wtorek, 15 grudnia 2015

Listy vineckie (korespondencja Erazma z Rotterdamu i św. Tomasza More'a)

,,Wineta, (łac. urbs Venetorum, miasto Wendów), zwane Jumme zostało według legendy pochłonięte przez morze. Faktycznie zostało1121 zburzone przez Duńczyków, zaś mieszkańcy przesiedlili się do Wolina'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga to 18 Victor do Żyżmory''.

,,W owej książce [H. Dosklecijova ,,Diogenes w beczce''] były też inne historie: o Wieży Babel (zamiast Jahwe występował w niej babiloński bóg Marduk), o jabłku Newtona i jajku Kolumba, o Napoleonie Bonaparte, Galileuszu, Diogenesie, Aleksandrze Wielkim, Juliuszu Cezarze i o jednym z moich ulubionych świętych – św. Tomaszu Morusie. (O tym, że był to święty dowiedziałem się dużo później z 'Promyka Jutrzenki'; uczyłem się o nim na religii w klasie szóstej i pisałem o nim wypracowanie. Wybrałem go na swego patrona na bierzmowaniu, wcześniej myślałem o św. św. Albercie Wielkim i Brendanie)'' - ,,Legenda''




Erazm Tomaszowi pozdrowienia.

Z całego serca pragnę Ci podziękować za poprzedni Twój list, zawierający przekaz o walce Heraklesa z olbrzymem Albionem, w którym prosiłeś mnie o opisanie wpływów jakie Grecy wywarli na sąsiadujący z nimi wielki naród Scytów, czyli Słowian (Stawanoi). Zasięgając opinii uczonych mężów z Czech i Polski w owej materii, natrafiłem na godny szczególnej uwagi list Zygmunta [Starego], syna Kazimierza, króla Sarmacji Europejskiej, graniczącej z Sarmacją Azjatycką. Władcę tego miałem już okazję wychwalać za jego miłosierdzie okazane pokonanemu na wojnie Zakonowi Najświętszej Maryi Panny [Krzyżakom], gdyż mimo ogromu zła jakie ci wyrządzili jego królestwu, nie tylko w tym stuleciu, ale i w poprzednich, miast ich pozabijać, kazał im przyjąć naukę Lutra, którą Ty, jako kanclerz Anglii stanowczo zwalczasz, oraz utworzyć świeckie księstwo w Prusach. Tenże Zygmunt, pierwszy tego imienia, któremu rybacy pokazali złowionego w Bałtyku biskupa 




morskiego, jak dowiedziałem się w liście od imć Konrada Gesnera; uczonego przyrodnika ze Szwajcarii, opowiadał mi historię niepokojąco podobną do greckiego mitu o Atlantydzie, który znamy z pism Platona. Intrygującym jest, że Atlantyda ma swój odpowiednik również w Bretanii – jest nim zatopione miasto Ys. Myślę, że jest to świadectwo prawdziwości słów Pisma Świętego o potopie.





Stawanoi, jak nazywa Słowian Klaudiusz Ptolemeusz, opowiadają o wielkim lądzie zwanym Vinetą. Była to wyspa większa niż królestwa Anglii, Irlandii i Szwecji razem wzięte, wyrastająca z grzbietu morskiego potwora Wyspożółwia, którego poeci w Twoim kraju określają imieniem Fastitocalon. Vineta nie miała przeto stałego miejsca jak inne wyspy, jeno pływała po wszystkich morzach i oceanach świata. Wyspożółw, ów największy z żółwi, był synem bogini Juraty, którą Grecy nazywali Amfitrytą, a Kanaanejczycy – Aszerą. Z jego czarnej skorupy wyrastała kraina przedziwnej piękności – wielka i żyzna, usiana lasami i górami, polami, łąkami i bagnami, obfitująca w rzeki i jeziora, zasobna w zwierzynę, ryby – łososie i pstrągi, oraz z złoto, srebro, drogie kamienie, kość słoniową dobywaną z ziemi, niczym w pewnej azjatyckiej krainie, którą podbił niedawno ataman Jermak Atiefiejewicz, sól, miedź i węgiel, smołę ziemną (mumio), oraz zaginione dziś metale, perły i kamienie o mocy czarodziejskiej.






Wyspę zamieszkiwały tury, żubry, dziki, jelenie, sarny, daniele, łosie, kozice, koziorożce, dzikie kozy, tarpany, małpy, świstaki, wilki, lisy, rysie, żbiki, niedźwiedzie brunatne na nizinach, a białe w górach, bobry i borsuki wielkości niedźwiedzi, wydry, gronostaje, rosomaki i sobole, orły, sokoły, jastrzębie, sowy jarzębate i śnieżne (w górach), czaple, bociany, żurawie, dropie i bobry zwyczajnej wielkości, (które w Anglii Twój pan, Henryk ósmy tego imienia otoczył ochroną prawną), węże, jaszczurki i żółwie – od maleńkich po ogromne, szczupaki, sumy i jesiotry, wielkie i barwne motyle, w wodach przybrzeżnych zaś foki, morsy, uliki [śledzie], tuńczyki, rekiny, ryby – diabły [raje], makrele, szproty, narwale, delfiny, wieloryby, sadłożercy [orki], ośmiornice, mątwy, żółwie morskie, gąbki i korale. Jak podaje Kalimach na Vinecie żyły również lwy, pantery, gepardy, szakale, hieny, gazele, cameloleopardy [żyrafy], nosorożce, hipopotamy, dzikie osły, słonie, strusie, sępy, flamingi, ibisy i krokodyle, rosły zaś dęby, buki, brzozy, graby, grusze, jabłonie, palmy, oliwki, cedry, cyprysy, świerki, jodły, lipy, modrzewie, wiśnie, orzechy, sykomory, drzewiaste paprocie, oraz wymarłe już ci drzewa o nazwie ,,brzozoświerki'', mające pień brzozy, a gałęzie świerkowe.




Na owej wyspie oprócz ludzi mieszkały też takie istoty rozumne jak: nimfy, przez Słowian zwane rusałkami i Wiłami, wodniki, wilkołaki [lykantropoi] z plemienia Neurów, o których pisał Herodot, olbrzymy, żywiołaki, Pigmeje – przez Słowian nazywane krasnoludkami, a przez Holendrów – czerwonymi czapeczkami, czarownice, południce […], nocnice […], jednorożce, ondyny, gnomy, sylfy, salamandry, Centaury, syreny, satyry, feniksy żar – ptaki, Lynxowie, czyli ludzie z głowami rysiów, żmijowie, czyli ludojaszczury, smoki powietrzne powstałe ze żmij, którym wyrosły szponiaste łapy i błoniaste skrzydła, kotołaki, lisołaki, góskie smoki, mantykory, Płanetnicy – podobne do ludzi plemię o niebieskiej skórze zamieszkujące Księżyc i rozkazujące pogodzie, elfy; stworzone przez Prometeusza, ożywione drzewa, karły, łabędziewy, dzicy ludzie i bogowie wiedzą jakie jeszcze.
Królestwo na grzbiecie Wyspożółwia założyli Słowianie. W erze dwunastej według ich pogańskiej chronologii, to jest tysiące lat przed Abrahamem, założeniem Babilonu, Troi, Tyru, Aten, Sydonu, Niniwy, Jerozolimy, Rzymu i Akwizgranu, nim narodzili się Salomon i Aleksander Wielki, Psametych – pierwszy faraon Egiptu, Juliusz Cezar, Oktawian August i Pan nasz; Jezus Chrystus; kiedy nikt jeszcze nie słyszał o Zoroastrze, ani o Mahomecie, Achillesie, Hektorze, Arturze – przesławnym królu Twojej ojczyzny, ani o Karolu Wielkim, nim nastali Papieże i Chrześcijańscy Królowie; kiedy nikomu nie śniło się nawet o Platonie czy Arystotelesie; w czasach pełnych dziwów i czarów, kiedy to mogło się wydarzyć wszystko oprócz nudy; trzech słowiańskich herosów odebrało Wyspożółwia piratowi Sołowiejowi, który miał moc zabijać głosem. Owymi bohaterami byli Eliasz z Muromy; zbudowanego przez Myrmidonów grodu mającego w herbie mrówkę [Ilja Muromiec], oraz bracia Waligóra i Wyrwidąb – wszyscy silni jak Samson i Herakles. Razem z braćmi, wykarmionymi przez wilczycę i niedźwiedzicę podróżowała ich siostra Wanda. Nie należy mylić ją z córką starożytnego króla Krakusa, który zwyciężył Juliusza Cezara. Bohaterowie odbyli więcej wojaży na grzbiecie Wyspożółwia. Na Wyspach Sołowieckich, gdzie Moskale pobudowali klasztory, pochowali Sołowieja Chąsiebnika, który służył im jako niewolnik. Przeżywali liczne przygody na morzach i lądach takich jak Cipangu – dzisiejsza Japonia, Mu i Lemuria – zatopione dziś kontynenty u wybrzeży Azji, Lonia, skąd pochodził Tristan, Mogdaszo [Madagaskar], Afryka i krocie innych. Eliasz [Ilja] poślubił Wandę i miał z nią syna Wentę, który na grzbiecie Wyspożółwia założył gród Vinetę i królestwo o tej samej nazwie. Przedziwne to było państwo. Osiedlali się w nim głównie Słowianie ze wszystkich plemion Sclavii [Sclawinii], ale także herosi, zbiegli niewolnicy i ci co opuścili swe ojcowizny, by nie żyć pod jarzmem tyranów z niemal wszystkich ludów i języków Europy, Azji, Afryki i Atlantydy, jak Giptowie, dziś nazywani Cyganami, którzy opuścili Indie, aby nie brać udziału w wojnie, Ligurowie znad Morza Śródziemnego, barbarzyńcy z Burus, czyli dzisiejszych Prus, przodkowie dzisiejszych Litwinów, których uciskał tyran – czarnoksiężnik Musulus z miasta Mosul w Mezopotamii, Grecy, Ilirowie, Cymbrowie, Goci, Aramejczycy, Amoryci, Nubijczycy, Etiopowie, ludy Ofiru i Tarszisz, czyli Hiszpanii, Trakowie, Italikowie, Brytowie, Galowie, Irlandczycy, Medowie, Baktrowie, Sogdyjczycy, Hunowie, Hetyci, Hindusi, Solimowie, dziś zwani Żydami, Arabowie, Scytowie, ludy Kitaju i Tebetu, Libijczycy, Sarmaci i Kimerowie, Lidyjczycy i Elamici, Kolchowie i Ormianie, Atlanci i Majowie. Vineta była dla nich wszystkich miejscem schronienia przed uciskiem i nadziei na przygody jak dzisiejsza Ukraina. Językiem urzędowym była słowiańska ,,mać – mowa'' (lingua mater) do dziś używana przez Polaków.
Gród stołeczny zwany Vinetą, jak i siedem pozostałych (Bramimor, Borowoje, Sukogród, Cudosławice, Łączyce, Dawisłok, Chranimirsk) były wielkie, otoczone potężnymi murami wzmocnionymi zaklęciami, pełen kwiatów i drzew rodzących słodkie owoce – jabłka, figi i granaty. Obfitowały w kryształowe fontanny, w których mieszkały ryby o złotej łusce spełniające życzenia, marmurowe domy i pałace o złotych dachach i srebrnych okiennicach, świątyń ze złotymi bałwanami bogów, zwanych przez Słowian ,,Enkami'', czyli Aniołami, tętniących życiem agor, portów, ogrodów gromadzących dzikie zwierzęta i rośliny, obserwatoriów astronomicznych i stadionów do ćwiczeń cielesnych. W największej świątyni w centrum grodu stołecznego płonął wieczny ogień ku czci najwyższego boga Ageja, którego posłańcami byli Enkowie, zaś dzieci do zabawy dostawały złote i srebrne monety.
Na Vinecie nie było niewolników, korupcji, biedy, głodu i chorób, brakowało winiarni, piwiarni i zamtuzów, zaś urzędników było tylko tyle co kot napłakał. Życie owych ludzi trwało znacznie dłużej niż w innych częściach globu, zaś starość była pogodna i nie przynosząca cierpień, podobnie jak śmierć, która przypominała zaśnięcie. Vineci gardzili pochlebstwami, a cenili uczciwość – nikt kto głosił nawet bardzo przykrą prawdę nie musiał u nich oczekiwać przykrości. Był to lud rycerski, honorowy, prawy, ceniący odwagę – na Vinecie nigdy nie zabijano niewiast, ani dzieci, ani przed ani po narodzeniu, lecz płodność traktowana jak wielkie błogosławieństwo. Mężowie z najdalszych lądów, takich jak Mu, czy Tartaria marzyli o niewiastach z Vinety, o których prawili pieśniarze, że były najpiękniejsze i najmilsze z całego rodu ludzkiego.





