środa, 5 października 2016

,,Twoja stara. Baśń''






W październiku 2016 r. obejrzałem po raz drugi polską komedię fantasy ,,Twoja stara. Baśń'' (tytuł nawiązuje do ,,Starej baśni'' Ignacego Kraszewskiego) w reżyserii Łukasza Jedynastego (ur. 1981) z 2011 r. Film opowiada o podróży w czasie. Akcja rozgrywa się w umownie traktowanym, poddanym silnej mitologizacji XV wieku (Polska, Mazury), oraz częściowo w XXI – wiecznych Suwałkach. Głównym bohaterem był młody mazurski rybak Gienko (w tej roli wystąpił sam Łukasz Jedynasty) – obibok nie stroniący od picia i rozpusty, który okazał się zaginionym królewskim synem Łukaszem. Jego rodziców zabił Marek – podróżnik z naszych czasów, aby zagarnąć tron. Marek przybył do XV wieku dzięki metodzie ,,czytanie między wierszami 'Trylogii' Sienkiewicza'''' z zamiarem wygrania bitwy pod Grunwaldem. Pomylił się jednak w obliczeniach i przybył za późno. Gienko jako niemowlę został znaleziony w koszyku płynącym po jednym z mazurskich jezior, co upodabnia go do takich postaci jak Sargon z Akadu czy biblijny prorok Mojżesz. Kłopoty Gienka zaczęły się gdy znalazł w lesie zaginiony pistolet pochodzący z naszych czasów. Został pojmany przez królewskich rycerzy Bogusza i Gniewosza, lecz życie uratował mu Potwór z Bagien. Dalej robi się już coraz dziwniej.







W filmie mamy odwołania do gnostyckiego apokryfu ,,Ewangelia Judasza'', jak i do mitologii greckiej (narkotyk zwany ,,odbytem cyklopa'', spotkana w lesie nimfa o imieniu Szakira, nawiązującym do kolumbijskiej piosenkarki). W swojej wędrówce Gienko poszukuje kwiatu paproci dla czarownika Etanoela (imię wywodzi się rzecz jasna od etanolu) i spotyka postaci z baśni i legend takie jak Robin Hooda, Czerwonego Kapturka, oraz smoka – wegetarianina w ramach gry wstępnej udającego, że chce pożreć dziewicę. Smok dał Gienkowi wiedźmiński gwizdek sprowadzający pomoc (nawiązanie do prozy A. Sapkowskiego). W karczmie Gienko spotyka piękną elfkę Sonię (jej imię nawiązuje do postaci Czerwonej Sonii), która okradziona przez Robin Hooda, ostatecznie go poślubiła. Król Marek do zabicia Gienka wynajął Czarnego Rycerza, któremu dał miecz Narsil (nawiązanie do ,,Władcy Pierścieni'' J. R. R. Tolkiena). Zabity przez Gienka w samoobronie Potwór z Bagien był niegdyś wodzem Wikingów, który z powodu miłości do Polki nie mógł po śmierci znaleźć miejsca ani w Walhalii, ani w Niebie i stał się ludożercą. Postać ta może nawiązywać do komiksu Lena Weina i Bernie Wrighsona.
Film jest celowo przerysowany i wykonany bardziej tandetnie od ,,Wiedźmina'' Marka Brodzkiego (widać to zwłaszcza w postaci smoka), aby wywołać efekt komiczny, co zresztą się udaje ;). 

poniedziałek, 3 października 2016

,,Mistrz i Małgorzata'' a mitologia egipska

,, [...] Lęk, że się utraci głowę, doprowadził za Starego Państwa do wkładania do grobu głowy zastępczej naturalnej wielkości. W okresie Średniego Państwa pojawiła się maska mumiowa, która również miała zabezpieczać przed możliwością utraty głowy'' - Manfred Lurker ,,Bogowie i symbole starożytnych Egipcjan''






Przypuszczam, że Michaił Bułhakow, opisując pośmiertne perypetie odciętej przez tramwaj głowy Michała Aleksandrowicza Berlioza, ukradzionej z trumny przez czarnego, demonicznego kota Behemota, mógł nawiązywać właśnie do wspomnianych wyżej wierzeń egipskich. Była to dla Berlioza zasłużona kara za bluźnierstwa wobec Jezusa Chrystusa. 

