,,W uralsko - ałtajskich wierzeniach ludowych 'ścieżka zmarłych' wiedzie zboczami gór; Bołot Chan, heros kara - kirgiski, podobnie jak Kesar, legendarny król Mongołów, w ramach próby inicjacyjnej przedostają się do tamtego świata przez grotę znajdującą się na górskim szczycie; droga zstąpienia szamana do Piekieł również wiedzie przez grotę'' - Mircea Eliade ,,Obrazy i symbole''
niedziela, 16 czerwca 2019
Bołot - chan
Kosingas
,, [...] Polyajnos (Stratagemata VII, 22) opowiada nam o Koningasie, królu - kapłanie panującym nad kilkoma ludami w Tracji, który groził swym poddanym, że opuści ich, wspinając się po drewnianej drabinie aż do bogini Hery'' - Mircea Eliade ,,Obrazy i symbole''
Pozdrawiam fanów trylogii ,,Kosingas'' Aleksandara Tesicia ;).
,,Wycieczka''
,,Jedziemy
na wycieczkę,
Bierzemy
misia w teczkę,
A
misiu fiku – miku
Narobił
w teczkę siku’’
-
zasłyszane w przedszkolu
W
pierwszej
klasie gimnazjum pod wpływem zadania – scenki do odegrania z
podręcznika KOSS – u fantazjowałem o grupie dorosłych, lecz
zachowujących się gorzej niż dzieci mężczyzn, która naradzała
się gdzie i za ile pojechać na wycieczkę. Każda z postaci tej
groteskowej opowieści prezentowała inny typ osobowości np. pan
Tyranowiecki (lider grupy, który zastrzelił jednego z oponentów i
spalił jego zwłoki w kominku), mazgaj, żartowniś, buntownik (drab
o czarnych włosach i wąsach, który stale był niezadowolony) i
stary Ukrainiec – pan Ględzenko (gdy przepaliła się żarówka,
przyniósł z katolickiego kościoła zapalony paschał). Ten ostatni
mówił w charakterystyczny sposób. Wpływ na wykreowanie tej
postaci miała lektura ,,Ogniem
i mieczem’’
Henryka Sienkiewicza.
Do
dziś pamiętam różne zabawne wypowiedzi wymyślonych postaci:
-
,,Przynieść
prochu?
-
Dziękuję, Rochu, obędzie się bez tego, bo ja kulturalnym jestem
kolegą.
-
Widziałem jak krowa nosiła kalesony i pisała felietony, a czuć w
nich było pański nadęty bełkot. Czy pan maczał w nich swe
skrzydełko?
-
A czy ty w ogóle umiesz pisać?
-
Oczywiście; pozwólcie, że zademonstruję,
-
Taku to i możu kuru bazgrolitatut pazurut.1
-
Zamknyyyjcu su! Zamknyyyjcu su!2
-
Sam się zamknij, wyjcu!
-
Lodówka – matka wywalona!
-
Putin, Kuczmu, Lukasajku, to lypsaju łycaru, nyslaju te Solanu!3
1
Tak to i może kura bazgrać pazurem.
2
Zamknijcie się!
3
Putin, Kuczma, Łukaszenko są lepsi niż ten Solana!
4
Kto politykuje ten żyje, mówi ruskie przysłowie.
sobota, 15 czerwca 2019
Sławoń
,,Spieszmy się zrywać wianki, tak szybko więdną!’’ - Popiel II Gnuśny
W
czasie
kiedy pan Borzywoj Błyszczyński przedzierał się przez Las Ciemny,
w stołecznej Neście umarł Olszan – król Analapii, Burus i
Jatvy. Jego królestwo okryła żałoba, bo i dobrym był władcą.
Bałtowie sami ofiarowali mu koronę za to, że ubił nękającego
ich ziemie lutego smoka. Olszan wybudował w Burus, gdzie ongiś w
olchowym gaju nauczał św. Jakub Apostoł, gród nazwany od jego
imienia Olsaną, który stoi do dziś. Mądre były jego rządy w
trudnym dla Analapii okresie kiedy Odoaker zniszczył Cesarstwo
Rzymskie. Opłakiwano go przeto od Lebany po Soprač, w Truso i
Rajgrodzie, od Baltii – wyspy Kynokefali, aż po ośnieżone
szczyty Montanii. Gdy ciało króla Olsana spłonęło na pogrzebowym
stosie, a prochy spoczęły w popielnicy, arcykapłan Ageja z Nesty
włożył złotą koronę na głowę młodego jeszcze królewicza
Barnima VI, który zapisał się w annałach Analapii jako św.
Bogdal.
Gdy
powrócił pan Borzywoj z Wymrocza, czekał go smutek wielki, bowiem
podczas jego nieobecności sroga Mar – Zanna przebodła swym
lodowym ościeniem serca pana Wiatysława i pani Bielisławy
Błyszczyńskich, których miłował jak własnych rodziców, choć
ci nie ukrywali przed nim, że jako niemowlę został znaleziony
przez nich na łące.
-
Teraz musisz być silny, aby nie okryć wstydem rodzinnego gniazda –
mówił mu stary klucznik Bańko o siwej brodzie sięgającej pasa.
W
owym czasie w majątku Wymrocze mieszkał gospodarski syn imieniem
Sławoń – młodzieniec piękny jak Apollo, a zarazem jurny jak
szympans. Miast przykładać się do pracy na roli, pędził dni na
uciechach takich jak picie w karczmie ,,Pod
Chazarskim Trollem’’,
śpiewanie na cały głos pijackich piosenek, a nade wszystko
obłapianie hożych dziewek na sianie i rusałek na leśnym mchu.
Pragnął, aby ,,święta
ruja’’
Nocy Kupały trwała okrągły rok. Niesyty był wciąż nowych
doznań rozkosznych; gdy poił swym nasieniem łono dziewki już
myślał o trzech następnych. Mówił przy piwie, że pragnie
miłości czystej, wiernej i wiecznej, sam jednak nic nie czynił,
aby samemu stać się zdolnym do zaofiarowania takowej wybrance swego
serca. Gdy znudził się swoją kochanką, a działo się to bardzo
szybko, odtrącał ją niby śmieć, nie bacząc na jej łzy i szukał
kolejnej i jeszcze kolejnej. Nie chciał przy tym słuchać swej
schorowanej matki; starej wdowy, ani innych ludzi mądrzejszych od
siebie.
-
Jestem młody, muszę się wyszumieć – odpowiadał im
niecierpliwie.
Niedawno
w pragnieniach jego zagościła Anej z Lasu – dziewica złotowłosa,
w której żyłach płynęła krew leśnych ludzi. To ją właśnie
ujrzał modlącą się pan Borzywoj Błyszczyński gdy wracał przez
Las Ciemny z Vompierska. Anej budziła miłość w każdym kto na nią
spojrzał, była bowiem tak nieskazitelnie jasna, kształtna i pełna
wdzięku, że zdawała się ziemskim wcieleniem Mokoszy, albo chociaż
jej córką. W jej piersi biło serce miękkie jak roztopiony wosk,
czułe na cudzą krzywdę i pełne dobroci. Anej kochali ludzie i
zwierzęta, Enkowie i wszyscy mieszkańcy pól i lasów.
-
Ona będzie ozdobą mojej kolekcji – Sławoń podglądał ją
podczas kąpieli w leśnym strumyku i oblizywał się na tę myśl
jak jakiś satyr nienasycony.
Anej
z Lasu niczego nie podejrzewając, wyszła z wody i założyła na
siebie białe giezło. Sławoń nie wytrzymał. Wyszedł z zarośli i
zagadnął do dziewicy:
-
Masz wielkie szczęście, bo teraz będę z tobą poczynał jak
szalejący władca zagajnika z łanią! - Anej w pierwszej chwili
zrobiła wielkie oczy, a jej policzki pokrył mocny rumieniec.