Poeci sławili również męstwo i niezwykłe przygody vineckich herosów – Eliasza z Muromy [Ilji Muromca], który po śmierci Wandy udał się do królestwa Amazonek i poślubił ich królową Artę, braci Waligóry i Wyrwidęba, którzy w Tarszisz pochwycili i odczarowali smoczycę Kolubrynę, wojowniczki Lścigniewy, najady Sulisławy, co zginęła bohatersko w trakcie obrony wyspy przed Jutami, dzikiej Siłowany żyjącej w lesie, Borany, Mstibory, Świecimiry, Baczki, Polnicy walczącej naraz dwiema szablami, Modromiry, Miesiąc – Kranicy, Moigniewy, driady Drzewy, Sulimiry, jej sióstr Suligniewy, Sulibory, Sulimory, Suligory i Sulijary (każda z nich była piękna niczym sama Afrodyta, a zażarta w boju jak Ajax), rycerzy Krasuty, Sławuty, Mogta Buszłaja, Jarolwa, Drewuty, Wodzisława, Lechomira – obłąkanego wojownika, co mieszkał na mogiłach i rozmawiał ze zmarłymi, Kazimierza, Borowoja, Sukomira, wykarmionego w niemowlęctwie przez sukę, Rysigniewa – syna kobiety i białego rysia Deneba, Słońcesława i Chorsamira, których ojcami byli bogowie Swaróg i Chors, Borojara i Jarobora, Władysława Ligura, Stanibora, Stoimira, Stoisława, Deszczuna, poczętego przez dziewicę, której łono zrosił deszcz, Wołgosza, tygrysa Źwirzomora, burego niedźwiedzia Bronidziewa, wilka, czy też jak podają inni – wilkołaka – Wsiesława Ljudodava, białego niedźwiedzia Jarożara, pytona Kozyka i olbrzymiego orła Dravida (każde z tych zwierząt mocą Boruty i jego żony Dziewanny miało rozum i władało ludzką mową).
Wbrew zakazowi Juraty, król Wenta skierował Wyspożółwia na Morze Srebrne, dziś zwane Bałtyckim. Wydał wojnę czarownikowi Musulusowi (Masiulisowi) i zwyciężywszy w bitwie broniące go morskie potwory, sztorm, grad i śnieżycę, pojmał go w niewolę. Wbrew radom swojej drużyny nie uśmiercił go, zaś z czasem czarnoksiężnik stał się doradcą i faktycznym władcą Vinety. Wenta słuchał go we wszystkim, jak niewolnik. Musulus prowadził wystawny tryb życia niby Krezus; król lidyjski, kazał oddawać sobie cześć jako bogu, tak jak czynili to egipscy faraonowie i rzymscy cesarze (skazał na śmierć Wyrwidęba i wielu innych herosów i heroin za odmowę oddania pokłonu swemu złotemu posągowi), gnił w pijaństwie i rozpuście niczym Neron, Kaligula, Heliogabal i Komodus, wprowadził niewolnictwo i ustanowił eunuchów tak jak to uczyniła Sreramida – królowa asyryjska, otaczał się sforą urzędników, składał ofiary z ludzi jak faraon Buzirys, co chciał uśmiercić Heraklesa, zabierał rodzicom dzieci na podstawie donosów, aby je palić w piecu, jak to czynili Fenicjanie, nauczył Vinetów palić opium, oraz w nieskończoność podwyższał podatki. Ponadto poszukiwał ukrytego skarbu Sołowieja Chąsiebnika z Czarnego Błota, zdobytego na królu kikimor […] Niemal Człowieku.




Wreszcie, któregoś dnia w pogrążoną w ucisku i chaosie Vinetę najechali Jutowie, dowodzeni przez króla Gaithaba Chciwego, który założył gród Haithabu w Danii. Rozgorzała zażarta walka; król Wenta poległ śmiercią godną rycerza. Jutowie byli niewiele lepsi od krwiożerczych Hunów. Musulus wzbił się w powietrze i czarnoksięskim zaklęciem obrócił Wyspożółwia w kamień. Vineta zatonęła u wybrzeży słowiańskiej wyspy zwanej Wolinem, gdzie jak wierzyli Słowianie została stworzona pierwsza para ludzka. Tylko nieliczni z jej mieszkańców się uratowali, a wśród nich synowie Wyrwidęba i Kolubryny, bracia Simajdion i Aukštan, którzy założyli Żmudź i Auksztotę. Dumna i potężna Vineta nie była pierwszym, ani ostatnim królestwem, które zginęło przez grzech
- Erasmus, amicus tuus.






Tomasz Erazmowi pozdrowienia,

Z ogromną przyjemnością przeczytałem Twój list opowiadający o zatopionym lądzie Vinecie – list mądry i wnikliwy, pobudzający wyobraźnię i skłaniający do przemyśleń. Od dłuższego już czasu zamierzam napisać traktat o ustroju możliwie najbliższym ideału, zaś po lekturze Twojego listu wychwalającego cnoty pogańskich Vinetów – jakże bliskie cnót chrześcijańskich, umyśliłem sobie, że moje państwo idealne, będzie się mieściło na wyspie, której zamierzam nadać nazwę Utopia. [….] Pozdrawiam

- Thomas, amicus tuus. 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Testament Kosy Oppmana - aneks do ,,Perłowego latopisu''

,,Pan Kosa Oppman liczył sobie dziewięćsetny rok życia. Jego włosy i broda już dawno zbielały jak mleko, pogorszyły się wzrok i słuch, wątłe ciało było obolałe. Jednak czuł się szczęśliwy. Wszystkie zgryzoty poprzednich lat oddaliły się i wyblakły, a ich miejsce zajęła niezmącona nadzieja. Do nikogo już nie miał żalu, pojednał się z wszystkimi, którzy go otaczali. Pan Kosa drżącą ręką napisał: 'Do dziś w górach Atlas, niby trzy pomniki stoją kamienie w kształcie dwóch mężów niewiasty'. Słowami tymi zakończył rozdział o przygodach Ilji Muromca […]. Był to jednocześnie koniec kroniki. Nazajutrz kronikarz siedział na łące w przytulnym fotelu, a towarzyszyli mu Podziomek i przyrodnik Kosa Owinniczew. Kwiaty pachniały upajająco, buczały owady, śpiewały ptaki, porykiwały krowy i beczały owce. Oppman przymknął oczy, a Mar – Zanna zatopiła lodowy oścień w jego sercu. Podobno jego ostatnie słowa brzmiały: 'Więcej prawdy' […] Na pogrzebie czytano ustępy z 'Perłowego latopisu'. Następcą Kosy Oppmana został Wurcel z Helwecji (Gelvetiya). Ostatnie słowa swego poprzednika kazał sobie wyhaftować na czapce. W sercu też je zapisał....'' - ,,Codex vimrothensis''





W imię Ageja, wszystkich Enków i jytnas. Ja, Kosa Oppman, syn Prandoty, nadworny kronikarz króla krasnoludków Błystka – Likostina w przeczuciu nadchodzącej śmierci przekazuję swą ostatnią wolę nim przejdę po wąskiej kładce. Gdy zostanę już spalony na garstce patyków, a me prochy przesypie się do glinianej popielnicy z moim portretem, chcę aby inne krasnoludki po wielokroć wznosiły modły do Mokoszy; matki naszego praojca Banika, powtarzając jej dziesięć świętych imion, a to za spokój mej duszy. Chcę, aby wszystkie moje księgi, tak pomocne mi w pisaniu ,,Perłowego latopisu'' zostały przekazane bibliotece Akademii w Wypróchniałym Pniu, aby też następne pokolenia mogły z nich skorzystać. Wszak takie będą królestwa, jak młodzieży chowanie... Posiadane przeze mnie opiłki złota i srebra [pieniądze krasnoludków], odzież i wszelkie inne dobra rozdajcie biednym. Na wykonawców swej woli wyznaczam panów Podziomka i Kosę Owinniczewa.


