czwartek, 23 kwietnia 2026

Pieśń o Cymbrach

 

,,Cymbrowie, lud, który w r. 113 prz. Chr. wraz z Teutonami najechał państwo rzymskie. Pochodzenie C. nie jest definitywnie wyjaśnione: jedni uczeni uważają ich za Celtów, inni za Germanów. - Początkowo Rzymianie ponosili w spotkaniu z C. straszne klęski, później pod wodzą Marjusza, przywykłszy od ich sposobu wojowania, rozgromili ich pod Vercelae, 101 r.’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 3 Cauer Emil do Dewon’’



- Kra, kra, kra!

Z czterech narożników świata zleciały się całymi chmarami wygłodniałe kruki i wrony. Kłębiły się czarną masą, niemal zakrywającą Słońce, nad niewielką wsią Cetnem, leżącą na zachód od grodu Sedinum. Oczekiwały obfitego żeru, kołując nad dwiema potężnymi armiami; germańską i słowiańską. Bitwę poprzedzały znaki na niebie w postaci ognistych kul, czarnych plam, szpecących tarcze Słońca i Księżyca, krwawego deszczu oraz zamiany wody w studni w zielony śluz. ,,Oto zbliża się sąd Enków nad ludzką chciwością i brakiem miłosierdzia – żercy uspakajali strwożony lud. - Germanie znów najadą nasze ziemie, lecz ich pycha i złość zostaną złamane jak słomka, trzaskająca w ogniu’’. Germanie istotnie najechali Sklawinię, wiecznie niesyci łupów; branek, złota, niewolników i czczej sławy niszczycieli pokoju.



                

                                                        Fot. za: Ford Van Hoist


Pod Cetnem dowodziły Słowianami dwie powszechnie szanowane królowe, córy króla Czarnogłowa o imionach Sedina i Żywia. Pierwsza z nich wzniosła swój gród stołeczny, nazwany od jej imienia Sedinum u ujścia Odirny do Morza Srebrnego, podczas gdy jej siostra, Żywia była władczynią Bliskiego Zachodu. Sedina dosiadała w bitwie białej klaczy jednorożca imieniem Zadymka, której róg i kopyta były ze lśniącego złota. Nad nią powiewała stanica z wyobrażeniem szkarłatnej głowy gryfa w złotej koronie w polu błękitnym. Królowa, okryta kolczugą nosiła hełm z metalową maską, chroniącą twarz. Rozdawała na prawo i lewo zabójcze ciosy żelazną buławą; kulą najeżoną kolcami. Silna i nieustraszona jak Amazonka nigdy nie chybiała ciosu. Każde zadane przez nie uderzenie wyrywało duszę z ciała niczym ukłucie lodowego ościenia Mar – Zanny. Na równie ze swoimi wojami Sedina rzucała się w największy wir walki, aż serca nieprzyjaciół napełniły się mimowolnym podziwem dla jej męstwa. Niegdyś Czarnogłów osobiście uczył swoje córki walki każdym orężem, teraz zaś w godzinie próby ta nauka nie poszła w las.



Sedina wypatrzyła w bitewnym zgiełku Biesmargła, syna Tustana, króla Teutonów. Biesmargł otrzymał przydomek Słowianobójcy, bowiem podczas trzech wypraw wojennych spalił cztery setki wsi słowiańskich, wycinając w pień wszystkich mężów, a nie szczędząc też niewiast, dziatek i zwierząt.

- Gotuj się na spotkanie z Wotanem, ty paskudny wąsaczu! - Sedina wrzasnęła jak harpia, widząc niegodziwego wroga.

- Odłóż tę zabawkę i wracaj do warzenia strawy, dzieweczko, albo ci rzyć zerżnę za karę! - Biesmargł, zalany krwią pobitych wrogów zaśmiał się urągliwie.

