,,Zjawiał się lekarz. [...] Kiedyś przyszedłszy do Zosi przyniósł jej dużego kasztana.
- Masz - powiedział - schowaj pod poduszkę. Mówią, że to pomaga.
Gdy odchodził, Anna, która była obecna przy tej wizycie wyszła za doktorem do przedpokoju.
- Czyżby pan doktor naprawdę wierzył w skuteczność tego kasztana? - zapytała go.
Uśmiechnął się lekko.
- [...] na tę chorobę nie ma lekarstwa.
- Co to takiego?
- Można to nazwać rodzajem paraliżu przewodów nerkowych. [...] Są w człowieku ukryte siły, których nie zna medycyna. Może kasztan w kieszeni lub pod poduszką potrafi te siły wyzwolić? Wiara jest najlepszym lekarstwem...
- Zosia jest bardzo pobożna.
Lekarz sięgnął do kieszeni, wyjął z niej różaniec i pokazał Annie.
- Ja też się modlę - powiedział. - Niech ona się modli i wszyscy, którzy ją kochają, niechaj się modlą. Kasztan modlitwie nie przeszkadza, bo to nie żaden zabobon, ale podejrzenie, że mogą być jakieś naturalne własności tego owocu pomagające leczeniu. W tak rozpaczliwej sytuacji trzeba sięgać do wszystkich środków naturalnych i nadnaturalnych...'' - Jan Dobraczyński ,,Dzieci Anny''


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz