wtorek, 25 lipca 2017

Uke Mochi - bogini jedzenia







,, [...] W jakimś niejasno określonym momencie Mąż Zsyłający Opady zwrócił się z prośbą o zaopatrzenie go w wiktuały do (...) Dziewoi w Której się Poczyna Wielkie Jadło. Ta - zgodnie ze swoją naturą - zaczęła wydobywać z nosa, z ust i odbytu rozmaite smakołyki i przygotowawszy je na różne sposoby, stawiała je przed nim z pokłonem, jak przystoi niewieście. Mąż Zsyłający Opady, który, stojąc, przyglądał się jej krzątaninie, pomyślał, że podaje mu ona jadło skalane, i bez większego namysłu zabił Dziewoję w Której się Poczyna Wielkie Jadło. Był tego świadkiem lub też zjawił się wkrótce po zabójstwie w pobliżu (...) Zwierzchnik Czuwający i Panujący nad Duchami Obszarów Siły, któremu przecież poddana jest 'siła wytwarzania jadła', podobnie jak wszelkie inne siły, i stwierdził, że w członkach ciała zabitej poczęły się różne pożyteczne rzeczy: w jej głowie były jedwabniki, w oczach - ziarnka ryżu, w uszach proso, w nosie - czerwona fasola, w łonie - kłosy żyta, a w odbycie - ziarna soi. Wtedy to Zwierzchnik Czuwający i Panujący  nad Duchami Obszarów Siły polecił to wszystko zebrać, a ziarna przeznaczyć na nasiona'' - Wiesław Kotański ,,Japońskie opowieści o bogach''






Smacznego! ;)

poniedziałek, 24 lipca 2017

Płeć Amaterasu







,, [...] Przede wszystkim jednak czytelnik mitu po raz pierwszy ma teraz szansę zastanowić się nad tym, czy Duch Świecący na Niebie jest płci męskiej czy żeńskiej. Z językowego kontekstu nie da się tego wydedukować: ani zwroty typu 'pani, siostra, córka' nie występują w związku z tą postacią, ani nie używa się przy tejże okazji zaimków rodzaju żeńskiego (ona, ta, jej itp.), których zresztą w japońskim jest niewiele. Jedynie wielowiekowa tradycja nakazuje widzieć w tym duchu niewiastę, choć śmiał się temu przeciwstawić w nowszych czasach historyk japoński Sōkichi Tsuda (...), a zresztą i inni badacze. Stojąc na stanowisku analizy tekstualnej wyłącznie, jesteśmy gotowi przyjąć jednak w zgodzie z tradycjonalistami, że wzmiankowana w tekście  zmiana uczesania, zapoczątkowująca przygotowania do pojedynku, zdaje się świadczyć, iż mamy tu do czynienia z kobietą. Samo rozpoczęcie przygotowań do fryzury nie jest, być może, jeszcze dowodem na kobiece zachowanie się, choć tak by też dało się to ująć'' - Wiesław Kotański ,,Japońskie opowieści o bogach''




Oniricon cz. 320

Śniło mi się, że:

- czytałem powieść fantasy ,,Stal'' napisaną przez Sławomirę, której akcja rozgrywała się w realiach przypominających początek XX wieku,






- Czarny Rogan walczył z Czarnobogiem,
- w szkole nauczyciel - anarchista i pacyfista noszący na ubraniu pacyfy i symbole anarchii, zachwalał Jerzego Owsiaka, którego przypominał wyglądem, lecz mnie nie przekonał,







- Niebieski Wieloryb, w którego imię dzieci popełniają samobójstwa, nazywa się Urabe,






- Merida Waleczna po raz pierwszy pojawia się w baśniach braci Grimm,







- akcja filmu ,,Czarownica'' Disneya toczyła się na innej planecie,






- zimą pojechałem do Styrii w Austrii, aby zwiedzić zamek czarownic, w którym mieszkała Diabolina, spotkałem Macaysa ov Aranicia, który na mój widok przeszedł przez jezdnię,







- Frans Timmermans jest agentem Putina,
- ktoś powiedział do wroga PiS - u: ,,Nie uda ci się upchać z ustawą reprywatyzacyjną'',







- szukałem w Internecie słowa ,,samoje...ka'' (polskie określenie selfie) i znalazłem filmik, na którym Sławomira była bosą blondynką w białym gieźle idącą przez pole zboża; w moim mieszkaniu przebywał wówczas Janusz Palikot, który się dziwił, że moja Mama ogląda filmiki na you tube nakręcone przez Angielkę, a ja zdenerwowany odparłem, że moja Mama może oglądać takie filmy jakie chce, wówczas Palikot zaczynał się robić agresywny,
- dostałem dużo nowych komentarzy na blogu,







- Konrad T. Lewandowski tęsknił za latami 90 - tymi XX wieku,
- Tomasz Sidor powiedział, że urodził się w XII wieku, kiedy już Władysław Łokietek zjednoczył Polskę,






- koń założył sobie wianek z kwiatów na głowę.

niedziela, 23 lipca 2017

Pingwiny









W XIX wieku na łamach pewnej francuskiej gazety opublikowano artykuł o pojawieniu się alk olbrzymich u wybrzeży tego kraju, co wywołało u niefrancuskojęzycznych szok – myśleli, iż chodzi o pingwiny! Nie ma się czemu dziwić, bowiem nazwa pingwin jest znacznie starsza od interakcji ludzi z tymi ptakami. Pierwotnie oznaczała ona alkę olbrzymią. Utworzono ją od dwóch walijskich słów: pen – głowa i gwyn – biała. Później z braku lepszej nazwy określono tak prawdziwe pingwiny. Powtarzam: prawdziwe, ponieważ wytępione już alki olbrzymie mimo podobnego wyglądu nie były spokrewnione. Ich odrębności dowiodła sekcja naturalnie zamrożonego okazu pod egidą Sir Richarda Owena. Zajmijmy się więc ptakami, które od niej otrzymały nazwę. 1
Rząd pingwinów jest jedyną grupą reprezentującą podgromadę ptaków o tej nazwie, nielotnych i trwale związanych z morzami półkuli południowej.







W oligocenie żyły plotopteridy, podobne do pingwinów, wymarłe ptaki morskie o wysmukłym ciele i długim dziobie, których skamieliny odkryto u wybrzeży USA i Japonii.