*


Zawsze lubiłem historię; ową najlepszą z nauczycielek, co ma najgorszych uczniów. Przyjemność sprawiało moim trzem siostrom, bratu i mnie samemu słuchanie jak nasz dziadek o brodzie srebrnej i długiej śpiewał pieśni o dawnych dziejach przy dźwięku złotej harfy. W pieśniach tych, pośród rozlicznych dziwów i czarów żyły honor i męstwo, wierność, żarliwa miłość, litość i odwaga. Słuchaliśmy oczarowani, a nasz dziadek Samorodek stawiał nam przed oczami serca królów i witezi, Enków, smoki, czarownice i demony, mędrców i głupców, dobrych i złych, skrzaty, olbrzymy, syreny, mówiące zwierzęta, zagubione skarby, odległe, tajemnicze lądy i morza. W pieśniach tych dobro zawsze triumfowało nad złem, co nam się podobało. Dopiero po długich latach przyszło mi odkryć, że prawdziwa historia pełna jest zła, głupoty i niesprawiedliwości.
Uczyliśmy się w utrzymanej z nakładanych na mieszkańców lasu danin szkole, mieszczącej się w starym pniu. Było to okropne miejsce, gdzie niewiele się można było nauczyć, bo nauczyciele obijali się niemożebnie, tak jak uczniowie, ci ostatni zaś to była dzika, okrutna horda znęcająca się nad słabszymi i co gorsza nie ponosząca za to żadnych konsekwencji. Razem ze swym bratem Gorazdem, staraliśmy się pilnować swoich młodszych sióstr – Witaliny, Kwietuszy i Libawy, lecz te zostały zaciągnięte przez szkolny gang do wychodka, zgwałcone i pocięte opiłkami żelaza. Nie przeżyły tego, zaś gdy powiedzieliśmy o tym dyrektorowi [tu imię zostało wydrapane] ów zaczerwienił się tylko jak piwonia i zaczął jeno coś bąkać, że ,,szkoła prowadzi politykę miłości'', ,,dziewczynki same były sobie winne bo, bo tak powiedziała mi Małpka Fiki – Miki'', ,,bardzo mi przykro, ale nic nie mogę zrobić, idźcie z tym do Człowieków Honoru, może oni coś pomogą''. Wyszliśmy z gabinetu trzaskając drzwiami. Nazajutrz mój brat przyszedł do szkoły uzbrojony w metalową igłę i pozabijał nią szkolny gang. Nie uchroniło go to od utraty rozumu, bo zrozpaczony pobiegł do lasu, nagi jak woj z rasy Celtów i rzucił się z igłą na tchórza polującego na krasnoludki. W jego szczękach znalazł śmierć godną rycerza. Dyrektor [imię wydrapane] wyrzucił mnie ze szkoły ,,za rażące pogwałcenie zasad ludowładztwa i polityki miłości''.
Odtąd pobierałem nauki w domu od mistrza Siwczuna Siwojara. W owym czasie znajdowałem ukojenie w studiowaniu różnych nauk, a w szczególności nauki o dziejach, aż postanowiłem, że będę je badał i spisywał. Za przedmiot swych badań obrałem historię człowieka; istoty wybranej do wielkich rzeczy, a mimo to w swoich wyborach często głupszej niż wół i osioł.





W trzydziestej pierwszej wiośnie życia król Błystek – Likostin przyjął mnie na swego kronikarza. Wiele mógłbym powiedzieć o tym władcy; jowialnym i marsowym, synu Krzata III, syna Domowoja II, syna Domowoja I Strzygogromcy, syna Krzata II, syna Krzata I, syna Kraśniaka co uratował się z potopu i któremu objawione zostało pismo tinezyjskie. Błystek zdobył sobie szacunek krasnoludków i ludzi swą wielką prawością, odwagą, dwornością, niechęcią do pochlebstw, pobożnością, zamiłowaniem do sztuk i nauk, idącym w parze z wielką szczodrością, miłosierdziem wobec wdów i sierot, czystością obyczajów, oraz sprawiedliwością. Wszystkich traktował z dobrocią, nawet w najgorszych starał się widzieć dobro. Nienawidził Gorynycza – Czarnoboga, który nie jest bogiem i wszystkich spraw jego, okryty srebrną zbroją wraz ze swą drużyną szył z łuku srebrnymi strzałami do strzyg i wąpierzy. Był dla mnie jak ojciec – to samo mogą powiedzieć moi przyjaciele; panowie Podziomek i mój imiennik Kosa, z którego wszystkie owinniki mogą być dumne, oraz pani Aredvi Milovana, ludzkie dziecię. Zdaję sobie sprawę, że po latach, kiedy to świadomość prawdziwych zdarzeń czas zatrze i niepamięć, wielu będzie i zarzucać, że sławiąc swego króla nie byłem szczery, lecz prawiłem pochlebstwa za wikt i opierunek. Tak jednak nie jest – Banik mi świadkiem. Nie każdy król to łajdak jak prawią cynicy, owi przyjaciele władzy wiecu i desakralizacji wszystkiego co święte, którzy zapatrzeni w dziki lud Galów chcieliby tylko popić i pochędożyć. Prawdą jest jednak, że oprócz królów dobrych istnieli i istnieją też źli, którzy tym surowiej będą sądzeni przez Welesa im więcej otrzymali, a także to, że wielu uczonych i poetów dla korzyści stawało po stronie zła. Wymownym tego przykładem są choćby czasy Kościeja I Nieśmiertelnego, którego zewsząd otaczały hordy ,,rzeźbiarzy dusz'' o duszach czarnych jak smoła.
W swojej pracy naukowej, będącej zarazem pracą literacką (historia jest bowiem zarówno nauką, jak i sztuką; gałęzią literatury zajmującą się prawdziwymi zdarzeniami) korzystałem z wielu źródeł. Pomocą była mi ,,Gołębia Księga'' (,,Gołubinaja Kniga''), liczne wcześniejsze kroniki – słowiańskie latopisy, opasłe wolumina Atlantów, Lemurian, ludzi z Mu i Ofiru, historyczne rozprawy Greków, Sumerów i Syryjczyków, ,,Kronika całego świata'' Hipatei z Gozdiejnicy, greckie i słowiańskie traktaty geograficzne (Gromierz z Oporu ,,Sylabariusz'' i Tworzyjan z Polany ,,Księga świata''), sineańskie encyklopedie, byliny i inne eposy z całego znanego mi świata, pieśni guślarzy, wajdelotów, skoromochów, bardów, skaldów, mobedów i ołonchosutów, mity, legendy i baśnie (ludzie mówią o nas krasnoludkach, że znamy je wszystkie), starożytne inskrypcje na skałach w Montanii i Górach Czarownic, pamiętniki carów i kniaziów, wybitnych wojewodów, żerców i wołwchów, jak też prostych ludzi, zbiory dokumentów w archiwach królewskich i świątynnych, wieszczy sen sierotki Aredvi Milovany, który zesłała jej królowa Tatra, oraz relacje ustne naocznych świadków ze wsi Głodowa Wólka, jak ta o uprowadzeniu przez Scytów w jasyr wszystkich kur i kogutów. Każda opowieść (narraciya) ma swego bohatera i nie inaczej jest z historią. W kronikach, takich jak ,,Perłowy latopis'' bohaterami są królowie, herosi, lub inne wybitne jednostki. Istnieją jednakże tacy historycy (mam na myśli tych z Akademii na wyspie Delos i mędrców z Brzozowego Boru), którzy w miejsce jednostek – wybitnych tak w dobrem jak i w złym jako bohaterach historii chcą postawić zbiorowość – taką jak poszczególny lud, a nawet klasa społeczna. Przyszłość pokaże jak przyjmą się owe innowacje.
Każdego badacza dziejów obowiązuje wierność prawdzie, niezależnie czy jest to dlań wygodne czy nie. W wymiarze negatywnych oznacza to wystrzeganie się wszelkich dopuszczalnych w poezji zmyśleń ubarwiających tok narracji, choć akceptowane jest wkładanie w usta opisywanych postaci fikcyjnych przemów. Historyk powinien również strzec się wszelkich propagandowych kłamstw; zarówno tych faworyzujących bogatych, jak i tych co faworyzują biednych. Złą i pochodzącą od Czarnoboga rzeczą jest bowiem opluwanie wszystkich królów, kapłanów i wojowników za to tylko, że są królami, kapłanami i wojownikami, nazywanie sympatycznych niewiast - ,,zniewolonymi'', a wrednych - ,,wyzwolonymi'', pochwalanie całowania mężów w rękę przez niewiasty, zaprzeczanie istnienia płci, wychwalanie pod niebiosa gejów – nagich, czerwonoskórych karłów z wioski Gejska, mających palce spięte błoną i duże łuski na głowie zamiast włosów, oraz równie wszetecznych, oddanych muzyce i poezji niewiast z wyspy Lesbos, stawianie kultu Čortów na równi z kultem Enków... Oby król Jarowit cisnął z nieba piorun i wypalił te głupoty; czytający te słowa, przeklinaj je wraz ze mną!
W wymiarze pozytywnym wierność prawdzie, czyli zgodności z faktami, domaga się obiektywizmu, czyli uwzględniania wszystkich argumentów za i przeciw w danej sprawie. Prawda jest obiektywna, jedna i symfoniczna zarazem, choć nawet najrzetelniejszy badacz nigdy nie będzie obiektywny do końca – inaczej musiałby być samym Agejem. Prawda jest stała i niezmienna, choć zmieniać się mogą sposoby dochodzenia do niej.
Historyk posługuje się innym aparatem pojęciowym niż bogomysł – teolog. Nie może udowodnić istnienia Ageja i Enków, ale i nie może temu zaprzeczyć. Często szuka naturalnych wyjaśnień zjawisk cudownych (Enkowie jako Potęgi Świata mogą działać poprzez naturę), choć jeśli naturalne wyjaśnienia zawiodą, musi z wielką pokorą uwierzyć w cud. Posiadana przez nas wiedza o świecie i dziejach ras rozumnych nie jest ostateczna. Mnogość tajemnic wciąż czeka na wyjaśnienie.
Swemu następcy życzę wielu łask Banika – praojca naszej rasy, mądrości, uczciwości, wiedzy, życzliwości króla i dworu, oraz – połamania pióra!


