środa, 5 czerwca 2019

Rumuńskie wróżki






,,Owe zîne, wróżki, których imię wskazuje na pochodzenie od Diany, ujawniają wszakże cechy dość ambiwalentne. Mogą być okrutne, toteż lepiej nie wypowiadać ich imienia. Mówi się o nich 'Święte', 'Darzące', 'Rozalki' albo po prostu 'One' (iele). Boginki te są nieśmiertelne, mają postacie pięknych młodych dziewcząt, figlarnych i uroczych. Ubrane na biało, z piersiami obnażonymi, za dnia się niewidoczne. Mają skrzydła, przemieszczają się więc w powietrzu, zwłaszcza w nocy. Lubią śpiewać i tańczyć, a tam, gdzie pląsały, trawa na polach jest jakby przypalona. Dotykają chorobą tych, którzy widzieli je w tańcu bądź złamali jakiś zakaz. Najpospolitsze z chorób, jakimi karzą, to przypadłości psychiczne, reumatyzm, półparaliż, epilepsja, cholera i dżuma'' - Mircea Eliade ,,Okultyzm, czary, mody kulturalne''


Strigoi







,, [...] Strigoi rodzą się w czepkach; osiągnąwszy wiek dojrzały, zakładają je i stają się niewidzialni. Przypisuje im się moce nadprzyrodzone; na przykład potrafią wchodzić do domów o zaryglowanych drzwiach, bawić się bezkarnie z wilkami i niedźwiedziami. Oddają się wyrządzaniu wszelkiego rodzaju zła, o jakie posądza się czarowników; wywołują zarazę wśród ludzi i u bydła, 'ujarzmiają' i odmieniają ludzi, sprowadzają posuchy i 'rządzą' deszczem, doją krowy, przede wszystkim zaś rzucają złe uroki. Mogą się przemieniać w psy, koty, wilki, konie, świnie, ropuchy i inne zwierzęta. Uważa się, że w pewne noce - szczególnie na św. Jerzego i na św. Andrzeja - rozlatują się po świecie. Powróciwszy do siebie, wykonują potrójny obrót i odzyskują postać ludzka. Po opuszczeniu ciała dusze strigoi cwałują na koniach, kijach od mioteł bądź beczkach. Gromadzą się z dala od wiosek, na jakimś polu lub 'na końcu świata, tam gdzie nie rośnie trawa'. Znalazłszy się w takim miejscu, przybierają kształty ludzkie i rozpoczynają między sobą walkę  na pałki, siekiery, kosy i inne tego rodzaju narzędzia. Bitwa trwa przez całą noc, aby zakończyć się płaczami i powszechnym pojednaniem. Wracają wyczerpani, bladzi, nie wiedząc, co się z nimi działo, po czym zapadają w głęboki sen. Niestety nic nie wiadomo na temat znaczenia i przedmiotu owych nocnych zmagań'' - Mircea Eliade ,,Okultyzm, czary, mody kulturalne''



Dobre wilkołaki







,,Interesującą paralelę z benedanti odnajdujemy w aktach procesu Thiessa, osiemdziesięciosześcioletniego Litwina oskarżonego o wilkołactwo [...] w 1691 roku [...]. Staruszek Thiess  przyznał się przed sędziami, że jest wilkołakiem (...) i że w tym charakterze  walczy z diabłem. Trzy razy do roku, w noce św. Łucji, Zielonych Świątek i św. Jana, on i jego koledzy przemienieni w wilki, udają sie pieszo na 'koniec morza', czyli do piekła. Tam wydają walkę diabłu i czarownikom, goniąc ich jak psy. (Pewnego razu, dawno temu, Thiessowi, gdy zmagał się z czarownikiem  imieniem Skeistan, ten przetrącił nos kijem od miotły). Wilkołaki [...] zmieniały się w wilki i zstępowały do piekieł, aby zabrać stamtąd dobra ukradzione przez czarowników - bydło, zboże i inne płody ziemi. Jeśliby się z tym spóźnili, powtórzyłaby się klęska nędznych zbiorów z poprzedniego roku, gdyż zastaliby bramy piekieł zabarykadowane i nie mogliby odzyskać zboża i innych plonów.
   W chwili śmierci [...] dusze wilkołaków unoszą się do nieba, dusze czarowników zaś porywa diabeł. Wilkołaki nienawidzą diabła, są 'psami Pana Boga'. Gdyby nie ich interwencja, diabeł spustoszyłby ziemię. Litewskie wilkołaki nie są jedynymi, które w trosce o zbiory walczą z diabłami i czarownikami; podobnie czynią wilkołaki niemieckie i rosyjskie; aczkolwiek schodzą do innych piekieł. Gdy sędziowie chcieli wmówić staruszkowi, że wilkołaki trzymają pakt z diabłem, energicznie zaprotestował, do księdza zaś, którego sprowadzono w nadziei, że uda mu się skłonić go do wyznania grzechów, Thiess krzyknął, że to co robił, przynosiło więcej dobra niż działania księży. Aż do końca odmawiał pokajania się, toteż został skazany na dziesięć batogów za zabobon i bałwochwalstwo'' -
Mircea Eliade ,,Okultyzm, czary, mody kulturalne''