Miocen był świadkiem pojawienia się na Ziemi ogromnego pingwina pachydyptesa. Ogromny to w stosunku do niego zbyt subtelne określenie. Jego wymiary wynosiły aż 2 metry wysokości. Przy nim współczesny pingwin cesarski niewiele znaczył, a i człowiek mizernie wygląda przy jego szkielecie. Obecnie nie ma już takich olbrzymów.







Aktualnie żyjące pingwiny: cesarski i królewski osiągają 90 cm – 1 m długości, czyli mówiąc obrazowo są jak pachydyptesy dla dwuletniego dziecka.







Inne gatunki są znacznie mniejsze. Wśród nich prawdziwym mikrusem jest pingwinek mały (40 cm). Żyje u wybrzeży Nowej Zelandii, gdzie gnieździ się w ziemnych norkach. Ma odcień szaroniebieski i dziób czarny. Jaskrawo odcina się od zamieszkujących te wyspy, skocza złotoczubego, pingwina żółtookiego, jak i od innych przedstawicieli pingwiniego rodu.







Po zetknięciu się z powyższym tekstem, zapewne może się Czytelnik zdziwić, dlaczego pisząc o pingwinach wymieniam Nową Zelandię kiedy pingwini areał obejmuje Antarktydę? Już się tłumaczę. Areał pingwinów obejmuje półkulę południową, czyli tereny na południe od Równika. Najwięcej ich gatunków faktycznie żyje na Antarktydzie, ale niektóre niesione prądami morskimi dostały się na inne tereny. Tam przeszły ewolucję, w wyniku której powstały gatunki odrębne od tych z ,,kolebki''. Oto ich przykłady: wymienione już gatunki nowozelandzkie i australijskie, pingwiny patagońskie, które można spotkać u morskich wybrzeży chilijskiej pustyni Atacama (sic!) i najdalej zaniesione na północ przez Prąd Peruwiański pingwiny galapagoskie. O na wpół oswojonym przedstawicielu tego gatunku imieniem Penny pisał Irenäus Eibl – Eibesfeldt w książce ,,Galapagos. Arka Noego na Pacyfiku''. Pingwiny żyją nawet u wybrzeży południowej Afryki. Serio. Mam na myśli pingwiny okularowe tońce, nazwane tak z powodu wzoru ich upierzenia przypominającego okulary. Z ich krótkich, szarych dziobów wydobywa się głos przypominający ryk osła. Tońce są gatunkiem ginącym. Natomiast nie ma pingwinów na półkuli północnej, chyba, że w ogrodzie zoologicznym.







Co sprawia, że na ogół świetnie odróżniamy pingwiny od innych ptaków? Mają charakterystyczną sylwetkę przypominającą kroplę wody. Czyni ona z pingwina istotę nieporadną na lądzie, ale za to pływaka doskonałego. Pingwin papuas (białobrewy) rozwija w wodzie prędkość 27 km / h, co czyni go najszybszym ptakiem obcującym z tym żywiołem. Wysokie lokaty w dziedzinie nurkowania zajmują też dwa największe gatunki pingwinów. Pingwin cesarski nurkuje na głębokość 400 m na 18 minut, zaś pingwin królewski – na 305 m u 7,7 minut. Receptą ich sukcesu jest zwolnienie biegu krwi przez mięśnie, choć do serca i mózgu dociera w konwencjonalnym tempie. Niestraszna im też choroba kesonowa będąca zmorą nurków. Niemal wszystko w organizmie pingwina ma jakiś związek z wodą. Upierzenie zredukowane, w dawnych opisach uważano pingwiny za nagie, jednak pisklęta są pokryte puchem. Pod skórą znajduje się rezerwa tłuszczowa – zabezpieczenie przed głodem i zimnem (według innej hipotezy nazwę ,,pingwin'' utworzono od łacińskiego słowa oznaczającego tuszę). U skocza złotoczubego widzimy na głowie koronę z żółtego pierza. U pingwina żółtookiego tworzy ono podobne, lecz znacznie mniejsze ,,pasemka''. Charakterystyczną cechą pingwinów jest ów ,,smoking'' – mozaika barw czarnej i białej mająca znaczenie maskujące. Nie jest to jednak monotonia idealna. U pingwina cesarskiego w okolicy ciemnienia widać pomarańczową plamę kontrastującą z resztą upierzenia. Wymieniony gatunek posiada skórną fałdę na podbrzuszu. Skrzydła; pozbawione lotek i sterówek przejęły funkcję płetw. Nogi krótkie, bardziej przystosowane do pływania niż chodzenia. Stopy są pozbawione upierzenia, ale przed mrozem i uszkodzeniami mechanicznymi chroni je gruba warstwa zrogowaciałej skóry, u pingwinów pełniąca funkcję butów. Mała, kształtna główka jest opatrzona dziobem; długim i cienkim jak u pingwina cesarskiego, lub grubym i krótkim u tońca. Nie muszę chyba mówić, że dziób nie tylko pobiera pokarm, ale i mieści nozdrza – ujście układu oddechowego. Dziób pingwina mieści również gruczoł solny wydalający z organizmu nadmiar soli o konsystencji sączącego się śluzu co sprawia wrażenie jakby pingwiny płakały lub miały katar. Obserwując wnętrze dzioba, widzimy w nim język i spiczaste, rogowe wyrostki. A do czego są one potrzebne – to już jest kwestia konsumpcji.







Podstawowy zrąb pingwiniej diety stanowią ryby – kręgowce pokryte śliską skórą, a więc wymagające unieruchomienia – do tego właśnie służą owe wyrostki wewnątrz dzioba. Inne gatunki omawianej grupy np. skocze złotoczube odżywiają się krylem. W obydwu przypadkach, wynikiem rabunkowych połowów ze strony człowieka jest śmierć głodowa ,,współbiesiadników''.







Wiemy już, że pingwiny żywią się rybami i krylem. A same to czyim padają łupem? Przygodny obserwator widząc ufność i bezbronność pingwinów mógłby oświadczyć, że niczyim. W rzeczywistości chociaż pingwiny nie mają zbyt wielu wrogów nie są ich wcale pozbawione. Na lądzie ich jaja i pisklęta giną w dziobach wydrzyków, a na Nowej Zelandii pingwinki małe padają łupem zdziczałych psów i kotów. W wodzie na pingwiny polują: orki, rekiny i lamparty morskie. Ten ostatni gatunek jest zmorą pingwinów z Antarktydy. Czatuje na osobniki skaczące do wody. Żaden nie chce być pierwszy; nerwowo i niepewnie czekają na skok pierwszego śmiałka, a potem wszystkie skaczą do wody. Jednak największym wrogiem pingwinów jest człowiek, ale o tym później.







Zajmijmy się teraz tym co pingwiny robią, aby przedłużyć żywot swego gatunku. Nieskomplikowane a jednocześnie niezwykłe w swoim przebiegu są toki pingwina Adeli. Samiec ofiarowuje partnerce kamień, a gdy ta schyla się po niego ,,ślub zostaje zawarty'' i samiec może spokojnie przekazać swoje geny. Oczywiście poza tymi zalotami, kamienie dla pingwinów Adeli nic nie znaczą.
Samice wszystkich gatunków pingwinów zakładają gniazda na ziemi. Są to płytkie dołki, z nieliczną wyściółką i jajami (w zależności od gatunku 1 – 3). W niektórych przypadkach pingwin ,,tata'' pomaga w odchowie piskląt. Najpiękniejszym tego przykładem są pingwiny cesarskie. Po złożeniu jaj samice oddalają się szukać pokarmu. W tym czasie funkcja wysiadywania spada na samców. Jaja są szczelnie ukryte w fałdzie skóry na brzuchu. Podczas długotrwałego wysiadywania niezagrożonym przez drapieżniki ,,ojcom'' dokuczają silne mrozy, podczas których pingwiny tulą się do siebie. Muszą też uważać, aby nie wypuścić jaja. Kres owej heroicznej pracy kładzie dopiero powrót matek i możliwość posilenia się samców. Zasłużyły na to.
Pisklęta pingwinów są zagniazdownikami. Okrywa je warstwa puchu. U pingwina cesarskiego jego kolor jest brązowy, co upodabnia ,,cesarskie'' pisklęta do młodych niedźwiadków. Z wiekiem ów puch ustępuje miejsca dorosłemu wodoodpornemu upierzeniu. Na zakończenie relacji z rodzinnego życia omawianej grupy; ciekawostka. Chcąc uzyskać od dorosłego ptaka porcję nadtrawionego pokarmu pisklęta pingwina cesarskiego wykonują gest proszący, schylając się do ziemi przez wyprostowanym dorosłym. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z dobrymi manierami; po prostu jakoś muszą dopominać się o pokarm!








Charakterystyczny, ładny wygląd pingwinów przyczynił się do ich popularności. Są one bohaterami licznych kreskówek i elementem reklam lodów 2 i sprzętu chłodniczego. O ile wydają się być dziwaczne niektóre ich role filmowe, 3 o tyle nie aż tak trudno wyobrazić je sobie w roli mięsnego prowiantu dla przepływających statków, jaką w pierwszych wiekach interakcji z człowiekiem pełniły.



*

Obecnie pingwinom zagrażają masowe połowy ich pokarmu i zanieczyszczenia mórz. Oby nie podzieliły losu alki olbrzymiej, od której utworzono ich nazwę.





1 Anatol France w powieści ,,Wyspa Pingwinów'' z 1908 r. opisał alki olbrzymie, które w wyniku chrztu zamieniły się w ludzi – odpowiednik Francuzów.
2 W II RP były popularne lody ,,Pingwin''.
3 Pisząc to miałem na myśli pingwina z filmu ,,Wallace i Gromit: Wściekłe gacie'' z 1993 r.   

sobota, 22 lipca 2017

O etyce kontaktów ludzko - zwierzęcych








Doszliśmy w tym miejscu do tematu znanego i cieszącego się dużą popularnością. Człowiek od tysięcy lat egzystuje na jednym globie wespół z najrozmaitszymi zwierzętami. Początkowo zwierzę było dla człowieka wrogiem lub obiektem łowów, hodowli lub czci. Przymiotnik ,,ludzki'' niestety znacznie wyolbrzymiający, określa nasze dobre cechy. Nie zapominajmy jednak, że moralne hamulce przed zabijaniem się nawzajem, pochodzą właśnie od instynktów naszych zwierzęcych przodków. Pięknym przykładem tego jest: adopcja i rekonwalescencja w świecie delfinów, sygnał wygaszania agresji u wilków, zgodne pożycie kawek i gęsi itd. Również u ludzi można się z tym spotkać. Świadczą o tym:
- ustalanie przed walką jej wyniku (owe ,,Na śmierć nie niewolę'' z ,,Krzyżaków'' Henryka Sienkiewicza),
- wywieszanie białej flagi jako znaku poddania, lub hasło ,,pardon'' znaczące to samo,
- skierowanie broni rękojeścią do przeciwnika jako znaku zaprzestania walki itd.
Wilk nie przegryzie gardła demonstrującemu je rywalowi, nawet najbardziej rozsierdzony nie uderzy w obnażony kark przedstawiciela swego gatunku. Jak to określił Konrad Lorenz w książce ,,Tak zwane zło'', którą Zdenek Veselovsky kazałby obowiązkowo przeczytać wszystkim politykom, powołując się na chińskie przysłowie, ,,zwierzę w człowieku'' może oznaczać coś dobrego.







Człowiek ma jednak możliwość wyboru między dobrem a złem i wcale nie zawsze wybiera dobro. Na niespotykaną u innych gatunków skalę, człowiek morduje przedstawicieli swego gatunku. Często też przejawia niszczycielskie zapędy w stosunku do reszty przyrody. I tak życie zamienia się w piekło. Mottem niniejszego artykułu mogłyby być słowa Alberta Schweitzera o tym, iż ,,etyka byłaby niepełna, gdyby dotyczyła tylko ludzi''. Nie bagatelizujmy przejawów okrucieństwa wobec zwierząt, ponieważ często później odnosi się to do ludzi. Przykładem była ,,krucjata'' rozpętana w XIX wieku w Niemczech przeciwko ssakom drapieżnym, a nieco później, bo już w Niemczech hitlerowskich ostrze napaści zwrócono przeciwko Żydom, Cyganom i Słowianom. Zatrzymując się na III Rzeszy, warto zwrócić uwagę, że zanim esesmani mordowali ludzi ,,ćwiczyli'' strzelając do swoich psów, lub lalek.







Nie powinniśmy również usprawiedliwiać się fałszywie interpretowanym wezwaniem: ,,Czyńcie sobie Ziemię poddaną'', ponieważ rabunkowa eksploatacja Bożych darów jest grzechem pychy, okradaniem następnych pokoleń i przejawem krótkowzrocznej głupoty. Na przypomnienie zasługują słowa Bernharda Grzimka, że skarby natury są cenniejsze niż materialne dziedzictwo ludzkości, które można odnowić, a nie jesteśmy w stanie skopiować choćby najprostszej bakterii. Z miejsca odezwały się pochopne głosy oburzenia, a nawet zarzuty o bluźnierstwo. W rzeczywistości oponenci sami bluźnią, przeciwstawiając potęgę swojej inwencji kunsztowi samego Boga. Jean Dorst na kartach ,,Zanim zginie przyroda'' zwraca uwagę na utrudnienia powodowane przez zabytki, które ludzkość dzielnie i bez szemrania znosi. Oddając znów głos B. Grzimkowi chętniej chroniono Abu Simbel, kosztem wielu wydatków i poświęceń, podczas gdy dla ochrony hipotetycznych niedobitków wilka workowatego wystarczyłby chroniony teren z ,,prowiantem'' dla tych torbaczy. Przy okazji; nie mogłyby to być owce, które potrzebują regularnego strzyżenia, w więc nie mogłyby zdziczeć.







A jak człowiek odnosi się do zwierząt? Często fatalnie. W Ameryce Północnej pod kulami pseudo - myśliwych padały: kuliki eskimoskie, gołębie wędrowne, no i bizony mordowane w szale zabijania, oraz w celu zamorzenia głodem prawowitych mieszkańców tych ziem. Z analogiczną sytuacją było do czynienia w Afryce. Rzeź zwierząt na okrągło, jej przykładem było wystrzelanie całego stada bawołów. Na południu tego kontynentu, gdzie obecnie znajduje się państwo RPA, kwaggi, miejscowy odpowiednik zebry, zyskały od rdzennej ludności przedłużenie istnienie swego gatunku. Podczas gdy w Nowym Świecie zagłada Indian i bizonów szła równomiernie, to tu Afrykanie pierwsi padli łupem burskich osadników, a kwaggi potem. Bez skrupułów mordowano też krowy morskie i alki olbrzymie. Te ostatnie tłuczono na lądzie, masowo je spędzając na miejsce kaźni. Wiele ptaków się marnowało; niektórymi palono w stanie żywym (!) ogniska pod kotłami, gdzie we wrzątek wrzucano również żywe ptaki w celu uzyskania ich cennego puchu. W Australii katowano przyrodę na prawo i lewo. Jak na ironię w godle tego kraju znajdują się kangur i emu – ofiary jego obywateli. W starożytnym Rzymie pasjonowano się walkami zwierząt, co niestety wielu pozostało w postaci walk: psów, kogutów i byków. Mających tam ginąć ludzi widziano w Rzymie cezarów jak i Borgiów. W okresie rozbiorów Polski do walk min. na Wawelu używano tarpanów, w czasach świetności kraju chronionych przez ród Zamoyskich.







Zwierzęta obcujące bezpośrednio z człowiekiem to nie tylko mieszkańcy zagród, ale też ogrodów zoologicznych, cyrków i laboratoriów badawczych. Wraz z rozwojem rolnictwa, jego mechanizacją, człowiek pogarszał warunki ich życia. Przykładem tego jest intensywna hodowla; izolowanie zwierząt przed światem, bolesne metody tuczu i przedwczesne odłączanie młodych od matek. Najczęstszym takim zabiegiem są opisane przez Vitusa B. Dröschera na kartach ,,Rodzinnego gniazda'' ,,kliniki położnicze dla świń'', kiedy to człowiek ,,nie mogąc się powstrzymać od partaczenia tego boskiego dzieła'' (porodu) odchowuje w celowo sztucznych warunkach przedwcześnie osierocone prosiaki; przy okazji marnując dużo pieniędzy i przysparzając mnóstwo cierpienia młodym. Z pomieszczeń dla zwierząt przypominających wielkie hangary, znika wszelka podściółka. Co mniejsze są zamykane w ciasnych klatkach; możliwe, że powiedzenie ,,bazgrać jak kura pazurem'' utraci swój pierwotny sens. Niewłaściwe są często warunki transportu. Nierzadko też spotykamy się z drastycznymi próbami zaspokojenia próżności konsumentów jak wstrzykiwanie żelaza do krwi, aby mięso było czerwone, lub przyprawianie cieląt o anemię w celu uzyskania mięsa białego. Najstraszliwszym tego przykładem jest tuczenie gęsi; długa rura wprowadzana przez szyję do żołądka wciska tam porcję kalorycznej karmy. Wszystko dla otłuszczonej wątroby! Spotkało się to ze zdrową reakcją przeciwną; warto również wiedzieć, że tłuste mięso nie jest zdrowe. Wynikiem brutalnych metod hodowlanych są właśnie mniejsza odporność na choroby, masowe pomory zwierząt, gorsza jakość mięsa itd. W taki to sposób człowiek szkodząc zwierzętom sam sobie zaszkodził. Polepszenie ich życia nie musi oznaczać zaprzestania hodowli, ale humanitarnego traktowania ich obiektu.







Cyrki i ogrody zoologiczne ściągają na siebie gromy organizacji ekologicznych. Jednak w tym miejscu trzeba im odmówić racji. Określenie ,,zwierzęta w niewoli'' jest antropomorfizmem, a obiekt hodowli cierpi tylko wtedy gdy ma złe warunki, o które łatwiej w cyrku, a i tam zdarzają się przypadki dobrego traktowania zwierząt. Oczywiście, aby być bezstronnym należy pamiętać, że rozmaicie z tym bywa. Spustoszenie w populacjach zwierząt uczyniły brutalne metody odłowu i transportu. Obecnie transportem zwierząt zajmują się linie lotnicze, których pracę zwierzęta dobrze znoszą, zaś obiekty handlu pochodzą głównie z innych ogrodów zoologicznych. I tak problem został choć częściowo załatwiony.








Gorzej jest w przypadku zwierząt domowej hodowli. Ale i tu wszystko zależy od właściciela. Zwierzęta często giną przy transporcie lub w sklepie zoologicznym, zaś schroniska dla psów i kotów nie zawsze mają dobre warunki. Kolejnym niebezpieczeństwem jest niedbała opieka, lub sadyzm właścicieli jak w przypadku psa Piwnika. 1  Czasami jednak zwierzęta mają szczęście.







Trzeba też potępić eksperymenty na zwierzętach ponieważ mamy już środek alternatywny; wyizolowane komórki. Może to drogie, ale gdy w grę wchodzą prawa etyki jest ona warta świeczki.



*



Prawa zwierząt budzą wiele kontrowersji i nie zawsze łatwo ich przestrzegać. Trudno sobie wyobrazić każdego śledzia zabijanego pojedynczo celnym ciosem w głowę, zamiast miotającej się po pokładzie srebrnej masy. Spory budzi też przemysłowe zabijanie fok i waleni. Wielu ludzi może nie zdawać sobie sprawy z wagi tej materii. Pamiętajmy; zachowanie praw etycznych również wobec zwierząt nie jest luksusem, ale okazją do udowodnienia, że jesteśmy ludźmi rozumnymi nie tylko z nazwy.




1 Sprawa psa Piwnika, którego katował właściciel miała miejsce w Polsce w 1998 r.   

piątek, 21 lipca 2017

Klasyfikacja zwierząt









Może się Czytelnik zdziwić tym, że każdy człowiek jest taksonomem. Dla niewtajemniczonych: ów termin nie powinien budzić skojarzeń ze spreparowanymi zwierzętami, bo to już jest sprawa taksodermii, a taksonomia to prostu naukowa nazwa klasyfikacji, sztuki odróżniania jednych rzeczy od drugich. Już dziecko poznające, że stół jest meblem, a chleb pokarmem, uczy się jej kanonów. Dla naszego tematu, najciekawsze jednak będzie zastosowanie wymienionej umiejętności w nauce, a ściślej w zoologii.
Na pewno już człowiek pierwotny odróżniał jedne zwierzęta od drugich, a że wówczas nie gardzono też kanibalizmem, szybko zdano sobie sprawę z podobieństwa anatomicznego ludzi i innych zwierząt.








Warto zwrócić uwagę, że w wielu pierwotnych religiach zwierzęta odgrywają bliskie ludziom role bogów lub diabłów. Za jeden z najlepszych tego przykładów możemy potraktować czczonego w starożytnym Egipcie byka Apisa, czarnego buhaja z białą ,,gwiazdką'' na czole, zwierzęcym wcieleniem Ozyrysa (faktycznie wydajnym reproduktorem), którego ludzkim odpowiednikiem był sam faraon.







Obok Egiptu innym starożytnym bastionem wiedzy zoologicznej była oczywiście europejska kuźnica cywilizacji, starożytna Grecja. Pierwszym naukowcem taksononem i zoologiem był przecież Arystoteles; filozof i wychowawca Aleksandra Wielkiego, który na swoje wyprawy zabierał nie tylko armię wojska, ale i wcale nie mniejszą armię uczonych. Zasługą Arystotelesa był opis 400 gatunków zwierząt, pierwsza naukowa, bo oparta na badaniach próba klasyfikacji. To właśnie jego dziełem była pierwsza naukowa sekcja zwierząt; morskich mieszkańców wybrzeży Lesbos.







Przedstawiciele kolejnej kultury antycznej; starożytni Rzymianie interesowali się zwierzętami gł. w charakterze uczestników śmiertelnych walk cyrkowych. Nie znaczy to jednak, że się na nich nie znali. Min. musieli wiedzieć o pokrewieństwie małpio – ludzkim, skoro rzymski lekarz Galen w celu poznania ludzkiego wnętrza przeprowadzał sekcje magotów (nie miał dostępu do ludzkich zwłok, ale jego opinie jeszcze długo były dogmatem medycyny rozpracowywanym przez lekarzy nowożytnych wśród oporów otoczenia).








W średniowieczu nie zajmowano się zoologią jako nauką, poprzestając na pracach starożytnych, ,,Biblii'' i ówczesnych utworach przyrodniczo – literackich, zwanych bestiariuszami. 1 Sekcje anatomiczne przeprowadzana na świniach (jeszcze gorzej niż w starożytności), które z racji swej dostępności uważana za naszych najbliższych krewnych. Teolodzy dzielili mięsa na: postne i niepostne. Do tych pierwszych zaliczano: karpie, śledzie, szczupaki, bobry, żaby, żółwie – to co w mniemaniu ludzi średniowiecza było rybą, choć nie zawsze w rzeczywistości. Możliwe, że był w tym jakiś cel – po prostu nie chciano zrezygnować ze smacznego mięsa w czasie postu. Z tego powodu bóbr wyginął w Anglii, a w Polsce ochroną tego cennego gryzonia zajmował się już Bolesław Chrobry.







W czasach renesansu, czasie odnowy oblicza świata, wzrosło zainteresowanie zoologią. Do poznania nowych gatunków przyczyniły się min. nowe odkrycia geograficzne. Powstało wówczas 5- tomowe, fundamentalne dzieło Konrada Gesnera ,,Historia animalium'', w którym to zaliczono hipopotama wraz z żabami (a więc to nie Brzechwa pierwszy swatał obydwa zwierzęta 2 ). W Polsce również się tym zajmowano: Stefan Falmierz, wojewoda Jana Tęczyńskiego napisał wszechstronną encyklopedię, gdzie w części przyrodniczej zwierzęta podzielił na:
- ,,zwierzęta”: ssaki, skorpiony,
- ptaki: ptaki, owady latające, nietoperze,
- ryby: wszystkie organizmy wodne.
Zastrzeżenia dotyczą klasyfikacji opartej na dawnych poglądach Pliniusza Starszego. Niemniej i tak jest sukces, że choć skorpiona zaliczył do zwierząt. Pamiętajmy, iż termin ,,zwierzę'' co innego oznacza w języku fachowym, a co innego w języku potocznym. Naukowa definicja określa tak organizmy cudzożywne, wśród których ssaki stanowią tylko niewielką część.







Po renesansie nastąpił barok i nowe odkrycie, ważne również dla taksonomii. Było to odkrycie metamorfozy przez Marię Sybillę Merien. Okazało się po prostu, że gąsienice i motyle to ten sam gatunek!








Następną pozycję w ,,katalogu dziejów'' zajmuje oświecenie przypadające na XVIII wiek. Jednym z jego przedstawicieli był Karol Linneusz (Karl von Linné), szwedzki botanik i zoolog, którego zasługi w taksonomii podkreślono w przysłowiu: ,,Bóg stworzył, Linneusz uporządkował''. Był on nie tylko przyrodnikiem, ale i lekarzem, co dawniej było zupełnie normalne (Benedykt Dybowski też zaczynał od medycyny). Co sprawiło, że Linneusz zyskał największą sławę wśród biologów? Odpowiedź brzmi: zrewolucjonizował taksonomię. Podzielił świat przyrody na trzy królestwa w obrębie ,,cesarstwa'' bytów: zwierzęta, rośliny i minerały. Obecnie wyróżniamy: zwierzęta, rośliny, grzyby, bakterie, protisty, wirusy, ale ,,jedźmy dalej z tym koksem''. Dalej Linneusz przewidywał: typ, podtyp, gromadę, rząd, rodzinę, rodzaj i gatunek. W botanice gromadę zastępuje klasa. Niewiele się tu zmieniło. Kolejną jego zasługą były nazwy łacińskie – takie, a nie inne, bo łacina była wówczas międzynarodowym językiem nauki. Gdyby Linneusz żył obecnie, zapewne nadałby nazwy angielskie. Owe nazwy mają też dużo naleciałości z innych języków. Są one dwuczłonowe. Nazwę pierwszą piszemy wielką literą, drugą małą, o czym warto pamiętać przeglądając nienaukowe opracowania wymieniające je. Tak np. łacińska nazwa Meles meles oznacza jak masło maślane: borsuk – borsuk. Czasem do tego duetu dodaje się człon trzeci na określenie odmiany np. potomek kozy bezoarowej, koza domowa to: Capra hircus aregratus. Swoje taksonomiczne tezy, Linneusz wyłożył w dziele ,,Systema naturae''. Dwie inne książki tegoż autora to: ,,Fauna Laponica'' i ,,Flora Laponica''. Mimo wielkich zasług dla biologii, był tylko człowiekiem, toteż jego prace oparte na prymitywnym systemie ,,mechanicznym'' nie były wolne od błędów. Do najsłynniejszych zaliczamy sklasyfikowanie hipopotama jako gryzonia. Wadą Linneusza jako naukowca był zbyt wielki upór; tylko raz przyznał się do pomyłki przy zaliczeniu koralowców do roślin. Co ciekawe, ów kreacjonista uważał małpy za prymitywne plemiona ludzkie czego wyrazem było nadanie szympansowi nazwy: Homo troglodytes (człowiek jaskiniowy), a orangutanowi: Homo silvestris (człowiek leśny). Obecna nomenklatura przewiduje dla nich nazwy: Pan troglodytes dla szympansa i Pongo pygmaeus dla orangutana. O ludzkim miejscu w przyrodzie, wielki Szwed zostawił ironiczną notatkę: ,,Homo sapiens – poznaj się sam''. Nie wierzył również w wymieranie gatunków. Mawiał na ten temat: ,,Jest tyle zwierząt na świecie, ile Bóg na początku stworzył''. Ów system taksonomiczny przeżył swego autora, zapewnił mu nieśmiertelną sławę i do dziś służy całym pokoleniom biologów.









Innym uczonym z tego okresu, zasłużonym w sprawach klasyfikacji był członek College de France, pionier paleontologii i anatomii porównawczej; Georges Cuvier. Wprowadził on szczegółowe studia anatomiczne, dzięki czemu godnie i dokładnie kontynuował dzieło Linneusza. On to właśnie bronił nierealności istnienia jednorożca i odrębności gatunkowej tura. W czasie rewolucji francuskiej kiedy jako łup wojenny z Holandii przywieziono czaszkę mozazaura, Cuvier pierwszy zaliczył go do gadów. Mniemał o sobie, że potrafi rozpoznać zwierzę po choćby jednym tylko zębie. Nie udało się to jednak z zębami iguanodona przesłanymi w XIX wieku przez Gideona Mantella z Wielkiej Brytanii. W tym miejscu nasz anatom nie mógł ich zidentyfikować; przypuszczał, że to zęby ryby lub jednorożca. Dopiero sam odkrywca sklasyfikował iguanodona jako gada, będąc zainspirowany zakonserwowanym legwanem zielonym. Innym naukowym potknięciem Cuviera było zaliczenie krowy morskiej do waleni (w rzeczywistości zaliczała się ona do syren).







Wracając do wymienionych w tekście dinozaurów, odkryciem Mantella zainteresował się brytyjski zoolog i anatom Sir Richard Owen, który dla iguanodona, a także nieco później odkrytych megalozaura i hyleozaura, wydzielił autonomiczną grupę gadów nazwanych przez niego dinozaurami od dwóch greckich słów: deinos – straszny i sauros – jaszczur. Powinniśmy jednak pamiętać, że dinozaury pochodzące od tekodontów były spokrewnione z krokodylami i pterozaurami, a same były przodkami ptaków, a więc jaszczurkom wara od ich rodowodu!
W XIX wieku wyróżniano również sztucznie utworzoną grupę ,,gruboskórców'', do której zaliczano hipopotamy, nosorożce i słonie. W rzeczywistości zwierzęta te należą kolejno do: parzystokopytnych, nieparzystokopytnych i trąbowców.



*







A na zakończenie: ,,metryka'' naszego gatunku:
królestwo: zwierzęta,
typ: strunowce,
podtyp: kręgowce,
gromada: ssaki,
podgromada: łożyskowce,
rząd: naczelne,
rodzina: hominidy,
rodzaj: ludzie,
gatunek: Homo sapiens sapiens.



1 C. S. Lewis w książce ,,Odrzucony obraz'' twierdził, że w średniowieczu oprócz fantastycznej zoologii bestiariuszy istniała też znacznie bliższa rzeczywistości przyrodniczej zoologia praktyczna, a ówcześni ludzie mający bliższy kontakt z przyrodą niż ludzie XX wieku, całkiem dobrze znali się na zwierzętach.
2 Nawiązuję do wiersza ,,Hipopotam'' Jana Brzechwy, w którym tytułowy ssak chciał poślubić żabę, która prosiła go o nawleczenie igły.   

czwartek, 20 lipca 2017

Karpiokształtne







Karpiokształtne są grupą jednych z najbardziej znanych ryb; wszystkożernych i zamieszkujących wody słodkie.






