środa, 22 stycznia 2014

Dzień Dziadka - Dyń Didoka - Diedkovyj Dien' - Dienas Arfuas

Moim Dziadkiem był śp. Edmundus ov Kujvis (1922 - 1991), urodzony w Bobrowie, a zmarły w Szczecinie, z zawodu dekarz. Kochał mnie, choć słabo go pamiętam. Byłem bardzo małym dzieckiem, gdy Dziadek na moją prośbę założył mi ... babciny kolczyk, a potem były problemy z jego zdjęciem (żeby było jasne: jestem przeciwnikiem ubierania chłopców w sukienki w ramach indoktrynacji gender). Dziadek został pochowany na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.



Trochę fantazjowałem na Jego temat - wymyśliłem sobie, że był w Afryce, gdzie spotkał tygrysa szablozębnego. Dziadek był również pierwowzorem Edmunda z mojej fantazji ,,Polonea'' z 2003 roku. 
Z okazji Dnia Dziadka, wszystkim Dziadkom czytającym tego bloga, życzę wszystkiego najlepszego i pociechy z wnuków.

wtorek, 21 stycznia 2014

Dzień Babci - Dyń ov Vavićka - Babun'skij Dien' - Dienas Umis

Moją Babcią była śp. Tieriesa ov Kujvis (1930 - 2007) z domu Vakiledis, urodzona w Brodnicy, a zmarła w Szczecinie. Ponieważ wychowywałem się bez ojca, Babcia w pewnym sensie zastępowała mi go. Bardzo mnie kochała. Gdy byłem małym dzieckiem, wychodziła ze mną na spacer, na zakupy, zaprowadzała też do przedszkola i do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Gotowała mi obiady, a gdy nie chciałem jeść zupy, mówiła, że mam ,,długie zęby na zupę'' i ,,inne dzieci by się biły o tę zupę''. Kupowała mi chipsy, dawała też różne inne smakołyki, co nie spodobało się mojej lekarce. Wyznawała katolicyzm, uczyła mnie szacunku do bł. Jana Pawła II, zaś pod koniec życia całymi dniami słuchała ,,Radia Maryja''. Pamiętam jak wspólnie z Mamą i Babcią oglądaliśmy wieczorami program ,,Randkę w ciemno'' Jacka Kawalca, ,,Śmiechu warte'' Tadeusza Drozdy i ,,Dziennik Telewizyjny'' Jacka Fedorowicza. Babcia oglądała też liczne latynoskie telenowele, szczególnie lubiła nakręcony w Meksyku serial ,,Clarita'' o małej dziewczynce. W 1996 roku z powodu palenia papierosów ciężko zachorowała i miała kilka operacji. W tym czasie odwiedzałem Babcię w szpitalu. W pierwszej klasie gimnazjum Babcia była dla mnie oparciem gdy mi dokuczano w szkole. Kiedy w 1995 roku Hanna Gronkiewicz - Waltz kandydowała na prezydenta Polski, Babcia uważała, że ... kobieta nie powinna być prezydentem, tak samo jak nie powinna być księdzem. Nie lubiła Jerzego Waldorfa, za to, że powiedział, iż ,,trzeba budować pomniki a nie mieszkania''. Miała poczucie humoru, opowiadała jak w dzieciństwie przestraszyła się gdy jakiś sąsiad powiedział do niej: ,,Co mała, sama żresz''? W dzieciństwie miała małego, czarnego psa, który się nazywał Mursin. Wystarczyło zawołać: ,,Mursin, kury, kury''!, a on już wiedział, że trzeba zaganiać kury do kurnika. Babcia opowiadała mi też historię niesamowitą o czarownicy, która poczęstowała dziecko cukierkiem, a gdy dziecko zrobiło znak krzyża, zaczarowany cukierek znikł. Inne zabawne historyjki, to ta, w której Babcia jeździła na słoniu i zjadła wróbelka, albo o ludziach, którzy w czasie II wojny światowej ukryli złoto pod psią budą. Niemcy zapytali dziecko gdzie rodzice ukryli złoto, a dziecko powiedziało zgodnie z prawda, że ,,pod ogunem'' (tj. pod ogonem psa), okupanci zaś pomyśleli, że gada od rzeczy i dali spokój. Kiedy miałem w akwarium rybki, Babcia mówiła na nie żartobliwie: ,,rybki - pipki''. Inne powiedzonka i żarty to: ,,Aj - waj, nie ruszaj mojej bródki, moja bródka poświęcona, w kwaśnym mleku pomoczona'', ,,Jeden kapeć we Francji, drugi w Ameryce'', ,,A ja cię nie będę skubał, moja ty Mariolo'', ,,Różowa pantera kąpie się w maślance'', ,,Tygrys to by d... wygryzł''. Poznałem także anegdoty o tym jak Niemiec pytał Polaka: ,,Wohin?'', a Polak na to: ,,W d... , a nie do Chin'' i Niemcu, który powiedział ,,Guten Morgen'', a Polak pomyślał: ,,Butem w mordę''.




Babcia zmarła w szpitalu i została pochowana w grobie Dziadka na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie. 
Z okazji Dnia Babci, wszystkim Babciom czytającym tego bloga życzę wszystkiego najlepszego i pociechy z wnuków.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Epilog III: Nowa Polska

,,W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny
odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego
stanowienia o jej losie
[...]
nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej
[...]
pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane [...]'' - ,,Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej'', rok 1997




1. Czterech mężczyzn; Łukasz Skyjłycki i Romuald Osika z Pawlaczycy, oraz Asłan Tajredanajow i Robert Sroka z Dziadostwa, po wielkiej, letniej bitwie roku 1950, nieśli na uginających się zakrwawionych noszach, czarno odziane ciało wysokiego mężczyzny z rozrąbaną głową, którą za życia okrywał czarny garnek. Zwłoki Jana Czarnego zostały przekazane Dziadowskim, a ci przez ostatnie dni swego pobytu w Pawlaczycy, obłożyli je kostkami lodu i sprawowali warty honorowe z kałasznikowami w ręku. Po tygodniu zabrali ciało ze sobą, a towarzysz Tajredanajow i Maksim Difikulski z rozkazu Plaptoniusa wystarali się o pogrzeb poległego na Kremlu. Beria był zachwycony czynami zmarłego, a Stalin, jak to Stalin zazdrościł mu sławy. Grób Jana Czarnego na Kremlu, wraz z opisem jego życia, ujrzał pewien amerykański dyplomata, który po powrocie do kraju, opowiedział wszystko swemu bratu - reżyserowi. Ten zaś był kolegą po fachu samego George'a Lucasa. Czyżby więc pierwowzór filmowego Dartha Vadera był Polakiem?



