,, [...] Tu warto przypomnieć stale odnawiającą się opowieść o zagadkowym zwierzęciu, które jest dla regionów alpejskich, czym Nessie z jeziora Loch Ness dla Szkocji. Czyżby wyjaśnieniem tej intrygującej sprawy była wydra?
'Podczas swych wędrówek w poszukiwaniu pstrągowych potoków, które prowadzą wydrę przez zalesione zbocza i pasma górskie, naiwnym obserwatorom objawia się ona jako legendarny i tajemniczy 'Tatzelwurm', który nadal tkwi w wyobrażeniach naszych górali'
Bernard Heuvelmans w pasjonującej książce 'Na tropie nieznanych zwierząt' omawia tego domniemanego mieszkańca Alp, przytaczając zarówno zeznania świadków, jak i relacje w książkach z ubiegłego półtora wieku. Czytamy tam: 'Sławny przyrodnik szwajcarski Friedrich von Tschudi tak pisze w swym klasycznym dziele 'Das Tierleben der Alpenwelt' ('Świat zwierzęcy Alp') wydanym w 1861 roku: 'Na Pogórzu Berneńskim i w Jurze panuje szeroko rozpowszechnione przekonanie, że żyje tam rodzaj robaka jaskiniowego, o krępym ciele długości 0,9 do 1,80 m i dwóch krótkich nogach; ukazuje się przed burzą po dłuższym okresie suszy'. Wprawdzie Heuvelmans wzmiankuje, że według niektórych wersji fenomenem tym może być 'zabłąkana przypadkiem wydra', lecz zbywa tę sugestię lekceważeniem'' - Andrzej Trepka ,,Co kaszalot je na obiad?''
piątek, 23 lutego 2018
Tatzelwurm
czwartek, 22 lutego 2018
,,Opowieści efeskie''
Alexandrusowi ov Cocelaise
,,Wszystko znosi, […] wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje'' – 1 Kor 13, 7 – 8.
W lutym
2018 r. przeczytałem daną mi w prezencie na Mikołajki 2017 r.
przez Alexandrusa ov Cocelaise, książkę ,,Opowieści
efeskie, czyli o miłości Habrokomesa i Antii''
pióra Ksenofonta z Efezu. Prawie nic nie wiemy o tym Autorze, poza
tym, że żył na przełomie II/ III wieku n. e. i nie należy mylić
go z bardziej znanym Ksenofontem z Aten (ok. 430 p. n. e. - ok. 355
p. n. e.). Co do gatunku jest to romans antyczny – protoplasta
późniejszych powieści przygodowych i fantastycznych. Inne
przykłady tego gatunku to: romans o Ninosie i Semiramidzie,
,,Historia babilońska o
Sinonidzie i Rodanesie''
Jamblicha, historia Apoloniusza, króla Tyru, ,,Historia
etiopska o Teagenesie i Chariklei''
Heliodora, ,,Satyryki''
Petroniusza, ,,Metamorfozy,
albo Złoty Osioł''
Apulejusza, ,,Przedziwne
przygody poza Thule''
Antoniusa Diogenesa i wiele innych. Romanse pisano też w
późniejszych epokach np. w literaturze staropolskiej była to
,,Historia ucieszna o
zacnej królewnie Banialuce''
Hieronima Morsztyna (ok. 1581 – ok. 1622) – stąd określenie
banialuki.
Akcja
romansu rozgrywa się w bliżej nieokreślonej starożytności; na
podstawie wymienionych w nim urzędów można ją datować najdalej
do czasów cesarza Hadriana (76 – 138), zarówno w tytułowym
Efezie – słynnym sanktuarium Artemidy o stu piersiach, na greckich
wyspach Samos (poświęconej Herze), Delos, Rodos, w Tyrze (stolicy
Fenicji), Antiochii (Syria), Tarsie – rodzinnym mieście św. Pawła
(Cylicja), Kapadocji, Egipcie, Etiopii, Syrakuzach (Sycylia), Italii,
Krecie, Cyprze; jest też wzmianka o Indiach należących do rubieży
wówczas znanego świata (Antię kupił w Egipcie indyjski książę
Psammis). W romansie brak wzmianek o prześladowanych wówczas
chrześcijanach.
Parę
głównych bohaterów tworzą młodzi Grecy z Efezu: Habrokomes syn
Lykomedesa i Temisto i Antia, córka Megamedesa i Euhippe. Habrokomes
był dzielnym, inteligentnym
młodzieńcem. On i Antia wyróżniali się wręcz nadludzką urodą
i cały Efez darzył ich z
tego powodu bałwochwalczą
czcią (współczesny czytelnik mógłby ich złośliwie nazwać
celebrytami ;). Tak jak wielu bohaterów greckich mitów, Habrokomes
zgrzeszył hybris
(pychą) lekceważąc boga miłości Erosa. Ów
zemścił się nań srodze, wzbudzając w młodzieńcu namiętną
miłość do Antii, oddanej czcicielki Artemidy. Oboje młodzi
spodobali się sobie i pobrali się. Jednak z wyroku obrażonego
boga, ogłoszonego przez wyrocznię Apolla, musieli udać się w
długą podróż i przeżyć liczne przygody. Wycierpieli atak
fenickich piratów, sprzedanie w niewolę, tułanie się po Etiopii z
bandą rozbójników. O względy przystojnego Habrokomesa zabiegały
zarówno kobiety (np. niegodziwa Manto – córka fenickiego pirata
Apsyrtosa i rozpustna Kyno, która zabiła własnego męża i
oskarżyła o to Habrokomesa, za to, że odrzucił jej zaloty) jak
też … mężczyźni (Ksenofont z Efezu wprowadzał wątki
homoseksualne jako poganin nie widząc w tym nic złego min.
szlachetnego rozbójnika Hipotoosa, który zajął się grabieżą po
śmierci kochanka). Jednak dzielny młodzieniec pozostał wierny
Antii, nawet jeśli miało go to dużo kosztować. Antia, z racji
swej urody mylona z samą Artemidą, była obiektem pożądania wielu
mężczyzn. Fenicjanka Manto, mszcząc na Habrokomesie odrzucenie
swych zalotów, oddała Antię koźlarzowi Lamponowi, aby ją
upokorzyć, tej jednak uszanował jej czystość małżeńską (w
romansie zwraca uwagę przedstawienie niewolników jako postaci
często szlachetniejszych niż ludzie wolni np. wierni słudzy
głównych bohaterów; Leukon i Rode, którzy po wielu przygodach
razem z nimi wrócili do Efezu; jest to rodzaj ówczesnej utopii
społecznej ;). Antia przechodziła z rąk do rąk. Raz w obronie
swej czci była zmuszona zabić rozbójnika. Za karę wrzucono ją do
dołu z ostrymi psami, lecz te zostały obłaskawione (widać tu
podobieństwo do chrześcijańskiej legendy o św. Tekli wrzuconej do
basenu z fokami). Groziło jej też złożenie w ofierze Aresowi
przez rozbójników. Habrokomes zaś dotarł do Italii gdzie pracował
jako kamieniarz.
Bohaterom
w ich niedolach pomagali bogowie tak greccy jak i egipscy. Helios
(egipski Ra, skryty pod greckim imieniem) dwukrotnie przeszkodził
ukrzyżowaniu Habrokomesa w wyniku fałszywego oskarżenia Kyno.
Izyda strzegła Antii przed nastającym na jej czystość, zaś byk
Apis poprzez wyrocznię ogłoszoną przez tłum dzieci zebranych
przed jego świątynią ogłosił, że małżonkowie znów się
połączą. Ważną rolę odgrywają też sny bohaterów np.
zapowiedzią napadu fenickich piratów była widziane przez
Habrokomesa we śnie straszliwa kobieta z pochodnią podpalająca
statek (jak wiadomo w starożytności przywiązywano wielką wagę do
snów o czym można przeczytać nawet w ,,Biblii'').
Utwór
zasługuje na uwagę ze względu na pochwałę wiernej i czystej
miłości, obowiązującej nie tylko kobiety, ale też mężczyzn.
Dla
ciekawostki: gdy mój znajomy Pafrix ov Silvuratus kupił sobie parę
papużek falistych, zaproponowałem mu, aby nadał im imiona
Habrokomes i Antia ;).
środa, 21 lutego 2018
,,Azyl''
W
lutym
2018 r. przeczytałem ,,Azyl''
– antologię wczesnych opowiadań Jarosława Grzędowicza jeszcze z
lat 80 – tych i 90 – tych XX wieku wydanych w 2017 r. przez
Fabrykę Słów. Tytuł antologii pochodzi od ,,Azylu
dla starych pilotów''
– pierwszego opowiadania Grzędowicza opublikowanego w 1982 r. w
czasopiśmie ,,Odgłosy''.
Autor wspomina po latach jak na lekcji języka polskiego dostał
,,burę'' od nauczycielki za czytanie na lekcji gazety, w której
wydrukowano jego opowiadanie ;). W książce zebrane zostały, dotąd
rozproszone teksty Grzędowicza drukowane w antologiach: ,,Rok
1984'',
,,Czarna
Msza'',
,,Wizje
alternatywne''
Wojtka Sedeńki, a jedno nawet w czasopiśmie ,,Fenix''
(Grzędowicz miał opory przed publikowaniem własnych opowiadań w
redagowanym przez siebie czasopiśmie). Ostatnie opowiadanie ,,Chwila
przed deszczem''
pierwotnie zostało opublikowane w antologii ,,Bajki
dla dorosłych''
z 2009 r. poświęconej pamięci Tomasza Pacyńskiego (1958 –
2005).
Akcja
tych opowieści rozgrywa się w dalekiej przyszłości w różnych
miejscach: na obcych planetach (z nazwy wymieniona jest fikcyjna
planeta Verengen), w zaświatach (Autostrada Styksu – nawiązanie
do podziemnej rzeki z mitologii greckiej), oraz na Ziemi – w
Kopenhadze, Warszawie, Sudetach, oraz w dystopijnym, społeczeństwie
Termitiery. Zatrzymajmy się nad tym ostatnim opisanym w opowiadaniu
,,Przespać
piekło''
z 1991 r. W Termitierze panował system totalitarny inspirowany
dzieciństwem Autora w czasach PRL – u (tak długo jak długo będą
istnieć w Polsce ,,wariaci
polityczni''
gloryfikujący zbrodniczy komunizm np. KPP, tak długo podobne
opowiadania będą potrzebne :(. Jak sama nazwa wskazuje, Termitiera
była urządzona na podobieństwo kolonii termitów. Ludzie dzielili
się w niej na kasty zamieszkujące poszczególne poziomy
monstrualnej budowli. Każdej kaście przysługiwało inne zadanie.
Nie mogły się też ze sobą utrzymywać kontaktów. Poza kastą
znajdowali się tzw. Hejterzy (Autor użył tego słowa jeszcze zanim
się stało modne!) - zbuntowani motocykliści tułający się po
bezdrożach i walczący z systemem. Schwytani Hejterzy byli pokazowo
zabijani przez Gladiatorów na arenach (nawiązanie do procesów
pokazowych w pewnym sensie zapowiadające ,,Igrzyska
Śmierci''
Susanne Collins ;). Był to świat nędzy, głosu, terroru, braku
prywatności i ciężkiej, niewolniczej pracy kast niższych, podczas
gdy kasty wyższe żyły w luksusie. Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem
udręczonych ludzi okazała się tajemnicza ,,choroba'' – tzw.
szklica.
Ci, którzy na nią zapadali, zamieniali się w jajowate, błyszczące
kokony – przetrwalniki, których nie można było zniszczyć. Owe
przetrwalniki pomagały ,,chorym'' na szklicę przeczekać czasy
lewackiej, ateistycznej dyktatury (zamiast Boga były w niej
odwołania do ,,matki
materii'')
i wyjść z kokonów już w lepszych czasach.
Miłośnicy
fantastycznych istot nie będą zawiedzeni lekturą ,,Azylu''
;).
W
morzach jednej z fikcyjnych planet żyły narwale – podobne do tych
ziemskich, lecz mające więcej cech gadzich i dużo ostrych zębów.
Ich mięso było jadalne dla człowieka. W waleniach tych widać
zapowiedź fauny Midgaardu z ,,Pana
Lodowego Ogrodu'',
która też przypominała faunę ziemską, lecz była bardziej
drapieżna i pierwotna.
Na
tej planecie co narwale żył Kłapacz – wielki latający gad
przypominający wymarłego ramforynchusa, groźny dla ludzi.
Schodząc
na ziemię, w kanałach Kopenhagi roiło się od groźnych szczurów
z fikcyjnego gatunku Rattus niger. Były
one większe (największe z nich osiągały wymiary nutrii),
silniejsze, bardziej drapieżne i inteligentne niż zwykłe szczury.
Potrafiły zarówno przegryźć blachę jak i zjeść człowieka
żywcem (czyżby echo polskiej legendy o Popielu zjedzonym przez
myszy?). Niektórzy widzieli w nich demony; szczura z Hemeln
wabiącego do siebie ludzi i ,,szczury dusze''.
Z tymi potworami walczył jako szczurołap ormiański uchodźca Bułat
Achmatych Kirosjan (w opowiadaniu jego ojczyzna została zniszczona
przez najazd Arabów i Rosjan).
Na
planecie Verengen podbitej przez Ziemian żyli zielonoskórzy ludzie
należący do takich nacji jak: Rangellowie, Celverowie (czyżby
odpowiednik Celtów?), Svarskjollowie, Nortekowie (ciekawe połączenie
etnonimu Normanie z Aztekami, tudzież Toltekami, lub Olmekami),
Unkurowie, plemiona z pustyni Karschen, Zollowie (rasa kudłatych
górali o wielkich kłach) i Koboldy mieszkające w jaskiniach
(odpowiednik Tolkienowskich krasnoludów). Stworzenia te żyły na
niskim poziomie cywilizacji technicznej, ale za to moralnie
przewyższały Ziemian o całe lata świetlne. Zostali podbici i
obróceni w niewolników. Jeden z nich, Vahnor odnalazł przypadkiem,
wykopany przez archeologa magiczny miecz Aerskojoll (wcześniej
strzeżony przez jego brata Erika) i wówczas wybuchło powstanie.
W zaświaty
bohater opowiadania ,,Dom na skraju Światła'',
solidaryzujący się z przebywającymi w piekle, zabrał ze sobą Lux
– kobietę zaklęta w psa, której tajemnicza postać, nasuwająca
skojarzenia z Jezusem, przywróciła ludzką postać.
Na jednej
z fikcyjnych planet, główny bohater bronił badaczki Rosity Savanen
przed groźnymi dla niej istotami jak: hybryda kota i hieny o długim
pysku, oraz z potworem o długiej szyi, białej głowie pokrytej
pancerzem i kolczastym ogonie, który ją porwał. Mimo całego jego
poświęcenia, kobieta odrzuciła jego zaloty.
Ostatnie
opowiadanie wspomina o upadłych aniołach grigori, które z ludzkimi
kobietami miały spłodzić rasę hebrajskich tytanów – nefilim.
Istoty (wielu internautów wierzy w ich istnienie!) zostały
wywiedzione przez tradycję żydowską z dosłownie pojmowanego
fragmentu ,,Biblii'':
,,A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w dawnych czasach'' – Rdz 6,4.
Czytelnika
zainteresowanego jak Kościół katolicki interpretuje ten fragment
odsyłam na stronę ,,Biblijni
giganci – Jacek Salij OP: Pytania nieobojętne
(mateusz.pl/książki/js- pn_13htm)''.
W opowiadaniu Grzędowicza były to tzw. neogeny – rasa nadludzi
powstała w wyniku manipulacji genetycznych (w odróżnieniu od
archeogenów, czyli zwykłych ludzi), którą wyniszczył nowy potop.
Należał do niej negocjator policyjny Ariel i psycholog Satrina,
którzy bezpiecznie dostarczyli małą dziewczynkę Rachelę w
Sudety, aby mogła schronić się przed potopem.
Czytelnicy
mojego bloga z pewnością zauważyli, że Jarosław Grzędowicz
należy do moich Autorów. Z całej antologii najbardziej spodobało
mi się opowiadanie science fantasy ,,Twierdza Trzech Studni''
z 1988 r., uważane za pierwsze polskie opowiadanie fantasy (inni
widzą w tej roli ,,Maga'' Jacka Piekary). Opowiadanie to,
myślę, że ucieszy fanów,,Pana Lodowego Ogrodu'' ma bowiem
dosyć podobny klimat ;). Duże wrażenie wywarło również
opowiadanie ,,Rozkaz: kochać'' o mężczyźnie, któremu
zaprogramowano w podświadomości miłość do pięknej Rosity, aby
przez to skutecznie ją chronił na planecie pełnej niebezpiecznych
zwierząt. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy ów człowiek
nie chciał ,,odkochać się'' i zginął zastrzelony. Jest to
opowieść również piękna, co smutna.
wtorek, 20 lutego 2018
Oniricon cz. 379
Śniło mi się, że:
- ananasy mają kosmate mordy,
- Krzyżacy założyli hodowlę żubrów wypasanych przez piżmowoły,
- poszedłem do szkoły gdzie uczyłem się języka polskiego u trzech różnych nauczycieli jednocześnie, jako lekturę omawialiśmy ,,Czerwonego proroka'' Orsona Scotta Carda, widziałem w klasie nowe wydanie ,,Świata przyrody'' i za zgodą nauczycielki wymieniłem swój zaczytany egzemplarz na nowy, szkolny, w ostatnim rozdziale nazywano mrówki ,,lewicą'',
- w alternatywnych latach 90 - tych XX wieku Jerzy Urban nawrócił się i pokutował, Janusz Korwin - Mikke i Bolesław Tejkowski zostali umieszczeni w szpitalach psychiatrycznych, zaś po śmierci prezydenta Wałęsy ogłoszono żałobę narodową,
- poszedłem do muzeum razem z Voytakusem ov Višnicem, gdzie ten cieszył się widząc występy tresowanych, dużych, niebieskich myszy,
- Sławomira woli od książek Konrada T, Lewandowskiego powieść ,,Wierni bogom'' Marcina Marchwińskiego,
- znalazłem w domu komiks o Tytusie, Romku i A'Tomku i chciałem go zrecenzować,
- znalazłem w szafce zniszczony numer ,,Encyklopedii Odkrycia młodych'' o prehistorycznych ssakach, który zamienił się w komiks o Gwiezdnych Wojnach, który chciałem zrecenzować,
- z lękiem zwiedzałem szczeciński reaktor atomowy mieszczący się w podziemiach szpitala, myślałem, by opisać tę wizytę na blogu, lecz bałem się, że te informacje wykorzystają terroryści,
- Mama czytała ,,Kurier Szczeciński'' gdzie był artykuł o słowiańskim bogu Hamonie mającym postać złotego cielca,
- widziałem olbrzymi obraz z XIX lub początku XX wieku przedstawiający ubranych ludzi na plaży w tym płaczące dziecko,
- pewien góral zająknął się na scenie, a jego doradcy mówili mu: ,,PiS rządzi, PiS radzi, PiS naucza'',
- napisałem na blogu list otwarty do Stefana Niesiołowskiego, w którym pytałem dlaczego będąc entomologiem marnuje się jako polityk,
- kiedy Pavlas ov Vidłar krytykował PiS, przypomniałem mu, że jeszcze niedawno chwalił 500 +,
- ciocia Ursula ov Sienitica wierzyła w istnienie Wielkiej Lechii, kiedy to z nieba spadł deszcz podków,
- w dalekiej przyszłości sklonowano człowieka z tabletek rispoleptu i zdecydowano się dać mu inteligencję Arystotelesa; tym człowiekiem byłem ja i całą wiedzę o zwierzętach czerpałem z książek napisanych w czasach PRL - u,
- w latach 90 - tych XX wieku powstała w Polsce neopogańska sekta Rodzimy Kościół Wałęsy, która czciła Lecha Wałęsę jako wcielenie Welesa (wymyślone na jawie).
niedziela, 18 lutego 2018
,,Upiór Południa. Czerń''
,,[...] A
Linde rzekł:
- Ach, to
trupiarnia, ta Afryka!''
- Henryk Sienkiewicz ..W pustyni i w puszczy''
W lutym
2018 r. przeczytałem ,,Czerń''
- pierwszą część tetralogii dark fantasy ,,Upiór
Południa'' Mai Lidii
Kossakowskiej. Akcja powieści rozgrywa się pod koniec XX wieku, lub
na początku wieku XXI 1
w: Nigerii (w jej
największym mieście Lagos, które do 1991 r. pełniło funkcję
stolicy kraju), Francji (Lyon) i Liberii (ta ostatnia pojawia się w
retrospekcjach).
Głównym
bohaterem jest reporter wojenny Jacek Wilczyński (Jack Wilczynsky),
zamieszkały za granicą Polak, którego nierozgarnięci Francuzi
mylili z Rosjaninem; człowiek odważny do szaleństwa, uzależniony
do adrenaliny i w związku ze swoją pracą co rusz ryzykujący
życiem. Swój pełen przygód zawód przypłacił malarią i …
pomieszaniem zmysłów (min. ukazywały mu się duchy, nie mógł
wytrzymać bez uczestniczenia w wojnie). Leczył się
psychiatrycznie, lecz bezskutecznie, bo dotychczasowa praca dawała
mu poczucie wolności (owe umiłowanie wolności jest bardzo
charakterystyczne dla Polaka tak w literaturze jak i w życiu ;). W
końcu postanowił się ustatkować. Znalazł pracę w gazecie jako
komentator polityczny i zamieszkał w Lyonie, gdzie dusił się jak w
klatce. Był rozdarty między miłością do narzeczonej, a miłością
do Afryki... Wreszcie gdy ujrzał duchy na barbecue, wyjechał do
Nigerii, gdzie chory psychicznie i opętany przez oriszę, wpadł w
ręce charyzmatycznego babalawo (czarownika) Liona Eze Ukuwe,
który zrobił z niego mordercę...
Osobistym
wrogiem Wilczyńskiego była francuska dziennikarka Lorna Danton -
postać negatywna; notabene nosząca nazwiska jednego ze zbrodniarzy
rewolucji francuskiej Georgesa Dantona (1759 – 1794). Była to
skrajnie lewacka feministka; kobieta brzydka z wyglądu jak też
obłudna i tchórzliwa z charakteru. Pozowała na obrończynię
ubogiej ludności Trzeciego Świata, lecz czyniła to wyłącznie na
pokaz. Chciała uchodzić za osobę odważną, a w rzeczywistości to
mężczyźni – dźwiękowcy i kamerzyści ryzykowali życie zamiast
niej. Zwracam uwagę, że ową antypatyczną postać wymyśliła i
opisała kobieta, a nie mężczyzna ;).
Wilczyński
przyjaźnił się z Marla Bjornson; wdową po Einarze Bjornsonie;
rzeczniczką prasową koncernu naftowego. Trudno było określić jej
narodowość, bo raz przedstawiała się jako Kanadyjka, raz jako
Islandka, a raz jako Angielka. Używała czarnej szminki i mieszkała
w Lagos razem z małym stadkiem norweskich kotów leśnych i
mainkunów (jest to echo wielkiej sympatii Mai Lidii Kossakowskiej i
jej męża, Jarosława Grzędowicza do kotów). To właśnie Marla
szukając pomocy dla Jacka oddała go w ręce Ukuwe. Po kłótni z
Jackiem wyjechała do Kanady.
Fabienne
– młoda i urocza Francuzka z Lyonu, była narzeczoną Jacka.
Kochał ją (przynajmniej dopóki jego duszą nie zawładną Gu –
bóg wojny), lecz nie mógł wytrzymać z jej pospolitą rodziną,
której członkowie uparcie mylili go z Rosjaninem.
W
czasie swoich wojaży po Afryce, Jacek spotkał potężnie
zbudowanego, szalonego Afrykanera, Josa van der Groose. Człowiek
ten, mentalnie tkwiący w XIX wieku; uważany za rasistę przeciwnik
dekolonizacji i politycznej poprawności, za pieniądze z przemytu
broni i diamentów utworzył prywatną armię, która strzegła
zakładanych przez niego szkół, sierocińców i szpitalu. Van der
Groose; gorliwy protestant wierzył, że w ten sposób realizuje wolę
Bożą. Był znienawidzony przez wszystkie frakcje polityczne w
Afryce, jednak Jacek doszedł do wniosku, że choć ma głupie
poglądy, to jednak broni słabszych.
Zarówno
w Afryce jak i w Europie, Jacek Wilczyński był straszony przez
duchy; spalonego żywcem swego przyjaciela – fotografa Jacques oraz
zastrzelonych murzyńskich dzieci – żołnierzy.
Na
targowisku w Lagos zaczepiła go … upieczona małpka, która nagle
ożyła, chwyciła go upieczoną łapką i zaczęła piszczeć:
,,Gu!''
W
powieści Kossakowskiej, Afryką wciąż władali prastarzy, niegdyś
bardzo potężni bogowie tacy jak: najwyższy bóg Olorun (afrykański
odpowiednik Eru Iluvatara z ,,Silmarillionu''
J. R. R. Tolkiena ;), oraz stworzone przez niego pomniejsze bóstwa,
zwane przez nigeryjskich Jorubów orisza
(afrykański
odpowiednik Valarów ;): Obatala
– stwórca Nieba, Ziemi i ludzi; z mandatu Oloruna władca świata,
Oszun – bogini miłości i płodności, Jemaya – bogini morza,
Szango – bóg burzy, jednak najważniejszą rolę w powieści
odgrywał bóg wojny Gu (właściwie: Ogun). Gu wyglądał jak
murzyński wojownik z afrykańską maską zamiast głowy. Dręczony
chorobą i starością, mieszkał w Lagos w garażu babalawo
(czarownika) Liona Eze Ukuwe. Aby utrzymać okrutnego bożka przy
życiu, stary czarownik mordował dlań ludzi (stąd fala
niewyjaśnionych zabójstw), a nawet poświęcił mu życie swoich
pięciu synów. Bóg wojny wybrał sobie na swego ,,niewolnika''
Jacka Wilczyńskiego i opętał go tak jak to czynią haitańscy loa.
Dał mu siłę i żądzę mordu potrzebne do pokonania napastującej
go w slumsach bandy wyrostków. Jacek stopniowo coraz bardziej
uzależniał się od poleconego mu przez Marlę czarownika Ukuwe, w
którym widział zrazu szarlatana, później terapeutę i
przyjaciela, a w końcu mistrza. Wreszcie czarownik tak ogłupił
Wilczyńskiego zabijając w nim resztki chrześcijańskiej
moralności, że ten zaczął mordować ludzi dla Gu. Aby utrzymać
przy życiu krwiożerczego boga zdecydował się w końcu poświęcić
życie ukochanej Fabienne (tu opowieść się urywa...).
W
książce znajdziemy naturalistyczne opisy nędzy i wojen w Afryce
(bardzo drastyczne sceny!). Uważam, że powieść nie tyle zachęca
do praktykowania afrykańskiego okultyzmu co wręcz przeciwnie;
ostrzega przed nim, ukazuje jego mroczną stronę. Afrykańscy
bogowie wywołują wojny, ponieważ są spragnieni krwi potrzebnej im
do życia (w pewnym sensie upodabnia to ich do wampirów), a ponadto
na potrzeby ludowej magii jest zabijanych wiele rzadkich gatunków
zwierząt. Czytelnik może to porównać z chrześcijaństwem i
docenić to ostatnie. Wilczyński zmieniający się w bezlitosnego
mordercę pod wpływem bożka Gu i jego sługi Ukuwe pokazuje moim
zdaniem do czego może prowadzić odrzucenie pierwszego przykazania
(jest to ostrzeżenie przed sektami). Jako katolikowi spodobało mi
się ukazanie w pozytywnym świetle pracujących w Afryce misjonarzy:
,, […] Duchowni w Afryce to zazwyczaj twardzi faceci. Z zasadami cięższymi niż ołów i trudniejszymi do skruszenia niż diament. A karabin, wszystko jedno w czyich rękach, jest ucieleśnieniem diabła. […] Kto mieczem wojuje […]. A teraz wysoko nad chmurami i oparami sceptycyzmu pewnie ze zdziwieniem wymachuje świeżutką, dopiero co otrzymaną palmą męczeństwa. Alleluja, bracie. Spoczywaj w pokoju, bo myślę, że dzielny był z ciebie człowiek'' – Maja Lidia Kossakowska ,,Upiór Południa. Czerń''
Spodobała
mi się również zdrowa krytyka pod adresem zwyrodniałego zwyczaju
sporządzania rzeźb z ludzkich zwłok – była to refleksja
Wilczyńskiego na widok masakry w Liberii:
,,Ten stuknięty Niemiec od rzeźb z oskórowanych trupów byłby zachwycony. Obaj mogliby się serdecznie uścisnąć. Wreszcie sztuka dogoniła życie'' – op. cit.
Powieść
uznaję za przerażające i napisane z wielkim talentem ostrzeżenie
przed ludzkim szaleństwem pochłaniającym niewinne ofiary.
1
W powieści wzmiankowane jest studio filmowe ,,Pixar'' założone w
1979, lecz noszące swą nazwę od 1986 r,, wojna domowa w Czeczeni
(pierwsza miała miejsce w latach 1994 – 1992, druga zaś w latach
1999 – 2009, wojna w Salwadorze w latach 1979 – 1992 i wojna
domowa w Liberii – pierwsza miała miejsce od 1989, druga zaś w
latach 1999 – 2003.
sobota, 17 lutego 2018
Bezgrzebieniowce
,,Nie ma moa
Nie ma moa
Na starej Ao – Te - Roa
Szukać nie warto
Wszystko zeżarto
Nigdzie się już
nie znajdzie go''.
W
1683
r. Jan III Sobieski zwyciężył pod Wiedniem. To wiedzą wszyscy
Polacy. Nie każdy jednak wie jaki może mieć to związek ze
strusiami. Otóż oczom zwycięskich Polaków z zdobytym namiocie
tureckim ukazał się min. ,,struś
przedziwnie śliczny''
niestety z uciętą głową.
Bezgrzebieniowce
to podgromada ptaków, które nie mogą latać, ponieważ nie mają
kostnego grzebienia na mostku, który odpowiada za poruszanie
skrzydłami w czasie lotu. Tak jest obecnie. Jednak we wcześniejszych
epokach geologicznych ich przodkowie poruszali się całkiem sprawnie
w powietrzu. Z czasem jednak zwiększyła się ich waga, co zaczynało
utrudniać im latanie. Początkowo musiały gnieździć się na
terenach otwartych, aby mieć dostatecznie dużo miejsca do rozbiegu
jak ma to miejsce u współczesnych dropi. Jednak one wciąż
zwiększały swoje wymiary i ciężar, aż te czynniki ,,przykuły je
do ziemi''. Odtąd nieużywany już grzebień na mostku przestał być
potrzebny – powoli się redukował, aż zanikł całkowicie.
Od
plejstocenu do czasów nowożytnych (!) Madagaskar i Nowa Zelandia
były ojczyzną dla wielkich, wymarłych już bezgrzebieniowców. Na
Madagaskarze był to ,,vorum
– patra''
dla autochtonów, zaś przez Europejczyków zwany ,,rukiem'',
,,ptakiem
słoniowym'',
lub epiornisem, określany nazwą łacińską Aepyornis
maximum.
1
A jak nazywał się jego krewny z Nowej Zelandii? Aby znaleźć
odpowiedź na to pytanie wystarczy tylko zajrzeć do tekstu
zamieszczonej na początku artykułu maoryskiej piosenki. Były to
moa, których nazwa oznacza … ptaka domowego! Jest to tym
dziwniejsze, że moa wbrew nazwie nie były wcale udomowione. Na
Nowej Zelandii jest dużo miejsc, których nazwy nawiązują do
żyjących tam niegdyś olbrzymich ptaków. W mitologii arabskiej, w
,,Baśniach 1001
nocy'',
oraz przeciętnych wyobrażeniach średniowiecznych Europejczyków o
terenach ,,za
Arabią, za Afryką''
żył ogromny, wyglądający jak skrzyżowanie orła z kogutem ptak
Rok, którego imię oznacza ,,skałę''. Ów mityczny potwór,
nieobcy Sindbadowi Żeglarzowi, miał jakoby na jeden posiłek
konsumować trzy słonie unosząc w powietrzu jednego w dziobie, a
dwa pozostałe w szponach. Pisał też o nim Marko Polo w ,,Opisaniu
świata''
przy omawianiu wyspy Mogdaszo
(Madagaskaru). Jest tam napisane, że Wielki Chan jak i sam podróżnik
otrzymali dwa pióra tego ptaka. W rzeczywistości były to
spreparowane liście palmowe. Oczywiście Rok nie istniał, 2
ale jego pierwowzorem był właśnie epiornis. Zarówno on jak i moa
wyglądały jak gigantyczne strusie, a ich pióra były brązowe, lub
szare i przypominały futro. Moa był największym nielotnym ptakiem
jaki kiedykolwiek istniał – był większy nawet od współczesnego
strusia afrykańskiego, osiągał bowiem ponad 3 m wysokości. Nieco
mniejszy był epiornis. Jego 60 – centymetrowe jaja, z których
skorup Malgasze wyrabiali wiadra na wodę – były większe niż
jaja dinozaurów! Epiornisy nie miały naturalnych wrogów. Jedynie
ich pisklęta mogły być zabite przez fossę. Jaja były jednak
okryte zbyt twardą skorupą, aby te drapieżniki mogły odżywiać
się ich zawartością. Ptaki te wyginęły z powodu
niekontrolowanych odłowów, choć jeszcze w czasach nowożytnych
(ok. XVII wieku) chodziły po wyspie. Moa były dla Maorysów niemal
tym samym co bizony dla Indian, jednak to oni przyczynili się do
wymarcia ptaków. Oprócz olbrzymich moa były też gatunki wymiarów
indyka. Selekcję naturalną w ich stadach przeprowadzały miejscowe,
3 – metrowe orły harpagornisy (orły Haasta), które wyginęły
wraz z wytępieniem ich źródła pokarmu. Niemal każda część
ciała moa miała swoje zastosowanie. Skorupy ich jaj również
nadawały się do wyrobu wiader. Jedną z metod łowieckich było
podrzucanie moa rozgrzanych kamieni, które te łykały ginąć po
tym. Możliwe, że znaczenie ich nazwy ma związek z łatwością
polowań na nie. Doszło więc o wytępienia tych ptaków, jednak
wylansowana kiedyś hipoteza, że po wytępieniu moa, Maorysi stali
się kanibalami nie ma uzasadnienia. Oczywiście kanibalizm istniał
u tego ludu, ale miał znaczenie wyłącznie magiczne i występował
jeszcze w czasach kiedy moa istniały. Poza tym na Nowej Zelandii
żyją jeszcze inne gatunki ptaków!
Obecnie
znamy takie gatunki bezgrzebieniowców jak: struś afrykański
(Afryka), nandu, zwany reą Darwina 3
(Ameryka Południowa), emu i wytępione emu czarne (Australia),
kazuar i kazuar jednokoralowy (Nowa Gwinea i północ Australii),
oraz kiwi (Nowa Zelandia).
Największym
bezgrzebieniowcem (a zarazem największym ptakiem świata) jest struś
afrykański (2,4 m wysokości), zaś najmniejszym – kiwi (mniej
więcej wielkości kury). Dla porównania: nandu szare osiąga 1,5 m
wysokości i 25 kg wagi, emu – 1,8 m wysokości i ok. 50 kg wagi,
oraz kazuar – do 1,5 m wysokości i 50 kg wagi.
Omawiane
ptaki mają wydłużone, spiczaste dzioby, zaś ich stosunkowo małe
głowy są osadzone na długich, giętkich szyjach.
Nie
sposób tu pomylić kazuara hełmiastego z jakimkolwiek innym
ptakiem. Skóra jego szyi i głowy jest nieopierzona i koloru
niebieskiego, na podgardlu ozdobiona czerwonymi skórnymi
zgrubieniami. Natomiast na czubku głowy kazuara znajduje się kostny
,,hełm'' taki jaki miał korytozaur. Upierzenie kazuara jest czarne
i do złudzenia przypomina futro. 4
Jego
bliski krewny – kazuar jednokoralowy ma niski, szary i ostro
zakończony wyrostek na głowie (narośl powyżej opisanego kazuara
jest zaokrąglona i żółto – brązowa, lub szara). Kazuar
jednokoralowy ma ciemnoniebieską głowę, ale jego szyja jest
intensywnie żółta, zwisa z niej tylko pojedynczy ,,koral'' (stąd
nazwa ptaka), zaś od połowy pokrywa ją czarne szczeciniaste
pierze.
Bezgrzebieniowce
nie mają ogonów.
U
strusi afrykańskich występuje dymorfizm płciowy – podczas gdy
upierzenie samicy jest kombinacją różnych odcieni szarości,
samiec ma szaro – różową głowę i szyję, oraz czarne pióra na
skrzydłach zakończone białymi końcówkami. Przez długi czas
strusie masowo zabijano dla ich pięknych piór używanych jako
ozdoba. Czytelnicy ,.Potopu''
Henryka Sienkiewicza możliwe, że pamiętają, że zdobyty przez
Rocha Kowalskiego na Karolu Gustawie kapelusz był ozdobiony właśnie
strusim piórem. Tymczasem Papuasi wyrabiali ozdobne pióropusze nie
tylko z piór rajskich ptaków, ale także z piór kazuarów. Pióra
nandu i emu są koloru szarego. W przypadku nandu zdobi je
ciemnoczerwony odcień.
Bezgrzebieniowce
mają również długie, nieopierzone nogi zakończone dwoma
uzbrojonymi w pazury palcami, które mogą być zarówno szybkim
środkiem lokomocji jak i straszną bronią mogącą otwierać brzuch
jak zamek błyskawiczny w razie ataku wroga. Wszystkie te ptaki
szybko biegają, ale rekordzistą jest struś afrykański rozwijający
prędkość 72 km/ h. Dla porównania: kazuary poruszają się z
prędkością 50 km / h. W RPA organizowane są nawet wyścigi ludzi
jadących na strusiach!
Interesująco
na tle podgromady wyróżniają się endemity Nowej Zelandii –
kiwi, które są najmniejszymi bezgrzebieniowcami świata (40 – 70
cm długości i 1,3 – 4 kg wagi). Ich nazwa jest onomatopeją.
Piszę ,,ich'', bo nie jest to pojedynczy gatunek, ale licząca trzy
gatunki rodzina określana łacińską nazwą Apterygidae.
Najbardziej znanym gatunkiem kiwi jest kiwi brunatne. Kiwi mają
groteskowo długie dzioby i zredukowane, niezdolne do lotu skrzydła.
Ich ciało pokrywa podobne do futra pierze barwy brązowej, lub
szarej. U nasady dzioba znajdują się drobne, podobne do wibrysów
pióra, pełniące tę samą rolę. Brak ogona. Łapy krótkie,
pozbawione upierzenia. Prowadzą nocny tryb życia. Za pomocą swych
długich dziobów szukają w ściółce leśnej dżdżownic, owadów,
ślimaków, pająków, owoców i nasion. W czasie tych wypraw
posługują się głównie węchem, który jest najlepiej rozwiniętym
zmysłem tych wyjątkowych ptaków. Składają bardzo duże jak na
tak małe ptaki jaja, mierzące aż 30 centymetrów, w których
najwięcej miejsca zajmuje kula żółtkowa. Pisklęta są
zagniazdownikami. Tym co zagraża kiwi jest niszczenie ich siedliska,
oraz drapieżnictwo sprowadzonych przez człowieka na Nową Zelandię
ssaków drapieżnych takich jak: łasice, zdziczałe psy i koty.
Ptaki te są symbolem narodowym Nowej Zelandii.
Istnieje
stereotyp każący strusiom w razie niebezpieczeństwo wkładać
głowę do piasku co zyskało miano ,,strusiej
polityki''.
To oczywiście nieprawda, ale co przyczyniło się do jej
wykreowania? Wytłumaczeń jest kilka. Oto one:
-
najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie głosi, że w czasie suszy
strusie grzebią dziobami w glebie poszukując zawierających wodę
korzeni traw,
-
hamując struś wyciąga przed siebie głowę i szyję,
,,Struś
ma tak gorącą naturę, że połyka żelazo, wprowadza je do żołądka
i tam trawi''
– można wyczytać w XIII – wiecznej włoskiej encyklopedii
autorstwa Brunetta Latini. Nie jest to bynajmniej pogląd
odosobniony. Przeciwnie! Jest to tylko mały wycinek z ogromnej famy
wszystko trawiącego (nawet żelazo!) strusiego żołądka. Czy struś
cieszy się tu zasłużoną sławą? Bezgrzebieniowce używają
gastrolitów, czyli kamieni żołądkowych podobnie jak np. kury.
Niekiedy w odchodach strusi afrykańskich można znaleźć
oszlifowane w czasie trawienia … diamenty. Nie zmienia to jednak
faktu, że struś łykający gwoździe, lub puszki aluminiowe skazuje
się na śmierć. Ptaki te łykają różne rzeczy. W londyńskim zoo
żył struś, w którego żołądku znaleziono całą kolekcję
monet. Inny z kolei połknął: złoty naszyjnik, taśmę filmową,
90 cm liny, pokrętło budzika, wentyl rowerowy, ołówek, grzebień
i 3 rękawiczki (sic!). Być może Czytelnik pamięta o odłowach moa
przeprowadzanych za pomocą żarzących się kamieni? Jednak
standardowy pokarm strusia afrykańskiego i innych bezgrzebieniowców
jest mnie niezwykły. Składają się nań: owoce, nasiona, owady i
drobne kręgowce.
,,Struś
składa jaja i przykrywa je piaskiem, następnie zaś odchodzi by
zająć się 'swoimi sprawami', i nie pamięta już ani trochę o
złożonych jajach. Ciepło słoneczne i piękna pogoda robią swoje
i ogrzewają to co powinna ogrzać matka, aż wreszcie wylęgają się
pisklęta tak duże, że od razu potrafią zadbać o swoje potrzeby''
– napisał Brunetto Latini w cytowanym już ,,Skarbcu
wiedzy''.
Emu
mogą się rozmnażać również po przekroczeniu granicy
odpowiedniej do przeprowadzenia prokreacji, jednak skorupki jaj
zniesionych przez stare ptaki są bardziej kruche. W czasie toków
nogi strusi afrykańskich przybierają barwę czerwieni. Ptaki te są
poligamistami. Wiele samic składa jaja w gnieździe strzeżonym
przez samca, który je wysiaduje. W ,,Skarbcu
wiedzy''
przydałoby się sprostowanie! Ponieważ strusie są największymi
ptakami świata, składają też ogromne, 20 – centymetrowe jaja,
które stanowią odpowiednik ok. 40 jaj kurzych. Ich zawartość
chroni grubościenna skorupa koloru białego (jaja emu i kazuarów są
w różnych odcieniach zieleni). Ogromne jaja strusi mają wielu
amatorów takich jak: lwy, węże Dasylopelitis
scaber,
czy ścierwniki białe. Te ostatnie do rozbijania strusich jaj
używają kamieni. Dorosłe bezgrzebieniowce opiekują się pokrytymi
maskującym puchem pisklętami – jest to zadanie zarówno dla samca
jak i dla samicy. A więc znów nie możemy się zgodzić z
twierdzeniami średniowiecznego uczonego. Pisklęta są
zagniazdownikami. W przypadku kazuarów tylko samiec opiekuje się
potomstwem.
Przeszliśmy
już do omawiania znaczenia i ochrony bezgrzebieniowców. Człowiek
wykorzystuje z tych ptaków zawierające mało tłuszczu mięso,
dekoracyjne upierzenie, ogromne jaja, zaś Papuasi dodatkowo
wyrabiają sztylety z kości kazuarów. Mimo, że emu razem z
kangurem figuruje w godle Australii nie przeszkadza to mieszkańcom
tego kraju masowo mordować swych herbowych ptaków pod pretekstem
rozsiewania opuncji i tratowania pól uprawnych. Bezgrzebieniowce
dostarczają też rozrywki – mam na myśli wyścigi strusie; sport
znacznie bardziej niebezpieczny od jazdy konnej. Różne są metody
pozyskiwania cenionych produktów z bezgrzebieniowców. Najbardziej
okrutne są polowania na emu przeprowadzane w celu zdobycia skór
tych ptaków. W czasie polowania ścigano emu konno i aby nie
uszkodzić skóry nie używano broni palnej, lecz bito ptaki batem,
aż do ich padnięcia. Z kolei w Afryce polujący na strusie
przebierają się za te ptaki, aby nie dać się przez nie rozpoznać.
Papuasi chwytają pisklęta kazuarów i hodują je w przydomowych
zagrodach, zwanych kazuari,
a nawet handlują nimi mimo prawnych zakazów. Próby domestykacji
przeprowadza się również wobec strusi afrykańskich. Farmy
nastawione na ich hodowlę znajdują się w Afryce, USA i
Skandynawii. W Polsce pierwszą komercyjną hodowlę strusi założono
w Garczynie na Mazurach. To zjawisko powoli się upowszechnia.
Zresztą już faraon Ptolemeusz II Filadelfos jeździł zaprzężonym
w strusie rydwanem, a jego żona dosiadała tych ptaków. Nie każdy
zapewne wie, że na południu Afryki pewien farmer wykorzystywał
strusie do wypasu owiec (!), a te dobrze się spisywały. Sprawnie
zaganiały odłączone owce z powrotem do stada. Czasem w tym celu
bezskutecznie dziobały także martwe zwierzęta, aż do czasu gdy
farmer ,,zwalniał'' je z tego ,,obowiązku''. Zawsze gdy pojawiły
się opóźnienia w powrocie stada, hodowca wiedział, że któraś z
owiec zakończyła życie.
W
starciu z człowiekiem również bezgrzebieniowce ponoszą klęskę,
padając łupem ludzkiej chciwości i głupoty. Liczebność
poszczególnych gatunków drastycznie zmniejszają odłowy dla pierza
(zachodnioafrykański podgatunek strusia) i skór (emu), odłowy do
celów komercyjnych (kazuary), tępienie pod pretekstem ochrony upraw
(emu), a także nieprzemyślane zmiany w pierwotnych ekosystemach
(kiwi). Wyniszczone zostały już: madagaskarskie epiornisy,
nowozelandzkie moa, oraz australijskie emu czarne. Nie możemy
pozwolić by pozostałe przy życiu gatunki bezgrzebieniowców
podzieliły ich los.
3
W 2004 r. w czasie szkolnej wycieczki w ramach lekcji biologii
widziałem stadko nandu hodowane na terenie Akademii Rolniczej w
Szczecinie.
4
W mojej mitologii Nowa Gwinea nosi nazwę Kazuaria. W powieści
fantasy ,,Tatra. Suplement'' umieściłem plemiennego wodza z
tej wyspy jeżdżącego na kazuarze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































