,,Nie wszystkie włochate pająki należą do gatunku tarantuli. Prawdziwa tarantula jest dużym, jadowitym pająkiem i żyje m.in. we Włoszech. W starych przekazach podawano, że człowiek ukąszony przez tarantulę wpada w nieprzytomne opętanie, które zmusza go do oszalałego tańca. Mówią, że stąd wywodzi się taniec znany jako tarantela'' - Alexandra Parsons ,,Zdumiewające pająki''
wtorek, 29 września 2015
Legenda o tarantuli
Teost i zbójnicy
,,Zbójnicy z Montanii (w Biesogórach ich odpowiednikiem są opryszkowie) gnębią ową górzystą krainę już od czasów króla Wiła Sławicza, lub nawet jeszcze wcześniej. Ich wodzowie zwani harnasiami, noszą wysokie, twarde czapy, zwane kłobukami, za szerokimi, skórzanymi pasami zatykają sztylety, zaś ich najgroźniejsza broń to ciupaga. Niżsi rangą zbójnicy noszą czarne kapelusze zdobione orlimi piórami i muszelkami kauri. Wielu zbójników zapuszcza długie włosy, w których drzemie ich siła, oraz zakłada skóry baranów, niedźwiedzi i innych zwierząt. Powiada się o nich, że przewyższają innych ludzi siłą i zręcznością, znają mowę zwierząt i potrafią przybierać ich postać, zaś ich broń nieraz jest zaczarowana. […] Zbójnicy z Montanii rabowali, mordowali, a nawet sprzedawali swych jeńców w niewolę, zaś władcy po dziś dzień karają ich za to wieszając na haku za żebro. Swego czasu zbójnicy wielokrotnie występowali przeciw królowej Tatrze, biorąc jej łagodność za słabość. Urządzali liczne bunty, spiskowali z królem wąpierzy Naraicarotem I z Burus, a raz nawet pijany harnaś Merda wyzwał w swej pysze i głupocie wielką królową na pojedynek 'na śmierć, nie niewolę', lecz ubił go Anatolij Rdzeniejew. Ponadto zbójnicy w jednej z montańskich kącin zamordowali wieszcza Zorzenia, który głosił potrzebę wprowadzenia pośmiertnego kultu królowej Tatry jako jytnas. Najlepszym źródłem wiedzy o zbójnikach są 'Księgi zbójeckie' liczące pięć tomów'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.
Era
dwunasta zaczęła się od momentu gdy żołędziowa arka Dobromira
osiadła na szczycie Trzy Korony w wynurzonej z wód potopu Montanii.
W krainie tej zamieszkali Słowianie, potomkowie Dębu i Brzozy,
którzy odbudowali Śnieżelicę, Toreń, w którym złożyli
niewieści szkielet, czczony jako relikwia królowej Tatry, Crinix i
Scareyov, gdzie urodził się Audan – Skarbnik. Słowianie
montańscy żyli podzieleni na wiele dziś już zaginionych plemion
pod opieką królowej Tatry – pani na górze Gerlach, jej ojca –
jytnas Giewonta, króla – wodnika Rysego – pana na górze Risinie
i mężnego Krywania (Krivania)
– garbatego Lynxa z ery szóstej, bohatera walk ze Żbiczanami.
Górale żyli z uprawy ziemi, hodowli brązowych krów i owiec,
polowań i zbójnictwa w dzikiej krainie pełnej niedźwiedzi,
wilków, rysiów, orłów, kozic, świstaków, rosomaków, białych
waździerzy i tygrysów szablozębnych, Lynxów, Neurów, mamun,
dziwożon, czarownic, górskich rusałek i krasnoludków, smoków i
olbrzymich węży – trusi, groźnych, czarnych panków i zajadłych,
czerwonych léwic, oraz połykających owce i pasterzy ryb z
Morskiego Oka. Montania wchodziła kolejno w skład Białej Krobacji
– słowiańskiego królestwa ze stolicą w Glaukopolis, założonego
przez braci Kloukasa (Glaukosa), Lovelosa, Kasentisa, Mouchlę,
Korbetę oraz siostry Tougę i Vougę, pierwszego imperium
sarmackiego i Państwa Samona. W pierwszym wieku ery trzynastej
Montania stała się częścią nowego królestwa – Bohemii, jednak
król Analapii Opolon, syn Lecha I na drodze podboju przyłączył
ją, razem ze Ślążem, Visclą, Ojcowem i Zielonymi Stawami do
swych włości. Stolica owej bohemijskiej, póxniej zaś
analapijskiej prowincji mieściła się w Śnieżelicy. Gród ten
dziś nazywa się Zakopane. Haj!
