,,Baran ma dla Swanów od dawien dawna szczególne znaczenie. Jedna z legend opowiada, że gdzieś w kaukaskich górach znajduje się ukryta jaskinia, w której złoty baran uwiązany na złoty łańcuchu, strzeże ukrytego skarbu. Nikt nie wie, jak stara jest ta legenda'' - Gottfried Kirchner ,,Terra X. Wyprawy w nieznane. Poszukiwacze skarbów, rycerze i wampiry''
czwartek, 23 sierpnia 2018
Złoty baran z Gruzji
,,Nieśmiertelny''
,,W
lochu królewna obumiera
A
bury wilk jej wiernie służy
Tam
z Babą Jagą moździerz duży
Samochcąc
w drogę się wybiera;
Tam
Kościej złotem swym się krztusi’’
W 2012
r. przeczytałem po raz pierwszy amerykańską powieść fantasy
,,Nieśmiertelny’’ (ang.
,,Deathless’’)
pióra jednej z moich ulubionych autorek; Catherynne M. Valente.
Powieść jest mocno osadzona w słowiańskiej (rosyjskiej) historii
i kulturze dzięki wpływowi Dimitrija, męża Autorki, z pochodzenia
Rosjanina (szkoda, że polska kultura nie ma takich ,,ambasadorów’’
1
). Wpływ na powieść Valente wywarły min. wiersze Anny Achmatowej
(1889 – 1966) – wybitnej poetki mocno skrzywdzonej przez
komunistów.
Akcja
rozgrywa się w latach 1914 – 1952 w Rosji i w ZSRR (w mieście w
różnych okresach zwanym Petersburgiem, Piotrogrodem i Leningradem,
oraz w Irkucku; pojawia się też wzmianka o Taszkiencie), oraz w
krainach fantastycznych – na Bujanie i w Jajiczce. Przypatrzmy się
bliżej tym dwóm miejscom.
Bujan
to czarodziejska wyspa z baśni rosyjskich. Zainteresowanych nią
odsyłam do książki Artura Kowalika ,,Kosmologia dawnych
Słowian’’. Była to kraina
Kościeja Nieśmiertelnego – Cara Życia, którą usiłował mu
odebrać jego brat, Wij – Car Śmierci. Niegdyś stanowiła wyspę
na oceanie zamieszkanym przez gigantyczne ryby, lecz z powodu czarów
Wija ocean wysechł a ryby wyginęły. Na Bujanie wszystko było żywe
– w fontannach zamiast wody pulsowała krew, a budynki miały skórę
i włosy. Centrum Bujanu stanowiło Czarnoświatło – siedziba
Kościeja podobna do Kremla, lecz czarna.
Jajiczka
(od słowa ,,jajo’’)
była odciętą od świata idylliczną wioską znajdującą się
wewnątrz jaja zniesionego przez Cara Ptaka. Jej mieszkańcy żyli
bezpiecznie i dostatnio, a jedynym zagrożeniem były wilki, których
wycie słychać było z daleka, lecz z bliska nie pokazywały się. W
wiosce tej mieszkał komunistyczny zbrodniarz Włodzimierz Lenin
(1870 – 1924), który z żoną Nadieżdą Krupską (1869 - 1939)
miał dwóch synów – Lwa Trockiego (1879 - 1940) i Józefa Stalina
(1878 – 1953) - również ludobójców. Jednak w Jajiczce ludzie
ci, inaczej niż w rzeczywistym świecie, nikogo nie krzywdzili, a co
więcej sam Lenin nawrócił się do Boga ;). Po upadku Bujanu i
oblężeniu Leningradu przez Niemców, zamieszkali tam również
Maria Moriewna i Kościej. Byli tam bardzo szczęśliwi, a Maria
polowała na wilki. Jednak ich szczęście się skończyło gdy
urodziła córkę będącą nie kim innym, ale śmiercią Kościeja.
Zaraz po urodzeniu dziewczynka urosła, osiągnęła wiek 17 lat i
pozbawiła życia ojca. Wówczas Maria wróciła do oblężonego
Leningradu…
Maria
Moriewna – postać zapożyczona z rosyjskich baśni, jest główną
bohaterką powieści; piękną kobietą o długich, czarnych włosach.
Urodziła się w Petersburgu jeszcze przed I wojną światowa.
Mieszkała z ojcem, matką i trzema siostrami: Olgą, Tatianą i
Anną. Magia wkroczyła do jej życia po raz pierwszy w wieku sześciu
lat, gdy Masza ujrzała jak po jej najstarszą siostrę przybył
gawron, który zamienił się w carskiego oficera. Również jej
pozostałe siostry wyszły za mąż za ptasich żołnierzy
(białogwardzistę i krasnoarmiejca). W swoim życiu Maria Moriewna
została niewierną żoną samego Kościeja i carycą Bujanu,
marzycielką skłonną do współczucia jak też wojowniczką
zadającą się z siłą nieczystą (istoty z wierzeń ludowych są w
książce nazywane czartami, choć oczywiście nie ma ona wymowy
satanistycznej; jest to raczej przejaw inkulturacji; istoty z wierzeń
pogańskich użyczyły swych twarzy ludowym wizerunkom diabłów
podobnie jak np. w ,,Balladynie’’
Juliusza Słowackiego).
Na
kartach ,,Nieśmiertelnego’’
spotykamy całą plejadę istot fantastycznych z uniwersum rosyjskich
baśni.
Ptasi
mężowie sióstr Marii mieli postać: gawrona, siewki i dzierzby.
Poślubione im kobiety zamieszkały w chatkach na odludziu, gdzie
ptasim zwyczajem składały i wysiadywały olbrzymie jaja, z których
wykluwały się dzieci – pisklęta. Olga, najstarsza z sióstr
Marii, dała jej magiczny kłębek wełny, który sam się toczył
wskazując drogę (rekwizyt z ludowych baśni rosyjskich).
Domowiki
(rosyjskie: domowoje)
– słowiańskie skrzaty mające w swej pieczy dom i jego
mieszkańców. Miały postać podobną do ludzkiej, lecz miniaturową,
mysie ogony i wąsy występujące tak u osobników męskich jak i
żeńskich. Żywiły się żarem i popiołem. Idąc z duchem czasu
założyły komitet i podszywając się pod ludzi pisały do władz
donosy na mieszkańców domu. Ponieważ w rodzinnym domu Marii
zamieszkało wiele stłoczonych w jednym miejscu rodzin na ul.
Grochowej/ Komisarskiej/ Dzierżyńskiego, siłą rzeczy zaroiło się
od domowików. Pierwotną opiekunką domu Marii była domowicha o
imieniu Zwonok.
Licho
– Caryca Długości Godziny miała postać wysokiej i chudej
staruchy odzianej na czarno. Jako ,,wdowa Licho’’
pozyskała sobie zaufanie kobiet z domu na ul. Dzierżyńskiego, ,,12
matek’’Marii, które
wysyłały do niej dziewczynkę na prywatne lekcje. Licho
wtajemniczyła Marię w historię magicznego świata czytając jej z
księgi w czarnej okładce. Zwana inaczej Pechem, miała moc
sprowadzać nieszczęścia. Bogini Licho występuje również w
mitologii Czesława Białczyńskiego.
Kościej
– tytułowy Nieśmiertelny (właściwie: Bezśmiertny), czarny
charakter rosyjskich baśni i mojej wydanej w tym roku powieści
fantasy ,,Tatra’’
;). W powieści Valente był Carem Życia, władcą Bujanu, o który
toczył bój ze swym bratem Wijem. Kościej był demonem okrutnym i
amoralnym, a jednocześnie głęboko nieszczęśliwym i spragnionym
miłości. Miał wygląd mężczyzny o długich czarnych włosach.
Usunął ze swego ciała śmierć, co przyniosło mu wielki ból i
konieczność stałego powstrzymywania rozkładu. W swoim długim
życiu porwał wiele dziewcząt, przeważnie o imieniu Jelena lub
Wasylisa, które potem odsyłał do fabryki szyjącej materiałowych
żołnierzy do walki z Wijem (Maria współczuła im i chciała je
uwolnić). Niektóre z nich uciekały z młodzieńcami o imieniu
Iwan, przez co Kościej dostawał szału gdy tylko słyszał to imię.
Przybył do Marii zamieniony w sową, a następnie już w ludzkiej
postaci oświadczył się jej i zabrał do czarnego samochodu.
Przemierzyli tak wiele wiorst, a ich samochody – czarny, czerwony i
biały były zaklętymi rumakami. Po drodze zatrzymywali się w
leśnych chatkach, gdzie Kościej karmił Marię wyszukanymi
rosyjskimi potrawami, a gdy zachorowała z przejedzenia – wyleczył
ją. W czasie wojny z Wijem, Maria zdradziła Kościeja z sołdatem
Iwanem i uciekła do Leningradu. Gdy Kościej udał się w ślad za
swą żoną, ta uwięziła go w piwnicy, gdzie go biła.
Leszy
Ziemiojad – zwany też Ziemem, lub Ziemią, mieszkaniec Bujanu,
przyjaciel Marii, leśny duch, w którym jak sądzę pobrzmiewa
ponadto echo słowiańskiego boga Siema. Był brzydkim karłem o
ciele z kamienia i mchu, który jednak potrafił zamieniać się w
przystojnego, brodatego mężczyznę w zielonym mundurze. W tej
postaci zdobył pocałunek Marii w zamian za pomoc w zdobyciu
,,białego i czarnego złota’’
strzeżonego przez Gorynycza. Zginął
w czasie ataku Wija na Bujan.
Nagania (od słowa nagan – marki rosyjskiego pistoletu) –
chochliczka (gwintowniczka) – niewielkich rozmiarów kobieta o
ciele zbudowanym jak broń palna, plująca ołowianymi kulami.
Mieszkanka Bujanu i przyjaciółka Marii. Jej ulubioną zabawą były
przesłuchania (aluzja do sowieckiego terroru). Pomogła Marii zdobyć
czarodziejką roślinę raskownik. Zginęła w czasie ataku Wija na
Bujan.
Wiła
Inna Affanasiewna Liebiediewa (ros. lebied’ - łabędź;
nawiązanie do wierzeń w wiły mogące przybierać postać min.
łabędzi) – mieszkanka Bujanu i przyjaciółka Marii. Miała
postać pięknej kobiety o białych włosach, ubierającej się na
biało i noszącej jako ozdoby łabędzie pióra. Szalenie ważny był
dla niej makijaż; jedząc zupę ogórkową malowała powieki na
zielono, aby kolorem pasowały do jedzonej potrawy. Jej marzeniem był
wstęp do elitarnej kawiarni dla czarodziejów, co osiągnęła po
tym jak udało się się wyhodować cikavaca. Nauczyła Marię
malować się, dzięki czemu ta ucharakteryzowała się na Babę
Jagę, aby móc ujarzmić jej latający moździerz. Zginęła w
czasie ataku Wija na Bujan. Po śmierci, jako duch poradziła Marii,
aby uciekła z Iwanem.
Baba
Jaga – Caryca Nocy, siostra Kościeja (i w przeszłości również
jego żona); szpetna, brutalna i ordynarna starucha nosząca skórzany
fartuch i futro z czarnych norek. Jeździła czarnym samochodem
mającym zamiast kół kurze nóżki, a także bardziej tradycyjnie –
latała w czerwonym kamiennym moździerzu wiosłując w powietrzu
tłuczkiem. Pod postacią pięknej i miłej dziewczyny uwiodła wielu
mężczyzn, których potem ugotowała i zjadła. Gustowała bowiem w
ludzkim mięsie i nazywała Marię ,,zupą’’. W czasie
oblężenia Leningradu sprzedawała za kosztowności kotlety z
ludzkiego mięsa (wówczas przypadki kanibalizmu naprawdę miały
miejsce).
Raskownik
– magiczna roślina o pomarańczowym kwiecie i kolczastej łodydze,
rozrywająca żelazo. Maria zdobyła ją z pomocą Nagani (ta
ostatnia porządnie nastraszyła staruszkę każąc jej nocą biec
przez pole z kajdanami na nogach). Roślinę kazała Marii zdobyć
Baba Jaga w ramach prób poprzedzających jej zaślubiny z Kościejem.
Żmij
Gorynycz – okrutny smok z ruskich bylin, porywacz księżniczki
Zabawy Putiatisznej, zabity przez Dobrynię Nikitycza. W powieści
Valente był synem Czyngis – chana i smoczycy z jeziora Bajkał.
Złota Orda przywiozła jego jajo na Ruś. Wyglądem i zachowaniem
przypominał jednak nie trójgłowego, gigantycznego gada, ale
komunistycznego zbrodniarza Ławrientija Berię (1899 – 1953);
ludobójcę zza biurka, współodpowiedzialnego min. za zbrodnię w
Katyniu. Mieszkał w jurcie na kazachskim stepie, a jego łoże
zamiast trupich kości wyścielały liczne wyroki śmierci, które
podpisał. Baba Jaga wysłała Marię, aby zdobyła pilnowane przez
niego ,,białe i czarne złoto’’, czyli bawełnę i ropę
naftową. Potwora pokonał leszy Ziemiojad, który skierował na jego
jurtę nurt rzeki.
Cztery
mówiące psy, wychowane przez Kościeja od szczeniąt: wilczyca,
chart, pudel i owczarek; wszystkie o imionach zaczynających się na
,,P’’ strzegły jaja rzekomo zawierającego śmierć
Kościeja, które Baba Jaga kazała zdobyć Marii. Maria przybyła do
nich przebrana za Babę Jagę, której psy ufały i zdradziły jej
swoje imiona. Gdy dziewczyna głośno je wypowiedziała, psy legły
martwe.
Cikavac
– magiczny stwór z wierzeń słowiańskich, którego wiła
Liebiediewa wyhodowała nosząc przez 40 dni kurze jajo pod pachą i
unikając praktyk religijnych. Wykluty z niego cikavac miał postać
miniaturowego pelikana.
Wij
– zabijający wzrokiem demon z ukraińskich wierzeń ludowych;
słowiański odpowiednik celtyckiego Balora, w XIX wieku wprowadzony
do literatury przez Nikołaja Gogola (zainteresowanych odsyłam do
posta: ,,’Wij’ Gogola’’). W powieści Valente był
Carem Śmierci, bratem i wrogiem Kościeja. Miał postać mężczyzny
w szarej sutannie z powiekami do samej ziemi. Potrafił też
przybierać postać albatrosa. Zdobył Bujan. Jego kolorem był
srebrny; zabite przez niego istoty miały pulsującą srebrną
gwiazdę na piersi. W swoim carstwie Wij starał się stworzyć
pozory życia – budował nawet kina, w których puszczał kroniki
filmowe (nawiązanie do totalitaryzmu).
Caryca
Soli - w czasie Wielkiej Wojny pomiędzy Kościejem a Wijem chroniła
ludzkie osady przed zniszczeniem i podtrzymywała życie ludzi. Z
tego powodu Wij nienawidził jej jeszcze bardziej niż Kościeja i w
końcu przyprawił ją o śmierć.
Iwan
Nikołajewicz Gierojew (z ros. gieroj – bohater) – postać
wzorowana na Iwanie Duraku z rosyjskich baśni; przygłupi sowiecki
sołdat, blondyn lubiący papierosy i masło, ateista odruchowo
wykonujący znak krzyża w chwili przestrachu. W 1939 r. w Irkucku
prowadzony przez Gamajun odnalazł namiot Marii Moriewny walczącej z
wojskami Wija i razem z nią udał się na Bujan gdzie spotkał
Kościeja. Iwan i Maria uciekli konno z Bujanu do Leningradu po
drodze zatrzymując się w domach zamężnych sióstr Marii. W
Leningradzie zamieszkali w starym, opuszczonym domu Marii na ul.
Dzierżyńskiego. Iwan był głupi, pozbawiony romantyzmu, a na
dodatek zatrudnił się w zbrodniczej Czeka (ahistoryzm: wówczas
było to już NKWD), ale kochał Marię i dla niej sfałszował
dokumenty ich ślubu. W czasie oblężenia Leningradu przez Niemców,
przymierając głodem, wbrew ostrzeżeniom żony wszedł do piwnicy
poszukując w niej jedzenia i odnalazł w niej uwięzionego Kościeja.
Ten uwolnił się i zabrał ze sobą Marię do Jajiczki. Po śmierci
Kościeja, Maria wróciła do oblężonego Leningradu i pożegnała
się z umierającym z wycieńczenia Iwanem.
Gamajun
– córka Cara Ptaków Alkonosta, dysponująca mocami wieszczymi.
Miała postać czarnego ptaka o głowie ciemnowłosej kobiety. W 1939
r. w Irkucku ukazała się Iwanowi prowadząc go do namiotu Marii, co
zapoczątkowało przygodę sołdata z magicznym światem.
W
Leningradzie w jednym mieszkaniu z Iwanem i Marią zamieszkały dwie
rusałki – młoda pielęgniarka Ksenia i jej mała córeczka Sofia.
Ksenia chciała zostać człowiekiem i zerwać wszelkie kontakty z
magicznym światem. Jednak jako rusałka potrzebowała wody
nawilżającej włosy i skórę. Ksenia i Sofia umarły z
wycieńczenia w czasie oblężenia Leningradu w 1942 roku.
Mróz
– zwany też Generałem Mrozem i Carem Wody, w powieści wcale nie
przypomina dobrodusznego Dziadka Mroza rozdającego prezenty, ale
groźne i surowe bóstwo. Na piersi nosił liczne medale, zaś na
nogach – obuwie ze szmat i słomy. Towarzyszyły mu potworne psy –
Grudzień i Styczeń. Ponieważ dawno temu stracił wzrok, w czasie
oblężenia Leningradu zabijał zarówno Niemców jak i Sowietów.
Alkonost
– Car Ptaków mający postać bajecznie kolorowego ptaka o głowie
przystojnego mężczyzny bez zarostu. Choć był samcem, potrafił
składać jaja. Razem ze swoją córką Gamajun bywał brany za
archanioła. Stworzył Jajiczkę, aby udzielić schronienia
Kościejowi i Marii Moriewnie po zagładzie Bujanu.
Uszanka
(jej imię jest nazwą charakterystycznej futrzanej czapki noszonej w
Rosji) – żołnierka utkana z materiału przez jedną z Jelen
zatrudnionych w fabryce Kościeja. Była kobietą bezwzględną,
fanatyczną komunistką, łatwo szafującą wyrokami śmierci w
czasie tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, podczas gdy współpracująca
z nią Maria Moriewna ratowała ofiary sądów doraźnych przed
śmiercią. Po przybyciu do zniszczonego przez wojnę Bujanu, Uszanka
idąc spruła się.
W
książce urzekło mnie ogromne bogactwo wyobraźni i piękny
literacki język. Podoba mi się również antykomunizm (oczywiście
dostaje się również drugiemu systemowi totalitarnemu - nazizmowi).
Valente na przekór poprawności politycznej opisuje koszmar mieszkań
zajmowanych przez wiele rodzin jednocześnie, nędzy i terroru, oraz
wojny, napomyka też o ateizacji. Dobrze pokazuje jak komunistyczna
indoktrynacja wpajała fanatyczną nienawiść najmłodszym:
,,Po szkole pozostałe dzieci na nią czekały. […] Jedna z dziewcząt […] podeszła do niej i mocno ją spoliczkowała.
- Ty wariatko – wycedziła. - Jak śmiesz tak mówić o towarzyszu Leninie? Jakby był jakimś zwierzęciem? Pozostali także kolejno ją policzkowali, szarpali za sukienkę, ciągnęli za włosy. Robili to w milczeniu, uroczyście i surowo, jak sąd wojenny. Kiedy Maria upadła na kolana, płacząc i krwawiąc z policzka, piękna blondynka brutalnie uniosła jej podbródek i zdarła czerwony szalik z szyi.
[…] - Nie jesteś jedną z nas – szydziła dziewczyna. - Rewolucja nie potrzebuje wariatek. Wracaj do swego majątku i rodziców burżujów. […] Lud to my, a nie ty. […]. Pluli na nią kolejno, rozchodząc się do domów na kolację. Niektórzy nazywali ją burżujką i zdrajczynią, inni jeszcze gorzej – kułaczką i dziwką, choć przecież nie mogła być tym wszystkim jednocześnie. […] chłopiec w okularach, […] wyrwał jej z rąk tomik wierszy Puszkina i rzucił go daleko w zaspy’’ - Catherynne M. Valente ,,Nieśmiertelny’’.
Trafnie
został również pokazany brak wolności słowa w ZSRR:
,, […] czarownik z czarnymi włosami i gęstym wąsem przeklął Moskwę i Piotrogród, tak że nikt tam nie potrafi rozpoznać prawdy bez pomocy kłamstw. Gdyby powieściopisarz opublikował prawdziwą opowieść, nikt by mu nie uwierzył, a nawet mogliby go ukarać za szerzenie propagandy. Jeśli ktoś napisze książkę pełną kłamstw o rzeczach, które się nigdy nie wydarzyły, i ukryje w niej kilka prawdziwych informacji, wtedy zostanie okrzyknięty bohaterem Ludu, otrzyma wstęp do kawiarni dla pisarzy, gdzie poczęstuje się go winem i uchą, za które nie będzie musiał płacić. Latem spędzi płatny urlop na daczy i będzie sławny. Nawet otrzyma order od czarodzieja z gęstym wąsem’’ - op. cit.
Jedyne
zastrzeżenie dotyczy fragmentów zdających się pomijać
współodpowiedzialność ZSRR za rozpętanie II wojny światowej:
,, […] - Już mówiłem Marii, że zawarliśmy pakt z Niemcami. Wojna nawet nie śni o Rosji. [...]’’ - op. cit.
W
rzeczywistości Sowieci nim zostali napadnięci przez Niemców w 1941
r. jako ich sojusznicy najechali Polskę (17 września 1939 r.),
Finlandię, Litwę, Łotwę, Estonię i Rumunię.
1
Od tej reguły istnieją jednak wyjątki takie jak: powieść
amerykańskiej pisarki fantasy pochodzenia polskiego Noami Novik
,,Wybrana’’ (zawierająca nawiązania do polskich baśni),
smok wawelski w jednym z komiksów o Hellboyu czy Kraków w
,,Księdze cmentarnej’’ Neila Gaimana ;).
środa, 22 sierpnia 2018
Dzieciątko i czaszka
,,Z dokumentem tym wiąże się osobliwa legenda: pierwotnie Dzieciątko Jezus miało pod głową małą poduszkę. Rycerze z Campisábalos chcieli jednak użyć figury do kultów satanicznych, usunęli zatem marmurowy jasiek i na jego miejsce umieścili trupią czaszkę. Przez nią miał do nich przemawiać diabeł. Lecz niebo zemściło się. Piorun uderzył w bezbożny kościół zakonny i pogrzebał pod jego gruzami złych rycerzy. Następnego ranka rzeźba w cudowny sposób wróciła do kościoła w Tiermes, tyle że teraz pod główką dziecka leżała 'gadająca' czaszka templariuszy - znak zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią i piekłem'' - Gottfried Kirchner ,,Terra X. Wyprawy w nieznane. Poszukiwacze skarbów, rycerze i wampiry''
Czarne ropuchy z Sorii
,,Masegoso uchodzi za pueblo maldito - 'przeklętą miejscowość', w złej, opuszczonej przez Boga i ludzi krainie. [...]. Według podania wszyscy mieszkańcy zostali zatruci. Podobno czarne ropuchy zakaziły wodę pitną w wiejskiej studni. Studnia ta leży w wilgotnej kotlince między basztą a kościołem. Czarnych ropuch dawno tu już nie ma. [...]'' - Gottfried Kirchner ,,Terra X. Wyprawy w nieznane. Poszukiwacze skarbów, rycerze i wampiry''
Templariusze w Ameryce Południowej?
,,Za czystą fantazję należy natomiast uznać rozważania argentyńskiego autora Jacques'a de Mahieu, który próbował udowodnić, że templariusze działali nawet w odległej Ameryce. Mahieu odkrył na przedinkaskich ruinach Tiahuanaco (Boliwia) wykute w kamieniu krzyże i twierdzi, że ten chrześcijański znak został przyniesiony do Nowego Świata przez templariuszy. Znawcy przedkolumbijskich kultur Ameryki Południowej wiedzą jednak, że wyobrażenia krzyża istniały dużo wcześniej, zanim kontynent zdobyli i schrystianizowali Hiszpanie. [...].
Jacques de Mahieu przedstawia jeszcze bardziej sensacyjne znalezisko: osobliwą pieczęć odnalezioną przed kilku laty we francuskim archiwum państwowym. [...] Centralną figurę interpretuje Mahieu z całą powagą jako Indianina w pióropuszu z napiętym łukiem! W rzeczywistości przedstawiona jest tu bajeczna istota o korpusie człowieka, głowie koguta i z wężowymi nogami - magiczny motyw 'Abraksas' grecko - orientalnych gnostyków. [...]'' - Gottfried Kirchner ,,Terra X. Wyprawy w nieznane. Poszukiwacze skarbów, rycerze i wampiry''
wtorek, 21 sierpnia 2018
,,Sadko''
,,Najbardziej jednak kosmologiczną byliną jest nowogrodzka opowieść o podróży Sadka do morskiego carstwa. Poruszony grą Sadka na gęślach władca wód wyłania się z dna jeziora Ilmen i podpowiada biednemu pieśniarzowi, jak zdobyć majątek. Nie wiedząc, co zrobić z wielkim bogactwem, Sadko buduje flotę i płynie handlować za morze. Car podmorski zatrzymuje ją w bezruchu, pragnie bowiem, by Sadko grał w jego pałacu na dnie. Mimo prób wykpienia się okupem i fałszowania losów, Sadko zostaje wrzucony przez swą drużynę do morza. Tam staje przed obliczem swego dobroczyńcy i gra tak pięknie, że pan żywiołu morskiego nie może powstrzymać się od tańca, co wywołuje straszliwe burze i zatapia wiele statków. Wymaga to interwencji św. Mikołaja, który nakazuje gęślarzowi pozrywać struny, by zapobiec katastrofie kosmicznej. W zamian za grę Sadko tym razem otrzymuje rękę krasawicy Czarnotki (…), z zastrzeżeniem, że nie wolno mu w noc poślubną ‘czynić lubieżności na sinym morzu’, gdyż inaczej nigdy nie wydostałby się z mocy żywiołu. […]. Z wdzięczności Sadko buduje z zysków cerkiew św. Mikołajowi w Możajsku’’ - Andrzej Szyjewski ,,Religia Słowian’’.
W
sierpniu
2018 r. obejrzałem po raz drugi sowiecki film fantasy ,,Sadko’’
z 1952 roku w reżyserii Aleksandra Ptuszki (1900 – 1973) oparty na
ruskich bylinach z cyklu nowogrodzkiego. Jego akcja rozgrywa się we
wczesnym średniowieczu na Rusi (tereny nad Wołgą, Nowogród
Wielki), Szwecji, Indiach, Egipcie i w podwodnym państwie Morskiego
Cara.
Tytułowym
bohaterem jest kupiec Sadko Sitinicz. Początkowo był ubogim
pieśniarzem, który złowiwszy ryby o złotych płetwach wygrał
zakład z bogatymi i samolubnymi kupcami. Ci oddali mu swe towary,
które Sadko rozdał nowogrodzkiej biedocie. Był to bohater pragnący
szczęścia innych, wrażliwy na cudzą krzywdę, odważny, wierny
swojej wybrance Lubawie i kochający swoją ojczyznę.
Na
jego drodze pojawiały się magiczne istoty.
Boginka
z jeziora Ilmen, imieniem Wasia (w bylinie: Czarnotka, lub
Czerniawa), piękna córka Morskiego Cara kochała Sadka i pomagała
mu. Nagnała do jego sieci o ryby o złotych płetwach, które potem
zamieniła w liczne złote monety. Dzięki nim Sadko mógł wybudować
flotę i udać się za morze na poszukiwanie ptaka szczęścia. Na
dnie morza, na dworze Morskiego Cara, Sadka wybrał Wasię z grona
jej licznych sióstr za żonę. Nie chciał jednak poślubić
ponieważ jego prawdziwa miłość mieszkała na lądzie. Boginka
zrozumiała jego wybór.
Jednym
z członków wyprawy Sadka był stary czarodziej Trifon, który
służył mu radą. Sadko werbując załogę kazał kandydatom pić
czarę pełną wina z beczki. Ci, który po wypiciu trzymali się na
nogach, zostali przyjęci na pokład. Trifon z racji wieku i
umiejętności magicznych został zwolniony z tej próby. W filmie
inaczej niż w bylinie nie pojawia się św. Mikołaj.
Ptak
szczęścia, zwany Feniksem (w istocie był to Sirin) mieszkał w
Indiach w skarbcu maharadży. Miał postać dużego zielonkawego orła
z głową pięknej Hinduski. Głos tej urokliwej istoty sprowadzał
sen. Sadko wygrał cudownego ptaka grając z maharadżą w szachy.
Ptak chciał uśpić jego towarzyszy, lecz Sadko obudził ich swą
grą na gęślach. Gdy Rusini zabierali piękną istotę na okręt,
maharadża wysłał pościg, lecz śpiew ptaka uśpił ścigających.
Morski
Car i Morska Caryca, rodzice licznych pięknych nimf, byli już
starzy i nosili srebrzyste szaty. Stale się kłócili o byle co.
Morski Car o długiej, siwej brodzie rozpętał burzę, której
zażegnanie wymagało ludzkiej ofiary. Sadko dobrowolnie zgodził się
skoczyć do morza, aby ocalić swych kompanów, co w sposób
zamierzony lub nie nawiązuje do dobrowolnej ofiary Jezusa na krzyżu.
Władca morza kazał bohaterowi grać na gęślach i wybrać żonę
spośród jego córek. Bezskutecznie ścigał go gdy pieśniarz
uciekł z jego królestwa na grzbiecie wielkiego konika morskiego
(hippokampa).
Film
oceniam zasadniczo pozytywnie, jedyne zastrzeżenie budzi ukazanie
prawosławnego duchownego jako postaci negatywnej ;(. Sadko pojawia
się również w moim dostępnym na tym blogu opowiadaniu fantasy
,,Podmorska
wyprawa’’
ze zbioru ,,Wymrocze’’
;).
poniedziałek, 20 sierpnia 2018
Nawojka
,,W samych początkach XV wieku przeżył Kraków sensację, którą nie wiadomo czemu wkłada się między legendy. Pewien szlachcic powziął podejrzenie, iż jeden z żaków Akademii to przebrana dziewczyna. W sieni kamienicy przyparł ją do muru i sprawdził. Za noszenie ubrań męskich groził wtedy kobietom stos, o czym przekonują losy Joanny d’Arc. Zapytana przez sędziów o powód tak zdrożnego postępowania, krakowska oskarżona miała odpowiedzieć: ‘Z miłości do wiedzy’. Od wyroku ocaliło ją stwierdzone przez świadków jej nienaganne prowadzenie się. Była córką wiejskiego nauczyciela z Wielkopolski. Po śmierci ojca postanowiła kształcić się dalej… Na własną prośbę oddano ją do klasztoru, gdzie została nauczycielką mniszek, później przełożoną. Historię tę opisał współczesny wypadkom opat wiedeński Marcin, góral ze Spiszu, który stosunki w krakowskich i śląskich szkołach znał z osobistego doświadczenia’’ - Paweł Jasienica ,,Polska Jagiellonów’’.
Nawojka
miłowała wiedzę. Jej ojciec, ubogi żerca Sławomiej z sioła
Pyzdry w analapijskiej prowincji Polanii, po śmierci żony całą
swą miłość przelał na jedyną córkę, która pod jego opieką
wyrosła na pannę urodziwą, o włosach do złotego runa podobnych.
Ojciec nauczył Nowajkę tajników pisma tinezyjskiego, które
niegdyś objawił ludziom biały orzeł Tinez Dwugłowy. Pismo to
nosiło również słowiańską nazwę bukwicy od starokrasnego słowa
,,pükeva’’,
czyli litera, bukwa. Nie obce jej były również turańskie runy
znad rzeki Orchonu toczącej swe wody przez Białopolskę, oraz runy
rowasz z dalekiego Atelkuzu. Znane jej były tajniki ziół i nazwy
gwiazd. Rozpoznawała ptaki po głosie i zwierzęta ssące po
zostawionych tropach. Umiała zamawiać choroby i znała parę
prostych zaklęć. Jej ciekawość świata przypominała studnię bez
dna.
Gdy
kapłan Sławomiej przebity lodowym ościeniem Mar – Zanny udał
się do Nawi w ślad za swą żoną, Nawojka tocząc krynice łez z
modrych oczu, postanowiła udać się po dalsze nauki ku słynnym z
licznych mędrców miast Południa obmywanych falami Morza Rajskiego.
Za cel wędrówki obrała Ateny – gród w erze dwunastej założony
przez Światłosławę, córkę greckiego króla Jeszy, przez Greków
zwaną Ateną. Przez wzgląd na nią, Ateny w mowie słowiańskiej
nosiły nazwę Światłosławice.
Nawojka
z kosturem w białej dłoni, okryta szarym, podróżnym płaszczem z
kapturem, szła niestrudzenie na południe przez prastare puszcze i
wyniosłe góry o ośnieżonych szczytach. Nie raz i nie dwa
zagrażały jej wilki i niedźwiedzie, strzygi, panki, léwice,
lubieżni satyrowie, złośliwe jędze i wiedźmy, oraz rozbójnicy,
którzy tylko w bajędach kierowali się poczuciem honoru. Nie
oszczędzały jej ani palące promienie złotego cara Swaroga,
porywiste wiatry, słota i śnieżyce.
Cierpiała
głód i choroby, lecz uparcie szła do celu, aż w końcu jej stopy
stanęły w granicach sławnej polis rodzącej artystów i filozofów.
Idąc przez Trację dowiedziała się, że jako niewiasta poszukująca
nauki nie będzie mile widziana w Grecji, gdzie jak mawiał Perykles,
córki Aivalsy powinny żyć tak, aby nie mówiono o nich dobrze, ani
źle. Mając to na uwadze, założyła męski chiton, czarem iluzji
nadała sobie rysy przystojnego efeba i jęła się przedstawiać
jako Amykleusz Novalis z greckiej kolonii polis w Analapii. Gdy
przybyła do Aten, co dzień chłonęła nauki spływające z ust
mistrza Sokratesa; starca siwobrodego, syna rzeźbiarza i akuszerki.
Tenże Sokrates, którego pełen ciepła, mądry uśmiech przypominał
młodej Słowiance jej dziadka i ojca, ilekroć wracał do domu
spotykał się z pełnymi gniewu wymówkami swej młodszej odeń żony
Ksantypy. Nie szczędziła mu ona wyzwisk; od leniów, obiboków,
pasożytów, darmozjadów i jełopów, co dnie trawią na włóczędze
miast na trosce o rodzinę. Sokrates nadaremno tłumaczył, że jego
osobisty Demon zlecił mu misję nauczania ludzi o Prawdzie i
czynienia ich przez to lepszymi. Ksantypa była głucha na wszelkie
argumenty męża, a i nieraz w ruch szedł ciężki wałek do ciasta,
kiedy filozof późną nocą powracał do domu. Słowianie
opowiadali, że Ksantypa dlatego była nieludzka dla swego męża, bo
nie była niewiastą z rodu Aivalsy, jeno szpetną i swarliwą babą
wodną ze Sklawinii, która w dniu ślubu omamiła Sokratesa czarami.
Nie u boku żony, jeno w gronie uczniów, filozof czuł się jak w
rodzinnym domu.
-
Nie przyszedłem was uczyć co macie myśleć, ale jak myśleć –
przemawiał na Agorze. - Szukajcie prawdy jasnego płomienia, dążcie
do niej jak roślina do światła, a wtedy będziecie bliżej
Mądrości – wraz z innymi uczniami u stóp Sokratesa zasiadała
Nawojka brana za efeba z Hiperborei, a jej serce pałało na myśl,
że któregoś dnia znów przekroczy pasmo Montanii i złoży w darze
Analapom perły filozofii greckiej. Sokrates często ją chwalił nie
podejrzewając wcale, że ma przed sobą niewiastę. Nawojka
tymczasem chłonęła wiedzę jak gąbka. Poznała tajniki greckiej
mowy i pisma, filozofii przyrody, zdumiewających swym bogactwem
opowieści o bogach i herosach, odkryła także zagmatwany
wszechświat matematyki. Od obfitości wszelkich szkół
filozoficznych i ich sprzecznych poglądów bolała ją głowa,
jednak jej ukochanym mistrzem pozostał Sokrates.
-
On szczerze poszukuje prawdy miast mówić ludziom co im się podoba
i jestem pewien, że oddałby za nią życie gdyby przyszło co do
czego – Nawojka przekonywała na sympozjonie swych kolegów
wątpiących w wielkość Sokratesa.
Poznawała
miasto coraz lepiej i nie wszystko wzbudziło w niej uznanie.
,,Przeraża mnie – pisała w swoim pamiętniku – że narody słynące ze swej kultury i oświaty jak Grecy, którzy nas, Słowian nazywają barbarzyńcami, praktykują u siebie odrażający proceder niewolnictwa, który w naszych krainach został zniesiony dekretem królów Lecha, Czecha, Rusa i Słowaka już na początku obecnego eonu, trzynastego od stworzenia świata’’.
Inni
spośród uczniów Sokratesa lubili przebraną Nawojkę, jednak myśl
niespokojna ich nurtowała, czemu powszechnie lubiany Amykleusz
Novalis stroni od ćwiczeń cielesnych w gimnazjonie wymagających
zrzucenia szat. Zwłaszcza jeden z nich, Filaret zabiegał o cielesne
pieszczoty z rodzaju tych co były zgubą Sodomy z urodziwym kolegą,
jednak za każdym razem spotykał się z odmową. Żądza rosła w
nim i spać nie dawała, aż w końcu przed spotkaniem z mistrzem,
Filaret pełen podejrzeń przyparł Amykleusza do muru. Zdarł zeń
chiton odsłaniając wdzięki niewieście, zaś w szyi zerwał nawąz
czarodziejki przez co prysło zaklęcie iluzji.
-
Ty zdradziecka suko! - ryczał Filaret czerwony na twarzy i miejskiej
straży wołał, a Nawojka stała pod murem naga jak najada, czerwona
ze wstydu i zapłakana.
Wnet
przybyli strażnicy i pochwycili ją. Na oczach gapiów nie szczędząc
razów pognali ją w stronę sądu. Ktoś litościwy okrył jej
nagość prześcieradłem. Wiele słów obelżywych padło pod
adresem oskarżonej. Ateńczycy na co dzień wyrafinowani i
kulturalni, teraz byli gotowi rozszarpać ją na strzępy z
zajadłością zawstydzającą najdzikszych barbarzyńców. Prawie
nikt jej nie bronił. Prawie czyni różnicę. Na wezwanie sądu
zjawił się mistrz Sokrates. Nie przyłączył się do ogólnej
nienawiści. Choć został oszukany przez Nawojkę, teraz apelował o
łaskę dla niej.
-
W męskim przebraniu kochałem ją jak syna – mówił Sokrates –
teraz jest dla mnie niczym córka. Uwolnijcie ją, dobrzy ludzie!
-
On się kiedyś doigra; za tę filozofię jeszcze mu każą wypić
kielich cykuty do dna! - zawzięcie szeptali w kuluarach obywatele
Aten niechętni Sokratesowi, który wypominał im ich niegodne
zachowania.
Sędzia
zwrócił się do Nawojki:
-
Dlaczego to uczyniłaś, żałosna istoto?
-
Z miłości do wiedzy – łkając odrzekła Słowianka aż pomruk
zdziwienia przeszedł przez salę.
Mawiali
później poeci, że w tym momencie sama Atena, w której Słowianie
czcili jytnas Światłosławę ukazała się w bazylice i okryła
zapłakaną Nawojkę swym płaszczem. Kronikarze jednak nie
zanotowali nic takiego. Jakkolwiek by było, sędziowie udali się na
naradę, a po naradzeniu się spytali Nawojkę.
-
Skąd twój ród?
-
Jestem z Królestwa Analapii, którą wy nazywacie Hiperboreą.
Mieszkają tam Słowianie – wówczas w sędziów jakby piorun
strzelił.
Zamierzali
skazać dziewczynę na śmierć, lecz obawiali się, że król
Analapii powziąłby wyprawę odwetową. Słowianie budzili w sercach
Ateńczyków większy lęk niż Scytowie i Sarmaci. Nawojkę skazano
więc na wygnanie. Z płaczem udała się do portu w Pireusie, gdzie
pod strażą wsiadła na okręt płynący do Taurydy, a stamtąd
przez Rox wróciła do ojczystej Analapii.
*
Wspomnienia
z nauki w Atenach nawiedzały ja w snach. Na jawie Nawojka zasiadała
na złotym tronie w Neście u boku króla Juranda III jako królowa
Analapii. Jurand III z dynastii Dalmatydów założonej przez
sławnego Lecha, poprosił Nawojkę o rękę gdy poznał historię o
jej przygodach. Długo można by opowiadać o ich swaćbie i weselu,
o licznych upieczonych z jego okazji kołaczach, pobitych wieprzach,
wołach i kapłonach, o potokach przedniego miodu i wina. Nawojka na
zamku w Neście miała teraz w zasobnej bibliotece dostęp do
uczonych ksiąg z całego znanego wówczas świata: do manuskryptów
z Egiptu, Babilonu, Niniwy, Bharacji, Atlantydy i Lemurii. Teraz jej
głód wiedzy mógł zostać nasycony. Jednak swego oblubieńca
miłowała Nawojka bardziej niż najcenniejsze księgi. Z jej
inicjatywy wiele niewiast pobierających nauki w kącinach mogło
zapoznać się z odkryciami i wynalazkami ludów z dalekich krańców
zamieszkałej Ziemi.
W
czas łowów król Jurand i królowa Nawojka odłączyli się od
orszaku. Ich oczom ukazał się widok grozę budzący. Oto na drzewie
wisiała półnaga panna za nogę zawieszona. Krew z niej skapywała,
bo oto cztery strzygi, w zielone pióra przystrojone, pożerały
nieszczęśnicę; chłeptały jej krew cieknącą z brzucha i ze
smakiem zajadały wnętrzności. Król Analapii spiął konia i
dobywszy miecza natarł na strzygi. Nie minęło pół godziny gdy
wszystkie cztery potwory leżały z odrąbanymi głowami. Wówczas
Nawojka wyjęła z kalety podręczny flakonik zawierający żywą
wodę z Sobotniej Góry. Skropiła nią zwłoki dziewczyny, w wtedy
wszystkie rany w okamgnieniu zagoiły się, tak że nawet ślad po
nich nie został. Wyjedzone wnętrzności poczęły odrastać.
Sprawiło to ból uratowanej wisielicy, tak że wrzasnęła
wniebogłosy płosząc ptaki i zające. Król odciął ją z gałęzi,
po czym zakrył jej nagość swym szkarłatnym płaszczem. Wówczas
nadjechali inni łowcy i zabrano pannę za zamek do Nesty, gdzie dano
jej jeść i pić. Przy zastawionym stole, królowa Nawojka
wypytywała uratowaną.
-
Jak cię zowią?
-
Jestem Mokosia… Czarna… - dziewczyna faktycznie miała czarne
włosy – ja dziewka z zamtuza. Poszłam do lasu wabić grzybiarzy.
Spotkałam zbója, który obdarł mnie z szat i zawiesił za stopę
na drzewie, a potem przyszły strzygi ze spiżowymi zębami. Nie chcę
wracać do zamtuza – łkała przeskoczka. - Tam jest strasznie.
-
Na życie Mokoszy; nie wrócisz tam więcej! - uroczyście obiecała
królowa Nawojka. - Zostaniesz moją damą dworu – twarz Mokosi
Czarnej rozpromienił uśmiech.
*
Za
panowania Juranda III do Analapii przybył młody jeszcze Ateńczyk,
Platon i osiedlił się na zachodzie prowincji Montanii. Spotkał tam
pokutującego starca Karkonosza, który pomagał niewiastom dźwigać
chrust. Niegdyś nie chciał pomagać w pracy starej matce, aż ta
zmarła z przepracowania, więc teraz wyrokiem Welesa został skazany
na taką pokutę. Platon rozmawiając z Karkonoszem, zaczął po raz
pierwszy stawiać sobie pytania o cel i sens życia, a po powrocie
do Aten został uczniem mistrza Sokratesa. Na pamiątkę tego
wydarzenia, zachodnia część Montanii otrzymała nazwę Gór
Mędrców.
Mokosia
Czarna pełna podziwu dla królowej Nawojki zapragnęła pójść w
jej ślady i też pobierać nauki w Atenach. Wbrew jej woli
przyprawiwszy sobie brodę, poleciała do Aten rydwanem ciągniętym
przez gryfy. Gdy przybyła na miejsce, mistrz Sokrates już nie żył.
Złośliwi wrogowie oskarżyli go fałszywie o szerzenie ateizmu i
przymusili do wypicia pucharu cykuty. Jego następcą został Platon.
Mokosia Czarna udała się do niego po nauki, lecz została
zdemaskowana już tego samego dnia. Groziła jej sroga kara, a mowę
w jej obronie wygłosił młody Arystoteles ze Stagiry – uczeń
Platona i późniejszy mistrz Aleksandra Wielkiego. Sąd bacząc, że
oskarżona jest damą dworu królowej potężnej Analapii i że jej
śmierć mogłaby ściągnąć na Ateny karną ekspedycję
barbarzyńców, skazał ją tylko na wygnanie. Mokosia Czarna
przepełniona wstydem udała się do Bohemii. W stołecznym Piropolis
poślubił ją sam król Cudomir VII, a o ich hucznym weselu
słyszano nawet w Persji, Hiszpanii i w Abisynii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































