środa, 2 grudnia 2015

Oniricon cz. 166

Śniło mi się, że:



- Herakles walczył z Hadesem, który zamienił się w wir wodny, heros zwyciężył słuchając matki, zaś dobrą boginię Alemental zabrała woda,
- pisząc szkolne wypracowanie umieściłem w nim imiona w języku starokrasnym, przez co polonistka obniżyła mi ocenę,



- pani Inha ov (nazwiska nie znam) miała głowę karakala,



- wystąpiłem w rosyjskiej telewizji, gdzie powiedziałem, że nie lubię Putina, choć lubię zwykłych Rosjan,



- byłem na planecie Midgaard, gdzie spotkałem boga Hinda pod postacią wędrownego żebraka - wariata o długiej brodzie,



- w książce ,,Łowcy i ich ofiary'' z serii ,,Tajemnice zwierząt'' ostatni rozdział był o kocie; w tej serii ostatnie rozdziały w spisie treści były zaznaczone na czarno,



- kot domowy pochodzi od kota złotego i żbika,



- Jerzy Urban był pisarzem i jasnowidzem, który przewidział datę śmierci Hitlera, Stalina i pisarza Jana Haty,
- zamieszkałem w piwnicy pełnej obskurnych toalet, jakaś dziewczynka zalała piwnicę wodą z węża strażackiego, spotkałem tam jakieś psychoterapeutki, które chciały mnie kontrolować,



- Czesław Białczyński w ,,Księdze tura'' jako tradycyjną potrawę słowiańską podał czekoladowe ciastko; dowiedziałem się, że pogańska Polska na krótko zajęła miasto Opar w Afryce, gdzie Słowianie uprawiali kakao,
- w klasztorze o. Markusa ov Cosiara pisałem na ścianie zdania z ,,Mistrza i Małgorzaty'',



- trafiłem do jakiegoś kamiennego labiryntu, gdzie widziałem ludzi przebranych za niebieskie stwory o sterczących trąbach zamiast nosów, jednego z tych stworów klepałem po pośladku, a potem się bałem i głośno wołałem: ,,Jezu ufam Tobie''! 



- mówiłem do Jeny ov Blackeyovej, że śmieszy mnie, że kot Behemot nazwał siebie prorokiem, bo przecież był diabłem, a prorok to ktoś przez kogo mówi Bóg,



- na stronie internetowej Telewizji Trwam zostałem skrytykowany za swoją twórczość,



- w alternatywnym świecie bogowie wszystkich panteonów zebrali się na konferencję, widziałem tam jakieś anioły i Welesa walczącego z Cthulhu i Zeusem,



- pewien kot został uwięziony przez rodzinę muzułmanów, wyobrażał sobie, że jest tygrysem i skacząc rozbił szybę, aby uciec; w tym śnie widziałem dwa skaczące lwy,




- pierwszym udomowionym zwierzęciem w historii była karłowata antylopa z Sudetów,



- w pogańskiej Polsce w równoległym świecie postawiono wielki pomnik nagiego króla Lecha trzymającego tarczę. 

,,Demoniczny'' palczak




,, [...] na Madagaskarze, czyli w ojczystych stronach aj - aj, zwierząt tych już prawie nie ma. Posądzane o to, że mają jakieś konszachty z diabłem i sprowadzają nieszczęścia, zostały prawie całkowicie wytępione przez tubylców. [...]'' - ,,Niewinny diabeł'' [w]: ,,Zwierzaki  nr 8 (56), sierpień 1996''

poniedziałek, 30 listopada 2015

Żal

,, […] Ilja znajduje ślady na stepie i zaczyna zastanawiać się, czy może zmierzyć się z jadącym bogatyrem, czy przysporzy mu to chwały. Swiatogor jednak okazuje się być olbrzymem, który nie zauważa nawet Ilji, gdyż jego żona wrzuca mu go do kieszeni. Dowiedziawszy się o tym od konia, obciążonego dodatkowym ciężarem junaka, Swiatogor ścina żonie głowę, Ilji zaś proponuje pobratymstwo: [….]'' - Andrzej Szyjewski ,,Religia Słowian''




Nazywano go bękartem i podrzutkiem. Nie znał swego ojca ni matki, zaś wychowywał się na wsi zwanej Zapadła, na ziemiach zwanych w erze trzynastej Analapią i Polską. Wszyscy wokół bili go i wyśmiewali się zeń, chodził brudny i głodny, a od wielkiej żałości swego żywota, imię Żal otrzymał. Wreszcie, któregoś dnia został wygnany z domu, by ,,szedł na chleb zarabiać, bo w gospodarstwie było z niego piąte koło u wozu''. Ten , którego perskie legendy czynią ojcem bohatera Rustama, bez żalu rozstał się z przybraną rodziną chłopa Pisłoka. Nigdy nie pragnął pracować na roli, jeno jak junacy a witezie z zasłyszanych opowieści, wędrować po świecie szukając przygód. Wyrósł na męża wycharsłego i żylastego o wejrzeniu ponurym, zaś jego włosy w siedem warkoczy splecione, od najmłodszych lat miały barwę białą jak mleko, czym budził strach i nienawiść, bo plotkowano, że był synem strzygi, bądź Čorta. Żal w piętnastej wiośnie życia wydobył z kurhanu słowiańskiego księcia czarną kolczugę i miecz, który nazwał Rzezakiem, zaś za wierzchowca służył mu rumak Gniadosz, którego ukradł Giptom, bo nie miał nikogo kto nauczyłby go, że kradzież jest zła. Ten, którego Perowie nazywają imieniem Zal (Salus) wiele wędrował. Aby nie zginąć z głodu najmował się jako strażnik kupieckich karawan, bądź wykidajło w karczmach. Odniósł krocie ran, a nieraz wychodził z bójek na czworakach. Choć ocalił życie paru pannom, żadna go nie chciała. Stale wędrował, budzący strach i zgorzkniały, a celem jego wędrówki był wschód.


*



Stepy pokrywające znaczne obszary ziemi, zwanej w erze trzynastej Roxem i Rusią Kijowską nie były bezpiecznym miejscem dla ludzi. Lęgły się na nich brukołaki, sysuny, sfinksy, mantykory, zabijające wzrokiem węże połozy, chimery, wilki i wilkołaki. Wśród wybujałych trwa odbywały swe przeklęte obrzędy Čorty i czarownice, zaś na słowiańskie chutory i zimowniki najeżdżały dzikie plemiona Scytów i Kimerów. Żal przebył drogę przez ową poznaczoną kurhanami ziemię, tępił rozbójników i potwory, dobywał skarbów. Zmierzał do bogatego grodu Tajemienia, strzeżonego przez czambuł niedźwiedzi, na dwór kniazia Mamrota, z którego krwi zrodził się po wielu wiekach macedoński witeź Włodzimierz Krasne Słoneczko, który walczył pod Troją przeciw Grekom. Któregoś dnia, gdy junak ruszył po olbrzymich śladach, posłuszny napisowi, który ujrzał na kamieniu, ujrzał parę olbrzymów, wyższych niż jodły, a byli to mąż z żoną, jadący na odpowiednio dużych koniach. Żal zdumiał się wielce tym widokiem, dotąd miał bowiem olbrzymy za istoty z legend. Nie wiedział nic o ich zamiarach i zastanawiał się czy ma je pozabijać tak jak Giża , syn kobiety i lwa, czy też nie. Nagle żona olbrzyma podniosła go z ziemi niby piórko i schowała do kieszeni, albo podróżnej torby męża. ,,A więc to prawda, że one jedzą ludzi'' – pomyślał junak głowiąc się nad sposobem ucieczki. Olbrzym, do którego kieszeni mógł pomieścić się cały pułk junaków usłyszał skargę swego konia, który narzekał, że przybyło mu ciężaru do dźwigania. Zajrzał do torby uszytej ze skóry dzikiego byka Szorobora z gór Solimii, po czym wytrząsnął zeń junaka, a że był krewki i mało cenił sobie życie innych olbrzymów, dobył miecza i skrócił żonę o głowę. Żal patrzył z przerażeniem na fontanny krwi i słuchał łoskotu spadającej na ziemię głowy i reszty ciała olbrzymki. Jej mąż oblizał się widząc Żala i zszedł z konia, aby go złapać, zachęcając go miłymi słowy, aby się go nie bał. Jednak syn nieznanych rodziców znał stare opowieści i wiedział, że kiedy olbrzym oblizuje się widząc człowieka, należy się bać. Gdy wielkolud już miał go złapać, junak z całej siły ciął swym podobnym do katowskiego mieczem w przegub, tak, że znów trysnęła krwawa fontanna. Olbrzym ryczał z bólu, aż jego wycie przerodziło się w huragan, zaś skacząc i tupiąc , powodował trzęsienie ziemi. Żal czym prędzej odjechał, zaś olbrzym do zachodu Słońca zdążył się wykrwawić.





Innym razem przeprawiwszy się przez rzekę Terem, ujrzał zieloną jak wiosenne liście modliszkę, wysoką jak dwóch postawnych mężów. Owad tej wielkości mógł z powodzeniem polować na tury i żubry, jednak tym razem z morderczym uścisku jego odnóży chwytnych wiła się jak wyrzucona na brzeg ryba, rusałka brocząca szafirową krwią. Potwór rzucił na nią urok nie pozwalający zamienić w Światło. Żal nie myśląc wiele rzucił się ku modliszce, odrąbał jej mieczem odnóża i rozpruł brzuch, a gdy zielona bestia piszcząc przeraźliwie, padła na ziemię, oswobodził z jej uścisku zakrwawioną rusałkę.
- Teraz wyleczę twe rany, a gdy się zagoją, użyczę ci swego nasienia – oznajmił Żal.
- Nie potrzebuję twej pomocy – odparła rusałka – wszystkie moje rany się zagoją, nawet blizna po nich nie zostanie. A jeśli chcesz wiedzieć co myślę o twym koncepcie bym z tobą spółkowała, pokażę ci to! - rusałka w mig przybrała postać Światła, czyli błędnego płomyka unoszącego się nad bagnem i nawet nie dziękując swemu wybawcy za uratowanie życia, poleciała w siną dal.
Zaiste, niewiasty z reguły unikały Żala, bo nie znał swych rodziców i w młodym wieku miał włosy białe jak starzec. Jedna tylko Złatogorka, piękna i szlachetna, panna z ziemi zwanej później Rusią, patrzyła na jego serce, a nie wygląd i pochodzenie. Z nią spłodził syna, junaka Sokolnika (Falconinarius), lecz porzucił matkę i dziecko. Później syn odnalazł ojca i stoczył z nim pojedynek, o czym traktuje następna opowieść.


