wtorek, 3 grudnia 2013

Epilog II: Nadzieja

1. ,,Dalej Papieże idą
Od św. Piusa X, aż do Jana Pawła II
Ci co Kościół Boży  - do chwały
i zbawienia wiedli
Kiedy czasy były niespokojne'' - ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy''



Zdaję sobie sprawę, że podjąłem się dzieła trudnego i przekraczającego moje możliwości, niemniej postaram się wzniosłą tematykę godnie zaprezentować. Czytelnik może mieć za złe autorowi, że ostatnio lata rozbiegły się jak konie, a wydarzenia skaczą jak pchły. Teraz bowiem przeskoczywszy ponad dekadę znów jesteśmy



u schyłku lat 70 - tych. W międzyczasie, kiedy Dziadostwo okupowało Pawlaczycę, w roku 1956 Węgrzy upomnieli się o swoje prawa, lecz SCzZDz Węgierskiego nie szczędził okrucieństw. Rok później wśród niepodległych państw znalazły się Malezja i Ghana, a jeszcze później Gwinea. Dalej wszystko potoczyło się



jak w kalejdoskopie. Połowa kolonii afrykańskich odzyskuje niepodległość, a u Sowietów niedźwiedzie polarne uzyskują oficjalną ochronę prawną. W Kosmos lecą pierwsi ludzie,



a Gagarin jest na ustach całego świata. Brytyjczycy opuszczają Kenię i Tanzanię, później Angola i Mozambik przestają być portugalskimi koloniami. W Czechosłowacji zelżał terror komunistów, a polska inteligencja wcześniej tak ochotnie służąca Sowietom, teraz się opamiętała i wystąpiła przeciw



niesprawiedliwości jak na inteligencję przystało. Po raz pierwszy zaczęto świętować Dzień Ziemi, a Sowieci i Amerykanie zasiedli do rokowań. W grudniu 1970 roku z polskiego Wybrzeża rozległo się wołanie o ludzką wolność zdeptane butami tyranów. Portugalczycy opuścili Timor Wschodni, Dżibuti stało się niepodległym



państwem, a kiedy Bambo został stałym mieszkańcem Pawlaczycy i robił koła do wozów, po Księżycu spacerował Neil Armstrong. Sobór watykański II odnawia oblicze Kościoła.
Podoba się  epoka? Bohaterscy Węgrzy polegli za swą suwerenność. Wszystko co robią komuniści to jedna wielka hucpa, a prawo (łowieckie również) łamią sami prawodawcy. Francuzi wzorem Sowietów i Amerykanów powtórzyli ich błąd zbrojąc się atomowym orężem. Wyrasta Mur Berliński podlany krwią i łzami ofiar komunizmu.



Powstaje SCzZDz Kubańskiego i tworzy nowe państwo totalitarne, które przechowując sowiecką broń atomową omal nie stało się zarzewiem powszechnej zagłady. Jakiś Polak przewidując III wojnę światową buduje schron, a teraz tęskni za nim, bo uważa, że było to dobre miejsce na piwnicę.



Bł. Jan XXIII wzywa do opamiętania encykliką ,,Pacem in terris''.



John Kennedy ginie zabity przez SCzZDz Amerykańskiego, a po jego śmierci amerykańscy handlarze bronią podjudzają do wojny w Wietnamie, aby móc zarobić.



Walczyły dwa Wietnamy; jeden północny, drugi południowy, a Amerykanie się w to wpakowali. I znów krew się polała; po obu stronach z jednakowym, powtarzam jednakowym okrucieństwem walczących. Napalm lał się jak Miód Śmierci z Ula Śmierci obsługiwanego niegdyś przez B. Schekera i niejeden Wietnamczyk podzielił los Sieradzkiego. Użycie defoliantów i masakra w My Lai (Plaptonius żałował, że nie może powtórzyć tego z Pawlaczycą, a defoliantów użyć w Lesie!) obdarzyło Amerykanów nienawiścią połowy ludzkości.



Kiedy kłamała propaganda obu stron Żelaznej Kurtyny, młodzież się zbuntowała, nawet odchody w sądach wydalając i zamiany ,,kaplic na 'siusialnie''' na murach Sorbony żądając. Więc Fisher kopał policjanta, a Clinton przed wojskiem do Pragi się zaszył. Sowieci skrzyknęli Bułgarów, Polaków i Niemców i salwami czołgów usiłowali jak najprędzej wybić Czechosłowacji wszelkie marzenia o niepodległości z głowy. Zaś



Wielki Mistrz Gomułka i Iwaszkiewicz byli ,,za''. Wojna w Wietnamie się skończyła, Amerykanie sromotnie przegrali, a ich sojusznika; Wietnam Południowy komuniści wzięli! Laos i Kambodża stały się teraz dwoma krwawiącymi ranami, a ta ostatnia zyskała gangrenę w postaci Czerwonych Khmerów.



Pol Pot godnie Amina i Bokassę na kontynencie azjatyckim zastąpił. Był Antychrystem SCzZDz Khmerskiego, a Plaptonius mógłby się przy nim nabawić kompleksu łagodności. Indonezja anektuje Timor Wschodni , którego mieszkańców znów brutalnie wyrwano z marzeń o własnym państwie. W Polsce Gomułka pokazuje prawdziwe oblicze. Brutalnie rozprawia się z opozycją w odwołaniu do najniższych uczuć tłumu, zakazuje wystawiania ,,Dziadów'', uczestniczy w najeździe na Czechosłowację, tłumi wszelki opór i ostrze nienawiści kieruje przeciwko krzyżowi wiszącemu na szkolnej ścianie.



A Gierek też nie lepszy, choć dobry propagandysta i umie uprzejmością przekonywać ludzi do siebie. Do dzisiaj wielu chwali tego co wpisał do konstytucji artykuł o poddaństwie wobec Unii Sowieckiej, rozgromił strajki w Ursusie i Radomiu oraz zmarnował szansę faktycznego rozwoju, zaciągając monstrualne pożyczki, które Polska do dzisiaj musi spłacać. Jeszcze raz cytuję pana Leovishinera: ,,Gdyby człowiek był dobry, socjalizm byłby najlepszym z ustrojów''.



Teraz kiedy krwią spływają Liban i Nikaragua, w Ameryce Łacińskiej katolicyzm toczy teologia wyzwolenia, a i w Holandii niewiele lepiej, kiedy Dymitr J. Symetayov i Natasza W. Navłajova przyjeżdżają



do Pawlaczycy, Evcelma poślubiła Bartłomieja Bambo, a papież Jan Paweł I umarł z powodu wątłego zdrowia, był rok 1978. Cechą wspólną ludzi wszystkich kultur, zwłaszcza żyjących w obliczu zagrożenia jest potrzeba bohaterów, mężów opatrznościowych. A teraz taki mąż opatrznościowy był koniecznie potrzebny. W XIX wieku Juliusz Słowacki napisał pewien intrygujący utwór zaczynający się od słów:

,,W pośród niesnasków Pan Bóg uderza w ogromny dzwon.
Dla słowiańskiego Papieża hufiec aniołów umiata tron [...]''.

2. - Jeśli wybiorą, proszę przyjąć - mówił prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński do jadącego z nim kardynała Karola Wojtyły pochodzącego z podkrakowskich Wadowic.
Rzym, Plac Świętego Piotra, rok 1978. Przed Bazyliką pełno było pielgrzymów i turystów, zarówno z pobliskich Włoch jak i z wieli innych krajów. Teraz zebrało się konklawe.
- Ciekawe kogo wybiorą? - niejeden się zastanawiał.
Gdzieś dwóch biskupów mówiło o uczestnikach konklawe.
- Czasy są trudne, potrzeba kogoś na ich miarę - mówił jeden z nich - trzeba aby Kościołem pokierował tytan ducha, kogoś na miarę Apostołów, człowieka silnego miłością i Duchem Świętym... - mówił z przekonaniem, ale i troską.
- Wśród przybyłych kardynałów jest jeden Polak - powiedział rozmówca.
- Syn narodu czczącego Matkę Boską w sposób niewyobrażalny dla naszych zlaicyzowanych wiernych... - zastanawiał się biskup. - Teraz jest to kraj na wschód od Żelaznej Kurtyny, jest to kraj komunistyczny...
- Z tego co wiem jest to taki komunistyczny kraj, w którym ludzie żartują z Lenina i Marksa, zamiast ze świętych, a Stalin mówił o nich, że ,,socjalizm pasuje do nich jak siodło do krowy''! - krótki, serdeczny śmiech nieco złagodził napiętą atmosferę czekania. - Jest tu teraz prymas Polski, nazywa się Wyszyński i był więziony. To on tak rozbudował kult Maryjny i wprowadził specjalne nabożeństwo oddania się Jej w niewolę i musiał tłumaczyć się z tego terminu, bo niewłaściwie go rozumiano.
- A ten Polak nazywa się Karol Wojtyła, jeśli się nie mylę, pochodzi z Wadowic, czy powiedziałem...
- Tak, właśnie tak.
- A dobrym byłby papieżem? - zapytał się biskup.
- Kardynał Wojtyła - mówił jego rozmówca z entuzjazmem - to człowiek bardzo kulturalny i wykształcony, a jednocześnie pobożny jak stara góralka (porównanie autentyczne i bardzo pozytywne! - przyp. T. K.) i codziennie odprawia Drogę Krzyżową. To człowiek wrażliwy, kochający Boga i bliźnich... - mówił.
- Umie łączyć dobroć z mądrością, a to jest szczególnie cenne...
Gdzie indziej w wezbranym morzu ludzi rozmawiali ze sobą hiszpański pielgrzym Tomasso La Coruna i włoski przewodnik turystów Renzo Jardualo. Ich również zainteresował polski kardynał.
3. - A odnośnie tego drugiego kardynała, też z Polski - mówił La Coruna - to czy był więziony jak obecny prymas?
- Komunizm jest systemem ateistycznym i propaguje ateizm wojujący. Wojtyła nie poszedł do więzienia, ale za to chciano go poróżnić z Wyszyńskim, zakładano ,,teczkę operacyjną'' gdzie były dokumenty szpiegowskie zebrane przez esbeków; to takie tajne służby w Polsce. W nich to były min. teksty kazań, chciano go kontrolować przez Urząd ds. Wyznań i przesłuchania były, robiono utrudnienia z paszportami,



konfiskowano książki religijne, a nawet chciano naruszyć akta beatyfikacyjne Faustyny Kowalskiej... - wyliczał Jardualo.
- Ale przecież - zaoponował la Coruna - ostatnio w Polsce budują najwięcej kościołów...
- To jest zły ustrój - z przekonaniem powiedział Jardualo. 
- Jeśli mógłbym coś powiedzieć - zaoponował ksiądz Angelo Rossini - to czy znasz - Jardualo był jego krewnym - takiego niemieckiego polityka Rudolfa Schekera? Był kiedyś ambasadorem RFN, a teraz jest filozofem. Wczoraj mówił w telewizji w jakiejś publicznej debacie, że to co się dzieje w Układzie Warszawskim, to nie walka z Kościołem, ale z niezależnością - Jardualo był zdziwiony.
- Przecież to był ateista, a ojciec mu wierzy? - zapytał z niedowierzaniem.
- Bóg istnieje niezależnie czy w Niego wierzymy, czy nie - mówił padre Rossini. - A walkę prowadzi się nie dlatego, że Kościół jest Kościołem sam w sobie, ale dlatego, że jest zależny od Chrystusa, czyli wolny, a komuniści są zaborczy i chcą aby inni uważali, że jakoby oni mają monopol na prawdę - ciągnął włoski kapłan. - Jeśli ktoś umie prowadzić podwójne życie ma wygodę, ale traci wolność - La Coruna i Jardualo zaczynali rozumieć.
4. Konklawe było długie i niektórzy zaczynali powątpiewać, czy nowy papież będzie Włochem. Tymczasem z loggii Bazyliki Głównej uniósł się biały dym i oczekiwanie przerwał głos jednego z kardynałów:
- Zwiastuję wam radość wielką - mamy Papieża! Przenajchwalebniejszego i przenajwielebniejszego Pana Kościoła Rzymskiego, kardynała Karola Wojtyłę z Polski, który przybrał imię - Jan Paweł II...



