poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Chiny




 ,,Mało to był chiński prezydent'' – mówiła moja ś. p. Babcia, gdy narzekałem, że dostałem za mało jedzenia. We wczesnym dzieciństwie Chiny kojarzyły mi się z pandami, bambusem, baśnią ,,Słowik'' Andersena, oryginalną kuchnią, która zawsze smakowała mi bardziej od kuchni polskiej (jakkolwiek niepatriotycznie to zabrzmi), Wielkim Murem, jedzeniem psów, dobrymi smokami i skomplikowanym pismem. W dzieciństwie czytałem książkę ,,Życie dzieci w dawnych wiekach'' napisaną przez wielu autorów. W książce tej, która nawiasem mówiąc obudziła we mnie wczesne zainteresowanie starożytnością, oprócz dawnych Egipcjan, Greków, Rzymian, Azteków i Wikingów omówieni zostali też Chińczycy. Dowiedziałem się min. o tym, że nie bili dzieci (zamiast tego je straszyli), przykładali dużą wagę do ,,kindersztuby'' i czcili swoich przodków. Z książki ,,Atlas odkryć'' Dinah Starkey dowiedziałem się o chińskim żeglarzu Czeng – ho żyjącym w XV wieku, oraz o słynnym Marku Polo. W klasie czwartej z książki ,,Kim oni byli''? dowiedziałem się o twórcach systemów filozoficzno – religijnych: Laozi i Konfucjuszu, cesarzach noszących tytuł Synów Nieba, komunistycznym dyktatorze Mao Zedongu, wynalazcy sejsmografu Czang – Hengu, oraz o akupunkturze. Czytając lekturę ,,Akademia Pana Kleksa'' poznałem fikcyjnego, chińskiego uczonego doktora Pai – Hi – Wo, mistrza Ambrożego Kleksa. W klasie szóstej i pierwszej gimnazjum czytałem czasopismo geograficzne ,,Wally zwiedza świat''. Z numeru siódmego poświęconego Chinom dowiedziałem się min., że: najpopularniejszym chińskim nazwiskiem jest Czang, urodziłem się w roku Tygrysa, pierwszym historycznym cesarzem był Qin – budowniczy Wielkiego Muru, zaś ostatnim Pu – i zmarły w 1963 roku (wzmianka o nim pojawia się w mojej powieści ,,Pawlaczyca cz. I Słomiane wojny'').



W kulturze chińskiej podoba mi się wielki szacunek dla rodziców i w ogóle osób starszych (komuniści próbowali to zniszczyć nagradzając dzieci za donoszenie na rodziców), liczne wynalazki (proch, jedwab, porcelana, druk – pierwszą wydrukowaną książką świata był zbiór kazań buddyjskich ,,Diamentowa sutra'' w 868 roku, sejsmograf, papier, banknoty – już Marco Polo wspominał o ,,papierowej monecie''), kuchnia, mitologia, chińskie rasy psów (pekińczyk, chow – chow, shar pei, grzywacz chiński), a ponadto podziwiam chińskich chrześcijan prześladowanych przez komunistyczny reżim. To właśnie Chińczycy udomowili karasia złocistego, potocznie zwanego złotą rybką. Z przyczyn religijnych odrzucam akupunkturę, feng – shui i kung – fu jako zagrożenia duchowe. Nie podobają mi się również: zbrodniczy maoizm (zresztą wzorowany na stalinizmie i sprzeczny z kulturą chińską), tortury z użyciem szczurów i zarzucony już zwyczaj deformowania stóp dziewczętom.


Chiny są wdzięcznym tematem dla fantastów. W erze hyboryjskiej, odpowiednikiem Chin była kraina zwana Khitai leżąca na wschodzie kontynentu turańskiego (dla porównania Czesław Białczyński na użytek swej mitologii określa Kraj Środka nazwą ,,Kutaj''). Conan służąc w armii Turanu zabawił w owej krainie, gdzie pewien Khitajczyk walczący przeciwko wpływom cudzoziemskim chciał go wydać na pożarcie potworowi. Wzmianka o krainie zwanej Khitai pojawia się również w ,,Opowieściach o Vimce'' Alexandry Pavelkovej. H. P. Lovecraft w opowiadaniu ,,Zew Ctulhu'' wspomina o nieśmiertelnych Chińczykach, którzy mieszkali w górach i potajemnie kierowali kultem demonicznych istot z kosmosu (jest to satyra na teozoficzne mity o tybetańskiej krainie Szambalii i o Wielkim Białym Bractwie). W znakomitym cyklu ,,Ziemiomorze'' Ursuli Le Guin oprócz nawiązań do chrześcijaństwa są zawarte również odniesienia do taoizmu – chińskiej religii, którą stworzył Laozi (chodzi tu o ideę Równowagi, oraz o rolę smoków). Moim zdaniem, Równowaga w opisującym przedchrześcijański świat cyklu Le Guin jest tak naprawdę pozorna, ponieważ dobro, reprezentowane przez boga Segoya – Kaliesina jest silniejsze. Nawiasem mówiąc owa autorka popełniła autorską wersję ,,Tao – te – ching'' – świętej księgi taoizmu, autorstwa Laoziego. W cyklu ,,Harry Potter'' czarodzieje hodowali smoki pochodzące z Wielkiej Brytanii, Norwegii, Szwecji, oraz z Chin. W trylogii ,,Mroczne materie'' Philipa Pullmana była zakonnica Mary Mallone, porzuciwszy wiarę w Boga, została naukowcem i zaczęła korzystać z chińskiej księgi wróżb ,,I ching''. Mimo nachalnie antychrześcijańskiej wymowy trylogii, casus Mary Mallone dobrze ilustruje, jak człowiek odrzucając Boga, potrafi wierzyć w cokolwiek innego, byle tylko zapchać pustkę po Nim (np. we wróżby). Do Chin podobna jest nieco Zerrikania z ,,Sagi o wiedźminie'' (nazwa krainy pochodzi od ,,Sericum;'' ; Rzymianie nazywali Chińczyków Serami i wiedzieli o nich tylko to, że noszą jedwabne stroje). Zerrikański kult smoków również nawiązuje do tradycji chińskich. W książce ,,Sezon burz'' Sapkowski zapożyczył z mitologii chińskiej zmiennokształtną, władającą potężnymi czarami lisicę – aguarę (pośrednio inspirował się książką rosyjskiego pisarza Wiktora Pielewina ,,Święta księga wilkołaka''). W utworach Pilipiuka chińscy żołnierze przenoszą się w przeszłość; do XVI wieku, gdzie terroryzują ówczesnych ludzi, zaś walczył z nimi niejaki Staszek (cykl ,,Oko jelenia''), oraz do wczesnego średniowiecza, kiedy to podróżujący w czasie Jakub Wędrowycz zabił smoka wawelskiego za pomocą chińskiej rakiety przeciwpancernej (zbiór opowiadań ,,Trucizna''). Ukraińskiemu Kozakowi, Samille Niemiryczowi towarzyszyli Mulat Jersillo i chiński karzeł Ptaszek. Dawid Juraszek tematyce chińskiej poświęcił powieść fantasy ,,Xiao Long. Biały Tygrys'', zaś akcja utworu ,,Cairen. Drapieżca'' rozgrywa się w świecie przypominającym dawną Azję (jedno z opowiadań o tym bohaterze, zamieszczone w antologii ,,Kanon barbarzyńców'' traktuje o walce z potwornymi psami). W książce Kiryła Jeskowa ,,Ostatni władca pierścienia'' Daleki Wschód – kraina wymieniona we ,,Władcy Pierścieni'' przypomina Chiny. Wreszcie w powieści Witalija Ruczinskiego ,,Powrót Wolanda, albo nowa diaboliada'', na bal tyranów wszystkich epok, wydany przez Wolanda w mauzoleum Lenina, przybył z zaświatów min. Mao Zedong.



