,,Przez moment mogli wpatrywać się w oblicze Chrystusa, które było zupełnie inne niż zazwyczaj - mogli w Nim zobaczyć Boga. To doświadczenie było tak niezwykłe, że Piotr porwany zachwytem, chce budować namioty dla Chrystusa, Mojżesza i Eliasza. Głos Ojca jest przypomnieniem ich życiowego zadania na tę chwilę - mają Go słuchać. To przedziwne spotkanie ma ich przygotować na przeżycie razem z Nim bolesnego momentu Męki.
Maryjo, życie człowieka również często biegnie od przysłowiowej góry Tabor do Kalwarii i z powrotem. Radosne doświadczenia bliskiej obecności Boga mają mnie przygotować na godne i owocne przeżycie tych chwil, kiedy wydaje mi się, że mnie opuścił. W tych momentach zapominam, że jest najbliżej mnie, bo cierpi w moim wnętrzu. Uproś mi siłę na te chwile'' - ks. Henryk Lachur SCJ ,,Różaniec z Maryją. Nowe rozważania różańcowe''
niedziela, 6 sierpnia 2017
Przemienienie Pańskie
sobota, 5 sierpnia 2017
Oniricon cz. 324
Śniło mi się, że:
- w szpitalu psychiatrycznym miałem świadomy sen, a potem się obudziłem, aby po raz czwarty obejrzeć ,,Conana Barbarzyńcę''; razem ze mną był Andrzej Sapkowski i jakiś włóczęga, który proponował mi, abym rozebrał się do majtek, a wtedy przyszła po mnie Mama, aby mnie zabrać,
- razem ze Sławomirą lubiącą wulgarne żarty o lekarzach przejeżdżałem samochodem obok budynku z pomarańczowej cegły na szczecińskiej starówce, mijał nas żółty samochód, a ja proponowałem kierowcy, aby go staranował myśląc, że jedzie nim biskup popierający PiS, gdy kierowca odmówił, z gniewu zacząłem żuć prześcieradło, UWAGA: To tylko sen, na jawie jestem katolikiem i nie namawiam do przemocy wobec żadnej ze stron biorących udział w politycznych waśniach jakie mają miejsce w Polsce,
- znalazłem się w zakrystii gdzie szukając Mamy natknąłem się na zakonnicę, tymczasem w kościele zaczęła się już Msza Święta,
- w ogrodzie Różanka w Szczecinie, Conan pokonał Dzikiego Cyklistę - ludożerczego upiora jeżdżącego na rowerze i kazał mu zjeść swój rower po kawałku, a patrzące na to, ubrane na biało rusałki w wieńcach z róży biły brawo (wymyślone na jawie pod wpływem prawdziwego wydarzenia),
- w czasie podróży dookoła świata Kagan i Jena ov Blackeyova przybyli do Puntu w Afryce, gdzie przyjęła ich na audiencji królowa Waris Wielka; odpowiednik Waris Dirie w Świecie Dziesięciu Kontynentów (wymyślone na jawie),
- razem z Mamą szedłem przez podwórko gdzie zobaczyłem małego chłopca palącego marihuanę, prosiłem Mamę, aby go powstrzymała, lecz dzieciak zareagował agresją,
- byłem nad morzem gdzie Voytakus ov Viernitis pracował jako latarnik poświęcający się studiom nad ,,Mistrzem i Małgorzatą''; skojarzył mi się z Lucyferem; oglądałem stare, polskie książki z XIX - wieku opowiadające o wilkołakach,
- w zamierzchłych czasach Eskimosi mieli własne państwo - Republikę Doker i wówczas to powstał mit o Sednie,
- w równoległym świecie zwanym Cudomirią znajduje się kraj Mambolandia, gdzie dominującą religią jest voodoo, a ustrojem matriarchat; władzę sprawują tam mambo - kapłanki voodoo (wymyślone na jawie),
- Maria Sokołowska ujrzała w Sejmie kłócących się polityków i za pomocą różdżki zamieniła ich w cietrzewie i wypuściła do lasu, a wdzięczni Polacy koronowali ją na królową Polski (wymyślone na jawie),
- w Westeros czczono dwie boginie o imieniu Anna; jedna z nich nosiła niebieską suknię, a druga żółtą.
czwartek, 3 sierpnia 2017
Na opozycję totalną
,,Leżą, kwiczą, szlugi palą,
Ledwo Polski nie rozwalą!
