piątek, 18 maja 2018

Jak mogliby wyglądać kosmici?








,, [...] Niestety, na Merkurym nie ma kosmitów (o ile wiemy, nigdzie indziej też ich nie ma). Ale przypuśćmy, że ewolucja wytworzyła tam jakieś żywe istoty. Jak by one wyglądały?
   Merkurianin mógłby być bardzo wysoki, nawet jak czteropiętrowy budynek, ponieważ przyciąganie jest bardzo słabe. Wszystkie delikatniejsze narządy musiałby mieć w próżniowym futerale, żeby znieść wahania temperatury. Ciało powinien mieć błyszczące jak srebro, ażeby odbijało słoneczne ciepło, i oczy małe jak kropki, gdy Słońce świeci, a duże jak parasole, gdy robi się ciemno. [...].







Gdyby Wenusjanie istnieli, musieliby być bardzo mali i okrągli, żeby móc wytrzymać potężne ciśnienie. Wyglądaliby podobnie do żółwi, a usłyszeć od nich dałoby się najwyżej jęki w rodzaju 'uuch, aach, yyy'. Chodziliby przecież po węglących się skałach! [...]







Gdyby [księżycowe ludki] istniały, byłby jeszcze wyższe niż mieszkańcy Merkurego. Miałyby futra dla ochrony przed zimnem, wiele par rąk, a w każdej ręce albo szczotkę, albo odkurzacz, bo na Księżycu wszystko jest mocno zakurzone. A noce i dnie są takie długie, że każdy miałby z niewyspania worki pod oczami. Za to mógłby jeździć na kosmicznych kangurach - to dopiero byłyby skoki! [...]







Powiedzmy, że maleństwu, które wytworzyło skamielinę, udałoby się ewoluować. Ponieważ na Marsie jest zimno, maleństwo to musiałoby skryć się ... pod ziemią, żeby zachować ciepło. Musiałoby więc być czymś w rodzaju kreta o zębach twardych jak diament, aby umiało rozgryźć skałę. 
   Czasem wychodziłoby na powierzchnię, musiałoby więc mieć duże oczy, żeby lepiej widzieć - światło słoneczne na Marsie jest dwa razy słabsze niż u nas. Musiałoby mieć wielkie, długie stopy, żeby bez nart zjeżdżać z pokrytych lodem gór. Co zdolniejsi Marsjanie mogliby mieć tylko jedną taką stopę, żeby uprawiać snowboard. Oczywiście, jak to narciarze, musieliby być pstrokaci - mnóstwo kolorów dobranych bez gustu - i nosić czapki z pomponami. [...]







Na Jowiszu nie ma żadnej powierzchni, na której dałoby się osiąść, dlatego Jowiszanin musiałby być czymś w rodzaju olbrzymiego gorącego balonu, zdolnego cały czas unosić się nad swoją planetą. Nie ma żadnych szans znalezienia wokół Jowisza czegokolwiek, co mogłoby posłużyć jako żywność, toteż Jowiszanin musiałby się nauczyć żyć promieniowaniem, które wchłaniałby poprzez wijące się macki. I do tego jeszcze by się żarzył. Oczywiście nie miałby ust - przecież nic by nie jadł. [...] 







Saturn to taka sama gazowa planeta jak Jowisz, więc Saturnianin również stale unosiłby się w powietrzu. Burze i wiatry są tak gwałtowne, że musiałby mieć potężne skrzydła, żeby sobie poradzić - najlepiej kilka par na zmianę. Mieszkańcy musieliby oddychać wodorową atmosferą. Ale wodór przy oddychaniu jest prawie bezużyteczny, więc Saturnianie musieliby mieć olbrzymie nosy z mnóstwem dziurek. I choćby cały czas energicznie machali skrzydłami, nie obeszłoby się bez futer - tak zimno jest na Saturnie.







   Na Tytanie zresztą też: lód i wyjątkowo niskie temperatury. Tytanijczyk powinien być więc jakimś olbrzymim kosmicznym pingwinem, żeby nie zmarznąć. Kłopot polega na tym, że nawet ziemskie pingwiny bywają drażliwe. A co dopiero pingwin z Tytana! Przy spotkaniu OKAŻ MU GŁĘBOKI SZACUNEK. [...]







