,,Jakby i tych pokrętnych faktów było za mało, niektórzy badacze dziejów okrycia Ameryki (np. ksiądz Wacław Kruszka) dowodzą, że w wyprawie Kolumba w 1492 roku brał także udział drugi Polak - Franciszek Warnadowicz, zapisany w hiszpańskich spisach załogi jako Francisco Fernandez z Kadyksu, który swym dobrym przykładem zachęcał nawet lękliwych marynarzy hiszpańskich do zaciągnięcia się na jego okręty: 'Santa Marię', 'Pintę' i 'Ninję'. Niestety dzielny Warnadowicz zginął potem w walce z Indianami na wyspie Hispanioli (dziś Haiti)'' - Henryk Mąka ,,Bermudzki trójkąt i inne tajemnice. Zatopiona Atlantyda. Potwór z Loch Ness. Ufo nad Bałtykiem''.
czwartek, 20 września 2018
Franciszek Warnadowicz
,,Królowie pradawnych puszcz. O dzikach, jeleniach, łosiach, niedźwiedziach, rysiach, tarpanach, turach, wilkach i żubrach w kulturze i tradycji polskiej''
,,Za moich panie czasów, w języku strzeleckim,Dzik, niedźwiedź, łoś, wilk, zwany był zwierzem szlacheckim, A zwierzę niemające kłów, rogów, pazurów, Zostawiano dla płatnych sług i dworskich ciurów; Żaden pan nigdy przyjąć nie chciałby do ręki Strzelby, która shańbiono sypiąc w nią śrót cienki!’’ - Adam Mickiewicz ,,Pan Tadeusz’’
W
dzieciństwie
fascynowały mnie leśne zwierzęta i nawet chciałem zostać
zoologiem. Podczas wycieczek do Wolińskiego Parku Narodowego
widziałem żywe żubry, dziki i łanię, zaś w czasie odbywającego
się na Wolinie Festiwalu Słowian i Wikingów głaskałem oswojone
wilki mające domieszkę krwi psów domowych ;).
We
wrześniu 2018 r. przeczytałem książkę historyka, etnologa i
krajoznawcy Bartłomieja Grzegorza Sali ,,Królowie
pradawnych puszcz. O dzikach, jeleniach, łosiach, niedźwiedziach
rysiach, tarpanach, turach, wilkach i żubrach w kulturze i tradycji
polskiej’’
wydaną przez wydawnictwo ,,Astraia’’
z ilustracjami zaczerpniętymi z XVIII – wiecznej ,,Encyklopedii
Francuskiej’’
i ,,Natural
history of animal kingdom for the use of young people’’
Williama Forsella Kirby’ego z 1889 roku (na okładce). Autor
harmonijnie łączy wiedzę przyrodniczą z wiedzą humanistyczną,
serwując wiele ciekawostek z zakresu: zoologii, paleontologii
(informacje o faunie plejstocenu – olbrzymim jeleniu megacerosie i
niedźwiedziu jaskiniowym), historii (informacje o irańskim
niedźwiedziu brunatnym Wojtku służącym w Armii Andersa ,
niedźwiedzicy polarnej Baśce Murmańskiej, o fatalnych łowach
Zygmunta Starego na niedźwiedzia i o wędrownym żubrze Pulonie),
mitów i legend, literatury, malarstwa, polskiej myśli technicznej
(np. o przedwojennych samolotach bojowych ,,Łoś’’
kupowanych przez Rumunię i samochodzie ,,Tarpan’’
- te ostatnie pamiętam jeszcze z czasów mojego dzieciństwa ;) i
botaniki (dowiadujemy się o trawach turówce wonnej i żubrówce –
ta ostatnia była wykorzystywana do aromatyzowania wódki żubrówki).
W kurpiowskich lasach grasował
groźny diabeł Dęboróg przybierający postać wielkiego,
cuchnącego siarką dzika. Owi przodkowie domowych świń, mający
pogańską symbolikę chtoniczną i akwatyczną (np. opisany przez
Thietmara dzik mieszkający w jeziorze), w Sudetach ciągnęli zimą
sanie ducha gór, zwanego Liczyrzepą, Karkonoszem i Rzepiórem.
Litewski heros Sowi upolował dzika o dziewięciu śledzionach.
Postrachem Puszczy
Kurpiowskiej, niejako lokalnym odpowiednikiem smoka, był piekielny
niedźwiedź – olbrzymi, pokryty twardym futrem i agresywny.
