,,Kynocefale
– psiogłowcy z gór, ubierający się w skóry dzikich zwierząt.
Porozumiewali się szczekaniem, umieli też pazurami sprytnie łapać
ptaki. Grecki historyk Ktezjasz (IV w. p. n. e.) twierdził, że ich
populacja liczy około stu dwudziestu tysięcy. Stworzenie to mogło
być wzorowane na jakimś gatunku małp – być może pawianach.
Solin pisze też o psiogłowych Symianach z Etiopii, którymi rządził
psi król’’ - Edward Brooke Hitching ,,Atlas lądów niebyłych.
Największe mity, zmyślenia i
pomyłki
kartografów’’

Czysta
Dziewanna siedziała na ziemi w zaroślach łopianu na skraju lasu, a
jej wierny biały jednorożec pochylił głowę ozdobioną złotym
rogiem, by skubać soczystą trawę. Pani lasów i zamieszkujących
je zwierząt była obnażona do pasa, a jej pełne wdzięku piersi
ssało dwoje dzieci; chłopiąt malutkich, z których jedno miało
głowę szczeniaka, a drugie młodego wilczka. Boruta, z mandatu
Ageja władca lasów i oblubieniec Dziewanny, unosił się w
przestworzach siedząc na grzbiecie olbrzymiego błotniaka i z wysoka
wypatrywał strzyg tudzież innych bestii Czarnoboga mogących
zagrozić jego synom.
-
Pijcie do syta, ukochane szczeniaczki – szeptała im czule
Dziewanna, którą Agej obdarzył zaszczytnym tytułem Ortica
Sapientu; Rodzicielki Istot Rozumnych. - Rośnijcie duże, silne i
dzielne
jak brytany i wilki,
abyście gdy dorośniecie mogły dać początek wspaniałym rasom.
Moje wy skarby, moje perełki… - każde ze słów Enki było
potężnym błogosławieństwem;
żadne nie zostało nigdy rzucone na wiatr.

Dziecię
z psią głową (gwoli ścisłości: był to łeb rosłego owczarka z
Germanii) otrzymało imię Thaon, zaś jego brat mający głowę
wilka nazywał się Hirkan. Byli oni pierwszym Kynokefalem i
Wilkogłowcem
w dziejach, a ich imiona zostały zapisane na Bierzmie Wszechświata
już u zarania ery pierwszej. Thaon i Hirkan urodzili
się jednak w erze czwartej od stworzenia świata, zwanej przez
kronikarzy Erą Zajęczan, to jest rasy ludzi z głowami zajęcy. W
czasach tych świat zamieszkiwały liczne rasy rozumne o ludzkich
ciałach i zwierzęcych
głowach, a matką ich wszystkich była czysta Dziewanna. Bracia
obdarzeni zostali pospołu znakomitym węchem, siłą, szybkością i
wytrzymałością.
Thaon był wierny jak zwierzę, którego głowę nosił na karku,
przyjacielski i wesoły, podczas
gdy bardziej dziki odeń Hirkan uwielbiał włóczyć się po lasach
i nade wszystko
cenił wolność. Pierwszy Kynokefal i pierwszy Wilkogłowiec
czasem warczeli na siebie i tarmosili się zębami,
częściej jednak przestawali ze sobą przyjaźnie. W każdy z nich
oddałby życie za drugiego. Chcąc się wyżywić, łowili w lasach
dzikie zwierzęta; sarny, jelenie, dziki, zające, łosie, a nawet
żubry i tury. Unikali
jednak zabijania Zajęczan, Króliczan i innych istot przynależnych
rasom rozumnym, a także odbierania życia dla samej przyjemności
mordu jak to się zdarza strzygom, upadłym Neurom i ludziom.
Ich odzienie stanowiły skóry zdarte z upolowanych zwierząt. Bracia
potrafili walczyć oszczepami, maczugami, których prócz nich samych
nikt inny nie potrafiłby podnieść oraz zakrzywionymi mieczami Kłem
i
Kielcem,
które wykuł dla nich w swej kuźni Swarożyc, mistrz kowali
wszystkich eonów.
*
-
Hau! Tak dobrego mięsiwa nie jadłem, odkąd z bratem opuściliśmy
Rokitnickie Sioło! - Thaon wyrażał uznanie dla gulaszu z białych
i czarnych
myszy w sosie Adalbert, nie wahając się wylizywać glinianego
talerza.
-
Potwierdzam – warknął Hirkan, w którego potężnych zębiskach,
drobne mysie kostki pękały jak słomki.
Choć
obaj junacy goszczący
w przytulnym , wyłożonym płaskimi kamieniami mieszkaniu
znajdującym się siedem stóp pod ziemią, byli zachwyceni
poczęstunkiem, ich gospodyni, czarna mówiąca kotka będąca matką
dla dwunastu pociech, kryła smutek w swym sercu. Dyskretnie ocierała
złociste oczy aksamitną łapką. Thaon pierwszy zauważył jej
zmartwienie.
-
Czym się trapisz, dostojna Pani Miaulino o jedwabistym futrze? -
spytał z troską.
-
Każdy kto ośmieli się skrzywdzić ciebie lub twoje kocięta , ten
posmakuje naszych kłów i oręża! - zapewnił
Hirkan uderzając pięścią w dębowy stół.
-
Ach, szlachetni junacy, brytany Boruty! - rozpłakała się kotka
Miaulina. - Kiedy tu zamieszkałam w tej norze wydrążonej I
zaopatrzonej we wszelkie wygody staraniem zmyślnych karłów,
dziękowałam waszej siostrze Kołowierszy za to, że moje kocięta
będą tu bezpieczne. Teraz wiem jak bardzo się myliłam – łzy
Miauliny utworzyły na podłodze małą kałużę.
-
Jakież bydle sromotne mogłoby się tam dokopać? - spytał Thaon.
-
Za rzeką wznoszą się góry o ośnieżonych szczytach – zaczęła
opowieść Miaulina. - Obrał ją za swoją siedzibę Gadzik, to jest
jaszczur wielki jak góra. Jest zielony jak trucizna, oczy jego
świecą niby czerwone latarnie, zęby kruszą najgrubsze kości, a
odór z wielkiej jak otchłań paszczy zabija ptaki w locie. Moc jego
straszna – kotka otarła załzawione oczy. - Nie umknie mu rącza
kozica, ani koziorożec leśny. Nie obroni się przed nim niedźwiedź
potężny. Pazurami swymi władny jest się tu dokopać, a wtedy los
moich kociątek byłby przesądzony. Więcej; znane są mu zaklęcia
biesowskie, którymi ściąga nawet gwiazdy z nieba, aby je skute
łańcuchem więzić w ciemnych piwnicach.
-
Z jakiego piekła wylazło to, to … zwierzę? - spytał ponuro
Hirkan.
-
On nie zawsze był taki duży i groźny – odrzekła Miaulina. -
Kiedyś był jaszczurką rozmiarów lisa, zupełnie nieszkodliwą.
Gadzik chodził od chaty do chaty i przymilał się do ich
mieszkańców, a ci karmili go. Jedynie stary Zajęczanim Osiek ze
szczepu Bielaków gardłował, że trzeba Gadzika zabić zanim
urośnie do rozmiarów smoka i zacznie wszystkich pożerać. Nikt nie
słuchał staruszka, który uchodził za lekko pomylonego. Tymczasem
okazało się, że to mądrość Welesa przemawiała pyszczkiem Ośka,
świećcie Enkowie nad jego duszą! Gadzik rósł jak na drożdżach
aż stał się tak ogromny jak te szczyty za rzeką. Przestał być
łagodny. Teraz w jego paszczy ginęły jelenie i żubry. Pożarł
też wszystkich Zajęczan z wioski Ślipki, którzy byli moimi
sąsiadami… - Miaulina nieutulona w żalu po raz kolejny zadała
kłam powiedzeniu ,,tyle co kot napłakał’’.
-
Ci, którzy go karmili, byli strasznymi głupcami! - gniewnie
zawarczał Hirkan, a jego brat przyznał mu rację.
Kotka
szlochając zakryła pyszczek łapkami.
-
Ja sama karmiłam go najwięcej… Wydawał się taki miły i tak
zabawnie kręcił ogonem… Byłam głupia jak but… - zawodziła
Miaulina, aż żal brał gdy się tego słuchało.
-
Mleko się rozlało… - westchnął Thaon.
-
… ale my pomożemy wam je posprzątać! - dodał stanowczo Hirkan
wstając od stołu.
-
Niech wam wszyscy zwierzęcy Enkowie wynagrodzą, szlachetni junacy!
- miauknęła kotka z nutą radości w głosie. - Wiedzcie jednak, że
w księdze ,,Lunariusz’’ spisanej przez proroków
Wielkiego Chorsa – Srebronia jak wół stoi, że zwykły miecz nie
przebije łuski Gadzika.
-
No to, zatłuczemy huncwota maczugami – odrzekł Thaon.
-
Tu pomóc może jeno ostrze z księżycowej stali – odparła
Miaulina – wytapianej przez Płanetników w ogniu białego smoka z
Księżyca i schłodzonej w lodowatym mleku czarnej krowy Mućki.
-
Rozumiem, że mamy dostać się na Księżyc? - chciał upewnić się
Hirkan.
-
Nie musicie – uspokoiła go Miaulina – Wystarczy, że pójdziecie
do mistrza kowalskiego Klepacza, który otrzymał księżycową stal
od samego Chorsa. Jego kuźnia znajduje się trzy dni drogi za lasem.
-
Ty i twoje kocięta możecie na nas liczyć – zapewnił Thaon po
czym razem z bratem skierował się w stronę wyjścia prowadzącego
na powierzchnię.
Była
już noc kiedy szli przez las, a dzikie zwierzęta z szacunkiem
ustępowały im z drogi. Mistrz Klepacz był Zajęczaninem o głowie
pokrytej białym futrem i olbrzymich uszach. Ucieszył się z
przyniesionych mu rzepy, pasternaku i rzodkwi.
-
Byłbym gotów pracować i za darmo, aby przyczynić się do zguby
gada Čortieńska – zapewnił kowal o zajęczej głowie i nie
zwlekając zabrał się do pracy.
Kazał
swoim pomocnikom, dwóm młodym Zajęczanom ze szczepu Szaraków
przynieść sztabę księżycowej stali i narzędzia kowalskie, sam
zaś rozpalił ogień. Podtrzymywał go wachlując ogromnymi uszami i
monotonnym głosem mruczał pieśń o pracach Swarożyca. Thaon i
Hirkan, którzy nie znali tajników sztuki kowalskiej, z nabożnym
podziwem patrzyli jak pod uderzeniami młota księżycowa stal
przybierała kształt dwóch mieczy; długich i ostrych. Klepacz ujął
je obcęgami i zanurzył w zimnej wodzie. Jak później opowiadał,
została ona zaczerpnięta ze źródła na szczycie Sobotniej Góry.
-
Pora, abyście wypróbowali ich ostrość – polecił Klepacz.
Miłe
zdumienie ogarnęło Thaona i Hirkana gdy wręczone im ostrza niczym
noże w masło wchodziły w kamień, drewno, brąz, żelazo i kość
wieloryba, który przed pięciu laty spadł z nieba, a do tego cały
czas pozostawały ostre.
-
Niech Enkowie ognia i metali wynagrodzą twój błogosławiony trud,
Mistrzu – obaj bracia pożegnali Zajęczanina.
