czwartek, 21 maja 2020

Mitologia Jorubów







,,Dla Jorubów Obatala i Oduduwa stanowią parę małżeńską. Kiedy na rozkaz Oloruna wydostały się z cudownej tykwy, Obatala zawładnął niebem, a Oduduwa ziemią. Z ich związku zrodziły się inne bóstwa noszące zbiorową nazwę orisza, córka Jemadża i syn Agandżu. Syn Jemamdży - Orungan - zakochał się w matce i ją zniewolił, a kazirodczego zbliżenia nabrzmiały piersi i brzuch Jemandży, po czym z piersi bogini wypłynęły potoki, które dały początek rzekom, a z jej otwartego łona wyłoniły się liczne bóstwa orisza. Podlegają one bogu Olodumare (Olorun), stanowiąc mniejsze bóstwa, które są  pośrednikami między Bogiem a ludźmi. Orisza dzielą się między sobą. I tak na czele mocnych orisza stoi Ogun, bóg żelaza, myśliwych i patron wojny. Na czele bóstw 'białych', życzliwych, wyznawanych głównie przez kobiety, stoi Oriszanla - 'Wielki orisza', zwany też Obatala, czyli 'Pan białych szat' [...]. Biel jest jego świętym kolorem - na biało maluje się jego wizerunki, świątynie, przedmioty kultu, a jego wyznawcy ubierają białe szaty. Wśród innych bóstw dużą rolę odgrywają m.in. Oduduwa - bogini urodzaju, płodności i miłości; Jemandża - 'Matka ryb', która jest boginią potoków i strumieni; Szango, potomek Jemandży, bóg piorunów i błyskawic; Szankpanna - bóg ospy, wyobrażany jako bóstwo leciwe i chrome, wspierające się na kiju; Olokun - 'Pan morza', ma swych wyznawców wśród rybaków i wszystkich, którzy swój los związali z morzem; Orunmila - bóg przepowiedni, mądrości i wróżby, nosi też nazwę Eleri Ipin - 'Świadek ludzkiego losu'; Eszu, zwany też Elegba lub Elegbara, główny pośrednik między ludźmi a Bogiem i bóstwami, które obwinia się za wszelkie trudności w kontaktach z siłami nadnaturalnymi; Ibedżi - patron bliźniaków, których narodziny uważa się zawsze za ucieleśnienie ich boga, a gdy umiera jedno z nich rzeźbi się małą statuetkę, która ma być siedzibą ducha zmarłego i którą matka nosi zawsze przy sobie'' - ks. Andrzej Zwoliński ,,Duchy Afryki''. 