Koniec części drugiej.

piątek, 29 listopada 2013

Stanisław i Faustyna




- Panie, mamy kolejne narodziny - mówiły w Niebie Anioły do Boga - jeśli chcesz racz obdarzyć te dzieci rodzicami kochającymi je na podobieństwo Twojej miłości - nie jestem w stanie opisać tej sceny wystarczająco dobrze, nawet jeśli umiałbym nieskończenie lepiej niż potrafię. - Ich rodzice będą zadawać pytanie dlaczego to ich wybrałeś, lecz później zrozumieją jak wielkiego daru im użyczyłeś, bo będą je kochać bardziej niż inni, a ich cierpienie obróci się w szczęście. Bo Ty, Panie, powołujesz do świętości niezależnie od zdrowia czy choroby, a im bardziej będą cierpieć, tym bardziej będziesz z nimi, nawet jeśli ich myśli pozornie uciekną gdzieś daleko, a dla innych pozostaną tylko autystycznymi dziećmi...



Przenieśmy się znów do lat 50 - tych. Była noc, a na Kremlu czarno ubrany damski szkielet; Śmierć pokazywała Stalinowi koleje jego życia podczas gdy w Pawlaczycy, na łóżku w ubogiej chacie rodziła córka Pana Sołtysa, Lawendycja de Slony, a była przy niej rodzina, Ksiądz Dobrodziej i Stara Babucha.
Nastał ranek, a gdy odważono się wejść do niepokojąco cichego gabinetu, ujrzano siedzącego na krześle zmarłego pana imperium rozpościerającego się od Bugu po Cieśninę Beringa.
Tymczasem dwoje dzieci płakało wespół ze szczęśliwą matką i ojcem, dziadkiem, wujkiem i piejącymi kogutami. Państwo de Slony długo czekali na dzieci, przeto nie istnieją słowa adekwatne do ich radości. W roku 1951 Heniek został razem z grupą innych chłopów porwany i uwięziony przez Dziadostwo, lecz w roku śmierci Stalina udało mu się zorganizować ucieczkę. Znów był razem z żoną, a po przyjęciu daru z jej dziewictwa, zostali matką i ojcem. Dzieci zgodnie z przedstawioną przez Pana Konidę prośbą otrzymały



imiona Stanisława i Faustyny na znak kraju i tego czego kraj najbardziej potrzebuje. Lawendycja już wiele przecierpiała, lecz teraz gdy znajdowała osłodę, tuląc dawno upragnione dzieci, uczuła, że już wkrótce zazna