Następnie
szybko jak kąsająca żmija spoliczkowała bezwstydnika.
-
Jesteś wieprzem! - rzuciła mu w twarz i płacząc pobiegła w
knieje.
Sławoń
stał przez chwilę oniemiały, a gdy Anej skryła się już wśród
drzew, zaklął siarczyście.
-
Mówią o niej, że taka łagodna i dobra, a jednak umie przyłożyć.
Musi być moja! - od tego czasu wyprawy do zamtuza nie przynosiły
już Sławoniowi tyle uciechy co dawniej.
Zmarkotniał
i zdarzało mu się całe dnie przesiadywać na pniu zrąbanego
drzewa, z tępym wyrazem twarzy, strugającego korzeń kozikiem. Gdy
tak siedział pochmurny, nie zauważył jak obok niego przykucnął
jego druh Chałdzisz, który należał do rasy sarenów – ludzi o
głowach saren zrodzonych przez Dziewannę w erze czwartej.
-
Co się z tobą dzieje? - spytał saren. - Dawno już nie piliśmy
piwa ani gorzałki zaprawionej dla smaku małpim moczem, ani nie
zrywaliśmy wianków w lasach, ani na polach. Chory jesteś?
-
Gryzie mnie mól zakryty – odrzekł Sławoń, po czym wyłuszczył
sarenowi co leżało mu na sercu.
-
Tyle się dziewcząt pałęta po świecie, a ty, głupi, stoisz o
jedną? - machnął ludzką ręką saren. - Daj sobie siana i idź ze
mną do zamtuza!
-
Anej z Lasu jest jedyna i niepowtarzalna, jest niby życiodajne
Słońce na niebie – mówił Sławoń, a saren westchnął.
-
Jeśli chcesz się męczyć z jedną tylko samką, to pomóc może ci
tylko czarownica Danika z Vompierska. Poproszę ją w twoim imieniu,
a rzuci ci tę Anej do nóg! - słysząc to Sławoń rzucił się
sarenowi na szyję i ucałował jego zwierzęcy pysk.
-
Cudotwórco! Przywróciłeś mi chęć do życia! - krzyczał Sławoń,
aż spłoszone ptaki podrywały się w górę z gałęzi.
Saren
upadł na ziemię i przybrał postać dorodnego kozła o dużych
parostkach. Na szyi miał zawieszony biały kamyk z wyrytym na nim
imieniem Rogasia.
-
No to na co czekasz, człowiecze? - spytał sarni kozioł. - Wsiadaj
na mój grzbiet i pędzimy do domostwa Daniki! - Sławoniowi nie
trzeba było tego dwa razy powtarzać.
Usadowił
się na grzbiecie sarena, uderzył go piętami po bokach i już
mknęli w stronę Lasu Ciemnego. Gdy zanurzyli się w jego kniejach,
nawąz z imieniem Rogasia na szyi sarena świecił jak
spadła z nieba gwiazda pokazując drogę. Zza drzew wychodziły greckie jędze – Erynie smagając Sławonia biczami uplecionymi ze żmij, lecz junak pochłonięty myślami o nadobnej Anej nie zważał na ich ataki. Wreszcie człowiek i saren dotarli do pogrążonego w mroku Vompierska gdzie odszukali willę Daniki. Saren, który już parę razy bawił w Vompiersku wziął na siebie ciężar wyłuszczenia sprawy.
spadła z nieba gwiazda pokazując drogę. Zza drzew wychodziły greckie jędze – Erynie smagając Sławonia biczami uplecionymi ze żmij, lecz junak pochłonięty myślami o nadobnej Anej nie zważał na ich ataki. Wreszcie człowiek i saren dotarli do pogrążonego w mroku Vompierska gdzie odszukali willę Daniki. Saren, który już parę razy bawił w Vompiersku wziął na siebie ciężar wyłuszczenia sprawy.