   Jeśli na Uranie nie zauważysz żadnych mieszkańców zajrzyj do rzek metanu. Żeby zachować choćby najdrobniejsze ilości ciepła, mieszkaniec Urana musiałby być OLBRZYMI jak wieloryb i żyć w morzu, aby się nie rozpaść. A także nauczyć się oddychać wodorem przez nozdrza. Uranijczyk z pewnością przeraziłby nawet pingwina z Tytana. [...]







   Żadnych kości, skóry, krwi, oczu, futra! Kosmita, który miałby żyć w takiej temperaturze, musiałby się składać wyłącznie z energii elektromagnetycznej. 
    Neptuniani  byłby więc po prostu serią impulsów, może z dodatkiem wiązki promieni gamma i garstki fotonów. 







   Trytończyk musiałby wyglądać tak samo, poza jednym drobiazgiem... Skoro na Trytonie jest zimniej o 20 stopni, impulsy trzeba by okryć ciepłą kurtką. [...]







   Przyciąganie na Plutonie jest tak słabe, że Plutończyk musi przylegać do gruntu. Wygląda więc jak ślimak, wytwarzający kleistą smugę, którą się przyczepia. Pokryty jest przyssawkami, żeby mieć dodatkowe uchwyty. Brak ciśnienia sprawia, że jego ciało faluje jak słabo nadmuchany plastikowy worek. Dostrzeżesz też w jego wyjątkowo wielkich oczach łzy radości pomieszanej z żalem. [...]'' - Kjartan Poskitt ,,Mostrrrualna erudycja. Porażająca Galaktyka''

Kobieta rodząca króliki






,, [...] Mary Tofts z Guildford, będąc w piątym tygodniu ciąży, pracowała w polu rankiem 1726 roku. Nagle przestraszył ją królik, a we wrześniu, według jej oświadczenia, urodziła szesnaście puszystych królicząt. Miejscowy aptekarz uwierzył jej, a w roku 1752 William Whiston, znany matematyk, ogłosił, że w ten sposób wypełniła proroctwo starożytnego żydowskiego proroka Ezry'' - Bob Fowke ,,Milenium. Przewodnik dla każdego''

Czy Adam był Niemcem?







,,Rewolucjonista znad Górnego Renu (jego imię jest nieznane) działał aktywnie w Niemczech pod sam koniec średniowiecza, pomiędzy 1490 a 1508. Twierdził, że Niemcy, a nie Żydzi, są narodem wybranym przez Boga i że pierwszy człowiek w Biblii, Adam, w Edenie mówił po niemiecku. Mało tego, utrzymywał, że Niemcem był Aleksander Wielki! Imperator miałby jakoby powrócić w osobie niemieckiego Cesarza Końca Czasów zwanego Królem Czarnego Lasu, który wymorduje wszystkich księży i rozpocznie Milenium spokoju i obfitości. Ten prorok ciągle podawał coraz to nową datę niemieckiego Milenium. Ostatnią był rok 1515. Jego następcy zwali się Bractwem Żółtego Krzyża'' - Bob Fowke ,,Milenium. Przewodnik dla każdego''



czwartek, 17 maja 2018

Oniricon cz. 403

Śniło mi się, że:





- przez miasto szły niedźwiedzie i inne zwierzęta zdążające do Ziemi Obiecanej, które nagle zmieniły się w ludzi, szedłem razem z nimi, a piękna blondynka ewangelizowała za pomocą fotosów z ,,Xeny'' przedstawiających Kalisto,








- pisałem opowiadanie o starożytnym Egipcie, w którym krzyczały ibisy i klekotały bociany,
- w jakiejś gazecie znalazłem tweet Neila Gaimana, który napisał, że kto uważa nienarodzone dziecko za ważniejsze od bociana, ten wyznaje alternatywną biologię,







- w okresie międzywojennym Hitler odwiedził dzieci w warszawskim przedszkolu, pewien chłopiec pokazał mu wykonany przez siebie rysunek smoka w jarze, a Hitler podarł go i powiedział, że cieszy się, że chłopiec nazywa miłość słowem ,,jar'',