Heil Soros i do przodu!
Wałęsa rozparł się jak basza,
'Dowalcie Kaczorowi''! - woła,
Śmieszy, tumani, przestrasza''.
Oniricon cz. 323
Śniło mi się, że:
- borsuki i jenoty nie boją się ludzi i dają się głaskać; zimą miałem w domu borsuka, z którym się bawiłem, ale też obawiałem się, że uszkodzi ścianę pazurami,
- zasiadłem do śniadania wielkanocnego z Babcią i wujostwem, a potem przeniosłem się do odciętej od świata wsi, aby tam wziąć udział w obchodach Nocy Kupały; w owej wsi żyły prehistoryczne, 20 - centymetrowe karaluchy i odwiedzali ją ,,mędrole'' - mądrz miastowi, którzy szerzyli cywilizację, w szafie zobaczyłem zabawkę - stwora o długiej niebieskiej sierści, który mówił do mnie,
- późnym wieczorem Pavlas ov Vidłar zabrał mnie do ogrodu Różanki w Szczecinie, a ja chciałem wracać do domu, bo już robiło się późno, lecz Pavlas nie chciał mnie puścić, wówczas w Różance pojawiła się Mama i zabrała mnie; potem przeniosłem się do domu Pavlasa, gdzie ujrzałem jakieś książki i czasopisma, potem razem z Mamą byłem w czymś co przypominało centrum handlowe i jakaś starsza kobieta o długich, szarych włosach ewakuowała się stamtąd, a Mama musiała poczekać,
- byłem w zapadłej wsi, gdzie w czasie przedstawienia kobieta przebrana za mamunę łaskotała dziecko, a te łaskotało ją,
- w mojej mitologii na świecie żyła niegdyś rasa drewnianych pajaców, których najlepiej znanym przedstawicielem był Pinokio,
- Geralt początkowo miał rude włosy i wąsy i służył Stanisławowi - królowi Włoch, który razem z dworakami jadł solony karmel z orzeszkami ziemnymi; król za radą złego dworzanina, wysłał Geralta w przyszłość, aby tam walczył z duchem Gostkiem - swoją podstarzałą wersją; Geralt zabił Gostka, lecz przejął niektóre jego cechy - posiwiały mu włosy i stracił wąsy, potem wrócił do swoich czasów i na przystanku tramwajowym w Szczecinie wyszedł mu na spotkanie król Włoch, któremu Geralt powiedział, że ,,nie należy nocnej ryby przyrządzać w dzień'', a król pożałował, że posłuchał złej rady,
- Sławomira surowa skrytykowała mój sen o Konradzie T. Lewandowskim zarzucając mi nieznajomość biologii,
- pewien chłopiec odnalazł swojego ojca, który był elfem i przywitał syna w języku elfickim,
- narzekałem w Internecie na uchodźców, którzy noszą ciężkie toboły zabierające ludziom miejsce do poruszania się,
- tłumaczyłem chyba Pavlasowi ov Vidłarowi, że choć polscy górale przypominają Słowaków są to całkowicie odrębne narody,
- łakoma nimfa wyjadała z wielkiej kadzi sos tzatziki, w którym było nasienie szefa kuchni i od tego zaszła w ciążę i urodziła syna; herosa Cacyka (wymyślone na jawie).
wtorek, 1 sierpnia 2017
Endless August
,,Pijaństwo jest dobrowolnym obłędem’’ – Seneka
Dziś
kiedy rozpoczyna się kolejny sierpień, przypada kolejna rocznica
bohaterskiego powstania warszawskiego z 1944 r. kiedy to Polacy po
raz kolejny w swych dziejach woleli zginąć niż żyć na kolanach.