Tymczasem
w niebosiężnych górach, które w erze jedenastej miały otrzymać
nazwę Montanii, Gadzik ryczał przeraźliwie całą noc. Zmora
zsyłała mu koszmar za koszmarem, karząc za całą krew niewinną
jaką dotąd przelewał. Lawina toczyła się za lawiną, grzebiąc
pod stosami kamieni Zajęczan i Koziczan, zaś Gadzik machając
ogonem na wszystkie strony, obalał prastare smreki. Zmora odziana w
szkarłatną suknię wpatrywała się w niego zakrytymi bielmem
oczami, a jej piękną twarz wykrzywiał szyderczy grymas. W rękach
trzymała obnażony miecz i wagę z dwiema zajęczymi czaszkami;
złotą i srebrną. Kiedy otworzyła usta, miast języka ukazała się
w nich żmija o stalowych kłach wypowiadająca słowa pełne nagany.
-
Biada wam okrutni, bo zostanie wam odpłacone w trójnasób… -
takie to majaki dręczyły Gadzika całą noc, lecz jego serce
kamienne wciąż nie chciało zawrócić z mrocznych ścieżek
Czarnoboga, zadawania bólu i wyrządzania krzywdy.
Ranek
zastał potwornego gada w straszliwie złym humorze. Jakby nie dość
było dlań koszmarnej nocy, jeszcze teraz wraz z pianiem kogutów
przed jego jaskinią stanęło dwóch wyrywnych junaków; jeden o
głowie psa, a drugi wilka, którzy wyzywali go na ostatni w jego
życiu pojedynek. Gadzik wychynął z groty przeraźliwie rycząc.
Jedno uderzenie jego łapy mogłoby zamienić słonia w mokrą plamę,
lecz Thaona i Hirkana, zaspanemu potworowi było złapać równie
trudno jak człowiekowi pchły. Kłapał paszczą pełną smrodliwych
wyziewów i krzesał iskry białymi kłami, lecz raz po raz miecze z
księżycowej stali rozcinały jego okrytą grubą jak rycerska
zbroja łuską skórę. Zraniony jaszczur szalał jeszcze bardziej,
choć powieki mu się kleiły po nieprzespanej nocy, a ruszał się
coraz wolniej, niczym mucha zalewana przez żywicę. Hirkan odrąbał
mu już dwa palce, Thaon zaś pozbawił go koniuszka ogona. Zmęczenie
brało górę nad łuskowatym mocarzem gór. Gadzik z wolna osuwał
się na ziemię, aż upadł z łoskotem, a powieki jego zamknęły
się niczym spiżowe wrota. Już nie ryczał jeno chrapał. Thaon i
Hirkan z wywieszonymi jęzorami, wbiegli na jego głowę. Zatopili
swoje miecze aż po rękojeści w oczach potwora, a ten jedynie
wzdrygnął się i znieruchomiał na zawsze. Niebo pociemniało od
chmar kruków i sępów zwabionych obietnicą wielodnowej uczty.
-
Pora ci wrócić na łono smoka Rykara, ty bestio z Čortieńska –
warknął Thaon.
Bracia
dla pewności rozcięli czaszkę gada mieczami i wydłubali z niej
magiczny kamień nazywany drakolitem z zamiarem zawiezienia go do
Rokitnickiego Sioła. Następnie Thaon z nienawiścią rozpruł
brzuch jaszczurą, aż cały był zbryzgany jeg krwią. Wespół z
wnętrznościami, z trzewi Gadzika wypadł klucz z pozłacanego
mosiądzu. Wielkością dorównywał kluczom, których mieszkańcy
Andory po dziś dzień używają do staczania honorowych pojedynków.
-
To… to… mówi i żyje! - Hirkan aż złapał się za głowę,
najeżył sierść i zawarczał kiedy klucz nieoczekiwanie przemówił.
-
Sława wam, szlachetni junacy, że wydobyliście mnie z trzewi tej
obmierzłej poczwary!
-
Ty… ty… mówisz! - nadal nie mógł się nadziwić Hirkan.
