sobota, 12 sierpnia 2017

Oniricon cz. 327

Śniło mi się, że:

- Pavlas ov Vidłar namawiał mnie przez telefon na imprezę w Środę Popielcową, a ja spanikowałem, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,







- w ,,Koranie'' liczba Bestii zaczyna się od trzech szóstek, lecz jest znacznie dłuższa niż w ,,Biblii'',
- Pavlas ov Vidłar zmuszał mnie, abym został dziennikarzem, a tymczasem byłem wypraszany z kolejnych kawiarni,








- chciałem zamieszkać w wozie, lub wagonie należącym do na wpół - pogańskiej, na wpół - chrześcijańskiej komuny, lecz na miejscu rozczarowałem się, dowiadując się, że są to narkomani uzależnieni od tzw. ,,hansy''; w owej synkretycznej, narkomańskiej komunie czytano  na głos epos, w którym oskarżano Papieża, że nie zapobiegł rozbiorom Polski i wymarciu dinozaurów; na ilustracji zobaczyłem wielką armię dinozaurów, mamutów, niedźwiedzi jaskiniowych, indrikoteriów; w tej armii była też naga olbrzymka, z której piersi wytryskiwały strumienie mleka,







- narysowałem sobie czarnym cienkopisem na ręce dwie swastyki zwrócone w przeciwne strony i uznałem, że nazizm przypominał połączenie buddyzmu z satanizmem,
- Alexandrus ov Cocelaise rozmawiał z panią Anną ov Scayapakovą, która mówiła, że artyści powinni mieszać się do polityki,







- Hubert Urbański zmuszał mnie do jedzenia rzeczy, które mi nie smakowały,







- idąc ulicą zobaczyłem bilbord, na którym byli przedstawieni upiorni ludzie z głowami kotów, a wtedy skierowałem swoją otwartą dłoń w stronę pośladka, zaś idący ulicą żołnierze w czerwonych beretach byli tym zgorszeni,







- układałem plan trylogii o pewnej rodzinie żyjącej w Polsce w latach 90 - tych XX wieku; w owej książce miały być wzmianki o Okrągłym Stole, walce z chupacabrą i pomórnikiem, o czeskiej potrawie z żaby Moniki, oraz o Kulfonie, który zaraził Szymka katarem,







- dwóch chłopców poszło do lasu na grzybobranie; starszy zbierał grzyby, a jego młodszy brat poszukiwał małych, zielonych ludzików z Kosmosu, na koniec starszy brat niósł koszyk pełen grzybów, a młodszy trzymał w rękach dwa olbrzymie grzyby, z tyłu szedł za nimi jakiś demon podobny do przerośniętego krasnala Hałabały,








- byłem w podziemnym świecie gdzie spotkałem białego szczura wielkości wołu, w owym świecie, pod sklepieniem unosiły się chmury i pełno było porzuconych statków i pociągów, trafiali tam zaginieni ludzie z powierzchni, a mafia miała tam dostęp przez portale umieszczone w nocnych klubach,







- na jakimś forum używałem nicka Welesożar i kruka jako awatara,
- kiedy mały chłopiec oddawał na plaży mocz pod drzewem, zaatakowała go mrówkolwica (lwica z głową mrówki i sześcioma łapami), lecz ojciec obronił syna mieczem (wymyślone na jawie i choć trudno w to uwierzyć - zainspirowane prawdziwym wydarzeniem ;). 

