poniedziałek, 23 kwietnia 2018

,,Pan Błysk''


,,Powiedział mi – rzekł Mieszek – przysłowie niedźwiedzie
że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie’’
- Adam Mickiewicz ,,Przyjaciele’’







W 2008 r. przeczytałem krótką baśń fantasy ,,Pan Błysk’’ (ang. ,,Mr. Bliss’’) napisaną i zilustrowaną w okresie międzywojennym przez J. R. R. Tolkiena dla jego dzieci, kiedy te były jeszcze bardzo małe. Książka zawiera oryginalne, kolorowe ilustracje i facsimile angielskiego tekstu wraz z przekładem na język polski. ,,Pan Błysk’’ po raz pierwszy ukazał się drukiem w 1982 r. Przekładu na język polski dokonała Paulina Braiter w 2007 r.
Czas i miejsce akcji są w zasadzie nieokreślone, choć realia przypominają angielską wieś w pierwszej połowie XX wieku.







Tytułowym bohaterem jest J. Błysk – postać prawdopodobnie wzorowana na Kapeluszniku z ,,Alicji w Krainie Czarów’’ Lewisa Carrolla. Pan Błysk był wysokim, chudym mężczyzną ubierającym się staroświecko. Tym co upodabnia go do Kapelusznika to zwyczaj noszenia wysokich cylindrów. Jeździł rowerem bez pedałów (tylko z górki). Jego kłopoty zaczęły się kiedy postanowił kupić sobie samochód (w tym miejscu mamy prawdopodobnie wątek autobiograficzny, bowiem choć Tolkien miał samochód, nigdy nie nauczył się nim dobrze jeździć ;). W sklepie motoryzacyjnym wybrał żółty model z czerwonymi kołami. Zamierzał nim pojechać w odwiedziny do braci Tumańskich. Niestety po drodze nieuważnie prowadząc zniszczył wozy pana Dnia i pani Knoć wiozących kapustę i banany, toteż musiał ich potem wieźć, a na dodatek z tyłu szedł uwiązany osioł pani Knoć. Gdy jechali przez las zostali napadnięci przez trzy niedźwiedzie…








Razem z panem Błyskiem mieszkał (ukrywany ze względu na konieczność płacenia licencji) zwierz Żyrólik (ang. the Girrabit). Była to mieszkająca w norze hybryda żyrafy z królikiem o bardzo słabym wzroku i nieprzemakalnej skórze. Kiedy istnienie Żyrólika wyszło na jaw, jego właściciel musiał zań zapłacić zaległą licencję.









Rolę tricktera pełnią trzy mieszkające w leśnej chatce niedźwiedzie: Archie, Teddy i Bruno, które wyróżniały się łakomstwem i skłonnością do psot. To one porwały jadącego przez las pana Błyska i urządziły sobie ,,wyżerkę’’ w ogrodzie Tumańskich.
Pan Błysk przyjaźnił się z czterema mieszkającymi w jednym domu braćmi Tumańskimi (ang. Dorkins): Albertem, Egbertem, Herbertem i Grubasem. Wszyscy oni byli bardzo otyli (szczególnie Grubas), ,,obrzydliwie bogaci’’, a do tego łakomi i chciwi na pieniądze. Mimo, że posiadali dużo pieniędzy, domagali się od pana Błyska wysokiego odszkodowania za poniesione straty (rozbicie przez niedźwiedzie wazy z zupą i wynajem kucyków), a gdy ten nie miał już z czego zapłacić, obrazili się nań i zerwali kontakty. Prawdziwymi przyjaciółmi pana Błyska okazali się pan Dzień i pani Knoć, którzy się pobrali i założyli sklep warzywny. Od czasu tej przygody pan Błysk nie jeździł już samochodem, lecz wózkiem ciągniętym przez osła, zaś Żyrólik bawił się z okolicznymi dziećmi.
Miłośnicy twórczości Tolkiena znajdą w książce takie smaczki jak policjanta, który się nazywał sierżant Boffin (nazwisko to we ,,Władcy Pierścieni’’ nosił jeden z rodów hobbitów) i staruszka, który się nazywał Dziadunio Gamgee (tak we ,,Władcy Pierścieni’’ nazywany był stary ogrodnik Hamfast Gamgee, dziadek Sama Gamgee). Rzeczywistym pierwowzorem tej postaci był ekscentryczny staruszek spotkany przez rodzinę Tolkienów w Kornwalii.





niedziela, 22 kwietnia 2018

,,Listy'' J. R. R. Tolkiena


,,Błogosławiono Trójco,
dziękujemy Ci za łaskę dla Kościoła,
jaką było życie Johna Ronalda Reuela Tolkiena i za to, że
dopuściłaś,
żeby poezja Twojego Stworzenia,
misterium Pasji Twojego Syna,
i symfonia Ducha Świętego
zaświeciła blaskiem poprzez niego i przez jego twórczą
wyobraźnię.

Ufając w pełni w Twoje nieskończone miłosierdzie
i w matczyne orędownictwo Maryi,
dał nam on żywy obraz Jezusa,
Mądrości Wcielonego Boga, a także ukazał nam,
że świętość jest niezbędną miarą zwykłego
chrześcijańskiego życia i jest drogą dla osiągnięcia
wiecznej komunii z Tobą.

Daj nam przez jego orędownictwo,
zgodnie z Twoją wolą,
te łaski, o które prosimy…,
z nadzieją, że będzie on wkrótce
zaliczony do społeczności Twoich świętych. Amen’’

- modlitwa angielskich katolików o beatyfikację J. R. R. Tolkiena1








W 2011 r. przeczytałem ,,Listy’’ J. R. R. Tolkiena pod redakcją jego pierwszego biografa Humphreya Carpentera (autora książki: ,,J. R. R. Tolkien. Wizjoner i marzyciel’’). Jest to zbiór 354 listów z lat 1914 – 1973 adresowanych do rodziny (narzeczonej, dzieci, wnuka), przyjaciół (C. S. Lewisa), wydawców (Stanleya Unwina i jego syna Raynera), oraz do tłumaczy i czytelników. Z owej korespondencji wyłania się obraz Tolkiena jako człowieka głęboko wierzącego, mądrego, kulturalnego, o rozległej wiedzy i wielkim bogactwie wyobraźni ;).
Tolkien uważał, że jego przodkowie pochodzili z Saksonii i przybyli do Wielkiej Brytanii w XVIII wieku. Samo nazwisko pisarza pochodzi z języka niemieckiego (niem. tolkükn - ,,odważny do szaleństwa’’). Według badań polskiego tolkienisty Ryszarda Derdzińskiego, przodkowie Tolkiena przez pewien czas mieszkali w … Gdańsku.









J. R. R. Tolkien (1892 – 1973) urodził się w Bloemfontain w ówczesnym Wolnym Państwie Oranii (dziś RPA) jako syn urzędnika bankowego Artura R. Tolkiena i Mabel z domu Suffield. Miał jeszcze brata Hilarego. Pierwsze trzy lata życia spędził w Afryce – jego pierwsze wspomnienia o Bożym Narodzeniu to upał. Jako małe dziecko został ukąszony przez tarantulę – życie uratowała mu Murzynka, która wyssała jad. W jego późniejszej twórczości nie brak olbrzymich pająków – potworów takich jak: Ungolianta, pająki z Mrocznej Puszczy czy Szeloba. Mimo to Tolkien zaprzeczał, że był arachnofobem. Po śmierci ojca rodziny i powrocie do Wielkiej Brytanii, Mabel wraz z synami przeszła na katolicyzm. Spotkał ją za to ostracyzm ze strony rodziny i resztę życia spędziła w nędzy. Po jej śmierci chłopcami zaopiekował się zaprzyjaźniony ksiądz Francis Morgan, pół – Walijczyk, pół – Hiszpan. Pierwszą miłością Tolkiena była starsza od niego Edith Bratt; pierwowzór elfiej księżniczki Luthien, ukochanej Berena. Pobrali się gdy Edith przeszła na katolicyzm. Pisarz walczył na froncie I wojny światowej pod Sommą i okazało się to dlań wielką traumą. W szpitalu polowym zaczęły powstawać pierwsze zręby jego mitologii. Razem z Edith miał czworo dzieci: Johna (został księdzem), Michaela, Christophera (do dziś opiekuje się spuścizną literacką ojca) i córkę Priscillę. Był profesorem filologii staroangielskiej na uniwersytetach w Leeds i w Oksfordzie. W tym ostatnim należał do literackiego klubu Inklingów razem z C. S. Lewisem (ów pod wpływem Tolkiena powrócił z ateizmu do chrześcijaństwa, nie został jednak katolikiem, ale na powrót anglikaninem), Charlesem Williamsem, Owenem Barfieldem i innymi. W historii literatury Tolkien zapisał się jako najważniejszy twórca literatury fantasy. Napisał: ,,Hobbita’’, trylogię ,,Władcę Pierścieni’’ i zbiór mitów ,,Silmarillion’’ (te trzy dzieła znajdują się w kanonie Sapkowskiego), oraz wiele innych takich jak np. ,,Rudy Dżil i jego pies’’ i ,,Przygody Toma Bombadlila’’. Gdy umarł, na wspólnym grobie Tolkiena i jego żony umieszczono imiona Berena i Luthien – wiernych kochanków z ,,Silmarillionu’’ ;).
Tolkien był katolikiem, co znajdowała odbicie w jego twórczości, w której jednak unikał alegorii:


,,’Władca Pierścieni’ jest oczywiście zasadniczo dziełem religijnym i katolickim; początkowo niezamierzenie, lecz w poprawkach świadomie. Dlatego nie umieściłem w nim, czy też wyciąłem z niego niemal wszystkie wzmianki o czymkolwiek, co mogłoby być ‘religią’, kultem czy obrzędami w tym wymyślonym świecie. Element religijny został bowiem wchłonięty przez opowieść i jej symbolikę’’ - list do jezuity, o. Roberta Murraya z 2 grudnia 1953 r.



Bardzo poważnie i dojrzale traktował swoją religię; można powiedzieć, że była dlań czymś dużo więcej niż tylko pamiątką po ukochanej matce. Był świadom, że prawdziwość nauki Chrystusa nie zależy od wad i błędów księży, zaś słów, które wypowiedział Jezus nikt inny w Jego czasach nie mógł ,,wymyślić’’; że były one zasadniczym novum tak wobec judaizmu jak i wobec pogaństwa (miał ogromną wiedzę o pogańskich mitach oraz świadomość ich podobieństw i różnic w stosunku do chrześcijaństwa więc stoję na stanowisku, że wiedział co mówił ;). W centrum jego wiary stał Najświętszy Sakrament Eucharystii. Już jako chłopiec znajdujący się pod opieką ks. Francisa Morgana, razem z bratem codziennie służył do Mszy Świętej. W swoim życiu miał okresy zaniedbywania praktyk religijnych, jednak nadrabiał je gorliwością w następnych latach.

,,Z mroku mojego życia, tak bardzo zawiłego, stawiam przed Tobą jedną wielką rzecz, którą trzeba kochać na ziemi: Najświętszy Sakrament […]. Tam znajdziesz romantyzm, chwałę, honor, wierność, prawdziwą ścieżkę wszystkich swoich miłości na świecie i coś więcej: Śmierć, dzięki boskiemu paradoksowi tę, która kończy życie i żąda oddania wszystkiego, a jednak dzięki smakowi (lub przedsmakowi) której można otrzymać to, czego poszukujesz w ziemskich związkach (miłość, wierność, radość) lub nadać im ten charakter rzeczywistości, wiecznej trwałości, której każdy człowiek pragnie z głębi duszy’’ - list do Michaela Tolkiena z 6 – 8 marca 1941 r.



Otaczał czcią Maryję, której rysy można odnaleźć w Vardzie z ,,Silmarillionu’’ i w Galadrieli z ,,Władcy Pierścieni’’ (ta ostatnia postać ma również pewne cechy św. Marii Magdaleny). Słusznie uważał, że Kościół katolicki, choć składający się z grzesznych ludzi jest niezbędny do przekazywania niezafałszowanej nauki Chrystusa tak jak nawet najlepsze wino potrzebuje butelki (cytat). Za największego z papieży uznawał św. Piusa X, który przywiązywał dużą wagę do kultu eucharystycznego (min. dopuścił dzieci do komunii). Jak na katolika przystało opowiadał się za nierozerwalnością sakramentu małżeństwa (C. S. Lewis jako protestant miał w tej sprawie bardziej liberalne poglądy). Tolkien był tradycjonalistą. Choć uznawał potrzebę ekumenizmu (dokonał nawet ekumenicznego przekładu ,,Księgi Jonasza’’) niepokój budziły w nim zmiany Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza na polu liturgii. Mimo to zachował posłuszeństwo i nie przystał do lefebrystów jak Louis de Funes.
Tolkien był monarchistą i angielskim patriotą. Identyfikował się z Anglią, lecz nie z Wielką Brytanią czy tym bardziej Imperium Brytyjskim. Odrzucał zbrodnicze systemy totalitarne jak komunizm (,,… ten krwiożerczy, stary morderca Józef Stalin [...]’’ z listu do Christophera Tolkiena z 9 grudnia 1943 r.) i nazizm – faszyzm:


,, […] W każdym razie żywię w związku z tą wojną osobistą gorącą urazę – co prawdopodobnie uczyniłoby ze mnie lepszego żołnierza w wieku 49 lat niż byłem nim w wieku 22 lat – do tego diabelnego małego ignoranta Adolfa Hitlera (…). Niszczy, wypacza, sprowadza na manowce i skazuje na wieczne potępienie owego szlachetnego, północnego ducha, stanowiącego najwyższy wkład do dziedzictwa Europy, ducha, którego zawsze kochałem i próbowałem przedstawić w jego prawdziwym blasku. Przypadkiem nigdzie nie był on szlachetniejszy niż w Anglii i nigdzie nie został wcześniej uświęcony i schrystianizowany [...]’’ - list do Michaela Tolkiena z 9 czerwca 1941 r.



Wcześniej był oburzony gdy niemieckie wydawnictwo przed wydaniem ,,Hobbita’’ zażądało odeń deklaracji bycia Aryjczykiem:

,, […] Czy jestem narażony na tę impertynencję z powodu niemieckiego nazwiska, czy też ich idiotyczne prawo wymaga świadectwa bycia arisch od wszystkich ludzi ze wszystkich krajów? […] Nie uważam (prawdopodobnego) braku domieszki żydowskiej krwi za rzecz szczególnie zaszczytną; mam też wielu żydowskich znajomych i nie chciałbym dawać powodów do sądzenia, że wyznaję tę całkowicie szkodliwą i nienaukową doktrynę rasową. […] Żałuję, ale nie jestem pewien co Państwo rozumieją pod słowem arisch. Nie jestem aryjskiego pochodzenia: to znaczy indo – irańskiego; o ile wiem żaden z moich przodków nie mówił językiem hindustańskim, perskim, cygańskim, czy jakimkolwiek pokrewnym dialektem. […] czy jestem pochodzenia żydowskiego to mogę jedynie z żalem odpowiedzieć, iż najwyraźniej nie mam przodków wśród tego utalentowanego narodu [...]’’ - fragmenty listów z 25 lipca 1938 r. do Stanleya Unwina i wydawnictwa Rütten und Loening Verlag’’.



Mimo to sprzeciwiał się wykładni alegorycznej utożsamiającej Mordor z ZSRR, a orków z komunistami. Szanował Żydów (z tego powodu Jan Kowalski w artykule ,,Trylogia mycki i kielni’’ opublikowanym w ,,Dzienniku Polskim’’ z 18 października 2001 r. uznał go niesłusznie za masona i rabina, hobbitów za Żydów, a Saurona za ,,dobrego Polaka’’). Stanowczo odrzucał wszelki rasizm jako postawę niechrześcijańską, nieetyczną i nienaukową:


,,Jeśli chodzi o to co mówisz lub sugerujesz na temat ‘miejscowych’ warunków: znam je. Nie sądzę, żeby się bardzo zmieniły (nawet na gorsze). Słyszałem jak mówiła o nich moja matka i odtąd szczególnie interesowałem się tą częścią świata. Traktowanie koloru [skóry] prawie zawsze przeraża wszystkich przyjeżdżających z Wielkiej Brytanii, i to nie tylko w Afryce Południowej. Niestety, niewiele osób zachowuje to szlachetne przekonanie przez dłuższy czas’’ - list do Christophera Tolkiena z 18 kwietnia 1944 r.