Chruszczow nie lubił Jana Czarnego, zwłaszcza tej historii z zabójstwem rodziców. Po usunięciu Ławrientija Berii ze sceny politycznej, nakazał bezpiece sprofanować grób Czarnego, a wszystko czego nie udało się spalić, wrzucić do rzeki Moskwy i zakazał wspominać jego imienia. Zdelegalizował też młodzieżową organizację ,,Iwan Lechicz Czernyj'' popularną w Białoruskiej SRR. Breżniew, który częściowo zrehabilitował Stalina, nakazał odszukać szczątki Jana Czarnego, lecz musiał się zadowolić jedynie drobnymi odłamkami czarnego garnka, znalezionymi na dnie Moskwy - jeszcze dziś niektórzy sprzedają takowe dla turystów. Najmniej spodziewaną rzeczą, jaką Łukasz znalazł przy jego ciele  była reprodukcja ikony z napisem w cyrylicy. Było to imię jedynej, obok wykorzystującego go Plaptoniusa, drogiej mu osoby...



2. .... Swietłany Karynckiej. Była ona dwunastoletnią Białorusinką, którą poznał w Kobryniu, podczas okupacji sowieckiej. Podczas gdy wszyscy inni czuli przed nim strach, ona jako jedyna umiała widzieć jego samotność i potrzebę miłości. On zaś wyczuwał, że dziecko nie boi się go. Bronił jej przed wszelkimi



zagrożeniami czasu okupacji, lecz w Kobryniu długo nie zabawił. Pożądał władzy i łupów toteż na własną prośbę został przeniesiony na front wojny z Finlandią. Jednak tęsknił za dziewczynką okazującą mu dobroć. Przed opuszczeniem Kresów, otrzymał od niej ów mały, kolorowy obrazek z imieniem, którego w Pawlaczycy nikt nie mógł odczytać.
Swietłana dużo przeżyła - okupację Sowietów, potem Niemców, włączenie Kobrynia do BSRR, upadek



komunizmu, niepodległość Białorusi, kadencję prezydenta Stanisława Szuszkiewicza i Aleksandra Łukaszenki. Obecnie mieszka w domu starców w Kobryniu.
3. Pochodziła z wierzącej, prawosławnej rodziny, a wiadomość o ateizmie Jana Czarnego stawała się dla niej coraz boleśniejsza im głębiej ją rozumiała. Żarliwie modliła się o nawrócenie dla przyjaciela. Zapomniał o



niej gdy poznał Śmierć. Ta również prawdziwie kochała Jana Czarnego; chciała być z nim razem, lecz wiedziała, że tam gdzie ona, nie mógłby być szczęśliwy, ale potępiony i nie mógłby kochać. Kiedy Łukasz rozbił jego głowę siekierą, zwlekała z unicestwieniem kochanka, aby dać mu czas na skruchę. Raniony siekierą żył jeszcze minutę, po czym Śmierć przecięła go swoją zapasową kosą. Przez ten czas nastąpił żal za popełnione zbrodnie i zamiast do piekła, Czarny trafił do czyśćca, gdzie przebywa po dziś dzień, aż do skończenia świata, lecz wie, że czeka go wspaniała przyszłość.




3. Trzecia Rzeczpospolita wniosła w życie Pawlaczycy wiele zmian. Po raz pierwszy zacząłem robić notatki na temat tej historii w 1999 roku, w zbiorku pt. ,,Chłopska trylogia''. Pierwszą zarejestrowaną w moim Żywym Archiwum wzmianką była walka Pana Konidy z diabłem na siekiery. Do stworzenia nazw poszczególnych części trylogii zainspirował mnie widok drewnianej łodzi, nazywanej ,,Titanic'' z filmu ,,Stanleya Wodoleja'' ujrzany w TVP. Wpadłem wtedy na pomysł podobnej trawestacji tytułów ,,Trylogii'', więc:




pierwowzór - gotowy wynik
,,Gwiezdne wojny'' - ,,Słomiane wojny''
,,Imperium kontratakuje'' - ,,Dziadostwo kontratakuje''
,,Powrót Jedi'' - ,,Powrót wolności'' (początkowo: ,,studentów'').

Analogiczne są również niektóre postaci, a nawet wydarzenia, ale starałem się nie tworzyć plagiatu - zresztą dla mnie jest to niemożliwe w tym wypadku. Wiele zaczerpnąłem też z ,,Mistrza i Małgorzaty'', oraz z ,,Chłopów''. Na trop etymologii nazwy wsi naprowadziła mnie pani Haliniana ov Ivancus. Później głęboko zawiodłem się i zniszczyłem prototypowe notatki. W końcu jednak wróciłem do tego projektu gdy byłem nad morzem. Pewnego września napisałem słowa Pana Sołtysa: ,,Zasługujecie na śmierć, lecz jej nie otrzymacie - bo to wy jesteście Dziadowscy, a nie my! Idźcie do Warszawy i powiedzcie swojej Partii, że oto w całym zniewolonym przez was świecie, nadchodzi - Powrót Wolności''. W końcu zabrałem się do pisania. Nie chciałbym dłużej Czytelnika nudzić, powiem tylko, że pisząc o Pawlaczycy nieraz miałem znaczne problemy z odróżnianiem faktów od opinii. Część tych rozterek opisałem w trakcie fabuły. Wśród



tych niesprawdzonych pogłosek istniały propagandowe oszustwa komunistów (np. ,,wojna białogłowska'' lat 40 - tych na tle alkoholizmu, użycie przemocy przez Panią Sołtysową, zamknięcie małej Lawendycji w chlewiku, Pan Sołtys broniący ,,elementu przestępczego'' itp.). Sam kiedyś wierzyłem w żydowskie pochodzenie Sylwii Andrzejczykowej (a nawet gdyby to była prawda, to przecież nic złego, antysemitą nie jestem i nie byłem, niech się Czytelnik nie boi), czy w zabicie towarzysza Koszmidera przez Łukasza Skyjłyckiego. Do lamusa należy odłożyć podawane niekiedy informacje o: pochodzeniu króla Jana Kazmierza z ... Pawlaczycy, czarach Starej Babuchy, czy wizycie Wojciecha Jaruzelskiego. Nie będę tu opowiadał o losach wsi w obecnych czasach. Powiem tylko o tych bohaterach, którzy opuścili Polskę.




5. Mojżesz Pilzstein poznał w Warszawie pracownicę ambasady Izraela. Mimo znacznej różnicy wieku pobrali się po pięciu latach narzeczeństwa i wyjechali z Polski. Żyd jednak żałował swojej drugiej Ojczyzny. W podróż do Izraela zabrał pudełko polskiej ziemi zebranej w Pawlaczycy. Państwo Mojżesz i Abigail Pilzstein od początku byli przeciwni zbrodniczej eksterminacji Palestyńczyków i tak naprawdę nie oni jedni.



W 1991 roku państwo Dymitr i Natasza Symetayovowie z synem Mateuszem, po serdecznych pożegnaniach wyjechali do Rosji, gdzie podjęli pracę w jakiejś nieistniejącej już, niezależnej gazecie. Ich rodzinny Swierdłowsk nazywa się teraz Jaktienburg. Radość z upadku komunizmu wnet zniweczyła gorycz z powodu wojny w Czeczenii i ludobójstwa dokonanego przez Rosjan. Gazeta, w której pracowali nie mogła się z tym pogodzić, a Dymitr i Natasza apelowali do sumienia swojego narodu i jego rządowych elit. Za głoszenie bolesnej i okrywającej Rosję hańbą prawdy, zostali zabici przez Federalne Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej (FSBFR). Mateusz został sierotą, lecz mimo rosyjskiego pochodzenia adoptowała go jakaś rodzina z Groznego. Czeczeńcy odwdzięczyli się swoim obrońcom.



