środa, 13 marca 2019

Mitologia perska


,, [...] Za ołtarzem z czystego, zielonego nefrytu, nie splamionego krwią ofiar, wznosił się piedestał, na którym znajdował się posąg wyobrażający boga. Jasmela bojaźliwie spojrzała na potężne bary, jasną twarz o szeroko otwartych oczach, patriarchalną brodę i gęste kędziory przytrzymywane na skroniach przez wąską obręcz. Księżniczka nie zdawała sobie sprawy, że spogląda na dzieło sztuki w jej najczystszej postaci – artystyczny wyrób niezwykle subtelnej rasy, nie ograniczonej pętami konwencjonalnego symbolizmu.[...]- To tylko symbol boga. Nikt nie wie jak Mitra wygląda naprawdę. [...] Mitra jest wszędzie – nad nami i wokół nas, i śpi wiecznym snem między gwiazdami, ale widzi nas i słyszy. [...]’’ – R. E. Howard ,,Czarny kolos’’.







Mitologia perska należy do moich ulubionych mitologii. Najbardziej podobają mi się w niej takie postaci jak bogini Anahita i heros Rustam. W 2000 r. czytałem na jej temat pracę Marii Składankowej ,,Bohaterowie, bogowie i demony dawnego Iranu’’. W 2007 r. sięgnąłem po średniowieczny perski epos Firduosiego ,,Księgę królewska’’ (,,Szahname’’), która należy do moich ulubionych eposów (choć powstała w obcym nam kręgu kulturowym i w odległej epoce, to czyta się ją jak najlepszą powieść fantasy ;). W 2008 r. przeczytałem prace Natalii Goraj ,,Mitologie świata. Ludy starożytnej Persji’’ oraz Vesty Sarkosh Curtis ,,Mity perskie’’.








Na początku był bóg czasu Zurwan. Miał dwóch synów: Ahura Mazdę (Ormuzda) i Angra Manju (Arymana). Pierwszy z nich był bogiem dobra, drugi zaś bogiem zła. Mitologia perska jest klasycznym przykładem dualizmu, który legł u podstaw późniejszej religii – manicheizmu (wbrew pozorom chrześcijaństwo nie jest dualistyczne, ponieważ szatan jest w nim jedynie zbuntowanym stworzeniem, a nie istotą równą Bogu). Ormuzdowi podlegali liczni niżsi rangą bogowie, zwani amesza spendami (przypominali nieco anioły) i jazatami. Byli to:






- Bahman – duch pokoju i zwierząt, zwłaszcza bydła,






- Ardżibeheszt – opiekun Atara czyli ognia; żywiołu, któremu Persowie do dzisiaj oddają szczególną cześć,






- Sahriwar – duch władzy królewskiej, wojny, oraz metali,
- Spandawarmat – żeński duch ziemi i rolnictwa,
- Chordad i Mordad – duet duchów nieśmiertelności,






- Sraosza – posłaniec bogów, a zarazem bóg posłuszeństwa,






- Ardwisura Anahita – bogini wody, urodzaju i płodności,






- Tiszrja – bóg płodności, deszczu i Syriusza, wyobrażany min. jako byk,






- Werethragna – zmiennokształtny bóg zwycięstwa, który objawiał się jako: wiatr, złotorogi byk o żółtych uszach, biały koń, wielbłąd, dzik, 15 – letni młodzieniec, ptak, dziki kozioł, jeleń i wojownik ze złotym mieczem,





- Aszi – bogini szczęścia i młodzieży,
- Rapithwin – bóg pory południowej i lata.







Z ludzi szczególnie ważną rolę odgrywa kapłan (mag) Zaratusztra, przez Greków zwany Zoroastrem (XIII – VI wiek p. n. e.) - prorok i reformator, który nadał religii Persów charakter monoteistyczny (w centrum kultu znajdował się bóg Ahura Mazda, zaś pozostałe bóstwa zostały zredukowane do roli dobrych lub złych duchów). Postać Zoroastra wywarła wpływ również na kulturę europejską. Dawni Europejczycy wierzyli, że Zaratusztra rodząc się jako jedyny zamiast płakać śmiał się (wspomina o tym św. Augustyn w ,,Państwie Bożym’’), zaś Friedrich Nitsche uczynił z jego postaci nośnik własnych poglądów filozoficznych w książce ,,Tako rzecze Zaratusztra’’. Obecnie kiedy Iran jest krajem muzułmańskim, ostatni wyznawcy zaratusztrianizmu zwani parsami żyją w Bombaju w Indiach. Rolę świętej księgi wyznawców Zoroastra pełni ,,Awesta’’ (spisana w VI wieku p. n. e.). Rolę komentarza do niej pełni księga ,,Zend’’ (III – IX wiek n. e.).








Odpowiednikiem znanego w wielu kulturach mitu o potopie jest perski mit o herosie Jimie (Dżemszydzie), który pouczony przez Ahura Mazdę zbudował podziemne schronienie zwane War, w którym ludzie i zwierzęta przetrwali katastrofalną zimę. Jednak w ,,Bundahisznu’’ (VIII – IX/ XIV – XV wiek) - innej świętej księdze Persów, występuje bardziej typowy potop, przed którym chroniono się w arce.






Wizji świata pozagrobowego doświadczył sprawiedliwy Wiraz, poszukujący po podboju Persji przez Aleksandra Wielkiego odpowiedzi na pytanie dlaczego jego ojczyzna upadła. Persowie podobnie jak Egipcjanie i chrześcijanie znali ideę sądu ostatecznego. Polegał ona na przejściu przez Most Czinwat. Dla człowieka prawego był on szeroki i wygodny, lecz dla obciążonego złem stawał się cienki i ostry jak miecze.
Ciekawie przedstawiają się analogie między mitologią perską, a innymi mitologiami i religiami.






Zarówno dawni Persowie jak i Hindusi czcili boga o imieniu Mitra, jak również używali do celów kultowych narkotycznych napojów. W Persji napój ten nazywał się haoma, zaś w Indiach – soma (tę ostatnią nazwę wykorzystał Aldous Huxley w ,,Nowym wspaniałym świecie’’). Istnieją też jednak różnice. Podczas gdy w mitologii indyjskiej bogowie noszą nazwę dewów, w mitologii perskiej dewami nazywa się złe duchy (wiele z nich min. Białego Dewa i Akwana zabił wojownik Rustam). Indyjskie demony, antagoniści bogów noszą nazwę asury (jest to jeden z wielu rodzajów indyjskich demonów), podczas gdy najwyższy perski bóg nazywa się Ahura Mazda.







Persowie są jednym z wielu ludów, który turbosłowianie uznają za dawnych Słowian. Również orientalista Ignacy Pietraszewski (1796 – 1869), który jako pierwszy przetłumaczył ,,Awestę’’ na język polski, uważał dawnych Persów za bliskich krewnych Polaków, mówiących podobnym językiem (sic!). Choć współczesna nauka odrzuca te poglądy, w wierzeniach perskich i słowiańskich można dostrzec pewne analogie. Podczas gdy Persowie znali smoka Ażi Dahakę (smoki służyły Arymanowi) w folklorze Słowian Południowych występuje latający, wężowaty demon, zwany ażdachą. Aleksander Gieysztor w ,,Mitologii Słowian’’ porównywał słowiańską boginię Mokoszę z perską Ardwisurą Anahitą. Obie były boginiami związanymi z życiodajną wilgocią i płodnością. W mojej mitologii jednym z wielu imion Mokoszy jest: Aradvi Sura Aredvi Anahita ;). Ważną rolę w kulturze Persów odgrywał złocisty ptak Simurg, który min. wykarmił w dzieciństwie białowłosego herosa Zala, ojca Rustama. Tymczasem Słowianie Wschodni znali potwora Simargła mającego postać pół – ptaka, pół – psa. Rustam miał syna Sohraba. Gdy po latach się spotkali, zrazu się nie poznali i walczyli między sobą. Gdy Rustam zabił w walce Sohraba, dopiero gdy było już za późno zorientował się, że był to jego syn. Podobnie w ruskich bylinach Ilja Muromiec walczył ze swym synem Sokolnikiem urodzonym mu przez Złatygorkę. Podobny motyw występuje też w mitologii irlandzkiej, gdzie Cuchulain zabił w walce swego syna Connlę, którego miał z Aife. Maria Składankowa twierdzi, że postać Rustama wywarła wpływ na bohatera rosyjskich legend Rusłana. Tworząc na potrzeby własnej mitologii slawianistycznej postać herosa Jarosława również opierałem się na przekazach o Rustamie. Jarosław miał konia imieniem Rakuza, podczas gdy koń Rostama nazywał się Rachsz. Wiernie służył Azarmarotowi, królowi Sarmatów, przez którego został zdradziecko zgładzony (odsyłam do opowiadania ,,Jarosław’’ dostępnego na tym blogu ;). Podobnie Rustam służył królowi Szagadowi, który był zarazem jego bratem. Szagad zastawił pułapkę na Rustama w postaci dołu z zaostrzonymi palami. Rustam przed śmiercią zdołał jeszcze zastrzelić z łuku zdradzieckiego Szagada.







Istnieją również podobieństwa między mitologią perską a judaizmem i chrześcijaństwem. Odpowiednikiem Mesjasza jest postać zwana Saoszjantem. Jest to wysłaniec Ahura Mazdy mający poprowadzić do ostatecznego zwycięstwa nad siłami zła (Persowie wierzyli, że było aż trzech Saoszjantów). Sądzę, że właśnie ten mit mógł skłonić Trzech Magów do wyruszenia w podróż do Betlejem, gdzie oddali pokłon nowo narodzonemu Jezusowi. Solarny bóg Mitra, którego kult był bardzo popularny w imperium rzymskim jest często porównywany do Jezusa Chrystusa, zwłaszcza przez ludzi o poglądach antychrześcijańskich (w opowiadaniach R. E. Howarda o Conanie kult Mitry był hyboryjskim odpowiednikiem chrześcijaństwa). W rzeczywistości pomiędzy Chrystusem a Mitrą było więcej różnic. Św. Justyn Męczennik podaje, że Mitra narodził się ze skały, zaś w źródłach perskich został stworzony przez Ahura Mazdę. Jego największym dokonaniem nie była zbawcza śmierć na krzyżu (w ogóle nie umarł, ani nie zmartwychwstał), ale zabicie demonicznego byka Geusza Urwana (stąd składano mu ofiary z byków). Zainteresowanych tematem odsyłam do bloga Jana Lewandowskiego ,,Apologetyka.info’’ (post: ,,Kult Mitry a chrześcijaństwo’’). Biblista i demonolog Roman Zając twierdzi, że imię biblijnego demona Asmodeusza może pochodzić od perskiego złego ducha zwanego Aeszma. Z kolei biblijny Belzebub, którego imię oznacza Władcę Much, ma analogię w perskim demonie Nasu Drudża (wyobrażanym jako mucha), a także w greckim Eurynomosie.







Chociaż ,,Baśnie 1001 nocy’’ bywają nazywane ,,Arabskimi nocami’’, w rzeczywistości dużo zawdzięczają wierzeniom perskim (Arabowie są Semitami, a Persowie – Indoeuropejczykami). Przykładowo same imiona Szeherezada, czy Szahrijam są perskie, a nie arabskie. Peri są żeńskimi demonami; niejako odpowiednikiem europejskich wróżek. Mają postać pięknych, uskrzydlonych kobiet (w poezji chwali się kobiecą urodę mówiąc, że ,,ma twarz jak peri’’). W mojej mitologii miały peri miały postać pięknych wojowniczek; pół – kobiet, pół – pawi zamieszkujących krainę zwaną Peristanem. Richard Rudgley w książce ,,Alchemia kultury. Od opium do kawy’’ wysuwa hipotezę, że baśniowy latający dywan pochodzi z perskiego mitu o Wirazie, który odurzony haomą leżał na dywanie i doświadczał wizji zaświatów.







W 2007 r. dowiedziałem się o potworze Musz Pairika:

,,Starożytnym Irańczykom także znany był wielki nietoperz. Zwano go Musz Pairika, a przekazy o nim zawarte są między innymi w świętej księdze ‘Awesta’. Musz Pairika opisywano jako ogromną, latającą mysz – a więc nietoperza. Stworzenie to było wrogie wszystkiemu, co żyje, atakowało nawet Słońce i Księżyc, by zapadła noc – żywioł Musz Pairika’’ - Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty’’

W mojej mitologii w erze jedenastej w krainie zwanej Peristan, Musz Pairika połknęła Słońce i Księżyc, lecz rusałka Ruta ścięła szablą głowę potwora i uwolniła ciała niebieskie co opisał poeta Rudra Pachan.







W 2008 r. dowiedziałem się o dwóch mitycznych ptakach – humie i huppie (w mitologii perskiej występuje wiele innych fantastycznych ptaków takich jak: Simurg, Kamak, Homaj, a także Rok):







,,Huma to ptak perski i bajeczny, szafarz łask losu. Nie mając nóg, przebywa stale w otchłani nieba. Nieczęsto daje się oglądać, lecz sam cień jego skrzydeł przynosi temu, kogo muśnie, godność co najmniej królewską. Stąd słusznie wyobrażana bywa w koronie. Samica humy znosi jajo w locie; nim dotrze ono do ziemi, wylęga się pisklę umiejące od razu latać Klasycy perscy przeciwstawiają jej chciwego kruka i złowróżbną sowę […]. Wspaniałości humy dowodzi jasno jej dieta, na którą składają się stare gnaty. Świadczy to bowiem, że ptak ów wzdraga się skrzywdzić jakiekolwiek żywe stworzenie. […].






O dobroczynnym ptaku huppa w głową w koronie prawdy jako posłańcu między Salomonem a królową Saby wspomina Koran (…). Gdy władczyni ta objawia się św. Antoniemu w Kuszeniu Flauberta, ‘naraz wielki ptak zlatuje z nieba i siada na wierzchołku jej włosów, strącając z nich błękitny proszek. Pióra jego barwy pomarańczowej wydają się z łuski metalowej. Mała głowa, przybrana srebrnym czubkiem wygląda niby twarz człowieka. Ma czworo skrzydeł, nogi sępie i olbrzymi ogon pawi, który kołem roztacza poza sobą’ (przeł. Antoni Lange).
Prócz zadań natury romansowej Król Królów zlecał huppie poszukiwanie ukrytych źródeł, gdyż jej wzrok przenika przez ziemię jak przez kryształ. Pogrążony w żalu po śmierci matki, Salomon kazał jej także wynaleźć odpowiednie miejsce na wspólny grobowiec. Huppa zasiadła jednak na królewskiej głowie, wykazując swym smrodem przykre strony dobrowolnego pogrzebania się w towarzystwie drogiej zmarłej. Tak opowiada pewien perski sennik.
Legendy mówią, że huppa była niegdyś piękną kobietą. Owa młoda mężatka czesała się przed lustrem, gdy nagle wszedł skuszony jej urodą teść; kobieta ze strachu zmieniła się w huppę i nie przestając się czesać, uleciała. W innej wersji mąż w złym humorze pobił żonę, gdy się modliła: Allah zamienił ją w huppę i mogła odfrunąć. […].
Świeżą krwią huppy, wyciśniętą z serca, wypisuje się najtęższe zaklęcia, a jej wnętrzności po wysuszeniu niezawodnie odwracają uroki. W Tangerze wiesza się je dla ochrony przed złodziejem pod sklepieniami kramów. Spoglądając przez prawe oko huppy, dostrzec można ukryte w ziemi skarby. Roztropnie jest też mieć podczas kopania pod ręką jej odpędzenia demonów. Jeśli zaś żywa huppa na czele innych ptaków pocznie krążyć nad głową – bez wątpienia zostanie się szejkiem’’ - Jan Gondowicz ,,Zoologia fantastyczna uzupełniona (uzupełniona)’’






Na potrzeby swojej twórczości zapożyczyłem również gauszydy – podobne do byków potwory, z którymi walczył król Cyrus I Wielki (w mojej mitologii w odpieraniu najazdu gauszydów na Persji pomagali Słowianie; bracia Komla i Broda).







Mitologia perska jest wdzięcznym materiałem na utwory fantasy i rzeczywiście zainspirowała licznych fantastów jak: R. E. Howard (hyboryjski kult Mitry i klejnot zwany Sercem Arymana), M. Bułhakow (jeden z krytyków, którzy zaszczuli Mistrza nazywał się Aryman), J. R. R. Tolkien (podobieństwo Iluvatara do Ahura Mazdy, Valarów do amesza spentów, Vardy do Anahity a Morgotha do Angra Manju), J. Piekara (w cyklu o inkwizytorze ukazuje antagonizm specyficznie opisanego chrześcijaństwa i zaratusztrianizmu) i A. Sapkowski (jedna z czarownic nazywała się Assire var Anahid co nawiązuje do bogini Anahity).










poniedziałek, 11 marca 2019

Zenobia


,, […] Dybała opowiadał sam o sobie, że był w piekle, gdzie niezliczona moc diabłów poddawała go najsurowszym mękom, aby tylko wyparł się Jezusa, m.in. wyjmowano mu mózg i lano do głowy kwas siarczany, wyjęto mu serce, które czy mu potym włożono naprowrót, nie wie. Dopiero szrama w kształcie krzyża, która ma na lewej ręce od wypadkowego skaleczenia się siekierą, pomogła mu z piekła wydostać się bez szwanku’’ - ,,Gazeta Radomska, 1884 r., nr 23 Z kroniki sądowej’’




W czasach gdy na tronie w Neście zasiadał król Cztan II z dynastii Grakchidów, a wrogie narody poniosły oręż w głąb Imperium Rzymskiego, wielka trwoga zapanowała w sławnym Królestwie Palmiry sięgającym aż po Egipt i Syrię.







Nadobna, sławiona przez poetów królowa Septymia Zenobia, wdowa po zamordowanym królu Odonthesie, całe dnie leżała blada i wycieńczona w łożu, cierpiąc męczarnie po ukąszeniu przez żmiję. Daremnie trudzili się medycy greccy, egipscy i żydowscy; królowa gasła nieubłaganie. W całym jej państwie trwały ustawicznie modły w chramach i synagogach. Mały Wallabatos wraz ze swymi braćmi czuwał przy łożu chorej matki i próbował ją pocieszyć, lecz Zenobii nawet uśmiechanie się sprawiało ból. Jakże daremne były ofiary kapłanów oraz zaklęcia i rytuały magów! Lała się krew śnieżnobiałych wołów o pozłacanych rogach, czarownicy i czarownice grozili Jowiszowi, że potłuką niebo jak drogocenną wazę z Sinea, lecz wszystkie ich wysiłki to była hebel hebelim mówiąc słowami Koheleta. Zamilkli wymowni filozofowie, nie potrafiąc znaleźć odpowiedzi na pytanie dlaczego hojnie wspierająca ich królowa, urodziwa jak Afrodyta, mądra i odważna jak Atena i władcza niczym Hera, musi tak bardzo cierpieć. Uczeni medycy jak i prości znachorzy swymi kuracjami więcej przydali Zenobii cierpień niż jej pomogli. Życie uchodziło z królowej powoli i boleśnie, a opłakiwali jej chorobę wolni i niewolnicy i tylko cesarz w dalekim Rzymie zacierał ręce, ciesząc się, że już wkrótce będzie mógł podbić ziemie tej, która poszła w ślady Wielkiej Kleopatry. Palmirę okryła czarnym skrzydłem żałoba; zamknięte zostały teatry, a aktorzy myśleli jeno kiedy dostaną odszkodowania i jak wysokie.







Wszystko to widział w odłamku polerowanej tabliczki z szafiru mag Charakternik (Caracternicus) z Analapii, o którym powiadano, że był synem przybyłego z Zaziemia, Wężownika i śmiertelnej niewiasty. Był to starzec wycharsły, w szarą sukmanę przyodziany, o głowie łysej jak kolano, szpakowatej, koziej bródce i fioletowych oczach, z których źle patrzyło.
- Dobrze to rozegrałem – cmoknął z zadowoleniem.

*







Od łoża królowej odeszli bezradni alchemik Paj – Gun z Sinea, o którym wieść niosła, że osiągnął nieśmiertelność i Atrachazis nadworny lekarz króla Persji, sprzymierzeńca Palmiry.
- Nie umieraj, mamusiu! - zalewał się łzami królewicz Wallabatos, a z nim jego trzyletnia siostrzyczka.







- Wasza mama potrzebuje teraz snu – powiedziała Paloma, niewolnica z Bharacji i wziąwszy dzieci za rączki wyprowadziła je z komnaty.
Smutek wyzierający z każdego zakątka Palmiry zdawał się być tak gęsty, że można go było kroić nożem. Po ulicach chodziły już płaczki w białych szatach i do krwi rozdrapywały sobie twarze bolejąc nad umierającą królową.
- Kiedy pani nasza, Zenobia była zdrowa – mówił jeden żebrak do drugiego – wówczas mieliśmy Wiek Złoty. Gdy jej zabraknie, to hieny i szakale będą wyć na ruinach miasta.
- Nie kracz, bo wykraczesz – mówił jego towarzysz.
Wtedy do Palmiry przybył od strony północnej uzdrowiciel wędrowny jadący na ośle. Leciała za nim chmara zięb i powiadano, że rozumiał mowę ptaków, używając ich jako swoich posłańców i szpiegów. Mówił, że przybył z dalekiej Hiperborei, to jest z ziem słowiańskich, z potężnego królestwa zwanego Analapią. Nie był mu tajny powód żałoby panującej w Palmirze.
- Prowadźcie mnie do leżącej w boleściach królowej – zażądał od katafraktów strzegących komnaty, w której spoczywała Zenobia.
Udzielono mu zgody, zresztą tonący brzytwy się chwyta, jak powiadało analapijskie przysłowie. ,,Pomoże, albo i nie, przynajmniej nie będzie można nam zarzucić , że nie spróbowaliśmy wszystkich środków’’ - rzekli między sobą dworzanie, a za Charakternikiem zawarły się ze skrzypieniem mosiężne, rzeźbione drzwi komnaty. Zgodnie ze swym życzeniem został sam na sam z królową Zenobią, jeno zalęknione i zaciekawione niewolnice spozierały kolejno przez dziurkę od klucza. Charakternik ukląkł przed łożem z kości słoniowej obficie zaścielonym piernatami z puchu edredonów z Ultima Thule i położył przed sobą szafirową tabliczkę w złotej ramce pokrytą magicznym pismem. Krzesiwem wykonanym z kości, zwanej luz, która przed wiekami współtworzyła szkielet czarnoksiężnika Labana, skrzesał cztery płomienie w barwach: białej, czarnej, niebieskiej i czerwonej w czterech rogach tabliczki. Następnie obnażył się do pasa i począł zawodzić bluźniercze inkantacje w pięciu językach. Przyzywał w nich Zmiejnego Cara Ira i jego równie jurnej i jadowitej żony Iricy, obmierzłej Garafeny – Matki Żmyi żyjącej na długo nim zostały położone fundamenty Ziemi, węża Tat’a – Licho wcielone, który przywiódł do upadku Novalsa i Aivalsę, zaklętego w łańcuch górski węża Gorynycza i ojcowskiego zaskrońca Jasego, Ożdehoje – mar z kraju







 Alanów, Xiangliu z Sinea, Boginię Kobrę czczoną przez Krywiczów w Cobropolis i Manasę – królową jadowitych węży z całej Bharacji. Gdy wypowiadał te zaklęcia, w komnacie Zenobii unosił się spod łoża biały opar i słychać było syczenie demonów przyobleczonych w kształty żmijowe. Zenobia, tak odważna na polu bitwy, teraz majaczyła w gorączce i jęczała ze strachu jak mała dziewczynka.
- W imię Bazyliszka i Połoza; ministrów Żmijowiska; chorobo ubywaj! - skrzeczał Charakternik.
Włosy królowej były mokre od potu jak zmywak, ona sama zaś miotała się w pościeli jak ryba w sieci. Wydała z siebie urywany okrzyk, po czym z jej ust wypełzła mała, zielona żmija o ciele utkanym z trującego dymu i uniosła się w stronę okna. Charakternik złapał królową za dłoń, aby zbadać jej puls.
- Dobrze to rozegrałem – mruknął pod nosem. - Suka będzie żyła.


*






W całej Palmirze rozległo się bicie w dzwony i trąbienie w surmy; tym razem na weselną nutę. Królowa Zenobia odziana w purpurę, jechała pozłacanym rydwanem ciągniętym przez białe jednorożce do chramu wszystkich bogów, aby złożyć im dziękczynną żertwę, a dzieci w różowych tunikach biegły przed nią sypiąc płatki fiołków. Nie omieszkała wynagrodzić sowicie swojego 






wybawcy. Charakternik otrzymał jako zapłatę ciągnięty przez katablepasy wóz załadowany trzydziestoma trzema pękatymi workami złotych i srebrnych monet, pereł i drogich kamieni mieniących się wszystkimi barwami tęczy. Na szyję słowiańskiego maga Zenobia założyła ciężki, złoty łańcuch z rubinami, dała mu też sygnet, diadem i jedwabny chiton barwiony tyryjską purpurą. Ugięli przed nim swe kolana najwyżsi kapłani najprzedniejszych bogów, generałowie i najzamożniejsi obywatele Palmiry i okolic.
- Mów, boski lekarzu, jakiej jeszcze pożądasz nagrody, a otrzymasz ją! - zachęcała Zenobia.
- Jedyne czego pragnę to pozostać na twym dworze, o pani – chyląc czoła poprosił Charakternik.
- Stanie się tak – bez wahania postanowiła królowa – a ponadto każdej nocy będziesz mógł odebrać dziewictwo jednej z moich niewolnic – Charakternik uśmiechnął się lubieżnie.

*

W czasie uczty Charakternik zasiadał po prawicy królowej Zenobii, która w dowód wielkiej poufałości pozwalała mu, aby kładł swą łysą głowę na jej białej piersi. Między jednym a drugim opróżnionym duszkiem pucharem wina, słowiański czarnoksiężnik opowiadał zachwyconej władczyni i zdegustowanym dworzanom o swoich przygodach.
- Młody jeszcze byłem i czuprynę miałem gęstą, kiedy odbyłem niebezpieczną podróż w głąb Čortieńska , jak my Słowianie nazywamy Tartar. Tam opadły mnie Čorty to jest demony; czarne, brzydkie, rogate i cuchnące, o oczach świecących krwawym blaskiem. Miały po sześć rąk, w których dzierżyły widły, kosy na sztorc postawione, maczugi, młoty, tasaki i halabardy, oraz korbacze z łańcuchów. Na wołowej skórze najlepszy poeta nie opisałby jak wymyślnym katuszom zostałem poddany! Dość, że powiem, iż właśnie wtedy wyłysiałem jak kolano, otwarto mi trzewia i wstawiono dodatkową kość wykutą z żelaza, tak jak to czynią magom w Białopolsce. Ponadto otwarto mi czaszkę i lano do niej ołów i kwas siarkowy, oraz wydarto mi serce; nie wiem, czy je na powrót odzyskałem. Wszystko po to, abym wyrzekł się boskiego króla i filozofa Teosta Cara Słońce, który przed ostatnim potopem władał w Egipcie. Uciekłem z Tartaru dzięki tej bliźnie w kształcie ośmioramiennej gwiazdy – pokazał zdobiony brokatem znak na piersi. - Od tego czasu kiedy spojrzałem w zwierciadło, okazało się, że moje oczy z niebieskich zmieniły barwię na fioletową. Zaznając bólu, przypiekany ogniem Tartaru, zdobyłem wielką moc umożliwiającą rozkazywanie demonom.
- To jakiś absurd – parsknął nadworny medyk Bazylides, lecz Zenobia zgromiła go wzrokiem.







- Mogę uczynić wszystko co chcę – ciągnął Charakternik – a Dobro i Zło nie imają się mnie. Jestem podobny bogom jak Apoloniusz z Tiany! - potem zamroczony winem zaczął coś bełkotać o Rusiczach i Natangach z Burus, o sposobie przemawiania do niewiast i zakończył galijskim zaklęciem: ,,savoir vivre’’, które sprawiło, że Bazylidesowi wyrosły z uszu tulipany.


*

Zenobia nie tylko zapraszała Charakternika na uczty, jak też nie raz i nie dwa brała go do swego łoża, ale również coraz częściej zasięgała jego rady w sprawach tyczących władania królestwem. Nie zdobyło to uznania w oczach możnych palmirskich i jakżeby inaczej, skoro Charakternik zachęcał królową do rozrzutności i rozpusty, czynił ją nieczułą na potrzeby ubogich, odciągał od zajmowania się wojskiem, dyplomacją, sądami i szkołami, oraz od oddawania czci bogom, gdy tymczasem Rzymianie szukali w znienawidzonym królestwie oznak słabości, niczym sępy wypatrujące padliny. Pod wpływem Charakternika królowa jęła ściągać coraz to nowsze i wyższe podatki, aby przeznaczać je na coraz bardziej wyszukane stroje, klejnoty, pachnidła, rydwany, nocami włóczyć się pijana po dzielnicach rozpusty, dla uciechy biczować niewolników i niewolnice, skazywać na ukrzyżowanie tych swoich doradców, którzy wzywali ją do opamiętania, oraz o pełni Księżyca przyzywać Eurynomosa i inne demony.







Septimiusz Selinus, brat królowej nie mógł już dłużej na to patrzeć, więc w czasie gdy jego siostra udała się z wizytą do Egiptu, wyzwał Charakternika na pojedynek. Długo się przygotowywał do tej chwili, świadom, że będzie się potykał z bezlitosnym magiem. Nie bez wstrętu natarł swój miecz kałem niewolnika, przeczytał bowiem w księdze Semproniusza Probastora, że demony, którym rozkazują analapijscy czarownicy nade wszystko obawiają się ludzkich wydalin. Tak przygotowany stanął do walki w przestronnej komnacie, na której suficie były wymalowane złotą farbą Znaki Zodiaku.
- Nie masz ty szacunku do starego człowieka skoro idziesz nań z żelazem umazanym w gnoju – Charakternik pokręcił głową z politowaniem. - Jeśli myślisz, że ci to pomoże, to masz nafajdane we łbie! - następnie obserwując zgrzytającego zębami ze złości Selinusa, uniósł się kilkanaście cali nad ziemię i zaczął wyśpiewywać słowa inkantacji, których nauczył się na wyspie Seylan.
- Utnę ci czerep, obrzydły staruchu i zrobię z niego nocnik! - obiecał solennie brat Zenobii zadając pierwszy cios.
Rozległ się świst i miecz Charakternika przeleciał z szybkością błyskawicy w drugi kąt komnaty, po drodze ucinając uzbrojoną rękę Rzymianina. Selinus upadł na kolana, a niesiony demoniczną mocą oręż maga zawrócił i ściął głowę brata królowej. Charakternik dotknął stopami podłogi, po czym z pasją przekopał głowę zabitego wroga przez całą komnatę jakby to była piłka. Słysząc o tym żona Selinusa zabrała dzieci i wyjechała aż do Analapii. Założony przez Selinusa ród do dzisiaj mieszka w Polsce.


*

Zenobia powróciła z Egiptu blada jak Mar – Zanna, a jej czarne włosy lepiły się od zimnego potu. Przed oczami przesuwały jej się budzące grozę majaki; jakieś węże i pająki, w wielkie pragnienie wysuszyło jej język na wiór. Medycy orzekli zgodnie: choroba wróciła i to ze zdwojoną siłą. W całym królestwie Palmiry znów ogłoszona została żałoba, lecz tym razem lud nie żałował swej królowej. ,,Widać bogowie pokarali ją za to, że przestała o nas dbać’’ - trwożliwie szeptano w najbardziej zaufanym gronie. Charakternik ze złotym łańcuchem zawieszonym na szyi chodził po swej komnacie, spluwał i mamrotał pod nosem jakieś klątwy barbarzyńskie. Wallabatos i inne dzieci królowej, oraz jej dostojnicy błagali go, by i tym razem uleczył nieszczęsną, lecz mag szorstko odmawiał zasłaniając się niesprzyjającymi leczeniu wpływami gwiazd i planet. W istocie liczył na szybką śmierć gasnącej już królowej, którą przed nawrotem choroby zdołał namówić do sporządzenia testamentu czyniącego go królem Palmiry.
- Pospiesz się z tym umieraniem – gdy nikt nie słyszał, syknął nienawistnie nad łożem pogrążonej w malignie Zenobii.
W jej królestwie zgodnie bytowali czciciele bogów Wschodu i Zachodu, Północy i Południa. Niedawno za zgodą królowej osiedlili się w jej włościach prześladowani w innych krainach chrześcijanie, którzy założyli w Palmirze gminę kierowaną przez Pawła z Samosaty. Chrześcijanie jako jedyni modlili się o zdrowie dla chorej Zenobii, kiedy inni po cichu przeklinali ją i życzyli jej śmierci. Charakternik nienawidził zapiekłą nienawiścią wyznawców Chrystusa i chętnie wysłałby ich na śmierć. Rad był znienawidzonych ,,chrystolubców’’ oskarżyć o rzucenie klątwy na Zenobię, kiedy w pałacu zjawił się sam Paweł z Samosaty.
- Mam niby uwierzyć, że wasz ukrzyżowany Crostos mógłby wyleczyć królową, wobec której choroby jest bezradna zarówno magia jak i medycyna? - pieklił się Charakternik.
- Drogi bracie… - zaczął Paweł z Samosaty.
- Nie jestem twoim bratem, ani swatem, klecho – warknął Charakternik.







- … kiedy głosiłem Ewangelię w Nikanorii, pewien czarnoksiężnik zadziwił namiestnika i wszystkich jego dworzan, uśmiercając rosłego i zdrowego byka przeklętego imieniem Szemhemaforasz. ,,Jeśli znajdzie się bóg mocniejszy od boga Zebulona, zostanę jego wyznawcą!’’ Wówczas modląc się gorąco za przyczyną Matki mojego Boga, uczyniłem znak krzyża nad martwym bykiem, niwecząc wypowiedziane nad nim zaklęcie, a on ożył, zaryczał i zamachał ogonem. Namiestnik widząc to porzucił kult bałwanów i przyjął chrzest. Trzeba bowiem wiedzieć, że krzyż nie jest znakiem klęski, ale Miłości silniejszej niż śmierć – Charakternik spurpurowiał z gniewu i omal apopleksji nie dostał.
Już podnosił rękę, aby uderzyć chrześcijanina, gdy powstrzymał go Rufus, dowódca gwardii katafraktów.
- Dajmy się mu wykazać; może chrześcijańska wiara nie jest wcale taka zła jak ludzie powiadają! - Charakternik z gniewu zmienił się w starego, szarego gąsiora, a Paweł wszedł do komnaty królowej.
Namaścił jej ciało poświęconym olejem i modlił się o uzdrowienie, a wraz z nim modliła się cała gmina w Palmirze. Charakternik swą piekielną mocą zsyłał różne maszkary: bazyliszki, nieczyste małpy o członkach Priapa i jakieś sępy o czterech nogach i dziobach przypominających piłę. Gryzły one i drapały kapłana, lecz nie zdołały powstrzymać go przed modlitwą…
Rano nadworny medyk zbadał królową. Spała smacznie całą noc, a obudziła się zupełnie zdrowa. Pierwsze co zrobiła po wyskoczeniu z łoża, to wydała dekret zabraniający komukolwiek krzywdzić chrześcijan. Zamierzała ukarać Charakternika, który ją oszukał i wydał na pastwę choroby, lecz ten zawczasu wsiadł na latający dywan i odleciał unosząc ze sobą skradzione kosztowności. Kiedy wylądował w Persji, jej król przejrzawszy zawczasu chytrość czarownika kazał go ukrzyżować. Wyrok wykonano i jeszcze długo po śmierci maga z jego ust, uszu i oczu wydobywały się tańczące płomienie – białe, czarne, czerwone i niebieskie.





niedziela, 10 marca 2019

Oniricon cz. 477

Śniło mi się, że:

- z zamarzniętej rzeki wyławiałem kobiet o ciałach z zamrożonej coca coli,






- wspominałem o ,,romantycznych'' książkach Anny Rice i Stephenie Meyer o wampirach,
- dostałem komentarze od nowych czytelniczek - Totalnej i Kinchum,
- byłem jednym z bohaterów ,,Tajemnicy Sagali''; przyjaźniłem się z Kubą Zawilskim i Janikiem ze Szkoły Magów w Galii, wspólnie kradliśmy długopisy szpiegowi i zakonnicy, oraz kąpaliśmy się nago w warszawskiej fontannie, potem pojechaliśmy autokarem w Karkonosze,
- Sławomira proponowała mi, abym sprzedał rdzę rozpuszczoną w wodzie na leczenie chorych dzieci i w nagrodę mógł spędzić rekolekcje w klasztorze,
- zamierzałem napisać o cywilizacji stworzonej przez dinozaury, oraz o życiu w Pawlaczycy i Ojcowie,






- co noc śnili mi się św. Jan Paweł II i św. Matka Teresa z Kalkuty,






- polski heretyk Ignacy Loyola noszący okrągłe okulary walczył na statku płynącym po Rzece Świętego Wawrzyńca z siwowłosym papieżem Leonem, który go pokonał, a ja po raz pierwszy cieszyłem się, że Włoch odniósł zwycięstwo nad Polakiem,
- pisałem opowiadanie, którego akcja toczyła się w starożytności, a stary, surowy ksiądz pytał mnie czy bohaterowie dokonują zemsty, a ja odpowiedziałem, że wzorowałem się na Sienkiewiczu, potem okazało się, że ten ksiądz miał poczucie humoru i zaczął mówić o krasnoludkach w literaturze,







- w XIX wieku żydowski ksiądz Mortara uwiódł innego księdza, lecz św. Jan Paweł II nie o tym nie wiedział i uważał go za świętego,
- mówiłem o tym, że oświecenie charakteryzował ostry konflikt prawa Boskiego i prawa ludzkiego,
- wyszedłem w samych białych majtkach na dwór i spadł grad, a Alexandrus ov Cocelaise w czarnym płaszczu kazał mi się ubrać,






- król Piotr Pevensie napisał magiczną książkę kucharską, odwiedziłem Narnię zimą i spotkałem mnóstwo mówiących zwierząt i innych stworów, potem nocą pojechałem razem z Voytakusem ov Višnicem do centrum handlowego gdzie omal nie przejechał nas samochód, pan Svetlan ov Santos był zły na nas, a do jego pleców była przyczepiona moja Mama i wiele innych osób,
- dostałem 20 nowych komentarzy,
- balon i samolot zostały wynalezione przez francuskiego księdza,
- przed Wielkanocą wyrywałem Mamie włosy z głowy myśląc o golemie z Wilna, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,







- Sławomira zamieściła na Facebooku swój wiersz o tańczącym Stalinie licząc, że zostanie ocenzurowany,
- słyszałem słowa kolędy: ,,Nasz Przywódca i Zbawiciel, Jezus Chrystus'' (po runwirsku: ..Naš Provadnik i Spasitiel, Isus Kristus''),






- Józef Stalin żyje do dziś i pracuje jako szatniarz w szczecińskiej szkole, do której chodziłem, spotkałem go osobiście, Alexandrus ov Cocelaise chciał mu urządzić pokazowy proces i zabić z procy, uznałem, że do walki z dyktaturą  potrzeba dyktatorskich metod, bo w demokracji zbrodniarze są bezkarni, tymczasem ktoś ukradł monstrancję z kościoła.