poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Semiramida






,,Semiramida (Semiramis, orm. Szamiram), legendarna królowa Assyrji, córka bogini Derketo (ob.), żona króla Ninosa (ob.). Po jego śmierci sprawowała rządy w imieniu syna swego Ninyasa. Przypisywano jej wielkie budowle ('ogrody wiszące'). Jej historycznym wzorem była Semmuramat, żona asyryjskiego króla Samsi – Adada V, a matka Adadnirarisa III, za którego sprawowała regencję 809 – 806 przed Chr. 'Semiramidą północy' zwano rosyjską Katarzynę II'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 15 Rewir do Serbja''





Królowa Semiramis, w mowie Ormian nazywana Szamiram, o której powiadano, że zrodziła się z gołębiego jaja zniesionego przez Derketę – nimfę rzeki Tigry i została wykarmiona przez białe gołębice, olśniewała swą krasą. Była smukła jak łania i wysoka, o ciele pięknym jak rzeźby greckich mistrzów. Cerę miała jasną i jedwabiście gładką, oczy podobne do szafirów rzucały spojrzenie pełne niewinności. Włosy opadały niemal do kolan czarną, lśniącą kaskadą. Przyszła założycielka Asyrii kochała się w ozdobach. Między oczami miała czerwoną kropkę wzorem Bharatyjek. Nosiła złoty diadem w kształcie kwiatu lilii, zdobiony szafirem, złote kolczyki z motywem kwiatowym, naszyjnik z paciorków i bransoletkę na kostce. Zakładała suknie jedwabne i atłasowe w żywych kolorach, czarodziejskim sposobem ściągniętych z pokrytego łuskami grzbietu smoka Tęczyna. Córka Derkety budziła podziw nie tylko swym pięknem. Biegle władała siedemnastoma językami, znała tajniki gry w szachy i na harfie, układała pieśni i poematy, znała się na ziołach, gwiazdach, minerałach i zwierzętach, interesowała ją historia i matematyka; poszukiwała kamienia filozoficznego, widziała odległe zdarzenia w ogniu i wodzie, miała też wieszcze sny.
W mglisty, kwietniowy poranek, odziana w koszulę ze złotogłowiu z długimi rękawami i szkarłatną spódnicę, udała się do świętego gaju nad rzeką Tigrą. Zeszła po kamiennych schodach nad sam brzeg rzeki i stanęła na okrągłej kamiennej platformie, o którą rozbijały się maleńkie fale. Śpiewem zaczęła przyzywać swoją matkę, aż z wody wynurzyła się rudowłosa nimfa mająca na głowie pióropusz z szarych piór gołębich. Położyła Semiramidzie zimną dłoń na delikatnym jak płatki róż policzku i spytała.





- Cóż ci dolega, najdroższa córeczko? Już z daleka widać smutek w twoich oczach.
- Jakże nie mam płakać, matuchno kochana, kiedy to dokuczliwy cierń tkwi w moim sercu! - wybuchnęła Semiramida. - Tak bardzo zostałam skrzywdzona; zraniona i upokorzona! - po jej aksamitnych policzkach potoczyły się łzy podobne do pereł.
- A któż to był tak niedobry, że wbił cierń w twoje serduszko? - Derketo wynurzyła się z rzeki, usiadła obok córki i objęła ją ramieniem.





- Po śmierci trytona Oannesa przez trzy lata nosiłam wdowią żałobę, aż u jej kresu przybyli do mych włości swaci z dalekiego, potężnego królestwa daleko na mroźnej północy. Była to Analapia, leżąca nad rzeką Visaną i Morzem Srebrnym, którego fale wyrzucają bursztyn. Król Samowit zasiadający na złotym tronie w Neście, przybył po moją rękę do Aten, skąd wysłał swatów do grodu boga Aszura. Zgodziłam się zostać królową Słowian, bo wiedziałam z ksiąg historyków, że są ludem walecznym, lubującym się w przepychu, uczoności, dwornych obyczajach, a nade wszystko miłującym wolność. Przypłynęłam do Pireusu analapijskim korabiem nazwanym na cześć żmija – księcia Lamii; władcy Morza Śródziemnego. Król Samowit olśnił mnie swym męskim pięknem. Był potężny niby tur, albo smok, a jego włosy przypominały złoto. Miałam ochotę paść mu do stóp i wielbić jako swojego boga. Pobraliśmy się w Atenach, na dworze króla. Następnie wyruszyliśmy w długą podróż poślubną na północ, ku mroźnej krainie lasów i drewnianych grodów. Ofiarowałam królowi Analapii swoje odnowione dziewictwo, on zaś obiecał, że po przybyciu do stołecznej Nesty, której nazwa oznacza gniazdo, koronuje mnie na królową Słowian. Jednak nie dotrzymał obietnicy – łzy ronione przez królową zamieniały się w drogie kamienie. - Gdy mieliśmy wjeżdżać do stolicy, Samowit zatrzasnął mi bramę przed nosem, szydząc, że poślubił mnie tylko po to, aby okryć sławą siebie i swoje królestwo, że mnie tak naprawdę nie kocha i że cieszy się, że będzie mógł się pochwalić przy piwie królowi Cherusków, że zerwał mój wianek... Płakałam jakby mnie sprzedał do niewoli, a niebo płakało razem ze mną. Z niewielkim orszakiem udałam się do portu Korsunia w Roxie. Przepłynęłam scytyjską galerą Morze Ciemne, opłynęłam Azję Mniejszą i po wielu perypetiach powróciłam do Asyrii, po powrocie karząc surowo tych, co sądząc, że nie żyję, rozkradali mój majątek. Żadne uciechy, nawet polowanie na lwy, czy z sokołami, nie mogą ukoić mej boleści – Derketo pocałowała córkę w policzek.
- To nie ty poniosłaś stratę, ale ten prostak. Jesteś tak piękna, mądra, czysta i dobra, jak mało która z niewiast. On na ciebie po prostu nie zasługiwał – Derketo pocieszała córkę.
- Mamusiu, ja czuję tak gorzki żal z jego powodu, że jestem gotowa najechać tę jego Analapię i wydać jej sioła i grody na pastwę płomieni! - w sercu Semiramidy podniosła żmijowy łeb nienawiść.
- To nie jest dobre rozwiązanie, córeczko – rzekła Derketo – choć cierpisz niewinnie, pomyśl ile wdów i sierot ucierpi, jeśli nie zaniechasz odwetu – jednak Semiramida nie słuchała matki, tylko wtulona w jej piersi płakała gorącymi łzami długo i żałośnie....