W Kenii, Bartłomiej Bambo pracował w parku narodowym, a jego żona Evcelma w sekcji Czerwonego Krzyża. Radzę to rozważyć.



6. Onufry Kurowiec po spotkaniu Męża Stanu odnalazł swoje miejsce w życiu. Podczas stanu wojennego odmówił prześladowania ,,Solidarności'' za co został internowany i oczywiście wyszło na jaw wysadzenie przez niego ruin kościoła na Mokotowie. Gdy został wypuszczony z więzienia, w 1988 roku wyjechał do Związku Radzieckiego i zamieszkawszy we Lwowie wstąpił do opozycyjnej organizacji ukraińskiej. Obecnie mieszka na niepodległej od 1991 roku Ukrainie gdzie założył rodzinę. Pracuje jako historyk, jego monumentalna ,,Historia Kurowców'', bardzo pomocna przy opracowaniu jednego z poprzednich rozdziałów, ściągnęła na niego falę protestów ze strony nacjonalistów. Zajmuje się wyjaśnianiem różnych zawiłych problemów historii polsko - ukraińskiej i podobnie jak inny ukraiński historyk, dr. Wiktor Poliszczuk nie jest mile widziany w środowiskach przedkładających interes ponad prawdę.



7. Modlitwy usunęły znad Mołdawii widmo wojny domowej. Kraj odzyskał niepodległość w roku 1991, po rozpadzie Unii Sowieckiej. Jest rok 1992; Heniek razem z Lawendycją postanowili odwiedzić swój wyzwolony kraj. Państwo de Slony byli razem min. w Bielcach i w Kiszyniowie - rodzinnym mieście Heńka. Podczas pełnego wrażeń dnia, coś kazało im w miejscowym katolickim kościele odbyć spowiedź i przystąpić do komunii. Była noc, kiedy leżeli razem w namiocie, mając w oddali widok na stołeczny




Kiszyniów. Ile to już razem przeżyli! On był przemytnikiem, a ona córką polskiego samorządowca. W pamięci odżył wyrok Pana Sołtysa skazujący Heńka na spalenie na stosie i bohaterski czyn Lawendycji ratującej go przed okrutną karą. Przed oczami Heńka stanęła jego ewolucja duchowa: prawosławie - śmierć rodziców - ateizm - proroctwo Pana Konidy - katolicyzm - ślub z Lawendycją. Potem to niezapomniane



wesele, na którym nie było alkoholu, a krasnoludki jeździły po stole na myszach. Był wtedy rok 1950; straszny widok powieszonego Piotra Wierzby, z dnia na dzień coraz straszniejszy terror Dziadostwa. Bitwa - Heniek obronił sztandar Jasnogórski przed zakusami Sowieta Kurskiego. Nim rozpoczęła się przedbitewna msza, Pan Konida mówił, że oboje umrą tego samego dnia i o tej samej godzinie. Tej nocy jego słowa brzmiały szczególnie wyraziście. Pełna poświęcenia praca społeczna Lawendycji. Rok po niej ten feralny wyjazd do Warszawy. Ubecy więzili ich w szafie, a Lawendycja lepiła różańce z chleba. Wszystko pojawiało się jak w kalejdoskopie. Znajome postaci - Strach na Wróble, ambasador RFN Rudolf Scheker, Plaptonius ubrany w skórę nosorożca. Lawendycja skoczyła pod miotacz płomieni, aby nie zdradzić Heńka. W Kościele był Fort Marksa, do roku 1979 szalał w Pawlaczycy terror. Kiedy umarł Stalin urodziły się Staś i Faustynka. Autyzm, pierwsze słowa, okrutna śmierć... To załamało Lawendycję. Poczęła z zimną krwią mordować Dziadowskich, aby pomścić dzieci, a jej oczy zakryło bielmo. Spotkanie z papieżem, potem bardzo trudne przebaczenie Dziadowskim. Czy to podczas Bożego Narodzenia w Lesie, czy na internowaniu, podczas radości czy cierpienia, w Polsce czy w Mołdawii, wśród wyrzutów sumienia i wielkiej miłości, zawsze byli razem, bez ani jednej zdrady. Heniek nie zawsze rozumiał postępowanie żony, lecz ona z niszczyciela rodzin robiła coraz lepszego męża i ojca. Wreszcie sama zaczęła potrzebować pomocy i nie zawiodła się.
Mieli to już wszystko za sobą. Stali przed namiotem, a na niebie, mocno iluminowanym gwiazdami ujrzeli Stasia i Faustynkę. Dzieci milczały, a rodzicami zawładnęła miłość i tęsknota za nimi. Heniek i Lawendycja trzymali się za ręce i podążali za dziećmi idąc w górę, ku dzieciom i światłu na końcu tunelu. Rano przewodnik przestraszył się widząc pod namiotem dwa martwe ciała. Jednak oni nie umierali w męczarniach; umarli we śnie ,,tego samego dnia i o tej samej godzinie''. Dzieci zaprowadziły ich do Nieba - państwo de Slony czyściec przebyli za życia.
- Wiecie co to byli za ludzie? - pytał się policjant przewodnika.
- ,,Dawno, dawno temu, gdzieś na ziemiach polskich pod zaborem pruskim, w ubogiej wiosce...'' - zaczął opowiadać przewodnik.
8. Ciekawe jednak co stało się z Dziadostwem? Naczelny Prezes Gorbaczow zrzekł się tytułu i rozwiązał Ligę Masońsko - Komunistyczną wraz z jej sekcjami w 1991 roku wraz z upadkiem Unii Sowieckiej. SCzZDz Rumuńskiego przestał istnieć po śmierci Ceaucescu, zaś SCzZDz Jugosłowiańskiego zniszczyła



wojna domowa. Po śmierci Hoxy umarło też Dziadostwo Albańskie (SCzZDzA) w spadku zostawiając nędzę. Nie wiemy jednak co stało się z Dziadostwem na Białorusi, w Chinach, Laosie, Wietnamie i na Kubie, oraz z sekcjami L M - K ,,Ambasady Rewolucji'' w krajach kapitalistycznych. Wiemy tylko, że



terrorystyczna organizacja ,,Świetlisty Szlak'' jest odgałęzieniem SCzZDz Peruwiańskiego. W Polsce o Dziadostwie wie tylko nieliczna grupka zainteresowanych - w 1989 roku, komuniści palili archiwa, aby wymknąć się sprawiedliwości i zatuszować swe zbrodnie. Prace prowadzi nieliczna garstka historyków, a posuwają się one w iście ślimaczym tempie. Kiedy rozmawiałem na ten temat z panią Anną ov Scayapakovą, spotkałem się ze zdziwieniem, odnośnie takiego połączenia komunizmu, satanizmu, masonerii i terroryzmu (choć przecież historia zna satanistyczne wolnomularstwo, czy komunistów - terrorystów). Tak naprawdę najwyższa ideologią Dziadostwa był lideralizm, czyli apoteoza władzy. Sekta liderałów (popularna zwłaszcza wśród polityków), zakłada, że bóstwem jest pieniądz, nabożeństwem władza, a celem i sensem życia - eliminowanie wszystkich przeciwników. Lideralizm stanowi wielkie zagrożenie dla całej ludzkości.



