poniedziałek, 2 lutego 2015

Kołowiersza

,, […] Których bogów greckich można przyporządkować poszczególnym Enkom? Jarowitowi – Zeusa, Perperunie Dodoli Gromorodnej – Herę, Świętowitowi – Apolla, Mokoszy – Gaję, Demeter, Afrodytę i Atenę, Welesowi – Hadesa, Borce Welewitce – Korę Persefonę, Rodowi – Kronosa, Srebrennicy – Selene, Dziwicy – Atenę, Juracie – Amfitrytę (żonę Posejdona), Swarogowi – Heliosa, Swarożycowi – Heliosa i Hefajstosa, Rodzenicom – Hory, Borucie – Pana, Dziewannie Šumina Mati – Artemidę, Mar – Zannie – Tanatosa, Mieczysławowi – Aresa, Pochiwstowi – Eola, Zmorze i Zennicy – Hypnosa, Złotej Babie – Asklepiosa, Rigelowi – Apolla, Sowicy – Charona i Kunetejowi – Dionizosa, a Kołowierszy – Hestię'' - ,,Legenda''.



Kołowiersza (Vasta) pojawiła się na świecie w erze czwartej. Była córką Boruty i Dziewanny Šumina Mati. Miała postać szaro – burej kotki w koronie z płomieni; w Roxie rzeźbiarze i malarze miniatur przedstawiali ją bez korony, za to z miotłą i w stroju wiejskiej gospodyni. Z jej łona wyszły domowe koty wszystkich ras, barw i odcieni. Owa Enka roztaczała opiekę nad ogniskiem domowym, mając w opiece wszystkich domowników. Broniła domostw przed myszami i szczurami, vovakami, kunołakami, bobakami, płaczkami, zmorami, nocnicami.... Jej delikatne mruczenie koiło waśnie i odpędzało złe sny. Koty reprezentowały ją i służyły jej. Odkąd ludzie zaczęli wznosić domy, Enka – kotka roztaczała nad nimi swą troskę, a szczególną cześć, ona sama i koty – jej dzieci odbierała od 



Egipcjan. Na ziemiach Wielkiej Sklawinii, w każdej chacie, na cześć opiekunki rodzin płonęło ognisko, które każdy nowy domownik musiał obejść, bądź był wokół niego obnoszony. Sarmaci czcili ją pod imieniem Tabiti, a największą cześć Kołowiersza odbierała w erze trzynastej w Roxie (w jedenastym eonie zaś w Orlandzie). W Dendropolis, stołecznym grodzie królestwa założonego przez Rusa, na cześć macierzy kotów, w Kamiennym Chramie płonął nigdy nie gaszony ogień, nad którym czuwały korgorusze. Był to zakon dziewic w białe szaty odzianych. Wielki szacunek je otaczał; wierzono im na słowo i mogły wybawiać swym dotykiem skazańców od śmierci. Jednak za utratę dziewictwa, bądź zaniedbanie ognia Kołowierszy groziła im śmierć.



*

Kołowiersza o jedwabistym futerku kochała ludzi, lecz nie wszyscy ludzie byli dobrzy dla niej. Przemierzając świat zaszła do wsi Podworze i zatrzymała się w zagrodzie chłopa Gieszka, gdzie łowiła myszy. Ludzie głaskali ją i poili mlekiem jak węża domowego. Żyjąc jak zwykła kotka, poznała kocura i urodziła pięcioro kociąt. Ludzie gdy się o tym dowiedzieli, nie zważając na opór kociej matki, zabrali jej młode i utopili, a one długo marły w męczarniach, aż zginęły. Kołowiersza płacząc opuściła zagrodę Gieszka i wieś Podworze na ziemi późniejszego Aplanu i skierowała swe kroki do pobliskiego lasu. Siadła pod brzozoświerkiem, a na jej szaro – burym futerku perliły się łzy, bo choć była kotką, płakała zupełnie jak człowiek. Zrazu nie zauważyła, gdy podszedł do niej rosły wilk o białym futrze i wielkich, niebieskich oczach. Kotka podniosła główkę i rozpoznała swego brata Ovova Tęczookinsona. Basior czuł w sercu ból ukochanej siostry, aż podkulił ogon. Legł na trawie i w milczeniu lizał pyszczek Kołowierszy, aż przestała płakać. Następnie wyrzekł słowa pocieszenia:
- Rykar cię pokrzywdził złem, zwyciężyć go możesz dobrem – więcej nie mówił jej, bo zresztą w pocieszaniu nie chodzi o wygłaszanie wspaniałych mów.
Wilk pozwolił za to kotce przytulić się do siebie i tak przeleżeli pod drzewem zaginionego dziś gatunku, aż Swaróg zgasił Słońce i udał się do Morza Joldów, do swej żony Juraty. Kiedy Kołowiersza ruszyła w dalszą drogę, była noc, a nad lasem szumiały skrzydła istot podobnych do ogromnych ptaków. Nie były to jednak ptaki. Miały wyłupiaste oczy, ogromne wronie dzioby wypełnione smoczymi kłami, skrzydła kruków i uzbrojone w ogromne, żelazne szpony, szare nogi pokryte brodawkami, z których wyciekał trupi jad – krew owych istot. Ich nagie tułowie przypominały bryły mięsa i ropuszej skóry. Przerażające istoty wielkie jak orły Jarog, Tinez, Tinez Dwugłowy, Ridan, Magaj, Mogut i Magowej, pędziły na podmuchach wichru w stronę sioła Podworze, a od ich krakania pękały pnie starych sosen. Kołowiersza zadarła główkę.
- Dybuki – zamyśliła się. - Ongiś Rykar wyhodował je ze schwytanych udelników – te ostatnie, wyglądające jak kruki, gnieździły się na Wielkim Dębie wraz ze swym królem, Starym Krukiem. Stworzone zostały pędzlem Leśnej Matki; znały wszystkie mowy; ludzkie, zwierzęce, oraz innych istot.... Ogłaszały wolę Ageja, a sprawiedliwym wybranym ukazywały przyszłość. Według ,,Codex vimrothensis'' jeszcze król Analapii, Cztan III kazał czcić kruki, co było śladem wiary w udelniki. Wracając jednak do Kołowierszy i dybuków...



Kotka chciała je jak najszybciej zostawić za sobą; ludzi nie chciała przed nimi bronić, bo wzbudzili jej żal i gniew, a poza tym nie miała dosyć mocy by walczyć z tak dużymi i przerażającymi istotami. Dała susa w zarośla, po czym kluczyła między drzewami, aż pysk osrebrzyły jej promienie Księżyca. W jej sercu ozwał się wówczas głos Ageja: ,,Twe kocięta są teraz w Nawi Jasnej i radują się swym szczęściem. Daję ci moc pokonania dybuków, upadłych udelników. Jeśli chcesz zniweczyć zamiary Rykara, broń przed jego sługami tych c zabrali twe kochanie'' – twarde słowa, ale w takich sprawach sprawdza się charakter tak Enków, jak i ludzi. Kołowiersza kochała Ageja, więc poszła, zresztą Enkom łatwiej przychodziło wybaczać niż ludziom. Gdy dotarła do sioła, ujrzała chmarę dybuków kłębiącą się nad jedną z chat. Ludzie wewnątrz byli przerażeni, wzywali pomocy, a dzieci płakały. ,,Widać Kołowiersza skarała nas za zabicie jej kociąt''! - wołał kmieć Gieszek, a wszyscy w chacie składali śluby Agejowi i Enkom. Dybuki już rozrywały strzechę i już miały wedrzeć się do środka, by pożreć ludzi, gdy wtem usłyszały ciche miauczenie: ,,W imię Ageja zostawcie ten dom''! Potwory roześmiały się, bo umiały wszak rozszarpać niedźwiedzia, więc nie bały się kotki. Tymczasem Kołowiersza spostrzegła, że zmienia się. Stała się wielka jak tygrys, przez krasnoludki zwany ,,tiherną'' i wyrosły jej białe, orle skrzydła. Z wojowniczym okrzykiem i oczyma płonącymi zielonym ogniem, skoczyła ku niewolnikom Rykara, a ci cofnęli się. Od ich krzyku stara jabłoń w ogrodzie rozleciała się w drobne drzazgi. Nieoczekiwanie z mroku nocy nadleciał brat Kołowierszy – ojciec nietoperzy Sirrah pod postacią ognistej kuli i poparzył dybuki. Kilka dobrych nocnic w lekkich powozach ciągniętych przez smoki powietrzne, szyło z łuków, a straszydła padały brocząc zieloną krwią. Niebawem do boju włączył się Ovov Tęczookinson, który stał w zaroślach koło chaty i zapalał skrzydła dybuków blaskiem swych sinych oczu, oraz Gieszkowi sąsiedzi. Potwory, choć lute, nie były odważne, ani wytrwałe, toteż z wrzaskiem rozpłynęły się w szarą chmurę i wróciły do Čortieńska. Ludzie zostali uratowani. Przed ogniskiem domowym przepraszali Kołowierszę za swój niegodny czyn i dziękowali za ocalenie, a nade wszystko sławili Ageja, co był dobry dla niewdzięcznych i złych. 





niedziela, 1 lutego 2015

Samorództwo



,,Pogląd o samorództwie (powstawaniu z mułu czy z gnijącego mięsa) różnych płazów i owadów został już w XVII w. niemal wytępiony przez naturalistów - obserwatorów, ale odkrycie drobnoustrojów doprowadziło do odrodzenia teorii samorództwa w odniesieniu do istot 'mikroskopijnych'. W 1748 r. angielski przyrodnik John Needham (1773 - 1781) nie tylko eksperymentalnie stwierdził samorództwo drobnoustrojów (błąd był spowodowany niedostatecznym wyjałowieniem użytych do doświadczeń naczyń i płynów), ale wyłożył całą teorię o łączeniu się 'cząstek kształtujących' pod wpływem 'siły życiowej'. Podjęli tę teorię i nadali jej rozgłos Buffon i Diderot. Dopiero po dwudziestu latach (1768) znakomity włoski fizyk i biolog Lazzaro Spallanzani (1729 - 1799) wykazał błąd Needhama i pryncypialnie rozprawił się z teorią samorództwa. Na ostateczne obalenie tej teorii w odniesieniu do bakterii trzeba było jednak czekać aż do połowy XIX w. (Pasteur). Aczkolwiek sprowadzona tylko do drobnoustrojów, teoria samorództwa w XVIII w. odgrywała istotną rolę w dociekaniach nad istotą i pochodzeniem życia'' - Emanuel Rostworowski ,,Historia powszechna. Wiek XVIII''.

Vis vitalis



,,Haller [...] odrzucił teorię mechanicznego tłumaczenia zjawisk biologicznych, stojąc na stanowisku witalizmu. Witalizm był teorią tłumaczącą  wszelkie nie wyjaśnione empirycznie zjawiska działaniem niematerialnej i niepoznawalnej 'siły życiowej' (vis vitalis)'' - Emanuel Rostworowski ,,Historia powszechna. Wiek XVIII''. 

Ezoteryczna legenda o Egipcjanach



,, [...] W swoich pismach [Edgar Cayce] podawał opisy różnych kultur. Najbardziej kompletny z nich przedstawia kulturę Egiptu około 10 500 roku p. n. e. Centralną postacią jest tutaj Ra Ta, kapłan z Kaukazu, który doradził swemu królowi  Arartowi, by ten wraz ze swym ludem najechał Egipt i uczynił zeń największą potęgę na ziemi. Kiedy faktycznie tak się stało, Ra Ta został wielkim kapłanem Egiptu.
Ra Ta zaplanował następnie budowę Wielkiej Piramidy, którą wzniesiono wykorzystując okultystyczną lewitację kamieni. Wreszcie kapłan zaszyfrował przepowiednię o przyszłości rodzaju ludzkiego aż po rok 1998, a swe proroctwo ukrył w Sali Zapisów, gdzieś pomiędzy Wielkim Sfinksem, a Wielką Piramidą'
' - Bill Manley ,,70 wielkich tajemnic starożytnego Egiptu''. 



UWAGA: Powyższy wpis nie ma na celu  propagowania niebezpiecznych duchowo poglądów i praktyk Edgara Cayce'a i innych, szalonych okultystów. 

Flogiston



,,Na początku XVIII w. pojawiła się teoria 'materii ognia' (flogistonu), która bardzo łatwo trafiła do przekonania wyznawcom różnych chemicznych 'sekt' i na kilkadziesiąt niemal lat powszechnie zapanowała w całej Europie. Twórcą nowej teorii był profesor medycyny na uniwersytecie w Halle, Georg Ernst Stahl (1660 - 1734). Usiłował on wyjaśnić proces palenia wydzielaniem się flogistonu, stanowiącego składnik każdej materii nie będącej czystym pierwiastkiem. Flogiston stał się więc uniwersalnym czynnikiem wszystkich chemicznych reakcji. Historycy nauk długo wahali się w opiniach, czy tak skutecznie wylansowana przez niemieckiego mistyka - witalistę  teoria flogistonu była wielkim zejściem na manowce, czy też niemal newtonowskim przewrotem w dziedzinie chemii. W rzeczy samej teoria była błędna, ale narzuciła jednolitą metodę i skłoniła do skoncentrowania wysiłków we właściwym kierunku, stawiając sprawę procesu spalania  i utleniania na pierwszym miejscu. Poszukiwanie istoty flogistonu skierowało uwagę wielu wybitnych chemików na substancje gazowe. Pomogło to w znalezieniu klucza do chemii (i fizjologii), czego miał dokonać w 1777 r. Lavoisier. Zanim nastąpił ten największy przewrót w nauce XVIII w., pasjonująca się flogistonem chemia pozostawała wciąż na krawędzi wiedzy rzeczywistej i rzekomej'' - Emanuel Rostworowski ,,Historia powszechna. Wiek XVIII''. 


sobota, 31 stycznia 2015

Piwa

,,Demony wodne, żeńskie, nocami wychodzące na brzeg; pilnują skarbów; okrutne; nękające przechodniów i torturujące ich; w postaci pięknych dziewcząt o zielonej barwie, tańczą w kręgach, zraszają rośliny'' – A. Szyjewski ,,Religia Słowian''.



Na ziemiach późniejszego Aplanu leżała wieś, której nazwa poszła w niepamięć. Jej mieszkańcy niechętnie pracowali, za to do pochłaniania olbrzymich ilości samogonu, nie trzeba było ich zachęcać. Różnili się bardzo od innych chłopów ery jedenastej i późniejszych. Mało który znał Ageja i Enków, a ziemi przed pracą nikt w owym siole nie całował, ale pluto na nią i bito kijem kiedy rodziła. Nikt nie słyszał tam o ślubie czy pokładzinach, ale każdy zaspokajał swą żądzę, ilekroć i z kim zapragnął niczym Goplana III, bądź Kościej. Jeśli niewiasta urodziła dziecię, oddawała je temu, kto był jej miły, a on brał je do siebie i urządzał pijatykę, tak jak nad rzeką Nilus przed objęciem tronu przez Teosta. Kmiecie z owej biednej, zabitej deskami wsi lubili obżarstwo, które mieli za czyn pobożny, zaś trzeźwość czy wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów za bezbożność uważali. Zamiast Ageja i Enków czcili Čorty: Opiłę – Lureya i Objadłę – Fugasa, Kanię, Paskudę Zalotnika, miłośnice Rykara – Lochę i Marę, złe południce niosące pożogę w oczach i na dłoniach, wodniki Topleca – nałożnika Goplany III i Utopca Utopiciela – zbója z bandy Vodni, kierowanej przez późniejszego króla i potwora Trojana, wreszcie Niedźwiednika, który odwiedzając wszystkie sioła świata ze swoim Niedźwiedziem, przysparzał ludziom zdrowia i bogactw. Ich wiara zabraniała ratować tonących, aby ,,nie osłabiać wody'' (w erze jedenastej wielu ludzi tak wierzyło; kiedy w Śnieżelicy, młodziutka jeszcze Tatra uratowała topiące się dziecię, lud stolicy Montanii patrzał na nią jak na wariatkę). Ciemni i zapijaczeni chłopi o głowach pokrytych kołtunami, na cześć swych bożków składali ofiary ze zwierząt i tych ludzi, którzy czymś odróżniali się od tłumu, zwłaszcza przybyszów. Raz na ołtarzu Mary złożyli głowę wołwcha Jaśmina z Asundu. Pod nóż szli ułomni na ciele i umyśle, szczególnie długowieczni, schwytane w lesie czy nad wodą rusałki i tak dalej. Poronionym dzieciom przypisywano wielką moc magiczną – potencjał nie – przeżytego życia, przeto chętnie zakopywali je pod progiem, by mieć dusze porońców na swe usługi. Ludzie ci nie byli dobrzy dla zwierząt. Psy zabijali niczym w kraju Sinea, a z ich tłuszczu robili ,,smalec babuni'' , jak to nazywali; rzekomo cudowny lek. Wierzyli, że zabicie dwunastu żmij odpuszcza wszystkie grzechy, mordując je mieli ponoć wołać: ,,Żmija! Żmija! Mokoszo, Dziewanno, podajcie mi kija''! Muchy były dla nich ,,pszczołami cara Rykara'', a ich dręczenie uchodziło za cnotę. Kto rozdeptał pająka mógł według nich liczyć na sto dni odpustu. ,,Od bydląt różnili się jeno chodzeniem na dwóch nogach'' – mawiali o nich nieliczni sąsiedzi.

