,,Wół
rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na
niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie’’ - Iz 1,3
Dobiegła
kresu pierwsza,
lecz nie ostatnia wojna ludzi z ludźmi. Przeminęła także potworna
zima pokrywająca grubą warstwą śniegu i lodu rozległe obszary od
Sonoru aż po Jomon. Pierwsi ludzie, Novals i Aivalsa, po długich
latach tułaczki pomarli w założonym przez siebie grodzie Çatal
Hüyük,
czyli Vidłogorje. Wieszczy Jastrzebog dosiadający jastrzębia,
przemierzał świat na nowo pokrywający się zielenią i kwiatami,
niestrudzenie głosząc nadejście nowej nadziei.
-
Oto narodzi się ten, którego krew zostanie rozlana jako żertwa na
obmycie zbrukanego świata! - Wołał donośnie Jastrzebog i grał na
baranim rogu.
W
czasie gdy na tronie nad rzeką Nilus w Afryce zasiadał król Ruman
Daku, w jego królestwie żyły dwie sieroty, dziatki pięcioletnie,
obdarte i wiecznie głodne. Mieszkały w oazie, żywiąc się
opadłymi na ziemię owocami palm i mlekiem zdziczałej kozy. Ojca
zabili rozbójnicy, gdy nie chciał powiedzieć, gdzie ukrył zboże,
podczas gdy matka umarła w połogu wraz z trzecim dziecięciem.
Chłopiec nazywał
się Avar, zaś jego siostra nosiła imię Avaris. Dzieci były dla
siebie nawzajem oparciem i pomocą, lecz na dorosłych, zajętych
swoimi sprawami, nie miały co liczyć.
Tak
mijały ich dni wypełnione walką o przeżycie. Hieny, szakale i
zdziczałe psy miały dla dwójki sierot więcej litości niż
ludzie. Zwierzęta nigdy nie atakowały Avara i Avaris, podczas gdy
ludzie często odpędzali je, gdy przychodziły żebrać.
-
Braciszku, dziś wydarzy się coś niezwykłego! - Avaris szarpnęła
za ręką zasypiającego Avara i pokazała palcem na wieczorne niebo.
-
Co może się stać niezwykłego? - Burknął Avar. - Czyżby nasi
rodzice przyszli zabrać nas ze sobą do Nawii?
-
Nie wiem – odrzekła Avaris – jeno spójrz w niebo. Czyż to nie
piękne?
Avar
przetarł zaspane, sklejone ropą powieki i spojrzał w kierunki
wskazanym mu przez siostrę. Istotnie, gwiazdy, mieniąc się jak
różnobarwne klejnoty, tańczyły z wdziękiem baletnic. Tańcząc,
łączyły się i oddalały od siebie, tworząc na nocnym firmamencie
przepiękne obrazy ni to królewskiej korony, lwa, orła, jelenia,
jagnięcia i bezlistnego dębu zbryzganego rubinową krwią. Gwiazdy
nie tylko tańczyły, ale i śpiewały. W ich pieniu można było
wyraźnie usłyszeć słowa: ,,Oto
Słońce zstępuje do Krainy Mroków, radość jest bliska!’’
Wtórowały im złote, srebrne i purpurowe żar – ptaki, przez
Greków nazywane feniksami, oraz chór Wieszczyc Losu przygrywających
na złotych harfach i lirach.
-
Avar, spójrz! Zwierzęta idą! - Wykrzyknęła Avaris i aż
podskoczyła z radości.
Istotnie,
oto rusałka Dorka przyprowadziła ze sobą stado dzików, zaś jej
siostry, Danuta i Jelena wiodły ze sobą stada żubrów i jeleni.
Koza, której mlekiem żywiły się dzieci, oznajmiła im ludzkim
głosem.
-
Meee! Idę do sioła Lemiesza, bo tam narodził się Car Słońce,
którym jest Swaróg wcielony. Chodźcie ze mną, a nie pożałujecie!

Dzieci
udały się w ślad za kozą. Dołączyła do nich niezwykle mądra i
miła oślica Amelka, biały niedźwiedź Igo Lorenzkrafft z
Białopolski, król tygrysów Bengala z Bharacji wraz ze swą
małżonką, białą tygrysica Anej Arztein, olbrzymie żółwie z
gór Atlasu, różowy smok Niedzielak o złotych pazurach, smok
Golisz, wyróżniający
się brakiem łusek, żyrafy, słonie, lwy i pantery z Afryki, liczne
małpy i małpoludy, gryfy i irbisy z Altayany, gazele, antylopy,
pytony, kameleony, wilki, rosomaki, krokodyle, koziorożce, muflony,
nosorożce, bobry, borsuki, lisy, hieny, nietoperze, orły, sępy,
kruki, strusie, pelikany, gołębie, sowy i Boruta z Dziewanną
wiedzą jakie jeszcze! Kosa Oppman i Kosa Owinniczew byli zgodni, że
w celu powitania Cara Słońce, do wsi Lemiesza stawiły się
wszystkie ówczesne gatunki zwierząt. Jedynie pantera mglista
Nebula, pochodząca z Bharacji, nie przybyła na czas, była bowiem
zajęta polowaniem na mysz.
-
Oznajmiono mi, że Car Słońce będzie nosił imię Teost i zasłynie
jako wielki Nauczyciel – koza Mećka rzekła do Avara i Avaris.
Dzieci
cieszyły się wielce z przygody w jakiej dane im było uczestniczyć.
Szły raźno w stronę Lemiesza, a krowy, kozy, owce, klacze i łanie
reniferów częstowały je swoim mlekiem. Kiedy nogi odmówiły
dzieciom posłuszeństwa, dwa pawiany posadziły je na grzbiecie
tarpana i zebry.
