czwartek, 23 maja 2013

Nowa Rodzicielka



,,Enkowie mocą Ageja przystąpili do odbudowy świata. Palące promienie ze słonecznego ogniska Swaroga wypijały ocean jadu, a Mokosza kierowała jego strumienie do Čortieńska. Potem rodziła trawę, drzewa, i kwiaty i grzyby, aby zakryć czarną glebę. Boruta i Leśna Matka zaopiekowali się ukrytymi w wysokich partiach gór zwierzętami i roślinami, które przetrwały ów nietypowy potop. Świat odrodził się, choć plemiona zastąpiły państwa, a był jeszcze piękniejszy niż przed przedziurawieniem Białego Muru. Jednak Leśna Matka odziana w kir, a miała w oczach łzy, a w sercu żałobę''... - ,,Codex vimrothensis''


- Panie, odbierz mi tytuł Ortica Sapientu (Rodzicielki Istot Rozumnych). Tytuł to chwalebny, lecz mi przyniósł więcej strapień i goryczy niż radości - ponowiła prośbę, a wszyscy Enkowie byli pełni współczucia do niej. - Rodziłam Zajęczan, Żbiczan, Lynxów i Neurów, a między nimi wszystkimi były wojny, rządzili tyrani, a rzeź goniła rzeź. Mam w swym sercu wszystkie ich waśnie jako rany, przed którymi mnie ostrzegałeś - mówiła dalej. - Choć mieli języki i pisma nie uczyli się z dziejów i powtarzali błędy przodków, bo Rykar ich zwodził. Dzieje to najlepszy nauczyciel, co ma najgorszych uczniów! Wiem, że walczyć z Rykarem będziemy do końca świata, ale nie chcę już rodzić stworów rozumnych, co by się miały zabijać wzajemnie! - ze łzami spoglądała w płomień Ageja.
- Droga córko - przemówił - i ja boleję z powodu tego co się stało, lecz Rykar nie będzie miał ostatniego słowa. Kochasz, więc zaznałaś i bólu i radości; pomnij chociaż na Kunę, Pienina, na Budyna i wielu innych. Pomnij tez na skruchę i posłuszeństwo Uralisława. Byłaś dobrą matką, lecz twoje dzieci wolną wolę mające nie zawsze robiły z niej dobry użytek. Spełnię twą prośbę; od tej pory nie jesteś już Ortica Sapientu - władcy lasów padli na twarze, by dziękować Agejowi. - Jednak twój tytuł przejmie siostra twoja; Mokosza Aradvi Aredvi Sura Matar - skończyła się era ósma, a zaczęła dziewiąta.






Ren Puszczyn



Od czasów Nyri VII na tronie w Białej Wieży zasiadali okrutnicy, chciwcy, rozpustnicy, nieroby i przelewcy krwi niewinnej. Ostatnim z nich był Ren Puszczyn (Rininus), syn Nura II. Jego imię użyczyło nazwy pewnej rzece - Rininowi na Dalekim Zachodzie.
Ren Puszczyn, miłośnik sztuki wojennej podbił cały Oxland. Spalił i złupił Fiszhuzę, skierował kontynentalne plemiona Oxiów przeciwko królowi Saremy. Pokłon składali mu królowie krasnoludków, chochlików i elfów. Na nowo zmusił Lynxów do wojny podjazdowej w lasach, gdy z wielką armią pomaszerował nad Ynanska Lykanus i zdobył Ynańsk. Król Lynxów popadł w niewolę i został wbity na pal. Ogień pochłonął molo, a srebrne krzesło i inne sprzęty i klejnoty zawieziono do Białej Wieży. Chram wzniesiony przez Bolę III Roztockiego po oblężeniu został zburzony i dopiero w średniowieczu odbudowano go, by stał jako zamek. Aby pozbawić Lynxów drogich sercu pamiątek ich dziejów, Ren rozkazał zniszczyć wszystkie kurhany, zwłaszcza królewskie. Ze zniszczonym wówczas miejscem pochówku Uralisława wiąże się pewna legenda. Otóż każdej nocy można było widzieć jak duch króla obraca nogami zamknięty w kołowrocie. Do niego przyczepione są wiadra wypełnione krwią Żbiczan, wydobytą z ziemi. Uralisław jest na skraju wyczerpania, lecz musi pedałować tak długo, aż wypełni rozkaz Ageja i oczyści ziemię z całej krwi, którą ją przepoił. Gdy to nastąpi zamieszka w Nawi Jasnej, lecz teraz pokutuje, a Čorty okładają go batami.

,,Bo słuchajcie i zważcie u siebie,
że według Enków rozkazu
Kto przelewał krew kimkolwiek by nie był
Ten nie ujdzie bez kary''

- wiersz pochodzi z ,,Codex vimrothensis''. Ren Puszczyn prowadził też wojny przeciwko Czarnym Uszom i Bastom. Odbierał pokłon od ich królów, daniny i niewolników. Nie zdołali mu się oprzeć ani Zajęczanie, ani Żbiczanie z Man. Te triumfy sprawiły, że wzbił się w pychę i zaczął otwarcie pogardzać Agejem i Enkami. Rykar go zaślepił. Zamykał szkoły, zwalczał Varkyderat i stuha. Uczelnię zmusił do ciągłego doskonalenia broni i metod walki, a to co zostało z Varkyderatu i stuha wcielił do armii. Neurowie nazywali okres jego rządów Wiekiem Żelaznym. Tymczasem Ren Puszczyn wzorem króla Żbiczan Mrukvy IV z ery szóstej postanowił, że zniewoli mieszkańców Księżyca, a ich król będzie jego niewolnikiem. Rozpoczął przygotowania.

*
- Powracają czasy Nyri I Bürka! - mówili Neurowie wyglądając z okien domów w Białęj Wieży. Wielu z nich nie chciało nowej wojny. Ulicą maszerowały ażdachy z wyciągniętymi w górę szablami. Po kątach pełzały uskrzydlone ały porywające dzieci i żebraków, a na ich grzbietach siedziały wąpierze i sysuny. Za nimi brukołaki i mantrykony niosły na grzbietach uzbrojonych Neurów. Nad dachami unosiły się powietrzne statki. Na przedzie całego pochodu kroczył król Ren pod postacią wilka, a za nim Čort Zbreźnia Dzikofiejew niosący sztandar Neurowa. Wyobrażał on głowę wilka w koronie. Trzeba bowiem wiedzieć, że od jakiegoś już czasu, Neurowie, zwłaszcza koronowani, zamienaili się w wilki nie tylko od święta. Obecny król był pod tą postacią niemal codziennie, podobnie jak Krwawy Burek (Cariy Bürk) z ery jedenastej. Walcząc Neurowie też przybierali wilczy imagé. Po pakcie ze straszydłami, Ren Puszczyn usiłował doprowadizć do wojny. Nadeszła, gdy służące mu ażdachy ubiły pięciu Płanetników, którzy przybyli by kierować chmurami. Posłowie króla - wilkołaka rzekli w Kinperokabadzie:

,,Czcigodny Ren Puszczyn - król Neurów, Lynxów, Żbiczan, Zajęczan, Wydrzan, Oxiów i innych ras, żyje w pokoju z ażdachami. Jednak król Płanetników, Casimir przysłał na Ziemię swoich poddanych pod pozorem kierowania chmurami i ściągania ich. Okazało się, że byli to zbójnicy stuha, którzy zgodnie z postanowieniami swego wstecznego i ciemnego zakonu napadli na spokojnych poddanych naszego władcy, a ci musieli ich zabić, by samemu nie zostać zabitymi. Na dowód pokazujemy te miecze - posłowie zaprezentowali broń rzekomo znalezioną przy Płanetnikach. - Nasz król jest oświecony i dlatego nie potrzebuje nędznych przeżytków ciemnej przeszłości, takich jak stuha, Agej, czy Varkyderat. W swoim zawalonym zgniłym serem chlewie możecie pielęgnować ciemnotę, ale nas nie atakujcie, bo wielki Ren Puszczyn jest mocarz a pan wielki, władny przetrzepać wasze niebieskie skóry''

- wypowiedź była celowo prowokująca, by król Casimir tym chętniej uderzył. Ten jednak, choć gniew go palił, pozostał opanowany. Znając bogactwo i chciwość króla Neurów zdjął z palca pierścień i dał go posłom.
- Oto nasz dar skruchy, niech biednym ażdachom zostanie włożony do mogiły! - dworzanie zaśmiali się, a posłowie wrócili do Białej Wieży.




*
Nazajutrz po tym poselstwie oczom żołnierzy i ludu Kinperokabadu ukazały się kadłuby okrętów, których żagle pomalowano na kolor nocnego nieba. Wiozły one wojowników z Neurowa. Posypały się z owych korabi strzały niszczące ,,jaja płomieniste'' i burzące domki płanetnicze. A były to strzały grube jak pnie brzóz i miały diamentowe groty. Oprócz Neurów załogę stanowiły też ały, wąpierze i ażdachy, polujące na tych co nie byli w wojsku. Kinperokabad mimo dzielnej obrony zaczął się powoli wyludniać, a domy i pałace, i chramy i magazyny najezdnicy obracali w rumowisko. Casimir osobiście prowadził ,,jajo płomieniste'' i posyłał z niego zapalone strzały w keirunku latajacych korabi. Wreszcie gdy ujrzał pożar stolicy Księżyca i rzeź jej mieszkańców jego serce napełniła rozpacz.
- Zniszczyć Biały Mur! - rozkazał, a był to ten sam mur, którym ongiś węże i smoki z Oceanu odgrodziły się od Niepodzielnego.
- Ależ panie, za nim mieszkają potwory! - Płanetnicy lękali się spełnić rozkaz.
- Róbcie co mówię! - ponaglił ich Casimir i sam opuszczając pole walki z impetem runął na białe kamienie dzielące Zaziemie na dwie części.
Wybuch jego ,,jaja płomienistego'' z lekka naruszył strukturę muru. Jego poddani, najpierw nieliczni, potem coraz to nowi, kierowali się tam i szyli w to miejsce strzałami, wybuchowymi mechanizmami pamiętającymi jeszcze czasy Żbiczan, a nawet rozbijali o nie swe ,,jaja płomieniste''.
- Oszaleli ze strachu - komentował na jednym z powietrznych korabi Ren Puszczyn - chcą przed nami uciec, a nie mogą się przebić przez Biały Mur! - tymczasem w ciągle atakowanym miejscu pojawiła się dziura.
Najpierw jedna, potem dwie, trzy, coraz więcej. Niczym ogień z paszczy smoka przez dziurę wylała się struga wody. Zmyła resztki Kinperokabadu z powierzchni Księżyca. Na krótko zgasiła Słońce. Wreszcie niczym koszmarny wodospad zderzyła się z Mat' Syrają Ziemlą i wśród wielu innych zniszczeń obaliła zabytkową Białą Wieżę w stolicy Neurów. Potem zdawało się, że za Roxyzorem, Araxem, Kurą, Terekiem, Amutariyą, Sirtariyą, Nilusem, Jordanusem, Tigrą, Evaratem i Gangosem jakby z nieba pospadały śliwki wielkości wielorybów. Potem strwożone stworzenia usłyszały syk i ze wschodu przybyli ich sąsiedzi z Zaziemia. Były to węże, lecz niezwyczajnie długie, dłuższe niż Glizdnik i jak smoki i wieloryby. Początkowo pełzły jak na węże przystało, lecz wnet zamieniły ziemię w trujące błoto. Następnie zaś poczęły pływać w morzach swego jadu, co później wykorzystali Germanie w swoich mitach o Ragnaröku - Zmierzchu Bogów. Przewodziła im bardzo stara i najdłuższa z nich wszystkich żmija w złotej koronie.
- Trza nam pomścić triumf Enków, ten z ery trzeciej! Jak spustoszymy cały ten pomiot Mokoszy, zdobędziemy Wielki Dąb i wygryziemy zeń Enków! Zdobędziemy Nawię i wygryziemy jytnas! Ognistego Ageja ugasimy swym jadem! Wtedy już nie znajdzie się nikt, kto przeczyłby, że największa jestem ja - Matka Żmyja Stworzycielka! - potworne węże słuchając jej wyławiały z oceanu jadu przeróżne trupy.
Wśród nich był trup Rena Puszczyna, który właśnie powrócił z Księżyca. Enkowie walczyli z nową plagą, wspomaganą przez Čorty. Matka Żmyja, plując rzekami jadu, rzucała się z jednego zakątka ziemskiego padołu na drugi. Pragnęłą jak najszybciej owinąć się wokół Wielkeigo Dębu i najlepiej go przewrócić. Korona gdzieś jej zatonęła w oceanie jadu, lecz nie zwróciłą na to uwagi. Wtem wypatrzył ją Jarowit i począł ciskać piorunami. Matka Żmyja zwijała się w kłębek i syczała. Wtem rozległ się huk i od szwedzkiej do rosyjskiej ziemi zaświeciła jakby laska kręta i srebrzysta. Płomień ognia buchnął z pyska Matki Żmyi, bo do jej prawego oka, Jarowit posłał piorun. Głowa zaziemskiego gada opadła ciężko w fale oceanu jadowego, a następnie pogrążyła się w stercie mułu i trupów. Jej ciało poczęły rozszarpywać niczym wilki, wodne Čorty, a dusza przeniosła się do podporządkowanej im części Nawi.
Jarowit uderzając piorunem zagnał swawolące węże z powrotem tam skad przypłynęły, a następnie zamurował wyrwę w Białym Murze. Te oto wydarzenia zainspirowały Herodota do pisania o Neurach przepędzonych przez wielkie węże ze wschodu.

Akademia



,,Witajcie w naszej bajce
Tu Słońce gra na fujarce
Pinokio wam zaśpiewa
Zatańczą w koło drzewa [...]'' - piosenka z filmu ,,Akademia Pana Kleksa''


Neurowie mieli własne pismo i język. W każdej wsi i w każdym mieście znajdowała się szkoła. Król Nyria IV założył w stołecznej Białej Wieży Uczelnię, czyli Szkołę Szkół. Przez dziesięć lat wznoszono kilka wysokich, marmurowych budynków zdobionych złotem i drogimi kamieniami. W Neurowie zapanowała bowiem zasada, ze dla nauki żadne koszta nie są za wysokie. Uczelnia była otoczona bursztynowym murem, a za nim miała własny sąd dla warcholących żaków i była jakby światem samym w sobie. Posiadała własny zwierzyniec i ogród pełen rzadkich roślin, takich jak brzozoświerki czy palmy. Na jednym z budynków napis głosił: ,,Nauka jest ważna, Agej ważniejszy''. W Uczelni wykładano teogonię, kosmogonię, ,,enkistykę'', rozdział dobra od zła, dzieje od narysowania Bierzma Kosmosu aż do obecnych czasów, naukę o drzewach, trawach, kwiatach i ziołach, o Zaziemiu, o zwierzętach i stworach i liczbach, o ,,jajach płomienistych'', o kamieniach i metalach, o krajach i ludach. Nyria IV sprowadzał najlepszych nauczycieli. Wydrzanie uczyli o zwierzętach rzek i jezior, Oxiowie o morskich rybach i potworach, a Płanetnicy o ,,jajach płomienistych'', gwiazdach i Zaziemskim Oceanie, oraz o Księżycu. Niekiedy same zwierzęta opowiadały o sobie, podobnie poznawano na przykład krasnoludki. Były tam też gry i zabawy ruchowe, śpiew i poezja. Żakami byli Neurowie, ale też Lynxowie, Czarne Uszy, Bastowie, Żbiczanie, Zajęczanie, Oxiowie, Wydrzanie, krasnoludki i Płanetnicy. Kształcili się tu kapłani, stuha, działał też Varkyderat. Wielu z tych co kończyli Uczelnię zostawało wielkimi uczonymi i dokonywało odkryć i wynalazków. To absolwenci tej oto akademii poznawszy na wylot budowę ,,jaj płomienistych'' skonstruowali korabie latające. Wyglądały jak te co unoszą się na falach morskich, lecz były władne latać w przestworzach i penetrować Zaziemie. Umiejętność ich budowy zginęła wraz z kulturą Neurów, za to ,,latający statek'' przetrwał w pewnej rosyjskiej baśni, gdzie car ogłosił konkurs na budowę tej dziwnej machiny.
Inni Neurowie wykuli Miecz Samosieczny, który na jakiś czas wybił strzygi w lasach otaczających stolicę. Był jednak bronią tak niebezpieczną, że używać mógł jej tylko król, poczynając od Nyri V.