*
W
pierwszych wiekach ery dwunastej, słowiańską Montanię
przemierzało dwóch mężów; mistrz i uczeń. Pierwszy z nich –
wysoki i smukły, o szlachetnych rysach twarzy, miał długie, czarne
włosy, brodę i wąsy, na głowie nosił wieniec z dębowych liści,
a w ręku trzymał podróżny kij. Odzieniem jego była sięgająca
ziemi szata czerwona. Drugi z wędrowców, nieco niższy, lecz
szeroki w barach, miał włosy i brodę siwe, dębowy wieniec ze
złotych liści, szatę białą, a kostur złoty. Szli przez drogi i
bezdroża górzystej krainy, a gdzie się zatrzymali, tam lud zgodnie
z obyczajem witał ich jak bogów, lecz nikt nie wiedział, że dwóch
wędrowców to nikt inny jeno Teost Car Słońce w szkarłatnej
szacie i pierwszy arcykapłan romahorsko – rumski, rybak Petrysław
Janisławić, co złoty harpun zamienił na złoty kij. Teost i
jytnas Petrysław – Pawlimir byli gościnnie witani nie tylko przez
górali, ale i przez niedźwiedzie, Lynxów, Neurów, czy górskie
rusałki w białych sukienkach, tańczące na ośnieżonych
szczytach, zaś panki i léwice unikały ich. Raz wcielonego Swaroga
i jego arcykapłana witała w swym sanktuarium królowa Tatra, zaś
nad Morskim Okiem ujrzeli spacerującą wśród mgieł Juratę,
otoczoną dworem morskich nimf – morzanek i redunic. Innym razem
natknęli się na hulajpartię zbójników, na których czele stał
opiewany w pieśniach harnaś Kubrat (Cubratus),
przez skoromochów nazywany Kijem. Jytnas Petrysław – Pawlimir
wzdrygnął się nieco na myśl o zbójnikach, których znano jako
rabusiów, gwałcicieli i morderców, lecz Teost nie okazał lęku.
-
Agejowi sława! - przywitał obu wędrowców Kubrat.
-
I Enkom sława! - odpowiedział Teost.
-
Jam Kubrat, postrach Spiskiej Doliny. A wy kto?
-
Jam Lew Winojan – oznajmił Teost, a to mój sługa Petrysław
Janisławić – Car Słońce nigdy nie kłamał i przedstawiając
się powiedział prawdę, lecz w formie zagadki.
-
Chodźcie z nami, strudzeni wędrowcy ze Wschodu, a zaznacie
zbójnickiej gościnności – arcykapłan Petrysław z Romahory
trochę się bał, lecz nic nie powiedział.
-
Prowadź nas, sławny Kubracie – rzekł tylko Teost i ruszyli.
Długo
szli do kryjówki zbójników, a po drodze oczom podróżującego
incognito arcykapłana z Romahory ukazały się zdumiewające rzeczy.
Oto pożar trawił jakąś chatę, a harnaś Kubrat ryzykując życiem
wydobył dziecko z płomieni, tak jak całe wieki później uczynił
to Jan Czarny, postrach i zakała Pawlaczycy. Kubratowy towarzysz,
Byrcyn okrył uratowaną dziewczynkę baranim kożuchem, zaś
skarbnik całej bandy; Luptak dał rodzicom sporo złota i kamieni,
by mogli odbudować dom i nakupić spyży.