Był jednak krytycznie nastawiony do demokracji, do czego miał zresztą prawo. Z niechęcią pisał o nadchodzącej po II wojnie światowej globalizacji i amerykanizacji kultury Zachodu jako zjawisku zubażającym bogactwo światowej kultury. W czasie wojny domowej w Hiszpanii jego sympatie były po stronie mordowanych przez lewaków katolików, których niestety jedynym obrońcą był wówczas generał Franco. Przyjaźnił się z Royem Campbellem biorącym udział w owej wojnie. Tolkien jako weteran I wojny światowej patrzył na wojny z przerażeniem jako na nieszczęście dla wielu ludzi i tragiczny skutek grzechu pierworodnego. Potępiał ludobójstwo w każdej postaci:


,,W miejscowej gazecie pojawił się namaszczony artykuł, poważnie zalecający systematyczną eksterminację całego narodu niemieckiego jako jedyny właściwy sposób postępowania po zwycięstwie militarnym – ponieważ, uważasz, są to grzechotniki i nie widzą różnicy między dobrem i złem!(A co z autorem artykułu?). Niemcy mają mniej więcej takie samo prawo oznajmić, że Polacy i Żydzi to godne wytępienia robactwo i podludzie, jak my – wskazywać na Niemców; innymi słowy nie mamy żadnego prawa, cokolwiek by zrobili’’ - list do Christophera Tolkiena z 23 – 25 września 1944 r.


.
Czuł się odpowiedzialny za zbawienie swoich bliskich i w jednym z listów ubolewał nad odchodzeniem jego dzieci od katolicyzmu i robił sobie z tego powodu wyrzuty.









Ważną rolę w jego życiu odegrała przyjaźń z innym pisarzem fantastą – C. S. Lewisem, który pod wpływem Tolkiena porzucił ateizm. Lewis był wielkim miłośnikiem ,,Władcy Pierścieni’’, 2 choć samemu Tolkienowi nie spodobały się ,,Opowieści z Narnii’’. Z czasem ich wielka przyjaźń osłabła pod wpływem związania się Lewisa z Charlesem Williamsem, a Tolkiena z Royem Campbellem, oraz ślubu twórcy Narnii z rozwódką Joy Gresham. Mimo to Lewis na zawsze pozostał dla Tolkiena wielkim człowiekiem.
Zasłynął jako wybitny poliglota, znający min. język staroangielski, średnioangielski, gocki, łacinę, grekę, hebrajski (posłużył jako pierwowzór języka krasnoludów), hiszpański, islandzki, szwedzki, holenderski, niemiecki, fiński (posłużył mu w tworzeniu elfiego języka quenyi), walijski (posłużył mu przy tworzeniu elfiego języka sindarinu). Uczył się też języków słowiańskich – polskiego, rosyjskiego i serbskiego, choć język polski okazał się za trudny nawet na tak wybitnego poliglotę.
Wielki wpływ na jego twórczość wywarły baśnie i mity. W dzieciństwie napisał swoje pierwsze opowiadanie o ,,zielonym, wielkim smoku’’ (matka kazała mu poprawić na ,,wielkiego, zielonego smoka’’). Jego pierwszym wydrukowanym wierszem były ,,Stópki goblinów’’. W swej pracy artystycznej w największym stopniu korzystał z mitów germańskich, fińskich, w mniejszym stopniu – celtyckich, oraz z greckich i z ,,Biblii’’.
Wśród lubianych przezeń autorów znaleźli się: średniowieczny angielski poeta Geoffrey Chaucer (zajmował się nim naukowo), ojcowie założyciele gatunku fantasy: George Macdonald (ulubiony pisarz C. S. Lewisa), William Morris (odsyłam do posta: ,,Las za światem’’), Lord Dunsany i znany osobiście Erick Rucker Eddison (mimo pewnych zastrzeżeń), Mary Renault (odsyłam do posta: ,,Król musi umrzeć’’), klasyk science fiction Isaak Asimov, oraz czytane w oryginale islandzkie sagi, fiński epos ,,Kalevalę’’ i staroangielski epos ,,Beowulf’’. Nie podobała mu się natomiast twórczość Hansa Christiana Andersena i Williama Szekspira (tego ostatniego obarczał winą za infantylizację wizerunku elfów w kulturze; w ogóle nie lubił dramatu uważając, że czytanie bardziej rozwija wyobraźnię niż teatr), oraz filmów Disneya (można to zrozumieć, jeśli się porówna infantylne krasnoludki z filmu ,,Królewna Śnieżka’’ z epickimi krasnoludami z jego mitologii).
Był wielkim miłośnikiem piękna przyrody, zwłaszcza drzew (vide obraz dendromorficznej rasy entów we ,,Władcy Pierścieni’’). Bolało go jej bezrozumne niszczenie. Wyznawał poglądy proekologiczne zanim jeszcze stały się modne.
W czasie II wojny światowej spotkał polskiego oficera ,,Poptawskiego’’ (Popławskiego). Jednym z najwcześniejszych przekładów ,,Władcy Pierścieni’’ na języki obce był polski przekład Marii Skibniewskiej. Tolkien chciał aby przekłady jego książek na języki obce zachowały angielski klimat właściwy dla oryginału, co udało się właśnie Marii Skibniewskiej (przekład Bogumiła Łozińskiego, na siłę slawizujący niesłowiańską opowieść uznaję za chybiony). 