-
Powiadasz, że tak zależy ci na niej, żeś gotów przelać własną
krew? - spytała drwiąco piękna Danika. - Ano, udowodnij mi to i
daj mi swoje ucho! - Sławoń posłusznie odciął sobie ucho
zdobionym sztyletem z Bharacji i podał je Danice.
Czarownica
wzięła je do ręki, po czym mamrocząc zaklęcie, zamieniła ucho w
dużego pieroga nadziewanego mięsem i zaraz go spałaszowała.
-
Zuch z ciebie, Sławoniu, synu Rzepana, przeto pomogę ci – Danika
chuchnęła w jego stronę i krew przestała się sączyć z miejsca
po odciętym uchu. - Wiedz jednak, że twoja Anej przystała do
chrystolubców, a ich żydowskiego Boga lękają się wszystkie
służące mi Čorty. Będę więc musiała skorzystać z usług
zbójców.
-
Zgadzam
się, o ile nie pobiją jej, ani nie obedrą z dziewictwa – rzekł
Sławoń.
-
Bądź dobrej myśli i wracaj do domu, rano twe marzenie zostanie
spełnione – odpowiedziała Danika, po czym zamknęła się w
swojej komnacie, gdzie lewitowała wdychając zdradliwe opary
czarnego lotosu.
Gdy
wrócili do Wymrocza, saren na powrót przyjął postać półnagiego
męża z głową kozła sarny.
-
Wspólnie nadstawialiśmy karku, liczę więc, że podzielisz się ze
mną swą panną. Słodkich snów, syny Novalsa! - saren chichocząc
lubieżnie odwrócił się na bosej pięcie i pobiegł do lasu.
Rano
lubiącego się wylegiwać Sławonia zbudził niewieści szloch i
jakieś słowa grube i odgłosy bicia. Klnąc zwlókł się z barłogu
i otworzył drzwi. Ujrzał sponiewieraną Anej z Lasu w podartym
gieźle i z obrożą na szyi. Nad nią stał dawno nie widziany w
Wymroczu zbójca Korczałek wraz z dwoma drabami, oraz ubrana na
czarno, rudowłosa Danika z Vompierska trzymająca koniec powroza,
którym skrępowana była Anej.
-
Oto twoja niewolnica – czarownica rzuciła szyderczo.
Sławoniowi
krew uderzyła do głowy. Nie myśląc wiele, dobył sztyletu i
rozciął powrozy.
-
Biegnij, a nie oglądaj się za siebie! - krzyknął do Anej, która
uciekła szybko jak łania ścigana przez wilki.
-
Zapłacicie mi za jej krzywdę! - ryknął Sławoń i zatopił
sztylet w piersi zbója Korczałka.
Dwóch
innych zbójców widząc śmierć herszta rzuciło się na Sławonia
z nabitymi gwoździami pałkami, lecz on, zwykle tchórzliwy, tego
dnia walczył jak berserk z Nürtu, aż położył trupem obu drabów.
Sławoń dyszał zlany swoją i cudzą krwią jak czarny pies jarchuk
po wyczerpującym boju z pomiotem Czarnoboga.
-
Anej! Przebacz! Kocham cię! - jego wołanie postawiło na nogi
niemal całą wieś.
Danika
pogroziła Sławoniowi pięścią, po czym przeniosła się do
Vompierska w chmurze cuchnącego dymu.
-
Słuchaj, młodzieńcze – klepnął go w ramię stary Kapian Dynia
– ty się musisz jeszcze dużo nauczyć zanim staniesz się dobrym
mężem i ojcem, ale jesteś na dobrej drodze ku temu.
Jednak
nie dane było Sławoniowi poślubić Anej z Lasu. Tej nocy mściwa
Danika posłała po niego nocne zmory. W łożu, pod powiekami
Sławonia przesuwał się korowód nagich rusałek o świecących
oczach. Nie były to jednak rusałki, ale wąpie – miały bowiem
białe i długie, wystające kły wąpierzy.