Wieczorem
cały orszak dotarł do jaskini gdzie mieściła się kryjówka
bandy. Kubrat nakazał zawiązać przed wejściem oczy Teostowi i
Petrysławowi, by nie zdradzili sługom księcia Cisława położenia
kryjówki. W środku groty, nad ogniskiem piekł się jeleń, a piwo
i żętyca lały się strumieniami. Grała skoczna muzyka, w takt
której rozbójnicy tańczyli dziki taniec, zwany zbójnickim. Potem
Kubrat nakazał ciszę i nadszedł czas na opowieści i pieśni o
dalekich krajach i bohaterskich czynach. Na prośbę harnasia, jego
goście z zamierzchłej przeszłości opowiadali o starożytnym,
zniszczonym przez złego czarnoksiężnika carstwie nad rzeką Nilus,
potem zaś rozpoczęła swą pieśń igrca Bosek Goskovic, co w
swych wędrówkach przybył do Montanii znad wybrzeży Morza
Srebrnego. Jego pieśń, połączona z grą na złotej lirze sławiła
urodę znanych plemieniu Sławińców
służebnic Juraty – syren morzeczek o rybich ogonach, które
nosiły bursztynowe naszyjniki i zamieniając ogony w nogi mogły
chodzić po lądzie, oraz pań jeziornych – rusałek redunic o
rudych włosach i czerwonych paznokciach. Pieśniarz opowiadał jak
to Słowińcy chętnie chwytali redunice w sieci i brali za żony,
jednak nie mogli przeboleć występujących u nich błon między
palcami i płatów błony na udach... Pieśń dobiegła końca, w
oddali wyły wilki i wilkołaki, czarownice spieszyły na sabat na
Babiej Górze, w blasku Księżyca pląsały górskie rusałki –
przez Greków zwane oreadami, zaś Kubratowi kamraci i ich goście
zasnęli przy ognisku snem sprawiedliwego...
Rano
czekała ich przykra niespodzianka. Maduńscy hajducy księcia
Cisława nałożyli im pęta, po czym pognali na sąd do Śnieżelicy.
Widać chłopi z miejscowej wioski, być może nawet sami pogorzelcy
wydali ich dla nagrody. Gdy szli przez zagubione wśród gór i
lasów sioła, co niektóre dzieci, a i starsi od nich pokrzykiwali
szyderczo, lecz niczym nie rzucali, bo mogli trafić któregoś z
żołnierzy, a gniew wojowników byłby srogi. Książę Cisław,
zasiadający w dawnej stolicy Wielkiego Księstwa Montanii i głoszący
się prawowitym władcą całej krainy, nie mógł dziś sądzić, a
był to skutek bólu głowy po wczorajszej pijatyce i rozpuście.
Osądzenie bandy Kubrata zlecił trzem sędziom. Gdy ci udzielili
głosu Teostowi, Car – Słońce rzekł:
-
Ci rozbójnicy uratowali z pożaru dziecko, okryli je skórą i
wypłacili matce złoto na odbudowę chaty...
-
Potwierdzam. Mój pan i ja widzieliśmy to na własne oczy – rzekł
Petrysław.
-
Tak odpowiadasz książęcemu sądowi? - sędziowie poczerwienieli
jak kraki z gorących mórz i zazgrzytali zębami. - Za pomaganie
przestępcom przez tuszowanie ich zbrodni, sami też zawiśniecie na
haku.
-
Mówię prawdę o czynach bandy Kubrata i o was też prawdę powiem –
rzekł spokojnie Teost, podczas gdy sędziowie pienili się z
wściekłości.
-
Przecież nas nie znasz, przybłędo – warknął jeden z nich i
plunął wcielonemu Swarogowi pod nogi.
-
Ty, Sędzimirze – Car – Słońce zwrócił się do pierwszego z
sędziów – będąc bogatym i sytym, kradłeś i okłamywałeś
księcia, a swój urząd zdobyłeś przekupstwem – pełen buty
urzędnik słysząc to zbladł jak ściana, a Teost ciągnął. - Ty,
Sędziwoju; w czasie zamieci śnieżnej w Święto Rozpalenia Słońca
na Niebie rzuciłeś kamieniem w osierocone dziecię, proszące cię
o chleb i nocleg – słuchający tego gmin zawrzał z oburzenia,
mówiąc na to srom i hańba. - Ty, Sędzisławie, wygnałeś z domu
starą matkę. Pytam więc, kto bardziej zawinił, kto okazał się
bandytą, a kto człowiekiem, błądzącym, ale człowiekiem, nie
bestią?! - na te słowa sędziowie struchleli.
-
Pochwyćcie go i utnijcie mu głowę, to demagog! - wydukał
Sędzimir.
-
Już raz zostałem zabity – rzekł smutno Teost, po czym na oczach
wszystkich, nad jego głową zajaśniała ognista korona. Ów znak
godności Enków i jytnas przyozdobił również srebrzyste skronie
Petrysława, a jego złoty kij stał się złotym trójzębem.
-
Sława Teostowi i jego arcykapłanowi! - zakrzyknęli zbójnicy i
gmin, zaś hajducy z Madunii oddali im pokłon do samej ziemi.
Źli
sędziowie czym prędzej opuścili salę sądu i słuch o nich
zaginął. Teost i jytnas Petrysław również zniknęli, zaś z
Kubrata i jego kamratów opadły pęta. Zbójnicy pełni wdzięczności
i żalu za wcześniejsze grabieże zamienili się w jawory, które
pokazywano sobie w Śnieżelicy jeszcze w erze trzynastej. Haj!
poniedziałek, 28 września 2015
Człowiek - niedźwiedź na dworze Jana Kazimierza
,,A był tam niedźwiadek, alias in forma człowiek, circiter koło 13 lat mający, którego na Litwie, parkany stawiając, Marcin Ogiński żywcem osocznikom kazał do sieci nagnać i złapać z wielką strzelców szkodą, bo go niedźwiedzie srogo bronili, osobliwie jedna wielka niedźwiedzica najbardziej broniła, znać, że to była jego matka. Tę skoro osocznicy położyli, zaraz też i chłopca złapano, który był taki właśnie, jaki powinien być człowiek, nawet u rąk i nóg nie pazury niedźwiedzie, ale człowiecze paznokcie; ta tylko od człowieka była dyferencyja, że był wszystek długimi tak jak niedźwiedź obrosły włosami, nawet i gęba wszystka, oczy mu się tylko świeciły; o którym różni różnie konwertowali, konkludując jedni, że się to musiało zawiązać ex semine viri cum ursa; drudzy zaś mówili, że to znać niedźwiedzica porwała gdzieś dziecko bardzo młode i wychowała, które że wymiona ssało, i dlatego też owę przybrało podobieństwo zwierzęcia. Nie miało to chłopczysko ani mowy, ani obyczajów ludzkich, tylko zwierzęce. W tenże czas podała mu królowa z gruszki łupinę, pocukrowawszy ją; z wielką ochotą włożył do gęby; posmakowawszy wypluł to na rękę i z ślinami cisnął królowej między oczy. Król począł się śmiać okrutnie. Królowa rzekła coś po francusku; król jeszcze bardziej w śmiech. Ludowika, jak to była gniewliwa, poszła od stołu; król też na ową furyją kazał nam wszystkim pić, wina dawać, muzyce, fraucymerom przyjść, nuż w ochotę'' - Jan Chryzostom Pasek ,,Pamiętniki''.
Przygody polskiego herosa
,, I. Bohater, młodzieniec niezwykłego pochodzenia i nadludzkiej siły, (a) jest synem niedźwiedzia i porwanej przez niego kobiety (...), (b) synem karła lub zbójcy, (c) synem człowieka i niedźwiedzicy, klaczy lub krowy, lub przynajmniej (...) wychowankiem tych zwierząt, albo (c) poczęła go matka, zapłodniona przez magiczny owoc, (...) wiatr, (...) ogień, (...) albo wreszcie siłę swą zawdzięcza ssaniu matki przez kilka (siedem i więcej) lat.
A. Trzej królewicze strzegą ojcowskiego ogrodu, nawiedzanego przez tajemniczego ptaka.
B. Trzej królewicze wyruszają po cudowną wodę dla chorego ojca.
II. Towarzysze bohatera. (...) Spotkawszy dwu bohaterów, odznaczających się niezwykłą siłą, (...) bohater przybywa do samotnego domu w lesie (... zamku), poskramia potwora, który poprzednich dni poturbował towarzyszy, gdy gotowali obiad, (...) wszczepia jego brodę w pień, potwór ucieka do lochu (...) bohater zapuszcza się za nim w podziemia.
A. Najmłodszy królewicz podpatruje tajemniczego ptaka i puszcza się za nim w podziemia.
III. Uwięzienie królewny. (...) Trzy królewny (... rzadziej jedna), porwane przez smoka, żądają od bohatera wyzwolenia.
IV. Walka ze smokiem. (...) Bohater otrzymawszy miecz (.... inne magiczne środki), zabija smoka, (...) towarzysze wyciągają w koszu królewny, (...) bohatera zaś chcą zgubić i przecinają linę, on jednak obciąża kosz czymkolwiek, sam zaś pozostaje w podziemiu, (...) niekiedy zostaje wydobyty przez ocalone królewny.