Niezależnie jak ocenić skutki powstania i to czy było nieuchronne
(pojawia się tu determinizm historyczny jakże częsty w
historiografii marksistowskiej), jego uczestnicy walczyli z wielkim
męstwem w słusznej sprawie i już za samo to należy im się
ogromny szacunek.
W
zaczynającym się dziś miesiącu, Kościół katolicki, do którego
należę, również wzywa Polaków do walki o wolność. Trzeba
bowiem wiedzieć, że o wolność, Polak może walczyć nie tylko
przeciw bolszewikom, hitlerowcom, komunie, przeciw Merkel, Sorosowi,
Schulzowi, Timmermansowi, Macronowi, Tuskowi i Putinowi, ale też
przeciw naszym nieszczęsnym wadom narodowym. Jedną z nich, widoczną
gołym okiem jest nadużywanie alkoholu.
Niezależnie
czy to się komuś podoba czy nie, jestem abstynentem. Unikam jak
ognia nie tylko alkoholu, ale też papierosów, narkotyków,
dopalaczy, zaś leki biorą tylko wtedy gdy lekarz każe i wcale nie
jest to przyjemne. Wstręt do picia miał u mnie miejsce już w wieku
przedszkolnym, kiedy to myślałem, że jak pijak umrze i zostanie
pochowany to zawarty w jego ciele alkohol zatruje ziemię (bardziej
racjonalne argumenty przeciw piciu znajdzie Czytelnik w dalszej
części posta). Jako małe dziecko w latach 90 – tych XX wieku
byłem z Babcią w odwiedzinach u wujostwa, kiedy to pijany wujek
wyzywał ciocię od ,,francy''
i nawet wyrywał jej włosy z głowy, a ja byłem tym przerażony.
Parę lat później, we wczesnych latach szkoły podstawowej, u tej
samej cioci przez pomyłkę zamoczyłem wargi w stojącym na stole
kieliszku wódki, myśląc, że to woda. Smakowało obrzydliwie i
nigdy więcej nie próbowałem. W trzeciej klasie gimnazjum
świadomie,
dobrowolnie i nieodwracalnie postanowiłem, że nie będę pił
alkoholu nawet w umiarkowanych ilościach (są niestety tacy co za
,,umiarkowaną
ilość''
potrafią uznać pół litra – sic!), palił papierosów, ani brał
narkotyków, nawet gdyby miały zostać zalegalizowane jak w
Holandii. Obiecałem to Maryi chcąc Jej dodatkowo dobrowolnie
wynagrodzić za grzechy pijaństwa (przypominam, że istnieli
święci, którzy się biczowali i nosili włosiennicę, przy ich
praktykach pokutnych, moja abstynencja nie jest dla mnie żadnym
umartwieniem, przyznaję jednak, że przynosi korzyść duszy i ciału
;). Można powiedzieć, że dla mnie sierpień trwa cały rok (stąd
tytuł posta znaczący po angielsku ,,Niekończący
się sierpień'').
