poniedziałek, 10 września 2018

Apoloniusz z Tyru


,,Apolonjusz z Tyru, jedna z najbardziej ulubionych w średniowieczu postaci powieściowych. W pierwotnej swej formie wzięła prawdopodobnie początek z opowiadania Ksenofonta z Efezu. Najwcześniejszy rękopis, zawierający wersję łacińską (opublikowany po raz pierwszy w r. 1887), pochodzi z IV. lub X. w. po Chr., w dalszych rękopisach ujęcie tematu odbiega często od pierwowzoru, tak n. p. w sławnym zbiorze ‘Gesta Romanorum’ (Czyny Rzymian). Zachowały się też opracowania wierszowane. Gottfryd z Viterbo (kapelan i wikary niemieckich cesarzy Fryderyka I. i Henryka VI.), zebrał wszystkie ówczesne redakcje i przeniósł fabułę w czasy drugiej wojny punickiej (218 do 210 przed Chr.), o której wypadkach, jak zamordowanie Hamilkara i wyprawie Hannibala do Włoch, wspomina się w utworze. Również między zebranymi pod tytułem ‘Carmina Burana’ pieśniami studenckimi znajduje się opracowanie opowieści o Apolonjuszu. W 1471 słynny drukarz augsburski Günther Zainer wydał Apolonjusza w redakcji lekarza i humanisty Henryka Steinhöwela, później w r. 1553 napisał Hans Sachs swą balladę: ‘Der König Apollonius im Bad’ (Król A. w kąpieli). Dalsze redakcje znajdziemy w licznych książkach ludowych XV. i XVI w. Na podstawie redakcyj angielskich napisał Shakespeare ‘Peryklesa, księcia Tyru’, dramat przez długi czas zaliczany do szeregu utworów o niepewnem autorstwie; w prologu wspomina on też o ogromnej popularności tego dramatu’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 1 A do Assuan’’








- W brzuchu mi burczy, a z twojej świni, mistrzu, można zrobić wiele pysznej szynki i kiełbasy! - mówił młody, fenicki książę dosiadający białego jak mleko, arabskiego konia do jadącego obok dostojnego, łysego starca z długą, popielatą brodą, odzianego w powłóczystą, niebieską szatę, który dosiadał rosłej maciory o siwej szczecinie.
Świnia tak się obraziła, że aż zakwiczała.
- Ile razy już ci mówiłem, drogi Apoloniuszu, że Kremara to moja przyjaciółka i nie jest przeznaczona na mięso?
Karawana Fenicjan zdążających nad Morze Srebrne po bursztyn, rozbiła obóz na odludziu mając widok na ośnieżone szczyty Montanii. Do najbliższej gospody było daleko, a zmierzch już zapadał i różne groźne stwory zaczynały opuszczać swe kryjówki. Starzec jadący na świni ujął miedziany kociołek wypełniony wodą, wymamrotał słowa, które Fenicjanom zdały się modlitwą lub zaklęciem, zamieszał w wodze długim, kościstym palcem, a wówczas kociołek wypełnił się po brzegi pachnącym smakowicie, gorącym gulaszem. Siwa Kremara ryła tymczasem w darni poszukując dżdżownic i pędraków. Kiedy wszyscy zajadali gulasz, aż im się uszy trzęsły, do starca podszedł młody pacholik, by zadać mu nurtujące pytanie.
- Czy to prawda, mistrzu Owsieniu, że jesteście bogiem? - nad głową starca na moment zapłonęła ognista korona.
- Tak nazywają nas poeci, ale rację mają krasnoludki, które obdarzyły Ageja imieniem Unyj – Jedyny. Jestem jednym z Enków; posłańców Ageja – starzec otworzył dłoń, w której zmaterializowały się suszone daktyle i figi.
- Mistrzu, a czymże jest krasnoludek? - spytał częstując się pacholik tęskniący za rodzinnym Tyrem.
- To taka istota żyjąca w Sklawinii, którą Grecy nazywają Pigmejem – odparł Owsień. - Krasnoludki są mądre mądrością eonów i znają wszystkie baśnie, bo istnieją na świecie dłużej niż ludzie – zakończył Enk Owsień.









Apoloniusz był synem Hadrona, króla Tyru i jego przyszłym dziedzicem tronu. Młody jeszcze, o włosach długich i jasnych przodował w biegach i zapasach. Równie świetnie pływał, rzucał oszczepem i dyskiem i powoził rydwanem. W jego piersi biło serce odważne, każące za nic mieć niebezpieczeństwa na wojnie i łowach jak też wrażliwe na skargi bitych i poniżanych. Jednak nauki inne niż ćwiczenia cielesne wchodziły do jego kędzierzawej głowy z wielkim oporem. Chcąc wypróbować przywódcze umiejętności syna, król Tyru wysłał go na czele idącej lądem wyprawy po bursztyn do dalekiej Analapii. W starożytności bowiem przez Analapię biegł szlak bursztynowy prowadzący aż ku sinym falom Morza Srebrnego, którym podążało wielu kupców z Rzymu. Ów handel wielce wzbogacił Analapów i trwał aż do czasów króla Olszana współczesnego Romulusowi Augustusowi.
W grodzie Bizancjum założonym przed laty przez córkę Romulusa, do Fenicjan przyłączył się sędziwy Owsień dosiadający siwej świni. Znał mowę grecką, fenicką i słowiańską. Posiadał rozległą wiedzę o ziemiach leżących nad brzegiem Morza Srebrnego – wyczerpująco prawił o Analapii, Burus, państwie tyrana Bałtów – Musulusa, o Roxie, Svamii, Oxlandzie zamieszkanym przez ludzi z głowami fok i Nürcie skąd wypływały długie łodzie Waregów. W czasie marszu przez góry i lasy, Owsień nie raz i nie dwa, wielce przysłużył się ekspedycji broniąc księcia Apoloniusza i jego towarzyszy przed głodem, atakami strzyg, drapieżnych zwierząt i zbójców. Świnia Kremara miała rzadki dar znajdowania w ziemi ukrytych skarbów.
- Ten pierścionek będzie w sam raz dla twojej przyszłej żony, książę – oświadczył z powagą Owsień, gdy jego świnia wyryła z ziemi złoty pierścień z wprawionym weń rubinem.
Jednak Apoloniusz posmutniał, bo nie miał jeszcze nawet narzeczonej.
- Raczcie powiedzieć, mistrzu, kto jest królem Analapii i czy jest to w miarę bezpieczny kraj? - postanowił zmienić temat.
- Na tronie Analapii w stołecznej Neście zasiada Aleksander, syn Lestka Złotnika, który fortelem pokonał Aleksandra Macedońskiego – słuchacze spojrzeli zdziwieni, więc Owsień pospieszył z wyjaśnieniem. - Królowie Analapii mają taki zwyczaj, że swoich synów nazywają imionami pobitych wrogów w uznaniu dla ich męstwa. Analapia należy do krain słowiańskich, a te zawsze słynęły z gościnności – ciągnął Owsień. - Jej mieszkańcy z reguły chwytają za broń jedynie gdy zagrożona jest ich wolność.
Drużyna Apoloniusza z Tyru opuściła gościnną Slawię i wkroczyła do analapijskiej prowincji Montanii. Owsień opowiadał zasłuchanym Tyryjczykom o miejscowych bohaterach; o królowej Tatrze urodzonej w Toreniu – Nowym Głogowie, o jej ojcu Giewoncie, o wodniku Rysym i Perłowicu – junaku z białej perły zrodzonym. Fenicjanie zatrzymali się na popas w grodzie zwanym Śnieżelicą, którą ongiś założył bohater o imieniu Gąsienica – założyciel potężnego i licznego rodu w Montanii. Na dworze było już ciemno gdy ucztowali w przytulnej karczmie ,,U Jadzierki’’ przy stołach zastawionych kołaczami, pieczonymi prosiętami i drewnianymi kuflami pełnymi pienistego piwa pachnącego wrzosem. Biesiadnicy siedzieli zasłuchani w głos ociemniałego starca, zwanego Królem Lir z racji instrumentu, na którym grał. Złotowłose pacholę prowadziło starca na rękę i zbierało dlań datki. Król Lir otworzył usta i począł śpiewać balladę z czasów gdy Analapia była jeszcze młoda.