Pomimo zmęczenia Sedina nie straciła nic z siły ani bystrości umysłu, potrzebnych w walce. Trach! Pod pierwszym ciosem jej oręża złamał się Naresul, sławiony w pieśniach miecz Teutonów, przechowywany w królewskim rodzie Biesmargła przez całe pokolenia. Trach! Drugim uderzeniem Sedina zdruzgotała szkarłatną tarczę nieprzyjaciela. Trach! Przed trzecim ciosem nie ocalił butnego Biesmargła solidny hełm z żelaza, zdobiony rogami tura. Powiadali później Teutoni, że Sedina nie zważała na prośby ich wodza o wzięcie do niewoli i zapłatę okupu miast odebrania życia.

- Me imię jak kruk spadnie na Słowian, ma Wieża splugawi twój gród! - Umierający Biesmargł wykrzyczał jeszcze klątwę nim oddał duszę Wotanowi.



Szala zwycięstwa jęła przechylać się na stronę Słowian. Niejeden Teuton podążył do Walhalli ugodzony żelazną buławą Sediny i złoconą włócznią Żywi, zatrutymi strzałami, mieczami i toporami. Wtedy to teutoński trębacz imieniem Hamadal dobył bojowego rogu i zadął w niego przeciągle.



- Cymbrowie idą! - Wieść ta obiegła całe pole bitwy, budząc nadzieję na krwawe zwycięstwo w jednych, a lęk przed niewolą i rzezią w drugich sercach.

Cymbrów, przybyłych w półwyspu Himbersysel łączył układ wojskowy z Teutonami, przypieczętowany złożeniem ofiary z białego byka. Budzili trwogę niczym najprawdziwsze Čorty. Kupiec Wyszak wspominał niegdyś o nich w swoim raporcie, że czcili Licho pod imieniem Loki. Dosiadali rosłych ogierów, a ich pancerze przypominały łuski srebrzystych smoków. Ich płomienne czupryny zdawały się płonąć, oczy zaś lśniły złowrogo jak zielone ogniki. Prowadził ich do boju książę Hestvik, przez Słowian zwany Gościwitem, blady jak Mar – Zanna i straszny niczym pożoga. Dosiadał karego ogiera Kirmuna z grzywą i ogonem barwy płomieni, czerwonymi oczami i trzema plamami przypominającymi rubiny na zadzie. Lewą dłoń zaciskał na rękojeści dwuręcznego miecza Daragira, wznosząc go wysoko nad głową niby grom śmiercionośny. Straszni w boju byli Cymbrowie. Gromili bitnych Słowian, jakby samo Licho wspomagało ich czarami piekielnymi. Hestvik, czerwony od przelanej posoki wojów jak rzeźnik po całym dniu pracy, odszukał Sedinę coraz bardziej zmęczoną nieustającym zmaganiem. Uchylił się przed ciosem jej buławy, wciąż pokrytej resztkami mózgu Biesmargła, po czym zatopił miecz w nieosłoniętym boku Zadymki. Biała klacz jednorożca zwaliła się na ziemię jak podcięte drzewo i wyzionęła ducha. Nie cierpiała długo. Obolała po upadku Sedina, stanęła na nogi i spojrzała hardo w twarz księcia Cymbrów.

- Co ci uczyniło to niewinne zwierzę, żeś je tak okrutnie zamordował? Nie ujdziesz kary, ty, ty… wilkołaku! - Po raz ostatni zamachnęła się na Hestvika buławą.

- Odłóż tę zabawkę, laleczko, bo nie jest odpowiednia dla małych dziewczynek. - Z szyderczym uśmiechem Hestvik wykręcił z siłą imadła dłoń Sediny, zmuszając ją do wypuszczenia oręża. - Hasold! Suran! Spieszcie do mnie, nałożyć pęta tej wendyjskiej suce! - Dwóch palatynów Hestvika przybiegło skrępować królową Słowian grubymi powrozami.



