wtorek, 12 listopada 2013

Oniricon cz. V

Śniło mi się, że:



- w odległej przyszłości w polskich miastach będą żyć mięsożerne kościotrupy utrzymujące się z pracy mieszkańców wsi,



- indyjska dziewczynka przez Park Kasprowicza w Szczecinie dostała się do alternatywnego świata; szła przez wioskę przypominającą indyjskie miasta i bała się z kimkolwiek rozmawiać, w tym śnie występował samuraj Yoshibana, który zabił żonę, Hinduska w końcu odezwała się do miejscowej dziewczynki, której matka była złą królową tego alternatywnego świata, obie dziewczynki uciekły do naszego świata razem z czerwonym smokiem, ów smok zamienił się w głaz stojący w Parku Kasprowicza,



- w kolorowym czasopiśmie wydawanym przez Radio Maryja, ktoś napisał w dodatku telewizyjnym, że warto oglądać dobre filmy fantasy,
- pomyślałem, że Wałęsa byłby dobrym dyktatorem, ale był za łagodny,



- pływałem razem z żarłaczem tygrysim i włożyłem mu do paszczy puszkę,



- pływałem razem z mantą mającą zęby rekina i drażniłem ją,



- powiedziałem, że Helena Bławatska była Żydówką,
- Hitler zginął 7 lipca 1977 roku,



- dimorfodon zaatakował polskiego szlachcica,



- byłem u rodziny z filmu ,,Odwrócona Góra, czyli film pod strasznym tytułem''; Mamuna chciała abyśmy wszyscy polecieli do szkoły samolotem, w owej szkole spotkałem swoją dawną nauczycielkę, panią Mariłę ov Kendrę,



- Amerykanie sfilmowali ,,Krzyżowców'' Zofii Kossak - Szczuckiej; w jednej z głównych ról zagrała Angelina Jolie,



- w ,,Gościu Niedzielnym'' ukazał się artykuł ,,Co polecał Wellman''? zilustrowany zdjęciem książki dla dzieci, na której okładce był narysowany Japończyk w białym mundurze z czerwonymi oczami,
- ktoś nazwał mnie ,,sumieniem Sapkowskiego'',



- Shahbaz Bhatti uwięził Benazir Butto,



- w lesie żył słowiański demon zwodzący mężczyzn na manowce, zwany czerwoną babą, który przypominał moją koleżankę z liceum Jenę ov Łonhner - piękną blondynkę w czerwonej sukni,
- w południowych dzielnicach Szczecina przechowuje się broń atomową,



- Czarodziejka z Księżyca była jednorożcem, lecz Loki zamienił ją w człowieka; zamieszkała u czeskiej rodziny razem z przybraną siostrą Agnieszką; pewnego razu znalazła pigułki antykoncepcyjne i ciekawości jadła je garściami razem z czarnymi i czerwonymi jagodami; w tym śnie występowały też smerfy,



- w rozmowie z polonistką mówiłem dlaczego znak AURYN przypomina jing - jang,



- Ryszard Lwie Serce urodził się w Świecie Wiedźmina, za radą Geralta i Gandalfa przeniósł się razem z Frodem i Gimlim do naszego świata, aby szukać w nim Graala; po przybyciu do naszego świata Ryszard Lwie Serce przyjął chrzest,



- zetknąłem się ze stwierdzeniem, że nadawana w latach 90 - tych na telewizji ,,Polonia'' reklama herbaty ,,Dilmah'' , na której pokazywano Indie, jest zagrożeniem duchowym.

Spóźnione życzenia




Z okazji wczorajszego święta, Dnia Niepodległości, wszystkim Polakom składam najserdeczniejsze życzenia, aby oni sami jak też ich potomkowie mogli zawsze żyć w wolnej, bezpiecznej, sprawiedliwej , dostatniej i budzącej w oczach świata podziw i szacunek Polsce, która tak jak obecne Węgry potrafiłaby mądrze łączyć tradycję z nowoczesnością.



Sława Wielkiej Polsce!
Fama alden Palana Gracilis!
Slava Vielgoj Palsce!


piątek, 8 listopada 2013

Na śmierć Stalina

,,Gdy Stalin
stolec Moskwy
zdobył
we krwi świat utopić
postanowił.
Przesiedlał więc Tatarów Krymskich;
Mordował Czeczeńców, Inguszów
Głodem morzył Ukraińców rzeszę.
'Wszedł do władzy jak lis
Panował jak lew,
Umarł jak pies'' - ,,Milenium, czyli Nowe Triumfy''




Tego dnia, czarna gleba Cmentarza zamieniła się w błoto, bo ustawicznie zraszały ją łzy uczestników pogrzebu ofiar wczorajszego szturmu na Kościół. Wczoraj pół wsi uczestniczyło we Mszy, teraz pół wsi uczestniczyło w pogrzebie. Bólu rodzin pomordowanych nie sposób oddać słowami.