V. Powrót z podziemia. (...) Bohater wydobywa się na świat (...) przy pomocy ducha lub (...) ptaka (...gryfa), któremu ocalił pisklęta, (...) a którego karmi kawałkiem własnego ciała.
VI. Ukaranie zdrajców. (...) Bohater daje się poznać ocalonej królewnie, przybywszy do zamku w dzień jej wesela. (...) Przebrany za biedaka (...) posyła swego psa na zamek, by przyniósł mu potrawę od królewny lub (...) zawiadamia królewnę o powrocie zbawcy, albo (...) ukazuje pierścień lub (...) inny znak, po którym królewna może go rozpoznać. (...) Zdradzieccy towarzysze ponoszą śmierć, bohater poślubia królewnę'' - Julian Krzyżanowski ,,Polska bajka ludowa w układzie systematycznym'' [w]: Marek Derwich, Marek Cetwiński ,,Herby, legendy, dawne mity''.
Legenda rodu Czartoryskich
,,Słyszałem - pisze de Mongrillon, poseł francuski przebywający w Polsce pod koniec XVII w. - od księcia Czartoryskiego, że wywodzą się oni od Colonnów, co jest dużym zaszczytem dla tych rzymskich panów, którym dom brandenburski czyni ten sam zaszczyt. Opowiedział ciekawą powiastkę rodzinną na ten temat, którą opowiadają tak naprawdę jedynie jako żart. Oto jak przedstawiają sprawę. Powiadają, że pewien pan z rodu (Collonów) uzbrojony wpadł we Włoszech w pewien rodzaj jamy lub przepaści bardzo głębokiej i wyszedł na powierzchnię ziemi na Litwie przez inną dziurę, pozostając w tym samym stanie w jakim upadł. Urządził się w tym kraju, dając początek rodowi (Czartoryskich) i dlatego ma on w herbie człowieka uzbrojonego'' - Marek Derwich, Marek Cetwiński ,,Herby, legendy, dawne mity''
Mokośka kapłanka
,,Obie córki Owsiwoja i Lubiny otrzymały swe imiona – Mokosz i Mokośka na cześć Mokoszy. Podczas gdy Mokosz poślubiła Horpyna (Gorpinus), jej siostra została kapłanką Aredvi. […] Nosiła białą z czerwonym wizerunkiem – wyobrażeniem Enki; wianek z lilii, szafir przytwierdzony do czoła i pierścień z jednorożcem. Wyróżniała się wielkim nabożeństwem, pilnością i pokorą, była uwielbiana przez cały chram. Poza tym budziła podziw swą urodą. Jednak pewnego dnia coś zaczęło jej doskwierać. Bała się o tym powiedzieć, aż wreszcie zdobyła się na odwagę.
- Świat jest pełen cierpienia i zła – modliła się przed posągiem Mokoszy – dzieci umierają zaraz po opuszczeniu łona matki, susze niszczą pola, Gorynycz choć uwięziony wciąż szaleje – rzeźba milczała. - Nazywam się Ćma, bo za 'ćmę' kocham i cierpię katuszę – sama aż przestraszyła się tak śmiałych słów. - Proszę cię, matko, udziel mi swej potęgi, bym mogła zmienić świat. Najlepiej już dzisiaj. Nie bój się, nie wykorzystałabym Twej mocy w złym, lub osobistym celu, a jeno dla dobra podległego Ci stworzenia – gdy Mokośka to mówiła, drewniany posąg zaczął ożywać. Mokosza stanęła przed swą służebnicą.- Przekaż mi swą władzę, choćby na jeden dzień, a zobaczysz, że ludzie będą szczęśliwsi, a ja mądrzejsza. Niech to będzie na próbę, żebym wiedziała co Ty czujesz będąc Enką – Mokosza długo patrzyła jej w oczy, po czym ukoronowała Mokośkę złotą, a następnie ognistą koroną. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Zamiast w chramie była teraz we wnętrzu Enkohazu; widziała Ageja i Enków. Świętowit myślał, że ma przed sobą żonę. Gdy zasiadła na kryształowym tronie w przepysznej komnacie, jej oczom ukazał się cały świat z jego mieszkańcami. Wtem do jej uszu dobiegły błagania kobiety spodziewającej się dziecka o bezpieczne rozwiązanie. W jednej chwili zastępczyni Mokoszy znalazła się w izbie. Naszykowała sobie łuk i strzały, by odegnać mamuny, lecz te zdawały się nic nie wiedzieć o porodzie. Mokośka była niewidzialna i zaczęła obserwować rodzącą. Była noc, gdy kobietę zbudziły potężne bóle i wówczas wezwała opieki ze strony Mokoszy. Nastąpił krwotok i dziecku i matce groziła śmierć. Mokośka przy całym swym współczuciu była bezradna, a widząc, że dwie istoty mogą umrzeć, padłą na kolana i zrywając obie korony z płowych włosów błagała Aredvi o wybaczenie i o ratunek. Głośno płakała, lecz nikt w izbie jej nie słyszał. Tymczasem przybyła prawdziwa Mokosza – Dziecilela. W jednej chwili zatamowała krwotok i już po kilku chwilach, łono opuściło piękne niemowlę. Mokośka mocno żałowała swej prośby, przez którą omal nie zginęła rodząca matka, lecz Mokosza na znak przebaczenia dała jej klejnot w barwach czerwieni, bieli i błękitu'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.