- Kosa Oppman (data zamazana).

niedziela, 13 grudnia 2015

Kukuł Wyrajokrążca





W krainie Rosz, to jest na rusickiej ziemi, nieopodal Srebrnej Góry miał swój zamek zwany Lamus, heros Jarogryf; mocarz biegły tak w magii jak w robieniu włócznią bądź toporem. Ruszając do boju zakładał zbroję z łusek czarnego smoka, zdobioną złotymi gryfami i wężami, a jego rumakiem był dywan latający zdobyty w dalekim Arabistanie, w ruinach Zapomnianego Grodu na pustyni. Za oręż służył Jarogryfowi miecz samosieczny i nabita ostrymi kawałkami krzemienia pałka samobijąca. Karmił i poił go stół co sam się nakrywał. Zamek jego pełen był cudów wszelakich. Jego mury zrośnięte były ze skórą srebrnego smoka o łusce twardej jak kamień i dodatkowo chronione potężnymi zaklęciami przeciw oblężeniom, zaś w szerokie, przepuszczające całe kaskady światła okna wprawione zostały szklane szyby ukazujące ruszających i mówiących jytnas i Enków. Nazywano je ,,wieszczymi szybami''. Zamek Lamus (Glamus) pełen był wykutych przez karły, albo i Greków marmurowych i eburnowych rzeźb o zachwycających, delikatnych kształtach, turańskich, słowiańskich, greckich, cipangijskich i nordyjskich zbroi, oraz wszelkiego oręża; spisanych na pergaminie, jedwabiu, palmowych liściach, glinie i papirusie ksiąg magicznych, poetyckich i naukowych z całego świata; czarodziejskich artefaktów, takich jak używane przed potopem na zamku Ossoria klejnoty wyświetlające słowa i obrazy, skóry pantercze, rogi bawołów z Afryki i inne łupy zdobyte podczas łowów, kiedy to Jarogryf stawał do zapasów z dzikim zwierzem okryty jeno przepaską na lędźwiach i uzbrojony w sam sztylet, oraz hałd złota i srebra wytwarzanych mocą kamienia filozoficznego. Nie mogę tu pominąć w swojej opowieści basenu z tańczącą, żywą wodą, która leczyła wszystkie rany i choroby, oraz zapewniała wieczną młodość, a także licznych jak gwiazdy na niebie komnat, któe prowadziły bądź to do miejsc odległych w czasie lub przestrzeni, a nawet do innych światów, o których prawią fantastyczne książki. Owe portale otrzymał Jarogryf w darze od Boruty, który dysponował podobnymi w Rokitnickim Siole, w zamian za zapas starego jak świat wina z Madunii, albo z Multanii. W piwnicy zamku Glamus stała pokryta kurzem i pajęczynami wielka maszyna z wiertłem i gąsienicami jak u czołgu, napędzana olejem rzepakowym, a służąca do penetrowania Świata Podziemnego. Zbudował ją inżynier Toltec (Toltecus) z Atlantydy. Jarogryf nie garnął się do ludzi, milsze były mu łowy i czytanie ksiąg poetyckich, jednak okazywał wielką życzliwość ubogim i nieszczęśliwym zabłąkanym na jego włościach. Karmił głodnych, leczył chorych, a nawet wyjednał u Swaroga odwołanie suszy.




Żył samotnie od lat trzystu i trzystu, aż któregoś dnia zapragnął mieć żonę. Choć podobał się licznym niewiastom, nie tylko tym ludzkim, swoją uwagę skupił na Polanicy, córce Ilji Muromca. Jej ojciec spłodził ją w jednym z mijanych zimowników na stepie, po czym odjechał zostawiając pierścień mający służyć rozpoznaniu po latach. Matka nadała jej dumne imię, oznaczające w mowie słowiańskiej Amazonkę i nauczyła nienawidzić mężczyzn. Polanica wyrosła na pannę wysoką i smukłą, o wielkiej sile, zręczności i odwadze. Jej włosy opadały do pasa lśniącą, złotą kaskadą, oczy zaś miała błękitne. Nosiła przepaskę z niedźwiedziej skóry, napierśniki z karaceny, oraz niczym królowa rusałek Nastazja z ery dziewiątej – naszyjniki z kłów i pazurów ubitych przez siebie dzikich zwierząt, wrogich wojowników – Scytów, Kimerów i Muromców, oraz strzyg, kikimor i innych potworów. Jej białe ciało celtyckim zwyczajem pokrywały malowidła wykłute siną farbą, nie mówiąc już o złotych ozdobach zrabowanych z kurhanów scytyjskich królów. Jak prawdziwa Polanica, ta, która znała swego ojca z pieśni skoromochów, lepiej od niejednego junaka władała każdym rodzajem broni – mieczem, szablą, maczugą, młotem, toporem, włócznią, sztyletem, arkanem, a w szczególności łukiem, oraz jeździła konno, pływała, biegała, oraz walczyła w zapasach lub na pięści. Całe dnie spędzała na stepie polując z sokołami, lub broniąc karawan kupieckich przed Scytami i Tartarami. Czasem udawała się w dalekie strony – do Wałdaju, gdzie zabiła wielkiego, szarego jaszczura Bokruga z jeziora Brosło, do Elamu, Lemurii, Sundy, na daleką, rodzącą przyprawy wyspę Dżawę, do Bharacji, Ofiru, gdzie na oczach króla dogoniła i skrępowała arkanem rozpędzonego strusia, na wyspę Mu, do ziemicy Hiperborejczyków, gdzie zamożni ludzie znudzeni życiem zabijali się skacząc ze skał, bądź z dachów, na archipelag Lyonesse (Lonia, Loniya), z którego pochodził waleczny Tristan, do Mogol – Tartarii i Sinea, do celtyckiego grodu Ys nad Atlantykiem, gdzie biły porcelanowe dzwony i gdzie słowiańską wojowniczkę przyjmowała królowa – dobra czarownica Dahud (Daguda).... Polanica poszukiwała rosnącej w ziemi jak trufle kości słoniowej w mroźnym chanacie Sybir – Tartarii, była w Grecji i nad rzeką Nilus (jako pierwsza z białych dotarła do jego źródeł), żyła wśród dzikich, praktykujących mroczne kulty Piktów z Alby i wśród druidów w Irlandii. Przemierzyła też całą Sklawinię, ziemice Bałtów, Turan i Iran, a jej odwaga zawstydziła najmężniejszych. Porównywano ją do królowych Tatry i Ruty, które również wiele podróżowały dokonując bohaterskich czynów. Dla mężów miała w swym sercu jeno pogardę. ,,Twój ojciec obiecał wrócić, gdy skończy się wojna dziesięciu kniaziów przeciw imperium Kimerów. Wojna się skończyła, przeżył ją, a mimo to złamał przysięgę. Nie jest godny zaufania'' – mówiła jej matka. Wielu młodzieńców ubiegało się o rękę Polanicy, lecz ona albo ich wyśmiewała, albo zabijała uprzednio skalpując, gdy nie byli w stanie zwyciężyć jej w zawodach sportowych.




