środa, 5 sierpnia 2015

Xiangliu, czyli chińska Hydra




,,Podwładnym Gonggonga jest Xiangliu. Ów Xiangliu ma dziewięć głów o ludzkich twarzach osadzonych na ciele wężowym i jest koloru zielonego'' - ,,Księga gór i mórz''.

Pufu, czyli leniwe olbrzymy z Chin




,,Na wielkim pustkowiu na południowowschodnich krańcach ziemi żyją Pufu. Oboje są wysocy na tysiąc stai i tyleż ma ich brzuch w obwodzie. Gdy się tylko niebo ustaliło, zostali wysłani, by otworzyli drogi setkom strumieni. Okazali się jednak leniwi i nie chciało im się przyłożyć jak należy do roboty. Za karę wygnano ich i kazano im stać na południowym wschodzie. Mężczyźnie obnażono słabiznę, a kobiecie srom. Nie piją oni niczego poza niebiańską rosą ani też nic nie jedzą i nie boją się ani mrozu, ni upału. Kiedy woda w Rzece Żółtej stanie się znów czysta, będą mogli na powrót wytyczać koryta setkom strumieni. W czasach zamierzchłych, kiedy torowali oni koryto Rzece Żółtej, tak je wytyczyli, że rzeka raz jest głęboka, to znów płytka, tu płynie wąskim korytem, tam zaś ma koryto najeżone skałami. Dlatego też Yu musiał znów zając się regulacją tej rzeki, aby jej wody się nie zatrzymywały. Niebo ukarało tego męża i jego żonę rozkazując im stać opartym o siebie. [...]'' - ,,Księga duchów i dziwów''

Guimu, czyli Matka Biesów




,,W Południowym Oceanie, na górze zwanej Górą Małego Szczęścia, czyli Xiaoyü, żyje Matka Biesów, która potrafi zrodzić niebo, ziemię i biesy. Za jednym razem rodzi ona dziesięć biesów. Rano je rodzi, a wieczorem pożera. Jest tożsama z bóstwem zwanym Guigu, czyli Ciotka Biesów, znanym dziś w okolicy Cangwu. Głowę ma ona tygrysią, a łapy smocze. Brwi ma takie jak stwór zwany mang, a oczy takie jak smok wodny zwany jiao'' – Ren Fang ,,Objaśnienie rzeczy dziwnych''

Taotie




,,Na południowym zachodzie żyją ludzie o gęsto owłosionym ciele. Są oni z natury nieprzyjaźni i źli. Z radością gromadzą bogactwo, lecz nie używają go dla czynienia dobra. Pożerają ziarno na polach ludzi, a choć sami są silni, rabują przede wszystkim starych i dzieci. Ich imię brzmi Taotie, czyli Żarłok'' - ,,Księga duchów i dziwów''. 

Oniricon cz. 138

Śniło mi się, że:


- C. S. Lewis czcił Święte Słońce,
- w piątek byłem w Bibliotece Publicznej na Placu Lotników w Szczecinie, gdzie pod okiem Jarosława Grzędowicza, grałem w grę planszową z Żydem, w której jako pionków używałem parówek,



- Pius XII ekskomunikował AK, więc pomyślałem, że wolę być w piekle z Piłsudskim, niż w Niebie z antysemitą Dmowskim, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,



- poszedłem do szkoły po zakończeniu studiów i spotkałem tam bliźniaki, które dokuczały mi na lekcji religii z panem Andreusem ov Leovishinerem (odsyłam do posta: ,,Andreus ov Leovishiner''); potem poszedłem na cmentarz bez grobów, gdzie spotkałem Janesa ov Calcium; była niedziela i poszedł na wybory i dostał przy urnie indyjski sztylet poświęcony bogini Kali; rzuciłem nim i wpadł pod ławkę na korytarzu w jakiejś szkole, potem razem z kolegą odmawiałem poranny pacierz i poszedłem do owej szkoły i wydobyłem sztylet spod ławki, aby zanieść go Janesowi (chciałem go ostrzec, że każdy egzorcysta radziłby go zniszczyć jako rzecz przyciągającą złe duchy); na cmentarzu bez grobów spotkałem obdartego człowieka mieszkającego pod ziemią, który mi podziękował, a potem nagle zabłądziłem pod ziemią i ... sen się skończył,




- widziałem tygrysicę z głową św. Jadwigi Królowej,



- widziałem charta afgańskiego z głową kobiety, który się modlił,



- poszedłem z rozpiętym rozporkiem do altanki, gdzie przebywały dzieci; spotkałem panią Fiłtę ov Jazde - Stanitis z labradorem Viskałotem i powiedziała, że dostanę za to dwie nagany, zwane Gagana i Garafena, UWAGA: Nie jestem pedofilem, ani nie pochwalam tego zboczenia,




- na stołówce Mama spierała się z Babcią o post Buddy,
- w kościele ksiądz wśród nawróconych wymienił Aleistera Crowleya,
- w ,,Faktach i mitach'' czytałem o spowiedziach fantastycznych w Wielkiej Brytanii, UWAGA: Na jawie nie czytam tego kłamliwego szmatławca, ani nikogo do tego nie zachęcam
- odpiłowałem sobie palec,
- pojechałem z całą rodziną na plażę, gdzie chciałem jeść z piasku prażoną cebulkę, lecz właścicielka plaży nie pozwoliła mi,
- Uniwersytet Szczeciński został oddany Żydom i przebywając w czytelni trzeba było mieć na głowie jarmułkę, a ja zapomniałem jej kupić; spotkałem Alexandrusa ov Cocelaise, który też nie miał jarmułki,



- Ukraina pod rządami Tarasa Kozłuba najechała Azerbejdżan, Kazachstan i Ujgurię,
- na ulicy spotkałem szarego kota i rozmawiałem z nim; chciałem go pogłaskać, lecz kot ostrzegł mnie, że jest chory na wściekliznę; wtedy się przestraszyłem i mówiłem ,,a psik''!, kot zaś posmutniał i powiedział mi o tym; w tym śnie niektórzy ludzie, w tym ja, mają dany przez Boga dar rozumienia mowy zwierząt.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Sobór - tak, wypaczenia - nie!

,,Sobór Watykański II odnawia oblicze Kościoła'' - ,,Pawlaczyca cz. II Dziadostwo kontratakuje''
,,Dziadostwo wdarło się do Kościoła'' - ,,Pawlaczyca cz. II Dziadostwo kontratakuje''




W lipcu 2015 r. przeczytałem książkę katolickiego dziennikarza i pisarza, związanego ze środowiskiem ,,Frondy'', pana Tomasza Terlikowskiego ,,Koń trojański w mieście Boga. Pół wieku po soborze...''. Jej tytuł nawiązuje do pracy ,,Koń trojański w mieście Boga'' pióra niemieckiego filozofa Dietricha von Hildebranda z 1967 roku. Uspokajam, że Autor nie jest lefebrystą, ani tym bardziej sedewakantystą, wręcz przeciwnie. Jako ortodoksyjny katolik uznaje wszystkie sobory i wszystkich Papieży, zaś źródła zła upatruje nie w Vaticanum Secundum, ale w jego mylnej, heretyckiej nadinterpretacji. Krytykuje tzw. ,,katolew'' w Polsce reprezentowany przez środowiska ,,Gazety Wyborczej'', ,,Tygodnika Powszechnego'' i PO, który szczególnie potężny i wpływowy jest w mocno zlaicyzowanych krajach zachodnich. Jako postawy sprzeczne z literą Soboru, Terlikowski wymienia:
- mentalność antynatalistyczną; akceptację dla wszelkich form antykoncepcji, a nawet dla aborcji; brak otwartości na nowe życie (sam Autor ma liczne potomstwo),
- postawy nieposłuszeństwa osób duchownych i świeckich, posuwających się aż do odrzucenia dogmatów (!), przy jednoczesnym braku zdecydowanego sprzeciwu ze strony hierarchii,
- zanik świadomości wyjątkowej roli kapłanów jako szafarzy Eucharystii (mimo, że świeccy też są ważni, to jednak nikt nie może zastąpić księdza w sprawowaniu Mszy Świętej),
- porzucenie ascezy na rzecz psychologii (Terlikowski uważa, że powrót do surowej ascezy średniowiecznej rozwiązałby problemy z pedofilią wśród duchownych),
- kwestionowanie celibatu mimo oficjalnego stanowiska Papieży,
- istnienie lobby homoseksualnego w Kościele (winny jest tu brak selekcji kandydatów w seminariach duchownych i to właśnie stąd brały się te skandale, a nie z powodu celibatu),
- relatywizm i indyferentyzm w ekumenizmie i dialogu międzyreligijnym (brak świadomości faktu, że jedynym prawdziwym Bogiem jest Jezus Chrystus, a jedynym prawdziwym Kościołem – Kościół katolicki; w innym religiach są natomiast mniejsze, bądź większe okruchy Prawdy),
- wreszcie coraz bardziej dowolne, samowolne reformy Mszy Świętej, których początek upatruje Terlikowski w porzuceniu łaciny jako języka liturgii.
Autor dostrzega też pozytywy Vaticanum Secundum, jak inkulturację, nowe wspólnoty jak Neokatechumenat, czy Opus Dei, oraz zdecydowaną obronę życia nienarodzonych i instytucji małżeństwa przez Papieży. Swoją książkę napisał za pontyfikatu Benedykta XVI, z którym wiązał wielkie nadzieje.

Śniło mi się, że arcybiskup Marcel Lefebvre leżał na brzuchu przed ołtarzem i odwracał głowę, sprawdzając, czy nikt nie przeszkadza w nabożeństwie.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Od Adama Małysza do Małiła Człowietyszyła

,,Adam Małysz tak króluje, że go czasem coś tam kłuje'' – anonimowe

,, [Lech III] oglądał popisy narciarskie niejakiego Małiła Człowietyszyła, korzystającego z ośnieżonego wierchu. On był słynny; mówiono, że jego rodzicami byli upiór i śmiertelna kobieta, albo, że zjadał mięso wybierane z gniazd gryfów i orłów, jakby tak trudno było przyjąć do wiadomości, że swoje sukcesy zawdzięcza długotrwałym ćwiczeniom. Kiedy ludzie głodowali, stawiano mu pomniki z mrożonego miodu z jagodowymi oczami. Byli tacy co ryli jego podobiznę w kości słoniowej ojcowskich mamutów, jak też mówiący o chęci posiekania go. Sam Człowietyszył był pobożnym, skromnym i rozsądnym człowiekiem'' - ,,Tatra cz. I Misja''




My, Polacy mamy już taką skłonność, do tego by różne wybitne lub uważane za wybitne jednostki, otaczać kultem niemalże boskim. W ciągu całej historii wręcz otaczaliśmy czcią Napoleona Bonaparte, Józefa Piłsudskiego, Józefa Stalina (był to kult narzucony nam przez Sowietów), św. Jana Pawła II (niestety często zapominamy o jego zbawiennych naukach...), oraz sportowców jak na przykład skoczka narciarskiego Adama Małysza. ,,Małyszomania'' miała w Polsce miejsce na początku XXI wieku, kiedy to chodziłem do trzeciej klasy gimnazjum a później do liceum. Wciąż pamiętam jak w gimnazjum, pani Haliniana ov Ivankus kazała zaprojektować polską monetę euro. Podczas gdy ja wykonałem euro ze św. Stanisławem wskrzeszającym Piotrowina, jakaś koleżanka zaprojektowała euro z Małyszem. Moja śp. Babcia opowiadała mi żart, że Małysz dlatego tak wysoko latał, bo podjadał pokarm dla ptaków. Osobiście nie interesuję się sportem (może to Czytelnika zdziwić, albo zgorszyć; żeby było jasne nie jestem homoseksualistą), jednak spodobała mi się jego wypowiedź zacytowana w ,,Niedzieli'': ,,W niedzielę ludzie powinni przede wszystkim pójść do kościoła''. Pisano też, że skarżył się na psychofanów (?) wysyłających mu esemesy, w których grozili, że go posiekają. W telewizji widziałem jego pomnik zrobiony z białej czekolady i uznałem to za, delikatnie mówią, przesadę. Mój były znajomy, pan Voytakus ov Viernitis mówił, że choć szanuje Małysza jako człowieka, to nie przepada za skokami narciarskimi, ponieważ wyniki bardziej zależą, jego zdaniem, od wiatrów niż od umiejętności skoczka. Adam Małysz był pierwowzorem skoczka Małiła Człowietyszyła z mojej powieści ,,Tatra cz. I Misja'', którą zamieściłem na tym blogu.