Karp jest dużą rybą szlachetną o masywnej, charakterystycznej budowie ciała z dużym pyskiem zwieńczonym krótki ampułkami wyglądającymi jak małe wąsy, rybim narządem dotyku. Naturalny areał dzikiego karpia sazana obejmuje akweny słodkowodne, czyste rzeki kierujące swój bieg do Morza Czarnego. Rozwój hodowli stawowej tej ryby (oczywiście dla mięsa) nie tylko rozsławił ją na świecie, ale i przyczynił się do powstania drogą doboru sztucznego nowych ras. Mamy więc karpie lustrzenie okryte zbroją z wielkich, lśniących łusek, karpie nagie, czyli pozbawione tego rybiego ,,ubioru'', oraz hodowane w akwariach i sadzawkach japońskie karpie koi; rozsiewające wokół wszystkie kolory tęczy – zwycięzcy niejednej wystawy ryb ozdobnych i ozdoba warszawskich Łazienek. To są oczywiście tylko niektóre z ras naszego znajomego z wigilijnych stołów. Do jego bezzębnego pyska trafia rozmaity pokarm: glony, owady, mięczaki, pierścienice, drobne kręgowce, a nawet kanapki wędkarzy upadłe do wody. Istna ,,świnia'' świata ryb! Choć karp jest dobrze znany, to często opowiada się o nim rzeczy przesadzone. Do tych bzdur zaliczamy min. mit o długim życiu tej ryby wynoszącym aż 100 lat. W rzeczywistości pomiar koncentrycznych kręgów pokrywających łuski (stara metoda określania wieku ryby) wykazuje tylko 35 lat co i tak jest karpim rekordem sędziwego wieku. Stare ryby chudną, tracą wzrok, a ich płetwy deformują się. Człowiek po raz pierwszy docenił walory kulinarne opisywanego gatunku przy pierwszym lepszym połowie. Później postanowił go hodować. W średniowieczu pochód karpia przebiegał równolegle z chrystianizacją. Po prostu chciano zapewnić sobie zapas mięsa postnego. Szybko specjalistami w hodowli karpi stali się Polacy. Pierwszy podręcznik obchodzenia się z tymi rybami wyszedł u nas w XVI wieku. Obecnie najwięcej karpi hoduje się w Czechach. Co zadecydowało o wielkiej popularności tych ryb? Być może ich rola w tradycji: królują na polskim stole wigilijnym tak jak dawniej również szczupaki. W Szwecji rybny dodatek stanowią molwy. W Czechach istnieje zwyczaj uwalniania na Wigilię karpia dotąd trzymanego w wannie. Postępując tak należy rybę stopniowo oswajać z nowym akwenem, bo gwałtowne skoki ciśnienia i temperatury są dla niej równie zabójcze jak cios nożem. Karpie odgrywają też dużą rolę w kulturze japońskiej, gdzie na Dzień Dziecka wywiesza się ich podobizny w kształcie powiewających na wietrze papierowych tub, a zamiast ,,zdrowy jak ryba'', mówi się ,,zdrowy jak karp''.







Bardzo podobnie do karpia wygląda leszcz. Odróżniamy go po znacznie bardziej, niemal groteskowo spłaszczonym bocznie ciele. Pod chronioną grubymi łuskami skórą znajduje się mięso cenione przez ludzi, ale przeszkodą dla jego amatorów są liczne ości.







Znacznie mniejszy od poprzednio omawianych gatunków jest karaś srebrzysty. Jest pokryty piękną, srebrzystą łuską. Zasiedla zbiorniki wodne całej Europy, a nawet został zawleczony na inne tereny. Nie jest ceniony w gospodarce rybackiej jako chwast rybny. 1









Niemal żadna inna ryba w wyobraźni statystycznego Kowalskiego nie zrosła się tak ze światem bajek i baśni jak złota rybka. Znamy oklepaną fabułę: rybak daruje niezwykłemu okazowi ichtiologii życie za spełnienie postulatów. Okazuje się, że taki gatunek istnieje realnie, chociaż nie mówi, nie spełnia życzeń, ani nawet nie żyje w stanie dzikim. Ale po kolei. Złota rybka bardziej naukowo zwana ,,karasiem złocistym'' jest udomowioną formą krewnego poprzednio omawianego gatunku, którego domestykacja rozpoczęła się 2000 lat temu w chińskiej prowincji Czeciang. Protoplasta naszej znajomej z akwarium, był małą, brązowo – zieloną rybką, krańcowo inaczej wyglądającą na tle ras współczesnych. Od XVI wieku akwarystyczną pasję Chińczyków kontynuowano w Japonii, a w wieku XVII za sprawą Anglii i Portugalii złote rybki podbiły Europę. Przodownictwo w ich hodowli na naszym kontynencie przejawia się we Włoszech, gdzie do odchowu narybku nieraz przeznacza się baseny z moczącymi się konopiami. Aktualnie na drodze sztucznego wyhodowano najrozmaitsze rasy tych ryb, wcale nie zawsze ubarwione żółto – czerwono, bo zdarzają się nawet osobniki całkiem czarne. Najbardziej znane rasy omawianego gatunku to:
- teleskopy o wielkich i wyłupiastych oczach,
- welony z długimi, powłóczystymi płetwami,
- pyzatki mające napełnione limfą, monstrualnej wielkości worki policzkowe,
a także: perłołuski, lwie główki i całe ławice innych odmian. Wymiary również są zróżnicowane. Rekordowo duże osobniki osiągają 30 cm długości. Są to ryby piękne i łatwe w hodowli, mające licznych miłośników, którym dostarczają przeżyć estetycznych. Hodowane w sadzawkach dają także korzyść praktyczną jako tępiciele komarów. O swoich przeżyciach ze złotymi rybkami jako bodźcem do pracy popularyzatorskiej pisał Jan Żabiński na kartach ,,Z życia zwierząt''.