- Tam gdzie od śniegu błyszczą górskie szczyty,
W głębi skały spoczywa skarb zakryty,
Nie jest to srebro, ani złoto,
Jeno dziewica z kosą złotą,
Morskiego króla jest to córa,
Po policzkach ściekają jej perliste łzy,
Bo jej dola jest ciężka i ponura.
Od lat samotnie pędzi życie uwięziona w skale,
Kruki mają o nią staranie.
Przynoszą jej pokarmy i napoje,
Aby głodowa śmierć nie przyszła po dziewoję…

- śpiewał dziad proszalny, a opiekujący się nim chłopiec zebrał do czapki niejedną srebrną i złotą monetę.
Fenicjanie dzięki czarom Osienia zrozumieli słowa słowiańskiej pieśni.
- Tą nieszczęśliwą panną jest nimfa Nereida, córka morskiego wodnika Nereusza – mówił Owsień. - Uwięził ją w skale luty Čort żywiący się ciałami małych dziatek za to, że odmówiła mu swej ręki. Wiele wieków już trwa jej niewola w jednej z gór Montanii. Z woli Nereusza przylatują do niej kruki i przez szczelinę w skale spuszczają jej jadło i napój, aby nie pomarła z głodu. Niektórzy słyszą jej śpiew dobywający się z miejsca uwięzienia. Wielu junaków próbowało już ją uwolnić, lecz trzeba wielkiej krzepy, aby rozbić Skałę Niewoli – opowieść Owsienia roznieciła w sercu Apoloniusza iskrę nieznanego dotąd uczucia.
- Chętnie przyłożyłbym ręki do jej uwolnienia – oznajmił królewicz.
- Nie zapominaj, panie, że przybyliśmy tu po bursztyn – zaoponował jego towarzysz Hiburkan, lecz Apoloniusz zmarszczył brwi.
- Bursztyny nie zające, nie uciekną, a obowiązkiem rycerza jest wspomóc pannę w potrzebie -Owsień uśmiechnął się słysząc te słowa, a jego niebieskie oko rozbłysnęło na moment jak gwiazda.
- Szlachetny jest twój cel, książę i dopomogę ci w jego osiągnięciu – zapewnił Owsień. - Musimy jeno zaopatrzyć się w odpowiednie młoty do kruszenia skały.
Nazajutrz mędrzec dosiadający świni zaprowadził Fenicjan do kuźni kowala Bulandy, położonej na obrzeżach grodu Śnieżelicy i opowiedział o celu wyprawy. Kowal usłyszawszy o zamiarze uwolnienia księżniczki Nereidy nie zażądał zapłaty. Razem ze swymi czeladnikami zabrał się raźno do kucia potężnych a ciężkich młotów, śpiewając w czasie roboty przekazywane z pokolenia na pokolenie pieśni o czynach Swarożyca – pana płomieni i mistrza kowali; pogromcy złych smoków, o żelazie spadającym z nieba i rosnącym w ziemi niczym dziecię w łonie matki, o mocy żelaznego noża odstraszającego wilki i Čorty, wreszcie o carze Teoście – wcielonym Swarogu, który przed eonami sprawił, że na ziemię egipską spadły z nieba ogromne kleszcze żelazne… Gdy kowal skończył się trudzić, wyrył na młotach w tinezyjskim piśmie inwokację do Swarożyca, aby były pełne mocy.
Fenicjanie ruszyli za Owsieniem w stronę Skały Uwięzienia. W ich dłoniach ciążyły młoty, a wyryte na nich inskrypcje połyskiwały ognistymi literami. Nim jeszcze zaczęli pracę, nad ich głowami przeleciał kruk i odezwał się ludzkim głosem.
- Kra! Tęgo uderzajcie, a nie zniechęcajcie się – po tych słowach odleciał.
Z wielkim łoskotem młoty uderzyły w skałę, gdy zza porannych mgieł wyszła pełna wdzięku i dostojeństwa postać niewieścia w czerwonej sukni i ognistej koronie na długich, czarnych włosach. Jej oczy lśniły przenikliwie jak błękitne gwiazdy. Niewiasta miała ze sobą refleksyjny, scytyjski łuk i uszyty ze smoczej skóry kołczan pełen strzał.
- Sława tobie, Tatro – Gorska Majko! - z szacunkiem przywitał ją Owsień.
- Uderzajcie, a nie zniechęcajcie się, o synowie Tyru i Sydonu! - zachęciła ich do pracy jytnas Tatra odbierająca cześć w Montanii, Fenicjanie zaś pracowali z jeszcze większym zapałem.
Bita młotami skała zdawała się ryczeć jak krowa, gdy zza kosodrzewiny wyszła druga niewiasta w ognistej koronie, olśniewająco piękna, o włosach niczym złota przędza, odziana w białą suknię i płaszcz barwy wiosennej trawy.
- Bądź pozdrowiona Włodarko Ziemi; wielka Mokoszo Aradvi – Sura – Aredvi – Anahito! - Owsień nisko skłonił głowę przed jej promienistym obliczem pełnym dobroci.
- Rozpaleni ogniem Ageja; kujcie tęgo, a nie zniechęcajcie się! - Mokosza pobłogosławiła pracy Apoloniusza i jego drużyny, której nie trzeba było dwa razy tego powtarzać.
Fenicjanie kuli niczym szalone Cyklopy, aż nadszedł zmierzch i opadło ich zmęczenie. Z gęstniejącego mroku wyszedł ku nim nagi mąż o skórze brązowej, błyszczącej od oliwy, oczach czerwonych, zębach godnych wilka albo smoka i łysej głowie zwieńczonej pokaźnymi rogami byka. Jego obwisły brzuch zdawał się być zrobiony z cienkiego, fenickiego szkła, za którym płonął ogień.
- Nie poznajecie mnie? - zahuczał Čort w stronę Fenicjan. - To ja, Moloch, bóg waszych dziadów, w którego brzuchu pieką się ciała waszych dziatek! Swą boską powagą nakazuję wam; porzućcie tę skałę!Zostaliście oszukani – ona w środku jest pusta!
- Nie słuchajcie go – rzekł Owsień do Fenicjan. - On nie jest żadnym bogiem, jeno nędznym stworzeniem zbuntowanym przeciw Agejowi! - Moloch zaryczał plując iskrami i ruszył do ataku.
Oczy Kremary rozbłysły jak bursztynowe gwiazdy. Świnia chrząknęła gniewnie i tupnęła racicą. Mokosza odpięła złoty łańcuch, który nosiła zamiast paska i uderzyła nim Čorta niby biczem, obalając go na ziemię. Następnie postawiła swą białą stopę na jego szklanym brzuchu i buchnęły z niego płomienie. Moloch zniknął w oparach siarki.
- Bijcie a nie ustawajcie! - zawołała Mokosza, a drużyna Apoloniusza wróciła do przerwanej pracy.
Fenicjanie kuli zawzięcie niczym dzięcioły w pień drzewa. Pracowali dzień po dniu, aż wycharśli od tej roboty niby niewolnicy w kamieniołomach.
- Jeśli tak dalej pójdzie to zostaną z nas same młoty kujące skały gdy nas już zabraknie – skarżył się Dozyteusz, jeden z doradców.
Siódmego dnia nad pracującymi w pocie czoła, zakłębiły się chmury szare jak broda Owsienia. Ponad nimi książę Apoloniusz wraz ze swymi towarzyszami ujrzał potężnego witezia odzianego w zbroję ze stalowych łusek, który dzierżył w dłoni błyszczący topór. Witeź zamachnął się swym orężem, a wtedy rozległ się dźwięk ognistego gromu. Piorun rozłupał skałę w drobny mak, po czym spadł rzęsisty deszcz.