*



Wołwchowie prawili, że kiedy Agej stwarza człowiecze dusze, rozmieszcza je w ptasich gniazdach na gałęziach Wielkiego Dębu. Gdy chce tchnąc je w ciała poczynających się dzieci, wzywa bociany, by niewidzialne włożyły duszę w ciało. Bocian to ptak stworzony przez Jarowita, ptak co ongiś był człowiekiem, broniący przed pożarem, złymi chmurami niosącymi zatratę plonów i wyrzucaniem piskląt ostrzegający przed głodem. Zimą, kiedy bociany przebywały w Tassilii i Bharacji, ich zadanie przejmowała Czarna Chmara. Było to namalowane pędzlem Dziewanny wielkie stado kruków, wron, gawronów, kawek i srok (czarno – białych ptaków, które budując gniazda dawały znak chłopom, z której strony poprawić strzechę). W Bohemii, kiedy zimą rodziło się dziecię, mawiano: ,,Wrona zapukała im do okna''.
Pewnej srogiej zimy, w zapijaczonej wsi na aplańskiej ziemi urodziła się dziewczynka. ,,Zakręt mać nad zakrętami''! - wykrzyknął ojciec i zabrał się do żłopania wódki, od której rozum staje się krótki (słowo ,,zakręt'' równie często wychodziło z ust Kościeja). Rodzice dziewczynki pili na umór, a potem bili się między sobą, bądź okładali pięściami swą córkę. W osadzie owej wiele rodzin pozwoliło, by pijaństwo zabiło w nich miłość, a kto nie żłopał samogonu, mógł zostać złożony w ofierze Čortom. Dzieci od wczesnych lat uczyły się pić od rodziców i tak koło się zamykało. Mieszkające w domostwach i w obejściu istoty przyjazne ludziom; bożęta, dziwożonki, stopany, chlewniki, węże domowe, gady domowe; wybranym przez Ageja zapowiadające śmierć dawaniem złotych koron, a nawet wierne ludziom, a tu zabijane – jaskółki, trzymały się od tej wsi z daleka, bo wisiał nad nią cień smoka Rykara. Ciałko dziewczynki pokrywały sińce i rany, a niektóre dzieci miały jeszcze gorzej. Raz inni pijani rodzice uśmiercili dziecię, bo wzięli je za Čorta, ale dość już tych okropności! Ci co spłodzili naszą bohaterkę, mówili sąsiadom pytającym się o jej rany, że się przewróciła. Myszy, ćmy i pająki płakały nad ludzkim dzieckiem, lecz nie umiały mu pomóc. Wreszcie gdy dziecię umierało w kołysce, a ojciec i macierz urządzali pijatykę, pewnej księżycowej 



nocy, król ciem Dušman – Duszyca p burych skrzydłach, poleciał nad jezioro do zaprzyjaźnionej rusałki Ałbosty, zaślubionej wodnikowi Ničowi Myłkowi, aby prosić ją o pomoc. Wodnicę ogarnęły żal i gniew na ludzi, co katują własne dzieci; dar Ageja i czystej Mokoszy. Jeszcze tej samej nocy razem ze swą siostrą Mintą i przyjaciółką Wilicą wyszła na brzeg, a ćmi król zaprowadził je pod chatę. Ałbosta weszła przez uchylone okno, wzięła śpiące niemowlę z przewróconej kołyski i na jego miejsce włożyła dużą lalkę. Następnie najady zniknęły jak mgła; rodzice zajęci hulanką i awanturą nic nie usłyszeli, a poza tym rusałki poruszały się lekko i bezszelestnie jak koty. Na dnie pięknego, rybnego jeziora, wodnik Nič Myłek; wielki prowadier ryb, ucieszył się gdy jego oblubienica przyniosła mu ludzkie dziecię. Rusałki, poddane księżnej Rusouki, swą zimną, niebieską krwią uleczyły rany dziewczynki, a ona sama stała się nimfą. Dziewczę otrzymało imię Piwa (Piva), co w toropieckiej mowie znaczy Uratowana. Przybrani rodzice otoczyli ją miłością; wymagającą, ale czułą, a jej rówieśniczki – przyjaźnią. Tymczasem ludzcy rodzice Piwy, gdy na jej miejscu znaleźli lalkę, nie zmartwili się, jeno schowali ją w beczce. Piwa rosła i piękniała, wzrastała też w dobroci i mądrości. Parę razy zwyciężyła w konkursie krasy w czasie święta Rusaliów, a niejeden wodnik, czy leśny mąż oglądał się za nią. W księżycowe noce, razem z rówieśniczkami tańczyła w kręgach, które potem porastały muchomory, bądź słuchała pieśni o wielkich królowych ery dziewiątej. Nauczyła się, jak na rusałkę przystało, szyć z porannych i wieczornych mgieł wielkie płachty dla Płanetników, w których ci mogliby przenosić deszcze, grady i śniegi. Synowie Rimilusa i Anilii płacili za to rusałkom ozdobami ze srebra i platyny. Była szczęśliwa.