W mojej twórczości Jena ov Blackeyova spotyka Mao Zedonga w Armagedonie (,,Milenium, czyli Nowe Triumfy''), zaś w tworzonej przeze mnie mitologii slawianistycznej, Kraj Środka nosi nazwę Sinea. Zgodnie z poniższym cytatem:


,,Sinea to ogromny kraj na południe od Amuru. Są w nim lasy, rzeki, góry i pustynie, oraz morze wpadające do Oceanu Największego. Ziemia jest tam żółta i można ugniatać ją jak ciasto. Ona to barwi na żółto rzekę, a nawet morze. Kraj stanowi prowincję państwa Tygrys. Żyją tam też pantery, wężokształtne wodne smoki, [...], olbrzymie gady podobne do tych z rzeki Nilus, dzikie konie jak na stepach Ułan – Raptor, kudłate i dwugarbne wielbłądy, których mięso jest poszukiwane w Białopolsce, małpy i jakieś biało – czarne istoty podobne do trzech towarzyszy Arvota Baldasa [pandy]. Podobnie jak w poprzednich krainach, ludzie są żółtoskórzy i w dużej mierze wciąż zamieszkują dzikie tereny. Kiedy przodkowie Sineańczyków przybyli tu z Zachodu w erze dziesiątej, opiekowało się nimi rodzeństwo Jü i Nü – wa. Tej ostatniej przypisuje się tam stworzenie ludzi – ponadto przypominała syrenę. Jü mieszkał razem z ludźmi i przewodził im, ucząc wielu umiejętności potrzebnych do przetrwania. Nauczył prowadzić osiadły tryb życia; na skorupie żółwia znalazł system jakichś dziwnych znaków, daleko bardziej skomplikowanych niż numery w kopalni gwiezdników [pismo], a zamiast ‘papierowej monety’ używają tam muszli morskich ślimaków, podobnych do maleńkich świnek. Kiedy rodzeństwo umarło, wszystkie plemiona tej części Azji gorzko płakały, bo Jü i Nü – wa wyświadczyli im wiele dobrodziejstw. Zadawano sobie pytanie: Kto będzie nas żywił i bronił? Plemiona odbyły wielki wiec, na którym część z nich zawiązała koalicję i wybrała króla. Pierwsi władcy byli wymarzonymi, a kultura sineańska dzięki nim do dziś jest prężna i możliwe, że rychło prześcignie [...] cały Zachód [...]. Obecnie Sinea jest wszak najlepiej rozwiniętą prowincją państwa Tygrys. Ostatnio jednak królowie się zaniedbali – stali się chciwi, próżni i okrutni, a do tego udzialają najlepszych urzędów członkom swej dynastii, podczas gdy poddani są zastraszeni i mrą głodem. [...]’’ – opowieść Sirraha.


W erze dwunastej, słowiański bohater Żmij Ognisty Wilk na służbie króla Gwoździka, przybył do Sinea, gdzie pokonał rozbójników Yanga Wielkookiego i Liu Barbarzyńcę. W zamian za darowanie życia kazał im wziąć udział w budowie umocnień przeciwpowodziowych. Yang i Liu zostali zabici w akcie zemsty przez słowiańską wojowniczkę Radkę, która za to musiała ich zastąpić w pracy. W erze trzynastej, Sineańczycy pod wodzą Fu – thara najechali na Analapię i dotarli aż do Vratislavy, gdzie walczył z nimi witeź Twardost.

Śniło mi się, że:

- razem z królową Rutą, rusałkami i innymi fantastycznymi istotami obalałem komunizm w Chinach,
- za drugim razem, będąc w Chinach, w czasie uczty podano mi wielkiego jak cielę, bajecznie kolorowego karpia, który jeszcze żywy spadł ze stołu
- w XIII wieku Chińczycy najechali Polskę docierając aż do Wrocławia
- moja Babcia była chińską cesarzową,
- uczyłem się języka chińskiego,
- w Chinach przez tysiące lat utrzymywały się dzikie obyczaje, takie jak kanibalizm, wywodzące się z kultury Clovis, które chcieli wykorzenić misjonarze, wyglądający jak klony Lenina,



- widziałem flagę Tajwanu, przedstawiającą na jasnoniebieskim polu białe kontury Chin i reszty świata, jakaś pani powiedziała z pogardą, że to nie jest prawdziwa flaga.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Oniricon cz. XXIX

Śniło mi się, że:


- napisałem parodię horoskopu (np. ludzie spod znaku Lwa musieli nosić długie włosy i żywić się samym mięsem, a Panny powinny lubić kwiaty),
- widziałem w Szczecinie, blisko kościoła pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela dwa zające (były wielkości dzieci, miały ludzkie dłonie i stopy, chodziły na tylnych kończynach i miały brzuszki pokryte jakąś tkaniną zamiast futra); skojarzyły mi się z hobbitami,



- najmniejszym gatunkiem foki jest foka pigmejska,



- idąc po mieście utożsamiałem się z Czarnym Roganem; Rogan nazywał Czarnoboga swym ojcem i zastanawiał się czy po śmierci wyrosną mu rogi, zaś Czarnobóg powiedział, że nie jest jego ojcem,
- pewien polski szlachcic zajmował się demonologią i do każdego imienia diabła przyporządkowywał nazwę trunku,



- uczestniczyłem w pracach nad ponowną ekranizacją ,,Niekończącej się historii'',



- na Placu Lotników spotkałem dziewczynkę prowadzącą na smyczy wiewiórkę,



- C. S. Lewis napisał baśń o przeprowadzce pewnej rodziny; jednym z bohaterów tej baśni byłem ja sam, Mama narzekała na telewizor, a żyrandol zwisał bardzo nisko (upierałem się, aby abażur nie był z drewna, bo groziło to pożarem),



- spotkałem Rafała Dębskiego i zapytałem go czy walczył w domu mieczem,



- byłem na wykładzie o Białorusi i jadłem tosta, gdy przyszła pora na pytania, chciałem się zapytać o kuchnię białoruską, a prowadzący wykład młody człowiek powiedział, że jidysz jest najbardziej niebezpiecznym językiem świata, bo używa nieczytelnych liter hebrajskich,



- złamałem postanowienie wielkopostne i zacząłem oglądać ,,Świat według Kiepskich'', lecz szybko zrezygnowałem,



- jakiś malarz namalował lekko pochyłą palmę jako drogę do Nieba, obok stały drzewa iglaste również będące drogami do Nieba, zaś w unoszącym się w powietrzu, pomarańczowym krysztale było zamknięte piekło,



- w czasie Nocy Kupały, Słowianie Tur i Rod przebrali się za turonia i Rodusia,
- miałem w domu szynszylę o łysym ogonie zakończonych chwostem,



- Hanna Gronkiewicz - Waltz nosiła futro z szynszyli, a ja byłem tym zgorszony i powiedziałem do Janesa ov Calcium, że szkoda zabijać tak piękne zwierzęta na futro,



- jakaś dziewczyna zabrała mnie do teatru na inscenizację ,,Tatry'',
- poszedłem do nawróconej znachorki, aby dowiedzieć się więcej o zwierzętach,



- Boruta chcąc dowiedzieć się więcej o zanieczyszczeniach środowiska, poszedł studiować chemię na uniwersytecie pod pseudonimem Sylwester Boruta,



- Ilja Muromiec, Alosza Popowicz z dwoma warkoczami i Dobrynia Nikitycz pod rozkazami św. Olgi walczyli z potomstwem smoka wawelskiego; najpierw ranili je mieczami, a potem wystrzelali z łuków,



- miałem figurkę kobiety z doczepionymi, długimi włosami, owa kobieta każdego z poznanych mężczyzn wciągała w okultyzm; uciąłem figurce włosy, bo kojarzyły mi się z diabłami,



- stolicą Imperium Scytyjskiego, podobnego do stalinowskiego ZSRR było Scythopolis.