Sedina na próżno kopała, gryzła i miotała na swoich oprawców najohydniejsze klątwy. W międzyczasie bitwa zamieniła się w rzeź. U stóp starej wierzby Żywia broniła się zaciekle, mając u boku swego dwóch rycerzy; Mściwoja i Mirosława. Choć nie brakowało jej odwagi, pojęła, że nie zdoła zwyciężyć. Zacisnęła przeto broń na szafirowej broszy, podarowanej niegdyś przez jej ojca, króla Czarnogłowa. ,,Tjernoglaffi’’ - Wyszeptała słowo niegdyś jej przekazane jako sekret życie ratujący. Wtem królową Bliskiego Zachodu i jej najwierniejszych rycerzy zakryła burzowa chmura i uniosła w bezpieczne miejsce. Droga na Sedinum stanęła jednak dla Cymbrów i Teutonów otworem…


*


Sedina otworzyła oczy, kiedy wylano jej na głowę wiadro lodowatej wody. Włosy miała potargane i zlepione krwią, prawe oko podbite, zaś dłonie skrępowane powrozami. Nie było dobrze. Stali nad nią uzbrojeni po zęby Cymbrowie. Pokazywali ją sobie palcami i wymieniali na jej temat rubaszne krotochwile. Wtedy to nadszedł Hestvik i nachylił się nad zwyciężoną królową.

- Ujarzmiłem twój lud mocą swojego ramienia – oznajmił wyniośle. - Mogę darować ci życie jako ostatniej nałożnicy na moim dworze.

- Gzić możesz się z maciorą a nie ze mną. - Sedina zawarczała w odpowiedzi jak sama Żweruna.




                                                    Ryc. za: Andragorys 


Hestvik kopnął ją rozgniewany w pierś ku uciesze swojego wojska. Oprócz zbrojnych mężów Sedina ujrzała także osławione cymbryjskie kapłanki. Były to staruchy siwowłose, z których każda mogła pozować do obrazu Baby Jagi. Szły za cymbryjskimi hufcami boso i odziane w białe szaty. Składały jeńców w ofierze Lokiemu to jest Lichu, poprzez gotowanie ich żywcem w kotłach. Sedina, dotąd odważna jak berserk, na ich widok zadrżała po raz pierwszy z trwogi. Wiedziała z wiarygodnego raportu Wyszaka, że swym okrucieństwem przewyższały nawet najdzikszych oprawców.

- Jaką piękną zwierzynę złowiłeś dla Lokiego, mój synu! - Ucieszyła się królowa matka, Maniffea, przełożona kolegium kapłanek.

Pochyliła się nad związaną Sediną i pogłaskała jej policzek szponiastą dłonią.

- Moje kochane słoneczko! - Głos Maniffei ociekał słodyczą. - Zapewnimy ci takie pieszczoty, jakich żadna mysz nigdy nie zaznała z łap kota! - Sedinę przeszły ciarki. Nie miała już siły krzyczeć.

Hestvik przemówił do arcykapłanki Lokiego.

- Pozwól, matko, że ta Słowianka zginie inną śmiercią.

- Co zamierzasz z nią uczynić, synu?

- Widziałem w Pomori z dala od ludzkich osad stary kurhan usypany na polanie. Nikt z miejscowych nie ośmiela się zapuszczać w te strony.

- Brzmi ciekawie – Maniffea zaczynała pojmować zamiar swego syna.

- Ciśniemy Sedinę jak najbliżej tego kurhanu po czym oddalimy się spiesznie. Niechże ją zeżrą strzygi, wąpierze, draugary, trolle i wszelkie inne nocne szkarady.

- Podoba mi się ten pomysł! - Maniffea klasnęła z uciechy w żylaste dłonie. - Myśle, że nasz pan, Loki będzie wielce rad z losu jaki czeka ten pomiot Cierniogłowa!

Uzgodniwszy ze swą matką sposób uśmiercenia Sediny, Hestvik rozkazał pięciu swoim najbitniejszym wojom, Ulfhednarom, noszącym hełmy z wilczych skór, aby za wszelką cenę odnaleźli zbiegłą królową Żywię. Po schwytaniu mieli ściąć jej głowę i przynieść księciu. Jako nagrodę za ten krwawy czyn Hestvik wyznaczył pięć złotych pierścieni.

