sobota, 30 marca 2019

Wielki Ożóg


,, [Bułgarzy nadwołżańscy] chwytają wszystkie stare kobiety, jakie znajdują w swoim kraju i wiążą im ręce i nogi. Mają zaś wielką rzekę. Do tej rzeki wrzucają wspomniane staruchy. Tę zaś, która wypłynie na powierzchnię, uważają za czarownicę i palą. Co do tej, która się zanurzy, to sądzą, że nie jest czarownicą i puszczają ją wolno’’ - Abu Hamid al – Andalusi









Cesarzowa Faustyna nim jeszcze porodziła Kommodusa, nocą wymknęła się z pogrążonego we śnie Rzymu na sabat odbywający się na szczycie Łysej Góry w słowiańskim Królestwie Analapii. Unosiła się wysoko nad dachami domostw siedząc we wnętrzu karety ulepionej z masła, która ciągnęły całkowicie łyse konie. Powoził nimi zaś jednooki Nubijczyk. Maślaną karetę maskowało zaklęcie niewidzialności. Lecąc tak z ogromną prędkością, Faustyna umilała sobie czas lekturą łacińskiego przekładu ,,Kamasutry’’ - księgi pieszczot zmysłowych spisanej rogiem białego byka Nandina z Bharacji, którego dokonał poeta Katullus. Nim skończyła czytać, kareta miękko wylądowała w analapijskich Górach Czarownic. Obrośnięty czarnym, skołtunionym futrem Čort o fosforyzujących, zielonych oczach i rogach koziorożca, otworzył jej maślane drzwi i skłonił się dwornie. Faustyna wyszła z karety całkowicie naga, mając na szyi jeno korale z czarnych pereł. Na jej spotkanie wyszły nagie wiedźmy. Najwięcej wśród nich było Słowianek, ale trafiały się też Germanki, Greczynki, Rzymianki, Scytyjki, szamanki z Pohjolii i Svamii; widziano nawet Murzynkę w złotym diademie i skórze pantery jak i Sineankę w srebrzystej pelerynie, która odbyła długą podróż rydwanem ciągniętym przez dwa smoki.
- Ave Faustina! - czarownice kolejno witały cesarzową Rzymu podchodząc i całując jej kolano.
Jedna z nich, Słowianka o włosach skręconych w rude pukle, wbiła w skalisty grunt długi i prosty kij, po czym zaczęła chodzić wokół niego wkoło mamrocząc zaklęcia. Wówczas ze sterczącego ku gwiaździstemu niebu końca kija popłynęła lodowato zimna, żółta ciecz z białą pianą. Ruda wiedźma skwapliwie zebrała ją do pucharu z ludzkiej czaszki i przyklękając poczęstowała nią Faustynę.







- Piwo z kija dla cesarzowej Rzymu! - oznajmiła, a Faustyna wypiła duszkiem.
- Bardzo dobre, choć trochę… gorzkie – pochwaliła żona Marka Aureliusza. - Jak ciebie zwą?







- Jestem Wielki Ożóg, a pochodzę z plemienia Czarnych Podniebień, które mieszka w prowincji Maziva i istotnie rodzi się w czarnym podniebieniem – na dowód, że mówiła prawdę, Wielki Ożóg rozdziawiła usta, z których wtem wyskoczyła żaba.
- To Fedira; mój chowaniec – wyjaśniła Wielki Ożóg.
- Zdolna jesteś – pochwaliła cesarzowa.
- O, tak – przytaknęła Analpijka. - Znając odpowiednie wywary i zaklęcia potrafię nawet zamienić Księżyc w krowę i wydoić zeń mleko – Faustyna słysząc to roześmiała się serdecznie.
- A co to masz za ładny wisiorek? - spytała cesarzowa wskazując na ozdobę wiszącą między nagimi piersiami rudej wiedźmy.






- A, to magiczne wahadełko, które w Noc Kupały dał mi Inkub o ognistym nasieniu. W środku zawarty jest demon ankluz, który pomaga mi w czarach – gdy tak rozmawiały, goryl o zielonym włosiu i nogach słonia, począł bić rękami w bęben z ludzkiej skóry, na znak, że czas zacząć orgię…

*

Filip był synem Aureliana Tydeusza Falcona; rzymskiego kupca, którego ród od pokoleń trudnił się sprowadzaniem bursztynu znad Morza Srebrnego. Po swej matce, byłej niewolnicy z plemienia Markomanów z Bohemii, Filip odziedziczył jasne włosy i oczy podobne do dwóch szafirów. Od lat chłopięcych wyprawiał się z ojcem do Analapii, przeto całkiem dobrze poznał słowiańską mowę i obyczaje. Budził zachwyt w sercach niewieścich, tak Rzymianek jak i barbarzynek. Minęło już pięć lat odkąd jego ojciec potajemnie przyjął chrzest wraz z całym domem. Filip umiłował Crostosa i Jego Dziewiczą Matkę całym swym sercem młodym i gorącym. Kiedy wraz z ojcem bawił w Analapii, czarownica Wielki Ożóg zapragnęła pieszczot w jego ramionach. Poczęła go wabić ku sobie miłosnymi zaklęciami, naparami i talizmanami, jednak wszystkie jej magiczne zabiegi rozbijały się o czystość młodzieńca jak fala o skałę.
- Czy jestem brzydka, że nie chcesz legnąć ze mną? - łkała Wielki Ożóg.
- Nie jesteś brzydka; jesteś piękna – powiedział Filip ocierając jej łzy z rozpalonego policzka. - Jeno mój zakon zabrania obcować cieleśnie z niewiastą, która nie jest żoną. Tego właśnie wymaga miłość, która stawia wymagania i umie czekać.
- To opowiedz o tym swoim zakonie – poprosiła Wielki Ożóg.
Filip zaczął jej więc opowiadać o życiu Jezusa i prawdach wiary chrześcijańskiej. ,,Skoro Filip to wyznaje, nie może to być złe’’ - pomyślała Wielki Ożóg i wyraziła pragnienie udania się z Filipem i jego ojcem do Rzymu, aby tam przyjąć chrzest.
- Jeśli chcesz zostać chrześcijanką, musisz wyrzec się magii – przykazał surowo Filip – jest to bowiem ścieżka demona, która wiedzie ku zatraceniu – Wielki Ożóg bez zwłoki zdjęła z szyi nawąz z wahadełkiem i cisnęła je w błoto.
Plaże Morza Srebrnego hojnie obdarowały Rzymian złocistym bursztynem. Gdy zapełniono niż już wozy ciągnięte przez woły, ruszono z powrotem na południe.







- Ciekawiło mnie zawsze czy owe srebrnomorskie ryby, których śluz zamienia się w jantar, dałoby się zaaklimatyzować w Morzu Śródziemnym? - dumał Filip. - Wówczas my Rzymianie nie musielibyśmy wyprawiać się po niego tak daleko.
- Wtedy Analapia i Burus poniosłyby straty – zauważyła trzeźwo Wielki Ożóg.
- Zwróć też uwagę, synu – zabrał głos Aurelian Tydeusz Falcon – że pewnikiem śródziemnomorska woda mogłaby się okazać dla ryb bursztynowych zbyt ciepła i słona, a kto wie czy nie zniszczyłyby one jakichś miejscowych ryb. Nie należy, nie mając rozeznania jakie to wywoła skutki, naruszać porządku przyrody ustanowionego przez Boga.
- Mówicie jak jakiś filozof przyrody, panie – rzekła z podziwem Wielki Ożóg.
- Po prostu w młodości czytałem ,,Zwoje Gai’’ Aleksekosa z Dodony – odrzekł ojciec Filipa.
Czarownica rada była ujrzeć Rzym, o którym tyle się nasłuchała na sabatach od cesarzowej Faustyny, jednak Incubus – Čort obmierzły, który niegdyś był jednym z tych latawców świetlistych, które wybrały zło, nie zamierzał odpuścić Wielkiemu Ożogowi tego, że wyrzuciła w błoto wahadełko. Im bliżej było Rzymu; miasta męczenników, tym Analapijka gorzej się czuła. Bledła i czerwieniała na przemian, pociła się i wstrząsały nią dreszcze i coraz częściej powtarzała:
- Nie jedźmy tam. W Rzymie jest moja zguba.







W końcu gdy przekroczyli rogatki stolicy imperium, w Wielki Ożóg wstąpiła siła nieludzka, a z jej usta wraz z krzykiem strasznym i grubymi słowy zdolnymi zawstydzić pijanego woźnicę, sypały się ćmy naznaczone trupią główką, żmije i ropuchy. Miotała bluźnierstwa straszliwe przeciw Bogu i całemu Dworowi Niebieskiemu. Unosiła się nad ziemią i najsilniejsi mężczyźni nie byli władni jej okiełznać. Wówczas Filip posłał po Sofoniasza, kapłana, który z polecenia Papieża wypędzał złe duchy. Był to starzec siwy jak gołąb, który wiele wycierpiał z rąk pogan za bycie chrześcijaninem. Zamknął się w pokoju razem z opętaną i począł odmawiać modlitwy; wzywał w nich Maryję i św. Michała, aż o drugiej w nocy Inkub ze straszliwym wizgiem opuścił ciało Słowianki.
Minęły cztery tygodnie od tego wydarzenia. W Wielką Sobotę w mroku katakumb, Papież ochrzcił Wielki Ożóg nadając jej imię Krystyna ,,bo dla Krysta porzuciła czary’’. Niedługo potem wyszła za Filipa i mieli gromadkę dzieci.


piątek, 29 marca 2019

,,Czarty, biesy, zjawy. Opowieści z pańskiego stołu''


,,Basia przypomniała sobie wszystkie opowieści, które wieczorami w Chreptiowie prawili przy ogniu rycerze: więc o dolinach przepaścistych, w których gdy wiatr powiał, zrywały się nagle jęki: ‘Jezu, Jezu!’ - płomieniach błędnych, w których coś chrapało – o śmiejących się skałach – o bladych dzieciach sysunach z zielonymi oczami i potwornej głowie, które prosiły by je zabrać na koń, a zabrane poczynały wysysać krew, - wreszcie o głowach bez kadłubów chodzących na pajęczych nogach i o najstraszniejszych z tych wszystkich okropności, dorosłych upiorach, czyli tak zwanych z wołoska brukołakach, które wprost rzucały się na ludzi’’ - Henryk Sienkiewicz ,,Pan Wołodyjowski’’







W marcu 2019 r. przeczytałem książkę Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony ,,Czarty, biesy, zjawy. Opowieści z pańskiego stołu’’ (zainteresowanych poprzednią pracą tych Autorów odsyłam do posta: ,,Od Peruna do Niklota, czyli ‘Mitologia słowiańska’’). Najnowsze dzieło Bobrowskiego i Wrony dotyczy demonologii słowiańskiej ubranej w formę sarmackich gawęd o tematyce ,,paranormalnej’’, opowiadanych w zimowy wieczór przez gości szlachcica Wawrzyńca Chrzanowskiego. Swoją szkatułkową strukturą książka przypomina mi trochę ,,Dekameron’’ Giovanniego Boccaccia ;).







Akcja rozgrywa się w XVII wieku, kiedy królem Polski był Jan III Sobieski (panował w latach 1674 – 1696) na ziemiach polskich: w okolicach Krakowa, w kopalni soli w Wieliczce, na ziemi sandomierskiej, w Zielonej Górze (w XVII wieku podlegała władzy Habsburgów), na Mazurach, oraz na Rusi (na tej ostatniej znajdowała się zaczarowana wyspa na Dnieprze zamieszkana przez pogan zamienionych przez popa w drzewa).








