poniedziałek, 28 września 2015

Człowiek - niedźwiedź na dworze Jana Kazimierza




,,A był tam niedźwiadek, alias in forma człowiek, circiter koło 13 lat mający, którego na Litwie, parkany stawiając, Marcin Ogiński żywcem osocznikom kazał do sieci nagnać i złapać z wielką strzelców szkodą, bo go niedźwiedzie srogo bronili, osobliwie jedna wielka niedźwiedzica najbardziej broniła, znać, że to była jego matka. Tę skoro osocznicy położyli, zaraz też i chłopca złapano, który był taki właśnie, jaki powinien być człowiek, nawet u rąk i nóg nie pazury niedźwiedzie, ale człowiecze paznokcie; ta tylko od człowieka była dyferencyja, że był wszystek długimi tak jak niedźwiedź obrosły włosami, nawet i gęba wszystka, oczy mu się tylko świeciły; o którym różni różnie konwertowali, konkludując jedni, że się to musiało zawiązać ex semine viri cum ursa; drudzy zaś mówili, że to znać niedźwiedzica porwała gdzieś dziecko bardzo młode i wychowała, które że wymiona ssało, i dlatego też owę przybrało podobieństwo zwierzęcia. Nie miało to chłopczysko ani mowy, ani obyczajów ludzkich, tylko zwierzęce. W tenże czas podała mu królowa z gruszki łupinę, pocukrowawszy ją; z wielką ochotą włożył do gęby; posmakowawszy wypluł to na rękę i z ślinami cisnął królowej między oczy. Król począł się śmiać okrutnie. Królowa rzekła coś po francusku; król jeszcze bardziej w śmiech. Ludowika, jak to była gniewliwa, poszła od stołu; król też na ową furyją kazał nam wszystkim pić, wina dawać, muzyce, fraucymerom przyjść, nuż w ochotę'' - Jan Chryzostom Pasek ,,Pamiętniki''. 


Przygody polskiego herosa




,, I. Bohater, młodzieniec niezwykłego pochodzenia i nadludzkiej siły, (a) jest synem niedźwiedzia i porwanej przez niego kobiety (...), (b) synem karła lub zbójcy, (c) synem człowieka i niedźwiedzicy, klaczy lub krowy, lub przynajmniej (...) wychowankiem tych zwierząt, albo (c) poczęła go matka, zapłodniona przez magiczny owoc, (...) wiatr, (...) ogień, (...) albo wreszcie siłę swą zawdzięcza  ssaniu matki przez kilka (siedem i więcej) lat.
A. Trzej królewicze strzegą ojcowskiego ogrodu, nawiedzanego przez tajemniczego ptaka.
B. Trzej królewicze wyruszają po cudowną wodę dla chorego ojca.
II. Towarzysze bohatera. (...) Spotkawszy dwu bohaterów, odznaczających się niezwykłą siłą, (...) bohater przybywa do samotnego domu w lesie (... zamku), poskramia potwora, który poprzednich dni poturbował towarzyszy, gdy gotowali obiad, (...) wszczepia jego brodę w pień, potwór ucieka do lochu (...) bohater zapuszcza się za nim w podziemia.
A. Najmłodszy królewicz podpatruje tajemniczego ptaka i puszcza się za nim w podziemia.
III. Uwięzienie królewny. (...) Trzy królewny (... rzadziej jedna), porwane przez smoka, żądają od bohatera wyzwolenia.
IV. Walka ze smokiem. (...) Bohater otrzymawszy miecz (.... inne magiczne środki), zabija smoka, (...) towarzysze wyciągają w koszu królewny, (...) bohatera zaś chcą zgubić i przecinają linę, on jednak obciąża kosz czymkolwiek, sam zaś pozostaje w podziemiu, (...) niekiedy zostaje wydobyty przez ocalone królewny.
V. Powrót z podziemia. (...) Bohater wydobywa się na świat (...) przy pomocy ducha lub (...) ptaka (...gryfa), któremu ocalił pisklęta, (...) a którego karmi kawałkiem własnego ciała.
VI. Ukaranie zdrajców. (...) Bohater daje się poznać ocalonej królewnie, przybywszy do zamku w dzień jej wesela. (...) Przebrany za biedaka (...) posyła swego psa na zamek, by przyniósł mu potrawę od królewny lub (...) zawiadamia królewnę o powrocie zbawcy, albo (...) ukazuje pierścień lub (...) inny znak, po którym królewna może go rozpoznać. (...) Zdradzieccy towarzysze ponoszą śmierć, bohater poślubia królewnę'' -
Julian Krzyżanowski ,,Polska bajka ludowa w układzie systematycznym'' [w]: Marek Derwich, Marek Cetwiński ,,Herby, legendy, dawne mity''. 


Legenda rodu Czartoryskich




,,Słyszałem - pisze de Mongrillon, poseł francuski przebywający  w Polsce pod koniec XVII w. - od księcia Czartoryskiego, że wywodzą się oni od Colonnów, co jest dużym zaszczytem dla tych rzymskich panów, którym dom brandenburski czyni ten sam zaszczyt. Opowiedział ciekawą powiastkę rodzinną na ten temat, którą opowiadają tak naprawdę  jedynie jako żart. Oto jak przedstawiają sprawę. Powiadają, że pewien pan z rodu (Collonów) uzbrojony wpadł we Włoszech w pewien rodzaj jamy lub przepaści bardzo głębokiej i wyszedł na powierzchnię ziemi na Litwie przez inną dziurę, pozostając w tym samym stanie w jakim upadł. Urządził się w tym kraju, dając początek rodowi (Czartoryskich) i dlatego ma on w herbie człowieka uzbrojonego'' - Marek Derwich, Marek Cetwiński ,,Herby, legendy, dawne mity''


Mokośka kapłanka

,,Obie córki Owsiwoja i Lubiny otrzymały swe imiona – Mokosz i Mokośka na cześć Mokoszy. Podczas gdy Mokosz poślubiła Horpyna (Gorpinus), jej siostra została kapłanką Aredvi. […] Nosiła białą z czerwonym wizerunkiem – wyobrażeniem Enki; wianek z lilii, szafir przytwierdzony do czoła i pierścień z jednorożcem. Wyróżniała się wielkim nabożeństwem, pilnością i pokorą, była uwielbiana przez cały chram. Poza tym budziła podziw swą urodą. Jednak pewnego dnia coś zaczęło jej doskwierać. Bała się o tym powiedzieć, aż wreszcie zdobyła się na odwagę.
- Świat jest pełen cierpienia i zła – modliła się przed posągiem Mokoszy – dzieci umierają zaraz po opuszczeniu łona matki, susze niszczą pola, Gorynycz choć uwięziony wciąż szaleje – rzeźba milczała. - Nazywam się Ćma, bo za 'ćmę' kocham i cierpię katuszę – sama aż przestraszyła się tak śmiałych słów. - Proszę cię, matko, udziel mi swej potęgi, bym mogła zmienić świat. Najlepiej już dzisiaj. Nie bój się, nie wykorzystałabym Twej mocy w złym, lub osobistym celu, a jeno dla dobra podległego Ci stworzenia – gdy Mokośka to mówiła, drewniany posąg zaczął ożywać. Mokosza stanęła przed swą służebnicą.- Przekaż mi swą władzę, choćby na jeden dzień, a zobaczysz, że ludzie będą szczęśliwsi, a ja mądrzejsza. Niech to będzie na próbę, żebym wiedziała co Ty czujesz będąc Enką – Mokosza długo patrzyła jej w oczy, po czym ukoronowała Mokośkę złotą, a następnie ognistą koroną. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Zamiast w chramie była teraz we wnętrzu Enkohazu; widziała Ageja i Enków. Świętowit myślał, że ma przed sobą żonę. Gdy zasiadła na kryształowym tronie w przepysznej komnacie, jej oczom ukazał się cały świat z jego mieszkańcami. Wtem do jej uszu dobiegły błagania kobiety spodziewającej się dziecka o bezpieczne rozwiązanie. W jednej chwili zastępczyni Mokoszy znalazła się w izbie. Naszykowała sobie łuk i strzały, by odegnać mamuny, lecz te zdawały się nic nie wiedzieć o porodzie. Mokośka była niewidzialna i zaczęła obserwować rodzącą. Była noc, gdy kobietę zbudziły potężne bóle i wówczas wezwała opieki ze strony Mokoszy. Nastąpił krwotok i dziecku i matce groziła śmierć. Mokośka przy całym swym współczuciu była bezradna, a widząc, że dwie istoty mogą umrzeć, padłą na kolana i zrywając obie korony z płowych włosów błagała Aredvi o wybaczenie i o ratunek. Głośno płakała, lecz nikt w izbie jej nie słyszał. Tymczasem przybyła prawdziwa Mokosza – Dziecilela. W jednej chwili zatamowała krwotok i już po kilku chwilach, łono opuściło piękne niemowlę. Mokośka mocno żałowała swej prośby, przez którą omal nie zginęła rodząca matka, lecz Mokosza na znak przebaczenia dała jej klejnot w barwach czerwieni, bieli i błękitu'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.




- Pytasz mnie, Mokośko, córko Owsiwuja, dlaczego twoje modlitwy pomagają nie tej osobie, za którą się wstawiasz – złotowłosa Mokosza w białej szacie, stała przed klęczącą u jej stóp kapłanką i razem rozmawiały.
- Tak, Pani, o to właśnie chciałabym Cię zapytać, jeśli nie będzie to aktem pychy z mojej strony.
- Szczerze poszukujesz prawdy – Mokosza nachyliła się nad swą służebnicą i jasną dłonią pogładziła jej płowe włosy – a to jest miłe Agejowi i nam, Enkom. Tak naprawdę to Agej przyjmuje twe prośby, podziękowania, wynagrodzenia i uwielbienia i on sam, Agej Niepojęty dysponuje nimi, zaś my, stworzone przezeń z ciała boga Niepodzielnego istoty święte jedynie zanosimy je przed jego ołtarz w Kaplicy Płomieni w Domu Enków. Agej nie jest niczym skrępowany w dysponowaniu twymi darami, lecz wiedz, córko ludzi, że w swym nieskończonym miłosierdziu, na pewno nie pozwoli, by twe szczere i wytrwałe modły miały pójść na marne. Niektórym istotom mającym dusze już nikt nie może pomóc – płoną bowiem po wieki na przeklętych wyspach Nawi Čortów. Prośby za nie skierowane, pomagają nie im, lecz innym stworzeniom. Pamiętaj, że Agej pamięta i chce pomóc także tym zapomnianym i wzgardzonym. Cokolwiek się stanie, niezależnie czy masz nastrój dobry czy zły, nie porzucaj modlitwy.
- Tak uczynię – odrzekła Mokośka swej umiłowanej pani.
Mokosza chcąc wystawić swą kapłankę na próbę, rzekła jej pewnego razu.
- Spełnię twoje trzy życzenia. Wybierz dobrze, żebyś nie musiała ich żałować – służebnica Królowej Ziemi, jej matki i pani popadła w zadumę, bo nie wiedziała o co prosić tą, która czciła. Siedem dni rozmyślała o tym, aż w końcu za zgodą swej mistrzyni Laticy opuściła chram i udała się na wędrówkę. Okrągły miesiąc włóczyła się po siołach i grodach, lasach i polach, bagnach, a stepach, pytając ludzi, skrzaty, rusałki i wodniki, oraz zwierzęta i rośliny, bo mocą Mokoszy znała ich mowę, o co mogłaby prosić swą panią. Usłyszała dziesiątki propozycji. Witezie mówili jej: ,,Proś o sławę i bogactwo'', kmiecie podpowiadali: ,,Proś Matkę Wilgotnej Ziemi o to, byś nigdy nie zaznała głodu ni choroby''. Rusałki jej rzekły: ,,Abyś była piękna i miała słodki głos jak my''. Jaskółki i skowronki zalecały prosić o dar przesypiania srogiej zimy pod lodem, lub pod ziemią, mrówki o pracowitość, tury o siłę, lochy o płodność, jeże o to, by nie musiała lękać się puchaczy, drzewa o długie życie... Gdy Mokośka powróciła do swego chramu, leżącego gdzieś na ziemiach późniejszej Analapii, padła na kolana przed posągiem swej pani i poprosiła:
- Udziel mi matko męstwa, zaufania Tobie i miłości, bym wytrwała i mogła kiedyś spotkać się z Tobą – Mokoszy spodobała się prośba jej kapłanki i udzieliła jej darów, o które prosiła.







niedziela, 27 września 2015

Pielgrzymka 2015

,,Bolesna Królowo Polski u świętej Doroty w Licheniu – udziel pokoju dniom naszym'' – ks. Jan Twardowski ,,Polska litania''

W dniach 24 – 26 września 2015 roku byłem na autokarowej pielgrzymce do sanktuariów w Rokitnie, Licheniu, Częstochowie i Kaliszu. Wyruszyliśmy nad ranem spod kościoła pod wezwaniem św. Stanisława Kostki w Szczecinie. Zaniosłem ze sobą intencję pokoju na świecie i parę innych, Bogu wiadomych.




Rokitno (starokrasne: Rokitopolis, runwirskie: Rokitno) leży w województwie wielkopolskim. W czwartek byliśmy tam na Mszy Świętej. W mieście tym znajduje się obraz Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej (owe słuchanie modlitw symbolizuje Jej odsłonięte ucho, zaś półprzymknięte oczy oznaczają kontemplację Boskiej natury Jezusa Chrystusa i otwarcie się na Jego naturę ludzką).



O Licheniu (Lichopolis, Lichen') dowiedziałem się po raz pierwszy w drugiej lub trzeciej klasie szkoły podstawowej słysząc rozmowę mojej śp. Babci z sąsiadem, panem Joxem ov Jarinisem. Miasto to leży w województwie wielkopolskim. Widziałem w nim cudowny obraz Maryi w 2004 r. przeniesiony z kościoła św. Doroty do Sanktuarium Bolesnej Królowej Polski. Uczestniczyłem we Mszy Świętej i w Apelu Jasnogórskim w owym wielkim i niewypowiedzianie pięknym sanktuarium, prawdziwym przedsionku Nieba na Ziemi. Oglądanie owego cudu architektury było nadzwyczajnym przeżyciem duchowym i estetycznym. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo piękna, choć zaniedbana jest nasza Ojczyzna. Kult obrazu sięga 1813 r. kiedy to Maryja z białym orłem na piersi ukazała się po bitwie pod Lipskiem rannemu, polskiemu żołnierzowi w armii napoleońskiej. Nieco później objawiła się pasterzowi Mikołajowi Sikatce, którego grobowiec oglądałem. W Licheniu piłem cudowną wodę i odprawiałem Drogę Krzyżową na Golgocie – sztucznej górze zbudowanej z milionów kamieni, w tym kamieni szlachetnych.



W Częstochowie (Mariopolis, Mariograd) uczestniczyłem w nabożeństwie Drogi Krzyżowej na Jasnej Górze. Nocowaliśmy u gościnnych sióstr salezjanek, oraz zakupiliśmy pamiątki, które zostały poświęcone przez paulina.



W Kaliszu (Calisia, Kas'liš), w województwie wielkopolskim, modliliśmy się w sanktuarium św. Józefa i w podziemiach kościoła widzieliśmy wystawę o katolickich kapłanach więzionych i mordowanych w Dachau. Tu ciekawostka: Dachau było jedynym obozem koncentracyjnym, z którego wypuszczano, ale pod warunkiem wyrzeczenia się kapłaństwa. Jednak żaden z więzionych księży i biskupów nie zdradził powołania. Widziałem obraz Świętej Rodziny w królewskich, złotych szatach i koronach na czerwonym tle.
 Do Szczecina wróciłem nocą, zmęczony, ale szczęśliwy. Na pielgrzymce doświadczyłem Bożej miłości i ujrzałem wiele pięknych miejsc.

Oniricon cz. 151

Śniło mi się, że:

- po chodniku pełznął ni to padalec, ni to robak o ciele z brązowej taśmy klejącej; bałem się go i plułem na niego, a wtedy słyszałem wybuch; potem owemu stworzeniu wyrosły ręce, za które złapałem i zacząłem nim kręcić,



- ,,Borata'' kręcono w Szczecinie, przez nieuwagę wszedłem na plan filmowy, widziałem bojówki nacjonalistów i nagie niewolnice,
- w Polsce piastowskiej nie było primogenitury; prawo to wprowadził Przemysław Wygnaniec, zaś bł. Wincenty Kadłubek wymyślił primogeniturę, by Kazimierz Sprawiedliwy mógł zjednoczyć Polskę,



- pewien szwajcarski, czarnoskóry bóg wymyślił sobie piękną boginię i spłodził z nią morskie smoki; ów bożek sprzedawał fast - foody,
- po latach spotkałem w Parku Kasprowicza w Szczecinie swoją byłą nauczycielkę fizyki, panią Jolenę ov Symetayak z papierosem,



- jakiś chłopak pytał mnie jaką książkę mu polecam, a ja odpowiedziałem, że ,,Biblię''; rozmawialiśmy o filmach Disneya, w tym śnie Mulan, albo Pocahontas miały monstrualnie duże oczy,
- byłem w Indiach na dworze maharadży, gdzie poczęstowano mnie szaszłykami i karafką napoju alkoholowego somy; odmówiłem wypicia alkoholu powołując się na ślub abstynencji; potem soma wylała się do łóżka,
- w XXI wieku w świecie alternatywnym istnieje Polska zamieszkana przez ludzi półnagich i bosych, obejmująca Litwę, Białoruś i Ukrainę, mająca kolonię na Tobago, w Ghanie, Liberii, w Chicago, oraz w Santanie (Brazylia); w tym śnie królowa Polski poślubiła Napoleona Bonaparte, zaś Jezus Chrystus pochodził z Hiperborei,



- czytałem książkę ,,W borach i w lasach'' z serii ,,Tajemnice zwierząt'', gdzie znalazłem dużo informacji o krokodylach, książka wiele razy wypadała mi z rąk i bałem się, że się zniszczy,



- w jednym z opowiadań Pilipiuka, moja Mama nazywała się Lidia i wyszła za mojego wujka, który był faraonem, zaś na umywalce siedział na jakiejś obrzydliwej narośli ogromny komar,



- jechałem tramwajem, kiedy jakaś czarownica cofnęła czas przez co tramwaj się cofał,
- Ludwik XVI publicznie się obnażał,
- powiedziałem Macaysowi Marsiliusowi ov Xantyjowi, że jako Polak jestem dumny z Leszka Białego za to, że nie pojechał na krucjatę,
- razem z Jarosławem Grzędowiczem poszedłem w samych majtkach nad jezioro Rusałka w Szczecinie w Parku Kasprowicza w Szczecinie,
- w jakiejś kobiecej gazecie był artykuł o prostytutce, w którym padły słowa o ,,Mahometach i dzianetach''. 