coś czego się nie spodziewała. Była noc, z Fortu Marksa dochodziły dźwięki ,,Międzynarodówki'', gdzieś nad rzeką ryczała gdańska kanonierka masakrując jakiegoś nieszczęśnika. Dzieci leżały cicho, lecz coś kazało Lawendycji wstać i zajrzeć do ich kołyski. Między dziewczynką a chłopcem zobaczyła czerwoną różę. ,,Skąd się ona wzięła''? - myślała matka. Kiedy lepiej spojrzała, dostrzegła, że róż jest więcej, wszystkie w kolorze czerwieni, których płatki fruwały po pokoju jak motyle, a róże poruszały się niczym morskie fale. Róże sięgały Lawendycji do kostek, potem do kolan, wreszcie do pasa; pięknych, pachnących kwiatów miała już po szyję, lecz dzieci nie tonęły. Wzięła je na ręce, a Staś gdy się obudził, włożył mamie wieniec z płatków, a wtedy poczuła, że różane płatki zamieniają się w rubiny. Dwa z nich paliły żywym ogniem, lecz nie sprawiało to bólu, ale przyjemność odczuwania ciepła. Klejnoty były miękkie i raz kurczyły się a raz rozkurczały, a młoda matka nie mogła oderwać wzroku od ukochanych dzieci. Róże dusiły ich swoim mocnym zapachem, Staś i Faustynka zaczęły płakać, a ich mamie robiło się duszno. Płatki łaskotały i wdzierały się wszędzie, a kolczaste łodygi darły białą, nocną koszulę, a skórę rozrywały do krwi. Dziewczynka rozpłakała się ukłuta cierniowym kolcem, a Lawendycja podniosła dziecko wysoko do góry, lecz różany potop wznosił się i wznosił, a płatki wpadały kobiecie do gardła. Wtem z podłogi wyrosła jeszcze jedna róża, o białych płatkach i wysokości drzewa, a bił od niej delikatny zapach lilii i morza. Przez uchylone okno, niczym płatki śniegu wlatywały białe perełki, które leczyły zadrapania. Tam gdzie leciała krew, teraz wydobywał się zapach balsamu a blizny świeciły niczym złoto i bursztyn. Wtedy Lawendycja uczuła, że jeszcze bardziej kocha swoje dzieci, od których teraz bił blask jak od Księżyca i tę Różę co wyrosła w ciągu minuty. Wspomnienie o próbie samobójstwa w 51 roku i użycia fałszywych dokumentów i innych duchowych ułomności wycisnęło  z oczu potoki parzących jak lawa łez, które iskrzyły się jak diamenty, spływając po złoto bursztynowych bliznach. ,,Heniek! Jakie to cudowne''! - wołała pełna ufności. Ze szczytu Fortu Marksa spadły sierp i młot, a kanonierka zamilkła. Mąż jednak twardo spał. Dzieci również. Uszczęśliwiona Lawendycja ucałowała je i poszła spać. Przez całą drogę do łóżka przed oczami miała kołyskę. Kiedy zasnęła, usłyszała huk, rumor, słowem nieopisany harmider. To w warsztacie Cieśli kłóciły się narzędzia. ,,Trzeba usunąć Piłę, za jej jadowitość i niszczycielstwo! Nie, Hebel, bo jest chamem! Bzdury, zawadzają nam Gwoździe, wszystkiego się czepiają! Najlepiej usuńmy wszystkich!''  Tymczasem kiedy Cieśla przyszedł do warsztatu narzędzia umilkły. On użył ich wszystkich; złośliwej Piły, chama Hebla, Gwoździ i zrobił nimi piękną kołyskę. W niej leżeli Staś i Faustynka de Slony. To były piękne sny. Pianie kurów budzące do rzeczywistości również.



Rano Pan Sołtys przyprowadził Żyda Pilzsteina aby pokazać mu wnuki. Było to radosne wydarzenie, ale od tego momentu coś zaczęło się dziać. Pan Sołtys wziął Stasia na ręce, aby pokazać go Żydowi, lecz chłopiec się rozpłakał i wyrywał z rąk dziadkowi, który się zasmucił z tego powodu.
- Zobaczę co się stało - uspokajała wszystkich Lawendycja, sama jednak przeczuwała coś złego.
Staś nie miał ani mokro, ani nie chciał mleka. Czuł potrzebę kontaktu, lecz jednocześnie coś kazało mu unikać osób, które kochał. Dopiero gdy Lawendycja zmoczyła w swoim mleku palce, chciał jej ssać. Później z jego siostrą też zaczęły się problemy. Oboje dzieci było chorych na autyzm, trzeba zwrócić uwagę, że u chłopców liczba zachorowań jest większa. W Pawlaczycy pojęcie autyzmu było obce. Nawet Stara Babucha, choć była największym autorytetem naukowym, nic nie mogła zdziałać. Matka postanowiła kochać je za wszelką cenę i znalazła tu pomoc męża, rodziny i wszystkich przyjaciół. Dzieci nauczyły się chodzić, pić z piersi, a potem spożywać prymitywne pokarmy, lecz nie umiały mówić. Odczuwały strach przed ciemnością i spały razem z rodzicami. Bały się też hałasu, zwłaszcza szczekania psów, chociaż Czubek nie wzbudzał w nich lęku. Odczuwały strach przed zanurzeniem w wodzie, nie mogły nurkować. Bardzo nie lubiły zup; zwłaszcza Staś. Jadł tylko grochówkę z pokruszonym do niej chlebem, bo raz zrobił to dziadek żartując, że ,,łowi ryby''. Niechętnie bawiły się z rówieśnikami. Pewnego razu Faustynka de Slony męcząc się przy obiedzie zaczęła rączkami wybierać i zgniatać kartofle z talerza dziadka. Pan Sołtys był rozbawiony, a dziecko płakało gdy odsuwano je od talerza. Oprócz Czubka dzieci lubiły też bezpańskiego, czarnego