W książce mamy ukazany synkretyzm kultury ludowej; przenikanie się w niej wierzeń chrześcijańskich i pogańskich. Ostoją wierzeń sięgających czasów jeszcze przedchrześcijańskich była wieś; zresztą samo słowo ,,poganin’’ w starożytności oznaczało ,,wieśniaka’’. Co ciekawe jak podaje Maciej Strutyński w pracy ,,Neopogaństwo’’ obecnie wierzenia pogańskie cieszą się większą popularnością w wielkich miastach niż na wsiach. Polscy chłopi jeszcze wieków po chrzcie poili mlekiem domowe skrzaty. Mleko czarnej kozy było ofiarą przebłagalną dla latawca, którego ponadto można było bardziej po chrześcijańsku – odstraszyć dźwiękiem dzwonka loretańskiego. Jedna z form pochówku antywampirycznego polegała na odwróceniu podejrzanego trupa na brzuch i położenie na nim sierpa. Wierzono, że czarownice tańczyły nago w lesie smarując się krwią czarnego koguta i tłuszczem poronionego dziecka. Słowiańskie demony w wyniku chrystianizacji utożsamiane z diabłami, były mściwe i potrafiły karać ludzi za brak szacunku np. Skarbnik surowo karał górników min. za wymawianie jego imienia, które zwyczaj nakazywał tabuizować.







Między światem ludzkim a nadprzyrodzonym pośredniczyli wyróżniający się z otoczenia ludzie jak: owczarze (przypisywano im znajomość magii ludowej; czyżby był to relikt wiary w bydlęcego boga Welesa?), heretycy i czarownice. W książce pokazano, że te ostatnie były prześladowane nie tylko przez katolików, ale również przez protestantów. W XVII wieku to właśnie protestanci zabijali domniemane czarownice w Salem (1692 r.) i w szwedzkiej wsi Mora (1669 r.). Ci co uważnie czytali ,,Potop’’ Henryka Sienkiewicza zapewne pamiętają, że Szwedzi obawiali się jasnogórskiej żebraczki Konstancji jako czarownicy.







W opisywane demony mogły przekształcać się: potępiona dusza szlachcica – arianina (bies mający zamiast głowy biało – niebieski płomień), dusze spalonych czarownic z Zielonej Góry, utopieni w Dnieprze Kozacy Chmielnickiego (utopce), dusze nieuczciwych geometrów, którzy krzywdzili chłopów przy podziale ziemi (świczki – ukazujące się na bagnach demony o ciałach z ognia), upadłe anioły (latawce), dusza zmarłego owczarza (wieszczy, który wchodził na dzwonnicę i wzywał po imieniu mających wkrótce umrzeć), a także dusze osób skrzywdzonych (służąca Małgorzata zadręczona na śmierć przez złego pana).







Staropolskie wierzenia demonologiczne ostrzegały przed magią i demonami. Wchodzenie z nimi w układy kończyło się źle dla człowieka. Przykładowo mazurski chłop namówiony przez ostatnią pruską wiedźmę przeniósł Morowicę – ducha zarazy o skrzypiących kościach przez wodę, lecz mimo jej zapewnień nie ocalił tym życia własnej rodzinie.

czwartek, 28 marca 2019

Cztery pochwały






Pozdrawiam Natalię, Bartka, Dawida i Paulinę i dziękuję Im za pozytywne opinie o mojej powieści ,,Tatra'' wyrażone na stronie www.ocena-produktu.pl. ;). 

Humor mitologiczny






- Co robi feniks oskubany z pierza?
- Pali się ze wstydu!




środa, 27 marca 2019

Oniricon cz. 480

Śniło mi się, że:





- wykonałem serię rysunków fantasy art inspirowanych kartami tarota, UWAGA: Na jawie jako katolik jestem przeciwnikiem tarota i innych technik wróżenia,






- w XVI wieku w niemieckiej karczmie proponowana mi grę w taroka,






- przeczytałem, że wal grenlandzki żywi się raczkami, sprecyzowałem, że nie chodzi tu o raki, ale o kryle, dodałem jednak, że to też są skorupiaki,







- wędrowałem z drużyną przez las w fantastycznym świecie, odwiedzaliśmy też plażę, w końcu dotarliśmy na Zamek Książąt Pomorskich, gdzie pocałowałem piękną księżniczkę w rękę, co się jej nie spodobało,
- zastanawiałem się jak przyszłe pokolenia zapamiętają Kościół katolicki w XXI wieku i czy zła sława księży - pedofilów nie zaćmi pamięci o księżach dobrych, mądrych i ofiarnych,