*

O kniaziu Mamrocie, władcy Tajemienia, powiadano, że był synem niedźwiedzia i uprowadzonej przez niego niewiasty. Mieszkał we wspaniałym dworcu, wzniesionym z drewna cedrowego na fundamencie z czaszki wielkiego zwierza mamuta. Dworzec ów posiadał cztery bramy – złotą dla kapłanów, srebrną dla rycerzy, miedzianą dla kupców i rzemieślników, zaś dla chłopów – żelazną. Nigdy nie brakło mu przysmaków – pieczonych łabędzi i piwa z beczek zawieszonych na łańcuchach. Kniaź Mamrot gromadził wokół siebie skoromochów i uczonych mężów, oraz najdzielniejszych rycerzy. Wśród nich sławę zdobył Żal, który dopiero tu zetknął się z szacunkiem i podziwem. Wiernie służył Mamrotowi. Jego czyny opiewano w pieśniach i latopisach, a odwagę i wierność stawiano za wzór. Tylko on, którego nazywano Przybłędą, odważył się spełnić rozkaz kniazia i stanąć do walki ze spaleńcami – podobnymi do na wpół zwęglonych, otoczonych wieńcem płomieni ludzi, trupów pijaków co zginęli w zaprószonym przez siebie pożarze, teraz zaś ożywieni czarną magią wstali ze zgliszcz by pić krew. Żal zabił dwójkę spaleńców, którzy przed spaleniem się żyli ze sobą na kocią łapę, a byli to ciotka i wujek małego dziecka, które chcieli wrzucić w ogień, aby też stało się jednym z nich. Spaleńców można było unicestwić tylko w jeden sposób. Należało mianowicie dotknąć ich lodem, ten zaś Żal dostał od kołoduna – nadwornego kapłana – alchemika, potrafiącego zamrażać wodę, a także sprowadzać śnieg i grad. Działo się to w pobliżu osady Grozień. Na pamiątkę owego zwycięstwa, kniaź Mamrot nadał witeziowi herb Przyjaciel, wyobrażający purpurowe serce na półmisku, na pamiątkę przyjaźni jaką darzył junaka.
Innym razem kniaź zwołał naradę swoich wasali, na której nie zabrakło też Żala, o którym dziady – lirnicy śpiewali, że ubił ogniste demony długimi soplami lodu przytwierdzonymi do miecza, po czym wyrwał im serca. Mamrot usłyszał od mieszkających w jego księstwie wołwchów, żerców, kołodunów, mudrych, jurodiwych i innej kapłańskiej braci rzecz niebagatelnej wagi.
- Oto Agej Zabołat i jego Enkowie wysłuchali naszych próśb – mówił wołwch Bogurad. - Zesłali ku nam z niebios Księgę jedyną, Księgę zawierająca ich Zakon i święte historie.
- Jeśli tak się rzecz przedstawia – orzekł kniaź Mamrot – my, Słowianie, lud jak żaden inny władający słowem, lud, który Słowu naszych praojców zawdzięcza odpowiedź na pytania: kim jesteśmy, skąd się wzięliśmy i dokąd zmierzamy, powinniśmy jako pierwsi zdobyć ową Niebieską Księgę, uczcić ją należycie w zdobionej kącinie i z dumą szafarzyć jej treścią między narodami.
- Mądrześ rzekł, synu Maruchy – pochwalił Bogurad.
- Jeśli mamy posiąść Księgę – zauważył trzeźwo Żal – powinniśmy wiedzieć gdzie jej szukać.
- Księga ta – ozwał się kołodun Sulistraw, ten, który pomógł witeziowi zabić parę spaleńców – nazywana jest ,,Gołębią Księgą'' – Gołubinaja Kniga, bo zniosły ją z nieba białe Gołębie Dziewańskie, a zawarte w niej słowa są głębokie. Sny mówią, że trzeba jej szukać aż na Księżycu, gdzie Srebroń zwany Chorsem na srebrnym tronie zasiada. ,,Gołębia Księga'', zwana też ,,Księgą Niebieską'', czyli pochodzącą z nieba została bowiem w pierwszej kolejności dana Płanetnikom, a są i tacy co twierdzą, że Nestinarz – obecny król Księżyca otrzymał ją od jeszcze jakiejś innej rasy, bytującej w Zaziemiu, której władcą był Dawid – car.
- Dostać się na Księżyc nie jest łatwo – rzekła królowa Euzalia, należąca do kolegium kołbiów, czyli kapłanek wróżących z lotu ptaków. - Można tam dolecieć w ,,jaju płomienistym'', o ile oczywiście Płanetnicy pozwolą wsiąść na jego pokład. Można też zasiąść w rydwanie ciągniętym przez smoki, mantykory, albo gryfy, można też złapać w sieć Kometę. Ma ona postać ognistego ptaka, bądź konia o ciele z płomieni. Jest to istota dobra, choć nieraz zwiastuje nieszczęście. Sieć na Kometę trzeba zrobić ze srebrnych łańcuszków wzmocnionych synkelitem i poświęconych wodą z Sobotniej Góry.
- Czy są gotowi udać się na Księżyc po Świętą Księgę? - spytał kniaź Mamrot swoich rycerzy, lecz ci, tak weseli na ucztach i turniejach, pospuszczali głowy wstydząc się swego tchórzostwa.
Jeden tylko Żal herbu Przyjaciel okazał gotowość do kosmicznej przygody. Nie zwlekając pognał w stronę Burus. W jeziorze Synar od niepamiętnych czasów żyła rasa wodno – lądowych istot, zwanych śniardwami. Miały postać mężów okrytych raczym pancerzem, czerwonym jak krew, mających szczypce i czułki raków. Głowy osłaniali żelaznymi szyszakami, zdobionymi kitami z włosia w jaskrawych barwach. Żal dotąd niechętny towarzystwu innych junaków, w buruskiej karczmie gdzieś na d rzeką Nogat stanął na czele drużyny złożonej z czterech śniardwów - Redivatisa, Korsłana, Kosmasa i Talisa. Śniardwowie bowiem całkiem często opuszczali swe jezioro, by pić siwą wódkę w karczmach, tańczyć z dziewczynami na weselach, a niektóre z nich jak pewien Rusłan wstępowali na junacki szlak, bądź płodzili bohaterów z rusałkami, albo córkami ludzi. W swych wędrówkach nie wystawiali nosa za granice Burus, gdzie ludzie nie bali się ich. Żal udał się razem ze śniardwami do kowala Soliby i złotem danym na drogę przez kniazia Mamrota, zapłacił za wykucie długiego i mocnego łańcucha ze srebra.






- Pochwyćcie nim Kometę, a nie puszczajcie – rzekł kowal Soliba – bo Kometa to stworzenie psotne wielce; na pola zlatuje i depcze je ognistymi kopytami, przez co nadzieję plonu niweczy.
Junak wraz z drużyną zaczaili się nocą na polu kowala i nie czekali na daremno. Obudził ich tętent podkutych kopyt, końskie rżenie, a gdy otworzyli oczy, musieli je zaraz zmrużyć do nieziemskiego blasku bijącego od zwierzęcia wyglądającego jak Pegaz, lecz o ciele utkanym z płomieni.
- Nu, pomagaj, Mat' Syraja Ziemla! - rzekł Żal i niczym kowboj zarzucił na szyję Komety lasso ze srebra. Drugim jego końcem, obwiązał się w pasie, podobnie uczynił śniardwom. Ognisty Pegaz zarżał przestraszony, po czym usiłując przegryźć łańcuch zębami, wzbił się w powietrze, z nieziemską siłą wznosząc w górę Żala i jego towarzyszy, z których każdy ważył tyle co rycerz w pełnej zbroi. Kometa z wielką szybkością unosiła się w górę, a Matuszka Ziemia wciąż malała w oczach junaków.
Znaleźli się w Zaziemiu, między Ziemią a Księżycem. Widzieli jasność niebiańskich świateł i czuli na sobie ich przyjemne ciepło. Kometa pędząca po niebie z dołu przypominała białą gwiazdę z powiewającym warkoczem, a uszy tych co ją schwytali pieściła muzyka grana przez tańczące ciała niebieskie. Gdy przelatywali nad Księżycem, Żak uciął łańcuch mieczem i wraz z całą drużyną miękko opadł na wzgórze całe z twarogu.