Tymczasem z woli Mokoszy tak się złożyło, że pojąć Polanicę za żonę zapragnął witeź i czarodziej Jarogryf, pan na zamku Lamus, w miejscu gdzie padał cień Srebrnej Góry. Na próżno starał się pozyskać jej sympatię, obdarowywał ją barwnymi sukniami z drogiej tkaniny z Sericum, jabłkami w lukrze i spisanymi w greckiej mowie wierszami na jej cześć. Nie pomagały też wymyślne ozdoby z szylkretu z Sinea, kości słoniowej z Nubii, Axum i Merunu, gdzie żyły ngoubou, obszyte gronostajowym futrem atłasowe płaszcze z Fryzji, bursztynowe nawęzy znad Morza Srebrnego, pachnidła z Arabistanu, szmaragdy z Pasma Gorynycza, wachlarze z pawich piór z Bharacji i Seylanu, a nawet ułożone do polowań białozory z Ultima Thule. Polanica, panna o sercu dumnym i hardym, dla której tylu junaków postradało życie, pokochała Jarogryfa dopiero wtedy, gdy ów zleciał z nieba wprost na jej podołek pod postacią zabiedzonej kukułki, ściganej przez ulewę i drapieżne ptaki. Wojowniczka zlitowała się nad ptaszkiem – ogrzała go pszytulając do piersi i zaniosła do swego zimownika na stepie, aby osuszyć go przy ogniu. Choć była twarda, pyskata i nieskora do sentymentów, teraz sama nie do końca wiedząc dlaczego, długo gładziła miękkie piórka kukułki, przemawiając do niej czule jak do dziecięcia. Gdy zaczęła się jej zwierzać, że w głębi duszy chciałaby być matką, ale nie może być, bo jeszcze nie spotkała junaka, który pokonałby ją siłą lub fortelem (nie należy tu brać pod uwagę pewnego wojownika i maga, który dostał się do jej chaty przez piwnicę za pomocą skonstruowanej przez Atlantów maszyny wiertarkowatej do podróżowania po podziemiach, bowiem techniką Polanica zwyczajnie gardziła, jako rzekomą sprawką sił nieczystych). Gdy tak, owa nieznająca strachu niewiasta żaliła się suchej już kukułce, przy akompaniamencie ulewy i trzaskającego ognia w kominku, ptak w chwili gdy uderzył piorun przybrał postać Jarogryfa. Dotychczas Polanica zagradzała jego zaloty niegodnymi damy przekleństwami, przy których zarumieniłby się niejeden szewc, a nawet wybijaniem zębów, teraz jednak poczuła, że go kocha – tak po prostu, za to tylko, że jest. Ona i Jarogryf w milczeniu wyszli za drzwi, nabrali w dłonie rozmoczonej ziemi i wobec Mokoszy: Wiążącej Stadła Małżeńskie, przysięgali sobie dozgonną miłość i wierność. Gdzieś w oddali rozległ się grzmot na znak, że Enkowie błogosławią nowożeńcom, ci zaś w mroku chałupy na wilczych skórach konsumowali swój związek. Jarogryf zabrał Polanicę na swój zamek, a rok później, gdy na nocnym niebie gwiazdy ułożyły się na kształt okrętu, urodził się im syn, który otrzymał imię Kukuł. Wsławił się dalekimi podróżami po odległych; dzikich i palonych Słońcem stronach, takich jak Ofir w Afryce, otrzymał przeto przydomek ,,Wyrajokrążca'' (Cuculus Orientopleusta).


*



Na Łysej Górze, albo jak podają inni autorzy na małej wysepce na rzece Tinerpie, w miejscu, gdzie na początku ery trzynastej król Kij, syn Rusa wzniósł gród Dendropolis, w czas przypadającego na pełnię Księżyca sabatu czarownic – tańce, hulanki, swawole. Wszystkiego tu nie powiem, po prostu dla przyzwoitości, bo nagie i bezwstydne niewiasty złej magii oddane, pijące czarne wino z trupich czaszek i ptaszące się z Čortami, dawały przykład sprośności. Jedna z nich imieniem Głubinia (Głuba, Głubczyca); gamratka wielce urodna, o skórze miękkiej jak atłas i gorącej jak kartofel wyjęty z ogniska, przyniosła wiklinowy koszyk pełen (wstyd to mówić!) świeżych i żywych męskich członków sromnych. Odjęła je z ciał ich właścicieli za pomocą sromotnej magii, a teraz z dumą pokazywała swój łup innym czarownicom, które pochylały się nad nim cmokając z ukontentowaniem.
- Cenne jest moje trofeum – rzekła Głubinia – ale nigdy się nie dowiecie jak bardzo, ha!
- No powiedz, Głuba, nie bądź tym co ryje! - nalegały jej koleżanki.
- Oto kiep samego grafa Jarogryfa Srebrnogórskiego! - wiedźma z nieukrywaną dumą ujęłą w dwa palce zakończone orlimi szponami, dorodny członek wijący się jak robak.
- Piękny – rzekła Kulcza, rudowłosa o maślanych oczach. - Chętnie bym go rozdeptała, słuchając z lubością jak pęka z trzaskiem pod mą stopą jak kiełbasa w ogniu, odgryzłabym mu napletek, albo cisnęła do ogniska, ażeby upokorzyć te wszystkie szowinistyczne, męskie świnie i ich Ageja, który każe nam tkać, prać, gotować, rodzić i niańczyć głupie i niepotrzebne bachory, podczas gdy zajęciem niewiasty wyzwolonej jest czcić Czarnoboga, czarować, latać na miotle, latać na miotle, odbierać krowom mleko, powodować poronienia i po opiciu się uzwarem nago tańcować przy Księżycu! - dodała mściwie, zaś Głubinia cofnęła rękę ze wstydem.
- Ja w to nie mogę uwierzyć – rzekła inna czarownica, Lasota z Bochni – wszak Jarogryf jest wielkim czarodziejem, pogromcą Čortów i straszydeł, on jest po prostu zbyt potężny, aby mogło go to spotkać.
- Już nie – rzekła Głubinia. - Założył rodzinę, spłodził syna, a jakiś czas potem stracił swe moce. Wyłysiał jak kolano i pogrążył się w tak strasznej apatii, że nawet najlepszy błazen Tirs – Ciaruszek nie zdołałby go rozśmieszyć. O! Teraz głosy w głowie mi mówią, że przed chwilą skonał, a ta jego żonka, Polanica, kazała wraczom otworzyć mu trzewia, by zobaczyć jego serce, a to było czarne jak rzyć Murzyna, hi, hi, hi! - czarownice wyły ze śmiechu.
Sabat trwał jeszcze długo, zaś na wyniosłym zamku Lamus, stara piastunka Kukuła mówiła do kucharki, kobiety z ludu tak jak i ona.
- Trza było zostawić czarodziejstwo czarodziejskim istotom, bo nie jest to zajęcie dla ludzi - ,,i miała rację'' głosi średniowieczna glossa w jednym z przechowywanych na Wawelu zapomnianych rękopisów.





Po śmierci Jarogryfa dla zamku Lamus nadeszły ciężkie czasy. Ze stepów semickich przybyły imperialne wojska Analekitów, w których żyłach płynęła krew olbrzymów, Hiramitów i koczowniczych Setytów z pustyń i zalała rusicką ziemię niby powódź. Analekici mający słonie, tarany, a nawet prymitywne działa z Sinea, oblegali zamek Lamus, któego nie chroniły już czary Jarogryfa i zburzyli go, po uprzednim dokładnym złupieniu. Polanica zmarła od licznych ran zadanych strzałami, przed śmiercią ubiwszy tuziny wrogów ciężkim toporem na długim trzonku.
Jej syn Kukuł przeżył jako jedyny z mieszkańców zamku uprowadzony jako niewolnik do Bard – abarduru; stołecznego grodu imperium Analekistanu. Razem z innymi słowiańskimi niewolnikami, któregoś dnia zabił w czasie uczty Bozdrasza; króla Analekitów i Mezdreusza; króla Hiramu, oraz czternastu szejków setyckich, którzy kazali Słowianom dla swej uciechy naciągać ciężkie łuki z bawolich rogów, należące niegdyś do olbrzymów. Junacy podpalili zamek Magaal, w którym służyli mordercom swych rodzin, po czym po wielu przygodach i potyczkach dotarli do Sklawinii. Przyłączyli się do powstania, na którego czele stał kniaź Złotomor i po trzech latach zmagań wypędzili najeźdźców. Kukuł Jarogryfowicz na nadanej przez zwycięskiego Złotomora ziemi postawił sobie dworzec, który wyposażył w trzy bramy; złotą dla władców, kryształową dla rycerzy i cynową dla prostego ludu. ,,Wszystkie hierarchie są niebiańskie – mawiał - jeno u Čortów wszyscy są równi''. Kukuł podobał się niewiastom. Był młody i silny, miał jasną cerę, długie włosy skręcone w złote loki, oczy zaś duże i niebieskie. Wybornie władał mieczem i łukiem, jeździł konno na rumaku o wypielęgnowanej, złotej grzywie i ogonie; umiał też układać pieśni, oraz polować na tury z Multanii i żubry z Madunii. Ujmował swoją dwornością i biegłością w ars amandi – miał wiele kochanek, co ukrywał przed innymi bojarami. Gnuśniał nie mając wroga, z którym mógłby walczyć. Lubiany i szanowany za swe chrobre czyny sprzed lat, zabijał teraz nudę odwiedzając cudze żony i równie namiętnie grając w karty – nową grę, która przybyła znad rzeki Nilus. Pędząc w ten sposób rok za rokiem, przysporzył sobie długów karcianych i wrogów – szukających pomsty carów, kniaziów i witezi, którym przyprawił rogi.
Z ich powodu opuścił Sklawinię w wielkiej niesławie i szukając przygód zawędrował aż do Ofiru w Afryce. Zaskarbił sobie łaskę króla Ormenazdara, który z niewolnego gladiatora, co rozdarł na arenie mangustę olbrzymią, uczynił Kukuła Wyrajokrążcę pierwszym z książąt, nadał mu herb przedstawiający złote oko na czarnym polu, obdarował stadami bydła i zastępami pięknych niewolnic. Jako książę Ofiru po latach spotkał jako przybysza innego Słowianina; ślepego Dziuka z Wieńca (Diuka Stiepanowicza). Powodowany jakąś dziwną płochością miast przyjąć go z należytą gościnnością, począł go nękać zmuszając do brania udziału w nikomu niepotrzebnych zakładach, które sam przegrywał. Karą za ich przegranie (dotyczyło to przeskoczenia konno rzeki i zwodów w to komu wystarczy ubrań do codziennego zmieniania) miało być ścięcie głowy, lecz zwycięski Dziuk z Wieńca za każdym razem darował mu życie. Gdy na tron w Ofirze wstąpił nowy król, nakazał opuścić swe ziemie wszystkim ludziom białej rasy, zabraniając im zabierać jakiekolwiek kosztowności. Kukuł Wyrajokrążca, niczym żyjący tysiące lat później pewien Analap, co przywiózł żonę z Bohemii, opuścił niegościnny kraj wozem zaprzężonym w woły, zaś wydrążone w środku koła napełnił złotem. Dmny z tego wyczyny zmienił sobie herb.