- Ważniak urządził imprezę, lecz inne smerfy poszły sobie, bo nie chciały przestrzegać szczegółowego regulaminu,







- młoda kobieta z Hawajów została razem z Indianami uprowadzana do Anglii, na małej wysepce z wielkiej skały kamienia pasiastego wyrzeźbiła głowę swej babki - sędziwej bogini wulkanów Wakulei podobną do głów moai z Wyspy Wielkanocnej; kiedy Wakulea paliła fajkę, wulkan zaczynał dymić, gdy rzeźba była już gotowa, bóg nieba Rongo zaczął ciskać pioruny,







- w czasie pielgrzymki tłumaczyłem, że wielu ludzi tak z prawicy jak i z lewicy patrzy na hiszpański podbój Meksyku w XVI wieku w sposób czarno - biały, a tymczasem religia Azteków była jeszcze gorsza niż hinduizm, ponieważ wymagała krwawych ofiar z ludzi, zaś konkwistadorzy mordowali, palili na stosach i plemionom indiańskim podlegającym władzy Azteków nie przynieśli wolności, ale nową niewolę,






- Tomasz Burski z ,,Tajemnicy Sagali'' okazał się lekarzem,







- kreskówkę o Myszce Mickey, która wyglądała jak myszka Jerry jest produkcji polskiej,
- w mojej mitologii prawo naturalne określa się słowem ,,ryta'',
- Dariusz Kwiecień został ratownikiem na szczecińskich kąpieliskach, gdy przed wyjściem na basen długo ubierałem się w szkolnej przebieralni, Kwiecień krzyczał na mnie, a nauczycielka fizyki, pani Jolena ov Symetayak powiedziała mu, że jest okrutnym dyktatorem,
- pytałem Sławomirę, która chciała, aby na świecie nie było chrześcijaństwo, czy chce, aby ikony też zniknęły,






- w XVIII wieku nie ceniono ikon, docenili je dopiero romantycy,






- zarys Afryki jest symbolem neopogańskim używanym przez białe neopoganki kultywujące afrykańskie wierzenia,







- w pokoju siedziała na łóżku dziewczyna, której jednorożec o tęczowym rogu wąchał stopy, a ja zastanawiałem się czy zwierz ten nie jest jej przebraną koleżanką,






- tłumaczyłem Michalinie Olszańskiej dlaczego na blogu krytykuję jej ojca Aleksandra Jabłonowskiego (Wojciecha Olszańskiego),





- obchodziłem hiszpańskie pogańskie święta Maddas i Lemmas,
- w wojsku nie chciałem używać karabinu maszynowego, wolałem jednostrzałowy. 

