czwartek, 2 sierpnia 2018

,,Twierdza aniołów''


,,328 Istnienie istot duchowych, niecielesnych, które Pismo święte nazywa ogólnie aniołami, jest prawdą wiary. Świadectwo Pisma świętego jest tak oczywiste, jak jednomyślność Tradycji. […]
329 Święty Augustyn mówi na ich temat: ‘Anioł’ oznacza funkcję, nie naturę. Pytasz, jak nazywa się ta natura? - Duch. Pytasz o funkcję? - Anioł. Przez to czym jest, jest duchem, a przez to co wypełnia, jest aniołem’. W całym swoim bycie aniołowie są sługami i wysłannikami Boga. Ponieważ zawsze kontemplują ‘oblicze Ojca… który jest w niebie’’ (Mt 18, 10), są wykonawcami Jego rozkazów, ‘by słuchać głosu Jego słowa’ (Ps 103, 20).330 Jako stworzenia czysto duchowe aniołowie posiadają rozum i wolę; są stworzeniami osobowymi i nieśmiertelnymi. Przewyższają doskonałością wszystkie stworzenia widzialne. Świadczy o tym blask ich chwały. […]332 Aniołowie są obecni od chwili stworzenia i w ciągu całej historii zbawienia zwiastując z daleka i z bliska to zbawienie oraz służąc wypełnianiu zamysłu Bożego. Oto niektóre przykłady: zamykają raj ziemski, chronią Lota, ratują Hagar i jej dziecko, powstrzymują rękę Abrahama, pośredniczą w przekazywaniu Prawa, prowadzą lud Boży, zwiastują narodziny i powołania, towarzyszą prorokom. Wreszcie anioł Gabriel zwiastuje narodzenie Poprzednika oraz narodzenie samego Jezusa’’ - ,,Katechizm Kościoła Katolickiego’’.







W lipcu i sierpniu 2018 r. przeczytałem katolicką powieść angel fantasy ,,Twierdza aniołów’’ Małgorzaty Nawrockiej z 2014 r. Zainteresowanych jej twórczością odsyłam do posta: ,,Anhar – Alhar – Ariel. Trylogia antymagiczna’’. Wśród źródeł inspiracji znajdują się min. ,,Biblia’’ i XVI – wieczny traktat mistyczny ,,Twierdza wewnętrzna’’ św. Teresy z Avila. Według słów samej Nawrockiej:

,,Pewnego dnia postanowiłam zrobić w niebie dziurę. Niedużą. Powiedzmy wielkości Wegi, oddalonej od naszego Słońca o 25 lat świetlnych. Przez tę dziurę wpadł mi wprost na głowę pomysł na angel – fiction. Niewiele mam na swoje usprawiedliwienie. Poza tym może, że ‘Twierdza aniołów’ powstała z miłości do doskonałych duchów, stworzonych przez Pana. I z dzikiej tęsknoty do świata za dziurą – świata, którego nie mogę tu prawdziwie opisać, bo chociaż istnieje naprawdę, nikt z żywych jeszcze go nie oglądał...’’

Akcja powieści rozgrywa się w XXI wieku (po śmierci św. Jana Pawła II) w Akademii Aniołów mieszczącej się w przedsionku Nieba (jest to taki katolicki odpowiednik Hogwartu ;), w Edenie, nad Jeziorem Genezaret, w Bułgarii, we Włoszech (Rzym), Polsce (Mazury, Warszawa), w Jerozolimie (w 33 r. n. e.), a nawet na Księżycu.








Do Akademii uczęszczają kandydaci na anioły, zwani też anielskimi dziećmi, mający w przyszłości zostać aniołami stróżami. Głównym bohaterem jest jeden z nich o imieniu Zielonkawy. Jego kolegami byli: Srebrzysty, Różowy, Złoty, Przezroczysty, Navy Blue, Pomarańczowy, Szary, Bordowy, Biały, Beżowy i wielu innych. Każde z tych imion miało ukryte znaczenie np. imię Różowy odnosiło się do poranku Zmartwychwstania, kiedy niebo było różowe, zaś anioła Zielonkawego Bóg postanowił stworzyć podziwiając pierwszą łąkę w dziejach świata. Kandydaci na anioły nosili szaty w kolorach określonych przez imię i odznaczali się pięknym wyglądem. Przykładowo Zielonkawy miał zielone oczy i długie, rudawe włosy. Na czołach nosili kolorowe gwiazdy, którymi mogli wysyłać wiązki światła. Mieli ciała (różniące się rzecz jasna od ciał ludzkich) i mogli czasem grzeszyć (np. Zielonkawy, mający liczne problemy z przestrzeganiem regulaminu, poleciał w czas rozpętanej przez diabła burzy z piorunami i spalił sobie skrzydła). Czekały ich aż … 64 lata nauki. Po maturze kandydaci stawali się istotami czysto duchowymi i już nie mogli upaść. W Akademii uczono takich przedmiotów jak: dolatywanie na czas (w tym najlepszy był Zielonkawy), metody kuszenia, historia ludzkości od Adama i Ewy, oraz wiele innych przydatnych w późniejszej pracy anioła stróża. Kandydaci na anioły lubili popadać w ekstazę, a ich ulubiony sport to cloudsurfing (ang. cloud – chmura), czyli serfowanie na chmurach (katolicki odpowiednik quiditcha ;). Szkolnym prymusem był Złoty, który później o mało nie przeszedł na stronę wroga. Na szczęście został uratowany wspólnym wysiłkiem wszystkich Niebian i razem z Zielonkawym i Przezroczystym miał strzec mającego się urodzić Proroka.

Wykładowcami w Akademii Aniołów są święci Kościoła katolickiego.