Zastrzelił go z łuku lokalny heros Przemyszko po uprzednim
zrobieniu znaku krzyża i założył osadę Niedźwiedź.
W ludowej pieśni zanotowanej
przez pioniera badań nad dawną Słowiańszczyzną; Zoriana Dołęgi
Chodakowskiego (1784 – 1825) występuje tur o złotych rogach
(jest to kolor odnoszący się do zaświatów).
Z turoniem – fantastycznym
zwierzęciem wywodzącym się od tura, a prawdopodobnie również od
boga Welesa chodzili po domach polscy kolędnicy; był to relikt
dawnych pogańskich obrzędów związanych z płodnością, które
zostały zaadaptowane do rzeczywistości chrześcijańskiej.
Mówiący
wilk ukazał się w kościele niegodziwemu biskupowi Pawłowi z
Przemankowa (? - 1292) i wezwał go do pokuty. Dla ciekawostki: w XXI
wieku ta legenda zainspirowała Dariusza Kwietnia do wymyślenia
historyjki o biskupie Aloisie Hudalu, który widział jakoby hybrydę
człowieka z wilkiem (odsyłam do posta: ,,Dariusz
Kwiecień’’).
Ważną
rolę w wierzeniach słowiańskich (i nie tylko słowiańskich)
odgrywały wilkołaki – ludzie przybierający ludzką postać z
własnej woli, za sprawą klątwy, lub za karę. Autor obszernie
pisał o nich w książce ,,Wycie
w ciemności. Wilki i wilkołaki Europy’’.
Żelazny wilk pochodzi z
litewskiej legendy o założeniu Wilna, w której przyśnił się
księciu Giedyminowi.
Dawne
wyobrażenia o zwierzętach często rozmijały się z wiedzą
przekazywaną dziś przez zoologów. Co ciekawe dzik uchodził za
zwierzę groźniejsze niż … niedźwiedź (sic!). Ten ostatni
chętnie porywał kobiety i płodził z nimi bohaterów. Istniały
też opowieści o dzikich ludziach wychowanych przez niedźwiedzie,
które szczególnie popularne były na Litwie. Mało wiedziano o
rysiach; mylono je z lampartami (sic!). Nazwa ,,ryś’’
pochodzi od szybkiego biegu, zaś dawna nazwa tego zwierzęcia –
ostrowidz
nawiązuje do wierzenia o wzroku rysia przenikającym na wylot
ściany, skały i drzewa (w XVI wieku pisał o tym szwajcarski
przyrodnik Konrad Gesner w dziele ,,Historia
animalium’’).
Cechy diaboliczne przypisywano rysiom i zwłaszcza – wilkom. Z
kolei jeleń oznacza człowieka naiwnego, frajera. W legendzie z
Krynicy pewien mąż został wyśmiany przez staruszkę za to, że
wierzył żonie w jej zapewnienia, że chodzi do lasu wyłącznie aby
się kąpać w źródle. Naiwny mężczyzna, któremu żona
,,przyprawiała
rogi’’
został ukarany zamianą w jelenia.
Zainteresowanie
fauną wywarło wpływ na polskie przysłowia – bohaterem
największej ich liczny jest wilk. Powiedzenie o ,,niedźwiedziej
przysłudze’’
pochodzi z ludowej bajki, w której niedźwiedź zabił
zaprzyjaźnionego pustelnika łapą, chcąc zegnać muchę z jego
czoła.
W legendach zwierzęta często
współwystępują ze świętymi. Najlepiej znany przykład to jeleń
z krzyżem między tykami poroża, który w czasie polowania objawił
się św. Hubertowi.
Św. Wojciech ukazał się we
śnie Mieszkowi, synowi Bolesława Śmiałego i wskazał m miejsce
gdzie leżały olbrzymie kły dzika. W miejscu tym zostały zbudowane
Kielce.
Bohaterem legend z Orawy jest
św. Cyryl (o dziwo występujący bez św. Metodego). Niedźwiedzi
oddał życie za świętego, broniąc go przed strzałą wystrzeloną
przez poganina. Św. Cyrylowi udało się też obłaskawić wilka
złapanego do wilczego dołu.
Szczególnie związany z
wilkami był św. Mikołaj z Miry, który miał władzę nad tymi
zwierzętami i bronił przed nimi ludzi.