Nikola Tesla









Nikola Tesla (1856 – 1943) był urodzonym w Chorwacji serbskim wynalazcą wyprzedzającym swoją epokę (czuł więź zarówno z Serbią jak i z Chorwacją; większość życia pracował w USA – jego trzeciej ojczyźnie). Prowadził prace nad zastosowaniem prądu zmiennego, w czym rywalizował z Thomasem Alvą Edisonem, który preferował prąd stały, oraz nad radiem (ostatecznie jego pomysł ukradł mu Gugielmo Marconi). Opublikował ponad 100 patentów. Urodził się jako syn serbskiego popa i początkowo ojciec przeznaczył go do stanu duchownego. Później był nieortodoksyjnym chrześcijaninem zainteresowanym buddyzmem. Uważał, że religią przyszłości będzie synteza buddyzmu z chrześcijaństwem (w rzeczywistości między obydwoma systemami wierzeń jest więcej różnic niż podobieństw). Większość część życia mieszkał w hotelach i miał problemy finansowe. Po śmierci jego pokój został przeszukany przez agentów FBI, którzy zabrali całą dokumentację. Stwarza to okazję do snucia licznych teorii o tym ile z jego wynalazków zostało utajnionych. Zainteresowanych tym niezwykłym człowiekiem odsyłam do książki Przemysława i Krzysztofa K. Słowińskich ,,Władca piorunów. Nikola Tesla i jego genialne wynalazki’’ ;).
Z jego życiem i działalnością wiąże się mnóstwo tajemnic mogących dostarczyć cennych inspiracji pisarzom fantastom.
- Urodził się o północy, kiedy podobno biły pioruny (przypomina to nieco okoliczności narodzin polskiego króla Jana III Sobieskiego).
- Już za życia krążyły o nim fantastyczne legendy. Niektórzy twierdzili, że przybył na Ziemię z Wenus dosiadając wielkiego, białego gołębia. Sam Tesla podobnie jak wielu innych ludzi w jego czasach wierzył w istnienie cywilizacji pozaziemskich min. na Marsie. Ponadto chciał się z nimi kontaktować za pomocą radia (w XX wieku pomysły te odżyły jako amerykański projekt SETI).
- Od dzieciństwa posiadał bujną wyobraźnię. Lubił wymyślać fantastyczne krainy i był bardzo zżyty z ich mieszkańcami. Wiele ze swoich wynalazków tworzył ze szczegółami w umyśle. Niechętnie robił notatki i zwłaszcza rysunki.
- O tym, że geniusz idzie czasem w parze z szaleństwem świadczy to, że cierpiał na zaburzenia psychiczne; nerwicę natręctw, a być może też początki schizofrenii. Wielką traumą z jego dzieciństwa była śmierć jego ukochanego brata Danego, ponoć zabitego przez konia. Tesla widział silne rozbłyski światła, których inni nie widzieli, miał nadwrażliwe zmysły (nawet najcichszy dźwięk sprawiał mu katusze), czuł odrazę do ludzi otyłych (sam był chudy jak szczapa), oraz panicznie bał się zarazków zużywając w celu ochrony przed nimi astronomiczne ilości serwetek.
- Był koneserem szkockiej whisky. Twierdził, że łącząc moc czterech żywiołów jest ona zdolna przedłużyć życie człowieka do 150 lat (jako abstynent nie zgadzam się z tym). Wprowadzenie prohibicji było dlań wielkim ciosem.
- Nie wierzył w istnienie energii atomowej. Chciał czerpać energię elektryczną z Kosmosu zapewniając bezprzewodowy, darmowy prąd dla wszystkich. Miała to być alternatywą dla powodujących zanieczyszczenia środowiska kopalni.







- Dążył do wynalezienia urządzeń umożliwiających kontrolę pogody, dzięki którym można byłoby nawadniać pustynię i zapobiegać klęskom żywiołowym. Zwolennicy teorii spiskowych twierdzą, że wyniku jego prac posłużyły amerykańskiej armii do tworzenia projektu HAARP.







- Jedna z fantastycznych teorii na temat katastrofy tunguskiej w 1908 r. głosi, że spowodował ją nie upadek olbrzymiego meteorytu, ale właśnie Tesla, który wysłał promień na Biegun Północny, aby stopić lód pod polarnikiem Robertem Pearym, jednak pomylił się w obliczeniach.
- W młodości chciał zbudować sztucznego satelitę – wytwarzający energię pierścień opasujący Ziemię wzdłuż Równika.
- Pracował nad niewielkim urządzeniem elektrycznym powodującym wstrząsy gruntu (według teorii spiskowych w korzystającym z badań Tesli projekcie HAARP min. sztucznie powoduje się trzęsienia ziemi).






