,,Stworzył
więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył:
stworzył mężczyznę i niewiastę’’ - Rdz 1,27

W
niewielkiej dolinie
rozciągającej się u stóp gór utworzonych ze skamieniałych ciał
Biesów i Čadów
leżała Pereworotka, wioska miesięczników. Zamieszkiwały ją
istoty podobne z wyglądu do ludzi, wzrostu niskiego, lecz nie
karłowatego. Krew miały czerwoną i opalizującą, a ich dłonie i
stopy były zakończone czterema palcami. Pośrodku czoła każdego
miesięcznika znajdował się wypukły, kruczy kamień umożliwiający
widzenie rzeczy zakrytych, barwy od przezroczystej do smoliście
czarnej, przez różne odcienie karminu, turkusu, zieleni, fioletu,
brązu i żółci. Od innych istot rasy toropieckiej, miesięczniki
różniły się tym, że każdy z nich jednego miesiąca był mężem,
a następnego niewiastą i tak przez całe życie z wszystkimi tego
konsekwencjami. Nie przeszkadzało im to dobierać się w pary i
płodzić potomstwa, na podobieństwo dżdżownic i ślimaków.
Pierwszą parą miesięczników
byli Utho i Uthana, dzieci Ślimaka z Wieży i rusałki Lipki.
,,Gołębia Księga’’
powiada, że ,,ludzie nie
powinni kroczyć drogą miesięczników’’.
W
maju, kiedy padał ciepły deszcz, w krytej strzechą chacie w
Pereworotce urodził się miesięcznik, któremu nadano imię Sławko.
Poczęty jako dziewczynka, urodził się jako chłopiec, później
zaś jego płeć zmieniała się każdego miesiąca. Miał złociste
włosy oraz niebieskie oczy. Chętnie słuchał opowieści ptaków
zmierzających do Rajku i Wyraju. Dowiadywał się od nich o
zwyczajach ras mieszkających poza obrębem jego wioski. Budziło to
w sercu małego miesięcznika pragnienie, aby je bliżej poznać. W
jedenastej wiośnie życia, podczas swoich urodzin, oznajmił
rodzicom, że nie chce dłużej, aby jego płeć zmieniała się z
miesiąca na miesiąc, jeno aby na resztę życia był mężem, bądź
niewiastą, jak ma to miejsce u innych istot. Miesięczniki nie
rozumiały jego idee fixe i śmiały
się zeń. Rodzic Sławka imieniem Buba, który tego miesiąca był
mężem i nosił spodnie, odbył rozmowę ze swym potomkiem.
-
Zważ, Sławko, że nie jesteśmy złymi istotami. Nie wszczynamy
wojen i lojalnie płacimy dań królowej rusałek w miodzie i owczym
serze. To nie nasza wina, że płeć zmienia się nam każdego
miesiąca. Tak już zostaliśmy stworzeni, co ma tę zaletę, że
każdy z nas może doznawać rozkoszy męża i niewiasty
jednocześnie. Pogódź się z tym kim jesteś, tak jak glina nie
sprzeciwia się swojemu garncarzowi.
-
… ale tatku kochany, ja nie chcę być dłużej miesięcznikiem! -
Łkał Sławko. - Chcę być
na resztę życa chłopcem lub dziewczynką!
-
Sam nie wiesz kim chcesz być, więc lepiej zajmij się czymś
pożytecznym! - Buba zmarszczył gniewnie brwi i na tym rozmowa
skończyła się.
Jednak
raz powzięta myśl nie opuszczała Sławka przez długie lata. W
piętnastej wiośnie życia pożegnał rodziców. Buba był wówczas
niewiastą, zaś Kalyni, która urodziła Sławka, przybrała na ten
miesiąc płeć męską. Sławko wziął na drogę tobołek na kiju i
ruszył na zachód w stronę Nawii.