*


,,Kunetej podpadł swemu ojcu Borucie. Leśna Matka wzięła go w obronę, ale karę poniósł. Nie wiadomo co było powodem tej draki. Może syn obraził swą siostrę Żwerunę, a może w Rokitnicy miało miejsce jakieś święto (np. początek wiosny lub lata) i Kunetej, bolejąc nad nieobecnością Dzikofiejewa i Kłobucha, którzy wybrali Rykara, kłócił się o nich z ojcem, aż go obraził. Jakkolwiek by było, Boruta wygnał Kuneteja z lasu, by poszedł między ludzi i pracował. […]. Raz przyjmowano go dobrze, a raz źle. Pewnego razu, znużony zaszedł tam, gdzie rósł dziki chmiel i legł do snu. Obudziwszy się ujrzał dziwne rośliny z szyszeczkami – co to takiego? 'Te rośliny są dzikie' – pomyślał. Nagle coś mu przyszło do głowy. Nazrywał chmielu i jako pierwszy w dziejach, poddając go rozmaitym zabiegom, uzyskał napój. ,Nazwę go piwo, bo służy do picia' – zdecydował. Napił się, po czym z pełnym dzbanem pobiegł do lasu.
- Wybacz ojcze – mówił do Boruty – abyś się nie gniewał, uwarzyłem pyszny napój z chmielu, który nazwałem piwem.- Nawet bez tego 'piwa' jak ty to mówisz, przebaczyłbym ci – Boruta pogłaskał syna po zwierzęcym łebku i napił się. Zasmakowało mu, więc pił, aż opróżnił cały dzban, następny, jeszcze następny... Nos mu poczerwieniał, a on sam legł na podłodze i chrapał, a Kunetej przerażony złapał się za kunią głowę. Powtórzyła się historia z poprzedniej ery z Sinea, w której brał udział król, kucharz i wino ryżowe. Leśna Matka machnęła ręką i przegoniła kaca. Boruta wstał i rzekł.
- Nigdy więcej nie skosztuję tego piwska! Idź, wylej je, niech nikt nie pije tych jadów! - nieszczęsny Kunetej wziął piwo i już miał je wylać do opuszczonej borsuczej nory, gdy jakaś myśl zagościła mu w głowie. 'Może ludzie zrobią zeń dobry użytek' – poszedł do najbliższej wioski i zostawił tam cały zapas. 'O ja głupi' – biadolił potem – powinienem był wiedzieć, że skoro piwo tak działa na Enków, to cóż dopiero na ludzi'! Ludzie upijali się nim, uzależniali jak niegdyś Żbiczanie od čorciego ziela, urządzali burdy, bili żony i dzieci. Piwem zaczęto napełniać rogi, będące własnością Świętowita (w tym celu używano też miodu) i wróżono z niego'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Piwa, teraz już urodna panna na wydaniu, razem z innymi rusałkami i młodą południcą Ognianą, bawiła się w chowanego wśród drzew matecznika, gdzie zwierzęta miały swe wioski i na śródleśnych, poznaczonych oczkami wodnymi polanach. Gdy stanęła na jednej z nich, szukając sobie kryjówki, ujrzała jak idzie ku niej mąż o głowie leśnej kuny, nad którą unosiła się korona z ognia, znak, że dziwna istota w przepasce biodrowej jest Enkiem. Rusałka zlękła się na jego widok, bo nigdy nie widziała tak dziwnej istoty. Już miała pierzchnąć z szybkością ściganej łani, gdy człek o głowie tumaka wyciągnął ku niej dębową gałązkę i przemówił łagodnie:
- Nie trwóż się mnie Piwo, córo Ałbosty! - rusałka zatrzymała się nadal dygocąc. - Jam Kunetej; syn króla lasów Boruty i czystej Dziewanny Šumina Mati – Piwa uspokojona już, zgięła kolana przed leśnym Enkiem.
Kunetej położył jej dłoń na puszystej główce, po czym wezwawszy imienia Ageja, tak przemówił:
- Piwo – Uratowana; ludzkie dziecię wcielone do wielkiej rodziny synów Bałkana Łobasty i córek Europy! - Piwa wiedziała już o swym prawdziwym pochodzeniu; dzieci nie należy okłamywać, bo i tak poznają prawdę. - Oto ja, nieszczęsny dawca złocistego piwa, mocą Ageja – Jedynego, przekazuję ci moc kruszenia okowów jakie na rasę ludzką nakłada Čort Koffel – Pijanica.
- Panie; nie byłam jeszcze w ludzkiej osadzie; ponoć to straszne miejsce, gdzie lud o czerwonych nosach wyrywa serca schwytanym rusałkom i wodnikom – Piwa szczerze się bała, bo nasłuchała się opowieści o okrucieństwie ludzi od pewnej baby wodnej.
- Rozumiem twój strach – rzekł poważnie Kunetej – jednak nie wszyscy ludzie mają czerwone nosy i składają ofiary Čortom. W rasie tej więcej jest rzeczy miłych Agejowi niż Rykarowi, a nawet w najgorszym jest coś dobrego. Twoi człowieczy rodziciele skrzywdzili cię, lecz Agej pragnie abyś udała się do nich i zdjęła z nich kajdany, bo pijaństwo toczy ich jak robak, a oni sami żałują, że dali się zniewolić – Piwa zrazu opierała się słowom Kuneteja, lecz jej macierz Ałbosta (Alvosta) i ojciec Nič Myłek przekonali ją, że powinna im wybaczyć i pomóc, bo ,,wybaczającemu sam Agej wybacza''. W księżycową noc zostawiła swe tańczące w korowodzie przyjaciółki i razem z poznanym synem Boruty pod postacią kuny udała się do toczonej pijaństwem osady, gdzie w walącej się chacie z dziurawym dachem, jej ludzcy rodzice spali jak susły. Rusałcze dziewczę i Enk pod postacią zwierzątka bezszelestnie weszli przez okno. Piwa położyła swe białe, podobne do eburnu dłonie i Agej przez nią przepędził ducha pijaństwa z ich serc. Za namową Kuneteja, obdarowana przezeń rusałka odwiedziła jeszcze parę innych chat, których mieszkańców niewolił nałóg, a oni sami w głębi duszy pragnęli się odeń uwolnić, bo nie byli całkiem źli. Między Piwą a Kunetejem nawiązała się przyjaźń; odtąd niemal codziennie spotykali się w lesie, bądź na polanie, a inne rusałki poczęły jej zazdrościć tak bliskiej znajomości z jednym z Enków. W ciągu swego młodego życia, wielu synów Męża i córek Mążyny wyrwała z niewoli upokarzającego pijaństwa, a Koffel usiłował jej szkodzić i odwodzić od zrywania pęt, które nakładał. Raz Čort pijaństwa rozkazał strzygom by ją rozszarpały, gdy oddaliła się od swych przybranych sióstr szukając dorodnych grzybów. Byłaby zginęła rozdarta sowimi szponami i wilczymi kłami, lecz jej wołanie usłyszał drwal Kost', którego uleczyła z pijaństwa. Podbiegł i rozgromił strzygi toporem. W pojedynkę ubił cztery z pięciu straszydeł wyhodowanych przez Rykara z chochlików. Gdy lodowy oścień Mar – Zanny przebił jej czyste serce, płakały po niej inne rusałki, wodniki, leśni ludzie, żmijowie, Płanetnicy, zwierzęta, oraz ludzie z jej rodzinnej wioski, którym pomogła rozpocząć nowe życie. Ona zaś otrzymała ognistą koronę – znak godności nie tylko Enków, ale też jytnas – istot śmiertelnych, które dzięki cnocie i pomocy Ageja zostały zrównane z Enkami. Na jej spotkanie wyszedł Kunetej; Piwa podbiegła doń i uściskali się serdecznie. Syn Boruty przybył do Nawi, gdzie urokliwe nawki piekły dla jytnas chleb ze sporyszu, a Weles sądził dusze siedząc na złotym tronie na bagnistym środku Archipelagu Umarłych, 



w otoczeniu orszaku nimf zwanych zielonkami. Miały postać smukłych i wysokich niewiast o jasnozielonej skórze i długich, puszystych, rudych włosach (kupałki wyglądały podobnie, lecz ich kosy były czarne). Strój zielonek stanowiły białe tuniki ściągnięte szarymi paskami; nosiły też złote ozdoby. Ich oczy miały barwę szafiru, a mocą Kuneteja, jego służebnice mogły bez żadnej szkody nosić ogień na głowach. Jedna z nich, w imieniu wszystkich podeszła do Piwy, ucałowała jej kolano i rzekła:
- Jestem Ilza – przedstawiła się zielonka. - Naszą rasę wydało łono Mokoszy; tak jak rusałki i wodniki. Moje siostry i ja wędrujemy po świecie razem z Kunetejem, co dał tobie moc leczenia pijaństwa i niesiemy radość smutnym, by poznali jak Agej jest dobry.
- To nieprawda – zabrała głos inna zielonka, imieniem Tylża (Tilsa) – że Stwórca Enków; Potęg Świata jest wrogiem radości jak usiłuje wmówić Wróg.
- Tak naprawdę i śmiech i łzy są jednakowo potrzebne do pełni życia, bo w bólu szczęście – rzekła zielonka Kaczajka z Anatynówki.
Piwa zaprzyjaźniła się z zielonym orszakiem Kuneteja, a nimfy o skórze barwy liści, traktowały ją jak siostrę. Razem z nimi i Panem Piwa o Głowie Kuny przemierzała lasy i bory, grody i sioła, a spotkanym ludziom zdejmowała pęta pijaństwa. Pewnego razu gdy orszak Kuneteja zatrzymał się na popas w cieniu dąbrowy, gdzieś nad Gopłem, nieoczekiwanie po promieniu złotego Słońca – ,,wielkiej, złotej tarczy Swaroga'', jak nazywał je w pieśni żmij będący przyjacielem cara Ira, zszedł jak po schodach mąż w koronie z płomieni. Cały orszak wstał i oddał mu cześć, bo był nim sam Teost Car Słońce; wcielony Swaróg, co na początku jedenastej ery królował nad ludźmi nad rzeką Nilus. W ręku trzymał berło z pałki wodnej, nosił długie czarne włosy, krasną szatę i drewnianą koronę pod tą ognistą. Dawca żelaza, pisma i małżeńskiego zakonu, tak przemówił:
- Nakłon ucha, Orszaku Kuneteja! Wielki Agej wysyła was do krainy Bachtan w Międzyraju, bo tam jesteście potrzebni – następnie Teost ukazał wizję Kunetejowej drużynie.




Bachtan (Vactanus) leżał w pobliżu Morza Śródziemnego, czyli Rajskiego. Rosła tam bujna roślinność, płynęły rzeki pełne najad i pełno było jezior – siedziby wodników, a samą, żyzną krainę nazywano Rajem Zwierząt, bo były w niej dobre polowania na lwy, gazele, wilki, niedźwiedzie, dziki, pantery, a nawet słonie. Jednak ostatnimi czasy, na tron Bachtanu wdarł się tyran, co łupił i mordował poddanych, aż sam marnie zginął. Potem jego pretorianie poczęli walczyć ze sobą o opuszczony tron, a wśród udręczonego ludu rozeszła się wieść o zbliżającym się powrocie prawowitego króla z wygnania. Król bachtanu powrócił, a słudzy uzurpatora rozpierzchli się na cztery wiatry. Lud krainy był jednak wyczerpany okrucieństwem tyrana i jego popleczników; nie miał siły się cieszyć. Kunetej wraz z zielonkami, Piwą i mandatem Teosta udał się do Bachtanu, a gdzie stanął jego orszak, tam pękały łańcuchy i obroże niewolników, powracała nadzieja. Wody stawały się winem, jak ongiś wody Nilusa gdy rodził się Teost, wrogowie stawali się przyjaciółmi, ruiny i zgliszcza zazieleniały się chmielem, spalone pola wydały bujne plony, rany się goiły, zmarli ożywali, zaginieni odnajdywali się; cały Bachtan ogarnęło wielkie święto ludzi, zwierząt i innych istot. Ku niebu niosły się pieśni sławiące Ageja i Enków, przepełnione radością.