środa, 23 września 2015

Dziecilela - pamięci bł. Matki Teresy z Kalkuty

,,Słowiańska encyklopedia 'Obraz świata' z lat 469 – 480 podaje tu wzmiankę o córce Mokoszy (lub jej przydomku!) Dziecileli, lecz ta półlegendarna postać żyła w erze dwunastej, a nie jedenastej'' - ,,Tatra cz. III Ona i on''.




Z woli Ageja niektórzy Enkowie zstępowali na Ziemię, między podległe im stworzenia, by opiekować się nimi, jako ich bracia i siostry według ciała. Tak w erze ósmej Weles stał się wilkołakiem Welesławem, w erze jedenastej – Swaróg królem ludzi Teostem Carem – Słońce, zaś Mokosza w erze trzynastej jako królowa Mokra władała ludem Mokszan, spokrewnionym ze Svamijczykami i Czudami, zaś w erze dwunastej była iliryjską księżniczką Dziecilelą, największą z jytnas owego eonu. Niektóre mity zamieszczone w ,,Codex vimrothensis'', podają, że nie była to Mokosza wcielona w ludzką niewiastę, jeno córka oblubienicy Świętowita, są to jednak tradycje późne i niepewne.



Ilirowie byli potomkami Grabu i Jodły, zaś ich praojciec Ilarion, przez Ruskolanów nazywany Iłarionem, przez Polan – Laryszem, zaś przez Rzymian – Hilariusem, osiadł w ziemi Q- Sipar nad Morzem Rajskim, do której przylegały ziemie Greków, Macedończyków i Słowian. Ilirowie, lud założony przez Ilariona, żyli z uprawy ziemi, pasterstwa i łowiectwa, podzieleni na rody, przez Słowian zwane zadrugami, którym okazywali więcej posłuchu niż licznym, lokalnym królom i książętom. Dopiero w następnej erze, Ilirowie zbudowali jedno królestwo, graniczące z Epirem i toczące wojny z Rzymianami. Wówczas to Teuta, królowa Iliricum wielokrotnie napadała i łupiła rzymskie korabie pełne wszelkich dóbr, jednak prastaremu ludowi Ilariona i tak przyszło dźwigać jarzmo rzymskiej niewoli.



Tymczasem w pierwszych wiekach ery jedenastej, nad rzeką Siraką w Ilirstanie, jak w mowie turańskiej nazywała się owa kraina, żył książę Frenus, któremu złożyli hołd patriarchowie siedmiu góralskich, rybackich i myśliwskich klanów. Władca ów pojął za żonę Słowiankę z północnych ziemic, imieniem Żywie. Była córką bana Dejvoka, niewiastą o piękności rusałki, odwadze Wiły, mądrości żyjącej całe wieki później Światłosławy, córki króla greckiego Jeszy i dobroci jytnas. Owa to Żywie Dejvokievna, nosząca swe imię na cześć Ageja – Żywota, mimo cudzoziemskiego pochodzenia pokochana tak przez prostych jak i przez możnych Ilirów, urodziła księciu Frenusowi, silnemu jak niedźwiedź, odważnemu jak leopard, a przy tym urodziwemu, mądremu i dobremu, córkę, której nadała słowiańskie imię Dziecilela. Ilirowie nazywali księżniczkę imieniem Velta, zaś jej matkę – Solaxia. Narodziny Dziecileli zwiastowało niezwykłe wydarzenie. Oto na nocnym niebie pojawiło się wielkie serce utworzone z gwiazd. W owym cudownym znaku, tak prości jak i uczeni ujrzeli zapowiedź kogoś, kto swą miłością będzie zmieniać świat. Dziecilela była pięknym dzieckiem o sercu czułym i wrażliwym, pełnym miłości do Ageja, Enków i innych stworzeń, a choć wychowywała się w bogatej rodzinie, nie była obojętna na niczyją krzywdę. Swą urodą i wdziękiem przypominała złotowłosą Mokoszę o sinych oczach, a najbliżsi miłowali ją jakby malutką Enkę, dopiero co spadłą z nieba.