1 Gdyby Czytelnikowi ta modlitwa wydawała się czymś niewłaściwym, spieszę przypomnieć, że istnieli fantaści wyniesieni na ołtarze, żyjący w czasach zanim jeszcze narodził się gatunek fantasy. Byli to bł. Wincenty Kadłubek (to on właśnie przekazał legendę o smoku wawelskim) i św. Tomasz Morus (autor ,,Utopii’’). Szerzej poruszyłem ten temat w poście ,,Fantasy w oczach katolików’’.
2 C. S. Lewis zgłosił nawet autora ,,Władcy Pierścieni’’ do Literackiej Nagrody Nobla ;).

sobota, 21 kwietnia 2018

Włoskie legendy o karlicach








,,Otóż zdarzyło się w XIII - wiecznej Vicenzy, mieście położonym w północnych Włoszech, że  w rodzinie wielkiego pana, San Gerfano, przyszła na świat dziewczynka karliczka. Ojciec w pierwszym porywie gniewu chciał ją zabić, potem jednak zgodził się, by żyła, lecz pod warunkiem, że będzie starannie ukryta przed światem. Dziewczynkę nazwano Orsiną i umieszczono w wieży otoczonej fosą pełną wody. By wieżę uczynić bardziej niedostępną, w najbliższych jej okolicach kazał San Gerfano umieścić dzikie zwierzęta, a na krańcach tego surowego więzienia rozstawić warty. Orsiną opiekowały się w wieży trzy kobiety, również karlice. Jedzenie podawano im przez okno za pomocą specjalnej drabinki. W tym odosobnieniu dziewczynka urosła, nauczyła się czytać i najchętniej spędzała czas na lekturze. Z książki poznała historię  młodzieńca zakochanego w córze królewskiej. jego ukochaną zły czarownik przemienił w karlicę i oto królewna miała zaledwie trzy stopy wzrostu.
   Orsina doznała wstrząsu. Trzy stopy! To przecież dokładnie jej wzrost! Więc z wszelką pewnością i ona padła ofiarą czarów. I jak królewna w średniowiecznym romansie uwierzyła gorąco, że tylko miłość ją może wybawić z nieszczęścia, że pocałunek kochanka zdejmie ciążący na niej zły czar. Orsina zakochała się w synu cesarza Fryderyka, Konradzie, którego wizerunek znalazła na monecie. Pewnego dnia, gdy cesarski syn składał wizyt w Vicenzy, Orsina - nie wiadomo jakim sposobem - zdołała się wyrwać ze swej wieży i pobiegła na miejsce, gdzie odbywał się festyn ku czci młodego Konrada. Nie rozpoznana przecisnęła się przez tłum i namiętnie przypadła księciu do kolan. Konrad spojrzał ku ziemi, zobaczył brzydką postać skulonej karlicy i ze wstrętem odepchnął ją od siebie. Orsina tego nie przewidziała. Padła martwa u stóp ukochanego. 