W jego strugach oczom Apoloniusza ukazała się wychudła i wynędzniała, lecz wciąż piękna panna o błyszczących złotem włosach, oczach niczym gwiazdy w kolorze lapis lazuli, na której czole pulsowała srebrzysta gwiazdka, a tchnienie Pochwista szarpało jej powłóczystą sukienkę z białej kitajki. Panna płakała jak bóbr, choć jej oczy się śmiały, a Tatra i Mokosza podały jej bułkę z czarnuszką i kubek gorącego, korzennego miodu. Apoloniusz uklęknął przed nimfą i spytał dwornie.
- Nereido, córko Nereusza, czy chcesz zostać moją królową? - pokazał jej złoty pierścionek wyryty przez siwą świnię z ziemi.
- Chcę, kimkolwiek jesteś, panie – odrzekła Nereida i zarzuciła Apoloniuszowi swe srebrzyste ramiona na szyję.
Owsień wyjaśnił, że Nereidę uwięził Moloch, a jej więzienie rozbił król Ziemi; Perun – Jarowit, z mandatu Ageja władca gromu. Apoloniusz poślubił Nereidę i od jej ojca otrzymał kilkanaście wozów wyładowanych bursztynem z Morza Srebrnego. Powrócił do Tyru, lecz odtąd nie składał więcej ofiar Molochowi.