*


W owym czasie na tronie w Dendropolis zasiadał król Mir (Mirus), którego siostra nosiła imię Mira. Powiadano, że jego imię pasowało do niego jak ulał. W trzynastym roku jego panowania, z głębi Azji do Roxu wkroczyli Asyryjczycy. Do boju wiodła ich Semiramida zasiadająca na grzbiecie słonia z Bharacji. Wysłała do Dendropolis nad rzeką Tinerpą posłów z takim orędziem:




,,Semiramida z łaski Aszura królowa Asyrii, Mirusowi, królowi Roxu pozdrowienia. Nie chcemy wojny z bratnim Roxem, pragniemy jednak wywrzeć sprawiedliwą pomstę za nasze upokorzenia na królu Analapii, która leży na wschód od asyryjskiej faktorii Trewiru. Zapytuję was przeto, panie bracie, czy pozwolisz moim wojskom przejść pokojowo przez swe włości, abym mogła ukarać Samowita, króla Analapii? Bacz, że w razie twej odmowy, nie zrezygnuję z realizacji tego celu, lecz nie tylko Analapia ucierpi, lecz również Rox''.


Choć Mirus był sojusznikiem Samowita, bez większych oporów przystał na warunki Semiramidy. Jedynie jego syn, królewicz Kulik Mirowicz nie mogąc znieść hańby, jaka przypadła w udziale Ludowi Roksany, rozesłał wici do swych wasali i zagrodził królowej drogę na zachód. Wywiązała się straszliwa bitwa, w czasie której niebo pociemniało od strzał obu armii. Kulik uśmiercił toporem słonia królowej, ta jednak nie zginęła. Bez skrzydeł uniosła się na wysokość siedmiu stóp i zawisła w powietrzu.
- Zginiesz wiedźmo! - warknął królewicz napinając łuk z zatrutą strzałą, lecz Semiramida była szybsza.
Cisnęła włócznią prosto w twarz Kulika, z miejsca kładąc go trupem.
- Nie uczyli cię buraku, że niewiasty nie bije się nawet kwiatkiem? - zaśmiała się królowa.





Asyryjczycy rozgromili Rusiczów w miejscu nazwanym później Kulikowym Polem. Gdy król Mirus dowiedział się o śmierci syna, rozdarł szaty, zapłakał łzami wielkimi jak ziarna grochu, po czym gdy ochłonął, zebrał drużynę, aby pomścić królewicza. Przyszło mu bronić Dendropolis. Asyryjczycy rozbili główną bramę taranem, weszli po drabinach na wały, przynieśli starożytnemu grodowi Kija rzeź i pożogę. Mirus poddał się. Złożył hołd Semiramidzie i wypłacił jej trybut w czterystu złotych grzywnach. Choć uratował gród stołeczny do zniszczenia, mówiono o nim po kryjomu, że okrył się sromem. Asyryjczycy obładowani licznymi łupami zdobytymi w Roxie – bursztynem, miodem, woskiem, mięsiwem, solą, srebrem i złotem, oraz niewolnikami, ruszyli na Analapię. Przy forsowaniu granicznej rzeki Soprač, Semiramida siedząc na białym, arabskim rumaku w złotej uprzęży, uderzyła mieczem w posąg Świętowita.





- Aszur potężniejszy! - zawołała donośnie, lecz w sercach wielu z jej wojowników powstała wątpliwość, czy królowa aby na pewno dobrze postąpiła.
Asyryjczcy wkroczyli do Analapii. Król Samowit opuścił Nestę, rozesławszy wcześniej wici do swoich wasali. Jedna armia parła wciąż na zachód, druga zaś – ustawicznie na wschód. Spotkały się pod grodem zwanym Lubią na ziemiach Ludu Ledy. Listopad dobiegał już końca. W dzień bitwy pod Lubią spadł obficie śnieg z deszczem. Z rozkazu Zimy powiało mroźnym wiatrem, kałuże ściął lód, zaś wieczorem śnieg zaczął prószyć jak pierze z rozprutej poduszki. Analapowie już nieraz odnosili zwycięstwa w strugach ulewnego deszczu i w siarczystym mrozie, lecz Asyryjczycy wychowani w gorącym klimacie Mezopotamii, a przez to nieprzywykli do mrozów, marli jak muchy. Semiramida poniósłszy klęskę, opuściła Analapię w niesławie, a resztki jej wojsk ginęły tysiącami z rąk Analapów i Roxów. Powróciła do Asyrii i zabroniła pisać o swej porażce kronikarzom. Jeśli zaś chodzi o Samowita, ów po zapaleniu kadzidła Agejowi i wszystkim Enkom, rzekł w gronie swych możnych:
- Głupio i podle uczyniłem, łamiąc jej serce, przez co ściągnąłem najazd na Ojczyznę.


*

,,DUDA: ' […] Spotkajmy się Pyramie nad grobem Nygusa'.
PIGWA: Nie Nygusa, tylko Ninusa, pało! […]'' - W. Szekspir ,,Sen nocy letniej''






Ninos, syn Belusa na jednej ze starych miniatur zdobiących pergaminowe karty ,,Codex vimrothensis'' został przedstawiony jako muskularny mąż z byczymi rogami na głowie, długą, czarną brodą i wężowym ogonem zamiast nóg. Służył w wojsku Semiramidy, a jego rozkazów słuchało tysiąc wojowników. Uczestniczył w wyprawie przeciwko Słowianom; forsował rzeki Danu, Tinerpę, Soprač i Divinę, zaś pod Lubią odmroził sobie koniec ogona. Osłaniał tyły wojsk królowej w czasie rozpaczliwego odwrotu przez zaśnieżone stepy Roxu. Semiramida zawsze mogła liczyć na jego wierność. Mężczyźni bali się jej i pożądali jednocześnie. W ostatnich miesiącach, królowa zaczęła częściej przebywać sam na sam ze swym hetmanem i zwierzać mu się z tego co ją trapiło. Ninos z kolei radował się w duchu, że jego pani coraz szerzej otwiera przed nim swe serce. Minął rok i Semiramida włożyła na głowę Ninosa złotą koronę, czyniąc go królem Asyrii. Wcześniej w świątyni na szczycie zigguratu w stołecznym Aszur, biorąc na świadków cały panteon, król i królowa wymienili się złotymi pierścieniami i pili wino ze wspólnego kielicha. Potem, oboje przyodziani w purpurowe szaty, z wieńcami róż na skroniach, zasiedli do uczty pożywiając się razem z druhnami i drużbami w białych muślinowych tunikach. O północy obwieszczonej biciem w spiżowy gong, gdy wszyscy goście opuścili komnatę nowożeńców na szczycie zigguratu, ci legli w łożu z kości słoniowej i bursztynu, nakrytym purpurową pościelą i w blasku świec w srebrnych kandelabrach oddali się sobie z wielką radością....
Król Ninos w pierwszym roku swego panowania, za namową żony rozpoczął budowę nowej stolicy nad potokiem Chusur, dopływem wielkiej rzeki Tigry. Tak jak Romulus nazwał założone przez siebie miasto Roma, tak Ninos nadał swemu dziełu nazwę Ninua, czyli Niniwa. Wielki był to gród; aż piętnaście bram doń prowadziło, a ich imiona brzmiały: Wrota Chalachu, Szibaniba, Muszlaku, Kor – mulissi, Szamasza, przez Słowian zwanego Swarogiem, Chalzi, Aszura przez Słowian zwanego Mieczysławem, Chanduri, Arsenału, Pustyni, Nabrzeża, Maszki, Sina, przez Słowian zwanego Chorsem – Srebroniem, Nergala, przez Słowian zwanego Welesem i Adada. Królowa Semiramida osobiście ufundowała w nowym mieście okazały chram bogini Isztar, cały skąpany w złocie i klejnotach. Stolicę zdobiły fontanny i ogrody, chramy i pałace. Dzień w dzień rozbrzmiewała gwarem odbywających się targów. Dla Asyryjczyków była perłą w koronie imperium. Dla Solimów – siedliskiem zła.