,,Czarnoksiężnik z Lemurii''

,,Pięćset tysięcy lat temu na Lemurii, Zaginionym Kontynencie na Pacyfiku, z krwawych mroków barbarzyństwa wyłoniła się pierwsza ludzka cywilizacja. Przez tysiąc lat pierwsi ludzie zmagali się z panowaniem Dragon Kings, okrutnej rasy inteligentnych gadów, która władała Ziemią podczas Wieku Gadów. W końcu po Wojnie Tysiącletniej, zostały one pokonane i wybite w pień. Takie były początki Nemedii, Pierwszego Królestwa. W ciągu stuleci potomkowie Nemedian powoli zasiedlali rozległe równiny i góry prehistorycznej Lemurii, tworząc... niszcząc... i znów tworząc inne królestwa. Pomimo tych walk, wolno, lecz nieustannie powstawała i rosła cywilizacja. Wkrótce pierwsze Imperium zajmie się zjednoczeniem zwaśnionych królestw i księstw w jedno potężne już państwo. Była to epoka wojowników, odważnych mężczyzn i pięknych kobiet, dzikusów i mędrców, bohaterów i magów w trudzie wyrębujących drogę wiodącą do Tronu Świata. Była to także epoka legend i bohaterskich sag […]'' - Lin Carter ,,Czarnoksiężnik z Lemurii''.


W 2008 r. przeczytałem książkę ,,Czarnoksiężnik z Lemurii’’ pióra Lina Cartera; amerykańskiego pisarza, który razem ze Sprague de Campem kontynuował opisywanie przygód Conana, bohatera stworzonego przez R. E. Howarda. Książkę nabyłem u ulicznego sprzedawcy na Placu Grunwaldzkim w Szczecinie.


Akcja toczy się na zatopionym lądzie Lemurii, tysiące lat przed erę hyboryjską (12 000 lat p. n. e.), kiedy żył Conan. Główny bohater omawianej powieści był prawdopodobnie współczesny waluzyjskiemu królowi Kullowi, jednemu z mniej znanych bohaterów Howarda.



Głównym bohaterem jest barbarzyński wojownik Thongor syn Thumithara z Valkarth; potomek dawnych władców Nemedii – postać w dużej mierze wzorowana na Conanie. Przypominał go wyglądem, choć różnił się kolorem oczu (podczas gdy Conan miał niebieskie oczy, oczy Thongora były złote). Czcił boga Gorma (zamierzone podobieństwo do Croma), któremu służyły walkirie. Tak jak Conan potrafił się dobrze wspinać po skałach (w młodości wykorzystywał to polując na śnieżne małpy dla ich futer). W swoim pełnym przygód życiu awanturnika był włóczęgą, najemnym zabójcą i żołnierzem. Potrafił walczyć każdym rodzajem broni. Lubił dobrze zjeść i wypić. W dżungli Chush spotkał starego czarodzieja Sharajshę z Zaar, który pyłem z czarnego lotusa obronił Thongora przed potworem dwarkiem. Sharajha mieszkał w jaskini otoczonej dżunglą, gdzie prowadził eksperymenty magiczne i naukowe (magia w powieści Cartera jest w dużej mierze ekwiwalentem nauki). Posiadał liczne księgi (jedna z nich była oprawiono w skórę … zielonego wilka), niektóre wielkości człowieka, ludzki szkielet, zakonserwowany ludzki mózg, oraz liczne pierścienie. Czcił Pnotha – boga mądrości (imię nawiązuje oczywiście do egipskiego boga Thota) oraz Tiandrę – boginię szczęścia (nawiązanie do rzymskiej Fortuny). Pod jego wpływem Thongor wyruszył na wyprawę przeciwko Dragon Kings (w tym czasie w Waluzji, król Kull zwalczał Ludzi – Węży). Do głównych bohaterów należy również piękna królowa Sumia, ostatnia z dynastii Chond. Arcykapłan Żółtych Druidów z Patangi, Vaspas Ptol chciał poślubić Sumię, a gdy mu odmówiła, zamierzał złożyć ją w ofierze demonicznemu bóstwu ognia Yamacie. Thongor oczywiście uratował jej życie. Do drużyny mającej powstrzymać Dragon Kings należał również młody arystokrata Karm Karvus, który razem z Thongorem walczył w Tsargol na arenie z potwornym gadem zamadarem; najgroźniejszym zwierzęciem Lemurii (Thongor został skazany na śmierć na arenie przez Drugundę Thala, władcę (sarka) Tsargol za wykradzenie Star Stone – meteorytu potrzebnego do wykucia czarodziejskiego miecza, który należał do Czerwonych Druidów, czczących Slidith.



Powieść opowiada jak najemny żołnierz Thongor za zabójstwo w bójce został uwięziony w lochu, uciekł z niego latającą maszyną (sporządzoną z metalu lżejszego od powietrza, wynalezionego przez alchemika Odima Phona – jako Polakowi kojarzy mi się to z wynalazkiem Geista z ,,Lalki'' Bolesława Prusa). W dżungli, czarodziej Sharajsha opowiedział mu o rasie Dragon Kings zagrażającej światu poprzez wzywanie Bogów Ciemności. Potem następuje wędrówka w celu zdobycia materiałów do wykucia zaczarowanego miecza, takiego jakim walczył bóg Gorm, do drużyny przyłącza się Karvus i Sumia. Miecz zostaje wykuty, a Dragon Kings pokonane.



Carter w swojej powieści nawiązuje do twórczości Howarda – Nemedia (zaczerpnięta z legend irlandzkich) była też jednym z królestw hyboryjskich, zaś Chush brzmi podobnie jak nazwa murzyńskiego królestwa Kush. Nazwa krainy Yb została zaczerpnięta z pism H. P. Lovecrafta. Jeśli chodzi o odwołania mitologiczne to Gorm przypomina Odyna, druidzi przywołują na myśl dawnych Celtów, jeden z Bogów Ciemności czczonych przez Dragon Kings nazywał się Yao (Wielki Yao to imię wymyślonego anioła, o którym pisze Gustav Davidson w ,,Słowniku aniołów, w tym aniołów upadłych''). Dragon Kings zostali zapożyczeni z mitologii teozoficznej (pośrednio wywodzą się od Nagów z mitologii indyjskiej). Ważną rolę w mitologii teozoficznej odgrywała również sama Lemuria, wymyślona w XIX wieku przez zoologa Philipa Sclatera jako hipotetyczny ląd, praojczyzna lemurów z Madagaskaru (niemiecki ewolucjonista Ernst Haeckel twierdził, że na Lemurii żyli przodkowie pierwszych ludzi). To, że Lin Carter nawiązał również do tych, ezoterycznych wierzeń, nie znaczy jednak, że miał zamiar je propagować.