 Przestrzegali przed nim min. Orwell w ,,Roku 1984'' i Paweł Jasienica w ,,Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Dziejach agonii''. Tak naprawdę Dziadostwo jest w każdym z nas, ale każdy ma Przyjaciela bezinteresownie dającego cudowną relikwię AQUA CARITAS.

koniec części trzeciej - ostatniej                               Szczecin 21 lipca 2003 r. 

sobota, 18 stycznia 2014

Kusicelka




Warszawa, rok 1989. Po jej ulicach chodziła Głupota pod postacią młodej, szczupłej kobiety, z niebieskimi oczyma (osobiście wolała mieć je w kolorze bieli), długich blond włosach i mimo, że był luty, ubrana była wyjątkowo bezwstydnie, a jej odzież była koloru brunatnego.  Głupota nie była na spacerze, przybyła do Warszawy w jasno określonym celu. Nagle zauważyła, że ulicą idzie Mąż Stanu. Podeszła do niego.
- Dzień dobry, Panie Prezydencie - przywitała Męża Stanu.



- Jaki tam prezydencie! - obruszył się Mąż Stanu. - Teraz rządzi Rakowski i ... nie jest prezydentem.
- Niedługo porządzi - zapewniła Głupota - pierwszym prezydentem będzie Jaruzelski, a po nim pan będzie rządził.
Mąż Stanu chciał iść dalej, lecz tajemnicza rozmówczyni nie chciała go puścić.
- Panie Prezydencie - drążyła - a czyją podobiznę nosi pan w klapie?
- To jest Matka i Królowa mojego Narodu! - odpowiedział wielce zdziwiony otrzymanym pytaniem.
- A nie - przekornie zaprzeczyła Głupota - bo to ja rządzę waszym Narodem.
- Co ??? - Mąż Stanu był bardzo zgorszony. - Pani nie zdaje sobie sprawy z tego co mówi, tak nie można.
- Znam waszą pobożność - ciągnęła - często, choć nie zawsze, jest powierzchowna. Modlicie się i to szczerze kiedy jest wam źle, ale kiedy dobrze, to żyjecie zapominając o Bogu. Mogłabym latami wyliczać przypadki waszej letniości. Jak trwoga to do Boga! Był taki sowiecki film, na którym występowali sami Sowieci - wiadomo ,,moskiewskie wychowanie'', szkolny konkurs bluźnierstw i te sprawy, ale gdy moja koleżanka z pracy zaczęła się do nich dobierać, oni zaczęli się modlić! - mówiła żywo. - A wiesz pan, że gdy w Unii Sowieckiej pokazywano Stalina, to na jego widok niektóre starsze panie, żegnały się?! - Mąż Stanu słuchał z uwagą, powoli chłonąc z gniewu. - U mnie w domu nie ma ani jednego ateisty! - mówiła z naciskiem. - Gdybyście byli narodem Maryi, pełnilibyście czyny Maryi; gdybyście byli narodem Papieża, pełnilibyście czyny Papieża - Mąż Stanu zlał się purpurą.
- Myślę, że osądza nas pani za surowo, wszak hipokryci są wszędzie, a wśród Polaków prawdziwi, uczciwi idealiści też istnieją - oponował.
- Nikt nie zna głupoty tak dobrze jak ja - mówiła Głupota - i muszę z przykrością stwierdzić, że ani Pan Prezydent, ani pański Naród nie jesteście głupi, a szkoda...
- Proszę pani... - zdziwił się Mąż Stanu.
- ... niestety nie ma też głupich narodów, są tylko głupie partie polityczne, głupi politycy i głupie doktryny.



- Jestem panem Navi i bojownikiem o suwerenność Polski - przedstawił się Mąż Stanu. - A pani godność?
- Ewa Relitih - Nilats - przedstawiła się rozmówczyni.
- Hmm... - zamyślił się Mąż Stanu. - ,,Reltih - Nilats''? To chyba niemieckie nazwisko. Czy pani jest Niemką?
- Tak, chyba Niemką - potwierdziła Ewa, mając jednak na myśli coś zgoła innego niż przynależność narodową. - Odnośnie pracy, Zofia jest moją antytezą.



- Prawdę mówiąc nie znam ani pani, ani pani siostry Zofii - Mąż Stanu nie zrozumiał aluzji. - Czy może powtórzyć pani, kim jest?
- ,,Częścią tej siły co wiecznie zła pragnąc wiecznie czyni dobro'' - Ewa zacytowała ,,Fausta''.
- Nie mam dziś nastroju do żartów - skomentował Mąż Stanu.
- Zapewne Pan Prezydent wie - Ewa przeszła do sedna sprawy, - że potrzebne są dwie nogi: prawa i lewa - Mąż Stanu zrozumiał aluzję.
- To prawda - rzecze, - ale jak się wstanie z łóżka lewą nogą będzie nieszczęście!
- Bardzo słusznie! - pochwaliła Ewa. - Tylko kto tu mówi o łóżku? Polska nie leży w łóżku, ale w grobie. A żeby wstać z grobu trzeba użyć lewej nogi, a jeśli z łóżka - to prawej.
- Pani argumentacja wydaje mi się nielogiczna - skrzywił się Mąż Stanu - opozycja z NRD, czy Czechosłowacji nie poparłaby pani propozycji, bo jest ona sprzeczna  z rozumem.
- Olej rozum! - Ewa machnęła pogardliwie ręką. - Bądź o - ry - gi - nal - ny! - kazała demagogicznie. - Masz się wzorować na jakichś Szkopach czy Czechach? - pytała wyzywająco. - Wyluzuj stary! - wyglądała na dwadzieścia lat, mówiła jak nastolatka, a starsza była od rodzaju ludzkiego!
Mąż Stanu zmieszany milczał, a ona wciąż mieliła językiem.
- Wiesz co, nie przejmuj się szkodami! - radziła. - Krew bohaterów i męczenników jest po to aby było potem co wlewać do rynsztoka!



- Przestań! - Mąż Stanu krzyknął jak oparzony. - Stylem wypowiedzi przypominasz Urbana! - był znów zgorszony.
- A wiesz, że w całej Polsce jest on mi najbardziej posłuszny? - zamyczała Ewa. - Przejdź pod moją dyktaturę, zostań moim niewolnikiem, chcę Polskę wziąć w obroty - dalsza część wypowiedzi została ocenzurowana.
- To ja mam świrować jakiegoś zwierzaka? - pytał Mąż Stanu.



- Nie, świruj gibona, szympansa, orangutana, goryla, ale najlepiej świruj człowieka ; to jest najtrudniejsze.
Mąż Stanu bezwiednie wysunął ręce do przodu, a Ewa wyjęła z czarno - czerwono - brunatnej torebki z krokodylej skóry kajdanki zrobione z plasteliny i założyła je potężnemu panu Navi.