*





Na tronie w Kinperokabadzie, stołecznym grodzie księżycowego królestwa Płanetników, przez Słowian zwanego Chorsogrodem, zasiadał król Nestinarz (Jenka, Nestinarius), o którym powiadano, że był wielkim podróżnikiem. W latach swej młodości poleciał ,,jajem płomienistym'' ku planetom, które w listach do swego starego nauczyciela, mistrza Vedogona nazwał Dziewa i Voyn. Na jednej mieszkały boginki, na drugiej zaś boguny. Władcy oby tych ras; Dawid – car i królowa Dulcymonda zasiadający na tronie na wspólnym księżycu obu planet, ofiarowali Nestinarzowi ,,Gołębią Księgę'' mówiącą o Ageju, którą z niebios zniosły Gołębie Dziewańskie. Odtąd owa niebiańska księga stała się największym skarbem Płanetników. Król Nestinarz odkrył również szereg innych planet poświęconych czci Roda, na której żyli ludzie z głowami lisów i morszczynem zamiast nóg, Juraty, Jarowita, Żweruny, gdzie pół – ludzie, pół – psy latali na żołędziach, Kołowierszy, Betel – Gausse, Altairy, gdzie władał król zwany Niebieskim Skorpionem i gdzie rosły dęby zawierające w sobie życie wszystkich żywych istot, których korzenie podgryza smok Wurm, oraz planetę zamieszkaną przez gryfy. Podróże te w ogromnym stopniu wzbogaciły wiedzę Płanetników o Zaziemiu, zaś sam król Nestinarz dowiedział się, że planety Dziewa i Voyn niegdyś stanowiły jedną ,,gwiazdę błądzącą'', lecz rozdzieliła się w wyniku złego czynu pierwszego boguna i pierwszej boginki.





Tego dnia na dworze w Kinperokabadzie widziano posłańców z dalekiej Ziemi. Ową delegację zapamiętano na długo. Na jej czele stał człowiek: wysoki, wycharsły i ponury, o włosach białych jak mleko. Przywiódł ze sobą gromadkę śniardwów – istot zupełnie nieznanych na Księżycu, przypominających ni to ludzi, to raki. Ich wódz zwany w pieśniach ,,mistrzem miecza'', w imieniu słowiańskiego władcy nazywającego siebie kniaziem Mamrotem, przekazał dary królowi Księżyca, po czym w trakcie wystawnej uczty poprosił o ,,Gołębią Księgę''. Król Nestinarz z radością się zgodził, bo nie był ani chytry, ani chytrości nie nazywał dla zamydlenia oczy ,,ezoteryzmem'', czy jakoś podobnie. Czym prędzej rozkazał swym skrybom, aby ją przepisali, podczas gdy Żal z drużyną śniardwów otrzymał komnatę w królewskim pałacu. Płanetnicy wielce byli ciekawi jego przygód; walk z olbrzymami, modliszką i spaleńcami. Junakowi nie brakowało męstwa, ubogi był za to w cierpliwość, zaś przepisywanie i iluminowanie księgi ciągnęło się z roki na rok. W końcu znużył się czekaniem i którejś nocy zakradł się do królewskiej kapliczki kością słoniową zdobionej, gdzie na marmurowym ołtarzu spoczywała ,,Gołębia Księga''. Ostrym mieczem przeciął przytwierdzające ją do ołtarza łańcuchy, ze stopu wielu metali wykute i chciał ją wynieść, aby zabrać na Ziemię. Choć był silny jak tur, Księga okazała się zbyt ciężka, by mógł ją unieść. ,,To dlatego, że chleba nie jadłem, siły teraz nie mam'' – rozmyślał Żal klnąc w duchu jak szewc. Na domiar złego, rozcięty, zaczarowany łańcuch wydał ostrzegawczy dźwięk – cichutkie brzęczenie, które postawiło na nogi straż pałacową. Rano złodziej został postawiony przed królem Nestinarzem, którego niebieska twarz pociemniała z gniewu niczym broda Sinobrodego. Pełen gniewu za obrazę tak świętej księgi, jak i praw gościnności, nakazał człowiekowi uciąć rękę, co też natychmiast wykonano. Dopiero po jakimś czasie za sprawą śniardwów, którzy na cześć swego wodza pozbawili się czułków, Nestinarz pożałował swej zapalczywości i po szczerej rozmowie z Żalem nakazał mu przyprawić nową rękę wykutą z marmuru tak wypolerowanego, że lśnił jak lustro. ,,Gołębia Księga'' zaś została przepisana i ręką Żala zaniesiona Słowianom, którzy przyjęli ją z wielką radością, wśród dymu kadzideł, tańców, śpiewów, uczt i zapasów.  

niedziela, 29 listopada 2015

,,Igraszki z diabłem''

,,I w przekazach folklorystycznych zawsze mówi się, że znanym czarownikom – Twardowskiemu czy Kabatowi – pomagał diabeł. To zaś pozwala na postawienie pytania o liczbę dusz w człowieku i ich życie pozagrobowe'' – Andrzej Szyjewski ,,Religia Słowian''