niedziela, 9 września 2018

,,Ogień i lód''


,,Ludzie ci żyli od ok. 120 tys. do 35 tys. lat temu. Należeli do tego samego gatunku co my, ale byli niżsi. Kiedy pojawił się człowiek współczesny (Homo sapiens), ludzie neandertalscy wymarli. […]. Ok. 2 mln lat temu nastąpiło kilka okresów lodowcowych przedzielonych krótkotrwałymi ociepleniami. Pojawili się pierwsi ludzie – prawdopodobnie w Afryce – i wkrótce rozpowszechnili się po całym świecie. Na pn. polowali na kudłate mamuty, włochate nosorożce i tygrysy szablozębne. Ok. 18 tys. lat temu lodowce pokrywały prawie cały obszar Ameryki Pn., pn. rejony Europy i W. Brytanii’’ - ,,Świat przyrody’’








Na studiach obejrzałem po raz pierwszy amerykańską kreskówkę heroic fantasy dla dorosłych ,,Ogień i lód’’ (tytuł oryginału: ,,Fire and Ice’’) z 1983 r. w reżyserii Ralpha Bakshiego (ur. 1938). Rysunki do niej wykonał sam Frank Frazetta (1928 – 2010); ilustrator znany min. z przedstawiania barwnych przygód Conana (w East Stroudsburgu w Pensylwanii znajduje się muzeum eksponujące jego prace ;).








Akcja rozgrywa się w silnie zmitologizowanym plejstocenie. Miały wówczas żyć takie zwierzęta jak: czarne wilki o czerwonych oczach, olbrzymie wodne jaszczury – ludożercy (pierwowzorem takiej istoty mogły być bokrugi z mitologii Cthulhu H. P. Lovecrafta), olbrzymie stonogi, dziki, mezozoiczne pterozaury nazywane smokami i służące grzbietem wojownikom króla Jorola, oraz krakeny. Ludzie (Homo sapiens sapiens) budowali wówczas pierwsze cywilizacje, znali obróbkę metali, a niektórzy z nich władali magią.







W owym czasie czarownica Juliana wraz z synem – czarnoksiężnikiem Nekronem (jego imię oznacza trupa) dążyła do zdobycia władzy nad całym światem. Wielkie zlodowacenie było właśnie wynikiem czarów Nekrona. Czarownik chciał podbić Strażnicę Ognia, gdzie władał król Jarol. Jej mieszkańcy oparli swą cywilizację na mocy wulkanów, wykorzystywanej również do celów obronnych (lawa wulkaniczna niszcząca lodowe imperium Nekrona jako fantastyczny odpowiednik amerykańskiej broni jądrowej – kreskówka powstała w okresie Zimnej Wojny). Chcąc zastraszyć króla Jarola, Nekron porwał jego córkę, księżniczkę Teegrę…







Nekronowi – plejstoceńskiemu odpowiednikowi Saurona służyły hordy neandertalczyków (Homo sapiens neanderthalensis) nazywanych podludźmi. Były to istoty brzydkie, półnagie, o ciemnej skórze i okrutne. To one porwały księżniczkę Teegrę.






Do obowiązków pięknej Teegry jako córki króla Strażnicy Ognia należało uczenie się. W czasie lekcji o żywiołach została uprowadzono ze swej komnaty przez neandertalczyków. Później im uciekła. Zaprowadzona przed oblicze Nekrona chciała go namówić do zawarcia pokoju, lecz ten z pogardą odrzucił jej propozycję.







Zyskała sprzymierzeńca w postaci młodego, jasnowłosego wojownika Larna, który bronił jej przed neandertalczykami.







Sprzymierzeńcem Teegry i Larna był tajemniczy jeździec w masce z wilczej skóry dosiadający konia. To on zabił Nekrona w pojedynku, zaś Juliana zginęła gdy potoki lawy zalały jej lodowe królestwo.
W filmie spodobało mi się bogactwo wyobraźni, realistyczna kreska Frazetty, słowa ,,Nikt nie jest do końca zły’’ wypowiedziane przez króla Jarola i scena, w której Teegra wyjednała u Larna łaskę dla rannego ,,podczłowieka’’.

sobota, 8 września 2018

,,Biały Tygrys''


,,Choć na ‘tygrysy’ mają visy’’
- ,,Pałacyk Michla’’








We wrześniu 2018 r. obejrzałem obejrzałem rosyjski film ,,Biały tygrys’’ (ros. ,,Biełyj tigr’’) z 2012 r. w reżyserii Karena Szachmazarowa (ur. 1952) na motywach powieści ,,Czołgista kontra ‘Biały Tygrys’’ Ilji Bojaszowa.