Indyjski Graal








,,Jakie jest pierwotne znaczenie słowa graal? Liczne teorie proponują zróżnicowane wyjaśnienia. Słowo graal pochodzi od greckiego terminu krater - puchar do mieszania (wina). W Średniowieczu wierzono w Europie, że Święty Graal był naczyniem (talerzem czy też tacą), z którego Jezus rozdzielał pożywienie i sam jadł w czasie Ostatniej Wieczerzy. Bóg dał temu prostemu naczyniu nadzwyczajną moc: mogło uleczyć chorych i zapewnić obfitość pożywienia dla wszystkich ludzi. W buddyzmie [...] amrita - surabhi była miską żebraczą Buddy, która karmiła jego samego oraz uczniów. Kraj, do którego zostanie przeniesiona, będzie miał zawsze pod dostatkiem wody i żywności. Jednakże naczynie to jest przez dłuższy czas ukryte w wodach jeziora, z którego wynurza się raz w roku, w dniu urodzin Buddy. Unosi się i kieruje do cnotliwej damy, Manimekhalai, która zabiera je do miasta, gdzie szczególnie wielu ludzi cierpi z powodu suszy, chorób i innych nieszczęść. Indra natychmiast rozkazuje deszczowi, by zwilżył ziemię, z której wyrosnąć może wtedy zboże. Z tego jednego naczynia Manimekhalai wykarmi wszystkich głodnych w całym mieście, uleczy nim chorych i cierpiących, którzy od chwili, gdy go dotkną, cieszyć się będą szczęściem i zdrowiem'' - Jan Knappert ,,Mitologia Indii''




piątek, 11 sierpnia 2017

Żołny









Na kartach ,,Leśnych spotkań'' Rafał Skoczylas zwraca uwagę, że z polskiej fauny pod względem efektownego ubarwienia najbardziej rzucają się w oczy ptaki. Jest to prawda; niektóre ich gatunki mogłyby śmiało stawać w szranki z ptakami tropikalnymi na konkursie zwierzęcego piękna, gdyby zwierzęta miały rozum i organizowały coś takiego.








Wśród tej czołówki znajdują się min. pominięte we wspomnianym opracowaniu żołny należące do kraskowatych. Posiadają opływową, aerodynamiczną sylwetkę wielkiej jaskółki. Są sprawnymi lotnikami. Kształtna główka jest zwieńczona czarnym dziobem, długim i spiczastym. Kończąc omawianie sylwetki niniejszego gatunku widzimy ogromny (oczywiście proporcjonalnie do wymiarów ptaka) ogon. Zapewne mógłby się Czytelnik zapytać jakie elementy kolorystyki wpływają na piękno upierzenie żołny? Gatunek tego ptaka gnieżdżący się w Europie (w Polsce ich największa kolonia lęgowa znajduje się w dolinie Sanu) ma biało – żółte podgardle, czarny pasek zakrywający oczy, na czubku głowy barwę brązową, która zakrywając kark przechodzi w kolor kasztanowy, a w końcu zestawienie bieli i żółci. Całości obrazu dopełniają skrzydła pokryte mozaiką oranżu i błękitu.
Rodzina żołn gnieździ się nie tylko w Europie, ale również na terenie Azji, Afryki i Australii. Polski reprezentant tych ptaków zimuje w Afryce. Prawdę mówiąc określenie ,,zimować'' nie jest zbyt fortunne w odniesieniu do żołny, ponieważ wraca ona do naszej strefy klimatycznej dopiero latem. W tym miejscu może się rodzić pytanie, dlaczego owe ciepłolubne ptaki wracają do nas aż tak późno?
Oczywiście wiąże się to z ich odżywianiem. W starych opracowaniach są określane jako ,,pszczołojady''. Tymczasem łupem żołny padają nie tylko pszczoły, ale i inne żądłówki jak osy i trzmiele, a nawet ,,bezpieczniejsze'' owady byle okazałe jak: muchy, chrząszcze lub szarańczaki. Niezależnie od stopnia odporności na jad żądłówek (człowiek jeśli nie jest uczulony też może przeżyć jego dawkę) taktyka łowiecka żołny opiera się na ruchach pełnych swoistej wirtuozji. Żołna zręcznie chwyta mały przecież cel w locie i już trzymając zdobycz w długim dziobie niczym w morderczym potrzasku, w kulminacyjnym punkcie pozbawia owada jego broni. Królowe żądłówek zakładają nowe roje przez całą wiosnę, a więc owadów stanowiących pokarm żołny jest jeszcze mało. Trzmielojad, ptak drapieżny o diecie zbliżonej do sposobu odżywiania się żołny, w tym okresie znajduje sobie karmę zastępczą w postaci chrabąszczy lub piskląt. Żołna natomiast na drodze ewolucji ,,wybrała'' inną opcję; przedłużone zimowanie, a raczej już ,,wiosnowanie''! Jest to po prostu zapisane w zwierzęcym instynkcie ewolucyjne i oczywiście nieświadome ochranianie swych potencjalnych ofiar. Drapieżcy w naturalnych warunkach nigdy nie wyniszczają do ostatniego osobnika obiektu swych łowów. A w tym miejscu miały szansę to zrobić. Toteż, aby przeżyć musiały wykształcić rodzaj hamulca przed spożywaniem swego klasycznego pokarmu w niekorzystnych okresach roku. Jak do tego doszło pozostaje wielką zagadką etologii. Wróćmy jednak do żołn.
Jak więc widzimy zręczność jest u tych ptaków mandatem przeżycia, nic więc dziwnego, że elementem ich toków jest popisowe chwytanie owadów przez samce. Gniazda są usytuowane w długich korytarzach wydłubanych przez parę ptaków w skarpie. Pisklęta są gniazdownikami. Posłanie, na którym leżą ich nieopierzone ciała jest utworzone z resztek owadzich. W czasie ich pierwszego wypierzania się dominuje kolor zielony.
Żołny są w Polsce ptakami mało znanymi i rzadkimi, bo o zasięgu południowym. Geografia to jednak tylko jedna strona medalu. Do zagłady żołny w naszym kraju przyczynia się stosowanie pestycydów i niszczenie lęgowisk. Żołna znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze.