Przytoczone zostały też
legendy o odważnych dziewczynach; Jadwidze – córce Golanka, która
uratowała życie rycerzowi przed turem rozbijając zwierzęciu głowę
kamieniem i Justynie, córce leśnika, która przed atakiem tura
obroniła króla Stefana Batorego. W legendach tych dopatruję się
śladów zaginionych mitów o słowiańskiej bogini lasów i zwierząt
Dziewannie. Zwraca tu uwagę archaiczny motyw kobiety ratującej
mężczyznę zamiast na odwrót. Z kolei pochwycony na polowaniu żubr
był bohaterem legendy herby Wieniawa.
W książce ważną rolę
odgrywa zagadnienie ochrony przyrody. Do jej pionierów zaliczali się
już polscy królowie – Bolesław Chrobry, Władysław Jagiełło,
Zygmunt Stary i Zygmunt III Waza, mimo że nie stronili od łowów.
To właśnie w Polsce najdłużej przetrwały tury (ostatnia krowa
padła w 1627 r., w Puszczy Jaktorowskiej). W II RP podjęto próby
odtworzenia wymarłego dzikiego konia tarpana, w efekcie uzyskując
rasę konika polskiego (analogicznie w Niemczech usiłowano odtworzyć
tura).
Książka bardzo mi się
spodobała. Autor z wielkim talentem oddaje piękno polskiej przyrody
i kultury ;).
Polinezyjczycy w Ameryce Południowej
,,Na Markizach np. rozpowszechniona jest legenda o podwójnej łodzi 'Kahua' zbudowanej przez najlepszych szkutników plemienia Naiki, która z najsprawniejszymi żeglarzami wyspy Hiva Oa dotarła najpierw do wulkanicznych zboczy Nuku Hiva, a po następnych tygodniach samotnej żeglugi do wielkiego kraju Te Fiti, który dziś kojarzyć można z wybrzeżem Peru lub Ekwadorem, jako że między Markizami a wybrzeżem amerykańskim nie ma już żadnej wyspy. Załoga statku 'Kahua' spędziła jakiś czas na tym wybrzeżu, po czym niektórzy z jej członków wyrazili chęć pozostania tam na stałe... Reszta załogi szczęśliwie powróciła na swą ojczystą wyspę. Inne podanie wspomina o wielkiej wyprawie pod wodzą Maui Maru Mamao, która wyruszyła z polinezyjskiej Raiatei i poprzez archipelag Tuamotu i Wyspę Wielkanocną dotarła do Kraju Łańcucha Gór. Dziś to górzyste wybrzeże badacze kojarzą z peruwiańskimi lub chilijskimi Andami. Gdy w trakcie pobytu w tej górskiej krainie zmarł wódz ich wyprawy, żeglarze pod przywództwem jego syna Kiu powrócili na Raiateię'' - Henryk Mąka ,,Bermudzki trójkąt i inne tajemnice. Zatopiona Atlantyda. Potwór z Loch Ness. Ufo nad Bałtykiem''.
środa, 19 września 2018
Żelazen
Był
XX wiek od czasu gdy Słowo stało się ciałem i mieszkało między
nami. O dawnej Analapii już mało kto pamiętał. Odkąd Mieszko I
Oświeciciel przyjął chrzest, jej miejsce zajęła Polska.
Tymczasem za Islandią, za Grenlandią, za wzburzonymi falami, które
ongiś zakryły Atlantydę, w wielkim mieście wielkich Stanów
Zjednoczonych, odbywał się konwent miłośników fantastyki, na
który przybyło wielu uznanych autorów. Jeden z nich nazywał się
Roger. Roger Zelazny.
-
Hej! Zawsze chciałem cię spytać czemu nosisz takie dziwne nazwisko
– walnął prosto z mostu jeden z fanów pisarza; młody chłopak w
jeansowej kurtce o twarzy gęsto usianej pryszczami.
-
Mój ojciec przybył z Polski. Zelazny to polskie nazwisko –
objaśnił spokojnie pisarz.
-
A czy ta cała Polska to nie przypadkiem kraj nazistów, którzy
urządzili Żydom Holokaust? - z głupia frant spytał młody Żyd z
Nowego Jorku.
-
Wręcz przeciwnie – zaprzeczył Roger Zelazny. - Długo można by
mówić o Polakach mordowanych przez nazistów i jeszcze ratujących
Żydów przed strasznym losem…
-
Dobra, ale czemu Polacy noszą takie dziwne nazwiska? - drążył
temat pryszczaty posiadacz jeansowej kurtki.