1
Co ciekawe pewien znajomy katolik, który z racji wyznawanej religii
powinien zrozumieć i uszanować moją religijną motywację
pozostania abstynentem, jakoś nie potrafił jej ani zrozumieć, ani
uszanować :( (tak na marginesie uważam, że gdyby Polska naprawdę
miała być katolickim państwem wyznaniowym, jak twierdzą
przeciwnicy Kościoła, to w sierpniu zaprzestano by emisji reklam
alkoholu). W wakacje 2003 r. napisałem dostępną na tym blogu
trylogię fantasy ,,Pawlaczyca'',
w której przeplatają się wątki z ,,Gwiezdnych
Wojen'',
,,Chłopów'',
,,Mistrza
i Małgorzaty'',
,,Biblii'',
mitologii słowiańskiej i jeszcze paru innych źródeł. Umieściłem
tam liczne wątki antyalkoholowe jak np. ukazanie negatywnych skutków
pijaństwa (np. ,,trzeźwy
inaczej''
Pan Sołtys całujący krowę, Kowal zabijający konia i biegający
nago po lesie, Szewc, który zniszczył buty i pobił żonę, Drwal,
który porąbał ule siekierą i zginął pożądlony przez
pszczoły). W tej powieści karczmarz Żyd widząc, że chłopi z
tytułowej wsi Pawlaczyca nie potrafią pić kulturalnie i
umiarkowanie uznał, że lepiej, aby nie pili wcale i całkowicie
dobrowolnie zrezygnował ze sprzedaży alkoholu w karczmie noszącej
wdzięczną nazwę ,,Chlew
Pijacki''.
Z kolei Pan Sołtys dzięki modlitwom Księdza Dobrodzieja wprowadził
we wsi prohibicję (tak, wiem, że w rzeczywistym świecie prohibicja
w USA poniosła klęskę, ale przecież na kartach powieści fantasy
można pomarzyć ;). Ponadto pisząc ,,Pawlaczycę''
umyśliłem sobie wprowadzić do polskiej literatury wesele
bezalkoholowe (efekty może Czytelnik zobaczyć w poście ,,Typowe
polskie wesele''
;). Również na swoje osiemnaste urodziny w 2004 r. nie wypiłem ani
kropli alkoholu, lecz nie żałuję tego. W 2005 r. byłem w szpitalu
psychiatrycznym na ul. Broniewskiego w Szczecinie. Od tego czasu
lekarze przepisują mi leki psychotropowe (żeby było jasne; biorę
je wyłącznie dlatego, że lekarze każą i tylko w takich ilościach
jakie zalecają; nie jestem lekomanem i nie muszę chyba mówić, że
swoich pomysłów literackich nie zawdzięczam lekom, ani innym
używkom, a jedynie bujnej wyobraźni i licznym lekturom). Owe leki
są kolejnym argumentem, aby nie pić alkoholu, ponieważ ich
połączenie mogłoby być dla mnie zabójcze. W szpitalu przebywał
ze mną pewien alkoholik, człowiek głęboko nieszczęśliwy. Czy to
takie dziwne, że nie chcę podzielić jego losu? Kiedy w latach 2005
– 2010 studiowałem historię na Uniwersytecie Szczecińskim
również nie piłem alkoholu ani nie brałem narkotyków, na przekór
krzywdzącym stereotypom mówiącym, że każdy student to wiecznie
imprezujący pijak i narkoman. W 2007 r. byłem z Mamą na sylwestrze
bezalkoholowym w Szczecinie i brak napojów wyskokowych nikomu nie
przeszkodził w dobrej zabawie. Przyznaję, że denerwują mnie
liczni pijacy, wbrew zakazom wlewający w siebie piwo lub wódkę w
komunikacji miejskiej i na dodatek zostawiający po sobie puste
butelki i puszki na siedzeniach (,,Kiepscy
tu byli''
– komentuję to żartobliwie). Na studiach próbowałem im zwracać
uwagę, traktując to jako swój obywatelski obowiązek, lecz z
marnym skutkiem. Ok. 2010 r. mój przyjaciel, który jest fajny, lecz
niestety nie grzeszy asertywnością, dał się namówić koledze na
pół butelki rumu, co zarówno z powodu ilości trunku, jak i brania
przez niego leków, skończyło się utratą przytomności i wizytą
w szpitalu. Irytuje mnie też to, że nieraz musiałem się gęsto
tłumaczyć różnym osobom ze swojej abstynencji, a nawet pytano
mnie czy się nie wstydzę mówić w autobusie, że nie piję (sic!),
jakby to wstrzemięźliwość, a nie nieumiarkowanie była powodem do
wstydu :(.