Na zakończenie artykułu o Merops apiaster chciałbym wspomnieć o spokrewnionej z nią żołnie szkarłatnej. Gnieździ się w Afryce na południe od Sahary. Jej upierzenie jest ciemnoróżowe z zielonym łebkiem. 

czwartek, 10 sierpnia 2017

Duchy Indii








,,duchy - niewidzialne stworzenia, które mogą się, gdy tylko zechcą , widzialne, i to pod dowolną postacią i wielkością. Jedne są słabe i pojawiają się jedynie jako szepczące głosy lub cienie za dnia i białe opary w nocy. Inne są silne na tyle, by podnosić i przenosić przedmioty oraz ludzi z miejsca na miejsce. Duchy obdarzone są inteligencją i siłą woli. Potrafią działać, okazując swą moc. Znają przeszłość i przyszłość, świat ludzi i bogów, a nawet świat podziemny. Duch może zamieszkiwać w zwierzęciu, drzewie, rzece, górze lub morzu. Wielu ludzi opętanych jest przez duchy, które zmuszają ich do różnych uczynków wbrew ich własnej woli. I tak na przykład Nala porzucił swą ukochaną Damajanti, gdyż w wyniku pomyłek w tekstach modlitw opętał go zły duch, Kali (...). Dobre duchy często są czczone. Mogą być duchami przodków lub bogami (...). Niektórzy uczeni twierdzą, że jakszowie i nagowie byli w prehistorycznych Indiach odpowiednio bogami drzew i węży. [...] Jakszowie, czyli jakhowie (rodz. żeński: jakiszinie), są czasami niemili, lecz nigdy zawistni. Wielu jakszów znamy z imienia: Supawasu, Wirudhako, Gangita, Suciloma, Kupiro, Sirima, Ćada, itd. Ramajana wyróżnia trzy klasy ludzi czczących trzy klasy bóstw. Wyższa klasa, zwana sattwika ('czyści'), czci boga (dewę). Klasa radźaszika (ludzie 'emocjonalni') czczą jakszów i rakszasów, podczas gdy tamasika (ludzie 'ciemni') czczą pretów i bhutów, czyli gobliny, duchy zmarłych. Wajśrawa jest panem jakszów, podczas gdy Sziwa to Bhuta - Natha, pan rakszasów, których sługami są guhjowie. Jakszagraha to demon, który opanowuje ludzi, czyniąc z nich szaleńców. Złe duchy to, na przykład, Szitala, pani ospy, oraz Olabibi, bogini cholery. Dakini opisywana jest jako żeński demon'' - Jan Knappert ,,Mitologia Indii''