Maryja (przed 20 p. n. e. - po 30 n. e.) - Matka Jezusa, Królowa Aniołów i najdoskonalsze ze stworzeń Bożych. Ukochana przez wszystkich Niebian, których hymnem była najstarsza polska pieśń ,,Bogurodzica’’. Słowa ,,Ave Maria’’ były używane przez nich jako bojowy okrzyk budzący lęk wśród demonów, zaś Maryjne symbole – szkaplerz i ryngraf pełniły rolę tarczy przed atakami złych duchów. Opiekowała się Zielonkawym, który przez św. Michała Archanioła został pasowany na Jej giermka. Dzięki napisanemu przez Nią listowi, którego litery świeciły niebieskim światłem, Zielonkawy uniknął kary po bójce ze Złotym w gabinecie św. Łukasza. Maryja uratowała też Zielonkawego gdy ten leciał w czasie burzy z piorunami i wyprosiła dlań nowe skrzydła. Na Jej prośbę Bóg stworzył anioła Przezroczystego.








Św. Michał Archanioł – Generał Wojska Niebieskiego, pogromca złych duchów, oraz niekwestionowany autorytet wśród kandydatów na anioły, dla których był niczym kochający ojciec. Jego piękno podkreślały noszone na głowie trzy kryształowe diademy. Zielonkawy spotkał go w bibliotece i otrzymał odeń misję do wypełnienia jaką było uchronienie Złotego przed zamianą w diabła. Niebianie używali w walce okrzyku ,,Angel Micael’’, który demony przekręcały jako przekleństwo na: ,,Leacim legna’’.








Św. Szymon Słupnik (390 – 459), zwany przez uczniów ,,Słupio’’; za życia pustelnik znany z bardzo surowej ascezy, zaś po śmierci surowy i wymagający dyrektor Akademii Aniołów (niejako odpowiednik Albusa Dumbledore’a ;). Kandydaci na aniołów, a zwłaszcza Zielonkawy obawiali się go, jednak dyrektor potrafił też być łagodny i wyrozumiały.









Adam i Ewa – znani ze Starego Testamentu prarodzice ludzkości. W Akademii uczyli psychologii. Adam uczył psychologii mężczyzny, zaś Ewa – psychologii kobiety. Zadała przyszłym aniołom trudny test, który najlepiej udało się rozwiązać Różowemu (przyznaję, że test Pramatki Ewy również dla mnie był trudny :). Ewa płakała widząc reakcje współczesnych kobiet zainfekowanych przez feminizm :(.








Hiob – biblijny patriarcha z Edomu, główny bohater ,,Księgi Hioba’’. Dopiero w Niebie poznał Maryję, którą bardzo pokochał. Uczył przyszłych aniołów metod kuszenia (odpowiednik obrony przed czarną magią). Zadał Zielonkawemu wypracowanie o królu Saulu. Na jego zajęciach kandydaci na anioły przez teleskopy obserwowali współczesną Europę i byli pełni oburzenia dla jej zepsucia.








Św. Piotr Apostoł (? - ok. 64/ 67) – pierwszy Papież, który zabrał do Nieba swojego koguta, który niegdyś swym pianiem przypomniał mu o zdradzie Chrystusa. Ów nieśmiertelny kogut miał bardzo donośny i przykry głos. Św. Piotr pożyczył go Zielonkawemu, aby ten więcej się nie spóźniał na zajęcia.








Św. Łukasz Ewangelista (? - 84) z zawodu był lekarzem, toteż w Akademii prowadził gabinet pielęgniarski, w którym opatrywał przyszłe anioły po kontuzjach i aplikował im mikstury swego pomysłu.








Św. Filip Neri (1515 – 1595) – włoski ksiądz, znany min. z dużego poczucia humoru, które nie opuszczało go również w Niebie.








Św. Jan Maria Vianney (1786 – 1859) – francuski ksiądz z małej wioski Ars, surowy asceta i patron proboszczów.








Św. Jan Ewangelista (? - 100) – najmłodszy z Apostołów, umiłowany uczeń Chrystusa, który jako jedyny wytrwał pod krzyżem i jako jedyny zmarł śmiercią naturalną. Nocą Zielonkawy zobaczył go naradzającego się w bibliotece ze św. Michałem Archaniołem.









Św. Weronika (? - I wiek) – bardzo odważna święta, której bohaterskim czynem uwiecznionym w nabożeństwie Drogi Krzyżowej było otarcie twarzy skazanego na śmierć Jezusa. W Niebie uczyła przyszłych aniołów zasad pierwszej pomocy. Na radzie pedagogicznej broniła Zielonkawego przed wylaniem z Akademii za bójkę ze Złotym, chcąc najpierw poznać jej przyczyny.









Św. Dominik Savio (1842 – 1857) – zmarły młodo włoski święty, duchowy syn św. Jana Bosco. W Niebie był opiekunem rocznika, do którego należeli Zielonkawy, Różowy i Srebrzysty i martwił się z powodu kłopotów swoich podopiecznych. Miał ze sobą ulubioną tchórzofretkę o imieniu Berenika ;).








Św. Pier Giorgio Frassati (1901 – 1925) – człowiek świecki, doceniający uroki życia, lecz pełen współczucia dla cierpiących i pokrzywdzonych, włoski alpinista i antyfaszysta. W Niebie uczył przyszłe anioły dolatywania na czas.








Św. Jerzy (? - 303) – patron rycerstwa, Anglii i Gruzji, zwycięzca smoka (chrześcijański odpowiednik Perseusza i innych antycznych bohaterów walczących z potworami), oraz męczennik. Uczył przyszłe anioły sztuk walki. Na jego zajęciach Złoty złamał Zielonkawemu dwa żebra.









Św. Joanna d’Arc (1412 – 1431) – francuska wojowniczka pochodząca z prostego ludu, zwana Dziewicą Orleańską, bohaterka walk z angielskimi najeźdźcami w czasie wojny stuletniej, fałszywie oskarżona o czary i spalona na stosie. W Niebie uczyła przyszłe anioły języka francuskiego. W czasie bitwy o Złotego odziana w zbroję odpierała atak demonów.








Św. Teresa z Ávila (1515 – 1582) – hiszpańska zakonnica, autorka ,,Twierdzy wewnętrznej’’. W Niebie Bóg stworzył zamek opisany w jej mistycznej wizji, gdzie zagrożeni upadkiem kandydaci na anioły odbywali terapię. Św. Teresa miała klucze do owej tytułowej Twierdzy Aniołów i pełniła funkcję jej kustosza, lecz ostateczne zwycięstwo Dobra lub zła zależało od osobistych wyborów anioła poruszającego się po zamku. Tam właśnie trafił Złoty, gdy jego wyobraźnię zainfekowały obrazy demoniczne.