Film należy do odmiany fantastyki, zwanej weird war (ang. dziwna wojna). Akcja tego typu utworów toczy się podczas I lub II wojny światowej z wykorzystaniem elementów typowych dla fantasy lub science fiction. Przykładem weird war służą min. opowiadanie Arthura Machena (1863 – 1947) o Aniołach z Mons, komiksy Mike Mignoli o Hellboyu, film ,,Labirynt Fauna’’, czy polska antologia ,,Deszcze niespokojne’’ wydana przez Fabrykę Słów.
Akcja ,,Białego Tygrysa’’ rozgrywa się w 1945 r. na froncie wschodnim (ziemie polskie, Berlin).








Głównym bohaterem jest cierpiący na amnezję sowiecki czołgista Iwan Iwanowicz Nadionow. Znaleziono go na pobojowisku poparzonego w 90 %. O dziwo, jego zniszczone ciało zregenerowało się w cudowny sposób. Była to dla niego inicjacja, po której zaczął słyszeć mowę czołgów ostrzegających czołgistów przed pociskami. Nadionow wierzył bowiem, że czołgi mają duszę. Odtąd kule się go nie imały i prawie przestał potrzebować pożywienia. Wystarczyła mu tylko odrobina chleba. Wierzył w Czołgowego Boga, który mieszkał w Niebie na obłokach, nosił mundur i otaczały go dusze zniszczonych w bitwie czołgów. Czołgowy Bóg jeździł złocistym czołgiem powodując tym samym burze. Jego pierwowzorem mógł być słowiański bóg burzy Perun. Celem Nadionowa było spalenie Białego Tygrysa w celu pomszczenia zniszczonych przezeń czołgów. Cel ten przyświecał mu nawet po zakończeniu II wojny światowej. Przez niektórych był uważany za wariata.







Tytułowy Biały Tygrys był wielkim niemieckim czołgiem rodzaju ,,Tiger’’ pomalowanym na biało, który budził lęk nie tylko w Sowietach, ale i samych Niemcach. W odróżnieniu od innych czołgów był ,,martwy’’ (tzn. poruszał się bez załogi). Sam jeden niszczył znacznie liczniejszych przeciwników. Nie tonął na bagnach. Zdawał się niezniszczalny. Zjawiał się i znikał jak duch. Nadionow mówił, że za 50 lub 100 lat może pojawić się znów.







Na filmie pojawiają się również postaci historyczne. Generał Gieorgij Żukow (1896 – 1974) kazał sporządzić dla Nadionowa czołg T – 34 z grubszym niż zazwyczaj pancerzem i wydajniejszym silnikiem do walki z Białym Tygrysem.







Z kolei Adolf Hitler (1889 – 1945) w końcowej scenie tłumaczy swoje postępowanie … realizacją odwiecznych marzeń Europejczyków i stara się zrzucić z siebie odpowiedzialność za zbrodnie wojenne. Przypuszczam, że scena ta ma miejsce w zaświatach już po śmierci dyktatora.








W filmie podobały mi się elementy fantastyczne zwłaszcza postać Czołgowego Boga ;). Niestety nie dowiemy się z niego o licznych zbrodniach Armii Czerwonej jak morderstwa, gwałty, kradzieże i zniewolenie ,,wyzwalanych’’ terenów. W Rosji wciąż jest to temat tabu :(.

piątek, 7 września 2018

,,Ognistowłosa wojowniczka''


,,Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę’’ - Rdz 3, 15







We wrześniu 2018 r. obejrzałem amerykańsko – kanadyjsko – niemiecki film fantasy ,,Ognistowłosa wojowniczka’’ (ang. ,,The Legend of Red Reaper’’) z 2013 r. w reżyserii Tary Cardinal (ur. 1978). W 2013 r. Tara Cardinal wydała napisaną wspólnie z Alexem Bledsoe książkę ,,Sword Sisters: A Red Reaper Novel’’. Akcja filmu rozgrywa się w królestwie Enid w quasi – średniowiecznym świecie.