- Moje dziecko, oni je zastrzelili! - łkała Stara Babucha, której ocalała niegdyś córka, teraz pod kulami bazooki zamieniła się w drgający, zlany niebieską krwią zezwłok, a jej oczy barwy ognia stały się teraz czarne i martwe.
Zginęła cała rodzina Kwiatków, a pan Sołtys miał zakrwawioną, obolałą twarz ze złamanym nosem, w bandażach i ubytkami w uzębieniu. Dziadowscy chcieli wczoraj wymordować wszystkich (może z wyjątkiem Lawendycji), a ich zbrojne szeregi wdzierały się przez wyważone tajemniczym kodem drzwi niczym nadęte fale morza, siejąc spustoszenie. To, że chłopi w ogóle przeżyli było zasługą Kowala; wyrwał ławkę i z jej pomocą tłukł napastników, a tych było niczym szarańczy.
Lawendycja i Heniek szli razem, przytuleni do siebie, nie mogąc nic powiedzieć. Wczoraj Plaptonius domagał się wydania mu żony Heńka, ta zaś nie chciała aby z jej powodu odbywało się oblężenie. Wskoczyła więc pod lufę miotacza płomieni, co niektórzy byliby gotowi porównać do śmierci Wandy.



Ta jednak miała całkiem inne okoliczności. Heniek pobiegł za nią i przeniósł płomień na swoje ubranie, ległszy u boku żony aby razem czekać aż śmierć położy kres cierpieniu. Tak się jednak nie stało; nadbiegli Pan Sołtys i Ksiądz Dobrodziej i peleryną i ornatem stłumili płomienie. Teraz włosy Lawendycji były nadpalone. Pan Sołtys nie był bohaterem dnia. Bynajmniej. Ach, gdyby nie brał tej głupiej spluwy na Mszę i nie pomógł nią Dziadowskim złamać szyfru E (3) 7! Otaczała go powszechna niechęć. Jedynie nieliczne osoby go nie potępiały; mam na myśli rodzinę. Teraz niefortunny lider zwrócił się do Księdza Dobrodzieja, bo wiedział, że ten go nie odrzuci.
- Przepraszam - zaczął, - ale nie wiem co to takiego ten szyfr E (3) 7?
- Jest to najbardziej rozpowszechniony szyfr na świecie - odpowiedział Ksiądz Dobrodziej - jest trudny do odkrycia, a umożliwia dziadostwu dostanie się do wnętrza człowieka.
- To straszne - wzdrygnął się Pan Sołtys - jak można tego uniknąć? - zapytał rzeczowo.
- Wszyscy dysponujemy tym szyfrem - odrzekł Ksiądz Dobrodziej, - ale możemy powstrzymać dziadostwo przed złamaniem go, bezinteresownie kochając bliźnich.
Kondukt żałobny się zatrzymał, ujrzawszy człowieka z siekierą i białą chorągiewką; był to poseł Dziadostwa. Nachylał się i rąbał siekierą jak drewno jakiegoś nieżywego człowieka. Chłopi byli w szoku.
- Ave Stalin! - zakrzyknął do nich poseł. - Waszego Kościoła już nie ma; teraz robimy w nim twierdze Fort Marksa! Piliśmy gorzałę z czaszek waszych trupów - chłopi zamarli z oburzenia - i profanowaliśmy wasze chorągwie, ta jak wy nasze - pięści same się zacisnęły, - a ten człowiek, którego rąbię, to kustosz waszego muzeum, które urządziliście w domu Towarzysza Pogranicznika - chłopi zrozumieli; założone rok temu ,,Muzeum walki i męczeństwa narodu Polskiego w gminie Pawlaczyca w 1950 r.'' znów znalazło się w rękach Dziadostwa. - A to są wasze żałosne eksponaty - mówił poseł wskazując gnaty walające się w krzakach. - Teraz możecie mnie zabić - kontynuował zuchwale, - ale i tak to my was zniszczymy! - widząc, że nikt go nie zabija, oddalił się i zniknął między drzewami. Wybuch płaczu znów obmył groby uczestników zeszłorocznej okupacji i bitwy. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z biegiem miesięcy, Plaptonius gromadził coraz więcej broni, oraz coraz więcej wojowników. Jego pozycji nikt nie zagrażał, bo Andrzejczykowa straciła na zawsze swojego wspólnika w planowanej zemście, którym był Towarzysz Pogranicznik. Od odzyskanej chaty do Fortu Marksa ciągnął się teraz ufortyfikowany sznur samochodów i wozów pancernych, dzielący wieś na dwie części, przy których stały namioty i prowizoryczne punkty obserwacyjno - zaopatrzeniowe. W latach 1952 - 1960 Dziadowscy wybudowali wał ziemny wokół Fortu Marksa, tworząc dziedziniec. Znalazły się w nim budki z benzyną do pojazdów, oraz specjalny dar Partii - cztery helikoptery. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, SCzZDzP popełniał coraz nowsze zbrodnie, dążąc do wytępienia ,,kułackiej'' ludności wioski. Nie przebierali w środkach - ponownie zatruli wszystkie studnie, a poza tym ustawili posterunki strzelnicze nad obydwoma dopływami Wisły i Jeziorem; zabili Rybaka, spalili też dom Młynarza z młynem. Chłopów napadali w nocy, najczęściej wzniecając pożary, oraz rzucali granatami i kierowali kule przeciwko największym zgromadzeniom. 1 maja 1952 roku na pochodzie nieśli ciała pomordowanych. Niszczyli uprawy i stawiali miny możliwie wszędzie. Jednak największą nienawiść żywili do zwierząt dzikich jak i domowych. Granatami niszczyli wszystko od Pasieki po stajnie i obory, a nawet psie budy. Rąbali drzewa w Sadzie (Sadownik zginął w Kościele) jak i w 