Mitologia Dogonów







,,W ezoterycznych mitach Dogonów z Mali główna rola w dramacie stworzenia przypada bogu - stwórcy Ammie i zapłodnionej słowem Matce - Ziemi. Amma, zamieszkujący królestwo niebieskie, sporządził dwa kuliste garnki, z których jeden ozdobił spiralami z miedzi, a drugi - z białego metalu. Tak powstało słońce - dobroczyńca czarnych ludzi, i księżyc - opiekun białych. Następnie wziął grudkę ziemi, zgniótł ją i rzucił w kosmos. W jednej chwili sklepienie niebieskie rozbłysło tysiącem gwiazd. Część rozdrobnionej gliny spadła na północy, a stamtąd rozsypała się na południe. Tak powstała Ziemia, małżonka Ammy. Jej kobiecość początkowo przykrywał kopiec termitów, ale został on zmiażdżony przez rozgniewanego boga, kiedy stanął mu na drodze do połączenia się z Ziemią. Kopiec termitów jest symbolem narządów rozrodczych Ziemi, a jego zniszczenie leży u podstaw wyrzezania kobiet u Dogonów. Przeszkoda [...] wpłynęła na ochłodzenie Ammy i sprawiła, że jego zespolenie z Ziemią nie było pełne. W konsekwencji wydała ona na świat szakala (czy płowego lisa) Jurugu (zwanego w innych wersjach mitu Ogo), który był symbolem wszelkiego zła. Miał on wykraść swemu ojcu ziarna i zasiać je w swojej matce, dając początek przyrodzie ziemskiej. Tak dokonał aktu kazirodczego, który ma też postać gwałtu. Dopiero po drugim zbliżeniu zapłodniona boskim nasieniem - deszczem Ziemia wydała na świat hermoafrodytę Nommo, praobraz pierwszej pary ludzkiej. Nommo jest też nazywany bliźniaczym bratem Jurugu. Amma rozczłonkowuje i rozrzuca wszystkie części jego ciała, aby uczynić z nich różne kategorie i rodzaje bytów. Następnie zbiera jego członki i przywraca do życia pod antropomorficzną postacią. Czyni Nommo mistrzem słowa i nauczycielem świata. Potem uruchamia bieg czasu z pięciodniowym tygodniem, bo taki okres upłynął od śmierci do zmartwychwstania Nommo. Do dzisiaj kalendarz Dogonów składa się z pięciu dni. Nommo stwarza cztery pary małżeńskie przodków, symbolizujące cztery żywioły: powietrze, ogień, ziemię i wodę, które z czasem dają początek klanom Dogonów. W spichlerzu - arce wysyła owych przodków na ziemię, zaopatrując w jadalne ziarna i w wodę niezbędną do ich wykiełkowania. Sam Nommo postanawia zamieszkać w rzece, stając się z czasem bóstwem wody, przedstawianym pod postacią suma. Natomiast szakal Juruga ucieka przed ekspansją ludzi i rolnictwa do pozbawionego deszczów buszu, stając się jego bóstwem. [...]'' - ks. Andrzej Zwoliński ,,Duchy Afryki''



Bojador




,,Wiek XV zaznaczył się afrykańskimi wyprawami Portugalczyków. Zapoczątkował je książę Henryk Portugalski. , który w ciągu 12 lat wysłał tam 14 ekspedycji. Wszystkie zawróciły koło przylądka Bojador, niedaleko Wysp Kanaryjskich. Wierzono bowiem, że w pobliżu równika, w obszarze 'Zielonego Morza Ciemności', słońce znajduje się tak blisko ziemi, że pali ludzką skórę na czarno, a woda morska znajduje się w stanie wrzenia, wśród wirów zaś i gęstej zielonej mgły czyhają potwory, gotowe pożreć śmiałków'' - ks. Andrzej Zwoliński ,,Duchy Afryki''







Do legendy tej nawiązałem pisząc wydaną w 2019 r. powieść fantasy ,,Tatra. Suplement'' ;).

Dziwy wczesnośredniowiecznej Afryki







,,We wczesnym średniowieczu Afrykę uważano za wąski pas graniczący z Morzem Śródziemnym, rozciągający się od Egiptu do Numidii i Mauretanii. Uważano ją za pas ziemi słabo zaludniony i zamieszkany przez bajeczne potwory, o których wspominał już Pliniusz. Mieszkały więc tam [...] jednorożce, smoki z głową zdobioną bogatymi klejnotami, ogromne lwy, troglodyci, ludzie niemi i tacy, którzy mają zamknięte usta (odżywiają się rurkami przez nozdrza) oraz ludzie z oczami na piersiach. W Afryce mieszkać miał też krwiożerczy lamparthus, który - gdy spotykał na swej drodze dziewicę - łagodniał jak baranek, wylewając rzęsiste łzy rozczulenia. Tam też umiejscowiono największe kopalnie złota na świecie - kopalnie Salomona'' - ks. Andrzej Zwoliński ,,Duchy Afryki''



Homerycka Afryka






,,Homer, na tysiąc lat przed 'naszą erą', wyobrażał sobie Afrykę jako wypukły guzik leżący na bezmiarach wód, a z jego środka wytryska źródło Nilu. Dookoła zaś źródła tańczą niscy ludzie - Pigmeje. Prawdopodobnie termin 'Pigmeje' i sam lud byli znani w państwie faraonów'' - ks. Andrzej Zwoliński ,,Duchy Afryki''


środa, 20 maja 2020

Humor botaniczny






- Jaka jest najgłupsza roślina świata?
- Dzbanecznik!






Gwoli wyjaśnienia: we współczesnym slangu internetowym słowo ,,dzban'' oznacza głupca. 

Kryptobotanika


,, […] W jednym z takich ślepych korytarzy ujrzał Robinson białe szkieleciki ptaków i małych zwierzątek rozsypane w gałęziach niskiego, szeroko rozrośniętego krzewu. Podszedł zdziwiony tym widokiem. Na gałązkach pośród ostrych kolców wisiały małe, kosmate kulki. Kiedy pochylił się nad krzakiem, gałązka z kosmatymi kulami wplątała się nagle w rękaw jego kaftana. Szarpnął ręką, ale w tej samej chwili inna gałązka, jak złe, kąśliwe zwierzątko, uchwyciła nogawkę spodni, a ostra igła kolca zacięła go w łydkę. Zrozumiał. Tak zginęły widocznie te zwierzątka i ptaki, których szkielety leżały w gęstwinie. Krzew czyhał tutaj na coraz to nowe ofiary. Robinson wyszarpnął rękę, oswobodził uwięzioną nogę i wycofał się ostrożnie’’ - ,,Robinson Kruzoe. Według Daniela Defoe napisał Stanisław Stampf’l’’








Czytelnicy mojego bloga być może zauważyli, że dużo miejsca poświęcam na nim zagadnieniom kryptozoologii – dziedziny paranauki, czy też raczej pseudonauki zajmującej się zwierzętami, których istnienie nie zostało udowodnione przez zoologię. Zainteresowanych tą tematyką odsyłam zwłaszcza do postów: ,,Kryptozoologia’’, ,,Kryptozoologia w fantasy’’ i ,,Ojciec kryptozoologii’’.







Pokrewną, lecz znacznie mniej znaną dziedziną jest kryptobotanika zajmująca się nieznanymi nauce roślinami. Powstała w XIX wieku jako reakcja fantastów na pracę Karola Darwina ,,Insectivorous Plants’’ (1874). W przyrodzie faktycznie istnieją rośliny uzupełniające niedobory azotu poprzez chwytanie i zjadanie drobnych bezkręgowców, głównie owadów, jednak żadna z nich nie jest na tyle duża, aby pożreć człowieka. Przykładem służą europejskie rosiczki (rosnące również w Polsce gdzie znajdują się pod ochroną), pływacze rosnące w środowisku wodnym, północnoamerykańskie muchołówki, czy dzbaneczniki z Azji Południowo – Wschodniej. Prawdziwą rosiczkę widziałem na własne oczy podczas lekcji biologii w klasie szóstej ;).






W 1874 r. amerykańska gazeta ,,The World’’ zamieściła kaczkę dziennikarską (dziś powiedzielibyśmy: fake newsa) w postaci relacji fikcyjnego niemieckiego badacza Karla Lichego o Malgaszach składających ludzką ofiarę mięsożernemu drzewu. Ów rytuał przebiegał następująco:

,,Czterech mężczyzn dźwigało lektykę zbitą z drewnianych pali. Siedziała w niej młodziutka dziewczyna, wystrojona i umalowana specjalnie na tę okazję. Chyba podano jej jakiś narkotyk, bo nie zdawała sobie sprawy, co się z nią dzieje. Mężczyźni przyprowadzili ją pod drzewo i kazali oprzeć się o pień. Wtedy pnącza ożyły: oplątały ofiarę niczym żywe węże i uniosły ją na czubek drzewa. Z pnia sączył się jakiś słodko pachnący płyn. Dziewczyna nadstawiła dłonie i wypiła trochę tego nektaru. Miał bardzo silne działanie odurzające, bo dziewczyna zaczęła krzyczeć, śmiać się i próbowała tańczyć. Chciała zeskoczyć z drzewa, ale nic z tego! Jego macki oplątywały ją coraz dokładniej, liście otuliły ją od stóp do głów. Po chwili znikła, nie była słychać jej krzyków. Wtedy szaman krzyknął: ‘Ofiara przyjęta!’ (…) Przez dziesięć dni liście szczelnie owijały drzewo. Potem pnącza rozciągnęły się na ziemi. Pod drzewo wypadłą czaszka i kilka kości’’ - cyt. za: Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty’’.

