środa, 6 sierpnia 2014

Komandosi Kościoła

,,Byłem we śnie na tej łące. Nagle dostrzegłem mroczny, czworokątny dół. Nigdy przedtem go nie widziałem. Zbliżyłem się ciekawie i spojrzałem. Ujrzałem wiodące w głąb kamienne schody. Nie bez wahań i lęku jąłem schodzić. Na dole, za zieloną kotarą, znalazłem łukowate odrzwia. Zasłona, szeroka i ciężka, była jakby z lnianej czy jedwabnej surówki. Uderzyło mnie jej bogactwo. Rozsunąłem ją z ciekawością. Leżało przede mną skąpane w mrocznej poświacie prostokątne, blisko dziesięciometrowe pomieszczenie. Kamiennemu sklepieniu odpowiadała posadzka z flisów. Pąsowy chodnik wiódł od progu po niską estradę ze wspaniałym, pozłocistym tronem. O ile pomnę, leżała na nim bodaj czerwona poduszka. Tron był pyszny, bajeczny, iście królewski. Na nim stało coś. Ogromne, sięgające aż po strop. Najpierw pomyślałem, że to wielki pień. Szerokie to było na pięćdziesiąt, sześćdziesiąt centymetrów, wysokie na cztery do pięciu metrów. Był to jednak twór osobliwszy: ze skóry i żywego ciała, zakończony jakby stożkowym, łysym łbem: miast oblicza tkwiło na czubku samotne oko, wpatrzone nieruchomo w górę.To coś trwało bez ruchu, miałem jednak poczucie, że gotowe jest zaraz opuścić tron i popełznąć ku mnie niby robak. Stałem jak wryty ze zgrozy. W tej nieznośnie dłużącej się chwili dobiegł mnie nagle jakby z góry, z zewnątrz, głos matki. 'Przyjrzyj no się – wołała. - To ludojad'! Sen ów absorbował mnie całe lata'' – Carl Gustav Jung ,,Autobiografia''.



O zakonie jezuitów (Societas Iesu) dowiedziałem się w 1996 r. z cytowanej poniżej książki:

,,KIEDY ZAŁOŻONO TOWARZYSTWO JEZUSOWE?
Towarzystwo Jezusowe założył św. Ignacy Loyola w 1534 r.
Loyola […] był początkowo hiszpańskim rycerzem, później został księdzem. Wraz z sześcioma innymi duchownymi założył w Paryżu nowy zakon katolicki, uznany przez papieża Pawła III w 1540 r.
Członkowie zakonu, nazywani jezuitami, poświęcają się przede wszystkim wychowaniu i pracy misyjnej'' - ,,Kiedy było...? Księga pytań i odpowiedzi o dziejach świata''.

W klasie szóstej uczyłem się o jezuitach w kontekście reformacji i kontrreformacji. Z podręcznika wyłaniał się ich obraz raczej negatywny – jako zakonu wrogiego wolności wyznania, prowadzącego kiepskie szkoły, którego rozwiązanie w XVIII wieku umożliwiło w Polsce utworzenie Komisji Edukacji Narodowej. Wstyd o tym mówić, ale wówczas oceniałem ów zakon negatywnie, za co teraz serdecznie przepraszam ojców jezuitów. Dopiero później dowiedziałem się o licznych pozytywach ich działalności jak książka ,,Ćwiczenia duchowe'' św. Ignacego Loyoli (czytałem, pomogła mi w rozwiązaniu pewnego problemu), działalność charytatywna, patriotyczna i literacka ks. Piotra Skargi, przekłady ,,Biblii'' ( przekład polski Jakuba Wujka, angielska ,,Biblia z Douay'' mniej popularna od protestanckiej ,,Biblii Króla Jakuba''), prowadzenie szkół (w tej dziedzinie duże zasługi miał również inny zakon - pijarzy), działalność misyjna św. Franciszka Ksawerego (dla ciekawostki: uważał Japończyków za najszlachetniejszych ludzi na świecie), pokojowa chrystianizacja Chin i Indii w XVIII wieku (szacunek jezuitów do miejscowych zwyczajów aż ocierał się o synkretyzm), czy działalność naukowa niektórych członków zakonu (Teilhard de Chardin, Aleksander Posacki). W XVIII wieku papież Klemens XIV skasował znienawidzony przez wrogów Kościoła zakon dokumentem ,,Dominus ac Redemptor noster'' (wcześniej, w 1759 r. jezuici zostali wygnani z Portugalii, w 1764 r. - z Francji, w 1767 – z Hiszpanii, zaś 1768 – z Neapolu). Po kasacie jezuici zostali tylko w Rosji i Prusach – Katarzyna II i Fryderyk II zabronili odczytać breve, aby w myśl zasady ,,divide et impera'' móc rozbijać Kościół. W 1814 r. zakon został przywrócony bullą papieża Piusa VII ,,Sollicitudo omnium Ecclesiarum''. Od XVI aż po XXI wiek jezuici padli ofiarą wielu oszczerstw, stając się bohaterami licznych teorii spiskowych. W XVII wieku, kłamstwo Tytusa Oatesa o rzekomym jezuickim spisku rozpętało w Anglii serię prześladowań katolików. W XIX wiecznych Prusach antyjezuicka histeria sięgnęła zenitu, gdy obwiniano Towarzystwo Jezusowe o … otrucie lwa w ogrodzie zoologicznym. Do jezuity porównywano potwora, który przyśnił się czteroletniemu Jungowi, chociaż stwór ten bardziej przypomina potwory z mitologii Ctulhu (myślę, że Jungowi mógł się przyśnić diabeł). We współczesnych teoriach spiskowych, które są bzdurne i niegodne wiary, jezuici rozpętali obie wojny światowe, a nawet zorganizowali zamach na World Trade Center! Niektórzy błędnie przypisują im założenie sekty Iluminatów w XVIII wieku (tak naprawdę ich założyciel Adam Weishaupt został Iluminatem po odejściu z zakonu jezuitów). Inni jeszcze wierzą w prawdziwość falsyfikatu ,,Secreta Monita'' (1611 r.) błędnie przypisywanego Claudio Acquavivie. Jego faktycznym autorem był Hieronim Zahorski, który napisał ów paszkwil w zemście za wydalenie z zakonu.
W mojej twórczości do zakonu jezuitów należał żyjący w XVII – wiecznym Wilnie o. Aleksander Solewicz; przyjaciel i spowiednik pana Innowojciecha Błyszczyńskiego, autor ,,Glosariusza''.



Śniło mi się, że:

- będąc na spotkaniu z o. Posackim miałem przy sobie papierową torbę ze straszydłami z ,,Monster High’’ i wstydziłem się tego, tłumaczyłem jezuicie, że to nie ja ją kupiłem, ale Mama i że ja kupiłbym sobie inną torbę,
- w jednym ze szczecińskich parków za ogrodzeniem mieszczącym stację gazową, o. Posacki razem z dwoma innymi duchownymi rozmawiał o egzorcyzmach, podsłuchiwałem, a potem upadłem w błoto i się pobrudziłem, uznałem to za karę Bożą za to, że podsłuchiwałem i zastanawiałem się czy nie jest to grzech ciężki. 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Wiosna

,, [...] A wiosna przyszła pieszo.
Już kwiaty z nią się spieszą,
już trawy przed nią rosną
I szumią; - Witaj wiosno!’’ – Jan Brzechwa ,,Przyjście wiosny’’.



Wiośnie służyły następujące Zviezduny – Miesiące:

Marzec (Martius) otrzymał imię od bliskiej zażyłości z wielkim wojownikiem Enków, Mieczysławem, którego Rzymianie nazywali Marsem. Miał postać junaka w kolczudze i spiczastym hełmie z czerwoną kitą, noszącego zieloną tarczę i miecz sporządzony przez Swarożyca z ogromnej bryły szmaragdu. Sławiono w pieśniach jego zwycięstwo nad końską czaszką na króciutkich, ludzkich nóżkach, ognistą miotłą, która sama latała, nad Čortem rozpusty Kanią i potworem podobnym do żmii. Był pierwszym Zviezdunem, który rozpoczął służbę Wiośnie.
Kwiecień (Łżykwiat) był świadkiem narodzin Teosta – wcielonego Swaroga nad rzeką Nilus, a później jego zamordowania przez Czerwonego Wiaczesława Amosowa i triumfu Cara Słońce nad Mar – Zanną. Przedstawiano go jako męża o złotych włosach przystrojonych krokusami. Należał do dworu nie tylko Wiosny, ale też Jaryły.
Maj był ojcem Mai – kochanki króla greckiego Jeszy, zwanego przez Greków Zeusem, a przez Rzymian – Jowiszem. Maja urodziła Hermesa przez Rzymian zwanego Merkurym. Najpiękniejszy ze Zviezdunów, zdobiący niwy i lasy ku czci Mokoszy i Dziewanny Šumina Mati, miał postać wiecznie młodego męża, o złotych włosach i oczach turkusowych jak nawki; zdaniem niewiast nie było odeń piękniejszego wśród wszystkich synów Novalsa. Potrafił też pięknie grać na flecie lub multankach, a jego nauczycielem był sam Rigel o głowie słowika, który sprowadził na Ziemię Perły Głosu. Mokosza wdzięczna za cześć jaką jej stale okazywał, wyprosiła dlań u Ageja, przywilej stworzenia jakichś istot rozumnych dla upiększenia świata i tak pojawiły się majki. Zviezdun ten o sercu czułym i szlachetnym, litował się nad każdą niedolą i usiłował jej zaradzić. Jego przyjacielem był słowik o upajającym głosie.



Śniło mi się, że istnieje dodatkowy, wiosenny miesiąc bosoń, następujący po maju, kiedy to chodzi się boso.

Zima

,,Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasz zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa...
Nasza zima zła!

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
Dalej śnieżkiem w plecy zimy,
Niech pamiątkę ma!
Nasza zima zła!’’ – Maria Konopnicka ,,Zła zima’’.



Zimie służyły następujące Zviezduny – Miesiące:

Grudzień miał postać siwego starca z długą brodą i włosami, a szatę nosił białą, lub czarną. Zima dałą mu moc tworzenia grud z ziemi, skąd otrzymał swe imię. W dniu kiedy Swaróg rozpalił po raz pierwszy Słońce na niebie, chodził razem z jytnas Dziadkiem Mrozem, albo z Gwiazdorem i rozdawał prezenty.
Styczeń w Italii zwany Janusem i odbierający cześć boską od Rzymian, miał dwie twarze – jedną z przodu, a drugą z tyłu głowy, co tłumaczono jako zwrócenie wzroku na rok, który odszedł i na rok, który się zaczął. W ręku trzymał kij. Towarzyszył mu wilk, stąd otrzymał od Anglów imię Wilczeń.



Luty (Groźny, Srogi) nosił karacenową zbroję z lodu i lodowy hełm. Okrywał się skórą niedźwiedzia, a buty miał ze skóry górskiego smoka. Można go było poznać po marsowym wzroku czterech oczu i po długich włosach, wąsach i brodzie barwy kory dębu. Na tarczy miał namalowany biały kwiat, zwany przebiśniegiem, który kwitnie zimą. Służąc swej siostrze, zamrażał rzeki, jeziora i morza niebieskim mieczem, który Swarożyc wyrzeźbił z szafiru, a z wielkiego wora, noszonego na plecach wysypywał mnóstwo śniegu. 

Jesień

Jesieni służyły następujące Zviezduny – Miesiące:



Wrzesień nosił wieniec z wrzosów i biały kaftan cały czas noszący trzy niewyblakłe plamy krwi. Gdy panował w przyrodzie, jaskółki poczynały się chować w rzekach i jeziorach – zimą wisiały przyczepione do lodu jak szynki w wędzarni. We wrześniu te z rusałek, które służyły Zimie poczynały topić dziewczęta, by te po obudzeniu się ze snu podobnego do śmierci, jaki powoduje utopienie, stały się jednymi z nich. Wrzesień otoczył specjalną opieką królewicza Wrzosa, syna Żmija Ognistego Wilka, pierwszego króla Sogdiany.
Październik miał postać potężnego jak tur męża o rudych włosach, wąsach i brodzie. Na głowie miał wieniec z kolorowych liści i hełm, czarodziejką mocą sporządzony z paździerzy. Chroniła go cudowna zbroja z lnu, wyglądająca na spiżową, a szary płaszcz z włókna konopnego czynił go niewidzialnym. Ostatni raz ludzie widzieli go w erze trzynastej, kiedy w Analapii panował król Bogdal. Wówczas to Październik bronił chrześcijańskiego, leżącego w Azji Środkowej, królestwa Chorezmu przed żądnymi krwi hordami cara Czerwonego Człowieka, na których czele stał potwór Lein.



Listopad (Prosiniec) świadek świąt Dziadów i Bab, które ustanowił Teost, miał postać męża, którego młodość już przeminęła, lecz jeszcze nie postarzał się na dobre. Nosił wieniec z brązowych, kruszących się liści na długich włosach i szarą opończę. Miesiąc ten kończył Rosalny Tydzień – ostatnie dni, podczas których rusałki służące Zimie kończyły topienie niewiast. Przyglądał się też biciu świń na szynki i kiełbasy na zimę, skąd otrzymał imię Prosiniec. Widywano go gdy chodził między kurhanami i mogiłami i odpędzał szablą te Osmętnice, które siejąc smutek w sercach niewiast, doprowadzały je do samobójstw.  

Lato

,,Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę.
Pożegnania kilka słów, Pitagoras, bądźcie zdrów,
Do widzenia wam, canto, cantare,

Lato, lato, lato czeka,
Razem z latem czeka rzeka
Razem z rzeką czeka las
A tam ciągle nie ma nas.
Lato, lato nie płacz czasem,
czekaj z rzeką, czekaj z lasem,
W lesie schowaj dla nas chłodny cień
Przyjedziemy lada dzień.

Lato, lato mieszka w drzewach,
Lato, lato w ptakach śpiewa
Słońcu każe odkryć twarz
Lato, lato jak się masz?
Lato, lato dam ci różę
Lato, lato zostań dłużej
Zamiast się po krajach włóczyć stu,
Lato, lato zostań tu’’ – Ludwik Jerzy Kern ,,Lato, lato’’.




Latu służyły następujące Zviezduny – Miesiące:

Czerwiec czynił świat ciepłym i pięknym. Otrzymał od swej siostry i pani herb Czerwiec i zawołanie Stado. Herb jego przedstawiał niepozornego owada, zwanego czerwcem polskim, z którego uzyskiwano czerwony barwnik do tkanin. Zviezdun ten o postaci młodzieńca, nosił czerwony chiton, a na czole i policzkach miał namalowane krasną farbą koło od wozu i dwa sierpy (motyw z herbu Lata). Kiedy panował w przyrodzie, obchodzono Święto Kupały, zwane też Sobótką, Stadem, Kupalnocką, czy Nocą Świętojańską.
Lipiec (Lipień) to młody i piękny Zviezdun służący nie tylko Latu, ale też Juracie, pani Oceanu ziemskiego. Na głowie nosił wieniec z liści lipy, a jego nos zdobił mały, zielony rożek. Gdy śpiewał ku czci Ageja i Mokoszy, grając na harfie, z ust dosłownie kapał mu lipowy miód, który zwabiał pszczoły. Miód ten leczył wszystkie przypadłości ciała i ducha. Czasem przemierzał Morze Srebrne na grzbiecie delfina i bronił kąpiących się przed morskimi potworami i Čortami.
Sierpień – służący pod rozkazami Lata i jytnas Tatry Wielkiej – królowej gór i rzek, odziany jeno w białą przepaskę biodrową, był stale mokry od potu od pracy na polu razem z ludźmi i patrolowania gór pełnych neibezpieczeństw. Jego pot miał zapach róż, lilii i fiołków, a spadając na ziemię, zamieniał się w perły. Za pasem nosił złoty sierp. Było to nie tylko narzędzie pracy, ale i oręż do walki ze złymi południcami, górskimi pankami i smokami. Poślubił dobrą południcę Przyponzę (Priponsa, Priponosa), z którą miał synów i córki. Żona Sierpnia pilnowała zboża przed lekkomyślnymi dziećmi i dorosłymi, by go nie tratowali i w porze południa nie narażali się na oparzenie. Ci, których przyłapała, mieli za karę czesać jej długie włosy, barwy złota, pachnące jak piżmo, puszyste i miękkie jak jedwab, do tego cichutko grające przecudnymi tonami. ,,Nie rozumiem co to za kara’’ – przyznał pan Innowojciech Błyszczyński. Córą Sierpnia i Przypozny była Miawka (Miavka, Miyavka, Miauka) mogąca przybierać postać kota, która na nieurodzajnych polach zakopywała rogi obfitości kute przez Swarożyca z koziego srebra, aby trud kmieci nie szedł na marne. Sierpień otrzymał od Lata herb Snopek, który po wielu latach stał się herbem dynastii Waza.



Śniło mi się, że rok liczył 13 miesięcy – tym dodatkowym był letni miesiąc łukasz, noszący swą nazwę na cześć św. Łukasza z Irlandii, mającego koźle rogi. W owym miesiącu (i tylko wtedy) można było uprawiać dowolną rozpustę bez groźby popełnienia grzechu.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Jaskiniowcy




,,Tańczył z radości,
kiedy schwytał rybę
w nurcie potoku zanurzywszy rękę,
lub słodkie plastry miodu
wybrał pszczele.

Czasu miał dosyć,
więc niekiedy w niebo
spoglądał nocą,
wyszedłszy z jaskini,
i łączył śmieszne, naiwne pytania
w niezręczne myśli,
nie wiedząc co czyni.

Ciemny był, dziki,
a przecież od niego
cała dzisiejsza wiedza się zaczyna.
Kiedy na palcach owce swoje liczył,
by je przekazać pieczy swego syna,
także nas, przyszłych,
pierwszych cyfr nauczał.

To z jego marzeń
przemieszanych z lękiem,
tak prymitywnych jeszcze, tak niezdarnych,
biorą początek
pierwsze słowa mocy:
dzisiejsze loty międzyplanetarne –
a nikt mu dotąd nie stawił pomnika’’ – Janina Brzostowska ,,Praczłowiek’’.


Już w wieku przedszkolnym wiedziałem o istnieniu w zamierzchłych czasach prehistorycznych ludzi, zwanych potocznie ,,jaskiniowcami''. Przez długi czas fascynowałem się prehistoryczną fauną, a pierwotni ludzie podobali mi się jako część ówczesnej przyrody. W książce ,,Świat przyrody'' na stronie 11 zobaczyłem obrazek przedstawiający dwóch nagich neandertalczyków, mamuta, nosorożca włochatego, tygrysa szablozębnego, antylopę i jakiegoś drapieżnego ptaka, gdzieś nad jeziorem. Znalazłem też informację o neandertalczykach:



,,CZŁOWIEK NEANDERTALSKI
Ludzie ci żyli od ok. 120 tys. do 35 tys. lat temu. Należeli do tego samego gatunku co my, ale byli niżsi. Kiedy pojawił się człowiek współczesny (Homo sapiens), ludzie neandertalscy wymarli'' - ,,Świat przyrody''.



W dzieciństwie oglądałem amerykańską kreskówkę wytwórni Hanna – Barbera o rodzinie Flinstonów. Żyli oni w czasach prehistorycznych ucharakteryzowanych na współczesność, razem z oswojonymi dinozaurami (jednym z nich był różowy brontozaur służący za psa). Mieszkali w kamiennym mieście Bedrock. Głową rodziny był pracujący w kamieniołomie Fred Flinstone, który miał żonę Wilmę. Jego kolegą z pracy był Barney, który miał żonę Pebls. W owej kreskówce ludzie ubierali się w skóry zwierząt, chodzili boso, mieli kamienne samochody z napędem nożnym, dinozaury zastępowały im dźwigi etc. Miałem kiedyś książeczkę, w której do domostwa Flinstonów włamał się złodziej zwany Muchą latający na pterozaurze. W późniejszych odcinkach pojawiał się pokryty futrem Kapitan Jaskiniowiec – prehistoryczny odpowiednik Supermana. Chciałbym dodać, że aż do klasy V, wyobrażałem sobie, że prehistoryczni ludzie i dinozaury żyli w tej samej epoce.



Jednym z najwcześniejszych tworów mojej wyobraźni była odległa planeta Pterotyjandia, mająca kształt prostokąta i zamieszkana przez dinozaury, mamuty i inne kopalne zwierzęta pochodzące z wszystkich epok geologicznych. Na Pterotyjandii mieszkali również prymitywni ludzie, przed tysiącami lat sprowadzeni z Ziemi przez Marsjan. Byli podobni do nas, lecz mieli złote oczy jak Dziecięca Cesarzowa z ,,Niekończącej się historii'' Michaela Ende. Dzielili się na wiele plemion, używających różnych języków (jednym z nich byli Karborunowie mieszkający na Bagnach Karboruńskich, czyli karbońskich i polujący na wielkie płazy – ichtiostegi). Ludzie ci nie mieli własnego pisma, żyli z polowań, zbieractwa i rybołówstwa, a ich prymitywny tryb życia nie zmieniał się ani o jotę przez całe tysiąclecia. Pterotyjandia przez długi czas była kolonią Marsa, później zaś została podbita przez międzyplanetarne Imperium. Po jego upadku w 1997 r. Pterotyjandia uzyskała niepodległość, a jej mieszkańcy utworzyli idealne państwo; demokratyczne i ekologiczne, zbudowane na konserwatywnych wartościach. Prezydentem został robot Calista (Kalikst), zaś konstytucja była wyryta na złotej blasze pokrywającej skorupę morskiego żółwia archelona.

W drugiej lub trzeciej klasie szkoły podstawowej oglądałem kreskówkę o jaskiniowym chłopcu imieniem Cro (nawiązanie do człowieka z Cro – Magnon). Narratorem był mamut w naszych czasach wydobyty z bryły lodu (tak naprawdę mamuty znajduje się nie w bryłach lodu, ale w zamarzniętym błocie). W kreskówce występowały mamuty, wilki i tygrys szablozębny.




W 1997 r. oglądałem francuski serial animowany o ,,największym wędrowcy pradziejów'' – Rahanie. Rodzice tego bohatera zginęli pożarci przez tzw. ,,goraki'', czyli tygrysy szablozębne. Chłopca przygarnął myśliwy Crao z sąsiedniego plemienia. Rahan został po raz drugi osierocony w wyniku wybuchu wulkanu. Miał długie blond włosy. Ciekawy świata zamierzał odnaleźć jaskinię, w której chowało się na noc Słońce (trudno, aby w jego czasach ktoś słyszał o teorii heliocentrycznej...). Jego bronią był nóż. Gdy bohater nie wiedział dokąd chce iść, obracał nóż na ziemi i szedł tam gdzie wskazywało ostrze. W czasie swych wędrówek walczył z licznymi zwierzętami kopalnymi – tygrysami szablozębnymi, którym poprzysiągł zemstę za śmierć rodziców, olbrzymimi krabami, ośmiornicą, bawołem pustorogim, gigantopitekiem (oszczędził mu życie ze względu na podobieństwo małpy do człowieka), niedźwiedziami jaskiniowymi, a nawet z dinozaurami. Ludzi zawsze traktował życzliwie, pomagał potrzebującym. W kreskówce spodobało mi się: potępienie narkotyków (,,Szczęścia nie można wypić, ani zjeść''), odrzucenie rasizmu i to, że główny bohater nie chciał się mścić na plemieniu, które go prześladowało, ale uratował je przed wybiciem (czyżby wątek mesjanistyczny, nawiązujący do Jezusa przebaczającego tym, którzy Go ukrzyżowali?).


O ludziach pierwotnych uczyłem się w klasie czwartej (wówczas nauczycielka uatrakcyjniała lekcję za pomocą albumu ,,Pradzieje ludzkości''), oraz w klasie piątej na lekcjach historii (z panią Anną ov Scayapakovą), plastyki i … techniki. Usłyszałem wówczas o epokach kamienia łupanego i gładzonego, o prehistorycznych szałasach i ziemiankach, a także o malowidłach naskalnych w Lascaux w Francji (słynny wizerunek konia widziałem już znacznie wcześniej w książce ,,Prehistoria'' z serii ,,Tajemnice zwierząt'') i w Altamirze w Hiszpanii. Notabene w mojej mitologii, a zwłaszcza w powieści ,,Tatra'', Lascaux i Altamira to nazwy dwóch królestw z ery jedenastej, które założyli herosi Las i Altamir.





W pierwszej klasie gimnazjum przeczytałem powieść fantasy ,,Wielkie wędrowanie'' Cezarego Wodzińskiego, w której grupka dzieci udała się w pełną przygód podróż razem z Pomysłem – Gościem. W owej książce występował min. neandertalczyk. Sięgnąłem wówczas po bodaj jedyną polską powieść prehistoryczną - ,,Bizona z jaskini Dewy'' Jerzego Cepika opowiadającą o kulisach powstania malowideł naskalnych w Lascaux. Głównym bohaterem był myśliwy Sin. Książka opowiadała min. o udomowieniu psów.



Wówczas to na lekcję biologii, której uczyła pani Okiena ov Zilendana z własnej woli sporządziłem w cienkim zeszycie prezentację o ewolucji człowieka od australopiteka do Homo sapiens sapiens, o rasach ludzkich i krótkim rozważaniu o relacjach między teorią ewolucji a religią, którą sam zilustrowałem i dostałem za to szóstkę. Moja klasa bardzo mi zazdrościła.



Studiując historię na Uniwersytecie Szczecińskim, w 2006 r. uczęszczałem na wykłady o prehistorii ziem polskich prowadzone przez prof. Marianusa ov Remvkova. Dowiedziałem się wówczas o kulturach mustierskiej, oryniackiej i lewaluaskiej (nie mylić z celtycką kulturą lateńską), o łowach na mamuta w Łowiczu w Polsce, oraz o neandertalskim grobie w Shanidar w Iraku, gdzie po raz pierwszy wykorzystano przy pochówku kwiaty (z tego powodu porównywano neandertalczyków do subkultury Dzieci Kwiatów).




W 2008 r. obejrzałem film fantasy o tematyce prehistorycznej - ,,10 000 BC''. Głównym bohaterem był myśliwy D'Leh. Na filmie były mamuty, tygrys szablozębny, groźne ptaki – fororaki, murzyńskie plemię nie potrafiące się uśmiechać, oraz zaawansowana cywilizacja z Atlantydy, bądź nawet z Kosmosu, której przedstawiciele zamieniali w niewolników pierwotnych ludzi i mamuty. D'Leh zabił włócznią ich wodza o twarzy zakrytej welonem – czyżby aluzja do Mahometa?



Nieco później obejrzałem na you tube kreskówkę dla dorosłych ,,Fire and Ice'' autorstwa samego Franka Frazetty. Pamiętam pojawiającą się w niej piękną księżniczkę Teegrę, walki z najazdem neandertalczyków i wojownika w masce.





Prehistoryczni ludzie są więc bardzo wdzięcznym tematem dla fantastów. Można by tu wymieniać takie postaci jak: Am – Ra (jeden z mniej znanych bohaterów z uniwersum Roberta Ervina Howarda; jeden z pierwowzorów Conana), Ayla i Jondalar, Rahan, Wi (bohater powieści Henry'ego Ridera Haggarda ,,Allan i Bogowie Lodów''), oraz uprawiający kanibalizm neandertalczycy z Dębinki, przeciw którym walczył Jakub Wędrowycz (szczególnie polecam tu tom ,,Homo bimbrownikus'', w którym Dębinka została ochrzczona i ucywilizowana, zaś szaman – dziadek Radka Oranguta knuł spisek by wrócić do prehistorii).



W mojej mitologii neandertalczycy występują pod wymyśloną przez mnie słowiańską nazwą Naradów (pan Filipus ov Falconius dziwił się dlaczego ich tak nazwałem). Żyli w erach dziesiątej i jedenastej, ich niedobitki przetrwały ponoć także w erach dwunastej i obecnej, trzynastej. Kończąc nasze rozważania, pozostaje mi wyrazić zdziwienie, dlaczego w Polsce (poza wymienioną już powieścią Jerzego Cepika) nie ma powieści prehistorycznej?! (w Internecie jeden z fanów proponował jej napisanie znającemu się na archeologii Andrzejowi Pilipiukowi, lecz ten odmówił).



Śniło mi się, że:

- Rahan trafił w nasze czasy, gdzie próbował pomóc dzieciom alkoholika
- na jakiejś odległej planecie żyło dwóch bohaterów; tyranozaur będący rycerzem i jaskiniowiec w futrze niedźwiedzia polarnego,
- w czasach kiedy żył Rahan, pewien plateozaur (?) brodzący w jeziorze, zginął w erupcji wulkanu, w jego pogrzebie uczestniczył szary mamut, który skarżył się w mowie pogrzebowej, że Rahan upolował jego ojca, lecz zwierzę przebaczyło mu, w tym śnie występował też kolorowy olbrzym z Kosmosu, który wysłał Rahana na inną planetę w zamian za innego człowieka.





niedziela, 3 sierpnia 2014

Słowiański Papież

,, - […] Papieża by użyć? Błogosławionym został – mruknął Igor patrząc na popularną tysiączłotówkę z tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku.- Lepiej nie. Chybaby się nie obraził, dobry był człowiek i walczył ze złem, ale nie godzi się tak jakby. Ile za Dziadka? - wskazał okazałą przedwojenną dychę z Piłsudskim. […]'' - Andrzej Pilipiuk ,,Ludzie, którzy wiedzą'' [w]: ,,Szewc z Lichtenrade''.


Należę do pokolenia JPII. Wychowałem się i wzrastałem w atmosferze wielkiego szacunku dla św. Jana Pawła II. Był i jest on dla mnie największym z wszystkich Polaków, największym autorytetem moralnym przełomu XX i XXI wieku, oraz najlepszym Papieżem (oczywiście uznaję, szanuję i cenię także jego Następców – Benedykta XVI i Franciszka; podczas gdy cały świat ,,schodzi na psy'' od jakiegoś już czasu papieże są coraz bardziej święci). Pamiętam jego liczne pielgrzymki (kiedy odwiedził Australię to nie było dobranocki, zaś gdy był w Indiach uczcił miejsce pochówku Gandhiego, co zainspirowało mnie do opisania jednej ze scen w ,,Tatrze. Suplement''). Czytałem specjalny numer ,,Vivy'' poświęcony jego osobie; później sięgnąłem po jego liczne dzieła, w tym po wszystkie encykliki. W gimnazjum wykonałem na KOSS (Kształcenie Obywatelskie w Samorządowej Szkole) album ,,Słowiański Papież'' (tytuł zaczerpnąłem z proroczego wiersza Juliusza Słowackiego). Ucząca tego przedmiotu pani Haliniana ov Ivankus kazała napisać pracę o jednym z zasłużonych Polaków żyjących w XX wieku. Początkowo mój wybór padł na Józefa Piłsudskiego, ale ponieważ miałem o nim za mało informacji, zdecydowałem się na Papieża. W liceum moja polonistka pani Eva ov Tomas mimo swego ateizmu i antyklerykalizmu darzyła wielkim szacunkiem św. Jana Pawła II, św. Franciszka z Asyżu i św. Maksymiliana Kolbe, lubiła też twórczość Jana Dobraczyńskiego i film ,,Pasja''. Zawsze bolało mnie i gorszyło opluwanie Papieża – ze strony Urbana i Kotlińskiego, bluźniercze błazeństwa Kwaśniewskiego i Siwca na lotnisku w Kaliszu, spekulacje mediów kiedy ustąpi i ile kosztują jego pielgrzymki, ataki ze strony Patriarchatu Moskiewskiego, używanie wizerunku Papieża jako tarczy strzelniczej przez bractwo kurkowe oraz wiele tym podobnych incydentów. Jego choroba i śmierć w kwietniu 2005 r. to były Wielkie Narodowe Rekolekcje, również dla mnie. Na ten krótki czas zatarła się w Polsce granica między mediami katolickimi a liberalnymi. Śmiem twierdzić, że owocem owych narodowych, a zarazem ogólnoświatowych rekolekcji było odsunięcie SLD od rządów w Polsce na długie lata (ważną rolę odegrała w tym również afera Rywina, która ,,otworzyła oczy'' wielu Polakom). Niestety nawrócenie Polski było powierzchowne i teraz, gdy Słowiańskiego Papieża zabrakło, zło atakuje Polskę i Kościół ze zdwojoną siłą. Jeśli o mnie chodzi, wierzę, że wstawiennictwo św. Jana Pawła II w 2005 r. pomogło mi wyjść ze strasznego Nałogu. Dzięki Papieżowi pokochałem Kościół katolicki – najbardziej znieważane i prześladowane z wszystkich wyznań. Gdy byłem dzieckiem, myślałem, że wszyscy Papieże byli tak święci jak Jan Paweł II – później dowiedziałem się, że niestety różnie z tym bywało (np. Aleksander VI). Nauczył mnie szacunku do nienarodzonych dzieci (później oprócz argumentów religijnych poznałem również inne argumenty przeciwko największej hańbie naszych czasów, zwanej aborcją). Nauczył mnie odrzucać eutanazję i karę śmierci (z tą ostatnią powołująca się na jego nauczanie prawica ma spory problem...). Podobał mi się jego patriotyzm, a także wielka miłość do dzieci i młodzieży. Bronił pokoju, potępiał wojny. Szanował wszystkie narody – nawet Niemców i Rosjan, a także wyznawców innych religii. Jednocześnie, choć przyjaźnił się z Dalajlamą, całował ,,Koran'' i w Asyżu modlił się o pokój z wyznawcami religii całego świata, wbrew temu co twierdzą lefebryści nie relatywizował prawdziwości katolickiego Objawienia (za jego pontyfikatu wydano dokumenty ,,Dominus Iesus'' – mocno krytykowany przez nie – katolików i ,,Jezus Chrystus – dawca wody żywej'' o New Age). Papież poprzez swoje nauczanie uczył mnie miłości do Boga i bliźnich. Czcił Maryję i propagował Różaniec (dodał dodatkowe Tajemnice Światła rozważane w czwartki. Podziwiam go za to, że potrafił przebaczyć swemu niedoszłemu zabójcy Alemu Agcy – przyznaję, że jest dla mnie niedościgłym wzorem. Ponadto rozumiał potrzebę ochrony środowiska (ogłosił św. Franciszka patronem ekologów, spotkał się ze Stingiem broniącym lasów tropikalnych). Dużo czytał, a wśród jego ulubionych autorów był C. S. Lewis. Był zarazem mądry i dobry, był dla mnie niczym prawdziwy ojciec.



W poemacie ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy'' Jena ov Blackeyova spotkała w Armagedonie wszystkich Papieży XX wieku. Św. Jan Paweł II pojawia się też w powieści ,,Pawlaczyca''.
Papież – Polak parę razy mi się przyśnił. UWAGA – owe sny nie są niestety ortodoksyjne, na jawie jednak postrzegam Papieża inaczej niż we śnie. Śniło mi się, że:



- św. Jan Paweł II umarł w czasie drugiej pielgrzymki do Szczecina,
- byłem św. Janem Pawłem II i chciałem uczynić coś bardzo złego,
- św. Jan Paweł II został zabity widelcem przez XIX – wiecznego, rosyjskiego pisarza Iwana Turgieniewa,
- św. Jan Paweł II nosił w uszach ogromne kolczyki,
- św. Jan Paweł II był gawialem,
- św. Jan Paweł II podał rękę szympansowi.