Lesie, a z ciał krów i koni układali nazwiska Marksa i Engelsa. Oczywiście Bierut podarł ,,Memoriał o ludobójstwie...'' , kiedy tylko doczytał do informacji o klęsce Dziadostwa.
- Rodacy! Partia ma was w nosie! - mówił eufemistycznie Pan Sołtys na jednym z wieców, kiedy okazało się, że Komitet Centralny aprobuje wszystkie zbrodnie okupantów... Z helikopterów zrzucano granaty, alkohol, ulotki propagandowe i amerykańską pornografię, a od 1953 r. - także zakażoną odzież, oraz haszysz czyli marichuanę.



*




,,Stalinowi powiedz, że jeśli nie przestanie traktować mnie jak swoją niewolnicę, będę dlań szczególnie sroga...''  Była noc roku 1953. Na niebie unosiła się w poświacie Księżyca kobieca postać siedząca nie, nie na miotle, ale na kosie, której ostrze było ustawione do dołu. Kobieta była ubrana na czarno i nie posiadała ani włosów, ani mięśni, ani skóry. Ludzie nie widzieli kościstej latawicy, zaś jej puste 



oczodoły widziały majaczące w oddali kopuły Kremla. Tej nocy towarzysz Józef Wisarionowicz przechodził z łóżka do łóżka, aż areszcie usiadł w gabinecie. Na drugim krześle siedziała Śmierć trzymając kościstą ręką kosę.
- Uczyniłam was swoim współpracownikiem, ale zawsze żałowałam swej decyzji - mówiła nie mając warg, ani ust, a Stalin wybałuszył oczy i nie mógł wymówić ani słowa. - Znam was, możnych tego świata i lubię wam pożyczać swoje kosy. Wy zaś lubicie mi pomagać, ale kiedy przestajecie być potrzebni, robię z wami to co wy robiliście innym ludziom - Stalin otworzył gębę i nadal milczał. - Wiecie co, nienawidzę was możni tego świata! Za waszą pychę. Władza odbiera wam sumienie, ale i rozum. Dlaczego zabijasz, aż tylu ludzi, skoroś sam śmiertelny? - pytała się. - Hitlerowi mówiłam to samo, a wcześniej Abdulhamidowi. Prawdę mówiąc wszyscy jesteście siebie warci. Przegięliście pałę, towarzyszu Dżugaszwili, pokażę wam dlaczego! - Stalin zlał się zimnym potem, a w jego gabinecie ktoś śpiewał:

,,O bogaczu
Godnyś płaczu [...]''




Najpierw wyrzucenie z seminarium duchownego, potem strajk w Batumi.

..Masz gody,
Wygody
I futra
Do jutra''.



Użycie terroru w służbie socjalizmu, śmierć osób cywilnych, znajomość z Wiaczesławem Skriabinem, sąd Rudolfa Krzeczowskiego; Polaka. Dalej wszystko potoczyło się jak w kalejdoskopie. Twarze ofiar czystek; Rosjan, Polaków, Żydów, Ukraińców, Kazachów snuły się niczym chmury po niebie i śpiewały:



,,Skarbiec pełny
Złotej wełny,
Złote runo,
Lecz, że z truną...''



Z bydlęcych wagonów wypadały ciała czeczeńskich, inguskich dzieci, tych i wielu innych narodowości.

,, [...] Ma świat cały cię w respekcie:
A ty wszystkich w tym despekcie [...]''.



Jacyś ludzie byli wiązani drutem kolczastym, a na ich głowy zarzucano worki z trocinami, a potem kule roztrzaskiwały im czaszki. 

,,W złocie chodzisz,
W złościach brodzisz''.

Pies przyjaźnił się z grupą więźniów. Został za to zatłuczony na śmierć kijami.

,,Ta fama
Jest plama.
Trup w szatach
Duch w łatach [...]''.



W arsenałach sroży się broń atomowa, a na Ukrainie ptactwo i ssaki giną pod kulami, aby się nie stać pokarmem dla celowo głodzonych ludzi.

,,Źle żyjesz,
Zawyjesz!
Śmierć nie śmiech,
Dudy w miech [...]''.



Miliony więźniów cierpiało w Gułagu pod hasłem ,,Ciężką pracą odkupuj swe winy''. Krym opustoszał.
Stalin siedzi na krześle, a przed nim kobiecy szkielet w czarnej sukni. Recytacja wokalna ,,Uwag o śmierci niechybnej'' Józefa Baki dobiega końca, a pod sufitem unosi się nagi mężczyzna z ogromnymi, czarnymi skrzydłami, przywołany gestem ręki przez Śmierć. Dalsze losy Stalina okrywa tajemnica...
Nastał ranek a Józef Wisarionowicz długo nie wychodził z gabinetu. Wreszcie gdy zdobyto się na odwagę otwarcia go, zastano wodza martwym. I tak przeminął Stalin jak przemija burza, pożar, powódź, zaraza, czy wojna, a tymczasem gdzieś w Polsce, na Mazowszu, w gminie Pawlaczyca...