-
Ano, jestem mówiącym kluczem – potwierdził klucz. -
Posłuchajcie. Nie zostawiajcie mnie, ale weźcie w rękę i idźcie
za moimi wskazówkami, a zaprowadzę was w miejsce gdzie Gad
przebrzydły uwięził nadobne panny, które dotąd wyglądają
ratunku. Wasi rodzice, para Enków uczyli was, że zadaniem junaków
jest pomagać bezbronnym i skrzywdzonym, czyż nie? - dopytywał
klucz.
-
Skąd jest ci wiadomym, kawałku metalu, żeśmy synowie Boruty i
czystej Dziewanny? - spytał podejrzliwie Hirkan, lecz jego brat,
Thaon trzymający klucz, machnął niecierpliwie ręką i dał znak,
aby szedł za nim.
Bracia
idąc za głosem klucza przedzierali się przez zdradliwe góry,
gdzie każdy nieostrożny krok groził upadkiem w przepaść, aż po
trzech dniach zatrzymali się u stóp ponurej skały z wprawioną weń
dębową bramą okutą żelazem.

-
Włóż mnie w dziurkę i przekręć, a przekonasz się, że mówię
prawdę! - Thaon spełnił polecenie kawałka metalu, a wówczas
ciężka brama otworzyła się ze straszliwym skrzypieniem
odsłaniając przepastny loch spowity w ciemnościach. Kynokefal z
wrażenia upuścił klucz na skalistą ziemię, ten zaś w mgnieniu
oka przybrał postać nagiego karzełka o ciele z mosiądzu, który
śmiejąc się radośnie, pobiegł ukryć się wśród żlebów.
Bracia, obdarzeni znakomitym węchem, poczuli wydobywający się z
głębi lochu upojny zapach ambrozji. Nieraz już polujący nocą,
śmiało weszli do środka. Pośród nieprzeniknionej ciemności,
dwie sylwetki skulone w kącie zdawały się świecić perłowym
blaskiem niczym dwie gwiazdy urokliwe spadłe z nieba. Kiedy bracia
podeszli bliżej, ich oczom ukazały się dwie panny niezwykłej
piękności o jasnej, jakby perłowej cerze, włosach niczym platyna
i blade złoto oraz wielkich oczach przypominających szafiry bądź
też opale. Odziane były w powłóczyste, lśniącobiałe szaty. Na
szyjach miały zawieszone sznury różnobarwnych pereł, zaś ich
dłonie i stopy zakuty były w ciężkie łańcuchy ze złota. Bracia
rozpoznali w urokliwych istotach dwie gwiezdnice (zviezdnice), które
Rodegast powołał do życia nakłuwając nocne niebo koniuszkami
swych turzych rogów, aby zsyłały światło żeglarzom, wędrowcom
i zwierzętom.
-
Nie musicie się nas lękać! - szczeknął Thaon, po czym ciosem
miecza z księżycowej stali rozciął kajdany krępujące gwiezdnicę
o bladozłotych włosach, podczas gdy Hirkan oswobodził jej
towarzyszkę niedoli, której kosa miała barwę platyny.
Panny
spojrzały po sobie wylęknione nie mogąć uwierzyć w swe
szczęście.
-
Nie zjemy was – warknął Hirkan. - Gadzik nie żyje; rozpłataliśmy
go jak prosiaka. Jesteście wolne i możecie wracać do swej
niebiańskiej ojczyzny! - pierwsza przezwyciężyła nieśmiałość
gwiezdnica o złocistych włosach.
-
Jestem Łajma, a to moja siostra Dekla – wskazała dłonią na
pannę o platynowych włosach.- Mieszkałyśmy w pałacach
zbudowanych na powierzchni gwiazd, aż obmierzły Gad Čortieńska
ściągnął nas zaklęciem na Ziemię i uwięził w tej grocie za
to, że odmówiłyśmy zostania jego nałożnicami. W imieniu Dekli i
swoim dziękuję wam za uratowanie z niewoli – obie panny pokłoniły
się junakom i wypluły dwie diamentowe żaby, które złożyły u
ich stóp.