Eliade pomylił z Litwa Inflanty, czyli obecną Łotwę. 

wtorek, 4 czerwca 2019

Oniricon cz. 495

Śniło mi się, że:






- Doda zlała mi się w jedno z Tomaszem Sidorem i umarła,






- pan Svietlan ov Santos palił papierosy przy dzieciach i powiedział mi, że zmarł jego syn, a ja na to, że jest to smutne,






- ujrzałem mnóstwo prosiąt, które mi się spodobały i zastanawiałem się jak smakowałyby po upieczeniu, jeden prosiak powiedział mi, że pochodzi z Gomory i chciałby mnie zjeść, rozmyślałem też nad wyższością kur nad prosiętami,
- chodziłem z księdzem i grupką znajomych na piesze wycieczki po Szczecinie, nie spodobało mi się, że ksiądz krytykował ,,Niekończącą się historię'',
- pojechałem do hotelu, w którym sataniści próbowali czarami wskrzesić Lenina, spotkałem tam Sławomirę i chciałem jak najszybciej wrócić do domu zapisać sny,







- odnalazłem nieopublikowany jeszcze sen, w którym występowała wojowniczka wychowująca się wśród lwów,
- ibuprofeny to rasa olbrzymich indyków z ludzkimi głowami o czerwonych twarzach i sumiastych wąsach,






- strzelałem z pistoletu do telewizora gdy zobaczyłem na ekranie Hitlera, na szczęście telewizor nadal działał, choć był lekko odrapany,
- po II wojnie światowej Kozacy walczący w armii Hitlera zbiegli do Hiszpanii,






- szedłem ulicą gdzie widziałem bójkę dwóch meneli i wspominałem swoje szkolne wypracowanie z historii o Aztekach, Majach i Inkach, spotkałem nauczycielkę historii, panią Annę ov Scayapakovą i pomyślałem o Tlalocu i Chacu - bogach deszczu u Azteków i Majów,
- ciocia Marjolena ov Küjvis tłumaczyła mi dlaczego pewnych rzeczy nie można nazywać po imieniu, a ja tego nie rozumiałem,
- Dariusz Kwiecień rozmawiał ze mną i obmacywał mnie, a ja pytałem go czy czytał J. R. R. Tolkiena, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,
- chciałem, aby faszyści i antyfaszyści tłukli się do woli z dala od normalnych ludzi,






- podziwiałem Jona Snowa,






- wykorzystywałem ,,Herby, legendy, dawne mity'' jako świętą księgę do odprawiania rytuałów seksualnych,






- żyłem w czasach PRL - u i uznałem, że nie chcę być kosmonautą, bo ,,Stalin ma takie smutne oczy'',






- byłem w północnokoreańskiej szkole gdzie dzieci uczyły się min. o Polsce, ilekroć nauczycielka wspominała dyktatora Kima, dzieci wstawały, potem wprowadzono olbrzymią, sztuczną mrówkę symbolizującą USA, ponadto widziałem przymierających głodem ludzi na ulicach,