środa, 6 listopada 2013

Zemsta

Było to tak. Pan Sołtys w lutym 1951 roku umyślił sobie, że noszenie na plecach karabinu dodaje mu powagi i dostojeństwa. Tak głęboko uwierzył w tą bzdurę, że nie dość, że parkował Ruskomobilem przed Kościołem, to jeszcze wchodził do środka ze swoją strzelającą ozdobą. Biedny Ksiądz Dobrodziej - miał z nim urwanie głowy. Na próżno tłumaczył, że nie spluwa, ale mądrość i dobre serce są prawdziwą ozdobą polskiego działacza samorządowego i że nie godzi się wchodzić z bronią do świątyni Boga, który jest Miłością, że karabin i miłosierdzie pasują do siebie jeszcze mniej niż pięść do nosa. Pan Sołtys jak się raz uparł, to już uparł!
Prowadził Ruskomobil, jadąc razem z żoną, córką, zięciem, synem oraz pukawką i w samochodzie panowała powszechna radość.
- Opowiadaj dalej Przeciwmolówko, tatuś słucha... - prosił córkę.



- Spotkaliśmy w kanale szczura - opowiadała Lawendycja.
- A nie bałaś się? - pytał Pan Sołtys.
- Nie, szczur był bardzo miły i wskazał nam drogę do ambasady RFN abyśmy nie musieli uciekać kanałami.
- A RFN to co to za kraj? - Pan Sołtys zapomniał.
- Niemcy Zachodnie - powiedział Heniek - ambasador pan Rudolf Scheker pomógł nam uciec przed ubekami; zawiózł nas samochodem do Lasu.
- Scheker? - zdziwił się Łukasz. - Ma nazwisko jak ten śp. Berthold z Dziadostwa, co obsługiwał Ul Śmierci.
- Może Scheker to tak samo popularne nazwisko w Niemczech jak Kowalski w Polsce... - odpowiedział Heniek.
- Jak to dobrze, że znów jesteśmy razem! - powiedziała pani Bożena Skyjłycka, a Ruskomobil stanął przed Kościołem obok motorów.
Chłopi wchodzili, wchodzili, a Ksiądz Dobrodziej rozpoczął odprawiać Eucharystię w intencji dziękczynienia.



My już mówiliśmy o Urzędzie Bezpieczeństwa, ale co się stało z Dziadostwem? Gdy Stalin dowiedział się o planach budowy Nowego Bierutowa jako nowej stolicy PRL - u, to ze złości zrzucił Bieruta ze schodów, a ten był blady jak kreda. Stalin groził mu zesłaniem do Kazachstanu, jeśli będzie próbował rozsławiać swoje imię w taki sposób bez zgody dyktatora.
- Zrób kolektywizację i nazwij ten grajdół Stalingradem ku mojej chwale, a nie twojej. Jeszcze raz spróbujesz uszczuplić splendor mi należny. Rób tam PGR - y jak to nazywasz, rób stolicę, a nawet wyrwę w ziemi, aby moje nazwisko było sławione. Niczyje więcej! Zrozumiano? - Bierut miał nieopisane szczęście, że przeżył.
- Tak, tak... Zrobię PGR - y imienia Józefa Wisarionowicza, wszystko skolektywizuję, a co harde - wymorduję - mamrotał półprzytomny i obolały.
- A teraz won, ,,polszaja sobaka''! - Stalin wygnał Bieruta. - I nie zapomnij postawić mi pomnika! - wrzasnął na odchodnym.
Plaptonius na rozkaz Bieruta przygotował się do ponownego szturmu na Pawlaczycę. Z Pomorza Gdańskiego sprowadził nienawidzącą go Sylwię Andrzejczykową, zgromadził też wielu innych współpracowników. Wśród nich był Towarzysz Pogranicznik. Kiedy rok temu został cudownie uzdrowiony za pośrednictwem Księdza Dobrodzieja, w szpitalu psychiatrycznym odkryto, że nie był psychicznie chory. Przeciwnie. Kiedy ochłonął, postanowił porzucić komunizm i prosić o przyjęcie do Kościoła rzymskokatolickiego. Plaptonius wielce się tym przeraził i rozkazał aby za wszelką cenę odwieść Towarzysza Pogranicznika od nawrócenia. Gdy inne metody zawiodły, poddano go silnym elektrowstrząsom, w wyniku których stracił pamięć. Teraz jego świadomość przedstawiała ,,tabula rasa''. Teraz to się zrobi z niego człowieka radzieckiego!
Tymczasem w Pawlaczycy... Stefan i Bożena Skyjłyccy siedzieli na ławce pod ścianą, a nad głowami widniał piękny witraż przedstawiający narodziny Chrystusa w Betlejem. Dziwili się słysząc niepokojący szum, jakby bzyczenie olbrzymiej muchy. Co dziwniejsze na witrażu pojawiła się rosnąca z każdą chwilą szara plama, która robiła się większa i większa. ,,Co to może być''? - zastanawiał się Pan Sołtys. W odpowiedzi kolorowe płytki witraża rozprysły się po całym Kościele raniąc wiele osób. W dziurze w ścianie ujrzano helikopter, za sterem którego siedział Towarzysz Pogranicznik.