Opuścił Afrykę i udał się do Azji. Nad rzeką Hermos, w krainie obfitującej w złoto, poślubił miejscową królową Lidię, w której żyłach płynęła krew rusałek; pannę nie tylko urzekająco piękną, o twarzy jasnej jak Księżyc i czarnych włosach; długich a kręconych, ale i odważną, mądrą, sprawiedliwą i mądrą. Ona to została wybrana na królową po tym jak ubiła włócznią nękającego miejscowe plemię Lidów, mające swe osady między królestwami Karów i Myzjów, olbrzymiego zielonego węża o lwiej głowie. Potwór ten mieszkał w rzece i od czasu do czasu porywał ludzi i ich zwierzęta. Kukuł zostawszy królem, zasiadającym na tronie w założonym przez siebie grodzie stołecznym Sardes, zjednoczył okoliczne plemiona, a założone przez siebie państwo nazwał na cześć żony Lidią (Lidiya, Lidistan). Jako następca pozostawił po sobie syna Atyadesa, założyciela nowej dynastii, a gdy umarł śmiertelnie raniony na polowaniu na dzika, opłakiwały go wyłącznie niewiasty.







O Kukule Wyrajokrążcy jako o swym przodku i opiekunie z dumą opowiadał lidyjski król Krezus, od którego bogatszy był tylko Midas, władca Frygii. Sława po nim zachowała się długie wieki w Roxie i na Rusi, a nawet dotarła do uszu Mikołaja Reja. 





sobota, 12 grudnia 2015

Dziuk z Wieńca

,,Choć o tym się nie mówili
w Rosji, Wilnie, Kazachstanie, Gruzji
bakteriologiczną broń Sowieci
wytwarzali
by mordować mężczyzn, kobiety, dzieci
Alibekow to opisał – Kazach, co
programem tym kierował'' - ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy''




W zapadłej, otoczonej gąszczem lasów i bagien wsi Wieniec (Stefanos) w kurnej chacie mieszkał ślepy chłopiec. Nie widział już od urodzenia, przeto tajnym mu było jak cenny dar go ominął. Choć w gospodarstwie był jeno piątym kołem u wozu, niczym Ilja Muromiec do trzydziestego roku, ojciec i matka kochali go prawdziwie, bo nie za zdrowie, lecz mimo kalectwa. Chłopiec ów nazywał się Dziuk (Diuk, Dux), zaś w ruskich bylinach – Diuk Stiepanowicz. Niczym polski książę Bolesław – władca dzielnicowy miał długie włosy skręcone w złote pukle.





Gdy siedział na brudnym klepisku koło pieca, jedząc palcami twaróg z miodem, w izbie rozległ się głośny syk, jakby syczało całe gniazdo żmijowe. W stronę ślepego chłopca szybko niby mamba pełznął długi i gruby jak męska noga truś o skórze ciemnozielonej z antracytowym zygzakiem i wielkich kłach jadem ociekających, w imię jego w krywickiej pieśni przechowane brzmiało: Żmij. Los chłopca zdawał się przesądzony. Zdarzyło się jednak coś, co uznano za wspaniałą zapowiedź przyszłych czynów bohaterskich Dziuka. Ślepiec jakby jego słabą ręką kierował jytnas Ilja Muromiec, pochwycił maczugę swego ojca, której ten używał do polowań na dziki, po czym w przeciągu godziny zatłukł nią Żmija. Nie czuł się mężnym. Przeciwnie. Drżał i szczękał zębami, nie mogąc uwierzyć w swój wyczyn, a pot po nim spływał. Wielkie było przerażenie i radość mużyka Seforiusza; Dziukowego ojca i matki tego, z którego krwi po wiekach narodził się Bogdan Komoniaka; kniaź Krywiczów, co zginął w bitwie najeżony strzałami, przodek Stewajki i Longinusa Podbipiętów, gdy ujrzeli to co uczynił ich syn.
- Widzę, że sam Perun – Jarowit wybrał cię do wielkich rzeczy, mój synu – rzekł ojciec – bacz przeto, aby nie gardzić słabszymi od siebie jak czynią to wołszebnicy, ale z miłością bronić ich a służyć im, bo nawet największy mocarz ma Mocniejszego Pana nad sobą – mówił ojciec dumny z syna, klepiąc go po ramieniu.
Dziuk jednak rozpłakał się swymi zakrytymi bielmem oczami, po czym przytulił się do swej matki Korfeny z plemienia Cymbrów. Trzy dni później do Wieńca na krywickiej ziemi przybył srebrnobrody Stawłar, dziad na złotej lirze grający, którego głowa pełna była barwnych opowieści. Gdy na niebie ukazał się Księżyc wraz z gwiazdami, rataje wraz z żonami i dziećmi zasiedli przy ognisku, u stóp świętego dębu, dziad zaś ociemniały, lecz oczami serca widzący rzeczy zdawałoby się błahe, a nawet szkodliwe, a mimo to potrzebne, rozpoczął pieśń sławiącą to co piękne, dobre i prawdziwe.
- Pragnę śpiewać z minstrelami o Ślepowidza sławnych czynach – dziad trącał struny brudnymi, powykręcanymi palcami. Nad nim śpiewały gwiazdy, wtórowały im świerszcze wśród mokrych traw. Gdzieś w oddali zawył wilk. - Był ci on z rasy Lynxów – leśnych ludzi o głowach rysiowych, a był to lud prastary, mężny i silny, o bystrym wzroku kiej u rysia; zwierza co przenika wzrokiem swym ostrym drzewa i skały, a umiera z goryczy dar widzenia utraciwszy. Tak też i dla Lynxa – Rysianina wzroku utrata nieszczęściem jest straszliwym. Tymczasem przytrafiło się to w dziecinnych latach bohaterowi naszej pieśni. Stało się to za sprawą burej jaskółki; brzegówką zwanej, która oślepiła go swym kałem. Rysiański chłopiec otrzymał wtedy imię Ślepowidza; jego poprzednie okryła niepamięć – śliczna, złotowłosa Cymbarka, której krew płynie w żyłach Jeny ov Blackeyovej, złożyła puszystą główkę na piersi matki, zaczynając śnić o rzeczach pięknych. - Towarzysze jego zabaw wyśmiewali jego kalectwo, aż któregoś dnia pożarły ich dwa niedźwiedzie. Ślepowidz nie chciał tego, naprawdę nie chciał. Nie miał przyjaciół oprócz Urocha Raczyca; sześciorękiego człowieka, co jak Pociek przybył z dalekiej Bharacji i wierzył ponadto, że jego ojcem był wielki rak Estinus; król jeziora Synar w Burus. W Bharacji oprócz wielu innych dziwów, żyje też plemię ludzi; mężów i niewiast o sześciu rękach, przez niektórych uważani za bogów. Gdy Ślepowidz dożył dwunastej wiosny życia, razem z Urochem Raczycem, uzbrojony w topór i dębową tarczę ruszył do boju w obronie lynxyjskiej osady Ynańsk nad jeziorem Ynańska Lykanus przeciw hordom strzyg, kikimor i wąpierzy. Choć wzrok został mu odjęty, młody Lynx niby lew walczył dzielnie. Wroga lutego w dal przepędził, od księcia Ynańska naszyjnik ze srebrnych kłów otrzymał w dowód męstwa, wraz z sześciorękim Urochem i innymi wojami. Na pamiątkę jego czynów pojawiła się zabawa ,,Ślepowidz z toporem'' przez ludzi zwana ciuciubabką. Ten co Ynańsk prastary, przedludzki obronił, a na turnieju witeskim nad wielką rzeką Tinerpą zatajając swą ślepotę zwyciężył Ilję Muromca, Aloszę Syna Wołwcha, Sokolnika i sześćdziesięciu rycerzy z ludu Gotów, miał syna Jersołoda, który wyleczył ojca kładąc na jego oczy dar Juraty, a była to żółć Regulusa z Afryki; podobnego wężom potwora, który palił wszystko wokół siebie wzrokiem, tak, że żyć musiał na pustyni. Jurata pod postacią morskiej rusałki Lidy ubiła Regulusa przywołując ku niemu śpiewem potężne fale morza... - dziad zakończy pieśń i odłożył lirę
Chłopi z Wieńca wciąż trwali jeszcze w krainie marzeń, do której furtkę uchyliła pieśń, niektórzy z tych twardych, oswojonych z ciężką pracą ludzi, mieli nawet łzy wzruszenia w oczach. Jeden tylko Seforiusz uniósł w górę swego ślepego syna Dziuka i pokazując go innym gospodarzom, powiedział:
- On też będzie bohaterem – po czym wyjaśnił jak to Dziuk zabił Żmija.
Suty poczęstunek nie ominął dziada.


*




Ten, którego Roxowie nazywali Diukiem Stiepanowiczem miał młodszą siostrę Cymbarkę (Cimbarca, Simbarca). Swe imię otrzymała od matki Koryfeny na cześć celtogermańskiego plemienia Cymbrów znad Morza Srebrnego, którego była księżniczką. Koryfena, córka Erka Nerika, zawędrowała nad Veresinę, gdzie pojął ją za żonę chłop Seforiusz w siedemnastej wiośnie życia, kiedy u wybrzeży Burus rozbił się jej pozłacany okręt ,,Galaar'' w drodze na dwór księcia Chociesława VII w Nowym Grodzie Północy. Urodziwa Cymbryjka była przeznaczona na żonę dla władcy potężnego emporium handlowego, z którego pochodził Sadko. Jako jedyna ocalała z załogi. Błąkała się po puszczach i bagnach, korzystając z gościny rusałek i ludzi, aż zaszła do Wieńca na białoruskiej ziemi.
Cymbarkę lubiano nie tylko za rzadkie piękno, ale i za dobroć, łagodność, delikatność i wszelkie inne cechy właściwe płci niewieściej. Sam jej głos, który po wiekach odziedziczyła Jena ov Blackeyova serca radował.