Gryf w kulturze egipskiej






,,Przedstawienie gryfa łączy w sobie lwią postać króla i sokoła - symbol niebiańskiego boga Horusa. Gryf już w czasach Starego Państwa jest symbolem zwycięskiego władcy, który depcze po ciałach konających wrogów. W okresie ptolemejsko - rzymskim również bogów słońca Horusa i Re przedstawiano pod postacią gryfa. Jako demoniczna istota o ciele skrzydlatego lwa, gryf pojawia się już na tzw. nożach magicznych z okresu Średniego Państwa. Zaprzężony do wozu wiezie łowcę do zwycięstwa nad bestiami Seta. W Epoce Późnej gryf był 'najpotężniejszym ze zwierząt' i symbolem sprawiedliwej zemsty. Za Ptolemeuszów przypisano go w końcu greckiej bogini Nemezis'' - Manfred Lurker ,,Bogowie i symbole starożytnych Egipcjan''


Feniks w kulturze egipskiej






,,Święty ptak z Heliopolis był przypuszczalnie najpierw pliszką, a dopiero potem stał się czaplą. Ten ptak o długim prostym dziobie, głowie ozdobionej dwoma sterczącymi do tyłu piórami, wynurzał się z wody na podobieństwo słońca. Jego imię benu (grec. phoiniks) pochodzi od słowa uben, tj. 'jaśnieć, wschodzić'. Oddawano mu cześć w Heliopolis obok słonecznego boga Re, gdzie przebywał na kamieniu benben (obelisku) albo na świętym drzewie wierzbowym. Feniks był uważany za ba boga Re, ale i za postać Ozyrysa. Zmarły pragnął 'jak feniks przemknąć przez obszary zaświatów'' (Księga Umarłych, rozdz. 13).
W Epoce Późnej hieroglif przedstawiający feniksa oznaczał ba. Feniks był 'panem jubileuszów', co zapewne doprowadziło do wiary w długowieczność cudownego ptaka. Według tradycji greckiej feniks był symbolem życia odnawiającego się poprzez śmierć w płomieniach - symbolem słońca wstającego z purpurowej zorzy porannej'' -
Manfred Lurker ,,Bogowie i symbole starożytnych Egipcjan''



,,Kung Fury''







W październiku 2016 r. obejrzałem po raz drugi szwedzki film fantastyczno – groteskowy ,,Kung Fury'' z 2015 r. w reżyserii Davida Sandberga (po raz pierwszy oglądałem go z panem Filipusem ov Falconiusem). Film ten łączy w sobie cechy science fiction, fantasy, kryminału, filmu sensacyjnego i wojennego. Opowiada o podróżach w czasie i przestrzeni. Akcja rozpoczyna się w 1985 r. w Miami (Floryda, USA), zaś główny bohater z pomocą Hackermana – hakera – cudotwórcy przenosi się w czasie do III Rzeszy, oraz w odległą mityczną przeszłość, kiedy to jakoby Wikingowie żyli na Ziemi pospołu z dinozaurami (sic!). Świetnie parodiuje to ignorancję historyczną przeciętnych Amerykanów ;).







Głównym bohaterem jest amerykański policjant pochodzenia chińskiego, zwany jako Kung Fury (jego pierwowzorem mógł być Bruce Lee). W czasie jednej z rutynowych akcji, jego przyjaciel – inny policjant został zamordowany przez mistrza kung – fu ubranego na czerwono. Wówczas w Kung Fury strzelił piorun i ukąsiła go kobra. Doznał wizji, w której został rozpoznany jako wybraniec – najlepszy mistrz kung fu na świecie. W mig rozprawił się z mordercą jego przyjaciela i z kawałka jego szaty zrobił sobie przepaskę na czoło. Policjant brutalnie zwalczał przestępców zupełnie nie licząc się z regulaminem.








Jego antagonistą był inny mistrz kung fu … Adolf Hitler, określany w filmie jako największy przestępca w dziejach świata (w żaden sposób nie broniąc Hitlera, nadmieniam, że istnieli zbrodniarze jeszcze gorsi od niego jak Stalin, Mao Zedong czy Pol Pot). Hitler podróżował w czasie, prowadził eksperymenty na ludziach w celu odnalezienia nowego mistrza kung fu równego sobie, zaś służył mu olbrzymi, złoty orzeł – automat potrafiący latać. Kung Fury przeniósł się do lat 40 – tych XX wieku, aby zabić Hitlera i powstrzymać wyrządzone przez niego szkody w latach 80 – tych. Niestety za pierwszym razem, Hackerman przeniósł Kung Fury w czasy wyglądające na skrzyżowanie wczesnego średniowiecza z mezozoikiem...








Na filmie widzimy całą galerię postaci fantastycznych takich jak: oszalały automat do gier hazardowych mordujący ludzi na ulicach Miami, Dinoglina (uczłowieczony triceratops w policyjnym mundurze; połączenie słów: triceratops – gatunek dinozaura i cops – gliniarz), laseraptor (welocyraptor mający laser w oczach), piękne, barbarzyńskie wojowniczki – Barbariana dosiadająca wilka i Katana jeżdżąca na mówiącym tyranozaurze (w 2009 r. Amerykanie nakręcili film fantasy ,,Barbariana: Queen of the Savages''), skandynawski bóg burzy Thor, oraz haker zamieniony w robota.