-
Szkoda, że nie mamy nic ze sobą, co moglibyśmy złożyć w darze
Teostowi – zmartwił się Avar.
-
On jest tym, który z woli Ageja rozpala Słońce na niebie, przeto i
tak ma już wszystko – odrzekła Avaris. - Możemy jedynie
powiedzieć mu, że go bardzo kochamy.
-
Na pewno się ucieszy – zgodził się Avar.
Tej
nocy przez królestwo nad rzeką Nilus przeszły stada zwierząt;
tury, bawoły, bentengi, hipopotamy, guźce, tapiry czaprakowate z
Malain, szakale, likaony, jednorożce, hipogryfy, kobry, żmije,
skorpiony, pająki wielkości wołów, mrówniki, jeżozwierze,
wielbłądy, skrzydlate jelenie nazywane perytonami, leukrokoty,
katoblepasy, gepardy, zające, króliki, marabuty, serwale, a nawet
mamuty i mokele mbembe. Ludzie jednak pozostawali ślepi i głusi na
owe cudowne zjawiska zachodzące na niebie i ziemi, zajęci sporami o
władzę i liczeniem dutek.
Po
pięciu godzinach cały orszak zatrzymał się w Lemieszu przed
glinianą chatą garncarza Zdenka, którą kryła strzecha.
-
Nie bójcie się! Przychodzimy tylko powitać Jasne Słoneczko! -
Rozdarły się na cały głos papugi.
Avar
i Avaris weszli do ubogiej, lecz czystej izby razem z oślicą Amelią
i wołem Miednorogiem.
-
Sława wam, czcigodni! - Dzieci przywitały czystą Korę Pokrovę,
Dziewiczą Rodzicielkę z rodu Słonecznic i garncarza Zdenka,
spolegliwego opiekuna.
Na
środku izby stał wiklinowy kosz mieszczący w sobie nagie dziecię,
od którego bił złoty blask jak od małego Słońca. Nowo narodzony
Teost otworzył oczy. Spojrzał na Avara i Avaris i uśmiechnął się
do nich. Złapał rączką za wyciągnięty palec Avaris i roześmiał
się. Dzieciom łzy stanęły w oczach. ,,Car Słońce ma tatę i
mamę, a my jesteśmy sierotami’’ - szepnęła Avaris, a Kora
przytuliła ją, aby pocieszyć.
Niebawem
izba zaczęła się zapełniać zwierzętami z najdalszych zakątków
globu, które zginały swe karki i kolana przed dawcą złocistego
ciepła. Teostowi kłaniały się goryle i niedźwiedzie, sfinksy,
mantykory, łosie, daniele, rysie, karakale i nieprzebrane zastępy
innych. Wśród przybyłych złożyć pokłon, dzieci ujrzały też
karłowate małpoludy z afrykańskiego plemienia Agogve, centaury,
fauny, satyry, ptaki Sirina, Ałkonosta i Gamajuna mające głowy
pięknych dziewic, białe varibusy z Imalainu, ryjczaki, leofontony,
nimfy i leśnych ludzi zakrywających nagość zielonymi płaszczami.
Na grzbietach żurawi koroniastych przyleciały skrzaty, zwane
Pigmejami z głębi Afryki, zaś z rzeki Nilus wynurzyli się
Sobakowie, plemię wodników ustanowionych pasterzami krokodyli. Cała
przyroda pulsowała radością.

Avar
i Avaris siedzieli w kącie, zajadając pierniki upieczone przez
Korę. Oczom sierotek ukazała się para dorodnych tygrysów z
dalekiej Bharacji. Wielkie koty zbliżyły się do postawionego na
podłodze koszyka z leżącym w nim małym Teostem. Następnie
delikatnie polizały językami nóżki dzieciątka. Trudno opisać
ogrom zdziwienia Avara i Avaris, kiedy na ich oczach, oba tygrysy
stanęły na tylnych łapach. Odpadły im ogony, a pasiaste futro
poczęło schodzić dużymi płatami. Krótko mówiąc tygrysy
przeistoczyły się w ludzi, młodych i urodziwych męża i
niewiastę, oboje mających śniadą cerę i odzianych w kolorowe
szaty z sineańskiego jedwabiu. Avar i Avaris rozdziawili buzie w
niemym zachwycie.
-
Nie musicie się nas bać. - Przemówiła uspokajająco czarnowłosa
piękność w sukni wyszywanej perłami i rubinami. - Jestem księżna
Galasja z Bharacji, a to mój mąż, książę Artabas. Nie mamy
dzieci.
-
Jak się nazywacie, dziateczki? - Spytał książę Artabas.
-
Jestem Avar, a to moja siostra, Avaris. Dlaczego byliście tygrysami?
-
Kiedy padał deszcz, schroniliśmy się w chramie Słońca i hm…
zachowaliśmy się nieodpowiednio, przeto utraciliśmy człowieczą
postać – tłumaczył Artabas. - Na szczęście tej nocy Car Słońce
zdjął z nas klątwę. Sława mu za to!
-
Gdzie są wasi rodzice? - Spytała księżna Galasja.
-
Jesteśmy sierotami – zasmucił się Avar.
-
W takim razie udajcie się z nami do Bharacji, gdzie będziemy dla
was mamą i tatą.– Zaproponowała Galasja. - Zgadzacie się?
-
Tak! - Zawołały chórem dzieci, a mały Teost pobłogosławił im
uniesioną rączką.
Następnego
dnia książę i księżna z Bharacji razem z Avarem i Avaris wsiedli
na białego słonia i uszczęśliwieni udali się na wschód.
Niebieski szakal z Peristanu opowiedział o hołdzie zwierząt
królowi Rumanowi Daku, czym wzbudził w jego sercu przerażenie.