Ludzie,
którzy namawiali mnie do picia często sięgali po ,,argument'', że
jakoby picie alkoholu jest moim … obowiązkiem patriotycznym (!)
nie chcąc wiedzieć, że prawdziwym patriotą nie jest ten kto
pielęgnuje wady narodowe, ale ten kto z nimi walczy. Za PRL – u
panowało przekonanie, że kto nie pije, ten donosi i taka właśnie
mentalność jest jedną z wielu ran zadanych Polakom przez miniony,
zbrodniczy ustrój. Oczywiście nasi rodacy pili na umór jak wujek
Iwana Bezdomnego, nie tylko za komuny, ale też np. w czasach
saskich. W okresie rozbiorów i okupacji byli celowo rozpijani przez
zaborców i okupantów. W II RP sieć sklepów spożywczych Społem
zobowiązała się ,,nie
sprzedawać alkoholu i kart do gry''
(chodziło o walkę również z hazardem). To jest właśnie dobra
polska tradycja, od której odeszły PRL i III RP. Jednak pijackie
ekscesy zarówno niedoszłego następcy Ignacego Mościckiego,
sanacyjnego polityka Bolesława Wieniawy – Długoszewskiego (po
pijanemu min. udzielał równie nietrzeźwemu księdzu komunii
pierogami) jak i byłego postkomunistycznego prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego (parodiowanie Papieża na lotnisku w Kaliszu razem z
z Markiem Siwcem, bycie nietrzeźwym na grobach pomordowanych w
Katyniu, niesławna ,,choroba
filipińska'')
bynajmniej nie są naszym powodem do dumy. Kiedy słyszę, że
powinienem pić, bo to taka polska tradycja, mam ochotę zacytować
Halinę Kiepską, że to jest (za przeproszeniem) ,,srycja
nie tradycja''.
Mądrze pojmowany konserwatyzm nie wyklucza postępu i na pewno nie
polega na zatruwaniu się w imię tradycji (dla porównania:
niewolnictwo to przecież też jest bardzo stara tradycja, a wcale
nie jest dobre). 2
Poza tym polska tradycja to także stroniący od alkoholu król
Władysław Jagiełlo i jego następcy, oraz Stanisław Wyspiański,
który na weselu w Bronowicach kiedy proponowano mu wypicie wódki
,,dla
fantazji''
miał powiedzieć: ,,Fantazję
mam zawsze, a do wódki głowa boli''.
Może
się Czytelnik zdziwić, ale wcale nie demoluję pubów jak to ongiś
czyniła Carry Nation (1846 – 1911), ani nikogo do tego nie
namawiam. Abstynencja jest moim wolnym, świadomym wyborem i nikogo
nie przymuszam, by szedł w moje ślady. Chciałbym jednak, aby mój
wybór był szanowany. Nie piję, bo chcę być sobą, a nie Sebą
;).
Nie
piję, bo alkohol szkodzi zdrowiu – ścina białka, z których
zbudowany jest nasz organizm, uszkadza mózg, którego potrzebuję do
pracy literackiej (o zgrozo, są ludzie, którzy nie przyjmują do
wiadomości tego faktu medycznego :(, oraz mocno uzależnia fizycznie
i psychicznie. Później bardzo trudno wyjść z tego nałogu. Nie
piję, ponieważ bardzo się obawiam uzależnić, co nie jest mi do
niczego potrzebne. Ten rodzaj strachu to nie jest tchórzostwo, ale
roztropność. Ponadto alkohol nie powinien być dostępny kobietom w
ciąży, ponieważ nawet jego najmniejsza ilość powoduje FAS –
Alkoholowy Zespół Płodowy (każdy prawdziwy prolajfer przyzna mi
rację). Pijani kierowcy powodują wypadki drogowe, zaś teraz latem
bardzo aktualny jest problem licznych utonięć po spożyciu alkoholu
na plaży. Tematem – rzeką jest przemoc w rodzinie pod wpływem
alkoholu (przykładowo w 2007 r. we Włocławku, pijany Bogumił T.