Św. Augustyn z Hippony (354 – 430) – biskup, teolog i filozof. Przed nawróceniem (w dużej mierze dzięki modlitwom jego matki, św. Moniki) prowadził życie grzeszne, teraz zaś bronił Zielonkawego przed wyrzuceniem z Akademii.








Św. Franciszek z Asyżu (1181/ 1182 – 1226) – włoski zakonnik, pierwszy w dziejach stygmatyk, patron ekologów. Pamiętając swoje hulaszcze życie sprzed nawrócenia, teraz bronił Zielonkawego przed wyrzuceniem z Akademii.







Św. Monika (331 – 387) – matka św. Augustyna, która z powodu jego grzesznego trybu życia sprzed nawrócenia nie mogła spać w nocy, martwiąc się i modląc. Obecnie w Niebie nie potrzebowała już snu.








Św. Marta z Betanii (? - I wiek) – siostra Marii i Łazarza, która w Niebie miała najlepszą w dziejach wszechświata kuchnię zasilaną elektrycznością z piorunów. Przyrządzała również najlepsze potrawy jakie tylko można sobie wyobrazić. Zielonkawy, Różowy i Srebrzysty zakradli się w nocy do jej kuchni, aby upiec szarlotkę po polsku (z orzechami) dla Złotego w zamian za pomoc na zajęciach ze św. Tomaszem z Akwinu. Niestety anielskie dzieci nie umiały piec ani gotować i skończyło się na bałaganie w kuchni, a sam Różowy zamknięty w piekarniku, aby pilnował ciasta omal sam nie został upieczony.








Św. Maria Angela Truszkowska (1825 – 1898) – polska zakonnica, założycielka zakonu sióstr felicjanek. Za życia dotknięta głuchotą, w Niebie otrzymała od Boga słuch absolutny. Nigdy się nie obrażała. Jej wielką miłością były rośliny, przeto w Niebie została najlepszą ogrodniczką w dziejach. Ubierała się na zielona, czym przypominała teraz alegoryczne przedstawienie wiosny. Razem ze św. Hildegardą z Bingen prowadziła wykład o trujących roślinach i grzybach.








Św. Cecylia (200 – 230) – męczennica, patronka chrześcijańskiej muzyki. W Akademii uczyła przyszłe anioły śpiewu. Była bardzo piękna i wielu z nich podkochiwało się w niej skrycie.








Św. Tomasz z Akwinu (1225 – 1274) – włoski dominikanin, filozof scholastyczny i teolog, Doktor Kościoła, najwybitniejszy umysł średniowiecza. Myślenie było jego największą miłością po Bogu. Miał z kandydatami na anioły zajęcie z historii ludzkości od Adama i Ewy. Zadał Zielonkawemu rozważenie wpływu wybitnych jednostek na dzieje świata, gdy ten wyraził żal, że Dawid nie zabił z procy Hitlera. Dyskusja na zadany temat miała burzliwy przebieg, doszło do kłótni Złotego z Zielonkawym.








Św. Hildegarda z Bingen (1098 – 1179) – niemiecka mniszka, Doktor Kościoła, wizjonerka, jak na swoje czasy posiadająca rozległą wiedzę przyrodnicza. W czasie plenerowego wykładu o trujących roślinach i grzybach, Pomarańczowy (nie chodzi tu rzecz jasna o Donalda Trumpa, ale o jednego z kandydatów na aniołów:) zapytał ją o popularną obecnie ,,medycynę św. Hildegardy’’, o której rozmawiali z niepokojem święci lekarze; św. Łukasz Ewangelista ze św. Joanną Berettą Mola. Św. Hildegarda wytłumaczyła, że owa alternatywna medycyna to nie tyle jej oryginalne receptury co po prostu połączenie zielarstwa z New Age, od którego się odcięła.








Oprócz nich pojawiają się też min. św. Sebastian, św. Tomasz Morus i wielu innych. W jednej ze scen, nad Jeziorem Genezaret w czasie plenerowej lekcji psychologii mężczyzny z Praojcem Adamem przybył incognito sam Jezus Chrystus; druga Osoba Trójcy Świętej i rozmnożył pieczone ryby, oraz pomógł Adamowi w prowadzeniu wykładu dla kandydatów na aniołów.








Demony; diabły będące upadłymi aniołami dostały się do Akademii zwabione demonicznymi fantazjami Złotego, który dostrzegł w sobie pychę i zwątpił w miłosierdzie. Były to istoty łyse, cuchnące, małe, wyposażone w kogucie skrzydła z pazurami, a ich orężem były przekleństwa. Martwy diabeł przypominał ,,zdechłego kreta’’. W Akademii miała miejsce zażarta bitwa aniołów i świętych przeciw demonom, w której stawką była dusza Złotego, którą na szczęście udało się wygrać sługom Boga.







Ciekawym nawiązaniem do polskich legend jest postać koguta Twardowskiego – czarnego o żółtym dziobie, którego Zielonkawy litościwie zabrał z Księżyca do Akademii, gdzie ptak zamieszkał w jego pokoju razem z kogutem św. Piotra.
,,Twierdza aniołów’’ jest powieścią bardzo ciekawą, napisaną pięknym literackim językiem, pełną humoru i opisującą uroczych bohaterów. Wręcz budzi tęsknotę za Niebem ;). Widać w niej wielkie bogactwo wyobraźni, podobnie jak w książkach Mai Lidii Kossakowskiej, choć Autorka porusza się w kręgu wierzeń ortodoksyjnych. Powieść jest tak dobra, że myślę, iż mogłaby się spodobać nie tylko katolikom ;).

środa, 1 sierpnia 2018

Refleksja powstańcza






,,Powstanie warszawskie nie było obłędem, [...], ale walką z obłędem'' - zasłyszane w telewizji. Gloria victis!



wtorek, 31 lipca 2018

Robin Hood


,,Literaturoznawca z Uniwersytetu Cardiff – prof. Stephen Knight ‘zabłysnął’ dość szczególną hipotezą, głoszącą, że Robin Hood, który zabierał bogatym i rozdawał biednym, był w rzeczywistości tylko prześladowanym homoseksualistą. Według tekstu M. R. pt. Robin Hood. Też kochał inaczej (Rzeczpospolita z 22 października) Robin Hood był rzekomo ‘kochającym inaczej, jego weseli chłopcy – grupą homoseksualistów, którym co innego było w głowie niż wspieranie biednych, a wszyscy razem schronili się do lasu przed prześladowaniami za odmienność zainteresowań’. Jak komentuje autor Rzeczpospolitej, wg prof. Knighta: ‘XV – wieczne ballady o Robin Hoodzie pełne są symboli erotycznych, zwłaszcza fallicznych. Wszystkie miecze, strzały, kociołki mówią – zdaniem profesora – same za siebie. Wydaje się, że mówią raczej o stanie umysłów niektórych naukowców, ale brytyjskie stowarzyszenie homoseksualistów Outrage przyjęło odkrycie z entuzjazmem’’ - prof. Jerzy Robert Nowak ,,Pro i contra’’ [w]: ,,Niedziela Ogólnopolska 45/ 2001’’








O Robin Hoodzie dowiedziałem się po raz pierwszy w przedszkolu oglądając film Disneya z 1973 r., w którym bohaterowie legendy zostali ukazani jako zwierzęta (sam główny bohater był lisem). W dzieciństwie oglądałem też inną kreskówkę o Robin Hoodzie, w której on i jego banda byli dziećmi walczącymi przeciw dorosłym. Z drugiego numeru przyrodniczego czasopisma ,,Zwierzaki’’ (ukazywało się w latach 1992 – 1999) dowiedziałem się, że imię banity pochodzi od ptaka, zwanego po polsku rudzikiem (ang. robin). W 1997 r. przeczytałem o nim następującą notatkę:

,,CZY ROBIN HOOD ISTNIAŁ NAPRAWDĘ?
Przeszło 600 lat temu pojawiła się w Anglii legenda o Robin Hoodzie, wyjętym spod prawa rycerzu, który okradał bogatych, aby pomóc biednym. Do dziś nie wiemy, czy u źródeł tego opowiadania kryje się postać historyczna.
Prawdziwy Robin Hood miał być saskim rycerzem, który utracił swe ziemie w następstwie podboju Anglii przez Normanów w XI wieku. Większość legend podaje, że mieszkał w Lesie Sherwoodzkim w hrabstwie Nottinhghamshire za panowania Ryszarda I (1157 – 99) i Jana bez Ziemi (1199 – 1216). W opowieściach występuje jako najlepszy łucznik w Anglii. W skład jego drużyny wchodzą: dama Marion (ukochana Robina), braciszek Tuck (gruby i wesoły mnich) i Mały Janek (potężny osiłek). Wrogiem banitów jest szeryf Nottingham. Chociaż w północnej Anglii znajduje się kilka miejsc nazwanych imieniem Robina, to jednak nie możemy z całą pewnością stwierdzić, że był postacią historyczną’’ - Bridget Daly (red.) ,,Kim oni byli? Księga pytań i odpowiedzi o sławnych ludziach’’

W 2006 r. czytając ,,Czarownice’’ Eriki Jong (nawiasem mówiąc, książkę napisaną z pozycji wiccańskich i napastliwą wobec Kościoła) natknąłem się na teorię głoszącą, że banda Robin Hooda to byli ukrywający się w lesie wyznawcy Wielkiej Bogini, zaś jej przywódca to leśny duszek (widać tu skojarzenie Robin Hooda z Robinem Goodfellowem ;).








W czerwcu i lipcu 2018 r. czytałem rzetelną pracę naukową James C. Holta ,,Robin Hood. W poszukiwaniu legendarnego banity’’. Na końcu książki został zamieszczony dodatek: XIV – wieczny angielski poemat ,,Czyny Robin Hooda’’, którego autorem był prawdopodobnie bard Richard Rolly. Jego akcja rozgrywa się w angielskim lesie Sherwood za panowania Edwarda II (1284 – 1327). Dopiero w późniejszych wersjach Robin Hood żył w czasach Ryszarda Lwie Serce i Jana Bez Ziemi, a czasem nawet … Henryka VIII (1491 – 1547). W poemacie tym Robin Hood był yeomanem (wolnym człowiekiem), banitą o dwornych manierach. Ubierał się na zielono. Trzon jego bandy tworzyli: Mały John, Szkarłatny Will i Much Syn Młynarza. Braciszek Tuck pojawia się dopiero w późniejszych wersjach. Banici żyli w celibacie, aby uniknąć rozpusty. Postać Lady Marion pojawia się dużo później jako zapożyczenie z ludowych obrzędów Święta Majowego – reliktu celtyckiej uroczystości Beltane. Robin Hood był gorącym czcicielem Maryi. Dziennie słuchał trzech Mszy Świętych na cześć Boga Ojca, Ducha Świętego i Matki Bożej. Nie przeszkadzało mu to rabować bogatych mnichów i biskupów (antyklerykalizm istniał przez cały okres średniowiecza, co nie znaczy, że złych duchownych było więcej niż dobrych; podobnie jak i teraz). Ugaszczał tych, którym potem zabierał pieniądze. Wspierał potrzebujących min. pomógł spłacić dług rycerzowi zadłużonemu u chciwego opata. Wraz ze swymi ludźmi żywił się mięsem królewskich jeleni. Już we wczesnej wersji legendy zasłynął jako znakomity łucznik. Na konkursie strzeleckim rozszczepił strzałę tkwiącą w środku tarczy. Jego wrogami byli: chciwy opat klasztoru Świętej Marii i szeryf Nottinhgam. Ten ostatni został uprowadzony do lasu przez Małego Johna, gdzie Robin darował mu życie, w zamian za obietnicę nieszkodzenia banitom. Jednak szeryf dalej knuł przeciw Robinowi. Ogłoszony przez niego konkurs łuczniczy był zasadzką. Ostatecznie Robin zabił szeryfa w walce. Sojusznikiem banitów był rycerz Richard z Lee, który udzielał im schronienia w swym zamku. Robin Hood, choć był wyjęty spod prawa, szanował swego króla. Ugościł Edwarda II w Sherwood. Król zabrał go na swój dwór do Londynu. Banita umarł w klasztorze w czasie medycznego zabiegu spuszczania krwi – zdradziecka przeorysza wykrwawiła go w zemście za zabicie jej kochanka.
Przez wieki legenda ewoluowała. Z czasem zaczęto niesłusznie widzieć w Robinie symbol walki z uciskiem feudalnym, bądź oporu podbitych Saksonów przeciw Normanom. Jego przygody (zwłaszcza w drukach z XVII wieku) stawały się też coraz bardziej fantastyczne. W jednej z nich odpierał atak muzułmańskiego księcia Aragonii na Anglię.








Omawiana legenda wywarła również wpływ na gatunek fantasy. W pierwszej części animowanego filmu ,,Shrek’’, Robin Hood był … Francuzem i nazywał się Monsieur Hood. Z kolei polski pisarz Tomasz Pacyński (1958 – 2005) napisał cykl fantasy ,,Sherwood’’ składający się z tomów: ,,Sherwood’’, ,,Maskarada’’ i ,,Wrota światów’’ ze względu na objętość podzielone na dwie części: ,,Zła piosenka’’ i niedokończona ,,Garść popiołu’’.

poniedziałek, 30 lipca 2018

Oniricon cz. 419

Śniło mi się, że:







- po śmierci Libuszy panował w Czechach król Mussogoria,
- dwóch mężczyzn kłóciło się i jeden uderzył drugiego w twarz,







- jakiś człowiek lub stwór nosił imię Azbydres,







- Maryja objawiła się w Chinach jako biało - żółta panda w kolorach konfucjanizmu,
- na południu Polski byłem w parku narodowym powstałym z połączenia Bieszczadzkiego i Biebrzańskiego Parku Narodowego,
- bieszczadzki diabeł Maguryczny był ojcem Alojzego Mogarycza z ,,Mistrza i Małgorzaty'' Michaiła Bułhakowa,
- starożytny, żydowski uczony Irum Cwaj Leimi podniósł statek jedną ręką używając tylko dźwigni,
- ułożyłem piosenkę o II RP wzorowaną na ,,Gumisiach'': ,,Zobacz sam, jak Polska rozkwita tam i siam, nasz Paryż Północy cały świat już zna, Polska to jest fajny kraj!'', śpiewałem ją w Różance przed dwoma mormonami,
- pan Martinus ov Simcass śmiał się z mojej kolekcji książek z serii ,,Tajemnice zwierząt'',







- człowiek lub stwór nosił imię Ilbarean,
- pisałem bloga w Parku Kasprowicza w Szczecinie, samochód omal nie rozjechał mojego komputera, tymczasem zanosiło się na burzę,
- na Syberii miała miejsce ,,bosa procesja'', w czasie której zimą starcy szli po śniegu ze stopami owiniętymi słomą i śpiewali magiczne pieśni,
- Andrzej Pilipiuk na Gotlandii posmarował głowę endemicznej owcy trującą maścią, aby była bezpłodna,







- Żydzi zlali się w jedno z Japończykami i obecnie wędrują po świecie, jeden z rabinów powiedział, że ,,od naszych braci chrześcijan możemy się dużo nauczyć'', do tego narodu żydowsko - japońskiego należał rzymski poeta i wojownik Wergiliusz,








- pomyślałem, że marksizm i ideologia gender są gorszym bałwochwalstwem niż rodzimowierstwo,






- Tatra miała na nazwisko Tatarska,
- jakiś kraj ma na fladze niebieską kulę w białym polu,
- Rus zrobił coś złego, lecz już nie pamiętam co,







- znalazłem afrykański magazyn ,,Habby'', na którego srebrnej okładce widniało zdjęcie Murzynki w niebieskim bikini,







- jadłem kredę, a potem szedłem ulicą ze Sławomirą i rozmawialiśmy o ,,Niekończącej się historii'' Michaela Ende,
- w szkole chciałem zapisać swoje sny, lecz Marcus ov Xertus groził, że wyrwie mi kartkę, ze strachu przed nim uciekłem z lekcji religii z panem Andreusem ov Leovishinerem, aby móc w spokoju zapisać sny, lecz potem tego żałowałem,






- w Hiperborei panuje ustrój łączący monarchię konstytucyjną, autorytaryzm i feudalizm. 

niedziela, 29 lipca 2018

Romulus był wilkiem


,, […] Augustyn zaś, zapatrując się na państwo Rzymskie ze stanowiska politycznego i religijnego, dowodzi, że ono samo przez się koniecznie upada. Założyciel jego Romulus, broczący ręce we krwi swego brata, jest złowrogim wieszczem dla całej historji Rzymu’’ - Michał Nowodworski (red.) ,,Encykloepdja Kościelna tom I’’ z 1873 r.








Prawili bajarze, że książę Remus nie poniósł śmierci z ręki swego brata Romulusa, założyciela Rzymu, jeno na czele bandy zbójców dosiadających wilków, zapuścił się aż do dalekiej Analapii, gdzie pokonał go król Mazur, którego wierzchowcem był olbrzymi krogulec. Jednak - ,,niejeden pies wabi się Burek’’ jak powiada przysłowie. ,,Codex vimrothensis’’ potwierdza, że król Romulus istotnie uśmiercił brata, z którym niegdyś wespół pił mleko wilczycy, w sporze o przebieg granicy murów miejskich, zaś ten, który łupił odległe kraje był jeno samozwańcem.







Czyn Romulusa nie uszedł jednak kary. Sumienie gryzło jego serce niby wilk zgłodniały i nawet wystawne uczty, potoki szkarłatnego wina, dźwięki pieśni, gry na instrumentach, taniec i śmiech, rozkosze łoża, zabawy i łowy – nie mogły ukoić jego bólu. Królewna Bizancja, córka Romulusa i królowej Hersylii, ta co później wsławiła się założeniem Carogrodu, ze smutkiem w wilgotnych, sarnich oczach, patrzyła na udrękę ojca. On zaś trapił się tym z każdym dniem coraz mocniej, chudł, bladł i żółkł na twarzy, aż którejś nocy gdy blask srebrzystej tarczy Księżyca wpadł przez okno, porósł szarą sierścią, zawył przeciągle i w wilczej postaci czmychnął z pałacu na Kapitolu. Do swej siedziby powrócił niezauważony nad ranem. Był blady jak wąpierz, niewyspany i rozdrażniony. Odtąd co noc zamieniał się w szarego, lutego wilka i grasował po ciemnych ulicach Rzymu. Łowił szczury i bezpańskie kundle, a z jego żółtych ślepi ciekły gorące łzy. Przemiany jakim ulegał stanowiły pilnie strzeżoną tajemnicę młodego państwa miasta, któremu pisane było narzucić krwawe jarzmo mnogim ludom.







Tego wieczoru pierwszy król Rzymu zasiadał na złotym tronie pogrążony w ponurych rozmyślaniach. Gdy tak siedział zafrasowany, w ciemniejącej komnacie rozbłysło białe światło i przed obliczem króla stanęła wróżka Sybilla o włosach siwych, w siedem warkoczy zaplecionych, odziana w szatę powłóczystą z kapturem zieloną jak łuska smoka. Znana jej była wiedza rozległa jak Morze Rajskie, zaś sama Sybilla pamiętała czasy kiedy Troja była jeszcze młoda. W pomarszczonej dłoni trzymała długą i cienką różdżkę ze szczerego złota. Żołnierze pełniący straż przed królewskim tronem, drżeli ilekroć widzieli czary Sybilli, lecz Romulus dał im ręką znak, aby zostawili go sam na sam z wróżką z grodu Cume. Sybilla skłoniła się przed założycielem Rzymu i rzekła mu.
- Jest mi wiadomym, o Marsowy dziedzicu, to co umyśliłeś ukryć przed światem – Sybilli jak wieść niosła, nieobce były najbardziej skrywane sekrety. - Przyszłam ci pomóc, choć nie od razu docenisz moją pomoc.
- Nie będę wybrzydzał – zapewnił Romulus, a wtedy Sybilla dobyła z zanadrza złote puzderko w kształcie muszli sercówki napełnione zieloną maścią o zapachu bagiennych roślin. Poleciła królowi, aby wziął jej trochę na palec i posmarował nią twarz.
- Na Jowisza, to mnie odczaruje! - Romulus uśmiechnął się po raz pierwszy tego dnia, lecz efekt rozminął się z jego oczekiwaniami.
Jeszcze srebrny promień Księżyca nie zdążył wpaść do pełnej złotych ozdób komnaty, gdy król poczuł, że znów zmienia się w zwierzę. Jego ciało było teraz ciałem wilka, a na dodatek wyrosły my skrzydła – wielkie i białe niczym u łabędzia. Skrzydlaty wilk zawył przeciągle, a jego ślepia rzucały blask szkarłatny.
- Babo, babo – zawarczał ludzkim głosem – co mi zrobiłaś?! Zaraz cię zjem!
- Jak chcesz być królem, musisz zaniechać wilczych obyczajów – odpowiedziała surowym głosem Sybilla i pogroziła mu palcem, a następnie znikła w rozbłysku oślepiająco białego światła.
Romulus klnąc w ludzkiej postaci na czym świat stoi, podbiegł do okna, oparł łapy na parapecie, zawył głosem pełnym żałości niby hrabia Bisclavret zdradzony przez niewierną żonę, a następnie rozprostował skrzydła i odleciał ku dalekim krajom barbarzyńskim, gdzie zimą kopny śnieg zalega na polach i w lasach. Nazajutrz Rzymianie obudzili się bez swojego króla. Jego obowiązki pełniła królowa Hersylia, która od Sybilli dowiedziała się o rzuconym uroku.








- Czy to aby nie zbyt surowa kara dla mojego Romka? - królowa ze łzami w szmaragdowych oczach i ze ściśniętym sercem pytała wróżkę, lecz ta jeno pokręciła głową.
- Nic mu nie będzie, a bratobójstwo jest zbyt ciężką winą, by zostawić je ot tak, bez kary – Hersylia słysząc to rozszlochała się jak mała dziewczynka. - W księdze wyroków Boga Najlepszego i Największego, który panuje nad Żywiołami – ciągnęła Sybilla – przeczytałam, że owa metamorfoza jest potrzebna twemu mężowi, by nie tylko odpokutował zabicie Remusa, ale też i po to, aby nabrał mądrości. Jak mawiał Dedal z Aten: ..Cierpienie nawet głupca uczyni mądrym’’.
- Mój Romek nie jest głupcem! - Hersylia z oburzenia aż zacisnęła drobne dłonie w pięści.
- Ty na pewno nie jesteś głupia – ciągnęła Sybilla – dlatego nim Romulus powróci z tułaczki, przed tobą zegną się kolana Senatu, armii i ludu rzymskiego. Ta przygoda dobrze się skończy – dodała łagodniej Sybilla i otarła łzy płaczącej królowej.
Tymczasem Romulus odleciał z Italii, przed potopem noszącej nazwę Apap. W blasku gwiazd kierował się wciąż na północ lecąc nad ośnieżonymi szczytami Alp. Inne wilki unikały go. Bały się. Zaspokajał głód chwytając zębami przelatujące nietoperze, choć częściej ułowił a to sarnę, a to kozicę koziorożca, nie pogardził też zbłąkaną owieczką. Od ludzi stronił; choć przestał być człowiekiem, wciąż wolałby szczeznąć z głodu niż skosztować ludzkiego mięsa. Aż tak nisko jeszcze nie upadł, a mimo to i tak otaczała go aura strachu gdziekolwiek się pojawił. Gdy opuścił Italię wiedziony zwierzęcym, a może i boskim instynktem, skierował się do celtyckich królestw Recji i Noricum, a następnie udał się ku słowiańskim krainom Bohemii i Analapii. Ci ze Słowian, którzy go widzieli, albo słyszeli o nim, mówili potem przy kuflach piwa:







- Oto Simargł powrócił!
- Ten co go przed wiekami król Rus ubił?
- Raczej inny! Co nie znaczy, że mniej groźny.
Wilk zaś skrzydlaty co niegdyś był królem Rzymu, rozzuchwalił się. Już mu nie wystarczyły chwytane wśród turni świstaki i kozice. Zasmakował w mięsie jagniąt, oraz dorosłych owiec i baranów. Ścigał je lotem koszącym i strącał w przepaść, by potem móc je w spokoju rozszarpać. Nabawił strachu dziewczęta pasące owce na montańskiej hali rozpędzając je tak jak porywisty wiatr rozpędza obłoki, a i – jak wiele wieków później opowiadał góralski gawędziarz Antoni Pyrdek – nie pogardził też ciałem i krwią dwóch pastuszków. Co gorsze – miast mieć wyrzuty sumienia – miał żal do Sybilli, swego zabitego brata Remusa i całego świata. ,,Jestem taki wspaniały, założyłem w wielkim trudzie miasto, którego sława jak mniemam, przewyższy sławę Aten, Niniwy, Babilonu i Nesty – rozmyślał. - Dlaczego zostałem tak srogo ukarany? Czy Remus był wart, abym z jego powodu został zamieniony w zwierzę? Cóż, mam ja wilczą naturę, rozlew krwi jest mi miły, ale na Jowisza; takie miałem dzieciństwo! Przeszkadza komuś, żem schrupał tych dwóch otroków? Każdemu mogło się to zdarzyć; zwłaszcza gdy jest się wilkiem! Pewnie i tak wyrośliby na jakichś obwiesi. Czemu, choć jestem taki wspaniały, taki nomem omen – boski, nawet wilki mnie unikają?’’ - Morzej Pyszałek przez Izraelitów zwany Lewiatanem, z otchłani Čortieńska słyszał te wszystkie niedorzeczności jakie zaczarowany król – wygnaniec wygłaszał do swego odbicia w leśnym źródle i zaśmiewał się szyderczo.
Jednak wreszcie przyszła kryska na Matyska. Juhas Bolimierz pasący owce na pograniczu Montanii i Viscli, ujrzawszy nad ranem wracającego do swego leża wilka skrzydlatego o pysku krwią umorusanym, nałożył na cięciwę strzałę zaopatrzoną w pióro czerwonego gryfa i posłał ją w stronę potwora.
- Giń, przebrzydły Simargle! - zaczarowany Romulus wydobył ze swego gardła żałosny skowyt i ranny w serce ostatkiem sił, poszybował w stronę lasu rosnącego w miejscu gdzie dziś stoją Wadowice.
Gdy wył zraniony, wokół jego łba zapłonął na moment nimb z płomieni, by zaraz potem zgasnąć. Romulus w locie uderzył o drzewo i zamroczony upadł przed drzwiami leśnej chatki, o dachu krytym suszonym sitowiem. Dzięcioł zapukał dziobem o drzwi owej ludzkiej sadyby, a te się uchyliły i stanął w nich starzec o długich, czarnych włosach i brodzie przetykanej siwizną. Ujrzał rannego drapieżnika i zlitował się nad jego niedolą. Był to nie kto inny, ale samotny znachor Włast (Vlastus) cieszący się licznymi łaskami Welesa i Złotej Baby, który z ziół rozlicznych przyrządzał leki niosące ulgę ludziom i zwierzętom. Wziął wilka na ramiona i zaniósł do izby. Położył go na stole i zaczął opatrywać. Usunął z jego ciała strzałę, zatamował krwawienie, ranę ciężką zamówił mamrocząc zaklęcie ongiś przez Złotą Babę mu zdradzone. Użył maści zielonej z ziół leczniczych utartej, nie szczędził czystej pajęczyny na opatrunek. Stan zaklętego króla wymagał dłuższej opieki, przeto znachor Włast pozwolił mu pozostać w swej chacie i karmił kawałkami kury z rosołu. Jednak gdy wilczysku było już lepiej, zamiast okazać wdzięczność, złapało znachora zębami za dłoń. Stąd właśnie wzięło się powiedzenie o gryzieniu ręki, która karmi. Włast zdziwił się wielce tę czarną niewdzięcznością. Nie tracąc zimnej krwi gwizdnął przeciągle, a wtedy z ciemnych zakamarków chaty, świecąc oczami wyszły domowe krasnoludki z plemienia Uboża. Rzuciły się na wilka z domowym okrzykiem, szyjąc do niego z małych łuków strzałami z mysich kostek i zapalonych igieł sosnowych, aż wilk zasłaniając oczy skrzydłami opuścił gościnną chatę i uciekł z niej z podkulonym ogonem.
- Jak on mógł tak postąpić? - dumał Włast. - Byłem dlań chlebem, a on stał się dla mnie kamieniem. Dotąd myślałem, że tylko ludzie tak postępują.
- Może to był jakiś człowiek zaklęty w zwierzę – dumała krasnoludka Jedunka. - Nie frasujcie się tym, panie. Matka Ziemia mówi mi we śnie, że jeszcze znajdziesz połowicę i z twej krwi po latach zrodzi się witeź potężny niby smok, którego sława opromieni tę ziemię…