- Głupi niestety nie jesteś, ale i tak mi się podobasz - mówiła z uznaniem. - Mazowieckiemu już wszystko powiedziałam, on też chce mnie wielbić i wolę moją wypełniać na wieki - znów mówiła to czego nie powinna.
Sięgnęła znów do skórzanej torebki i w ręce Męża Stanu włożyła jakiś dziwny przedmiot.



- ,,Masz tu caduceus polski, mąć nim narodową kadź...'' - cytowała zdanie Stańczyka z ,,Wesela'' Wyspiańskiego.



Od lutego do kwietnia 1989 roku trwały obrady Okrągłego Stołu, w których uczestniczył Mąż Stanu, opozycja i komuniści. Z triumfem informuje się Polaków o nowych zasadach wyborczych, o zalegalizowaniu partii opozycyjnych i kilku ich gazet, lecz o wadach rozwiązania zapomniano. Co mam na myśli nie powiem, kto ma rozum i dostęp do mediów innych niż liberalne, niech się domyśli. Wśród płomieni siedziała naga kobieta, ta sama, która w lutym rozmawiała z Mężem Stanu. Na dłoni trzymała szklaną kulę, w której przyglądała się obradom Okrągłego Stołu, a zwłaszcza późniejszym wyczynom w Magdalence.



- Panowie, panowie - patrząc śmiała się szyderczo - wy jesteście po prostu ,,the best''!
Tak oto historia PRL - u dobiegła końca. Mąż Stanu, obecnie Pan Prezydent, wiosną 1990 roku siedział na ławce w parku razem z żoną i córką. Nieoczekiwanie stanęła przed rodziną Ewa Reltih - Nilats. Mąż Stanu przedstawił ją żonie, a ona zaczęła opowiadać bajkę!



- Dawno, dawno temu, było sobie dwóch Heraklesów; jeden z północy i drugi z południa i były dwie hydry; obie ze wschodu. Herakles z południa uciął swojej hydrze głowy i jak należy, powypalał miejsca po nich. Herakles z północy również uciął hydrze głowy, lecz nie wypalił ich ogniem. Głowy odrosły i go zeżarły! - skończyła historyjkę.
- Hmm, ładne - pochwalił Mąż Stanu. - Nie rozumiem tylko kto był tym nierozsądnym herosem?
- Ty! - Ewa wytknęła go palcem, ironicznie się śmiejąc, po czym zdarła swoje i tak już skąpe odzienie, tego samego koloru co rok temu, zmieniła kolor oczu i zająwszy się płomieniem zniknęła.
Tego dnia w parku było wielu ludzi, którzy widząc niecodzienny występek pani Reltih - Nilats sprawili, że warszawskie izby wytrzeźwień i przychodnie psychiatryczne mogły swym pracownikom dawać na chleb.



Partia przestała istnieć, rozwiązano ją na jej ostatnim zjeździe. Jej członkowie przeszli do nowej, czołowej partii lewicowej, która dwukrotnie zmieniała nazwy, zachowując duże wpływy.
Tego dnia w Warszawie było sporo manifestacji wyrażających wielką radość. Członkami jednej byli chłopi z nieznanej, bohaterskiej wioski, między Warszawą a Konstancinem - Jeziorną. Pan Sołtys i Lawendycja nieśli reprodukcję nowego godła Polski, a z tysięcy gardeł tych co przeżyli, wydobywał się śpiew:

,,My chcemy Boga, Panno Święta,
O usłysz naszych wołań głos''!

czwartek, 16 stycznia 2014

Sterowiec Jerzego





Nad zgliszczami Pawlaczycy unosił się czarny sterowiec. Dowodził nim automatyczny pilot, a obszerną kabinę zajmował towarzysz Jerzy Plaptonius. Ten sam, który w 80 toku porozumiewał się telepatycznie z



komendantem Szaraczkiewiczem, od dawna zgłębiał wiarę z strzygi; słowiańskie upiory o dwóch duszach. Wciąż myślał o Lawendycji. Chciał posiąść jej duszę i uwięzić ją we własnym ciele. Jego studia dobiegły już końca, a Lawendycja została uwięziona na pokładzie jego sterowca. Znając potrzebne zaklęcia podszedł do niej, skrępowanej łańcuchem, który łączył ją z bratem.
- Wiem, że ostatnio tobie ,,Solidarność'' przekazała Oko Raju - nie zapomniał poruszyć ważnej dla Dziadostwa kwestii. - Jak widzisz, ,,Solidarność'' zginęła, podobnie jak Pawlaczyca - ciągnął. - Planowałem wtłoczyć twoją duszę do własnego ciała - Łukasz zdębiał i gdyby nie śmiertelna powaga sytuacji i wypowiedzianych słów uznałby to za kiepski żart, - ale komunizmu już nikt nie obali, a jeśli zechcesz zostać moją żoną, nie zrobię krzywdy tamtym żałosnym, żywym trupom - myślał o więzionych wśród zgliszcz chłopach. - Mógłbym nawet Heńka zostawić przy życiu!
- ,,Solidarność'' nie zginęła - zaprzeczyła Lawendycja - nawet jako instytucja, a jeśli miałaby zostać zniesiona, przeżyje w naszych sercach - Plaptonius słuchał z gniewem, ale i podziwem dla jej odwagi. - Mąż Stanu chętnie obdaruje Okiem Raju wszystkich ludzi dobrej woli - kontynuowała, - ale wam, którzy chcecie użyć go do złych celów, nie możemy oddać, bo ponieślibyśmy część waszej odpowiedzialności - mówiła drżącymi i pobladłymi wargami, a Plaptonius pieniąc się z wściekłości przeszedł na drugi koniec sterowca.
Łukasz milczał i podziwiał siostrę. Po chwili znów stanął przed więźniami, konkretnie przed Łukaszem. Trzymany w spoconym ręku, laserowo ostrzony nóż przyłożył do gardła Skyjłyckiego, a ten tylko szarpnął kajdanami.
- Mam zabić brata - pytał ze zjadliwym gniewem - za to, żeś mnie suko - mówił z coraz większą nienawiścią - odrzuciła w 51, tak jak wcześniej zabiłem ci dzieci?
Lawendycja uczuła się jak rażona gromem. Z jednej strony bezlitosny Plaptonius grożący zamordowaniem jej brata, a z drugiej - wyciskające łzy z oczu wspomnienie Stasia i Faustynki. Uderzyła ją wezbrana fala nienawiści i uczuła, że gdyby nie łańcuchy, rzuciłaby się na Plaptoniusa z nożem. Coś jednak kazało jej poniechać nienawiści. Czuła potrzebę moralnej wyższości, bez której nie mogłaby żyć. ,,Wyrzekam się odwetu - biła się z myślami. - Pomóż przebaczyć. 'Nienawiść to grób wykopany własnymi rękami''' - przypomniała sobie jedną z nauk Pana Konidy.
- Myślałem, że śmierć tych bachorów położy kres twojej hardości i będziesz mi uległa, ale myliłem się - bredził Plaptonius, a Łukasz czuł na szyi chłód nożowego ostrza.
- Już ci przebaczyłam - powiedziała angażując się w ten akt całym jestestwem.
Nagle usytuowane w sąsiednim przedziale czarne świece eksplodowały jak petardy, a na sterowcu wybuchł pożar. Łańcuchy opadły z rodzeństwa i choć groziła im śmierć, uczuli ogromną ulgę i radość. Plaptonius tymczasem, mrucząc przekleństwa, pospiesznie przegryzł szklaną kapsułkę z trującym proszkiem. Zrobił to zbyt szybko by można było interweniować. Z równym pośpiechem włożył rękę do ognia i kiedy się nim zajął, płonącą ręką chwycił Lawendycję za włosy.
- Całe życie byłaś w rękach innego, niech więc teraz zginiemy razem! - uzasadnił swój czyn, lecz Łukasz odepchnął go od siostry i zaczął razem z nią szukać gaśnicy.
- Dzieci! - wykrzyknęła rozentuzjazmowana Lawendcyja, trącając Łukasza w bok aby popatrzył. - One, one - mówiąc trudno jej było zachować zwykły hart ducha. - W Niebie wyrównały się ich krzywdy! - istotnie; brat i siostra ujrzeli dwoje dzieci, o rysach Stasia i Faustynki.
Po minucie stali nienaruszeni wśród popiołów, a wokoło nich mieszkańcy byłej wioski i członkowie Dziadostwa. Panowało milczenie, wreszcie przerwane szlochem i serdecznymi powitaniami.
- Precz z komuną! - powiedział milicjant z Wisełki, niejaki Stanisław Rembirowicz, a inni Dziadowscy za jego przykładem odrzucili broń, wznosząc okrzyki ku czci Męża Stanu, ,,Nowej Norymbergi'', zadośćuczynienia i pojednania. Nie każdy został ich epigonem, podkreślam to smutne zdanie.
Nad zgliszczami Pawlaczycy pokrytej błotem z łez i popiołów, leciał płonący, czarny sterowiec. Leciał aż do Konstancina - Jeziornej gdzie eksplodował, stając się latającym grobowcem towarzysza Jerzego Plaptoniusa.
- To był biedny człowiek - powiedział Ksiądz Dobrodziej.