Już w wieku przedszkolnym, lub wczesnoszkolnym obejrzałem po raz pierwszy film Teatru Telewizji ,,Igraszki z diabłem'' z 1979 r. w reżyserii Tadeusza Lisa na podstawie dramatu czeskiego autora Jana Drdy (1915 – 1970). Pamiętam, że wówczas bałem się pokazanych na filmie diabłów. Minęły lata i w ,,Gościu Niedzielnym'' czytałem jak w dodatku telewizyjnym, polski poeta i publicysta Wojciech Wencel napisał recenzję, w której bardzo pozytywnie ocenił ,,Igraszki z diabłem''. Dowiedziałem się wówczas, że choć Jan Drda był komunistą, to warto oddzielić życiorys tego autora od jego dzieła. Zachęcony tym obejrzałem film w listopadzie 2015 r.
Akcja rozgrywa się w bliżej nieokreślonej krainie, pod koniec XVII, lub na początku XVIII wieku (na ten ostatni okres wskazuje strój i peruka diabła dr. Solfernusa). Jeden z diabłów wspominał o wojnie trzydziestoletniej (1618 – 1648). W roli protagonisty obsadzony został siwiejący już dragon Marcin Kabat, weteran wojen z Turkami. Jego antagonistami są diabły – zarówno te znane z ,,Biblii'' jak: Belzebub (stary i zdziecinniały książę piekła narzekający, że mu ,,muchy pstrzą na nosie'') i dr. Belial, oraz te wymyślone przez Jana Drdę jak: brany na zielono Lucjusz Magister, który nakłonił księżniczkę Disperaldę i jej służącą Kasię do podpisania cyrografu w zamian za obietnicę dostarczenia idealnego męża1, jego mistrz – dr. Solfernus (jego imię wywodzi się od siarki, po łacinie: ,,sulfur'', po włosku: ,,zolfo'') i przygłupie, słowiańskie diabły straszące w Czarcim Młynie, z którymi Kabat grał w karcianą grę - ,,marjasza''. Antagonistami są również tchórzliwy rozbójnik i morderca Sarka Farka i pełen pychy i obłudy, pustelnik Scholastyk, który cieszył się z groźby potępienia obu dziewczyn. Sprzymierzeńcem protagonisty jest natomiast anioł Teofil (jego imię znaczy ,,Przyjaciel Boga''), który ostatecznie uratował Kabata i Kasię z piekła.
Film ostrzega przed satanizmem. ,,Igraszki z diabłem'' zawsze kończą się źle dla człowieka, który sam z siebie nigdy nie może pokonać złego ducha, bo jest na to za słaby. Jest ponadto pochwałą miłosierdzia, współczucia i Bożej Opatrzności, która okazuje się silniejsza od diabelskich knowań.
Mottem filmu mogłyby być słowa św. Pawła:




,,Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i '
miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność swoją,
a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
nie jest jak proroctwa,
które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy już nie stanie.
Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to co doskonałe, zniknie to co jest tylko częściowe.
[…]
Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość – te trzy, największa z nich jednak jest miłość'' – 1 Kor 13. 1 - 13




1 Disperalda i Kasia ze swoimi wygórowanymi pragnieniami przypominają nieco Bellę Swan, która przedkładała związek z romantycznym wampirem nad normalne kontakty ze zwykłymi ludźmi, jednak morał ,,Igraszek z diabłem'' jest krańcowo inny niż ,,morał'' ,,Zmierzchu'' ;). Zainteresowanych odsyłam do posta ,,Wokół 'Zmierzchu'''.   

Polska odpowiedź na Siergieja Łukjanienkę, czyli ,,Droga do Nawi''

,, […] Brückner, […] Welesowi przypisał władzę nad szarym państwem cieniów, nad zaziemskim światem zmarłych. Nazywano je wśród Słowian nawie, co dobrze poświadczone w literaturze staroruskiej i staroczeskiej, u nas może jakiś uczony refleks pozostawiło w Plutonie polskiego, Długoszowego Olimpu, nazwanym przez jego twórcę Niją'' – Aleksander Gieysztor ,,Mitologia Słowian''




O polskim pisarzu Tomaszu Duszyńskim dowiedziałem się w 2013 r. sięgając po jego zbiór opowiadań,,Pietia i Witia. Co złego to nie my'' z gatunku ,,rural fantasy'' opowiadający o przygodach (min. o ratowaniu Marzanny) dwóch walczących ze złem sowieckich klonów zbiegłych z laboratorium. Owa książka bardzo mi się spodobała i wpisałem ją do kanonu (zobacz posta: ,,Dopisane do kanonu'').




W listopadzie 2015 r. przeczytałem powieść Duszyńskiego ,,Droga do Nawi'', którą dostałem w prezencie na imieniny od Voytakusa ov Višnica :). Akcja rozgrywa się na początku XXI wieku w Polsce (Warszawa i okolice Katowic), w Rosji (w Moskwie; mieście, o którym pisali tacy fantaści jak: Bułhakow, Witalij Ruczinski, Siergiej Łukjanienko i Ekaterina Sedia), w Afganistanie, oraz w Nawi – mitycznej, słowiańskiej krainie zmarłych, do której wejście miało się mieścić w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Sercem Nawi była Biała Wieża.
W powieści występuje tercet głównych bohaterów. Alek Bielski był polskim żołnierzem walczącym w Afganistanie, a do tego Niezniszczalnym; nie można było go zabić. Po powrocie do Polski został zatrudniony w tajemniczej Agencji M – jego zwierzchnikiem był Mentor. Po śmierci Mentora, Bielski pojechał z misją do Moskwy, gdzie spotkał Miszę Asieniewicza i Ksienię Morozową.
Misza Asieniewicz był moskiewskim milicjantem, zakochanym w Ksieni Morozowej. W odróżnieniu od wielu innych rosyjskich milicjantów był człowiekiem uczciwym. Otrzymał magiczne moce i podjął służbę w Departamencie Wschodnim, gdzie jego zwierzchnikiem był sam bóg Perun.
Ksenia Morozowa, córka boga Peruna i bogini Doli, wychowana w sierocińcu była kobietą piękną, samotną, wrażliwą na ludzką krzywdę i życzącą wszystkim dobrze. Pracowała jako ekspedientka w moskiewskim butiku, a jej pracodawcą był Azer Walerik, który później okazał się być krasnoludem. Perun odnalazł po latach swą córkę i chciał aby w niego wierzyła, pozwalając mu istnieć. Ku oburzeniu Alka i Miszy zaaranżował jej śmierć, aby dostała się do Nawi, co mógłby wykorzystać na potrzeby walki z władcą zaświatów – Welesem. Misza i Alek udali się do Nawi, aby wyciągnąć stamtąd Ksenię. W końcu drogi całej trójki rozeszły się. Misza pozostał agentem Departamentu Wschodniego, Alek zamienił się w anioła, zaś nad brzegiem pięknego morza, Ksenia spotkała trzy zaprzyjaźnione wieszczki - rodzenice, które miały jej pomóc w odrodzeniu się (żeby było jasne, jako katolik nie wierzę, że zbawiony człowiek zamienia się w anioła, czy w reinkarnację; jest to wyłącznie fikcja literacka).



,,Droga do Nawi'' wykorzystuje różne mitologie, a w szczególności mitologię słowiańską. Zostały z niej zaczerpnięte bóstwa, takie jak: Perun (miał długie włosy i potrafił rzucać piorunami kulistymi), Świętowit (rozmawiał z Perunem pod postacią drewnianej rzeźby), Weles (Perun zamienił go w człowieka, Marka Batlera), bogini Nyja (miał moc zabijać i wskrzeszać), oraz hipotetyczne bóstwa – bliźnięta Lel i Polel (jeden z nich był informatykiem). Oprócz bóstw pojawiają się też słowiańskie demony jak: Rachaman (podziemna istota z ukraińskiego folkloru; Andrzej Pilipiuk poświęcił rachmanom ciekawe opowiadanie ,,Wieczorne dzwony'' ze zbioru ,,2586 kroków''), pogodnik (płanetnik), który oszukany przez Peruna zamierzał wyruszyć do Nawi po swą siostrę Godę, zmora Arina przybierająca postać kotki należącej do Kseni (nawiązanie do demona hurboża; kociej zmory z czeskich wierzeń – patrz Barbara i Adam Podgórscy ,,Encyklopedia demonów''), dobry wilkołak Roman, wąpierze, bezkosty1 (szczególnie obrzydliwa odmiana wampira z polskich wierzeń), topielice (Weles – Marek Batler spotkał jedną w parkowej sadzawce), morowice (demony zarazy; miały postać ubranych na biało, zakapturzonych kobiet), południce, nocnice (miały nietoperzowe skrzydła) i strzygi.



Z mitologii germańskiej został zapożyczony heros Sygurd Fafnesbane – zabójca smoka Fafnira wspierający Alka Bielskiego, walkirie (jedną z nich była sama Brunhilda), Kraken, który w Nawi pożarł duszę wilkołaka Romana (istota ta przypomina Czatownika z Morii z ,,Władcy Pierścieni'' J. R. R. Tolkiena) oraz krasnolud Walerik z Azerbejdżanu udający człowieka.



Z mitologii arabskiej zostały zapożyczone moskiewskie dżiny – rosły Marid i dwie kobiety dżinów; nagie pływaczki, które omal nie utopiły Alka i Miszy.



Wreszcie z wierzeń chrześcijańskich pochodzą anioły. Jednym z nich okazała się Anna, asystentka Alka Bielskiego.
Nie brakuje również odwołań do współczesnej popkultury – do twórczości Sapkowskiego (magiczne znaki podobne do tych wiedźmińskich, padające w tekście słynne słowa: ,,Coś się kończy, coś się zaczyna''), Łukjanienki (Departamenty Wschodni i Zachodni mogą nasuwać skojarzenia ze Strażą Nocną i Dzienną, Kiera zamieniająca się w czarną panterę przypomina kobietę zamieniającą się w tygrysicę z ,,Nocnej Straży'', Rozjemcy strzegący równowagi mogą przypominać Inkwizycję z powieści owego kontrowersyjnego, rosyjskiego pisarza), a nawet do serialu ,,Lubow kak lubow'' (rosyjska wersja polskiego ,,M jak miłość'' ;).
W powieści spodobała mi się najbardziej, wręcz świetlana postać Ksieni, oraz to, że nie porzuciła wiary w chrześcijańskiego Boga, choć jej ojcem był Perun. Podoba mi się też to, że Alek Bielski też został wierny chrześcijaństwu mimo spotkania z pogańskimi bóstwami i poszedł do Nieba. Dodatkowym plusem jest przypomnienie o rosyjskiej nędzy i snobizmie nowobogackich. Choć występują tu pozytywne postaci Rosjan, Autor bynajmniej nie gloryfikuje reżimu Putina.






1 ,,BEZKOST […] Podobnie jak inne upiory, powstawał z człowieka, który po śmierci, miast gnić sobie spokojnie w płytkiej mogile, uparcie wracał na powierzchnię, by wysysać krew z żywych. Jednak podczas gdy zwykłe wampiry zachowywały zachowywały z grubsza ludzkie kształty (choć zamiast kości miały elastyczną chrząstkę), u bezkosta szkielet w ogóle nie istniał. Demon przypominał worek, który wypełnia się krwią ofiary. Taka budowa pozwalała mu przeciskać się przez najmniejsze szczeliny i docierać do najlepiej nawet ukrywających się ludzi'' – Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański''

sobota, 28 listopada 2015

Książę Kruk




,,Działo się to w czasach kiedy nie znano jeszcze Pana naszego, Jezusa Chrystusa, a ludzie wierzyli w czary i najdziwniejsze gusła. Przykładowo w słowiańskiej ziemicy zwanej Zamoya pasterze na łożu śmierci przekazywali przez podanie ręki swym następcom 'złego', to jest demona pomagającego w pomnażaniu majętności. Gdzieś indziej, również na sklawińskiej ziemi w ponurym zamku na szczycie góry mieszkała niby w klasztorze, sekta złych i przewrotnych czarowników, co sami siebie nazywali – Szkielcy. Z wielką pilnością gromadzili kości; tak ludzkie jak i zwierzęce, aby budować z nich stosy pogrzebowe (bustuaria). Wierzyli bowiem, że jeno ten, kto spłonie na stosie kościanym, otrzyma odpuszczenie grzechów i wieczną szczęśliwość. Założycielem Szkielców był czarownik Kostka, który jak prawią w pieśniach, osiągnął nieśmiertelność zamykając się na wiele godzin wewnątrz zaczarowanego jaja. A oto inna opowieść z mrocznych czasów pogańskich o księciu w kruka zamienionym i jego kochającej siostrze'' - ,,Codex vimrothensis''




W pierwszych wiekach dwunastego eonu, bohaterski kniaź Horodlak, którego imię oznacza ,,Zdobywcę Grodów'', ocalił od zguby księżniczkę Złotkę wydaną na żer dla Koziołka – wodnego Čorta, co miał postać kozła z rybim ogonem. Horodlak poślubił pannę o włosach jak złote runo i założył na krywickiej ziemi gród stołeczny Horodłem zwany. Spłodził jako swego następcę, kniazia Oldrzycha (Olderica) ruszającego do boju w srebrnym szłomie zdobionym czarnym porożem jelenim. Oldrzychowe dzieci zaś to książę Wašek wraz z siostrą Polisjeną.
Choć pochodził z bohaterskiego rodu, nie wdał się w ojca, ani w dziada. Przeciwnie. Następca złotego stolca horodelskiego miast zaprawiać się do odegrania roli obrońcy i sędziego swego ludu, całe dnie pędził na błogim lenistwie, ucztach i sprośnych zabawach. Jego ojciec Oldrzych z wielką stanowczością zmuszał go do wypełniania obowiązków właściwych dla stanu następcy tronu, oraz egzekwował odeń szacunek dla wychowawców. Jednak gdy kniaź zginął na polowaniu, zahaczywszy czarnym porożem swego hełmu o dębowe gałęzie, Wašek przestał słuchać kogokolwiek. W kąt poszły język starokrasny, dzieła uczonych mężów, rycerskie ćwiczenia i inne nauki ku rozwojowi duszy, umysłu i ciała potrzebne, za to rozhulało się pijaństwo, gra w kości i ,,zrywanie wianków, aby nie więdły'', jak okresliłby to Popiel II Gnuśny. Jak podaje ,,Codex vimrothenis'' , Oldrzychowy syn: ,,Jadł, aby wymiotować i wymiotował, aby dalej jeść''. Jego siostra Polisjena i matka, knezinka Jelemira, przez Greków zwana Teofano, z przerażeniem patrzyły na to, że następca tronu, choć ciało miał potężne jak olbrzym, w środku zachował serce karła. ,,Co z niego wyrośnie''? - pytały się siebie nawzajem, bojąc się odpowiedzi. Wreszcie, któregoś dnia, kiedy na zewnątrz pośród zimna i słoty, błąkała się Zła Godzina w postaci obleśnej staruchy, księżna Jelemira widząc jak jej syn leżał na tygrysiej skórze obejmując nagą niewolnicę i dłubiąc w nosie, zawołała z goryczą: ,,Obyś się zamienił w kruka''! Doszło to do uszu Złej Godziny, córki Niedoli i w tej samej chwili książę Wašek z człowieka stał się krukiem, który kracząc żałośnie wyleciał przez okno. Jego matka widząc co uczyniła, padła na podłogę i długo ją trzeba było cucić. Omal zmysłów nie postradała z boleści. Książę zaś w kruczej postaci błąkał się po świecie, przeganiany tak przez ludzi, jak i przez inne kruki.

*

O knezince Polisjenie powiadał lud hordelski, iż powinna urodzić się mężczyzną, przewyższała bowiem dzielnością swego gnuśnego brata. Młoda, piękna i wysmukła, o cerze jasnej, a włosach długich a puszystych i lśniących niby miedź i złoto, przypominała bardziej nimfę niż ludzką niewiastę, a w ćwiczeniach wojennych nie miała sobie równych, jakby całe życie spędziła w królestwie Amazonek. Władała ponadto kilkoma językami w mowie i piśmie, oraz umiała grać na lirze, harfie, lutni i cytrze. Podczas gdy Wašek w swek gnuśności nigdy nie wychylał nosa poza wały Horodła, jego siostra chętnie podróżowała, będąc na ziemi egipskiej, libijskiej, u czarnoskórego ludu Etiopów, w zasobnym w skarby Ofirze, Grecji, Persji, Elamie, Baktrii, Sogdianie, a nawet razem z menadami Dionizosa podbijała Bharację. Bawiąc w ziemy Medów i Persów po trzykroć strzelając z łuku z jeleniego poroża wyrzezanego, strzałami o posrebrzanych grotach, uśmierciła potwora Abraxasa. Miał on postać potwornego smoka, łuską granatową pokrytego, o głowie koguciej i wężach miast tylnych łap. Zwierz ów demoniczny przybył z najciemniejszych otchłani piekielnych za sprawą czarowników i kapłanów z plemienia Magów, które pełniło u Medów podobną rolę co lewici w Izraelu, czy bramini w Bharacji. Owi to Magowie przewodzący ludom Arii – Iranu dzięki swej tajemnej wiedzy, latami stwarzali coraz to nowe zaklęcia, tak, że mogli zabijać słowem na odległość, mocą kamienia filozoficznego obracać ołów w złoto, rzucać i odczyniać uroki i Čorty wiedzą co jeszcze! W swych staraniach doszli w końcu do momentu, gdy ich zdolnym, lecz pełnym pychy umysłom objawiło się Zakazane Zaklęcie. Magowie postanowili je wypróbować, bo jak mawiał założyciel ich zakonu niejaki Barbatus Theophilus: ,,Bez eksperymentu nie ma postępu''. Wypowiedzieli je, a wówczas z piekieł wyszedł diabelski zwierz Abraxas i począł ogniem pustoszyć ziemie Medów, aż trzema strzałami ubiła go Polisjena.






Minęło dwa i pół roku od tego zdarzenia, a Persowie dowodzeni przez kagana Budar – bałgi, mającego konnicę, łuczników i słonie przybyli pod Horodło, aby wypełniając zobowiązania lenne, pomóc knezince w odpieraniu oblężenia Kałki, syna Alciusa, króla Kimerów. Nad posiłkami perskimi unosił się orzeł Bugaj – ptak (Bugaj – ptica), którego okrzyk budził lęk w sercach węży i smoków. W rozdzierających stalową blachę szponach, ptak Bugaj mający swe gniazdo w górach Pamir, niósł oburęczny miecz obosieczny Promieniem Jutrzni nazywany. Miecz ten miał swe miejsce na ołtarzu w chramie Aradvi – Sura – Aredvi – Anahity, czyli Mokoszy i w jednej z wersji legendy to właśnie owym mieczem knezinka Polisjena ubiła Abraxasa. Jej zbroja ze złotych łusek lśniła oślepiająco w promieniach Słońca, tak, że zdawało się, że to Swaróg zstąpił na ziemię, by walczyć po stronie Słowian. Jej srebrzysta szabla tańczyła niby błyskawica i co rusz piła krew. Kałka, król Kimerów, który ongiś podbił góry Promet i nazwał je na swą cześć Kaukazem, jechał do boju wydającym odgłosy grzmotu rydwanem, który ciągnęły perskie mantykory, a może tylko tygrysy. W jego armii walczyły słonie o zatrutych ciosach i nosorożce, a także łucznicy, konnica, Beduini na wielbłądach a widziano nawet przerażające blaskiem i dymem petardy sporządzone przez wziętych do niewoli inżynierów z Sinea. Bitwa o Horodło trwałą dzień, noc i drugi dzień. Polisjena wybiła strzałami z łuku mantykory ciągnące rydwan króla, a jego samego raniła sztyletem i pozbawiła ucha. Kimerowie utracili niemal wszystkie słonie, którym perscy i słowiańscy łucznicy posyłali strzały do oczu, a te, które nie zginęły od strzał, w wielkiej panice jęły uciekać tratując własne szeregi. Najezdnicy w wielkiej niesławie wycofali się do Azji, zaś król Kałka, którego ranę uleczył pewien uczony Sineańczyk, nie dozwolił by w kimeryjskich kronikach pojawiła się najmniejsza choćby wzmianka o przegranej bitwie. Dlatego też po dziś dzień, mało kto wie o tamtych zdarzeniach.