Tymczasem nadeszło zagrożenie ze wschodu... Plemiona turańskie pochodzą od Grabu i Jodły, a ich praojcem był heros Tur, mieszkający gdzieś w środkowej Azji w pobliżu Iranwedźu – kolebki Persów i Ariów. Pierwszym państwem Wielkiego Turanu był chanat Turii, leżący na turkmeńskiej ziemi i toczący wyjątkowo krwawe walki z Sinea i Iranwedżem. Turianie mieli żółtą skórę i kose oczy. Na swych stanicach nosili obraz lutego węża, przez Słowian zwanego Gorynyczem, a powiadano o nich z trwogą, że odzyskiwali młodość zrzucając starą skórę jak gady, a ponoć nawet w czasie bitew przybierali postać ogromnych, jadowitych węży – trusi i zabijali wrogów ukąszeniami, niemniej nie trzeba we wszystko wierzyć. Po upadku Chanatu Turiańskiego zniszczonego przez najazdy Tartarów z Mogol i Scytów z Altayany, plemiona turańskie zajęły stepy Taj – Każk, Taj – Promet i Uzbecję, siejąc mord i pożogę. W VI wieku ery XII, kiedy żyła Dziecilela, plemiona te zjednoczył król Turan z Żelazną Maczugą, którego wykuta przez Čorty, zwane abaasami, buława miażdżyła najtwardsze skały i pancerze. Turan był potężny, chciwy, pełen buty i srogości. Utopił we krwi królestwo zwane Armanem, zaniósł pożogę do Anatolii, by w końcu nałożyć ciężkie jarzmo niewoli Trako – Słowianom, Macedończykom i Ilirom. Książęta iliryjscy z lęku składali pokłon Turanowi i przysięgali mu wierność na jego Żelazną Maczugę, lecz niezłomny książę Frenus odmówił złożenia hołdu władcy najezdników i niepomny gróźb króla, wciąż trzebił jego zagony. W końcu król Turan przeciwstawił jego odwadze swój podstęp i zaprosił na rozmowy pokojowe. Gdy Frenus, pan na Sirok – Sipar przybył bez broni w umówione miejsce, pan i władca mnogich ludów Wielkiego Stepu zdradziecko rozkazał szyć z łuku do iliryjskiego księcia, który był honorowy i myślał, że wszyscy kierują się honorem. Frenus zginął najeżony strzałami, a wojska Turanu zajęły jego włości łupiąc, paląc, gwałcąc i mordując. Księżna Żywie Słowianka próbowała bronić swych poddanych, dysponując jeno garstką wojów, lecz wysłani przez króla Turana skrytobójcy, których Arabowie nazwaliby asasynami, a Żydzi – sykariuszami, zakradli się bezksiężycową nocą do namiotu matki wcielonej Mokoszy i zadali jej białemu, a nagiemu ciału osiemdziesiąt ciosów falistymi sztyletami i ucięli jej głowę, którą zdobiły jedwabiste zasłony złotych włosów. Morderców dopadły i uśmierciły obudzone nie w porę straże, lecz księstwa Sirok – Sipar nic już nie mogło uchronić przed turańskim jarzmem i losem męczeńskiego Armanu. Gdy z rozkazu Żelaznej Maczugi ziemia nasiąkała krwią niewiast i dzieci, niejaki Polion, przez Słowian zwany Sowińcem, zabrał ze sobą pięcioletnią księżniczkę Dziecilelę i uciekł z nią daleko na północ, aż na ziemie późniejszej Analapii, czyli obecnej Polski.