Seforiusz zatrudniał jako parobka, chłopa o imieniu czy też raczej przydomku Charkotek (Khark). Miał on włosy czarne a kędzierzawe, siwizną przyprószone, twarz ogorzałą, jakby małpią, nos podobny do kartofla, czy bezmyślne. Kiedy Charkotek zamieszkały we wsi Łada na ziemiach późniejszej, analapijskiej prowincji Mazivy, był dużo młodszy i dopiero co odziedziczył po ojcu gospodarstwo, w drodze powrotnej natknął się na Homen, czyli orszak widm, demonów i straszydeł służących Zarazie. Pochwyciły pijanego włościanina i grożąc śmiercią jego młodej żonie, wymogły na nim, by tak jak one przyłączył się do dzieła rujnowania ludzkiego zdrowia. Dostał worek, z którego niewidzialny rozsiewał choroby – te niezbyt groźne, objawiające się kaszlem. Jednak głupi kto pokłada ufność w słowach Zarazy; córki Mar – Zanny. Machając czerwoną chustką sprowadziła śmierć na piękną Choćkę o złocistych włosach; Charkotkową żonę i jej dziecię. Chłop, przerażony i wściekły, gdy tylko się o tym dowiedział; wyrzucił wór z chorobami do oparzeliska, po czym zrozpaczony uciekł jak najdalej na wschód. Gonił go Czarny Pies Zarazy uzbrojony w kosę. Byłby zabił Charkotka, gdyby nie nadjechała na jednorożcu Dziewanna Šumina Mati, niezrównana łuczniczka, której towarzyszyła jej córka, groźna suka Żweruna trzymająca zębami pochodnię. Pod tej przygodzie biedny Charkotek udał się do Wieńca, szukać pracy. Jednak Licho na prośbę Zarazy rozpuściło plotki o tym, że był siewcą chorób; to zaś nie przysporzyło mu zaufania. Jeden tylko Seforiusz, Dziukowy ojciec, nie wierząc Stugębnej Famie, przyjął nieszczęśnika na parobka , ten zaś odpłacił mu wiernością, ciężką, rzetelną pracą i dobrocią jaką okazywał ślepemu chłopcu. Cymbarka i Charkotek byli jedynymi przyjaciółmi Dziuka; inne gospodarskie dzieci unikały go, bo jak mówili ich rodzice ,,został ukarany kalectwem, za to, że jego matka współżyła cieleśnie z psotnym duchem Przeleśnikiem, co przemierza świat na zielonopiórych skrzydłach i doprowadza niewiasty do wyczerpania swą chutliwością''. Było to kłamstwo. Minęły lata i Charkotek poślubił Cymbarkę. Seforiusz i Koryfena, aby to uczcić wyprawili wspaniałe wesele, na które przybyli żebrzący kudesi z kąciny Boruty, liczni grajkowie, rusałki, wodniki, Lynxowie, Neurowie, bogaci i biedni gospodarze, parobkowie, dziewczyny i dzieci. Na stole królowało tuczne prosię z pieczonym jabłkiem w ryju, wielkie kołacze i korowaje, tak kolorowe, że aż oczy bolały, oraz miód, wódka, a nawet wino zakupione u greckich kupców. Jeden tylko Dziuk pozostawał smutny, bo nie miał pomysłu czym obdarować nowożeńców.


*

,, […] Chiram przysłał dla tych okrętów swoich poddanych, żeglarzy znających morze, [aby pływali razem] z poddanymi Salomona. Udali się [oni] do Ofiru, zabrali stamtąd czterysta dwadzieścia talentów złota i przywieźli królowi Salomonowi'' – 1 Krl 9, 27 – 28



Ofir (Ofirus, Ofirstan) jak podają ,,Manuskrypty Pnakotyczne'', leżał w głębi Afryki, daleko na południe od Nubii i Axum, zaś na ziemiach, które niegdyś zajmował powstało Wielkie Zimbabwe. Sąsiadował ze sławnym, czarnym królestwem Sulu, które wydało zdających się nie znać strachu, głodu czy bólu wojowników i srogich władców, z pustyniami Namby, gdzie lud !Kung – san porozumiewający się mlaskaniem, a powstały ze zmieszania plemion czarnych i żółych, żył w strachu przed ognistym olbrzymem Demogorgonem Nienasyconym, czarnymi królestwami Sotho i Savizi, oraz z dziesiątkami innych, pomniejszych krain. Miał również dostęp do Oceanu Wyrajskiego, potężną flotę wojenną i handlową, kolonie na wyspach Malgalesio, na Molukach, w Bharacji i w Adenie (Adenistan). Królowie Ofiru prowadzili nawet wojny morskie z Egiptem, Kartaginą, Mu, Lemurią, Sundą i Atlantydą.
Najwyższym szczytem była Góra Arbora (Drzewiasta), pokryta wiecznie zielonym lasem śpiewających drzew, znajdująca się w zamieszkanym przez goryle paśmie Garerö. Ofir obfitował w rzeki (Sambesi, Limpe – papaja, Acraputra, Mitroputra, Palezi, Mamba – bambara, Bilboga, Burbunda, Sampalinputra, Patalimira, Orbiega, na rubieży północnej – Kongo), jeziora (Niasa, Jezioro Smocze, Jezioro Białe, Jezioro Czarne, Malba, Mona – göłaga, Gorbuga, Pulda, Mancu – zulca), oraz leżące na północy królestwa największe mokradła ówczesnego świata (Słoniowe Bagno, Estuarium Magnum, Błota Ludojadów).
Z Ofiru, w darze dla króla Salomona, przez Słowian zwanego carem Salomonem Mądrym i dla Balkis – Michaldy; królowej Saby; krainy ciągnącej się od Jemenu po Abisynię, oprócz kości słoniowej, hebanu, małp, papug i pawi, szeroką strugą płynęły złoto, srebro i platyna, miedź, cyna, perły z Maladavy i Lakszadiwów, diamenty, opale, rubiny, szafiry, szmaragdy, topazy, ametysty, turkusy, karbunkuły, korale z Adenu, a także skóry złocistych panter, mające jakoby moc uzdrawiania rogi nosorożców, szylkret z Moluków, mirrę i kadzidło z Arabistanu, czarnych niewolników z podbitych plemion, przyprawy, oraz opium, które zgubiło nieszczęsną Julię Rzymską, żonę Kraka, królową Analapii.
Ofir porastały gęste puszcze, oraz sawanny. Miejscowe, spisane hieroglifami na pergaminie encyklopedie wspominają min. o narkotycznych kwiatach lotosu – od czarnych do sinych, poprzez szkarłatne i złote, o Pinoxie – rosnącej w ogrodzie chramu boga Bulka sośnie, która pożerała ludzi i zwierzęta, o innych mięsożernych drzewach, bluszczu – dusicielu dzieci, fidze, której pnącza dusiły drzewa, muchołówkach chwytających małpy i ptaki, olbrzymim krzewie z Malgalesio, któremu składano ofiary z dziewic, gruszy, której owoce świeciły w mroku nocy jak małe księżyce, oraz setkach innych, bardziej zwyczajnych jak ryż, sorgo, proso, baobaby, akacje, palmy rodzące banany i kokosy.





Jeszcze liczniejsze i bardziej różnorodne były zwierzęta jak chociażby lwy, pantery, gryfy, słonie, smoki, bazyliszki, olbrzymie mandryle i pawiany, pożerające ludzi goryle o siwym futrze, mahamba – długie na 15 metrów krokodyle z bagien północnych, mokele – mbembe; taplające się w błocie roślinożerne jaszczury o długich szyjach i ogonach, kongamoto – napastliwe wobec ludzi jaszczury o długich dziobach i błoniastych skrzydłach, gnieżdżące się nad wodą, jednorożce, czarne słonie (jeden z nich imieniem Tore był czczony jako bóg przez Bambutów), nosorożce trójrogie, albo o jednym rogu, czarne pytony dorastające do 42 metrów, olitiau – nietoperze tak wielkie, że mogące polować na ludzi, mngvy, afrykańskie orangutany i nietoperze – wampiry, nienaturalnie wielkie węże, jaszczurki i żółwie, czarne i czerwone mantykory, leofontony przez Słowian zwane ,,lwitrutami'', żurawie mogące unieść na swym grzbiecie dorosłego człowieka, pegazy z gór Rufansa, jednorogie zebry, żyrafy modre, wobo i nieprzeliczone rzesze innych.
Ludzie nie byli jedyną rasą rozumną zamieszkującą Ofir. Feniccy żeglarze, poddani króla Hirama (Giramus) , założyciela pierwszej loży od czasów zniszczonego przez potop Bractwa Czcicieli Rykara, pisali w swych pamiętnikach o napotkanych w dużej ilości włochatych, leśnych karłach Agogve, Kynokefalach, Akefalach, Centaurach, Papagajach – przybyłym z Moluków plemieniu ludzi o głowach papug zwanych ara, skrzatach Pigmejach toczących wojny z żurawiami, olbrzymach i Cyklopach z Sulu, czarownicach, których rydwany ciągnęły hieny, syrenach i tym podobnych istotach.





Ludność Ofiru stanowili Murzyni z rządzącego plemienia Kafrów, a także ludy Vantu, Sutoma – partuša, Bemboto, Beczuanowie, oraz leśne karły – Bambutowie. Stolica mieściła się w grodzie Arkud (Kudu) pełnym kapiących od złota pałaców i wież z kości słoniowej. Inne wielkie miasta (najmniejsze z nich było siedmiokrotnie większe niż obecne Mexico City) to Picara, port Fuldag (jego zabytkiem były prowadzące do Oceanu schody ze srebra), Fulbe, Parekore, Corum i Bimaldi. Ofir został założony w VIII wieku ery XII przez króla Fičar – parekiego I. Po wyjątkowo krwawej wojnie domowej, zwanej Wojną Dwóch Leopardów, tron objęła dynastia Arpaconów, królestwa zaś stało się mocarstwem równym przedpotopowej Tassilii i chrześcijańskiemu królestwu Księdza Jana. Ofir prowadził wówczas handel nie tylko z Fenicją i królestwem Salomona, ale nawet z Sinea i chanatem Sybir – Tartarów. Ostatnim królem był żyjący w erze trzynastej Pułomba XII. Po jego śmierci Ofir rozpadł się na setki i tysiące krajów, które pogrążyły się w Wiekach Ciemnych.