Król Ninos pragnąc uczcić swego ojca Belusa, przez Słowian zwanego Bielonem, wystawił mu posąg ze złota i kości słoniowej. Na jego piersi był wyryty pentagram świecący krwawo. Nie mogąc przeboleć tego, że ojciec umarł, śmiertelnie raniony w czasie polowania na dziki, Ninos sam składał przed pomnikiem wieńce kwietne oraz palił kadzidła jak przed bóstwem. Niedługo potem, nie przyjmując pocieszeń ze strony żony, Nino ogłosił, że posąg jego ojca ma moc odpuszczać grzechy, przeto ciągnęli do niego pielgrzymi z całej Asyrii i sąsiednich krain. Ninos z dnia na dzień składał swemu ojcu coraz to wymyślniejsze ofiary – z pokarmów i napojów, palonych w całości zwierząt, a nawet z ludzi. W końcu w posągu zamieszkał Farel, jeden z Čortów i począł przemawiać przez wyrocznie i czynić cuda fałszywe, z których na dłuższą metę nic dobrego nie wynikało, a które miały odciągnąć ludzi od czci należnej Jedynemu Bogu.

,,Wielce musiałem się natrudzić, by wytłumaczyć mojemu znajomemu, panu podkomorzemu Ździechowskiemu, wyznawcy wiary luterańskiej, że my katolicy nie jesteśmy bynajmniej jak ten Ninus, król asyryjski. Kazał on czcić bałwana swego ojca Belusa, w którego to idola wstąpił demon i czynił fałszywe cuda. Dlatego też mówi się na demony – diabły, od słów 'dia Belus', czyli 'podwójny Belus'. […] Nasz katolicki kult obrazów i relikwii nie jest tym samym co u pogan. Nie czcimy samego obrazu, ale Rzeczywistość, którą wyobraża […]. Nasz Pan, Jezus Chrystus stawszy się człowiekiem, zniósł zakaz przedstawiania Rzeczywistości Boskiej zapisany w Starym Zakonie. Nie było to zresztą osobne przykazanie jak mówią współcześni ikonoklaści. Poza tym nasza katolicka wiara jest wiarą prawdziwą, objawioną przez Boga, a tamta wiara asyryjska – była wiarą w bajędy i gusła'' – Innowojciech Błyszczyński ,,Glosariusz''





Semiramida nie tylko przysłużyła się budowie Niniwy, ale założyła też szereg innych miast, w tym Babilon, do którego po latach przybył Paprzyca. Owe miasto nazywane Bramą Bogów, królowa przyozdobiła kompleksem umiejscowionych na tarasach ogrodów przedziwnej piękności. Owe wiszące ogrody Babilonu, przez Filona z Bizancjum zaliczane do siedmiu cudów świata, obfitowały w fontanny i rośliny sprowadzane z najodleglejszych stron – brzozy znad Tybru, cedry z Libanu, dęby z Baszanu, róże z Saronu, palmy, oliwki, sandałowce, morwy, miłorzęby z Sinea, lilie, lotos czarny, szary, złoty, purpurowy i zielony, wywołujące narkotyczne wizje ziele taduki, grzyby takie jak boczniaki, sitaki i mun z Dalekiego Wschodu, brzozoświerki z Roxu, czarne lilie, zielone róże sprowadzane aż z Lemurii, owadożerne dzbaneczniki pochodzące z jeszcze bardziej odległej wyspy Kalimantian, wielobarwne storczyki, kaktusy, rośliny dostarczające przypraw i leków.... W gałęziach ogrodowych drzew gniazda zakładały białe kruki i białe wrony. Dzięki wiszącym ogrodom Babilonu na stole Ninosa i Semiramidy gościły pieprz i gałka muszkatowa, imbir, goździki i cynamon, banany, pomarańcze, kokosy, mandarynki, mango, papaje, ryż, sorgo, cukier z trzciny, cipangijski chrzan wasabi, niebieskie migdały z Afryki, figi, ciastka z makiem i sezamem, owoce liczi, podobne do małych mózgów orzechy z Italii, a nawet aromatyczne i wyraziste w smaku korzenie rośliny zwanej dziś korzeniem Parezina na cześć rosyjskiego botanika, prof. Iwana Parezina, przyjaciela prof. Jana Schtroisemana. Ogrody Semiramidy budziły powszechny podziw i opisywano je w analapijskich kronikach, lecz do naszych czasów ślad po nich nie został....






Gdy – jak wierzyli Asyryjczycy – król Ninos udał się w ostatnią podróż do mrocznego królestwa Nergala i jego żony Ereszkigal, Semiramida przez siedem lat sprawowała regencję w imieniu następcy tronu, królewicza Ninyasa. Powiadali też niektórzy, że w swej nienasyconej lubieżności, Semiramida współżyła cieleśnie z synem niczym z własnym mężem, ale czy trzeba we wszystko wierzyć? Plotki te były karane śmiercią. Semiramida do końca życia wyglądała młodo i pięknie. Na łożu śmierci zamieniła się w białą gołębicę i poleciała do nieba na spotkanie swej matki Derkety.





niedziela, 24 kwietnia 2016

Antyczne czarownice






,,Postać czarownika w literaturze klasycznej jest prawie zawsze wzorcowo mroczna: uwodzicielska Kirke, morderczyni Medea, Dipsias Owidiusza, Oenothea Petroniusza, a szczególnie Kandyda i Sagana Horacego. Ich nienaturalnie blade, skrywane w mroku twarze, bose stopy, rozczochrane włosy i odzienie przypominające gnijący całun tworzą przerażający wizerunek. Jeśli dodać do tego otoczenie, które zwykle jest odludnym miejscem, i obraz istoty, która ryje ziemię ostrymi pazurami, rozrywa na strzępy czarne jagnię, by pożreć jego ciepłe jeszcze ciało, i wzywa bogów świata podziemnego, to otrzymamy obraz jak z koszmaru nocnego. Ta literacka tradycja doskonale pasowała do późniejszych, chrześcijańskich wyobrażeń czarownicy'' - Jeffrey B. Russell ,,Krótka historia czarownictwa''




Rodzina Lilith





,,Sumerowie i Babilończycy mieli bardzo skomplikowaną  demonologię. Wierzyli, że świat pełen jest duchów, i to w większości wrogich. Każda osoba miała ducha przewodnika, który chronił ją przed demonicznymi wrogami. Pośród najbardziej przerażających demonów sumeryjskich wyróżniała się 