W 1882 r. misjonarz G. W. Parker donosił z terenów dzisiejszego RPA o Umdhlebi. Roślina ta miała mieć dwie warstwy kory (żywą i martwą), duże, kruche, zielone liście i trujące czerwone i czarne owoce.
W 1887 r. J. W. Buel opisał w książce ,,Sea and Land’’ południowoamerykańską roślinę Ya – te – veo, która chwytała ofiarę pędami, a następnie zabijała kolcami i wypijała krew za pomocą kory.
27 sierpnia 1892 r. na łamach ,,Illustrated London News’’ naturalista Dunston donosił o roślinie z bagien Nikaragui, która schwytała psa lepkimi pędami i pokaleczyła go.
W XIX – wiecznym Meksyku miało rosnąć ,,wężowe drzewo’’, które dusiło ofiary gałęziami i wysysało z nich soki.
W 1933 r. Byron de Prorok donosił o roślinie – wampirze z Meksyku, która polowała na ptaki.
W 1938 r. w Salomie (Arizona, USA) gigantyczna muchołówka zjadła pijanego Pierrota Tord – Boyauxa. Zostały po nim tylko przedmioty z metalu: zegarek, sprzączka, monety, guziki, stalowe ćwieki z butów i strzelba.









W 1950 r. Harold T. Wilkins w książce ,,The Secret Cities of Old South America’’ opisał dwie roślinne kryptydy z Brazylii. Pierwsza z nich zwana ,,drzewem diabelskim’’ dusiła ludzi i zwierzęta gałęziami. Drugą było drzewo wabiące ptaki odorem gnijącego mięsa, po czym krępowała je mackami i pozbawiało krwi za pomocą ssawek.
W latach 70 – tych XX wieku Mariano da Silva odkrył na pograniczu Brazylii i Gujany olbrzymią muchołówkę, która wabiła ptaki i małpy zapachem bananów, a potem je zjadała.
W 1998 r. Ivan Meckerle odkrył na Madagaskarze drzewo zwane kumanga, które zabijało duże zwierzęta za pomocą trujących gazów.









Jeszcze w 2007 r. w Indiach ponoć widziano drzewo usiłujące pożreć krowę. Roślina wypluła zwierzę, gdy obrzucono ją patykami.







O wielkich, drapieżnych roślinach pisali tacy pisarze fantaści jak: Clark Ashton Smith (wymyślił pozaziemską roślinę zwaną Voorqual)1, Grzegorz Rosiński i Jean Van Hamme (w stworzonym przez nich komiksie ,,Szninkiel’’ pojawiają się latające dzbaneczniki) i Lin Carter w ,,Czarnoksiężniku z Lemurii’’2. Pozwolę sobie zacytować tego ostatniego:







,,MUNGODA – groźne drzewa ludojady z puszcz Kovian, mieszańcy roślin i zwierząt. Mięsożerne, zdolne do ograniczonego poruszania się; mogły pochwycić zwierzęta czy ludzi giętkimi, długimi mackami. Niewielki ich ilości zostały odkryte przez europejskich badaczy w trudno dostępnych częściach Madagaskaru. Czczone przez szczep Mhodo, który składa im ofiary z ludzi (patrz: Willy Ley , Salamandry i inne cuda, Nowy Jork 1955)’’ - op. cit.






Również w mojej twórczości fantasy dostępnej na tym blogu można znaleźć podobne istoty np. w opisie zatopionego kontynentu Sonor pojawia się Voorqual zapożyczony od C. A. Smitha,3 zaś w opowiadaniu ,,Vitek Ursinus’’ tytułowy bohater walczył ze zrostem (słowo ,,zrost’’ na określenie rośliny zapożyczyłem od Czesława Białczyńskiego).




1 Odsyłam do książki C. S. Smitha ,,Miasto Śpiewającego Płomienia’’.
2 Odsyłam do posta: ,,Czarnoksiężnik z Lemurii’’.
3 Odsyłam do posta: ,,Sonor’’.