wtorek, 4 grudnia 2018

Oniricon cz. 452

Śniło mi się, że:






- w tajskiej baśni występował olbrzym pokryty białym futrem,







- powiedziałem do kamery, że jeśli Budda szczerze szukał prawdy to Jezus Chrystus zabrał go do siebie,








- w Szczecinie widziałem na drzewie 30 - centymetrowe modliszki,







- w serialu o Xenie starożytna Greczynka Jessica słuchała radia,
- Xena przeniosła się do współczesnej Polski i stwierdziła, że panuje w niej taki ustrój jak w Atenach,







- w jakimś ośrodku wypoczynkowym pani Anna ov Stipulova przedstawiła mi swego kochanka Araba,
- zobaczyłem nagiego Murzyna o olbrzymim, zakrzywionym nosie, który leżał na plecach i udawał mewę,







- Ewa Polak - Pałkiewicz broniła lefebrystów, którzy wprowadzili dwa nowe indyjskie sakramenty symbolizowane przez gawiale tym, że w Kościele jest moda, by wszystko kwestionować,







- nad ranem oglądałem filmik na you tube przedstawiający dawnych Słowian, którzy w nocy napadli i spalili klasztor, a jeden woj zachwycał się obutą w sandał stopą Słowianki, potem poszedłem całkiem nagi na miasto myśląc, że na tym polega konserwatyzm, pełzałem nago po chodniku, a Mamie nie spodobało się to,







- chodziłem do chińskiej szkoły w czasach chłopskiej dynastii Kang, wbrew woli nauczyciela wziąłem do ręki różowy, indyjski wachlarz, co nie spodobało się mojej koleżance, a nauczyciel zganił mnie mówiąc o tym co w tym czasie robią władcy Neapolu, Dżakarty i Franków,







- napisałem refleksję polityczną o chińskiej pandzie,
- współczułem Sławomirze z powodu bijącego ją ojczyma i powiedziałem jej, że prawdziwy konserwatyzm nie polega na krzywdzeniu ludzi, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,







- Pavlas ov Vidłar siłą zaciągnął mnie na mecz, w tramwaju krzyczałem, że nie chcę na mecz, a on na to, że muszę go oglądać, potem mu uciekłem i biegłem schronić się w bibliotece, już po wszystkim powiedziałem, że skoro nie zostałem zoologiem, to przynajmniej będę oceniać, które wynalazki nadają się do realizacji,
- moją Babcię w dzieciństwie przestraszył mężczyzna mówiący: ,,Co mała, sama żresz?'', w czasie II wojny światowej zabili go Niemcy, jego zabójca był bezkarny po wojnie, bo sędzia obiecał mu zostawić go w spokoju, pomyślałem, że przysięga złożona naziście jest nieważna. 

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Indonezyjczycy w Australii






,,Pierwszymi gośćmi, o których wspominają legendy aborygeńskie, byli Macassani z wysp indonezyjskich, którzy pojawili się na północy Australii po tepang - ślimaki morskie, przysmak Chińczyków. Byli to rybacy i ich dawne obozowiska zostały zaznaczone drzewami tamaryndy (rodzaj pomarańczy) powstałych z pestek spożywanych przez nich owoców. Od Mocassanów Aborygeni nauczyli się używać stalowych noży oraz ostrz do dzid i tomahawków. Niektóre słowa aborygeńskie zostały zapożyczone od Macassanów. Rybacy byli przyjaźni. Aborygeni zaczęli podróżować  z nimi na ich łodziach do wybrzeży Indonezji'' - Hanna Miłosz - Williams ,,Oko krokodyla''







Gwoli ścisłości: t(r)epang to nie są morskie ślimaki, ale strzykwy; rodzaj szkarłupni, krewni takich zwierząt jak np. rozgwiazdy i jeżowce. 


,,Jaksa''


,,Jaksa – legendarny syn Lestka III. Kronikarz wielkopolski (…) wymienia Jaksę na dziewiątym miejscu listy dwudziestu synów Lestka III z nieprawego łoża (…). Jaksa miał (…) otrzymać od ojca Serbię, czyli kraj Serbów połabskich. Długosz (…) informuje, że otrzymał on ten kraj wespół z bratem Siemianem. W XII w. żył i działał w Polsce wybitny komes Jaksa z Miechowa, którego w Kronice wielkopolskiej (…) nazwano ‘księciem Serbii’. Poza terenem Serbów połabskich, ale w niezbyt wielkiej od nich odległości, w tym samym czasie panował (zapewne nad południowowieleckim plemieniem Sprewian) książę Jaksa z Kopniku (Köpenick, dziś dzielnica Berlina), którego znamy niemal wyłącznie z bitych przezeń monet. Po roku 1150 jakiś Jaksa, ‘który panował wówczas w Polsce’ (według określenia kronikarza niemieckiego Henryka z Antwerpii) i który był krewnym ostatniego księcia plemienia Stodoran / Hawelan ze stolicą w Brandenburgu – Przybysława – Henryka, zakwestionował zajęcie Brandenburga przez margrabiego Albrechta Niedźwiedzia (który po śmierci Przybysława – Henryka i ponoć zgodnie z jego wolą w 1150 r. opanował Brandenburg) i na czele swoich wojsk zajął to ważne miasto, jeńców niemieckich odesłał ‘do Polski’ i panował tam aż do czerwca 1157 r., kiedy to został wyparty z Brandenburga przez połączone siły margrabiego i arcybiskupa magdeburskiego. Nie jest wykluczone, że Jaksa – przeciwnik Albrechta Niedźwiedzia w Brandenburgu, Jaksa z Kopniku (w terminologii polskiej niepoprawnie: z Kopanicy) i Jaksa z Miechowa, ‘książę Serbii’, to jedna i ta sama osoba i że imię po posłużyło kronikarzowi do określenia potomka legendarnego Lestka III i przyznania mu właśnie ‘Serbii’’’ - Jerzy Strzelczyk ,,Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian’’







Jacek Komuda (ur. 1972) jest polskim pisarzem specjalizującym się w historycznej fantasy, którego książki wydaje Fabryka Słów, z wykształcenia historykiem. Publikuje również felietony kulinarne i historyczne w tygodniku ,,Do Rzeczy’’. Wśród jego dzieł znajdują się min. cykl ,,Orły na Kremlu’’ (o dymitriadach), ,,Opowieści z Dzikich Pól’’, ,,Wilcze gniazdo’’, ,,Bohun’’, ,,Czarna szabla’’, ,,Diabeł Łańcucki’’, ,,Galeony wojny’’, ,,Krzyżacka zawierucha’’, ,,Herezjarcha’’ , ,,Imię Bestii’’, ,,Zborowski’’, ,,Ostatni honorowy’’, ,,Hubal’’, oraz popularnonaukowa pozycja ,,Warchoły i pijanice’’. Komuda jako jeden z epizodycznych bohaterów pojawia się w powieści ,,Kuzynki’’ Andrzeja Pilipiuka ;).









W listopadzie 2018 r. przeczytałem jego najnowszą powieść heroic fantasy ,,Jaksa’’. Jej akcja rozgrywa się w quasi – średniowiecznym świecie zwanym Weddą, będący odpowiednikiem dawnej Słowiańszczyzny. Autor nawiązuje w niej do słowiańskich mitów i legend, do powieści ,,Popioły’’ Stefana Żeromskiego (tytuł jednego z rozdziałów), książki podróżniczej ,,Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów’’ Ferdynanda Ossendowskiego (tytuł rozdziału: ,,Przez kraj ludzi, zwierząt i biesów’’), poematu historiozoficznego ,,Król – Duch’’ Juliusza Słowackiego, dramatu ,,Dziady’’ Adama Mickiewicza i średniowiecznej ,,Rozmowy mistrza Polikarpa ze Śmiercią’’.








W owym świecie odpowiednikiem Polski była Lendia dzieląca się na Starszą i Młodszą (odpowiedniki Wielkopolski i Małopolski). Nazwa kraju i jego mieszkańców – Lędziców została utworzona od słowiańskiego plemienia Lędzian, podobnie jak nazwa mitycznego kraju Lechii, ruski etnonim: Lachy, tureckie określenie Polski: Lechistan, węgierskie: Lengyelorszag, czy litewskie: Lenkija. Władali nią królowie z dynastii Mojmirowiców założonej przez Mojmira Starego. Jego historycznym pierwowzorem był książę Mojmir I (795 – 846) – pierwszy władca Wielkich Moraw. Stolica mieściła się w Starej Gnieździcy (odpowiednik Gniezna) nad rzeką Duną (wzorowaną na Dunaju; rzece ważnej dla słowiańskiego folkloru). W Starej Gnieździcy mieścił się wiecznie zielony sad Praojca i zbór z pochowanymi w jego murach królami Lendii (odpowiednik katedry gnieźnieńskiej).







Lendię zamieszkiwało wiele groźnych istot takich jak skalne niedźwiedzie (do ich wymyślenia mogły zainspirować plejstoceńskie niedźwiedzie jaskiniowe) i wyposażone w troje oczu śnieżne hieny (ich odległym pierwowzorem mogły być hieny jaskiniowe, który w plejstocenie zamieszkiwały Jurę Krakowsko – Częstochowską).







W zamierzchłych eonach Lendię i inne krainy Weddy zamieszkiwały żmije – olbrzymie węże, z których część potrafiła też latać. Walczył z nimi heros Doman zaczerpnięty z komiksu Janusza Florkiewicza (tekst) i Andrzeja O. Nowakowskiego (ilustracje).







Innymi pradawnymi mieszkańcami Lendii były stolemy – olbrzymy z legend kaszubskich, które wznosiły wielkie konstrukcje z kamienia. Zostały wytępione przez weddyjskich wojowników idących ze wschodu.







W nieprzebytych lasach wciąż ukrywały się pogańskie demony takie jak: strzygi (o dziwo o ciałach pokrytych roślinami), dzikie zdeby i wizguny – rodzaj wrzeszczących wampirów.








Lędzice hodowali rasowe konie zwane śreniawitami. Nazwa tej rasy nawiązuje do średniowiecznej, zanotowanej przez Jana Długosza, polskiej legendy o Koniuszej Górze. Jej bohater, rycerz Przybysław Śreniawita sprzedał swego konia Węgrowi. Jednak po jakimś czasie rumak powrócił do Przybysława z Węgier prowadząc ze sobą tabun koni. Legendę tę można znaleźć w książce Marka Derwicha i Marka Cetwińskiego ,,Herby, legendy, dawne mity’’ ;).







Inny rasowy koń, kuhajlan był wzorowany na koniu arabskim:

,,Konie arabskie są bohaterami wielu legend. Jedna z nich głosi, że wyłoniły się z morza, podobnie jak grecka bogini Afrodyta. I tak jak Afrodyta przewyższa urodą wszystkie kobiety, tak araby są najpiękniejsze wśród końskich ras. Według innego podania konia te wywodzą się od klaczy, którą biblijna królowa Saba podarowała królowi Salomonowi. Arabowie dzielili konie na rody, wywodząc je do słynnych pięciu klaczy islamskiego proroka Mahometa. Wszystkie nosiły piękne egzotyczne imiona: Saklavi, Kuhajlan, O’Bajan, Hadban i Hamdani. Hodowcy do dzisiaj używają tych prastarych imion do określania różnych typów urody koni arabskich. [...]’’ - ,,Szlachetni urodzone’’ [w]: ,,Zwierzaki nr 2 (86), luty 1999’’








Panującą religią w Lendii było Jedynowierstwo. Religia ta wyznawana przez królów i rycerzy, stanowi próbę odpowiedzi na pytanie jak mogłoby wyglądać chrześcijaństwo, gdyby Bóg objawił je nie Żydom, ale Słowianom. Jedynowiercy czcili boga Praojca, który wydźwignął Weddę z dna oceanu i nadał ludziom prawa wyryte na kamiennych tablicach (Dekalog). Cześć oddawano mu w zborach (w rzeczywistym świecie zbór to nazwa świątyni protestanckiej) i w świętych sadach. Praojciec wywiódł swoich wyznawców z puszczy i nauczył ich rolnictwa.







Pośrednikiem między Praojcem, a ludzkością był król – duch Jessa. Został zaczerpnięty z panteonu Jana Długosza, który porównywał go do Jowisza. Powieściowy Jessa łączy w sobie cechy Jezusa Chrystusa (podobieństwo imion Jezus i Jessa), ale też Mojżesza (wyprowadził swoich wyznawców z upiornego miasta Toora Khem na wschodzie podobnie jak Mojżesz wyprowadził Izraelitów z Egiptu) i skandynawskiego boga Baldera (tak jak Balder zginął zabity przez własnego brata, któremu przebaczył). Symbolem Jedynowierstwa była włócznia, którą Bedda zabił Jessę (może to budzić skojarzenia zarówno z jemiołą, którą Höd nieświadomie zabił Baldera, jak również z włócznią, którą św. Longin przebił bok ukrzyżowanego Jezusa).








Tymczasem obarczeni ciężarem świadczeń feudalnych chłopi wciąż trwali przy pogaństwie. Czcili oni Czarnoboga (Praojciec stworzył go jako pierwszego człowieka, który zbuntowawszy się przeciw Stwórcy został strącony do świata akwatycznego i uwiódł pierwszą kobietę; postać ta ma więc cechy tureckiego Erlika), jego syna Wołosta (Welesa), Groma (Peruna), boginię Mokszę (Mokoszę), Striboga – Trzyboga (połączenie w jedną postać Strzyboga i Trygława), Jaruna (Jaryłę), Karsa (Chorsa), boginię Morę (Moranę, Marzannę) i Swantewita. W czasie najazdu Hungurów na Lendię chłopi wzniecili pogańskie powstanie. Nawiązuje to do rzeczywistych powstań pogańskich takich jak np. w Polsce po śmierci Mieszka II. W powieści zarówno Jedynowiercy jak i poganie mają swoje racje i obie strony dopuszczają się okrutnych czynów.







Do Lendii należały lenna: Dregowia (Ruś), Montania 1 (Mołdawia? W mojej mitologii również istnieje kraina zwana Montanią ;) i Podgorica (Bałkany? W naszym świecie Podgorica jest stolicą Czarnogóry).
Swarnia oddzielona od Lendii Lasem Winlandzkim może być odpowiednikiem Połabia, zaś we wzmiankowanym przelotnie ludzie Bojów łatwo domyśleć się Czechów (Bohemia; łacińska nazwa tego kraju pochodzi właśnie od starożytnego, celtyckiego plemienia Bojów).








Skandia to oczywisty odpowiednik Skandynawii doby wikingów. Była to leżąca na północy, zamieszkana przez pogan wyspa, zniszczona przez wielką lawinę śnieżną. Jej mieszkańcy, zwani Skandingami rozproszyli się po świecie służąc jako najemni wojownicy. Pełka, wuj Jaksy utrzymywał na swym dworze drużynę Skandingów, żył na ich modłę i był przez nich nazywany Ingvarem.







Taurydyka (nazwa pochodzi od Taurydy – starożytnej, greckiej nazwy obecnego Krymu) była odpowiednikiem cesarstwa bizantyjskiego. Zamieszkiwali ją zniewieściali do szpiku kości Jedynowiercy nie traktujący poważnie swojej wiary. Na ich czele stał równie gnuśny i zdegenerowany cesarz Macronus (celna satyra na obecnego prezydenta Francji, Emmanuela Macrona).








Wrogami Lędziców byli Hungurzy – mieszkańcy Wielkiego Ugoru, wzorowani na takich ludach jak: Hunowie, Awarowie, Chazarowie, Połowcy, Węgrzy, Tatarzy i Turcy. Byli to koczownicy o mongoloidalnym wyglądzie, budzący postrach swym okrucieństwem (wbijanie dzieci na pal, zmuszanie wasali do jedzenia odchodów). Czcili boga Taaltosa (taltosz to nazwa szamana u pogańskich Węgrów) i demona Kablisa (można się w nim dopatrzeć Iblisa – wodza złych duchów z demonologii islamskiej). Za ich kult religijny odpowiadali szamani. Hungurzy prowadzili liczne podboje. W swojej armii posiadali mankurtów – odpowiednik zombie w mitologii ludów tureckich. Mankurtami zostawali ludzie zakuci w dyby, na których ogolone głowy zakładano czapki z mokrej wełny. Schnąc i kurcząc się, czapka powodowała nieodwracalne uszkodzenie mózgu. Hungurzy zwyciężyli Lędziców w bitwie na Rabym Polu (nawiązanie do bitwy Serbów z Turkami na Kosowym Polu). Wówczas poniósł śmierć lędzicki król Lazar (wzorowany na serbskim carze Łazarzu), zaś dla Lendii zaczął się okres ciężkiej niewoli hungurskiej. Z najeźdźcami kolaborował palatyn Drahimir. Trzeba jednak dodać, że nie wszyscy Hungurzy byli źli. Do wyjątków należała Selene – ukochana Jaksy, która uratowała mu życie jako mała dziewczynka.







Tytułowym bohaterem jest lędzicki rycerz Jaksa Drużyc. Jego imię może nawiązywać zarówno do jednego ze stryjów Popiela, jak też do legendarnego Jaksy z Kopanicy (odsyłam do motta niniejszego posta). Był synem Wenedy i rycerza Miłosza Drużyca, który podstępem zabił hungurskiego kagana Gorana Ust Duuma po bitwie na Rabym Polu (jego pierwowzorem był serbski bohater mitu kosowskiego Miloš Obilić zabijający sułtana tureckiego). Kolejny kagan, Torooł szukał zemsty na rodzie Drużyców i doprowadził do jego wymordowania. Jaksa jako dziecko został wzięty do niewoli i miał być wbity na pal. Pomogła mu uciec hungurska dziewczynka Selene (imię greckiej bogini Księżyca). Kagan mszcząc się za to skazał na śmierć jej brata Mogke. Tymczasem w Lenii Miłosz Drużyc został skazany na utratę czci, a jego herb Drużycę publicznie uszkodzona na znak hańby. Kara ta dotknęła również rycerzy, którzy spóźnili się na bitwę na Rabym Polu i otrzymali za to miano Przeklętych. Jaksa, gdy dorósł, walczył razem z Przeklętymi przeciwko okupacji Hungurów. Podążająca jego śladem Selene, po raz drugi ocaliła mu życie. Już w wolnej Lendii (za panowania króla Gedeona Wskrzesiciela, którego pierwowzorem mógł być polski król Kazimierz Odnowiciel), Jaksa walcząc z Czarnobogiem wcielonym w wizguna, mocą Jessy wydobył z grobu żywą Selen. Czekała ich jednak walka z napierającymi poganami…
,,Jaksa’’ to powieść o honorze, patriotyzmie (rycerze Przeklęci w pewnym stopniu przypominają Żołnierzy Wyklętych), miłości (Weneda tułająca się wraz z małym Jaksą i próbująca zapewnić mu bezpieczne schronienie, Hungur Bulcsu kochający swego synka Mogke, zakazana miłość Jaksy i Selene), oraz okrucieństwie (haniebnych czynów dopuszczali się zarówno Hungurzy, pogańscy chłopi jak i lędziccy rycerze). Szczególnie podobała mi się scena, w której Jaksa w Podgoricy obronił kobietę przed gwałtem.






1 W mojej mitologii Montania była odpowiednikiem Tatr. Z krainy tej pochodziła tytułowa bohaterka mojej powieści o królowej Tatrze. Z nazwą tą po raz pierwszy zetknąłem się czytając cykl o Tomku Wilmowskim (Montania w Ameryce Południowej). Zastosowałem ją całkowicie niezależnie od Jacka Komudy.

niedziela, 2 grudnia 2018

Refleksja polityczna cz. 9









Kiedy studiowałem historię na Uniwersytecie Szczecińskim, śp. dr. Krzysztof Guzikowski w czasie ćwiczeń wyraził nadzieję, że wiek XX się nie powtórzy. Niestety poprzedni wiek zdaje się powtarzać jakbyśmy chodzili w błędnym kole i niczego się nie nauczyli. Powraca ta sama chciwość i żądza władzy, okrucieństwo, fanatyzm i zakłamanie. Plenią się totalitarne ideologie; w Internecie odrastają głowy czerwonej hydry. Putin, ten Hitler dnia dzisiejszego, wywołuje z głębin piekieł przeklęte cienie Związku Sowieckiego. Za to co robi z Ukrainą, żeby tylko wymienić ostatni akt piractwa na Morzu Azowskim jest traktowany pobłażliwie przez możnych tego świata, tak jak Hitler gdy zajmował Austrię i Czechosłowację. Smutek kładący się cieniem na naszych czasach zdaje się przysłaniać radość z nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, co potęguje jeszcze przygnębiająca, iście apokaliptyczna pogoda. Prawdę mówiąc mam wrażenie, że ludzkość zamiast stawać się coraz mądrzejsza, robi się coraz głupsza. 





sobota, 1 grudnia 2018

Hajdamaka


,, […] Ligia nigdy w życiu nie widziała nic równie pięknego, i oczom własnym nie chciało jej się wierzyć, albowiem wiadomo jej było, że Poppea Sabina jest jedną z najniegodziwszych w świecie kobiet’ - Henryk Sienkiewicz ,,Quo vadis’’









Na rozstajach dróg nieopodal grodu Dendropolis, kiedy srebrna tarcza Księżyca rzucała promienie zza chmur, płonęło ognisko. Stał przy nim mąż potężnie zbudowany, o spojrzeniu dzikim, przeszywającym do szpiku kości, sumiastych, czarnych wąsach i osełedcu zwisającym z tyłu wygolonej głowy. U jego boku kołysała się szabla z damasceńskiej stali w pochwie ze skóry lutego tura. Człowiek ten nazywany Hajdamaką, stał na czele bandy zbójców, którzy w okrucieństwie nie znali miary i nieobce im były budzące strach sztuki magiczne. Sam Hajdamaka posiadał księgę spisaną na pergaminie z ludzkiej skóry, pełną zaklęć starszych niż Babilon. Nasypał w ogień ziół zsyłających omamy, a wtedy z obłoku słodkawego dymu wyszła niewiasta urodziwa z wyglądu, lecz pełna złości w sercu, odziana w suknię purpurową i nosząca złoty diadem na jasnych włosach. W jej oczach malowały się wściekłość i szyderstwo. Otaczał ją orszak czarownic z Tesalii i ziem podległych władcom Sklawinii.
- Biję ci czołem, caryco dalekiego Rzymu! - przywitał ją Hajdamaka i pocałował w rękę.








Niewiastą ową był nie kto inny jeno sama Sabina Poppea, żona cesarza Nerona, oraz największa z czarownic ówczesnego Rzymu.
- Upadek Irosława jest już bliski – oznajmiła Poppea, a towarzysząca jej wiedźma tłumaczyła jej słowa na mowę słowiańską. - Jego koniec będzie krwawy, a po nim ty zasiądziesz na opuszczonym stolcu.
- Uch, nie mogę się doczekać – warknął Hajdamaka. - Z wyrzutka stanę się panem, a wszystkie żony Irosława będą skomlały jak suki w mojej łożnicy – Poppea uśmiechnęła się złośliwie słysząc te słowa.
- Gdy już Dendropolis legnie u twych nóg, Neron nie omieszka przysłać ci swych legionów do pomocy. Wówczas nastąpi sądny dzień dla Analapii – mówiła Poppea.
Potem cesarzowa – czarownica jęła odprawiać gusła napawające przerażeniem. Na rozstajnych drogach rosło drzewo z powieszonym na jego gałęzi skazańcem, przeto Poppea podeszła doń i wlała mu do ucha flakonik mleka, które uprzednio wycisnęła ze swych piersi. Wówczas trup ożył. Poppea zadała mu jakieś pytanie w mowie starokrasnej, której Hajdamaka i jego towarzysze nie pojmowali, w wisielec odpowiedział cesarzowej, stękając przy tym z wielkiego bólu. Wreszcie zamilkł z ustami szeroko otwartymi jak do krzyku. Poppea rozpromieniła się.
- W Dendropolis na ulicy Szalejowej mieszka czarny wołwch Krzywdan posiadający maść z sadła karakondżula i łapcie uplecione z ludzkich żył, które zamienią was w latające demony; czarnych stuha czy jak wy to mówicie w swojej barbarzyńskiej mowie. Sama mogę pójść do Baby Jagi z prośbą o pomoc w obaleniu Irosława.
- Idź, zrób jak rzekłaś – powiedział jej Hajdamaka.

*








W owym czasie Dendropolis przyciągało licznych magów. Odbywały się w nim sabaty czarownic, a na gwarnych ulicach spotykało się chaldejskich astrologów, alchemików z Aleksandrii, joginów z Bharacji, a nawet szamanów z dalekiej Pohjoli. Na rynku sprzedawano czarnoksięskie manuskrypty z Babilonu i Egiptu, dzieła magów z Lemurii i Mu, pisma alchemików z Burmy i Sinea. Niekiedy w tajemniczych okolicznościach znikały dzieci i zwierzęta, a ich krew i inne części ciała były potajemnie wykorzystywane do sporządzania magicznych mikstur i artefaktów.









Krzywdan mający swą pracownię w piwnicy domu na ulicy Szalejowej nie wahał się wabić do siebie sierot i dusić je wieszając na powrozie u powały sufitu. Inni magowie wiedzieli o tym, żaden jednak nie zawiadomił straży grodu. Krzywdan wypruwał powieszonym dzieciom żyły z nóżek i plótł z nich sandały i łapcie podobne do tych z łyka. W obuwiu tym drzemała straszliwa moc czarodziejska umożliwiająca latanie bez skrzydeł. Nad pogrążonym we śnie Dendropolis rozpościerał się gwieździsty całun nocy, gdy mistrza Krzywdana obudził hałas czyniony za pomocą kołatki zawieszonej u drzwi jego domu. Mamrocząc klątwy zwlekł się z łoża i poszedł otworzyć. Jeszcze nim spojrzał w wizjer, ujrzał przed sobą wirującą w ciemnym pokoju iskierkę, która przemówiła doń.
- Mistrzu Krzywdanie, to herszt Hajdamaka przysłał do ciebie posła z zamiarem zakupu butów Stuacza i maści z sadła karakondżula. Szykuje się rokosz przeciw Irosławowi taki jak ten co niegdyś obalił rządy Tarkwiniusza Pysznego w Rzymie. Gdy tron w Roxie zostanie obalony, Hajdamaka utworzy wielką republikę zbójecką, której jad zatruje okrąg ziemski! - oczy Krzywdana zabłysnęły jak u wilka na te słowa.
Zgasił iskierkę w palcach pożółkłych od złocistego lotosu i otworzył drzwi, w których stał zbój w kożuchu baranim, o sumiastych wąsach i wejrzeniu srogim. W ręku trzymał worek pełen złupionych czerwońców.
- Wiadomym jest mi cel twego przybycia – oznajmił Krzywdan. - Sława atamanowi Hajdamace i mającej nadejść republice zbójców!
- Sława! - odparł wor. - Wolność, równość, braterstwo, albo śmierć! - czarny wołwch zaprowadził go do magazynu, gdzie czekało czterdzieści par sandałów uplecionych z żył wyprutych z nóżek małych dzieci i pękata beczka pełna czarodziejskiej maści przypominającej smalec.
Krzywdan do rana liczył zarobione czerwońce, podczas gdy w melinie na podgrodziu banda Hajdamaki zakładała magiczne obuwie i smarowała się maścią wypowiadając zaklęcia, których nie godzi się powtarzać. Efekty nie kazały na siebie długo czekać. Stopy Hajdamaki i jego towarzyszy zawisły kilka stóp nad ziemią, a ich skóra pociemniała niczym cera Giptów. Oczy zajaśniały jadowicie zielonym blaskiem, zęby stały się duże i kończyste niby u wąpierzy, języki upodobniły się do żądeł żmijowych, a paznokcie przekształciły się w czarne szpony. Siła rozbójników uległa potrojeniu, tak że mogli teraz dęby wyrywać.









- Nie ma wolności dla wrogów wolności! - zwołał Hajdamaka dobywając szabli z pochwy, gdy do meliny weszła cesarzowa Poppea prowadząc ze sobą nieopisanie szpetną staruchę siedzącą w unoszącym się nad ziemią drewnianym moździerzu i wiosłującej w powietrzu tłuczkiem.
- Aye – saraye; po swojej stronie mamy Babę Jagę! - oznajmiła żona Nerona.

*

,,W trzynastym roku panowania Irosława Dragimirowicza, zarówno wyjątkowo w tym roku ciepła zima, znak ognistego wilka widziany na nocnym niebie i krew wyciekająca z kaczych jaj zapowiadały nadciągające nieszczęście i prognozy te były prawdziwe. Oto Baba Jaga opuściła swą chatkę na kurzej nóżce i w osmalonym kotle mieszając kością udową dziewicy przywołała na świat straszliwy wicher cuchnący niczym miazmaty z trzewi smoka, chmury gradowe spuszczające na pola odłamy lodu wielkości strusiego jaja, pożogę, pleśń, choroby i przeraźliwe zimno. Wtedy też na nocnym niebie ukazali się jacyś mężowie straszliwi latający bez skrzydeł. W rękach dzierżyli zapalone pochodnie i zrzucali je na dachy domostw w Dendropolis wzniecając pożary. Naliczono ich bodaj czterdziestu. Król Irosław nie tracił odwagi także wtedy gdy płomienie ogarnęły jego pałac. W stronę latających wrogów posypały się strzały królewskich łuczników, a sam król rzucając włócznią ubił za jednym razem pięć latających demonów w sandałach z ludzkich żył. W tym samym czasie stołeczna straż ogniowa gasiła pożar wiadrami wody z Tinerpy. Młody Kundar, uczeń wołwcha Opienia wdrapał się na najwyższą wieżę chramu Strzyboga i zadął w złotą trąbę sprowadzając pomoc. Na zew czystego młodzieńca przyleciał na skrzydłach rozłożystych sam Strzybóg przez Analapów, zwany Pochwistem. Potężnym dmuchnięciem przewrócił kocioł Baby Jagi i założył go jej na głowę. Wówczas ustały plagi czarodziejskie. Ramię w ramię z bohaterami Roxu walczyli wojownicy z plemienia Czarnych Podniebień z analapijskiej prowincji Mazivy, którzy zadali duże straty agresorom. Strzybóg sprowadził ze sobą latających rycerzy stuha, którzy uzbrojeni w miecze i palice toczyli zaciekły bój nad ziemią. Jako ostatni padł trupem z ręki króla Irosława wódz buntowników, którym był od dawna poszukiwany zbójca Hajdamaka splamiony krwią wielu niewinnych ofiar’’ - Siwomir ,,Kronika Roxu’’

Od tego czasu król Irosław zaczął uważniej przyglądać się działalności adeptów sztuk tajemnych. Rozkazał agentom swej tajnej gwardii mieć baczenie na to co dzieje się w czasie sekretnych rytuałów i wtedy wyszły na jaw rzeczy, od których aż oko mogłoby zbieleć. Wykryto i przeszkodzono w złożeniu niejednej ofiary z dziecka. Zapadł też niejeden skazujący wyrok za przelewanie krwi niewinnej. Wnet zapłonęły stosy dla nekromantów, topieniem w Tinerpie ukarano trucicieli, połamano kołem i nabito na pale tych co gwałcili i zarzynali niemowlęta ku uciesze Čortów. Tych co obdzierali dziewice ze skóry, aby mieć pergamin do pisania ksiąg czarnoksięskich rozerwano końmi. Ci co palili chłopów i dziewczęta w piecach Molocha, samych wrzucono w ich ognistą czeluść. Kara nie minęła czarownic powodujących poronienia, sprowadzających bezpłodność i nieurodzaj, ani też tych co męczyli na śmierć ofiarne zwierzęta.
Poppea była zmuszona zakończyć swe intrygi. Czym prędzej schroniła się w ambasadzie Rzymu, gdzie za pomocą złotego sztyletu otworzyła portal prowadzący do pałacu jej męża Nerona.
Baba Jaga po uwolnieniu z własnego kotła, zamknęła się na cztery spusty w swej chatce na kurzej nóżce i roztoczyła wokół niej potężne czary niewidzialności czekając aż gniew króla ostygnie.







Jeśli zaś chodzi o mistrza Krzywdana, w pośpiechu opuścił Dendropolis, paląc w piecu obciążające go dowody w postaci ostatnich par butów z dziecięcych żył. Jednak król wraz z drużyną zabiegł mu drogę w okolicach dzisiejszego Czernihowa.
- Co dziś będziesz robił? - spytał czarownika.
- Dokonam wielu cudów! - odparł Krzywdan nadrabiając miną, a wtedy król dobył topora i zarąbał nim okrutnego maga.
- Twoje cuda to obłuda! - rzekł Irosław i już od tego czasu czarownice i czarownicy z Roxu nie ważyli się składać ofiar z dzieci.