Jako wielką zaletę powieści odebrałem słownik nazw własnych. Można się z niego dużo dowiedzieć o lemuryjskiej faunie i florze. Lemurię w czasach Thongora zamieszkiwały takie zwierzęta jak: deodath (mieszaniec kota i smoka, mający 3 serca i 2 mózgi), leśny smok dwark, grakk (mieszaniec jaszczurki i sokoła), wyścigowy gad kroter, morski smok larth, szkarłatny nietoperz – wampir photh (dostarczał cennej skóry), smok rzeczny poa, slorgi – jadowite węże o głowach kobiet (w Tsargol strzegły Gwiezdnego Kamienia), biały niedźwiedź ulth, biały i nagi, jadowity szczur unza, czarny lew vandar, olbrzymia dżdżownica xuth (czczona w Katakumbach Yb), olbrzymie, latające pająki yembla, podobny do triceratopsa zamph, wielki, jadowity jaszczur zemadar, oraz posiadający smaczne mięso dzik zulphar.


Z lemuryjskich roślin należy wymienić: jurajski lotos jannibar, drzewa – ludojady mungoda z Kovian, drzewa owocowe ralidusy i sarn, drzewo arld z tundry, wampiryczny kwiat slith i zielone róże tiralon.
Słownik wymienia też minerały takie jak: różowe rubiny dorl i zaginiony, czarny i gładki metal nebium, który miał największą gęstość cząsteczkową z wszystkich minerałów.


Lemurię zamieszkiwały również inne rasy takie jak: Rmoahale (potężni i dzicy, bezwłosi Błękitni Nomadowie, będący przodkami Murzynów z mitologii teozoficznej), Nuld – skrzydlaci ludzie z rejonu Zand, oraz ludożercy Gunth – prawdopodobnie potomkowie neandertalczyków.
Powieść o Thongorze czytałem trzykrotnie. Narysowałem nawet jednego z Rmoahali, a gdy mój przyjaciel Pavlas ov Vidłar zobaczył mój rysunek, myślał, że przedstawia on N'avi z filmu ,,Avatar''. Omawiana powieśc jest pierwszą częścią cyklu, na który składają się również powieści: ,,Thongor and the Dragon City'', ,,Thongor against the Gods'', ,,Thongor at the End of Time'', ,,Thongor in the City of Magicans'' i ,,Thongor and the Pirates of Tarakas''. Żałuję, że nie zostały przetłumaczone na język polski!

Śniło mi się, że:

- Thongor pomógł dwóm kobietom upiec do zjedzenia ciało zabitego przez jedną z nich smoka, lub demonicznej kozy, obie kobiety były pełne podziwu dla Thongora i zastanawiały się dlaczego tak młody mężczyzna jest Lemurem (w tym śnie, Lemurowie byli odpowiednikiem wiedźminów),
- Thongorowi służyło stadko demonicznych zielonych koni,

- na skutej lodem planecie, piraci czcili Latającego Potwora Spagetti, czarnoksiężnik Clark Ashton Smith czcił bożka Tsathogguę, zaś Thongor z Lemurii – wielkiego węża Zeta; od imienia tego ostatniego pochodziła nazwa Zety – średniowiecznego państwa Słowian Południowych, Thongor walczył z bożkiem piratów, pożerając go żywcem, a z jego wnętrzności wyciekał sos pomidorowy, zaś odgryziony makaron odrastał.

Niedziela Palmowa - Resurekta Palmis - Pałmove Voskresienie - Nastajja Palmata




Dziś przypada kolejna rocznica wjazdu Jezusa Chrystusa do Jerozolimy. Jezus wjechał na grzbiecie osiołka, a lud z gałązkami palmy w dłoniach uczcił w Nim Mesjasza. Parę dni później ci sami ludzie wołali: ,,Na krzyż z Nim"'! Nieprzypadkowo scena wjazdu do Jerozolimy pojawia się w znakomitym filmie ,,Pasja'' Mela Gibsona. Jezus nie przyjął ziemskiej władzy. Dla Niego godność Mesjasza wiązała się ze zbawczym cierpieniem. Dziś na pamiątkę tego wydarzenia święci się w kościołach palmy. To z nich uzyskuje się popiół służący do posypywania głów w Środę Popielcową. Żyjący w XVIII wieku ksiądz Jędrzej Kitowicz w ,,Opisie obyczajów za Augusta III'' zanotował wierzenie ludowe, że jakoby ów popiół pochodził z ... trupich kości. Oczywiście nie trzeba w to wierzyć.


piątek, 11 kwietnia 2014

Ilmena


,,Nietoperz to je nadprzyrodzune
Bo śpi głową w dół
Gdyby tak konia powiesić
Toby nie spał
Boby mu w głowie pękła żyłka'' – ,,O Robokach''


Po upadku Neurowa (Neurystanu), Enkowie zgromadzili się na wiecu, by radzić co dalej robić ze spustoszonym światem. Mokosza wpadła na koncept, by stworzyć rasę, której przewodziłyby niewiasty, mając nadzieję, że zapobiegnie to wojnom, które tak rozdzierały serce jej siostry Dziewanny. Przedstawiła swój koncept Agejowi, który się zgodził, pod warunkiem, że ,,zarówno mąż jak i niewiasta będą jednakowo wartościowi i będą wzajemnie się uzupełniać''. Oblubienica Świętowita w ruinach zajęczańskiego grodu Poliochni na wyspie Lemnos na Morzu Rajskim urodziła pierwszą rusałkę i pierwszego wodnika. Córkę nazwała Europą, a syna – Bałkanem Łobastą.


,,Dziwne to były dzieci! Miały ludzką postać, ogniste oczy, płuca i skrzela, niebieską krew i potrafiły odtwarzać utracone części ciała niczym stułbie […]. W czaszkach miały malutkie, kolorowe i świecące kamyki, zwane nimfolitami. Miały kształt serca. Podobne (drakolity) znajdowały się w czaszkach smoków. Nimfolit (w jednej z legend dar smoczycy Altairy) umożliwiał rusałkom i wodnikom zamienianie się w Światło. Był to błędny płomyk; te, które widywano na bagnach to właśnie Światła. Pod tą postacią Europa i Bałkan Łobasta spali wisząc nad wodą. Zarówno drakolity i nimfolity były potem poszukiwane przez ludzi'' – M. Rymwid ,,Nymphologia''.


Gdy wodnik i rusałka dorośli, pobrali się i mieli dzieci w liczbie osiemdziesięciu (czterdzieści rusałek i czterdziestu wodników) – nie było wówczas innego sposobu, aby się rozmnożyć. Rusałki i wodniki miały przed sobą 900 lat życia, a ich wygląd do końca był młody i piękny; jedyną oznaką starości; czasu mądrości, lecz nie cierpienia, było znamię w kształcie barwnego deltoidu między oczami. Oblubieńcy ułożyli język i pismo zwane toropieckimi, a Bałkan Łobasta budując dom nad jeziorem założył podwaliny grodu stołecznego zwanego Toropieck, a było to na ukraińskiej ziemi.


,,Dzieci Europy i Bałkana nosiły drogie, niedostępne nam stroje z zamorskich i czarodziejskich tkanin zdobione złotem, srebrem i kamieniami. Ulubionymi kolorami były biel, zieleń i błękit'' – M. Rymwid ,,Nymphologia''.

Pierwszą królową była Anej I, a jej następczynie to Anej II, Aradvi i wiele innych, aż do Goplany III. Aradvi jako pierwsza od czasu Jiwóna i Starego Frëca, przemieszczała się w czasie, a robiła to za pomocą wehikułu długiego i szerokiego jak pięć rydwanów. Podczas tych podróży, regencję sprawowała jej przyjaciółka, rusałka Żywka. W owym czasie widziano przeprawiającą się przez Jezioro Toropieckie (Toropiecka Lykanus) ubraną w kir pannę, która wymachiwała chustką z krasnej kitajki, a na jej czarnej jak pkieł kosie siadywały białe motyle. Wielka trwoga zatrzymała tańce i uciszyła śpiewy wodnych nimf i ich braci. Nawet zwierzęta w lesie i jeziorze znały imię nieproszonego gościa. Brzmiało one – Zaraza – Morowa Dziewica...