kota z pomarańczowymi oczami, zwanego ,,Czoko''. W ogóle lubiły zwierzęta. Uwagę Faustynki przyciągały te kopalne, zwłaszcza dinozaury i wymyśliła fantastyczną planetę Pterotyjandię, na której miały żyć. Nie mogła i nie chciała uwierzyć, w to, że wymarły, nie przyjmowała też do wiadomości zagłady tura, czy gołębia



wędrownego. Stasia natomiast pociągały głównie: węże, jaszczurki, nietoperze, rosomaki, nosorożce i ośmiornice. Jego siostra pięknie rysowała, a brat niewiele jej ustępował. Na ich rysunkach roiło się od zwierząt rzeczywistych i zmyślonych. Lubiły też słuchać czytania; matka czytała im ,,Ewangelię'', książki



przyrodnicze i utwory Jana Brzechwy (oczywiście te dla dzieci!, wszak książki nie ocenia się po biografii autora). Rodzice zdobyli ich miłość, ale nie mowę. Tu jednak też, wielogodzinne przebywanie razem w sieni i naśladowanie ich płaczu aby wejść w ten niezwykły, milczący świat przyniosło rezultaty. 
Był rok 1956 kiedy późnym wieczorem, Faustynka powiedziała ,,kocham cię tato''! do Heńka, a za przykładem siostry Staś przytulił się do Lawendycji, mówiąc o swej miłości. To był bardzo szczęśliwy dzień, drugi taki od chwili narodzin i chrztu. Jednak następny dzień przyniósł rozczarowanie. Dzieci, którym poświęcono tyle miłości, które zaczęły już mówić, leżały na podłodze w kałuży krwi, a do ich ciał przypięte były napisy: ,,Popieramy politykę pokoju i postępu''. Obok leżał pobity do nieprzytomności Heniek. Za Lawendycją przyszli Pan Sołtys i cała reszta, a gdzieś na białej ścianie widniał napisany krwią napis: ,,Z okazji urodzin życzenia przysyła tow. Jerzy Janowicz Plaptonius''.

*


Nie istnieją słowa w pełni adekwatne do opisanych tu wydarzeń. Dziadowscy wdarli się w biały dzień do chaty, a dzieci ufnie poszły w ich kierunku. Heniek chciał je bronić, lecz bojówkarze najpierw go pobili, a potem zamęczyli dzieci. Podpisali się potem i pospiesznie opuścili chatę. Nie potrafię opisać późniejszych wydarzeń. Niebieskie oczy Lawendycji zakryło bielmo, przez które widziała tylko śmierć, pożogę i krew. 
- Dzieci! - chciała krzyknąć, lecz z krtani dobył się tylko nieartykułowany ryk. 
Łzy matki mieszały się z krwią dzieci, a ich zimne ciałka z całej siły przyciskała do piersi, jako jedyne co jej pozostało. Na próżno usiłowano ją pocieszyć. Nie przyjmowała żadnej pociechy, a śmierć dzieci odbierała jako śmierć własną. Narodziny, śmierć, autyzm, wczoraj wypowiedziane pierwsze słowa, wszystko to jednocześnie uderzyło ją w głowę. 
Tymczasem złapano dwóch morderców z Dziadostwa i przyprowadzono ich do chaty państwa de Slony. 
- To oni zabili panience dzieci - mówili eksportujący ich chłopi.
Lawendycja na widok więźniów (liczących na litość z jej strony!) wydarła nóż z ciemienia i poczęła ich żywcem kroić, szlachtować, wydłubywać im oczy, pić krew i nurzać się w niej, a wszystkich ogarnęło przerażenie. 
- Chciałam, aby umierali jak moje dzieci - mówiła później. - One nie mogły się bronić, nie przeczuwały zagłady...
Pogrzeb był bardzo uroczysty, ale wspólny grób Stasia i Faustynki de Slony sprofanowali Dziadowscy przy zakładaniu arsenału. Tymczasem Lawendycja była już inną osobą. Nosiła bielmo na oku i nienawiść w sercu, nawet jej mąż to dostrzegał. Fala kwiecia zakryła nawet jej nóż, a ciernie wykuły oczy...