      Bohaterką drugiej opowieści o możnym karlim dziecku jest piękna Laura. Miała niezwykłej piękności twarz, lecz szpetną postać i szkaradny charakter. Zawstydzony ojciec zamknął ją w całkowitym odosobnieniu. Rezydencję córki przyozdobił freskami i obrazami wybitnych artystów, lecz ten malowany na ścianach świat przedstawiał wyłącznie karzełki. Również [...] służba i zwierzęta - wszystko to były karły. I tak dorastała Laura nie znając istot innego rodzaju niż miniaturowe. Tymczasem ojciec postanowił wydać córkę za mąż. Znalazł właśnie kandydata. Był to mężczyzna normalnego wzrostu; skusił go wielki posag panienki. Kiedy wpuszczono kawalera na pokoje Laury, by młodych ze sobą zapoznać, nie uprzedzona w porę karla świta Laury rzuciła się na intruza z bronią w ręku i póty się nad 'olbrzymem' znęcała, póki go nie uśmierciła. Na rozpaczliwe krzyki młodzieńca nadbiegł wprawdzie ojciec Laury, ale było już za późno. 'Nieszczęsna, cóżeś zrobiła?' - zakrzyknął, by w odpowiedzi usłyszeć lakoniczne: 'To był potwór'' -
Bożena Fabiani ,,Niziołki, łokietki, karlikowie''

Eliksir przeciw wzrostowi







,,W XVII w. w stuleciu szczególnej mody na karły, poszukiwano 'cudownego' napoju, który by skutecznie hamował rozwój fizyczny dziecka, a był może mniej kłopotliwy w użyciu. Eliksiru takiego nie wynaleziono, ale znalazł się jakoby człowiek, który spreparował maść przeciwdziałającą wzrostowi. Wypróbował ją na własnych dzieciach. Zaledwie przychodził na świat jego kolejny syn, człowiek ten powlekał mu kręgosłup i stawy tylko sobie znaną maścią. Powtarzał ten zabieg wielokrotnie i ... rzekomo skutecznie. Dzieci jakoby sprzedawał potem z wielką korzyścią'' - Bożena Fabiani ,,Niziołki, karliki, łokietkowie''

piątek, 20 kwietnia 2018

Karzeł w cieście








,,I w starożytności i w średniowieczu narodziny karła wiązano z ingerencją siła nadprzyrodzonych. Jeszcze nawet w XVIII w. powszechnie wierzono, że w poczęciu karła ma swój udział diabeł; niekiedy korzysta on z pośrednictwa czarownicy, która rzuca na matkę zły czar. Znacznie dłużej panowało przekonanie, że matka dlatego wydaje na świat karzełka, iż we wczesnym okresie ciąży zetknęła się z karłem osobiście lub się jej przyśnił.
   Od najdawniejszych czasów nieszczęśliwi rodzice karłowatego dziecka szukali sposobów, by usunąć kalectwo. [...] W Rosji np. stosowano kurację chlebową; każdego dnia zawijano całe dziecko w surowe ciasto, a następnie na wielkiej szufli wsuwano je do odpowiednio nagrzanego chlebowego pieca. Nietrudno zgadnąć, że kuracja taka nie przynosiła rezultatów'' -
Bożena Fabiani ,,Niziołki, łokietki, karlikowie''. 

czwartek, 19 kwietnia 2018

Walijczycy w Niebie








,, [...] opowieść, którą znalazłem u Andrew Boorda, lekarza Henryka VIII, o tym jak zmienił się język Niebios. Święty Piotr, który miał zaradzić harmidrowi i paplaninie, zakłócającym spokój niebiańskich pałaców, wyszedł przed Wrota, wykrzyknął: caws bobi ['pieczony ser'] i zatrzasnął Wrota, nim Walijczycy odkryli, że wpadli w pułapkę, w której wcale nie ma sera'' - J. R. R. Tolkien ,,Angielski i walijski'' [w]: J. R. R. Tolkien ,,Potwory i krytycy''






Warto porównać to z polską legendą o łebianach w Niebie ;). 

Kozodoje


,,Wtedy amerykański obywatel Lugiebil obecny przy tej rozmowie oświadczył, że ‘oliwa peruwiańska’, o której mowa, nie pochodzi z ryby, lecz z ptaka – a chociaż księża katoliccy uznali tę oliwę za postną, i stąd urosło mylne przekonanie, że jest ona częścią organizmu rybiego, tym niemniej jest ona z pewnością tłuszczem ptasim gatunku, zwanego guacharo. Tę rozmowę miałem w pamięci, gdyśmy mówili z kapitanem Riderbjölke, który dłuższy czas bawił w Peru, o misjonarzach z klasztoru Caripe, gdzie mnisi nie używali innego tłuszczu jak tylko z guacharów. Kapitan ów opisał nam bardzo dokładnie samego ptaka guacharo i opowiadał o śnie jego, w porze, gdy owoców na drzewach Nectandry nie bywa’’ - Benedykt Dybowski ,,Sen i marzenia senne’’, 1907.