- bohaterowie ,,Mistrza i Małgorzaty'' przybyli do Arabii Saudyjskiej gdzie jeździli po pustyni na dromaderach i strzelali z rewolwerów, Korowiow szeptał do ucha Małgorzacie, że gdyby powiedział co o niej myśli, Mistrz byłby zazdrosny,
- w czasach PRL - u poszedłem do starego, przedwojennego kina i spotkałem jego właścicielkę; starą kobietę obwieszoną biżuterią, która przeklinała; byłem rozczarowany, gdy owe stare kino zostało zmienione na bardziej nowoczesne,
- nocowałem w szkole gdzie potajemnie przeprowadziłem eksperyment elektryczny, w wyniku którego spłonął trawnik i wszystkie drzewa rosnące przed szkołą, odetchnąłem z ulgą gdy okazało się, że komputery nie zostały uszkodzone , bałem się, że zostanę wyrzucony.

Raport z Empiku







Zauważyłem dziś, że w szczecińskim Empiku w CH ,,Kaskada'' ktoś kupił ostatni z egzemplarzy ,,Tatry'' (początkowo w ofercie były dwa egzemplarze). Pozdrawiam Czytelnika/ Czytelniczkę i życzę miłej lektury!




poniedziałek, 3 czerwca 2019

Wielbłąd Nilusa







,, [...] Mam na myśli słynną ofiarę z wielbłąda, opisaną przez niejakiego Nilusa, mnicha żyjącego w klasztorze na Górze Synaj w drugiej połowie IV wieku. Po napadzie Beduinów na klasztor Nilus miał okazję bezpośrednio zapoznać się z ich życiem i wierzeniami. Swoje obserwacje zawarł w obszernej rozprawie pt. Wymordowanie mnichów z Góry Synaj. Szczególnie dramatyczny jest jego opis ofiary z wielbłąda, składanej, jak pisze, 'w porze Gwiazdy Zarannej'. Wielbłąd, skrępowany i leżący na ołtarzu ułożonym naprędce z głazów, zostaje rozszarpany na sztuki i pożarty na surowo w takich pośpiechu, że - jak podkreśla Nilus -  
w krótkim czasie pomiędzy wzejściem Gwiazdy Zarannej, znaczącym początek ofiary, a jej zniknięciem w blasku wschodzącego słońca, zwierzę jest całkowicie zjedzone razem z kośćmi, skórą, krwią i wnętrznościami''' - Mircea Eliade ,,Okultyzm, czary, mody kulturalne''

,,Szpital dr. Schtroisemana''


,,Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją‘‘ - ,,Przysięga Hipokratesa‘‘






W pierwszej klasie gimnazjum fantazjowałem o tym jak wybitny polski zoolog, paleontolog, wynalazca wehikułu czasu i lekarz pochodzenia żydowskiego, dr. Jan Schtroiseman w Warszawie pod koniec lat 90 – tych XX wieku prowadził własny szpital. Przybytek ten nosił imię Lucy – samicy australopiteka odkrytej w Tanzanii w latach 50 – tych XX wieku, zaś dr. Schtroiseman sam jeden leczył wszystkich pacjentów (raz przyjął poród).







Jednym z jego podopiecznych był człowiek chory psychicznie, który zakochał się w podłodze do tego stopnia, że nie chciał deptać po niej. W związku z tym dostał specjalne buty do chodzenia po suficie.
Innym razem dr. Schtroiseman jako dentysta zminiaturyzował się i wszedł pacjentowi do jamy ustnej, aby czyścić mu zęby. Niestety pacjent obudził się z narkozy i połknął dentystę. Dr. Schtroiseman palił ognisko w jego żołądku i śpiewał:

,,Płonie ognisko i trzęsie się bebech,
Drużynowego nie ma wśród nas.
Był w kawie, herbacie, galarecie
Lecz został strawiony i został się kał‘‘.

Główny bohater został wydalony z kałem i spłukany w klozecie. Po wielu przygodach trafił na wysypisko śmieci gdzie żyły krasnoludki śmietnikowe (skrzaty kloszardzi).
Gdy lekarz wrócił do swych właściwych rozmiarów, odnalazł poniemiecki skarb pod podłogą, po której jego podopieczny nie chciał chodzić.