Ardat Lili lub Lilitu - kuzynka grecko - rzymskiej Lamii i pierwowzór hebrajskiej Lilith. Lilitu była oziębłym seksualnie, bezpłodnym uskrzydlonym demonem rodzaju żeńskiego mającym pazury na nogach i rękach. W towarzystwie sów i lwów, skrzecząc, latała nocami, uwodziła śpiących mężczyzn i piła ich krew. Inny demon kobiecy - Labartu - kroczył z wężami w dłoniach i atakował dzieci oraz ich matki czy piastunki. [...]'' - Jeffrey B. Russell ,,Krótka historia czarownictwa''




Oniricon cz. 205

Śniło mi się, że:

- siedziałem sam w małym pokoju i na polecenie pani Anny ov Scayapakovej pisałem egzamin z historii, źle zrozumiałem polecenie i na podstawie dwóch tekstów źródłowych wymyśliłem fantastyczną historię, a potem chciałem to poprawić,





- w jedzeniu zalęgły się larwy mącznika, które potem zamieniły się w duże, kolorowe robaki, których pełno było na dywanie, a ja je rozdeptywałem, tymczasem sąsiadka, pani Ivoniana ov Simanitis fałszywie oskarżyła moją Mamę, że w jej mieszkaniu jest dziki szczur,





- uznałem, że ,,Kalevala'' jest bardziej wartościowym eposem niż ,,Pan Tadeusz'',
- czytałem o polskim diable, który jeździł saniami zaprzężonymi w bociany,





- św. Wojciech został zaatakowany przez sroki, a ta, która broniła świętego przeżyła do naszych czasów i zamieniła się w Kornela Morawieckiego,
- moja Mama poszła na spotkania Odnowy w Duchu Świętym, a reszta rodziny miała o to do niej pretensję,





- nieistniejący kolega o imieniu Olek upierał się, że Stanisław Lem wynalazł w XVI wieku fotografię i z jej pomocą sporządził Całun Turyński; nie wierzyłem w to mówiąc, że Całun jest prawdziwy, a Olek władał mi palce do uszu; udaliśmy się do papieża Franciszka, aby rozstrzygnął ten spór,
- Andrzej Sapkowski mieszkał w Szczecinie i był moim sąsiadem; odwiedziłem go i rozmawiałem z nim; wypisywałem cytaty z książki ,,Sezon burz'' na patelni, a 'potem zabrałem ową patelnię do domu, aby wykorzystać cytaty do pisania bloga; patelnię miałem oddać Sapkowskiemu jeszcze tego samego wieczora,





- na ulicy spotkałem dużego, groźnego psa - brązowego amstaffa lub pitbulla z białą głową, który chciał się na mnie rzucić i bałem się go, lecz właściciel trzymał go na smyczy,





- kiedyś Polacy jedli kulony, a jakiś mężczyzna wolał jeść kurczaka,





- pojechałem do majątku szlacheckiego, gdzie dziedzic opowiadał chłopom jakąś historię, widziałem ukrywającego się w pokoju małego, czerwonego stworka podobnego do Cthulhu, potem zaczęły mnie prześladować demony przypominające dzieci o czerwonych oczach; paru z nim wydłubałem oczy, potem jakiś wiejski chłopiec zaprowadził mnie do opuszczonego kościoła, którego ściany pokrywały różne napisy, abym stamtąd wypędził pięć diabłów.

sobota, 23 kwietnia 2016

Trzy barwy, trzej witezie

Działo się to wiele lat przed przybyciem Paprzycy do Babilonu.





- Powiadają o tym babilońskim carze Nabsurze, nieszczęsnym, psie krwawym, co dla narodu Rusiczów źródłem jest kłopotów, że nie począł się z człowieczego nasienia – w słowiańskiej karczmie w jednej z dzielnic Damaszku dwóch Roxów – Rusiczów – synów Ludu Roksany rozprawiało o nadciągającej srogiej wojnie.






- A juści – znad kubka z winem odpowiedział rzeźnik piwowarowi. - Prawią oni, że do maci jego, księżniczki chaldejskiej, każdej księżycowej nocy przylatywał na smoczych skrzydłach wąż czarodziejski co imię Naletnika nosił. Łuską miał czerwoną jak krew i w ogóle łasy był na piękne i młode dziewice. Napastował niebogę każdej nocy, choć jej bracia czuwali u jej łoża z mieczami w dłoniach. Naletnik – huncwot w końcu złożył swój łeb oślizgły na białym łonie królewny, ukłuł je swym żądłem rozdwojonym i tak poczęła nieboga, tego …. paskudnika, tego …. Kazimierza.
- Jakiego znowu Kazimierza, kumie? - zdziwił się piwowar.
- Ano tego Nabsura, Nabu – chodo – nozora, Nazywam go Kazimierzem, bo niszczy pokój.
Przy sąsiednim stole całą rozmowę usłyszało trzech junaków. Odziani byli w zbroje barwy białej, szkarłatnej i czarnej. Tych samych maści były ich konie zażywające owsa i wody w stajni, tudzież oręż. Jak podają słowiańskie i syryjskie kroniki, imiona owych posilających się w milczeniu rycerzy brzmiały: Jutrznia o włosach białych, Dnik o kosie barwy szkarłatu i Wieczereń, którego warkocze były czarne jak noc. Wieść gminna głosiła, że ich ojcem był sam Perun – Jarowit, a matką Baba – Jaga, ale jak powiadają mądrzy wołwchowie – nie trzeba we wszystko wierzyć. Bracia wyruszyli szukając przygód z rodzinnego Zawilca nad rzeką Pripet' do stołecznego Dendropolis gdzie pędzili czas na ucztach i turniejach. Zdobywszy moc drogocennych nagród z rąk króla Atanora, udali się na wschód. Przekroczyli rzekę Smorodinę, gdzie na drugim brzegu czekały na nich wielkie skrzypy i widłaki, władne pożerać ludzi wraz z ich wierzchowcami. Byliby zginęli, lecz car Perun ocalił ich ciosami pioruna. W Trzy – Dziewiątym Carstwie walczyli z purpurowymi brytanami z dalekiej Hiszpanii, pożerającymi ludzi, a w szczególności piękne dziewice. W Górach Soroczyńskich trzej bohaterowie pomogli gryfowi odzyskać ukochaną księgę ,,Kronikę Darli'' opowiadającą o dziejach





nadmorskiego grodu w dalekiej Analapii, dziś zwanego Darłowem. Zimę spędzili w grodzie





Boguczar, a ich gospodarzem był stary bojar, któremu usługiwały niedźwiedzie, i w którego posiadaniu znajdował się stół nakrywający się na życzenie właściciela. Gdy nastała wiosna, bracia przekroczyli góry Promet i ruszyli w głąb Azji, aż tępiąc po drodze smoki, chimery, złych magów i rozbójników, osiadli w sławnym Królestwie Syryjskim.


*

Za panowania Atanora, króla Roxu, jego poddani wyciągnęli dłonie po dobra obcych ziem. Scyta Obłus przez Celtybrów zwany Konkwiskadorem, wojownik i odkrywca w służbie królów Roxu, wypłynął z Korsunia, przez Greków zwanego Chersonezem, wiodąc przez Morze Ciemne flotyllę czternastu korabi, na których służyli marynarze słowiańscy i scytyjscy. Obłus założył trzy kolonie – jedną w Syrii, dwie pozostałe zaś w Egipcie. Nad Orontesem i Nilusem osiedlili się roxyjscy kmiecie, rzemieślnicy i kupcy, zaś obwarowanych faktorii, nad którymi powiewała stanica ze złotym tryzubem, strzegli wojowie w kolczugach i karacenach. Przybysze znad dalekiej Tinerpy żyli w zgodzie z tubylcami, zaś Nabuchodonozor zjednoczył jednych i drugich we wspólnej obawie przed swoim najazdem.
Lute hufce babilońskie zdobyły Damaszek, po czym odebrały Ludowi Roksany założoną jeszcze przez Obłusa kolonię Skoromę. Nie pomogły groźby Barstuczenki; ambasadora króla Roxu w Babilonie, grożącego pomstą za podniesienie ręki na zamorską posiadłość Ludu Roksany. Nabuchodonozor wyśmiał Rusicza, wytargał go za brodę i zrzucił ze schodów. Barstuczenko, wyśmiany i wydalony z Babilonu, napisał w perskiej Ektabanie list do Dendropolis wzywający króla do przysłania wojsk w celu ratowania kolonii. Nim posiłki wypłynęły z Korsunia, Babilończycy zdążyli przerosnąć okrucieństwem najdziksze bestie. Idąc ku ziemicy faraonów, groźni i nienasyceni jak nalot szarańczy, rozcinali brzemienne niewiasty, zatruwali studnie, jeńców tak Syryjczyków jak i Słowian rozrywali końmi, roztrzaskiwali główki noworodków o ściany. Nie mieli litości nawet dla drzew i zwierząt. Wtedy to na glinianych tabliczkach zapisano chrobre czyny trzech braci rycerzy.


,,Król Nabuchodonozor, niech żyje wiecznie! - wyznaczył tysiąc talentów nagrody za zabicie trzech Słowian, zażartych i podstępnych niby tygrysy, których miecze barwy srebra, rubinu i gagatu dniem i nocą piły krew najsilniejszych wojowników Marduka.




O brzasku nadjeżdżał biały rycerz na koniu barwy mleka, a jego płaszcz łopotał na wietrze niczym skrzydła łabędzie. Swym srebrnym mieczem przecinał łuskowe zbroje, głowy brodatych żołnierzy oddzielał od tułowi, siał zniszczenie wśród machin oblężniczych. Był nieuchwytny jak ranna bryza, a strach budził niczym śmierć sama. Gdy




Słońce stało wysoko na niebie zjawił się jeździec w płaszczu i zbroi szkarłatnej, na koniu barwy krwi, z którego nozdrzy buchały dym i płomienie. Wyciągał rękę i zapalał namioty naszych żołnierzy. Jego miecz palił jak ogień; wchodził jak w masło w serca




najdzielniejszych żołnierzy Nabuchodonozora, oby żył wiecznie! W blasku Miesiąca, hufce babilońskie atakował rycerz cały spowity w kir, razem ze swym koniem, spod którego kopyt sypały się iskry. Od jego czarnego miecza biła groza jak od wilkołaka, albo od zastępu czarnych tygrysów – tych co w dalekiej Bharacji służą królowi Bengalii i królowej Anej Arztein...'' - Paproch – szarupak ,,Babilońska księga sławy''.






Drogi na Egipt z jego złotymi skarbcami, strzegła twierdza zwana Zamkiem Tygrysa, obsadzona przez roxyjski garnizon. Wzniósł ją przed dwudziestu laty heros Vojenthal; mąż rzadkiej siły, powalający włócznią tury i żubry, a do tego władny zamieniać się w tygrysa. Gdy upadła Skoroma, płacząc krwią tych co ją zamieszkiwali, bracia Jutrznia, Dnik i Wieczereń wzięli udział w obronie fortecy. Choć wielki hart okazali, po pięciu latach Babilończycy wzięli Zamek Tygrysa głodem. Przed oblicze swego króla Nabuchodonozora przynieśli okryte szłomami głowy trzech braci – witezi. Ich dusze na grzbietach białych orłów poszybowały aż ku koronie Wielkiego Dębu, gdzie w Domu Enków zasiedli do wystawnej uczty wraz z carem Perunem – Jarowitem, o którym powiadano, że był ich ojcem. 

piątek, 22 kwietnia 2016

Paprzyca

,,Wypędzono go spośród ludzi, żywił się trawą jak woły, a rosa z nieba go obmywała. Włosy jego urosły niby pióra orła, paznokcie zaś jego jak pazury ptaka'' – Dn 4. 30





W czasach kiedy na tronie Babilonii zasiadał król Nabuchodonozor, przez Słowian zwany carem Nabsurem, w Analapii narodził się bohater noszący imię Paprzyca (Iberstein). Był sierotą. Jego ojciec parający się pracą drwala, zginął w lesie przygnieciony drzewem, matka zaś zmarła zamęczona przez nocnice i mamuny, gdy rodziło się drugie dziecko. Od tego czasu otrok robił za parobka w młynie w Czarnej Porębie. Paprzyca wyrósł na młodzieńca jak tur silnego, co gołymi rękami młyńskie kamienie obracał, niby Samson w okowach. Choć pracował rzetelnie, młynarz co chłopów głodził i o północy w młynie sabaty urządzał, obchodził się z nim gorzej z nim gorzej niż z najgorszym nierobem. Co dzień okładał swego najlepszego pracownika pięścią i sękatymi kijami, żałował mu strawy, nie szczędząc za to wyzwisk. Działo się tak aż do piętnastych urodzin Paprzycy, kiedy to dręczony chłopak nie zdzierżył i ciosem pięści w głowę zadał śmierć swojemu oprawcy. Następnie ruszył w drogę gdzie go oczy poniosły, byle jak najdalej od Analapii, gdzie czekała na niego wróżda krewnych zabitego.


*





Od wschodu po zachód i od nadiru po zenit cały świat zalewała sława wielkiego króla Nabuchodonozora, syna Nabopalassara. Już jako królewicz pobił hufce Egipcjan na polach Karszemisz, budząc trwogę i podziw w sercach sobie współczesnych, którzy szeptali między sobą nabożnie: ,,Kimże będzie to dziecię''? Zostawszy królem w miejsce swego ojca, Nabuchodonozor niósł liczne klęski, śmierć, gwałt i pożogę Asyryjczykom i Solimom z Judy. Tych ostatnich po zduszeniu buntu ich króla Sedecjasza, uprowadził do Babilonuna wielowiekową niewolę. Boży Gród – Jerozolimę oddał wcześniej na pastwę zniszczenia, unosząc z Salomonowego chramu Jahwe złote i srebrne naczynia na potrzeby swego stołu. Zasiadał Nabuchodonozor na tronie jaśniejącym niby sztuczne Słońce ze złota, zdobionym tysiącem drogocennych kamieni, z których każdy radował oczy innym kolorem i miał swego własnego kronikarza, przez całe życie spisującego tylko jego dzieje. Ci co widzieli z dala pałac królewski porównywali go, jedni do olbrzymiej perły, inni do wielkiego szafiru, jeszcze inni zaś do zwiniętego w kłębek wodnego smoka, w którego skórę wrosły złociste klejnoty. Na skinienie króla Babilonu były gotowe oddać w każdej chwili życie dziesiątki niewolników i niewolnic z ziemic od Nubii po Bharację i od stepów połowieckich po Arabię. Babilon rozbrzmiewał nieustannie gwarem przekupniów, łoskotem rydwanów, zawodzeniem kapłańskich trąb i rogów, oraz trzaskiem biczów spadających na gołe plecy rabów. Pod Nabuchodonozorową stanicą z lwem i orłem służyły hufce znad Tigry i Evaratu, z gór Zagros, Cypru, pustyń libijskich i arabskich, z Egiptu i Nubii, Azji Mniejszej, znad Orontesu, Tereku, Skamandra, z Bharacji i Sklawinii.
Wśród licznych Słowian, Kimerów i Scytów pobierających żołd ze skarbca Nabuchodonozora, był również Paprzyca, o którym powiadano, że dusił lwy i skręcał głowy bykom. W babilońskich kronikach zapisano, że ciosami swej maczugi miażdżył ciała wrogów imperium, tak jak żarna mielą zboże.
Tego dnia Paprzyca, awansowany przez króla na dowódcę straży pałacowej, ujrzał rzecz niezwykłą, bardziej cudowną niż wszystkie czary. Przed wykrzywione gniewem oblicze króla przyprowadzono trzech młodzieńców z małego, lecz hardego narodu Solimów. Paprzyca zapamiętał ich imiona. Brzmiały Szadrak, Miszak i Abed – nego. Ci co żywili nienawiść do ich narodu i wiary, aby móc zdobyć dla siebie piastowane przez nich urzędy, rzucili na nich potwarz o niewypełnienie królewskiego rozkazu. Otóż Nabuchodonozor wystawił Mardukowi – naczelnemu bogu Babilonu złotego bałwana wysokiego wzrostem, o minie srogiej i lodowatych, niebieskich oczach, zdających się ciskać pioruny. W myśl ukazu tego, kogo ,,Welesowa Księga'' nazywa Nabsurem, rozpalono w piecu, grożąc nieposłusznym, że zostaną w nim spaleni na miałki i sypki popiół. Król spytał:
- Czy widząc co was czeka, będziecie sławić mojego boga ?! - na to odpowiedzieli podsądni, a cały dwór zdumiał się ich śmiałą mową:





- Nie mamy potrzeby odpowiadać ci na to. Jeśli nasz Bóg, którego my czcimy, zechce nas wybawić, to wyrwie nas z pieca ogniem gorejącego i z rąk twoich, królu. Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twoich bogów i nie oddamy głębokiego pokłonu złotemu idolowi, któryś wystawił. Jesteśmy z Ludu Wybranego – kontynuował Szadrak – w nasze ręce prawdziwy Bóg złożył prawdziwy Zakon, przeto jesteśmy powołani do wyższych rzeczy niż kult niemych i głuchych bożków, z których pomocą demony zwodzą okrąg Ziemi. My, Żydzi, kość z kości i krew z krwi wielkiego patriarchy Abrahama jesteśmy powołani do prawdy i sprawiedliwości.
- Powiem wam coś, parchy – spokojny zazwyczaj Nabuchodonozor zaczynał z gniewu ryczeć jak wół. - Jesteście głupimi i ciemnymi fanatykami. Podczas gdy inne ludy nie mają oporów, by mojego boga Marduka czcić pod wieloma imionami, wy upieracie się, że tylko wasz zakon ludzi słabych i przegranych jest prawdziwy. Wasza głupia hardość nie ujdzie kary !!! - straszliwy gniew opętał serce monarchy Babilonu, tak, że rozkazał rozpalić w piecu siedmiokroć mocniej niż dotychczas i wrzucić w jego czeluść Szadraka, Meszaka i Abed – Nego. Żąr buchający zza mosiężnych drzwi zabił na oczach Paprzycy, służących pod jego rozkazami Vlanislava z Bohemii, Włościmira z Roxu i Bogdana Vukojena z Sorabii Południowej; słowiańsich wojowników, którzy wrzucali skazańców do pieca. To zaś co się z nimi stało, cały Babilon wprawiło w zdumienie. Wyzwoleni z więzów przechadzali się wśród płomieni, śpiewając hymn uwielbienia ku czci Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba.
- Mocny jest żydowski Bóg, żaden inny nie umie tak ocalić – trwożnie szeptali Chaldejczycy i Rusicze.
Sam Nabuchodonozor ukorzył się przed Jego potęgą; uznał Go za większego od bogów Babilonu i srogimi karami zagroził tym, którzy by Jemu bluźnili.
Młynarz z Czarnej Poręby, u którego wychowywał się Paprzyca, nie mówił mu o Ageju, ani o Enkach. Paprzyca żył dotąd bez żadnego zakonu. Jednak widząc co dała wiara trzem solimskim młodzieńcom, postanowił, że przyjmie zakon Mojżesza. Jak postanowił tak uczynił. Daniel, w którym słusznie widziano proroka, mimo początkujących oporów swych współbraci, przez trzy lata wykładał Paprzycy Pisma, a gdy ów pojął naukę i wyraził chęć jej zachowania, obrzezał go, włączając jako pierwszego słowiańskiego prozelitę w szeregi Narodu Wybranego.


*





Do króla Babilonu przyszło szaleństwo; Obłędek wziął go w swe ramiona. Zdarzenie to poprzedzał wieszczy sen, którego nie umieli objaśnić magowie, chaldejscy wróżbici, ani nawet znani powszechnie z mądrości – roxyjscy wołwchowie z Korsunia i Dendropolis. Jedynie sam Daniel – prorok żydowski, przez Babilończyków zwany Beltaszarem, ujrzał w onirycznym obrazie drzewa, zapowiedź tymczasowej klęski dumnego króla. Daniel, nie bez prawdziwie proroczej odwagi wyjawił Nabuchodonozorowi to, co Bóg uczynił mu jawnym. Zgodnie z zapowiedzią, dumny Nabsur co ongiś podeptał potęgę hardych Egipcjan pod Karkemisz, na siedem lat dostał się pod jarzmo Obłędka, Čorta szaleństwa. Ciężkie to były lata. Król z dnia na dzień przestawał odróżniać znajome twarze. Język począł mu się plątać, aż stał się niezdolny do ludzkiej mowy. Zastąpiły ją bydlęce ryki. Ozdobne szaty poczęły uwierać najpyszniejszego z władców, toteż zaczął chodzić nago jak niewolnik, nieświadom swej hańby. Jego poddani zrazu potajemnie, potem zaś jawnie wyśmiewali się ze swego władcy, aż w końcu książę Baltazar wypędził go z pałacu o żebraczym kiju. Wielkie pohańbienie stało się udziałem Nabuchodonozora. Nawet żebracy go przepędzali, aż zamieszkał na rozległych łąkach za miastem, podczas gdy Baltazar ucztami świętował jego hańbę. Podczas gdy zdobywca Bożego Grodu – Jerozolimy żył razem z turami i gazelami niczym nieme i nagie zwierzę, Żydzi wespół z innymi zniewolonymi nacjami, weselili się między sobą , mówiąc:
- Tak oto Pan ukarał naszego krzywdziciela.
Jeden tylko Paprzyca nie wyparł się swego suzerena, lecz poszedł razem z nim na poniewierkę, choć wszyscy mu to odradzali. Nie szczędząc modłów i postów opiekował się szalonym królem jak pasterz owcą poranioną. Swym orężem zasłaniał go przed kłami i pazurami lwów, panter, wilków i niedźwiedzi. Karmił obłąkanego rybami z rzeki oraz pieczystym z antylop i danieli, bulwami, korzonkami i miodem. Opatrywał mu rany, król zaś lizał jego ręce i twarz niby pies. Tak upływały lata. Nabuchodonozor porósł gęstymi włosami, w których roiło się od wszy. Bał się ludzi i zwierząt, samemu tylko Paprzycy okazywał zaufanie, pozwalając mu rozczesywać swe kudły kościanym grzebieniem. Gdy minął pierwszy rok poniewierki – Paprzyca złamał grzebień w kołtuniastych włosach swego władcy. Na drugi rok – złamał drugi grzebień, na trzeci – trzeci i tak aż do siódmego. Wtedy to Bóg sławiony przez Daniela odegnał Obłędka z psyche Nabuchodonozora, tak lekko jak się zdmuchuje pyłek. Król przejrzał na oczy i wielka sromota go zdjęła, że przez te lata żył jak dzikie zwierzę. Powrócił do swej stolicy, aby dla tych co z niego szydzili, okazać się srogi jak lew wypuszczony z klatki. Jednak dla Paprzycy miał tylko słowa wdzięczności.
- Gdy obejmowałem tron w miejsce swego ojca, przestrzegano mnie, że królowie nie mają prawdziwych przyjaciół. Ty jednak, rycerski synu rycerskiej nacji, zadałeś kłam tym słowom – mówił łupieżca Bożego Grodu. - W nagrodę uczynię twą radość potrójną. Ciesz się herbem noszącym twe imię, urzędem najwyższego hetmana Babilonu i moją najmłodszą córkę Atmiszi jako żoną! - ocaleli dworzanie, a wśród nich upokorzony książę Baltazar, nagrodzili Słowianina burzą oklasków.



*





W budzących grozę podziemiach babilońskiego chramu Etemananki, o północy w blasku pochodni, zebrało się trzech brodatych mężów. Najwyższy kapłan Marduka, przez Słowian zwanego Mordiukiem, stojąc na posadzce w kolorze szachownicy, przyjmował poselstwo dwóch perskich magów – Zaroesa i Arfaksada. Przynieśli oni jajo, nieco większe niż jajo strusia, w dotyku przypominające porcelanę, barwą zaś opal.
- Wieźliśmy to jajo aż z wyniosłego Hindukuš, szlachetny Berosusie – mówił Arfaksad – bo aż po rzekę Gangos rozlał się blask mądrości Chaldejczyków.
- Z tego jaja wyjdzie bicz bogów na zarazę żydowską – dodał Zaroes. - Jego groza zadziwi świat!
- Mówcie bardziej dorzecznie – burknął arcykapłan Marduka – czego mam się spodziewać po tym jajcu, co błyszczy jak klejnot? Smoka? Gryfa? Bazyliszka?
- Jeszcze innej istoty – rzekł Zaroes. - Wyverna.
- A cóż to za dziwadło? - niecierpliwił się Berosus.
- Przypomina smoka, lecz porusza się na zadnich łapach, na ogonie zaś ma jadowity kolec niby skorpion czy mantykora. Wyvern zionie ogniem jak smok. Ten, którego ci przywieźliśmy, będąc przez nas naznaczony inkantacją do Arymana, wyrośnie na znacznie większego i bardziej zadziornego niż zwykle bywają wyverny.
- To dobrze – arcykapłan uśmiechnął się mściwie.
Tymczasem obaj Persowie zamieszkali na dworze króla Nabuchodonozora, posługując na jego dworze jako astrolodzy i sztukmistrze, zabawiający władcę miłymi oku iluzjami. Nocami zaś schodzili w piwnice chramu Marduka, by razem z jego arcykapłanem doglądać bestii. Wyvern otrzymał imię Duma, Żydzi zaś nazywali go Szemhemaforasz, wierząc, że samo wypowiedzenie tego przeklętego imienia sprowadza śmierć. Duma – Szemhemaforasz rósł jak na drożdżach, aż osiągnął rozmiary słonia. Zwyczajne wyverny były tak duże jak wilki. Berosus i dwaj magowie kazali pozbawionym języków niewolnikom świątyni uprowadzać żydowskie dzieci i wrzucać je do przepastnej piwnicy, gdzie mieszkał Duma, który je pożerał. W złocistych oczach potwora błyszczała nieludzka inteligencja. W jego łuskowatym ciele mieszkało sześć Čortów; rozumiał ludzką mowę i czasem zdarzało mu się coś powiedzieć głosem mrożącym krew w żyłach. Wielki strach padł na mieszkańców Babilonu; siepacze świątyni Marduka rozzuchwalili się do tego stopnia, że przed pożarciem nikt już – czy to dziecię czy dorosły – nie był bezpieczny. Król miał związane ręce – w owych czasach źle kończyli władcy, co zadzierali z kapłanami. Żydzi chronili się w synagogach jak owce przed wilkiem i z płaczem, odziani w wory, siedząc w popiele, błagali o ratunek. Tymczasem do serca sprzysiężenia wkradła się samolubna chęć dominacji. Zaroes i Arfaksad zmówili się między sobą, że pozbędą się Berosusa, arcykapłana Marduka, a i jego umysł nie był wolny od podobnych knowań. Którejś nocy magowie zatopili sztylety w plecach Chaldejczyka, a jego zwłoki poturlały się po stromych schodach na dno piwnicy, gdzie ze smakiem pożarł je wyvern. Nikt nie wiedział o dokonanym morderstwie, magowie zaś rozpuścili plotkę, że to sam Marduk kazał swym aniołom przyprowadzić Berosusa przed swe oblicze. W najbliższych dniach kolegium kapłańskie chramu Etemenanki stanęło przed dylematem, który z Persów ma zostać wybrany jego następcą?
Duma rozzuchwalił się do tego stopnia, że wciąż niesyty nowych ofiar zaczął opuszczać świątynne lochy. Zrazu czynił to tylko w blasku Księżyca, później atakował również o brzasku, aż w końcu zaczął wracać do swej kryjówki w południe. Wyvern miał już na swym koncie czterech wojowników chaldejskich, gdy o pianiu koguta przyszło mu zmierzyć się z Paprzycą. Słowianina wspierali gorącymi modłami tak Żydzi jak i poganie. Córki króla Nabuchodonozora w jego intencji zamieniły atłasowe suknie na wory i popiół. Sam dumny władca Babilonu w swej zamkowej kapliczce wzywał to Marduka, to Boga Izraela, obiecując im obfite ofiary z tłustych wołów, jeśli dadzą Paprzycy zwycięstwo. Prorok Daniel pobłogosławił oręż i zbroję analapijskiego witezia, a tan stanął do walki z pochodnią w ręku i odwagą w sercu. Duma widząc go począł urągać dalekiej Analapii, odgadł bowiem swym magicznym zmysłem, że to owa słowiańska kraina, rodząca dzielnych mężów i urokliwe niewiasty jest prawdziwą ojczyzną Paprzycy. Z rozdzierającym okrzykiem: ,,Szemhemaforasz'' !!! - potwór rzucił się na wojownika. Słowianin zrobiwszy unik, jednym ciosem miecza odciął zatruty koniec ogona i wypalił miejsce po nim pochodnią. Następnie z okrzykiem: ,,W imię Pana Zastępów – giń poczwaro''! - rozpłatał wyverna jak wielkanocne prosię. Witeź dyszał ciężko i ociekał potem. Mieszkańcy Babilonu wiwatowali na jego cześć, a najpiękniejsze dziewice całowały jego skrwawione ręce. Zły duch opuścił truchło wyverna i udał się do chramu Etemenanki, gdzie na oczach całego kolegium porwał obu magów i zabrał ich ze sobą do piekieł na wieczne męki. Gdy Paprzyca obsypywany kwiatami udał się do królewskiego pałacu, król Nabuchodonozor, nienawykły do okazywania innym ciepła, tym razem wybiegł swemu rycerzowi naprzeciw, uściskał go serdecznie, płacząc ze szczęścia.
- Chciałbym mieć syna takiego jak ty! - Babilończycy nigdy wcześniej i nigdy potem nie widzieli swego władcy tak wzruszonego.
- Trzeba, panie, abyś najpierw uczcił Rękę, która zabiła smoka, a nie miecz przez nią trzymany – odważnie odpowiedział Paprzyca, który jako jeden z nielicznych mógł mówić szczerze przy swoim królu.







,,Baśnie narodów Związku Radzieckiego''







Z dwoma utworami z antologii ,,Baśnie narodów Związku Radzieckiego'' Wandy Markowskiej (1912 - 1999) i Anny Milskiej (1909 - 1987) zetknąłem się po raz pierwszy w latach 90 – tych XX wieku. Już w bardzo wczesnym dzieciństwie posiadałem zbiór opowiadań i wierszy dla dzieci (nie przypominam sobie tytułu, ani autora), w którym znalazłem tatarską baśń o należącym do kupca słowiku, chcącym uciec z ozdobnej klatki. W klasie czwartej w czasie pobytu w szpitalu psychiatrycznym omawiałem rosyjską baśń o latającym statku. Opowiadała ona o młodym Iwanie, który przybył na carski dwór latającym statkiem na czele drużyny herosów i musiał przejść przez trudne i niebezpieczne próby. Baśń ta wpłynęła na moje fantazje. Zapożyczyłem z niej latające statki (w erze ósmej budowali je Neurowie, którzy potrafili nimi dolecieć aż na Księżyc), zaś na jej bohaterach wzorowałem herosów z drużyny Kura Semigalesicza (odsyłam do opowiadania: ,,Władca Kurlandii'' opublikowanego na tym blogu).







Całość antologii przeczytałem w kwietniu 2016 r. Zawiera ona baśnie rosyjskie – min. takich autorów jak: Aleksandr Afanasjew (1826 – 1871), Maksim Gorki (1868 – 1936) i Aleksiej Tołstoj (1883 – 1945), ukraińskie, białoruskie, gruzińskie, ormiańskie, kaukaskie, tatarskie, syberyjskie, uralskie, litewskie, łotewskie i estońskie. Przedmowę ,,O znaczeniu baśni'' napisał Maksim Gorki (jest to fragment ze wstępu do Akademickiego Wydania ,,Baśni 1001 nocy'' z 1929 r.).







Na kartach antologii pojawia się cała plejada istot fantastycznych jak: Śnieżka (urocza dziewczynka ulepiona przez dwoje starych ludzi ze śniegu), cielę o złotych kopytkach (było przedmiotem sporu, który pomogła rozwiązać mądra dziewczyna Mądralinka), żar – ptak (owe charakterystyczne dla baśni rosyjskich istoty występują też w polskich baśniach Antoniego Józefa Glińskiego), koń Złotogrzywek, złota rybka spełniająca życzenia, kozy mieszkające w leśnej chatce z twarogu stojącej na kozich nóżkach; jedna z nich miała trzy oczy (owa białoruska baśń nasuwa mi skojarzenia z opisem leśnych ludzi o kozich głowach z książki ,,Herby, legendy, dawne mity''), gołąb o trzech złotych piórach (była to królewna zamieniona w ptaka), gruziński jeleń o porożu sięgającym nieba, słodko śpiewający, ormiański ptak Kafti, syberyjska, zielona Królowa Morza, trzej Zimowi Starcy, uosobione Słońce i jego córka (wyszła za mąż za syberyjskiego junaka o imieniu Czumo), Władca Metali (mieszkał pod ziemią i żywił się metalami; służyły mu krasnoludki w zielonych czapkach), Śmierć (w łotewskiej baśni współpracowała z młodym lekarzem), Baba Jaga pasąca stado koni, estońska czarownica kradnąca promienie Słońca, dobry czarodziej z Finlandii (nawiązanie do fińskiego eposu ,,Kalevali''), ukraińscy herosi Wysoki, Szeroki i Bystrooki (dwaj pierwsi potrafili zmieniać swój rozmiar), czy gruziński ksiądz władny dźwigać kościół na plecach (postać pozytywna, mimo że pisząca o nim W. Markowska niestety była komunistką).






W książce spodobał mi się humor (zwłaszcza w dwóch baśniach o Iwanuszce – Głuptasku), pochwała miłości, mądrości, odwagi, umiłowania wolności, wdzięczności, krytyka chciwości. Zastrzeżenia budzi jedynie baśń ,,O krainie, w której nie ma śmierci'' zawierająca ukrytą pochwałę komunizmu :(. Żeby Czytelnik nie miał czasem wątpliwości, uspokajam, że jestem przeciwnikiem komunizmu i zbrodniczych podbojów Putina.