środa, 2 listopada 2022

Walka o wodę

 

,,Przeważył jednak męski nieprzyjaciel piorunowładcy, co poświadcza tradycja z wielu stron indoeuropejskich. Jedna z nich jest indoirańska: zatarg i pojedynek między Indrą i smokiem – wężem Wrytrą, który ukrywa bydło i wodę przed Indrą, co zmusza to bóstwo za zamknięcia smoka w skale. [...]’’ - Aleksander Gieysztor ,,Mitologia Słowian’’




W Toropiecku biły dzwony obwieszczające wstąpienie na tron królowej – czarownicy Malkiešy Lysarayaty, kiedy w ponurym zamczysku wzniesionym z czarnych głazów pośród puszczy odbywała się narada. Panem owego zamku nazywanego Czarnomordem, był pierwszy czarnoksiężnik, Wacław Amosow, w którego przeistoczył się pewien wodnik. Amosow, założyciel potężnego rodu, który w erze jedenastej wydał Czerwonego Wiaczesława i Czarnego Ładysława, miał trupiobladą, zimną i wilgotną skórę, ponure wejrzenie żółtych oczu, długie i wiecznie mokre włosy czarne niczym pkieł. Odziewał się w szatę barwy mroku, zaś za pasem z wężowej skóry nosił długą różdżkę z kości piszczelowej rusałki złożonej przed siedmiu laty w ofierze Čortom. Czarnoksiężnik zasiadał za hebanowym, błyszczącym od lakieru stołem, na którym leżały pergaminowe mapy i wykresy.




Gośćmi Amosowa były dwa wodniki nazywające się Franc i Iwan. Szpetna była zarówno ich powierzchowność, jak i wnętrze mrok skrywające. Franc i Iwan byli bliźniakami. Pokryci szaro – srebrzystą, mokrą i śliską skórą minogów, posiadali wyłupiaste oczy świecące niczym żółte latarnie oraz wygolone z boków i rosnące na środku głowy białe włosy. Od młodości upodobali sobie sprawy przeklętego smoka Rykara. Pragnąć wyrządzać zło innym istotom, a zwłaszcza pięknym i radosnym rusałkom, które lękały się ich brzydoty, bracia udali się na służbę do czarnoksiężnika Amosowa.

- Wszystko co oddycha, potrzebuje do życia wody. - Bardzo odkrywczo zagaił Amosow. - Jeśli chcecie sprowadzić zagładę na rusałki, zabierzcie im wodę!

- Ba! Musielibyśmy chyba przeobrazić się w trzy wielkie smoki, aby móc wytrąbić całe zasoby wodne – zauważył Franc.

- Nawet w smoczej postaci nie dałbym rady tyle wypić – Iwan zrobił kwaśną minę.

- Nie będziecie musieli jej żłopać! - Uspokoił oba wodniki Amosow.

Następnie zmaterializował przed ich oczami dużą pompę wykonaną ze złota oraz gigantyczną banię sporządzoną z cienkiego, a jednocześnie nadzwyczaj wytrzymałego szkła.

- Kapujecie? - Spytał Amosow. - Tą pompą pozbawimy świat wody i zamkniemy ją w tej bani, tak twardej, że nie skruszą jej pięści olbrzyma, ani zęby smoka. Pomiot Syrokiej będzie konał z pragnienia, a my będziemy na to patrzeć i śmiać się do rozpuku. Zamorzymy pragnieniem całe Królestwo Toropieckie, a zdychające rusałki będą wić się u naszych stóp, błagając o wodę. Wówczas nastanie siedemdziesiąt siedem lat ciemności, kiedy to smok Rykar zostanie wywyższony!

- Kapujemy! - Odrzekli ukontentowani Franc i Iwan.

- Powiedz nam jeno, mistrzu, gdzie znajdziemy owe narzędzia zdatne ukarania znienawidzonych przez nas istot płochych i niewartych życia? - Spytał Franc mając na myśli rusałki.

Amosow zaprowadził oba wodniki do sekretnego lochu mieszczącego się sześćdziesiąt sześć stóp pod ziemią. Tam czekały na nich pompa i bania.

- Widzę, że ta szklana bania nie jest na tyle duża, aby pomieścić całą wodę świata! - Iwan nie ukrywał swojego rozczarowania.

- I tym się frasujesz? - Roześmiał się Amosow. - Čorty wykonały ją z zaklętego szkła, które będzie się rozciągać w miarę wypełniania go wodą.

Franc wziął na ramiona złotą pompę, zaś Iwan uczynił to ze szklaną banią, po czym obu huncwotów wraz z czarnoksiężnikiem skierowało się ku oznaczonemu płomykami wyjściu na powierzchnię.

Zapadła właśnie noc, zaś gęsty, czarny obłok z nozdrzy uwięzionego smoka Rykara, zakrył srebrne oblicze Chorsa – Srebronia. Jeno złote i srebrne gwiazdy widziały z wysokości swych niebiańskich tronów jak trójka szubrawców kradła wodę. Widząc ten niecny postępek, gwiazdy – krasawice płakały bezsilnie i rozkładały swe dłonie, błagając Ageja o ratunek dla świata. Kiedy złote promienie Swaroga przegnały mroki nocy, zewsząd dał się słyszeć płacz i lament za utraconą wodą. Na dnie wyschłych rzek i jezior leżały stosy martwych ryb, których ciałami pożywiali się padlinożercy. Rusałki i wodniki roniły łzy wielkie jak ziarna grochu. Łono Mokoszy dręczył dokuczliwy skwar. Rośliny żółkły i usychały, zaś zwierzęta poczęły wędrować na próżno w poszukiwaniu wodopojów. Nawet sine morze, królestwo Juraty, zostało ograbione ze swej słonej wody. Pozbawione swego habitatu wieloryby zdychały w mękach od gorąca i z powodu ogromnego ciężaru swych monstrualnych ciał. Cała przyroda pogrążona była w żałobie, kiedy nadleciał biały orzeł Tinez i zawołał gromkim głosem.

- Znalazłem całą wodę świata uwięzioną w szklanej bani zawieszonej między niebem a ziemią!

Tinez nie zwykł strzępić języka po próżnicy. Z bojowym okrzykiem natarł na kulę, aby rozbić ją dziobem i szponami. Jakże daremne okazały się jego wysiłki! Artefakt wykonany przez piekielnych szklarzy, uginał się pod ciosami i żadną miarą nie dawał się rozbić. Biały orzeł odleciał zasmucony. P nim swych sił próbowały inne orły; czarny Ridan, biały Tinez Dwugłowy, Ziz, Garuda, dwugłowy Szaszor, bliźnięta, sokoły Lelum i Polelum, a także białe, czarne, czerwone, złote i błękitne gryfy, smoki powietrzne, władcy wiatru, Enkowie Pochwist zwany Strzybogiem i jego oblubienica Meluzyna, żmijowie i płanetnicy należący do zakonu latających rycerzy stuha, mantykora Pusinex, latająca na błoniastych skrzydłach oraz Tuman, skrzydlaty orangutan z wyspy Dżawy, uzbrojony w maczugę. Niestety wszystkie ich wysiłki spełzły na niczym.




Wielce strapiona Mateczka Mokosza usiadła na polnym głazie i zakryła twarz dłońmi. Płakała krwawymi łzami, które padając zamieniły się w pierwsze rubiny. Bolejąc nad cierpieniem swych dzieci, nie przyjmowała pocieszenia od swego oblubieńca, Świętowita, ani od innych Enków. Pod wieczór przyleciała do niej sowa uszata. Usiadła Ence na ramieniu i przemówiła tymi słowy.

- Pan Weles kazał mi przekazać, że szklaną banię może rozbić jedynie grotem strzały uczynionym z kości Mistrza Dyi. Wówczas uwięzione wody powrócą na ziemię! - Mokosza przestała płakać, zaś sowa odleciała.

Znękany suszą świat okrył się mrokiem nocy, zaś w ponurym zamku Amosowa, trzech szubrawców wznosiło toast starym winem…


*


W owym czasie w jeziorze Ihantli leżącym na północ od Aspinu, narodził się wodnik Jędra (Indra), syn Żamosta, syna Wojtuna, syna Sławara, syna księcia Yhantleusza. Jędra był wysoki i muskularny. Miał jasną cerę, seledynowe oczy świecące w ciemności, długie, rude włosy upięte w kok, urodził się zaś z kompletem złotych zębów. Poruszał się po lasach i stepach dosiadając żubra, zwanego Długim Językiem (Łonokoł Ozor). Zwierz ten otrzymał swe imię z tej przyczyny, że władny był walczyć nie tylko rogami i kopytami. W mordzie swej skrywał ponadto język długi niczym wąż a do tego lepki i pokryty kolcami, który służył żubrowi za broń przeciw wilkom i tygrysom.

Kiedy Jędra liczył sobie piąty rok życia, jego rodziców, wodnika Żamosta i rusałkę Kalatenę pożarł potwornych rozmiarów wąż Kok – Kol. Osieroconym chłopcem zaopiekował się siwobrody utopiec, nazywany Mistrzem Dyją. Był on dla Jędry niczym ojciec i matka. Uczył chłopca sztuki pisania i czytania, jak również walki siedmioma rodzajami broni; mieczem, maczugą, łukiem, toporem, arkanem, włócznią i sztyletem. Odsłaniał przed nim tajniki zwierząt pluskających wśród fal Aspinu oraz żyjących na stepie, a także gwiazd i ziół. Opowiadał mu historie z zamierzchłych eonów o Ageju i Enkach, oraz bardziej współczesne, o początkach cywilizacji toropieckiej. Pomógł też oswoić żubra Długi Język. Oba wodniki uwolniły go z głębokiego jaru nawiedzanego przez wiedźmy, uory i brukołaki, po czym wyleczyły mu złamaną nogę.



W dwunastej wiośnie życia Jędra dosiadający żubra Długiego Języka, wyruszył na ziemie nazwane w erze jedenastej Taj – Każk. Wytropił żyjącego w wielkim jeziorze węża Kok – Kola i ubił go dwiema strzałami posłanymi w oczy, mszcząc w ten sposób śmierć ojca i matki. Kiedy skonał Kok – Kol, Jędra sporządził sobie nową przepaskę na biodra z jego ciemnozielonej skóry. Żubr zanurzył swój długi język z brązowej krwi węża, aby odkryć z wielkim zdziwieniem, że była zimna, słodka i musująca.

Jędra liczył sobie piętnastą wiosnę życia, kiedy jego mistrz i przyjaciel, sędziwy Dyja umarł od ukąszenia wodnej efy. Na łożu śmierci starzec polecił uczniowi.

- Nim oddasz me ciało płomieniom, wyjmij mi kość z prawej nogi i sporządź z niej grot do strzały. Mar – Zanna wyjawiła mi, że posłuży ci on do ocalenia świata.

Jędra wypełnił sumiennie wszystko, co mu stary mistrz przykazał. Widząc jak odchodził, płakał po raz pierwszy od dnia, w którym stracił rodziców…


*


Słońce znajdowało się w zenicie, kiedy Jędra jechał przez wyschnięty step na grzbiecie żubra. Wodnik rozpuścił swe rude włosy, z których sączyły się krople ożywczej wody gęstej jak kisiel. Skwar dokuczał całej przyrodzie, zaś wierny żubr wywiesił język i dyszał jakby był psem.

- Czy widzisz tego ptaka? - Jędra zapytał żubra wskazując na duże stworzenie pokryte białymi piórami, z czarnymi końcami skrzydeł, którego nogi i dziób były długie i czerwone.

- Nie mam pojęcia jaki to gatunek – stwierdził bezradnie Długi Język. - Może to być jakiś żuraw, a może też czapla.

W rzeczywistości był to bocian biały. Na usprawiedliwienie niewiedzy junaka i jego wierzchowca należy wyjaśnić, że bociany nie zostały jeszcze wówczas stworzone, istniały zaś jedynie jako idea zapisana w Czarach wyrytych na Bierzmie Wszechświata. ,,Perłowy latopis’’ Kosy Oppmana podaje, że bociany wywodzą się od człowieka z początku ery jedenastej, którego Jarowit – Bogdin ukarał zamianą w ptaka za rozwiązanie worka z wszelkim robactwem.

- Myślisz, że jest jadalny? - Jędra zadając sobie to pytanie, z wolno napiął łuk i wycelował strzałę w bociana z zamiarem upieczenia go nad ogniskiem.

- Kle, kle! Nie zabijaj mnie! - Bocian zatrzepotał skrzydłami rozniecając wokół złoty blask.

Cała postać ptaka zajaśniała niczym małe Słońce. Pióra opadły z niego niczym śnieg z zimowego nieba i oto na miejscu bociana stała złotowłosa Mokosza, spowita w suknię z jasnozielonej kitajki, zaś na szyi nosiła czerwone korale. Jędra czym prędzej zeskoczył z grzbietu żubra i oddał pokłon do ziemi przed urokliwą istotą.

- Racz mi wybaczyć, Pani Złotego Łańcucha, że nie rozpoznałem ciebie pod postacią tego dziwnego ptaka! - Również żubr zgiął swoje kolana przed Mokoszą.

- Powstańce, umiłowani Jędro i Długi Języku! - Rzekła im łaskawie Matka Wilgotnej Ziemi. - Na tobie, Jędro, spoczywa obowiązek uwolnienia wód zamkniętych między niebem a ziemią.

- Jak mam tego dokonać, Pani, skoro już więksi junacy ode mnie, należący do zakonu stuha próbowali rozbić szklaną banię i nic nie wskórali!

- Na życie Ageja, ty zdołasz tego dokonać, bo w twoim kołczanie spoczywa strzała z grotem wykonanym z kości sprawiedliwego Dyi, twojego mistrza.

- Niech się ziszczą twoje słowa, Pani! - W serce Jędry wstąpiła nadzieja.

Nie zwlekając nałożył na cięciwę strzałę z kościanym grotem, napiął łuk i posłał ja wysoko pod niebiosa, w kierunku wskazanym palcem Mokoszy. Rącza strzała niesiona tchnieniem Pochwista, nie spoczęła aż jej grot nie strzaskał bani z piekielnego szkła. Przezroczysta powierzchnia stłukła się na miriady miriad kawałków, wydając przy tym odgłos kruszenia skały przez trzęsienie ziemi. Nie trzeba było długo czekać, aż uwolnione wody spadły z łoskotem na spragnioną ziemię, z powrotem napełniając koryta mórz, rzek i jezior. Od Sonoru na zachodzie po Wielowyspie na wschodzie i od Ziemi Ulro na Najdalszej Północy po Terra Australis Incognita na Najdalszym Południu zapanowało niewypowiedziane wesele. Ziemi znów się zazieleniła, a lamentujące dotąd nimfy i fauny teraz tańczyły pełne radości.

- Woda wróciła! Sława temu, kto ją oswobodził! - Wołała rudowłosa rusałka w wieńcu z lilii wodnych, klaszcząc w dłonie i podskakując radośnie.

Również Jędra uczuł radość, choć do jego serca nie znalazła przystępu pycha z powodu dokonania bohaterskiego czynu. Uściskał Mokoszę, która pokazała mu jak zwyciężyć, po czym na grzbiecie wiernego żubra pogalopował w stronę jeziora Aspin, aby w jego falach zmyć z siebie wielotygodniową warstwę kurzu i brudu.


*


- Miej to na uwadze, Pani, abyś sądząc Amosowa nie spozierała mu w oczy, bo wówczas zaczaruje Waszą Miłość – zwycięski Jędra ostrzegał młodą królową Malkieš Lysarayatę mającą osądzić pokonanego czarnoksiężnika.