-
Pytasz mnie, Mokośko, córko
Owsiwuja, dlaczego twoje modlitwy pomagają nie tej osobie, za którą
się wstawiasz – złotowłosa Mokosza w białej szacie, stała
przed klęczącą u jej stóp kapłanką i razem rozmawiały.
-
Tak, Pani, o to właśnie chciałabym Cię zapytać, jeśli nie
będzie to aktem pychy z mojej strony.
-
Szczerze poszukujesz prawdy – Mokosza nachyliła się nad swą
służebnicą i jasną dłonią pogładziła jej płowe włosy – a
to jest miłe Agejowi i nam, Enkom. Tak naprawdę to Agej przyjmuje
twe prośby, podziękowania, wynagrodzenia i uwielbienia i on sam,
Agej Niepojęty dysponuje nimi, zaś my, stworzone przezeń z ciała
boga Niepodzielnego istoty święte jedynie zanosimy je przed jego
ołtarz w Kaplicy Płomieni w Domu Enków. Agej nie jest niczym
skrępowany w dysponowaniu twymi darami, lecz wiedz, córko ludzi, że
w swym nieskończonym miłosierdziu, na pewno nie pozwoli, by twe
szczere i wytrwałe modły miały pójść na marne. Niektórym
istotom mającym dusze już nikt nie może pomóc – płoną bowiem
po wieki na przeklętych wyspach Nawi Čortów.
Prośby za nie skierowane, pomagają nie im, lecz innym stworzeniom.
Pamiętaj, że Agej pamięta i chce pomóc także tym zapomnianym i
wzgardzonym. Cokolwiek się stanie, niezależnie czy masz nastrój
dobry czy zły, nie porzucaj modlitwy.
-
Tak uczynię – odrzekła Mokośka swej umiłowanej pani.
Mokosza
chcąc wystawić swą kapłankę na próbę, rzekła jej pewnego
razu.
-
Spełnię twoje trzy życzenia. Wybierz dobrze, żebyś nie musiała
ich żałować – służebnica Królowej Ziemi, jej matki i pani
popadła w zadumę, bo nie wiedziała o co prosić tą, która
czciła. Siedem dni rozmyślała o tym, aż w końcu za zgodą swej
mistrzyni Laticy opuściła chram i udała się na wędrówkę.
Okrągły miesiąc włóczyła się po siołach i grodach, lasach i
polach, bagnach, a stepach, pytając ludzi, skrzaty, rusałki i
wodniki, oraz zwierzęta i rośliny, bo mocą Mokoszy znała ich
mowę, o co mogłaby prosić swą panią. Usłyszała dziesiątki
propozycji. Witezie mówili jej: ,,Proś
o sławę i bogactwo'',
kmiecie podpowiadali: ,,Proś
Matkę Wilgotnej Ziemi o to, byś nigdy nie zaznała głodu ni
choroby''. Rusałki jej
rzekły: ,,Abyś była
piękna i miała słodki głos jak my''.