zamordował siekierą czteroletnią Anię, córkę sąsiadów, mówiąc
potem, że dostrzegł w niej diabła). Innym przykładem patologii
był w marcu 2017 r. konkurs picia wódki w Zabrzu, w wyniku którego
zmarł 54 – latek, zaś jego kolega trafił do szpitala z powodu
zatrucia alkoholowego. Alkoholizm jest demokratą – może dotknąć
ludzi od marginesu społecznego po naukowe i polityczne elity (w 2012
r. biskup warszawski Piotr Jarecki został zatrzymany przez policję
za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym; choć nikogo nie
zabił, incydent ten bardzo zasmucił mnie jako katolika). Jednym z
jego skutków bywa nędza – znam dwoje ludzi, którzy przepili
własne mieszkanie (sic!).
Swojej
bujnej wyobraźni nie zawdzięczam alkoholowi i będąc fantastą nie
muszę wcale pić piwa/ wina/ absyntu (niepotrzebne skreślić), aby
mieć ciekawe pomysły na jawie i we śnie. Zresztą bycie fantastą
nie wymaga spożywania alkoholu, o czym świadczą przykłady takich
twórców jak: H. P. Lovecraft, Orson Scott Card (mormon) czy
Stephenie Meyer (ta ostatnia, choć jest mormonką pije coca colę
;). 3
Ktoś mógłby mi zarzucić, że skoro jestem takim przeciwnikiem
alkoholu w realnym świecie to dlaczego jednym z moich ulubionych
bohaterów literackich jest bimbrownik i zarazem świecki egzorcysta
Jakub Wędrowycz? (odsyłam do posta: ,,Bohaterski menel, czyli
rzecz o Jakubie Wędrowyczu''). Spieszę wyjaśnić, że książki
Andrzeja Pilipiuka o tym bohaterze stanowią w istocie satyrę na
polskie wady narodowe takie jak nadużywanie alkoholu, a ponadto
należy rozróżniać świat fantasy od świata rzeczywistego.
Również w przypadku kontrowersyjnego serialu ,,Świata według
Kiepskich'', który kiedyś oglądałem, widzę w nim satyrę
ukazującą jak NIE należy postępować, zaś w leniwym alkoholiku
Ferdynandzie Kiepskim widzę raczej antybohatera niż wzorzec
parenetyczny. Znam jednak kogoś kto uważa Ferdka za wzór godny
naśladowania, co przyznaję, że jest dość niepokojące. Ta sama
osoba twierdzi, że mężczyzna ma prawo być leniwym, ale kobieta
już nie (jasne, że NIE podzielam takich poglądów).
Wracając
do alkoholu, nie jest mi on potrzebny do szczęścia i proszę to
uszanowa
1
Nawiązałem w ten sposób do piosenki ,,Endless Summer''
Oceany mającej promować Polskę podczas Euro 2012.
2
Myślę, że tym czym jest właściwie pojmowany konserwatyzm dobrze
pokazał Neil Gaiman (autor bynajmniej nie będący konserwatystą)
w powieści fantasy ,,Amerykańscy bogowie'', gdzie stare
bóstwa z różnych panteonów symbolizują tradycję, zaś nowi,
młodzi bogowie mediów i tym podobnych współczesnych dóbr
cywilizacyjnych przedstawiają nowoczesność. Morał książki jest
taki, że zarówno tradycja jak i nowoczesność są jednakowo
potrzebne.