Olimpiada





We wszystkich stworzeniach pełno było gniewu, z którym się rodziły i umierały. Gniew ten rozdmuchiwany jak ogień i pchany na manowce przez Rykara prowadził od niepamiętnych czasów do wojen. Teraz zaś ambitnym planem Nyri III był wieczny pokój. Jednak od jakiegoś czasu, Rykar uwziął się by zniszczyć ,,pax Neurica''. Król frasując się tym, błąkał się po kniejach, aż zawędrował w okolice Rokitnickiego Sioła. Był senny, toteż legł na mchu, jednak oczy mu się nie kleiły. W oddali słyszał jakieś sapanie i pomruki jakby burzy. Ziemia się trzęsła i zdawało się, że ktoś rzuca o nią kłodą, lub ciężkim worem. Zafrapowany król podszedł do zarośli i zerknął przez nie. Oto widzi witezia, którego otaczały cztery niedźwiedzie. Już chciał mu pomóc, gdy wtem, ów mąż uderzeniem kolana przewrócił futrzastego kolosa w trawę, tak samo powalił drugiego. Dwa następne unieruchomiły mu ręce, lecz wyprostowawszy je, wyrzucił oba zwierzęta w górę. Potem ciosem pięty przewrócił dwa pierwsze niedźwiedzie, a gdy wstały począł się z nimi bić pięściami.
- To Boruta - uprzytomnił sobie Nyria - ćwiczy swą siłę mocując się z niedźwiedziami, a jednak ich nie zabija - chwilę myślał, po czym coś mu się przypomniało. - Płanetnicy w wolnym czasie latają ,,jajami płomienistymi'' wokół Księżyca, choć nie jest to ich pracą. Jednak nie jest to ich próżnowanie, bo potem sprawniej latają, gdy trzeba kierować chmurami. Zapewne Boruta po tych zapasach jest zmęczony i gniew go opuszcza, jeśli Enków to dotyczy. Mam fantazji za dziesięciu to mogę wymyśleć moim poddanym wiele podobnych ćwiczeń - uradowany wrócił do Białej Wieży.
Kazał swym uczonym, by znaleźli miejsce na ziemi, przez które przechodzi piorun Jarowita majacy każdej wiosny wzmocnić łańcuch Rykara. Okazało się, że miejsce to znajduje się na pięknej ukwieconej łące. Na wiosnę, Nyria III postanowił zorganizować tam wielkie zawody. Pomysł ten zrodził się latem. Nastała jesień, potem zima zasypała wszystko śniegiem. Wreszcie przyszła wiosna, a Jarowit pierwszy wiosenny grzmot skierował w łańcuch Rykara. Smok ryknął gniewnie, a Czarny Pies tak zaskowyczał, że na południu zatrzęsła się ziemia i wyszły z niej ały i ażdachy. Jednak dobre zwierzęta ostrzegły mieszkańców południa i opuścili ziemię serbską, by udać się w bezpieczne miejsca. Gdy trzęsienie ustało, powrócili, a król Nyria przydzielił im budowniczych, którzy pomogli w odbudowie domostw. Potem wysłał zaproszenie do Neurów i innych ras na wielkie zawody. Z Ynańska przybył sam Bola III Roztocki, z Fiszhuzy - książę Wydrzec, a z Saremy - królowa Balbina. Wreszcie po oddaniu czci Enkom, wojacy zagrali w rogi dając znak do rozpoczęcia igrzysk. Nyria jako sędzia widział rzuty dyskiem i oszczepem, bieg, zapasy, skoki w dal i wzwyż, sferomachię, wiosłowanie, wyścigi rydwanów, oraz pływanie. W zapasach poza gryzieniem, przybieraniem zwierzęcej postaci i wydrapywaniem oczu wszystkie chwyty były dozwolone. W górę najwyżej skakali zawodnicy z plemienia Czarnych Uszu. Oxiowie i Wydrzanie byli za to najlepszymi pływakami. A przecież zwycięzca miał być tylko jeden - najlepszy z wszystkich dziedzin! Ponadto odbywały się tu zawody muzyczne i poetyckie. Jedyną nagrodą były liście jakiejś rośliny, lecz zwycięzca stawał się bohaterem swego sioła, grodu, czy plemienia. Otrzymał ją pewien Lynx zza Odirny, a niektórzy z pokonanych tak mu zazdrościli, ze przybrali postać potworów. Byli to któryś z Czarnych Uszu - Ptakołap, Ox i Wydrzanin.
Rykar starał się usilnie zniszczyć dzieło króla Neurów, dlatego poprzez Licho kazał wypuszczać ,,čorcie ziele'' inne niż te, którego ostatnie zapasy Żbiczanie z Man wlali do Północnego Morza. Te miało czynić muskuły twardzszymi, nogi szybszymi, a wzrok bystrzejszym. Jednak ceną za to było zwiotczenie ciała i śmierć. Dlatego Nyria III i jego następcy zakazywali go stosować i wykluczali z zawodów tych, co byli pod jego wpływem.
Owe igrzyska były organizowane do końca istnienia państwa Neurów. Podobne urządza się i dziś, ale wojen jakoś nie powstrzymują.

Przymierze Neurów i Lynxów



Od ostatniej bitwy Neurowie już tylko raz w roku przybierali wilczą postać; było to wielkie święto. Postanowili też żyć w pokoju ze starszymi rasami. Zawarli więc przymierze najpierw z Lynxami, potem z Wydrzanami i Oxiami. Następnie nastąpiły sojusze z krasnoludkami, chochlikami, elfami, olbrzymami, Zajęczanami zza morza i Żbiczanami z Man. Rykar zabronił swym niewolnikom pojednania z Neurami, toteż wciąż trwały walki ze strzygami, ażdachami, dusiołkami, ałami, wąpierzami, sysunami i brukołakami. Wielu Neurów, zwłaszcza potomków Budyna weszło w szeregi stuha.



,,U vabo Agejistis, Forestris, Matar Forestineris ad Juratis1, my Nyria III, król Neurów i Wydrzec, książę Fiszhuzy, pan Wydrzan i Balbina (Valvina) królowa Saremy uroczyście przysięgamy zaprzestania wojen i życie w pokoju, jak tylko kurki będą płonęły na nocnym niebie. Tak przysięgamy w imieniu swoim i naszych potomków i niech nas Weles wyzłoci jeśli kłamiemy'' -


tekst przysięgi zaczerpnięty z ,,Codex vimrothensis''. Jednocześnie król Neurów po zawarciu paktu z Lynxami zezwolił potomkom Boli II Rokity, ongiś rozszarpanego przez przodków jego poddanych, wrócić nad jezioro Ynanska Lykanus i odbudować Ynańska. Lynxowie z radością przyjęli propozycję i oto stanęła na nowo stolica. Na drewnianym molo ustawiono teraz krzesło ze srebra i ku czci Ageja wybudowano wielką świątynię z polnych kamieni spojonych zaprawą. W średniowieczu za jej murami mieścił się zamek. Chram leżał na wilgotnym wzgórzu pełnym dużych ślimaków.
Królem został wnuk ostatniego króla Lynxów; Bola III Roztocki. Urodził się nad rzeką Roztoką, w młodości jeździł na grzbiecie kozła sarny, a od Króla Węży otrzymał wielki kocioł leczniczego jadu.