- Mnie to nie grozi, bo sama władam czarami – ze śmiechem odparła królowa.

Kiedy Jędra uwolnił uwięzione wody, Amosow skrył się w swoim zamczysku niczym szczur w norze. Wówczas Jędra dołączył do drużyny zmiennokształtnego bohatera, młodego wodnika Volcha Alabasty. Junacy wspólnie przystąpili do oblężenia zamku Amosowa. Franc i Iwan widząc nadchodzącą karę, położyli kres swym nędznym żywotom wypijając kwas siarczany i oddając dusze Čortom. Mury twierdzy zostały skruszone nie bez wydatnej pomocy olbrzymki Świdry z plemienia Stolimów, uzbrojonej w maczugę z drewna Wielkiego Dębu, nabijaną ostrymi krzemieniami. Volch Alabasta przybrawszy postać potężnego orła, pochwycił w swe szpony Amosowa, po czym zaniósł go do Toropiecka przed oblicze królowej. Teraz Amosow stał skrępowany okowami z metalu niweczącego czary i chytrze się uśmiechając, czekał na surowy i sprawiedliwy wyrok.

Malkieš Lysarayata nie mogła się powstrzymać, by nie spojrzeć w oczy maga, które z żółtych zmieniły barwę na intensywnie zieloną. Kiedy raz spojrzała w te oczy, już nie mogła od nich oderwać wzroku. Wedle prawa Amosow miał zginąć przebity setką strzał, lecz królowa ni stąd ni zowąd, zaczęła czuć podziw dla jego piękności. Miast potępiać zło, które wyrządził, zaczęła mu współczuć i to bardziej niż ofiarom spowodowanej przezeń suszy. Wreszcie wydała wyrok.

- Co się tyczy Wacława Amosowa wspaniałomyślnie daruję mu karę, jeśli zgodzi się zostać mym oblubieńcem! - Słuchający tego zadrżeli z oburzenia i niedowierzania.

Czarnoksiężnik skwapliwie zgodził się poślubić królową – czarownicę. Trzy lata później zginął pod stosem kamieni rzuconych przez duchy, które wywoływał.

Jędra odszedł z drużyny Volcha Alabasty i zamieszkał w kryształowym pałacu na dnie jeziora Aspin. Powiadają, że pogrążony w smutku z powodu złych rządów Malkiešy Lysarayaty wypił garniec trunku zwanego somą i pod jego wpływem zapadł w sen trwający całymi wiekami. Ponoć zbudził się w erze jedenastej i poślubił jytnas, rusałkę Rutę, która po śmierci została ukoronowana na królową całej toropieckiej rasy.

niedziela, 30 października 2022

,,U stóp słowiańskiego parnasu''

 

,,Parnassos (Parnas), znany w mitologji, szczególnie Apollinowi i Muzom poświęcony łańcuch górski w Grecji […]. Na płd. zboczu znajdowała się wyrocznia delficka i źródło kastalijskie (ob. Kastalja). - Wstąpić na Parnas: stać się poetą, tworzyć’’ - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 12 Optymaci do Polowanie’’



W październiku 2022 r. przeczytałem książkę Leonarda J. Pełki ,,U stóp słowiańskiego parnasu. Bogowie i gusła’’ z 1960 r. (reprint ukazał się nakładem wydawnictwa ,,Replika’’).

Tematyką pracy jest zarys historii religii słowiańskiej od starożytności po chrzest Polski. Omawia panteon słowiański, materialne ślady kultu pogańskiego (min. Światowida ze Zbrucza), demonologię, święta, obrzędy i proces chrystianizacji.



Zdaniem Autora pierwszą wzmianką o Słowianach była relacja Herodota o Neurach, plemieniu wilkołaków, które opuściły ze ziemię uchodząc przed atakiem żmij. Dziś nie uważa się już Neurów i Budynów za Słowian.


Idąc w ślad za Aleksandrem Brücknerem, Pełka zanegował historyczność panteonu Jana Długosza (Jessa, Nija, Łada, Ileli, Pogoda, Żywie, Marzanna, Dziewanna). Pozostałe bóstwa dzielił na ogólnosłowiańskie i lokalne. Do tej pierwszej kategorii należeli: Światowid (dziś wiemy, że jest to błędne odczytanie imienia Świętowit), solarny Swaróg (zwany też Swarożycem, Dadźbogiem i Radogostem) i gromowładny Perun. Bóstwami lokalnymi mieli natomiast być: Jarowit, Trygław, Rugiewit, Porewit, Porenut, Prowe, bogini Siwa (Żywia), Podaga, Pripegala, Weles (władca nawi, czyli dusz zmarłych, odpowiadający też za natchnienie poetyckie), lunarny Chors, Stribog, Siem, Rgieł, bogini Mokosz (odpowiedzialna za owce i prace kobiece, Pełka neguje jej związek z erotyką) i akwatyczny Perepłut.



Mimo sympatii do pogańskich Słowian, Autor pisał też o okrutnych przejawach ich kultury jak ofiary z ludzi (np. z 12 -letniej dziewczynki rytualnie uśmierconej w chramie w Płocku), karanie niewiernych żon śmiercią lub okaleczeniem, zabijanie noworodków płci żeńskiej, czy palenie wdów na stosach pogrzebowych mężów.