*


Ostatnim posiadaczem tytułu Antychrysta był Michaił Siergiejewicz Gorbaczow. Zrzekł się go z przyczyn taktycznych przed złożeniem wizyty w Watykanie. Odtąd poprzestał na tytule Naczelnego Prezesa. Od czerwca do końca roku 1988, kiedy władze i Cerkiew Prawosławna wspólnie obchodziły jubileusz chrztu Rusi, Gorbaczow usunął z SCzZDz Radzieckiego (Ligi Masońsko - Komunistycznej) wszystkich satanistów i to samo zainicjował w krajach satelickich. Rok po objęciu przez niego stanowiska, doszło do słynnego



pożaru w elektrowni atomowej w Czarnobylu, siejącego w sercach wielu strach zarówno przed energią atomową, jak i przed radziecką biurokracją. Przy odbudowie Pawlaczycy zabrakło cementu, bo cały cement z Układu Warszawskiego był teraz zużywany do unieszkodliwiania reaktora. Breżniew miał rację w tym co powiedział Jaruzelskiemu; Gorbaczow ceniony na zachodzie, ale nie u siebie, podjął się próby ratowania Unii Sowieckiej przed rozpadem za pomocą ,,Przebudowy'' i ,,Jasności'' (później chciał zastraszyć Litwinów usiłujących jako pierwsi wybić się na niepodległość), lecz osiągnęło to skutek odwrotny od założonego. Dla kolosa na glinianych nogach nadszedł czas by zgodnie z przeznaczeniem umrzeć przez 2000 rokiem. Gorbaczow nie chciał dać prawdziwej niepodległości zniewolonym narodom, ale jak się mocarstwo reformuje, to reformacyjna gorączka może je zabić. Poza tym jedna z kaukaskich republik oskarża go o dokonanie masakry. Sowieci od dawna marzyli o broni bakteriologicznej (Dziadowscy w Pawlaczycy daremnie się głowili jak ja uzyskać, w końcu poprzestali na innych metodach, min. niszczeniu



roślin leczniczych), jednak krępujące biologię kłamstwa Łysenki przeszkadzały w osiągnięciu tego celu. Już pod Stalingradem gdzie walczył Jan Czarny, próbowano użyć tularemii przeciwko Niemcom. Łysenko dławił sowiecką naukę jeszcze długo po śmierci Stalina, swojego protektora. Dopiero Breżniew przełamał impas,  na miejsce Łysenki wyznaczył Owczynnikowa. Ten niestety wykorzystał zaistniałą sytuację do spełniania odwiecznego marzenia Sowietów.



,,Choć o tym się nie mówi
w Rosji, w Wilnie, Kazachstanie
Gruzji
bakteriologiczną broń Sowieci
wytwarzali
by mordować mężczyzn, kobiety, dzieci
Alibekov to opisał - Kazach co 
Programem tym kierował'' - ,,Milenium czyli Nowe Triumfy''.

Był to program ,,Biopreparat'', kierowany przez Kenjatana Alibekova, obecnie pracującego w obronności USA, gdzie razem ze Stevenem Handemanem napisał demaskatorskie dzieło ,,Biohazard''. Gorbaczow odziedziczył program po Breżniewie i wśród zapewnień o dobrej woli na forum międzynarodowym, systematycznie go rozbudowywał. Tymczasem narody ZSRR upomniały się o należne im prawa. Kazachowie byli pierwsi. Demonstrowali w Ałma - Acie w grudniu 1986 roku, lecz zostali rozpędzeni. Wcześniej o rok, naukowa organizacja ,,Memoriał' rozpoczęła badać zbrodnie Lenina i Stalina, o których było już coraz głośniej (choć na ujawnienie prawdy o Katyniu nadal trzeba było czekać). Wybuchło powstanie Ormian w Górskim Karabachu, należącym do Azerbejdżańskiej SRR. Azerbejdżanie poczęli mordować Ormian, a Rosjanie wkroczyli do akcji aby spacyfikować obszar. Burzy się Gruzja i Ukraina, a wkrótce potem Litwa, Łotwa i Estonia, a and Mołdawią zgodnie z proroctwem Pana Konidy zawisła groźba wojny domowej (Heniek z Lawendycją modlili się o pokój w swojej przebudzonej ojczyźnie). Górski Karabach wciąż tonął we krwi, a na ulicach Tbilisi leżały ciała demonstrantów...



,,Havel na Hrad''! - wznosiła hasło czechosłowacka opozycja. Komunizm chyli się ku upadkowi na



Węgrzech, a w Bułgarii ustąpił Wielki Mistrz SCzZDz Bułgarskiego, Todor Żiwkow. Wcześniej jednak z Bułgarii wygnano Turków i Pomaków. Wreszcie zagojono otwartą ranę Europy, burząc Mur Berliński.