*



W Toropiecku, najada Atalissa poślubiona wodnikowi Powale, macierz licznych dzieci urodziła kolejną córkę, której nadano imię Ilmena. W chwili gdy się rodziła na dnie jeziora, gdzie zwykle rusałki wydają na świat swe pociechy, noc walczyła z porankiem o panowanie w przyrodzie. Brzegiem jeziora skradał się wąpierz, lecz zauważył go kogut i jak się nie rzuci! Piejąc zaciekle tak dziobał wampira – marudera, że na jego białej jak kreda skórze, ukazała się czerwona, zgniła i zatruta krew. Wąpierz z rykiem szczezł, a kogut wskoczywszy na płot z triumfem obwieścił kolejne rozpalenie Słońca na niebie przez Swaroga. Tymczasem łono Atalissy opuściła córka. Ilmena nie wyróżniała się niczym szczególnym od innych nimf; w jej urodzie i głosie nie było najmniejszej skazy, lecz dla rusałek piękno jeszcze większe od piękna ludzkich niewiast, podległych starości, było czymś zwykłym. Tak jak jej siostry całymi dniami pływała w jeziorze i biegała po lesie, tańczyła zwiewna jak mgiełka, śpiewała głosem pięknym jak u syreny ku czci Ageja i Enków, a zwłaszcza Mokoszy. Jej podobne do jedwabiu włosy barwy złota i miedzi, zdobiły najpiękniejsze kwiaty Toropiecka i cichutko grały najpiękniejszymi melodiami. W dzień niezmordowanie huśtała się na huśtawkach zwisających z konarów dębów, a wieczorem słuchała baśni i legend z wypiekami na policzkach delikatnych jak płatki róży. Otaczała ją miłość całego rodu i przyjaźń innych rusałek, wodników i wszystkich zwierząt. Toropieck był grodem całkiem dużym jak na owe czasy, bo liczył tysiąc mieszkańców. Widywano w nim białe rusałki z Visany i miejscowe, śniade z Nilusa, brązowe z Gangosa, hebanowe z Samfesy, żółte z Mekonhy, ale też Wiły – prawie równie urocze jak rusałki, lecz jedną nogę mające jak kozy, Świtezianki przybyłe kupować perły, czeltice, czyli okeanidy, stare imadre baby wodne, zagorkinie – niewiasty z głowami kozic, śliczne panny wodne, podobne do żab wodniki z Ojcowa, Centaury za opłatą przewożące na swych grzbietach, satyry, syleny, hobbity, liczne zwierzęta, krasnoludki, żmijów, leśnych ludzi, elfy, chochliki, ogry i wołaki, brzydkie i ordynarne dzikie baby, Lynxów i Neurów, którzy przeżyli kataklizm, Oxiów, Wydrzan i wiele innych żyjących w przykładnej zgodzie. Ulubieńcem dzieci był stary olbrzym Lemież, o długich, siwych wąsach, z których rzekomo magiczną sztuką, budował mosty z cukru i ciasta, które potem miały się zamieniać w chmary białych i czarnych gołębi. Jednak Ilmena najbardziej lubiła słuchać 

opowieści starego hobbita Horsy z dalekiej wyspy Britainy. Horsa miał długą, siwą brodę, a należał do istot, które Słowianie nazywali niziołkami z racji wzrostu niższego nawet niż u krasnoludów (nie mylić z krasnoludkami). Stary niziołek wędrował po całym grodzie stołecznym, opowiadał różne historie i sprzedawał obwarzanki. Otrzymał przydomek Horsa Bomż. Pewnego razu Atalissa i Powała przyjęli go na ucztę nad brzegiem Toropiecka Lykanus. Ich dzieci z niecierpliwością czekały na opowieści.
- Kto chce słuchać, niechaj nadstawi ucha! - zaczął Horsa Bomż i nawet ptaki zdawały się go słuchać. - Daleko, daleko stąd, za rzeką Roxyzorem, co nosi swe imię od chrobrego króla Lynxów, w przepastnej puszczy leży wielkie i głębokie jezioro Nordlin. Pewnego razu, panie białopolskie ujrzały jak z jeziora wyłazi karaluch, wielki jak smok i ryczący jak byk. Nie dość tego! Jezioro zabulgotało i wylazł z niego drugi potwór. Takie jak on, żyły pospolicie w trzecim eonie, kiedy to światem trzęsły smoki. Była to żmija długa jak ,,ogonek'' dziesięciu turów i mająca cztery łapy i dwa mózgi. Z jadowitej paszczy wydobywał się ogień. Tak oto stanęły do boju dwa potwory z jeziora Nordlin... - młodsze rusałki i wodniki z piskiem przerażenia pochowały się do wody, aby potem wyjść z niej, śmiejąc się ze swego strachu.
Ilmena siedziała i dygotała, po raz pierwszy poczuła strach. Horsa został jeszcze trochę, po czym poszedł dalej; choć proponowano mu by zamieszkał w jeziorze lub szałasie na jego brzegu. Kiedyś jakiś wodnik z rodu Hestermanów zarzucił mu, że niepotrzebnie straszy dzieci. Na to niziołek: ,,O nie, panoczku! Baśnie są równie naturalne jak chleb i mleko. Dziesięciogłowy smok jest strasznym potworem, lecz jeszcze straszniejszym będzie dziecię, które o nim nie usłyszy''! Tak wśród czułości i zabaw upłynęło błogie dzieciństwo Ilmeny, która teraz była już panną, za którą oglądały się wodniki i satyry. Jednak nieoczekiwanie w Toropiecku zagościła Zaraza, a z nią dwa psy; czarny dźwigający kosę i bura Morowa Suka. Życie nie miało już być takie jak drzewiej...

*

Regentka Żywka z poświęceniem sprowadzała wraczy, znachorów, zamawiaczy i szeptunów, lecz na próżno! Śmiech, taniec i śpiew opuściły nieszczęsną stolicę. Ciała rusałek i wodników, ale też pokrewnych im istot jak Wiły, panny wodne, zielonki, czerwone baby, czy łaumy pokrywały białe strupy, wyglądem i smakiem przypominające sól. Aby je zdrapać, musiały być dostatecznie dojrzałe do odpadnięcia, ale nieszczęsne istoty zdążyły już umrzeć. Żywka w pełni świadoma niebezpieczeństwa zarażenia, z oddaniem pielęgnowała zarażonych, wcześniej namaściwszy się kremem z sadła psa i zająca (ludzie nie mają co próbować takich środków, choćby dlatego, że ich choroby są inne niż choroby rusałek). Część mieszkańców grodu opuściła go w popłochu, inni szukali zapomnienia w rozkoszach, jeszcze inni próbowali pomóc chorym. Zarówno Atalissa i Powała, ich najstarsza córka Natala, oraz Owidia (Ovidiya) posługiwały 



przy chorych, razem ze złotowłosą Wiłą Oriolą, przez Słowian zwaną ,,Wilgą'', Gonczarem Onocentaurem i rogatym psem Gnębonem Ryczymordą. Ilmena o sercu czułym i wrażliwym na każdą krzywdę, też chciała pomagać, lecz zabroniono jej. Przysłużyła się natomiast darciem szarpi. Królowa Aradvi wciąż przebywała w erze trzeciej, a Zaraza śmiała się i pląsała wśród białych motyli, radując się z wyrządzonych krzywd. Tak obywatelom Toropiecka mijały dni wśród lęku i żałoby, ale choć Čorty bardzo się starały, nie potrafiły odebrać im całej nadziei. Ku Koronie Wielkiego Dębu niosły się błagania: ,,Goicielko Ran, ulituj się nad nami''! Mokosza płakała nad cierpieniem swych dzieci, a jej łzy w postaci deszczu chłodziły rozpalone ciała i rozmywały część słonych strupów. Jednak to nie jej było dane ocalić Toropieck, choć pragnęła tego. Nie mogła pomóc wszystkim, bo Čorty buntowały przeciw niej poddanych królowej Aradvi i część z nich poczęła wątpić w ocalenie. Jednak Agej zostawił im otwartą furtkę ocalenia... Rusałki i wodniki paliły swych zmarłych na stosach, a popiół i kości chowały w glinianych urnach, czasem pod kurhanami. Jednak w czasie tej zarazy wiele ciał w ogólnym zamęcie porywały strzygi, lub koszmarne ghule, przybyłe aż z księstwa Nabatei.

