niedziela, 9 kwietnia 2017

Mityczne daty w dziejach Oceanii









,, [...] IV - V w. 

Zasiedlenie Wysp Gambiera i Pitcairn. Legendarny król Hotu Matua dociera ze swymi łodziami na odległą Te Pito o Te Henua. Początek kultury megalitycznej na Wyspie Wielkanocnej [...]








X w. 

Legendarny polinezyjski żeglarz Kupe dociera do wybrzeża Wyspy Północnej w pogoni za wodzem wielkich kałamarnic o imieniu Wheke - o - Matarangi. Po zabiciu wroga wraca na ojczystą Raiatea i namawia ziomków do podróży na nowo odkrytą wyspę Aoteroa - 'Kraj białej chmury'. Zostają pierwszym ludem tangata whenua na Nowej Zelandii''

- Robert Andrzej Dul, Katarzyna Liwak - Rybak ,,Mitologie świata. Ludy Oceanii''

Żółwica - stworzycielka







,,Zamieszkujące obszar południowej Papui Nowej Gwinei plemię o nazwie Elema wierzyło, że na początku świata istniała tylko woda. Pozostałe składniki rzeczywistości, takie jak lądy, rosnące na nich rośliny oraz żyjący ludzie, miały dopiero powstać. W wodzie mieszkała żółwica. Kiedy zmęczyła się długim pływaniem, postanowiła odpocząć. Zaczęła swoimi ogromnymi łapami wygrzebywać piasek z dna oceanu. Robiła to tak długo, aż w końcu utworzyła ląd, na którym wreszcie znalazła chwilę wytchnienia. Po jakimś czasie w wykopanych jamach złożyła jaja. Wykluła się z nich pierwsza para ludzi. Z pozostałych jaj wyłoniły się różne gatunki roślin porastających całą ziemię'' - Robert Andrzej Dul, Katarzyna Liwak - Rybak ,,Mitologie świata. Ludy Oceanii''



Polinezyjski Orfeusz







,,Choć uważano, że z krainy zmarłych nie ma powrotu, jednemu śmiałkowi [herosowi Ngaru - przyp. T. K.] udało się wydostać z królestwa jędzy Miru. Wyruszył tam po duszę ukochanej małżonki. Zbliżył się do gromady duchów, gdy te zabawiały się hałaśliwie i dość osobliwie - wydłubywały sobie nawzajem oczy. Dlatego nie dostrzegły intruza. Jedne były już oślepione, a inne zajęte fascynującą rozrywką. Śmiałek skorzystał z okazji i w stosownej chwili pochwycił wyłupione oczy samej bogini Miru. Zwrócił je dopiero wtedy, kiedy ta zapewniła szczęśliwy powrót jemu i jego małżonce'' - Robert Andrzej Dul, Katarzyna Liwak - Rybak ,,Mitologie świata. Ludy Oceanii''




Niedziela Palmowa 2017

,,Gdzie palmy w rękach naszych? Gdzie 'Hosanna' na ustach naszych? A może ty w bezpiecznym kąciku patrzysz z niepokojem na przeciągający pochód Jezusa. A może, przewidując tragedię, uspokajasz rozentuzjazmowanych.
Czy ty Mu ufasz? Czy wierzysz, że On ma rację? Czy jesteś przekonany, że ta Jego droga jest słuszna i uczciwa; że ludzkość zawsze na nią wróci; że On zawsze zmartwychwstanie? Jeżeli tak, to po co się kryjesz? To dlaczego jesteś taki nieufny?'' -
ks. Mieczysław Maliński ,,Abba. Modlitewnik młodych''.







W mojej mitologii wierzbowe bazie powstały z dzieci Żbiczan - ludzi z głowami żbików pomordowanych przez Lynxów - ludzi z głowami rysiów w erze szóstej, stąd nazywane są ,,kotkami''. Pomysł ten zaczerpnąłem z książki ,,Boży roczek'' Ewy Szelburg - Zarębiny, w której bazie zdobiące wielkanocne palmy powstały z utopionych kociąt. 

sobota, 8 kwietnia 2017

Oniricon cz. 295

Śniło mi się, że:

- Alexandrus ov Cocelaise upił się piwem, uprawiał seks z kobietą, a potem się z nią ożenił, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,








- mówiłem pani Hrenie ov (nazwiska nie znam), że Bronisław Trentowski robił zły użytek z wyobraźni, co stwierdzam z żalem,
- pojechałem boso do Tajlandii lub Australii chcąc być taki jak Wojciech Cejrowski,








- wymyśliłem słowiańsko - egipską boginię Mokoszę Izydę i uznałem, że Izyda wcale nie była tak dobra jak Maryja,







- w katolickiej książce o Maryi propagowano hunę, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,







- w nocy zadzwonił do mnie Pavlas ov Vidłar i mówił o czołgach i uzbrojonych w noże ludziach przed Urzędem Miejskim w Szczecinie; bardzo się tego przestraszyłem myśląc, że wybuchła rewolucja, na miejscu okazało się, że czołgi były miniaturowe i czarne,







- w toalecie zepsuło się światło i zapanował zielony półmrok; bałem się, że przyjdą potwory takie jak matrioszka na pajęczych nogach czy straszna koza,







- w rzymskim teatrze na widowni siedziała zakonnica, której oczy świeciły jak żółte lampy,







- rozmawiając z księdzem na kolędzie mówiłem, że rodzimowierstwo jest mniejszym zagrożeniem duchowym niż hinduizm i buddyzm, bo jest prostsze, ale i tak wolę chrześcijaństwo,
- odnalazłem zeszyt z rysunkami, które chciałem pokazać Pavlasowi ov Vidłarowi w Wielką Sobotę, były w nim min. rysunki wklejone z Internetu, które się ruszały,








- oglądałem nowy film Dariusza Kwietnia, w którym golił sobie głowę,
- w Parku Żeromskiego w Szczecinie znalazłem wejście do brytyjskiej drukarni polskich banknotów założonej przez Hannę Gronkiewiecz - Waltz,







- w Parku Kasprowicza w Szczecinie stała wysoka i stroma skała prowadząca do nowo ochrzczonych Czech, razem z Mamą przebywałem na szczycie owej skały, na dole Witold Jabłoński krytykował Czesława Białczyńskiego i to, że wielu Polaków nie ma co jeść; odcinał głowy świeżo złowionym rybom, aby używać ich jako przynęty, tymczasem w Jeziorze Rusałka pływała łódką ogromna, odcięta głowa dzika, która nadal żyła i ruszała powiekami, Mama nasypała tam ziarna załączonego do ,,Niedzieli'', aby skłonić ryby do zjedzenia głowy dzika, uznałem, że Czechy przyjęły chrzest z powodu młodych i pięknych służących i chciałem zejść na dół, lecz było zbyt stromo,







- w Parku Kasprowicza w Szczecinie zobaczyłem pochód ubranych na niebiesko rusałek i wodników, które zanurzały się w jeziorze; mała dziewczynka błagała rusałki, aby przyjęły ją do swego grona, potem usłyszałem komentarz z rosyjskiego filmu mówiący, że Rosjanie dzięki wierze w rusałki mają lepsze życie seksualne niż Polacy,
- pytałem Pavlasa ov Vidłara czy będzie szanował swoją żonę, on odrzekł, że nie, a ja no, iż po co w takim razie się żenił, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło.

piątek, 7 kwietnia 2017

,,Nowy kiermasz bajek''

,,Tytuł książki nawiązuje do nie wygasłej jeszcze tradycji kiermasów, o których przed stu blisko laty tak pisał ks. Walenty Barczewski, działacz społeczny i autor wielu prac, m. in. 'Kiermasów na Warmii': 'U nas każdy cieszy się na kiermas. Tam się zobaczy z całą rodziną swoją, tam się wspólnie nagadają, tam się sobie poskarżą... tam się dobrze najedzą i napiją, tam się doskonale naśmieją i wybornie zabawią... słowem – na kiermasach warmińskich uwydatnia się ta sama gościnność polska, z której od niepamiętnych czasów nasi przodkowie słynęli''' – Władysław Gębik ,,Posłowie'' [w]: ,,Nowy kiermasz bajek''






,,RYBI KRÓL był według pruskich legend demonem, który zamieszkiwał mazurskie jeziora, sprawując władzę nad wszelkimi żyjącymi w nich istotami. Przybierał postać olbrzymiej ryby (na przykład sielawy), potrafiącej wywracać rybackie łodzie i porywać ludzi pod wodę. Gdyby król ryb kiedyś zginął, wraz z nim umarliby wszyscy jego poddani. […]'' - Paweł Zych, Witold Vargas ,,Bestiariusz słowiański''







W kwietniu 2017 r. przeczytałem po raz drugi ,,Nowy kiermasz bajek'' – antologię baśni i legend z Warmii i Mazur. Owe dwa rejony Polski, dziś wchodzące w skład województwa warmińsko – mazurskiego różnią się od siebie pod względem hostorycznym i kulturalnym. Podczas gdy Warmia, która przed rozbiorami należała do Polski, jest zdominowana przez katolików, Mazury, które ongiś należały do Prus Książęcych, są w większości zamieszkane przez luteran. Pierwsze wydanie omawianej antologii ukazało się w 1962 r., drugie zaś, które około 2012 r. zakupiłem u ulicznego sprzedawcy na Placu Grunwaldzkim w Szczecinie – pochodzi z 1981 r. Zbiór zawiera utwory takich autorów jak: Emilia Biedrawina – Sukertowa (1887 – 1970), Władysław Gębik (1900 – 1986), Otylia Grotowa (1909 – 1990), Bronisław Grzybowski, Franciszek Jankowski (1904 – 1956), Irena Kwinto (1914 – 1981), Michał Lengowski (1873 – 1967), Karol Małłek (1898 – 1969), Maryna Okęcka – Bromkowa (1922 – 1987), Zofia Płoska, Teofil Ruczyński (1896 – 1979), Marta Sendrowska (1909 – 1977), Jadwiga Stefańska – Trassenberg (1924 – 2004), Tadeusz Stępowski (1908 – 1971), Alojzy Śliwa (1885 – 1969), Tadeusz Willan (ur. 1932), Maria Zientara – Malewska (1894 – 1984), oraz Zofia Zymler – Hansowa.
Akcja tych opowieści rozgrywa się na Warmii i Mazurach od zamierzchłej, baśniowej przeszłości, aż do początku XX wieku (?).








Pojawiają się dwie postaci historyczne. Pierwszą z nich jest nie wymieniony z imienia, król pruski Fryderyk II Hohenzollern (1712 – 1786). Po włączeniu Warmii do Prus po pierwszym rozbiorze Polski, król ujrzał na wejściu do katolickiej plebani łaciński napis ,,Felix sum vivo sine curis'' (Jestem szczęśliwy, żyję bez kłopotów) i natychmiast postanowił księdzu przysporzyć kłopotów zazdroszcząc mu szczęścia. Z opresji wyratował księdza wiejski trickster Kuba...









Drugą postacią historyczną był ostatni cesarz Niemiec, zajadły antypolonista i germanizator, Wilhelm II (1859 – 1941). Niczym Harun ar – Raszid podróżował incognito po cesarstwie, aby zbadać nastroje poddanych. Gdy pojawił się na Mazurach, zgubił złotą tabakierkę. Znalazł ją prosty mazurski chłop, który doznał wielu krzywd od Prusaków, lecz za radą pastora, pojechał do Berlina i oddał ją cesarzowi. W zamian za przysługę prosił o ulżenie cierpienia swego dziecka, które niemiecki nauczyciel katował za mówienie po polsku. Jednak zdradliwy cesarz nie dotrzymał słowa i jeszcze kazał zaostrzyć represje.
W książce ważną rolę odgrywa opór przeciwko germanizacji. Czarnymi charakterami są tu: Krzyżacy, junkrzy, pruscy królowie i nauczyciele – to nie jest książka dla germanofilów!
Oprócz postaci historycznych spotykamy też fikcyjne jak legendarną władczynię Warmę – eponima Warmii, czy Dadaj, córkę tajemniczego starca, od której imienia pochodzi nazwa jednego z warmińskich jezior.
Z istot nadprzyrodzonych ważną rolę – jak to w polskim folklorze – odgrywają diabły, a wśród nich Boruta (diabeł szlachecki porywający dusze junkrów), Rokita (przedstawiany jako mało rozgarnięty wynalazca wódki) i władca piekieł Lucyper wystrychnięty na dudka przez sprytnego Mazura. Wizerunek diabłów w folklorze Warmii i Mazur różni się od tego jaki przedstawia teologia. Są to istoty wprawdzie złe, ale bardzo naiwne, często oszukiwane przez sprytnych chłopów, zmuszane przez nich do ciężkiej pracy na roli, a nawet posiadające swoisty kodeks moralny. W owych wierzeniach Niemcy jawią się jako znacznie gorsi od diabłów...
Oprócz mieszkańców piekieł, na kartach książki poznajemy wiele innych istot nadprzyrodzonych jak: pruski bóg Smętek (ofiarował chłopcu Ziemkowi dar spełniających się życzeń), kłobuki (demony domowe przynoszące bogactwo), krasnoludki – antagoniści wilków (pewien pasterz pasł należącą do nich białą krowę, której żaden wilk nie ważył się zaatakować), Sierpniowa Noc (mała dziewczynka żnąca zboże dla chorej matki ofiarowała jej złote kłosy, a te zamieniły się w gwiazdy), Król Tysiąca Jezior, Leśny Dziadek (słowiański demon leśny ukazujący się bohaterowi jako żebrak, aby go wypróbować), duchy Krzyżaków i napoleońskiego wisielca.
Zainteresowanych odsyłam do posta: ,,Antologia warmińska. Warmia w baśniach, podaniach i legendach''. 

czwartek, 6 kwietnia 2017

,,Allan i Bogowie Lodów''

,,W życiu człowieka prehistorycznego mamuty odgrywały ważną rolę. Mamy liczne dowody potwierdzające ten fakt: rysunki i wyżłobione na ścianach grot ich portrety, jak np. te w Rouffignac (…) i w Eyzies – de – Tayac (Dordogne, Francja)'' – Michel Cuisin ,,Tajemnice zwierząt. Prehistoria''







W 2010 r. przeczytałem po raz pierwszy powieść fantasy ,,Allan i Bogowie Lodów’’ (tytuł oryginału: ,,Allan and Ice – Gods'') pióra angielskiego pisarza Henry'ego Ridera Haggarda (1856 – 1925). Zainteresowanych jego twórczością odsyłam do posta: ,,Ayesha – afrykańska królowa''.
Akcja rozgrywa się symultanicznie; w czasach Haggarda (XIX/ XX wiek) i w odległym neolicie, zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w prehistorycznej, izolowanej od świata krainie nad morzem.







Powieść posiada dwóch głównych bohaterów. Pierwszym z nich jest tytułowy Allan Quatermain; angielski myśliwy i podróżnik. W spadku po swej przyjaciółce, bogatej lady Lunie Ragnall otrzymał min. silnie halucynogenne ziele taduki z afrykańskiej krainy Kendah. Allan zrezygnował z odziedziczonych w spadku pieniędzy i posiadłości ziemskich, rozdając je instytucjom charytatywnym, jednak z czystej ciekawości postanowił wypalić halucynogenne zioła razem ze swym przyjacielem, kapitanem Goodem. Lady Ragnall, jak wielu ludzi z przełomu XIX i XX wieku wierzyła w reinkarnację i sądziła, że ziele taduki pozwala poznać swoje wcześniejsze wcielenia. Jednak Allan nie wierzył w reinkarnację i swoje narkotyczne wizje przeszłości złożył na karb silnie pobudzonej wyobraźni.







Wdychając opary afrykańskiego zioła, Allan i Good przenieśli się oczami wyobraźni w czasy prehistoryczne; do niewielkiej krainy między górami, lasem i morzem, gdzie mieszkało prymitywne plemię paleolitycznych łowców. Ludzie ci żyli wśród dzikich zwierząt takich jak: wilki, tygrysy szablozębne, tury, foki (dla ciekawostki: w owych czasach w Bałtyku żyły foki grenlandzkie) i białe niedźwiedzie. Owo plemię czciło bezlitosnych, wymagających krwawych ofiar Bogów Lodów, a wśród nich mamuta i neandertalczyka zatopionych w lodowcu niczym owady w bursztynie (w rzeczywistości mamuty nie znajdują się zatopione w lodowcach, ale w wiecznej zmarzlinie). Wyznawcy Bogów Lodów przez długi czas uważali się za jedynych ludzi na całym świecie...







W takim to świecie żył myśliwy i wojownik Wi; człowiek szlachetny, mimo że dziki. Wi miał żonę Aakę (zdobytą w walce, z upływem lat traktowała męża szorstko), syna Foha, córkę Foę (zamordował ją Henga; okrutny wódz plemienia), kochającego brata Moanangę z żoną Taną, oraz wiernego sługę i przyjaciela, jednookiego karła Paga (porzucony przez matkę i wychowany przez wilczycę, nienawidził kobiet – z wzajemnością, oraz nie wierzył w Bogów Lodów). Korzystając z rad Paga, Wi zabił w pojedynku okrutnego Hengę i został nowym wodzem plemiennym; dbającym o swój okrutny i ciemny lud. Ustanowił monogamię (dla porównania: Conan jako król Akwilonii miał liczne nałożnice) i zakazał dzieciobójstwa (był więc pierwszym prolajferem ;). Postać owego prehistorycznego bohatera nawiązuje do: Paraśuramy z mitologii indyjskiej (zabił Hengę toporem wykutym przez Paga z meteorytowego żelaza tak jak Paraśurama zabił toporem demona Kartawirję), do perskiego boga Mitry (Wi zabił na polowaniu potężnego tura co przypomina Mitrę zabijającego byka Geusza Urwana), ale także do Prawdziwego Boga – Jezusa Chrystusa, ponieważ chcąc ratować swoich bliskich przed złożeniem w ofierze Bogom Lodów, sam zgodził się ponieść za nich śmierć.








Przełomem w życiu plemienia Wi było uratowanie przez wodza płynącej łódką Laleeli – pięknej i dobrej kobiety z dalekich stron. Laleeli była wyznawczynią kultu lunarnego, cechowało ją współczucie i łagodność. Pomagała plemieniu w opiece nad porzuconymi dziećmi i w obronie przed rudymi najeźdźcami zza morza. Wi pokochał ją od pierwszego wejrzenia, lecz Laleela nie chciała być jego kochanką, a nawet zdobyła przyjaźń jego żony, Aaki. Mimo, że wyświadczyła prymitywnemu plemieniu tyle dobra, ludzie bali się jej, jako rzekomej Morskiej Wiedźmy i fałszywie oskarżali o oziębienie klimatu. Postać Laleeli, która przybyła z morza, nawiązuje do postaci bogiń takich jak: zrodzone z morskiej piany Afrodyta, Wenus i indyjska Lakszmi (ta ostatnia wyłoniła się z fal podczas bełtania oceanu przez bogów i asury, podobnie jak cudowny napój – amryta). W sposób zamierzony bądź nie, przypomina również Maryję (ubiera się na niebiesko, jej religia kładzie nacisk na miłość a nie na strach i przemoc).
Ogólnie książka bardzo mi się spodobała. Jedyne zastrzeżenia dotyczą zażywania narkotyku – taduki (zawsze byłem, jestem i będę przeciwko narkotykom; nawet najpiękniejsze fantazje nie są warte tego, by się dla nich truć).