Kozodoje są grupą tajemniczych, nocnych ptaków, w Polsce reprezentowanych przez lekka kozodoja. Zacznijmy od wyjaśnienia nazwy – co ma ptak wspólnego z kozą? Wiąże się to ze stereotypem pochodzącym ze starożytnej Grecji. Pasterze nie chcąc dzielić się mlekiem swoich kóz, rozgłaszali, że nocą przylatuje lelek (faktycznie władny objąć dziobem wymię kozy) i wypija im mleko. Wierzono w to aż do XIX wieku. Prawdę mówiąc, wszystkie zwierzęta nocne pobudzały ludzką wyobraźnię do wymyślania ,,niestworzonych rzeczy’’.









Europejski lelek kozodój i północnoamerykański lelek kalifornijski są stosunkowo małymi ptakami o niepozornym, szaro – brązowym ubarwieniu. Mają krótkie, szerokie dzioby. Siedząc nieruchomo na drzewie mogą imitować ułamane gałęzie. Lelek kozodój wydaje charakterystyczny dźwięk: ,,errrrrrr...’’







Afrykański dziwolelek wstęgopióry ma upierzenie brązowe z czarno – białymi skrzydłami, wyposażonymi w dwie monstrualnie długie, białe sterówki.








Południowoamerykański tłuszczak należy do nielicznych ptaków posługujących się echolokacją (należy tu również wymienić jerzykowate – salangany). Wyglądem przypomina nieco sowę – ma brązowe upierzenie na głowie tworzące kępki podobne do uszu, oraz lekko zakrzywiony dziób. Jego nazwę utworzono od gromadzonego pod skórą tłuszczu. To właśnie tłuszczak jest wymienionym w powyższym cytacie ptakiem ,,guacharo’’ (,,krzykaczem’’). Jego siedliskiem są jaskinie. Przodkowie tłuszczaków prawdopodobnie żyli jednak w lasach jak inne kozodoje.
Jeśli monstrualne dzioby kozodojów nie służą do wypijania koziego mleka, to jakie jest ich zastosowanie? Służą do chwytania nocnych owadów, od komarów po ćmy. Wśród kozodojów tłuszczak od dawna miał opinię zdeklarowanego jarosza tuczącego się palmowymi owocami. W rzeczywistości uzupełnia jadłospis także owadami – Indianie twierdzili tak od dawna, ale im nie wierzono.








Co prawda jesienią noce się wydłużają, ale wraz ze spadkiem temperatury powietrza owadów jest coraz mniej, toteż lelek kozodój jest zmuszony lecieć do Afryki. Nie mamy pewnych danych na temat prawdziwości wymienionego w powyższym cytacie snu tłuszczaka. Jedynym znanym ptakiem zdolnym do hibernacji jest inny przedstawiciel kozodojów - lelek kalifornijski obdarzony wymowną nazwą ,,zimodrętwa’’. Potrafi obniżyć temperaturę swego ciała, aby móc przeczekać okres deficytu owadów.
Gniazda tłuszczaków lepione z miękkich materiałów przypominają makiety wulkanów (podobnie jak gniazda flamingów). Pisklęta wszystkich kozodojów są gniazdownikami.
Lelek kozodój występuje w noweli Henryka Sienkiewicza ,,Janko Muzykant’’. Ptaki te (jak wszystkie zwierzęta nocne) mogą być symbolem grozy i tajemniczości (np. w jednym z opowiadań Lovecrafta 1). W południowoamerykańskich legendach tłuszczaki (zwane ,,tayo’’) strzegą inkaskich skarbów ukrytych przed Hiszpanami.
Prowadząc nocny tryb życia kozodoje regulują liczebność konkurujących z człowiekiem owadów nocnych niedostępnych dla dziennego ptaka. Tłuszczaki (obecnie chronione) odławiano dla tzw. mentaca guacharo – oliwy peruwiańskiej. Jeszcze obecnie padają łupem organizowanych przez Indian Jivarów tzw. tłustych żniw.
W Polsce lelek kozodój znajduje się pod całkowitą ochroną prawną.








1 Mam na myśli ,,Koszmar w Dunwich’’.