*

To był ciężki dzień wypełniony charczeniem umierających. Cała rodzina Ilmeny odpoczywała na dnie jeziora, ukryta w gąszczu wodnych roślin. Ilmena i Agafia nie mogąc zasnąć, wynurzyły śliczne, zdobione klejnotami główki na powierzchnię. Nie zważając na grasujące strzygi, wąpierze, gobliny i srożyce wyszły na ląd i skierowały się w stronę lasu. Dmuchnięciem wysuszyły swoje ociekające wodą, białe sukienki z atłasu przetykane złotymi i srebrnymi nićmi i złapały się za ręce, aby się nie zgubić. Już miały minąć pierwsze drzewa, wśród których gałęzi tak lubiły drzemać w upalne południa, gdy w ich stronę podleciał jakiś zwierz. Zawisł w powietrzu na wysokości ich ślicznych twarzyczek i wówczas siostry spostrzegły, że mają przed sobą nietoperza. Wielu ludzi bało się tych zwierząt myśląc bez pokrycia, że wkręcą się im we włosy i porwą ich dusze do Čortieńska, lecz rusałki i wodniki nie bały się zwierząt, a zwierzęta ich.
- Dobry wieczór panienkom – przywitał je nietoperz – powinny panienki uważać, bo wraz z Zarazą ściągnęło do Toropiecka wiele wrednych stworów lubiących małe dziewczynki. Mnie nie musicie się obawiać. Jestem Szątopierz, syn ojca wszystkich nietoperzy Sirraha, syna Boruty i Dziewanny Šumina Mati.
- Jestem Ilmena, a to moja młodsza siostra Agafia – przedstawiła się rusałka.


- Agej mówił mi jak można pokonać Zarazę – oznajmił Szątopierz. - Otóż daleko na wschód, za puszczami i rzekami, u stóp Złotej Góry znajduje się chata Złotej Baby. Ona to jako jedyna Enka podlega starości. Umie leczyć wszystkie choroby i z mandatu Ageja patronuje wraczom i znachorom. Agej chce, abyś ty Ilmeno i jedna z twych sióstr udały się ją sprowadzić.
- A skąd mamy wiedzieć, że pan nas nie zwodzi? - zapytała Agafia licząca sobie szesnastą wiosnę życia.
- Dobrze, że panienka o to pyta – pochwalił nietoperz – bowiem nie każdy kto mówi o Ageju, działa dla niego. Mam przy sobie piernacz mego ojca Sirraha, który będzie prowadził Ilmenę w dzień, kiedy ja będę spał – to mówiąc Szątopierz pokazał trzymaną w łapce kurzą kostkę, oprawioną w złoto i zdobioną małymi diamencikami. - Powiedzcie o tym ojcu, macierzy i siostrom, jeszcze uprzedzę ich przez ryby. A teraz wracajcie na dno jeziora i wyśpijcie się! - siostry podziękowały nietoperzowi i wróciły do jeziora.
Rano rodzice nie chcieli słyszeć o wyprawie, choć przyjaciel rodziny Horsa Bomż oferował swe towarzystwo w drodze do Złotej Baby. Na jakiś czas w rodzinie przycichło o niebezpiecznej wyprawie, aż wszyscy zachorowali. Wszyscy prócz Ilmeny i Natali. Wtedy to Szątopierz odwiedził wszystkich w namiocie wracza i obie siostry uzyskały pozwolenie na długą, niebezpieczną podróż, razem z dobrym nietoperzem i hobbitem.

*

Ilmena, jej starsza siostra Natala, licząca sobie dwudziestą drugą wiosnę życia, Szątopierz i Horsa Bomż byli już daleko od Toropiecka. Chorą rodziną obu sióstr opiekowała się driada, czyli leśna rusałka Surojadka, przyjaciółka Ilmeny. Szątopierz służył za przewodnika nocą, w dzień prowadził kościany piernacz jego ojca Sirraha – Enka nietoperza, nad którego głową płonął niebieski płomyk. Towarzyszący im starzec, jak wszystkie hobbity wychowywany był w lęku przed nietoperzami. Nie zdradzał swych myśli, lecz Szątopierz zgadując je, tłumaczył, że nie jest Čortem, bo ma krew czerwoną, podczas gdy krew čortowska jest zielona. Długo trwała ich wędrówka, a spotykane po drodze driady i najady, hamadriady, czyli nimfy przybierające postaci drzew, leśniki, Wiły, a nawet opryskliwe dzikie baby, nie mówiąc już o mnogich zwierzętach, przyjmowały ich życzliwie i wskazywały jak najkrótsze drogi. Strzygi, wąpierze i kikimory trzymały się od nich z daleka, bo na tyłach wyprawy, nic o tym nie wiedzącej , jechał na łosiu sam Boruta, a puszczę przemierzała Mokosza – Pani Złotego Łańcucha, której łagodności bały się najsroższe potwory chowu Rykara. Horsie potrzebne były coraz dłuższe postoje. Nie dziwota; liczył sobie już sto dwudziesty rok życia. Gdy pewnej nocy zatrzymali się nad brzegiem rzeki, niziołek zasnął przy ognisku i nigdy już nie otworzył oczu. Zmarł tak cicho jak żył, a jego dusza zamieszkała w Nawi Jasnej. Po oddaniu jego wyczerpanego ciała płomieniom – symbolowi Ageja i usypaniu mu małego kopca, który widzący w ukryciu Boruta i Mokosza zamienili w bryłę alatyru, ruszono przed siebie, lecz atłasową twarz Ilmeny wciąż zdobiły podobne do pereł łzy. Natala, sama lubo żałując zacnego niziołka, przytuliła siostrę do piersi, ocierając jej gorące łzy.
- On teraz jest najpewniej na wyspie słonecznej i pięknej; widzi Ageja i Enków, jest jytnas i raduje się. Pewnie jeszcze pomoże nam, a ty każesz mu dźwigać wiadra swych łez – Szątopierz się na chwilę przebudził i osuszał jej policzki z łez małym, ciepłym języczkiem.
Minął tydzień od śmierci Horsy Bomża, gdy siostry i nietoperz zaszły na piękną, całowaną przez Słońce łąkę, przyozdobioną kwiatami jak królowa rusałek w dniu swej koronacji. Choć cały świat był wówczas piękniejszy niż teraz , trudno było oderwać oczy od tego wzorzystego kobierca mieniącego się wszystkimi barwami. Trzeba go było jednak zostawić i dalej wędrować na spotkanie Złotej Baby, bo w Toropiecku czekali chorzy. Już miano ruszyć dalej, gdy Natala postawiła stopę podobną do eburnu obok maku. Kwiat był większy niż zazwyczaj bywają maki i choć maki nie pachną, ten pachniał upajająco. Rusałce od dzieciństwa kochającej kwiaty i motyle, żal było nie spojrzeć choć raz na cudną roślinę. Wtem mak obwinął się dookoła jej nogi i wyciągnął długie, zielone pędy, mocne jak rzemienie. Chciała krzyknąć, lecz poczuła leciutkie ukłucie i zwaliła się z nóg. Spała. Przerażona Ilmena chciała jej pomóc, gdy nagle na łące rozbrzmiał tętent końskich kopyt. Zaiste – fatalnym kwiatem nie był żaden mak, jeno Kwiat Śpionu, co podstępnie chwyta i usypia. Niektórzy autorzy zielników podawali, że może nawet pić krew. Ilmena dobyła zza złotego paska, puginału zwanego Kozikiem i wyswobodziła siostrę z pęt, jednak Natala, choć żyła, nie mogła się za żadne skarby obudzić. Tymczasem obie rusałki otoczyli jeźdźcy. Mieli postać ludzi, ani za niskich, ani za wysokich. Odziani byli w barwne szaty, złote łańcuchy i półpancerze. Ich głowy zdobiły diademy i pióropusze, lecz najbardziej zdziwiło i przeraziło Ilmenę to, że każdy z nich miał jeno jedno oko na czole, 