-
Dziewczyny zaciągną cię do dziury, dziewczyny zaciągną cię do
dziury… - nuciły monotonnie wąpie wyciągając w stronę Sławonia
zimne dłonie.
-
Anej; módl się za mnie! - krzyczał przez sen Sławoń.
piątek, 14 czerwca 2019
Jezus w Australii
,, [...] Dowiedzieli się też, że Jinimin (czyli Jezus) pojawił się ostatnio wśród Aborygenów. Miał on czarną i białą skórę i obwieścił im, że cały kraj będzie należał do nich, a w przyszłości nie będzie żadnej różnicy między białymi a czarnymi. Ale to zdarzy się tylko wtedy, gdy Aborygeni stanął się na tyle silni, by zwyciężyć białych. Zwycięstwo jest pewne pod warunkiem, że Aborygeni będą wiernie przestrzegać 'starego prawa'. W ten sposób pojawia się jako prorok zwiastujący odrodzenie kultury tradycyjnej. Mówiono o nim, że ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich zstąpił z nieba pewnego wczesnego popołudnia. Niektórzy ludzie nawet go sfotografowali. O zmierzchu ponownie wzniósł się do nieba, pozostawiając ludziom kult Worgaia jako środek do osiągnięcia millenium. Worgaia jest przykładem kultu Wielkiej Matki i prawdopodobnie pochodzi z Ziemi Arnhema. Po raz pierwszy zaobserwowano jego oddziaływanie w 1954 roku.
Inny mit związany z tym kultem mówi o kamiennej łodzi zesłanej przez Jezusa z nieba. Informatorzy przekazujący ten mit stanowczo utrzymywali, że łódź ta znajdowała się tam od początku czasu, czyli od bugari - gara. A to oznacza, że Jezus został zaliczony przez Aborygenów do klasy mitycznych Bohaterów plemiennych. [...] Łódź owa spełnia dwie funkcje: 1) posłuży jako Arka Noego, gdy deszcze potopu zgładzą wszystkich białych 'świętą wodą'; 2) jako że jest ona wyładowana złotem i naturalnymi kryształami, wyraża idee bogactwa społeczności rdzennych Australijczyków, która ucierpiała na skutek działalności ekonomicznej białych ludzi'' - Mircea Eliade ,,Religie australijskie. Wprowadzenie''
,,Wielka wyprawa dinozaurów''
W drugiej
klasie szkoły podstawowej fantazjowałem o prehistorycznych
zwierzętach z planety Pterotyjandii, które szukały nowego locum,
bowiem ludzie zniszczyli ich naturalne środowisko. Pierwowzorami
bohaterów tej opowieści były moje zabawki jak: Taszchetozaur (wódz
dinozaurów; 20 – metrowy megalozaur), rodzina triceratopsów,
diplodok, brontozaur, dwa anatozaury, pteranodon (gad latający),
dimetrodon (gad z grupy pelikozaurów żyjący w permie),
makrauchenia o imieniu Wstręciuch (południowoamerykański,
roślinożerny ssak z okresu plejstocenu) i glyptodon Gaz (pancerny
ssak z okresu plejstocenu). Zwierzęta te przeżyły liczne przygody,
a część z nich nie osiągnęła celu. Ojciec rodziny triceratopsów
płakał, gdy jego synek został zastrzelony przez ludzi, którzy
chcieli uszyć kurtkę z jego skóry ;(.
czwartek, 13 czerwca 2019
Sedina
W mojej fantazji
,,Liber terriblis’’ pewien Niemiec ze Związku
Wypędzonych, lub Pruskiego Powiernictwa opluwał polskie godło za
pomocą nasączonych śliną kulek papieru, wydmuchiwanych przez
plastikową rurkę. Widząc to Sedina, której towarzyszyli Herakles
i Hermes, ukarała Niemca uschnięciem ręki. Ten pożałował,
przeprosił na kolanach Orła Białego i został uzdrowiony.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