Główną bohaterką jest wojowniczka Aella (tytułowa: Red Reaper) – piękna kobieta o długich, rudych włosach z tatuażem na ramieniu. Była córką śmiertelnej kobiety i demona Ganesza (imię indyjskiego boga o głowie słonia) o trupio bladej twarzy i włosach (biel jako kolor śmierci). Matka sprzedała ją demonowi w zamian za jego krew zapewniającą jej wieczną młodość. Ganesz torturował Aellę; na jej plecach zostały jej szpecące blizny. Została uratowana i przygarnięta przez klan Wojowników, na których czele stał sędziwy mistrz Adonis (imię tragicznie zmarłego kochanka Afrodyty), który stał się przybranym ojcem dziewczyny. Wojownicy byli dziećmi kobiet zgwałconych przez demony i zajmowali się obroną ludzi przed swymi ojcami. Jest to nawiązanie do legend arturiańskich, a dokładniej do postaci dobrego czarodzieja Merlina, który też był kambionem – synem dziewicy zgwałconej przez inkuba. Jest to również motyw pro life pokazujący, że dzieci poczęte w wyniku gwałtów mają prawo się narodzić. Aella była silna, odważna i szybka. Kochała z wzajemnością następcę tronu Erisa i uratowała mu życie w czasie ataku buntowników i demonów. On jednak kierując się wymogami racji stanu zamiast Aelli poślubił Indirę.
Momentami film jest bardzo brutalny (np. scena wykrwawiania Aelli przez buntowników, chcących użyć jej krwi do celów magicznych). Podoba mi się postać głównej bohaterki podejmującej wysiłek, by zerwać z demoniczną przeszłością. Szkoda, że w Polsce zamiast Ognistowłosej Wojowniczki mamy Rudą z KOD – u.

czwartek, 6 września 2018

Oniricon cz. 427

Śniło mi się, że:







- książę Wiktor przemieszczał się między naszym światem, a światem Gumisiów, ostatecznie udał się do słowiańskiego świata razem z rusałką i Kościejem,






- jadłem zielone pierogi,






- byłem potworem Frankensteinem, który zamienił się w yeti, w tej postaci złapałem za rękę dziewczynkę na szkolnym korytarzu, aby ją skrzywdzić,






- Konrad T. Lewandowski uznał mnie za grafomana,








- zamieszkałem w Gruzji i poślubiłem boginię Księżyca, zła czarownica chciała mi ją odebrać i w tym celu wchodziła przez komin do domu żony kowala i namawiała ją do złego,







- w komunistycznej Czechosłowacji pewien chłopiec trafił do tajnego ośrodka szkoleniowego w głębi lasu, gdzie musiał walczyć półnago z olbrzymią anakondą; po latach chciał odnaleźć ten ośrodek, lecz nie mógł go znaleźć; wówczas jakiś mężczyzna spotkany na rynku poradził mu napisać patykiem na ziemi liczbę 412,








- byłem współczesnym posiadaczem ziemskim i w swoim majątku potajemnie wypuściłem do lasu stado anakond,
- PRL płaciła Czechosłowacji wycofanymi z obiegu złotymi monetami za nowe technologie,







- pisałem z błędem imię Weles jako Welas,







- w czasach PRL - u w małej wiosce, której mieszkańcy pomagali Żołnierzom Wyklętym, chłopiec sam założył aptekę i z moczu homoseksualisty wyizolował składnik potrzebny do leczenia homoseksualizmu,
- moja Mama przyszła do mnie do szkoły o kulach i była nazywana Hajduczkiem z powodu dzielności w znoszeniu cierpienia, gdy wychodziliśmy ze szkoły, spotkaliśmy Konrada T. Lewandowskiego, który rozmawiał z leżącym na murku półnagim pijakiem, który przypominał mojego wujka Henricusa ov Sieniticusa,
- w mojej mitologii starożytni Słowianie jako pierwsi znieśli niewolnictwo; wolnym stawał się każdy niewolnik, który postawił stopę na ziemi słowiańskiej; tłumaczyłem dzieciom, iż to fikcja literacka i że niewolnictwo jest opisane w ,,Starej baśni'' i w ,,Biblii'', dodałem, że Konrad T. Lewandowski uważa dawnych Słowian za bardziej moralnych niż bohaterowie Starego Testamentu,