*

Mimo tak wspaniałego zwycięstwa, o którym Krywicze śpiewali pieśni jeszcze za czasów kniazia Włodzimierza, serce Polisjeny cierpiało z tęsknoty za bratem. Nie wiedziała gdzie go szukać, ani co zrobić by zdjąć zeń zły czar. Byłaby po kres swych dni zamartwiała się losem brata, gdyby nie pewien sen. We śnie tym ukazała jej się Dziewanna Šumina Mati, której z wielkim nabożeństwem oddawali cześć wszyscy mieszkańcy Horodła, jako tej co karmi, odziewa, użycza drewna i chrustu na opał, udziela schronienia w czas napadu i broni przed gniewem swego męża Boruty. Słowianie czcili ją pod wieloma imionami – jako Panią Zwierząt, Jeziorną, oraz Panią Ptaków. Knezinka ujrzała ją we śnie jako tę ostatnią. Leśna Matka jawiła jej się jako niewiasta w białe szaty odziana, wśród drzew i kwitnących kwiatów stojąca, a zewsząd otaczały ją ptaki – wróble, sikory, bociany, jastrzębie, orły, sowy, sępy, żurawie, kaczki, łyski, dzięcioły, kowaliki, kruki, rudziki, drozdy, dzierzby, gęsi, łabędzie, dropie i inne. Nie dziwota, że wszelkie ptactwo czciło ją i garnęło się do niej – wszak ongiś w trzecim eonie zostały przez nią namalowane. Namalowała je farbami na płótnie, a Agej je ożywił. Dziewanna – Pani Ptaków i Stwórczyni Motyli, Rozsiewająca Piękno Władczyni Puszcz i Borów, rzekła we śnie do Polisjeny:
- Idź do lasu, pod dąb Mombarski, tam mnie spotkasz, a ze mną twego brata.








Pani na Horodle wstała i udała się do puszczy, a tam ujrzała królową Dziewannę, taką samą jaką widziała we śnie. Wśród mnogiego ptactwa, które sławiło ją śpiewem, było też stadko kruków. Jeden z nich sfrunął na ziemię, zaś Enka wypowiedziawszy słowa zamawiania, sprawiła, że ptak począł gubić pióra i zatracać ptasie kształty, aż Polisjena ujrzała swego brata Waška, gołego jak jytnas turański. Wašek i Polisjena podziękowawszy Leśnej Matce za pomoc wrócili do grodu, gdzie czekało na nich pieczone prosię, zimne piwo i słodkie kołacze. Co dalej się działo – tego pieśń nie mówi, choć można mniemać, że następca tronu przestał być taki leniwy i nabył mądrości. 

piątek, 27 listopada 2015

Oniricon cz. 165

Śniło mi się, że:



- pojechałem autobusem ,,Gazety Wyborczej'' do teatru na przedstawienie ,,Śmierć i dziewczyna'' na podstawie opowiadania Neila Gaimana o Tomciu Paluchu i nagim Czerwonym Kapturku,
- po latach odwiedziłem swojego byłego psychologa, aby powiedzieć mu o swoim odbycie i nowych komentarzach na blogu,



- na Marsie wybuchł najwyższy wulkan w całym Kosmosie,
- ktoś powiedział, że profesor to tytuł honorowy taki jak car,



- w Pacynowie duch Sześcioręki Krzyżak nakleił na słupie ulotkę, w której było napisane, że jeśli ludzie będą go wywoływać, to wtrąci ich do piekła, ,,skąd nawet Maryja ich nie wyciągnie'',



- po latach wróciłem na Uniwersytet Szczeciński, gdzie miałem wstępne kolokwium z profesorem patologii, który był złośliwy, a ja - nieprzygotowany i denerwowałem się na niego, on kazał mi opisać obrazki fantasy art w podręczniku (min. podobizny Sheeny), a potem kolokwium zostało przerwane i miało zostać dokończone dopiero za dwa dni: kiedy wychodziłem z Uniwersytetu, Mama mówiła mi, że ów profesor patologii został wybrany na rektora, mimo, że był podejrzany o uwięzienie dziecka w lochu; wracając do domu jadłem dużego i rozpadającego się lahmacuna,
- w jakiejś książce katolickiej napisano, że w mitach jest mniej okrucieństwa niż w ,,Biblii'' (tak naprawdę jest na odwrót),



- w czasie podróży przez Tebet, rusałka Ruta spotkała dakinie, które proponowały jej, by stała się jedną z nich,



- w XXI wieku powstało nowe państwo utworzone ze wszystkich krajów słowiańskich, bałtyckich, Finlandii, Węgier, Rumunii, Mołdawii, Albanii, krajów kaukaskich i środkowoazjatyckich, Mongolii, Chin, Indii, a nawet Alaski,



- pewien internauta został ukarany za wyśmiewanie się z Pendolino; za nazwanie go ,,glistą'' i ,,śladem myszy'',



- spotkałem się z Neilem Gaimanem i powiedziałem mu, że początkowo uznałem go za katolika, bo czytałem w ,,Niedzieli'' pochwałę filmu ,,Gwiezdny pył''; powiedziałem też, że uważałem Ursulę Le Guin za katoliczkę,



- pewna Rosjanka bardzo chwaliła serial ,,M jak miłość'' (,,Lubow kak lubow'') jako lepszy od rosyjskich seriali,



- w książce ,,Kim oni byli''? czytałem krótki życiorys Vainamoinena,



- Franciszek Józef żył jeszcze w 2015 r.,



- chłopiec chory na AIDS razem z olbrzymim, mówiącym chomikiem został bez swej wiedzy i zgody zamknięty w zakładzie dla autystycznych dzieci, gdzie źle go traktowano, a on się buntował.