1 W imię Ageja, Boruty, Leśnej Matki i Juraty

Gniew Rykara



,,[...] Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie -
Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie!
Warkło, trzasło, spotniało!
Coś się stało, Bajdało?
Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy -
Słuchajta wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!
Sterał we śnie Bajdała
Pół duszy i pół ciała,
Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził -
Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził [...]'' - B. Leśmian ,,Dusiołek''


Króla Nyrię II Azora znaleziono martwego. Wracz krasnal stwierdził zmiażdżenie tchawicy, złamanie kręgów szyjnych, po prostu uduszenie. Gdy tylko to powiedział, zza kotary wychynął obrzydliwy stwór. Najohydniejsze były jego czerwone łapska pokryte niebieskimi żyłami, a pozbawione skóry.
- W imię Rykara przybyłem, by ukarać waszego króla za odstąpienie od niego - mówił dusiołek. - Was też ukarzę! - po tych słowach wyciągnął swą wstrętną łapę po wracza krasnoludka. Nagle - poczuł, ze miast jego trzyma szyję dziewczyny. Ścisnął myśląc ,,dobre i to''. Jednak Neurowie przybrali postać wilków i złapali go za ręce zębami. Rozległ się ryk i pozbawiony przednich kończyn dusiłek rozpłynął się w płomieniu i wrócił do Čortlandu. Niestety dziewczyna była już martwa. Pochowano ją jeszcze tego samego dnia w mogile króla i zarządzono żałobę.
Rykar nie posiadał się ze złości, że Neurowie powrócili do Ageja. W podziemiach, skuty łańcuchem, kazał Lichu koronować następnego króla strzyg. Był on synem tego samego strzyżenia, którego Dziwica zabiła z łuku. Błyszczały na nim setki złotych ozdób, a w dłoni trzymał złoty miecz. Podnoszać go do góry wrzasnął:
- Za śmierć Neurów! - dzień po tym wydarzeniu w Białej Wieży zaczęły się dziać rzeczy dziwne i przerażające.
Strzygi obsiadły lasy, czyniąc je niemożliwymi do przebycia. Jakby tego było mało, polowały na nowonarodzone dzieci i werbowały je do swych szeregów. Na Dzikich Polach osady Neurów były niszczone przez wielką armię brukołaków, które wspomagały sunące niby strzały mantrykony ze skorpionimi kolcami. Tych, którzy uciekali z niegościnnych stepów prześladowały sysuny i wąpierze. Ataki tych ostatnich wyludniły również Fiszhuzę. W powietrzu stuha walczyli z całymi armiami ał i ażdach. Te były jednak tak liczne, że obracały co niektóre lasy w stepy.
Straszydła proponowały Leśnym Ludziom Lynx współpracę i wywarcie zemsty na Neurach, lec zci nie posłuchali posłów Rykara i stawali do walki czasem nawet ramię w ramię z wczorajszymi wrogami.
Wreszcie gdy wielka armia stanęła u bram Białej Wieży wezwano pomocy Enków.



*
Była to kolejna już wojna Enków z Čortami. Udział wzięli ci sami wojownicy. Jarowit, Jarog, Swaróg, Swarożyc, Srebroń, Dziwica, Boruta, Leśna Matka, Świętowit, Weles - po jednej, a Licho, Biesy i Čady po drugiej stronie. Strzygi harcujące już po ulicach grodu stołecznego, teraz uciekajać przed Jarogiem obaliły wysoką, Białą Wieżę wzniesioną jeszcze przez Lynxów. Ta spadajac zabiła wielu Neurów i zmiażdżyła wiele domostw. Jednak udało się wyprzeć Čorty i straszydła ze stolicy. Czarny Pies pamiętając ból zadany piorunem Jarowita nawet nie opuścił podziemi.
Decydujaca bitwa rozegrała się na Dzikich Polach. Tam armią brukołaków dowodził Zbreźnia Dzikofiejew. Enk Miedwiedow kazał wycofać się wszystkim Neurom i Lynxom, po czym sam gromił brukołaki. Dzikofiejew unikał starcia z bratem, wzniósł się w górę i kierował nań masy wojska. Te jednak straciło ochotę do dalszej walki. Szerokim łukiem ominęło Miedwiedowa, by skierować się na północ. Tam jednak wielka armia Enków była dla nich za silna do pokonania. Miedwiedow jednym susem znalazł się przy Dzikofiejewie. Rozkazał mu wrócić do smoka Rykara, zniszczył jego broń i stracił na dół.
Tymczasem na północy jedno uderzenie Jarowitowego pioruna zapędziło groźne, choć tchórzliwe brukołaki tam skad przyszły. Nastał pokój, a Neurowie odetchnęli.