*

- Takiego prezentu tośmy się nie spodziewali! - błyskając białymi jak perły zębami mówiła złotowłosa Cymbarka z Wieńca. Dziuk zabrał ją i jej męża Charkotka w wymarzoną podróż do Afryki, w podróż niebezpieczną, lecz jakże ekscytującą! Choć ślepy nauczył się walczyć każdym rodzajem broni, oprócz łuku, a dzięki wyostrzonemu słuchowi stał się niemal równie groźnym co widzący wojownicy. Upodobnił się do Ślepowidza; bohatera swego dzieciństwa. Nabrał siły i odwagi, tak, że dusił lwy i szare małpy – ludożerców. Przy nim i Charkotku, Cymbarka mogła czuć się bezpiecznie, zaś przeciw wszelkim zjadliwym chorobom, które zapewniły Afryce sławę ,,grobu białego człowieka'' chroniły medykamenty zakupione u wraczy i znachorów z chramu Złotej Baby w grodzie Leczycy. Cała trójka udała się do królestw Kuba, gdzie władał tyran Kastrek i Luba, gdzie urodziły się dzieci Charkotka i Cymbarki – Bożeń, Władybor, Zarzyczka i Mopka. Gdy podrosły, udały się razem z rodzicami i ślepym Dziukiem w dalszą drogę, do Ofiru gdzie jak wieść niosła, jeszcze nigdy nie stanęła stopa Słowianina.





W kraju tym wędrowcy spotkali plemię Onokefali – potomków olbrzyma Seta, który władał pustynnymi burzami. Byli to czarnoskórzy luzie o oślich głowach – lud pokojowo nastawiony, pożywiający się głównie ostem, gościnny i uparty. Nie byli głupi jak powiadali o nich ich złośliwi sąsiedzi oraz liczni podróżnicy. Choć Onokefale żyły w biedzie, ugościły przybyszów z dalekiej Sklawinii serdeczniej niż niejeden człowiek, częstując ich mięsem specjalnie zabitego na tę okazję lwa, po którym miało się ochotę ryczeć.
Po przybyciu do Arkudu – grodu stołecznego królestwa Ofiru, gdzie zasiadał na kapiącym od złota i drogich kamieni tronie król Ormenazdar, Dziuk wraz z drużyną, przekonał się, że już wcześniej był tu Słowianin – junak Kukuł Wyrajokrążca, sługa króla. Przybył do Afryki z ziemicy, zwanej w późniejszych czasach przez Solimów – Rosz (Rox). Mąż to był silny, biegły w robieniu mieczem. Do Ofiru dostał się jako niewolnik schwytany przez plemię Boma i przeznaczony do walki na arenie w stolicy. Ofirscy kronikarze i autorzy pamiętników opisywali jak gołymi rękami rozdarł mangustę olbrzymią – bestię wielkości tygrysa, zdolną zabijać słonie, o ludziach nie wspominając. Słowianin z Rosz otrzymał za ten czyn wolność, z czasem zaś wspierając króla Ofiru w odpieraniu ataków Sulu i Cyklopów został księciem.
Gdy spotkał Dziuka z Wieńca, ekscytowany jakąś płochą chęcią nie wiadomo czego, począł robić z nim zakłady, w których stawką miało być ścięcie głowy pokonanego. Kukuł szydząc z ubóstwa Dziuka, samowolnie go uwięził, po czym kazał, by ten każdego dnia miesiąca zakładał nową ozdobną szatę. Cymbarka rozpłakała się; jej dzieci również. Nawet Charkotek choć mężczyzna, był słaby, smutny i bezradny. Na szczęście od momentu opuszczenia Wieńca, Dziukowi służył wierny i znacznie mądrzejszy niż to bywa u koni, rumak Burka Wieszczy, podzwaniający w biegu złotymi nawęzami przeciw ukąszeniom muchy tse – tse. Cymbarka uczona w dziecięcych latach przez matkę pisma tinezyjskiego, napisała na karcie pergaminu list do Dziewanny Šumina Mati, czczonej przez wszystkie plemiona Słowian, z prośbą o dostarczenie potrzebnych ubrań. Burka Wieszczy pomknął jak wiatr, nie raz i nie dwa wymykając się lwom, aż dobiegł do Rokitnickiego Sioła – położonej wśród lasów i bagien siedziby Boruty i Leśnej Matki. Powrócił z dwoma workami ozdobnych szat. Gdy obaj junacy rozpoczęli realizować zakład, po czasie okazało się, że Kukuł Wyrajokrążca, książę Ofiru, choć bogatszy od Dziuka, wyczerpał swój zapas ubrań. Zgodnie z warunkami umowy, musiał teraz dać głowę pod topór. Był gotów to uczynić, lecz Dziuk, po części dlatego, że nie chciał, aby w dalekim Ofirze myślano, że Słowianie nie umieją żyć ze sobą w zgodzie, wyprosił darowanie życia dla wnuka Ilji Muromca i byłego gladiatora. Kukuł zachował głowę, lecz otrzymał surową naganę od króla Ofiru. Niestety niewiele go to nauczyło, bo znów wyzwał Dziuka na pojedynek – tym razem miała spaść głowa tego kto nie przeskoczy konno rzeki Porkor. Dumny zabijaka z Rosz i tym razem przegrał zakład, jednak i tym razem Dziuk z Wieńca darował mu życie. W końcu ten, którego ojciec brał na siebie ptasią postać, zrozumiał swój błąd i podczas wydanej przez siebie uczty prosił o wybaczenie swych współplemieńców, których choć nie znał, dla głupiej fantazji potraktował jak wrogów. Jednak jego zamiłowanie do burd i hazardu, oraz do uwodzenia niewiast zemściło się na nim. Został bowiem wygnany z Ofiru po śmierci króla Ormenazdara przez jego syna Afkulika I. Kukuł Wyrajokrążca opuścił Afrykę i udał się do Azji, gdzie założył królestwo Lidię (Lidistan).


*

Od jakiegoś czasu, Ofir przestał być przyjaznym miejscem dla cudzoziemców. Nowy król; młody i energiczny, w przeciwieństwie do swego starego, zapijaczonego i rozwiązłego ojca, myślał o naprawie państwa. Dał jednak posłuch złym doradcom; tak jak później Atamras – król Sarmatów, co skutkowało edyktami wypędzającymi najpierw Bambutów, potem Giptów, Egipcjan, Libijczyków, Arabów, Turańczyków, Sumerów, Solimów, Fenicjan, Greków, oraz wszelkie inne obce nacje, w tym Słowian. Tak to Afkulik pierwszy tego imienia stał się tyranem. Dziuk z Wieńca wraz z rodziną Charkotka opuścił Ofir, strącając proch z nóg na jego rubieży, po czym wszyscy udali się na północ w stronę Europy.
- Dobrze byłoby nam znów ujrzeć rodzinną wieś, nasz Wieniec – rzekł Dziuk.
Cymbarka i Charkotek również serdecznie zatęsknili za osadą, w której żyli ich bliscy, gdzie spędzili tyle lat życia, gdzie pragnęli umrzeć, a której nie widzieli tak długo. Ich dzieci urodziły i wychowały się w Afryce. Nigdy jeszcze nie widziały Sklawinii, smaganej śnieżnymi zamieciami, pełnej lasów, stepów i bagien ziemicy Rosz, jak nazywali ją poddani Salomona i Hirama, za to, choć duże, popłakiwały z żalu za utraconymi przyjaciółmi z Ofiru. Bożeń; młodzieniec zwyciężający Sulusów, lwy i lamparty opłakiwał urodziwą Lexavę z Harp – apozad, którą wielce miłował, wiedział bowiem, że już jej nie zobaczy, dopóki świat się nie odmieni.





Nagle – Burka Wieszczy wiozący Dziuka stanął jak wryty, po czym zgiął kolana niby wielbłąd. Dziukowi towarzysze padli na twarze, bo ujrzeli zawieszony w powietrzu złoty róg, adorowany przez klęczące Mokoszę, Korę – Pokrowę, Wiosnę o bocianich skrzydłach i Dziewannę Šumina Mati z kołczanem pełnym strzał, przewieszonym przez plecy. Z rogu wylewała się krew, a była to krew Teosta Cara – Słońce.
- Czy pragniesz widzieć? - spytała Kora.
- Jak niczego w świecie – odparł Dziuk, na co Leśna Matka nabrała świętej krwi wcielonego Swaroga na koniec złotej strzały, wykutej przez Hiperborejów i dotknęła nią zakrytych bielmem oczu.
Dziuk przejrzał i wielka była jego radość, a i wdzięczność niemała, która napełniła również serca jego przyjaciół. Cztery królowe dyskretnie usunęły się w cień, a z nimi życiodajny róg.
- Teraz to już tylko trzeba do szczęścia, aby ojciec i matka dowiedzieli się o moim uzdrowieniu! - zawołał radośnie Dziuk z Wieńca i podkręcił sumiastego wąsa.



,,Powiadają starcy siwi jak gołębie, że z rodu Diuka Stiepanowicza, oprócz krywickiego kniazia Komoniaki, wyszedł również św. Longinus, soldatus romanus, który odzyskał wzrok, uleczony krwią z boku naszego Pana, Jezusa Chrystusa, Boga Jedynego i Prawdziwego'' - ,,Codex vimrothensis''