- I znów się spotykamy szlachecki łajdaku! - mówił do Pana Sołtysa, choć oczywiście jego krzyku nikt nie usłyszał.
Pan Sołtys najpierw był w szoku, a potem zawrzał wielkim gniewem. Zdjął z pleców swój reprezentacyjny karabin i rozpoznawszy Towarzysza Pogranicznika, wycelował prosto między oczy. Rozprysło się szkło szyby helikoptera, a potem zakrwawiona twarz uderzyła w grządki kolorowych przycisków brudząc je mózgiem. Pan Sołtys strzelał, aż pozbawiony pilota helikopter z wolna zaczął opadać, aż zderzywszy się z podłożem wybuchł żywym płomieniem jako stalowy, płonący grób Towarzysza Pogranicznika. Biedny! Najpierw Pan Sołtys orał nim pole, potem uciął brzytwą ramie, a teraz zastrzelił. nagle dębowa brama rozwarła się na oścież i wyleciała z zawiasów. Weszli do Kościoła uzbrojeni po zęby ludzie, którym



przewodził mężczyzna ubrany w pancerz ze skóry nosorożca indyjskiego, skradzionego z warszawskiego zoo. Tymczasem Pan Sołtys rozgorączkowany trzymał karabin i moczył go potokami zimnego potu.
- Przynosimy wam wolność! - rzekł przerywając milczenie człowiek w skórze nosorożca.
- My już ją znamy! - odkrzyknął Łukasz. - Kimże jesteście?
- Nie poznajesz mnie? - zdziwił się tajemniczy człowiek wybuchając złowrogim śmiechem. - Twój tatuś, Stefan Eustachiewicz nosząc do Kościoła karabin maszynowy pomógł nam złamać szyfr E (3) 7, którym zniweczyliśmy bramy waszej świątyni. A ja jestem Jerzy Plaptonius - zapadła grobowa cisza - czyżbyście mnie zapomnieli? Znów będę liderem pawlaczyckiego Dziadostwa. Przybywam tu w imię Stalina, aby pomścić srogą zniewagę interesu klasy włościańskiej, którą wyrządziliście rok temu - Plaptonius na chwilę zamilkł aby zbadać reakcję. - Poddajcie się kułackie ścierwa, bo towarzysz Bierut dał nam władzę życia i śmierci nad wami, ale choć zasługujecie na śmierć, możecie jej uniknąć. Towarzysz Bierut na moją osobistą prośbę - Plaptonius kłamał jak z nut - zastrzegł, że jeśli dostanę za żonę Lawendycję de Slony, wasza wieś będzie skolektywizowana, a wy wysiedleni na Warmię i Mazury, gdzie już czeka na was przydział ziemi...
Wzburzenie rosło, aż wybuchło jak wulkan.
- Nigdy !!! - jak jeden mąż krzyknęła cała wieś, a Heniek najgłośniej.
- Ognia! - wrzasnął Plaptonius i Dziadowscy nacisnęli spusty kałasznikowów.
Chłopi nie pozostali im dłużni i wyjęli własną broń, oczywiście Pan Sołtys wiódł rej między nimi. Tak oto złamanie przez Dziadostwo szyfru E (3) 7 przeszkodziło w sprawowaniu Eucharystii. Wywiązała się strzelanina - kule dziadowskich wleciały do lufy karabinu Pana Sołtysa, co sprawiło, że oręż uderzył właściciela w twarz. Trup ścieli się gęsto, chłopi przegrywają mimo dzielnej walki. Poza tym Dziadowscy wzięli też bazooki i miotacze płomieni. Ostatecznie chłopi przegrali; z Kościoła udało się wynieść jedynie Najświętszy Sakrament w monstrancji i Biblię, a Dziadowscy pruli na oślep do uciekinierów ścieląc gęsto wyjście zwłokami.
- Wypijmy za zemstę! - mówił Plaptonius podnosząc do góry napełnioną szampanem czaszkę babki Łukasza, pochowanej w Cripta Tanatoporfiria. 
Komuniści usunęli z Kościoła wszystkie obrazy i witraże, wyrzucili relikwie i szczątki zmarłych wójtów i



sołtysów z Cripta Tanatoporfiria. Postanowili zrobić tu fortecę i nazwali ją Fortem Marksa. Zrzucili z wieży krzyż i zastąpili go sierpem i młotem. Dzwony przetopili na broń, a w dzwonnicy urządzili punkt obserwacyjny. Spalili ciała poległych chłopów za pomocą miotaczy płomieni. Wprawili nowe, żelazne drzwi, a potem urządzili libację z ludzkich czaszek. 
Tymczasem chłopi uczestniczyli w mszach odprawianych w stodole Kowala. Jeszcze długo Dziadowscy nosili nad Wisłą i Jeziorem kąpielówki ze zrabowanych ornatów i chorągwi kościelnych.

niedziela, 3 listopada 2013

Wywiad ze szczurem

Była już noc kiedy w ślad za Koszem na Śmieci z Czubkiem w środku, otwór studzienki kanalizacyjnej pochłonął Stracha na Wróble, Lawendycję i Heńka. W ich nozdrza uderzył odór ścieków, a nad głowami szumiała woda w potężnych rurach. Zielony szlam całkowicie zakrył adidasy Lawendycji i zabrudził niebieska sukienkę uszytą ze starego, poplamionego obrusa. Heniek nie wiedział co gorsze; niewola ubecka czy ten exodus? Chyba jednak to pierwsze; teraz byli przynajmniej wolni! Ubecy sprzedali na czarnym rynku ich ubrania, szczególnie wysoką ceną osiągając za złote podkówki z obuwia Lawendycji. Na powierzchni, komendant dowiedział się już o tym co zaszło, przeto postawiono całą esbecką i ubecką Warszawę na nogi. Rozpoczęły się poszukiwania. W kanale pełno było szczurów i karaluchów.