Pełka kładł nacisk na pogańskie korzenie polskiej kultury ludowej, wymieniając takie zjawiska jak: postrzyżyny (obrzęd ten został schrystianizowany i praktykowano go w polskich kościołach do XVIII wieku!), topienie Marzanny (niegdyś zwalczane przez Kościół, który próbował zastąpić je topieniem Judasza), śmingus dyngus, pisanki, Noc Kupały (zdaniem Autora nie mająca charakteru orgiastycznego) i Dożynki. Pełka upatrywał pogańskich korzeni nawet w zwyczaju umieszczania siana pod obrusem na Wigilię (pamiątka po sianie, na którym leżał Jezus w żłóbku) i … pisania kredą K + M + B na drzwiach w Święto Trzech Króli (imiona Kacper, Melchior, Baltazar, istnieje też wersja C + M + B, czyli łac. Christus mansionem benedicat; ,,Niech Chrystus pobłogosławi to mieszkanie’’). Wspomniał też o wpływie demonologii słowiańskiej na twórczość romantyków oraz polemizował z pseudonaukową wizję mitologii słowiańskiej nakreśloną przez Joachima Szyca i innych autorów. Opisał też kuriozalną sytuację, jak za PRL – u na Rzeszowszczyźnie chłopi zabronili strażakom ugasić pożar powstały w wyniku uderzenia pioruna. Zamiast tego nieszczęściu miała zapobiec naga dziewica tańcząca ze świętym obrazem.



Omawiana praca jest już w dużej mierze przestarzała, zwłaszcza w rozdziale o etnogenezie Słowian. Autor, jako marksista negatywnie oceniał chrześcijaństwo, zaś w chrzcie Mieszka I widział smutną konieczność dziejową. Niektóre jego poglądy są zbieżne z twierdzeniami współczesnych rodzimowierców a nawet turbosłowian.

sobota, 29 października 2022

Oniricon cz. 861

         Śniło mi się, że:



- naśladując rosyjską artystkę pisałem czarnym flamastrem po ścianach wyłożonych kafelkami podpisując znajdujące się na nich obrazki nimf czy otyłej kobiety, którą nazwałem Grubą Bertą, narysowana kobieta nie chciała, abym tak ją nazywał , a ja wytłumaczyłem jej, że niemieckie działo Gruba Berta zostało zakupione w carskiej Rosji i początkowo nazywało się Katiusza, potem pod wpływem jakichś kobiet rozprawiających o wychowaniu dzieci, pożałowałem swojej psoty i miałem zamiar zetrzeć napisy ze ścian,




- odkryłem w mieszkaniu mnóstwo mrówek, os, trzmieli, dużego chrząszcza z głową nosacza, oraz olbrzymią, żółtawą pluskwę, poczułem się jak w dżungli i nalałem zimnej wody do szpary w podłodze skąd wychodziły mrówki,



- słowa kilof używa się w Zielonej Górze, zaś słowa oskard w Szwecji,



- Kagan przybył zimą do morawskiej wioski i bronił jej mieszkańców przed atakiem wilków i czarnych helikopterów (wymyślone na jawie),

- Stanisław Szur powiedział, że Bolonię założyli Polacy, a jej nazwa pochodzi od słowa Polonia, zaś koło wynaleziono w Kolonii (wymyślone na jawie),



- na całym świecie czarownice odprawiły czary, aby Donald Trump nie został wybrany na drugą kadencję,


- Polak trafił na Islandię, gdzie miejscowa kobieta dała mu obiad, kiedy oboje jedli w kuchni, przypatrywał im się legwan zielony,



- pojechałem na wycieczkę gdzieś nad Bałtyk, zamieszkałem w jednym pokoju z Irenausem ov Kudlabiciem i Kristoferianusem ov Mustelianim, puściłem im film o żółwiach morskich podobnych do Wielkiego A'Tuina, które płynęły w przestrzeni kosmicznej oraz grałem na nadmuchanym, foliowym worku, potem poszedłem sprzątać w ogródku razem z Jeną ov Blackeyovą, która wciąż nie chciała mnie znać, wszedłem do siedziby hiszpańskiej sekty, gdzie myślałem, że będę musiał walczyć z potworem podobnym do byka, chciałem skorzystać z toalety, lecz przebywali w niej nadzy mężczyźni i kobiety,


- na wycieczce mężczyźni pomagali mi w myciu się, myślałem o gadożerach i dowiedziałem się, że jeden z moich opiekunów czytał książkę o meksykańskich czaszkach. 

piątek, 28 października 2022

,,Dekameron''

 

,,Giovanni Boccaccio przyszedł na świat w 1313 roku w Paryżu. Był owocem nieprawej miłości. Ojciec jego, Boccaccio d’Ehellino, dość zamożny kupiec florencki, pchnął go na drogę handlu. Młodzieniec garnący się całą duszą do studiów klasycznych, wkrótce zbuntował się przeciwko woli ojca i wstąpił na wydział prawa kanonicznego na uniwersytecie w Bolonii. W dniu 27 marca 1334 roku zaszedł wielki przełom w jego duszy. Spotkawszy w kościele San Lorenzo Maggiore piękną Marię, nieślubną córkę króla Roberta, zakochał się w niej i poczuł się poetą. W roku 1343 spotykamy Boccaccia we Florencji, gdzie pracuje nad Ameto i Amorosa visione. Przedtem już był napisał Fiammettę i Filostrata. Po wypędzeniu z Neapolu Ludwika i królowej Joanny, przybył wraz z nimi znów do Florencji. W mieście tem zatrzymała go tym razem dłużej śmierć ojca, a także rozpoczęta praca nad Dekameronem. Po upływie kilku lat na dworze króla Roberta poznał Petrarkę, z którym połączyła go później dozgonna przyjaźń. Otoczony szacunkiem i przyjaźnią przez grono uczonych, rozpoczął studia nad łaciną i greckim, których owocem było dzieło Genealogia Deorum. W 1350 roku przyjmował z wielkimi honorami we Florencji Petrarkę. Rzeczpospolita, ceniąca wysoko zasługi Boccaccia, wysyłała go z licznemi poselstwami do margrafa Brandenburgii i do Avignonu do Innocentego VI i Urbana V. W 1360 roku przybył Boccaccio do Neapolu, lecz wezwany do objęcia urzędu Offiziale del Magistrato della condotta degli Stipendiarii, powrócił znów do Toskanii. Osiedlił się jednak nie we Florencji a w pobliskim Certaldo, gdzie zajmował się pisaniem różnych dzieł łacińskich.

Na starość, złemu przeczuciami nękany, przebywał pewien czas w klasztorze Kartuzów w San Stefano. Florentczycy powołali go do komentowania Boskiej Komedii Dantego. Wśród tej komentatorskiej pracy zaskoczyła go śmierć. Spoczywa w Certaldo, w kościele św. Jakuba [...]’’ - Edward Boyé (1897 – 1943)

 


W gimnazjum przeczytałem po raz pierwszy ,,Dekameron’’ (wł. ,,Decamerone’’) w przekładzie cytowanego powyżej Edwarda Boyé dokonanym w latach 1930 – 1932. Jest to zbiór stu nowel Giovanniego Boccaccia (1313 – 1375) opowiedzianych w przeciągu dziesięciu dni. Sam zaczerpnięty z greki tytuł dzieła oznacza właśnie ,,dziesięć dni’’. Boccaccio był jednym z prekursorów noweli jako gatunku literackiego. Chronologicznie należał do późnego średniowiecza, zaś ideowo zaliczał się do twórców wczesnego renesansu (jak wiadomo renesans we Włoszech zaczął się wcześniej niż w pozostałych krajach Europy).



Podczas wyniszczającej epidemii dżumy we Florencji, w kościele spotkało się siedem młodych kobiet (Pampinea, Fiammetta, Emilia, Lauretta, Neifile i Eliza) oraz trzech mężczyzn (Panfilo, Filostrato i Dioneo). Cała dziesiątka podjęła decyzję o wspólnej ucieczce na wieś, aby przeczekać tam zarazę, oddając się godziwym rozrywkom. Każdego dnia towarzystwo wybierało sobie królową lub króla, których oznaką godności był laurowy wieniec, oraz opowiadało sobie historie o różnej tematyce.

Akcja owych opowieści rozgrywała się w średniowieczu, rzadziej w starożytności na terenach Włoch, Francji, Hiszpanii, Anglii, Szkocji, Grecji, Cypru, Armenii, Babilonu, Izraela i Aleksandrii.



Oprócz fikcyjnych bohaterów, przewijają się także postaci historyczne jak biblijny król Salomon, Oktawian August (wówczas jeszcze członek drugiego triumwiratu), longobardzki król Agilulf, sułtan Saladyn, król Francji, Filip August, król Sycylii, Karol I Andegaweński, nazywany Karolem Starym i wybitny, lecz brzydki z wyglądu malarz Giotto.



W ciągu wieków ,,Dekameron’’ cieszył się złą sławą książki obscenicznej za sprawą wyolbrzymionej opinii czytelników. W każdym razie prawdą jest, że Boccaccio uważał popęd seksualny za rzecz naturalną i niemal niemożliwą do stłumienia (przypadek zakonnic z noweli ,,Wilk w owczarni’’, które wszystkie bez wyjątku współżyły cieleśnie ze swoim parobkiem). Bardzo łagodnie oceniał zdrady małżeńskie, surowo natomiast prostytucję i homoseksualizm. Ogarnięcie pożądaniem kochankowie uciekali się do licznych, nieraz bardzo pomysłowych forteli, aby tylko być razem i uniknąć za to kary. Idea miłości między mężczyzną a kobietą, upostaciowiono w mitologicznej figurze rzymskiego boga Amora (greckiego Erosa) była sławiona przez bohaterów pieśniami przypominającymi modlitwy. Miłość potrafiła też uszlachetniać jak w przypadku prostaka Cimone, który pokochawszy piękną Ifigenię stał się dzielnym rycerzem. Wspomniane zostały takie praktyki jak zażywanie afrodyzjaków (,,cukrów i kordiałów’’), seks analny (porównany do spółkowania dzikich koni na stepie), zaś niejaka Violanta myślała o zabiciu swego nienarodzonego dziecka (na szczęście nie uczyniła tego).



Boccaccio ostro wyśmiewał ówczesne duchowieństwo katolickie. Jednym z nielicznych, pozytywnych wyjątków był wspaniałomyślny opat z Cluny, który pomógł zbójcy, który go uwięził, pojednać się z Papieżem. Kler, zarówno męski jak i żeński został opisany jako siedlisko moralnego zepsucia; rozpusty, chciwości i całkowitego braku ascezy, a do tego wykorzystujący naiwność i głupotę wiernych jak brat Albert, który próbował uwieść próżną Wenecjanką w przebraniu Archanioła Gabriela. Nawet nie wszyscy święci byli godni zaufania jak niejaki Ciapoletto, rozpustnik i niegodziwiec, który umarł w opinii świętości dzięki odprawieniu świętokradczej spowiedzi. Niemoralne życie prowadzili również Papież i kardynałowie. Paradoksalnie, widząc ich występki, szlachetny Żyd, Abraham nawrócił się na katolicyzm. Uznał bowiem, że Duch Święty musi czuwać nad Kościołem, skoro ten jeszcze nie upadł (uwaga ta jak najbardziej jest aktualna i w naszych czasach…). Sceptycyzm autora budził również popularny w średniowieczu kult relikwii, wyśmiany przy opisie bredni wygłoszonych naiwnemu tłumowi przez brata Cipollę, który miał jakoby przynieść pióro Archanioła Gabriela. Boccaccio uważał, że zalecane przez Kościół częste posty i wstrzemięźliwość seksualna w dni świąteczne, oddalają małżonków od siebie. W jednej z nowel angielska królewna podróżowała w przebraniu opata benedyktynów (możliwe nawiązanie do legendy o św. Marynusie, dziewczynie mieszkającej w przebraniu w męskim zakonie). Pewien Żyd zapytany przez Saladyna o to, która religia jest prawdziwa, opowiedział mu przypowieść o królu, który dał trzem jednakowo kochanym synom trzy pierścienie symbolizujące chrześcijaństwo, islam i judaizm. Wreszcie część opowiadających należała do stronnictwa gibelinów (cesarskiego), a cześć gwelfów (papieskiego), jednak nie kłócili się między sobą o politykę.


W ,,Dekameronie’’ przeważają opowieści realistyczne. Autor wykazał duży sceptycyzm wobec cudowności i magii jak w noweli o pokucie zazdrosnego męża w lochu udającym czyściec (sprytny mnich wyprawił go tam po zadaniu mu usypiającego proszku), ,,magicznej’’ gruszy sprowadzającej rzekomo halucynacje, na tych, którzy na nią wchodzili, czy wierze w górę tartego parmezanu (nawiązanie do ówczesnych legend o Kukanii lub Szlarafii, utopijnej krainie obfitości). Wątki fantastyczne zostały natomiast potraktowane poważnie w nowelach o proroczym śnie (wilk okaleczający kobietę), duchach (zjawa rycerza polującego z psami na nagą kobietę, która za życia go odtrącała), oraz czarach (ogród wyczarowany przez maga, teleportacja gościnnego Torellego d’Istria z Babilonu do Pawii dokonana przez nadwornego czarodzieja Saladyna).

Całkowicie dobrowolna lektura ,,Dekameronu’’ w gimnazjum wpłynęła na moje ówczesne fantazje takie jak ,,Oktameron’’ (członkowie ,,Solidarności’’ ukrywający się w czasie stanu wojennego przed siepaczami Jaruzelskiego, przez osiem dni opowiadali sobie treści zawarte w moich ówczesnych wypracowaniach). Z kolei w fantazji o Edmundzie Postmodernickim, do gimnazjum w Psiej Wólce przybyła sama Grabina Latryna, o której w ,,Decameronie’’ sprytni malarze Bruno i Buffalmacco opowiadali głupiemu doktorowi. Obiecywali mu romans z grabiną nazywającą się Latryna, po czym wrzucili go do prawdziwej latryny.

czwartek, 27 października 2022

Oniricon cz. 860

         Śniło mi się, że:




- ktoś błędnie nazwał binturongi kotami,



- szedłem boso przez Park Żeromskiego w Szczecinie, zaś zza drzew przyglądali mi się surowo brodaci Japończycy w białych szatach,



- Kane pojechał na krucjatę, podczas której mordował kobiety i dzieci,



- bohaterką ruskich bylin była piękna wojowniczka Irina Azadaj z rudymi warkoczami, córka Ilji Muromca,



- we Włoszech mieszkał ambasador Mołdawii nazwiskiem Mancisyne (Maminsynek), który był bardzo naiwny i zawsze wierzył we wszystko co mu mówiono,



- amerykańscy żołnierze walczyli na Ukrainie przeciwko Rosji,

- kiedy leżałem w łóżku, z mojego łokcia wyszła kolorowo ubrana koleżanka Mamy,




- Skarbnik potrafił zamieniać się w kruka, miał czerwone oczy, galowy mundur i twarz czarną od sadzy, zadał zagadkę o papieżu Benedykcie XVI, który publicznie chwalił Oktoberfest i kazał Polakom przyjmował migrantów,

- porównywałem ,,Wandę'' Witolda Jabłońskiego i cykl inkwizytorski Jacka Piekary, marzyłem, żeby w Niebie były Wały Chrobrego i Park Żeromskiego, wspominałem o swoich fascynacjach św. Franciszkiem z Asyżu i św. Tomaszem z Akwinu,

- w rozmowie z Kasią Babis krytykującą książki Piekary wytknąłem jej, że nie jest wierząca,