Ciało głodnej i spragnionej Sediny pokrywały niezliczone guzy, sińce i świeżo zabliźnione rany. Dwóch rosłych Cymbrów pochwyciło ją za spętane ręce i nogi. Pod bacznym okiem jadącego konno Hestvika zanieśli ją w stronę owianego złą sławą kurhanu. Słońce już zaszło i z wolna zapadały ciemności gdy cisnęli królową na ziemię niczym worek wypełniony rzepą.

- Wzywaj teraz do woli Cierniogłowego a może wyzuje cię z łowczych obierzy! - Hestvik roześmiał się szyderczo i splunął.

Razem z księciem rechotali jego wojowie i towarzysząca mu królowa matka.

- Pa, myszko. Baw się dobrze. Zaraz tu przyjdzie kot bury i obedrze cię ze skóry, hi, hi! - Maniffea wykrzywiła się złośliwie w stronę Sediny, po czym razem z całym orszakiem odjechała, oddalając się pospiesznie od oświetlonego księżycowym blaskiem kurhanu.

Pod gwiazdami nawoływały się piskliwie nietoperze.

- Jeśli… taka wola Ageja… przyjdź Mar – Zanno.. i uczyń swoją powinność… - Słowa modlitwy wychodziły z ust Sediny jedynie z najwyższym trudem.



Mar – Zanna nie nadeszła jednak. Nie zjawiła się krwiożercza strzyga, nocnica o ognistych oczach, trzymająca kindżał w zębach, wąpierz, wilk, wilkołak, ani morus, specjalizujący się w duszeniu niewiast. Sedina ujrzała natomiast jakieś pocieszne karzełki, wychodzące z głębi kurhanu. Miały bladą cerę, przywodzącą na myśl blask Księżyca, prawie łyse głowy oraz brzydkie acz poczciwe twarze z czarnymi, paciorkowatymi oczami i odstającymi uszami. Szczebiotały coś między sobą niczym ptaki lub cykady.

- Majaczę… - Szepnęła do siebie nieszczęsna Sedina i straciła przytomność.


*


Nigdy w życiu nie spała tak długo. ,,Jeśli jakiś kronikarz spisze moje przygody, zostanę zapamiętana jako Śpiąca Królewna!’’ - Uśmiechnęła się do swoich myśli. Spostrzegła, że na jej przegubach i kostkach nie było już więzów. Wstała z miękkiego materaca ze złotogłowiu, wypełnionego łabędzim puchem, na którym spała przykryta wilczą skórą. Sklepienie nad jej głową tworzyło kopułę. W komnacie niewiele było światła, prócz migotliwego blasku rzucanego przez rozsiane hojną ręką różnobarwne klejnoty. Miejsce, w którym znalazła się Sedina pachniało świeżą, wilgotną od rosy ziemią.

- Gdzie jestem? Czy to Nawia? - Spytała na głos królowa.

- Witaj w naszym kurhanie, pani. - Sedina wzdrygnęła się, widząc ponownie blade karzełki.

- Nie lękaj się nas. Jesteśmy julki. Nasi prarodzice, Jul i Jula zostali zrodzeni przez Mokoszę w tej samej erze trzeciej co krasnoludki. Kurhan, w którym mieszkamy, wnosił się na tej ziemi, nim jeszcze nastały wody potopu. Ludek nasz chociaż mały jest stary i mądry.

- Zowię się Sedina…

- Wiemy o nieszczęściu, które spotkało ciebie i twój lud, pani – rzekły julki. - Kiedy Cymbrowie porzucili cię tu związaną, nie mogliśmy na to patrzeć bezczynnie. Zaklęciem lewitacji, umieściliśmy cię, pani, wewnątrz naszego kopca. Nasza maść z trzydziestu ziół wyleczyła twe rany, nawet blizn nie zostawiając. Byłaś wygłodzona i odwodniona aż litość brała, pani. Gdy spałaś, karmiliśmy cię przeto ożywczym wywarem, tłoczonym w twe żyły przez złotą igłę. Zmyliśmy też całą krew, kurz i brud, zakrywające krasę twego ciała, pani. - To ostatnie zdanie julki wypowiedziały z wahaniem i nie bez rumieńca wstydu.