Film uważam za zabawną i rozwijającą wyobraźnię satyrę na amerykańską popkulturę lat 80 – tych XX wieku, na filmy pełne wulgaryzmów i przemocy. Moim zdaniem podobną satyrę powinno nakręcić się w Polsce. Czytelników zainteresowanych filmem o podobnej tematyce odsyłam do posta: ,,Amazonki na Księżycu''. 





Oniricon cz. 245

Śniło mi się, że:

- pojechałem do Krakowa, gdzie prawosławny diakon oprowadzał mnie po podziemiach Wawelu, 






- hodowałem w domu dwie żołędnice (jedna z nich była czarna), które karmiłem świeżymi ogórkami i serem lazurowym, łapałem je za ogonki, bojąc się, że się urwą,






- na działce zobaczyłem wielkiego, dzikiego kota podobnego do irbisa o futrze pokrytym rdzawymi plamami,
- w komiksie ,,Baśnie'' Billa Willinghama, Baśniowcy ujawnili się docześniakom i utworzyli trzy kontynentalne federacje - Azji, Afryki i obu Ameryk; ponadto podniósł się poziom mórz i samoloty i autobusy cumowały w wodzie,






- żyłem w XVIII wieku i nocą walczyłem z wampirem, którego można było zabić żelazem i trawą; poszedłem do karczmy, a wampir udał się za mną; mówiłem karczmarzowi o niebezpieczeństwie, lecz mi nie wierzył; potem znów byłem w XXI - wiecznym Szczecinie na statku pływającym po Odrze, gdzie spotkałem kucharza,
- Pavlas ov Vidłar zaczepiał na ulicy i obrażał kobiety z nadwagą, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,
- jakiś człowiek nosił nazwisko Szmincer - Mankrowicz.

niedziela, 2 października 2016

,,W krainie Choszcza. Legendy i podania do dziejów Choszczna i okolic''







Na przełomie września i października 2016 r. przeczytałem antologię ,,W krainie Choszcza. Legendy i podania do dziejów Choszczna i okolic'' autorstwa Bogdana Wojciecha Brzustowicza i Grzegorza Jacka Brzustowicza, zawierającą opowieści pochodzenia polskiego jak i niemieckiego.






Choszczno (niemieckie: Arnswalde) jest miastem w województwie zachodniopomorskim nad jeziorem Kluki.





Akcja prezentowanych w zbiorze opowieści rozgrywa się od zamierzchłej, mitycznej przeszłości, aż po 20 – lecie międzywojenne.






Z kręgu wyobraźni słowiańskiej pochodzi opisany w książce apokryficzny bóg Sław (szczegóły jego kultu przypominają kult Świętowita), heros – eponim Choszcz; założyciel Choszczna, którego niemiecka nazwa oznacza ,,Orli Las'' (o Choszczu dowiedziałem się po raz pierwszy w 2007 r. z książki Romany Kaszczyc ,,Kiedy kruk był biały''), jego bracia – eponimi: Myślibor (założyciel Myśliborza), Lipan (założyciel grodu Lipany), Reczko (założyciel Recza), Świętobór, Radomir i Dobiegniew (wszyscy byli synami księcia Wszemira, a upamiętnia nich Lipa Siedmiu Braci), gryfy – niegdyś pospolicie gnieżdżące się na Pomorzu (zaczerpnięte z wierzeń greckich), strzygi – łamiące świece w kościołach i zmory – nękające ludzi we śnie; pomniejsze demony służące diabłu, złe skrzaty - ,,drapieżne ludziki'' nękające ludzi chorobami, wilkołak, wąż domowy dający szczęście rodzinie młynarza i żyjący w przyjaźni z jego dziećmi – wraz z jego śmiercią opuściło młynarza), oraz zapożyczone z wierzeń chrześcijańskich diabły i czarownice.
Z wierzeń germańskich pochodzą elfy (jeden z nich nosił imię … Beowulf zaczerpnięte z anglosaskiego eposu), gnomy (prowadziły wojnę z elfami: przypomina to antagonizm elfów i krasnoludów u Tolkiena), trolle, oraz duch dopplegänger (po polsku: sobowtór) przybierający postać ludzi, którzy zawierali pakt z diabłem (w jednym z opowiadań Andrzeja Sapkowskiego ów germański demon nosi nazwę ,,mimik'').
Ogólnie książkę oceniam pozytywnie, choć zastrzeżenia budzi błędna etymologia słowa ,,diabeł”:

,,Z języka łacińskiego, powszechnego w średniowieczu – przyjęła się dla niego nazwa 'diabolos', oznaczająca dosłownie 'czarnoboga' – 'czarnego boga'. […]'' - op. cit.


Tak naprawdę, słowo ,,diabeł'', pochodzące z greki, oznacza ,,złośliwego przeciwnika, oszczercę'', zaś Czarnobóg to słowiańskie bóstwo wymienione w ,,Kronice Słowian'' Helmolda, które utożsamiano z diabłem, a którego pierwowzorem najprawdopodobniej był Weles (odsyłam do posta: ,,Kronikarz słowiańskich herosów'').