wielkości pięści. Byli to Arymaspowie , lud wywodzący się od Cyklopów. Rusałki i wodniki bały się ich i opowiadały o nich przerażające historie. Straszono nimi dzieci. Ilmena pobladła i zastawiła się Kozikiem. Wtem król Arymaspów zeskoczył z konia i o coś zapytał w swym języku. ,,Nie zbliżaj się''! - rusałka podeszła doń z puginałem. Władca nie znał toropieckiego, lecz całkiem dobrze władał starokrasnym.
- Jestem Chalib Kowal, pan przyrodzony Arymaspów. Czy wiesz, młoda damo, gdzie jest ruczaj, abyśmy mogli napoić konie? - Ilmena dygotała, zastanawiając się, co też knuje ten dziwny stwór. Zrobiła najgorszą rzecz.
- Jak widzisz, Arymaspie, moja siostra leży tu uśpiona przez čortowski mak. Może byście jej pomogli; słyszałam, że lubicie mięso i krew rusałek, więc wam nie ufam – Arymaspowie roześmieli jej się w twarz.
- Upiła się więc śpi. Od wódki rozum krótki, od piwa łeb się kiwa, a po koniaku można zasnąć wśród krzaków – rzekł jeden z dworzan.
- Dobrze o was powiedziano! - krzyknęła rozgniewana Ilmena. - Jesteście potwory bez serca, co pewnie jedzą dzieci i czczą Rykara! - na te słowa król Chalib Kowal z dynastii Polifemidów spurpurowiał jak żelazo, które uwielbiał kuć. Wydał jakieś rozkazy w mowie arymaspijskiej i oto dwóch dworzan skoczyło ku Ilmenie z mieczami.
- Odstąpcie, albo wrażę wam puginał w wasze brzydkie ślepia! - rusałka nie miała doświadczenia w walce, a tak naprawdę brzydziłaby się zabić nawet strzygę. Arymaspowie budzili jej lęk i odrazę, ale nawet im nie życzyła śmierci ni cierpienia. Wtem na jej podobnej do alabastru, łabędziej szyi zacisnął się arkan z taką mocą, że upadła, a Kozik wypadł jej z dłoni. Płakała i błagała o litość, gdy pachołkowie przytroczyli ją do siodła i cały orszak opuścił łąkę zostawiając Natalę i śpiącego Szątopierza. Gdy Chalib wrócił przy dźwięku 


surm na zamek zwany Jaskółcze Gniazdo, jako, że był zbudowany na występie skalnym, biedną Ilmenę wtrącono do ciemnicy, ,,aby smarkula nabrała pokory''. Sam zaś aby ochłonąć z gniewu poszedł pracować do kuźni. Dzieci Mokoszy i potomkowie Cyklopów od wieków żyli ze sobą w nieprzyjaźni i nawet najszlachetniejsze z nich nie potrafiły jej przełamać.
Natala przez cały kamienny sen widziała chmary motyli, z którymi tańczyła i które chciały ją obwołać swoją panią. Nastał wieczór i powoli zbudziła się, a z nią Szątopierz, za dnia noszony w sakwie. Spostrzegła, że jej siostry nie ma i gorzko zapłakała. Wtem podeszła do niej najada, a była nią sama Mokosza pod tą postacią i wyjaśniwszy wszystko zaofiarowała pomoc.
Ilmena wtrącona do lochu bała się, że odnajdzie ją tam jakiś potwór, jak w opowieściach o lochach Arymaspów, lecz nic takiego się nie wydarzyło. Strażnicy dali jej dzban wody i kaszę, którą w erze jedenastej nazywano ,,dżo – dżo'', a w trzynastej – tatarką. Król skończywszy pracę w kuźni udał się na wieczerzę, niosąc dla swej żony liczne złote ozdoby własnego wyrobu. Jednoocy ludzie zajadali się chłodnikami, kołdunami i świńskimi uszami, raczyli się siwuchą i kwasem chlebowym niczym Liteńczycy z ery trzynastej. Wśród ucztujących Arymaspów panował pogodny nastrój. Chalib Kowal opowiadał o swej przygodzie z rusałką, a uczeni mężowie mówili ze zgrozą...
- Nie ma bardziej przewrotnych istot niż nimfy. Oddają cześć Błędzie i Marze, kochanicom Rykara. Wabią na manowce i topią, porywają i podmieniają dzieci – w rzeczywistości robiły to łaumy – łaskoczą na śmierć, duszą tych z rodu patriarchalnego, którzy dają się zwabić ich wdziękiem (tak naprawdę robiły to mory), ciągle oddają się rozpuści, a w karetach z masła, na końskich czaszkach, czy na zdechłych zwierzętach lecą na spotkania z Čortami – było to ewidentne kłamstwo, choć później żyjące czarownice, w istocie używały takich i innych wehikułów, lecąc na sabaty.- Nie da się też ukryć, że są brzydsze od naszych niewiast bo mają dwoje oczu i to tak małych...
- Niemniej nawet rusałki nie powinno się ot tak łapać i więzić – zaoponowała królowa, podobnie jak król mająca jedno, wyłupiaste oko na czole. - Dlaczego mamy być tacy jak one...
Ilmena nie słyszała słów wstawiennictwa. Siedziała na ciemnej posadzce z kamienia, gdy wtem przez zakryte kratami okno wleciał błędny płomyk zwany Światłem. Gdy począł rosnąć, okazało się, że to Natala, siostra Ilmeny. Razem z nią przybył Szątopierz ze słowami.
- Mój ojciec Sirrah tej nocy ukaże się królowi i chyba nie będzie pościgu – strażnicy spali jak zabici, gdy drzwi otworzyły się bez klucza. Sama Mokosza uwolniła więźniarkę i wskazała drogę wyjścia z Jaskółczego Gniazda. Strażnicy wciąż spali, Ilmena, Natala i Szątopierz czym spiesznie oddalili się od zamku, a król znużony ucztowaniem powlókł się do sypialni. Legł obok królowej i już miał zdmuchnąć świecę, gdy przez uchylone okno wleciał borowiec wielki, od innych nietoperzy różniący się bladoniebieskim płomykiem nad głową...
Z dnia na dzień było coraz bliżej do chaty Złotej Baby, lecz w Toropiecku Mar – Zanna, macierz Zarazy, przywołana czerwoną chustką przez córkę, wciąż zabijała lodowym ościeniem coraz to nowe ofiary. Czy Atalissa i Powała jeszcze żyją? Co z Owidią, z Agafią, tak delikatną i chorowitą? A Apraksja, Nastazja, Czerniawa, Daniela, Wodniak i Błotniak – co z nimi będzie? Takie myśli nurtowały w sercach Ilmeny i Natali. Droga wiodła przez stepy, a napotykane zwierzęta pomagały na różne sposoby. Grzbietów użyczały dzikie konie o nogach chyżych jak tchnienie Pochwista, których atamanem był tarpan Tarpański (Tarpyński). Oczom rusałek już zajaśniał z oddali szczyt Złotej Góry, gdy dogonili je jeźdźcy. O zgrozo – przypominali Cyklopy wzrostu ludzi. Niesiony na przedzie przez białego ogiera król Chalib Kowal trzymał w ręku miast berła czy miecza zieloną gałązkę. Nad głowami Arymaspów unosił się sam Sirrah, na którego powitanie Szątopierz wyleciał uwolniony z sakwy. Król Chalib zsiadł z konia i zwyczajem swej rasy padł na twarz i próbował pocałować rusałki w stopy. Następnie przemówił.
- Tej nocy przybył do mnie Sirrah i wszystko powiedział. Jest mi ogromnie wstyd, za siebie i moich poddanych, że powodowany gniewem uwięziłem panienkę, rozdzielając z siostrą zatrutą przez Kwiat Śpionu – zmieszana Ilmena rzekła.
- Ja też pana przepraszam; Mokosza nam powiedziała, że choc pochodzicie od Cyklopów, w przeciwieństwie do nich nie zjadacie rusałek ni wodników.
- Przodków się nie wybiera – rzekł król – ale Cyklopy są dziećmi Mokoszy, co i was zrodziła; Agej dał nam jednego ojca i jedną matkę – Ilmena i Natala ucałowały go w oba policzki zimnymi ustami. - Chciałbym wam towarzyszyć, czy mogę? - uzyskawszy zgodę obu sióstr, Arymaspowie razem z nimi powędrowali do Złotej Baby.