- Nie mogę pojąć co to za dziwni hydraulicy tu przybyli - zastanawiał się na widok naszych przyjaciół szczur wędrowny stojący słupka i uważnie się im przyglądający.
- Nie jesteśmy hydraulikami - powiedział Strach na Wróble, a gryzoń oniemiał, - ale uciekinierami. Jesteśmy z gminy Pawlaczyca na południe od tego miasta - ciągnął - a tych dwoje ludzi i pies, zostali uratowani z niewoli zgotowanej im przez Urząd Bezpieczeństwa. Teraz jego funkcjonariusze zapewne nas ścigają - kiedy to mówił państwo de Slony dziwili się bardzo: dlaczego i co mówi do szczura, który ciekawie przekrzywiał łepek na bok.
- Jeśli umiesz mówić ze szczurami - zwróciła się doń Lawendycja - to powiedz mu, że nie przyszliśmy tu aby go skrzywdzić, ale szukamy schronienia.
- Klap! - oburzył się Kosz na Śmieci na samą myśl, że ktoś może mówić ,,jeśli'' w odniesieniu do zdolności translatorskich Stracha na Wróble.
Ten zaś przekazał szczurowi słowa Lawendycji.
- Możesz im powiedzieć - piszczał szczur, - że nie mam nic przeciwko nim, i że jak chcą uciekać to wskażę drogę do ambasady Republiki Federalnej Niemiec, bo tam znam człowieka, który może im pomóc.



- Mówisz o RFN? - Strach na Wróble tłumaczył klekot blaszanego kubła - przecież oni nie uznają polskiego stanu posiadania na Ziemiach Odzyskanych!
- Ten jest wyjątkiem, podobno ma nawet żonę Polkę - oponował szczur. - Czy w tym co mówisz uznajesz odpowiedzialność zbiorową?
- Nie - zaprzeczyli Strach na Wróble i Kosz na Śmieci.
- A poprawności politycznej też nie uznajecie? - pytał szczur.
- Też nie - potwierdzili Ceta Polikarp i Radodydak.
- Czy uznajecie Niemców za ludzi takich jak wy? - zwrócił się do Heńka i Lawendycji.
- Tak - potwierdzili oboje.
- A teraz:, który naród jest nieomylny, oraz może pogardzać wszystkimi narodami?
- Nie ma takiego narodu.
- W takim razie kogo uznajecie za patriotę? - ale ten szczur był odważny. 
- Prawdziwy patriota to ten kto własny kraj kocha jak matkę, a inne jak braci i siostry - Lawendycja też była uczennicą Pana Konidy.
- Dokończcie zdanie - drążył szczur - granice są potrzebne...
- ... aby łączyć i ubogacać człowieczeństwo narodów - dokończył Heniek.
- Dobrze, a teraz ostatnie pytanie: czy gdyby WSZYSCY mówili, że krowa może latać, a byłoby to kłamstwo, a ci co by je odrzucili, zostaliby wywiezieni do rezerwatu dla ciemnogrodzian i ,,antybostaurystów'', to czy wy byście też tak mówili, a jeśli nie to dlaczego? - ostatnie pytanie przyprawiło Heńka i Lawendycję o napad śmiechu.
- Ha, ha, ha, ha, kłamstwo nigdy nie jest poprawnością, ha, ha, ani polityczną, ani żadną inną, ha, ha, ha - Heniek był oblepiony zielonym szlamem; tak się tarzał ze śmiechu!
Oj, gdyby wrócili do Pawlaczycy, to dopiero mieliby co opowiadać! Kto to widział aby na początku drugiej połowy XX wieku w warszawskim kanale ściekowym, szczur robił test światopoglądowy dwojgu ludzi dopiero co uwolnionych z ubeckiej niewoli!
- No to za mną! - zakomenderował szczur i wszyscy poszli za nim, aż znaleźli się w budynku zachodnioniemieckiej ambasady.

*

Rudolf Scheker, otyły mężczyzna o czarnych, sumiastych wąsach, obudziwszy się, z wolna ogarniał umysłem cały ogrom czekającej go dzisiaj pracy, lecz czuł się ociężały i nie mógł wstać. Wreszcie się przemógł, przeciągnął i opuścił łoże. Z podkrążonymi oczyma stanął przed lustrem w łazience. Patrzy i widzi za sobą jakiś nos z marchwi, żółtą głowę i oczy niby z węgla. Przestraszony krzyknął i odwrócił się za siebie.
- Guten morgen, Herr Scheker - Strach na Wróble elegancko zdjął przed dyplomatą czarny kapelusz.