3
Mark Barber w swojej książce o legendach miejskich przytacza jedną
z nich mówiącą, że to właśnie mormoni wynaleźli coca –
colę, nie należy w to jednak wierzyć (religia mormonów zabrania
spożywania nie tylko alkoholu, ale też coca – coli).
poniedziałek, 31 lipca 2017
Oniricon cz. 322
Śniło mi się, że:
- zaszedłem do podmiejskiego lasu, gdzie włożyłem do ust igliwie i postanowiłem nigdy nie wywozić tam śmieci,
- moja Babcia zabiła w ogrodzie kreta i wygrzebała go ręką z nory, potem pojawiły się kolejne krety, a ja martwiłem się, że stanie im się krzywda i chciałem zaproponować , aby je przepłoszyć głową śledzia,
- w liceum byłem na szkolnej wycieczce, podczas której w toalecie zaatakowała mnie koleżanka - psychopatka uzbrojona w nóż; próbowała mnie zabić wiele razy również po powrocie z wycieczki i bardzo się jej bałem,
- przebywałem w wielkiej komnacie gdzie byłem świadkiem wielkiej wojny bogów Asgardu z karłami z rodu Brisingów; bogowie pokonali karły i uwięzili je w podziemiach zamku,
- w latach 90 - tych XX wieku byłem w Książnicy Pomorskiej, gdzie znalazłem ,,Sagę o kotołaku'' Konrada T. Lewandowskiego i polską powieść o Conanie,
- czytałem ,,Koran'' i robiłem notatki, aby napisać później dwa posty o dobru i złu w ,,Koranie'', oraz o motywach mitycznych w tej księdze,
- idąc ulicą myślałem, że w ,,Moście nad otchłanią'' rolę magii pełni filozofia,
- Andrzej Pilipiuk radził, aby lepiej poznać meneli żyjącej na swojej ulicy i próbować tego co oni piją, tymczasem gdy szedłem wieczorem ulicą, miał miejsce wypadek, którego nie zauważyłem,
- na ulicy natknąłem się na dwie manifestacje; jedną prawicową, drugą lewicową, które zderzyły się ze sobą; uczestnicy jednej z nich hajlowali; zobaczyłem, że mały, rudy chłopiec wykonał salut rzymski i powiedział ,,Heil Hitler'' więc próbowałem mu wytłumaczyć czym naprawdę był nazizm,
- rodzice ubierali indiańskiego chłopca Minisiku w zachodnie ubrania przed jego podróżą z ojcem do Nowego Jorku lub Paryża,
- Pavlas ov Vidłar kupił pączka, nie dał rady zjeść całego, a ja dokończyłem choć on miał ku temu zastrzeżenia natury higienicznej, potem zjadłem jeszcze drugiego pączka,
- w mojej łazience na skraju wanny siedziała czarna wdowa wielkości pięści, której bardzo się bałem, a gdy w gości miał przyjść Voytakus ov Višnic postanowiłem zabić pająka nożem,
- istnieje równoległy świat, w którym historia zatrzymała się na latach 90 - tych XX wieku, w tym świecie ciągle jest pokój nawet w Izraelu, a św. Jan Paweł II i św. Matka Teresa z Kalkuty żyją do dziś; postanowiłem napisać powieść o tym świecie, której mottem byłby cytat z ,,Fausta'' J. W. Goethego: ,,Trwaj chwilo, bo jesteś piękna''.
piątek, 28 lipca 2017
Kruk w mitologii japońskiej
,,Kruk jako wysłannik nieba, a najczęściej się przyjmuje, że - słońca, nie jest w mitologiach Wschodu niczym nie znanym (Chiny, Korea). W samej Japonii też utrzymuje się po dziś dzień kult kruka w niektórych regionach. Można przypuszczać, że cienie, które powstają wskutek przesłonięcia światła słonecznego, uważano za 'wskazówki', którymi porusza słońce, a jednocześnie kojarzono cień z czarnymi ptakami jako wysłannikami słońca. W rezultacie czarny ptak (kruk) ma wskazywać drogę zgodnie z wolą słońca'' - Wiesław Kotański ,,Japońskie opowieści o bogach''
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