-
Rade byłybyśmy pozstać z wami dłużej, aby was lepiej poznać –
zaproponowała Dekla rumieniąc się jak różowa sukienka Dennicy,
obaj zaś bracia ucieszyli się wielce słysząc te słowa.
Cała
czwórka udała się w pieszą wędrówkę z gór późniejszej
Montanii do Rokitnickiego Sioła na krywickiej ziemi. Dotarli tam w
trzy dni przed Nocą Kupały, kiedy to biorąc na świadków Enków
ognia i wody, Thaon poślubił Łajmę, Hirkan zaś pojął za żonę
jej siostrę Deklę, a rozbrzmiewająca z nocnego nieboskłonu muzyka
obracających się gwiazd i planet przygrywała im do tańca.
*
Wokół
kupalnego ogniska, mocą zaklęć Boruty i Dziewanny, ustawiły się
stoły na kozłach nakryte białymi obrusami z tkaniny zwanej
salamandrą, uginające się od ciast z żołędzi, buczyny i
jadalnych kasztanów, młodych smażonych szyszek, kiszonej rzepy,
rzodkwi, kapusty i marchwi, buraków stanowiących przysmak dla
żubrów, kiełbas, ryb, orzechów w miodzie, duszonych grzybów,
ptasich jaj, owoców, dzbanów oskoły i soku z pędów sosny.
Na
weselu zjawili się leśni Enkowie, Płanetnicy, krasnoludki, elfy,
chochliki, wróżki, Zajęczanie, Centaury, satyry, bubony o ciałach
pokrytych sowim puchem, lisy, wilki, żbiki, dziki, niedźwiedzie,
borsuki, rosomaki, wydry i bobry.
Obie
panny młode; Łajma – oblubienica Thaona i Dekla – małżonka
Hirkana pląsały wraz z nimi wokół ognisk, piękne jak sama
miłość, a zwinne niczym gajów tanecznice. Z ich sukien i
rozpuszczonych włosów sypał się obficie gwiezdny pył
przypominający brokatowe iskierki.

Na
siedzisku z pnia sędziwego dębu spoczywał olbrzym roślejszy niż
tur, żubr i niedźwiedź i przygrywał weselnikom na basetli. Twarz
miał pyzatą, brzuch duży, plecy garbate, nogi krzywe, zaś włosy
jego przypominały złocistą strzechę. Poza leśnymi Enkami goście
wesela nie wiedzieli, że zaszczycił ich swoją obecnością olbrzym
Całogost – sługa Pochwista – Striboga; pana czterech wiatrów.
Praca Całogosta polegała na przesiadywaniu całymi wiekami wśród
gałęzi wierzby Wirszy rosnącej na szczycie wysokiej Góry
Diamentowej. Stamtąd dmuchał potężnie na cztery strony świata, a
jego tchnienie zamieniało się w wiatr; od łagodnego zefiru po
niszczycielski orkan. Pochwist widząc pracę swego sługi, przysyłał
doń żar – ptaki niosące w szponach miodowe placki, trójnogie
kruki z mięsiwem i białe sowy z butelkami musującego piwa.
Płanetnice, maupy i łokisy słuchając koncertu Całogosta,
radośnie fikały koziołki, a krasnoludki cienkimi głosikami
piszczały: ,,Bis! Bis!’’Całogost zagrał jeszcze parę
kawałków, aż sam Chors – Car Księżyc słuchał z upodobaniem
ze swego srebrzystego tronu na nocnym niebie. W końcu olbrzym –
muzykant ukłonił się obu młodym parom i zaczął ucztować.
Połknął bez gryzienia ogromny kołacz nadziewany twarogiem i
rodzynkami, które piekły Devana i Borowa Ciotka; córki Boruty i
Leśnej Matki, a następnie chwycił olbrzymi srebrny dzban owocowego
wina i począł pić je bez umiaru, aż ściekało mu obficie po
białej koszuli. Olbrzym pijąc, śmiał się głupkowato i rzucał
sprośnymi dowcipami. Uderzał się dłońmi w kolana, aż wyniosłe
drzewa się trzęsły i zaczął śpiewać pijacką piosenkę.