Demonologia indyjska







,,demony - tak, jak w większości krajów Azji i Afryki, liczne demony zamieszkują również tajemne miejsca w Indiach. Nie mówi się o nich jako o zbiorowości, lecz ściśle określa się ich rodzaj: asurowie, danawowie, piśaczowie, gandharwowie, rakszasowie, jakszowie, dasjowie. Dźajnowie wierzą w inne demony; wiele buddyjskich demonów ma nieindyjskie imiona, pochodzące z Tybetu, Birmy itd. Niektóre demony są po prostu małymi i złymi duchami o niewielkiej mocy, które mogą stać się utrapieniem, niepokojąc ludzi i wystawiając na próbę ich cierpliwość. Inne typy demonów to pożądliwe seksualnie diabły, jak np. gandharowowie i ich żeńskie odpowiedniczki, apsarasy. Uwodzą one samotnych podróżników przeciwnej płci i płodzą z nimi potomstwo, w którym niewiele jest z człowieka. Jakszowie, wraz z żeńskimi demonami - jaksziniami, zamieszkują lasy. Nie są one zbyt niebezpieczne, lecz bardzo zwodnicze. Jakszini potrafi objawić się jako piękna naga kobieta, a gdy podróżnik podąży za nią w głąb lasu, ona zamienia się nagle w drzewo i podróżnik gubi drogę. Asurowie są znacznie bardziej niebezpieczni. Są najpotężniejszymi demonami, antybogami - jak sugeruje ich nazwa - którzy wypowiadają wojnę dewom, dobrym bogom, i czasami niemal ją wygrywają. Rakszasowie to najbardziej złe i niebezpieczne demony. Ich król. Rawana, okrutny i podstępny, znajduje przyjemność w oszustwach na wielką skalę. Wisznu nieraz musiał inkarnować się  na ziemi, by pokonać tego nieokiełznanego demona wraz z jego zbrodniczą armią.
Demony w swych widzialnych postaciach wyglądają straszliwie, potwornie, przerażająco, niezwykle i wręcz obezwładniająco. Tylko bogowie mogą je pokonać.
Indyjski islam ma własne demony, zwane czasem diw, które mogą być duchami lub olbrzymami; niektóre są dżinnami, mogącymi przybierać dowolny kształt i rozmiar (zwykle mają rogi). Ich samice mogą objawiać się jako pociągające kobiety, wychodzić ze śmiertelników i mieć z nimi potomstwo, żyją jednak znacznie dłużej niż ludzie. Szetanowie są zawsze niebezpieczni i nieprzyjaźni. Kuszą ludzi szepcąc do uszu albo straszą ich swymi pazurami, rogami, ogromnym rozmiarem, włochatą skórą i ognistymi oczami'' -
Jan Knappert ,,Mitologia Indii''





Polska odpowiedź na ,,Matrix'', czyli ,,Hel 3''

,,hel, He, helium, pierwiastek chem., gaz z rodziny helowców. Liczba atomowa 2, masa atomowa 4, 0026, temp skraplania – 268,93 ° C, temp topnienia – 272, 2 ° C. […]'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 25 Grancille – kongijski konflikt''

,, […] Spytałem są kim są kopiący.
- To moi poeci, wykopują perły.
- Na co ci tyle pereł? - zapytałem.
- Żeby nakarmić wieprze, oczywiście.
- Ale czy wieprze lubią perły?
- Oczywiście, że nie – odrzekła.
Pytałbym dalej, ale z chaty wyszedł ten stary, czarny kot i nic nie mówiąc patrzył na mnie dziwnie. Domyśliłem się więc, że zadaję głupie pytanie'' – Lord Dunsany ,,Mściciel Perdónaris'' [w]: Robert Ervin Howard, Lord Dunsany ,,Barbarzyńca i marzyciel''











W sierpniu 2017 r. przeczytałem najnowszą powieść Jarosława Grzędowicza ,,Hel 3''. Należy do gatunku science fiction bliskiego zasięgu (tzn. opowiada o niedalekiej przyszłości). Jej akcja rozgrywa się bowiem w 2058 r. w takich miejscach jak: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Francja, Polska (Warszawa), Rumunia, Seszele, Mongolia, oraz Księżyc.
Z książki wyłania się ponury, dystopijny obraz świata XXI wieku. Głównymi graczami w geopolitycznej grze będą: Europa, Unia Północnoamerykańska, Imperium Nowosowieckie (rządzone przez cara Putina Drugiego), Sunna (kraje muzułmańskie), Chiny i Indie.











W Europie, Unii Północnoamerykańskiej i w Australii – krajach rządzonych przez lewaków czyniących wielkie zło pod pozorami wielkiego dobra, obowiązywała ideologia zrównoważonego rozwoju, która pod pretekstem ochrony wyczerpujących się zasobów Ziemi miała służyć wprowadzeniu ustroju przypominającego komunizm (Autor pokazuje tu, że nawet szlachetne idee ochrony przyrody w złych rękach mogą posłużyć do złych celów :(. Życie w owych krajach było szare i smutne, pełne surowych i niezrozumiałych zakazów i nakazów. Władza namawiała zunifikowanych i nie mających praw obywateli do jedzenia owadów i ich larw (w dzieciństwie zjadłem kiedyś zdechłego mola i wcale nie był smaczny ;), ograniczając za to dostęp do tradycyjnej ,,niepoprawnej politycznie'' żywności jak: wędliny, sery, alkohol, czekolada itd. Odpowiedzią na te restrykcje była nielegalna działalność Tajnego Towarzystwa Degustacyjnego, którego członkowie jedli nielegalne szynki, kiełbasy, kaszankę i tym podobne zakazane przysmaki. Władza zmuszała ludzi do życia w ,,dobrowolnym ubóstwie'' i inwigilowała ich na każdym kroku pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa. Policja używała dronów, które ,,profilaktycznie'' śledziły obywateli zaglądając im przez okna co nasuwa skojarzenia z ,,Rokiem 1984'' George'a Orwella. Zrównoważony rozwój został przedstawiony jako siła skutecznie hamująca rozwój nowych technologii. To w jego imię miały miejsce liczne przerwy w dostawach wody i prądu. W wielokulturowej Warszawie grasowały cudzoziemskie mafie np. wietnamska, albańska i nigeryjska. W kulturze panoszył się turpizm. Symbolem upadku dobrego smaku były zarówno lokale stylizowane na zapuszczone piwnice jak i gatunek muzyczny kakotechno (,,kako'' od słowa kakofonia). Tymczasem politycy, którzy nakładali na obywateli ciężary nie do uniesienia, sami będąc ponad prawem, nie tykali ich nawet palcem. Mając na swoje usługi mafię, w drogiej, chińskiej restauracji klęli jak szewcy (skojarzenia z ,,ch..j, d...a i kamieni kupa'' mile widziane), pili na umór jak wujek Iwana Bezdomnego w Wołogdzie, zajadali szpik słonia – zwierzęcia zagrożonego i objętego ochroną, oraz pożerali mózgi wydobywane na ich oczach z głów żywych małp (!). Przypominają mi trochę PO, lecz byli jeszcze gorsi (Norbert, główny bohater, który ich nagrywał, nasuwa skojarzenia z aferą taśmową z restauracji ,,Sowa i przyjaciele'', aczkolwiek Autor wpadł na ten pomysł jeszcze przed rzeczoną aferą). Przypominają też komunistów polujących w parkach narodowych. Owi ,,możni tego świata'' nie mający litości ani nad patroszoną żywcem małpką, ani nawet nad traktowaną jak zdalnie sterowana zabawka tancerką, w celu ograniczenia ludzkiej populacji wyhodowali prion lizbona, którym zakażali ludzi za pośrednictwem służby zdrowia. Opornym wiochmenom wszczepiali prion pod zbrojnym przymusem mówiąc, że to szczepionka (żeby było jasne: nie wierzę w niebezpieczne teorie spiskowe o szczepionkach rzekomo powodujących autyzm i inne kłamstwa ruchów antyszczepionkowych).
W tym lewackim świecie wiochmeni stanowili odpowiednik kułaków. Byli to ludzie ze wsi, wysiedleni przez władzę i w oficjalnej propagandzie okrzyczani nadmiernie bogacącymi się. Pozbawieni swoich domów i gospodarstw zamieszkali w miejskich slumsach gdzie uprawiali rośliny i hodowali zwierzęta, gotowi bronić się przed wszystkimi intruzami. To u nich Norbert zaopatrywał się w tradycyjną, zakazaną przez państwo żywność.
Wielkie zmiany zaszły w sposobie przekazywania informacji. Upadła prasa papierowa, pojawiły się nowe urządzenia – omnifony, zaś Internet został zastąpiony przez MegaNet. Rolę dziennikarzy przejęli iwenciarze (z ang. event – wydarzenie); autorzy krótkich, przykuwających uwagę gawiedzi filmików w sieci, zwanych inwentami. Jednym z owych iwenciarzy był główny bohater; Norbert Roliński; człowiek uczciwy i odważny, który stawiał sobie za cel prawdziwy przekaz skłaniający do myślenia. Nie było to wcale łatwe, bo wśród widowni MegaNetu przeważali ludzie bezmyślni, źle wychowani i nie umiejący skupić na czymś dłużej uwagi, przypominający wieprze, przed które rzucono perły (o wielu współczesnych internetowych trollach i hejterach można by powiedzieć to samo ;).










Solą w oku ,,możnych tego świata'' był polski bilioner Najdżel Stelmach; właściciel wielu firm, wizjoner, zwany Szamanem, nie bojący się trudnych wyzwań, któremu służyła armia najemników niczym rycerze feudalnemu władcy (czyżby nawiązanie do idei ,,nowego średniowiecza'' Lecha Jęczmyka? ;). Jego najemnicy niczym rycerze kierowali się kodeksem honorowym, zajmowali się ochroną (np. ginących tygrysów czy zagrożonych wysadzeniem przez terrorystów zabytków), nie krzywdzili cywilów i nikogo nie zabijali jeśli dawało się tego uniknąć. Stelmach zamierzał wydobywać na Księżycu tytułowy izotop helu, aby móc dostarczyć Ziemianom taniej, ekologicznej, samoodnawialnej i niemal niewyczerpanej energii i zabrał ze sobą Norberta jako dokumentalistę. Sądzę, że ów bohater jest jakby pozytywnym odpowiednikiem George'a Sorosa (żeby było jasne: nie każdy Żyd jest jak Soros, podobnie jak nie każdy Polak jest pijakiem i złodziejem ;).
Oprócz ludzi w książce pojawiają się też kosmici – tzw. pasterze, mający postać ni to czarno odzianych panczenistów o niewyraźnych twarzach. Owi pasterze – panczeniści pilnowali, aby ludzi byli zniewoleni i nigdy nie podbili Kosmosu.









W książce pojawiają się liczne ciekawe nawiązania do różnych dzieł kultury. Mechanik, tajemniczy zbieracz teorii spiskowych, żyjący w ukryciu przed aparatem państwowym, przypomina nieco Morfeusza z filmu ,,Matrix'' braci Wachowskich; zarówno rolą oświeciciela jaką odgrywa w powieści jak też kolorem skóry (w takim ujęciu Norbert byłby odpowiednikiem hakera Neo). Sądzę, że w pewien sposób Mechanik nawiązuje również do postaci Jezusa Chrystusa (choć zginął w wybuchu, nadal żyje i daje wskazówki Norbertowi, co nasuwa skojarzenia ze zmartwychwstaniem, a ponadto choć należy do ,,pasterzy'' jest dobry i sprzyja ludziom). Można również dostrzec nawiązania do twórczości Stanisława Lema (księżycowe bazy ,,Lem'' i ,,Solaris''), polskich legend (księżycowy hotel ,,Tvardovski''), mitologii Czesława Białczyńskiego (sondy kosmiczne ,,Oros'' i ,,Somwar'' nawiązujące do rzekomych imion Chorsa, słowiańskiego boga Księżyca), do kreskówek o Minionkach, a nawet do XIII – wiecznego, anonimowego, francuskiego romansu ,,Rzecz o Alkasynie i Nikolecie'' (imię Nikoleta nosiła piękna asystentka Szamana; wielka miłość Norberta).
Ogólnie powieść bardzo mi się spodobała, tak jak cała twórczość Grzędowicza jako zarazem konserwatywna i wolnościowa. Na zakończenie – ciekawostka:

,,Niewielkie, ogoniaste, azjatyckie małpy. Takie same jakie widział kiedyś w Wietnamie i Tajlandii. Nie pamiętał, co to za gatunek, ale nie były rzadkie. Całymi bandami włóczyły się na targowiskach okradając stragany i obskakując turystów. Gerezy? Kapucynki? […]'' -,,Hel 3''.