Ceaucescu mocno się trzymał w Rumunii, lecz w grudniu zniosła go rewolucja. Zginął po krótkim procesie, rozstrzelany razem ze swą żoną Eleną, ukarany za zakaz posiadania maszyny do pisania, burzenie zabytków w Bukareszcie, terror i wiele innych zbrodni. Zdekomunizowała się Mongolia, a w Chinach polegli demonstranci na Placu Niebiańskiego Pokoju. W Europie najoporniej proces przebiegał w Albanii. Co jednak ciekawego zdarzyło się w Polsce?

środa, 15 stycznia 2014

Oniricon cz. XIV

Śniło mi się, że:

- dałem żebrakowi lub żebraczce zupę, a on (ona) wylał (a) ją,



- w Czechach żartowano, że na Ukrainie seks jest tylko za korony,



- w obecnej konstytucji Polski jest napisane, że ,,jesteśmy wrogami baśniowości'',



- Napoleon Bonaparte obudził bardzo wcześnie polskich żołnierzy, aby ich wypróbować, a ci wstali, zaś żołnierze francuscy woleli dłużej spać, dlatego Napoleon pochwalił Polaków, a zganił Francuzów,



- Woland przesyłał ludziom ciekawym jego wyglądu zdjęcia słowiańskich piękności jako własne zdjęcie, pytany o matkę odpowiadał, że nie należy oceniać ludzi po tym jaką mają matkę, w czasie seansu czarnej magii w Varietes przyszli moskiewscy dziennikarze Michaels i Holoubeck, zaś Korowiow chciał aby stracili pracę, zamierzał też kogoś zabić na arenie, lecz publiczność nie chciała,



- we współczesnej Japonii żyje najstarsza kobieta na świecie urodzona jeszcze w XVIII wieku,



- Perykles żył jeszcze w XVIII wieku i w czasie rewolucji francuskiej bronił praw katolików,



- Mariolka Kiepska wciąż jest dziewicą, a cała jej rodzina chciała aby straciła dziewictwo, w tym celu jej ojciec napisał imię córki na małej karteczce i z jej pomocą próbował sprzedać ją Arnoldowi Boczkowi,



- będąc w jakimś zamku walczyłem z siedzącym na tronie czarnym diabłem o białej ręce, miałem miecz i chciałem mu nim odciąć tą rękę,



- byłem Krzyżakiem i walczyłem z bazyliszkiem,
- II wojna światowa wybuchła po raz drugi i Niemcy zajęli Polskę, zraniłem w dłoń rudowłosą Niemkę z SS, a potem ją przepraszałem,



- Michał Mikołajczyk był Świadkiem Jehowy udającym katolika i potępiał film ,,Hobbit'',



- kiedyś byłem rasistą, UWAGA: To nie jest prawda, tylko sen zainspirowany filmem ,,Służące'',
- oddałem cześć Allahowi, a potem miałem z tego powodu wyrzuty sumienia,



- udzielając wywiadu dziennikarzowi z ,,Frondy'', powiedziałem, że król Cyzów - małej miejscowości na Mazurach w Polsce to nie to samo co np. król Norwegii, owym królem Cyzów jest obecnie Koszałek Opałek, a kiedy udzielałem wywiadu widziałem jak pracujący we ,,Frondzie'' Murzyn w bluzie z kapturem klaskał w dłonie,
- mój wpis o larwach otrzymał 2 - 7 komentarzy,



- byłem w mieszczącym się w centrum handlowym pokoju zabaw odtwarzającym realia fantasy, spotkałem człowieka przebranego za elfa Lohengrina z filmu Disneya, sam przedstawiłem się mu elfim imieniem  w języku walijskim tak długim, że niemożliwym do wymówienia, spotkałem swego wroga w czarnej zbroi i chciałem z nim walczyć czarnym, plastikowym mieczem z czerwoną końcówką, potem widziałem jak czarownice uwodziły jakiegoś bohatera swoją urodą i wziąłem do czytania ,,Gościa Niedzielnego'',



- aktorzy grający Trzech Muszkieterów podróżowali po całym świecie śpiewając utwór piosenkarza Cherryha o ekologii, byli min. w Rosji i w Szczecinie, ponadto gotowali i krytykowali współczesną gastronomię jako nieekologiczną.

wtorek, 14 stycznia 2014

Stan wojenny




,,Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
[...]
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
20 III 1944 r.''
- Krzysztof Kamil Baczyński ,,Elegia o... (chłopcu polskim)''.



Święta spędzono w Lesie, korzystając z pomocy leśnych ludzi, pobratymców sióstr e Rion, którzy nawet zimą za jedyne odzienie mieli zielone płaszcze. Wojsko i zomowcy nie mogli znaleźć uciekinierów, ci zaś przetrwali szczęśliwie całe dwa dni świąt w polowych warunkach, lecz (co warto odnotować!) bez ani jednego przypadku śmierci. Tym razem Lawendycja była pozbawiona nienawiści do komunistów, a dzięki męstwu w znoszeniu niewygody z jeszcze większą mocą stała się autorytetem moralnym wygnańców. Patrole Moraszkiewicza również koczowały w Lesie, lecz nie mogły znaleźć chłopów. Była tak jeszcze przez ostatnie dni grudnia, oraz przez pierwszy dzień stycznia 1982 roku. Tymczasem nadszedł 2 stycznia drugiego roku stanu wojennego. Przez Las szedł ogromny pochód wojska prowadzącego związanych i rozbrojonych chłopów w kierunku wioski o image cmentarza. Na śniegu leżały trupy leśnych ludzi, mających do obrony



kije i kamienie przeciwko kałasznikowom, a na świerkowej gałęzi powieszono Anej i Ayisakę e Rion (na szczęście wiewiórki po odejściu ZOMO i LWP przegryzły sznury, zanim kobiety się udusiły). Kiedy po raz pierwszy chłopi wrócili po odejściu Niemców na zgliszcza Pawlaczycy, ich ból mieszał się z optymizmem i chęcią odbudowy. Teraz zaś kiedy cierpieli poganiani przez sołdatów nie mieli najmniejszych złudzeń. Większość marzyła tylko o uniknięciu tortur. Dotarli na miejsce.
- Dzielnie się spisały moje zuchy! - generał Moraszkiewicz siedział na fotelu na ośnieżonej łące przed kwaterą; był ubrany w kożuch i popijał kolejną już butelkę wódki.
Armia prezentowała pobitych i zastraszonych jeńców.
- No - pijany generał wstał z fotela i chwiejąc się lustrował spacyfikowanych chłopów wzrokiem - myśleliście, że możecie we współpracy z dezerterem wywalać sobie przedstawicieli postępu i władzy ludowej?! - krzyczał. - Nie ujdzie to wam na sucho! Taki kęsim wam urządzę, że się cała Polska poryczy z wrażenia! - mówiąc to dumał chwilę, po czym wykrzyknął:
- Na pal! - klasnął z uciechy w dłonie i ciężko opadł na fotel.
To był szczyt, nawet dla komunistów (polskich, bo przecież w ZSRR robiono jeszcze gorsze rzeczy: przed