Szedł
samotnie przez góry, połoniny i lasy. Gdy mu zabrakło wędzonego,
owczego sera w tobołku, wówczas zaspokajał głód zrywając zioła,
wykopując korzonki, jak też zbierając ślimaki. Siódmego dnia
przechodził przez pole pszenicy. Niedawno spadł deszcz, zaś wśród
złotych kłosów leżał ogromny smok przypominający węża,
którego skóra mieniła się siedmioma barwami tęczy. Sławko zgiął
kolana na jego widok.
-
Bądź pozdrowiony, Wielki Tęczynie! - Wygłosił nabożną
formułkę.
-
Nie klękaj przede mną, bo i ja jestem tylko stworzeniem –
przemówił łagodnie smok Tęczyn. - Wiadomy jest mi cel twojej
wędrówki i mogę ci pomóc.
-
Czy prawdę prawili bajarze, że w twojej mocy, siedmiobarwny smoku,
jest wskazywać ukryte garki ze złotem oraz zmieniać płeć tych,
którzy przechodzą pod łukiem utworzonym przez twe ciało? Czy to
ty wypijasz wodę i przekazujesz ją chmurom? Wreszcie czy służysz
Dennicy jako ozdobny pas, zaś inni Enkowie chodzą po twym grzbiecie
niczym po moście prowadzącym z korony Wielkiego Dębu na Ziemię?
Wybacz, że mam tyle pytań, ale zawsze pragnąłem ciebie spotkać,
panie – rzekł podekscytowany miesięcznik.
-
Istotnie, Agej obdarzył mnie takimi mocami – potwierdził smok
Tęczyn. - Wejdź na moją głowę, a zabiorę cię do miejsca gdzie
twoje pragnienie zostanie spełnione.
Sławko
posłuchał Tęczyna, smok zaś lecąc z gracją po niebie, zabrał
go na północ, na małą wysepkę obmywaną falami Zatoki Balat. Na
wysepce tej, którą ,,Kroniki toropieckie’’ określają
nazwą Aegonia, nie rosło ani jedno drzewo, za to pośrodku stał
niewielki chram, którego ściany obłożone były złotem.
-
Wejdź do środka – polecił smok Tęczyn, zaś Sławko posłusznie
wkroczył przez uchyloną bramę.
Wnętrze
chramu było zdobione srebrem i macicą perłową, zaś bałwany
Enków miały oczy z bursztynów. Pośrodku stał ołtarz z białych
kamieni, nad którym unosił się długi miecz wykuty przez
prawdziwego mistrza sztuki kowalskiej. Sławko drgnął, gdy
nieoczekiwanie oręż przemówił do niego.
-
W jakim celu tu przybyłeś?
-
Nie chcę być dłużej jak inne miesięczniki, jeno pragnę stać
się na resztę życia mężem, bądź niewiastą, tak jak inne
istoty.
-
Mogę spełnić twe pragnienie – oznajmił miecz – wiedz jednak,
że będzie cię to bardzo bolało.
-
Zgadzam się – odrzekł zdecydowanie miesięcznik.
Wówczas
miecz polecił w jego stronę i rozciął Sławka na dwie połowy. W
czasie tej operacji miesięcznik krzywił się i krzyczał z bólu,
lecz ani myślał, by uciec z chramu.
-
Gotowe – oznajmił zakrwawiony miecz. - Teraz jesteś dwiema
odrębnymi istotami z jedną duszą.
Istotnie,
naprzeciw siebie stali młodzian i dziewczyna, podobni do siebie
niczym bliźnięta i wpatrywali się sobie w oczy.
-
Jestem Sławko – przemówił chłopak.
-
A ja, Sława – odrzekła dziewczyna i zaraz potem pocałowała go w
usta.
Dwie
istoty zrodzone z przepołowionego miesięcznika wyszły ze świątyni
trzymając się za ręce i rozmawiając. Parę lat później Sławko
i Sława pobrali się i zamieszkali szczęśliwie w Toropiecku
otoczeni gromadką dzieci.