Złota Baba i Dziewanna



,,Przez te drzwi, Leśna Matka sprowadzała też z Bharacji i Afryki trędowatych, dla których razem ze Złotą Babą i Mokoszą miała lekarstwa i niezgłębioną życzliwość, wprawiającą Ucława w zdumienie'' - ,,Tatra. Suplement cz. IV Sen''


Synem Nyri I Bürka, który uszedł jego kłom, był Nyria II Azor; następny król Neurów. Dręczony wścieklizną uciekł z zamku w stołecznej Białej Wieży (Vioro Vakilis) i osiadł w jaskini. Młode państwo Neurów trapił kryzys. Nikt nikogo nie słuchał. Rodzice zagryzali dzieci, a dzieci rodziców i rodzeństwo. Wszyscy włóczyli się po alsach i stepach, a w opuszczonych chatach zaczęły rosnąć siewki drzew. Neurowie marli jak muchy, a kruki i strzygi rozszarpywały ich zwłoki. Rykar już wcześniej zakazał im pogrzebów, teraz zaś wrzucano zmarłych do dołów, przepaści, jarów, rzek i jezior. Tam, w ogromnych Synarze, Mamirze, Lykayuku, Nideanie i Vikorze posilały się nimi gargantuiczne szczupaki i sumy. Na Dzikich Polach Licho uczestniczyło w wielkim bankiecie. Rozmaite straszydła piły krew z czaszek rysich, wilczych i ludzkich i wznosiły toasty za zagładę ich właścicieli. Krasnoludki walczyły zbrojnie z wilkołakami, a ich królowie byli tak bogaci, że sprawiali swoim wojom broń i zbroję ze srebra. To legło u podstaw przesądu, że wilkołaka najłatwiej zranić srebrem. Również Wydrzanie i Lynxowie chwycili za broń, po prostu broniąc się. Raz wściekli Neurowie omal nie zdobyli Fiszhuzy.
Nyria II Azor lękał się wody, ale pragnienie tak go dręczyło, że pokonując obrzydzenie wypił trochę z jaskiniowego źródełka, gdzie pływały ślepe ryby. ,,Przerażają nas nie rzeczy, lecz wyobrażenia o rzeczach'' - pomyślał chłepcząc ciecz. Następnie ukrył twarz w dłonaich i zaczął rozmyślać. ,,A to Rykar taki potężny i dobry, a jednak giniemy''. - myślał - ,,Płocho bracia, bieda blisko, giniemy, bo jakaś baba zesłała na nas wściekliznę. Rykar natomiast nam nie pomaga, a nawet zdaje się cieszyć, bo i strzygi i brukołaki pomagają chorobie w mordowaniu naszych''... ,,A czego się spodziewałeś po Čorcie?! - mówiło mu sumienie. - Lepiej idź służyć Agejowi. Tak to jest z Rykarem. Najpierw pozyskuje sobie narzędzia, a potem je niszczy''. Skołatany tymi i innymi troskami król - wygnaniec zasnął.
Rano spotkał starca jadącego na ośle.
- Dokąd zmierzasz dziadku? - spytał życzliwie Nyria.
- Jestem Budyn znad Tinerpy - odpowiedział zagadnięty - a możesz mnie zabić, jeśli to usłyszysz, ale jestem zdrowym Neurem i idę do Rokitnicy prosić o uzdrowienie dla moich pobratymców. Jestem już stary i nie mam syna - dodał.
Ów Budyn w późniejszym czasie miał szczęście spłodzić syna, za co bardzo dziękował Agejowi. Jego potomek założył plemię dobrych Neurów, zwanych Budynami. Jeszcze w czasach Herodota żyli na ukraińskiej ziemi.
- Nie zabiję cię dziadku, a Rykara się wyrzekam - odpowiedział Nyria. - Chcę iść z tobą do Rokitnicy.
- Nie kłamiesz? Naparwdę uznajesz Ageja, czy tylko chcesz się wyleczyć? -dopytywał się Budyn.
- I jedno i drugie - odparł król, a starzec poklepał go po ramieniu.
Następnie król ugościł przybysza w jaskini.
- Możemy iść nawet teraz, ale chciałbym, by wielu Neurów było uleczonych. Obaj poszli więc i nawoływali do pójścia ku Rokitnickiemu Siołu. Jedni chętnie szli, inni się wahali, a jeszcze inni atakowali orszak. Rykar jak się dowiedział o tej wyprawie, posłał w jej kierunku wielką armię strzyg. Leciały w powietrzu i jechały konno, a uzbrojone były w szable i miecze. ,,Nie dojedziecie do Rokitnicy! Zdychajcie tutaj''! - krzyczały. Neurowie przybierali już wilczą postać, gdy z kniei wynurzyła się dziewczyna na koniu. Miała długie, czarne włosy, modre oczy, była uzbrojona w łuk, strzały i miecz, a na jej czole błyszczała biała gwiazda. Strzygi z dzikim wrzaskiem posłały w jej kierunku kamienie, a gdy ich wódz w czerwonej szacie celował do dziewczyny z łuku, został przez nią przeszyty na wylot. Te ze straszydeł, które jechały konno, oddaliły się na bezpieczną odległość. Tymczasem wojowniczka zdjęła naszyjnik i tworzące go drogie kamieni rozsypała na cztery wiatry.
- Są wasze, ale tych wędrowców ostawcie! - zawołała, a strzygi najpierw zbaraniały, a potem rzuciły się, by zbierać rubiny, szafiry, szmaragdy, diamenty.
- Kim jesteś pani? - zapytał ją Nyria pod postacią ludzką, gdy byli już bezpieczni.
- To Dziwica, córka Srebronia i Srebrenicy - odpowiedział za nią Budyn.
Szli dalej, a zawsze gdy atakowały ich jakieś straszydła przybywała Dziwica, by ich chronić. Lękały się jej strzygi, wąpierze, ażdachy, ały, dusiołki, sysuny, brukołaki. Raz Neurowie ujrzeli jak niegodziwy Grabiuk trzyma ją jedną ręką za kark, a drugą - krępuje konia za nogi. Zdrętwieli na ten widok.
- Musicie wybierać, albo zjem ją, albo was - powiedział tym razem bez udawanej życzliwości.
Niektórzy Neurowie ze strachu kryli się w krzaki, lecz Nyria i Budyn w pozorowanej ucieczce naciągnęli łuki i posłali z nich płonące strzały. Wycelowali prosto w koronę Grabiuka.
- Albo wypuścisz pannę i jej konia, albo spłoniesz! - krzyknął Nyria, a pozostali Neurowie wyszedłwszy z krzaków nabrali animuszu i poczęli też strzelać do drzewnego potwora.
- Litości... - jęknął Grabiuk; wypuścił Dziwicę i jej wierzchowca, a ta swym odedechem ugasiła jego płonącą koronę, a ten ponieważ miał korzenie jak macki Krakena odpełzł jak najdalej.
Dziwica w podzięce uściskała dzielnych Neurów i dała im resztę swych klejnotów; bransoletki, kolczyki, diadem, pierścień.