wojną krzyżowano [!] obrońców katedry w Kamieńcu Podolskim). Wbić człowieka na pal, w drugiej połowie XX wieku, 2 stycznia 1982 roku, w samym centrum Europy? A czyż gorszych rzeczy ,,nowocześni Europejczycy'' nie robią i nie robili?! Adiutant generała Moraszkiewicza, towarzysz Leon Surowiecki - obecnie poseł z opozycji - chciał bronić niedoszłe ofiary przed generałem - psychopatą (tekst wypowiedzi zaczerpnąłem z wywiadu przeprowadzonego 17 lipca 1998 roku na łamach prasy polonijnej).
- Ależ towarzyszu - mówił adiutant Surowiecki - chcecie ich wbijać na pal?! - udawał zdziwienie. - To



staromodne! - w rzeczywistości miał na myśli co innego. - Wszak tak było u Sienkiewicza: ,,Ogniem i mieczem'', w ,,Panu Wołodyjowskim''. Postępowali tak reakcjoniści, ,,szlachta - łajdaki'', katolicy, ziemianie, a mamy to robić na chwałę Breżniewa i Jaruzelskiego! - przybrał naiwny sposób tłumaczenia. - Musimy być nowocześni, a nowoczesność to kula w łeb, nawleczenie uszu przez drut kolczasty (robili tak przed wojną Sowieci w Kamieńcu Podolskim - przyp. T. K. ), lub internowanie! - kiedy to mówił nogi miał jak z waty.
- Oj, durni jesteście - westchnął generał Moraszkiewicz. - Sienkiewicza lubił czytać sam Feliks



Edmundowicz, a i chyba Józef Wisarionowicz też, bo gdyby nie, to ten przeklęty Oblęgorek z ziemi byśmy sprzątnęli, a rodzinę mu oczywiście wysiedliliśmy, bo jak komuna, to komuna - mówił generał. - No - wo - czesn - ność to po - pi - ja - nie... - zamyczawszy to, pociągnął łyk monopolówki i zarył butami w śniegu. - Hwwrrrrrrrrrr - wydobyło się z ust generała.
Adiutant Surowiecki przyłożył ucho.
- Co rozkazał generał? - spytał jeden z żołnierzy.
- Nowoczesność to internowanie! - świadomie ,,przejęzyczył'' rozkaz nawiązując do delirycznego bełkotu dowódcy.
- Rozkaz panie adiutancie! - wojsko było dostatecznie zmanipulowane, aby nie troszczyć się o sens rozkazów, choć wielu marzyło aby złożyć donos na towarzysza - adiutanta, a tym samym ,,odnieść sukces''.
Generał spał pogrążony w delirycznym śnie, a chłopi ze zniszczonej Pawlaczycy zamiast śmierci otrzymali jeszcze straszniejszą niewolę. Na marginesie tych tragicznych wydarzeń, chciałbym zaznaczyć, że towarzysz Jerzy Plaptonius został uwolniony przez LWP już pierwszego dnia po ataku na Pawlaczycę.

*


Amerykański prezydent Ronald Reagan karząc Jaruzelskiego nałożył na Polskę sankcje gospodarcze, za co z kolei propaganda karała go kpinami z jego byłego zawodu - aktorstwa. Z jeńców nikt nie uciekł; wszyscy przebywali teraz w obozie dla internowanych (historycy toczą spory odnośnie jego lokalizacji), a w pamięci dźwięczały im słowa Męża Stanu: ,,My nie zmieniamy ustrojów. My zmieniamy ludzi''. Mówił to podczas podróży ,,Sol - busem'' po nocnej Warszawie. Lawendycja obudziła się. To był sen. A rzeczywistość? Państwo Symetayov (wojska nic nie obchodziła ich rosyjska narodowość) mogli mówić o wielkim szczęściu, że nie rozłączono ich z Mateuszem. Sól polskiej ziemi, ,,Solidarność'' jako sól w oczach tyranów, została zdelegalizowana. Obozy dla internowanych i więzienia zaroiły się od ok. 700 osób. Ludzi przesiewano niby



pszenicę przez sito terroru. Na Śląsku dziewięciu górników z kopalni węgla kamiennego KWK ,,Wujek'' zginęło zastrzelonych, kiedy upomnieli się o to co było im należne, a czego tyrania im odmówiła. Lublin spłynął krwią trzech demonstrantów. W historii Polski rozpoczęła się kolejna wielka emigracja. Nasi chłopi wciąż przebywali w obozie dla internowanych, kiedy innych więźniów zaczęto wypuszczać, żołnierze poczynali wracać do koszar, a terror zelżał. Zelżał, ale trwał...



- Ććććć... - Strach na Wróble przykładał brzozowy palec do słomianych ust - Anej mówiła mi o was. Mam klucze. Uciekajcie - w obozie dla internowanych zapanowała radość, której wyrazem nie mógł być krzyk - razem ze Strachem na Wróble przybył Kosz na Śmieci.
Wieprzek został zabity przez komunistów, a w jego skórę oprawiono dzieła Lenina z rozkazu Rakowskiego (Polacy je kupowali aby oddać na makulaturę, a skórę, również Wieprzkową wykorzystywali do własnych celów). Chłopi uciekali przez pola i lasy ogarniętej stanem wojennym Polski.



- Mąż Stanu pozdrawia was - mówił Strach na Wróble - a Anej przebywa teraz na leczeniu w Warszawie - tłumaczył. - Pożyczył mi Oko Raju - Strach na Wróble wyjął z kieszeni kapoty niezwykły przedmiot - ma nam pomóc w odnalezieniu drogi i uniknięciu pogoni - po chwili milczenia znów zabrał głos tym razem rzewnie. - Stan wojenny trwa nadal, a ,,Solidarność'' poszła w rozsypkę - mówił łamiącym się głosem a warszawscy lekarze zaczynali operować Anej e Rion. 

,,Nowy ból przeszył serca Polaków,
Pasterz - kapłan przelał swą krew,
Abyś ty mógł żyć w wolnej Ojczyźnie,
Bez cierpienia, bólu i krat'' - kleryk (obecnie ksiądz michalita) Karol Dąbrowski ,,Ojczyzna'', zwrotka dopisana w 1984 roku.




,,Jerzy Popiełuszko
również
Z okresu tego pochodził
Męczeńską śmiercią zginął
Boga przybliżając Narodowi'' - ,,Milenium czyli Nowe Triumfy''.

Kiedy Polskę przecinał exodus uwolnionych z internowania pawlaczyckich chłopów, esbecy, wśród nich
Grzegorz Piotrowski mordowali przyjaciela i obrońcę Polaków; robotników będących ludźmi mającymi godność i prawo do szacunku, a nie ,,przewodnią siłą Narodu'' - wpychając go związanego do bagażnika, popularnego wówczas ,,Fiata 126 p''. Stan wojenny pochłonął kolejną ofiarę, po uprzedniej wielce ordynarnej kampanii propagandowej, epitetach ,,czarne msze'' używanych przez Urbana i innych oszczerstwach. Matka szafarza nadziei żyje, lecz nieznana ogółowi, zapomniana przez media, zyje w nędzy matka tego, który kochał Boga i Polskę więcej niż życie.