-
Będziemy jedli, będziemy pili, będziemy się weselili… Hep! Jak
Agej da…
-
Panie olbrzymie – zaczął przymilie młody lisek imieniem Korsak,
który przybył na wesele z dalekich stepów.
-
Czego, zakręt? - spytał nieuprzejmie Całogost, a Boruta pokręcił
z dezaprobatą kędzierzawą głową.’
-
Babcia mówiła mi, że jesteś, panie, owym Całogostem, z którego
płuc z mandatu Pochwista wydobywają się wiatry wiejące na cztery
strony świata.
-
Prawda to – pokiwał głową Całogost, a obecna na weselu rysia
księżniczka imieniem Aris prychnęła gniewnie: ,,Ten szczeniak
sprowadzi na nas kłopoty!’’
-
Wiedz, panie, że jestem niedowiarkiem – ciągnął Korsak – i
pokornie proszę o to byś udowodnił tu i teraz jak mocne masz
płuca! - pijany niczym bela Całogost poczerwieniał z gniewu jak
skóra kuty.
-
Bezczelny smarkaczu! - zawołał olbrzym. - Już ja ci udowodnię,
żem jest dmuchacz nad dmuchacze! - nikt ktokolwiek zdołał go
powstrzymać, nadął policzki, wypiął pierś i jak nie dmuchnie!

Z
ust olbrzyma wydostało się tornado i to jeszcze cuchnące
przetrwaionym alkoholem. Potężny podmuch wiatru zgasił kupalne
ogniska, wzburzył fale na jeziorze i poprzewracał stoły. Goście
poczęli uciekać w panice. Boruta zamienił się w puchacza, zaś
Dziewanna Šumina Mati w dudka i oboje w tych postaciach ulecieli w
dal. Wiatrzysko tymczasem łamało gałęzie drzew. Strwożone Łajma
i Dekla wtuliły się w ramiona swych oblubieńców, ci zaś skomleli
i poszczekiali. Całogost tak się rozochocił, że zerwał struny
basetli i zaczął tańczyć na swych krzywych nogach, ziemia zaś
pojękiwała pod jego ciężarem. W końcu pijany już tak, że nie
odróżniał Księżyca od krowy, zwalił się twarzą w wygasłe
ognisko i zasnął smacznie w kałuży własnych wymiocin. Rano
otrzymał solidną burę od Pochwista i jak prawili lirnicy, został
za karę zamieniony w skrzydlatego wieprza. Tymczasem nowożeńcy
przeczekali wichurę wtuleni w siebie w paprociowym zagajniku wśród
pachnącego upajająco złocistego kwiecia…
*

Thaon
i jego brat wraz ze swymi oblubienicami osiedlili się na wschodzie,
na ziemiach późniejszego Roxu, gdzie na obu brzegach rzeki Voloki
zbudowali sobie osady nazwane Buda i Nor. W późniejszych latach
połączył je most i odtąd znane były jako jedna osada o nazwie
Budanor, która rozrosła się w warowny gród. Thaon spłodził z
Łajmą liczne dzieci; chłopców i dziewczynki o psich główkach.
Miał z nią synów: bliźniaki Stawra i Gawra, Atarana, Otara, Masa,
Manura i Sabałaja oraz córki: Mantrę, Kielinę, Astrę, Korlagę o
dwóch głowach, Ostrą, Chiraję i nieśmiałą, pełną wdzięku
Dalmatinę. Również Hirkan wzbudził potomstwo z wilczymi głowami
w żywocie swej umiłowanej Dekli, ona zaś powiła mu synów:
Oktezjana, Niezgoda, trojaczki Rwija, Szarpaja i Kąsaja, Bystronosa
i Sznora, oraz córki o sercach wiernych i mężnych: Hirkanę,
Lupamirę, Grewę, Lizałkę, Tosię, Banesławę i Tropicę. Gdy
potomstwo obu braci dorosło, zawarło między sobą związki braci z
siostrami, z których narodziły się kolejne pokolenia Kynokefali i
Wilkogłowców.
