piątek, 18 lipca 2014

Ojcowie założyciele fantasy

Poniżej prezentowaną listę autorów, którzy jeszcze przez Tolkienem i Lewisem położyli podwaliny pod gatunek fantasy znalazłem w ,,Rękopisie znalezionym w smoczej jaskini'' Andrzeja Sapkowskiego (wydanie II)).



Błatwatska Helena ,,Izis odsłonięta''



Burroughs Edgar Rice – cykl ,,Barsoom''





,,Cave Girl''
,,Ląd zapomniany przez czas''




- cykl ,,Pellucidar''



cykl ,,Tarzan'' (24 tomy)
,,The Eternal Savage''





- cykl wenusjański o Carsonie Napierze




Cabell James Branch ,,Jurgen: A Comedy of Justice''
,,The Cream of Jest: A Comedy of Evosian''
,,The Eagle's Shadow: A Comedy of Purse - Strings''

Dunsany Lord ,,A Dreamer's Tale''
,,The Charwoman Shadow''
,,The Chronicles of Rodriguez''




,,The Gods of Pegana''
,,The King of Elfland's Doughter''
,,The Sword of Welleran''
,,Time and the Gods''

Eddison Eric Rucker ,,The Worm Ouroboros''
- trylogia ,,Zimiamvia''



Grin Aleksander (ulubiony pisarz Andrzeja Pilipiuka ;)
,,Biegnąca po falach''
,,Droga donikąd''
,,Szczurołap''
,,Szkarłatne żagle''



Haggard Henry Rider ,,Allan i Bogowie Lodów''




- cykl ,,Ayesha'' (,,Ona'', ,,Ayesha: Powrót Onej'', ,,W krainie Kȏr'', ,,Córka mądrości'')
,,Kopalnie króla Salomona''
,,Pierścień królowej Saby''
,,The Ancient Allan''
,,The People of the Mist''
,,The Yellow God''


Lindsay David ,,A Voyage to Arcturus''
,,Devil's Tor''
,,Sphinx''
,,The Haunted Woman''
,,The Violet Apple''

Machen Arthur ,,Tales of Horror and Supernatural''




,,The Angel of Mons, The Bowmen and Other Legends of the War''
,,The Hill of Dreams''
,,The Three Impostors, or the Transmutations''



Merritt Abraham ,,Księżycowe Jezioro''
,,Pierścień Krakena''
,,Smoczy kryształ''
,,The Metal Monster''
,,The Ship of Ishtar''
,,Twarz w otchłani''

Morris William ,,Las za światem''
,,The Glittering Plain''
,,The Sundering Flood''
,,The Water of the Wondrous Isles''
..The Well at World's End''

Mundy Talbot ,,Black Light'' (okultystyczne)
cykl ,,Jimgrim'' (,,The Mystery of Khufu's Tomb'', ,,The Grey Mahatma'', ,,Om, the Secret of Ahbor Valley''),
,,King of the Khybar Rifles''
,,The Devil's Guard'' (okultystyczne)

Smith Clark Ashton (na podstawie redakcji Lina Cartera):



,,Averoigne''
,,Hyperborea''
,,Miasto Śpiewającego Płomienia'' (jedyna polska antologia tego autora)
,,Poseidonis''


,,Xiccarph''
,,Zotique''



Czytając ,,Rękopis...'' znalazłem w nim mnóstwo użytecznych i ciekawych informacji. W podanym powyżej wykazie budzi obiekcje jedynie brak dzieł szkockiego, wiktoriańskiego pisarza, pastora George'a Macdonalda, który inspirował w ogromnym stopniu C. S. Lewisa i w mniejszym - także Tolkiena, oraz umieszczenie w nim pracy nawiedzonej okultystki, Heleny Bławatskiej (nie nazwę jej mistyczką, aby nie obrażać prawdziwych mistyków, takich jak np. św. ojciec Pio, czy św. Faustyna Kowalska). Zupełnie abstrahując od oceny osoby Bławatskiej, jej książki nie zaliczają się do literatury pięknej. Rozumiem, że mitologia teozoficzna wywarła dosyć duży wpływ na fantasy (zwłaszcza na heroic fantasy), ale moim zdaniem to trochę tak jakby zaliczać Ericha von Dänikena do pisarzy science fiction!

czwartek, 17 lipca 2014

Internetowe ,,cuda na kiju''

,,Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów'' – Stanisław Lem


Poniżej zamieszczone informacje ,,wyszperałem'' w różnych zakątkach Internetu i zamieszczam tu jako trochę straszne, a trochę śmieszne kurioza kulturowe. Nie musi Czytelnik w to wierzyć. Aż włos się jeży co potrafią uznawać za prawdę ludzie XXI wieku!

1. Brytyjska królowa Elżbieta II nie jest człowiekiem, ale Reptilianką – jaszczurem z Kosmosu, ponieważ gdy pokazano jej model galaktyki innej niż nasza galaktyka, to powiedziała, że ,,czuje się jak w domu'' (psycholog, pan Michalus ov Pinus skomentował to tak, że równie dobrze może być ,,Majonezanką'' i mieć piersi z majonezu).
2. Biali ludzie wywodzą się od trędowatych Murzynów.



3. Kreskówka o He – Manie propaguje nazizm (główny bohater jest blondynem, nosi na piersi symbol podobny do Żelaznego Krzyża, jeździ na opancerzonym tygrysie) – jest to oczywiście żart, chociaż mało śmieszny.


4. W 2006 r. włoski religioznawca napisał, że Smerfy propagują masonerię (są biało – niebieskie, jest ich 99, Gargamel ubiera się jak ksiądz i mieszka w domu przypominającym kościół). Smerfy oskarżano też o propagowanie komunizmu (Papa Smerf miał symbolizować Karola Marksa, Ważniak – Lwa Trockiego, Gargamel – kapitalizm, kot Klakier – Izrael, zaś nazwa SMURF ma być skrótem od ,,Small Men Under Red Father'').



5. Stworzenia w rodzaju yeti, nessie, elfów, krasnoludków i syren to są diabły, które w ten sposób zwodzą ludzi. Nessie został ponownie wprowadzony do jeziora Loch Ness w wyniku czarów satanisty Aleistera Crowleya. Owe poglądy nie są oficjalnym stanowiskiem Kościoła, ale prywatnymi poglądami autora strony ,,Zmiennokształtni. blogspot''.



6. Światem rządzą Homo capensis (boskopy) – prehistoryczni ludzie odkryci w 1913 r. Tą rasistowską opinię głosi Karen Hudes, była pracownica Banku Światowego (ciekawe czy słyszała o yetinsynach, którymi straszył polski neopoganin Stanisław Szukalski?).


7. Współcześni Żydzi piją krew chrześcijańskich dzieci (Żyd, Albert Einstein skomentowałby to słowami, że żyjemy w czasach, kiedy to ,,łatwiej rozbić atom niż zniszczyć przesąd'').
8. Golenie kobiecych nóg sprawia, że kobiety odczuwają ból w czasie porodu
9. Kobiety nie powinny golić pach, aby mężczyźni mogli dobierać żony po zapachu jak wilki i lisy (dwie powyższe ,,mądrości'' wygłosił pewien Rosjanin; aż – biorąc ponadto pod uwagę obecną sytuację polityczną - chce się skomentować, że ,,Rosja to stan umysłu'').



10. Starożytni Kananejczycy i współcześni Brytyjczycy, dynastie Merowingów i Windsorów to potomkowie ludzi i demonów, niezdolni do ludzkich uczuć.
11. W USA jakiś mężczyzna chodził z mieczem po ulicy i polował na potwory (taki współczesny Don Kichot ;).
12. Papieże św. Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek są Żydami (Karol Wojtyła miał się jakoby nazywać Katz, zaś Joseph Ratzinger – Tauben).



13. Św. Pius X był Polakiem (dla porównania: Casiya ov Šmokołova powiedziała w 2006 r., że legendarna Rzepicha, żona Piasta była … Żydówką).



14. Wojciech Cejrowski, Rafał A. Ziemkiewicz, o. Tadeusz Rydzyk, bracia Kaczyńscy, Leszek Bubel, prof. Jerzy Robert Nowak i Janusz Korwin – Mikke to Żydzi, których należy wygnać z Polski (w takich ,,mądrościach'' specjalizowała się arcy – głupia, słusznie zakazana strona ,,Polonica net.'', na której ponadto twierdzono, że Henryk Batuta istniał naprawdę).


15. Teoria heliocentryczna Kopernika jest fałszywa.


16. Nie było żadnego lądowania na Księżycu (w oszustwie uczestniczył reżyser Stanley Kubrick)


17. Dinozaury żyją po dziś dzień, lecz istnieje światowy spisek ateistów, który to ukrywa.
18. Ewa była klonem Adama.
19. Chazarowie nie byli ludźmi, tylko pół - demonami pijącymi ludzką krew. Współcześni antysemici z upodobaniem używają słowa ,,Chazar'' jako wyzwiska.


20. Niektórzy do dzisiaj wierzą w autentyczność falsyfikatu ,,Protokoły Mędrców Syjonu''.



21. W czasach biblijnych ludzie parzyli się ze zwierzętami i stąd powstały hybrydy takie jak syreny, Minotaur, centaury, rogaci ludzie, których czaszki do dziś przechowuje się w muzeach itp. Karą za to był potop.
22. Niektórzy ludzie wyją do Księżyca jak wilki.


23. Film ,,Akademia Pana Kleksa'' propaguje pedofilię i lucyferianizm (opinia jakiegoś protestanta).


24. W Albanii w Górach Skanderbega odkryto wioskę neandertalczyków.
25. Albania nie istnieje (sic!)

Aż się mózg lasuje, gdy się to czyta!


środa, 16 lipca 2014

Ińsko




Ińsko (starokrasne: Ynańsk, runwirskie: In'sko, toropieckie: Ino, stolimskie: Ymirheim) jest miasteczkiem leżącym w województwie zachodniopomorskim w Polsce nad Jeziorem Ińskim (Ynańska Lykanus, In'skije Oziero, Lox d'Ino, Ymirloch). Latem 2004 r. byłem w tej miejscowości na wakacjach razem z Mamą, wujkiem Markusem i ciocią Joleną ov Küjvis oraz ich psem – czarno – białym kundlem Maksem. Ińsko podbiło moje serce pięknem lasu i jeziora – człowiek często nawet nie wie w jak pięknym kraju żyje! Samo miasto nie wyglądało imponująco – było małe, zaniedbane i zdewastowane przez grafficiarzy, niemniej piękno ińskiej przyrody przewyższało brzydotę ludzkich siedzib, dlatego warto było przyjechać. Mam nadzieję, że nie uraziłem tymi słowy mieszkańców Ińska; przyroda zawsze będzie piękniejsza nawet od najpiękniejszych dzieł człowieka. Mieszkaliśmy w małym drewnianym domku wczasowym, który później skojarzył mi się z siedzibami królów lynxyjskich. W niedzielę wziąłem udział we Mszy Świętej w miejscowym kościele. Czytałem (po raz drugi) zbiór kazań św. Jana Pawła II na Anioł Pański i (po raz pierwszy) - ,,Władcę Pierścieni. Drużynę Pierścienia''. Byłem też na plaży, gdzie zachwyciła mnie krystalicznie czysta woda, w której ludzie pływali razem z rybami. Grałem w chińczyka z Mamą i wujostwem. Jadłem smażonego okonia. Ińsko, ta wspaniała miejscowość wywarło wielki wpływ na moje fantazje jako pierwowzór Ynańska - ,,sioła stołecznego'' Lynxów – ludzi z głowami rysiów, które w erze siódmej założył król Uralisław w miejscu gdzie zobaczył czerwonego orła (notabene Ińsko ma w herbie czerwonego orła). W jeziorze Ynańska Lykanus miał mieszkać oswojony krokodyl – pupil króla ludzi z rysimi głowami. W mojej mitologii iński zamek to pozostałości prastarej świątyni Lynxów, gdzie czczono wszystkich Enków. 



wtorek, 15 lipca 2014

Oniricon cz. 44

Śniło mi się, że:
- z monitora mojego komputera odleciał kawałek szkła,



- w ,,Gumisiach'' występowała czarownica i wilkołak, który wiedział o istnieniu bakterii,



- pisałem bloga w małej sali, gdzie głosił kazanie ks. Piotr Natanek, któremu publicznie przyznałem rację,



- wypożyczyłem z biblioteki dwie książki, jedną Freuda, a drugą Junga i spodobały mi się (zwłaszcza to co pisał Jung o archetypach),



- palczaki są niebezpieczne dla ludzi, rzucają się na nich z warczeniem i drapią długimi palcami, lecz Malgasze to lubią,



- w cyklu o Czarnym Roganie występował zły żerca Gościwit z Czech i towarzysząca mu czarownica - trucicielka,



- na Jasnych Błoniach w Szczecinie spotkałem Alexandrusa ov (nazwiska nie znam) i w budce z fast foodami kupiłem jakąś surówkę, którą napchałem sobie usta, tak, że nie mogłem tego połknąć, idąc i żując surówkę myślałem o sanacji,



- pisząc na blogu o swoich snach wspomniałem o rzymskiej cesarzowej Messalinie panującej na terenie Moraw i zilustrowałem to filmikiem, który potem usunąłem,



- pomyślałem, że Czarny Rogan spuściłby lanie Adamowi ,,Nergalowi'' Darskiemu,



- rozmawiając z jakimś mężczyzną powiedziałem, że najpiękniejszymi kobietami są Greczynki, bo bogini Afrodyta była Greczynką, a potem zastanawiałem się czy miała słowiańską urodę,
- wieczorem pojechałem niewłaściwym tramwajem do biblioteki, jadąc zasypiałem i miałem halucynacje,
- polonistka i aktorka, pani Anna ov Pavelis wreszcie oddała mi książkę ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy. Fragmenty zebrane'' wraz z recenzją,
- razem z panem Voytakusem ov Viernitisem porządkowałem swój księgozbiór; pan Viernitis część moich książek oddał na makulaturę, sam oddałem na makulaturę powieść o Hitlerze,
- ostatnio Jarosław Grzędowicz napisał kryminał,



- w Szczecinie mieszka człowiek nazywający się Jarosław Grzędowicz (nie mylić z pisarzem o tym nazwisku),



- szukałem w Internecie zdjęć protela



- oglądałem polski film fantasy z lat 90 - tych, którego akcja toczyła się w odległej  przyszłości w brudnym i rozpadającym się polskim mieście podobnym do Szczecina, gdzie nad rzeką stał pomnik bł. Jerzego Popiełuszki bez głowy, w tym filmie Ziemi zagrażały promienie z innych planet, lecz jakiś mężczyzna miał się poświęcić, aby te promienie uderzyły w niego; oglądając film tłumaczyłem panu Filipusowi ov Falconiusowi na czym polega różnica między ezoteryzmem, a okultyzmem,
- zabiłem Babcię ogórkiem, gdy zaatakowała mnie nożem, a potem poszedłem do pani psycholog razem z koleżankami ze studiów.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Zielone Psy


,,Jej [Siubieli Morskiej] córką była Nastazja, która mszcząc śmierć dwóch synów, zabijała różne potwory, raz nawet olbrzyma, który się w niej zakochał umierając'' – M. Rymwid ,,Nymphologia''



Królowa Siubiela Morska (Sabella Okeanida) niestrudzenie badała Daleki Zachód, czyli ziemie leżące na zachód od Lebany. W czasie jednej z wypraw odkryła zapomnianą od wieków wyspę Irlandię (Eryn, Hibernia, Giberniya) i na nią przeniosła swą stolicę. Poślubiwszy wodnika Adonisa z plemienia Nixów, stała się matka najady Nastazji, która wyrosła na smukłą pannę o długich, rudych włosach i oczach jak szmaragdy. Prezentowana tu historia dotyczy jej młodości, zanim jeszcze poznała wodnika Warchaja. W owym czasie Irlandię oprócz rusałek i wodników z plemienia Nixów zamieszkiwały liczne inne stworzenia. U jej wybrzeży spotykano syreny i selki – nimfy morskie przybierające postaci fok. Łąki i lasy pełne były elfów, leprichonów, czyli skrzatów – szewców, jak wszystkie skrzaty pochodzących od Mokoszy, olbrzymów, w których płynęła krew króla Atkaina, zwanego tu Dagdą, czarownic, srożyc, ludu spod muchomorów, karłów, morskich Fomorów – jednookich ludzi o byczych głowach, wróżek, leśnych ludzi z plemienia Wosów przez Słowian zwanych Strachami, Neurów z plemienia Ossoriuszy, Lynxów, smoki, satyry, Centaury, a u wybrzeży – węże morskie i wielkie, dziwaczne jaszczury – krokodyle z grzebieniami traszek i płetwami foki. Żyły tam również morskie potwory kelpie – mogące przybierać postać kępy wodorostów, klaczy, lub nimfy (w późniejszych czasach pod końską postacią skakały wraz z jeźdźcami w morze). Leśni ludzie, którzy od nas, czyli potomków Novalsa i Aivalsy różnili się jeno pochodzeniem od żmija Rucława i rusałki Ayisaki, wierzyli, że kto poliże brzuch traszki będzie mógł leczyć oparzenia, ale to przesąd i niech Czytelnik tego nie próbuje.
Pewnego dnia Nastazja znalazła pisklę białego orła, które nazwała Magaj.



,, - Nastka! Co znalazłaś pod drzewem? - […] - jej koleżanki zgromadziły się przy niej, by zobaczyć jej znalezisko.
- Ptaszek – rzekła jedna z nich. - Jaki słodki – pisklę było pokryte białym puchem. - Zaczekajmy do jutra, czy jego mama nie upomni się o niego – jednak pisklę nie wróciło do gniazda.
Wówczas Nastazja przygarnęła go. Karmiła orzełka mięsem różnych istot i nadała mu imię Magaj. Wyrósł na ogromnego, białego orła, a ci co go widzieli, myśleli, że to Jarog. Nastazja zaś rosła z nim i piękniała'' –
M. Rymwid ,,Nymphologia''.



Jej macierz była powszechnie szanowana, za swą dobroć mądrość i sprawiedliwość, a wielu Nixów i innych plemion uważało, że sam Agej przemawia jej ustami, jakby była jedną z Wieszczyc Losu. Jednak i na Wyspie Szmaragdowej o czterdziestu odcieniach zieleni, żyły istoty groźne i złośliwe. Były to choćby smoki, czarownice, ogromne węże, ogry, olbrzymy o ciałach z kamienia... Mała Nastazja z wypiekami na policzkach słuchała opowieści o mieszkańcach wyspy. Razem z matką i ojcem mieszkała w dworcu z kryształu górskiego, otoczonym borami, bagnami i jeziorami. W jednym z lasów miały mieszkać straszliwe Zielone Psy. ,,Są to – opowiadała jej matka – straszliwe wilczury o kudłach barwy mchu. Ich oczy, żółte jak u sowy, świecą w ciemności. Pożerają każdą istotę; rozumną bądź nierozumną, która wejdzie do ich lasu. Wcześniej jednak dwukrotnie ostrzegają szczekaniem – za trzecim razem atakują''. Siostry Nastazji, Auka i Olga, słysząc to kuliły się ze strachu, lecz ona pytała się:
- Nie mogę zrozumieć, czemu nikt ich jeszcze nie ubił? - Siubiela Morska pokręciła głową.
- Wielu twierdzi, że są nieśmiertelne – Nastazja zaś odrzekła.
- Przecież jeno Agej i Enkowie są nieśmiertelni. - Zobaczysz mamo, jeszcze uwolnię ten las od tych potworów! - Nastazja, najstarsza z trzech córek królowej rusałek i wodników, jak wszyscy odczuwała strach, ale potrafiła go opanować. Od szycia szat z mgły i obłoków wolała jazdę konną i ćwiczenia w walce, której uczył ją ojciec. Zielone Psy często gościły w jej snach, a gdy osiągnęła osiemnastą wiosnę życia, postanowiła bez rozgłosu rozprawić się z nimi. Spędziwszy dzień na modłach do Ageja, oraz Mokoszy i Świętowita, zabrała orła Magaja i miecz, po czym gdy Swaróg zgasił Słońce, by zapalić je następnego dnia, weszła w knieje. Było coraz ciemniej, aż wzeszedł Księżyc, a zielone oczy Nastazji rozbłysły w mroku jak gwiazdy. Oczy rusałek i wodników już miały taką właściwość. Na tle Księżyca tańczyły sylwetki nietoperzy; dzieci Sirraha, a z daleka i bliska niosło się pohukiwanie sów i wycie wilków. Królewna stała oparta plecami o drzewo i jadła jabłko. ,,Może te Zielone Psy to tylko podanie''? - pomyślała, gdy przebiegł jej drogę dzik. Magaj drzemał na gałęzi nad głową swej przyjaciółki. Wtem do zdobionych złotymi kolczykami uszu Nastazji dobiegło szczekanie mrożące krew w żyłach, a rusałka chwyciła za miecz, lecz nie ruszyła się z miejsca. Magaj zbudził się i załopotał potężnymi skrzydłami. Minutę później znów rozległo się szczekanie, lecz Nastazja choć zadrżała, została na posterunku nucąc hymn do Mokoszy. Znów upłynęła minuta i znienacka z kniei wyroiły się wilczury o żółtych oczach, które otoczyły królewnę ze wszystkich stron. Było ich pięć. Ślina ciekła im z pysków i głucho warczały. Coś w duszy Nastazji mówiło jej: ,,Uciekaj gdzie pieprz rośnie''!, lecz ona nie okazała lęku. Uniosła miecz i zawołała:
- W imię Mokoszy i jej siostry, Dziewanny Šumina Mati, Pani Lasów! Wiele słyszałam o waszych łotrostwach i oto przybyłam by położyć im kres. Gotujcie się na spotkanie z Czarnym Psem Čortieńska, psubraty! - zielony wilczur przemówił w jej języku.
- Daj spokój, panienko. Odłóż ten miecz. My jesteśmy tacy łagodni, że oko nie widziało, a ucho nie słyszało. Jesteśmy dobrzy, jeno czasami musimy być groźni, bo coś nas zmusza – zwiesił głowę, a następnie warknął po psiemu: - Brać ją! - Zielone Psy opadły Nastazję, lecz Magaj pochwycił w szpony tego z nich, który wydał to polecenie. Koszmarne wilczury już dobierały się zębami do białego ciała okrytego modrą suknią z jedwabiu, gdy poczuły, że gryzą ogień. Skowycząc przeraźliwie odskoczyły i ujrzały, że Nastazja zamieniła się w Światło. Następnie znów przybrała właściwą sobie, urokliwą postać, a Zielone Psy podkuliły ogony i skomląc błagały o litość i tłumaczyły: ,,ktoś nas zaczarował''. Magaj wciąż trzymając jednego z nich w szponach, rzekł:
- To nie są naprawdę psy. Chcą być odczarowani, ale boją się. Jeśli chcesz je odczarować, to utnij im głowy – psy skamlały ,,zrób to'', a Nastazja mieczem ścięła głowy czterech z nich, a biały orzeł dziobem odciął łeb piątego. Wówczas las rozjaśniło światło, jakby Słońce spadłe z nieba, a na miejscu Zielonych Psów siedziało pięciu wodników w zielonych przepaskach biodrowych. Widząc Nastazję padły przed nią na twarz i wołały:
- Niech ci Agej wynagrodzi! Zaczarował nas potwór Tałapa (Talpa) i choć zdjęłaś z nas zaklęcie, to będziemy się zamieniać w Zielone Psy, tak długo, aż Tałapa nie zostanie zwyciężony. Niestety, nie zaczarowałby nas, gdybyśmy nie dali mu okazji, parając się zakazaną przez Mokoszę sztuką Baby, Vidmy i Cioty – Nastazja zaprowadziła je do swej siedziby, a rano pokazała ich poddanym. Odczarowane wodniki, żałując za zło jakie wyrządziły jako Zielone Psy, padły na ziemię i wyznały uczynione niegodziwości Mokoszy. Następnie znów przybrały postać wilczurów o barwie mchu. Nastazja od dawna marzyła o pełnych przygód wojażach, a że współczuła im, udała się razem z nimi na poszukiwanie Tałapy.

*



Zamienione w Zielone Psy wodniki nosiły imiona: Nałaz, Luzon (luzony to morski lud z rybimi ogonami), Łazun, zwany ,,Lasanką'', Rospud i Burłoń. Wedle ich słów, potwór miał być podobny do kreta, na co wskazywało już jego imię (starokrasne ,,talpa'' znaczyło ,,kret''), a ponadto mieszkał gdzieś na Wschodzie nad rzeką Kamą (Cama), przeto następczyni tronu naszykowała mapę. Ponadto wzięła ze sobą dwóch Lynxów z osobistej gwardii i razem z nimi, Zielonymi Psami i białym orłem Magajem, uzyskawszy błogosławieństwo matki, żegnana przez poddanych ruszyła nad morze. Siubiela Morska pomagając córce w jej pierwszej wyprawie, poprosiła o pomoc wieloryba Dahona, mającego służyć grzbietem jako promem, lecz niestety wieloryb się nie stawił na umówionym miejscu (zawsze się bał, że fala wyrzuci go na brzeg). Zamiast niego na falach kołysała się wielka jak korab czara. Choć była z litego złota, nie tonęła. Był na niej wyryty toropieckimi literami jakiś starokrasny napis. Magaj pierwszy poleciał zbadać dziwne naczynie, zaś Nastazja słynna z odwagi udała się zaraz po nim, pełna ciekawości. Zielone Psy, tak ,,odważne'' w rozbojach, teraz trzęsły się jak osika i trzeba je było wołać. Napis na ,,burcie'' brzmiał ,,Carus Xvar'', co znaczyło ,,Car – Słońce''. Gdy Nastazja pokrzepiwszy się imieniem Mokoszy weszła do czary, jej zielonym oczom ukazało się coś wielce dziwnego. Na brzegu naczynia stało … żebro, bardzo niezwykłe, bo zakończone głową krasnoludka. Żebro śpiewało: ,,Wystarczą cztery zi...'', lecz nagle przerwało widząc Nastazję, Magaja i Zielone Psy. ,,Co to jest''? - myślała cała siódemka.




- Serdecznie witam służebnicę Mokoszy, Nastazję Mężną, córę Siubieli Morskiej na pokładzie ,,Cara – Słońce''. Jest to złota czara wykuta przez Swarożyca specjalnie dla was. Jej nazwa nawiązuje do obietnicy Ageja zesłania Cara – Słońce ku uleczeniu ran świata. Nazywam się Żebro, a urodziła mnie okeanida Ninta. Widzę, że sam Jarog – Raróg; car ptaków zechciał mnie zaszczycić – miał na myśli białego orła.
- Nie jestem Jarogiem, ani Tinezem – zaprzeczył Magaj. - Nie należę do Enków. Jako pisklę wypadłem z gniazda, a Nastazja zaopiekowała się mną.
- Panów zaś nie znam – rzekł Żebro do Zielonych Psów. .
- Jesteśmy wodnikami, których potwór Tałapa znad Kamy zaczarował w to czym nas widzisz. Królowa Nastazja obiecała nam pomóc w walce z naszym ciemiężcą, a nawet raz nas odczarowała ścinając nam głowy. Nazywam się Rospud...
- Nałaz, Luzon, Łazun, Burłoń – przedstawiły się pozostałe z psów.
- Jestem kapitanem tej złotej czary i chętnie wam pomogę – Nastazja już zdejmowała naszyjnik z lapis – lazuli, by zapłacić, lecz Żebro rzekło.
- Niech panienka zachowa to dla siebie, przewiozę was za darmo. W końcu to Swarożyc, któremu służę mnie wynagrodzi – po tych słowach Żebro uderzyło swym ostrym końcem w dno czary i ta ruszyła bez żagli i wioseł. Niezwykłe naczynie płynęło dniem i nocą. Gdy nadchodziła pora spoczynku, Nastazja najczęściej zamieniała się w Światło, a czasem spała skulona na dnie czary. Załodze ,,Cara – Słońce'' głód nie groził, bo niepsującego się chleba mieli pod dostatkiem. Zielone Psy dzielnie znosiły żeglugę, jeno Rospud miał jej już dosyć. Nużyło go morze ze swymi barwami i zapachem, spowszechniały mu chleb i kwas chlebowy, próbował łowić ryby i mewy. Oczom załogi ukazywały się foki i delfiny, wieloryby, krabby, czyli ogromne, morskie świnie z płetwami foki i zębami morsa, żółwie morskie, kraki, czyli ośmiornice i kalmary, czasem morskie dziki, tury i kozy. Upajały ich pieśni syren i okeanid, czyli rusałek morskich lub czeltic, czasem zaś wynurzyła się głowa biskupa morskiego. Na złotą czarę płynącą jak statek spozierali zaciekawieni Morganowie, Fomorowie i luzony, a czasem zaryczał lew morski, przypominający lwicę pokrytą łuskami 




karpia, lub śmignął nad głową morski zając. Podróż przebiegała spokojnie dzięki opiece Juraty i Glady – córki Pochwista i skrzydlatej syreny Meluzyny. To właśnie trójząb Juraty trzymał z dala morskie wąpierze, węże, smoki, gigantyczne kraby, Krakena i Čorta Przegrzechę służącego pod Lewiatanem. Morskie Čorty jedynie z oddali mogły przypatrywać się złotej czarze i ze złości zgrzytać zębami. Rospud czuł się coraz gorzej. Zaczynał zwracać do wody mięsno – mączne posiłki, bez celu gonić za ogonem, stał się opryskliwy i nic go nie cieszyło. Nie przyjmował pociechy, jeno coraz częściej powtarzał, że nazywa się Jiwon i że niegdyś był królem Neurów. Nikt mu nie uwierzył, wszak zarówno Mokosza jak i Swarożyc mówili, że dusza po śmierci miast wędrować do innego ciała, idzie albo do Nawi Jasnej na wieczną radość, do Ciemnej na tymczasową pokutę lub do Nawi Čortów na wieczne męki. Rospud – Jiwon nie dawał się jednak przekonać. Nocami wył jak wilk, a morskie Čorty ślizgające się po powierzchni podchodziły coraz bliżej. Była noc, gdy Rospud wychyliwszy się przez ,,burtę'' spotkał Čorta, który nazywał się Satanicha. Najpierw ujrzał go pod postacią ogromnej ryby – płaszczki, zwanej ,,mantą'', później ryba ta zamieniła się w istotę na dwóch nogach, szaro – turkusową, rogatą, porośniętą glonami i muszlami. Palce Satanichy, częściowo spięte błoną były długie, cienkie i zakończone pazurami. Ogon morskiego Čorta przypominał węgorza zwanego ,,kongerem''.


- Oczywiście, że jesteś Jiwonem, królem Neurów z poprzedniej ery – mówił Satanicha do Zielonego Psa. Jednak umarłeś i zostałeś uwięziony w innym ciele. Aby odzyskać swą postać i zostać królem jeszcze większym niż w poprzednim życiu musisz – w łapie Čorta znalazła się siekiera – pozabijać tych co z tobą płyną i nie chcą twojego szczęścia – Zielonemu Psu sierść stanęła dęba – a następnie dać nura w morze. No masz! - Zielony Pies znów był wodnikiem, a Čort wcisnął mu siekierę w łapę, a następnie zniknął w morzu.
Wszyscy spali, a Rospud bił się z myślami. Pragnął zakończyć rejs i zostać królem, ale żal mu było Nastazji i towarzyszy, z którymi tyle przeszedł. ,,Nie powinienem odpłacać złem za życzliwość'' – myślał i zasnął, a gdy spał, dręczyły go koszmary. Rano obudził się w psiej postaci, a siekiera leżała obok niego. Zdobył się na odwagę i powiedział wszystko Żebru.
- Dobrze, że o tym mówisz, bo zabawa z Čortami i w Čorty zawsze owocuje tragedią! - kapitan ,,Cara – Słońce'' był wzburzony, lecz ponieważ Rospud szczerze żałował i kulił się ze strachu, złagodził głos. - Zapewne nuży ciebie ta żegluga. Nie tylko ciebie, zapewniam! Jednak to nie powód, by słuchać wysłanników Rykara. Gdybyś posłuchał Satanichy, utraciłbyś przyjaciół w straszny sposób, a swą duszę splamił, może po kres twych dni. Jakbyś wskoczył do morza, to byś utonął i miast zostać królem Jiwónem, cierpiałbyś męki w niegasnącym ogniu w paszczy Lewiatana. Jednak Agej widzi twój żal i przytuli cię do serca, ale siekierę od Čorta musisz wyrzucić! - na te słowa w czarze ukazał się młodzieniec w białej przepasce na biodrach i w koronie z ognia, który tak jak Świętowit miał cztery twarze. Nie był to jednak Świętowit, bo jego skóra była złota. Cała załoga poznała w nim Swarożyca, syna Swaroga i Juraty. Najlepszy kowal Enków i pan Złotego Smoka wziął siekierę – zwodniczy dar od Satanichy i złamawszy ją, wrzucił z rozmachem w morze, po czym rozpłynął się w promieniach Słońca. Nastazja podeszła do skruszonego zwierza i gładząc jego zielone kudły, pocałowała go w nos. Rejs trwał...

*

Złota czara z naszymi bohaterami, po wielu dniach żeglugi wpłynęła do Zatoki Balat, która po potopie ze smoły, kończącym panowanie Goplany III utworzyła Morze Ancylusa, w erze jedenastej zwane ,,Morzem Joldów'', a w dwóch kolejnych – Morzem Srebrnym. Dzieło rąk Swarożyca osiadło na brzegu, a biały orzeł Magaj pomógł wyjść Nastazji i Zielonym Psom.
- Życzę wam powodzenia, ale zostaję – rzekło Żebro. - Moja służba na ,,Carze – Słońcu'' jeszcze się nie skończyła – królowa ucałowała go zimnymi ustami w oba policzki, po czym dziwaczny syn okeanidy Ninty żegnany szczekaniem Zielonych Psów, stuknął swym ostrym końcem w dno czary i odpłynął. Stworek śpiewał owiewany przez bryzę: ,,Wystarczą cztery ziobra, by podróż była dobra...''
Resztki chleba i kwasu chlebowego za zgodą Żebra zostały przez Nastazję zabrane do sakwy i bukłaka. Zgodnie z mapą, do rzeki Kamy było jeszcze wiele, wiele wiorst. Ziemiami nad Zatoką Balat, czyli obecnym Bałtykiem miały rządzić dwie ,,Wielkie Panie'', zrodzone przez Mokoszę, które złożyły hołd królowej Anej I i odtąd czciły tak wszystkie władczynie i władców rusałek i wodników. Nastazja co nieco o nich słyszała, lecz wiedziała jeno, że istnieją gdzieś daleko na wschód od Irlandii. Podróżni rozsiedli się na plaży gdzie zjedli resztę chleba i wypili resztkę kwasu chlebowego. Magaj złowił w zatoce tuńczyka, którym się podzielił i wszyscy ruszyli przed siebie. Droga wiodła przez las, gdzie driady i zwierzęta składając hołd królewnie, zapraszały.
- Zechciej udać się Następczyni Tronu na Pole Rżyskie, tam zostaniesz godnie ugoszczona i otrzymasz pomoc w swym zbożnym zamiarze – wołały sarenki.
- A gdzie jest Pole Rżyskie? - spytała Nastazja.




- Niech królewna idzie stale prosto a dojdzie – objaśnił rudzik.
Rusałka, orzeł i sfora psów ruszyła we wskazanym kierunku. W miarę wędrówki las się przerzedzał i już było widać falujące łany pszenicy, żyta, owsa i gryki.

,,Zanim zorza rozjaśniła niebiosy,
Już na polu zaszumiały kłosy.
A kiedy zmierzch na ziemię docierał,
To już Klykanica dojrzały plon zbierał.
Zmłócił pszenicę o wczesnym ranku,
Wywiał zboże i zmełł je miałko,
A pod wieczór bochny smakowite
Podał gościom na stoły obfite''

- Do wszystkich uszu docierał śpiew, wdzięczny jak pienie syreny. Już miano wejść na złociste pole, gdy jak spod ziemi wyrósł rosły Centaur w takiej zbroi jaką nosili gladiatorzy w erze trzynastej.
- Kim jesteście i po co przybywacie? - zapytał groźnie Centaur dzierżąc trójząb i sieć, lecz królewna nie okazała lęku.




- Jestem Nastazja, córa Siubieli Morskiej i przyszła królowa rusałek i wodników – Centaur ani drgnął, więc rusałka podwinęła rękaw. - Jeśli nie wierzysz to spójrz; urodziłam się ze znakiem orła! - Centaur natychmiast zdjął hełm i pocałował białą dłoń Nastazji.
Następnie przedstawił się orzeł Magaj i Zielone Psy.
- Kto do nas przyszedł, Wsiesłowiju? - nagle obok Centaura zjawiła się złotowłosa panna w bieli, nosząca złote ozdoby i wieniec ze zboża.

- Czcigodna Rżana Babo; zaszczyca nas sama królowa Nastazja z drużyną – odparł Centaur, a Rżana Baba, smukła i wiecznie młoda, widząc znak orła na ramieniu najady z czcią należną królowej uklękła i ucałowała jej kolano przez modrą suknię. Następnie wstała i rzekła:


- Moja siostra Żetnia Mac i ja, Rżana Baba rade będziemy was ugościć! - podróżnicy poszli za pięknością w wieńcu z żyta, a ta oprowadzała ich po polu, którym rządziła wraz z siostrą. Wielkie to było pole, na którym znajdowało się małe oczko wodne, głaz i sędziwe drzewo orzechowe. Pod drzewem stał suto zastawiony stół, przy którym stały liczne krzesła. Na jednym z nich siedziała postać podobna do Rżanej Baby jak dwie krople wody. Podobne do nich były królowe Wanda i Libusza z ery trzynastej. Żetnia Mac wstała z rzeźbionego krzesła i powitała siostrę objęciem, a gdy dowiedziała się, że Nastazja jest córką królowej, padła przed nią na twarz.
- Nawet Enkowie są jedynie stworzeniami, a cóż dopiero ja – zaprotestowała królewna rumieniąc się.
Następnie zasiadła do stołu uginającego się od potraw i napojów, jakich nie widziała nawet na dworze swej matki. Obok niej zasiadł Magaj,a Zielone Psy mocą ob sióstr na czas uczty przybrały postaci wodników. Następnie wywiązała się rozmowa.
- Nie, nie jesteśmy rusałkami – rzekła Żetnia Mac. - Tak jak rusałki pochodzimy od Mokoszy; Macierzy Nimf, ale jesteśmy jedyne w swej rasie i wiecznie młode.
- Nie mamy obecnie służebnych – podjęła Rżana Baba. - Kiedyś służyło nam dziesięć żytnich rusałek, które były dla nas niczym córki. Jednak pewnego dnia odeszły od nas skuszone piękną mową grafa Balteusa (Pasa) z Zatoki Balat. Powiadają, że to Čort – istotnie był to zły duch służący pod Przegrzechą, którego dawni Polacy utożsamiali z diabłem Bałtyckim.




Nastazja uważnie słuchając popijała rumiane wino, zajadała pasztet w kształcie statku, solone pistacje i lody o smaku miodowym, do których zlatywały się pszczoły.
- Przypłynęliśmy tu w złotej czarze wykutej przez Swarożyca – rzekła. - Jurata Aredvi Maris nas strzegła, lecz morski potwór Somal – wąż o dwunastu skrzydłach zwabiony psim wyciem, wzburzył morze i byśmy zatonęli, lecz nasz kapitan Żebro kazał być dobrej myśli. Rozpoczął pieśń i nim ją skończył, sztorm ustał, a naszą czarę sam Swarożyc ujął w złote dłonie i postawił na falach – Zielone Psy zajadały gicze i szaszłyki, a Magaj rozrywał dziobem jesiotra. Gdy Nastazja powiedziała władczyniom Pola Rżyskiego o celu swej wyprawy, Rżana Baba tak jej powiedziała.



- Pragnę cię przestrzec malkieš toropieckis1 przed Bieśnicą, co hula po świecie i ostatnio nasze Centaury ją stąd przepędzały. Ma ona postać nadobnej nimfy z włosami długimi i czarnymi, lecz ma rogi krowy, a na czole magiczny znak karakter – jak wiele czarownic. Ostatnio zwodzi pod imieniem Sofiji z rodu Pistisów. Podaje się za Mądrą, a szerzy głupotę, zakrytą powabem tajemnicy. Czarownice ją uwielbiają i zapewne jeszcze wyrządzi sporo szkód istotom wiernym Agejowi – istotnie w erze dziesiątej, to właśnie Bieśnica namówiła węża Tat'a by nakłonił Aivalsę i Novalsa z dziećmi do zjedzenia żołędzi z dębu Baublis. Czyn ten zamiast mądrości sprowadził na ród ludzki całe morze nieszczęść.
Głos zabrała Żetnia Mac.
- Mamy coś, co pomoże królewnie zwyciężyć Tałapę – następnie porcelanowym dzwoneczkiem przyzwała Centaura Grigorija i poprosiła go by przyniósł Kłonicę. Po chwili brat Wsiesłowija przyniósł kosę z ostrzem osadzonym na sztorc. Żetnia Mac podziękowała mu i rzekła.
- To nie jest broń zwykła, lecz cudowna – mówiąc to wskazała na słowa wyryte na ostrzu Kłonicy:



,,Mokosza Aredvi Sura:
Nieskalana
Forma Ageja
Macierz Sobotniej Góry
Macierz rusałek i wodników
Macierz sierot
Ocierająca łzy
Pani Złotego Łańcucha
Ta, której Boją się Smoki
Królowa Ziemi
Korona Stworzenia''.

Uczta trwała do późnego wieczora, a po nocy przespanej wśród zbóż, Nastazja, Zielone Psy i Magaj, który spał na drzewie, ruszyli w dalszą drogę. Rżana Baba i Żetnia Mac dały im na drogę złociste pierniki i koszyk pieczarek.

*


,,Arymaspowie legendarny naród, który jak podaje Herodot, mieszkał w płn. - wsch. kraju Scytów (pogórze ałtajskie) i usiłował zrabować sąsiednim Gryfom ich skarby złota. W sztuce bywają zazwyczaj przedstawiani jako ludzie o jednym oku, w bogatym, swoistym stroju azjatyckim. Ustawiczne ich wojny o pożądane złoto stanowiły temat wielu pieśni. Prawdopodobnie wypadki legendarne oparte są na podłożu rzeczywistem, bo dzisiaj jeszcze w górach Ałtaj znajduje się złoto'' - ,,Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga tom 1 A do Assuan''.

Minęły już trzy lata od opuszczenia Irlandii. Do uszu królowej Siubieli Morskiej dochodziły ponure plotki, że Nastazja zginęła; może Zielone Psy zdradziły i rozszarpały ją? Cała wyspa, która wydała króla olbrzymów Atkaina słała do Ageja i Mokoszy modły o jej ocalenie. Królewny Auka i Olga szczerze kochały siostrę i jej powrót przedkładały nad możliwość koronacji. Siubiela, wielka odkrywczyni, wysyłała orły na wschód, by dowiedziały się czegoś o jej córce. Tymczasem w przyrodzie Jesień ustąpiła miejsca na tronie Ziemie. Ta zaś uderzywszy młotem z lodu w wody, uczyniła je podobnymi do szkła, a jej służebnice – rusałki, które z nią mieszkały w lodowym zamku Winterfort (Vracasievo) zbudowanym na lodach jeziora Lykayuk, unosiły się w powietrzu i pracowicie sypały śniegiem. Nastazja wędrowała przez zaspy, wciąż w tej samej modrej sukni z jedwabiu, a jako najada nie obawiała się mrozu. Zielone Psy skarżyły się, że kolor futer nie pozwala im nic upolować, za to biały orzeł Magaj dostarczał wszystkim pożywienia. Pewnego dnia oczom wędrowców ukazała się przysypana śniegiem czaszka słonia znad rzeki Gangos.
- Ale dużo kości do gryzienia – zauważył Nałaz zgodnie ze swą psią naturą.
- Pewnikiem jest to jakiś znak graniczny – zmarszczyła się Nastazja usiłując coś sobie przypomnieć.
Kiedy była dzieckiem opowiadano jej straszne historie o Arymaspach – jednookim ludzie wywodzącym się od Cyklopów. Za królowej Aradvi, ich król Chalib Kowal uwięził idąca do Złotej Baby po pomoc dla dotkniętego zarazą Toropiecka rusałkę Ilmenę, a jej siostrę Natalę, uśpioną przez Kwiat Śpionu zostawił bez pomocy. Arymaspowie jako znaków granicznych używali czaszek słoni.
- Myślę, że jesteśmy u granic Krumu, gdzie mieszkają Arymaspowie – dreszcz przebiegł po Zielonych Psach. - Ci potomkowie Cyklopów nie przyjaźnią się z rusałkami i wodnikami, ale jeśli chcemy dojść nad Kamę nie możemy ominąć ich kraju – rzekła ponuro Nastazja i tak ruszono w głąb królestwa Arymaspów.
Kraj Krum obecnie jest półwyspem o nazwie Krym, lecz w erze dziewiątej był większy i nie przylegał do żadnego morza. Wędrowcy szli przez krainę dziką, pełną stepów i lasów, a osad było jak na lekarstwo. Królowie Arymaspów od wieków mieszkali w pięknym zamku Jaskółcze Gniazdo wzniesionym na skale. Zima w ich krainie była szczególnie sroga, lecz rusałki pełniące służbę u Rodzenicy Śniegu i Mrozu, litowały się nad strudzoną królewną i jej drużyną idąca przez nieprzyjazny kraj. Za wiedzą i zgodą swej pani, rozdawały chleb, mięsiwo, ryby, grzane napoje i owoce. Wyprawa posuwała się naprzód, a osady Arymaspów omijano z daleka. Jednak tego dnia wypadki potoczyły się inaczej... Nastazja wraz z Zielonymi Psami i Magajem kierowała swe kroki w stronę lasu, gdy wtem bystrym oczom białego orła ukazał się konny orszak. Jeźdźcy wyglądali jak ludzie, lecz mieli tylko jedno oko na czole, wielkie jak pięść. Zabrali ze sobą psy i sokoły, co oznaczało polowanie. Większość rusałek i wodników brzydziłaby się zabijać zwierzęta dla przyjemności. Wędrowcy zaskoczeni na stepie usiłowali uciec, lecz nie udało się i zostali okrążeni przez Arymaspów.
- O, czuję nimfią krew! - zakrzyknął wesoło król, a Nastazja chwyciła Kłonicę i skierowała ją przeciw dzikiemu ludowi.
Arymaspowie w odpowiedzi poczęli wyciągać miecze i byłoby doszło do krwawej siekaniny, gdyby nie wyjechał jednooki chłopczyk na kucyku.
- To pani naprawdę jest rusałką? - spytał wytrzeszczając swe wyłupiaste oko. - Dużo słyszałem o rusałkach; kiedyś kiedy królem był Chalib Kowal dwie gościły w naszym kraju – Nastazja opuściła Kłonicę, a Arymaspowie schowali miecze.
Król podjechał do niej. Zsiadł z siwego konia i rzekł całując Nastazję w brzuch i stopy.
- Przepraszam, że panienkę wystraszyłem. Choć jesteśmy z krwi Cyklopów nie zjemy was. Nazywam się Volga Altayan, syn Kerena IV. Zapraszam do siebie – Nastazja z drużyną udała się do zamku Jaskółcze Gniazdo, w którym ongiś Chalib Kowal więził Ilmenę. W trakcie uczty król Arymaspów tłumaczył.
- Swój przydomek zawdzięczam temu, że w młodości udałem się w góry Altayana i tam zdobyłem wiele złota na ludzie Gryfów. Odtąd nasze miecze i tarcze są pozłacane.
- Moja Macierz, Siubiela Morska też wiele podróżowała – rzekła Nastazja. - Badała Daleki Zachód, czyli Nixland i odkryła zapomniany ląd Hibernię, gdzie się urodziłam.
- To panienka jest córką królowej? - wykrzyknęli biesiadnicy.
- Jestem – potwierdziła Nastazja. - Oprócz mnie, łono wielkiej Siubieli opuściły Auka i Olga, za którymi tęsknię – następnie opowiedziała o celu wyprawy.
- W takim razie panienka pozwoli, że dam jej zbrojną eskortę jako pomoc w walce z Tałapą – rzekł Volga Altayan, a królewna się zgodziła.
- Jak zostanę królową to zaproszę ciebie lub twego potomka do swej stolicy – obiecała i dotrzymała obietnicy.