-
Założycielem mojego rodu był słowiański wojownik Żelazen,
którego imię oznacza ‘mocnego jak żelazo’ i tak jak żelazo
mającego moc zwyciężać demony przez Słowian nazywane Čortami
– rozpoczął swą opowieść Roger Zelazny.
-
To ktoś taki jak Iron Man? - spytała ruda dziewczyna lubiąca
komiksy.
-
Każda epoka ma swoich herosów – potwierdził pisarz. - Żelazen
żył w starożytności, w czasach Juliusza Cezara, w słowiańskim
królestwie nazywającym się Analapia; była to bowiem taka pogańska
Polska a rebours. Pochodził z rodu Vojen – thala; wojownika o
nadludzkiej sile władnego przybierać postać tygrysa. Tak jak jego
antenaci, Żelazen wędrował po świecie walcząc z potworami i
poszukując skarbów.
-
To całkiem jak Conan – uśmiechnął się od ucha do ucha młody
Murzyn w okularach. - Ciekawe czy się znali?
-
Z tego co pamiętam Conan miał do czynienia z niejakim Olgierdem
Władysławem – przypomniał sobie jego kolega pochodzenia
chińskiego, lecz rudowłosa miłośniczka komiksów uciszyła ich
nerwowym syknięciem.
-
Żelazen ubił wiele straszydeł – kontynuował Roger Zelazny –
takich jak smoki, wilkołaki, wampiry czy Walenty; złośliwy demon
mający postać ludzkiej stopy, sprowadzającej śmierć na swoich
właścicieli. Za swoje czyny otrzymał od Leszka I Wyścigowego,
króla Analapii majątek ziemski i herb Walens przedstawiający
żelazną stopę, bowiem pod odcięciu sobie stopy opętanej przez
Walentego, rycerz musiał używać żelaznej protezy. W swoim majątku
natrafił na opuszczony od lat modrzewiowy dworek pośród gęstego
lasu. Zapuścił się w jego wnętrze przyświecając sobie
pochodnią. ,,A nuż czekają tam na mnie zaklęte krocie?’’ -
pomyślał z nadzieją. Istotnie, pod gnijącym i toczonym przez
korniki dachem, na porośniętym mchem klepisku walały się
rozrzucone w nieładzie złote monety pamiętające jeszcze czasy
pierwszego imperium Sarmatów. W mroku pełnej zgnilizny i wilgoci
izby czekał na Żelazena olbrzymi but z czerwonej skóry zdartej z
tura o złotych rogach. But ten był nieco większy niż bywają
ludzie i żywy. Groźnie szczerzył na Żelazena zęby ze złotych
gwoździ i powarkiwał jak wściekły pies.
-
Kamasz, do szewca! - niezbyt mądrze zawołał Żelazen, bowiem dotąd
myślał, że demon o imieniu Kamasz to tylko takie bajanie starych
bab – słuchająca pisarza feministka skrzywiła się na ten
słowa.. - Tymczasem Kamasz przybrał postać wąsatego wojownika o
złotych kłach, odzianego w czerwony kontusz.
-
Bijmy się o te monety! - zakrzyknął, a Żelazenowi nie trzeba było
dwa razy tego powtarzać. Dobył miecza z damasceńskiej stali i
ranił nim ciężko Kamasza. Demon upadł na skrzypiącą podłogę i
prosił, aby go dobić. Gdy Żelazen zadał mu cios łaski, stanęło
przy nim dwóch Kamaszów, z którymi musiał walczyć. Szybko
zrozumiał, że drugi cios miast zabić demona, zwiększa jego siły.
-
Straszne! - jęknęli chłopak i dziewczyna. - Jak to się skończyło?
- Roger Zelazny zrobił krótką przerwę na wypicie kubka wody
mineralnej i dokończył.
-
Mój przodek pokonał Kamasza unosząc go w powietrze i dusząc.
Następnie podpalił nawiedzone dworzyszcze. Wcześniej pozbierał
walające się na jego podłodze monety i zabrał je ze sobą. Gdy
rano im się przyjrzał, okazało się, że były to zeschłe liście…
Konwent
fantastów dobiegł już końca. Uczestnicy spotkania z Rogerem
Zelaznym wrócili do domów pełni uznania dla bogactwa jego
wyobraźni.
wtorek, 18 września 2018
Księżniczka Nagów
,, [...] ludzie Naga opuścili swą ojczyznę położoną na południowym wschodzie Azji, i jako misjonarze wyruszyli z Birmy w kierunku Indii. Ze swej nowej ojczyzny rozeszli się później do Babilonii i Egiptu. Słowo 'naga' przetrwało na północy Birmy, niedaleko granicy z Assamem i Kambodżą i służy do określania ludzi mieszkających tam w dawnych czasach. Oznaczało również 'mnicha jałmużnika', związanego szczególnie z Naakalami, czyli kapłanami szerzącymi doktrynę 'naga'. Owi Naakale przybyli na wyspę Cejlon, gdzie do dziś nazywa się Nagatami astrologów, spadkobierców wiedzy dawnych uczonych ludu Naga.