*

W Bachtanie, gdzieś na syryjskiej ziemi, mieszkał pewien chłop o imieniu Kokatryks (Cocatrix). Za rządów tyrana Divesa i walk między jego następcami, stracił całą rodzinę, lecz wraz z powrotem prawowitego króla Aertelkany i przybyciem orszaku Kuneteja, również do jego chaty zagościła powszechna, wyzwalająca radość. Kokatryks odnalazł w piwnicy niezrabowaną jeszcze beczkę wina. Wyciągnął szpunt i dając upust zadowoleniu począł pić rubinowy napój. Pił cały dzień, aż opróżnił całą, pokaźną beczkę. Nie umarł od tego, lecz zasnął. Zwalił się jak ścięte drzewo na zimne, zakurzone klepisko i chrapał aż chata się trzęsła. Gdy się wreszcie obudził, cierpiąc na straszliwego kaca, w Sinea leczonego korzeniem kudzu, orszak Kuneteja zdążył już opuścić Bachtan. Kokatryks czuł się jakoś dziwnie. Opuścił piwnicę i spojrzał do małego, ściennego zwierciadła. Wielkie było jego zdumienie i przerażenie, gdy miast znajomej twarzy ujrzał koguta o skrzydłach nietoperza i ogonie węża. ,,Co najlepszego to wińsko ze mną uczyniło''? - chciał wykrzyknąć, lecz z jego gardzieli wydobyło się straszliwe pianie, od którego i tak już pęknięte lustro rozleciało się w drobny mak. Kokatryks zamieniony w potwora wybiegł z chaty, a ludzie, których mijał, przelękli się go i chcieli ubić. Rozeszła się bowiem wieść, że to kuroliszek zabijający wzrokiem. Nieszczęsna ofiara własnego braku umiaru błąkała się wśród dębowych i cedrowych lasów, po polach, ruinach i owocowych gajach. Nie bez odrazy, Kokatryks polował na owady, myszy, dżdżownice, jaszczurki, węże... Plądrował gniazda kuropatw i przepiórek, łykał śnięte ryby i spadłe z drzew owoce. Nowy jadłospis począł mu odpowiadać, bo powoli nabierał nawyków zwierzęcia. Nie przestał jednak pragnąć powrotu do bycia człowiekiem; ze łzami prosił Ageja o zniweczenie złego czaru. Wreszcie, któregoś dnia, wychodząc ze swej kryjówki w zaroślach, ujrzał schodzące po promieniu Słońca kilkuletnie pacholę w białej koszulce. Na główce dziecięcia płonęła korona z ognia. Kokatryks rozdziawił dziób, bom ujrzał oto swego ukochanego siostrzeńca Ussura, który niedawno zginął w pożarze.
- Powiedz mi – poprosił Kokatryks – czyś jest zjawą, czy żywą istotą? A może tyś jest Boże Sedleško, co przychodzi mnie ostrzec?
- To ja, Ussur, wujku. Teraz jestem jytnas i mieszkam w Nawi Jasnej z innymi dziećmi.
- Jak dobrze cię widzieć – westchnął Kokatryks. - Pewnie wiesz, że nasz wygnany król wrócił do stołecznego Gani – Valvatu?
- Wujaszku kochany – mówiło dziecko – wielem wycierpiał nim mnie pan Weles wpuścił na Wyspy Błogosławione. Kazał mi przejść taką szeroką rzekę, w której miast wody był ogień, a potem musiałem, lecz chciałem iść po moście ze strzał. Bardzo mnie bolało, lecz na szczęście pani Mokosza cały czas trzymała mnie za rękę. Zostałem temu poddany bo zabrakło mi doskonałości, lecz teraz mam to za sobą – dziecię wróciło do Nawi Jasnej, a jego zaczarowany wuj serdecznie się rozpłakał, myśląc sobie: ,,Jeśli niewinne pacholę tyle musi wycierpieć, by postawić stopę na Wyspach Błogosławionych, to cóż dopiero ja, taki stary pijak''! - błagał Ageja o wybaczenie pijaństwa i płakał, aż wypłakał z siebie całą beczkę łez. Wyczerpany zasnął, a gdy się obudził, wielka była jego radość, gdy spostrzegł, że znów jest człowiekiem. Uszczęśliwiony wrócił do swej wioski i opowiedział o swej przygodzie.