- kiedy wdrapałem się na wysoką górę, rozmyślałem o różnicy między kilofem a oskardem,




- Sławomira pojechała po raz drugi do szpitala psychiatrycznego, aby leczyć się z transseksualizmu i poglądów socjalistycznych, miałem obawy, że psychiatrzy nie zdołają zaszczepić w niej miłości do Jezusa Chrystusa,



- ktoś uznał bezwłosą cywetę z Chin za kota rasy sfinks,



- Walt Disney trafił do więzienia gdzie spotkał Kaczora Donalda,

- Pan Sołtys z Pawlaczycy tańczył w kościele,



- przeniosłem się do średniowiecznej wioski, gdzie św. Stanisław kazał palić psy i koty,



- istnieje foliarska modlitwa, Różaniec do św. Stanisława Kostki, w której wymieniane były stygmatyzowane stopy świętego,



- poszedłem do kościoła, w którym ministranci zbuntowali się przeciwko proboszczowi i naklejali tęczowe nalepki z Gdańska, ministrant mówił mi o Koperniku zmuszonym do odwołania teorii heliocentrycznej, chciałem mu powiedzieć, że pomylił Kopernika z Galileuszem, zaś Luter i Kalwin potępili jego teorie znacznie wcześniej niż uczynił to Kościół katolicki,



- porównywałem Gdańsk do Sodomy i Niniwy oraz zastanawiałem się czy powinienem jak prorok Jonasz udać się do Gdańska i wzywać grzeszne miasto do nawrócenia,



- Juliusz Cezar chciał zmusić do małżeństwa Kleopatrę, wbrew woli jej ojca, faraona, lecz przeszkodzili mu Asterix i Obelix,



- ruda dziewczyna bawiła się z mówiącym jeżem o długim języku,



- kiedy Sławomira napisała, że prawdziwe rodzimowierstwo nie jest możliwe, dodałem, że Czesław Białczyński jest własnowiercą,



- spotkałem w domu utuczoną, młodą hienę pręgowaną. 

środa, 26 października 2022

Audiencja u Królowej Pokoju

 

,,O Pani, Królowo, Misterium niezmierzone,

Regentko spokoju na niebios przestworze,

któraś się zjawiła we śnie Hildzie wiernej

a dźwięki muzyki rozbrzmiały gdzieś w lesie.

Przyjmiesz mnie, gdy ujrzę że wieczór przybieża

a owce się zejdą ze swoim pasterzem.

To wiara, do której przylgnąłem i wierzę,

i w której też wytrwać do śmierci zamierzam’’

- Hillaire Belloc ,,Ballada do Matki Boskiej Częstochowskiej’’ (fragment)



W dniach 20 – 23 października 2022 r. byłem razem z proboszczem na pielgrzymce do Lichenia i Częstochowy. Pojechałem tam z intencją modlitwy o pokój na świecie, zwłaszcza na Ukrainie i o nawrócenie Rosji. Podczas pielgrzymki uczestniczyliśmy we Mszach Świętych (ostatniego dnia na Jasnej Górze była po łacinie), oraz w nabożeństwie Drogi Krzyżowej (w piątek i sobotę), a także modliliśmy się przed Cudownym Obrazem.



Zwiedzaliśmy sanktuarium w Pniewach gdzie żyła i działała św. Urszula Ledóchowska (1865 – 1939) z zakonu urszulanek (założonego w XVI wieku przez św. Anielę Merici a nazwanego tak na cześć św. Urszuli Męczennicy). Była osobą niezwykle ciepłą i sympatyczną. Kochała Polskę i władała wieloma językami min. francuskim i szwedzkim (jej brat i siostra również byli poliglotami) Zajmowała się wychowywaniem dziewcząt oraz pisała książki dla młodzieży (powieść ,,Zorza’’).



Zmierzając do Lichenia odwiedziliśmy Las Grąbliński, gdzie 1850 r. Maryja objawiła się pasterzowi Mikołajowi Sikatce.


Początki objawień w Licheniu sięgają 1813 r. kiedy rannemu napoleońskiemu żołnierzowi Tomaszowi Kłossowskiemu ukazała się Maryja z białym orłem na piersi. Dziś znajduje się tu sanktuarium Maryjne, będące największą świątynią w Polsce. Przed budynkiem Sanktuarium powiewają flagi wielu krajów. Wśród nich flaga Rosji została opuszczona do połowy masztu, co stanowi symboliczny komentarz do prowadzonej przez nią zbrodniczej wojny na Ukrainie.

Zobaczyliśmy również licheńską kopię obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej (oryginał znajduje się w Wilnie) oraz przepiękne malowidło ścienne przedstawiające chrzest Litwy.

W czasie oglądania zbiorów Skarbca Jasnogórskiego moją uwagę przykuły trójwymiarowe, haftowane ornaty i nautilius, czyli puchar z muszli łodzika oprawionej w srebro.




Wracaliśmy do Szczecina przez Górę Św. Anny i Legnicę. W tej ostatniej zatrzymaliśmy się na krótką modlitwę w sanktuarium św. Jacka, gdzie w 2013 r. miał miejsce cud eucharystyczny (Hostia upuszczona na posadzkę i przeznaczona do rozpuszczenia w wodzie, zamieniła się we fragment ludzkiego mięśnia sercowego). Kiedy wróciliśmy do Szczecina było już po północy.