Jaskółki i skowronki zalecały prosić o dar przesypiania srogiej
zimy pod lodem, lub pod ziemią, mrówki o pracowitość, tury o
siłę, lochy o płodność, jeże o to, by nie musiała lękać się
puchaczy, drzewa o długie życie... Gdy Mokośka powróciła do
swego chramu, leżącego gdzieś na ziemiach późniejszej Analapii,
padła na kolana przed posągiem swej pani i poprosiła:
-
Udziel mi matko męstwa, zaufania Tobie i miłości, bym wytrwała i
mogła kiedyś spotkać się z Tobą – Mokoszy spodobała się
prośba jej kapłanki i udzieliła jej darów, o które prosiła.
niedziela, 27 września 2015
Pielgrzymka 2015
,,Bolesna Królowo Polski u świętej Doroty w Licheniu – udziel pokoju dniom naszym'' – ks. Jan Twardowski ,,Polska litania''
W
dniach
24 – 26 września 2015 roku byłem na autokarowej pielgrzymce do
sanktuariów w Rokitnie, Licheniu, Częstochowie i Kaliszu.
Wyruszyliśmy nad ranem spod kościoła pod wezwaniem św. Stanisława
Kostki w Szczecinie. Zaniosłem ze sobą intencję pokoju na świecie
i parę innych, Bogu wiadomych.
Rokitno
(starokrasne: Rokitopolis,
runwirskie: Rokitno)
leży w województwie wielkopolskim. W czwartek byliśmy tam na Mszy
Świętej. W mieście tym znajduje się obraz Matki Bożej Cierpliwie
Słuchającej (owe słuchanie modlitw symbolizuje Jej odsłonięte
ucho, zaś półprzymknięte oczy oznaczają kontemplację Boskiej
natury Jezusa Chrystusa i otwarcie się na Jego naturę ludzką).
O
Licheniu
(Lichopolis,
Lichen')
dowiedziałem
się po raz pierwszy w drugiej lub trzeciej klasie szkoły
podstawowej słysząc rozmowę mojej śp. Babci z sąsiadem, panem
Joxem ov Jarinisem. Miasto to leży w województwie wielkopolskim.
Widziałem w nim cudowny obraz Maryi w 2004 r. przeniesiony z
kościoła św. Doroty do Sanktuarium Bolesnej Królowej Polski.
Uczestniczyłem we Mszy Świętej i w Apelu Jasnogórskim w owym
wielkim i niewypowiedzianie pięknym sanktuarium, prawdziwym
przedsionku Nieba na Ziemi. Oglądanie owego cudu architektury było
nadzwyczajnym przeżyciem duchowym i estetycznym. Często nawet nie
zdajemy sobie sprawy jak bardzo piękna, choć zaniedbana jest nasza
Ojczyzna. Kult obrazu sięga 1813 r. kiedy to Maryja z białym orłem
na piersi ukazała się po bitwie pod Lipskiem rannemu, polskiemu
żołnierzowi w armii napoleońskiej. Nieco później objawiła się
pasterzowi Mikołajowi Sikatce, którego grobowiec oglądałem. W
Licheniu piłem cudowną wodę i odprawiałem Drogę Krzyżową na
Golgocie – sztucznej górze zbudowanej z milionów kamieni, w tym
kamieni szlachetnych.
W
Częstochowie (Mariopolis,
Mariograd)
uczestniczyłem
w nabożeństwie Drogi Krzyżowej na Jasnej Górze. Nocowaliśmy u
gościnnych sióstr salezjanek, oraz zakupiliśmy pamiątki, które
zostały poświęcone przez paulina.
W
Kaliszu
(Calisia,
Kas'liš), w województwie wielkopolskim, modliliśmy
się w sanktuarium św. Józefa i w podziemiach kościoła
widzieliśmy wystawę o katolickich kapłanach więzionych i
mordowanych w Dachau. Tu ciekawostka: Dachau było jedynym obozem
koncentracyjnym, z którego wypuszczano, ale pod warunkiem
wyrzeczenia się kapłaństwa. Jednak żaden z więzionych księży i
biskupów nie zdradził powołania. Widziałem obraz Świętej
Rodziny w królewskich, złotych szatach i koronach na czerwonym tle.
Do
Szczecina wróciłem nocą, zmęczony, ale szczęśliwy. Na
pielgrzymce doświadczyłem Bożej miłości i ujrzałem wiele
pięknych miejsc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