Oniricon cz. VIII

Śniło mi się, że:


- zapytałem Neila Gaimana dlaczego zawsze ubiera się na czarno, lecz nie otrzymałem zrozumiałem odpowiedzi (w tym śnie pisarz nosił jasne spodnie),
- ujrzałem przez chwilę jak satanista ugotował ,,Biblię'',



- jakiś czarownik rzucił Geralta na pożarcie dwóm olbrzymim hienom cętkowanym,



- Pavlas ov Vidłar okazał niezadowolenie gdy pytałem go o ,,Dziady'' Adama Mickiewicza,



- w tramwaju lub autobusie spotkałem Walta Disneya o wyglądzie Adama Michnika; Disney zaproponował mi bym wsiadł do jego samochodu, lecz odmówiłem, bo bałem się, że mnie zgwałci, a on się obraził; jakieś dzieci przyjęły jego propozycję; wydawało mi się, że miały pojechać do studia Disneya i wymyślać nowe filmy animowane, czego im pozazdrościłem, jednak i w tym przypadku moje przypuszczenia okazały się błędne,



- niedawno Meksyk walcząc z USA zaatakował Wyspy Kanaryjskie,



- razem z Voytakusem ov Visnicem poszedłem szukać Danielusa ov Yaromielusa, który przez szczecińskie przejście podziemne dostał się do Rosji; Danielus spotkał tam rodzinę, z którą się zaprzyjaźnił, odnalazłem go, lecz Voytakus uciekł do Polski i trzeba go było szukać, Rosjanie, których spotkałem, machali do mnie rękami, mimo, że mnie nie znali,



- w Malezji w Afryce, banda waranów z Komodo została schwytana przez policję i osądzona za planowanie na forum internetowym ataku na bawoła,



- w Szczecinie istnieje szkoła wyższa, w której regulamin pozwala wykładowcom dyscyplinować studentki bijąc je po rękach; widziałem jak studenci tej szkoły nieśli żywego żarłacza tygrysiego machającego ogonem; w jego wnętrznościach znalazłem szprotkę i duży, piękny krzyż ozdobiony dwoma rubinami, który zawiesiłem sobie na szyi; moja śp. Babcia ostrzegała mnie bym tego krzyża nie sprzedawał w Internecie,



- poznałem dwie piękne dziewczyny - Polkę i Rosjankę; Polka była chyba blondynką, zaś Rosjanka miała długie, czarne włosy; zapragnąłem się z nią ożenić, lecz bałem się, że jej ojciec mnie nie zaakceptuje ze względu na to, że jestem Polakiem,



- pewna niemiecka aktorka - piękna, zgrabna kobieta o długich, czarnych włosach i śniadej cerze, chodząca boso, została czarownicą i poparła dojście do władzy neonazistów w Niemczech i utworzenie IV Rzeszy,



- na dwór greckiego króla, któremu służył Herakles przybyło poselstwo Kozaków, którzy przebrali się za Greków, lecz i tak zostali rozpoznani,



- moja śp. Babcia miała glonojada,



- pewien starszy pan nie rozumiał artykułów zamieszczonych w ,,Newsweeku'' i nie ożenił się z lalką Barbie tylko dlatego, że ta nie wymagała od niego ślubów milczenia,