U celu wędrówki, Sowiniec zmarł we wsi Pałszyce, zaś księżniczkę przygarnęli chłopi; gospodarz Igołom wraz z żoną. Odtąd Dziecilela wychowywała się razem z gospodarskimi dziećmi, dzieląc ich smutki i radości, prace i zabawy. Ona, Matka Wilgotnej Ziemi, z której Wszechrodnego Łona brało pokarm całe stworzenie, jako córka Aivalsy nieraz cierpiała z głodu i zimna. Ta, której ciało kryło skarby, żyła teraz w biedzie i pogardzie, lecz jej serce pozostało nadal pogodne i wrażliwe na krzywdę. Choć nie stać jej było na posag, parobkowie oglądali się za jej złocistą kosą. Dziecilela nie przyszła jednak na świat, by zakładać rodzinę, bo do Ageja prowadzi nie jedna droga, lecz więcej. W siedemnastej wiośnie życia, żegnana przez wszystkich, opuściła wieś i udała się do grodu Dłuska – Pałżynu, gdzie założyła białą szatę z wyhaftowanym na piersiach płomieniem, głowę przyozdobiła wieńcem z maków, szyję czerwonym szkiełkiem, a palec pierścieniem z rubinem i złożyła ślub zachowania dziewictwa po kres swych dni. Została przyjęta w szeregi kapłanek samego Ageja – Osoby Ognistej i z dziesięcioma siostrami, zamieszkała w Dłusku – Pałżynie, gdzie zgłębiwszy liczne nauki, leczyła, zamawiała choroby, uczyła dzieci, odbierała porody, wypędzała Čorty i rysowała mapy. Którejś nocy w czasie postu i czuwania, w jej umyśle po trzykroć rozległ się głos ,,Pragnę''!, lecz nie wiedziała skąd pochodzi. Gdy ciężar zmęczenia, głodu rozmyślań przygniatał ją do ziemi, ujrzała przed sobą krzepką, grubą i brzydką babę o mokrych, siwych włosach, przepasaną wodorostami, a woda lała się z niej tworząc kałuże. Nad jej głową płonęła ognista korona. Dziecilela wiedziała, że ma przed sobą babę wodną, która została jedną z jytnas.
- Pokój tobie Dziecilelo, wcielona stworzycielko mej rasy – pozdrowiła ją baba wodna. - Jam Babula, owa baba wodna, co w ubiegłym eonie na przekór złości martwca, ratowała skazane na śmierć niemowlęta w jednym z obozów Kościeja. Służysz swym braciom i siostrom, ofiarując im swą dobroć, czas i wiedzę, lecz Agej, którego znak nosisz na piersiach, żąda od ciebie jeszcze więcej.
- Czego żąda, pani? - spytała Dziecilela.
- Chce, żebyś troszczyła się o tych, o których nikt się nie troszczy, byś została matką skrzywdzonych i wydziedziczonych – następnie oczom Dziecileli ukazały się wszelkie możliwe krzywdy i niedole trapiące świat, a głos: ,,Pragnę! Pragnę!'' brzmiał w jej sercu jak dzwon.
- Tak uczynię – rzekła wcielona Mokosza, a Babula znikła.
Gdy po rozmowie ze swą mistrzynią Opacichą, nabrała pewności, że widzenie naprawdę pochodzi od Ageja, opuściła swój chram i wspólnotę, a udała się do pobliskiej puszczy, gdzie postawiła chatę, którą w pieśniach nazwano Leśnym Domem. Dziecilela nie szczędząc modlitw i postów jęła się opieki nad trędowatymi i uchodźcami, nad porzuconymi dziećmi, a nikt kto prosił ją o pomoc, nie odchodził bez wsparcia czy pociechy.