*


Po śmierci Piwy, wielu mieszkańców jej rodzinnej wsi znów wpadło w sidła Koffelowe. Ludziom trzeźwym znów poczęto wyrywać serca na ołtarzach, aż wieś zapaliła się od Jarowitowego pioruna i ogień ją pochłonął. Ci co zdołali schronić się w puszczy ostatecznie porzucili pijaństwo. 

piątek, 30 stycznia 2015

Zodiac

,,I nadszedł Wodnik. A przybywszy wziął Ryby za pysk i zaprowadził porządek w stawie'' – Konrad T. Lewandowski


Jak podaje ,,Bursztynowa Księga'', w erze runwirskiej potomkowie dzisiejszych astrologów i zabobonnych ludzi wierzących w astrologię, pochodzący z różnych narodów i kontynentów, założą nowe królestwo na zachodzie Kontynentu Czeczeńskiego, graniczące z Cesarstwem Ojrańskim i Królestwem Tharot. Stolicą Zodiacu będzie Astropolis. Na tronie zasiądzie wywodząca się ze współczesnej Francji dynastia Notre Dame, założona przez króla – astrologa Nostradamusa I. Jego następcy to: Yekub d'Corso, Kobos, Nostradamus II, Yuggoth Grzybiarz, królowa Tatooina i wielu innych władców będących wasalami cesarza ojrańskiego. Panującymi religią i ideologią będą astrolatria i astrologia – kult Uranosa i jego żony Nut – bóstw nieba, Sana i Surjany – pary bóstw solarnych, Moona i Moony – pary bóstw lunarnych, oraz 13 deifikowanych Znaków Zodiaku. Całe królestwo będzie zarządzane według wskazówek astrologów, co będzie prowadziło do wielu absurdalnych sytuacji. Funkcję waluty będzie spełniać złota moneta – astron (1 astron = 100 bizarcji). Największym osiągnięciem artystycznym Zodiacu będzie stojący w stolicy posąg nagiego Nostradamusa, osiągający wymiary współczesnej Statuy Wolności.
Nostradamus I podzieli swych poddanych na 13 kast ściśle podporządkowanych 13 Znakom Zodiaku. Przynależności kastowej nie można będzie zmieniać do końca życia (Zodiacanie będą wierzyć w reinkarnację), zaś małżeństwa pomiędzy poszczególnymi kastami będą surowo zakazane. Każda kasta dostanie bowiem osobną przeznaczoną tylko dla siebie dzielnicę, a każdy mieszkaniec Zodiacu wkrótce po urodzeniu dostanie tatuaż wyobrażający jego znak Zodiaku. Oto ich krótkie charakterystyki:





Wodnik – stolicą prowincji ludzi spod tego znaku będzie wielki i piękny, morski port Aquarium. Ludzie z kasty Wodnika będą się zajmować rybołówstwem, handlem i wielorybnictwem. Prawo będzie pozwalać im na zjadanie ryb, mięsa fok, morskich żółwi, wielorybów, kawioru, owoców morza, jaj mew i glonów, oraz soli, ale nie będą mogli jeść produktów pochodzących z lądu takich jak chleb, ziemniaki, owoce, wieprzowina, wołowina etc. Wolno im za to będzie uprawiać kanibalizm. Swojemu znaku Zodiaku będą składać ofiary z utopionych ludzi i zwierząt.




Ryby – ich stolicą będzie Ichtiopolis, zaś drugim ważnym miastem – port Sharka. Będzie to kasta rybaków, składających ofiary poprzez rzucanie ludzi i zwierząt na pożarcie świętym piraniom. Wolno im się będzie żywić wyłącznie rybami i kawiorem.





Baran – ich stolicą będzie Aries – Durnovo. Będzie to kasta pasterzy i wojowników, noszących hełmy zdobione baranimi rogami. Będą składać ofiary z ludzi poprzez rozbijanie ich głów maczugami, a także poprzez rytualną samokastrację. Ponadto otrzymają zakaz uczenia się pisania i czytania, aby na cześć swego znaku Zodiaku byli analfabetami ,,głupimi jak barany''.





Byk – ich stolicą będzie Tauropolis. Będzie to kasta pasterzy i wojowników, noszących hełmy zdobione byczymi rogami. Będą składać ofiary z ludzi przywiązanych do rozjuszonych byków, oraz poprzez rytualną samokastrację.





Bliźnięta – ich stolicą będzie Gemina. Każda rodzina spod tego znaku będzie musiała mieć dwoje bliźniąt. Jedynaki i dzieci nadliczbowe będą zabijane i zjadane.





Rak – ich stolicą będzie Canceralia. Będzie to kasta rybaków, mogących się odżywiać wyłącznie owocami morza. Będą składać ofiary z ludzi gotowanych żywcem jak raki i zjadanych przez swych pobratymców.





Lew – ich stolicą będzie Aslanabad, zaś drugim ważnym miastem – Simba i Mufasan. Będzie to kasta wojowników, którym będzie wolno żywić się tylko mięsem ludzi i zwierząt, praktykować poligamię i dzieciobójstwo. Ludzie z tej kasty będą składać krwawe ofiary z dzieci, dziewic i jeńców wojennych.




Panna – ich stolicą będzie Maidana. Członkowie owej kasty będą uprawiać rytualne orgie biseksualne, oraz tranwestycję. Będzie to kasta męskich i żeńskich prostytutek.





Waga – ich stolicą będzie Libroga. Będzie to kasta sędziów i prawników, oraz królów Zodiacu.





Skorpion – ich stolicą będzie Scorpea. Będzie to kasta asasynów i trucicieli, składających ofiary z otrutych ludzi i zwierząt.





Wężownik – ich stolicą będzie Nowe Ofiorymos, zaś główne miasta to: Boa, Anaconda, Python, Vipera, oraz Cobra. Będzie to kasta asasynów, trucicieli i dusicieli, uprawiająca ponadto czarną magię.





Strzelec – ich stolicą będzie Khalassnikoff. Będzie to kasta łuczników i kuszników, składająca ofiary z ludzi przeszytych strzałami.





Koziorożec – ich stolicą będzie Baphometh. Będzie to kasta pasterzy i wojowników noszących na hełmach koźle rogi, uprawiająca czarną magię. Otrzymają zakaz mycia się i golenia bród, aby na cześć swego Znaku Zodiaku śmierdzieli jak kozły.

Po 500 latach królestwo zostanie zniszczone w wyniku międzykastowej wojny domowej i najazdu Ojrańczyków i Nomadów.