- Niech wszyscy Enkowie wam wynagrodzą! - Uradowana Sedina klasnęła w dłonie. - Kto jest waszym władcą? - Spytała po chwili.

- Panują nad nami z mandatu Welesa i Mokoszy król Słowek wraz z królową Darudą. - Odpowiedziały julki.

- Pragnę ich poznać. - Wyznała Sedina.

- Podążaj przeto za nami, pani.




                                                    Ryc. za: cupidpoetry7777


Julki zaprowadziły Sedinę do sali tronowej, której podłoga, sufit i ściany były wyłożone złotymi łuskami. Trony króla i królowej przypominały wielkością meble ustawione w domu dla lalek. Zasiadający na nich monarchowie wyglądali inaczej niż ich poddani. Podobni byli bardziej do eterycznych elfów z długimi, złocistymi włosami, spiczastymi uszami i wielkimi oczami o głębokim wejrzeniu. Na głowach nosili złote korony. Daruda miała na sobie suknię z płatków bladej róży, podczas gdy Słowek odziany był w połyskliwy chiton granatowej barwy.

- Jestem wam nieskończenie wdzięczna za ocalenie mi życia. - Wyznała Sedina.

Daruda powstała z tronu i z uśmiechem podała Sedinie złotą tacę. Leżała na niej kromka chleba z miodem i czosnkiem.

- Zjedz, kochana… - Zachęciła królowa julek.

Sedina poczęstowała się. Jej serce napełniła nieopisana błogość.

- Nigdy nie jadłam niczego tak dobrego.

- To był rajski chleb, jaki w Nawii Jasnej spożywają jytnas.

- Jak trafił w wasze ręce?

- My, julki żyjemy w większej zażyłości z Agejem i Enkami niż ludzie. - Objaśniła Daruda.

- Rada byłabym zamieszkać z wami na stałe w waszym kopcu. - Rozmarzyła się Sedina. - Może znacie jakiś czar, który zamieniłby mnie w jedną z was? - Spytała głosem pełnym nadziei.

- Tobie, dostojna pani siostro – Daruda pokręciła głową – Enkowie przeznaczyli co innego niż nam. Masz władać ludźmi na powierzchni, nie zaś mieszkać z nami w kopcu.

- Wszak straciłam już swoje królestwo! - Jęknęła Sedina.

- Pomożemy ci je odzyskać. - Zapewnił Słowek.

- Jesteście tacy mali… bez obrazy. Naprawdę zamierzacie walczyć ze zbrojnymi mężami?

- Mamy bliższy kontakt z Trygławem niż ludzie. - Oznajmiła Daruda. - Ten, kogo zowią również Welesem pozwala nam za życia odwiedzać Nawię. Jytnas nigdy nie odmawiają nam potrzebnych narzędzi, broni, nawęzów, leków. W razie czego mogą nawet osobiście stawić się do boju przeciwko chwalcom Licha. - Oczy Sediny zapłonęły radośnie, a na jej twarzy po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawił się uśmiech.