*




Złota Baba (Avra Vava) mieszkała w prostej, drewnianej chacie, krytej strzechą, mającej białe ściany z wymalowanymi kwiatami i różnymi cudakami. Jedyna Enka, z własnej woli podległa starości, miała postać zgrzybiałej staruszki o siwych włosach i skórze barwy złota. Nosiła zieloną suknię, czerwoną chustkę na głowie i czarne buty. Towarzyszył jej ogromny wąż Abajow – brązowy w ciemnozielone łaty, co nigdy nie skłonił głowy przed Rykarem i innymi Čortami. Jego jad leczył wszystkie choroby, podobnie jak jad Białej Żmii, przebywającej z Mokoszą. Wędrowcy stanęli przed chatą, a Złota Baba siedziała przed progiem. Ilmena wybiegła jej na spotkanie i padając do nóg, błagała o uzdrowienie chorych z Toropiecka. Złota Baba położyła jej dłoń na główce i rzekła dobrotliwie.
- Wracaj spokojna, bo razem z Mokoszą, wyprosiłam u Ageja przegnanie Zarazy.
- A co z naszymi bliskimi? Czy żyją, Opiekunko Chorych? - spytała Natala całując przez suknię kolano Złotej Baby.
- Żyją wszyscy, nawet Agafia, krucha jak kwiatek – zapewniała Enka. - By upamiętnić wasze męstwo, odtąd modra krew rusałek i wodników stanie się panaceum, jednej tylko choroby nie będzie mogła wyleczyć. Ty Ilemno otrzymasz nowe imię. Wyruszyłaś w długą i ciężką podróż, by uśmierzyć biały mor, przeto na chwałę Ageja i Mokoszy noś z dumą imię Mora – po tej przemowie Mistrzyni Wraczy zaprosiła wszystkich na ucztę.


Następnie wszyscy powrócili do siebie; Arymaspowie do zamku Jaskółcze Gniazdo, rusałki do ocalonego Toropiecka, Szątopierz do lasu. Wielka była radośc z powrotu Ilemny i Natali do rodzinnego jeziora. Królowa Aradvi wróciła z podróży w czasie, lecz rychło udała się w następną, tym razem w przyszłość. Nie wróciła z wyprawy, więc na jej miejsce obrano nimfę Afarakę o skórze jak heban, doskonałą szachistkę. Ona to nadała Natali w lenno księstwo Natalistanu na senegalskiej ziemi. Ilmena – Mora również opuściła Toropieck. Poślubiła wodnika, a jej łono opuściły liczne dzieci. Gdy umarła w wieku tysiąca lat, a jej czysta dusza zamieszkała w Nawi Jasnej, Mokosza zamieniła jej ciało w wielkie jezioro, które po dziś dzień zowie się Ilmeń. 

czwartek, 10 kwietnia 2014

Morza w języku starokrasnym




Aspin - Morze Kaspijskie
Hadriaticus - Adriatyk
Mare Ałastralosineanis - Morze Południowochińskie
Mare Arabis - Morze Arabskie
Mare Arctis - Morze Arktyczne
Mare Argentinorum - Bałtyk
Mare Asova - Morze Azowskie
Mare Celetinis - Morze Celtyckie
Mare Cipangitis - Morze Japońskie 
Mare Internum - Morze Śródziemne
Mare Kirait - Morze Martwe
Mare Mak - kenisa - Morze Mc Kenzie
Mare Marmara - Morze Marmara
Mare Mindanao - Morze Mindanao
Mare Mirtea - Morze Mirtejskie
Mare Mołuka - Morze Moluckie
Mare Navłayohvineis - Morze Nowogwinejskie
Marenirum - Morze Czarne
Mare Nordis - Morze Północne
Mare Oxota - Morze Ochockie




Mare Orientosibirica - Morze Wschodniosyberyjskie
Mare Orientosineanis - Morze Wschodniochińskie
Mare Rutyje - Morze Czerwone
Mare Sargassum - Morze Sargassowe
Mare Salomonis - Morze Salomona
Mare Sulavesi - Morze Celebes
Mare Urvegis - Morze Norweskie
Mare Vaffinis - Morze Baffina
Mare Vakilis - Morze Białe
Mare Varentsis - Morze Barentsa
Mare Veringis - Morze Beringa
Mare Vedelis - Morze Weddella
Mare Xantum - Morze Żółte
Mare Yona - Morze Jońskie



Quo vadis, Polonia?

Dzisiejszego dnia, w kolejną rocznicę katastrofy w Smoleńsku, składam hołd pamięci wszystkich, którzy tam zginęli, niezależnie od ich poglądów. Zginęli ludzie bardzo różni - z PiS - u, PO, SLD, a także wielu bezpartyjnych. Różnili się za życia, lecz zostali połączeni jedną, tragiczną śmiercią. Teraz ich dalsze losy są w ręku Boga... Wśród nich był prezydent, śp. Lech Kaczyński - bezlitośnie opluwany za życia i po śmierci, a jednak tym jak zginął odniósł moralne zwycięstwo nad potwarcami. ,,Żeby mieć piękną śmierć, trzeba mieć piękne życie''. 



Teraz wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. Kiedyś przeminie Putin, tak jak przemija pożar, zaraza, powódź, czy wojna. Przeminą też rządy Platformy. Po nocy znów wzejdzie Słońce...