- Czy, czy jest pan z UFO? - wybąkał Niemiec.
- Rok temu rozmawiałem na weselu z kosmitami z planety Nopes, - ale jestem Strachem na Wróble, zwanym Ceta Polikarp i w kanalizacji rozmawiałem ze szczurem, który polecił mi pana jako sprawiedliwego człowieka - Herr Rudolf szczypał się do krwi w rękę myśląc, że śni.
- Proszę się nie bać - uspokajał go Strach na Wróble - nie przyszliśmy pana skrzywdzić, ale prosić o pomoc. Niech się pan ambasador przygotuje z tą swoją poranną toaletą, a pokażę swoich przyjaciół i powiem o co chodzi.
Niebawem w gabinecie Rudolfa Schekera, Strach na Wróble przedstawił wszystkie osoby.
- Ten Kosz na Śmieci to Radodydak... - zaczął.
- Klap! - odezwał się kubeł.
- To jest Czubek...
- Wow!
- ... a tak naprawdę Uk Tubajtyna, polski owczarek nizinny zakupiony na Ukrainie... - prezentacja trwała.
- ... to jest panienka Lawendycja Ewa Maria Solanescu - ta się skłoniła,- a ten nóż wbił się jej gdy miała osiem latek, a tu mam zaszczyt przedstawić jej męża, pana Gienricha Solanescu z Mołdawii. Ci państwo przyjechali do Warszawy na miesiąc miodowy. Pan Gienrich raczył sfałszować legitymacje z NKWD, ale z żoną wykorzystywał je do czynienia dobra; oczywiście to grzech fałszować dokumenty, ale zostali złapani przez ubeków Grzegorza Kufińskiego i Irosława Morskiego, którzy torturowali ich, a potem chcieli zabić... - ambasador słuchając omal nie zakrztusił się wodą sodową - ... czy pan ambasador wyobraża sobie trzymanie nagich ludzi w szafie, przypalanie ich, cięcie twarzy scyzorykiem - Strach na Wróble był bliski lamentu, a Schekerowi przypomniały się zbrodnie jego własnych rodaków i uznał, że musi zrobić cokolwiek aby pomóc państwu de Slony.
- Czy jest pan Rumunem? - spróbował zagadnąć do Heńka.
- Nie, jestem Mołdawianinem, a mój kraj teraz okupują Sowieci - odrzekł.
- No cóż - teraz Scheker lepiej się przygotował - nie wiem kogo nazywacie szczurem, który mówił o mnie, ale mimo wszystko dobrze trafiliście, bo też jestem przeciwnikiem komunizmu, polskiego i światowego libertyństwa i rządów Stalina, he, he, jestem dyplomatą i nikt mnie nie słyszy, to mogę ich wszystkich smarować ile wlezie, bo zasługują na to! - mówił chichocząc. - Pan Ceta Polikarp mówił, że to grzech fałszować dokumenty. Odnośnie mnie, to uważam, że na końcu jest grób, a za grobem nic nie ma, ale przed grobem łajdactwa nie zniosę. Spuśćcie się na mnie! - zapewnił o swych dobrych zamiarach. 
- To dobrze - odrzekł Strach na Wróble - czy mógłbym prosić o podwiezienie nas na południe na skraj Lasu? Dalej trafimy.
- Aber naturlich! - odparł Scheker i uścisnął dłonie Ceta Polikarpa i de Slony, a dłoń Lawendycji polskim zwyczajem pocałował. 
Wszystkich nakarmił, ubrał, pozwoliwszy wcześniej zażyć kąpieli, a wieczorem zawiózł na południe miasta, gdzie nasi uciekinierzy pożegnali się z dyplomatą i ruszyli w leśne ostępy. Państwo de Slony, a zwłaszcza Lawendycja żałowało, że taki człowiek był ateistą. 
- Mówił, że to dlatego, iż przeszkadza mu hipokryzja osób wierzących - tłumaczył Strach na Wróble.
Tymczasem Urząd Bezpieczeństwa szukał ich w ambasadach Rumunii i USA.
Powrót do Pawlaczycy był bardzo radosny i wręcz niemożliwy do opisania. Dość, że Pan Sołtys poprosił Księdza Dobrodzieja o nabożeństwo dziękczynne za szczęśliwy powrót do domu. Jednak tego dnia stało się coś bardzo złego. Radosne nabożeństwo miało się już wkrótce zmienić w koszmar - Dziadostwo wdarło się do Kościoła!

sobota, 2 listopada 2013

Dzień Zaduszny - Dyń Azenanimatis

,, [...] ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę, sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień'' - 1 Kor 3,15