Wyjaśniam, że nie były to ani gerezy (żyjące w Afryce), ani kapucynki (żyjące w Ameryce Środkowej i Południowej), ale azjatyckie rezusy. 

środa, 9 sierpnia 2017

Oniricon cz. 326

Śniło mi się, że:






- Józef Piłsudski oprócz wąsów miał brodę,







- zobaczyłem stojącego na tylnych łapach wilkołaka o fioletowym futrze,







- byłem masonem i nocą w Parku Nadratowskiego w Szczecinie uczestniczyłem w obrzędzie, podczas którego myliśmy ręce we krwi byka, bałem się, że jest to naprawdę krew dziecka i plułem na swoje dłonie, aby je oczyścić, UWAGA: To tylko sen, na jawie jako katolik jestem przeciwnikiem masonerii,








- oglądałem odcinek ,,Xeny'', w którym główna bohaterka wzięła udział w wyborach miss, widziałem podobnego do koguta stwora Kurczakoia, który uciekał przed kurami, które nazywały go Wielkim Złodziejem Drobiu, ujrzałem też śnieżnobiałych ludzi o żółtych ustach imitujących kacze dzioby i uznałem, że serial zaczyna przypominać sen szaleńca, mimo to nie chciałem, aby Babcia mi go przełączyła,
- w toalecie w centrum handlowym zobaczyłem siebie w dwóch egzemplarzach; jednym otyłym, a drugim nieco chudszym i chciałem być tym drugim,







- ktoś zarzucał mojej powieści o królowej Tatrze, że promuje okultyzm, bo często pojawia się w niej kolor czarny, ponadto wyobraziłem sobie Świętowita jako rycerza,







- Xena była blondynką, którą przywiązano do bobsleja poruszającego się na diabelskim młynie i wyleciała w powietrze,







- byłem w Wenezueli gdzie szedłem po plaży przypominającej wybrzeże Bałtyku,







- krasnal Hałabała pochodzi z wierzeń czeskich,








- spotkałem Magdalenę Ogórek i mówiłem jej, że początkowo jej nie ufałem, bo była z SLD,







- pomyślałem, że PiS brzmi podobnie jak PPS, a więc lewica patriotyczna i zastanawiałem się jakby wyglądała Polska gdyby rządził nią Piotr Ikonowicz, uznałem jednak, że rządy PPS - u nie byłyby lepsze od rządów SLD,
- poszedłem do przychodni lekarskiej gdzie chciałem skorzystać z toalety, lecz pielęgniarka zamiast niej wskazała mi gabinet gdzie leczono łuszczycę,







- na mieście razem z Mamą zobaczyłem gromadkę muzułmańskich dziewczynek w różnym wieku noszących kolorowe hidżaby, niektóre z nich były bose, Mama powiedziała do jednej z nich, że powinna założyć na hidżab czapkę, a ona powiedziała rodzicom, że chrześcijanie ją dyskryminują i że trzeba ich pozabijać, tłumaczyłem Mamie powołując się na bloga Sławomiry, że część muzułmańskich kobiet uznaje takie stroje za ochronę przed traktowaniem ich jak obiekty seksualne, dodałem jednak, że choć sam jestem monoteistą, islam przynosi wstyd samej idei monoteizmu,







- byłem w jakimś ośrodku wypoczynkowym gdzie przesłuchiwali mnie ubecy, których się bałem i chciałem się zemścić, potem przyszła do mnie opiekunka i odbyła się wielka impreza Kiepskich (było to jeszcze przed narodzeniem Waldusia), kiedy to Arnold Boczek miał twarz pomalowaną na czarno, był zimowy wieczór i wyszedłem nago na śnieg i ulepiłem sobie majtki ze śniegu, potem razem z bohaterami książek Pilipiuka wsiadłem do samochodu i pojechałem do Gambii, aby się zaszczepić.