Po tej przygodzie ujrzeli trzciny, olchy i bagno. Na trzcinowym fotelu siedział wysoki witeź w zielonej pelerynie, ubrany w półpancerz barwy piór głuszca. Nosił skórzany pas i przepaskę z brązowego futra, a na gołych kolanach trzymał czarny odłam obsydianu. U jego nóg taplał się łoś. Tajemniczy witeź miał na głowie koronę z ognia. Zdawał się nie zauważać przybyszów. Łoś zwrócił ku niemu pysk i zaczął coś mówić, a ten uśmiechnąwszy się powstał z fotela i poszedł w kierunku Neurów.
- Jestem Vujči Pastir, pan Rokitnickiego Sioła - przedstawił się - i ojciec prarodziców waszych Leu i Veder. Jesteście chorzy, więc chodźcie do mego domu - zaprowadził ich do skromnej chaty na grząskim gruncie.
Wewnątrz była uboga, lecz schludna i przytulna.
- Moja żona jest za tymi drzwiami - wskazał na te, które były zbite z drewna palm, oliwek, cyprysów, baobabów, sandału i innych gatunków rzadkich drzew.
Wtem otworzyły się i goście ujrzeli zieleń gorącego lasu; usłyszeli małpy i papugi; poczuli zapach kwiatów i przypraw. Wracała przez nie jakaś kobieta, widocznie Dziewanna Šumina Mati. Na ramieniu dźwigała całę naręcza aromatycznych ziół. Gdy zamknęła niezwykłe drzwi, rozpaliła ogień pod kociołkiem i zagotowałą cały zbiór. Następnie wlała napar do kubków, a wtem pojawiły się dwie następne kobiety. Jedna miała złote włosy, a druga, starsza - złotą skórę. Złotowłosa miała przy sobie Białą Żmiję, a złotoskóra - dużego, brażowego węża w ciemnozielone łaty. Obie wlały do anparu jad tych węży. Były to bowiem Mokosza i Złota Baba, a duży wąż to Abajow.
- Pijcie - zachęciła Dziewanna, a Neurowie posłusznie opróżnili kubki.
Po godzinie choroba opuściła ich. Nie wiedzieli jak dziękować Enkom - wraczkom.
- Rozdajcie to lekarstwo innym Neurom, a Nyria II Azor niech wróci do Białej Wieży i niech rządzi od Sonoru, aż po Białopol! - rozkazał Boruta. - A przede wszystkim wyrzeknijcie się Rykara i powróćcie do Ageja, a On wam wybaczy. Tak też się stało.