Z powodu zanieczyszczenia wody cierpią nie tylko okazałe ryby szlachetne, ale i ryby małe, na ogół nie budzące większego zainteresowania. Mam na myśli dwa gatunki kiełbi: kiełbia białopłetwego i kiełbia Kesslera. Mają one owalne głowy zaopatrzone w długie ampułki – narząd dotyku. Ciało wydłużone, z charakterystyczną, podobną nieco do nastawionego żagla płetwą grzbietową. Jak więc odróżnić jednego kiełbia od drugiego? Kiełb białopłetwy jest pięknie ubarwiony; ma jasnoszare lub kremowe płetwy, srebrzysty brzuch, linię boczną zaznaczoną czarnymi kropkami, grzbiet zielonkawy, oznaczony sino – niebieskimi plamami, ciągnącymi się aż do ogona. Natomiast kiełb Kesslera jest większy, płetwy ma z odcieniem brązowawym, płetwa grzbietowa posiada równomierne, brązowe nakrapianie. Grzbiet brązowy, tułów srebrzysty. Linię boczną znaczą przerywane, niebieskie łatki. Podobna jest biologia obydwu gatunków. Do ich opatrzonych ampułkami pysków trafia pokarm mieszany jak: glony, owady, pierścienice itd. Obydwa gatunki żyją w wodach słodkich. Co umożliwia im uniknięcie konkurencji między sobą? Obydwa gatunki kiełbi żyją w strefie przydennej, ale kiełb białopłetwy zamieszkuje akweny nizinne. W Polsce są to tereny Wisły i Narwi. Z kolei kiełb Kesslera żyje w górskich akwenach o żwirowatym dnie i czystej, wartkiej wodzie, a są to: San pod Leskiem i Przemyślem, Wisłoka i Czarna Orawa. Kiełbie należą do ofiar destrukcyjnej działalności człowieka. Nie udowodniono jednak ich wymierania, a traktuje się je krańcowo różnie w prawie rybackim. Od 1984 r. kiełb białopłetwy cieszy się ochroną całkowitą, a drugi gatunek się jej nie doczekał. Na zakończenie, przy omawianiu ich roli w kulturze, niewiele da się powiedzieć poza przytoczeniem przysłowia ,,mieć kiełbie we łbie'' oznaczającego głupotę. 2 Kiełb białopłetwy i kiełb Kesslera znajdują się w Polskiej Czerwonej Księdze.







Na dźwięk słowa ,,koza' większość ludzi zapewne wyobraża sobie udomowionego ssaka pasącego się na łąkach, z rogami i charakterystyczną bródką. To prawda, ale w kozim wodopoju możemy spotkać całkiem inną kozę. Co dziwniejsze będącą rybą. Czytelnik może się zapewne zapytać w czym ryba, zwana kozą złotawą, bo o niej mowa, przypomina kozę domową? Teoretycznie – w niczym, ale przyjrzyjmy się jej bliżej. Posiada małą, lekko spłaszczoną głowę, na której ani śladu rogów, ale za to z pyska zwiesza się pęk ampułek mogących budzić skojarzenia z kozią brodą. Ciało wydłużone, płetwa ogonowa przypomina wachlarz w poziome, ciemniejsze pasy. Grzbiet ciemnooliwkowy, czarno nakrapiany, brzuch biały. Linia grzbietowa zaznaczona czarnymi plamami. Koza złotawa jest rybą słodkowodną, zamieszkującą głównie czyste górskie lub nizinne rzeki o dnie kamienistym, lub zamulonym, które koza przeszukuje w poszukiwaniu pokarmu swoją ,,bródką''. W Polsce występuje na terenie Wisły, Odry, Czarnej Orawy i Strwiąża. Jest gatunkiem ginącym z powodu zanieczyszczenia wód. Gatunek całkowicie chroniony. Znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze.







W polskich wodach można też spotkać niepolskie ryby. Mam na myśli amura białego rodem z Dalekiego Wschodu. Do Polski sprowadzony z terenów ówczesnego Związku Radzieckiego, dobrze się zaaklimatyzował, nie wyrządzając szkód w pierwotnym ekosystemie. Jest to cenna ryba połowowa, w Chinach ceniona także za to, że oczyszcza kanały z odpadków spożywczych.








,,Dzieci i ryby głosu nie mają'' – głosi popularne przysłowie. Ze zrozumiałych względów wiemy, że dzieci jednak potrafią wydawać dźwięki, a i niektóre ryby, choć w odróżnieniu od dzieci nie mają strun głosowych, to również są władne to czynić. I to nawet całkiem spora grupka ryb tak potrafi. Dla naszego tematu najciekawsze będą piskorze. Nazwa, zapewne Czytelnikowi znajoma, określa żyjącego w polskich wodach jednego z największych rybich cudaków, mogących zadziwić wcale nie gorzej niż niejedna ryba egzotyczna. Ciało wydłużone, pokryte brązową, śliską skórą – gwarancją przeżycia w wysychającym mule, lub po połowie, kiedy piskorz wciska się rozpaczliwie między ciała innych ryb – może się uda uciec? Mała głowa z pyskiem zaopatrzonym w długie ampułki – narząd dotyku. Ogon zwierzęcia wieńczy mała płetwa podobna do wachlarza. Taki jest rysopis naszego bohatera, przejdźmy teraz do jego szokującej biologii. Geneza owej ,,akustycznej'' rybiej nazwy wiąże się ze sposobem oddychania. Piskorze mają dobry sposób na deficyt tlenu; kiedy wysycha akwen, w którym żyją, podpływają ku powierzchni i magazynują tlen. Gdy jelitowy zapas tego cennego pierwiastka się kończy to dzieje się to z głośnym piskiem. I tak piskorz jest piskorzem. Ciekawe tylko skąd ludzie będą czerpali tlen, gdy go zabraknie w atmosferze?! Gdy zbiornik całkiem wyschnie, piskorz wkręca się w muł i tak czeka w stanie odrętwienia lepszych czasów. Potrafi również wyczuć burzę, a gnijąc świeci. Z tego powodu często był dawniej używany w domostwach zamiast lampy – tani i nie wywołujący pożarów. Piskorza można by nazwać najbardziej niezwykłą rybą krajową i będzie to prawda.



1 W mojej powieści ,,Tatra cz. III Ona i on'' dostępnej na tym blogu, Kościej I Nieśmiertelny umarł zadławiwszy się ośćmi karasi w śmietanie. Stracił nieśmiertelność w wyniku poświęcenia królowej Tatry, która wydała się na tortury, aby go pokonać.
2 Na tym blogu jest zamieszczone opowiadanie fantasy ,,Kiełb'' o człowieku z ery jedenastej, który potrafił przybierać postać różnych zwierząt w tym kiełbi ;).