- Janosika odwiedził długowłosy harnaś w kłobuku i sukni do ziemi; obaj zbójnicy wspólnie planowali napad,



- fioletowa surykatka naprzykrzała się lwu,
- chciałem pomóc mężczyźnie bez jednej ręki w pełzaniu po stole, lecz odmówił przyjęcia mojej pomocy, zaś Janes ov Calcium pytałem mnie dlaczego chciałem mu pomóc.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Oniricon cz. VII

Śniło mi się, że:


- w plejstocenie rósł w Azji dzbanecznik mogący zjeść człowieka,
- kiedy szedłem do biblioteki na ul. Śląskiej, dwóch jedzących wafelki w czekoladzie chłopców z dobrego domu, chciało mi dla żartu podpalić genitalia zapalniczką, później wsiedli oni bez wiedzy i zgody rodziców do samochodów i zginęli w wypadku (jeden z nich jechał na dachu samochodu),



- uczęszczałem do przedszkola waldorfskiego; kazano mi napisać wypracowanie; w tym wypracowaniu spotkałem w przedszkolu żółwia, który zamienił się w Pana Twardowskiego, który zabrał mnie na Księżyc gdzie spotkałem Płanetników o niebieskiej skórze,
- chodziłem po szkole w samych majtkach a grupa chłopaków goniła mnie aby mnie pobić i przypalać zapalniczką,



- byłem Reinmarem z Bielawy i żyłem w czasach PRL -u, MO aresztowała mnie za udział w alkoholowej libacji, dwie starsze panie noszące moherowe berety chciały pójść do więżenia razem ze mną, milicja aresztowała grupkę owych pań za działalność opozycyjną, jedna z nich powiedziała, że zrobiła dla Polski więcej niż Reynevan,



- grupka młodzieży spotkała Macedończyka z diamentowymi zębami, którym był Bolesław Chrobry,



- jakiś krawiec publikujący w ,,Niedzieli'' krytykował stare mapy, na których były narysowane smoki jako zagrożenie duchowe,



- spotkałem na ulicy Ziemowita Szczerka, który w akcie polemiki z o. Posackim namalował na ścianie budynku czarny napis ,,Czy wyrażam się ortograficznie''? , aby potem prowokacyjnie dopatrywać się w nim magicznych symboli z twórczości Sapkowskiego, przywitałem się z p. Szczerkiem i powiedziałem, że choć w wielu sprawach się z nim nie zgadzam, to lubię jego artykuły zamieszczone w Internecie,
- w kościele ksiądz zapytał mnie jak często myję nogi,



- kiedy spłonęła średniowieczna wieś, feudał obiecał chłopom udzielenie schronienia w zamku do czasu aż odbudują swoje domostwa, po czym wydał dla nich ucztę na brzegu jeziora, w czasie owej uczty, w której i ja brałem udział, podawano ptysie z adwokatem; każdy mógł zjeść tylko kilka sztuk,



- odkryto nowe gatunki pterozaurów: noomosa z Grecji i beninozaura z Beninu,



- jakiś chłopiec był od lat prześladowany przez Wielką Stopę, aż w końcu okazało się, że owym małpoludem byli przebierańcy,
- do Australii przylegały dwie Tasmantie i jeszcze jeden ląd,



- na brytyjskim filmie propagandowym widziałem Hitlera i Evę Braun przebranych za Batmana i Kobietę - Kota, ujrzałem też otyłego Heinricha Himmlera i dowiedziałem się, że zanim Hitler poznał Evę Braun miał inną kochankę,
- dwóch ekspertów pracujących przy tworzeniu kreskówki ,,Kaczor Gerael'' przestraszyło się innego filmu animowanego, w którym człowiek dorosły chciał zachowywać stosownie do swego wieku,



- padalec pisał swojego bloga,
- Heniek de Slony wyjechał z Pawlaczycy do Szczecina, bo ,,chciał spotkać ludzi normalnych, a nie takich, którzy odmieniają słowo 'Bóg' przez wszystkie przypadki''.