*



                                                        Ryc. za: wolf - minori


,,Kiedy Hestvik zasiadł na tronie w zdobytym przez siebie Sedinum, poniechał zupełnie rycerskiego rzemiosła. Pędził odtąd gnuśnie dnie i noce na niekończących się hulankach. Przy stołach zastawionych pieczonym mięsiwem, opróżniał beczki piwa, wina i miodu, grał namiętnie w kości i pozbawiał wianków wzięte do niewoli panny. Nie dbał przy tym ani o stanowienie prawa, ani sprawowanie sądów. W tym czasie puszczeni samopas wojownicy cymbryjscy, samowolnie łupili wszystkie dobra materialne jakie tylko zdołali unieść. Niczym deszcz obfity w całym podbitym królestwie rosiły ziemię łzy pohańbionych niewiast. Nienawiść do bezlitosnych najezdników tliła się w pozornie tylko ujarzmionych sercach słowiańskich niczym lawa zimna z wierzchu a gorąca w środku. Dzień pomsty spadł na Hestvika i jego Cymbrów niczym potrzask. Oto powróciła spod ziemi, uznana już za zmarłą królowa Sedina. Dołączyła do niej jej siostra, Żywia, zstępująca na ziemię na śnieżnobiałym obłoku. Obie królowe zgromadziły pod swoją stanicą stada gryfów oraz zajadłych bestii z Puszczy Wkrzańskiej: wilków, rysiów, niedźwiedzi, rosomaków, turów, żubrów, dzików i trusi, to jest olbrzymich węży o jadzie palącym. Do boju stawili się także polegli przed wiekami witezie, przybyli za zgodą Trygława z Jasnej Nawii. Wszyscy byli okryci złocistymi zbrojami, zaś nad ich głowami jaśniały ogniste korony. Hestvik pogrążony w rozpuście i pijaństwie utracił w jedną noc stołeczne Sedinum, ledwo unosząc własną głowę. Lud słowiański widząc tę sromotną klęskę Cymbrów, nabrawszy otuchy, pochwycił za oręż, pragnąc powrotu na trony obu cór Czarnogłowa. O klęsce Hestvika rozstrzygnęła bitwa pod Pijanowem, wioską na brzegu rzeki Piany. W czasie krwawego boju, niebo pociemniało jak włosiany wór. Pioruny biły wściekle, co rusz o śmierć przyprawiając Cymbrów. Nie wyrządziły za to najmniejszej szkody Słowianom. Długo potomni mawiali z przejęciem, że nawet gwiazdy zeszły z nieba, aby wojować przeciw Hestvikowi. Burza ustała gdy zwycięstwo odniosły Sedina i Żywia. Na niebie zajaśniała siedmiobarwna tęcza, zaś dumny Hestvik poszedł w pęta niewoli’’.


Tymi słowami opisał ówczesne wydarzenia średniowieczny, duński mnich, Asmund Hakonsen, autor ,,Pieśni o Cymbrach’’, żyjący w tym samym stuleciu co Saxo Gramatyk.


*



Zwycięska Sedina podobna była groźnej bogini wojny. Okryta kolczugą, z rozwianymi na wietrze złocistymi włosami, stała na pobojowisku wsparta o miecz, aby odbyć sąd nad pokonanym wrogiem. Hestvik, nawykły do wydawania rozkazów i posłuchu, leżał teraz u jej stóp, skrępowany i obdarty ze zbroi. W ostatnich dniach utracił swoje wojsko jak też matkę. Królowa Maniffea wraz z innymi kapłankami Cymbrów zginęła pożarta żywcem przez wilki.

- Cóż mam uczynić z tym nędznikiem? - Dumała Sedina.

Wokół niej trzepotały skrzydłami dwa kruki, jeden po lewicy a drugi po prawicy królowej.

- Kra! Wet za wet!



- Kra! Gwałt niech się gwałtem odciska!

Bezlitosny książę zadrżał jak osika. Do Sediny podeszła jej siostra, Żywia z ręką na temblaku.

- Zważ, pani siostro, że u zarania jedenastego eonu Teost Car Słońce przebaczył tym, którzy zadawali mu śmierć wielce bolesną.

Sedina westchnęła ciężko.

- Zwiążcie tego robaka i puśćcie na Morze Srebrne w łódce bez żagli i wioseł. Może Jurata ulituje się nad nim.- Wyrok wykonano.

Prawili różni późniejsi autorzy, że Hestvik ocalał, dopłynąwszy do brzegu jednej z wysp. Zaczął nowe życie, stając się założycielem rycerskich rodów ze Szwecji i Danii. Jednak najstarsze źródło, cytowana już ,,Pieśń o Cymbrach’’ stawia przy dalszych losach Hestvika wielki znak zapytania.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz