poniedziałek, 8 lipca 2013

Likorna




Słowo ,,likorna'' wywodzące się z języka francuskiego jest bardzo rzadko używane przez Polaków, którzy chętniej mitycznego konia z racicami gazeli i długim, spiralnie skręconym rogiem na czole, nazywają jednorożcem. Wierzono w jego istnienie od starożytności aż do przełomu XVIII i XIX wieku, kiedy to wspomniany już Georges Cuvier (i paru innych uczonych) dowiodło, że zwierzę zawierające w sobie tyle sprzecznych cech anatomicznych nie może istnieć w realnym świecie. Wcześniej nikt nie kwestionował możliwości istnienia takiej istoty - nawet dla wybitnego Leonarda da Vinci jednorożce nie były stworzeniami bardziej fantastycznymi niż zwykłe konie. Przedstawiane były w różny sposób, przypisywano zarówno samym jednorożcom jak też ich rogom niezwykłe cechy. Jednorożce miały przejawiać zamiłowanie do dziewic, być agresywne i trudne do upolowania, były symbolem czystości, Jezusa, Maryi, świętych, ale także ... diabła. Wszystko zależało od bujnej wyobraźni ludzi średniowiecza. Razem z lwem, jednorożec występuje nawet w godłach Wielkiej Brytanii i Kanady. Z kolei jego róg miał mieć właściwości magiczne i lecznicze co ludzie o krytycznym umyśle usiłowali kwestionować już przed Cuvierem, nie kwestionując jednak istnienia samych jednorożców. Z ich rogów wyrabiano książęce berła, zaś XVI wieku cesarz Karol V dwoma takimi rogami spłacił ogromny dług. Teraz już nikt nie wierzy w jednorożce.



Jednak jakie zwierzę mogło być pierwowzorem tych mitycznych istot? Pływa ono u polarnych wybrzeży Ameryki Północnej i jest nazywane ,,morskim jednorożcem'', lub ,,morską likorną''. Jego rogi pochodzące z martwych osobników były niesione morskim prądem ku wybrzeżom Europy. Są spiralnie skręcone i mogą osiągać nawet 1 m długości (ich posiadacze mają 3,8 - 6 m długości). Nie mają jednak znaczenia ani leczniczego, ani tym bardziej magicznego, w które mogą wierzyć tylko ludzie zabobonni. Co więcej, owe ,,rogi'' nie są rogami, tylko zębami (sic!), a ich morscy właściciele nie są żadnymi jednorożcami, tylko waleniami. Naukowo nazywają się nie ,,morskie jednorożce'', ale narwale - bynajmniej nie są podobne do konia! Narwal jest przedstawicielem waleni uzębionych, najmniej licznej grupy narwalowatych, do której oprócz naszego bohatera należy też białucha, sporadycznie, powtarzam: sporadycznie widywano min. w Bałtyku, gdzie wszystkie walenie są pod całkowitą ochroną prawną.



Pisałem, że narwale żyją u polarnych wybrzeży Ameryki Północnej (ich areał sięga aż po Nową Fundlandię w Kanadzie), ale czasem widuje się go u brzegów Wielkiej Brytanii i Japonii.
U narwali występuje dymorfizm płciowy. Mają tylko po dwa zęby (sic!), przy czym lewy ząb samca nieprzerwanie rośnie, aż przybierze wygląd rogu. Zdarza się, że oba zęby samca rosną, ale to tylko wyjątek. Samice są natomiast pozbawione tej ozdoby. Nie możemy jednoznacznie powiedzieć jaka jest funkcja tego monstrualnego zęba. Uczeni po to jednak mają rozum, by z jego pomocą tworzyć rozmaite hipotezy. W tym przypadku mamy ich trzy:
a.) narwale są płucodyszne tak jak wszystkie ssaki, toteż aby móc pobierać tlen atmosferyczny wybijają swoimi zębami przeręble w lodzie,
b.) używają ich do samoobrony np. przed orkami (zaobserwowano atak 30 orek na stado złożone ze 100 narwali!),
c.) widziano jak narwale używały swoich zębów do walk między sobą, podobnie jak ludzie używający ,,białej broni''.
Narwale żywią się drobnymi, morskimi zwierzętami. Ich zęby rosną wraz z upływem wielu lat, u nowonarodzonych samców jeszcze nie występują. Jeśli mówimy już o rozmnażaniu, chciałbym dodać, że tak jak wszystkie walenie, narwale rodzą się płetwą ogonową do przodu - głowa opuszcza ciało matki dopiero na samym końcu. Ma to duże znaczenie, bowiem gdyby młode opuszczało łono matki w innym porządku, to w czasie ewentualnych komplikacji porodu, po prostu  mogłoby się utopić. Pyski narwali są zaokrąglone, zaś ich ciała masywne. Reliktem wszystkich waleni po ich egzystujących na lądzie przodkach jest obecność pasa barkowego. Ogony waleni tym różnią się od ogonów rybich, że płaty płetwy ogonowej są ustawione nie pionowo, ale poziomo. Wspomniane orki nie są jedynymi wrogami narwali. Padają one łupem także człowieka, odławiającego narwale dla mięsa, tłuszczu i ... zębów, służących obecnie do wyrobu broni myśliwskiej. Jak to skomentował kiedyś Rudyard Kipling:

,,Są plemiona co poza białych żyją wiedzą

Mają w grocie włóczni róg narwala
I na szczycie świata siedzą''.


Istnieją także ryby z mórz tropikalnych porównywane z mitycznymi jednorożcami. Należy do nich min. tzw. ,,ryba - jednorożec'' (dosłowne tłumaczenie angielskiego określenia ,,unicorn - fish'') o niebieskiej skórze i przypominającej róg narośli nad zaokrąglonym pyskiem, w którym giną min. jeżowce.



Skojarzenie takie mogą budzić ryby jednorożkowate spokrewnione z nadymkami. Osiągają one wymiary od kilku centymetrów aż do 1 m długości. U wybrzeży azjatyckich bywają poławiane do celów konsumpcyjnych, jednak mogą powodować zatrucia. Niektóre z nich mogą być mieszkańcami morskich akwariów. Mają wydłużone pyski, skórę wzmocnioną kostnymi płytkami, zaś ich przednia płetwa grzbietowa przekształciła się w ostry kolec, którym omawiana grupa ryb może ruszać. Szczególne zatrzęsienie ryb jednorożkowych jest na rafach koralowych, ale mogą one żyć także wśród wodnej roślinności, w miejscach o dnie piaszczystym, lub mulistym. Jeden z  gatunków ryb jednorożkowych cechuje się zielonym kolcem (,,rożkiem'' uwidocznionym w nazwie) i niebieską skórą w żółte i (mniej liczne) białe plamy, zaś na brzuchu mają czarno - pomarańczową plamę z białym nakrapianiem. Płetwy ogonowe są zaokrąglone. Duże oczy ryb jednorożkowych mają czarne źrenice, z których odchodzą białe promienie z czarnym konturem na żółtym tle.
Ryby jednak nie przyczyniły się do powstania mitu o jednorożcu. Czy oprócz narwala możemy wymienić tu jeszcze jakieś zwierzęta?



Tak, ale żyją na lądzie. [...]. Jest to azjatycko - afrykańska antylopa oryks, którą (oprócz elanda i adaksa) starożytni Egipcjanie usiłowali demestykować. Z profilu 2 długie, czarne i ostre rogi (mogące być groźną bronią) zlewają się ze sobą i tym samym można odnieść wrażenie, że to piękne zwierzę jest jednorogie. Dodatkowo mamy prawo uważać oryksa za jednego z ,,ojców'' jednorożca ponieważ jak wspomniałem na samym początku, przypisywano im racice gazeli, a przecież konie są nieparzystokopytne. Dla niewtajemniczonych: zwierzęta kopytne mają 2 - 1 palca okrytych kopytem. Parzystokopytne to te, które mają racice, czyli dwa palce na każdej kończynie chronione keratynowym ,,futerałem'', podczas gdy nieparzystokopytne mają po jednym palcu przypadającym na każdą z czterech kończyn. Do tych ostatnich należą: koniowate (konie, osły, muły, zebry, zebroidy), nosorożce i tapiry, podczas gdy parzystokopytne skupiają wszystkie pozostałe grupy kopytnych, w tym antylopy, do których należy nasz bohater. Podobnie jak na rogu jednorożca, również na wszystkich częściach ciała oryksa arabskiego zaciążyła fama panaceum, czyli leku na wszystkie choroby. Owe absurdalne wierzenia popchnęły Arabów do polowań na omawiane zwierzęta, które początkowo nie mogły zaszkodzić wszystkim antylopom. W okresie przed przyjęciem islamu, jedno z plemion arabskich oddawało im cześć boską. Sytuacja diametralnie się zmieniła w XX wieku na niekorzyść oryksów, kiedy zabobon nie ustąpił, zaś odłowy przeprowadzane z użyciem najnowocześniejszego sprzętu, siały spustoszenie w stadach tych antylop. Kilka sztuk uratował przed odstrzałem major Ian Grimwood i osadził je w ogrodzie zoologicznym w Phoenix, stolicy stanu Arizona (USA). Tam oryksy rozmnożyły się na tyle, że niebezpieczeństwo wyginięcia zostało zażegnane. 
Tak więc ogrody zoologiczne  - przez niektórych uważane niesłusznie za instytucję wrogą zwierzynie pomogły uratować oryksa arabskiego. Oprócz niego także: jelenia milu, kułana i ... naszego żubra.



Jest jeszcze trzecie zwierzę, które przyczyniło się do wykreowania mitu o jednorożcach. Jest to właściwie nie tyle zwierzę, ale grupa zwierząt skupiająca 5 gatunków, z których dwa (nosorożec czarny i biały) żyją w Afryce, a pozostałe trzy (indyjski, jawajski i sumatrzański) - w Azji. Jest to archaiczna, sięgająca korzeniami eocenu grupa ssaków nieparzystokopytnych, których dalsza egzystencja stoi pod znakiem zapytania z winy człowieka. Jednorogie są wyłącznie gatunki azjatyckie, podczas gdy nosorożce afrykańskie maja dwa rogi. O tym, że nosorożec nadaje się na protoplastę jednorożca świadczy przysadzista sylwetka i obecność pancerza na niektórych wyobrażeniach. Podczas gdy w leczniczą moc ich rogu, jak i same jednorożce już nikt nie wierzy, rogom nosorożców wciąż przypisuje się lecznicze właściwości, wbrew powszechnym wyobrażeniom, częściej niż w charakterze ,,Viagry'' używa się ich do spędzania gorączki. Dawniej wierzono, że kielich z nosorożcowego rogu pod wpływem trucizny ostrzegawczo szumi, lub pęka. W Azji każdej części ciała nosorożca przypisuje się jakieś lecznicze właściwości. W Jemenie z nosorożcowych rogów produkuje się rękojeści noży. Badania naukowe przeprowadzone przez szwajcarskich specjalistów dowiodły, że róg nosorożca nie ma żadnych medycznych właściwości. Niestety niewiele to dało - hekatomba trwa, mimo najrozmaitszych wysiłków zmierzających ku ochronie opisywanych zwierząt. W afrykańskich parkach narodowych powołano patrole ochrony nosorożców. Niektóre organizacje ochrony przyrody ucinają rogi żywym zwierzętom (u których istnieje możliwość zregenerowania tego organu) i sprzedają taniej niż kłusownicy. Ale i to daje mizerne efekty. Tym bardziej, że nawet pracownicy azjatyckich parków narodowych absurdalnie wierzą w rzekomo lecznicze właściwości ciał nosorożców. Mało tego! Zdenek Vesolovsky w książce ,,Głosy dżungli'' wspomina jak podczas ulicznych zamieszek w Indiach tłum, który wdarł się do ogrodu zoologicznego zabił nosorożca, zostawiając go bez rogu. 
Jeśli nosorożce wyginą będzie to jeszcze jeden dowód na to, że największym błędem Karola Linneusza , było nazwanie człowieka - Homo sapiens - człowiekiem rozumnym.
Nie tylko rogom jednorożców przypisywano niezwykłą moc. Wierzono też, że inne mityczne stworzenia, a mianowicie smoki pod czaszką miały tzw. ,,drakolit'' (łac. ,,draco'' - smok, grec. ,,lithos'' - kamień) o podobnych co róg jednorożca właściwościach. 
Ale o smokach będę pisał w następnym tomie ,,Wśród zwierząt i mitów''.

Szczecin 2002 r, 24 czerwca

sobota, 6 lipca 2013

Krzywdząca nazwa

Niektóre mity próbują wytłumaczyć fakt istnienia niektórych zwierząt, wywodząc ich rodowód ... od ludzi.



Dawni Polacy stwierdzili, że niedźwiedzie dlatego są stopochodne (większość ssaków drapieżnych porusza się na palcach), że pochodzą od człowieka, który chcąc porwać Jezusa został przez Niego zmieniony w niedźwiedzia.



Na Litwie wierzono, że karą dla człowieka, który wbrew zakazom rozwiązał worek, z którego niczym z puszki Pandory rozlazły się gady i płazy - było zamienienie go w bociana, aby naprawił wyrządzone zło, konsumując zwierzęta, które lekkomyślnie wypuścił.



Arabowie wierzyli, że ludźmi były kiedyś także pawiany.



Z kolei Malgasze uważali, że w ciałach lemurów  żyją dusze zmarłych ludzi, którzy uciekli z rodzinnych wiosek przed ciężką pracą.



W mitologii greckiej Lycaon był królem, który chcąc zakpić sobie z bogów podał im ... ludzkie mięso, za co został zamieniony w wilka. Kara nie uśmierzyła jednak boskiego gniewu, toteż rozgniewani mieszkańcy Olimpu zdecydowali się zesłać ... potop (wielka powódź jak widzimy, występuje nie tylko w ,,Biblii'', ale jest bardzo popularnym motywem wędrownym). Chociaż niemal każda mityczna postać ma swoje wady i zalety, ten [Lycaon] zaliczał się do person zdecydowanie negatywnych.



W XIX wieku, kiedy rozpoczęto masową eksplorację Afryki, również jej centrum mieszczącego sawanny, owe mitologiczne skojarzenia odżyły na widok pewnych dzikich psowatych nazwanych likaonami - trzeba przyznać, że było to dla nich bardzo krzywdzące, o czym później. Łacińska nazwa omawianego gatunku; Lycaon pictus w swoim drugim członie może budzić skojarzenia z celtyckim plemieniem Piktów - całkiem słusznie, ponieważ ich nazwa utworzona przez Rzymian znaczy ,,Ludzie Malowani'', a omawiany gatunek sam wygląda jakby wyszedł z pracowni malarza abstrakcjonisty. Bywa też nazywany ,,wilkiem malowanym''. Tymi niezwykłymi psowatymi interesowali się już starożytni Egipcjanie, którzy próbowali je hodować. Jak rozpoznać naszego bohatera? Wzrostem i sylwetką przypomina on dużego psa. Głowa z charakterystycznymi, odstającymi uszami. Jego charakterystyczne ubarwienie jest mieszaniną barw: brązowej, białej i rudej, młode są koloru ciemnobrązowego z niewielkimi, białymi przydatkami. Likaony żyją w stadach o ściśle zarysowanej hierarchii, za którymi często włóczą się hieny uzupełniające zapas witamin poprzez zjadanie likaonich odchodów. Polują grupowo, starając się zmęczyć ofiarę. Gdy już się dorwą, zabijają wyrywając narządy wewnętrzne. Zaobserwowano jak w przeciągu 8 minut stado likaonów z upolowanej gazeli pozostawiło sam szkielet! Na tej podstawie likaony ( a w Europie - wilki) często oskarża się o okrucieństwo, ale przecież świata przyrody nie można oceniać w kategoriach moralnych! Po zakończeniu polowania, pierwsze mogą się nasycić osobniki najsłabsze, a potem dopiero przywódca i elita stada. Część zdobyczy jest rozdzielana dla osobników, które opiekowały się potomstwem i nie mogły z tego powodu uczestniczyć w łowach.
Jak więc widzimy tak potępiane za rzekome okrucieństwo likaony często są lepsze od ,,rozumnych'' ludzi. Są one gatunkiem ginącym.

piątek, 5 lipca 2013

Meduza




Była jedyną śmiertelną Gorgoną - potworem z mitologii greckiej z wężami zamiast włosów na głowie i złotymi skrzydłami. Miała kły jak goryl i potrafiła dusić lamparty, lecz jej najstraszliwszym orężem był wzrok zamieniający w kamień. Została zabita przez Perseusza, a z jej krwi narodził się Pegaz - skrzydlaty koń symbolizujący poetyckie natchnienie (mit ten jest świetna ilustracją poglądu o narodzinach sztuki z lęku).



W XVIII wieku Karol Lineusz nazwał meduzami jamochłony - parzydełkowce, zwane krążkopławami, które kształtem przypominają przezroczyste parasole. Oprócz opisywanej już stułbi, należąca do krążkopławów chełbia modra (żyjąca także w Bałtyku) również jest naszym ,,znajomym'' ze szkolnych podręczników. Na ,,dobry początek'' poszukajmy odpowiedzi na pytanie: co ma wspólnego mityczna Meduza z zupełnie niegroźną dla człowieka, bałtycką chełbią? Jak pamiętamy, Meduza miała węże wyrastające z głowy, podczas gdy prawdziwe meduzy mają macki usytuowane pod spodem okrągłego ,,dzwonu''. Trzeba było ogromnej wyobraźni, aby tak przekształcić krążkopławy, ale starożytnych Greków tworzących Hydrę ze stułbi, było stać na to. Co ciekawe, niektóre krążkopławy (bąbelnica, porpita) wyglądające jak pojedyncze organizmy, w rzeczywistości są koloniami ściśle wyspecjalizowanych zwierząt tego samego gatunku, wśród których istnieje zróżnicowanie zależne od pełnionej funkcji. Bąbelnice i porpity są więc organizmami kolonijnymi - niektórzy uczeni przypisują tę cechę tasiemcom. Krążkopławy spotykamy w morzach i oceanach całego świata. Żyć mogą wyłącznie w wodzie, toteż giną jeśli zostaną wyrzucone morską falą na brzeg. Osiągają różne wymiary. Spiralnie poskręcane macki bąbelnicy mogą mieć nawet 20 cm długości (sic!), spokrewniona z naszą chełbią, bełtwa z Atlantyku może osiągać 2 - 4 m rozpiętości, zaś największa z nich - Cyanea arctica posiada macki o 38 m długości (żaden płetwal błękitny nie jest tak długi!). Dla porównania, chełbia modra osiąga do 5 cm rozpiętości. Nie wszystkie meduzy unoszą się biernie w morskiej toni, ryzykując śmierć na brzegu. Niektóre potrafią wykonywać skurcze całym ciałem, inne zaś miliony lat przed skonstruowaniem żagli, płynąc korzystają z wiatru.



Wspomniana już bąbelnica bywa nazywana ,,żeglarzem portugalskim'', ponieważ gdy unosi się na powierzchni wody, może przywołać skojarzenia w miniaturą portugalskiej karaweli z XV i XVI wieku. Ów ,,statek'' ma nawet ,,żagle''. Oczywiście nie są one identyczne z tymi, których używano do podróży morskich. Bąbelnica dlatego unosi się na powierzchni wody, ponieważ posiada tzw. ,,pneumatofory'' (grec. ,,pneuma'' - duch, wiatr, powietrze, ,,phoros'' - droga), którymi są przezroczyste, skórne bąble (stąd nazwa jamochłona) wypełnione powietrzem. Walela jest podobna do ciemnoniebieskiego dysku z krótkimi mackami pod spodem i najbardziej charakterystyczną częścią - skórnym ,,żagielkiem'', który pozwala walelii unosić się z wiatrem po powierzchni wody. W ramach ciekawostki chciałbym zaznaczyć, że wśród licznych mas doświadczalnych zwierząt, wysyłanych w przestrzeń pozaziemską znalazły się także meduzy. Uczeni chcieli sprawdzić jak owe jamochłony będą pływały w stanie nieważkości - okazało się, że krążkopławy zupełnie nie potrafiły skoordynować swoich ruchów. Meduzy są obojnakami, ich larwy początkowo swobodnie pływają wchodząc w skład planktonu, później prowadzą osiadły tryb życia jako polipy, zaś w pełni dojrzałe są jako meduzy.



Omawiane zwierzęta żywią się drobnymi skorupiakami i rybami. Żadne z nich nie może zmieniać niczego w kamień jak Meduza, ale przecież rzeczywiste środki obrony i ataku mogą być równie groźne... Tak jak już opisywana stułbia, są one parzydełkowcami, [....].Ich [parzydełek] posiadanie jest w świecie krążkopławów regułą. A ponieważ jest to reguła, jest też wyjątek. W tym wypadku ów wyjątek nazywa się meduzy z Palau. Owe endemiczne, polinezyjskie bezkręgowce wyewoluowały z populacji odciętej  od świata w miejscu gdzie brakowało potrzebnego białka zwierzęcego. Aby przeżyć, owe meduzy żyją w symbiozie z pewnym gatunkiem glonów, dostarczającym im pokarmu. Komórki parzydełkowe stały się niepotrzebne, toteż się zredukowały i całkowicie zanikły.



Jad rozmaitych krążkopławów wywiera rozmaity wpływ na człowieka. Podczas gdy jad chełbi modrej jest dla nas nieszkodliwy, groźne mogą być bąbelnica, bełtwa, czy tzw. ,,osa morska''. Jedynym zwierzęciem, któremu nie straszne są komórki parzydełkowe bąbelnicy jest czarno - biała, pasiasta ryba nomeusz, która w gąszczu poskręcanych macek znajduje zarówno azyl przed atakami drapieżników, jak i dostatek resztek pokarmu konsumowanego przez bąbelnicę. Osa morska pływa u wybrzeży Australii, a jej szczególnie masowe pojawy mają miejsce w sezonie od listopada do kwietnia. Niektórzy z kapiących się, zakładają specjalne kombinezony w celu uniknięcia poparzenia, które jest bardzo bolesne, a jeśli poszkodowanej osobie uda się przeżyć, nosi na ciele czarne blizny imitujące zarys macek groźnej meduzy. Dramatyczne spotkania z krążkopławami opisywał Thor Hayerdahl w dziele ,,Wyprawa Kon - Tiki''.



Naturalnymi wrogami meduz są morskie ślimaki: Glaucus atlanticus i tratewnik, oraz żółwie morskie. Może się Czytelnik zdziwić, ale w Azji Południowo - Wschodniej również ludzie polują na meduzy dla ich mięsa. Złowionego jamochłona patroszy się z warstw zewnętrznej i wewnętrznej, oraz z macek, po czym serwuje się przezroczysty, bezkształtny ochłap, podobno w smaku przypominający flaczki. Ma to jednak miejsce tylko w Azji Południowo - Wschodniej. W 1998 r. polscy rybacy, których przygodę opisuje poniższy artykuł z ,,Kuriera Szczecińskiego'' na pewno nie byli zadowolenie ze swego połowu:



,,Wszystko wskazuje na to, że w tym roku - drugi raz z rzędu - polscy rybacy nie wyłowią przyznanego limitu dorszy. Przyczyną są meduzy zapychające sieci. Plaga nęka rybaków z Wybrzeża Środkowego. Galaretowata masa zapycha sieci w takiej ilości, że kutry ledwo mogą ją wyciągnąć - mało jest natomiast dorszy. [...]'' - ,,Galaretka w sieci''.


Chciałbym jeszcze dodać, że meduzy są bardzo starą grupą zwierząt. Pozostałości po ich przodkach odkryto w miejscowości Ediacara Hills w złożach z okresu prekambru. Odkryto wówczas takie gatunki jak: podobna bardzo do współczesnej chełbi Ediacara i Kimbrella, która kształtem przypominała papierową torebkę z doczepionymi mackami. Krążkopławy żyły więc już w prekambrze, kiedy mitu o zabitej przez Perseusza Meduzie nie miał jeszcze kto wymyślić.



czwartek, 4 lipca 2013

Węże morskie




Kiedy Trojanie (na własną zgubę!) wciągali do miasta podarowanego im przez Greków konia, który okazał się pułapką, tylko nieliczne osoby zdołały wśród powszechnego entuzjazmu dostrzec zagrożenie.
Oprócz wieszczki Kassandry, którą Apollo ukarał brakiem wiary ze strony otoczenia, ,,nonkonformizm'' prezentował też kapłan Laokoon, który nawet posunął się do profanacji poświęconego Atenie konia - pułapki. Wówczas pojawiły się ogromne, morskie węże i zadusiły Laokoona razem z jego synami. Trojan nic już nie powstrzymało przed wciągnięciem konia do miasta...



Węże morskie pojawiają się w marynarskich legendach całego świata, jako straszliwe potwory zatapiające statki. Nieustannie pojawiający się motyw tajemniczego, morskiego stworzenia przewija się przez cały czas w powieści ,,Wąż morski'' Julesa Verne'a. Kto jeszcze wierzy w egzystencję takich istot?



W niektórych opracowaniach można znaleźć fałszywe informacje, że jakoby płynące ,,gęsiego'' wydry morskie (matka z kilkoma młodymi) przyczyniły się do powstania tego mitu. Jest to oczywiście kompletna bzdura, co najmniej z trzech powodów:
a.) wydra morska w przeciwieństwie do słodkowodnych gatunków tych zwierząt (wydra Lutra lutra, wydra plamistoszyja, przylądkowa, avirania) ma zawsze tylko jedno młode,
b.) wydry morskie nigdy nie pływają ,,w ogonku'' - ,,gdyż na pełnym morzu niczemu by to nie służyło'' (A. Trepka ,,Co kaszalot je na obiad''?),
c.) a nawet gdyby tak robiły, nie przekraczałyby ok. 50 cm, czyli tyle ile mierzą autentyczne węże morskie.



A więc jednak niektóre węże żyją w morzach? Pierwsze gady - wywodzące się od płazów - wyewoluowały na lądzie w okresie karbonu. W permie, na skutek zaniku terenów bagiennych, nastąpiło zmniejszenie się liczby płazów, zaś gady, wobec kryzysu swoich rywali, po raz pierwszy w historii naturalnej stały się przodującą grupą kręgowców lądowych, zaś płazy (choć żyją do dziś) już nigdy nie odzyskały dawnej świetności. Wówczas to niektóre gady (mezozaury) podjęły szturm na morza i oceany. Próby te (już bardziej  udane) gady ponowiły w triasie (np. plakodont, notozaur, tenystropeus), zaś jura i kreda były świadkami ich ewolucyjnego triumfu. [....].



Obecnie większość gadów żyje na lądzie, czasem w wodach słodkich. Do wyjątków, które egzystują w morzach należą: legwany morskie z Galapagos, żółwie morskie (np. karetta, żółw skórzasty, zielony, szylkret olbrzymi) i ... węże morskie. Ich areał obejmuje: Morze Czerwone, Ocean Indyjski i południowy Pacyfik. Zazwyczaj żyją na otwartym morzu, ale nie mające polskich nazw: Hydrophis semperi, Laticauda crockeri i L. colubrina żyją w słabo zasolonych jeziorach. Pierwszy z nich - Hydrophis semperi zasiedla zamknięte jezioro Taal na Filipinach, podczas gdy Laticauda crockeri i Laticauda colubrina można spotkać w jeziorze Te - Nggano na wyspie Rennel (Wyspy Salomona). Oddychają tlenem atmosferycznym, przy czym zostają 2 godziny pod wodą, mogąc się jednocześnie zanurzyć do 100 m głębokości. Różnią się wieloma szczegółami, min. ubarwieniem. U wybrzeży Filipin spotykamy węże morskie w czarne i białe pasy, są też gatunki czarne, z żółtym brzuchem i spłaszczonym końcem ogona, pełniącym funkcję wiosła. Są zbyt małe, aby ich łupem mogli padać ludzie - węże morskie odżywiają się rybami, niekiedy specjalizując się w odłowach jednego gatunku, a czasem konsumują tylko samą ikrę (dotyczy to Emydocephalus annulatus, który jest jedynym wężem morskim pozbawionym jadu). Ponieważ są to zwierzęta żyjące w słonej wodzie, wykształciły gruczoł solny, usuwający nadmiar soli z organizmu. Gruczoł solny węży morskich znajduje się pod językiem.



Jak wszystkie węże są rozdzielnopłciowe, między sobą różnią się jednak sposobami rozmnażania. Np. węże morskie z rodzaju Laticauda w celu złożenia jaj wypełzają na brzeg (jest to cecha wspólna z żółwiami morskimi, legwany morskie też rozmnażają się na lądzie). Taki sposób rozmnażania, uzależnia morskie gady od środowiska lądowego; same zaś jaja mogą być zniszczone przez różne zwierzęta, a nawet człowieka (ludzie najchętniej plądrują gniazda żółwi morskich, niebezpieczeństwo stwarzają też, zacieniając miejsca złożenia jaj leżakami). Bardziej zaawansowane węże morskie, w zależności od gatunku są żyworodne, bądź jajożyworodne (z węży żyjących na lądzie, jajożyworodne są min. nasze żmije, co pozwala im sięgać swoim areałem od Portugalii po Rosję i od Norwegii po Włochy. We wspominanym na początku rozdziału fragmencie ,,Iliady'' morskie węże zabiły Lakoona dusząc go. Tymczasem prawdziwe węże morskie (z wyjątkiem ikrożernego Emydocephalus annulatus) posługują się jadem (przeciwko ludziom używanym tylko w samoobronie) i są najbardziej jadowite z wszystkich węży (1 kropla jadu węża morskiego może zabić 5 ludzi). Kąsając nie sprawiają bólu swym ofiarom. Jad wprowadzany do organizmu powoduje mioglobinurię, opadanie powiek, blokadę oddechu i ból przy wykonywaniu ruchów, a jeśli dawka wynosiła 1,5 miligrama - następuje śmierć człowieka. Surowicę przeciwko jadowi węży morskich z rodzaju Aipysurus, Astrotia, Hydrophis, Lapemis, Laticauda, Pelamis, oraz Thalassaphina wytwarza się z jadu Enhidrina schistosa, ale ma to miejsce wyłącznie w Australii.



Takie są węże morskie po obdarciu ich z mitów. A jeśli Czytelnik chciałby poznać opinie kryptozoologów (dział zajmujący się zwierzętami, których istnienie nie zostało udowodnione) odsyłam do książki: ,,Poczet potworów letnich''. 

środa, 3 lipca 2013

Kraken, morscy mnisi i morscy biskupi




W powieści francuskiego pisarza Anatola France'a ,,Wyspa Pingwinów'', Kraken dzięki swemu podstępowi stał się pierwszym władcą pingwińskim, mężem św. Orberozy. Imienia tego France nie wymyślił - istniało ono już wcześniej w mitologii skandynawskiej. Kraken było imieniem zatapiającej statki ośmiornicy o wymiarach 2 km (2000 m!) długości macek. Od lat żywy w skandynawskich mitach i legendach, reszcie Europy dał się poznać dzięki opublikowanemu opisowi autorstwa Olafa Magnusa, który w XVI w. emigrował ze Szwecji, gdzie zapanował luteranizm. Niezwykły wygląd i niemniej niezwykłe obyczaje głowonogów; bo tak nazywa się najdalej zaawansowana w rozwoju grupa mięczaków, do której należą min. ośmiornice - od dawna pobudzały ludzką wyobraźnię do tworzenia mrożących krew w żyłach opowieści.



Z napisanych w XIX wieku ,,Pracowników morza'' autorstwa Victora Hugo, pochodzi słynny wizerunek ośmiornicy krepującej nurka silnymi mackami, w celu wypicia jego krwi. O walkach ludzi z ośmiornicami pisał także Jules de Verne w ,,20 000 mil podmorskiej żeglugi''. Nawet teraz autorzy niektórych filmów SF nie wahają się wyposażać istot pozaziemskich w macki głowonogów.



Zastanówmy się co w tych wyobrażeniach jest prawdą, a co fałszem. 
Po pierwsze - żadne zwierzę nie może być aż tak wielkie jak mityczny Kraken. Największym współczesnym zwierzęciem jest fiszbinowy wieloryb - płetwal błękitny (30 m długości, 120 ton wagi, długość rekordowa: 33 m., zanotowana u samicy tego gatunku przyholowanej do stacji wielorybniczej Grytviken na Georgii Południowej). Z dinozaurów większy mógł być, należący do Sauropoda, sejsmozaur o 52 m długości. Niestety, szkielet tego ostatniego jest niekompletny, toteż o wymiarach jego właściciela  nie możemy wyrokować arbitralnie.



Natomiast rozmiary ośmiornic są zróżnicowane w zależności od gatunku. Najmniejsze osiągają rozmiary małych pająków, zaś największe, razem ze swoimi ramionami osiągają - 10 m (o 1 m więcej niż największy dinozaur Ceratopsia - triceratops). Ci co czytali ,,Moby Dicka'' Hermana Melville'a może pamiętają, że widok takich olbrzymów miał sprowadzać nieszczęście. Ośmiornice nie zajmują się zatapianiem statków, ani nie konsumują ludzkiej krwi! Chociażby dlatego, że nie mają czym to robić. Victor Hugo kazał im to czynić przy użyciu znajdujących się od spodnich stron ramion, ssawek, ale każdy zoolog to powie, że głowonogi mają nie ssawki, ale przyssawki! Podobne do baniek lekarskich, służą do chwytania różnych obiektów, a nie do wysysania czegokolwiek! Głowonogi nie atakują ludzi - wiele z nich jest do tego zbyt małych, często też to człowiek dokonuje ich odłowów niż odwrotnie.



W starożytnej Sparcie podawano mątwę (przedstawicielkę grupy dziesięciornic, innej niż ośmiornice) przyrządzoną razem z woreczkami czernidłowymi, których wydzieliny, głowonogi używają w samoobronie do zdezorientowania napastnika. Owa wydzielina, w przypadku mątwy, zwana sepią, była używana przez artystów, robiono z niej atrament (zwróćcie uwagę na podobieństwo słów: ,,kałamarz'' i ,,kalmar''!), zaś znajdująca się pod skórą mątwy, biała, wapienna muszla wewnętrzna (,,oss sepiae'') jeszcze dziś jest ceniona przez hodowców kanarków jako źródło wapnia dla ich ptaków. Kuchnia włoska zna ,,callamaretti'' - młode, lub małe głowonogi, smażone w dużej ilości oliwy. W Japonii mięso głowonogów jest tak popularne jak w Polsce wołowina, wieprzowina, czy drób. Co prawda u wybrzeży RPA ośmiornica złapała człowieka, ale skończyło się na zabraniu mu ... zegarka. Głowonogi są bowiem najinteligentniejsze z wszystkich bezkręgowców. Kiedy w Polsce pokazywano ekranizację książki Rachel Carson ,,Morze wokół nas'', zgromadzona w kinach publiczność mogła zobaczyć jak w samoobronie ośmiornica udusiła rekina ... zatykając mu skrzela mackami! Niektóre ośmiornice bywają jadowite i mogące swym trującym orężem zabić człowieka, ale używają go tylko w samoobronie. swoje nastroje wyrażają zmianą ubarwienia np. gniew jest wyrażony intensywną czerwienią (dla porównania: mątwy w czasie ataku mienią się całą paleta szybko zmieniających się barw). Jest to możliwe dzięki tzw. chromatoforom - komórkom, które decydują o ubarwieniu. W czasie jego zmiany, chromatofory gwałtownie się przemieszczają i zamieniają miejscami. Oprócz głowonogów ubarwienie mogą zmieniać także: krewetki, koniki morskie, płastugi, rzekotki drzewne, kameleony, prawdopodobnie także pająki kwietniki.
A co najważniejsze głowonogi nie jedzą ludzkiego mięsa - wszystkie są mięsożerne, ale ich łupem padają: ryby, małże, kraby, krewetki, jak też inne głowonogi. W czasie głodu ośmiornice mogą zjadać swoje macki, które zresztą odrastają. Ucięte ramię tego głowonoga potrafi wykonywać ruchy chwytania zdobyczy.



Głowonogi - zarówno ośmiornice, mątwy, kalmary, łodziki i piekielniki (głowonogi z wzorem przypominającym koszmarną twarz na skórze) żyją we wszystkich strefach klimatycznych i na wszystkich głębokościach, potrzebują jednak dużych ilości soli, toteż nie spotkamy ich ani w Bałtyku, ani w Morzu Czarnym. Niektóre z nich, o małych rozmiarach, mogą być chowane w domowych akwariach.



Są rozdzielnopłciowe i jajorodne. Jaja ośmiornicy są skupione w tzw. ,,morskich winogronach''. Należący do ośmiornic żeglarek jest nazywany ,,argonautą'' (nazwa pochodzi z mitologii greckiej i oznacza załogę statku ,,Argo'' szukającą złotego runa). Samice żeglarków, niczym statki unoszą się na powierzchni wody, dzięki swoim zewnętrznym muszlom, w których składają jaja.



Zastanówmy się, który gatunek głowonoga przyczynił się do wykreowania mitu o Krakenie? Jest nim należący do dziesięciornic, kalmar olbrzymi - największy przedstawiciel głowonogów i w ogóle mięczaków. W 1878 r. u wybrzeży Nowej Funlandii znaleziono takiego giganta o łącznej długości: 16,75 m, chociaż największe kalmary olbrzymie osiągają 20 m dł. Potrafią bardzo głęboko się zanurzyć. Zdawałoby się, że takie zwierzę, nie może mieć naturalnych wrogów. Czy aby na pewno?
Dawniej znajdowano 20 - metrowe walenie Odonceti (zębowce) zaplątane w leżące na dnie oceanu kable telegraficzne. Były to kaszaloty, zwane też potwalami, które zaplątały się w kable, uznając je za macki właśnie kalmarów olbrzymich! Ich mięso nie jest dla kaszalota jedynym pokarmem - zjada on też ryby ( w tym rekiny), płetwonogie, a sporadycznie także ... ludzi. ,,Niczym potwory z apokaliptycznych snów stają do walki gladiatorzy głębin'' (A. Trepka ,,Co kaszalot je na obiad''?). Niektórzy uczeni lansują hipotezę, że kaszalot zwabia kalmary otwierając swą fluorescencyjną paszczę, zaś po opleceniu żuchwy mackami, przejmuje inicjatywę i rozprawia się z głowonogiem. Inni z kolei twierdzą, że waleń poluje aktywnie. My zaś zapoznajmy się z opisem takiej walki przedstawionym przez radzieckiego zoologa Lwa Zienkiewicza z okresu jego badań na Pacyfiku:



,,Pewnego wczesnego poranka byliśmy świadkami walki kaszalota z olbrzymią kałamarnica. Duży, samotny kaszalot został przez nas zauważony w niewielkiej odległości, przy czym zwrócił na siebie naszą uwagę swoim dziwnym zachowaniem. To. całkowicie wyskakiwał z wody, to kręcił się dookoła, jakby trafił w niego harpun .... Na jego dużej głowie zauważyliśmy coś w rodzaju wianka, to powiększającego się, to zmniejszającego się [co] pozwoliło nam domyślić się, że kaszalot walczy z olbrzymią kałamarnicą, która przyczepiła się do jego głowy swymi długimi ramionami. Widocznie kaszalot starał się ogłuszyć swoja zdobyć, uderzając się o wodę, dlatego też wyskakiwał całkowicie z fal i kręcił się w koło. Zanim dopłynęliśmy do kaszalota, zdążył on połknąć swoją zdobycz''.

*


Nie tylko straszliwy Kraken był ,,potomkiem'' głowonogów. W średniowieczu (i długo po nim) wierzono w istnienie niezwykłych istot zwanych mnichami morskimi, do których wymyślenia zainspirowały ośmiornice, których wijące się macki skojarzyły się z fałdami habitu. W XVI wieku rybacy mieli podobno złowić takiego stwora u wybrzeży niemieckich - jak podaje dzieło wspomnianego już Konrada Gesnera - ,,Historia animalium''.



W tym samym opracowaniu pojawia się informacja (uwaga! dotyczy sprawy polskiej!) o innym niesamowitym stworzeniu - biskupie morskim. Miał się tak nazywać z powodu okazałego czuba na głowie, podobnego do biskupiej mitry. Według Gesnera biskupa morskiego złowiono w Bałtyku i zawieziono na dwór Zygmunta Starego, który jednak wypuścił zwierzę. Ciekawe ilu Polaków o tym wie?!



Zwierzę będące pierwowzorem biskupa morskiego żyje daleko od Bałtyku. Nie jest też głowonogiem jak poprzednio opisywani bohaterowie tego rozdziału. Kapturnik - bo o nim mowa, jest ssakiem płetwonogim z rodziny fokowatych. Spotkać można go u wybrzeży najdalej na zachód wysuniętych części Europy (Islandii, w średniowieczu zwanej Ultima Thule), oraz u polarnych wybrzeży Ameryki Północnej. Kapturnik jest bardzo wielkim zwierzęciem - może osiągać do 3,5 m długości i ważyć aż 400 kg. Samice nie są jednak aż tak gigantyczne i ciężkie. Wśród fok od kapturnika większy jest słoń morski. Ubarwienie jasnoszare z nieregularnymi, brunatnymi plamami, jaśniejsze od spodu. Rodzące się na brzegu młode kapturniki są białe, tak jak wiele innych foczych niemowląt (przyczyną zguby foki grenlandzkiej jest właśnie białe futro jej młodych, które mając maskować foczkę na śniegu, u ludzi podsyca żądzę posiadania futra). ,,Autor nie wyjaśnił jednak co ma wspólnego kapturnik z biskupem''? - może się Czytelnik upomnieć. Nazwę omawianego zwierzęcia utworzono od ,,kaptura'', czyli ciągnącego się od nosa przez całą głowę worka ze skóry. Grożąc swoim rywalom, kapturnik nadyma ów ,,balon'' tworząc ogromna, czerwoną narośl. Powróćmy więc do pytania, które padło - czyż niesamowity wygląd kapturników nie miał prawa wzbudzić skojarzeń z biskupia mitrą? Samice Cystophora cristata; bo tak brzmi łacińska nazwa kapturnika - są pozbawione tej ozdoby. Jak większość fok, kapturnik konsumuje ryby i opisywane już głowonogi. Kapturniki żyją w parach - inaczej niż poligamiczne słonie morskie, których samce zaciekle walczą ze sobą o całe haremy samic. Wszystkie foki są bezbronne na lądzie, co wykorzystują niedźwiedzie polarne i znacznie niebezpieczniejsi od nich ludzie. Podrażniony słoń morski wydziela z oczu czarną wydzielinę podobną do łez. Ale kapturnik jest wyjątkiem - może pogryźć napastnika także na lądzie. Sympatycznie wyglądające foki, w wodzie potrafią udowodnić nadmiernie ufającym im ludziom, że jednak są dzikimi zwierzętami i jako takie powinny być zrozumiane i uszanowane. 

poniedziałek, 1 lipca 2013

Syreny

Na banicję do kręgu świata wyobrażonego skazaliśmy wszystkie stwory chimeryczne, w tym również syreny. Nikt już nie wierzy, ani w ptakokształtne upiory z ,,Odysei'' Homera, ani w kobiety z rybimi ogonami, jak ta co widnieje w herbie Warszawy.



A jednak syreny są na świecie. ,,Czy Autor czasem nie zmyśla''? - może Czytelnik się zapytać. Z całym przekonaniem powtórzę i dodam: ,,Syreny są na świecie, ale inne niż w mitach i legendach''. Otóż jest to autonomiczna grupa ssaków morskich, spokrewniona ze słoniami, do czego jeszcze wrócimy. Dawni żeglarze, widząc te stwory o okrągłych pyskach, wynurzające się z wody, a szczególnie jeśli to była matka wraz z potomstwem trzymanym przednimi płetwami do sutków, jak u naczelnych (także ludzi) usytuowanych na piersiach, wówczas:
,,nawet najtwardszym żeglarzom helleńskim nasuwało to odpowiednie skojarzenia''
- jak to Herbert Wendt określił. Tak narodziła się syrena mitologiczna. W ramach ciekawostki chciałbym zaznaczyć, że jest też druga hipoteza na ten temat. Dotyczy ona tzw. ,,syrenizmu'', czyli wady wrodzonej, polegającej na zrośnięciu się dolnych kończyn. Swoją drogą, mitycznym pokłosiem innych mutacji mogą być min. centaury, cyklopy, wieloręcy bogowie hinduscy i wielogłowi bogowie prasłowiańscy (Weles, Świętowit). 
Wróćmy jednak do syren. Pisałem, że ,,jest to autonomiczna grupa ssaków morskich spokrewniona ze słoniami...''. To wiemy aktualnie. Jednak dawni zoologowie nieraz mieli kłopoty z ich klasyfikacją. Georges Cuvier zaliczył krowę morską do waleni ,,o skórze niczym spękana kora dębu''. Angielski korsarz i odkrywca William Dampier spotykane u wybrzeży Australii diugonie uznał za hipopotamy!



Co wiemy o ewolucji omawianych zwierząt? Trąbowce pojawiły się w oligocenie i doszło do rozdzielenia się  ich linii rozwojowej. Populacja protoplastów naszych Trąbalskich, wówczas wymiarów świni, o tapirzej ,,trąbce'', zębach jak u dzika i małych uszach, które żyły na lądzie, z czasem dały początek: meriteriom, fioniom, dinoteriom, platybelodonom, mastodontom, stegomastodontom, mamutom, aż do współczesnych słoni. Te zaś, które lubowały się w wodzie, początkowo słodkiej, później słonej, wyewoluowały we współczesne syreny. Najstarszym ich reprezentantem było eoterium (,,zwierzę zarania'', lub bardziej dosłownie ,,zwierzę Jutrzenki'') odkryte w XIX wieku przez sir Richarda Owena na terenie Egiptu. 
Foka Weddella może nurkować na głębokość 600 metrów, tyle co nowoczesna łódź podwodna. Kaszalotowi jako jedynemu waleniowi nie straszne są mroczne głębiny oceanów. Syreny natomiast nigdy nie były dobrymi pływakami. Są to typowe brzegowce i jako takie są świetnym przykładem ilustrującym jak i potwierdzającym teorię Wegenera. Mam na myśli manaty. Ich areał obejmuje atlantyckie wybrzeża Afryki i Ameryki Południowej, oraz rzeki Amazonkę i Orinoko. Ponieważ są to kiepscy pływacy, musieli wyewoluować w czasach, gdy Atlantyk był węższy. Żaden manat nie przepłynąłby Atlantyku. Po prostu nie dałby rady. 
Wyróżniamy następujące gatunki syren:



a.) manat,
b.) krowa morska
c.) diugoń.
Największe wymiary osiągała wytępiona krowa morska, bo aż 10 m dł. Jak już mówiliśmy, manat pływa w Atlantyku. Areał diugonia obejmuje Morze Czerwone i Ocean Indyjski, aż do wybrzeży Australii. Co zaś możemy powiedzieć o zasięgu krowy morskiej? Pierwotnie zasiedlała cały północny Pacyfik, aż po Kalifornię. Z czasem ograniczyła się do wybrzeży Cieśniny Beringa, skąd pod wpływem zmasowanych odłowów, odeszła w niebyt otchłani dziejów. 
Syreny wyglądają bardzo ociężale. Pokryte są grubą, ,,słoniową'' skórą, w znacznej, powtarzam: ,,znacznej'' części bezwłosą. Jej barwa jest jasnoszara, czasem osadzają się na niej glony, co jednak syrenom wcale nie szkodzi. Głowa masywna, typem przypomina buldoga, szyja gruba, jakby zrośnięta z ciałem, [...]. Na pysku są szczeciniaste wibrysy - narząd dotyku. Oczy małe. U diugoni są one chronione oleistą substancją przed solą rozpuszczoną w wodzie. Po złowieniu zwierzęcia, owa oleista substancja spływa z powierzchni oka i zwisa w jego kąciku, niczym łza. Nazywane jest to ,,łzami syreny'', które bezpodstawnie uważa się za amulet, dla którego diugonie giną w zmasowanych odłowach. Nie jest to bynajmniej przypadek odosobniony. Czyż w zwierzoburczej medycynie chińskiej nie są cenione rogi nosorożców i woreczki żółciowe niedźwiedzi? Ich skuteczność jest mitem. Śladem dawnej, lądowej egzystencji syren są ich kończyny przednie - takie rachityczne płetwy, kończyny tylne uległy redukcji. Korpus masywny, na grzbiecie zostało trochę rzadkiej szczeciny. U manatów i diugoni płetwa ogonowa jest okrągła, zaś u krowy morskiej była rozdwojona jak u waleni. O tym się nie pisze w szkolnych podręcznikach, ale Krzysztof Kolumb zobaczywszy w wodach Morza Karaibskiego manaty, tak skomentował ich wygląd: ,,Daleko im było do urody opiewanej przez starego Horacjusza''. Pewien członek jego załogi ujrzawszy u indiańskiego kacyka, takiego właśnie manata, uznał za stosowne zgorszyć się tym. 
Od początku swej ziemskiej egzystencji, syreny były i są roślinożerne, w skład ich menu wchodzą rośliny wodne. ,,Buldoży'' pysk manata znakomicie segreguje pokarm od zaplątanych w nim kamieni. W ogrodach zoologicznych można je karmić warzywami ,,z lądu'', lub roślinnym pokarmem dla małp, 
W miocie samice mają po jednym młodym. Jak już wspomniałem, sutki są usytuowane nie na brzuchu, lecz na piersiach, jak u naczelnych i trąbowców. Jest to relikt ,,słoniowego'' rodowodu syren.
Syreny zoologiczne w odróżnieniu od swych mitologicznych imienniczek zajmują niewiele miejsca w kulturze człowieka. Rudyard Kipling na kartach ,,Księgi dżungli'' w opowiadaniu ,,Biała foka'' kazał krowie morskiej wskazać kotikom drogę do bezpiecznej od ludzi przystani.
Co można powiedzieć na temat znaczenia przyrodniczego i gospodarczego syren? Manaty, odżywiając się wodną roślinnością, niezwykle bujnie wegetującą w tropikach, czynią spławnymi szlaki żeglowne. Przez wieki, łagodne, przybrzeżne syreny były odławiane dla mięsa, skór (szczególnie ceniono skóry diugoni), tłuszczu, a diugonie [ponadto] dla ich ,,łez syrenich''. 
Wszystkie ich gatunki są zagrożone z powodu ingerencji człowieka; los krowy morskiej niech stanowi dla nas ostrzeżenie. Wiele manatów ginie z starciu z motorówkami, ponieważ nie słyszą warkotu ich silników. Najlepszym rozwiązaniem byłoby więc wyposażenie motorówek w sygnały odstraszające manaty. W celu realizacji tego planu, badania nad manacim słuchem prowadzi Ed Garnstein w ogrodzie zoologicznym w Tampie na Florydzie (USA). Siłą sprawczą gehenny diugoni są ich zmasowane odłowy, motywowane wspomnianym zabobonem. Zanim pożegnamy się z syrenami, przytoczę historię krowy morskiej.



W XVIII wieku car Piotr I wysłał ekspedycję badawczą na tereny północnego Pacyfiku, którą dowodził Duńczyk, komandor Vitus Bering, na cześć którego cieśninę oddzielającą Azję od Ameryki Północnej nominowano: ,,Cieśniną Beringa''. Lekarzem  okrętowym wyprawy był Niemiec, Georg Steller. Główny statek odkrywców, ,,Św. Piotr'' rozbił się na Wyspie Miedzianej. Początkowo rozbitkowie odżywiali się mięsem wydr morskich, później przerzucili się na mięso krów morskich. Steller nie szczędził pochwał pod adresem produktów uzyskiwanych w wyniku polowania na nie. Tłuszcz porównywał ,,do najlepszego holenderskiego masła, o zapachu tak zachęcającym, że można by go pić szklankami''. Podziw budziło też mięso i mleko; Steller zawsze doił samice gdy takowe padły ofiarą odłowu. Cała załoga wychwalała solidarność panującą w stadach tych zwierząt, które zawsze próbowały pomagać ranionym osobnikom, choć ich wysiłek szedł na marne. Wśród rozbitków szkorbut zaczął zbierać krwawe żniwo, wielu zmarło wraz z samym Beringiem, inni się uratowali. Wśród tych ostatnich był Steller. Później wstawiał się za rdzenną ludnością Syberii i naraziwszy się caratowi, zginął w czasie zesłania. Niemniej tragiczny był los krowy morskiej. Opublikowanie informacji o tej syrenie, podsyciło niezdrowe apetyty. Na Kamczatkę runęła ,,krucjata'' rzezi niegodnych nazwy ,,polowania''. Do Sankt Petersburga dotarł anonimowy apel z propozycją ukazu, zaopatrującego statki w dostateczną ilość prowiantu w celu uniknięcia konieczności odłowu ,,morskai korowy'' - krowy morskiej. był to niestety ,,głos w puszczy''. Ostatni okaz zabito w 22 lata po odkryciu gatunku w 1741 r.



Gehenna krowy morskiej powinna być tym bardziej zawstydzająca, ponieważ stracono cenne zwierzę nadające się do demestykacji. Serio. Krowa morska była jedynym ssakiem morskim zdatnym ku temu celowi. Ale szansę zaprzepaszczono. Co za wstyd!


*

W XIX wieku Benedykt Dybowski sformułował hipotezę wyjaśniającą dlaczego udało się wytrzebić krowy morskie. Otóż jak wszystkie syreny były one brzegowcami, a ich koncentrację wzmagał jeszcze lód. Nie miały więc praktycznie szans na obronę przed swymi prześladowcami. A ci byli bezwzględni. Ten sam uczony otrzymał od wdzięcznych mu za świadczone niegdyś dobrodziejstwa Kamczadali - jedyny na świecie kompletny szkielet krowy morskiej. Wykopawszy go, jeden z nich, Synicyn, przypomniał z jakim zapałem Dybowski badał owe syreny, a oni choć wiedzieli jak wielką nagrodę mogli im dać za te kości naturaliści z Sankt Petersburga, bez wahania skierowali cenny szkielet na wskazany im przez pewnego Polaka adres. Szkielet krowy morskiej dotarł do Lwowa; kiedy Dybowski obchodził swój jubileusz pracy naukowej i znajduje się tam po dziś dzień. 

niedziela, 30 czerwca 2013

Hydra




W języku polskim mamy takie wyrazy związane z wodą jak: hydrant, hydroplan, czy hydrosfera. Łączy je to, że pochodzą od greckiego hydor oznaczającego wodę. Czy tym co interesują się mitologią grecką nie nasuwa to innych skojarzeń? Z naszych rozważań wynika, że zgodnie z nazwą Hydra – potwór o odrastających głowach zabity przez Heraklesa egzystował w bliskim sąsiedztwie wody.
Ludzie ( nawet jeśli wierzą w inne zabobony – UFO, astrologię, magię etc.) lernejskiego potwora nie uważają za realne zwierzę ( już w XVI w. szwajcarski przyrodnik Konrad Gesner dowiódł, że znaleziona w Wenecji siedmiogłowa hydra była tylko atrapą). A jednak hydry są na świecie – także w Polsce zasiedlając zbiorniki wodne – w przypadku naszej hydry – wody słodkie. Zwierzę to nie jest też wcale takie tajemnicze – om jego istnieniu powinien wiedzieć z lekcji biologii każdy wykształcony Polak. Dodam tylko, że owa przyrodnicza Hydra vulgaris znacznie różni się od hydry lernejskiej. Dosyć zagadki. Tym zwierzęciem jest stułbia płowa – słodkowodny parzydełkowiec z gromady stułbiopławów. W przeciwieństwie do mitycznej hydry, stułbia mierzy tylko 1 – 3 mm wysokości i nie potrafi w jakikolwiek sposób skrzywdzić człowieka. Ubarwienie szare, lub podobne. Niektóre morskie stułbiopławy są zielone z powodu obecności glonów żyjących na powierzchni ich ciała. Omawiany parzydełkowiec przyjmuje postać tzw. polipa. Dolną część ciała kończy tzw. stopka umożliwiająca przywarcie do podłoża. Dalej, kierując wzrok w górę widzimy elastyczne, wydłużone ciało, u góry zwieńczone jamą chłonąco - trawiącą  (stąd nazwa: ,,jamochłony'') z wieńcem wijących się ramion. ,,Przecież stułbia wcale nie przypomina jakiegoś smoka, jak więc mogła zainspirować Greków do stworzenia mitycznej bestii''? - może się Czytelnik zapytać. No cóż - człowiek ma bujną wyobraźnię, ale kiedy ,,zejdziemy z piedestału'' okaże się, że ma ona ograniczone możliwości - niczego sama nie tworzy, ale adaptuje do swych potrzeb obiekty już istniejące. ,,Ale przecież hydra zwana 'stułbią' w przeciwieństwie do hydry lernejskiej, nie ma ani jednej głowy''! - Czytelnik zapewne nadal ma ochotę polemizować z autorem. Słusznie, gratuluję spostrzegawczości. Nie możemy jednak wykluczyć, że macki stułbi nie wzbudziły skojarzeń ... ze smoczymi szyjami! Do czego jest jeszcze zdolna mitotwórcza wyobraźnia człowieka - dowie się Czytelnik z następnych rozdziałów. 



Z powodu swego lilipuciego wzrostu, stułbia (w przeciwieństwie do groźnego mieszkańca Lerny) nie nadaje się do roli łowcy grubego zwierza. Przeciwnie. Swoimi mackami nagarnia do jamy chłonąco - trawiącej pierwotniaki, skorupiaki planktonowe (np. dafnie, kiełże), pierścienice (rureczniki, wodne wazonkowce), a także larwy wodnych owadów.
Hydra zabita przez Heraklesa miała ostre zęby w wielu paszczach, a jej krew była zatruta. Hydra z rzek i jezior dysponuje inną bronią - nieszkodliwą dla człowieka, lecz groźną dla jej ofiar. Z pomocą tego oręża polują także krążkopławy i koralowce. Powiem wprost, że mam na myśli komórki parzydełkowe (stułbiopławy, krążkopławy i koralowce łączy się we wspólną grupę - parzydełkowców). Komórki parzydełkowe są owalne z lekko wybrzuszonym końcem. W środku znajduje się skręcona spiralnie wić o ostrym zakończeniu, podłączona do zbiornika z jadem. Dotknięcie komórki parzydełkowej powoduje natychmiastowe rozwinięcie wici i wbicie jej w obiekt, a do którego wnętrza aplikowany jest jad. Po zabiciu ofiary, stułbia trawi upolowane zwierzę w jamie chłonąco - trawiącej. Po strawieniu pozostaje problem usunięcia z organizmu resztek pokarmu. Jednokomórkowe pierwotniaki radzą sobie z tym, wydalając zbędne substancje w dowolnym punkcie komórki, zaś do usuwania zużytych płynów wykształciły wodniczkę  tętniącą. Natomiast jamochłony to pierwsze w historii Ziemi tkankowce (gąbki chociaż wielokomórkowe nie składają się z tkanek), toteż w porównaniu z młodszymi organizmami, ich sposób wydalania jest bardzo prymitywny; po prostu niestrawiony pokarm opuszcza organizm jamochłona tą samą drogą, którą do niego trafił. (Strach myśleć, co by było gdyby ludzie musieli tak wydalać!). Na szczęście nie muszą, bowiem już obleńce wykształciły osobne otwory w ciele; jeden do przyjmowania pokarmu, drugi do jego usuwania.
Walcząc z Hydrą, Herakles wypalał ogniem miejsca po uciętych łbach, aby te nie odrosły. Tymczasem Jan Żabiński w ,,Zagadce ewolucjonizmu'' napisał jak przy karmieniu przebywającej w akwarium stułbi podał jej żabi skrzek. Jajko okazało się za duże, toteż zwierzę ... ,,eksplodowało'', na szczęście nie ginąc (!), ale dzieląc się na kilka mniejszych stułbi. Czy dostrzega Czytelnik jakieś podobieństwo między obiema hydrami? To jest najważniejszy argument za tym, że do stworzenia lernejskiej Hydry zainspirowały właśnie stułbie. Są one bezpłciowe, lub obojnackie. Najczęściej rozmnażają się przez pączkowanie, podobnie jak drożdże (grzyby). Stułbie prowadzą zazwyczaj osiadły tryb życia, ale potrafią też zmieniać swoje położenie. Zwierzę wygina się wówczas w pałąk, dotykając mackami podłoża i wykonując obrót całym ciałem, przez chwilę znajduje się w pozycji ,,do góry nogami'', po czym znów dotyka stopka podłoża już w innym miejscu niż poprzednie. Tak ,,fika koziołki'' aż znajdzie się na upragnionym miejscu.
Stułbie nie mają żadnego wykorzystania gospodarczego. Czasem osiedlają się w akwariach razem z rybami, skąd zazwyczaj są usuwane jako organizmy zjadające narybek i karmę dla ryb, chociaż chów stułbi też może być interesujący. 
Starożytni Grecy mieli zbyt bujną wyobraźnię by poprzestać na wymyśleniu samej tylko Hydry. Przeciwnie - w antycznej mitologii roi się od niesamowitych stworzeń. [...].