- w książce ,,Świat przyrody'' tekst sam się zmienił po latach; bobry amerykańskie (mukty) i bobry europejskie (bobrowate) zostały opisane osobno; przeniosłem się nad brzeg jeziora zamieszkanego przez mukty, w którym pluskały się uinitateria i chciałem wejść do wody,







- Kain uznał, że Jahwe zawiódł Abla i zaczął czcić egipskiego boga Seta,
- po latach znów zacząłem się bawić zabawką Taszchetozaurem, przypomniałem sobie, że ów dinozaur został zabity, lecz ożył więc uznałem, że było to przygotowanie do wiary w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa,







- ktoś oskarżał książkę fantasy o Atlantydzie o promowanie teozofii wśród  dzieci,
- kupiłem książkę Witolda Jabłońskiego o królewiczu Marku, Morganie Le Fey i fejce - ożywionej, skrzydlatej cebuli,
- istnieje niemiecka gazeta ,,Reader Schöne'',
- po latach wróciłem do szkoły gdzie Macays ov Usalski narzekał na ,,Mistrza i Małgorzatę'' Michaiła Bułhakowa,






- pewna zapłakana dziewczyna, z której oczu razem ze łzami wydobywały się czerwone karły, powiedziała, że gdyby ktoś miał tyle czerwonych karłów co ona, to nie zmieściłyby się w całej galaktyce. 

,,Władca zwierząt 3''









W sierpniu 2018 r. obejrzałem ostatnią część amerykańskiej trylogii fantasy o Darze - ,,Władcę zwierząt 3’’ (tytuł oryginału: ,,Beastmaster III: The Eye of Braxus’’) z 1996 r. w reżyserii Gabrielle Beaumont (ur. 1942).







Główny bohater, heros Dar był bratem króla Tala z Aruk i Ambes w fantastycznym świecie. Dzięki wypalonemu w niemowlęctwie Znamieniu Bestii (motyw luźno nawiązujący do Apokalipsy św. Jana) na ręce miał władzę nad zwierzętami. Towarzyszył mu lew Gru (w poprzednich wersjach był tygrysem), orzeł Szarak i tchórze Kodu i Podu. Wśród sprzymierzeńców Dara byli również ludzie: murzyński wojownik Set (doradca króla Tala), wojowniczka Shada o blond włosach (początkowo chciała wykraść Darowi amulet, aby w ten sposób uniknąć złożenia w ofierze) i młody akrobata Bej (na prośbę zwierząt, Dar przyjął go na swego ucznia).








Rolę czarnego charakteru pełni tym razem stary czarownik Agon. Magia skracała jego życie, więc składał ofiary z ludzi, aby się odmłodzić. Miał na swoje usługi Szkarłatnych Jeźdźców, którzy porwali króla Tala. Agon dążył do zdobycia amuletu – tytułowego Oka Braxusa, aby zdobyć nieśmiertelność.








Braxus był władcą demonów mającym postać pół – człowieka, pół – gada (smok jako symbol szatana). Wywołany przez Agona, pogrążył go w piekle. Został ostatecznie pokonany dzięki zniszczeniu amuletu przez Dara (widać tu analogię do zniszczenia Jedynego Pierścienia przez Froda we ,,Władcy Pierścieni’’ J. R. R. Tolkiena).







W mitologii teozoficznej Szambala była zaczerpniętą z wierzeń buddyjskich, ukrytą wśród Himalajów ziemską krainą szczęścia stojącą na wysokim stopniu rozwoju duchowego. Tymczasem w filmie, Szambali to nazwa dzikiego i okrutnego plemienia żyjącego w górach, które zagroziło życiu Dara, Seta i lwa Gru. Czyżby chodziło tu o pokazanie, że to co czcili teozofowie tak naprawdę jest źródłem nie życia, ale śmierci?








Z kolei echem legend arturiańskich jest cygańska wiedźma Morgana; była kochanka Seta. Zamieniła zwierzęta Dara w kota, białego gołębia i dwie białe myszy, aby mogły się niepostrzeżenie wślizgnąć do twierdzy Agona. Dążyła do zniszczenia Oka Braxusa. Ktoś mógłby zapytać skąd się wzięła Cyganka w tamtym świecie. Myślę, że skoro Cyganie tyle podróżowali po naszym świecie, to i dzięki tradycyjnie przypisywanych im mocom magicznym mogli zawitać i do światów równoległych ;).
Film oceniam pozytywnie z uwagi min. na wątki antymagiczne.