Dzisiaj przypada święto tych, którzy pokutują w czyśćcu. Jak uczy Kościół dostają się tam dusze, które zmarły w stanie łaski uświęcającej, lecz z grzechem lekkim. Duszom tym, które czasami ukazują się żyjącym, by prosić ich o pomoc, można pomagać przez modlitwę, post, a w szczególności przez Eucharystię. Pierwsze osiem dni listopada to okazja zyskania odpustu za zmarłych. Warunki jego uzyskania to: nawiedzenie kościoła lub cmentarza, modlitwy ,,Ojcze nasz'' i ,,Wierzę...'', oraz modlitwa w intencjach papieskich.
Dusze czyśćcowe oczyszczają się dobrowolnie. Cierpią z miłości w ogniu rozpalonym przez wielką tęsknotę za Bogiem, a ich udręki zawsze mają swój kres. ,,Miłosierdzie tego nie chce, ale Sprawiedliwość każe'' - jak to ujęła św. Faustyna Kowalska. 
W klasyce światowej literatury, najbardziej znany obraz czyśćca sprezentował Dante w ,,Boskiej komedii''. Giovanni Boccaccio w ,,Dekameronie'' pisał o zazdrosnym mężu, którego ksiądz uwięził podstępem w piwnicy, wmawiając mu, że znalazł się w czyśćcu za zazdrość. 
Na zakończenie chciałbym podać ciekawostkę: kiedy paleontolodzy odkryli eoceńską małpiatkę nazwali ją ... purgatoriusem (łac. ,,purgatorium'' - czyściec),  ponieważ prace nad wydobywaniem i rekonstrukcją jej szkieletu były tak mozolne, że skojarzyły się z pokutą w czyśćcu.




piątek, 1 listopada 2013

Dzień Wszystkich Świętych - Dyń ov Evrayen Santyjen - Dien' Vsiech Sviatich

,,Życie się zmienia, ale nie kończy'' - p. Andreus ov Leovishiner



Z okazji dzisiejszego święta przerywam publikowanie ,,Pawlaczycy''. Jak co roku odwiedziłem dziś przepiękny Cmentarz Centralny w Szczecinie, odwiedzając groby Babci, Dziadka i zmarłej w niemowlęctwie cioci Grażynki. Jednak od porządkowania nagrobków znacznie ważniejszy w tym dniu jest udział w Eucharystii...
Tego dnia katolicy na całym świecie czczą pamięć ludzi, w których sercach dokonało się największe ze zwycięstw - zwycięstwo nad grzechem i którzy przebywają teraz razem z Chrystusem. W polskiej tradycji dzisiejsze święto ma konotacje zadumy i żałoby, a przecież nie jest to żadne Święto Zmarłych, ale Święto Żywych!!! Jest to święto Miłości triumfującej w tych, którzy poszli za Chrystusem. W Meksyku, gdzie tradycja aztecka przeplata się z tradycją hiszpańską, Dzień Wszystkich Świętych jest wyjątkowo radosny, a dzieci dostają makabryczne słodycze w kształcie czaszek. Z kolei w Rumunii - kraju, którym pasjonuje się mój przyjaciel Pavlas ov Vidłar, w miejscowości Maramuresz znajduje się ... Wesoły Cmentarz, pełen kolorowych, rzeźbionych nagrobków. 
Kult świętych istnieje u katolików, prawosławnych, oraz w obrządkach wschodnich. Odrzucają go natomiast protestanci w myśl zasady: ,,Soli Deo gloria''. Jako katolik podpisuję się w tej sprawie pod słowami św. Tomasza z Akwinu, który w dziele ,,Summa teologiczna'' wyróżnia trzy rodzaje czci:  latria - cześć boska przysługująca wyłącznie Bogu, dulia - cześć okazywana świętym i hiperdulia - cześć należna Maryi jako Matce Boga. Święty nie ma za zadanie przesłonić sobą Jezusa, ale do Niego prowadzić. Nabożeństwo dla poszczególnych świętych jest dla katolików dobrowolne, jednak cześć okazywana Maryi obowiązuje cały Kościół. 
Na chrzcie otrzymałem imię na cześć św. Tadeusza Judy; jednego z Apostołów i patrona spraw beznadziejnych. Gdy przystępowałem do bierzmowania myślałem by wybrać sobie jako patrona św. Alberta Wielkiego, lub św. Brendana, ostatecznie jednak zdecydowałem się na św. Tomasza Morusa. 
Negatywnym zjawiskiem mającym miejsce w okolicach Dnia Wszystkich Świętych jest panoszenie się święta Halloween. Jestem mu przeciwny z trzech pobudek:
- religijnych, ponieważ jest to święto obchodzone przez neopogan i składających ofiary z dzieci satanistów (krytyka ze strony biskupów i egzorcystów jest jak najbardziej uzasadniona, trzeba być ślepym aby tego nie dostrzegać, choć oczywiście nie wszyscy obchodzili wczorajsze święto w demonicznych intencjach),
- patriotycznych, ponieważ jest to święto obce i do obrzydliwości skomercjalizowane, gdy tymczasem zanikają piękne polskie tradycje noworocznego kolędowania i wielkanocnego chodzenia z dyngusem,
- wychowawczych; widziałem dzisiaj jak mojemu sąsiadowi, który nie dał dzieciom słodyczy, pomazano drzwi pastą do zębów; może uzna mnie Czytelnik za sztywniaka, ale dla mnie to się nazywa chuligaństwo; zresztą i bez Halloween wielu młodych Polaków ma problemy z szacunkiem do cudzego mienia.
Proponowaną przez Kościół alternatywą dla Halloween jest Bal Wszystkich Świętych. ,,Zło dobrem zwyciężaj'' - jak by to ujął św. Paweł. 
Z okazji Dnia Wszystkich Świętych, wszystkim Czytelnikom bloga, niezależnie od wyznania i światopoglądu, życzę abyśmy spotkali się w Niebie.