*








Przypołudnica (Piri – Merida), której tron stał w Pałacu Złotym Pory Południa, z łaski Mokoszy była królową tych południc, które nie zgięły swych karków przed piekielnym wężem Gorynyczem, lecz pozostały wierne Agejowi. Miała ona postać urodziwej niewiasty o cerze alabastrowej, włosach długich i złocistych, oczach czerwonych – blask rzucających w ciemności. Najchętniej nosiła utkane przez rusałki z chmur, białe giezło do kolan sięgające, zaś tym czym berło dla innych królowych, była dla niej zwyczajna kosa. Te z południc, które opowiedziały się po stronie Dobra, zajmowały się pilnowanie zboża, aby nikt go nie deptał, ani w inny sposób nie niszczył. Czasem nawet dawały wodę znękanym przez słoneczny skwar żniwiarzom, broniły ludzi przed złymi południcami, a zdarzało się, że i pomagały w żniwach. Niektóre z nich zostawały nawet żonami chłopów tak jak to miało miejsce w przypadku Urieny, żony karczmarza Lesława żyjącego w erze jedenastej. Najwięcej mocy istoty te posiadały w groźnej dla ludzi porze południa.
Południe właśnie się zbliżało gdy królowa Przypołudnica urwała się z pola, aby razem z dwórkami zbierać jagody w lesie. Romulus w wilczą postać zamieniony już czekał tam na nie. Z wyszczerzonymi zębami wyskoczył zza krzaka ku królowej południc, która zostawiła swą kosę w pałacu.
- Mam prawo spróbować twego tyłka, bo pachnie mi jak szynka! - Przypołudnica uskoczyła ze zwinnością żbika, a następnie szybko odpięła połyskujący srebrzyście pasek ze skóry białego węża.
Zarzuciła go wilkowi na szyję, a wtedy pasek zamienił się w wielkiego, białego węża trusia o łuskach błyszczących jak diamenty. Wąż skrępował skrzydlatego wilka swymi splotami, obnażył kły jadem ociekające, wysunął język rozwidlony i tak się odezwał.
- Ty niecnoto, bratobójco, grabieżco, pożeraczu dzieci… Myślisz, że ujdziesz zasłużonej kary?! Tu jest Analapia, tu nikomu nie wolno krzywdzić dzieci ani przed, ani po narodzeniu! - uścisk węża był tak mocny, że Romulus stracił już nadzieję na ratunek.
Pojął, że nadchodzi jego ostatnia chwila i niebawem dołączy do cieni swego brata w królestwie Disa.
- Mea culpa… - wycharczał wilk. - Litości…
- A ty gdzie miałeś litość gdy żarłeś tych dwóch chłopców? - zapytał wąż, lecz Przypołudnica złapała go za ogon, a on znów stał się paskiem.
- Otrzymałeś drugą szansę – rzekła – nie zmarnuj jej. Będę mieć na ciebie oko. Jeśli znów coś przeskrobiesz, moje damy dworu załaskoczą cię na śmierć – inne południce w białe giezła odziane, pokiwały poważnie głowami.
Odtąd wilk Romulus stał się domowym zwierzęciem królowej południc; jej ,,domowinem’’1 jak mawiali Analapowie. Z czasem przebywając na jej dworze, król Rzymu wyzbył się okrutnych nawyków. W jego sercu zagościło współczucie dla istot słabszych odeń i skrzywdzonych, a między nim a królową południc nawiązała się nić sympatii. Nie zapomniał jednak o swej żonie, królowej Hersylii władającej nad Tybrem. Tęsknił za nią i za królestwem, które założył.








Przypołudnica wraz ze swym dworem spała na miękkim łożu kiedy blask Srebroniowy oświetlał uśpioną Ziemię. Romulus nie spał. Pełen żałości za swe winy, rozmyślał tęsknie, kiedy odzyska ludzką postać. Przypołudnica obiecała mu to kiedyś, że nastanie to dopiero gdy dokona czynu godnego króla. Smętne myśli nurtowały w jego głowie gdy samotnie przemierzał puste korytarze złotego zamku zbudowanego wśród chmur. Z rozmyślań wyrwał go jakiś krzyk. Nastawił uszu i wyskoczył przez uchylone okno chronione szybą z fenickiego szkła. Leciał w blasku gwiazd kierując się w stronę dźwięku. To krzyczała dwójka dzieci dwuletnich; chłopiec i dziewczynka o skórze zielonej. Dzieci były związane w czarnym worku, który wystawał z drewnianego moździerza. Leciała nim, wiosłując w powietrzu miotłą, Baba Jaga – prastara, okrutna czarownica z Roxu co miała kościaną nogę, zęby żelazne, a serce kamienne. Romulus słyszał już o niej i o jej budzących grozę czarach. Teraz podleciał do moździerza, chwycił worek zębami i wyszarpnął. Odleciał z łupem czarownicy w zębach. Gdy Baba Jaga spostrzegła, że zabrano jej ofiary, puściła się w pogoń za skrzydlatym wilkiem. Dopędziła go i zatopiła w jego grzbiecie sztylet o falistym ostrzu zatruty krwią hydry. Romulus opadł z wolna w dół, a zielone dzieci z nim. Uniknęły śmierci w kotle Baby Jagi i żywe wylądowały, bo ciało wilka zamortyzowało uderzenie. Wyszły z worka i w lesie poszukały ziół do uleczenie swego dobroczyńcy. Jednak driakwie nie były już potrzebne. Oczom zielonych dzieci ukazała się zrzucona wilcza skóra i białe skrzydła sromotnie połamane. Na skórze stał mąż potężny, czarnowłosy. Czar został zdjęty.
- Pora wracać do Rzymu – rzekł wesoło odczarowany Romulus. - Najpierw jednak zaprowadzę was, brzdące do waszej mamy – zielone dzieci z krzykiem pobiegły w las i wskoczyły do jakiejś jamy.
Ich dom mieścił się bowiem pod ziemią gdzie czekali na nich stęsknieni rodzice. Przed Romulusem była jeszcze długa droga nim powtórnie zasiadł na tronie Rzymu.


*







,,Co się zaś tyczy znachora Własta, poślubił krasnoludkę Jedunkę, która dla niego przybrała rozmiar zwyczajnej niewiasty. Po wielu wiekach z ich rodu narodził się Piotr Włast, zwany Duninem, rycerz Bolesława Krzywoustego, który ocalił swemu panu życie przed dzikiem. Tenże Piotr Włast polował też na innego dzika; demonicznego odyńca o smoliście czarnej szczecinie, za którym psy nie chciały iść. Również złotowłosa czarodziejka ostrzegała go przed tymi łowami, a gdy rycerz zaznawał z nią w łożu rozkoszy, ze ściany groźnie spoglądał łeb innego dzika z zaświatów […]. Piotr Włast umarł, gdy żercy ze Ślęży wykłuli mu oczy drzazgami z krzyża’’ - ,,Codex vimrothensis’’


1 Określenie wymyślone przez Czesława Białczyńskiego.