*



- Nasi kronikarze i poeci – mówił do Nastazji jeden z Arymaspów imieniem Ruman – powiadają, że Mokosza wyprowadziła naszą rasę z Polifemów – jednego z plemion Cyklopów, stąd nasza dynastia zowie się Polifemidami. Nasi prarodzice zwali się Šadek i Tornia. Nasze godło przedstawiające bosak trzymany przez dwa gryfy wywodzi się od broni naszego pierwszego króla Fadiana, który Aradva spuściła mu z nieba.
- Kim była Aradva? - zaciekawiła się Nastazja, myśląc, że Ruman miał na myśli królową Aradvi.
- Jest Enką, którą wy zowiecie Mokoszą – wyjaśnił Ruman.
Arymaspowie przetrwali potop ze smoły, kończący erę dziewiątą. Opuścili Krum i zamieszkali w górach Altayana, gdzie żyli jeszcze w czasach Herodota. Ostatni z nich byli zmuszani do udziału w podbojach Czerwonego Człowieka i Kalin – cara.
Nastazja wraz z drużyną i eskortą od króla Volgi, przemierzała Królestwo Krumskie, a gdy orszak mijał osady, dzieci i wielu dorosłych wychodziło z chat, by patrzeć na niecodzienne zjawisko: rusałkę, białego orła i pięć psów o sierści barwy trawy. Niekiedy wieśniacy widząc Nastazję, rzucali w nią śniegiem i kamieniami, za to tylko, że była rusałką. Jednak na ogół widok wojska odstraszał od takich czynów. Kiedy wyprawa minęła ostatnią graniczną czaszkę słonia, w przyrodzie Zima ustępowała tronu Wiośnie o skrzydłach bociana. Kończył się marzec, a zaczynał kwiecień, gdy Nastazja stanęła nad brzegiem Kamy. ,,Tałapa to kret, ale wielki jak smok i jak smok trójgłowy'' – mówił jej Luzon. Poszukiwacze Tałapy rozłożyli się obozem. ,,Czy on na pewno tu jest? Może być gdzie indziej. Głupio to wyszło – takie szukanie igły w stogu siana'' – rzekł Magaj. ,,Tałapa, albo się schował, albo jest gdzie indziej; wszak jego szpiedzy mogli mu donieść o nas'' – myślała z goryczą Nastazja i prosiła Mokoszę o szczęśliwe wyjście z tej przygody. Tej nocy spała skulona wśród traw i kwiatów, a uzbrojeni Arymaspowie pełnili wartę wraz z Zielonymi Psami. Magaj spał na gałęzi drzewa, dopiero pokrywającego się pąkami. Gdy następczyni tronu spała, z ziemi wydobywało się jakieś buczenie. Nie zakłóciło jej snu, bo była wielce znużona wyprawą. Wtem ziemia pod nią osunęła się i rusałka obudziła się pod ziemią. Zielone Psy, Magaj i Arymaspowie spostrzegli to. Orzeł, zaczarowane wodniki i tylko jeden z Arymaspów; ten sam Ruman co rozmawiał z Nastazją, udali się pod ziemię. Pobratymcy Rumana, skądinąd odważni, uciekli, bo nie chcieli ryzykować życia ,,dla jakiejś tam wodnicy''. Mroki podziemia rozjaśniła pochodnia zabrana przez Rumana. Cała wyprawa ruszyła korytarzem, który zdawał się nie mieć końca. Wreszcie dotarła do jego kresu. Wówczas zielone oczy Nastazji ujrzały wielką jak łódź, blaszaną miskę pełną mięsiwa. Jadł z niej kret wielki jak stodoła i mający trzy głowy niczym Weles. Naprzeciw niego siedział w kucki Čort podobny do rogatego człowieka, którego długie włosy, wąsy i broda były zielone. Nosił przepaskę biodrową i szeroki, czarny pas. Był mokry od morskiej wody, oblepiony wodorostami i muszlami. Nastazja zadrżała, bo rozpoznała w nich Tałapę i Balteusa.
- W imię Mokoszy, odpowiadaj – mówiła do kreta – co te wodniki tobie zrobiły, że je zaczarowałeś? - jednak Tałapa roześmiał się grubiańsko.
- Sami chcieli, zakręt! Prosili mnie bym uczył ich czarów więc nauczyłem! - Nastazja przypomniała sobie wówczas, że z Čortami nie można rozmawiać, bo ,,wpuszczą w maliny'', toteż chwyciła Kłonicę i z okrzykiem: ,,Gloriya alden Aredvi''2! , pobiegła w stronę potwornego kreta. Ten ruszył na nią jak ranny dzik, wymachując łapami zbrojnymi w długie pazury. Każde z jego uderzeń mogło ją poszatkować, lecz Mokosza czuwała nad Nastazją. Tałapa już miał uciąć, lub odgryźć jej głowę, gdy ostrze Kłonicy, rusałka zatopiła w jego sercu. Trójgłowy kret zaryczał jak smok, po czym skonał, oddając duszę Čortom. W owej chwili wszystkie Zielone Psy znów stały się wodnikami i nigdy już nikt ich nie zaczarował. One same zaś nabrały rozumu i już nie dawały się skusić na zabawy z magią. Wielka była ich radość, lecz miast ją okazać, pobiegły w głąb korytarza, by wraz z Rumanem i Magajem ujrzeć dziesięć żytnich rusałek przedziwnej piękności, które ongiś służyły Rżanej Babie i Żetniej Maci, a teraz cierpiały niewolę za kratami z drewna. Balteus przez Polaków zwany diabłem Bałtyckim obserwował to siedząc na fotelu i zaśmiewał się.
- Czulcie się do siebie ile wlezie – zawołał – ale jak ja znów będę w wodach Zatoki Balat, wy zdechniecie pod ziemią! - zaniósł się sardonicznym śmiechem, po czym nim Nastazja zdążyła go ugodzić Kłonicą, rozpłynął się jak mgła. Łonem ziemi targnął wstrząs i wszystko się zawaliło.



*

Nastazja siedziała wraz z matką i siostrami przy stole w Kryształowym Dworcu. Na drążku siedział Magaj. Obok królewien siedziało pięciu wodników w zielonych przepaskach biodrowych, a z nimi pięć odzianych w białe, jedwabne suknie żytnich rusałek. Były to ich żony, noszące ozdoby ze złota i kwiatów, a ich imiona: Pszonka żona Nałaza, Perza – oblubienica Rospuda, Pokrzywka co wyszła za Luzona, Łosko – miła Łazuna i Chabra, która z miłości zechciała dzielić resztę życia z Buroniem. Na talerzu pogromczyni Tałapy pysznił się ogromny kawał wspaniałego tortu, a jej złoty kubek pełen był rumianego wina.
- Więc jak przeżyłaś córuchno? - pytała Nastazję Siubiela Morska.
- Balteus zasypał nas ziemią, lecz gdy już zaczynaliśmy się dusić, byliśmy już bezpieczni mocą Ageja, odetchnęliśmy pod płaszczem Mokoszy. Potem Ta, Której Boi się Cały Čortieńsk pobłogosławiła nas i wysłane przez Mamę orły uniosły nas, byśmy nie urazili nóg o kamienie. Moi towarzysze wyzwolili dziesięć żytnich rusałek służących Rżanej Babie i Żetniej Maci, lecz pięć pozostałych ze skruchą wróciło na służbę do nich.
- Królewna Nastazja ma dobre serce, rzekła Chabra zajadając złociste pierniki. - Król Arymaspów Volga Altayan dał nam eskortę ze swej armii, lecz gdy ziemia pochłonęła Nastazję, tylko Ruman pobiegł nam pomóc, a pozostali Atymaspowie uciekli. Gdy ich król dowiedział się o tym, wpadł w wielki gniew i chciał ich oślepić, lecz Nastazja na kolanach wyprosiła łaskę dla nich – uczta trwała jeszcze długo, bo wielka była radość z powrotu królewny. Poddani Siubieli Morskiej uwielbiali ją za jej dobroć i uprzejmość i mówili ,,Kimże będzie ta panna''?, bo Mokosza była z nią.



1 Perło Toropiecka
2 Chwała Aredvi!