środa, 4 marca 2015

Królestwo Nahua

,,Dowiedział się […] nawet o mniej znanym groźnym bogu Huitzilopochtii, którego niegdyś wielce poważali meksykańscy Aztekowie. I akurat wtedy, kiedy Berlioz opowiadał poecie, jak Aztekowie lepili z ciasta figurki Huitzilopochtii1, w alei ukazał się pierwszy człowiek'' – Michaił Bułhakow ,,Mistrz i Małgorzata''



Jak głosi ,,Bursztynowa Księga'', po upadku zaczarowanego meteorytu w 2012 r. Meksyk powiększony o Teksas, Arizonę i Nowy Meksyk, stanie się częścią nowego mocarstwa – Wielkiej Kolumbii ze stolicą w Limie. Żołnierze meksykańscy wezmą udział w wojnie z Marokiem o Hiszpanię. Wielka Kolumbia zostanie zniszczona przez serię globalnych kataklizmów klimatyczno – geologiczno – magicznych, zaś język hiszpański zostanie zapomniany. Meksykańscy Indianie Nahua, potomkowie dawnych Azteków, przetrwają te zagrożenia i stworzą na gruzach Wielkiej Kolumbii własne państwo bardzo podobne do zniszczonego przez Hiszpanów państwa azteckiego.




Królestwo Nahua będzie położone na wielkim zachodnim kontynencie Caleb z dostępem do Morza Azteckiego. Jego sąsiedzi to: Maypan, Seminola i Keczua. Stolicą będzie wielkie miasto Mexiconza. Inne wielkie miasta to: Comazath, Churupira, Chupacabra, Onza, Titlitutli, Assaloth, Milco, Chalconza, Vexua, Ahuan, Peblos, Noriega i inne. Na czele będzie stał król odbierający cześć boską. Pierwszym władcą nahuańskim będzie Matuna, założyciel dynastii Quiroga del Escobar; ojciec królów Machotla i jego jego brata Zipacny, oraz królowej Ixil – Itil. Po wygaśnięciu dynastii Quiroga del Escobar, rządy obejmą dynastie Camotho i Camacho. Najwybitniejszym władcą nahuańskim będzie Canubatal Zamorski pochodzący z wyspiarskiego królestwa Antilii. Językiem urzędowym będzie język nahuatl, zapisywany za pomocą hieroglifów.




W erze runwirskiej Indianie Nahua niestety porzucą katolicyzm i wrócą do wierzeń swych przodków z niewielkimi zmianami. W ich panteonie będą czczone takie bóstwa jak: najwyższa bogini Guadelupa (stworzycielka świata i bogów), Escobar (bóg narkotyków; jego pierwowzorem będzie meksykański bandyta Pablo Escobar), Santa Muerte (bogini śmierci i świata podziemnego), Quetzalcoatl (stwórca ludzi, bóg wiatru i dawca cywilizacji wyobrażany pod postacią pierzastego węża), Huitzilopochtli (bóg wojny, mąż bogini Guadelupy), Tetzatlipoca (bóg zła, ciemności, zemsty i magii, właściciel zaczarowanego Dymiącego Zwierciadła strzeżonego przez szablozębne jaguary), wąż Tlaloc (bóg deszczu, czczony ofiarami z płaczących dzieci), Coatlicue (bogini ziemi nosząca spódnicę z węży), Ixcuina (bogini prostytutek i rozwodów), Mictlantecuthli (bóg śmierci i zaświatów, mąż Santa Muerte, wyobrażany jako kościotrup z krzemiennym nożem zamiast nosa), Catrina (zwiastunka śmierci przedstawiana jako kobiecy kościotrup, postać zapożyczona ze współczesnego, meksykańskiego folkloru), Xilonen (bogini kukurydzy), oraz Yig (olbrzymi bóg – grzechotnik pożerający ludzi, zapożyczony z horrorów Lovecrafta). Nahua, wzorem swych przodków Azteków, powrócą do licznych krwawych ofiar z ludzi, do wyrywania serc żywym ofiarom za pomocą obsydianowych noży na szczytach tarasowych piramid, dla codziennych ofiar z własnej krwi mających uchronić Słońce przed zgaśnięciem, do obdzierania ofiar ze skóry i rytualnego kanibalizmu. W zamieszkanej przez czarnoksiężników prowincji Mictlan, na Zamku Nietoperza Wampira będzie się znajdować ciesząca się złą sławą szkoła czarnej magii.




Indianie Nahua będą hodować indyki, bydło, świnie, konie, wytwarzać narzędzia z żelaza i obsydianu, szyć ubrania z bawełny i jedwabiu, uprawiać kukurydzę, kakao, kauczuk i ziemniaki, a także rycynus, ryż i pszenicę. Za najcenniejszy minerał będą uważać kryształ górski. Będą u nich istniały zakony rycerskie Orłów i Jaguarów prowadzące liczne wojny z sąsiadami w celu pozyskania jeńców wojennych.




W omawianym królestwie panować będzie klimat tropikalny na południu i pustynny na północy. Z charakterystycznych roślin i grzybów należy wymienić: lilie – wampiry, lazurowy lotos (silnie halucynogenne roślina powodująca ponadto śpiączkę), palmy o trujących owocach, bananowiec seledynowy (rodzący banany o seledynowej skórce), krzew tequila (jego jagody będą zawierały alkohol), borówkę karmelową (jej jagody będą smakować jak karmel), pomidory miodowe, gorzkie kiwi, lianę miodową, jadalną, fluorescencyjną pleśń, fioletowe pieczarki o smaku suszonej śliwki, oraz morszczyn dżunglowy rosnący na drzewach.




Jeszcze bogatsza będzie nahuańska fauna. Godzinami można by wymieniać: oceloty olbrzymie (wielkości jaguarów), onzy (dzikie koty podobne do gepardów), ahuizotle (podobne do wydr z ogonami zakończonymi szponiastymi dłońmi), helodermy olbrzymie, aksalotle olbrzymie, trójgłowe kojoty, ożywione przez magię meteorytu dinozaury (szczególną rolę w mitach i legendach Nahua zajmą groźne tyranozaury), podobne do lam kamelopsy2, skrzydlate węże z piórami (ich królem będzie bóg Quetzalcoatl), psitakodiatrymy, olbrzymie tukany nielotne, megateria, glyptodony, pumy szablozębne, olbrzymie węże Titanoboa, małpoludy sachuryny, styrakobizony (bizony mające sześć rogów jak styrakozaury), dwunogie żaborekiny jaskiniowe, niedźwiedzie krótkopyskie, dwugłowe rekiny lądowe, dwugłowe kajmany, jadowite anakondy, skunksy olbrzymie, gigantyczne ptaszniki i skorpiony, skrzydlate jaguary, sowy rogate, koty rogate, entelodonty, urubu olbrzymie, gryfy (pół – kondory, pół – jaguary), mylodonty (wskrzeszone przez magię meteorytu prehistoryczne, naziemne leniwce mniejsze niż megaterium), oraz mamuty cesarskie.





Oprócz ludzi królestwo będą zamieszkiwać też inne istoty rozumne jak: syreny, cihuateteo (upiorzyce powstałe z matek zmarłych w połogu; domagające się ofiar z dzieci), Teguidzi (uczłowieczone jaszczurki tegu podobne do waranów), Iguanotekowie (uczłowieczone legwany zielone), ludzie – jaguary, elfy latające na kolibrach, Widłogłowy (pustynna rasa ludzi z głowami antylop widłorogich), oraz nimfy kaktusowe mieszkające w olbrzymich kaktusach.





1 Berlioz powoływał się w tym miejscu na ,,Złotą gałąź'' Jamesa Frazera.



2 ,,KAMELOPS (Camelops) miał dwa metry wzrostu . Jego smukłe, 'wielbłądzie' nogi były zakończone kopytami. Na grzbiecie brakowało mu jednak garbu, a jego krótki ogon przypominał ogonek lamy. Należał do wielbłądowatych; był najprawdopodobniej przodkiem południowoamerykańskich lam'' - ,,Zaginiony świat'' [w]: ,,Zwierzaki nr 9 (57) wrzesień 1996''. 

wtorek, 3 marca 2015

Turbo Hindusi




,, [...] Radż Mohan Nath [...] przeprowadzał nader śmiałe paralele, porównując na przykład indyjskie określenie ryby - min - z imieniem legendarnego króla Krety - Minosa, imię Siwy zestawiał z nazwą północnoamerykańskiego plemienia Indian Siuksów i uzasadniał, że plemiona Ariów z okresu powstania świętych Wed znały doskonale teorię względności Einsteina!'' - Aleksander Kondratow ,,Zaginione cywilizacje''. 

Sumeryjski wiek złoty




,,W dawnych czasach kraje Szubur i Hamazi,
Wielojęzyczny Sumer, wielki kraj panujących praw boskich,
Uri, kraj wszystkim obfity,
Martu, kraj spoczywający w pokoju,
Cały wszechświat, wszystkie ludy w pełnej zgodzie
W jednym języku oddawały cześć Enlilowi'' - ,,Enmerkar i władca Aratty''.



Sumeryjski raj

,,Niegdyś nie było węża, nie było skorpiona,
Nie było hieny, nie było lwa,
Nie było dzikiego psa ni wilka,
Nie było strachu ani przemocy,
Człowiek nie miał rywala'' - ,,Enmerkar i władca Aratty''



Dodać można, że niegdyś nie było też PO uciskającej Polskę ;-). 

Św. Izyda

,,Nawet po przyjęciu przez Francję chrześcijaństwa posąg Izydy, uznanej za świętą, stał do r. 1514 (!) przy murze południowym  opactwa Saint - Germain - des - Pres. Wniosek z tego taki, że w centrum Francji Izyda była popularna  o dobre tysiąc lat dłużej niż w Egipcie, gdzie kult jej wygasł w V w. n. e.'' - Aleksander Kondratow ,,Zaginione cywilizacje''.



Powyższy wpis nie ma na celu kwestionowania sensu kultu Maryjnego. Potrzeba posiadania matki jest wspólna wszystkim kulturom, zaś jedyny prawdziwy Bóg, Jezus Chrystus na krzyżu oddając swą matkę Maryję pod opiekę św. Jana, ogłosił Ją jednocześnie matką wszystkich ludzi w miejsce wymyślonych bogiń pogańskich. 

Oniricon cz. 101

Śniło mi się, że:



- w dodatku telewizyjnym do gazety ,,Miłujcie się''! Wojciech Wencel chwalił film fantasy o św. Mikołaju sprzedającym ciastka razem z yeti, na tym filmie występował też diabeł,



- w średniowiecznym, angielskim apokryfie Aleksander Wielki był w Czechach i w Jeleniej Górze,
- otrzymałem nowy komentarz brzmiący: ,,- 600'',
- parę lat po odbyciu studiów z historii zacząłem uczęszczać na korepetycje do nauczycielki tego przedmiotu,



- Ferdynand Kiepski był ministrem i wypowiadał się na antenie Telewizji Trwam,



- Maria Sokołowska powiedziała, że jest ,,skandalistką, ale w słusznej sprawie''; w tym śnie Joanna Senyszyn była blondynką noszącą okulary,
- jakaś dziewczyna napisała artykuł broniący twórczości Tolkiena, inna zaś broniła twórczości jakiegoś rosyjskiego pisarza, który był zadowolony z tego powodu,
- szedłem pieszo na Cmentarz Centralny w Szczecinie, lecz nie mogłem znaleźć drogi, chciałem o nią spytać mijanego księdza, lecz ten nie chciał mi odpowiedzieć,



- w XX wieku p. n. e. Rzymianie walczyli min. z germańskimi Pomorzanami,



- po 966 r. Krak przy pomocy Watykanu pokonał połączone siły rzymsko - czeczeńskie,



- jakiś publicysta ,,Niedzieli'' domagał się niepodległości dla Szkocji, pisał, że ukochanymi zwierzętami Szkotów są rysie i że Lemuria istniała naprawdę, a jej pozostałości można zwiedzać w Szkocji,



- na plaży budowałem olbrzymi zamek z piasku, który się zawalił,
- po powrocie z plaży zacząłem do specjalnego zeszytu wklejać artykuły z gazet o tematyce mitologiczno - fantastycznej,



- Arthur Conan Doyle naprawdę nazywał się Christian Grey, miał syna i popadał w konflikty z prawem,



- po latach poszedłem znów do szkoły, gdzie spotkałem Jenę ov Backeyovą, która powiedziała mi, że nie nazywa się Joanna Krzywa, znalazła pracę i miałem nadzieję, że ją poślubię,
- psycholog Michalus Avrilius ov Pinus po godzinach przyjmował pacjentów za ladą sklepową i wysłuchiwał ich,
- Voytakus ov Visnic, miał na imię Pavlas i byłem z nim na jakiejś wycieczce,
- w czasie Wielkiego Postu poszedłem z Babcią do KTA na ul. Piłsudskiego w Szczecinie na pokaz filmu religijnego poprzedzonego Mszą Świętą,



- w książkach Pilipiuka pojawia się starożytna cywilizacja zwana Apollodoropolis konkurująca z Bizancjum.

poniedziałek, 2 marca 2015

Kiełb

,,Ci co się tu dostawali, tracili rachubę czasu; umierali masowo. Pokarm dostawało się raz dziennie, a woda musiała starczyć ta, która znajdowała się w pokarmie. Zabijały nas choroby, a za bunt było uważane każde niedomaganie. Kiedy dozorca chciał spać, wychodził na powierzchnię, nas zaś przykuwał do ściany kopalni i odbierał nam kilofy. Wielu postradało zmysły'' – opowiadał jeden z byłych więźniów kopalni gwiezdników.



Bliski Zachód to starożytna kraina leżąca między rzekami Lebaną na zachodzie, a Odirną na wschodzie; nad rzeką Salą pośrodku, Jeziorem Głomaczów, którego powierzchnia pokrywająca się krwią i popiołem zapowiadała wojnę, Jeziorem Redarskim, w którym mieszkał wielki Dzik, syn Boruty, przez Thietmara nazywany Inogiem, oraz nad Morzem Joldów, które w erach dwunastej i trzynastej Słowianie zwali Morzem Srebrnym, zaś Germanie – Wschodnim. Kraina ta obejmowała część kontynentalną, oraz wyspę Ranę (Ruję); której mieszkańcami opiekowała się Słonecznica Rujana. Między Lebaną a Odirną rosły nieprzebyte, prastare puszcze pełne dzikich zwierząt, takich jak dziki, tury, żubry, wilki, rysie i niedźwiedzie. Czasem z Pomerlandu Okidentalnego zalatywały na owe ziemie gryfy o czerwonych piórach i złotych dziobach. Tylko w bliskozachodnim Jeziorze Niedźwiedzi, nad którym leżał gród o tej samej nazwie, żyły dziwne, wodne niedźwiedzie o burym futrze i zielonych, świecących w mroku oczach. W ,,Perłowym latopisie'' Kosy Oppmana czytamy o jednym z nich – Arvocie Baldasie; przyjacielu rusałki Ruty. W krainie tej żyły również Lakerta giganteja – zielone jaszczurki wielkości koni i długie jak wieloryby, węże glizdniki – białe o ogromnych, brązowych oczach. Pełne dziwów i cudów lasy, w orszaku ogarów i brytanów przemierzała czysta Dziwica; córa Srebronia i Srebrennicy; czarnowłosa Mistrzyni Łuku i Pani Zwierząt. Bliski Zachód zamieszkiwały krasnoludki, zwane ,,czerwonymi mężykami'', olbrzymy z plemienia Stolimów, Lynxowie, Neurowie, czarownice, ondyny, czyli słodkowodne syreny, rusałki, panny wodne, wodniki, strzygi, południce, Płanetnicy, żmijowie, nocnice, bubony, baby dzikie, wodne i czerwone, leśni ludzie, do których należeli rozbójnicy z bandy Neuratusa, co porwał Rutę i wiele innych stworzeń. Wśród ukwieconych niw i polan widziano nawet elfy, spotykane na ogół w Nürcie i na Dalekim Zachodzie. U wybrzeży owej pięknej krainy, co wydała Rutę i Arvota Baldasa, żyły syreny, pokryte karpią łuską lwy morskie, podobni do ośmiornic mnisi morscy i sama Jurata wie jakie jeszcze inne istoty! W erze jedenastej największym grodem Bliskiego Zachodu było Jezioro Niedźwiedzi. Oprócz niego istniały niewielkie osady, takie jak Grabov nad Lebaną, skąd pochodziła Ruta. W dwóch późniejszych erach przybyło grodów, takich jak Arkona na wyspie Ranie, Volhasta (Wołogoszcz), Międzybórz, Chociebusz, Budziszyn, Strzałów, Roztoka i inne.



Ludzie pojawili się między Dwiema Rzekami w erze dziesiątej. Utworzyli wiele plemion, takich jak Redarowie, czy Ranowie, z których żadnemu nie udało się zjednoczyć całej krainy. Bliski Zachód należał do państwa Wielkiego Króla Wschodu, Wiła Sławicza, brata Niemnira władającego Zachodem. Królestwo Wiła Sławicza, syna człowieka i Wiły, ciągnęło się od Lebany do Roxyzoru i od Svalbardu po wyspy Valkanicy. Po jego śmierci, władzę nad ziemiami min. Bliskiego Zachodu objął jeden z jego synów – Nissus, ojciec Lecha I Aplańskiego. O omawianą krainę, Lech II toczył wojnę z Kościejem i pokonany pod Czetnem, zmuszony został do odstąpienia jej Imperium Zachodu. Po klęsce Kościeja na lodach jeziora Mamir, Bliski Zachód powrócił do Aplanu, na którego tronie zasiadał Lech III wraz z królową Tatrą z Montanii. Po uwolnieniu Nieśmiertelnego przez Wieńczesława i Kylnema z Małego Młyna wybuchła nowa wojna i Bliski Zachód stał się częścią nowego państwa – Presmanii (unia Prenaulandu i Teutmanii). Gdy Kościej za sprawą Tatry stracił nieśmiertelność i umarł zadławiwszy się rybią ością, prowincja została przyłączona do Aplanu i stan ten trwał aż do potopu.
Po ustaniu zesłanego przez Juratę potopu, na ziemiach między Lebaną a Odirną osiedli potomkowie Buka i Lipy, przez cześć dla króla – wodnika z ery dziewiątej zwani Germanami, oraz dzieci Dębu i Brzozy, czyli Słowianie. Ludy te walczyły ze sobą; wojowie słowiańscy potykali się z Teutonami, Jutami – przodkami Danajów i innymi bitnymi plemionami, mimo że wszystkie obecne ludy pochodzą od Dobromira herbu Korab i Drzewicy, a pośrednio od Novalsa i Aivalsy. Era dwunasta; era bohaterów to czasy wielkiej królowej Żywi – siostry Sediny, córki Czarnogłowa i innych okrytych chwałą słowiańskich władców tych ziem. Bliski Zachód jako Marchia Germańska, był jedną z prowincji pierwszego imperium sarmackiego Bolosydów. Pod koniec ery dwunastej kraina ta została podbita przez Teutonów. Dopiero król Analapii, Wizimir Danajogromca, syn Opolona, brata Poznana, syna Lecha I Dalmackiego, pragnący zjednoczyć wszystkie ziemie leżące nad Morzem Srebrnym, pobił chciwego i okrutnego króla saskiego Mortimera i włączył Bliski Zachód do swego królestwa. Kiedy na początku wieków średnich, król Analapii, Cztan III odrzucił zarówno chrześcijaństwo przyjęte zarówno przez jego dziada Bogdala, tmutarakanizm stworzony przez Zagrosa, a wyznawany przez jego ojca Artura Apostatę, oraz zakon Ageja i Enków, by stworzyć własną religię, na Bliskim Zachodzie rozkwitł kult Białoboga i Czarnoboga (na ich cześć nazwano dwa wzgórza), Świętowita, Rujewita, Prowe, Turupita, Żywi – Siwy, Püstericha, Kroda, Flinsa, Cyzy i Złotej Baby. Kiedy na tronie w Neście zasiadał Popiel I Okrutny, Analapia toczyła wojnę z wszystkimi otaczającymi ją ludami i straciła Bliski Zachód w wyniku zdrady Mrowca ze Śląża, który chciał uzyskać poparcie cesarza Ludwika Pobożnego dla swych planów zostania królem Połabia. Jeszcze Bolesław Chrobry toczył z Niemcami boje o ową krainę.

*



W czasach Kościeja I Nieśmiertelnego w maleńkim siole Bartnie położonym przy rozlewiskach rzeki Sali, żył pewien rybak. Imię jego brzmiało Milad (Miladus), ale powszechnie nazywano go Kiełbiem. Ponoć był synem ludzkiej niewiasty i wodnika Nikanora Nykasa, noszącego czerwoną czapkę, jak i inne wodniki z Bliskiego Zachodu, zwane ,,wodnymi mężami''. Wodnik ten miał kiedyś zamienić suma w konia i podarować zaprzyjaźnionemu furmanowi Sroce z Oylandu. Po takim to niezwykłym ojcu, Milad Kiełb odziedziczył zdolność przybierania różnych kształtów – zaklętą w złotym pierścieniu z kawałkiem czerwonego koralu z Morza Rajskiego, danym przy narodzinach przez macierz. Mocą ojcowskiego pierścienia, Milad zwany Kiełbiem zamieniał się w rysie, wydry, czaple, kormorany, rybołowy, zimorodki, a także sumy, szczupaki, sandacze i pstrągi, by pod taką postacią łowić ryby. Raz w dzieciństwie, chcąc pomóc swemu przybranemu ojcu Retrusowi, przybrał postać kiełbia, aby wabić duże ryby do sieci i omal nie przypłacił tego życiem. Gdy odzyskał ludzkie kształty, Retrus z Bartna przełożył go przez kolana i wyłoił pasem, chłopiec zaś nigdy już nie zamieniał się w kiełbie, ani inny ,,chwast rybny''. Koledzy zaczęli go odtąd przezywać Kiełbiem i ukuto powiedzenie ,,mieć kiełbie we łbie''. Milad często bywał na dnie rzek i jezior na zabawach wodnych ludzi – rusałek i wodników, Wił i panien wodnych. Chętnie i bez lęku odwiedzał las, gdzie mocą swego ojca mógł rozmawiać ze zwierzętami. Zostawał w puszczy do późna, tańcząc w korowodach dziwów i leśnych rusałek, ścigając się z młodymi jelonkami, a od Enki Dziwicy noszącej ognistą koronę uczył się strzelania z łuku, walki mieczem i rzucania siekierą. Dorośli nie 




bali się o małego Milada, bo czuwały nad nim zaprzyjaźnione tur Torwid i wilk Verka. Z biegiem lat rybak coraz rzadziej używał Koralowego Pierścienia do połowów, aż w końcu w czternastej wiośnie życia odłożył go do szkatułki, która zawędrowała na strych. Nie dziwota; ludzie, którzy często przybierali postać innych stworzeń, nie z przyrodzenia, lecz uciekając się do magii, z wolna tracili ludzkie cechy, aż było za późno. Bohaterowie, którzy przybierali inne postaci swą przyrodzoną mocą, daną przez Enków to wodnik Volch Alabasta, człowiek Żmij Ognisty Wilk z plemienia Nareczników i Volga Buslajewicz z jednookiego ludu Arymaspów. Ludzie z Bartna, żyjący z dobywania miodu z barci dzikich pszczół, łowienia ryb, żab i raków, oraz uprawy mało urodzajnej ziemi, lubili swego pobratymca zwanego Kiełbiem za jego dobroć i mądrość, życzliwość i uczynność. Milad kochał Vindę z Soły; ludzkie dziewczę wielkiej piękności, co niegdyś była zaklęta w rusałkę i tańczyła w ich nocnych korowodach, lecz młody rybak pouczony przez zaprzyjaźnionego wilka Verkę, zdobył jej białe giezło, spalił je i tak odczarował dziewczynę. Vinda Sołonka, której przodkowie pochodzili z Aplanu, znad rzeki Visany i spod wzgórza Vovel, kiedy jej krew z modrej znów stała się krasna, nic nie pamiętała i musiano ją uczyć wszystkiego od nowa jak dziecię. Dziewczyna, z której zdjęto czar rusałczej władczyni jeziora Opiliny, wielce miłowała Milada i on ją kochał, lecz nie dane im było cieszyć się szczęściem.

*


Gwiezdniki, to po alatyrach najdroższe z kamieni. Rodziły się z gwiazd spadłych z nieba. Kopalnie tych niezwykle rzadkich klejnotów znajdowały się w Tassilii i w Bharacji, oraz w Prenaulandzie. Tą ostatnią otwarto za króla Dytmara I – jako gwarkowie (górnicy) pracowali w niej skazańcy. Jednak najwięcej niewolników konało w mękach pod ziemią, odkąd na tronie w Presnau zasiadł Kościej. Dozorcą kopalni gwiezdników ,,Adazja'' mianował swego sługę Uszaka (Gliša); Lynxa, czyli człowieka o głowie rysia, który szukając zaszczytów i bogactw na dworze gnębiciela Zachodu, porzucił swe plemię i cały ród Leśnych Ludzi Lynx (Rysian). Były to istoty dumne i waleczne, miłujące wolność i nie krzywdzące bezbronnych i niewinnych. Jednak Uszak Wyrodek pozwolił, by Kościej zatruł mu serce i okrucieństwem szedł w zawody ze strzygami i Čortami. Odziany w przepaskę ze skóry i uzbrojony w bat, nosił zawsze na szyi czarodziejski kamień, mocą którego odczytywał liczby imienia nowo przybyłych niewolników, po czym rozpalonym węglem wypalał na ich ciałach numery pokrywające się z liczbą imienia (Tatra nosiła numer 777, a Ruta 776).
Po wsi Bartno zostały jeno zgliszcza. Od strony Presnau nadjechały cztery hulajpartie hersztów Wisiorka, Pecha, Bielicy Dyptana i Gorana z Valkanicy. Choć kmiecie bronili się z bezprzykładnym męstwem, bardziej jak rycerze niż chłopi, ulegli rozbójnikom. Ci zaś wyrżnęli niemowlęta i malutkie dzieci, oraz starców i kaleki, zaś zdrowych i silnych popędzili na Zachód, by ich sprzedać jako niewolników. Wśród nich znalazł się również Milad Kiełb, który przed swym pojmaniem zdołał uśmiercić wielu zbójów, a nawet rzucając siekierą rozbił czerep hersztowi Pechowi. Kiedy już uległ przemocy, rozbójnicy chcieli zrazu ukarać go ucięciem pięści, lecz zamiast tego, na jego oczach obdarli ze skóry i ucięli głowę odczarowanej przez Milada Vindzie. Wieś została obrabowana i spalona, zaś niewolnicy z Bliskiego Zachodu zostali wystawieni na sprzedaż na targu w Presnau. Tam kupił ich Czesław Vornic z Kraju Stepów, który z mandatu Uszaka zaopatrywał kopalnię gwiezdników – diamentowych gwiazd w niewolników. Popędzono ich w pętach piętnaście mil na południowy wschód od stolicy. Na miejscy Uszak, lynxyjski zaprzaniec, każdemu z nowo przybyłych wypalał rozżarzonym węglem stosowny do liczny imienia numer na ciele. ,,Ci co wchodzicie, zapomnijcie o nadziei, bo ani Agej, ani żaden z Enków nie wyrwie was z mojej ręki; ja – Uszak''. Po tych słowach zakuł ręce i nogi niewolników w kajdany wykute w kuźniach Čortów i wręczył kilofy. Jego bat ze skóry dabby – morskiego chimiseta z Oceanu Wyrajskiego, nieustannie kąsał ciała nieszczęsnych niewolników z Bliskiego Zachodu, Britainy, Lascoaux, Altamiry, Nürtu, Tassilii, wodników i rusałek z pomerlandzkich jezior Dembe i Leba, leśnych ludzi i Płanetników z Księżyca, których krew miała postać tęczowej mgły. W tym podziemnym piekle, rozjaśnianym gwiezdnym blaskiem klejnotów, mało kto myślał o buncie czy ucieczce, za to większość chciał już tylko uniknąć bólu i przeżyć za wszelką cenę. Pod rozkazami Uszaka służyło dziesięciu dozorców; byłych niewolników, zaś na powierzchni wydobytych gwiezdników pilnował oddział wojska. Niewolnicy wierzyli, że jeszcze głębiej i dalej niż tam gdzie się znajdują, roi się od potworów; wijów, pijawek, pająków, skorpionów i chlobęb, z których najmniejsze były rozmiarów krowy. Podziemne potwory pełznące wśród smoły i kości smoków z ery trzeciej, ponoć ze smakiem zjadały zabłąkanych górników, lecz z pewnością były mniej okrutne niż bezlitośni dozorcy.
,,Aby odkupić swe winy, musisz wrócić do łona'' – słowa Mokszy wypowiedziane do odczarowanej Tatry.
Tego dnia przed rysim obliczem Uszaka stanęły dwie istoty pochwycone przez żołnierzy Kościeja. Jedną z nich była czarnowłosa dziewczyna o modrych oczach, odziana w białą suknię, a imię jej: Tatra z Montanii. Obok niej stał biały wilk Ovov Tęczookinson, brat Wiłkokuka z Burus. Lynx obu wypalił numery: Tatrze 777, zaś jej towarzyszowi Enkowi 15 i 16. Dziewczyna otrzymała kilof, zaś wilk miał dźwigać na grzbiecie ogromne kosze na wydobyte gwiezdniki. Tatra już kiedyś widziała Uszaka, kiedy razem z Wiłkokukiem szła do Presnau, by wydrzeć tajemnicę Kościejowi. Pewnego wieczoru, gdy szła leśną drogą, ujrzała rusałkę o kosie ciemnozielonej. Nimfa tuliła do piersi niemowlę, a z jej oczu podobnych do rozżarzonych węgli ciekły łzy, wielkie jak ziarna grochu. Obok stał Lynx – rozbójnik i domagał się krwi rusałczego dziecka, bo był spragniony. Wiłkokuk chciał wystawić Tatrę na próbę i nie przepędził łotra, zaś Montanka pozwoliła Uszakowi, by wyssał litr krwi z jej żył, niby jaki wąpierz. Teraz ten sam Uszak zbił ją batem, a gdy Ovov rzucił się z zębami w jej obronie, został po wielokroć uderzony grubą pałką. Dwaj nowi niewolnicy rozpoczęli pracę w kopalni, a Milad Kiełb w duchu płakał nad męką młodej i pięknej dziewczyny i szlachetnego zwierzęcia, syna Dziewanny. Gdy oczy Tatry przywykły do mroku kopalni rozproszonego jeno światłem pochodni i klejnotów, dziewczę z bólem i zdumieniem spostrzegło swą przyjaciółkę – rusałkę Rutę o krasnej kosie napełniającą gwiezdnikami olbrzymie kosze przytroczone do grzbietu wodnego niedźwiedzia, Arvota Baldasa.



,, […] Gdy mistrzyni szkoły [dla rusałek, założonej w Irlandii, jeszcze przez królową Siubielę Morską] powiedziała jej [Rucie] o wojnie w kraju Nürt, rusałka postanowiła, że zostanie wojowniczką i skończyła naukę. […]. W Nürcie rządził inny lennik Kościeja, król Nurtus V (ob.). Słynął z okrucieństwa. Razem z Rutą i Arvotem Baldasem udał się tam Ovov Tęczookinson (ob.), zwany na Północy Fenrirem. Ruta zabiła króla rozbiwszy jego głowę glinianym gąsiorem, napełnionym kamieniami, kośćmi i wodą. Nurtus V zginął, gdy rozkazał wojowniczce, by mu się oddała. Ta wybiegła do ogrodu i skoczyła do sadzawki. Stamtąd rzuciła gąsiorem w króla. 'Kościejowi uczyniłabym to samo, gdyby był śmiertelny'! - odrzekła wyniośle, gdy słudzy zabitego padli przed nią na twarz ze słowem 'Hell'! (w Nürcie określają tym imieniem córkę Lokiego, siostrę wilka Fenrira i węża Midgarda). Uciekła przed zemstą przez ruiny Nordiki (ob.), aż zawędrowała na wyspę Svalbard. Ona i jej wierzchowiec chcieli pożywić się padliną wieloryba wyrzuconego na brzeg, lecz na przeszkodzie stały trzy białe niedźwiedzie: Igor Lorenzkrafft z Krainy Białych Pól, Wilson Eaneawatt z Sonoru i miejscowy Gotard Urmeier. Po krótkim pojedynku tego ostatniego z Arvotem, nastąpiła przyjacielska biesiada ('Z kim się biję, tego lubię' – Igor Lorenzkrafft). Po jakimś czasie, stronnicy zabitego króla pochwycili Rutę i Arvota Baldasa i aby ich śmierć uczynić straszniejszą, zesłali do kopalni gwiezdników […]'' - encyklopedia ,,Obraz świata''.

Po długim dniu, pełnym wyczerpującej pracy, niewolnicy zostali przykuci do ścian kopalni i dopiero wówczas Tatra mogła porozmawiać z Rutą i Arvotem Baldasem. Tak monotonnie mijał dzień za dniem; w mroku, ciasnocie i wśród rzężenia zabijanych przez Uszaka (wśród ofiar jego gniewu znalazł się sonorski tapir z Dyskoteki Pana Dżeka). Milad Kiełb walczył, by Čorty rozpaczy nie wydarły mu nadziei, a nocami płacząc błagał o wyzwolenie dla siebie i współtowarzyszy niedoli, Ławora i Ławrę – parę bliźniaczych Enków stworzonym do niesienia ukojenia niewolnikom; wzywał też Miłorada Pocieszyciela. Tymczasem dni niewoli zdawały się nie mieć końca, zaś niejeden straceniec wyciągał z radością ręce do Mar – Zanny Zadającej Śmierć, niczym do ocalenia...

,, […] Wtem – dozorca usłyszał głos konchy trytona. Wściekły […] wybiegł na powierzchnię.- Dlaczego mnie wzywacie? - zapytał stacjonujących na powierzchni żołnierzy.- Z naszych przecieków wynika, że Amosow zamierza zaatakować kopalnię, aby zdobyć środek płatniczy – mówił dowódca.- Gdzie on jest? - spytał mąż z rysią głową.- Zlokalizowaliśmy drania we wsi Chlobęba za lasem. - Chlobęby to takie stworki podobne do pająków, które miały szczękoczułki podobne do zębów. Były bardzo różnorodną grupą. Wiele z nich tkało sieć zwaną 'chlobębiną'. Ich nazwa wywodzi się od starokrasnych słów 'chlijt'' – pić i 'bembena' – twarz, gęba. Wyginęły po potopie i ustąpiły miejsca prawdziwym pająkom.- Jestem gotowy! - odrzekł nadzorca niewolników i ruszył wraz z oddziałem wojska, przez las do rzeczonej wsi. Gdy przekonał się, że czarnoksiężnik [Amosow] nadal przebywa w siole i nic nie wie o zasadzce, postanowił zrealizować pewien pomysł. Złapał szpaka, który gnieździł się na wiejskim drzewie i przywiązał do jego nogi zapalony materiał. Na jego rozkaz, pozostali poczęli łapać ptactwo, zaopatrywać je w ognisty ładunek i wypuszczać.
- Jak zaczną uciekać, to zabijcie każdego, kto znajdzie się w lesie! - rozkazał Uszak. Amosow tymczasem przebywał w chacie zabitego naczelnika wsi i razem z doradcami obmyślał atak na kopalnię. Gdy zmęczony wyjrzał przez okno, zobaczył dym i przerażonych ludzi i Neurów biegających po wiosce.
- Ocen tzay1? - czarownik drapał się w siwiejącą już głowę. Tymczasem Uszak pędził konno przez wieś i ciął mieczem każdego, kto tylko mu się nawinął.
- Gdzie jest Amosow? - zawołał wielkim głosem, a przerażony Neur wskazał właściwą chatę. Czarownik o długiej, zielonej brodzie, odziany w czarną szatę, tak 'odważny' gdy mordował bezbronnych, teraz trząsł się jak osika, gdy nagle drzwi chałupy zostały wyważone, a Lynx z bronią w ręku, podniósł ją w górę i zakrzyknął:- Chwała Kościejowi! - po czym natarł na przebywających, a za nim wdarło się wojsko. Zlany zimnym potem Amosow dał ręką znak synowi, aby go przebił sztyletem, ten jednak bał się zabić ojca. Czarownik nie chcąc wpaść żywy w ręce wroga, sam się pchnął aż po rękojeść. Rozprawa z Neurami była krótka i okrutna. Żołnierze połamali ręce synowi złego czarodzieja, a konającemu ojcu ucięli głowę.
- Chlobęba ma być spalona, a wszyscy co przeżyli, i Neurowie i ludzie mają być wbici na pal – rozkazywał Uszak. - Łeb Amosowa zakonserwujcie w spirytusie i zanieście do Presnau, podobnie jego syna; niech dojedzie żywy na miejsce kaźni w stolicy – następnie wyszedł z chaty i udał się w kierunku lasu.- Panie złoty, miłosierny – łkała jakaś staruszka. - Chwała wam, że zabiliście Amosowa, ale my niewinni, nie dajcie nas pokrzywdzić! - Uszak jednak opuścił wieś, a w swej kwaterze zjadł dwie kuropatwy i żłopał piwo z czaszki tura zrabowanej w jakimś domostwie (oczodoły były zaklejone gliną). Tymczasem w kopalni... Nagłe zniknięcie strażnika napełniło serca nadzieją. Niektórzy byli już tak zniszczeni przez niewolę, że nie mieli siły, ani ochoty by się cieszyć. Tylko Tatra i Ruta mogły przewodzić uwolnionym i tylko one budziły zaufanie. Podobnie Arvot Baldas i Ovov Tęczookinson. 'Jestem z tobą' – pierwsza z nich słyszała pewnego razu od Mokoszy i teraz była t prawda. […] istniała nadzieja, że uda się znaleźć jakieś inne wyjście, nie używane przez dozorcę, a przynajmniej śmierć mniej straszną niż niewola.
Podziemia to kraina grozy i tajemniczości: siedziba Rykara, pełna różnych Čortów, potworów, lepki, obrzydliwy pkieł... [….] [Niewolnicy] zabrali ze sobą kilofy jako broń i narzędzie łowów. Nieoczekiwanie oczom Tatry ukazał się jakiś podłużny, biały kształt, zatopiony w czarnej ścianie. Zaciekawiona wydobyła go kilofem i ujęła w obie ręce. Był to jakiś olbrzymi ząb, podobny do szabli, ale lekki.
- Takie zęby ma Rykar – powiedział Ovov. Ząb faktycznie musiał pochodzić od Rykara, a Rykar to srogi mocarz. Potężniejszy od niego był tylko Agej, bo walczył miłością. Kiedy przed uciekającymi stanął nagle wij drewniak, długi jak osiem żubrów, widok zęba przeraził go. Cofnął się i nawet wyrzucił treść żołądkową. W tej obrzydliwej mazi ujrzano ubranego w podarty kontusz człowieka o łysej głowie i niebieskiej skórze, na którego widok Płanetnicy poczęli wiwatować.
- To nasz król Ixovodrav!
Był wyczerpany, ale żył'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Wśród wyprowadzonych przez Tatrę i Rutę z niewoli, znalazł się również Milad Kiełb. Pięć lat przed tą ucieczką, król Księżyca, Ixovodrav I o sumiastych, siwych wąsach, przybył do Prenau, by upomnieć się o swych bezkarnie zabijanych i branych do niewoli poddanych i wyzwał na pojedynek samego Kościeja. Drogę zastąpił mu Mięsojad z obnażonym mieczem obsydianowym i obaj zaczęli walczyć. ,,W głowach macie wszy czy rozum''? - Ixovodrav drwił z równego sobie siłą przeciwnika, a całą salę tronową wypełniły uderzenia mieczów z czarnego szkła. Semitar – oręż króla Księżyca już miał rozpłatać potwora, gdy wtem przypatrujący się z tronu całemu pojedynkowi Kościej nacisnął jakieś przyciski i pod królem Płanetników rozstąpiła się podłoga. Godzinami spadał i spadał, aż dzięki swej płanetniczej mocy lekko osiadł na litej skale. Wokół niego zalegały ciemności jak w królestwie Lelwy. Król błąkał się teraz po strasznej jak grób, podziemnej krainie, cierpiąc głód i pragnienie, aż któregoś dnia ogromna pijawka żywcem połknęła go jak kluskę, lecz nie zdążyła strawić, bo natknęła się na jeszcze większego wija, a ów pożarł ją wraz z zawartością trzewi. Ixovodrav trzy dni spędził w ciasnym żołądku biało – czarnego wija, aż został uratowany przez Tatrę. Wyprowadził niewolników na powierzchnię, a trzymany ręką Tatry ząb Rykara napełnił trwogą i powstrzymał przed atakiem strzegący kopalni garnizon. Tymczasem przybyła ekspedycja czterdziestu ,,jaj płomienistych'' ; otoczonych płomieniami pojazdów Płanetników, które wysłał na Ziemię królewicz Ixlavok zaniepokojony długoletnią nieobecnością ojca. Płanetnicy zabrali na Księżyc swego króla, a także wszystkich ocalonych niewolników, między którymi byli Tatra i Ruta, Ovov Tęczookinson i Arvot Baldas, oraz Milad Kiełb. Wszyscy oni otrzymali od wdzięcznego za uratowanie życia króla, domy w księżycowej stolicy Kinperokabadzie (Chorsogrodzie), zaś Tatra i Ruta, wraz z towarzyszącymi im zwierzętami, zamieszkały razem z Ixovodravem, który kochał je niczym rodzone córki. Serce następcy tronu, Ixlavoka płonęło miłością ku Rucie, lecz nie dane im było stworzenie domu... Księżycowi wracze i znachorzy usunęli z ciał byłych niewolników kapalniane numery; również Milad Kiełb został uwolniony od tego przerażającego piętna.
Wcześniej jednak przeżył coś niezwykłego, co uzdrowiło go. Były rybak otrzymał duży i piękny dom w jednej z najlepszych dzielnic stołecznego grodu Kinperokabadu, otoczony życzliwością rodziny Płanetników, którzy opiekowali się nim. Jednak cierpienia zaznane w kopalni gwiezdników nie dawały o sobie zapomnieć. Nocami, nieszczęsny człowiek stale widywał pijące zeń krew robaki o głowach Uszaka, rozbójników, handlarzy ludzi, dozorców, żołnierzy, oraz inne okropieństwa, po których budził się z płaczem i krzykiem. Ów dzielny syn Bliskiego Zachodu, teraz płakał godzinami, aż do wyczerpania i nie mógł przestać. Kiedyś Uszak zadał mu płaczki; maleńkie, złośliwe duszki wyciskające potoki łez ze swych ofiar; najczęściej niemowląt i małych dzieci. Któregoś dnia, gdy razem z zaprzyjaźnioną rodziną Płanetników zasiadł do stołu, córka Płanetnika i Płanetnicy; ośmioletnia dziewczynka o niebieskiej skórze i czarnych włoskach, które imię brzmiało Prone, co znaczyło Jaskółka, spostrzegła wypalone węglem numery na rękach gościa z Ziemi. Prone, nosząca srebrną jaskółkę na szyi, spytała rodziców o to, skąd wzięły się owe piętna, a ci stosownie do jej wieku, wytłumaczyli jej to najlepiej jak umieli. Wówczas dziewczynka pocałowała znaki niewoli na rękach Kiełbia, a wtedy one zniknęły, jakby nigdy ich nie było. Razem z nimi zniknęły koszmary i uciekły precz płaczki; tak oto małe i słabe dziecko naprawiło to co latami psuł Uszak wraz z innymi oprawcami.



Milad Kiełb resztę swych dni spędził na Księżycu; poślubił Płanetnicę i nauczył się kierować chmurami, sprowadzać deszcze, grady i śniegi, lecz nigdy nie zapomniał o Bliskim Zachodzie i tych, których zdążył pokochać, kiedy jeszcze był na Ziemi.


1 Co jest?