[...] ludzie Naga byli wspaniałymi żeglarzami, których statki przemierzały południowe i wschodnie morza. [...] kiedy osiedlili się w Dekanie [...] stali się silniejsi i założyli królestwo. Ich pierwszy władca otrzymał imię Ma, które w dawnym języku oznacza 'ziemia', a także 'dziadek'.
Córką Ma była księżniczka Maja Devi, kobieta nadzwyczaj mądra, która napisała 'Surya Siddantha', najstarszy znany traktat astronomiczny. Mowa w nim między innymi o tym, że Ziemia jest okrągła i unosi się we Wszechświecie jako gigantyczna kula. Badacze zjawiska UFO oznajmili, że zadziwiająca wiedza, którą posiadał lud Naga mogłaby dowodzić przybycia - w owej odległej epoce - istot z Kosmosu.
Księżniczka Maja, która pojawia się w mitologii Indii, miała ciało kobiety, a zamiast nóg ciało węża. Bez wątpienia nie była jedną osobą, lecz musiała symbolizować grupę mędrców, władców wysoko rozwiniętej kultury. Kapłani Naakale napisali na drewnianych tabliczkach święte teksty 'Nagalkale', używając symbolu latającego węża, mającego stanowić połączenie Nieba i Ziemi, co zostało później przyjęte przez kapłanów Brahmy, ich uczniów. Ostatecznie owi wyznawcy Brahmy wyrzucili z kraju swych nauczycieli, przejmując ich wiedzę kosmogoniczną, naukową i kulturalną. [...]'' - Tomás Doreste ,,Astronauta z Palenque''
poniedziałek, 17 września 2018
Prekolumbijscy Murzyni
,,Notatnik historyczny znaleziony przez Lorenzo Boturiniego wspomina o okrutnych ludziach o ciemnej skórze, którzy wysłani przez jednego z nich, nazywającego siebie Yalahau - panem ludu 'Chucks' - siali postrach w tym rejonie. Słowo 'chuc' oznacza 'węgiel', a także 'czerń'. Przez długi czas żyli oni na brzegach laguny Yalahau, położonej niedaleko przylądka Catoche, na północnym wschodzie Jukatanu. Czy malowali ciała na czarno, aby przestraszyć mieszkańców tego rejonu, gdyż czarne są ciemności zagrażające w nocy? Czy byli prawdziwą czarną rasą, a miejscowa ludność, nękana ich napadami, postanowiła ich zniszczyć? Wiadomo, że wielu spośród 'Chucks' odeszło, docierając aż do Przesmyku Panamskiego.
López de Gómara w swej 'Historia de las Indias' wyjaśniał, że konkwistador Vasco Nunez de Balboa spotkał Murzynów w rejonie Coclé w Panamie, i że kacyk Caricua miał wśród swej służby czarnych niewolników. Czy pochodzili z ludu 'Chucs'? Pomimo tego niezbitego dowodu historycy sprzeciwiający się dyfuzjonistom uparcie milczą i wolą twierdzić, że pierwsi murzyni pojawili się na kontynencie amerykańskim wraz z dotarciem tu konkwistadorów hiszpańskich i portugalskich w XV i XVI wieku'' - Tomás Doreste ,,Astronauta z Palenque''
Głos w sprawie recenzji ,,Tatry''
,,Mówiono
o Norwidzie, oprawnym we wstążki,
W
złoconych rogach lśniącym na stole w salonie.
Rzekł
ktoś, do kart niechętnie przybliżając dłonie:
-
Wszystko tu jest niejasne, wolę proste książki.
I
dalej się o wierszach toczyła rozmowa:
Jedni
ganili ciemność, inni – zdań zawiłość,
Czy
w wierszu jest prawdziwa, czy udana miłość?
