Mityczne Harpie miały ostre szpony. Zakrzywione palce to atrybut Harpagona - tytułowego skąpca ze znanej komedii Moliera. Tymczasem na Nowej Zelandii jeszcze w XVIII wieku żył olbrzymi, bo 3 - metrowy orzeł Harpagornis moorei.  Jego łupem padały gigantyczne, bo 3 - metrowe bezgrzebieniowce moa, które zostały wytępione przez Maorysów na wskutek zbyt licznych odłowów. Harpagornisy wyginęły pozbawione pokarmu. Z drugiej strony ogromne wymiary tych ptaków wcale nie były największe - w plejstocenie w Nowym Świecie latał podobny do sępa taratornis (,,potworny ptak'') o 7 m rozpiętości skrzydeł. Dla porównania: pterozaur, a więc gad - pteranodon również miał tyle metrów rozpiętości skrzydeł, chociaż największym zwierzęciem lotnikiem był inny pterozaur - kwezakoatl o rozpiętości skrzydeł sięgającej 10 m. Przy takich olbrzymach harpia wielka nie wyglądałaby na olbrzyma.



środa, 17 lipca 2013

Latający ,,syn'' nielotnego ,,ojca''




W średniowiecznych wyobrażeniach ,,za Arabią, za Afryką'' żył ogromny ptak Rok, którego imię oznaczało skałę. Miał jakoby głowę, skrzydła, korpus i nogi orła, zaś grzebień i ogon - koguta. Chętnie przedstawiano go jak przenosi w dziobie i szponach ... 3 słonie, aby je zjeść. Wzmiankę o nim zostawił także Marko Polo w ,,Opisaniu świata'' przy opisie wyspy Mogdaszo (Madagaskaru). Można tam przeczytać, że zarówno Wielki Chan (Kubilaj - chan) i sam podróżnik otrzymali dwa pióra Roka - w rzeczywistości były to spreparowane liście palmowe. Europejczycy dowiedzieli się o tym stworze od Arabów - czytelnicy ,,Baśni z tysiąca i jednej nocy'' zapewne pamiętają, że to właśnie Rok przeniósł Sindbada Żeglarza z doliny węży do kraju pełnego diamentów. Arabscy podróżnicy docierali aż na Madagaskar gdzie ... żył pierwowzór Roka. Był to epiornis, zwany ,,rukiem'', lub ,,ptakiem słoniowym'', przez Malgaszów określany jako ,,vorum - patra'', zaś przez zoologów obdarzony łacińską nazwą: Aepyornis maximus. Na Madagaskarze zajmował niszę ekologiczną strusia, z którym jako bezgrzebieniowiec był spokrewniony i oczywiście tak jak struś nie potrafił latać. Użyte tu słowo ,,bezgrzebieniowiec'' określa grupę ptaków, u których zredukował się aż do zupełnego zaniku tzw. grzebień na mostku, czyli kość dająca oparcie szkieletowi skrzydeł. Ilustruje to tezę Jeana Baptiste Lamarca, że nieużywany organ ulega zanikowi.



Wróćmy jednak do epiornisa. Osiągał ok. 3 m. wys. - dla porównania: największy współczesny ptak, struś afrykański mierzy 2,4 m wys. Tak więc - nawet gdyby epiornis potrafił latać, nie byłby władny unieść ani jednego słonia w powietrze. Pokryty był brunatnym pierzem podobnym do futra. Epiornis najprawdopodobniej odżywiał się tak jak inne bezgrzebieniowce: swoim wydłużonym dziobem zbierał owoce, nasiona, owady i drobne kręgowce.
Gniazda zakładał na ziemi, zapełniając je olbrzymimi, bo 60 - centymetrowymi jajami, z których skorup Malgasze robili wiadra na wodę. W ramach porównania chciałbym zwrócić uwagę, że rekordowo duże jaja dinozaurów miały 30 cm, bowiem średnio mierzyły ok. 20 cm. Obecnie największe jaja znajdujemy w gniazdach strusi. Pisklęta były zagniazdownikami.



Pisząc o epiornisie przez cały czas używam czasu przeszłego, bowiem zarówno Rok jak też Aepyornis maximus nie istnieją. Rok był istotą fantastyczną, podczas gdy jego prototyp został wytępiony w wyniku zmasowanych odłowów. Żył jeszcze w XVII wieku, kiedy to Europejczycy dowiedzieli się o jego istnieniu dzięki relacji francuskiego gubernatora Madagaskaru. Epiornis poza człowiekiem nie miał żadnych wrogów - co prawda pisklęta mogły być zjedzone przez fossę, ale jaja omawianych ptaków były zbyt twarde dla jej zębów. Nie był to jedyny przedstawiciel bezgrzebieniowców wytępiony przez człowieka. Z powierzchni Ziemi zniknęły też moa z Nowej Zelandii i emu czarne z Australii. Oczywiście liczba wszystkich zwierząt wyniszczonych przez człowieka  jest znacznie większa. Każdy przejaw takiego czy innego niszczenia przyrody jest hańbą na honorze całej ludzkości.