Kiedy
w prastarym kalendarzu przypadała Leśna Noc poświęcona Borucie, w
przyrodzie dobiegało właśnie końca panowanie Grudnia, zaś
zasypany śniegiem świat pogrążony był w ciemnościach nocy.
Wówczas to nad zamarzniętą rzeką Voloką przybyła od wschodu
jakaś postać niewieścia spowita w czarne zasłony. Jej posągowa
twarz była równie piękna co lodowato zimna. Najpierw przybyła do
domostwa Hirkana i Dekli.
-
Moje imię jest tajemnicze – powiedziała wymijająco o to jak się
nazywa.
Wilkogłowiec
i gwiezdnica poczęstowali ją najbardziej smakowitymi flakami z
upolowanych jeleni, ona zaś jadła wielce powściągliwie. Na
odchodnym zostawiła w prezencie oszronioną butelkę złocistego
likieru i jeszcze tej samej nocy odwiedziła Thaona i Łajmę,
również ich obdarowując tym samym trunkiem. Ledwo czwórka
założycieli Budanoru spróbowała likieru, zmożył ją sen
kamienny. Wówczas to niewiasta w czerni przeniosła się na
pobliskie Wzgórza Żweruny, podniosła ręce w górę i zawołała
głosem przypominającym krzyk mewy.
-
Przybywajcie tu z zaziemskich pałaców! - odpowiedział jej głos:
-
Przyjmij nasze podziękowania, dostojna Mar – Zanno! - w stronę
Budanoru leciały po nocnym niebie dwie gwiazdy złociste.

Z
każdą chwilą były coraz bliżej. Już dotykają złotymi stopami
śniegu i lodu pokrywającego Volokę. Oczom Mar – Zanny ukazali
się dwaj młodzieńcy o jasnej cerze i srebrnych włosach, odziani w
obcisłe kombinezony z piór olbrzymich białozorów gnieżdżących
się na gwieździe Antares. Byli to Znicz i Zvezd, bracia Łajmy i
Dekli. Przylecieli z dalekiego Zaziemia, aby zabrać swoje siostry na
nocne niebo. ,,Ich zadaniem jest świecić w nocy, a nie dzielić
łoże z mieszkańcami Ziemi’’ - stanowczo oświadczyli Mar –
Zannie, a ta przyrzekła im pomoc. Obaj przybysze z krainy gwiazd
otworzyli szeroko swe usta wypełnione zębami z pereł i wypluli z
nich kule żółtego ognia. Od nich to stanęły w płomieniach chaty
Thaona i Hirkana. Znicz i Zvezd z szybkością myśli porwali swe
pogrążone w głębokim śnie siostry i przez okna unieśli je aż
do Zaziemia. Gwiazdy noszące imiona Łajmy i Dekli powtórnie
zabłysnęły na nocnym niebie.
W
Budanorze zaś bracia Thaon i Hirkan uśpieni zaklętym likierem –
eliksirem Mar – Zanny, leżeli w łożach trawieni przez płomienie
i uśmiechali się przez sen. Śnili, że idą po złotych schodach
wykutych przez Swarożyca aż na sam szczyt Wielkiego Dębu, gdzie w
Domu Enków mieli się spotkać z samym Agejem w jego najświętszym
Przybytku. Szli szczęśliwi, a rozsiadły na gałęziach chór
Wieszczyc Losu śpiewał na ich cześć: ,,Sława junakom, których
miłość dosięgła gwiazd...’’. Na Ziemi zaś pozostały z
nich jeno osmalone kości wśród zgliszczy chat, które ich dzieci i
wnuki z czcią zebrały do malowanych popielnic nakrytych pokrywami
wyobrażającymi głowy psa i wilka.