Najpiękniejsza
poezja to są zwykłe słowa…
Nagle
wiatr rozwiał okno i woń przywiał z alej,
Wszedł
wieczór, za nim niebo różowe od chłodu,
Ktoś
cisnął białą różę między nich z ogrodu.
Umilkli,
obrażeni – i mówiono dalej’’
-
Jerzy Liebert ,,Rozmowa o Norwidzie’’
Wczoraj
(16 września 2018 r.) przeczytałem pierwszą recenzję ,,Tatry’’
od momentu jej wydrukowania, zamieszczoną na blogu ,,Idąc
przez las’’
stałej czytelniczki, Sławomiry komentującej moje posty od 2015 r.
(post ,,Lato
2018’’).
Moja powieść została poddana miażdżącej krytyce. Wysunięte
zostały przeciwko niej zarzuty natury artystycznej jak i
ideologicznej (krytyka miała miejsce z pozycji feministycznych).
Zatrzymam
się nad niektórymi z nich:
1.
,,Tatra’’
została określona jako ,,dość
lekka, dziecięca lektura’’,
tymczasem mimo że faktycznie nawiązuje do literatury dziecięcej
(,,O
krasnoludkach i sierotce Marysi’’
Marii Konopnickiej) nie jest adresowana do małych dzieci, ale do
młodzieży i dorosłych. Oprócz kopalni – obozu koncentracyjnego
są w niej i inne drastyczne sceny np. torturowanie głównej
bohaterki przez Mięsojada.
2.
Sławomirze nie spodobała się wizja kopalni gwiezdników jako
czegoś w rodzaju obozu koncentracyjnego (w istocie starożytne
kopalnie były ówczesnym odpowiednikiem obozów koncentracyjnych…):
,,To
nie jest dość poważna książka, by tego użyć. To nie jest dość
dobra książka, by tego użyć’’.
Zwracam uwagę, że w ,,Tatrze’’
oprócz aluzji do niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych
są też nawiązania do: zbrodni stalinowskich i zbrodni UPA, do
zamachów terrorystycznych na World Trade Center i na teatr na
Dubrowce, oraz do amerykańskich najazdów na Afganistan i Irak. Moim
zdaniem konwencja fantasy nadaje się również do mówienia o
sprawach trudnych i bolesnych, takich jak np. koszmar II wojny
światowej, czego najlepszym przykładem jest film ,,Labirynt
Fauna’’.
3.
Sławomira ujęła się za Ornietą, która chciała być
wojowniczką, a musiała zamiast tego gotować. Owa decyzja Zimy była
dla niej czymś w rodzaju próby posłuszeństwa i wierności. Gdy
Ornieta spełniła swe marzenie, okazało się, że walka nie daje
jej szczęścia. Chciałem na tym tle pokazać, że nie zawsze idzie
się prostą drogą za swoimi marzeniami, a ich realizacja nie zawsze
nas uszczęśliwia. Ponadto kreśląc postać Orniety nie miałem
zamiaru poniżyć kobiet, ale je wywyższyć jako te, które dają
życie.
4.
Sławomira określiła sposób przedstawiania dziewictwa w powieści
jako ,,obrzydliwy’’.
W swojej twórczości opisuję dziewictwo z szacunkiem wynikającym z
wyznawania przeze mnie religii katolickiej (stąd idea czystości
przedmałżeńskiej jako daru dla ukochanej osoby). W mojej mitologii
rusałki miały moc odzyskiwania utraconego dziewictwa tak jak
arabskie hurysy i greckie boginie Hera i Afrodyta. Sławomirę
zbulwersowało, że w rozmowie Kościeja i smoka Rykara (notabene
postaci negatywnych, krzywdzących kobiety) o Rucie padły słowa o
tym, że jak się utopiła i została rusałką to odzyskała
dziewictwo.
5.
,,Tatra’’
została oceniona jako książka ,,pełna
uprzedzeń i szkodliwa’’.
To prawda, że jestem przeciwnikiem poprawności politycznej, jednak
w mojej powieści można znaleźć fragment, w którym Tatra urodziła
dzieci w trzech kolorach skóry i kochała je wszystkie, co podchodzi
pod anty - rasizm ;).
Kończąc
chciałbym zaznaczyć, że nie ,,gryzę’’ jak Konrad T.
Lewandowski. Zarówno Sławomira jak i inni Czytelnicy mają pełne
prawo nie zgadzać się ze mną jako z autorem i szczerze o tym pisać
w recenzjach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