- Pod koniec życia pracował nad ,,promieniami śmierci’’ umożliwiającymi niszczenie celów z dużej odległości. Miała to być broń tak straszne, że jak naiwnie wierzył, powstrzymałaby ludzi przed prowadzeniem dalszych wojen.

wtorek, 26 marca 2019

Łysenkizm







,,W roku 1930 genetyka w Rosji kwitła. Była jednak poddawana nieustannym analizom krytycznym z punktu widzenia klasowego. Marks utrzymywał, że człowiek może się zmienić pod wpływem zmienionych warunków społecznych: ze zwycięstwa rewolucji narodzi się nowa, lepsza ludzkość. Już to twierdzenie samo w sobie stanowiło teorię na temat dziedziczności. Proces kształtowania nowego gatunku - Homo sovieticus - zaszedł w Związku Radzieckim dalej niż gdziekolwiek indziej. [...]. W roku 1938 z woli Stalina głową Ogólnozwiązkowego Instytutu Genetyki i Selekcji w Odessie został Trofim Denisowicz Łysenko. Jego celem było wprowadzenie do genetyki ideologii marksistowskiej. W rezultacie przyczynił się do zrujnowania i jednej, i drugiej.
   Po drugiej wojnie światowej (kiedy wskutek czystek nie było już prawie radzieckich genetyków) Związek Radziecki odwiedził biolog Julian Huxley. Poprosił on Łysenkę o wyjaśnienie, dlaczego - skoro geny nie istnieją - cechy stwierdzane u dziadków, niewidoczne w następnym pokoleniu, mogą objawić się na nowo u wnuków (zjawisko znane jako proces segregacji). Łysenko odparł: 'Zna pan moją teorię zapłodnienia. Zapłodnienie to wzajemne pożeranie się. Sami po sobie widzimy, że trawienie nie zawsze bywa całkowite. Cóż się dzieje, gdy czegoś nie trawimy? Odbija się nam. Segregacja to beknięcie przyrody: odbijanie się nie przyswojonego materiału dziedzicznego'. Oto smaczek nauk Łysenki.
  Kukułki, powiadał (przejawiając spore braki w znajomości historii naturalnej gatunku kukułczego), wykluwają się z jaj pliszek, które zjadają zbyt dużo włochatych gąsienic. Jego współpracownicy dostrzegli rzecz jasna implikacje owych teorii: '... Akademik Łysenko do walki z wrogą ideologią użyje faktów. Skoro sposób żywienia może zmienić cechy dziedziczne organizmu, całą teorię genów należy odrzucić'. Skutki ideologii sowieckiej - i fałszywych doświadczeń - były katastrofalne. W roku 1943 Łysenko ogłosił, że jeśli pszenicę ozimą (uprawianą w obszarach o odpowiednio łagodnym klimacie) posieje się na Syberii na ścierniskach po pszenicy jarej, będzie ona  w stanie przetrwać  najcięższą zimę. Ta tak zwana 'jarowizacja pszenicy', do której zmuszono rolników, oczywiście się nie powiodła i spowodowała klęskę głodu.
  W roku 1948 genetyka w Związku Radzieckim przestała istnieć. Na zjeździe Ogólnozwiązkowej Akademii Nauk Rolniczych im. W. I. Lenina ogłoszono czystkę. Przedstawione tam Sprawozdanie w sytuacji w naukach biologicznych trudno dziś czytać. Przyczyną głodu nie była klęska kolektywizacji rolnictwa, lecz działalność genetyków: 'Najwyższy czas uprzytomnić sobie, że nasi morganiści - mendeliści walczą ramię w ramię z międzynarodowymi reakcyjnymi siłami apologetów burżuazji nie tylko o nienaruszalność genów, ale także o nienaruszalność ustroju kapitalistycznego... Zatwardziali genetycy wyrządzili nam niezmierzone szkody'. Dziedziczenie cech nabytych stało się prawem.
   Aż nadto świadoma losu dysydentów grupa genetyków odczytała akt skruchy: 'Chwała wielkiemu Stalinowi, przywódcy ludu i koryfeuszowi postępowej nauki!' Ich nawrócenie przyjęto, jak mówi Sprawozdanie 'burzliwymi, długo nie milknącymi oklaskami i owacjami. Wszyscy powstali'. Sowiecką genetykę złożono do trumny. Wiele lat później Chruszczow powiedział Łysence: 'Was i wasze eksperymenty trzeba wysadzić na Księżyc'. W latach siedemdziesiątych genetyka Związku Radzieckiego dołączyła do nauki światowej'' -
Steve Jones ,,Bóg, geny i przeznaczenie''