- w szkolnej świetlicy przeglądałem książkę dla dzieci, w której było narysowanych wiele myszy (pomyślałem, że Voytakus ov Višnic byłby zachwycony, oraz rysunek Rasel - ducha Żydówki w różowej sukni, bohaterki opowiadania Pilipiuka z lat 80 - tych XX wieku,







- pomyślałem, że Andrzej Duda jest Ostatnim Cesarzem, a papież Franciszek - jednym z Anielskich Papieży,
- pewien mężczyzna nawrócony z okultyzmu, skarżył, się, że w wykonywaniu zawodu rolnika przeszkadza mu poczucie winy za śmierć małych zwierząt,







- uznałem, że rację ma Jacek Piekara, a nie Dorota Wellman i że poszedłbym na Marsz dla Życia nawet gdyby miano strzelać do prolajferów, bo chętnie oddałbym życie, aby każde dziecko mogło się urodzić,








- pisałem posta o Kubusiu Puchatku; ktoś stwierdził, że był to bohater negatywny, który manipulował Krzysiem i infantylizował go, tymczasem komputer się zepsuł,
- Sapkowski przyszedł do przedszkola, podarł rysunek zrobiony przez chłopca i zamienił się w Hitlera,
- pan Martinus ov Simcass uczył mnie o Polsce Piastów,







- Xena żyła jeszcze w latach 20 - tych XX wieku i dożyła II wojny światowej cały czas zachowując młodość,







- zarówno Australia jak i USA zostały założone w XVIII wieku, lecz Australia pojawiła się wcześniej,







- dawniej w Polsce kobiety nie mogły używać maszyn do pisania, a trzy jedyne maszyny znajdujące się do dyspozycji mężczyzn były kontrolowane przez państwo,
- pewien młody, rudy człowiek robił reportaż o komunie feministek, które postawiły w ogródku działkowym słup z nazwiskami sławnych feministek, a księdzu się to nie podobało, tymczasem twórca reportażu bał się, że trafi do szpitala,








- mówiłem Sławomirze, że Ronald Reagan tak naprawdę nie chciał użyć broni atomowej przeciw Sowietom, a tylko tak straszył,
- Sławomira przeszła na religię zabraniającą korzystania z sedesu, zrobiło mi się jej żal i chciałem wymienić się z nią bogami,






- w fantastycznym świecie bogowie z różnych panteonów walczyli z uzurpacją zagrażającego światu Czarnoboga; do tego ostatniego przyłączył się Śiwa, tymczasem w owtm świecie pojawili się św. św. Cyryl i Metody głoszący chrześcijaństwo. 

Dawne teorie o trzęsieniach ziemi






,, [...] Starożytny grecki myśliciel Arystoteles (384 - 322 p. n. e.) wpadł na wstrząsający pomysł. Winą za wstrząsy ziemi obarczył ... wiatr. Arystoteles uważał, że trzęsienia ziemi wywołują potężne podmuchy wiatru wiejącego z podziemnych grot. Te jaskinie miały rzekomo wciągać powietrze, ogrzewać je, a następnie wyrzucać z powrotem na zewnątrz. [...] Pewna starsza pani znalazła inne wyjaśnienie. Uważała, że trzęsienie ziemi w Londynie w 1750 roku spowodował jej służący, który wypadł z łóżka. [...] W latach 60. XVIII wieku brytyjski geograf John Michell uważał (słusznie), że trzęsienia ziemi wywołane są przez potężne fale przebiegające przez skały, lecz sądził (mylnie), iż powoduje je para unosząca się z olbrzymich podziemnych pożarów'' - Anita Ganeri ,,Monstrrrualna erudycja. Wstrząsające trzęsienia ziemi''



Mity o trzęsieniach ziemi








,,1. Północnoamerykańscy Indianie sądzili, że Ziemia spoczywa na grzbiecie ogromnego żółwia. Ilekroć ten drażliwy żółw tupnie nogą, powoduje potężne trzęsienie ziemi.