,,Pewnego wieczoru krowa o imieniu Zemun poszła się paść. Wkrótce zaczęła dawać mleko, które rozlało się po niebie. Tak powstały gwiazdy. To one miały Słowianom wyznaczać granice ich ziem, których bronić mieli za wszelką cenę'' – Tomasz Ławecki, Robert Sypek i Magdalena Turowska – Rawicz ,,Mitologie świata. Słowianie''.

Niedługo potem jak Dziecilela własnoręcznie zbudowała chatę z gliny i sitowia w lesie, gdzie wypędzano trędowatych i niewierne żony, oraz porzucano dzieci, przyszła do niej krowa, piękniejsza od Krasuli z Pawlaczycy i wszystkich innych krów. Była biała, bez najmniejszej łatki i władała ludzką mową. Powiedziała, że nazywa się Zemun (Semuna), że jest dzika, co było zgodne z prawdą, oraz, że od ludzi doznała niemal samych krzywd, co również zgadzało się z faktycznym stanem rzeczy, a potwierdzały to zabliźnione rany – ślady prób skrępowania Zemun. Dziecilela jako wcielona Mokosza rozpoznała prawdę w słowach krówki, a będąc litościwą, pozwoliła jej zamieszkać ze sobą. Odtąd święta niewiasta mogła codziennie pić mleko swej nowej przyjaciółki. Pamięć o krowie Zemun przetrwała aż do ery trzynastej, kiedy to w ,,Księdze Welesowej'' spisano mit o stworzeniu z jej mleka gwiazd. Dziecilela pracując z oddaniem i wielką cierpliwością, choć nie zabiegała o sławę ni szacunek ludzi, podbiła serca Słowian z Dłuska – Pałżynu i po trzech latach przybyła do niej młoda uczennica, złotowłosa Cisa, inaczej zwana Cizą, z książęcego rodu Pałżyców, władającego Dłuskiem – Pałżynem. Księżniczka Cisa udała się do leśnej pustelni z własnej woli, choć była piękna i wielu młodzieńców chciałoby ją za żonę, a wybierając życie zgodne z zamysłem kochającego ją ojca, mogła przepędzić je w dostatku i wygodzie, bez większych zmartwień, wolała jednak nieść ulgę najbardziej cierpiącym, niekochanym i odrzuconym. Dziecilela ostrzegła Cisę przed czekającymi ją trudami, ta jednak była pewna, że wybrana przez nią droga jest tą właściwą. Od imienia Cisy pochodzi nazwa rzeki w Sklawinii, ona sama zaś otrzymała przydomek Karmicielka, bo razem z krową Zemun karmiła swym mlekiem dzieci porzucone na przednówku przez rodziców. Droga wybrana przez Dziecilelę i Cisę była zaiste wyboista a usłana cierniami, zroszona potem, pełna zajmującej całe dni wyczerpującej pracy, której tylko szaleniec może nie szanować. Obie święte niewiasty i ich naśladowczynie pomagały wyjść z lasu zabłąkanym, myły, karmiły i na wszelkie sposoby pielęgnowały trędowatych i umierających, uczyły dzieci, wychowywały porzucone przez ludzi niemowlęta, bądź oddawały je rusałkom i leśnym ludziom, bowiem te stworzenia miały często więcej litości niż mieszkańcy grodu. Dopiero później do przygarniania porzuconych ludzkich dzieci zabrali się ludzie. Brzemię niesione przez Dziecilelę, Cisę i jej uczennice było tak ciężkie, że każdego ranka przed rozpoczęciem pracy, święte niewiasty z Leśnego Domu szły nad maleńkie Jezioro Objawień, w którego wodach ukazywał im się Teost i swymi słowami a obecnością niósł im pociechę i zachętę do wytrwania. Dziecilela utworzyła ze swych uczennic Zakon Matki Ziemi, mający nieść pomoc niechcianym i wydziedziczonym. Zakon ten otworzył parę domów w Dłusku – Pałżynie i niektórych okolicznych grodach. Poświęcone Enkom dziewice, coraz częściej wykupujące niewolników z jasyru, nosiły długie włosy i szaty białe z błękitnym płomieniem na piersiach, a naśladując swą mistrzynię żyły w wielkim ubóstwie. Dzieło Dziecileli istniało jeszcze przez długie wieki er dwunastej i trzynastej, aż zakon został zniesiony przez króla Analapii, Artura Apostatę, który gardził wszystkimi biedakami, biorąc ich ubóstwo za dowód nieprzychylności bogów jak nazywał Enków.
Tymczasem w erze dwunastej, Zakon Matki Ziemi budził wielki gniew w sercu węża Gorynycza i wszystkich Čortów. Któregoś dnia, gdy Dziecilela wyszła do chorych, z zarośli wyskoczyły dwa Čorty o zielonkawej skórze, rogach, kłach, pazurach, ogonach, ubrane w czarne płaszcze i uzbrojone we wzmocnione krzemieniem pałki. Čorty, które pieśń nazywa imionami Synec i Synovec, podkradły się cichutko do kapłanki, po czym rzuciły się na nią z wrzaskiem i dalejże młócić ją nasiekami! Dziecilela bita do krwi, poczęła przybierać swą postać Enki – biło od niej nieziemskie światło, lecz Čorty nie zważały na to i dalej prały, aż przegonił je piorun zesłany ręką Jarowita. Dziecilela jeszcze długo po tym pobiciu, które occhorowała, pomagała skrzywdzonym, aż któregoś dnia, w trzydziestej wiośnie życia, pożegnawszy swych podopiecznych i uczennice, przeszła przez płytki potok i nie widziano jej więcej. Ona sama zaś porzuciła swą ludzką postać i jako Mokosza powróciła między Enków.


*



Jedną z wychowanek Dziecileli była jytnas Niesułka. W siedemnastej wiośnie życie została żoną chłopa Lumira, syna Otara i razem zrezygnowali z wyprawienia wesela, by przeznaczone nań pieniądze wydać dla potrzebujących. W Pawlaczycy coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Kiedy Niesułka powiła Lumirowi syna, który na cześć swego dziada otrzymał imię Otar, pewnej nocy płacz dziecka zbudził młodą matkę. Gdy zaniepokojona podbiegła do kołyski, ujrzała z przerażeniem, że jej synka nakłuwają igłami złe nocnice – istoty podobne do niewiast i włosach i skórze barwy smoły i jaskrawoczerwonych językach. Nocnice śmiały się z płaczu dziecka, zaś Niesułka nie mogąc ich odegnać, sama pozwoliła kłuć się w piersi, byleby tylko ohydne stworzenia dały spokój jej dziecku. Nie wytrzymała bólu i krzyknęła, a wtedy nadbiegł Lumir i kijem przepędził nocnice na cztery wiatry.


*




W erze trzynastej, oprawione w złoto relikwie jytnas Cisy sprowadził z Madunii król Analapii, Władysław i umieścił w chramie Ageja i wszystkich Enków w Neście. Relikwie zginęły na krótko podczas najazdu perskiego, lecz się odnalazły, by ostatecznie zaginąć podczas najazdu Awarów.