2. Ludy zamieszkujące mroźną Syberię wierzyły, że bóg zwany Tuli wiezie Ziemię na ogromnych saniach ciągniętych przez zapchlone psy. Gdy kundle przystają, żeby się podrapać, wywołują drganie i trzęsienie ziemi.







3. Niektórzy mieszkańcy zachodniej Afryki obwiniali o trzęsienie ziemi kochliwego olbrzyma, który według ich wierzeń dźwigał jeden bok Ziemi, podczas gdy drugi wspierał się na ogromnej górze, zaś żona giganta podtrzymywała kopułę nieba. Zgadujesz, co się dzieje, gdy ckliwy olbrzym wypuszcza z rąk glob, żeby objąć żoneczkę? Tak jest, trzęsienie ziemi.







4. W Ameryce Środkowej opowiadano, że Ziemię dźwigają czterej bogowie. Kiedy staje się zbyt przeludniona, po prostu potrząsają nią, żeby zrzucić nadmiar ludzi.

5. Mieszkańcy Mozambiku uważali, że trzęsienia ziemi następują, gdy Ziemia jest przeziębiona i [...] trzęsie się pod wpływem okropnej gorączki. [...]







6. Według japońskich legend trzęsienia ziemi powoduje olbrzymi sum żyjący na dnie morza. Gdy śpi, Ziemia jest nieruchoma i spokojna, ale kiedy się budzi i zaczyna wiercić, trzeba mieć się na baczności, bo wywoła trzęsienie ziemi. (Musi to być okropny wiecipięta, ponieważ te kataklizmy nawiedzają Japonię szczególnie często)'' - Anita Ganeri ,,Monstrrrualna erudycja. Wstrząsające trzęsienia ziemi''

środa, 16 maja 2018

Roboty







,,Legendy o potworach stworzonych przez człowieka znane były co najmniej od XVI wieku, a w 1818 roku Mary Shelley napisała najsławniejszą powieść o takim monstrum - Frankenstein. Był to horror o istocie skleconej z kawałków zwłok wykradzionych na cmentarzach. Frankenstein, początkowo potulny i posłuszny, staje się prawdziwym potworem dopiero wtedy, gdy odkrywa, że jego paskudna postać przeraża ludzi. Wtedy zaczyna ich zabijać. 






   Twór jakim był Frankenstein, nie miał jeszcze nazwy. Dopiero w XX wieku pojawiło się słowo robot. W 1920 roku czeski pisarz Karol Czapek napisał sztukę RUR - Uniwersalne Roboty Rossuma, opowiadającą o sztucznych robotnikach stworzonych przez człowieka i zdolnych do myślenia, które podbiły świat. Określenie robot, jak się słusznie domyślacie, pochodzi od roboty i w owym czasie po czesku oznaczało niewolniczo harującego, prostego pracownika. Roboty Czapka, podobnie jak Frankenstein, początkowo pokornie służyły ludziom.
   Wykonywały całą brudną robotę, aby ludzie mogli beztrosko spędzać czas. Niestety, jeden z twórców tych maszynek nieświadomie przydał im ludzkich uczuć, na dodatek tych najgorszych. Roboty oszalały i zaczęły mordować ludzi. Jedynych ludzi, którzy potrafili je budować, co było prawdziwą lekkomyślnością z ich strony.
   Następnie, w latach 40. XX wieku, amerykański pisarz Isaac Asimov rozpoczął tworzenie serii opowiadań o humanoidach (czyli człekokształtnych robotach). Aby utrzymać w ryzach te buntownicze byty i uniknąć literackiego horroru, wymyślił prawa, których maszyn musiały przestrzegać. Nazwał je Prawami Robotyki (określenie wymyślone przez samego Asimova) i po raz pierwszy ogłosił je w opowiadaniu Zabawa w berka. Oto one:
1. Robot nie może być niebezpieczny dla człowieka.
2. Robot musi być zawsze posłuszny człowiekowi, chyba, że jest to sprzeczne z pierwszym prawem.
3. Robot musi unikać niebezpieczeństwa, chyba, że jest to sprzeczne z pierwszym, bądź drugim prawem'' -
dr Mike Goldsmith ,,Mosntrrrualna erudycja. Buntownicze roboty''